IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Until the love runs out. {♀ x ♀ | obyczajowe | 2 os. | bn}

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Until the love runs out. {♀ x ♀ | obyczajowe | 2 os. | bn}   Nie Wrz 11, 2016 1:28 am

soundtrack



☼͏͏͏͏͏͏ O P I S
▐Córka chińskiego biznesmena zmuszona zostaje do wyjścia za mąż. Dziewczyna jednak nie jest ani trochę szczęśliwa. Jest także młoda i poszukuje jeszcze własnej tożsamości. Pewnego dnia cząstka jej samej dociera do jej świadomości.
Jej życie na zawsze zmieni jeden wieczór. Jedna kobieta.



 

P O S T A C I
▐DZIEWCZYNA
A @Voldemort
▐DZIEWCZYNA B 
@Askella

R E G U L A M I N
▐1. Stosujemy się do odgórnego regulaminu forum.
▐2. Staramy się zachować wszelką poprawność (ortograficzną, interpunkcyjną, polityczną etc.).
▐3. Eee... staramy się zachować odpowiednią jakość i objętość postów? Lol.
4. By rozpocząć swoją przygodę w świecie lesbijskiego opowiadania będziesz potrzebował:
a) Karty Postaci
b) Dobrego humoru!
▐5. Bawimy się znakomicie.





____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Nie Wrz 11, 2016 3:55 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Until the love runs out. {♀ x ♀ | obyczajowe | 2 os. | bn}   Nie Wrz 11, 2016 2:43 am


IMIĘ | M E I                                                                  
NAZWISKO | J I A N G                                                    
DATA NARODZIN | P I E R W S Z Y  K W I E T N I A            
WIEK | D W A D Z I E Ś C I A  P I Ę Ć  L A T                     
ZNAK ZODIAKU | B A R A N                                             
CHIŃSKI ZNAK ZODIAKU | O W C A                                  
PŁEĆ | P I Ę K N A                                                         
ORIENTACJA | H O M O S E K S U A L N A                         
STATUS | Z A M Ę Ż N A                                                 



KOLOR OCZU | C Z E K O L A D O W Y                                

KOLOR WŁOSÓW | C Z A R N Y                                          
WZROST | S T O  O S I E M D Z I E S I Ą T  C M                   
▐WAGA | S Z E Ś Ć D Z I E S I Ą T  T R Z Y  K G                     
SYLWETKA | S Z C Z U P Ł A,                                             
W Y P R O S T O W A N A,           
K O B I E C A,                           
P E Ł N A  G R A C J I                

▐KARNACJA | M L E C Z N A, B L A D A                                
ZNAKI SZCZEGÓLNE | B R A K                                          



▐JEST ZAWODOWĄ MODELKĄ I AKTORKĄ.
▐KILKA MIESIĘCY TEMU RAZEM Z OJCEM PRZEPROWADZIŁA SIĘ DO NOWEGO JORKU.
▐DOSKONALE ZNA ANGIELSKI JAK RÓWNIEŻ MANDARYŃSKI, KANTOŃSKI, WU, JAPOŃSKI I KOREAŃSKI.
▐TRENOWAŁA KUNG-FU.
▐UWIELBIA OPERĘ, BALET I TEATR.
▐STUDIOWAŁA EKONOMIĘ NA PEKIŃSKIM TSINGHUA UNIVERSITY.
▐GRA NA PIANINIE.
CHOĆ WZIĘŁA ŚLUB Z YIJUNEM (YIJUN WU)NIE MIESZKAJĄ RAZEM. ŻADNE Z NICH NIE CHCIAŁO TEGO MAŁŻEŃSTWA.
RZADKO SIĘ WIDUJĄ, ZAZWYCZAJ TYLKO WTEDY, GDY MUSZĄ SPOTKAĆ SIĘ Z RODZICAMI
– JEDYNYM POWODEM, DLA KTÓREGO WZIĘLI ŚLUB.
▐MA WRODZONĄ WADĘ SERCA.


____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Nie Wrz 11, 2016 3:41 am, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Until the love runs out. {♀ x ♀ | obyczajowe | 2 os. | bn}   Nie Wrz 11, 2016 2:59 am

。 。 。 。 。 。 。 。・ 。 。 。 。 。 。 。 。

。 。 。 。 。 。 。 。・ 。 。 。 。 。 。 。 。

nazwisko  「Rowe」
imię  「Laura」
wiek  「dwadzieścia trzy lata」
data urodzenia  「20 września」
znak zodiaku  「panna」
orientacja  「n/a」
rodzina  「zmarli biologiczni rodzice, opiekunka prawna


。 。 。 。 。 。 。 。・ 。 。 。 。 。 。 。 。
   
。 。 。 。 。 。 。 。・ 。 。 。 。 。 。 。 。

włosy  「brązowe」
oczy  「w kolorze włosów」
waga  「w porządku」
wzrost  「170 cm」
sylwetka  「szczupła i zadbana」


。 。 。 。 。 。 。 。・ 。 。 。 。 。 。 。 。
   
。 。 。 。 。 。 。 。・ 。 。 。 。 。 。 。 。

「jest śpiewaczką operową w Metropolitan Opera House
「już jako mała dziewczynka grała role dziecięce w licznych musicalach i operach」
「zna kilka języków, w tym francuski i hiszpański」
「miała czternaście lat, gdy jej rodzice zginęli w wypadku」
「jej matka była baletnicą, a ojciec fotografem」
「przyjaciółka matki przejęła opiekę nad nią po śmierci jej rodziców」
「zna podstawy baletu」
「studiowała w Tish School of Arts w Nowym Yorku」
「nie jest pewna swojej orientacji」


。 。 。 。 。 。 。 。・ 。 。 。 。 。 。 。 。

。 。 。 。 。 。 。 。・ 。 。 。 。 。 。 。 。


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Pon Wrz 12, 2016 7:52 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Until the love runs out. {♀ x ♀ | obyczajowe | 2 os. | bn}   Nie Wrz 11, 2016 5:45 pm

Ten wieczór mógłby być dla Mei jednym z najprzyjemniejszych, do których należały wszystkie wieczory spędzone w operze, ale pewne czynniki nie pozwalały jej się w ogóle cieszyć, a byli to teściowie.
Dziewczyna uśmiechała się do starszych przyjaciół rodziców męża, słuchając ich z uwagą i dodając od siebie drobne spostrzeżenia – na tyle nic nie znaczące, na ile się dało. Jej ślub z Yijunem nigdy by się nie wydarzył, gdyby nie potrzeba rozbudowania spółki ojca. Teraz Mei została uwikłana w przedmiotowe traktowanie kobiet, któremu zawsze była przeciwna i z którym od zawsze próbowała walczyć. Nigdy jednak nie przypuszczała, że i ona stanie się ofiarą okrutnej rzeczywistości.
Nie była szczęśliwa ani spełniona. Na dobrą sprawę nawet jej praca nie była prawdziwym zawodem. O tyle dobrze, że nie pozwalała się rodzinie Wu utrzymywać. Zamieszkała sama, zostawiając ich wspólną rezydencję pod opieką Yijuna.
 
Męża poznała na kilka tygodni przed ich ślubem. Okazało się, że żadne z nich nie ma zamiaru stworzyć z drugim pełnowartościowego związku opartego na lojalności i bliskości. Oboje mieli własne życie – Wu prowadził swoją firmę razem z ojcem, często wyjeżdżał do Chin, do Korei, do Japonii, do Anglii i do każdego zakątka Ameryki Północnej. Mei z kolei była niezależna, zajmowała się rozwojem swojej kariery i na pewno ostatnim czego by chciała było mieszkanie z mężem. Yijun był przystojny, bogaty, wykształcony przez Princeton i z pewnością był wartościowym człowiekiem, ale Mei nic nie mogła poradzić na to, że nie kochała tego mężczyzny i żadnego innego nie pokochałaby nawet za miliard lat, bo najzwyczajniej w świecie nie potrafiła.
Mimo wszystko – Mei oraz Yijun całkiem nieźle się dogadywali i z łatwością przychodziło im pogodzenie ze sobą swoich grafików, by być razem w kraju akurat w momencie, gdy ich rodzice zechcą przyjść na wizytację do domu pary młodej. Na pytania zaś o dzieci i plany na przyszłość odpowiadała za każdym razem Mei, bowiem stosunek Yijuna do potomka był jednoznaczny – chciał go. Mei zaś nie.
Odpowiedź zatem wówczas brzmiała wymijająco z naciskiem na wykluczone.
 
Ten dzień już od samego rana dla Mei był katastrofą. Na początku mieli zjeść obiad razem z państwem Wu, by następnie wyjść razem do galerii sztuki, napić się szampana podczas rejsu promem i w końcu wylądować w operze. Policzki Mei bolały od ciągłego wymuszania na ustach uśmiechów, grzecznych chichotów i kolejnych pochlebstw.
Była zbyt wykończona by cieszyć się operą, a przynajmniej tak sądziła dopóki nie zajęła miejsca w swojej loży. Wtedy poczuła się jakby wszystkie jej troski straciły na znaczeniu i nawet dłoń Yijuna przykrywająca jej własną nie była dla niej żadną niedogodnością.
Moment, w którym na scenie pojawiła się ta niezwykła dziewczyna o cudownym głosie był dla Mei niemal jak ponowne narodziny. Być może jej serce wówczas cudem wytrzymało podobny skok ciśnienia, ale nawet gdyby Mei umarła w tamtym momencie – umarłaby szczęśliwa.
 
Dziewczyna zniknęła ze sceny. Mei postanowiła, że nie pozwoli sobie na to, by nie poznać osobiście tej utalentowanej śpiewaczki, która swoim śpiewem chwyciła ją za serce i długo po tym jak przestała śpiewać – nie chciała puścić.
 
Mei podniosła się z miejsca wraz z końcem sztuki, ruszyła do głównego holu, gdzie miała się odbyć gala popremierowa. Powierzchnia holu szybko zapełniała się ludźmi, pojawili się kelnerzy z tacami szampana. Mei czekała tylko na moment, w którym przedstawiona zostanie obsada.
Ów pojawiła się w towarzystwie reżysera i oczy Mei bez opamiętania utkwiły w szczupłej sylwetce śpiewaczki.
Gdy zaś obsada zeszła w dół, by przywitać się z tłumem i młoda Jiang ruszyła w tamtym kierunku, by wypełnić swój plan poznania dziewczyny – nagle w jej żołądku coś zacisnęło się w proteście. Im bliżej Mei znajdowała się skupiska ludzi, tym nerwy były coraz silniejsze. Musiała je jednak przemóc i mimo zdenerwowania – podejść i powiedzieć dziewczynie jak bardzo wspaniały ma głos.
To nic takiego, Mei. Po prostu stań przed nią i powiedz, że jest…
  –Nazywam się Jiang Mei –przedstawiła się, wyciągając dłoń ku niższej kobiecie zanim jeszcze w głowie ułożyła dokładnie to, co miała jej zamiar oświadczyć. –Chciałam tylko powiedzieć, że masz cudowny głos. I ogromny talent.
Mei uśmiechnęła się do dziewczyny szczerze, ściskając delikatnie jej drobną dłoń we własnej.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Until the love runs out. {♀ x ♀ | obyczajowe | 2 os. | bn}   Nie Wrz 11, 2016 11:07 pm


W białej sukni, wróciła do swojej garderoby. Odłożyła bukiet róż na toaletkę i usiadła na krześle. Jej wielka chwila, ważny moment - premiera Lucji di Lammermoor w Metropolitan Opera. Pierwsza duża rola w tak ważnych teatrze. Przed oczami wciąż miała obszerną widownię, wypełnioną co do miejsca widzami, a w głowie jeszcze rozlegało się echo braw.
W lustrze odbijała się zakrwawiona sukna sceny szaleństwa jej postaci. Ulubiona aria z całej opery. Idealna do popisu zarówno aktorskiego, jak i wokalnego – zwłaszcza wokalnego. Kubek zimnej herbaty wciąż wypełniał obszar dookoła stołu wyblakłym aromatem.

Odkąd pamięta, garderoby aktorów były jej ulubionym miejscem. Zaraz po rekwizytorni oczywiście. Już jako mała dziewczynka biegała pomiędzy półkami z licznymi przedmiotami, wyglądającymi niemalże jak eksponaty muzealne, by na koniec skryć się w garderobie primabaleriny, licząc róże od wielbicieli.

Oparła twarz na dłoniach i zapatrzyła się w swoje obicie. Musiała ochłonąć. Wyjść z szoku. Oczywiście, nie była to jej pierwsza premiera, lecz odczucia po czymś takim nie zmieniały się. Nikogo to jednak nie obchodziło, gdyż czekała na nią gala popremierowa. Inwestorzy do zaimponowania i osobistości do poznania.
U jej drzwi rozległo się pukanie.

-Moment! – pośpiesznie wstała i przetruchtała za parawan, gdzie zrzuciła z siebie kostium.

-Dziecinko, pośpiesz się – powiedział Ralph Ward - reżyser, wchodząc do pokoju i przysiadając na stoliku. Położył na nim pojedynczą białą różę. Wyjął jedną z bukietu i pogłaskał jej płatki, niecierpliwie uderzając obcasem eleganckiego buta w podłogę.

Nałożyła zwiewną białą sukienkę i czarne szpilki. Zatrzymała się przed lustrem, poprawiając włosy i wyszła wraz z mężczyzną.

Podniecenie przytłumione zmęczeniem z pewnością widoczne było na jej twarzy. Uśmiechała się jednak z aktorską precyzją. Z gracją witała się ze wszystkimi ważnymi ludźmi. Dookoła niej zebrała się większa grupka, chcąca poznać jej nauczyciela, szkołę i tak dalej. Grzecznie powtarzała odpowiedź podobnie wyglądającym mężczyznom i kobietom, różniącym się tylko kolorem włosów. Gdy tłumek za sprawą Ralpha w końcu odsunął się, a Laura miała nadzieję na chwilę spokoju, przed nią pojawiła się kolejna kobieta. Młoda śpiewaczka podniosła wzrok z podłogi, obserwując każdy skrawek. Różniła się od reszty. Może to była młoda figura, a może azjatyckie rysy twarzy. Może obie te rzeczy.
„Mei…”

-Dziękuję – uśmiechnęła się w odpowiedzi.
Słyszała takie rzeczy odkąd się tu pojawiła. Wyjątkowa szczerość i lekkie zakłopotanie w głosie Azjatki zmieniły wydźwięk tego banalnego zdania. Dłoń kobiety emanowała ciepłem i życzliwością. Rowe ponownie spuściła wzrok i zatrzymała go na złączonych dłoniach. Delikatny uśmiech nie zniknął jeszcze z jej ust.

Na plecach poczuła męską dłoń. Na szczęście obu kobiet, Ward został zagadany przez starszego inwestora. Z jego dłonią wziąć tkwiącą na jej drobnym ramieniu, Laura spojrzała na twarz naprzeciwko. Puściła dłoń z zamiarem kontynuowania rozmowy, lecz na myśl nie przychodziło jej nic interesującego. Mogła mieć tylko nadzieję, że rozmówczyni podejmie jakiś temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Until the love runs out. {♀ x ♀ | obyczajowe | 2 os. | bn}   Pon Wrz 12, 2016 12:10 am

Mei nie potrafiła się nadziwić delikatności dziewczyny. Stojąca przed nią sylwetka wydawała się być niemal nienaturalnie zwiewna i delikatna, idealnie proporcjonalna. Gładkie i blade oblicze Laury Rowe także było w pewnym stopniu nierzeczywiste.  Pełne i różowe usta odcinały się na wąskiej i bladej buźce śpiewaczki, a delikatnie zarysowana linia szczęki przywodziła na myśl kunszt rzemieślniczy, który wykraczał poza możliwości tego świata.
Dziewczyna była perfekcyjna i w każdym stopniu idealnie piękna. Do tego stopnia, że Mei nie potrafiła oderwać oczu od twarzy śpiewaczki. Od niej całej.
Starała się jednak także zachować fason, nie patrzeć się aż tak nachalnie i… wykrztusić z siebie jakieś słowa. Być może było to nieco niemożliwe, ale Mei musiała spróbować. Inaczej wyjdzie na nieuprzejmą.
 
Jeszcze przez sekundę lustrowała oblicze Laury nim otworzyła usta by coś powiedzieć i szybko je zamknęła. W reakcji na własne zakłopotanie zaśmiała się krótko z tym samym zawstydzeniem.
  –Wybacz, nie chciałabym zajmować ci czasu – powiedziała w końcu. –Na pewno jeszcze wiele osób ma zamiar do ciebie dzisiaj podejść. – Młoda Chinka starała się nie zwracać uwagi na dłoń reżysera tkwiącą niemal władczo na ramieniu młodej śpiewaczki.
Na ustach Mei wykwitł kolejny ciepły uśmiech, który przeznaczony był obecnie tylko dla Laury.
  –Masz we mnie największą fankę, Lauro.
Wtedy też zauważyła jak z tłumu nieopodal wyłania się pozostawiona w tyle rodzina męża wraz z mężem.
  –Powodzenia. Na pewno jeszcze się zobaczymy – oświadczyła w ramach pożegnania po czym uprzejmie usunęła się na bok, by wyjść na spotkanie Yijunowi i jego rodzicom.
 
Młodszy Wu włożył na jej ramiona długi, jesienny płaszcz, gdy już odebrali swoje zimowe ubrania z szatni w operze.
  –Nie możesz nam tak znikać i biec gdzie chcesz – powiedział Yijun, nachylając się
nad jej uchem. –To w złym guście zmuszać moich rodziców, żeby cię szukali po całej operze.
  –Do niczego ich nie zmuszałam. – Nierozumiejący, nieco zirytowany wzrok dziewczyny spoczął na mężu. –Sądziłam, że nie potrzebuję obstawy twoich rodziców ani twojej.
  –Nie ośmieszaj się, Jiang Mei – syknął Yijun w odpowiedzi i mało delikatnie acz dyskretnie pchnął ją w kierunku wyjścia z opery. – A tym bardziej nie ośmieszaj mnie.
 
***
 
Minął miesiąc odkąd Mei ostatnio była w operze. Odkąd poznała osobiście Laurę Rowe – najbardziej utalentowaną osobę, jaką miała okazję spotkać Mei.
Wtedy też obiecała dziewczynie, że to nie będzie ostatni raz, kiedy się widzą.
Jiang oczywiście mogła po prostu pojawić się jeszcze raz w operze i zawitać do garderoby Laury, by wypełnić swoją obietnicę, a także zobaczyć się z dziewczyną, gdy ta będzie mniej zajęta niż na gali popremierowej.
Oczywiście. Jednak… dlaczego Mei miałaby to robić? Dlaczego miałaby niemal prześladować biedną Laurę?
Na to pytanie młoda Chinka jeszcze nie znała odpowiedzi. Wiedziała jednak, że jeżeli tego nie zrobi, nie spotka się z dziewczyną – będzie tego żałowała. Być może śpiewaczka już o niej zapomniała... W końcu poznała tamtego wieczoru wielu ludzi. Nie musiała zapamiętać akurat jej – kogoś, kto zapewne tylko powtórzył słowa, które ta słyszała już tysiące razy.
Ale nawet jeżeli tak było… Mei przecież kochała operę. Chciała się tam pojawić jeszcze raz. To wcale nie musiał być wpływ tego, że Laura tam także będzie.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Until the love runs out. {♀ x ♀ | obyczajowe | 2 os. | bn}   Wto Wrz 13, 2016 1:13 am


Z kawą w dłoni i uśmiechem na ustach weszła głównymi drzwiami do budynku opery. Choć do jej garderoby zdecydowanie bliżej było z bocznych drzwi dla personelu i aktorów, to Laura lubowała się w przechodzeniu długiej drogi przez hol, rozkoszując pięknem opery. Miesiąc po premierze, a bilety wykupione na następne dwa miesiące. Spełniało się jej marzenie. Sen z dzieciństwa. Dążenia matki, które przerodziły się w jej cel.
Upewniwszy się, że Marie, charakteryzatorka, jeszcze się nie pojawiła i ma chwilę dla siebie, obrała kierunek na jej uwielbione pomieszczenie – rekwizytornię, ówcześnie zahaczając o swoją garderobę, by zostawić zimowe okrycie.
Mroźne powietrze siało postrach tylko na zewnątrz, ciepła atmosfera opery była czymś, czego o tej porze roku najbardziej młodej śpiewaczce brakowało. Odkładając płaszcz na oparcie kanapy, zauważyła kolejny samotny kubek zimnej już herbaty. Zły nałóg, który będzie musiała pokonać. Nie rozczulając się nad naczyniem, niespiesznym krokiem kontynuowała podróż do swej oazy.

・゚゚・.✧.・゚゚・

Natężenie braw nie zmieniło się ani jednego wieczora od premiery. Kolejne bukiety czerwonych róż i jedna biała na koniec każdego dzieła. Mimo co wieczornych występów, Laura nie czuła się zmęczona. Sprawiało jej to przyjemność. Traktowała pracę niemalże jak zabawę.
Nucąc “Un bel dì” z drugiego aktu Madame Butterfly, wróciła do garderoby. Już nie musiała się spieszyć na galę. Mogła dumać do woli. Żadni nieproszeni goście nie zakłócą jej spokoju. Leżało to także w interesie Ralpha, by jego diva otrzymała należytą ciszę.

Nie zdejmując białej sukni z ostatniej sceny pogrzebu jej postaci, a jedynie zarzucając na wierzch satynowy szlafrok z orientalnym wzornictwem, związała włosy w niechlujny kok na czubku głowy.
Jako dziecko zastanawiała się, czy aktorom nie nudzi się dana sztuka, gdy odgrywają ją przez parę lat. Po kilku latach praktyki znała odpowiedź na to pytanie - nie. Nie nudzi im się to. Za każdym razem mają szansę zagrać to odrobinę inaczej, zmienić szczegół, wypróbować nowy zabieg aktorski. Opery różnią się od siebie.

Pomiędzy kwiatami dostrzegła biały rąbek koperty. Zainteresowana nim, założyła na nos okulary w ciemnej oprawce i obejrzała go. Wczytując się w list od młodego fana, zaledwie kilkunastoletniego chłopca, prawie nie usłyszała pukania do drzwi. Z przyjemnością zagłębiając się w dziecięce marzenia o zostaniu tenorem i zaśpiewaniu u jej boku, stwierdziła, że jedynymi osobami, które mogłyby ją odwiedzić, przedzierając się przez kontrolę Warda, była jej przybrana matka i sam reżyser. Nie zdejmując okularów, ukazujących jej osobiste oblicze - nie jest w końcu tylko postacią ze sceny - podniosła się, by wpuścić gościa do środka. Ogromne zdziwienie ogarnęło ją, gdy osobą pojawiającą się w drzwiach nie było ani jedno z dwóch prawdopodobnych ludzi.


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Nie Wrz 25, 2016 1:09 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Until the love runs out. {♀ x ♀ | obyczajowe | 2 os. | bn}   Sob Wrz 24, 2016 12:10 am

Włosy Mei były spięte w luźniejszy niż zwykle kok, a jej bordowa, prosta sukienka sięgająca połowy uda wyglądała na niej jak wyjęta ze stron magazynów o modzie – zjawiskowo. Na jej ramionach spoczywał także ciężki, w tym samym kolorze co sukienka zimowy płaszcz, a obcasy jej butów stukały miarowo w posadzkę korytarza prowadzącego do garderoby aktorów operowych. Przed dziewczyną kroczył rozemocjonowany reżyser sztuki, ględząc coś o tym, jak ucieszyło go to, że ma okazję poznać Mei. Ona zaś rozglądała się z zaciekawieniem po ścianach korytarza, szukając odpowiednich drzwi z tym jednym konkretnym nazwiskiem wyrytym na tabliczce.

Poprawiła w ramionach pokaźny bukiet białych róż, gdy reżyser nagle zatrzymał się przed drzwiami i wskazał na nie gestem, usuwając się z drogi. Mei na chwilę przystanęła na wprost swojego celu, wbijając pełen nadziei wzrok w tabliczkę z imieniem śpiewaczki.
Nie miała pojęcia co ją zaprowadziło w  to miejsce, które z uczuć skłoniło ją do tak nierozważnego kroku jakim było okazanie Laurze tak dużego zainteresowania i niemal czci. Przegapiła nawet moment, w którym kazała szoferowi zatrzymać się przy kwiaciarni, by ona mogła zakupić ten monstrualny bukiet kwiatów. Teraz, gdy tak stała przed garderobą Rowe – powróciło to okropne zdenerwowanie, ten obezwładniający stres jaki towarzyszył jej wtedy podczas gali.
Mei zdecydowała jednak, że nie ma już ochoty narażać się na nierozumiejący wzrok reżysera, który to nadal obecny był nieopodal, metr dalej od Mei.
Dziewczyna mimowolnie pozwoliła swojemu spojrzeniu na chwile spocząć krytycznie na mężczyźnie.
On szybko zrobił kolejny krok w tył i Jiang wreszcie odważyła się unieść dłoń, by zapukać w drzwi garderoby.

Od razu tego pożałowała. W jej gardle zawiązał się supeł i kiedy we wnętrzu pokoiku słuchać było kroki zbliżające się do drzwi – Mei cudem stała tam jeszcze o własnych siłach.
Kiedy zaś te się rozchyliły i ukazały szczupłą sylwetkę śpiewaczki, ubraną w szlafrok i z okularami na nosie dziewczyny – zęby Mei podążyły do jej własnej pełnej wargi, by zagryźć ją i być może nieco się tym przywrócić do rzeczywistości.
 –H…hej – mruknęła, uśmiechając się niepewnie Chinka. –Pewnie mnie nie pamiętasz, ale przedstawiłam ci się miesiąc temu na gali po premierze  Lucji di Lammermoor –dodała.
Za jej plecami pojawił się reżyser, by pokazać być może Laurze, że Mei znajduje się tu w pełni legalnie i wcale nie wkradła się tu po kryjomu jak szczur.
 –Obiecałam ci wtedy, że jeszcze się spotkamy. –Jiang przycisnęła mocniej do siebie róże. –No i jestem, żeby wypełnić obietnicę… no i dać ci kwiaty. –Mei odsunęła od siebie róże i wyciągnęła je w kierunku Laury, wręczając jej ów pokaźny bukiet.
 –Znowu byłaś wspaniała – powiedziała jeszcze Mei, tym razem pozwalając na chwilę zniknąć ze swojej twarzy niepewności i zastąpić ją sympatią.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Until the love runs out. {♀ x ♀ | obyczajowe | 2 os. | bn}   Nie Wrz 25, 2016 3:21 am


Śpiewaczka bynajmniej pożałowała podniesienia się z krzesła, zamiast zwyczajnego odkrzyknięcia „otwarte”.  Stojąc z kartką w dłoni, nie była pewna, co wywołało w niej ową zszokowaną reakcję: to że Mei faktycznie wróciła, bukiet róż w jej ramionach, czy może fakt, że Ralph pozwolił młodej Chince odwiedzić jego divę.

-Tak… Pamiętam cię doskonale – wciąż w szoku, odebrała bukiet. – Wejdź.

Laura uchyliła szerzej drzwi, by ostatecznie pchnąć je na oścież. Odwróciła się, podarowując dziewczynie szczery, lekko zdezorientowany uśmiech. Gdy Mei niepewnie weszła do pomieszczenia, w drzwiach zatrzymał się Ward, widocznie nie chcąc zostawiać ich samych. Oparty o framugę, obserwował jak jego śpiewaczka odkłada kwiaty i wraca w jego stronę.

-Wyjdź – szepnęła, delikatnie zamykając drzwi.

-Macie piętnaście minut – mruknął reżyser, ostatecznie wycofując się.

Odwróciła się od drzwi i spojrzała na swojego gościa. Prawdę mówiąc, myślała o niej trochę. Może więcej niż trochę. Gdy Mei zniknęła w tłumie na gali, Laura miała nadzieję, że jeszcze na siebie wpadną. Jak mówią – nadzieja umiera ostatnia, a resztę wieczoru spędziła u boku Ralpha, bezcelowo wpatrując się w tłum.
Obcasiki blado zastukały, gdy zbliżała się do toaletki. Podsunęła zsuwające się okulary i przystąpiła do wkładania świeżych róż do wazonu z mniej świeżymi. Miejsca wśród czerwonych kwiatów nie było zbyt wiele, lecz młoda primadonna musiała zająć czymś ręce i wypełnić niezręczną ciszę, która osiadła na każdym calu garderoby.  

-Nie miałam okazji wcześniej zapytać, jak ci się podoba Lucja Di Lammermoor? To jedna z moich ulubionych oper, a scena szaleństwa Lucji to dzieło sztuki – porzucając kwiaty, energicznie ruszyła w stronę stolika.
Zatrzymała się jednak przy wieszaku i wspominając szaleństwo, subtelnie dotknęła sukni. Dotarła do stołu i wzięła pusty kubek. Mijając Chinkę, posłała jej miły uśmiech, słuchając aksamitnej resztki obcego akcentu.

Laura nie mogła zaprzeczyć, Mei zdawała się znać na operze. Nie wyglądała na przeciętnego biernego widza, który wchodzi i wychodzi. Miała w swoim spojrzeniu coś, co wprost krzyczało, że lubi operę.
Rowe natomiast operę kochała. Niczego ani nikogo nie darzyła równie mocnym uczuciem, jak to. Włoskie libretto i barokowy przepych sprawiało jej największą radość w życiu. Największym jej marzeniem było zwiedzenie najpiękniejszych oper w Europie. Semperoper w Niemczech, Opéra Garnier we Francji i tak dalej. W dzieciństwie podróżowała z matką i jej baletem. Zwiedziła w ten sposób kilka włoskich oper i jedną polską, czym tylko narobiła sobie chęci na więcej.

Laura przelała trochę wody z wazonu do kubka i wstawiła tam resztę kwiatów. Były zbyt piękne, by przysychać, dopóki nie dotrze do domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Until the love runs out. {♀ x ♀ | obyczajowe | 2 os. | bn}   Sob Paź 15, 2016 3:58 pm

Słowa Laury ulżyły Mei ogromnie, a pętla w jej gardle rozwiązała się, a niepewność towarzysząca jej pojawieniu się minęła. Laura pamiętała ją, a przynajmniej tak twierdziła.

Zgodnie z poleceniem młodej śpiewaczki, Mei weszła do wnętrza garderoby, nie zaszczycając reżysera już ani jednym spojrzeniem.  Rozglądała się z zaciekawieniem po wnętrzu dosyć obszernego pokoiku do momentu, w którym jej wzrok dosięgł Laury. Dziewczyna skończyła już niemal wstawiać kwiaty do wazonu i zadała swojemu gościowi ważne pytanie odnośnie jego uczuć względem sztuki.
A o tym Jiang mogła powiedzieć wiele.
 –Bardzo mi się podobała –odpowiedziała Chinka i zrobiła krok w kierunku Laury. –To niezwykła opera. Zazwyczaj awangardowe i zbyt tragiczne oraz nieco przerażające sztuki mnie nie pociągają aż tak jak ta. Być może była to twoja zasługa, być może mój gust obejmuje inne walory tego ewenementu. –Jej oczy przez cały czas nie odrywały się od młodej Rowe. –Również podobała mi się scena szaleństwa. –dodała po dłuższej pauzie, którą poświęciła na lustrowanie ślicznej twarzyczki Laury.
Dokładnie tak jak Mei sądziła – jej niepewność zniknęła.

 –Jak to się stało, że zaczęłaś śpiewać w operze? –spytała kobieta i  musnęła dłonią wierzch oparcia krzesła przy toaletce Laury, w której to zwierciadle mogła dostrzec własną sylwetkę. –Ward mówi, że jesteś jego największym talentem.
Ward naprawdę dużo mówił. W drodze do garderoby Laury zdołał powiedzieć Mei naprawdę dużą część historii jego pracy jako reżysera. Mówił mimo, że widział brak zainteresowania na twarzy Jiang. Mei stwierdziła, że naprawdę lubił mówić o sobie. Zwłaszcza w towarzystwie bogatych ludzi, zapewne by pokazać się z jak najlepszej strony.
Miliard razy bardziej wolała słuchać Laury.
I to, że właśnie miała do tego okazję, bardzo ją cieszyło. Chłonęła każde słowo dziewczyny z największym zainteresowaniem.

Poczuła jak w jej torebce rozdzwania się wyciszony telefon. Sięgnęła po niego, niby z brakiem zainteresowania spojrzała na wyświetlacz telefonu po czym cmoknęła z dozą znudzonego poirytowania.
 –Wybacz. Muszę to odebrać –powiedziała do Laury po czym przesunęła zieloną słuchawkę przez szerokość wyświetlacza i uniosła telefon do ucha.
Pożałowała tego już w następnej sekundzie, gdy jej wybranek zaczął obrzucać ją pretensjami o to, jak potraktowała zaproszenie jego rodziców na obiad dzień wcześniej. Mówił, że nie miała prawa, by ów odwołać.
A Mei uważała, że ma prawo do wszystkiego, na co tylko miała ochotę.
Nie miała także zamiaru unosić się bez powodu w towarzystwie Laury. W ojczystym języku odpowiedziała wybrankowi, że nie ma teraz czasu wysłuchiwać jego żalów po czym odłożyła słuchawkę, wrzuciła telefon do torebki i znów swą uwagę kierowała na Laurę.
 –Masz plany na dzisiejszy wieczór? –spytała. Trwał właśnie wczesny wieczór, do północy pozostawało nadal parę godzin. Mei zaś nie miała ochoty na spędzanie tej nocy z telefonem w dłoni, tłumacząc Yijunowi najprostsze detale funkcjonowania w społeczeństwie.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Until the love runs out. {♀ x ♀ | obyczajowe | 2 os. | bn}   Nie Paź 16, 2016 2:34 am


-Moja mama była primabaleriną, więc od zawsze bywałam w teatrach. Mogłaś o niej słyszeć, Lillian Rowe – Laura uśmiechnęła się pod nosem, ściskając w dłoniach fragment szlafroka. – Miałam iść w jej ślady, lecz moja koordynacja ruchowa… - przerwała, zrzucając rękawem kartkę ze stołu. Westchnęła na wpół teatralnie i zająknąwszy się, dodała – no właśnie.

Ukucnęła, by podnieść świstek papieru, który okazał się być listem od fana.

-Poza tym diva pracuje dłużej i zarabia więcej – na młode usta wstąpił promienny szczery uśmiech, a oczy zwróciły się na gościa. – Ralph rzeczywiście uważa mnie za swoje oczko w głowie.

Za swoją własność.. Dodała w myśli. To był sekret. Nikt nie może się dowiedzieć o zaborczości mężczyzny, skrywanej pod troskliwością reżyresa.  

-Natomiast moja droga na szczyt jest dość ciekawa. Najpierw byłam w chórku, nic nadzwyczajnego. Aż któregoś dnia Ralph stwierdził, że ktoś w chórze ma zbyt dobry głos i kazał każdej z nas zaśpiewać swoją partię solo acapella – przysiadła na toaletce, wysunęła jedną nogę do przodu, wyłaniając ją spod szlafroka. – Domyślasz się co było dalej.

Wtem historię życia przerwał jej dzwonek iPhona Chinki. Uważnie przysłuchiwała się ojczystemu językowi dziewczyny. Chiński zawsze brzmiał jej bardzo melodyjnie. W dzieciństwie bardzo chciała się go nauczyć, jednak języki europejskie stanowiły priorytet w jej rodzinie. No cóż, teraz by się przydał.
Gdy dziewczyna powróciła wzrokiem do niej, ta delikatnie uniosła pytająco brwi.

-Plany? – wymacała komórkę na stole i by sprawiać zajętą, otworzyła kalendarz. Pusty. Wypełniają go tylko godziny prób i przedstawień. – Dzisiaj jestem wolna.
Żeby tylko dzisiaj.

Na jej twarz powrócił ciepły uśmiech. Wyjście z domu z kimkolwiek sprawiłoby jej radość, a co dopiero wyjście z entuzjastką sztuki. Zwłaszcza jeśli tą entuzjastką jest Mei. Musiała tylko zgrabnie wyminąć Warda.

Niedługo później znalazły się na zewnątrz. W ciepłym płaszczu, obserwowała parę wydobywającą się z jej ust. Już czuła, że niedługo odmarznie jej nos. Zawsze poniżej 5°c kończyła z zaczerwienionym nosem. Każdy powtarzał jej, że to niesłychanie urocze, jednakże sama delikwentka wolałaby siedzieć w ciepłym pomieszczeniu, unikając jakiejkolwiek uroczości, jeśli ma się wiązać z nieprzyjemnym klimatem. Z drugiej strony lubiła zimę. Głównie oglądać ją przez okno, ale ciepłych, słonecznych dni wolała doświadczyć na własnej skórze. Własnego nosa, bo zawsze kończyło się to w ten sam sposób.

Przypomniała sobie o kwiatach. W pośpiechu o nich zapomniała, co w sumie wyszło jej na dobre, ponieważ nie musi ich nosić po mieście. Gorzej dla róż, ale pozostaje tylko modlić się, że dozorca Craig doleje im wody.


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Nie Gru 04, 2016 3:50 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Until the love runs out. {♀ x ♀ | obyczajowe | 2 os. | bn}   Pią Lis 25, 2016 4:10 pm

Obydwie wyszły przed operę. Mei poleciła Laurze, by pozostała tam, gdzie stały. Sama podeszła do swojego czarnego wozu zaparkowanego przy krawężniku, a gdy szofer uchylił okno – wyjaśniła mu swoją sytuację i kazała wracać, nie czekając na nią. Obiecała także, że wezwie taksówkę. Uspokojony szofer w końcu odjechał spod opery, a Mei wróciła do Laury, która stała dokładnie w tym samym miejscu, w którym ta ją zostawiła.
 – Pomyślałam, że przejdziemy się piechotą i pooglądamy te śliczne świąteczne światełka – wyjaśniła Mei, wzruszając ramionami niewinnie, jak gdyby przepraszając za swoją słabość do wspaniałych, nowojorskich ozdób świątecznych.
 – Później coś zjemy – zapewniła dziewczynę po czym zrobiła niepewny krok w odpowiednim kierunku. Laura na szczęście ruszyła za nią.

***

Malowniczy Nowy Jork w całej swej niemalże świątecznej odsłonie zachwycał Chinkę. Oczywiście – w Pekinie także widywała takie rzeczy, ale obecnie miała spędzić Święta po raz pierwszy w Nowym Jorku. Cieszyło ją niezmiernie, że zamieszkała w Ameryce na stałe. Zawsze czuła się tutaj wolna, pełna możliwości i zapału do pracy. Każde drzwi stały tu przed nią otworem, nie ograniczały jej sztywne ramy Chińskiego rozumowania ani tamtejsze postrzeganie kobiet. W Nowym Jorku Mei mogła być wreszcie sobą.

 – Byłaś kiedyś w Belgii, Lauro? – spytała Mei, zwracając swoje spojrzenie na zaczerwienione oblicze Laury. – Bardzo jest ci zimno? – dodała z troską, spostrzegając nagle widok, który przedstawiała sobą Laura. Mei zatrzymała się, by dotknąć zarumienionej twarzy śpiewaczki. Jej policzki i nos były lodowate, co zaniepokoiło Mei.
 – Chodźmy gdzieś, gdzie jest ciepło – zaproponowała Azjatka i chwyciła dłoń dziewczyny, by pociągnąć tę w stronę majaczących się gdzieś w zasięgu wzroku knajpek.
Nadal trzymając drobną rączkę Laury, ruszyła do wejścia jednej z przytulniej wyglądających restauracji.
Dopiero znalazłszy się wewnątrz, Mei odruchowo puściła dłoń Laury.

Kelner zaprowadził je do wolnego stolika, odbierając także ich płaszcze i pozostawiając do ich dyspozycji menu. Mei przeglądała ów wnikliwie, nie do końca potrafiąc się zdecydować na jedno czy drugie.
 – Na co masz ochotę? – spytała Mei, wierząc, że być może wybór Laury doda jej nieco natchnienia.
Nieoczekiwanie – za oknem restauracji nagle począł prószyć śnieg.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Until the love runs out. {♀ x ♀ | obyczajowe | 2 os. | bn}   Nie Gru 04, 2016 3:49 am

Doskwierające zimno było niczym przy tak pięknym krajobrazie. Pomimo wychowywania się w Nowym Jorku i dorastaniu na oglądaniu najpiękniejszych miast i oper świata, to miasto stale ją zaskakiwało. Miało w sobie zarówno mroczą tajemnicę, jak i leżało na otwartej dłoni, dostępne dla każdego o każdej porze. Taką właśnie porą była noc. Uliczne światła zachwycały już w ciepłe letnie noce, gdy spływały ulicznym nurtem ochładzającego deszczu. Zima natomiast zapierała dech w piersiach. Nawet rozmoknięty szaro żółty śnieg, rozchlapywany wśród jednokolorowych wieżowców dodawał miastu interesującego aspektu.

Laura spróbowała ukryć drżenie, gdy jej towarzyszka na nią spoglądała. Nie mogła jednak ukryć zaczerwienionego nosa i policzków, czy załzawionych z zimna oczu. Uparcie jednak próbowała, odwracając lico w drugą stronę i z zainteresowaniem spoglądając w świąteczne lampki na latarniach ulicznych.
Rowe była zdecydowanie zbyt lekko ubrana na taką pogodę. Choć nie padało, ani wyjątkowo nie prószył śnieg, ten wieczór był nadzwyczaj zimny. Raz jeszcze zadrżała, gdy Mei zadała pytanie, swobodnie przerywając niezobowiązującą ciszę.

-W Belgii? Raczej nie... - zmarszczyła brwi, wracając pamięcią w dawne czasy, gdy podróżowała wraz rodzicami po Europie.

Zamilkła na chwilę. Doskonale pamiętała wystrój belgijskiego La Monnaie, lecz nie potrafiła wygrzebać w pamięci okoliczności. Przed oczami miała zachwyconą twarz matki, gdy oglądali królewskie ogrody. Nim zdążyła odpowiedzieć, Mei wychwyciła fakt, że Laura zamarzała. Świąteczny wystrój ulic i miły spacer był jednak znacznie ciekawszy, niż rozwodzenie się nad temperaturą swojego ciała.

Chwilę później jej zmarznięta dłoń splotła się z tą zdecydowanie cieplejszą dłonią Chinki. Świat jakby zwolnił, gdy wśród śniegu prowadzona była ku kolorowym restauracjom. Dziwne, wcześniej nie znane jej uczucie, rozpaliło ją od środka, zdecydowanie ogrzewając.
Nim się spostrzegła, siedziała naprzeciw pięknej Azjatki, którą poznała niewiele wcześniej, a przed tym wieczorem rozmawiała niewiele więcej niż pięć minut.
Chwilę wpatrywała się w menu.

-"Śmierć Klinghoffera"! - wykrzyknęła w końcu, a jej twarz rozpromieniła się gwałtownie. - Wybacz - swój nieśmiały uśmiech skryła za drobną dłonią. - Tak, byłam w Belgii. Dawno temu, na premierze "Śmierci Klinghoffera".

Delikatnie zawstydzona oblizała wargi i spuściła głowę do karty menu.

-Musztardowy kurczak z zimowymi warzywami będzie idealny -  ponownie uniosła wzrok na wpatrzoną w jej osobę towarzyszkę.[/size]
Posławszy jej szczery uśmiech zerknęła jeszcze raz speszona w kartę.

-A ty byłaś w Belgii, Mei? - spytała po chwili ciszy. - Chciałam tam wrócić, ale nie miałam okazji.

Gdy Jiang otwierała usta, by odpowiedzieć, przerwał jej dzwonek telefonu Laury. Na jej twarzy pojawiło się zdziwienie zmieszane z zażenowaniem.
Ralph Ward widniało na ekranie smartphona dziewczyny. Po krótkim wahaniu odrzuciła przychodzące połączenie i wyciszyła telefon, by przepraszającym uśmiechem wrzucić go do torebki. Dobrze wiedziała, że na jednej próbie się nie skończy i albo będzie zmuszona odebrać, albo… reżyser osobiście spróbuje zrujnować miły wieczór.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Until the love runs out. {♀ x ♀ | obyczajowe | 2 os. | bn}   Pią Gru 30, 2016 7:41 pm

Przez chwilę obydwie wpatrywały się w nieszczęsny telefon Laury, Mei bardziej pytającym wzrokiem niż zirytowanym i Laura – niezidentyfikowanym oraz niezrozumiałym dla percepcji oka Mei. Wszystko jednak wskazywało na to, że Laura się waha, a później także na to, że jednak postanowi zignorować dzwoniący telefon. Laura jednak zdecydowała się… odrzucić połączenie od reżysera i w dodatku wyciszyć telefon, by telefony od niego więcej jej nie niepokoiły.
Wywołało to na ustach Jiang lekko rozbawiony uśmiech. Dziewczyna postanowiła nijak nie komentować zachowania śpiewaczki i jedynie wróciła do porzuconej myśli.
Byłam. Mieszkałam tam przez miesiąc z powodu pracy – odpowiedziała i sięgnęła po kieliszek wina napełniony chwilę wcześniej przez kelnera.
Jestem modelką – wyjaśniła po chwili Mei, uznając, że Laura być może chciała by poznać powód, dla którego Mei musiała siedzieć aż miesiąc w Belgii, pracując. – No i aktorką… – dodała, gdy zorientowała się, że jej wypowiedź nie jest w pełni prawdziwa.
Następnie się uśmiechnęła, gdy uznała, że to co powiedziała, zadowala swoją treścią
Ale zawsze chciałam zostać zawodową łyżwiarką – dodała, a jej uśmiech poszerzył się na wspomnienie marzenia z dzieciństwa, którego nigdy nie mogła zrealizować przez wzgląd na problemy z sercem. Z tego samego powodu porzuciła także Kung-fu.

Kolejne minuty mijały im na rozmowie, niezobowiązującej wymianie zdań na temat zainteresowań, podróży, piękna Europy i w końcu także filmów, w których grała Mei. Dziewczyna miała na koncie kilka drugoplanowych rólek w kinowych hitach i kilkanaście w o wiele mniej znanych produkcjach w większości kina Azjatyckiego. Obecnie Mei dużo więcej serca wkładała w karierę międzynarodowej modelki, by nie dać o sobie zapomnieć światu mody tylko i wyłącznie ze względu na swój już „podeszły” wiek.
Jest dużo nowych twarzy w modelingu i wiele z nich osiąga sukcesy na arenie międzynarodowej już w rok po rozpoczęciu kariery, podczas gdy ja w przyszłym roku skończę dwadzieścia sześć lat i zostanę uznana oficjalnie za emerytkę w tej branży. – Mei westchnęła przeciągle i pociągnęła dosyć duży łyk wina, zupełnie tak jakby miało jej to przynieść nieco ukojenia.
Na co były mi te studia… – zaśmiała się, kierując spojrzenie na swoją towarzyszkę. Przez chwilę wpatrywała się w dziewczynę ciepłym wzrokiem nim uwagę Mei zaskarbił sobie kelner, który przyniósł dania zamówione przez obydwie kobiety.
Życzył im smacznego i po chwili znów go nie było.

Kilka kieliszków wina później – Mei skończyła jeść i sprawdziwszy godzinę, uznała, że pora jest zbyt wczesna, by żegnać się tak szybko z Laurą. Była ledwie ósma wieczorem.
Co zazwyczaj lubisz robić w wolnym czasie? – spytała Jiang, odkładając sztućce na pusty talerz i sięgając po serwetkę, którą wytarła usta.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Until the love runs out. {♀ x ♀ | obyczajowe | 2 os. | bn}   

Powrót do góry Go down
 
Until the love runs out. {♀ x ♀ | obyczajowe | 2 os. | bn}
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Archiwum-
Skocz do: