IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Wto Sty 10, 2017 1:21 am

Niechętnie oderwał się od ust Xaviera, który to podstępnie znów kusił do bycia egoistycznym. Silas za każdym razem ulegał tej pokusie. Xavier, gdyby tylko chciał, mógłby wymusić na Silasie wszystko. Mężczyzna miał wrażenie, że jest w stanie poświęcić od teraz chłopakowi każdą sekundę swojej egzystencji i każdy atom swojego ciała. Był także dzięki temu o wiele szczęśliwszy.
Być może było to szczęście ślepo zakochanego młodego chłopaka, a być może jedyna namiastka owego, która się kiedykolwiek Silasowi jeszcze w życiu przydarzy.

Uśmiechnął się nieznacznie na dźwięk pytania Xaviera, przy okazji zdejmując z ramion czarny płaszcz i wieszając go na wieszaku w przedpokoju.
Następnie pośpieszył z odpowiedzią.
 – Ledwo. – Jego wzrok opadł na coś innego niż oczy Xaviera. Gdy tylko minęło następnych pare sekund bezpieczeństwa – spojrzenie Weira powróciło do twarzy Xaviera.
Nie musiał pytać o to samo Lee. Doskonale wiedział, że im obydwu ten miesiąc minął nadzwyczaj… samotnie i ciężko. Mieli wiele czasu na rozmyślania i wydawać się mogło, ze doszli do tego samego wniosku – wszystko między nimi może pozostać w ten sposób na dłużej niż kilka wieczorów przy kieliszku.
Silas nadal był pełen wątpliwości, ale na pewno nie wobec tego co czuł do Xaviera.

Silas ruszył za kuzynem do kuchni, kręcąc się po niej przez chwilę i w końcu opierając się biodrami o brzeg blatu. Nigdy tu nie był. Xavier i jego rodzina przeprowadziła się do tego domu niedługo po śmierci jego stryja – ojca Xaviera.
Było tu… przytulnie.

Xavier począł krzątać się po kuchni i w jej okolicach, proponując Silasowi różnorakie napoje i w końcu decydując się na wino.
Chłopiec przez chwilę szukał otwieracza potrzebnego do odkorkowania wina. Kiedy go znalazł – Weir wyjął go spomiędzy jego palców i odwrócił się przodem do postawionego przez siebie na blacie daru, który miał być symbolicznym upominkiem dla Lee.
Wprawnie odkorkował wino i poprosił o to, by Xavier wyjął kieliszki. Wino przez chwilę musiało postać ażeby nieco pooddychać – jak zwykła mawiać matka Weira.
W tym czasie Silas zwrócił się do młodszego przyjaciela.
 – Mam nadzieję, że to w porządku jeżeli zostanę na twojej imprezie? – zdawał się pytać niepewnie Weir, spoglądając nieco bez przekonania na Xaviera. – Chyba, że się mnie wstydzisz. Wtedy mogę sobie pójść i poczekać aż zadzwonisz i mnie zaprosisz. – Na jego usta wkradł się nieco śmielszy oraz bardziej wymowny uśmiech. Następnie zaś sięgnął ku nadgarstkowi Xaviera i przyciągnął chłopaka do siebie, ustawiając go przed sobą i z powrotem samemu opierając się biodrami o blat.
 – Zostaję na kilka dni, więc to w porządku – dodał nieco poważniej, lustrując oblicze chłopaka.
Nigdy nie byli do siebie szczególnie podobni – na całe szczęście. Xavier dużo więcej odziedziczył po pięknej matce aniżeli po ojcu. Xavier był jednak na pewno bardzo inteligentny, spokojny i rozważny zupełnie jak stryj Silasa.

Ojciec Silasa nigdy nie był przez rodziców faworyzowany. To jego bratu zawsze przypadały największe nadzieje rodziny i wszelkie oczekiwania dotyczyły właśnie jego. Magnus był zbyt porywczy, lekkomyślny i podejmował zazwyczaj zbyt wielkie ryzyko, co wykluczało go z listy potencjalnego dziedziczenia rodzinnego biznesu mimo faktu, że był starszy.
Ostatecznie jednak Magnus stał się z czasem o wiele mniej porywczy, nabył zuchwałości i wyrachowania oraz stał się tym, kim oczekiwał, że się stanie jego ojciec. Zachary zaś okazał się być zbyt dobry.

 – Nie każ mi już tęsknić – mruknął w końcu Silas po dłuższym milczeniu i wpatrywaniu się w twarz Xaviera, do której po chwili nieco się nachylił, by w końcu zamknąć ich usta w czułym pocałunku.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pią Sty 13, 2017 1:24 am

Urażony insynuacją kuzyna Xavier odwrócił się, teatralnie odstawiając kieliszki na blat. Nie zdążył jednak się wybronić, gdyż wypowiedź zmieniła ton, a on sam został przyciągnięty do mężczyzny. Gdy otworzył usta, by w końcu wypowiedzieć na głos, co mu chodziło po głowie, zamknął je z powrotem, przygryzając delikatnie wargę na słowa Weira.
Wtedy Silas go pocałował.
Właśnie w takich momentach Xavier czuł się najbardziej komfortowo. Wszelkie wątpliwości i zmartwienia gasły chociaż na moment. Lee czuł właśnie wtedy, że to on jest dla ukochanego najważniejszy, na ten moment tylko on się liczy.
On i to co pomiędzy nimi jest. Zawiła nienazwana relacja. Gdy przyjaciele uświadamiają sobie coś więcej pomiędzy nimi niż tylko przyjaźń, gdy to platoniczne uczucie zaczyna kiełkować w stronę, której żaden z nich się nie spodziewał – nazwanie owego zjawiska stawało się najtrudniejsze.
Podczas pocałunku jednakże i to nie miało znaczenia.
Tylko tu i teraz. Później będzie się martwił o formalności.
 
Gdy po blisko minucie Xavierowi zabrakło tchu, co prawda niechętnie, oderwał się od Silasa. Odsunął twarz, wciąż nieświadomie zaciskając pięść na golfie mężczyzny i zatrzymał spojrzenie na głębokich oczach.
Topiąc się w błękicie, uświadomił sobie, że właściwie nigdy nie powiedzieli sobie wprost o swoich uczuciach, innych niż tęsknota. Chłopak mógł się tylko domyślać, co czuje jego kuzyn, sam nie będąc pewien swoich uczuć.
W tym momencie chciał kochać. 
Obawiał się tylko, że Silas nie poczuje tego tak samo mocno, co on i koniec końców Xavier zostanie sam ze złamanym sercem oraz bez przyjaciela. To właśnie powstrzymywało go przed oddaniem się Silasowi w całości – duszą i ciałem. Powstrzymywało przed  przyznaniem się przed samym sobą do uczuć.
 
-Miałem nadzieję, że spędzimy moje urodziny w … nieco bardziej prywatny sposób – wydukał w końcu. – Jeśli wiesz o czym mówię – wykręcił w żałosnym uśmiechu usta, a jego wzrok spłynął na różowe wargi towarzysza.
 
Czy byłby gotowy powiedzieć te dwa słowa?
Na to pytanie należało znaleźć odpowiedź jak najszybciej.
 
-Chyba… chyba możemy już nalać wina – z trudem wyrwał się z zamyślenia. To pierwszy raz takie myśli rozpraszały jego uwagę oraz pierwszy, gdy Xavier zadał sobie wprost pytanie, czym darzy mężczyznę.
Powoli puścił odzienie kuzyna i ze speszeniem wygładził delikatnie zmarszczoną tekstylie, uważnie obserwując gładzone miejsce. Czuł bowiem spod materiału twardą klatkę piersiową Silasa. Równie wolno odwrócił się do stołu i sięgnął po butelkę z winem, po czym uważnie odczytał, co go interesowało.
 
-Masz dobry gust. Ciekawe po kim jest mój – mruknął, rozlewając alkohol do kieliszków i uśmiechając pod nosem.
Odwróciwszy się do kuzyna, podał mu kieliszek i zmarszczył na chwilę brwi.
-Pamiętasz to jezioro, nad które mnie zabrałeś, gdy byliśmy mali? – upił niewielki łyk wina, gdy Silas sięgał pamięcią młodzieńczych lat. – Chciałbym tam znów pojechać. Na dzień.

Uśmiech ponownie rozświetlił młodą twarz.
 
Na randkę.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Nie Sty 15, 2017 11:33 pm

Silas zaśmiał się cicho z pewnym ukrywanym zakłopotaniem. Nie był pewien czy jego myśli były aż tak bardzo niestosowne jak mu się wydawało, czy też zupełnie normalne w tym wypadku.
Od razu skarcił się w duchu. Oczywiście, że to było normalne. To prawda, że jego i Xaviera łączyły więzi pokrewieństwa, ale gdyby tak nie było – wszystko byłoby zupełnie w porządku z kierunkiem myśli Silasa.
I dlatego też obaj powinni zupełnie przestać przejmować się tym, kim naprawdę dla siebie są. Nie mogli tego zmienić, a i niczego wbrew sobie także nie zamierzają robić. Musieli się z tym po prostu pogodzić i żyć z tym, a raz na jakiś czas podczas spotkań z rodziną w Kanadzie – udawać, że nie łączy ich nic poza przyjaźnią. To nie było zatem aż tak ogromne wyrzeczenie. Nie większe na pewno niż porzucenie siebie nawzajem.

Obserwował ze spokojem jak dłonie Xaviera wygładzają materiał swetra na jego ciele. Następnie na jego usta wkradł się delikatny uśmiech, gdy w ruchach młodszego chłopaka rozpoznał napięcie. To była kwestia jedynie chwili czy momentu bowiem już w kolejnej sekundzie Xavier zachowywał się niemal zupełnie normalnie, komentując gust Silasa i rozlewając wino do kieliszków.

W jego dłoni znalazł się kieliszek z białym winem, a na jego ustach wesoły uśmiech, który pojawił się na jego twarzy w reakcji na następne pytanie Lee.
Oczywiście, że pamiętał.
 – Nie ma sprawy – mruknął jedynie w odpowiedzi i przysłonił wargi do szklanej krawędzi kieliszka po czym zwilżył usta alkoholem. Pociągnął drobny łyk i odsunął kieliszek od ust.
Na jego wargach nadal czaił się nieco lisi uśmieszek.
 – Pokaż mi swój pokój – wpadł na pomysł Silas i nieco się podekscytował możliwością zwiedzenia domu Xaviera. – Nigdy tu nie byłem.

Xavier zaprowadził go na górę, po schodach. Dom nie był duży ani też zbyt mały. Miał wymiary tradycyjnego dwupiętrowego bliźniaka ze stryszkiem i niewielkim patio.
Silas przyglądał się temu wszystkiemu z zainteresowaniem, zaglądał do otwartych pokoi, w jednym z nich rozpoznając stary pokój Romy.
 – Jak tu przytulnie… – powiedział ciszej, nadal rozglądając się dookoła.
W końcu jednak dotarli pod drzwi pokoju Xaviera. Silas czekał ze zniecierpliwieniem aż chłopak otworzy drzwi i pozwoli mu wejść do środka, a gdy w końcu to zrobił i oczom Silasa ukazało się wnętrze – chłopak zamilkł w niemej kontemplacji.

Ściany pokoju Xaviera były szaro-białe, pod jedną ścianą stało łóżko, po przeciwnej stronie szafa, a na lewo od drzwi znajdowało się biurko całe zarzucone papierami z pracą domową, gryzmołami i nieudolnymi próbami rozwiązywania zadań z matematyki oraz książkami nigdy nie odkładanymi na półki z książkami, które także w pokoju były obecne.
Na krzesło przy biurku zostały wrzucone ubrania, najpewniej podniesione na jakiś czas z ziemi w próbie posprzątania i powiększenia przestrzeni do życia.
Na usta Silasa wkradł się lekki, ledwo zauważalny uśmiech, gdy zrobił krok w głąb pomieszczenia i kolejny, by zbliżyć się do łóżka zaścielonego najbardziej gejowską pościelą, jaką tylko Xavier mógł gdziekolwiek znaleźć.
Pokój Silasa w młodości wyglądał zupełnie inaczej. W gruncie rzeczy zupełnie tak samo jak obecnie wyglądał. Zawsze utrzymywał nienaganny porządek, książki trzymał na półkach, a papiery rozmieszczał po segregatorach wedle ich przeznaczenia i wagi tego, co na nich było zapisane.

Blondyn usiadł na brzegu łóżka Xaviera po czym spojrzał wyczekująco na chłopaka.
 – O której mają przyjść twoi goście? – spytał, gdy ten zgodnie z wolą Silasa podszedł bliżej i usiadł także obok niego na łóżku. Spojrzenie Weira nadal lustrowało spokojnie twarz Xaviera.

Silas przysunął się bliżej kuzyna i nachylił się nad jego twarzą, by w sekundę później skrócić jakąkolwiek odległość pomiędzy sobą, a nim i tym samym połączyć swoje usta z tymi Xaviera.
Z ochotą pogłębił pocałunek, który z każdą chwilą stawał się coraz bardziej wilgotny i pobudzający.  Silasa napierał delikatnie na Xaviera, zmuszając go do tego, by ten w końcu położył się na miękkim materacu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pon Sty 16, 2017 2:32 am

Twarz chłopaka rozpromieniła się, niczym twarz kilkulatka na wspomnienie o jego pokoju. Jego prywatnej chłopięcej fortecy. Męskiej jaskini.
Dopiero w połowie drogi uświadomił sobie, jak właściwie w tej chwili wygląda jego pokój. Próbując odwlec moment otworzenia drzwi do głębi siebie przed kuzynem, prezentował każdy poszczególny pokój, niby od niechcenia zatrzymując się i dorzucając kilka anegdotek. W końcu  jednak dotarli do sypialni chłopaka, ten chwilę się zawahał, próbując przypomnieć sobie rozmieszczenie bałaganu. Wziął głęboki wdech, przypominając sobie, że właściwie sprzątał niedawno i może nie ośmieszy się aż tak, po czym otworzył drzwi.
Ich oczom ukazał się typowy dla tego pomieszczenia chaos. Mniejszy niźli się Xavier spodziewał.
Speszony milczeniem kuzyna, pochwycił kilka książek z biurka i nieudolnie wcisnął na półkę w miejsce, gdzie ewidentnie się nie mieściły, przez co jedna wróciła na biurko. Odgarnął kilka kartek i papierów na stosik, a w końcu odwrócił się do mężczyzny, kontemplującego jego pościel.

-To… to była Romy – zaczął nieudolne tłumaczenia, jednak porzucił je, przesuwając jeden z kolekcji brudnych kubków i usiadł obok na łóżku. Chłopak z udawaną swobodą podparł się i odchylił, rozglądając za ewentualną upokarzającą rzeczą.

Na pytanie Silasa zerknął na zegar znajdujący się nad biurkiem, lecz nim dostrzegł godzinę – obraz został przesłonięty twarzą Weira.
-Niedługo… - mruknął, a na jego twarz wpłynął uśmiech, w miarę jak uświadamiał sobie zamiary mężczyny.
Posłusznie poddał się pocałunkowi, a nawet pozwolił się położyć na łóżku. Z jego ust wciąż nie zszedł uśmiech, gdy jego ręka podążyła do pleców kuzyna i zahaczyła o spodnie. Druga dłoń ponownie zacisnęła się na golfie, przyciągając go jeszcze bliżej.
Xavier znów poczuł to specyficzne, jednak trudne do zidentyfikowania uczucie, gdy czuł w swej jamie ustnej język Silasa. To była chwila, w której chciał zostać na zawsze.
Chwila, która zaraz musiała się skończyć, bowiem od drzwi rozległ się dzwonek, na co Xavier podskoczył przestraszony i zderzył się z Weirem zębami. Podniósł się do siadu i poruszył nimi, by upewnić się, że nie zrobił sobie trwałych uszkodzeń, po czym odwrócił do kuzyna i zażenowaną miną mruknął „przepraszam”, by za moment jednak raz jeszcze połączyć się w krótkim pocałunku.

Agresywnie szurając nogami, zszedł na dół i otworzył drzwi. Jak się spodziewał, stał tam Hudson z zapakowanym pudełkiem w jednej ręce i balonami w drugiej.
-Zaraz będzie też Wyatt i Loic z Harper – uśmiechnął się szczerze i wysunął pudełko w stronę chłopaka.
Wyatt i Loic, bliźniacy z rocznika niżej, postanowili zając się muzyką, a ich siostra, z którą Lee uczęszczał do jednej klasy, zgodziła się przewieźć potrzebne rzeczy.
-Musiałeś teraz? – warknął cicho Xavier, wymownie wskazując głową w głąb domu, gdzie powoli sunął po schodach Silas. Po chwili jednak, widząc speszenie przyjaciela, rozpromienił się, a gdy Weir w końcu wyłonił się zza jego pleców, błyskawicznie zmienił ton - Mój najlepszy przyjaciel, Hudson. Silas, mój kuzyn.
Zaczekał, aż mężczyźni podadzą sobie uprzejmie dłonie, po czym puścił Hudsona przodem do salonu. Z zaskoczenia również dla samego siebie, złapał kuzyna za łokieć i przyciągnął do siebie, obdarzając krótkim pocałunkiem. Następnie, jak gdyby nigdy nic, z błogim uśmiechem na ustach ruszył za przyjacielem w głąb domu.

Adrenalina.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Pon Lut 06, 2017 3:11 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Nie Sty 22, 2017 3:39 am

Westchnął prosto w usta Xaviera, gdy poczuł jak chłopięce dłonie zaciskają się na jego golfie i przyciągają jego sylwetkę bliżej do siebie. Wszystko w tej chwili wydawało się być na swoim miejscu bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, gdy Silasa dopadały wątpliwości. Teraz nie miał żadnych i z ochotą posuwał się coraz dalej, swoje ręce umiejscawiając na biodrach młodszego towarzysza. 

Nie zdołał jednak zajść za daleko w swoich poczynaniach bowiem Xavier wraz z dzwonkiem do drzwi, który rozbrzmiał w całym domu, poderwał się do góry, zderzając się z Silasem zębami i wydobywając z ust blondyna syknięcie bólu. 
Chłopiec już w następnej sekundzie biegł w kierunku drzwi, rzucając ciche przeprosiny i pozostawiając Silasa w tyle.

Mężczyzna jeszcze przez chwilę przyglądał się drzwiom otwartym na korytarz, za którego to rogiem kilka sekund wcześniej zniknął jego kuzyn. 
Silas krótko się zaśmiał po czym powoli podniósł do pionu i czym prędzej podążył za Xavierem, sprawdzając po drodze czy przypadkiem nie ma w jego ustach krwi. 
Nie było.


***

Uścisnął dłoń Hudsona, uśmiechając się do chłopaka uprzejmie i po chwili znów wracając spojrzeniem do Xaviera, który to ku jego zaskoczeniu, gdy tylko Hudson zniknął w salonie – krótko go pocałował.
W odpowiedzi na to uniósł brwi i zaśmiał się krótko, niemalże bezgłośnie. 
Xavier był rozczulający. 

Wkrótce w mieszkaniu Xaviera pojawiali się kolejni ludzie, których Silas nie znał i którym zatem musiał się przedstawiać. 
Powiedzieć, że Silas nie cierpi tłumów i ścisku to skrajny eufemizm. Weir naprawdę nie potrafił znieść z całym spokojem… ludzi. Musiał zatem umilać sobie ten czas alkoholem lub alienowaniem się. W obecnej sytuacji mógł sobie pozwolić tylko na to pierwsze, a i to nie wypadało przy młodzieży i Xavierze, który na pewno nie oczekiwał od niego tego, że zrobi się jak prosię. 
W dodatku nie powinien pić. 

Korzystając z wewnętrznego konfliktu interesów i chwilowej bezsilności, wyszedł na patio, by zapalić  i na moment choć przestać się martwić tym, jak jego kondycja wpłynie na wszechświat. 
Z wnętrza domu dobiegała przytłumiona muzyka, a on sterczał tu zupełnie sam. 
Podobna myśl spowodowała zmarszczenie się jego brwi, gdy w pełni pożałowania wobec siebie nie potrafił już ułożyć dla siebie żadnej wymówki, która pozwoliłaby mu się usprawiedliwić przed samym sobą. 
 – Jesteś żałosny – wymruczał do siebie, niespodziewanie na głos mówiąc swoje myśli. 
Przewrócił oczyma i pociągnął kolejny łyk piwa z butelki. 
Musiał wytrzymać tutaj jeszcze tylko parę godzin, wiec jeżeli upije się teraz – nie będzie się musiał martwić tym, że Xavier będzie się wstydził za to, jak się zachowuje. 
Wystarczy. 
Silas rzucił dopalonego papierosa na ziemię i ruszył w kierunku wejścia do wnętrza domu.

Odłożył pustą już butelkę po piwie na blat w kuchni i sięgnął po następną – pełną – po czym skierował się ku salonowi. 
Zatrzymał się wpół kroku, gdy przy drzwiach kątem oka spostrzegł znajomą skądś twarz. 
Wpatrywał się w oblicze młodzieńca przez chwilę nim zrozumiał, skąd też zna tę twarz.

Niebieskie oczy wesoło taksowały gospodarza domu, a jasno-brązowe kosmyki wystawały spod kaptura bluzy chłopaka. 
Silas jak najszybciej postanowił ruszyć dalej, by ponownie wymknąć się gdzieś na zewnątrz, na kolejnego papierosa. Ewentualnie ucieknie przez okno. 
Było mu tak wstyd. 

Nim zdołał podjąć jakiś kierunek, usłyszał jak Xavier woła go, bowiem najpewniej już go zauważył. 
Silas nie mógł udawać, że chłopaka nie słyszy, a zatem pozostawało jedynie podejść tam i liczyć na to, że ten drugi go nie rozpozna. 
Nic innego nie mógł zrobić w takiej sytuacji Silas. 

Uśmiechnął się do obydwu chłopaków, gdy znalazł się obok. 
Wówczas jego oczy spotkały się z błękitnym spojrzeniem niższego nieco blondyna.
Silas w tym samym momencie wiedział już, że nie ma co liczyć na to, że ten go nie rozpoznał. 
Uścisnęli sobie dłonie w milczeniu, dopiero dzięki Xavierowi dowiadując się jak ten drugi ma tak naprawdę na imię. 
 – Miło mi jest cię poznać, Isaac.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pon Lut 06, 2017 4:31 am

Czubkiem buta Xavier strącił zgaszony wcześniej papieros na kupkę innych petów. Zdołał dojrzeć jego markę i skojarzyć z prawdopodobnie jedynym człowiekiem, który lubuje się w takich oraz jest dzisiaj u niego.
-Silas tu był niedawno - mruknął do Lory, na którą natrafił, gdy wymykał się na patio.
Odstawił kieliszek wina na poręcz i wyciągnął zapalniczkę z kieszeni, by rozpalić trzymanego już w ustach papierosa. Dźwięk telefonu zdał się kilka razy głośniejszy, gdy z jednej strony otaczała go głucha cisza, a z drugiej stłumione techno. Chłopak wzdrygnął się, a podawana dziewczynie zapalniczka omal nie wypadła mu z dłoni.

Chwiejnym krokiem torował sobie drogę wśród wstawionych gości. Był prawdopodobnie najbardziej z nich pijany. Otworzył zamaszyście drzwi, za którymi ukazał się nadawca smsa – Isaac.

-Dałbym ci prezent, ale zachowam go na prawdziwy dzień twoich urodzin – blondyn uśmiechnął się szczerze, wpatrując w oczy solenizanta.
Xavier przyglądał się chwilę gościowi, by po chwili jego twarz rozświetlił podobny uśmiech. Gdy natomiast zdał sobie sprawę, że właściwie leży na drzwiach, wyprostował się i rozejrzał. W tłumie dostrzegł górującą nieznacznie blond głowę, w której rozpoznał swego kuzyna.

-Silas! – zawołał w jego stronę, mając nadzieję, że ten usłyszy. – Wchodź szybko. Silas! – wręczył przybyszowi swój kieliszek wina. – Jakbyś chciał coś innego, to… jest tam.
Wpatrując się twarz Isaaca, machnął dłonią w kierunku salonu, niechcący uderzając w czyjś tors. Gwałtownie obrócił głowę w tym kierunku, by uspokoić się na widok Silasa. Rozpromienił się na jego widok jeszcze bardziej i poklepał uderzone miejsce.
– Stęskniłem się, nie widziałem cię od dawna – zmarszczył brwi w stronę Weira. – To jest Silas, mój… kuzyn. Silas, to Isaac, moja dawna miłość – na jego ustach uśmiech zelżał i pozostał jedynie sentymentalny uśmieszek. – No chodźcie dalej.

Lee mógłby wyczuć napiętą atmosferę pomiędzy blondynami, gdyby nie miał we krwi tyle alkoholu. Pewnie także nie mówiłby tak głośno o dawnych stosunkach, łączących go z mężczyzną w progu.
Poprowadził mężczyzn do jednego ze stołów z alkoholem i wziął butelkę taniego wysokoprocentowego wina, po czym napił się z gwinta i ruszył dalej.

-Lubię tę piosenkę – krzyknął do nich, kiwając się rytmicznie. Wyciągnął dłoń do kuzyna, by zaprosić go do tańca, lecz ten odmówił.
Xavier dobrze wiedział, że Silas rzadko tańczy, ale miał jednak nadzieję na wyjątek. Nie dał po sobie poznać subtelnego zawodu i skierował swoją dłoń ku drugiemu chłopakowi. Ten natomiast przyjął propozycję od razu.
Tak wijąc się zahaczając o Isaac’a, spoglądał co raz na swego kuzyna. Miał w sobie jeszcze cień nadziei, że ten dołączy do niego. Gdy jednak opróżnił połowę butelki, a Weir nie pofatygował się na parkiet, przestał na niego zerkać.
Chłopak nie zauważył, że leci właśnie nowa piosenka, a Isaac był coraz bliżej.
Wtem poczuł dotyk na swym biodrze. Ciepło dłoni chłopaka przesunęło się na tył jego pleców, po czym zatrzymało na pośladku. Druga dłoń spoczęła po drugiej stronie, lecz nie ośmieliła się zawędrować tam, gdzie pierwsza. Lee otworzył oczy i napotkał spojrzenie błękitnych oczu byłego chłopaka. Uśmiech zanikł z jego twarzy  i pozostało jedynie zdziwienie. Dobrze wiedział, czego Hodgins od niego chce. W tym danym stopniu upojenia alkoholowego nie był jednak w stanie jakkolwiek zareagować. Miał jedynie nadzieję, że Silas widzi, co się dzieje i mu pomoże.
To nie było to samo, co na wieczorze kawalerskim Jonathana, gdy w róg zapędził go striptizer. Z tym mężczyzną łączyło go niegdyś uczucie. Miłość, która zgasła wieki temu, a Xavier miał nadzieję już nigdy jej nie poczuć. Zbyt wiele Isaac Hodgins mu zrobił, by miał ochotę do czegokolwiek wrócić. Procenty przesłoniły mu jasny osąd. Nie powinien w ogóle zapraszać tego mężczyzny.

W błękicie tęczówek zobaczył wszystkie wspólne chwile. Te dobre także się tam znajdowały. Randki w kinie, kolacje na dachu jego domu, wizyta w bibliotece.
Obok nich jednak czaiły się wszelkie akty przemocy, niby błahe, ale zostawiające po sobie piętno, wszystkie próby nadmiernej kontroli i późniejsze kłótnie.
Najbardziej w świecie nie chciał do tego wracać. Nigdy nie podzielił się tym z nikim, co zabierało szansę na ratunek ze strony kogokolwiek obecnego tu.
Silas.
Xavier Lee nigdy nie daruje sobie, że popuścił w niepamięć tak ważny aspekt.

-Muszę do łazienki – wymamrotał w końcu.

-Pójdę z tobą.

-Dam sobie radę – skorzystał  z chwili nieuwagi i poluzowania uchwytu, by wyrwać się i wcisnąć Isaac’owi w dłoń butelkę.

Dopadł łazienki i zabarykadował się w środku. Napełnił zlew zimną wodą i zanurzył twarz.
Przepraszam, Silas.
Lee podniósł głowę i spojrzał w swe ociekające wodą odbicie. Zdał sobie sprawę z tego, że Hodgins nie był pijany, a on nie ma za co przepraszać.

-Znowu cię nie ma, gdy cię potrzebuję – z gorzkim uśmiechem, wymamrotał w przestrzeń, mając złudną nadzieję, że słowa znajdą odpowiedniego odbiorcę.

Musiał odnaleźć kuzyna. Uratować wieczór. Uspokoić się.
Gdzie ty kurwa jesteś? Przepraszam.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Czw Lut 09, 2017 12:37 am

Isaac przyglądał mu się badawczo z tym samym, permanentnym chytrym uśmieszkiem czającym się na ładnie wykrojonych ustach. Silas nie mógł mieć dłużej nadziei na to, że chłopak go nie rozpoznał. Jego cała twarz niemal płonęła ze wstydu, jaki czuł głęboko w sobie i który tak obecnie próbował ukryć. Nie mógł dać Isaacowi satysfakcji. Nie mógł również dać po sobie poznać jak bardzo zdenerwował go status tego mężczyzny w oczach Xaviera.
Dawna miłość.
Silas był gotów skrzywić się z ostentacyjnym obrzydzeniem, ale zamiast tego posłał im obu uprzejmy uśmiech. W środku jednak aż kipiał ze złości i… zazdrości.

Świadomie, lecz nie z łatwością odmówił Xavierowi tańczenia ze sobą. Chłopak był pijany i nieostrożny, a przecież niemal wszyscy w tym domu wiedzieli o tym, jak bliskie więzy rodzinne ich łączą. Jeden fałszywy ruch i Bóg wie, co by się z nimi stało. Silas na pewno by się po tym tak łatwo nie pozbierał.
Nie wiedział jednak czy uda mu się także wytrzymać widok, który wymalował się przed jego oczyma, gdy tylko Xavier nie uzyskując zgody na tanie Silasa, poprosił na parkiet Isaaca.

Weir wypił swoje piwo jednym łykiem po czym ruszył powoli po jeszcze kolejne, ciskając pustą butelką w kupe innych butelek, przewracając przy tym pięć lub sześć z nich i robiąc niemały hałas. Nikt jednak nie zwrócił na to uwagi. Wszyscy byli pijani, zajęci głośną wymianą zdań lub tańczyli.
Dla Silasa ten wieczór zapowiadał się równie kiepsko co każdy inny.
Cóż… być może miał nadzieję na co innego, lecz nie mógł mieć za złe Xavierowi tego, że dobrze się bawił, gdy Silas nie mógł.

Silas porwał czteropak piwa z ziemi i skierował się ku górnemu piętru. Leniwie wdrapał się po schodach i za kolejny cel obrał sobie pokój Xaviera.
Gdy zastał tam gości – bez zawahania wyrzucił wszystkich stamtąd i zamknął się na klucz w środku.
Nikt mu nie zabroni schować się przed niewygodą.
Przecież to właśnie robił odkąd pamiętał – uciekał.

***

Z pokoju wyszedł jeszcze raz, gdy zabrakło mu piwa. Słyszał gdzieś od przyjaciół Xaviera, że chłopak szukał go w całym domu i ogrodzie. Zamiast się jednak zatrzymać – Silas dalej parł przez tłum aż w końcu wpadł na coś niewiele niższego od siebie.
 – Isaac – wycedził Silas w pijackiej drwinie. – Gdzie zgubiłeś mojego małego kuzynka? – spytał z rozbawieniem i udał, że się rozgląda za chłopakiem. Zmarszczył przy tym brwi, z dużym przekonaniem udając, że jest zawiedziony faktem iż go nie odnalazł.
Widząc jednak zmieszaną minę rozmówcy – przewrócił oczyma teatralnie.
 – Daj spokój, Isaac. Wszystko zostaje w rodzinie. Nie przejmuj się mną. Nie pamiętałem nawet twojego imienia zanim Xave mi cię nie przedstawił – powiedział Silas i uśmiechnął się do chłopaka złośliwie.
 – Szczerze mówiąc… nawet nie mam pojęcia dlaczego młody na ciebie w ogóle spojrzał. Wyglądasz przecież jak zupełnie przeciętny dzieciak bez charakteru, którym pewnie zresztą jesteś. W sam raz na jednorazowy numerek.
Isaac udawał, że go to nie rusza jednak widać było po jego delikatnie napiętej skórze na szczęce, że zaciska zęby. W końcu się odezwał, odciągając Silasa na bok, do korytarza.
 – Czego chcesz, koleś? Żebym przerżnął cię jeszcze raz w ten ciasny tyłek bez gumy? – wycedził Isaac, zaglądając wprost w niebieskie tęczówki Weira, na którego twarzy tworzył się powoli kolejny, drwiący uśmieszek.
W końcu ów grymas przerodził się w bezgłośny chichot, który w kilka następnych sekund przerodził się w cichy, acz dźwięczny śmiech.
Isaac puścił Silasa, obrzucił go zirytowanym spojrzeniem po czym ruszył w głąb domu.

Weir szybko uspokoił swój wybuch śmiechu i zerkając za Isaaciem po raz ostatni – przysłonił do ust krawędź puszki kolejnego piwa z kolei. Dopił je do końca

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Czw Lut 23, 2017 3:29 am

Chłopak dostrzegł w końcu ciemny obiekt w okolicach wanny. Gdy przyjrzał się mu w lustrzanym odbiciu, zauważył, że tym obiektem był tak na prawdę człowiek. Odwrócił się z delikatnym zażenowaniem i oparł o zlew, obserwując spokojny ruch klatki piersiowej Brendona. W dłoni wciąż trzymał w połowie pustą butelkę, a jedna z nóg była bezwładnie przewieszona poza wannę. Xavier przykucnął koło niego i sprawdził puls chłopaka. Brendon był bowiem znany ze znacznego przedawkowywania alkoholu na wszelkiego rodzaju eventach i nie raz wylądował w szpitalu. Upewniwszy się, że chłopak wciąż oddycha, wyjął mu z dłoni butelkę i sam dopił.
Westchnął głęboko i złapał klamkę z zamiarem opuszczenia pomieszczenia, lecz zatrzymał się i oparł czoło o chłodne drewno drzwi. Wsłuchał się w lecące w oddali techno i nacisnął.

Gdzieś w tłumie dostrzegł wyjątkowo znajomy blond. Tak przynajmniej mu się zdawało. Był jednak bardziej zdeterminowany w dotarciu do bezpiecznego miejsca. Nie chciał przypadkiem natrafić na Isaaca. Poza tym nie był pewien, czy głowa ta na pewno należała do Silasa, a nie do, na przykład, Hodginsa.
Chęć odnalezienia kuzyna zmalała od ujrzenia tłumu, ale też nie chciał porzucać swojej własnej imprezy urodzinowej, więc miał tylko jedno wyjście – zlać się w trupa w bezpiecznym miejscu, a dopiero potem wyjść do ludzi.
Pochwycił więc napoczęty litr wódki i ruszył do swego pokoju. Zatrzymał się jednak przed drzwiami, dochodząc do wniosku, że jeśli zaszyje się w środku, to nie znajdzie go nikt znajomy i zapije się samotnie.
Obrał inny kierunek – duże okno na drugim. Isaac nie palił, więc nie przypałęta się przypadkowo na taras. Okno także nie było na widoku, więc o ile nie będzie błąkał się po niedostępnych częściach domu – nie znajdzie go. Z tego miejsca będzie miał dobry punkt do wypatrywania ewentualnej obecności Weira na tarasie.

-Tu jesteś – usłyszał, gdy kończył papierosa zapijanego wódką.
Biorąc głęboki łyk, odwrócił się. Ku swojemu szczęściu ujrzał Hudsona.
-Hudson, przyjacielu, jak ja ciebie dawno nie widziaem – krzyknął, czując jak alkohol dostaje się do jego mózgu, a on sam traci równowagę i opada prosto w ramiona Azjaty.

-Widziałem Silasa rozmawiającego z Isaac’iem – powiedział, gdy w końcu usadził Lee na parapecie. Xavier jedynie wzruszył na to ramionami, bagatelizując zupełnie fakt, że jego eks rozmawia z jego… kuzynem. Silas przecież był dla niego jedynie kuzynem oraz przyjacielem.
Mina Hudsona zdradzała, że nie była to miła konwersacja. Hudson należał do niewielkiego grona osób, które znały tak doszczętnie skrywaną prawdę o związku chłopaków. Nie było to nic strasznego, lecz na młodym geju wywarły dużo stresu i niepokoju.
Naszła go chęć odnalezienia Weira i dokończenia picia z nim. Być może i on jest w tej chwili pijany i cokolwiek zrobi Xavier – zostanie zapomniane.
W ciszy przyjaciele dokończyli wódkę i ruszyli w stronę schodów, Xavier wsparty na Brownie. W całym swym nagłym słowotoku, gdy ostrożnie schodzili w dół, Hudson zdołał zrozumieć jedynie, że jego kumpel idzie na łowy.

Już samotnie przemierzał korytarz swojego domu, obijając się o pojedyncze osoby. Znów jego jedynym celem było znalezienie kuzyna. Chłopak wyszedł przed dom. Nie do końca pewny dlaczego, ale tak kierowało nim przeczucie. Zatrzymał się przed drzwiami i rozejrzał. Wszyscy sąsiedzi już z pewnością spali. Xavier przysiadł na schodku i wyjął komórkę.
01:43
Wcześnie. Miał jeszcze wiele czasu na zamienienie tej nocy we wspaniałe przeżycie. A do tego potrzebował właśnie Silasa. Wybrał więc jego numer i napisał krótkiego smsa ‘gdzie jestes’. Ręce zaczęły mu się trząść, najprawdopodobniej z zimna. Powietrze wciąż było chłodne, a on nie miał na sobie żadnej bluzy.
Kolejne przeczucie kazało mu wrócić do domu i przedostać na taras. Tam mógł być Weir.

Gdzie ty znowu jesteś?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pią Lut 24, 2017 3:11 am

Wszystko potoczyło się zdecydowanie zbyt szybko. Silas nawet nie miał pojęcia, że ktoś tak drażliwy jak Isaac istnieje i w rezultacie… po raz pierwszy od dawna zawiódł go refleks i jego własne wyczucie sytuacji.

Nie potrzebował niczego konkretnego od zdenerwowanego byłego Xaviera. Zazdrość wzięła górę, a alkohol skutecznie podsycił płomień gniewu, pchając Silasa do czynu.
Gdyby był chociaż trochę mniej pijany – pewnie dałby sobie spokój z Isaaciem, zostawił chłopaka w spokoju, by się dalej nad sobą poużalać w spokoju.
Ale był zdecydowanie… bardziej pijany niż mniej. Dlatego zachował się jak dziecko – dosyć głupie i kapryśne.

Niekoniecznie wiedział co ze sobą zrobić, gdy nowa, niemal pełna puszka z piwem po zderzeniu z głową Isaaca spadła na ziemię. Zamiast zacząć uciekać, gdy wściekły blondyn błyskawicznie się ku niemu odwrócił z furią w oczach, Silas posłał mu uśmiech niewiniątka.
Chłopak w ciągu następnych kilku sekund znalazł się przy Silasie, wymierzając cios w twarz mężczyzny – bardzo celny zresztą.
Nie był mocny jednak zmusił Weira do wsparcia się o ścianę, gdy ten usłyszał dzwonienie w uszach i pulsujący ból w policzku.
W kolejnym zaś odruchu – oddał Isaacowi.
Blondyn zachwiał się, gdy nie zdołał uniknąć ciosu, a jego chwilę nieuwagi Silas wykorzystał na otwarcie drzwi, przy których stali i wyrzuceniu przez nie nieco niższego Isaaca.

Chłopak wypadł na schody werandy u wyjścia frontowego z domu Lee, stoczył się kilka schodków w dół po czym podniósł się nieco chwiejnie, by następnym, co miał zobaczyć stałą się lecąca ku niemu zaciśnięta pięść Silasa. Ów cios trafił prosto w sam środek ładniutkiej twarzy blondyna.
Dzieciak opadł ciężko na trawnik, łapiąc się za twarz i pojękując z bólu w wyniku czego na usta Weira wpłynął uradowany uśmiech tryumfu.
 – Czego chcę? – powtórzył pytanie Isaaca sprzed chwili, stając nad wściekłym, zalanym krwią z nosa dzieciakiem. – Właściwie to tylko tego, żebyś w końcu stąd zniknął – wymruczał Silas w odpowiedzi na własne pytanie, odpalając po chwili papierosa i robiąc kilka kroków w tył. Isaac też począł się powoli podnosić, ale zamiast podjąć szarżę na Silasa – warknął coś ku niemu i ruszył ku zaparkowanemu nieco dalej autu.
Weir pomachał mu na do widzenia.

***

Dopiero, gdy wrócił do środka i przyłożył sobie butelkę zimnego piwa do twarzy – zobaczył wiadomości, które wpłynęły na jego telefon z numeru kuzyna.
Ostatnia o treści ”Gdzie ty znowu jesteś?” tkwiła w jego skrzynce odbiorczej już od trzech minut.
Postanowił ruszyć na taras, odpisując po drodze chłopakowi.
Na tarasie.

Ledwo przekroczył próg domu i wyszedł na taras połączony z patio, a zderzył się z kimś.
I nie był to nikt inny, a właśnie Xavier – jego kuzyn.
 – Wybacz – mruknął do chłopaka, posyłając mu delikatny, nieco przepraszający uśmiech. Nadal trzymał przy twarzy butelkę piwa, o czym sobie przypomniał i od razu odsunął ów od lekko zaczerwienionego policzka.
Przez chwilę jedynie wpatrywał się w młodszego chłopca, a gdy wreszcie się zorientował, że milczy – speszył się lekko.

 – Jak się czujesz? – spytał, sięgając dłonią do policzka Xaviera, który ledwo musnął i przypomniał sobie, że miedzy kuzynami nie dochodzi do podobnych interakcji.
Natychmiast zabrał dłoń, a następnie przy pomocy jej i kawałka parapetu – otworzył piwo.
Xavier już rozchylał usta by coś odpowiedzieć, gdy wtem obok ramienia Silasa przedarła się niewielka grupka przyjaciół, ocierając się o ramię chłopaka i wzbudzając dreszcz, który wstrząsnął delikatnie jego ciałem oraz wywołujący ten napięty wyraz twarzy na jego obliczu.
Za blisko.
Silas… Cóż, nie najlepiej dogadywał się z ludźmi.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pon Mar 13, 2017 11:41 pm

Widocznie poirytowany wszedł do domu i odbił się od kogoś. Agresywnie odepchnął dwu metrowego mężczyznę, który był w wystarczającym stanie, by właściwie nie być pewnym czy sam się nie potknął. Xavier wyciągnął telefon, sprawdzając wiadomości i parł do przodu przez tłum, by wpaść na kolejną osobę mierzącą blisko dwa metry. Tym razem jednak rozpoznał perfum i nie odskoczył, jak to miał w zwyczaju. Zatrzymał się jeszcze na chwilę w aurze przyjemnego zapachu i dopiero będąc pewnym osoby, na którą trafił – odsunął się.

-W końcu – wyszeptał.

Młody Lee zapatrzył się w kuzyna. Ponownie utonął w błękicie jego oczu. To było to – widok, który mógłby pozostać z nim na zawsze.
Właściciel owych oczu odezwał się w końcu, uświadamiając Xavierowi ciszę, która niespodziewanie zapadła. Chłodna od butelki piwa dłoń musnęła jego policzek, rozsyłając przyjemny dreszcz do koniuszków jego ciała. Niby zwykły dotyk, a jak wiele emocji potrafił w nim wywołać. Zwłaszcza w połączeniu z nadnaturalnie przeciągniętym kontaktem wzrokowym.

Gdy Xavier miał niezgrabnie wydukać, że już czuje się w porządku, zrezygnował, widząc dziwne poruszenie na twarzy rozmówcy.
Zmarszczył brwi. Już to kiedyś widział.
No tak. Salvatore, pierwsza liceum.
Przed oczami pojawił mu się ten sam wyraz twarzy, gdy jego kolega z kółka teatralnego dostał ataku. Przez chwilę znów poczuł te panikę, co parę lat temu. Znów nie wiedział co robić. Ogarnięty zdezorientowaniem, wyciągnął dłoń ku butelce piwa, trzymanego przez mężczyznę, a gdy dotknął skóry jego dłoni – wspomnienie ujawniło się w całości.
Odjął trunek z kurczowo zaciśniętej ręki i postawił na parapecie. Musiał jedynie zrobić to, co zrobiła wtedy siostra Salvatore’a.

-Chodź – powiedział ledwo słyszalnie i pociągnął za sobą kuzyna.
Zabierz go w ciche miejsce.
Lee dobrze wiedział, gdzie w domu znajdzie takie miejsce. Piwnica byłaby dobrą opcją, gdyby chłopak nie bał się ciemności. A więc jego pokój.
Potykając się o pierwszy schodek, ciągnął za sobą Silasa. Dobrze wiedział, że mimo znikomej refleksji na twarzy, Weir w środku mógł przechodził sztorm. Chłopca nie obchodziło, że ktoś może odebrać jego akcje dwuznacznie. Salvatore wyjaśnił mu na czym polegają stany lękowe i co czuje taka osoba. Dzięki temu, Lee rozumiał, że z pozoru niegroźny stan Silasa może się pogorszyć lada chwila.
Dotarł do swoich drzwi, oznaczonych czerwono białym znakiem z napisem „restricted area, keep out” i wepchnął kuzyna do środka.
Wszystko działo się tak szybko. Lee właściwie nie zastanawiał się dwa razy - robił, co mu przyszło na myśl.
Uspokoić jego oddech, jakkolwiek.
Xavier zamknął oczy. Najpierw potrzebował uspokoić siebie. Musiał też znaleźć sposób, by skupić uwagę młodego Weira na czymś innym niż niespokojne tętno.

-Wszystko w porządku, Silas? – zapytał nieśmiało, kładąc swoje dłonie na twarzy blondyna oraz kierując jego wzrok na siebie.

Będę musiał cię pocałować, jeśli się sam nie uspokoisz.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pią Mar 17, 2017 12:04 am

Nie czuł się dzisiaj najlepiej. Stres skutecznie upośledzał jego zdolność koncentracji, a teraz w połączeniu z niewielką raczej ilością alkoholu, leków i obecnością Xaviera – w głowie miał obecnie porządny chaos, a świat momentami wirował mu przed oczyma.
I w jednym momencie, jak za dotknięciem magicznej różdżki – ogarnął go rzeczywisty strach.
Przed hałasem, przed patrzeniem wprost na ludzi, przed poruszeniem się. Czuł jak trwoga paraliżuje kolejno każdy atom jego ciała.
Świat przyśpieszył, a on stał zupełnie nieruchomo.
Nienaturalnie spokojny.

***

Ocknął się z tego dziwnego transu dopiero, gdy niemal potknął się o schodek, wpadając na ścianę i w końcu docierając pod drzwi pokoju Xaviera.
W niemalże błyskawicznym tempie znaleźli się w środku, Silas wsparty ciężko o drewniane drzwi pomieszczenia, a Xavier z przymkniętymi oczyma, oddychając szybko i chwiejąc się, gdy podchodził bliżej do Silasa i układał swoje ręce na obydwu policzkach Weira.

Słowa chłopaka dotarły do uszu blondyna jak przez ścianę wody – zdeformowane, przygłuszone i wątpliwie prawdziwe. Silas nie miał w rzeczywistości pojęcia czy Xavier cokolwiek do niego powiedział, ale widząc wyczekujące spojrzenie jasnych oczu zrozumiał, że o coś jednak Lee się do niego zwrócił.
 – Ah..ha – mruknął Silas, skinąwszy głową i przełknąwszy głośno ślinę. – Przepraszam…ja – urwał i odchylił nieco głowę, unikając następnie wnikliwego spojrzenia Xaviera. Odwrócił głowę  w bok i wbił wzrok w ścianę.
 – Chyba za dużo wypiłem – powiedział niemalże szeptem i uśmiechnął się z napięciem oraz trudem. Jego uśmiech jednak szybko zgasł i na jego miejsce wstąpiło delikatne uniesienie kącika ust.

Silas sięgnął do klamki drzwi, do których przylgnął plecami po czym odnalazł kluczyk wystający z zamka nieco poniżej tego miejsca, gdzie wyczuł dłońmi klamkę.
Szybko przekręcił kluczyk, zamykając tym samym pokój na klucz.
Znaczne zdezorientowanie, które pojawiło się na twarzy jego kuzyna rozbawiło go szczerze wobec czego Weir zachichotał cicho z wesołością, czule spoglądając na Xaviera.
Następnie umilkł na kilka sekund, nadal przyglądając się chłopakowi z ciepłem czającym się w chłodnych oczach.
Ich relacja była absurdalna i nie miała prawa bytu, a jednocześnie Silas nie potrafił sobie wyobrazić żadnej innej, którą mógłby dzielić kiedykolwiek z Xavierem. Gdy obaj byli mali uważali się za towarzyszy zabaw, przyjaciół i wzajemne oparcie. Teraz nic się wcale nie zmieniło aż tak bardzo.
Silas nadal pragnął troszczyć się o Lee, być jego przyjacielem i w stanie wesprzeć chłopaka w każdej chwili, gdy ten będzie tego potrzebował.

Weir przez chwilę chciał coś powiedzieć, a w moment później zrezygnował z tego na rzecz przyciągnięcia Xaviera do siebie nieśmiało, by ten znalazł się bliżej.
Jego ciało przeszedł dreszcz, gdy ich sylwetki zetknęły się ze sobą. Było to nadzwyczaj przyjemne uczucie, które spowodowało, że na wąskich ustach blondyna pojawił się kolejny nieznaczny uśmiech.
Ów zniknął jednak wówczas, kiedy wargi mężczyzny przykryły te drugie – jego kuzyna.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Nie Mar 19, 2017 6:10 pm

Uspokój się, Xavier. Silas jest spokojny. Ogarnij się.
Jak mantrę, Lee powtarzał te słowa powoli wdychając i wydychając powietrze z zamiarem uspokojenia samego siebie. Wyglądało na to, że to on potrzebował tego bardziej niż kuzyn.
Jego oazą spokoju okazał się być głęboki błękit oczu Weira. Jego tętno zdecydowanie zwolniło, gdy ponownie zawiesił się, wpatrując się w nie. To był zdecydowanie ulubiony aspekt aparycji kuzyna.
No i piegi.
Te jego jasne jak len piegi nie raz śniły się Xavierowi, gdy zasypiał rozważając słuszność wysłania sms-a do Silasa.

Czując poruszenie ze strony mężczyzny, w końcu zdjął dłonie z jego twarzy i nieco speszony podążył wzrokiem za ręką zamykającą zamek w drzwiach.
I zapadła cisza. Stali tak w milczeniu, przerwanym jedynie cichym chichotem.

Serce zabiło mu mocniej, gdy poczuł na lędźwiach ciepło dłoni, łagodnie przyciągające go do owej ręki właściciela. Z niewielkiej odległości dostrzegł na twarzy mężczyzny ten uśmieszek, który zatarł wszelkie ograniczenia.
Niewiele myśląc zmniejszył dystans do kilku centumetrów, skierował do przyjaciela podobny uśmiech nieznoszący sprzeciwu, po czym zniwelował odległość całkowicie. Opierając się całym ciałem na nieco wyższym kuzynie, trwał tak przez nadnaturalnie długą chwilę.
Xavier poczuł się tak dobrze, jak mógł się poczuć tylko w towarzystwie tego mężczyzny.
Pojedyncze myśli miotały mu się po mózgoczaszce, jak Żyd po pustym sklepie. Wszelkie doznania, wspomnienia, uczucia i emocje zlewały się w jedność, żeby - gdy już wydawało mu się, że cokolwiek rozumie – wybuchnąć kolorowymi fajerwerkami.
Skupienie się na doznaniach fizycznych uznał za najmniejsze zło. Wsunął dłoń w blond włosy, tuż nad karkiem. Uważnie badając strukturę skóry jego głosy, doszła do niego stłumiona przez drzwi muzyka.
Britney Spears – Toxic
Najwyraźniej na dole zabawa wciąż trwała w najlepsze. Uśmiechnął się wciąż tkwiąc w namiętnym pocałunku z chłopakiem.

Żaden z nich nie miał pewności, ile właściwie czasu minęło.
Xavier zmuszony był przyznać się przed sobą, że był odrobinę oniemiały. Właściwie nie wiedział, co ze sobą zrobić, gdzie podziać ręce, w które miejsce spojrzeć.
Zamachnął się ręką i z plaskiem oparł ją o drzwi, tuż obok głowy Silasa. Szarmancko spojrzał mu w oczy i zbliżył do niego twarz.

-Często tu przychodzisz?

Dłuższą chwilę udało mu się powstrzymać się od śmiechu, lecz emocje wzięły górę. Xavier Lee wybuchł najszczerszym śmiechem, jaki dało się od niego usłyszeć w ciągu kilku ostatnich lat.

Zostańmy tutaj całą noc.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Sob Kwi 08, 2017 2:44 am

Często tu przychodzisz?
Pytanie Xaviera nie tyle rozbawiło Silasa, co przekonało go w tym, jak jego kuzyn czasem bywa niewinnie czarujący. To nie było widoczne na pierwszy rzut oka, wielce zatem nieoczywiste. Silas zawsze dostrzegał w chłopaku głównie opanowanego, chłodnego młodego człowieka. Poza tą zuwnątrzną powłoką często także dane mu było obserwować jak Xavier zmienia się w towarzystwie jego i najbliższych przyjaciół. Wtedy się stawał znacznie sympatyczniejszy i o wiele bardziej… uroczy.

 – Pajac z ciebie, Lee… – wymruczał, posyłając chłopakowi jeden z tych sugestywniejszych uśmiechów, których to charakter niekoniecznie zależał od samego Silasa, a bardziej od tego, jaka atmosfera wisiała w ciasnych i ciemnych pokojach. Ten niekoniecznie był jednym z tych. Miał w sobie inną magię. Magię cholernej beztroski.

Nie zapowiadało się na to, że Xavier zdoła sam uspokoić swój wybuch śmiechu, a zatem Silas odczekał jeszcze kilka sekund nim podjął interwencję.
Blondyn odepchnął się lekko od drzwi, o które się opierał i tym samym skrócił odległość między sobą, a kuzynem, która to zdołała powstać w międzyczasie.

Ponownie przylgnął do jego ust swoimi własnymi, atakując wargi chłopaka pełnymi zniecierpliwienia, szybkimi pocałunkami. Jednocześnie napierał na wysokie ciało Xaviera, zmuszając tego, by cofał się o kolejne kroki w kierunku łóżka.
W końcu znaleźli się tuż przy jego brzegu i wówczas Weir odsunął się od chłopaka na chwilę.
 – Bywam tu zdecydowanie zbyt rzadko, jeżeli już musisz wiedzieć – odpowiedział w końcu na pytanie młodszego z nich, zadane kilka chwil wcześniej. Następnie pchnął Lee delikatnie na łóżko, a ten opadł na nie i w pozycji siedzącej oczekiwał dalszego rozwoju zdarzeń.

Silas nie kazał mu czekać długo i mimo swoich powolnych ruchów – obaj wiedzieli, że zmierza to w dużo przyjemniejszym kierunku niż kiedykolwiek wcześniej między nimi zmierzało. Oczywiście – Silas nie miał zamiaru odbierać Xavierowi i sobie tego najlepszego, co było w tego typu relacjach.

Blondyn umiejscowił swoje jedno kolano obok jednego uda Xaviera, z drugim po chwili robiąc to samo, nieco bardziej połowicznie bowiem nadal wspierał się nogą o podłogę pokoju.
Zawisł nad chłopakiem na chwilę, by zajrzeć w jasne tęczówki uniesione w górę, obserwujące go z pewnym zdezorientowaniem.
Wyglądał niemalże na… przestraszonego. Rozbawiło to nieco Silasa, który parsknął krótko śmiechem.
 – Nic ci nie zrobię, Xave – mruknął do chłopaka, spoglądając z rozczuleniem w dół na jego twarz. – Bo idąc z tobą do łóżka, wpierw upewnię się, że wszystko dokładnie zapamiętasz – dodał nieco ciszej, nachylając się jednocześnie niżej do ust chłopaka, które to sekundę później przykrył własnymi.

W ciągu następnych kilku chwil Silas znalazł się niemalże w całości ponad leżącym na plecach Xavierem.
Pocałunki, nawet te najbardziej namiętne, nie potrafiły zaspokoić wigoru ani Weira, ani jego młodszego kuzyna. Do działania włączyły się dłonie, nogi i uda, które nieco drażniąco zaczepiały o krocza obydwu mężczyzn.
Silas z początku unikał tego, by posuwać się w tym zbyt daleko, bowiem skończyć się to mogło zupełnie inaczej niż to sobie zaplanował. Nie mógł się jednak powstrzymać. Jasna skóra Xaviera, jej gładkość były zbyt nęcącym przedmiotem pożądania Silasa, którego dłoń – z początku nieśmiało – wsunęła się pod materiał górnego odzienia Xaviera, mimo wcześniejszych oporów.

Weir głaskał bok chłopaka w nieszkodliwej pieszczocie do momentu, gdy kolano Lee powędrowało zbyt gwałtownie do góry. Wówczas Silas zareagował, odruchowo przyciskając mocniej paznokcie do skóry kuzyna i wzdychając przy tym wprost w usta chłopaka.
Był słabszy, niż się tego po sobie spodziewał.
Kierowany ostatnią iskrą zdrowego rozsądku, odstąpił ust Xaviera i zajrzał mu w oczy, a po chwili się odezwał.

 – Kurwa… – syknął jedynie po kilku sekundach namysłu, a po czym ponownie przylgnął do ust Xaviera.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Czw Lip 06, 2017 9:47 pm

-Nawet w tym stanie zapamiętałbym wszystko lepiej, niż byś tego chciał – mruknął młody Lee w usta kuzyna. Zgarnął czekoladowy kosmyk włosów z twarzy i zarzucił włosami w tył, uważając by nie uderzyć Silasa. Jego dłoń zjechała z pleców mężczyzny na jego lędźwie, skąd udała się na poślad blondyna, by następnie wrócić na kraniec żeber. Powtórzył ruch jeszcze kilka razy.

Zgadzam się, odpowiedział w myślach chłopak. Co jakiś czas przypominał sobie o tym, że jego miłość była właściwie nie do końca prawnie legalna, co motywowało go do rebelii przeciw zdaniu innych i własnemu rozsądkowi.
Naszła go ochota na zrobienie mężczyźnie malinki, może dwóch lub więcej. Ochota na „oznaczenie terenu”. Gdy oderwał się od jego ust z zamiarem przeniesienia pocałunków na szyję, przypomniał sobie o sytuacji w jakiej się znajdowali. To znaczy o tym, że właśnie zamknął się z kuzynem w pokoju na własnej imprezie urodzinowej i dziwnym byłoby, gdyby jego starszy kuzyn wrócił do zabawy z małymi krwiakami wystającymi spod kołnierza. Oraz o tym, że leżał pod nim i zrobienie mu malinki z tej pozycji byłoby co najmniej niewygodne. Otarł wierzchem dłoni kącik ust. Poruszył udem, znajdującym się w kroczu blondyna.
Powrócenie do romantycznej sielanki przerwał mu nietypowy hałas z dołu, po czym jakieś krzyki. Wśród przyciszającej się muzyki usłyszał natarczywe walenie w drzwi wejściowe, a potem, poprzedzone odgłosem wbiegania po schodach, w jego własne. Wyturlał się spod Weira, który zdążył unieść się i zdjąć swój ciężar, po czym podniósł się, poprawił w lustrze ubranie i włosy. Posłał towarzyszowi spojrzenie oczekujące, by ten zrobił to samo i tworzył drzwi.

-Przyszła policja – wyszeptał przerażony okularnik i wolno wycofał się do schodów.
Xavier posłał blondynowi zatroskane spojrzenie i zbiegł na dół.


Lee wkroczył do salonu z kolejnymi workami na śmieci. Znał siebie i jeżeli nie sprzątnąłby butelek po alkoholach od razu – nie zrobiłby tego aż do poważnego opierdolu od kogoś z autorytetem.  W domu chłopaka została jedynie piątka imprezowiczów. Szepczący między sobą bliźniacy, przysłuchujący się im Hudson, oraz przed chwilą beztrosko grzeszący kuzyni. Gospodarz niefortunnie zakończonego przyjęcia podszedł do trójki chłopców, by wręczyć im worki i jeszcze raz podziękować za pomoc, gdy został złapany za ramię i odciągnięty z powrotem do kuchni. Hudson wyjrzał do salonu, sprawdzając czy nikt ich nie podsłuchuje i spojrzał przyjacielowi w oczy.

-Klony snują teorie, gdzie byliście, gdy wszystko się wydarzyło. Wiesz.. nie chce nic mówić, ale to wyglądało dość… dwuznacznie. To głupie, co mówią, ale musze się upewnić, że nic przede mną nie ukrywasz – Brown z zakłopotaniem spoglądał w dół na butelkę, której etykietką się bawił. Xavier natomiast tępo patrzył w przestrzeń.
Co właściwie miałby mu powiedzieć? Na pewno nie prawdę, więc co…

-Nadrabialiśmy zaległości – Lee klepnął przyjaciela w ramię, puścił mu oczko i z uśmiechem wyszedł z kuchni.

Kurwa……

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   

Powrót do góry Go down
 
We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: