IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pon Paź 17, 2016 8:24 pm

Jego stosunek do Xaviera od zawsze był dosyć zawiły. Nie był dla Silasa jedynie kuzynem. Był dla niego kimś, kim instynkt kazał mu się opiekować, dla kogo powinien być wsparciem bez względu na okoliczności. Romy zaś była dla Weira przyjaciółką, siostrą.
Znaczyli oboje dla niego bardzo wiele.
Do końca nie był szczery z żadnym z nich.
A zasługiwali na to oboje. Być może Xavier nawet trochę bardziej. W większej mierze to on czuł się najbardziej samotny po tym, jak Silas wyjechał. I Weir żałował wszystkiego tego, że tak się to potoczyło.
W rzeczywistości bał się tego, że kontaktując się z Xavierem, dowie się gorzkiej prawdy o tym, że wcale nie był Xavierowi niezbędny do życia. Nie chciał pewnego dnia przekonać się o tym, że Lee go nie potrzebuje. O tym, że ktoś zastąpił go w roli, którą pełnił do czasu, gdy wyjechał na studia.
Dopiero dochodząc do porozumienia z własną osobą, Silas uświadomił sobie jak wielki wymiar miało jego uczucie wobec młodszego kuzyna.

***

Xavier był pijany i mimo, że już parę razy Silas widział chłopaka pijącego i wstawionego, to jeszcze ani razu nie miał okazji obcować z kuzynem upojnym do tego stopnia.
Nieco niepokojące było to, że chłopak wyglądał zupełnie tak, jakby miał zaraz zasnąć czy zemdleć, ale równie jednak zabawnie patrzyło się na Xaviera w tym wydaniu.
I Silas mógłby oddać się temu niezobowiązującemu zajęciu jakim było oglądanie chłopaka jak się wije na łóżku.
Ostatecznie nie dane mu to było.
Waga słów wypowiedzianych po chwili przez Xaviera nieco przerosła oczekiwania Silasa.

Nie spodziewał się usłyszeć odpowiedzi w tak niedługo po tym, jak przestawił kuzynowi takie wyjście.
Niemniej jednak – cieszył się, słysząc, że Xavier chciałby mieszkać z nim w Nowym Jorku.
Z jakiegoś powodu miało to dla niego ogromne znaczenie i perspektywa tego ucieszyła go niezmiernie, wzbudzając w nim ekscytację względem możliwej przyszłości.  

Wysłuchał całego pijackiego bełkotu chłopaka, potakując mu i powtarzając, że nie ma za co dziękować.
Gdy Xavier się już wygadał – zamilkł na chwilę. Silas nie miał pojęcia o czym teraz mogliby porozmawiać i dlatego również się nie odzywał. Był mniej pijany niż Xavier głównie dlatego, że był starszy i cały czas był zajęty bieganiem w tę i z powrotem, gdy szukał kuzyna. Nie miał wówczas czasu na dopełnianie kieliszka.

Lee po pewnym czasie ponownie się odezwał.
Weir zmarszczył delikatnie brwi, zastanawiając się czy to, co właśnie usłyszał na pewno nie było jedynie przesłyszeniem i pomyłką.
Jego wzrok powędrował do twarzy Xaviera.
Widząc ją, Silas pojął, że to z pewnością nie było przesłyszenie ani też nie żaden żart.

Kalkulacje w głowie Weira jednak nie trwały długo, a wszelkie wątpliwości  były niczym w obliczu nietrzeźwości i faktu, że… Silas naprawdę chciał go pocałować.
W tamtej chwili nie widział w tym niczego złego, niemoralnego czy nienaturalnego.
Był już zmęczony obrzucaniem samego siebie najpaskudniejszymi epitetami, był już zmęczony wmawianiem sobie, że nie ma prawa do rzeczy, których chciał.
Nie miał ochoty dorzucać do puli fałszu zaprzeczania temu, że jest inaczej niż w rzeczywistości było.
Że nigdy nie marzył o tym, żeby jego kuzyn nie był z nim spokrewniony.
Bo nawet jeżeli o wiele łatwiej byłoby mu wszystko to znieść, gdyby byli sobie obcymi ludźmi – nie mógł liczyć na to, że koleje życia ułatwią mu dokonania każdej kolejnej decyzji.
Wobec wszystkiego tego powyższego – nachylił się nieco, zawisł nad twarzą Xaviera, wpatrując się w oczy chłopaka z jakąś niepewnością, być może nawet strachem.
Ten moment trwał jednak krócej niż mogło się któremukolwiek z nich się wydawać.
W następnej sekundzie Silas już skracał odległość pomiędzy swoimi ustami a tymi młodszego przyjaciela.

Ich wargi przylgnęły do siebie, z początku łącząc się w leniwym muśnięciu. Silas nie spoczął jedynie na tym. Jego dłoń sięgnęła do twarzy Xaviera, której to podbródek chwyciła, by przysunąć chłopca bliżej siebie i by nadać pocałunkowi większej stanowczości.
Trwali tak przez kilka następnych chwil, które dla Silasa miały wyjątkowe znaczenie.

Oderwanie się od ciepłych chłopięcych warg kosztowało Weira wiele samozaparcia i pokładów silnej woli.
Odsunąwszy  się na niewielką odległość od kuzyna, jego niebieskie oczy spotkały się z tymi szarymi Xaviera. Przez chwilę szukał w nich oznak odrazy czy potępienia.
Nie znalazł niczego, co zmusiłoby Silasa do tego, by żałować.
Niechętnie puścił twarz chłopaka i mimo wszystko – postanowił się odsunąć.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pią Paź 21, 2016 11:22 pm


Wilgotne od alkoholu usta zetknęły się ze sobą. Dwie pary warg delikatnie pieściły się chwilę, by potem obnażyć pragnienia kuzynów w namiętnym pocałunku. Palce starszego z nich wypalały swoją obecność na podbródku drugiego, a języki zachłannie zwiedzały jamy ustne, jakby nigdy więcej mieli nie posmakować tego zakazanego owocu. Sekundy trwające wieczność nie pozwolą o sobie zapomnieć.
Kazirodztwo.
Jednorazowy występek nie może powtórzyć się w przyszłości.
A jeśli byłby dozwolony?
Nie. Nie będzie dozwolony. Nigdy.

To Silas pierwszy przerwał pocałunek. Lee nie byłby do tego zdolny. Bez emocji, z lekko rozchylonymi wargami, wpatrywał się w przestrzeń, gdzie znajdował się jego kuzyn, lecz nie dostrzegał nic, poza rozmazanym kształtem. Zależało mu tylko, by nie pokazać po sobie, że to było złe. Co, gdyby Weir źle to odebrał? To ostatnie, czego chciał. Tak naprawdę, Xavier pragnął kontynuować pocałunek.
Jaki pocałunek? Jego umysł z pewnością nie pracował prawidłowo. Spożyta ilość alkoholu musiała być przyczyną takiego myślenia. Nie może być inaczej. Targany przeciwnymi emocjami, wstał i przeszedł na koniec pokoju, gdzie wziął do ręki butelkę. Pustą oczywiście. Odwrócił się i teatralnie uniósł szkło. W górę powędrowały także jego brwi.

-Musimy znaleźć coś mocniejszego.

Wybrał zignorowanie wydarzenia, które zaszło, gdy przyłapał się na obserwowaniu ust mężczyzny. Zapomnieć i skupić się na imprezie; na upiciu się do nieprzytomnego i walki z kacem następnego dnia. Uczucia do Silasa nie wchodziły w grę. Ot, niefortunne pijackie posunięcie.

Zakładając, że młody Weir ruszy za nim, wyszedł z pokoju.
Na ustach poczuł ponownie smak kuzyna. Smak, którego nigdy nie zapomni, choćby chciał. A w tym momencie chciał tego bardziej, niż czegokolwiek innego. Żeby nigdy nie wypowiedział dwóch słów. Żeby nigdy nie poczuł tego, co podczas tak intymnego zbliżenia, zarezerwowanego dla kochanków. Żeby traktowali się jak kuzyni i najlepsi przyjaciele.
Żeby Silas wcale nie wrócił do Ottawy.

Xavier zatrzymał się na środku korytarza i oparł najpierw ręką, potem plecami o ścianę. Nie docierał do niego ani głos kuzyna, gdy zjeżdżał do pozycji siedzącej.

-Przynieś mi wódki – wyszeptał. – Wódki, Silas. Potrzebuję wódki.

Nie powinienem z nim mieszkać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Nie Paź 23, 2016 5:51 am

Oczywiście, że nie powinien był tego robić. To było co najmniej nieprzyzwoite, a nawet niesmaczne.
Silas zdecydował się jednak tym nie przejmować. Zażyczył sobie rzeczywistości, w której on i Xavier nie są tak blisko spokrewnieni, ale ta postanowiła jednak nie dopuścić do istnienia w niej umysłu Silasa na dłużej niż czas trwania tego pocałunku. To było kłamstwo, które Weir zastosował wobec siebie.

Jego oczy spoczęły na twarzy Xaviera. Wyraz w spojrzeniu pijanego kuzyna przyprawił go o nieprzyjemne dreszcze, a brak jakiejkolwiek emocji zaniepokoił go i skłonił Silasa do natychmiastowego pożałowania tego, na cokolwiek przed chwilą sobie pozwolił. Mianowicie pocałował właśnie kogoś, kogo znał całe życie i przez większość tegoż uważał za brata i najlepszego przyjaciela.
Kiedy to się zmieniło? Przecież ostatnio, gdy mieli ze sobą do czynienia, Xavier miał czternaście lat.
Czy to możliwe, żeby Silas był aż takim zwyrodnialcem? Cóż, Weir zupełnie tego wówczas tak nie widział. Dopiero, gdy znalazł się na studiach i minęło trochę czasu, coraz częściej zaczął zastanawiać się, co też dzieje się z Xavierem.
Aż w końcu po kilku latach pojawił się w Ottawie na krótki czas. Widział wtedy młodego kuzyna z daleka i kiedy tylko w jego stronę spojrzał – coś w nim zaprotestowało przed podejściem i odezwaniem się do chłopaka. Nie był zwyczajnie na to przygotowany.
Musiało się to zatem stać wtedy, bo targany poczuciem winy zrozumiał, że nie tylko nie ma już szans w oczach Lee jako przyjaciel, ale także jako ktokolwiek. Świadomość tego, że miałby już nigdy nie móc spędzać czasu z chłopakiem, czuć go przy sobie i patrzeć na niego… przyprawiła go o momentalne załamanie nerwowe.

Xavier podniósł się z miejsca i od razu zrobił to także Weir. Chciał przeprosić za niestosowność, usprawiedliwić to alkoholem, faktem, że nie widzieli się od lat i wyobrażenie Silasa o Xavierze mogło się nieco zniekształcić, a także w końcu zaprzeczyć w ogóle temu, że jest gejem. Prawda była jednak taka, że Silas doskonale wiedział co robi. Chciał tego. I będzie to pamiętał jutrzejszego dnia, gdy wytrzeźwieje.
Być może Xavier nie…

Chłopak opuścił pokój, wyszedł na korytarz i stanął w połowie ów. Oczywiście, Weir ruszył za nim w obawie przed tym, że Xavier się przewróci, zwymiotuje albo wypadnie za barierkę.
Xavier jednak tylko zjechał po ścianie na ziemię, na której przycupnął, domagając się wódki.

Silas podszedł powoli do kuzyna, klęknął przed nim i spojrzał na jego rozbiegane oczy.
 –Myślę, że ci wystarczy… – mruknął, lekko drżącym głosem. –Będzie lepiej jeżeli się już położysz. – dodał i sięgnął do twarzy Xaviera.
W ostatniej jednak chwili, dosłownie milimetry od zetknięcia się jego palców z rozgrzanym policzkiem chłopaka – cofnął rękę gwałtownie i zamiast tego wykorzystał te dłoń do tego, by zasłonić własne oblicze.
Nie mógł się teraz rozpłakać.
Przecież nic takiego nie zrobił…
Przecież to tylko pocałunek. Nic, czego nie dałoby się wybaczyć. Mógł jeszcze coś powiedzieć, wybrnąć z tego.
Ale nie potrafił wykrztusić siebie kolejnego kłamstwa.
Bezsilność go wykańczała.

Do pierwszej dłoni dołączyła druga i w nich obydwu Silas schował twarz. Jego ramiona wydawały się lekko zatrząść jedne czy dwa razy. Miał wrażenie, że on sam zaraz zwymiotuje.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Nie Paź 23, 2016 6:52 am


Potrzebował wódki. Potrzebował upić się do nieprzytomności, by zalać to, do czego nie potrafił przyznać się przed sobą. Znaleźć pretekst do zignorowania tego i powrócenia do tego rano, chowając to pod wypitym alkoholem. Uświadomiona feralnym pocałunkiem rzecz przerastała go. Tak nie mogło być. Nie powinno.
Otworzywszy oczy, zobaczył w jakim stanie znajduje się Silas.
To nie czas na bycie pijanym, Xavier.

Stanowczo przetarł twarz, poprawił włosy i przetoczył się na kolana. Klęcząc przed kuzynem, podniósł rękę w jego kierunku.
Nie potrzeba ci żadnej wódki, Xavier.

Godziny spędzone na wpatrywaniu się naprzemiennie w zdjęcia i numer telefonu młodego Weira. Godziny odrzucania chęci kontaktu. To on wyjechał. On go zostawił. On nie dawał znaku życia, choć zaledwie rok wcześniej widywali się niemal codziennie. To on powinien się skontaktować. To nie na Xavierze spoczywała powinność skontaktowania się. Lee przestał być potrzebny. Nowy Jork, nowi znajomi. Nowy najlepszy przyjaciel. Wszyscy w jego wieku. Xavier był przecież młodym gówniarzem. To normalne, że inni dorastają i zaczynają spotykać się ze swoim rocznikiem.
To nie prawda.

Wahająca się ręka ostatecznie spoczęła na ramieniu. Chciał go pocieszyć. Przytulić. Pocałować.

-Silas… Silas, proszę cię nie płacz.

Nie. Zdecydowanie nie może go pocałować. To nie jest ani dozwolone, ani możliwe. Już nigdy się nie powtórzy.
Chłopięca dłoń zjechała podążyła do głowy mężczyzny. Szczupłe palce wplótł w blond loki, po czym zjechał do podbródka i spróbował unieść jego głowę. Gdy szare oczy napotkały te błękitne, chłopak zastygł. Nadzwyczaj niebieskie oczy lśniły odcieniami bezchmurnego nieba.

-Nie możesz się teraz rozkleić. Jestem pijany – wydusił z siebie na jednym tchu.

Kciukiem przejechał po policzku, rozmazując pojedynczą łzę. Piegi wyróżniały się zniewalająco na nieskazitelnej alabastrowej cerze. Silas był w tej chwili cholernie przystojny. Jeszcze bardziej niż zazwyczaj. Chwila słabości młodego Weira rozpaliła w Lee na nowo tamto uczucie. Widzieć go w takim stanie jest niemalże nieosiągalne.

Xavier, to twój kuzyn.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Nie Paź 23, 2016 9:21 am

Nie chciał rozklejać się jak ostatnia ofiara losu. Los być może i potraktował go niesprawiedliwie, ale należało wyjść z tego z twarzą i w sposób, w który mężczyźnie przystało.
Ale Silas nie umiał już w sobie tłumić wszystkich emocji, które niszczyły go powoli od środka. Nigdy nie był zakochany, nigdy nie przypuszczał nawet, że po raz pierwszy przyjdzie mu skierować to uczucie ku kuzynowi.
Silas jeszcze nie potrafił się do tego przyznać przed samym sobą, wciąż mając nadzieję, że to nie jest tym, czym mu się wydaje, że jest.
Ale posunął się właśnie o jeden krok za daleko, przekroczył granicę.
Najgorsze jednak w tym było to, że doskwierał mu niedostatek, brakowało mu ust Xaviera na jego własnych.
I tego nie potrafił znieść, z tym tak panicznie próbował walczyć. Sprawiała mu niemal fizyczny ból niemożność obrócenia swoich nieprzyzwoitych pragnień w czyny.

Czyjaś dłoń, zapewne Xaviera, spoczęła niepewnie na jego ramieniu. Drgnął pod tym niespodziewanym dotykiem jednak żadnej poza tą reakcją nie spróbował wykształcić. Nadal pozwalał łzom płynąć z oczu choć wiedział, że nie przystoi to komuś takiemu jak on. Był dorosły i sądził do tej pory, że potrafi kontrolować swoje emocje, radzić sobie z nimi. Jak się jednak okazało – ta możliwość została mu odebrana, gdy w grę wchodziły jego uczucia, których obiektem ujścia stał się Xavier.

Usłyszał ponad sobą nieco nieśmiały, wątpliwie stabilny głos kuzyna. Nie ośmielił się nijak reagować na ów, zamiast tego w tajemnicy przed światem uciekając do innego, spokojniejszego i lepszego, gdzie nie musiał zastanawiać się nad tym, jak odkręcić ten cały bałagan, którego narobił jednym urzeczywistnionym pragnieniem.
Nie chciał teraz się konfrontować z Xavierem, który nie będzie miał pojęcia co mu powiedzieć w podobnej sytuacji. Naraził kuzyna na niewiarygodnie niewygodną sytuację.

Niespodziewanie dłoń Xaviera zaplątała się we włosy Silasa, przyjemnie drażniąc skórę jego  głowy i powodując dreszcz biegnący przez całe ciało Weira.
Nie miał na tyle siły, by zaprotestować przeciwko Xavierowi i jego palcom, które uniosły jego twarz i obnażyły wstydliwe oblicze jednym gestem. Silas nie oponował, nie odwracał wzroku. Wbił spojrzenie niebieskich oczu w twarz kuzyna i przyglądał się jej, jak gdyby w wymierzonej przeciwko samemu sobie pokucie.
Bowiem im dłużej patrzył na Xaviera, tym mocniej żałował.

Nie przypominał sobie nawet w tej chwili, kiedy ostatnio płakał. Być może bliski był tego, gdy wyjawiał matce swoją największą tajemnicę, o której nikt do tamtej pory nie miał prawa wiedzieć.
Płakać zatem musiał ostatnim razem, gdy podchodząc do kolejnego egzaminu wstępnego na studia już nie wytrzymywał tej presji, którą na nim wywierano. Bał się, że nigdy nie spełni oczekiwań ojca, że zawiedzie matkę.
A miał wówczas przecież tylko siedemnaście lat. Co mógł wiedzieć o życiu? Uważał je wówczas za niezwykle proste, skomplikowane tylko dla niego jedynego.
Największego pechowca na świecie.
Teraz wiedział, że to nie była prawda. Wówczas siedemnastoletni Silas nawet nie miał pojęcia co jeszcze go czeka. Najgorsze wtedy było dopiero przed nim.

 –Przepraszam – powiedział cicho, mrugając kilkakrotnie. –Nie chciałem… – dodał, nie do końca wiedząc za co przeprasza i czego nie chciał. Nie był sobą. Zupełnie nie.
Wolał spuścić wzrok i tak też zrobił. Jego policzek, na którym nadal tkwiła dłoń kuzyna, przylgnął do ów, błagając niemal o dotyk.
 –Zapomnijmy o tym.
Nie chciał tego najbardziej ze wszystkiego, co mógł tylko zaproponować. Nie chciał zapominać. Nie tego.
Jednocześnie też żałował, że w ogóle do tego doszło.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Nie Paź 23, 2016 8:40 pm


Mimo poruszenia Silasa, Lee nie zdjął dłoni z jego policzka. Delikatnie poprawił ułożenie ręki i nieprzerwanie kontynuował wpatrywanie się w błękitne oczy. Niemalże sztuczny kolor zdawał się wciągać chłopca do swojego bezkresu, z zamiarem utopienia i skazania na wieczne potępienie. Czemu coś tak pięknego jest dla niego zakazane? Jedyną emocją majaczącą na młodej twarzy było zmęczenie w oczach. Reszta była martwo milcząca. To jedyny sposób, dzięki któremu Xavier nie straci panowania nad niefortunnymi emocjami. Niech Silas nie wie.
A może powinien wiedzieć?
Kolejne długie sekundy, które najchętniej zostałyby wiecznością. Nie miał ochoty, ani potrzeby poruszenia się. Coś w głębi mówiło mu jednak, że trzeba. Nie takiej sytuacji spodziewał się, gdy wyobrażał sobie ich spotkanie na ślubie. 
Zapomnieć? Nigdy.

Lee chciał zapamiętać każdy szczegół. Od promiennego uśmiechu, którym został obdarzony w drzwiach, przez smak ust Silasa, aż do ciepła wilgotnego policzka. Zdecydowanie nie tak wyobrażał sobie to spotkanie. Nie mógł oczywiście narzekać. Sytuacja rozwinęła się… cóż, interesująco. W obecnym stanie – siedząc pijanym na podłodze, wpatrując się w lazurowe oczy kuzyna – już nie mógł zaprzeczyć prześladującemu go uczuciu, że tego właśnie chciał, odkąd ujrzał blond włosy przy barze. Jednak dopiero teraz to zrozumiał. Wiedział także, że jeżeli Silas czuł cokolwiek zbliżonego, może to zniszczyć całą rodzinę. W końcu to Weir go pocałował.
Dlatego musiał się upewnić, że tylko on to poczuł. Reputacja Xaviera i tak była zszargana, ale nie mógł dopuścić, by z jego przyjacielem stało się to samo.

-Napijmy się czegoś – delikatny uśmiech rozświetlił jego skamieniałą twarz. – W końcu po to tu jesteśmy.

Zahaczając kciukiem o lekko rozchylone usta mężczyzny, zsunął dłoń z twarzy i przyjacielsko klepnął go w kolano.
Wcale tego nie chciał. Pragnął zostać w tej chwili na zawsze, lub najlepiej wrócić do tamtego pokoju. W tym momencie poddawał walkę ze swoimi uczuciami. Pożądanie? Na pewno nic więcej. Tego mógł być pewien. A raczej chciał być pewien.
Zerknął na zegarek na przegubie Weira. Idealna pora na zalanie się w trupa. Ramię w ramię wśród innych ludzi. Koniecznie ktoś musiał być w ich towarzystwie. Chłopak czuł, że jeśli zostaliby sami, sytuacja sprzed paru minut mogłaby się powtórzyć. A tego przecież żaden z nich nie chciał.

Powinien wstać. Czemu jeszcze nie byli w drodze do barku? Czemu wciąż siedzieli w tym samym miejscu? Czemu Xavier przypatrywał się wargom kuzyna? Kuzyna.

Silas, proszę, nie zabieraj mnie do Nowego Jorku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Nie Paź 23, 2016 10:19 pm

Silas był nieomal od znienawidzenia siebie samego, gdy tylko parę lat wstecz uświadomił sobie kim jest i z czym wiąże się podobne zboczenie w kierunku niewłaściwym i źle postrzeganym w kręgach jego rodziny – ludzi, od których przecież był zależny. Nie mógł pozwolić na to, żeby ktoś dowiedział się o tym, kim jest. Że jest zboczony.
Takimi właśnie stwierdzeniami urojonymi w większości w jego głowie kierował się przez większość wieku młodzieńczego od czasu, gdy tylko skończył trzynaście lat.
I trwało to do momentu, gdy wyjechał na studia i nabrał zupełnie innego spojrzenia na świat. Nieco bardziej nieprzychylnego, pogardliwego. Już nie tylko w sobie widział defekt ogromnej wagi, ale potrafił podobne dostrzec także w innych. Każdy człowiek był tak samo zwyrodniały jak on sam.

Najprawdopodobniej winę za obecny sposób myślenia Silasa ponosiło tradycyjne wychowanie – katolickie i skrajnie poprawne metody prywatnych szkół.
Co innego było jednak być gejem, a co innego zakochać się we własnym kuzynie. Nie było szans, by ktokolwiek mógł to zrozumieć, wybaczyć czy zapomnieć. Silas nie spodziewał się tego, że w oczach Xaviera kiedykolwiek znów będzie kimś. Naprawdę chciał, żeby to Lee puścił to raz na zawsze w otchłań niepamięci.

Młodszy chłopak niespodziewanie się odezwał, przerywając tym samym cisze, którą spędzał na wpatrywaniu się w oczy Silasa, błyszczące nadal od gorzkich łez żalu i bezsilności.
Weir miał złe przeczucia co do tego, jak skończy się dzisiejszy wieczór. Dlatego perspektywa kontynuowania picia z samopoczuciem takim, jakie miał mogło być w pewnym stopniu nawet niebezpieczne.
Silas miał ochotę zapić się nie tylko do nieprzytomności, ale i na śmierć.
Chciał mieć możliwość cofania się w czasie, resetowania pamięci, oczyszczania się z negatywnych emocji. Nie miał żadnej z tych umiejętności, a zatem obecnie jedynie miał ochotę położyć się spać i obudzić się rano, by uświadomić sobie, że cała poprzednia noc była tylko koszmarem.

Podążył beznamiętnym spojrzeniem za dłonią Xaviera, która zahaczywszy o wargi Silasa, swoją obecność z twarzy chłopaka usunęła.
Żaden z nich także nie wstał nawet, gdy przyjacielski cios opadł na nogę Silasa. Weir nie miał zwyczajnie siły ani ochoty podnosić się na równe nogi. Wolał zostać w tym ciemnym korytarzu sam i wyślizgnąć się z przyjęcia tylnymi drzwiami, gdy nikt nie będzie się tego spodziewał.
Jeszcze przez chwilę siedzieli w ciszy. Silas wpatrując się pusto w punkt na poziomie szyi Xaviera, nie czuł na sobie wzorku chłopaka.
W końcu Silas odchrząknął krótko i otarłszy ostatnią łzę z kącika oczu, wzniósł się do pionu. Kosztowało go to ogromnie wiele energii i nieco zachwiał się, gdy tylko stanął na równych nogach.
 –Chodźmy się napić –zaproponował słabym głosem, zerkając ledwo na Xaviera. –I na chwilę przestańmy o tym myśleć –dodał po chwili cieplejszym tonem.

Tak, jak postanowili – tak też zrobili. W ciągu następnych piętnastu minut zdołali wypić każdy po cztery kolejki wódki, a także kilkakrotnie spojrzeć w swoim kierunku niepewnie, z niejaką tęsknotą i smutkiem.
Po chwili zapijali to uczucie kolejnymi kolejkami, które skutecznie odwracały ich uwagę od siebie nawzajem, z kolei w dziwny sposób kierując myśli Silasa w kierunku o wiele płytszym niż miłość i zakochanie.

Nie miał pojęcia, w którym momencie wyszedł z domu Jonathana, niemal rozpychając na boki powstrzymujących go kilku trzeźwiejszych znajomych. Musiał mu się urwać film, gdy już stężenie alkoholu w jego krwi było ponad jego tolerancję.

Nie pamiętał także jak trafił do tego dziwnego baru, jak daleko za miasto dał się wywieźć przypadkowemu chłopakowi poznanemu kilka minut wcześniej.
Nie wiedział nawet  czy było mu dobrze ani czego dotyczyła ta desperacka próba zapomnienia.

***

Obudziło go potworne pragnienie. Na oślep niemal wstał z łóżka, by nago podreptać do kuchni. Zajrzał nieprzytomnie do lodówki, a nie znajdując tam nic do picia – pochylił się nad kranem i to strumieniem wody zeń sobie ulżył.
Dopiero wówczas, gdy ugasił pragnienie – spróbował zorientować się gdzie się znajduję i z kim.
Z powrotem zatem skierował się do sypialni i przystanął nad łóżkiem, które nadal zajmował jego zeszłonocny partner.
Chłopak miał na oko dwadzieścia parę lat, a jego krótkie  włosy były w kolorze ciemnego, mysiego blondu. Z tego co pamiętał Silas – jego oczy były błękitne.
A jego imię? Nie, z pewnością Weir nie był w stanie akurat tego sobie przypomnieć.

Po cichu zebrał się do wyjścia, krzywiąc się z bólu głowy, a po opuszczeniu kilkupiętrowej kamienicy – spróbował zorientować się co to była za dzielnica Ottawy, w której się znajdował.
Po kilku minutach bezowocnych starań – najzwyczajniej w świecie zadzwonił po taksówkę.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pon Paź 24, 2016 12:01 am


Lee obudził się dość wcześnie, co uświadomił mu zegarek obok łóżka. Z ciężką głową obszedł pokój, próbując sobie przypomnieć, co wydarzyło się poprzedniego dnia. Dobrze wiedział gdzie jest - w domu Jonathana. Pokój gościnny na ostatnim pietrze. Obmacał kieszenie i rozejrzał się dookoła. Na stoliku dostrzegł zawartość kieszeni, w tym paczkę papierosów. Przetoczył się po łóżku, sięgając po nie, a następnie wyszedł na balkon. Dopiero po chwili przypomniały mu się obrazy ostatniej nocy.

Dach. Strażacy. Nie, striptizerzy. Pokój. Silas. Pocałunek? Korytarz. Łza roztarta jego kciukiem na policzku Weira. Bar. Wódka. Jakiś mężczyzna prowadzący do pokoju po schodach. Gdzie jest Silas?
Potem ciemność i pobudka w tym pokoju.

Wschodzące słońce oświetlało jego bladą twarz, gdy drżącą ręką dotknął swoich ust. Znów poczuł ten smak. Smak Silasa. To nie mogło mu się przyśnić. Dopalił papierosa, próbując przypomnieć sobie więcej. O czymś rozmawiali. Co to było?

Około godziny ósmej rano wrócił do domu. Musiał wziąć prysznic i zmyć z siebie okrutny odór. Za dwie godziny był umówiony z Lorą. Łykając kilka tabletek na ból głowy, gardła i Bóg wie czego jeszcze, ruszył do łazienki.
Letnia woda ściekała po jego nagim ciele, gdy siedział na posadzce. Coś wydarzyło się pomiędzy nim, a jego kuzynem. Pytanie brzmiało: co? Doskonale czuł na ustach dotyk innych ust, a mieszanina alkoholu i drogich perfum nie dawała o sobie zapomnieć. To na pewno był Silas.
 
Xavier obejrzał swoje ręce i dotknął ledwo widocznej blizny na przedramieniu. Mały wypadek w klasie od literatury – pewien chłopak wpadł w furię i dźgnął go piórem. Doskonale pamiętał ten dzień, choć miał wtedy zaledwie jedenaście lat. Nauczyciel literatury zawiózł go do szpitala. Nie był to zwykły nauczyciel. Irlandczyk był idolem i autorytetem Xaviera. Był także jego pierwszym zauroczeniem. Rudowłosy piegowaty chudzielec w okularach, zawsze ubrany elegancko z książką pod pachą. To właśnie mr. Callaghan popchnął młodziutkiego Lee w piękny świat liryki, epiki i dramatu, za co wciąż jest mu niezmiernie wdzięczny.
Gdyby spojrzeć na to z drugiej strony, Silas ma w sobie coś podobnego Kieranowi Callaghanowi. Sylwetka, ostre rysy, piegi, ubiór. Być może to dlatego Xaviera tak ciągnęło ku Silasowi? Podobieństwo do pierwszej miłości. Nie do końca świadomej oczywiście. Miał tylko jedenaście lat i jeszcze nosił nazwisko Weir.
Zastanowiło go, co dzieje się teraz z profesorem, lecz odtrącił to pytanie na rzecz przypomnienia sobie błękitnych błyszczących oczu, w które zagłębiał się jeszcze wczoraj. Doskonale to pamiętał. Weir był jego ostatnią nadzieją na przypomnienie poprzedniej nocy.
 
Spojrzał na zegarek wiszący nad lustrem. Musiał się pośpieszyć, a na pewno pożyczyć od matki samochód. Elily miała załatwiony dowóz na uroczystość, więc stare BMW jej się nie przyda.
 

Silas musi coś pamiętać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pon Paź 24, 2016 12:54 am

To był dzień ślubu Romy i Jonathana. Silas bardzo chciał się cieszyć jednak skutecznie przeszkadzał mu w tym okropny ból głowy, na który wcale nie pomagało trajkotanie jego matki z trajkotaniem Mikaeli na przemian, a czasami nawet w tej samej chwili.

Blondyn poprawił się na fotelu, masując nadal własną skroń palcami dłoni, w której akurat nie trzymał zapalonego papierosa czy telefonu. Czuł się gorzej niż źle. Nadal miał w ustach posmak alkoholu i wymiocin. Nie miał nawet pojęcia, w którym momencie udało mu się zwymiotować. Podejrzewał, że stało się to w barze, gdy… nawet nie chciał sobie przypominać nazwy tego, co wziął.

Jego matka była już w pełni przygotowana, miała zamiar pojawić się na miejscu w trzydzieści minut przed rozpoczęciem ceremonii w kościele oddalonym o piętnaście minut drogi stąd. Silas zaś nigdzie się nie śpieszył. Szczerze powiedziawszy – był  totalnej rozsypce.  Miał na sobie jedynie jasnokremową koszulę, rozwiązany krawat i czarną marynarkę przewieszoną przez oparcie fotela, który zajmował, przyglądając się jak Mikaela wprowadza ostatnie poprawki we własne fryzurze, gdy uporała się już z tą Silasa.
 –Nie mam zielonego pojęcia co robiłeś w nocy, ale wyglądasz gorzej niż zwykle… –powiedziała dziewczyna wesoło, spoglądając na niego w odbiciu. Weir uśmiechnął się blado i zaciągnął się papierosem.
 –Trochę się pokomplikowało wczoraj… –wyjaśnił krótko Silas, czym naraził się na żartobliwie potępiające spojrzenie przyjaciółki.
 –Na wieczorze kawalerskim? –dopytywała, a Silas jedynie skinął jej głową. –To dziwne… –dodała po chwili, a co skłoniło Weira do tego, by podnieść na nią wzrok.
Dziewczyna odwróciła się do niego przodem i zbliżyła się na kilka kroków, bardzo ostrożnie je stawiając.
 –To wszystko brzmi jak gdybyś pokłócił się z dziewczyną… –zaczęła subtelnie, a Silas już w tamtej sekundzie wiedział do czego to zmierzało. –…na wieczorze kawalerskim?
 –Wyciągasz pochopne wnioski z mojego kaca ¬–odburknął z udawanym rozbawieniem Silas.
 –Jak wolisz… –zaświergotała w odpowiedzi i obróciła się wokół własnej osi.  
Mikaela wyglądała ślicznie. Jej kremowa sukienka doskonale pasowała do delikatnej urody i wąskiej talii. Silas mógłby się w niej nawet zakochać, gdyby nie to, że… nie był w stanie. Nie oznaczało to jednak, że tej możliwości nie próbował wymusić na sobie wielokrotnie.

Silas podniósł się z krzesła i sięgnął po swój krawat, by go zawiązać. Był w tym samym kolorze co sukienka dziewczyny i jego koszula.
Mikaela natychmiast znalazła się przy nim, wyjęła spomiędzy jego palców materiał, a uśmiechnąwszy się przyjaźnie do Silasa – zabrała się za wiązanie jego krawatu.

***

Dokładnie pięć minut przed rozpoczęciem ceremonii Silas i jego partnerka stali już w gronie rodziny przed kościołem. Nie zabrakło tu także matki Xaviera i samego jej syna, który znalazł się tu po chwili wraz z własną towarzyszką.
Silas starał się nie myśleć nawet o tym, co się działo wczoraj. Xavier także nie wyglądał jakby musiał pilnie porozmawiać.
Zamiast tego Silas poznał się z Lorą, a Mikaela z Xavierem.
Wszystko zapowiadało się zupełnie normalnie.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pon Paź 24, 2016 8:57 pm


Ostatnie niewielkie poprawki w strojach Xaviera i Lory zajęły im niewiele czasu, więc chwilę później podjeżdżali już pod kościół. Oczywiście wystarczająco wcześnie, jak nakazywała maniera brata panny młodej. Młodszy Lee zdołał pomóc jej z wiankiem, a nawet został żartobliwie wyśmiany przez nią za różową muszkę. Odzyskał honor prezentując satynową kreację jego towarzyszki, do której muszka została dobrana.
 
-Wyglądacie cudownie – powiedziała matka panny młodej, gdy Xavier rozkazał jej usiąść i uspokoić nerwy. Wysławszy żartobliwy pocałunek do swojej partnerki, podszedł i kucnął przed Ellie. Podał jej szklankę z wodą, którą odebrały niesamowicie roztrzęsione dłonie. Delikatnie założył jej wypadające kosmyki za ucho i dotknął jej ręki spoczywającej na kolanie. Nigdy nie był w stanie zaprzeczyć, że kochał matkę. Jedną z dwóch kobiet goszczących w jego życiu. Druga z nich właśnie admirowała makijaż niemieckiej studentki. Mimo śmierci męża i głębokiej depresji, dawała sobie świetnie radę. Być może wcale nie potrzebowała syna obok. Odebrał puste naczynie i odstawił na etażerkę, jednocześnie podając kobiecie rękę. Ta, zignorowawszy więcej pomocy, wygładziła sukienkę, poprawiła sweter i dumnie ruszyła ku wyjściu na dziedziniec.
 
Wyniosłe spojrzenia omiatające blondynkę, trzymaną pod rękę przez Xaviera zamieniały się w witające skinienia głowy. U co poniektórych można było dostrzec nutkę podziwu, gdy parę minut przed rozpoczęciem chłopak wyszedł za matką, by przywitać przybyłą rodzinę.
 
„Xavierowi znudził się homoseksualizm?” Oczywiście.
 
Kacowy ból egzystencjalny przypominał o sobie z każdym usłyszanym zdaniem. Najchętniej wróciłby do pokoju siostry i przyglądał się w ciszy białej atłasowej sukni ślubnej. Życie byłoby zbyt proste, gdyby Xavier nie musiał witać dawno nieoglądanych członków rodziny. W tłumie w końcu dostrzegł osobę, której wypatrywał, odkąd wyszedł przed kościół. Pośpiesznie przytakując wszelkim pytaniom gości, płynął pośród tłumu do celu. Prawdopodobnie odpowiedział komuś, że jego towarzyszka jest także jego dziewczyną. Niezbyt go to w tej chwili obchodziło. Ostatnie minuty oraz tłum ludzi wokół z pewnością nie były dobrym momentem na wypytanie o poprzednią noc. Ciągnąc za sobą zdezorientowaną blondynkę, dotarł w końcu do swej destynacji. Nie mógł wpierw nie zatrzymać dłużej wzroku na partnerce kuzyna. Pamiętał ją z dawnych lat, gdy wraz ze znajomymi jego kuzyna spędzali razem czas. Młody, lecz inteligentny dzieciak był nie lada atrakcją wśród grona bogatej młodzieży Ottawy.
 
-Silas. To jest Lora. Możliwe, że pamiętasz ją z baru Johna?
 
Wraz z ujrzeniem twarzy mężczyzny, wróciła do niego poprzednia noc. Wszystko, co do szczegółu. A więc jednak nie był to sen. Xavier przyjął propozycję zamieszkania w nowojorskim mieszkaniu Weira, po czym poprosił, by ten go pocałował. Dlaczego Silas to zrobił? Z pewnością nie było to nic ponad litością nad pijanym dzieckiem. Na pewno. Potem korytarz. Silas się… rozpłakał? Dlaczego?
Chłopak zastygł ze wzrokiem powoli zjeżdżającym ku ziemi i mimowolnie zmarszczonymi brwiami. Wszystko zdarzyło się naprawdę. Smak i zapach uderzyły ponownie, ucinając jakikolwiek kontakt z otaczającym go światem. Nie był pewien, jak długo stał bez ruchu, nie reagując na nic. Tutaj nie było czegoś takiego jak czas. Czuł się zupełnie wyrwany ze znanej mu czasoprzestrzeni.
Dopiero aksamitny głos przywrócił mu zmysły. Elegancko skrył dziwny moment pod delikatnym kaszlem. Chciał coś powiedzieć, usprawiedliwić się, lecz na pomoc przyszedł mu ksiądz, rozpoczynający uroczystość. Wciąż nie do końca obecny myślami, podążył za tłumem.
 

 A więc jednak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pon Paź 24, 2016 11:36 pm

Xavier wyglądał… lepiej niż którakolwiek z dziewczyn, które im obydwóm partnerowały dzisiejszego wieczoru. Silas ledwo nawet spojrzał na blondynkę trzymającą się ramienia jego kuzyna. Zamiast tego poświęcił całą swoją uwagę młodszemu przyjacielowi.
Nie omieszkał wylewnie powitać Romy oraz jej matki. Primrose cały czas do tej pory skakała wokół ślicznej panny młodej, a gdy Xavier pojawił się w zasięgu wzroku ¬– jej uwaga skierowała się także na niego. Odciągnąć ją od niego zdołała dopiero Lora.

Nadal pozostawało jeszcze trochę czekania, którego czas wydłużono o parę kolejnych minut ze względów technicznych.
W tym czasie przed Silasem, wreszcie bezpośrednio, pojawił się Lee wraz ze swoją blond partnerką, którą po chwili także mu przedstawił.
 –Niekoniecznie – odparł krótko w odpowiedzi na wysunięcie prawdopodobieństwa tego, że ją pamięta. Nie pamiętał. Być może nawet nie zawracał sobie teraz tym głowy, by spróbować przypomnieć.
 –Aczkolwiek naprawdę miło mi jest cię poznać – dodał po chwili, gdy poczuł na plecach lekkie klepnięcie obejmującej go koleżeńsko Mikaeli.

Nastąpiła chwila ciszy, przerwana w końcu przez Mikaelę, która zechciała przedstawić się Lorze także. Dziewczyny zajęły się niezobowiązującą pogawędką na temat sukienki Romy, podczas gdy wzrok Silasa spoczął na Xavierze, którego spojrzenie utkwione było nieruchomo w jakimś punkcie. Chłopak sprawiał wrażenie nieobecnego.
 –Dobrze się czujesz? –spytał subtelnie Silas, sięgając dłonią do nadgarstka Xaviera, by go lekko pociągnąć i przywołać chłopaka do żywych. Jego palce w drodze powrotnej spłynęły po wnętrzu dłoni Lee, muskając także i jej palce.

Nie zdołał wysłuchać odpowiedzi bowiem nadszedł początek uroczystości. Wszyscy obecni przed kościołem obecnie wchodzili do jego środka, zająć miejsca przy drewnianych ławach udekorowanych w białe wstęgi i róże.
Silas znalazł się w gronie najbliższej rodziny wraz z ojcem oraz matką, a także Xavierem i jego rodzicielką. Obydwie pierwsze ławki zostały zajęte właśnie przez nich, podczas gdy to samo stało się z rodziną pana młodego w rzędzie ławek po drugiej stronie kościoła.
Kolejne słowa księdza rozpoczęły ceremonię.

Ów nie trwała zbyt długo, zwieńczona została pocałunkiem pary młodej oraz jej wyjściem przed kościół oraz przespacerowaniem się do limuzyny, która miała odwieźć ich wraz ze świadkami w miejsce, gdzie miało się odbyć wesele.
Wówczas Xavier, Lora oraz Ellie, która wcześniej dotarła tutaj wraz z rodzicami Silasa, odłączyli się od rodziny Weirów, by także wsiąść do samochodu.
Silas ruszył do własnego samochodu wraz z Mikaelę. Jego rodzice planowali na miejsce dojechać własnym.

Niemal wszyscy goście znaleźli się w ciągu piętnastu następnych minut na miejscu, którym okazała się być sala bankietowa od lat należąca do firmy Magnusa i wcześniej także jego brata, który był ojcem Romy. Magnus wówczas uznał za stosowne udostępnienie Romy tak malowniczego miejsca, by mogła zorganizować swoje wesele na wysokim poziomie, nie martwiąc się o koszty wynajęcia odpowiedniej sali.

Silas oraz Mikaela zostali usadzeni przy tym samym stoliku, co Xavier oraz Lora, a także para przyjaciół Jonathana, których Silas i Xavier znali z wczesnych lat wspólnej młodości. Obydwaj mężczyźni – Cody i Oscar – przysiedli się bez partnerek, witając się przyjaźnie z wieloletnimi znajomymi.

Xavier oraz Silas siedzieli obok siebie, gdy oficjalniejsza część wesela się rozpoczęła.
Weir zwrócił swoje oczy na Xaviera, a gdy ten odwzajemnił jego spojrzenie – Silas delikatnie się do chłopaka uśmiechnął. Wolał nie roztrząsać wczorajszego wieczoru. Nadal starał się poradzić sobie z tym – być może niekoniecznie skutecznie. Nie miał jednak zamiaru dać po sobie poznać.
 –Ładnie wyglądasz –powiedział, pochylając się nieco nad chłopakiem.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pon Paź 31, 2016 12:16 am


Nie interesowała go przemowa matki, ani toast. Dopóki nie przyszła pora na zastąpienie ojca podczas tańca z Romy, ukradkiem przyglądał się kuzynowi. Na twarzy mężczyzny pojawił się delikatny uśmiech, gdy wpatrywał się w przemawiającą kobietę. Siedząc naprzeciwko przyciągnął wzrok Xaviera i nie chciał puścić. Właściwie nic szczególnego nie robił, poza obserwowaniem uroczystości, lecz Lee to w zupełności wystarczyło. Parę razy omiótł Mikaelę, gdyż również wyglądała zjawiskowo, jednakże jej kreację przyćmiewał zwyczajny elegancki garnitur Weira. Być może to osoba nosząca go przykuwała uwagę nieszczęsnego chłopaka? Przez to prawie przegapił moment, by wstać i w imieniu ojca poprosić siostrę do tańca.

Tradycyjny walc angielski poszedł nadzwyczaj łatwo, zważając na standardowe potknięcie na koniec podczas prób. Tym razem został zakończony gładko, a Xavier prowadzący starszą siostrę czuł więcej niż dumę. Przekazując jej dłoń Jonathanowi, czuł się prawie jak ojciec Romy. Z szczerym uśmiechem opuszczał parkiet, idąc wśród oklasków do swojego stołu. Dla niego jednak liczyła się tylko jedna para dłoni, energicznie aplauzująca mu. Gdy zasiadł koło swojej partnerki, z błogim uśmiechem sięgnął po szklankę wody. Tańcząca para, czyli główna atrakcja chwili, znowu straciła zainteresowanie chłopaka.


^^^^^^^^^^^^^^^^

Parę godzin później, Xavier ustanowił sobie cel zgromadzenia niedopitego alkoholu z innych stolików. Trzymając pod pachą trzy w połowie opróżnione butelki wódki, sięgał po kolejną – prawie pełny trunek ze stolika emerytowanej części rodziny. Zwycięsko zasiadł z powrotem przy swoim stole, rozstawiając łup. Skupiając rozbiegany wzrok pijanego człowieka, zlustrował po kolei każdego przy stole i teatralnie wskazał na alkohole. Ledwo opróżnił jedną z butelek, gdy damska ręka zabrała go z miejsca. Był zbyt pijany, by odmówić komukolwiek, więc nawet gdyby to był znienawidzony wuj ze strony matki, to i tak by z nim zatańczył. Dopiero na parkiecie dostrzegł, z kim ma do czynienia – matką Silasa. Ze zdziwienia delikatnie podniósł brwi, ale objął kobietę elegancko w pasie, po czym obrócił nią. Oprócz owego wieczoru, Xavier nie tańczył w ogóle. Wręcz nienawidził tego, ale alkohol i okoliczność jednak grała dużą rolę. Dziękował tylko Bogu, w którego nie wierzył, że Hudson tego nie widzi. Jedyne, czego brakowało mu w życiu, to docinki ze strony przyjaciela.
Xavier Lee był okropnym tancerzem. Ruszał się gorzej niż kaleka, a walc wyszedł mu tylko dzięki zaplanowanej ówcześnie choreografii. Freestyle nie wychodził mu w ogóle, więc wolał nawet nie próbować. Dobrze wiedział, że będzie tego żałował następnego dnia i każdego następnego, oglądając nagranie z wesela, ale póki co postanowił, że ma to gdzieś.
Jestem pijany. Mogę robić takie rzeczy.

W tłumie mignęła mu sylwetka Silasa. Wytężył za nią wzrok, lecz już jej nie dostrzegł. Zauważył za to łososiową sukienkę Lory i uprzejmie dziękując pani Weir za taniec, ruszył do niej. Potrzebował świeżego powietrza. Złapawszy ją za ramię, wyciągnął aż do drzwi, a dalej na zewnątrz. W okolicy były tylko trzy osoby – starzec dopalający papierosa, mężczyzna opróżniający żołądek w krzaki, oraz kobieta poklepująca go po plecach. Wyciągnął paczkę swoich rakotwórców i poczęstował blondynkę. Oparty o ścianę, starał się palić jak najdłużej. Nie śpieszyło mu się do środka. Właściwie to wyszedł, bo poczuł zawroty w głowie. Może to od wypitego alkoholu, może od ilości obrotów, jakie wykonali wraz z ciocią, a może od ilości potrąconych osób. Możliwe także, że od wszystkiego naraz. Dokończywszy w ciszy przerywanej falami wymiotów i luźną uwagą dziewczyny, że stroje młodego Weira i Lee pasują do siebie, na co jedynie cicho parsknął, wrócili do środka. Xavier czuł się o wiele lepiej po nawdychaniu się nieskażonego alkoholem i potem powietrza.
Chętnie zostałby na zewnątrz, jednak poczuł odgórną potrzebę wrócenia do sali. W drzwiach uderzył go smród i gorąc. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, w jakim miejscu przebywał od paru godzin. Jednocześnie chciał wrócić do domu i znaleźć Silasa.
Silas.
Właśnie przypomniał sobie, że jest gdzieś w tym tłumie. Jest i ubrał się w podobne barwy, co Xavier. Naumyślnie? Z pewnością nie. Nikt nie widział ubrań jego i Lory przed ślubem. Chyba że to dzieło Lory.
To głupie, Xavier. Nie myśl o takich rzeczach, tylko go znajdź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pon Paź 31, 2016 1:52 am

Czasami z powrotem wracał wzrokiem do Xaviera, a gdy tylko to robił – jego spojrzenie zostawało odwzajemnione przez to Xaviera, w równym stopniu zainteresowane Silasem, jak jego własne Xavierem.
Coś z tyłu głowy ponownie spróbowało się upomnieć o uruchomienie moralności czy instynktu, który każe mu się z tego wycofać. Silas jednak świadomie postanowił to zignorować, wzrokiem śledząc każdy ruch sylwetki Lee przesuwającej się po parkiecie w tańcu z Romy. Nie chciał i nie potrafił oderwać wzroku od chłopaka.
Nie zauważył nawet tego, jak Mikaela przypatruje mu się z umiarkowanym uśmiechem czającym się na ładnie wykrojonych ustach.  

***

Nigdy się nie łudziła, że Silas spojrzy na nią inaczej niż jak na przyjaciółkę. Znali się od dzieciństwa, być może nawet dłużej, bo odkąd pamiętała dogadywali się tak dobrze, jakby znali się wieczność. Ona rozumiała go niemal bez słów, on w większości ją także. Nigdy jednak nie potrafił spostrzec istnienia uczuć, których ujścia stał się obiektem. Mikaela choć zauroczona była Silasem cały niemal okres nastoletni –nie zdecydowała się mu tego wyznać. Wiedziała bowiem, że Silas nigdy nie będzie nią zainteresowany. Dopiero jednak bezpośrednio przed wyjazdem chłopaka na studia, zrozumiała dlaczego to by się nie udało.
Wraz zaś  z wyjazdem Weira – posłała za nim własne uczucia, by nigdy nie miały prawa już jej zamącić w głowie bezsensem.
Teraz zaś gdy wrócił – wszystko pozostawało bez zmian. Tak jej się przynamniej wydawało do momentu, w którym zobaczyła z jaką czułością jej dawna miłość patrzy na kogoś, kto nie jest nią.
Wówczas obudziła się w niej nieodparta chęć wsparcia każdego wyboru, jakiego dokona w tym kierunku Silas. Jej przyjaciel Silas.

***

Minęło nieco czasu odkąd wesele się rozpoczęło. Ten okres pozwolił się niemal każdemu w tej sali choć raz zachwiać niepewnie na krześle. Xavier nie był wyjątkiem. W żadnym razie.
Silas z początku z rozbawieniem obserwował zmagania pijanego Lee z parkietem, później stracił go z pola widzenia.
Sam tańczył już zdecydowanie zbyt wiele tańców. Zaczęło się od Romy, którą później zastąpiła jego własna matka, Mikaela, matka Xaviera, Lora oraz… parę innych pragnących jego towarzystwa kobiet.
Silas był już porządnie wymęczony, gdy powoli dopijał swojego kolejnego drinka i dołączał do kolejki.
Miał nadzieję, że nie będzie już musiał tańczyć ani jednego tańca do końca życia.

Weir przycupnął na chwilę przy jakimś stoliku, a spostrzegłszy zmierzających w jego kierunku dwóch innych starych znajomych, których zupełnie z imienia nie pamiętał i nieco mgliście z twarzy –podniósł się chwiejnie z miejsca, by się przywitać.
Obydwaj jegomoście najwyraźniej jednak pamiętali Silasa, przytaczając po jednym wspomnieniu związanym z jego młodością i ich własnym udziale w niej.
Od słowa, do słowa w końcu któryś z nich zaproponował wyjście na zewnątrz w celu zapalenia. Silas od razu się zgodził i podążył za dwójką dawnych znajomych.

Gdy wyszli na zewnątrz – Silas został zaprowadzony nieco w bok, z dala od miejsca dla palących.
Schowali się wszyscy trzej za rogiem. Dopiero wtedy jeden z nich wyjął pokaźnej grubości skręta.
Na jego widok Silas parsknął wesoło śmiechem.
Nie zastanawiając się nad żadnymi konsekwencjami zapewne z winy alkoholu – po chwili już zaciągał się substancją znajdującą się w zawartości jointa.

Zioło było dobrej jakości. Silas czuł, że działa dokładnie tak, jak powinno. Nie było mu niedobrze, jedynie znacznie weselej.
Znacznie lepiej.
Znacznie inaczej.
Spalili do końca jednego skręta i drugiego nieco mniejszego po czym postanowili zabrać się z powrotem do środka i nieco… potańczyć.
Silas puścił przodem obydwu mężczyzn, gdy tylko spostrzegł przed wejściem do sali popalającego w spokoju Xaviera w towarzystwie Lory.

Stosunkowo równym i pewnym krokiem zbliżył się do chłopaka, a znalazłszy się blisko niego  – jego twarz rozświetlił jeden z najbardziej wesołych i ciepłych uśmiechów.
 –Tu jesteście – zaświergotał blondyn i objął kuzyna ramieniem. –Szukałem cię, mały –zwrócił się do niego, a uświadamiając sobie, że chłopak jest dokładnie jego wzrostu – parsknął cicho śmiechem.
 –Faktycznie –wymamrotał do siebie cicho pod nosem, mierząc chłopaka wzrokiem.  Jego spojrzenie w końcu zatrzymało się na ustach Lee.
 –Wiesz co? –odezwał się ponownie po chwili. –Mam zajebisty pomysł. –Jego spojrzenie uniosło się wreszcie na oczy kuzyna. –Chodź ze mną –polecił mu i wyjął spomiędzy palców chłopaka niedopalonego papierosa, wziął bucha i rzucił ów na ziemię po czym pociągnął Xaviera za sobą, zostawiając Lorę tam, gdzie stała.

Zażyczył sobie u didżeja, by następny taniec był tym wolnym. Gdy pierwsze nuty jednej z najbardziej tandetnych wolnych piosenek z weselnego repertuaru poleciały z ogromnych głośników – Silas pociągnął Xaviera na środek parkietu.
Nie zważając nawet na zdziwione spojrzenia wszystkich wokół, ulokował jedną z dłoni Xaviera we własnej, a tę drugą własną ułożył na talii chłopaka.
 –Nie zwracaj na nich uwagi –mruknął z rozbawieniem, komentując tym samym reakcje niemal wszystkich wokół. –Niech wiedzą, że nie jesteś tu jedynym pedałem.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pon Paź 31, 2016 8:21 pm


Stan upojenia nie pozwalał mu odmówić propozycji, czy raczej nakazu kuzyna. Bezwiednie dreptał za mężczyzna. Na parkiecie wszystkie wątpliwości zniknęły. Znów liczył się tylko Weir naprzeciwko. Tańcząc wolny taniec zaczęły do uderzać wszystkie bodźce ze wzmożoną siłą. Wszystkie szepty, spojrzenia, pot i gorąc. Duszność zwiększyła się i poczuł, że potrzebuje świeżego powietrza. Nie chciał jednak przerywać. Silas był ważniejszy. W końcu czuł się szczęśliwy, jak nigdy dotąd.
Wtedy ogarnęło go zmęczenie. Musiał usiąść. Uspokoić się. Oczy zamknęły mu się i zaczął odpływać.
Chłopięce ciało bezwiednie opadło na ziemię. Delikatne konwulsje wzmocniły się i stracił kontrolę nad sobą. Przytomność opuściła go do końca.

•••

Siedzieli nad rzeką. Xavier miał dwanaście lat i dzień wcześniej dostał jedynkę ze sprawdzianu z angielskiego. Silas zabrał go nad wodę, by zapłakany dzieciak uspokoił się. Niewiele starszy kuzyn wywalczył dla niego ten wyjazd. Xavier czuł pod palcami chłód trzymanego kamienia, by następnie cisnąć nim w siedząca na brzegu kaczkę. Ciepła dłoń złapała go karcąco za rękę, gdy pocisk wylądował tuż przed zwierzęciem, płosząc go. Wyrwał się i otarł spływająca pojedynczą łze. Zastępujący jego ukochanego nauczyciela profesor nie był przychylny niespotykanemu stylowi chłopca. Czuł, że zawiódł dostając tę ocenę. Zawiódł swój irlandzki autorytet. Gdy wróci ze zwolnienia będzie zły. Zawiedziony. Młoda głowa opadła bezwiednie na ramię kuzyna.
Poczuł potrząsanie, choć wciąż siedział nieruchomo. Ciszę przerywał spokojny szum wody i pojedyncze odgłosy fauny. Z oddali doszedł go stłumiony męski głos. Chciał się rozejrzeć, ale nie mógł się poruszyć. Niezbyt mu także zależało. Liczyło się tu i teraz. Tam i wtedy. Sięgnął po kolejny kamień, jednak zdecydował nie rzucać nim w Bogu ducha winne zwierzęta. Wycelował w głaz przy brzegu. Niewielka skala odbiła się i wpadła do wody.
-Naucz mnie robić kaczki - wyszeptał.
Chwilę później stali przy brzegu szukając odpowiednich kamyków. Z usypanej kupki jeden zsunął się i stoczył do rzeki. Mimo że Silas klarownie tłumaczył, Xavier nie potrafił go skopiować. Zdenerwowało go to jeszcze bardziej. Kopnął w kamienie i usiadł ciężko na trawie.
-Chce wrócić do domu - usłyszał swój własny głos.
Ta sama ciepła dłoń przejechała po jego plecach, po czym druga zacisnęła się wokół jego ramion. Ciepło otuliło go i uspokoiło. Czuł się dobrze.

Silas, ja cię...


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Sro Lis 02, 2016 12:48 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Wto Lis 01, 2016 9:45 pm

Wszystko działo się zdecydowanie za szybko. Silasowi w odruchu strwożenia i szoku udało się jednak powstrzymać Xaviera od upadku na twardą ziemię. Jego głowa  bezpiecznie spoczęła na parkiecie, dopiero gdy Silas ją tam delikatnie odłożył.  Już od tak dawna nie musiał oglądać kuzyna podczas ataku, że niemal zapomniał jak w takich momentach należy postępować. Na szczęście jego ciało doskonale wiedziało co robić, niezależnie już od tego, jak ogromna panika ogarnęła wszystkich wokół i jego samego.

Silas jak zza ściany wody słyszał Romy i Jonathana pokrzykujących, by Xaviera nie ruszać, odejść i nie przeszkadzać Weirowi.
Weir potrzebował jednak pomocy. Wiedział, że Xavierowi może grozić niebezpieczeństwo, gdyby zostawić go samego sobie. Silas nie mógł dopuścić do tego, żeby trwało to ani sekundę dłużej.
 –Romy –zawołał dziewczynę stosunkowo zdecydowanym i pewnym tonem, co go zdziwiło. Był przekonany, ze jego głos drży zupełnie tak samo jak on na całym ciele.
Dziewczyna uklękła przy kuzynie i obok brata, oczekując wytycznych od Silasa.
 –Jego marynarka wisi na krześle. Ma tam prawdopodobnie ampułkę z Relanium i niewielką strzykawkę. Przynieś mi to. –Nie potrzebował jej dłużej zachęcać. Panna młoda poderwała się z miejsca i czym prędzej ruszyła w kierunku miejsca przy stoliku Xaviera.
Po chwili wracała z powrotem do brata nadal trzęsącego się w konwulsjach i Silasa układającego go w pozycji bezpiecznej i udrożniającego drogi oddechowe.
 –Napełnij strzykawkę –polecił jej. Ręce dziewczyny niemal się nie trzęsły, zrobiła to szybko i sprawnie po czym spróbowała wcelować w żyłę.
Okazało się to być trudniejsze niż sądziła i bojąc się zranić brata – przekazała strzykawkę nieco pewniejszej dłoni Jonathana.
Temu udało się wbić igłę dokładnie w miejsce jej przeznaczenia.

Napad drgawkowy, trwający nie dłużej niż minutę zdawał się powoli ustawać. W końcu ciało Xaviera zupełnie znieruchomiało, a sam chłopak odzyskiwał powoli przytomność.
 –Wezmę go do pokoju –poinformował Romy Silas. Sala bankietowa, w której obecnie się znajdowali była połączona z budynkiem luksusowego hotelu, w którym to goście weselni mogli wynająć dla siebie pokój. Para młoda miała zamiar odbyć tu swoją noc poślubną, a świadkowie z racji tego, że do domu musieliby jechać oboje po kilka godzin – także wynajęli pokoje dla siebie. Silas, Xavier, Lora, Mikaela i jeszcze kilkanaście innych osób również postanowiło zostać na noc w hotelu.

Xavier nie był ciężki, jednak z pewnością wysoki i nieco nieporęczny. Na szczęście odzyskał na tyle przytomności, by współpracować z kuzynem, który dzięki temu bez problemu wziął go na ręce.
 –Już po wszystkim, mały –powiedział do chłopaka, gdy ten już znalazł się w jego pewnym uścisku.
Romy i jej matka asystowały Silasowi, gdy ten niósł Xaviera na pierwsze piętro do swojego pokoju. Jonathan musiał zostać w sali bankietowej, by uspokoić gości i zapewnić ich, że nic takiego się nie stało.

Lee został bezpiecznie ułożony na miękkim materacu rozległego łóżka. Matka dopadła chłopca, by móc go uspokoić, a Romy usiadła obok Silasa i wreszcie odetchnęła z ulgą.
Powinnaś wracać do gości –powiedział cicho Weir, obejmując kuzynkę ramieniem, by nieco dodać jej otuchy. –To był tylko napad…
 –Tak, ale nie masz pojęcia co się działo ostatnio –mruknęła słabo Romy. –To nie trwało minutę… ani nawet dwie. Musieliśmy wieźć go do szpitala –mówiła dalej, a na wspomnienie tamtego razu jej oczy błysnęły wilgocią. –Myślałam, że się już nie obudzi.
 –Wiem. –Silas wiedział, co się wtedy wydarzyło. Kiedy się o tym dowiedział, matka musiała go przez pół godziny odwodzić od pomysłu przyjechania do domu i zobaczenia się z Xavierem. Kiedy wreszcie z jego kuzynem było wszystko w porządku – to Silas trafiał do szpitala. Nic zatem dziwnego, że nigdy nie udało im się porozmawiać przez telefon osobiście. Zazwyczaj jedynie przez pośredników.

Matka Xaviera i Romy w końcu pozwoliły sobie na odejście od łóżka chłopaka, gdy ten zdrzemnął się na dłuższą chwilę. Silas zapewnił je, że zajmie się chłopakiem i ani Ellie, ani Romy nie potrafiły przeciwstawić się tak gorliwym deklaracjom.

Weir wreszcie został ze śpiącym chłopakiem sam. Zdjął z siebie marynarkę oraz kamizelkę po czym także zsunął krawat, by i jego się pozbyć. W końcu pozostał jedynie w swojej koszuli i eleganckich, wąskich spodniach.
Usiadł na skraju łóżka, na którym leżał jego młodszy kuzyn i na chwilę jego wzrok spoczął na spokojnej twarzy nastolatka.
I chwila ta przeciągnęła się w coś znacznie dłuższego.

Jego dłoń sięgnęła do włosów chłopaka, by wplątać się w nie pieszczotliwie. Jego palce wodziły po głowie chłopaka, a po chwili także stały się powodem pobudki Xaviera. Jego powieki powoli zaczęły się rozchylać.
 –Cześć, mały –powiedział cicho Silas uśmiechając się lekko oraz wysuwając po chwili palce spomiędzy włosów chłopca i sięgając tą samą dłonią do jego policzka, który następnie pogładził delikatnie.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Sro Lis 02, 2016 1:17 am


Młodszy Silas zaczął się rozpływać, a odgłosy natury oddalać. Lee nie rozumiał co się dzieje. W jednej chwili był nad rzeką z kuzynem, a w drugiej był... niesiony? Pomimo mrowienia w każdej części ciała, Xavier czuł ciepło w miejscach, które obejmowały silne ramiona.  Chciał się rozejrzeć, ale jego powieki były zbyt ciężkie. Głowa bezwiednie odchylała się do tylu. Próbował ja podnieść, ale zwyczajnie nie mógł. Musiał sobie przypomnieć, gdzie jest i co się stało. 
Racja. Wesele Romy. 
Położony na łożku w końcu mógł przestać walczyć z ciężką czaszką. 
"Mały."

-Przepraszam, Romy - wydukał, gdy w zasięgu wzroku pojawiła się jego siostra. Słowa zamienione w bełkot nie cichły, mimo że nikt w tej chwili nie mówił. Hałas ustał, wraz z aksamitnym głosem. 
"Mały."

-Nie jestem mały - mruknął, wyrwany ze snu. Z trudem uniósł powieki, by zbadać, kto go obserwuje. Zauważywszy, że w pokoju pozostał tylko Silas, zamknął oczy z powrotem. 

Glosno odetchnął. Przeturlał się do wygodniejszej pozycji, z której spróbował się podnieść. Jego ramiona jednak okazały się zbyt słabe i drżąc, załamały się pod nim. 
Ciepła dłoń dotknęła jego pleców. Dokładnie tak samo, jak siedem lat temu, ręka uspokajająco gładziła jego napięty kark. 

-Pamiętasz, jak zabrałeś mnie nad rzekę? - cicho zapytał w poduszkę. - Gdy dostałem jedynkę z angielskiego - dodał sprawnie, uświadamiając sobie, że takich wypadów z pewnością było więcej. 


-Co się właściwie stało? - zapytał po chwili obustronnego milczenia. 

Ostatnie co pamiętał, to uśmiech młodego Weira i duszność. Wcześniej palił papierosa z Lorą. Xavier był świadomy ataku padaczki. Od ostatniego razu wizja nawrotu przerażała go coraz bardziej. 
Ostatniego razu…
Gdy po pogrzebie ojca wrócili do domu, chłopak czuł mrowienie w nogach. Stwierdził, że za długo stał nieruchomo i wszystko było w jak najlepszym porządku. Doskonale pamiętał sięganie po kubek z wodą. Naczynie to niespodziewanie znalazło się na podłodze w kawałkach. Kurant wygrywał właśnie melodyjkę, gdy podłoga wzleciała najmłodszemu Lee na spotkanie. Uporczywy kanon Pachelbela grał w kółko narastając, aż niemalże ogłuszył go. Następne, co pamiętał, to oślepiające białe światło i pisk urządzeń. 
Romy dokładnie streściła mu, co się stało. Gdy wrócili do domu, Xavier dostał najsilniejszego jak dotąd ataku padaczki. Stary przyjaciel ojca znalazł go dziesięć minut później, gdy dzieciak zwijał się w konwulsjach na środku kuchni. Rozbił sobie wtedy głowę o porozrzucane po podłodze szkło i leżał we własnej krwi. Nie namyślając się długo, znalazł i podał mu lek, po czym wraz z Ellie zawiózł do szpitala. Nie było nawet czasu wezwać pogotowia. Jego siostra powiedziała mu później, że był nieprzytomny trzydzieści cztery godziny, a przez pierwszą dobę w ogóle nie dawał znaku życia. 
Od tego czasu bał się swojej choroby. Obawiał się, że już się nie obudzi i zostawi matkę samą. Ostatnie czego chciał, to pozostawić ją samej sobie. Na szczęście atak nie pojawił się aż do tego wieczoru. 

Szczupła dłoń podążyła do włosów chłopaka, poprawiając je, po czym opadła na materac, by zacisnąć się na prześcieradle. Tuż obok, jednak w bezpiecznej odległości, znajdowało się udo Weira. Leniwy wzrok omiótł kończynę chłopaka i dalej, do podpierającej ciężar ciała ręki kuzyna. Była tak blisko; wręcz na wyciągnięcie ręki. Lee niezauważalnie poruszył swoją dłoń w stronę tej Silasa. Chciał go dotknąć. Musiał upewnić się, że jest tutaj z nim. Że Xavier jest przytomny. Nie mógł się jednak przemóc do tej czynności. Miał wewnętrzną blokadę. Co jeśli Silas zabierze rękę?
Słuchając jedwabistego głosu descendenta, mimowolnie przebierał palcami. Tembr półgłosu mężczyzny należał do niewielkiego zbioru ulubionych dźwięków młodszego z nich. Mając to na uwadze, w końcu zdecydował.
Niech się dzieje wola Nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba.” Zacytował w myśli i moment później czuł pod chłodnymi paliczkami ciepłą skórę drugiego. Z trudem podniósł ciężkie powieki i skierował spojrzenie prosto w uciekające oczy Silasa.

Spójrz na mnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Wto Lis 08, 2016 12:00 am

Uśmiechnął się na wspomnienie, które zostało mu magicznie nagle ukazane oczyma wyobraźni. Mógłby nawet przysiąc, że pamiętały każde ich wspomnienie z dzieciństwa przy drobnej pomocy w przypomnieniu sobie, o które z nich chodzi.
Często chodzili nad rzekę, ale tamten dzień był inny. Xavier wówczas dostał swoją pierwsza jedynkę z angielskiego – przedmiotu, który wtedy darzył ogromną sympatią. Być może było tak dzięki wspaniałemu nauczycielowi, o którym tak zawzięcie lubił mówić przez całe kwadranse.
Tak, to był tamten dzień.
  –Pamiętam… – mruknął spokojnie w odpowiedzi i uśmiechnął się ledwo zauważalnie pod nosem, taksując słabą sylwetkę kuzyna wzrokiem. –Byłeś strasznie wściekły.

Po chwili nastąpiło kolejne pytanie, którego Silas spodziewał się i na które udzielenie odpowiedzi nie powinno być dla niego tak trudne. Jakimś cudem Weir nie potrafił do końca ubrać w słowa tego, co się działo jeszcze jakiś czas temu. Być może jego emocje wówczas były na tyle rozszalałe, że nawet do końca nie rejestrował własnych działań.
Silas zatem westchnął lekko i wtedy także przypomniał mu się moment dokładnie na kilka sekund przed nastąpieniem ataku Xaviera.  
 –Tańczyliśmy – powiedział niepewnie, próbując sobie przypomnieć kolejne szczegóły. –Potem upadłeś, miałeś drgawki, podaliśmy ci Relanium i na szczęście się uspokoiłeś. Nie musieliśmy nawet wzywać karetki, a ty od razu odzyskałeś przytomność – streścił mu Silas przebieg całej tej bieganiny kilka pięter niżej, na parkiecie.
 –To był tylko zwykły atak… – dodał jeszcze po chwili. –Romy poradziła sobie bardzo dobrze, a Jonathan… – Chłopak nagle urwał wpół zdania, gdy poczuł na swojej chłodnej jeszcze dłoni tę cieplejszą Xaviera.
Błyskawicznie spojrzał w dół na ich złączone palce, a widząc to – od razu odwrócił wzrok w drugą stronę, ponownie podejmując walkę z samym sobą.

Przez chwilę wbijając wzrok w punkt po drugiej stronie pokoju, toczył ze sobą samym zaciętą dysputę. Jeszcze chwilę temu zaproszenie Xaviera do tańca nie wydawało mu się złym pomysłem, a teraz zaś, gdy skok adrenaliny wypłukał jego zaćmienie alkoholowe – wszystkie wątpliwości powróciły. Na ustach ponownie czuł smak kuzyna, a między palcami miękkość jego włosów oraz ciepło jego dłoni – bardziej rzeczywiste niż Silas by tego chciał.

Jego myśli niespodziewanie uciekły w zupełnie innym kierunku, niż ktokolwiek by się spodziewał, że może. Silas przypomniał sobie wymianę w Barcelonie, być może jeden z najszczęśliwszych momentów jego życia. Był wtedy z dala od rodziny, problemy świata codziennego wydawały się znajdować swoje miejsce akcji daleko od niego, zupełnie nie dotycząc Weira w tamtym momencie.
Blondyn przymknął powieki delikatnie i westchnął przeciągle.
Wysunął swoje palce spomiędzy tych Xaviera.
Zamiast jednak wstać z łóżka i uciec zupełnie od tej dziwacznej rzeczywistości – Silas siedział na skraju materaca w bezruchu, nadal błądząc myślami po zakątkach swojego umysłu.

W końcu jednak postanowił się znów odezwać.
 –Dlaczego… – zaczął, urywając w połowie. – Dlaczego chciałeś żebym cię pocałował? –dokończył, zerkając w końcu przez ramię na kuzyna.
Wpatrywał się w chłopaka dłuższą chwilę, przesuwając palcami jednej dłoni po palcach tej drugiej. W miejscu, gdzie jeszcze sekundę wcześniej znajdowały się dłonie Xaviera… teraz nie było niczego.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Wto Lis 08, 2016 1:17 am


Razem z dłonią Silasa opuściło go również ciepło. Lee zadrżał delikatnie i zabrał dłoń z miejsca, w którym jeszcze przed chwilą splatał palce z tymi kuzyna. Chciał stwierdzić, że ulżyło mu, gdy Weir zabrał rękę. Że tak powinno być. Że to Xavier ma jakieś fanaberie, które należało czym prędzej porzucić. 
Odwrócił się na drugi bok, zgarniając trochę kołdry. Zrobiło mu się niespodziewanie  zimno. Plecami do mężczyzny, wpatrywał się bezsensownie w jasną tapetę na scianie. Podkulił pod siebie nogi i spróbował złapać troche ciepła. Czul na sobie wzrok blondyna. 
Najlepiej gdyby teraz wyszedł, pomyślał, po czym skarcił sam siebie. Wcale nie chciał, żeby kuzyn go opuszczał. Ostatnie, czego w tej chwili pragnął, to zostać sam.  Samotny, podczas gdy inni bawią się na dole. 

Pytanie młodego Weira uderzyło go w wysilony zmysł słuchu. Zamknął oczy, lecz ani drgnął. 
Dlaczego? Nie wiem, Silas. Nie mam pojęcia. Przeszło mu przez myśl na wpół ironicznie. Rzeczywiście nie był do konca pewien swoich intencji. Z całego serca pragnął obarczyć winą alkohol. Nie wydawało się to jednak ani odpowiednie, ani prawdziwe. Wina spoczywała na Lee. 
Dlaczego? Bo cię... Xavier nie był w stanie dokończyć wypowiedzi nawet w myślach. Z całego serca pragnął, by wszystkie jego uczucia były spowodowane tylko procentami. Niczym więcej. Silas Weir jest kuzynem i przyjacielem Xaviera Lee. 
Nikim więcej. 
Nikim ponad to. 

Chłopak zmarszczył brwi pod nagłym przypływem sennego zmęczenia. Czuł sie wyczerpany, mimo że przed chwilą się wybudził. Musiał jednak jakkolwiek odpowiedzieć na pytanie. Pozostawienie go bez odpowiedzi nie wchodziło w grę. Oczywiście nie mógł też powiedzieć wprost, ale to mogłoby zniszczyć ich relację. Xavier probowal sobie wmówić, ze to wystarczy przeczekać. Silas wróci do Nowego Jorku, Xavier zacznie studia w Ottawie. Poza uroczystymi zjazdami rodziny, nigdy więcej się nie spotkają. 

Gwałtownie podniósł się z łóżka i zachwiał. Wzmocnił tym jednak cały dramatyzm sytuacji. Postąpił krok w przód i oparł wyciągniętą rękę o ścianę. Gdy ostatecznie świat przestał się tak uporczywie chybotać, Xavier odwrócił się i zmierzył wzrokiem spoglądającego z trwogą mężczyznę. Ruszył w stronę młodego Weira, zahaczając po drodze o róg łóżka. Obszedł mebel delikatnie kulejąc i stanął przed Silasem. 
Nie rób tego, Xavier. Mimo podświadomości nakazującej mu przestać, nachylił się nad drugim meżczyzną, a wciąż niespokojny świat wsparł dłonią na udzie siedzącego. 

-Dlaczego ty mnie pocałowałeś? - zapytał cicho zaglądając w niebieskie oczy. 

Z nijaką mimiką twarzy zamrugał ciężko i wyprostował się. Parę sekund oglądał mieszane emocje, starannie ukrywane na młodej twarzy starszego kuzyna. Nie czekając na odpowiedź, skierował się do łazienki. 

Starannie zamknął za sobą drzwi i cieżko opadł na porcelanową umywalkę. Zmęczonym wzrokiem spojrzał na swoje odbicie, które odpowiedziało mu równie zmęczoną refleksją. Zwykłe z pozoru odbicie zaczęło się przeobrażać. Rozchylone usta wykrzywiły się w niezrozumiałym uśmiechu, a na nieskazitelnej dotąd buzi zmarszczki zaczęły ryć koryta. 

-Stop - wyszeptał, przerywając wizję koszmaru niczym z książki Oscara Wilde'a. 

Zostawcie mnie w spokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Sro Lis 09, 2016 12:33 am

Silas zmarszczył brwi w pewnej dezaprobacie dla kolejnych czynów Xaviera, który wstał z łóżka zdecydowanie zbyt gwałtownie, zachwiał się i mimo to – szedł dalej, by po chwili nachylić się ku Weirowi, który w obawie, że ten lada moment się przewróci – ułożył dłoń na jego ramieniu.
Xavier jednak wcale nie miał zamiaru upadać. Zamiast tego jedynie wbił w Silasa beznamiętne spojrzenie i niemal słowo w słowo powtórzył pytanie Weira.
Blondyn zaś nawet przez sekundę nie rozważył odpowiedzi na pytanie, zbyt zajęty wlepianiem w kuzyna nieco skrzywdzonego wzroku, którego przyczyną był brak odpowiedzi ze strony Xaviera. Chłopaka stać było jedynie na niemal tchórzliwe ucieczki w obwinianie siebie nawzajem.

Nim Silas zdołał cokolwiek odpowiedzieć, Xavier już wyprostowany szedł w kierunku łazienki, zamykając się w niej i najwyraźniej decydując się na pozostawienie tej kwestii bez żadnego, nawet najbardziej ogólnego wyjaśnienia.
Blondyn przeklął cicho pod nosem, chowając twarz w dłoniach na chwilę jednak już  sekundę później podrywając się do pionu i ruszając w kierunku łazienki, której drzwi otworzył na oścież, stając w nich.

Oparł się wymownie o framugę ramieniem, złożył ramiona na piersi i wbił w obicie Xaviera potępiające spojrzenie niebieskich oczu. Tym razem nie było w nich żadnych łez. Silas nie czuł się już smutny, bezsilny czy niezdecydowany.
Był najzwyczajniej w świecie wkurzony na młodszego przyjaciela za jego tchórzostwo.
 –Chcesz wiedzieć dlaczego cię pocałowałem? – spytał ostrym, nieprzyjemnym tonem, posyłając kuzynowi niesympatyczny grymas. –Bo byłem pijany – warknął i na chwilę wstrzymał się od dalszego mówienia. W końcu jednak z powrotem podjął, by w końcu wyrzucić z siebie tę ciążącą mu prawdę. –I gdybym nie był, to być może pomyślałbym dwa razy zanim uznałem, że mogę sobie na to pozwolić.
Jego wzrok nadal był nieustępliwy i pełen zdenerwowania, a także wciąż utkwiony w oczach Xaviera czy raczej ich lustrzanym odbiciu.
 –Jesteś idiotą, Lee – dodał. –Ale ja też nim jestem. –Jego ton w tamtej chwili stał się nieco mniej zjadliwy.

Oparł czoło o chłodną powierzchnię framugi, przymknął oczy i westchnął przeciągle.
 –Podejdź tu – polecił mu po chwili, wyciągając ku niemu zachęcajaco dłoń.
Gdy zaś Xavier niepewnie, po krótkim zwlekaniu zbliżył się – Silas oderwał czoło od framugi i swoje o wiele bardziej miękkie spojrzenie wbił w kuzyna.
 –A teraz mnie pocałuj.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Czw Lis 10, 2016 12:55 am


Prawda była zbyt ciężka, by tak po prostu ją wyjawić. Z tego też powodu Lee wolał odłożyć ten moment jak najdalej w czasie. A napewno nie mówić o tym trzeźwiejąc zaraz po ataku padaczki. Wybór był dla niego prostu - unikać tematu, nawet pod groźbą łatki tchórza. 
Delikatnie drgnął, gdy drzwi z łatwością otworzyły się. Był pewien, że dobrze je zamknął. Xavier powstrzymał odruch odwrócenia się, gdyż dobrze wiedział, kto go obserwuje - kątem oka  widział sylwetkę kuzyna. Napierając na umywalkę, pod młodymi palcami czuł chłód. Inny niż ten, który zmusił go do okrycia się. Gładka porcelana studziła dziwnie rozgrzane opuszki. Lee opuścił głowę. 
Pijany. Oczywiście.

Niespodziewanie poczuł ulgę, że nie zepsuje sobie jeszcze bardziej reputacji w rodzinie, lecz jednocześnie chłopięcy żołądek jakby przybrał na wadze. Xavier z niewiadomych przyczyn poczuł się źle, a organ zaczął nieprzyjemnie uwierać. Przyczyna dyskomfortu z pewnością tkwiła w skomplikowanych uczuciach chłopaka, czy raczej w braku odwzajemnienia tej gmatwaniny. Xavier jednak wolał obarczyć winą to, co zawsze - alkohol. Jakie to było proste. 

Czule pogładził chłodny mebel, a grymas wykrzywił nieskazitelną twarz, po czym przerodził się w zrezygnowany uśmiech. To prawda. Był idiotą, jakich mało. Zza zamkniętych powiek wyobrażał sobie wyraz twarzy mężczyzny. Mimo wszystko, to Silas go pocałował. Wcale nie musiał, to była jego decyzja. Jego pijanej odmiany. 
Usłyszawszy rozkaz, podniósł wzrok, by w lustrze napotkać odbicie wyciągniętej ku niemu dłoni. Zwlekał. Spróbował doszukać się przyczyny zmiany tonacji Weira. Nie wymyśliwszy nic, z czystej ciekawości ruszył do kuzyna. 

Wtedy zastygł. Delikatne młode usta ledwo zauważalnie rozwarły się w zaszokowaniu. Pocałować go. W innych okolicznościach nic nie stałoby mu na przeszkodzie, lecz teraz tutaj... Gdy przed chwilą Silas powiedział mu, że wtedy pocałował go, bo był pijany. A teraz sam wysnuł takową prośbę. 
Niemniej jednak sylwetka Lee zbliżała się do blondyna. Na odległości kilku cali zatrzymał się. Spoglądał teraz z bliska w błękitne oczy z niewielkiej odległości, nie wiedząc co powinien zrobić. 

-Tamto się nie powinno powtórzyć - wyszeptał, nieubłaganie molestując wzrokiem niebieskie tęczówki. 

Na ostateczny ruch zdecydował się w momencie, gdy Silas otwierał usta, by najprawdopodobniej coś powiedzieć. Wàtpliwości na chwilę zniknęły. Chłopak mógł sie tylko modlić, by już nigdy nie powróciły. Lee ponownie poczuł ciepło wilgotnych warg mężczyzny. Tym razem nie smakowały alkoholem. Tym razem było to coś innego. Zioło? Właściwie nie miało to teraz znaczenia. Przeróżne zapachy zmieszały się, pieszcząc zmysł węchu chłopca. Pogłębiając pocałunek, ręka Lee zacisnęła się na ramieniu drugiego. Mieszane uczucia powróciły. Znów czuł się szczęśliwy, całując kuzyna. A także ponownie czuł, że robi źle. Że ten występek nie może się już nigdy powtórzyć, niezależnie jak bardzo Xavier by tego chciał.  

Czemu mi to robisz, Silas?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Sob Lis 12, 2016 12:38 am

Oczywiście, że jestem idiotą. Jak inaczej nazwać kogoś, kto wykształca w sobie tak absurdalne uczucia.
Ale było już za późno. Silas nie mógł cofnąć czasu, zdecydować, że od następnej już chwili nie będzie próbował żyć w zgodzie ze sobą. Alkohol był jednak zdecydowanie zbyt angażującym się w sprawy sercowe przyjacielem. Pchnął wtedy Silasa do poczynienia czegoś, czego owszem – od pewnego czasu chciał tak bardzo, że sprawiało mu to fizyczny ból. Ów działanie spowodowało jednak lawinę kolejnych katastrof, które bezlitośnie zwalały się na Silasa całym swoim ciężarem odpowiedzialności za ich spowodowanie.

Silas chciał powiedzieć, że to już bez znaczenia, że od tej chwili kolejne głupstwa nie są nawet w połowie tak bezmyślne jak tamten raz. Nie zdążył jednak wydać z siebie żadnego głosu, bowiem jego usta zostały nakryte przez te Xaviera.
Umysł Silasa stał się w jednej chwili pusty, a być może przez chaos nawet nie potrafił stwierdzić czy nadal myśli, czy też już nie jest w stanie.
Dopiero po kilku dłuższych sekundach udało mu się unieść dłoń na wysokość twarzy Xaviera, by ułożyć ów na jednym z jego policzków. Druga z rąk powędrowała ku talii Lee, by po chwili to dzięki temu chwytowi spowodować to, że Xavier znajdzie się bliżej, a jego biodra zetkną się z tymi Silasa.

Pozwolił Lee pogłębić pocałunek, który z ochotą odwzajemnił, głaszcząc policzek chłopaka kciukiem i zaciskając dłoń na jego koszuli. Z każdą sekundą pieszczota zyskiwała na namiętności, a wargi Silasa poruszały się coraz śmielej. Weir kąsał lekko wargę Xaviera po czym ssał je, by ukoić efekt swoich zabaw. Następnie badał z zaangażowaniem wnętrze ust chłopaka, a  dopóki nie zabrakło powietrza – posuwał się coraz to dalej.

Jego wargi odstąpiły tych Xaviera. Silas oddychał chwilę szybciej nim w końcu podniósł wzrok na szare oczy kuzyna. Gdy to się stało – na jego usta wstąpił delikatny uśmiech.
 –Już za późno – mruknął cicho, niemal szeptem i lekko pogładził kciukiem usta chłopaka po czym skradł mu kolejny, krótki pocałunek.
Ponownie się odsunął, cicho westchnął, obserwując to oczy chłopaka, a to jego usta.
 –Może i byłem pijany, ale… – odezwał się ponownie. –…ale nie potrafiłem się zmusić do żałowania tego, co zrobiłem.
Jego usta znów delikatnie zetknęły się z tymi drugimi, czule i przeciągle je całując.
Ów pocałunek potrwałby dłużej, gdyby nie rozległo się nagłe pukanie do drzwi wraz, z którym Silas odepchnął od siebie mało delikatnie Xaviera, a gdy tylko to zrobił i zorientował się z jaką siłą – od razu począł przepraszać po cichu chłopaka. W następnej sekundzie powiedział głośno proszę.

Drzwi otworzyły się i niespodziewanie stanęły w nich Mikaela oraz Lora – partnerki Silasa i jego kuzyna. Weir na ich widok mógł jedynie zmarszczyć brwi w zdezorientowaniu.
Dopiero po chwili okazało się, dlaczego się tu zjawiły.
 –Pomyślałyśmy, że będziecie głodni – odezwała się Mikaela, zerkając na półmisek trzymany przez Lorę. –Albo, że zachce się wam pić. – Na jej usta wstąpił szeroki uśmiech, gdy uniosła nieco wyżej dwie butelki szampana trzymane w dłoniach.
Silas nie mógł nie odwzajemnić wesołego grymasu przyjaciółki.
Naturalnie – pozwolił im zostać.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Sob Lis 12, 2016 2:40 am


Kościste łopatki natrafiły na framugę drzwi, której Xavier zmuszony był się rozpaczliwie złapać, by nie upaść na ziemię. Chłopak mógł mieć tylko nadzieję, że jego kuzyn nie miał w intencji użyć tyle siły. Obdarzył go tylko zdezorientowanym spojrzeniem, po czym z gracją wykonał obrót i oparł się o umywalkę, żeby ochlapać twarz chłodną wodą. Po słowach Silasa i namiętnym pocałunku, nie wywołanym dużą dozą alkoholu, paliły go policzki. Ociekając wodą, obejrzał się na przybyłych gości. Spod przymkniętych powiek obdarzył tryumfalnie pokazującą zdobycze Lorę niewyraźnym uśmiechem. Przez młodą głowę myśli przebiegały niczym stado owiec, zadeptując całą resztę wspomnień.
Silas. Jego usta. Oddech. Dłoń na policzku.
Z zamkniętymi oczami sięgnął po ręcznik, który musiał wymacać na ślepo. Wolnym krokiem wytoczył się z pomieszczenia, by dołączyć do reszty, gdzie Mikhaela oraz Lora już zdążyły się zagościć w fotelach i popijały przyniesionego przezeń szampana. Lee dumnie uniósł głowę, a na jego wciąż blade usta wstąpił błogi uśmiech, gdy wyjął z dłoni Lory butelkę i uniósł do ust. Z naprzeciwka rozległy się paniczne słowa dezaprobaty jego czynności. Stanowcze ręce Weira odebrały najmłodszemu z towarzystwa alkohol i zwróciły Niemce. Xavier był w pełni świadomy skutków spożywania alkoholu przy padaczce, lecz na tą chwilę miał to w głębokim poważaniu. Często właśnie tam znajdowały się jakiekolwiek zakazy związane z jego chorobami. Chłopak od najmłodszych lat był ukochanym pacjentem wszelkich lekarzy. To znaczy rodzina chłopca, zmuszona do wypłacania majątku za specjalistów.
 
Otworzył usta, chcąc powiedzieć cokolwiek, gdy butelka odsunęła się od jego ust i powędrowała z dala od niego. Ze zmarszczonymi brwiami nie mógł wydukać z siebie ani słowa, więc tylko spiorunował kuzyna wzrokiem i odebrał z rąk drugiej z dziewczyn miskę z przekąskami.
 
-Jak się czuje Elily? Znaczy moja mama... – zapytał, uświadamiając sobie, że spanikowana kobieta została wyproszona z pokoju.
 
-Wydaje mi się, że w porządku – moment ciszy przerwała Lora, poprawiając sukienkę.
 Ellie nie była w porządku, lecz blondynka nie chciała Xavier martwić. Tak naprawdę matka była cała w nerwach. Mikhaela spojrzała niepewnie na koleżankę. Zatajały kluczowy fakt, że panią Lee nosiło z troski o syna, ale nie chciała psuć synkowi spotkania po latach z niegdyś najlepszym przyjacielem. Z tego tytułu wysłała na zwiady partnerkę chłopca – Lorę, wraz z partnerką ów przyjaciela.
 
Opadł na łóżko, a ciężar zmęczonej głowy zmusił go do położenia się. Miska wylądowała na chłopięcej klatce piersiowej, by mógł wygodnie do niej sięgać.
 
W pewnym momencie, wśród zlanych w jeden szum rozmów poczuł, że łóżko obok niego się zagłębia. Koło swojej nogi poczuł obce ciepło. Swobodnie poruszył nogami, trącając udo Silasa, który odpowiedział tym samym. Chłopak jedną z rąk rzucił  na materac, tuż za plecami mężczyzny, w miejsce, gdzie jakiś czas temu chwilę splatały się ich dłonie. Xavier odwróciwszy głowę, wlepił wzrok w tył głowy zajętego rozmową Weira. Chłopak odpuścił sobie przysłuchiwanie się i rozumienie, o czym rozmawiali i tylko bez szczególnego wyrazu twarzy słuchał aksamitnego głosu kuzyna.
 

To bardzo przystojny tył głowy.


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Sob Lis 12, 2016 4:11 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Sob Lis 12, 2016 3:23 am

Gdy jego kolano trąciła noga Xaviera – wywołało to w nim niepohamowany uśmiech, któremu nie pozwolił się poszerzyć zbytnio, zgrabnie wplatając ów akt wesołości w rozmowę z Lorą i Mikaelą. Odpowiedział tą samą delikatną zaczepką i nie zabierając nogi – trwał w tym nieznaczny kontakcie fizycznym z Xavierem, odnajdując w tym nieco otuchy i zdecydowanie zbyt wiele przyjemności.  

 –Wiesz, Silly… – zaczęła nieco rozbawionym tonem Mikaela. –…ślicznie wyglądaliście razem na parkiecie.
Silas zaśmiał się cicho po czym sięgnął do rękawów swojej koszuli i począł je zawijać.
 –Nie wiem nawet co mnie podkusiło, żeby zaprosić go do tańca – mruknął z pewnym zawstydzeniem Weir spuszczając wzrok na swoje rękawy.
 –Ja za to wiem, co podkusiło Xaviera, żeby ci nie odmówić – powiedziała Lora po czym cicho parsknęła śmiechem i upiła łyk szampana z kieliszka. –Mikaela ślicznie cię ubrała, Silas. Bez urazy.
 –Doprawdy… – odpowiedział Weir z udawaną.
 –A ja przyjmuję komplement – zaświergotała partnerka Silasa i posłała Lorze uroczy uśmiech po czym sięgnęła po wspólny kieliszek dla nich, którym musiały się dzielić w związku z tym, że nie udało im się znaleźć w pokoju więcej niż dwóch kieliszków.

Obydwie dziewczyny zajęły się krótką wymianą zdań na temat tego w jakim sklepie kupiły swoim partnerom to czy tamto, a Silas w tym czasie zerknął przez ramię na leżącego Lee.
Łapiąc zaś kontakt wzrokowy – dłoń Wiera automatycznie podążyła do jego własnych warg, po których przejechała palcami, wspominając na nich dotyk ust kuzyna.
Silas jednak orientując się co też właśnie wyczynia – po chwili przejechał tą samą dłonią po całej twarzy w zrezygnowaniu i zażenowaniu własnym zachowaniem.

Weir był głodny. Niebywale głodny, bowiem chwilę wcześniej jeszcze palił zioło, a zatem dopadła go obecnie faza pożerania wszystkiego, co mu się nawinie.
Odchylił się do tyłu, by położyć się na łóżku dokładnie w ten sam sposób, co Lee.
Pod głową napotkał ramię Xaviera jednak nie sprawiło mu to żadnego kłopotu. Ułożył się na ręce Xaviera wygodniej i sięgnął do miski stojącej na piersi chłopaka.
Słyszał także doskonale jak rozmowa dziewczyn zbacza z tematów sklepów i wkracza na inny, a potem kolejny. Silas nadal leżał wygodnie obok Xaviera, w zadumie próbując jakkolwiek zażegnać konflikt z głodem.
Jego myśli podążyły do kwestii Xaviera i tego, w którym kierunku toczyła się ich dotychczas braterska relacja.
Silas chciał wierzyć w to, że miało to szansę skończyć się szczęśliwie, Xavier mógł zostać obok niego na czas rozpoczęcia studiów, a nikt nie musiał wiedzieć o niczym, co będzie zachodziło między nimi o ile w ogóle uznają to za dobry pomysł, by kontynuować.
Właściwie to nie mieli już wyboru.
Mimowolnie Weir zerknął w bok na profil chłopaka.
Nawet gdybym miał wybór…

 –Xavier – zwróciła się do chłopaka Mikaela, przysiadając przy Silasie i nim właśnie na łóżku oraz nachylając się nad chłopakami.
Po chwili przeszła do puenty swojego, jak się zdaję, rozpoczętego wątku.
 –Jesteś gejem. – Dziewczyna była widocznie pijana. – Powiedz mi, wolisz blondynów czy brunetów? Niebieskie oczy czy brązowe?
Blondynka wlepiła w niego wyczekujące spojrzenie i ku własnemu zaskoczeniu – to samo zrobił Silas.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Sob Lis 12, 2016 4:08 am


Miłą chwilę bez żadnych szczególnych myśli, a z Silasem spoczywającym na jego ramieniu, zaraz przerwało zagłębiające się łóżko z drugiej strony. Będąc prawdopodobnie jedynym w miarę trzeźwym tutaj rozkoszować się musiał czym innym niż przyniesionym szampanem - ciepłem karku kuzyna. Drugą rękę zarzucił za głowę, miętosząc prześcieradło między palcami. Idealnie balansująca miska z jego klatce piersiowej niebezpiecznie zachwiała się, gdy w polu widzenia pojawiła się blondynka. Wraz z pytaniem, poczuł na sobie trzy pary świdrujących z zniecierpliwienia oczu.
 
-Ja… - ze zrozpaczeniem w oczach szukał ratunku po kolei w Lorze i Silasie. Oboje byli jednak zbyt zainteresowani odpowiedzią. – Mój typ…
 
Na młodej twarzy pojawił się grymas. Nie miał typu. Xavier w mężczyźnie szukał jedynie piękna zarówno fizycznego, jak i duszy. Otaczający go byli jednak zbyt pijani, by zrozumieć głębie chłopaka. Postanowił więc cofnąć się i zsumować cechy jego poprzednich chłopaków.
 
-E.. Chyba… Blondyni? Tak mi się wydaje...? No i.. oczy – zatrzymał się, próbując przypomnieć, jakiego koloru oczy miał Isaac. – Niebieskie. Zdecydowanie lubię oczy koloru morza – uzupełnił ciszej.
 
Dzięki temu pytaniu uświadomił sobie, że do tego czasu podobali mu się podobni mężczyźni. Jedynym wyjątkiem był rudy nauczyciel, który zawierał w sobie wszystkie inne cechy, prócz koloru włosów.
 
-Szczupły i wysoki. Raczej zadbany i elegancko ubrany, ale lubię też popatrzeć na prywatnie ubranego mężczyznę w dresie. No i oczywiście trochę starszy. 
 
Rozejrzał się po twarzach, od podejrzanie roześmianej Mikhaeli, przez rozmarzoną Lorę, aż do niebieskookiego wysokiego blondyna w garniturze. Mina wyraźnie mu zrzedła, gdy uprzytomnił się, jak wygląda znajdujący się obok niego mężczyzna.
 
-To znaczy tak wyglądały moje dotychczasowe sympatie – dodał w panice po chwili. Gwałtownie odwrócił się od Silasa i najchętniej by wstał i wyszedł, by uniknąć tego, co się za chwilę może stać. Jego ręka wciąż jednak tkwiła pod głową nieświadomie opisanego mężczyzny, wyzwalając w nim przyjemne ciepło. 

-Co to w ogóle za pytanie?!

Zamknął oczy i napchał usta chipsami. Byle uniknąć odpowiedzialności.
 

Kurwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Nie Lis 13, 2016 5:03 am

Mikaela w końcu nie wytrzymała i roześmiała się wesoło acz na tyle uroczo, by nie było to w stanie zranić nijak Xaviera. Lora naturalnie dołączyła do przyjaciółki i w następnym momencie zataczały się ze śmiechu dwie pijane dziewczyny, których wybuch uświadomił Silasowi tylko jedno – nie powinien był ich wpuszczać do wnętrza pokoju, nawet w momencie, gdy zobaczył alkohol, który ze sobą przyniosły.

Silas uśmiechnął się nerwowo, nie dając po sobie poznać, że jakąkolwiek zrobiło mu to różnicę. Lora i Mikaela nadal się śmiały, gdy Silas z napięciem uciekał przed spojrzeniem Xaviera, by w końcu jednak zdecydować się na strategię zupełnie odwrotną i wzrok swój wbić w zestresowane oblicze kuzyna. Chłopak właśnie przeżuwał kolejną garść chipsów, którą napełnił zaróżowione policzki.

Mikaela i Lora nieco się uspokoiły jednak wciąż rumiane od rozbawienia, nieco nadal chichoczące zwróciły swoje spojrzenia na Silasa, który zdawał się nawet zapanować nad własną mimiką.
 –A ty Silly? Jakich facetów lubisz? –spytała Mikaela ponownie, tym razem znacznie szokując Weira.
Mikaela szybko zdała sobie sprawę z faktu do czego pchnął ją alkohol.
Jej drobna rączką podążyła do jej ust, zasłaniając rozchylające się w przerażeniu wargi.
Silas zaś podniósł się do siadu i wstał z łóżka.
 –Przepraszam, Silas… –wyszeptała niemalże Mikaela, czerwieniąc się ze wstydu na całej twarzy. Nie powinna o tym wiedzieć i doskonale zdała sobie z tego sprawę. Odrobinę za późno.

Silas sięgnął po paczkę papierosów pozostawioną w kieszeni marynarki po czym ruszył z nią ku drzwiom balkonowym, otworzył te na oścież i stanął nieopodal nich, by odpalić papierosa wyjętego chwilę wcześniej z paczki, a obecnie tkwiącego między jego wargami.
 –Nie przepraszaj – mruknął do dziewczyny, zerkając na całą trójkę przez ramię. –Nie powiedziałaś niczego niewłaściwego.
Mężczyzna zaciągnął się papierosem i w następnym momencie wypuścił z ust chmurę gęstego dymu.
 –No i zgadłaś – odezwał się ponownie, siląc się na uśmiech. –Brawa za spostrzegawczość.
Silas strząchnął popiół na kafelki poza granicą pokoju, na balkonie.
Dostrzegł kątem oka jak Lora podnosi się z łóżka i pociąga za sobą Mikaelę.
 –Wracamy na dół – powiedziała partnerka Xaviera. –Zadzwońcie, jeżeli zatęsknicie za nami – dodała wesoło jednak z obecnym zdenerwowaniem w głosie.

Obydwie już w następnej chwili opuściły pokój Silasa, pozostawiając go sam na sam z kuzynem.
Przez chwilę zawisła między nimi cisza, podczas której słychać było tylko jak Silas zaciąga się papierosem i wypuszcza głośno dym.
Dopalił szybko i wyrzucił niedopałka poza barierkę balkonu. Wówczas zamknął przeszklone drzwi do pokoju i ruszył w kierunku łóżka, by w końcu przysiąść na jego skraju.
Kolejnych kilka sekund upłynęło nim ten zdecydował się przerwać milczenie.
 –Bruneci są w porządku –mruknął pod nosem Silas z pewnym gorzkim rozbawieniem.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   

Powrót do góry Go down
 
We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: