IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Askella

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Nie Paź 09, 2016 3:10 am



Wspomnienie odkryte przez nauczyciela było tak poniżające, że skoro tylko wyrzucił go z umysłu, planował wstać i wyjść, unikając pogardy czy kpiny mężczyzny. Przetarł z lekka agresywnie oko i powrócił do wyglądania przez szybę. Parę sekund ciągnęło się dla niego jak długie minuty. Chwilę ciszy odebrał jako napięcie, ciężko osiadające na każdym centymetrze jego przedziału. To napięcie wykręciło mu żołądek i kilka innych wnętrzności. Nie mogąc wytrzymać niepewności – wstał i bacznie obserwując drewnianą podłogę wagonu, wyszedł nie oglądając się na nikogo. Zostawiając otwarte drzwi, ruszył ku przodowi pociągu, gdzie znalazł łazienkę. Zamknął za sobą drzwi i ciężko zawisł na umywalce. Przymykając oczy, opuścił głowę.
Jego najgorsze wspomnienie, o którym wiedział tylko on i ślizgońska blondynka. Chłopak od zawsze uwielbiał flirtować. Kusił każdego: dziewczyny, chłopców, starszych, młodszych. Trzepocząc rzęsami i szczerząc się na wszystkie strony, łamał serce kolejnej dziewczynce i irytował heteroseksualnych chłopaków, którzy albo odkrywali w sobie pierwiastek homoseksualności, albo ledwo powstrzymywali się przed, eufemizując, uderzeniem Aesira.  Pierwszy raz jednak, ktoś posunął się do tego stopnia.

-Idioto.
Mruknął do siebie na tyle cicho, że gdyby ktoś podsłuchiwał pod drzwiami, nie pomyślałby nawet, jakoby chłopak się odezwał.
-Idioto – powtórzył głośniej i otworzył oczy, wciąż patrząc w dół na ściankę zadbanej umywalki. – Jak mogłeś mu pozwolić na takie naruszenie intymności? Teraz już wie… Wie że…

Jego sylwetka zatrzęsła się od tłumionego śmiechu, a chłopięca głowa podniosła się i zmierzyła wzrokiem z odbiciem.
-Przecież wszyscy wiedzą. Każdy, kto poznał Lokiego Aesira, wie, że…

Ślizgon obdarzył refleks swojej osoby przenikliwym i podejrzliwym spojrzeniem.
-Ciota – wymruczał chrapliwym głosem, po czym odkręcił kran.

Chlusnął strumieniem w swoją stronę, łapiąc na twarz masywne krople wody. Tak ociekając znów spojrzał w lustro. Musiał się uspokoić.
Czemu wybrał akurat to” zapytała płaczliwie część chłopca.
Ponieważ dobrze wie co robi” odpowiedziała mu druga. „Teraz zna sekret i trzeba się z tym pogodzić.

Czarnowłosy chłopak sięgnął po różdżkę, by magią wytrzeć twarz. Dłoń nie natrafiła jednak na kawałek drewna. Musiał zostawić ją na siedzeniu. Westchnął i wyszeptał zaklęcie.

Humor wrócił mu na drodze powrotnej. Wolno przemierzając korytarz, debatował nad obecnością Sindara na jego miejscu. Znalazł swoje drzwi i oparł się nonszalancko łokciem o framugę, posyłając gościowi jeden ze swojego wachlarzu uśmieszków. Loki wszedł do środka i mało elegancko opadł na swoje siedzenie, nie spuszczając mężczyzny z oka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Nie Paź 09, 2016 5:28 pm

Thranduil nie poruszył się, gdy Loki nagle wstał i postanowił wyjść. Chłopiec nie zniósł poniżenia, które zafundował mu profesor, odkrywając jedną z jego najwstydliwszych tajemnic. Jego słabość, której przypisał ogromną wagę.
Nikt nie mógł mu zabronić wstydzić się za rzeczy, które powszechnie uważane są za wypaczenie, chorobę czy zboczenie. Wśród czystokrwistych czarodziei było to surowo zabronione. Praktykowanie homoseksualizmu wśród członków takich rodów groziło utratą reputacji, prestiżu, a czasami nawet poparcia politycznego i w rezultacie także pracy.
Takie rzeczy powinny być trzymane w tajemnicy za wszelką cenę.
Dlatego też Thranduil potrafił doskonale to zrozumieć.

Wszyscy wiedzieli kim jest obecna głowy rodziny Sindarów. Wiedzieli też kim nie jest.  Przez długi czas nie był już kimś, kto się liczył w społeczeństwie. Niegdyś stanowił  także obiekt kpin i plotek.
I zanim nie pojawił się Legolas – Thranduil był szkalowany na każdym możliwym gruncie. Dopiero wieść o tym, że ktoś taki jak on spłodził potomka zaprowadziła pewien spokój. Nieuświadomieni przestali wierzyć w pomówienia, a opozycja straciła wiarygodność.
Thranduil jednak nigdy nie zdołał w pełni odbudować własnej reputacji. Do swojego obecnego statusu doprowadził dzięki wytrwałemu dążeniu do celu i umiejętności w poróżnianiu członków strony przeciwnej ażeby samemu nie brudzić sobie rąk.
Polityka była krwawą sztuką i niebezpieczną grą. Nie każdy potrafił prowadzić ją  bez odnoszenia ran w zaciekłym boju.
Thranduil zastanawiał się jedynie, gdy arena walki politycznej przeniesie się na plac boju, a w ruch pójdą różdżki.
Zapewne to nie miała być nigdy taka walka. Sindar tego najbardziej żałował.

Czarodziej spodziewał się tego, że Loki wróci. Chociażby nawet po zostawioną w przedziale różdżkę. Chłopiec nie należał do tych, którzy nie spróbują chociaż poradzić sobie z upokorzeniem i odzyskać twarz.
Thranduil jednak wcale nie czerpał satysfakcji z tego, co odkrył.
Współczuł Lokiemu tego, że każdy inny czarodziej o statusie Sindara uznałby go zboczeńca.

Nastolatek opadł na swoje miejsce, wbijając spojrzenie zielonych oczu w nauczyciela.
Ten odwzajemnił ów, również zaszczycając Lokiego własną uwagą.
 –Trzymaj to w tajemnicy – odezwał się Sindar, zdejmując swój wzrok z Lokiego i kierując go na widok za oknem. –Społeczeństwo czarodziejskie jest hermetyczne i ograniczone –mówił.
Aura Sindara stała się mroczniejsza niż zwykle. Jego spięta sylwetka świadczyła o znacznym zdenerwowaniu.
Thranduil nie próbował tego ukrywać. Zwłaszcza przy zdolnościach Lokiego było to niepotrzebne.
 –Zniszczą cię z tytułu ich własnego zdania na temat preferencji seksualnych. –Ciemne brwi mężczyzny znacznie się zmarszczyły. –Wszystko tylko dlatego, że nie mają nic lepszego do roboty. –Powiedziawszy to, zamilkł ze spojrzeniem wbitym w widok za oknem. Z łatwością można było stwierdzić, że Sindar jest rozgniewany, a jego głęboki żal skutecznie nie pozwala mu zachować emocjonalnej równowagi.

Po dłuższej chwili trwania w bezruchu, Thranduil w końcu swój wzrok skierował na Aesira.
Zamiast się jednak jakkolwiek się odezwać – patrzył w ciszy na Lokiego, chłonąc jego widok bez pośpiechu. Sindar w końcu odzyskiwał panowanie nad sobą.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Sob Paź 15, 2016 7:16 pm



W tajemnicy? A co innego mam zrobić? Napisać sobie na czole? Poprawił się na miejscu i opierając plecami o ścianę, podkulił nogi.
Aura w przedziale zawrzała nową emocją. Czymś zupełnie nieznanym. Loki powstrzymał się przed zmarszczeniem brwi. Bezwiednie utkwił wzrok w dłoni nauczyciela.

Sindar sprawiał wrażenie, jakby dobrze wiedział o czym mówi. Jak gdyby mówił o… własnym doświadczeniu? Czy była takowa możliwość? Zboczenie tak poniżające u profesora Thranduila?

Nie powinienem o tym myśleć. To głupie i niedorzeczne. W chłopięcej głowie toczyła się batalia pomiędzy niewnikaniem w prywatne sprawy innych osób, a własną ciekawością.Z drugiej strony zawsze miał problem z tym pierwszym. Sprawa wyglądała na rozstrzygniętą. Czas dowiedzieć się jak najwięcej o mężczyźnie siedzącym naprzeciwko.

Czarodziej, dotychczas patrzący za szybę, przeniósł teraz wzrok na ślizgona. Aesir zanotował to kątem oka, wciąż nie odrywając spojrzenia z rąk Sindara. Cisza przestała być niezręczna - przynajmniej tak odczuwał ją Loki. Dla własnej satysfakcji postanowił jednak ciszę przełamać. Jakiś ciekawy temat. Coś niezobowiązującego i miłego.

-Nie podoba mi się polityka pani minister magii – rzucił bezwiednie podnosząc wzrok na twarz Thranduila, potem na okno.

Niezbyt niezobowiązujący ten temat. Penetrację życia można rozpocząć od wybadania poglądów. A przy okazji podzielić się swoimi. Mężczyzna nie wyglądał na ślepca podążającego za tłumem. Z tego narzuconego tematu może się wywiązać zajmująca konwersacja.  Coś, co umili im obu podróż. Ewentualnie skłóci i zniechęci do jakiejkolwiek współpracy uczeń-nauczyciel.

-Proszę mnie nie zrozumieć źle, ale uważam, że czarna magia nie powinna być zakazana. Powinniśmy ją zgłębiać i zrozumieć. W końcu to też magia – wzruszył ramionami i wymacał na siedzeniu różdżkę.

Pieszczotliwie pogładził koniec. Jasna, delikatnie rzeźbiona zdawała się przyjemnie rozgrzewać pod jego dotykiem. Za oknem nie było niczego, prócz bezkresu oceanu, przypominającego Lokiemu, że ten nadal nie umie pływać. Z braku interesujących krajobrazów za oknem, począł studiować trzymany w dłoniach przedmiot. Znał go już na pamięć, jednak upodobał sobie płaskorzeźby zdobiące drewno.
Miał tyle okazji, by nauczyć się pływać i doskonale wiedział, że brak tej podstawowej umiejętności kiedyś go zgubi. Nadmorska posiadłość rodziny wręcz wymagała tej umiejętności. Chłopiec jednak nie przepadał za gorącym latem, więc nie musiał zażywać ochładzających kąpieli, jak jego brat. Magicznie ochładzał się gnijąc w czterech ścianach i odmawiając jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Matka niejednokrotnie zamartwiała się o syna z tego powodu.
Następny cel – nauczyć się pływać.
Byle do tego czasu nikt się nie dowiedział. To dość wstydliwy brak. Może nawet swego rodzaju upośledzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Czw Paź 27, 2016 4:14 pm

Uśmiechnął się delikatnie na słowa Lokiego, który spróbował przerwać ciszę, zapewne ze względu na to, że najzwyczajniej w świecie nie miał ochoty myśleć o tym, co powiedział mu Thranduil chwilę wcześniej. Sindar nie łudził się, że Loki się nie domyśli czy nie spróbuję wpierw temu zaprzeczyć. Ani przez chwilę nie żałował także tego, że przed Aesirem ujawnił takowe informacje. Wiedział przecież, że mają wspólnego wroga – nietolerancję. Gdyby jednak Loki zechciał zaszkodzić czy zdyskredytować Thranduila – byłby on wówczas pełen podziwu wobec skomplikowanych wartości chłopca.

 –Czarna magia nie jest przeznaczona dla dzieci – powiedział, kierując powoli swoje spojrzenie na Lokiego. –Na świecie roi się także od głupców, którzy wykorzystują magię do swoich tchórzliwych celów. –Spojrzenie, którym obdarzył Aesira nie było potępiające. Było przepełnione nienaturalnym spokojem, którego wcześniej mu brakowało.
 –By zabijać, torturować, oszukiwać, wzbogacać się… naprawdę chciałbyś, żeby to ścierwo panoszyło się po naszym świecie bez żadnej kontroli? – spytał. –Czarna magia jest dla wybranych, a nie dla każdego.

Nie dało się ukryć, że Thranduil podzielał zupełnie inne zdanie na temat metod Ministra Magii. Sindar sądził, że obecnie świat dzięki niej miał szansę stać się miejscem bezpiecznym, a Świat Magii społecznością zdolnej i inteligentnej potęgi.
Nikt nie łudził się jednak, że Thranduil nie ma na rękach żadnej krwi, a jego dusza jest śnieżnobiała. Aura czarodzieja nie była jednak w pełni czarna ani biała. Była momentami ciemno lub jasnoszara. Nigdy jednak nie przybierała odcienia skrajnie zbliżonego do któregokolwiek z dwóch – czarnego lub białego.
Wydawać się mogło, że przez to jego magia staje się o wiele słabsza, czarnomagiczne zaklęcia nieskuteczne, a jasnomagiczne nigdy nie oddają w pełni swojego dobra.
Nie była to jednak prawda. Moc Thranduila nie byłaby tak silna, gdyby zdecydował się już do końca życia pozostać biały lub czarny. Jego dusza była brudna i tylko nieczystości sprawiały, że jego potęga stawała się rzeczywista. Współgrała ona bowiem z szarym wnętrzem Sindara.

 –Masz życzenie nauczyć się czarnej magii? – zainteresował się Thranduil, nadal przyglądając się Lokiemu, którego wzrok obecnie studiował strukturę jego różdżki.
Mężczyzna uniósł dłoń na niewielką wysokość i ku Lokiemu pomknęła ciepła wiązka energii, która powiewem odgarnęła z czoła chłopca zagubione kosmyki przydługich włosów, a także otuliła swoim ciepłem policzek chłopaka i jego szyję.
 –Kiedy nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak wiele odcieni może ona przyjąć? – mruknął, a jego głos rozbrzmiał przy uchu Lokiego, choć chłopiec wyraźnie mógł dostrzec sylwetkę nauczyciela na miejscu, które zajmował od momentu, gdy tylko się pojawił w przedziale.  

Błogie ciepło nadal pieściło odsłoniętą skórę młodego czarodzieja. W jednej chwili było to ciepło dłoni, trzymających w opiekuńczym geście kark chłopca, a w innej te same dłonie składały obietnice, w których wypełnienie nie sposób było wątpić.
W tym tkwiła właśnie potęga szarej magii – nęciła równie skutecznie co czarna, nie pozostawiając po sobie tych brudnych śladów, które doskonale byłyby widocznej na bladej skórze Lokiego.
Szara magia nie była ani dobra, ani zła. Była doskonałym narzędziem do samodoskonalenia i osiągania czegoś perfekcji bliższego niż którakolwiek z dwóch innych gałęzi magii kiedykolwiek byłaby w stanie.
Wiązka energii przesunęła się po ustach chłopca, skutecznie imitując prawdziwy dotyk.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Sob Lis 05, 2016 8:01 pm



Chłonął magiczne ciepło otaczające go. Z rozchylonymi wargami wpatrywał się w mężczyznę naprzeciwko.
A więc szara magia. Do tej pory otarły mu się o uszy plotki na jej temat, lecz nigdy nie znalazł potwierdzenia jej istnienia. Szukał w historii, podczas gdy żywy dowód od paru miesięcy nauczał go obrony przed czarną magią, a teraz siedział przed nim.
 
-Myślałem, że to mit – wyszeptał.
 
Persona mężczyzny nabrała kolejnych nowych kolorów. Im więcej Loki odkrywał o nim, tym piękniejszy w jego oczach się stawał. Nie wszyscy potrafili dostrzec powab inny, niż fizyczny, którego z pewnością magowi nie brakowało. Niezaprzeczalnie zaczął go podziwiać. Darzyć czymś więcej, niźli zwykłym szacunkiem. Podobieństwa między ślizgońskim przyjacielem a ojcem zacierały się coraz bardziej. Jedyna analogiczność, którą na ten moment dostrzegał, to niezbita gracja rodu Sindarów.
 
Na ustach poczuł dotyk. Delikatnie zmarszczył brwi i uciekł wzrokiem od spojrzenia mężczyzny. Uczucie było tak wyraźne, że resztki utraconej wiary w szary odcień zostały boleśnie przywrócone. Subtelnie drżącą dłonią dotknął ust i nerwowo spojrzał na szybę. Nie oglądał morskich krajobrazów, a badał pojedynczą plamkę na szkle.  Właściwie nie był pewien, dlaczego się speszył. Teraz, gdy wiedział jaką magią włada profesor, onieśmielał go. Chłopcu zrobiło się chłodno. Zacisnął pięść, próbując jakkolwiek ograć zimne czubki paliczków.
 
Gwałtowność odwrócenia głowy w stronę Sindara poskutkowała sturlaniem się różdżki. Przedmiot głośno opadł na ziemię i potoczył się pod siedzenie naprzeciwko. Młoda para oczu śledziła, jak znika pod fotelami. Aesir mógł po prostu wezwać ją do siebie magicznie, ale wybrał drugą opcję. Powoli, pod pilną obserwacją poważniejszych oczu, zszedł na ziemię. Uklęknął przed Sindarem i pochylił się, zaglądając za różdżką. Normalnie poczułby upokorzenie fizycznie zniżając się przed kimś. W całym swoim szesnastoletnim życiu nigdy przed nikim nie klęknął, ani nie pochylił się. Właściwie jedynym sposobem okazania szacunku według Lokiego było nie zachowywanie się infantylnie czy arogancko.
Przesunął się, by nie być bezpośrednio przed, czy raczej pod nauczycielem. Wyciągnął rękę i podsunął bliżej siedzeń. Chłodne palce dotknęły równie chłodnego drewna, które rozgrzało się przyjemnie.
 
Mocnym chwytem wyciągnął przedmiot i wyprostował, by następnie posłać jednocześnie zirytowane i znudzone spojrzenie w stronę otwierających się drzwi przedziału. Przyczyną tego wzroku był nie kto inny, niż Legolas. Białowłosy ślizgon zastygł wyraźnie zszokowany w drzwiach, po zastaniu przyjaciela klęczącego pod jego ojcem. Drżąca szczęka delikatnie opadła. Loki podrapał się końcem różdżki i wstał, chowając ją do kieszeni. Odwracając się, zahaczył kolanem o nogę Thranduila. Nie przerwał jednak milczenia, ani oglądania spode łba przyjaciela. Opadł na swoje miejsce.
 
-Masz coś ważnego? – zapytał beztrosko, przechylając dziecinnie głowę na bok, jak gdyby nic się nie stało. Jak gdyby nie klęczał chwilę temu przed swoim nauczycielem.
 
Legolas rozchylił szerzej usta, by po chwili je zamknąć i zmarszczyć brwi, kręcąc głową. Odwrócił się i postał chwilę, wpatrując się bezsensownie w korytarz, po czym szybkim krokiem oddalił się. Był w szoku, jakby ujrzał coś rzeczywiście wstrząsającego, aż Aesir zaczął się zastanawiać, co według młodego Sindara wydarzyło się przed chwilą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Nie Lis 06, 2016 8:28 pm

Uśmiech Sindara wykwitł gwałtownie, gdy Loki natychmiastowo odwrócił swój wzrok od niego, by wbić go w okno. Było w tej oczywistej emocji chłopaka coś, co sprawiło, że Thranduil zechciał zapamiętać tę chwilę jak najlepiej. Nawet jeżeli z jego strony było to nieco nieodpowiednie – nie przejął się tym zbytnio. Zdarzało mu się robić rzeczy, do których społeczeństwo nigdy nie zostanie przystosowane.

***
 –Masz piękne włosy – wymruczał mu na ucho mężczyzna, przeczesując kolejne pasma białych kosmyków. Piętnastolatek czując oddech na swoim nagim ramieniu, naciągnął nań rozpiętą szatę, którą zaczął następnie na sobie powoli zapinać. Robił to dopóki większe, ciepłe dłonie nie chwyciły jego własnych, by je powstrzymać od powodzenia.
 –Skąd ten pośpiech? – spytał znacznie niższym głosem. Blondyna przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
 –Mój ojciec, Maironie – odpowiedział cicho chłopiec, odwracając się do starszego kochanka profilem. –Nie może nas...
 –…zobaczyć – dokończył, znacznie markotniejąc i puszczając dłonie nastolatka po czym wstając z łóżka i samemu ubierając na siebie własne szaty. – Jestem twoim mistrzem, młody Sindarze. Bywam w tym domu z własnej woli, nie dlatego, że twój ojciec tego chce –zaczął mówić, a jego ton nagle stał się chłodny i skrajnie beznamiętny. – Musisz wiedzieć jednak, że twój ojciec jest słabym człowiekiem. Słabszym niż ty. Byłbyś w stanie się obronić przed nim.
 –Nie… – mruknął w proteście chłopiec, sprzeciwiając się tak niestosownym wizjom jego, buntującego się przeciwko głowie rodu Sindarów. –Nie mogę.
Pomknęło ku niemu potępiające spojrzenie miedzianowłosego czarodzieja. Żałosne.



***

Jakimś cudem, pewien czas później – ojciec Thranduila dowiedział się o tym, że jego syn sypiał nie tylko ze swoim guwernerem, ale także z kilkoma innymi jego przyjaciółmi. Znaleźli się także świadkowie, a Sindarowie i ich dobra sława zostały pogrzebane raz na zawsze.
Tamtego dnia po raz ostatni Thranduil został upokorzony. Wiedział także przez kogo informacje dotarły do wiadomości publicznej od razu po tym jak wyszło na jaw, że Thranduil sypia z Maironem.

***

Był wściekły, a jego magia pulsowała ciemnością z każdym jego poruszeniem w mroku. Białe włosy były jedynym zdradzającym jego położenie elementem.
 –Zniszczyłeś moje życie – wymruczał aksamitny głos z ciemności. –A teraz będziesz konał.
 –To ty… zasługujesz… na cierpienie – wysyczał osłabiony, a kolejna stróżka krwi wypłynęła spomiędzy jego warg, gdy schylił się, by ukryć wykrzywianą z bólu twarz.
 –Chciałem ci podziękować – odezwał się ponownie, zupełnie nie zwracając uwagi na słowa znienawidzonego czarodzieja. –Gdyby nie ty i twoje pragnienie mojej zagłady – nigdy nie odkryłbym swojej prawdziwej potęgi…
 –Wystarczy. – Obcy głos rozległ się nagle, gdy jego właściciel stanął w drzwiach lochu.
 –Oczywiście… – mruknął z okrutnym rozbawieniem białowłosy cień. Po chwili także opuścił mrok i stanął przed klęczącym ostatkiem sił mężczyzną. Uniósł różdżkę i skierował ją na konającego.
 –Dokonaj swojej zemsty, Sindarze – powiedział starszy mężczyzna, przystając obok osiemnastoletniego Ślizgona. – Mam wszystko, czego potrzebowałem.
 –Nie! –zawył ostatkiem sił czarodziej. Wściekłe spojrzenie dosięgło wykrzywionej w uśmiechu twarzy blondyna, by po chwili skierować je na spokojne oblicze starszego mężczyzny. W jego wściekłości była obecna rozpacz.
 –Avada Kedavra!


***

Uśmiech nie schodził z jego twarzy, gdy Loki ostentacyjnie pojawił się u jego stóp, sięgając po własną różdżkę.
Thranduil nie mogąc powstrzymać wesołości, zasłonił usta subtelnie palcami i obserwował jak głowa Lokiego pojawia się na poziomie jego kolan.
 –Znalazłeś? –spytał z wyraźnym rozbawieniem. Szesnastolatek nie miał jednak szansy odpowiedzieć, bowiem w następnej sekundzie drzwi przedziału otworzyły się, a w nich stanął Legolas. Brew Thranduila automatycznie uniosła się w lekkim zdziwieniu, a jego mina znacznie zrzedła za sprawą tego wtargnięcia.

Jego syn po chwili jednak usunął się bez słowa, na pewno snując swoje dziecięce teorie na temat tego, co łączy jego ojca z najlepszym przyjacielem.
Thranduil zaś nie miał najmniejszej ochoty tłumaczyć siebie samego przed własnym synem.
Dlatego też jedynie opadł z powrotem na oparcie swojego miejsca. Jego wzrok znów spoczął na Lokim.
I wówczas wszystkie wspomnienia niespodziewanie powróciły.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Sob Lip 22, 2017 12:49 am, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Czw Lis 17, 2016 1:47 am


Obserwując zapatrzonego w jego młode oblicze mężczyznę nie zauważył, jak daleko morskie krajobrazy zostały za nimi. Od ukradkowego studiowania ostrych rysów twarzy czarodzieja oderwała go dopiero góra, przemykająca w odbiciu jego oka. Gwałtownie odwrócił się, by z ulgą stwierdzić, że o ściany wagonów już nie rozbryzgują się fale. Z ledwo widocznym ukojeniem na twarzy odwrócił całe ciało do szyby, a zaczerwienione opuszki palców zetknęły się z chłodnym szkłem. W jego młodej aurze można było odczuć nie lada wyciszenie.

-Zaraz będziemy – wyszeptał do siebie tonem ledwo wyższym od niemego. Oglądanie rozległego morza przez ostatnie parę godzin z pewnością było ostatnią z jego ulubionych rzeczy.
 
Loki nigdy by nie przypuszczał, ile ukojenia przyniesie mu ten pirenejski krajobraz. Chłopak chłonął ośnieżony pejzaż, jakby widział go po raz pierwszy. Czuł także na sobie wzrok równie intensywny, co jego.  Dużo czasu minęło od jego ostatniej wizyty tutaj, a jeszcze dłużej od ostatniej zimy spędzonej na kontynencie. Mimo odwiecznego odrzucania zaproszeń na wspólne świętowanie nowego roku z rodziną Daaé, musiał przyznać przed samym sobą, że choć trochę tęsknił za tym miejscem. Nie tylko za pięknymi ogrodami, otaczającymi równie malowniczy pałac, ale za samą panoramą tego kraju. Czuł się w tym momencie jak dziecko podziwiające monumentalne widoki.
 
Krótkie zlustrowanie odbicia wciąż wpatrzonego w młodego ślizgona profesora poświadczyło jego teorii, że mężczyzna nie zamierzał opuszczać przedziału, w którym tak łatwo się rozgościł.
Oczywiście, obecność dorosłego nie wadziła mu w żadnym aspekcie.
Znudzony monotonnością pięknego widoku, odwrócił się od szyby i ponownie usadowił w poprzek siedzeń. Obdarzył mężczyznę naprzeciwko jednym krótkim, acz namiętnym spojrzeniem, po czym stopą kopnął firankę i zamknął oczy. Wciąż czuł się natarczywie obserwowany, lecz postanowił zignorować ten fakt.
Ślizgon nie wyczuł, kiedy dokładnie zapadł w niespokojnie płytki sen.
 
Według chłopięcej podświadomości, wciąż był obudzony, przytomny. Wciąż z rozmarzeniem godnym dzieciaka spoglądał przez okno. Chłodna dłoń dotknęła jego rozgrzanej twarzy i odwróciła od równie chłodnej szyby. Śnieżnobiałe włosy zdawały się rozjaśniać w miarę im bliżej młodzieńczej twarzy były, aż wreszcie lśniły niemalże boleśnie. Nienaturalny kolor swoich tęczówek mógł podziwiać w odbiciu w szafirowych oczach tuż przed jego twarzą. Wtem i odbicie – jedyna wyostrzona rzecz w rozmazanym świecie – rozmyło się. Na swoich wysuszonych wargach poczuł obce ciepło. Delikatny pocałunek złożony na jego ustach zdawał się emanować magią. Wokół zatańczyły przeróżne wzory intrygującej aury Sindara zmieszane z zielonymi odcieniami tej Lokiego. Oprócz ciepła, zaskakująco różniącego się od temperatury dłoni mężczyzny, czuł coś, czego nie sposób było określić. Prawdopodobnie tak właśnie wyglądała czysta niczym nie skażona magia potężnego czarodzieja.
 
Coś z hukiem opadło na ziemię, a młody Aesir poczuł ból w stopie. Wyrwany ze snu napotkał zagadkowy wzrok swego profesora.
Czy na pewno snu?
Zdezorientowany nastolatek wyjrzał sennie przez okno, by napotkać się ze spokojnym spojrzeniem posągu na placu przed zamkiem.
Śnieg przykrywający francuskie ogrody zdawał się mieć podobny kolor, co włosy mężczyzny przed chłopcem. Zamarznięte fontanny były bardziej malownicze, niż gdy płynęła w nich przejrzysta bieżąca woda.
Brytyjski pociąg w końcu stanął, zawijając wokół jednej z okrytych śniegiem statui. Chłopak spuścił drugą nogę na ziemię i schyliwszy się, roztrzepał włosy. Wstał, lecz przez gwałtowność wykonanej czynności zakręciło mu się w głowie, co poskutkowało kurczowym złapaniem się za półkę nad siedzeniami. Wraz z otumaniającym, lecz krótkim bólem głowy, poczuł naruszenie bariery swego umysłu. Jakby ktoś nie chciał dostać się do środka, a tylko pobawić zabezpieczeniami.

Trzymając się półki, chwycił przy okazji swój płaszcz spoczywający pod jego dłonią i ponownie wyjrzał przez okno. Zaraz stanie twarzą w twarz z reprezentantami Beauxbatons. Za chwilę także spotka swą najdroższą przyjaciółkę, Perrette Daaé. Mógł jedynie błagać Merlina, by Durmstrang jeszcze nie przybył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Pon Lis 21, 2016 10:45 pm

Minęło wiele czasu odkąd zawitał osobiście we wnętrzu gmachu Akademii Magii Beauxbatons. Szkoła ta jednak niezmiennie od setek lat zachwycała pięknem zupełnie odmiennym od tego, którym cechował się Hogwart. To tutaj było mniej surowe, dużo subtelniejsze i staranniej wykończone. Zachwycało na każdym kroku swoją absolutną kunsztownością, a nie zaś tą hogwarckim rygorem, którego jej brakowało.
 
Delegacja Hogwartu zmierzała właśnie ku jadalni Beauxbatons prowadzona przez kilku tutejszych profesorów. Lada chwila mieli znaleźć się przed oczyma dyrektorki Akademii, co napawało nawet Thranduila pewnym zdenerwowaniem. Tutejsza szkoła magii prowadzona była wedle wzorców piękna, harmonii i Białej Magii, a zatem i jej dyrektorka była niekwestionowanie białym magiem.
Biała Pani.
 
Uczniowie Hogwartu ubrani byli w czarne czarodziejskie togi narzucone na odświętny hogwarcki mundurek.
Delegacja uczniów Hogwartu wkroczyła drzwiami, w ciszy sunąc niemal bezgłośnie po podłożu, unosząc zakapturzone głowy do góry.
Uczniowie zatrzymali się przed podestem, na którym wznosił się pulpit podobny do tego, przy którym stawał Odyn podczas co oficjalniejszych okazji, którym towarzyszyły jego dłuższe wypowiedzi.
 
Spomiędzy grupy uczniów dumnie wyszedł Odyn – do ostatniej chwili nie ujawniający swoich planów odnośnie tego czy się pojawi podczas odkrycia reprezentantów w Beauxbatons. W końcu jednak zaszczycił swoją obecnością wszystkich zebranych.
 
Za dyrektorem kolejno wkroczyli Thranduil i Elrond – patroni wybranych reprezentantów.
Na usta Thranduila wpłynął delikatny uśmiech, gdy jego spojrzenie nagle napotkało na swojej drodze to dostojnej dyrektorki Beauxbatons – Daenerys Targaryen.
Wkrótce kobieta odezwała się.
  –Drodzy uczniowie i nauczyciele znakomitej Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, pragnę was powitać w naszej Akademii na otwarciu kolejnego Turnieju Trójmagicznego, który wraz z waszym przybyciem uważam za niniejszym rozpoczęty.
Gdy zaś to powiedziała, podniosły się głośne brawa i wtedy też Thranduil zobaczył delegację Durmstrangu, zajmującą stół pod ścianą jadalni. Byli zatem drudzy…
 
Wkrótce delegacja Hogwartu ruszyła na swoje miejsca. Następnie rozpoczęła się kolacja, której zwieńczeniem miało zostać przedstawienie wszystkim szkołom tożsamości sześciu reprezentantów.
Dla Thranduila ten czas wlókł się niesamowicie. Co jakiś czas jego wzrok odnajdywał Lokiego wśród hogwarckich uczniów. To przynosiło mu niejaką ulgę w oczekiwaniu.
Oczekiwaniu, które wreszcie dobiegało końca.
 
Daenerys z powrotem pojawiła się przy swoim pulpicie.
  –Nadeszła najwyższa pora, by reprezentanci wszystkich trzech szkół zostali wam uroczyście przedstawieni, moi drodzy młodzi czarodzieje. – Jej usta rozjaśnił elegancki acz ciepły uśmiech.
  –Zacznijmy zatem od Durmstrangu i jego reprezentantów. – U boku Daenerys pojawił się Norman Osborn. Dyrektorem Durmstrangu był on od niedawna, wcześniej zajmował się powiększaniem swojego majątku i rozszerzaniem wpływów własnej rodziny, do której należeli obydwaj uczniowie Hogwartu o tym samym nazwisku.
 
Mężczyzna przyzwał do siebie swoich dwóch reprezentantów, którzy gdy tylko wstali od stołu i ruszyli ku podwyższeniu – wywołali burzę oklasków. Rosły blondyn i jego niższa nieco towarzyszka przystanęli po obu bokach swojego dyrektora. Thranduil na chwilę zerknął w kierunku Odyna. Na ustach starca widniał dumny uśmiech, a jego dłonie biły miarowe oklaski.
  –Przed wami Thor oraz Sif Aesirowie. –Oklaski na cześć kuzynostwa rozległy się jeszcze głośniej. Brat oraz kuzynka Lokiego budzili ogromną sympatię tłumu wobec siebie. Byli także głównymi faworytami tegorocznego Turnieju.
 
Gdy oklaski nieco ucichły, dyrektorka Akademii ponownie odezwała się, by przedstawić reprezentantów własnej szkoły.
  –Zapraszam do siebie obydwie reprezentantki Beauxbaton – powiedziała bardziej entuzjastycznie Daenerys, a na podwyższenie w akompaniamencie oklasków wkroczyły dwie piękności. – Przed wami Clarke Griffin oraz Lexa Lebois.
 Dziewczyny wdzięcznie dygnęły przed publicznością po czym przystanęły nieopodal dyrektorki, a zatem pulpitu jednak po przeciwnej jego stronie od tej, którą zajął Durmstrang.
W końcu przyszła kolej na ostatnią szkołę.
  –Nadszedł czas na przedstawienie reprezentantów Hogwartu – zaczęła Daenerys zerkając w stronę Odyna, do którego w najgłośniejszych oklaskach zmierzali własnie obydwaj uczniowie ­– w tym jego drugi syn.
 
Loki dumnie przystanął przy ojcu, Xavier także zajął należne sobie miejsce obok Odyna, a oklaski nadal stawały się coraz głośniejsze. Xavier wiedziony instynktem politycznym uniósł dłoń i powitał tym gestem wszystkich zebranych, zaszczycając ich także nieskazitelnie białym uśmiechem.
Twarz Odyna była niewzruszona, a jego wzrok nawet na chwilę nie spoczął na Lokim. Jedynie jego dłoń przytrzymywała sztywno ramię chłopca.
  –Przywitajcie gromkimi oklaskami Lokiego Aesira oraz Xaviera Osborna!

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Nie Lut 05, 2017 4:48 pm, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Sob Gru 10, 2016 1:09 am


To popołudnie czarnowłosy ślizgon spędził nie inaczej, jak na unikaniu choćby najbardziej przelotnego spojrzenia na swojego brata. Swobodnie przenosił wzrok to na reprezentantów innych szkół, to na nauczycieli. Z początku było to banalne – ze zbytecznie zainteresowanym, acz sztucznym wyrazem twarzy wyłapywał każde słowo francuskiej minister magii, pokrótce objaśniającej wstępne zasady turnieju. Gdy skończyła, a zawodnicy zostali odprawieni, kuzynka Aesira złapała jego młode ramię, z zamiarem odciągnięcia na bok. Jednak gdy zauważył blond włosy drugiego z synów Odyna wystające znad ciemnej głowy, ochota na przywitanie dawno nie widzianej dziewczyny spłynęła niczym po złotych falach na głowie Thora.

-Muszę o coś spytać profesora Sindara – mruknął tylko, gwałtownie cofając się i kierując w stronę białej głowy, wyraźnie górującej ponad resztą.

Zatrzymał się tuż za plecami mężczyzny. Był zmuszony na szybko wymyślić coś nie głupiego, gdyż Aesirowie wciąż obserwowali go z końca korytarza, zawzięcie o czymś dyskutując. Przestąpił z nogi na nogę, czekając aż czarodziej skończy rozmawiać. Nie przysłuchiwał się konwersacji, niewiele zresztą go interesowała. Dokładnie w momencie odejścia rozmówcy profesora, Lokiemu przyszło do głowy jedno pytanie.
-Czy możemy spróbować jeszcze raz z oklumencją? Myślałem o fałszywych wspomnieniach.


Skręcił w wąski korytarz i pospiesznie kroczył przed siebie. Chłopak nie był pewien, w której części szkoły się właściwie znajduje, ale znał swój cel – odnaleźć Perrette. Powoli zaczynało się ściemniać, a ślizgon był umówiony na wieczór na ponowne przećwiczenie niedawno nabytych umiejętności..
Chwilę zajęło mu dotarcie do jakkolwiek przestronniejszego korytarza. Nim jednak wyszedł na niego, usłyszawszy agresywną rozmowę, zatrzymał się za rogiem. Wyglądając zza winkla, ujrzał dwie znajome postacie. Xavier, jego współreprezentant , oraz jego ojciec, dyrektor Drumstangu. Docierały do niego jedyne pojedyncze słowa.
„Nie chcę tego robić.”
Wtedy rozległ się trzeci, nowy głos. Ślizgon ponownie wychylił się, lecz tym razem bardziej. Dojrzał wtedy i trzecią sylwetkę, dotąd skrytą w cieniu. Zgarbiona sylwetka niechybnie należąca do Harry'ego wyprostowała się i przesunęła na środek korytarza. Aesir nie zdołał dosłyszeć szeptu, więc dumnie wyprostował się i głośno ruszył w stronę swej destynacji.


-Pięć lat? Dobrze pamiętam? – delikatną twarz blondynki skrytej za bawełnianą chustą rozpromieniła się, a jasne oczy lśniły, gdy bacznie studiowała wszelkie zmiany w aparycji chłopaka.

Urósł zdecydowanie, a kości policzkowe i żuchwy stały się bardziej wyraziste. Daae również się zmieniła. Rysy przybrały bardziej dorosłego wyglądu, co jeszcze bardziej podkreśliło subtelność, skrywaną we Francuzce.
Chwilę poobserwowali się w milczeniu, by nieskrępowanie zamienić obiekt zainteresowania na zamarzającą obok fontannę.
Błoga cisza, tak dziwnie komfortowa w towarzystwie blondynki, została niechlubnie zakłócona. Spokój został zachwiany, gdy z drugiej strony bogato zdobionej fontanny pojawiła się niezidentyfikowana postać. Już z daleka wyglądała znajomo, a co dopiero z bliska.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Nie Lut 05, 2017 4:15 am

 – Muszę ci przyznać, Daenerys, że wyglądasz olśniewająco – wymruczał wdzięcznie ku kobiecie Thranduil. W odpowiedzi pomknął ku niemu krótki uśmiech, nieco kpiący z jego starań.
 – Czy muszę cię ostrzegać po raz kolejny przed zaborczością mojej partnerki? – spytała, parskając po chwili śmiechem, gdy Thranduil pozwolił sobie na mało dyskretne przewrócenie oczyma.
 – Obejdzie się. Doskonale wiem, że Margaery tym razem rozszarpałaby mnie na strzępy.
Ród Daenerys niegdyś był osławiony dobrym imieniem, a jedyna córka głowy rodu swego czasu cieszyła się ogromną popularnością. Gdy Thranduil był jeszcze młody, a jego nazwisko nieskazitelne – także i jego rodzina starała się o względy Targaryenów oraz rękę Daenerys.

Na długo przed zgubą Thranduila i śmiercią jego ojca, spłonęła rezydencja rodziny dziewczyny. Rodziciele dyrektorki francuskiej szkoły zginęli nim udało im się sprowadzić na świat młodsze rodzeństwo Daenerys. Pewne źródła donosiły, że matka kobiety była w tamtym czasie w bliźniaczej ciąży z dwoma synami.
Był to ogromny cios dla zaledwie osiemnastoletniej wówczas Daenerys, która w końcu zmuszona została przez ciotkę do poślubienia przedstawiciela jednego ze wyżej postawionych rodów. Wybranek i jego rodzina byli bogaci, szybko jednak stracili pieniądze i prestiż, a Daenerys odeszła od męża. Zaangażowała się zamiast tego w politykę oraz edukację dziewcząt, wkrótce zajmując posadę dyrektorską w Beauxbaton oraz poznając swoją aktualną partnerkę – równie wpływową Margaery.

Thranduil podziwiał kobietę, a także doceniał ich wspólną, zażyłą relację. Daenerys nigdy nie bała się pomagać Thranduilowi, gdy już decydował się o to prosić w czasach swojej niesławy.
Oczywiście – zapewne zdawała sobie sprawę z istniejących sekretów, które zatrzymywał dla siebie Sindar. Możliwym było także, że wiedziała również na tyle dużo o Lokim, by wiedzieć, jak nikczemne działania podejmuje wobec chłopca Thranduil.
Była Białą Panią i mogła spróbować położyć temu kres, gdyby tylko zechciała. Być może obawiała się tego, że zbytnio się pośpieszy i czekała na rozwój wydarzeń, a może co innego wzbudzało jej ostrożność.

 – Słyszałam, że wasz młody reprezentant przywiązał się do ciebie w błyskawicznym tempie – odezwała się znów Daenerys po dłuższej przerwie, którą to poświęciła kontemplowaniu piękna zimowego ogrodu, którego to ścieżkami właśnie spacerowali.
 – Loki pragnie się uczyć, więc go uczę. Nie mogę mu odmówić, a jedynie pomóc i przystać na to, jakich nauk chce się podjąć.
Dopiero po chwili Thranduil zrozumiał, jak bardzo dwuznacznie zabrzmiały jego słowa. Nie przejął się tym jednak zbytnio. Wiedział, że Daenerys nie wyciągnie pochopnych wniosków jedynie kierując się dwuznacznością Sindara.
 – Widzisz, Thranduilu, myślę, że Loki ma większe szansę na wygraną niż jego brat Thor czy też… ktokolwiek inny spośród tegorocznych reprezentantów – ponownie zaczęła mówić białowłosa kobieta, zwracając swoje niebieskie oczy po chwili na oblicze wyższego mężczyzny. – Mówię to z ciężkim sercem, bo mimo, że pragnę wierzyć w wygraną Beauxbaton… czuję w Lokim pulsującą żądzę wygranej, która doskonale współgra z jego nadzwyczajną, nieodkrytą potęgą.
Thranduil roześmiał się w odpowiedzi krótko, lecz także ciepło.
 – Gdyby cię usłyszał, prawdodpobnie udławiłby się samozachwytem – wyjaśnił Sindar powód swojej nagłej wesołości, nadal cicho chichocząc.

***

Dostrzegł Lokiego z daleka.
Rozmawiał z Perrette – swoją wieloletnią przyjaciółką.
Nie wiedzieć czemu, zdenerwowało to Thora bardziej niż powinno i czym prędzej znalazł się przy fontannie, zwalniając kroku i zatrzymując się dopiero wówczas, gdy spojrzenie brata spoczęło na nim.
Perrette wyczuwając napiętą atmosferę oraz rozdrażnienie Thora – czym prędzej umknęła, zostawiajac braci samych.

Minęła pewna chwila nim Thor postanowił się odezwać do niższej od siebie postaci.
 – Nie możesz mnie ignorować do końca Turnieju, bracie – powiedział beznamiętnie blondyn nim.
W końcu, kilka sekund ciszy później, odetchnął głęboko i opadł na rzeźbiony brzeg fontanny.
 – Tęskniłem, Loki. – Przeciągły wzrok Thora dosięgnął zielonych oczu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Nie Lut 05, 2017 9:14 pm


Loki przeczesał włosy i kątem oka obserwował odchodzącą przyjaciółkę. Nie zdążył powiedzieć jej, że tak naprawdę za nią tęsknił, nim niezręcznie się wycofała. Natomiast teraz, w obliczu brata i braku możliwości eleganckiej ucieczki przed tą rozmową – zatęsknił jeszcze bardziej.

-Chciałbym ci zaproponować eksperyment: sprawdzimy, czy rzeczywiście nie mogę – podniósł się gwałtownie i stanął naprzeciw brata, wpatrując się w jego oczy. Potrafił wyczuć, że jego własne przybrały zielony odcień. Nie dało się ukryć, że potomek Odyna do przeciętnie uzdolnionych nie należy.
Aesir nie potrafił przyznać przed samym sobą, że w głębi duszy i on tęsknił za bratem. Na tyle słabo, by tego nie odczuć, ale wystarczająco, by obrócić to w niechęć.

-Chcesz czegoś, czy przyszedłeś napawać się moim towarzystwem? – mruknął w końcu, odwracając się do niego plecami.
Piękno francuskich ogrodów zawsze go ujmowało, lecz dopiero w ciemności można było poczuć ich niesamowitą atmosferę. Magia zdawała się wypływać z usytuowanej dokładnie na środku fontanny i rozpływać ścieżkami wśród roślinności. Według Perrette nawet mugole zdolni by byli do odczucia tej magicznej aury.

-Porozmawiać… – odezwał się w końcu blondyn. – Najpierw dowiedzieć się, czemu mnie ignorujesz.

Ku ślizgońskiemu zdziwieniu, nie miał on przygotowanej odpowiedzi. Jak mu się zdawało, to proste pytanie wcale nie miało prostej odpowiedzi. Potrzebował czasu, by zastanowić się nad tym i nie wyjść przy okazji na sentymentalnego słabeusza, który nienawidzi brata, bo ten jest lepszy.
A to niestety mogła być prawda. Thor zawsze był ulubionym synem Odyna. Był do ojca podobny z wyglądu i charakteru.
Był synem Odyna.
Loki natomiast był podrzutkiem. Odnalazł uczucie jedynie w ramionach przybranej matki. Kobiety spragnionej czułości jej własnego syna, który spędzał czas u boku ojca.  Przygarnięte dziecko stało się zamiennym obiektem miłości.
I nawet teraz, gdy dostał się do Turnieju Trójmagicznego, mężczyzna nie docenił go. Nawet nie obdarzył go jednym spojrzeniem.
Zawód z tytułu braku uznania w oczach ojca szybko zmienił się w oschłą niechęć, również do brata.

-Nie dzisiaj – wymamrotał w końcu. – Jestem zmęczony, porozmawiamy jutro.
Odwrócił się do brata i uśmiechnął się krótko, po czym ruszył w stronę pałacu. Rzeczywiście, ogarnęło go delikatne zmęczenie. Sięgnął ręką, by zetrzeć z oka zaspanie, lecz na łokciu poczuł ucisk, zatrzymujący go. Przeciągle mrugnął i wolno obrócił głowę do wyższego Aesira, gdzie spotkał jego groźne spojrzenie.
Obaj wiedzieli, że Loki się od tego wywinie.
Ale obaj wiedzieli także, że Loki zawsze dotrzymuje obietnic.
-Obiecuję – dodał cicho i wyrwał ramię.

Czarnowłosy Aesir zatrzymał się w holu i przyjrzał bogato zdobionemu zegarowi.
22:17
Mógłby jeszcze znaleźć Daae, lecz wolał nie narażać się na zgubienie o tej porze. Ruszył więc prosto do przydzielonego Brytyjczykom dormitorium. Z góry został mu przydzielony średnich rozmiarów pokój z Legolasem.
Trzymał już klamkę, gdy usłyszał głosy ze środka. Podniosły ton zmusił ślizgona do wycofania się. Nie chciał bowiem wejść w trakcie prywatnej konwersacji i narazić się przyjacielowi jeszcze bardziej. Oparł się więc o ścianę i zsunął na posadzkę. Wyjął z kieszeni swoją różdżkę i zwyczajowo zaczął jeździć palcem po delikatnych rzeźbieniach w jasnym drewnie drzewa głogu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Sob Lip 15, 2017 6:24 pm




Legolas nie był typem knującego za plecami przyjaciół zdrajcą. Dlatego… ta sytuacja była dla niego niejako nowością, a także ogromnym ciężarem. Wiedział dlaczego tu był, znał konsekwencje własnego nieposłuszeństwa. Nie chciał także sprawdzać na własnej skórze czy Odyn nie blefuje.
Wiedział też, że Loki prędzej wybaczy mu, to co ma zamiar zrobić niż Odyn niewywiązanie się z obietnicy, którą wymusił na chłopaku szantażem.
Nie wiedział tylko, dlaczego Odyn miałbym chcieć podsłuchiwać Lokiego. Czyżby Loki wiedział coś, czego nie wiedział Odyn?

Umieścił niewidoczny podsłuch na każdym z ubrań Lokiego, starając się zetrzeć jak najlepiej swój zapach z każdej części garderoby, której dotknął. Jego rola tutaj się kończyła. Na szczęście…
Jeżeli wszystko pójdzie po myśli Legolasa i Odyna – Loki nawet nie zorientuje się, że coś takiego kiedykolwiek było na jego ubraniu. Jedyne co musiał jeszcze zrobić młody Sindar, to nie wygadać się przed przyjacielem pod presją poczucia winy.
Tutaj zaczynała się najtrudniejsza część planu.

Niespodziewanie rozległo się pukanie do drzwi. Legolas jak oparzony odskoczył od szafy Lokiego, otrzepując się z niewidocznego kurzu jakby miałby dzięki temu pozbyć się podejrzeń z siebie.
 – Pro…proszę – powiedział, a jego głos się załamał, więc Legolas odkaszlnął delikatnie.
W drzwiach pojawił się Xavier.
Na jego obliczu pojawił się cień zdziwienia, gdy zastał w pokoju jedynie Legolasa.
 – Nie ma Lokiego? – spytał, rozglądając się po pokoju wnikliwie.
 – Jeszcze nie wrócił – odparł blondyn, podchodząc bliżej Xaviera i zamykając za nim drzwi. Czasami przypominał swojego ojca aż za bardzo. Zdarzało mu się to zwłaszcza w momentach, gdy Thranduila nie było w pobliżu. Lub Lokiego.
 – Chciałem tylko… – zaczął nieśmiało Xavier, kręcąc się bez celu po pokoju i nerwowo przeczesując włosy. – Wiem jakie jest pierwsze zadanie – wydusił z siebie w końcu brunet.
 – Skąd? – Głos Legolasa stał się przenikliwy, a zdawkowe spojrzenie, którym obdarzył Osborna kryło za sobą ogromne zaciekawienie.
 – Mój ojciec… mój ojciec mi powiedział. To nie jest sprawiedliwie, wiem. Dlatego przyszedłem tu, żeby powiedzieć Lokiemu.
 – Myślisz, że to w porządku? – wycedził blondyn, odwracając się przodem do chłopaka. Ten drgnął po czym skinął bez przekonania głową, by odpowiedzieć twierdząco. – A miałeś zamiar powiedzieć o tym pozostałym reprezentantom? – wzburzył się Legolas.
 – Oczywiście, że tak! – warknął niemalże Xavier i zrobił krok w kierunku Legolasa. – Za kogo ty mnie masz?!
 – Może za małą podstępną szuję, którą jesteś?! Myślisz, że nie wiem jakim cudem udało ci się dostać do Turnieju? – syczał blondyn, wisząc nad niższym od siebie Xavierem.
 – Nie mam pojęcia o czym mówisz, Sindar – cedził powoli Osboron, marszcząc brwi w złości.
Nagle niższy z czarodziejów poczuł jak w jego brzuch wbija się koniec różdżki, groźnie zwiastując zamiary Legolasa.
 – Może ci nieco rozjaśnię tę kwestię…

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Czw Lip 20, 2017 2:22 am

Zza rogu wyłoniła się ciemna postać, co postawiło Lokiego na nogi. Tylko metaforycznie oczywiście. Chłopak chwycił rękojeść różdżki  i choć nadal bezwiednie jeździł palcem po żłobieniach, był gotów na jakiekolwiek ewentualności. Kątem oka obserwował jak się zbliża. Gdy tajemnicza osoba podeszła bliżej i zaskoczona obecnością kogoś na ziemi zapaliła światło różdżki, Loki zauważył kim była.
-Co ty tu robisz o tej porze. I to na ziemi po ciemku?
Zupełnie nieznany przypadkowy znacznie starszy uczeń z Beauxbatons.
Aesir osłonił oczy przed wyjątkowo jasnym światłem.
-Siedzę. Mój współlokator ma bardzo prywatną kłótnię – dodał zaraz, gdy zauważył arogancję płynącą z jego tonu mówienia. – Rozważam interwencję.
Nieznajomy nachylił się do drzwi, posłuchał chwilę i odsunął się z grymasem na twarzy.
-Brytyjczycy? Jestem Philippe, prefekt naczelny … - tutaj chłopak podał nazwę domu, jednak Loki, mimo zdolności językowych, usłyszał tylko bełkot. Poza tym, nigdy nie interesowały go nazwy domów Beauxbatons.
-Loki Aesir – chłopak wyciągnął dłoń do nowego kolegi.
-Na Merlina, to ty jesteś reprezentatnem Hogwartu – Francuz odskoczył i z nieukrywanym zdziwieniem przeczesał blond włosy. Loki tylko puścił mu w odpowiedzi oczko. Gdy usłyszeli w oddali chichoty Philippe mruknął – Obowiązki wzywają. Powodzenia w turnieju – a gdy odszedł parę kroków, spojrzał przez ramię i rzekł – Lepiej interweniuj.
 
Faktycznie, głosy zza drzwi stały się głośniejsze. Młody ślizgon wstał, otrzepał się i wziął głęboki oddech.
-Co to za zakłócanie ciszy nocnej! – wparował do pokoju.
Zastała go nagła cisza i dwie pary oczu wpatrzone w niego. Jedna z nich, ku jego zdziwieniu, należały do Xaviera Osborna. Co on tu do cholery robił.
-Co się dzieje, na brodę Merlina? Xavier to mój współreprezentant, nie próbuj mi go ukraść – skierował nonszalancko różdżkę w stronę Legolasa, a niewielki uśmiech wstąpił na jego usta.
 
Czarnowłosy chłopak podszedł do swojego łoża, zatrzymał się plecami do kompanów i rzucił różdżkę na materac, prezentując, że nie będzie walczył. Odwrócił się i zlustrował milczących towarzyszy. Chyba jednak nie udało mu się rozluźnić atmosfery.
-O co chodzi – spytał całkowicie poważnie. – Jakiś prefekt mnie zaczepił, żebym was uciszył. Powiecie mi o co chodzi czy knujecie przeciw mnie? Jesteś do tego zdolny, Legolasie. Wciąż jesteś zły, że nie zostałeś wytypowany? A może atakujesz za to biednego Osborna zamiast mnie? Wkurzasz się, bo jesteś słaby? No powiedz, wstydzisz się czegoś? Znamy się tak długo, przecież nie mamy tajemnic, przyjacielu. Może jesteś zazdrosny, że twój ojciec bardziej lubi mnie? – równie wolno co cedził słowa, zbliżał się do ślizgona. - Nie odpowiesz mi? Wspaniale. Mam tylko potwierdzenie. – Odwrócił się do krukona i wskazał na niego palcem. – Przedstawienie skończone. Zmywaj się do swojego pokoju i nie zawracaj mi głowy. Ty też.
 
Wyszedł z pokoju, nie odwracając się ani na ułamek sekundy. Skierował się do prywatnej łazienki i gdy zamknął drzwi za zamek, oparł się o chłodne kafelki. Przetarł oczy dłońmi. To, co zrobił było niebezpieczne. Naraził się przyjacielowi bardziej, niż wyobrażał to sobie w najśmielszych scenariuszach. Poniosło go i zaskoczył sam siebie. Oraz uderzył w czuły punkt chłopaka. Każdy czuły punkt.

-Ale się udupiłem – wyszeptał, dostrzegając swoją twarz w lustrze na końcu łazienki.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Sob Lip 22, 2017 12:10 am

Gdy Loki wrócił do pokoju – Legolas już dawno leżał w łóżku, nakryty kołdrą po czubek głowy. Xaviera dawno już nie było nigdzie w pobliżu, a młody Sindar…udawał, że śpi.
Nawet nie potrafił być zły na Lokiego, bo wszystko co powiedział było w rzeczywistości najprawdziwszą prawdą. Jedyne co miał za złe przyjacielowi to to, że powiedział to wszystko przy cholernym Xavierze. Byli rywalami! Legolas doskonale wiedział, że Xavier coś knuje. Odyn i jego ojciec również wiedzieli, że coś jest nie tak z Osbornami. Jedynie Loki wydawał się być ślepy, a może zbyt wiele czasu spędzał z dala od Xaviera, by zauważyć, że chłopak coraz mniej skrycie szpieguje, donosi własnemu ojcu i wszędzie pałęta się ze swoim starszym bratem i złowrogim dyrektorem Durmstrangu.
Loki był ślepy.
I cholernie dramatyczny do tego.

***

Przeczesał jasne włosy palcami, by następnie pochwycić te same długie kosmyki i związać je w niedbały kok. Nadal były mokre po jego wieczornej kąpieli.
Thranduil rzadko miewał te krótkie chwile jedynie dla siebie, gdy mógł ze swoim czasem zrobić cokolwiek i nie martwić się o to, że ktoś mu przeszkodzi. Miał nadzieję, że zaklęcia nałożone na jego komnatę są na tyle silne, by nawet ktoś taki jak Odyn się przez nie nie przedarł. Chociaż…tak zamknięta prywatna sypialnia powinna dać staremu durniowi do myślenia, że gdyby zechciał się tu pojawić, to wcale nie zobaczy jak Thranduil knuje coś niecnego, a jedynie przechadza się półnagi po pokoju.
I dlatego Sindar postanowił poczuć się nieco swobodniej, nie wiążąc szlafroka aż tak ciasno i pozostawiają większą część swojego torsu doskonale widoczną.

Korzystając z tej chwili beztroski, postanowił napić się filiżanki wieczornej herbaty i otworzyć książkę. Przy okazji również zerknął pobieżnie na parę szat wiszących bezpiecznie w otwartej na oścież szafie, w której magicznie właśnie układały się poszczególne części garderoby Thranduila.
Ciekawe czy spodoba się Lokiemu…
Thranduil był bardziej niż pewien tego, że Odyn nie postarał się o wyjściową szatę dla swojego młodszego syna. Loki zaś był jeszcze zbyt niedbały i dziecinny, by samemu sobie sprawić szyte na miarę eleganckie odzienie. Nawet nie wiedziałby gdzie ów miałby znaleźć…
I choć Sindar miał wobec swojego gestu mieszane uczucia – postanowił jednak dopuścić się tej lekkomyślności jaką było obdarowanie młodego Aesira drogim prezentem.
Thranduil wzruszył ramionami i wbrew wszystkiemu – uśmiechnął się delikatnie do siebie. Następnie uniósł filiżankę herbaty do ust i napił się nieco. Herbata nadal była zbyt gorąca, więc blondyn syknął cicho i spojrzał gniewnie na filiżankę. Herbata ze strachu błyskawicznie wystygła pod naciskiem chłodnego wzroku Szarego Pana.

***

 – Na brodę Merlina… – wyszeptał z niedowierzaniem Thranduil i zmarszczył ciemne brwi. – Coś ty narobił, Legolasie? – Jego ton wskazywał na to, że był szczerze zdziwiony i nieco nawet zmartwiony.
Włosy Legolasa sięgały ledwo ramion, straciły blask, którego nadawały im jaśniejsze końcówki długich kosmyków. Teraz włosy szesnastolatka wydawały się być kilka tonów ciemniejsze, zupełnie niepodobne do tych, które posiadał jego ojciec.
 – Ściąłem je – odpowiedział Legolas, zupełnie nie rozumiejąc skąd płynie zmartwienie jego ojca. Oczywiście, zawsze chciał być tak podobny do Thranduila, jak się tylko dało, ale było to niemożliwe. Jego włosy zawsze były o wiele ciemniejsze, bardziej żółte i nie tak piękne jak starszego Sindara. Teraz wyglądali jakby wcale nie byli spokrewnieni. Legolas był o wiele bardziej podobny do swojej matki aniżeli ojca. Nie tylko jego włosy były ciemniejsze, ale i skórę miał nie tak lśniącą, oczy koloru zwyczajnego błękitu różniły się od bladych tęczówek Thranduila, a twarz, która u jego ojca była wąska i pociągła – u Legolasa przybrała kształt kanciasty. Jego rysy twarzy były wyraźne i eleganckie, ale to Thranduil był…piękny.

 – Ściąłeś je – powtórzył po synu Sindar, unosząc brwi do góry. – Tak po prostu je ściąłeś…

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Sob Lip 22, 2017 3:00 am

Dopiero po godzinie chłopak wyszedł z łazienki. Długim prysznicem jakby starał się zmyć z siebie wstyd, a chłodną wodą dodatkowo ukarać się. Żałował tego co powiedział. Przekroczył niezwykle cienką granicę i nie zdziwiłby się, gdyby Legolas nie chciał się do niego odezwać przez najbliższy czas. Chwilę także wpatrywał się w swoje odbicie, próbując dojść do tego, co właściwie popchnęło go za tę granicę i przez co stracił panowanie nad swoimi słowami.
 
Loki zatrzymał się w drzwiach i oparł o ścianę. Przyglądał się przyjacielowi, zastanawiając się czy śpi. No właśnie. Przyjacielowi. Przyjaciele dobrze znają swoje słabe punkty, lecz niewypowiedziana obietnica powstrzymuje ich przed naciśnięciem na nie. Obietnica, którą Loki złamał i to w obecności jakiegoś krukona. Był na siebie zły za to.
-Przepraszam, Legolasie. Przegiąłem.
Aesir oczywiście nie miał pewności, że młody Sindar to usłyszy, a nawet było to mało prawdopodobne, ale czuł potrzebę powiedzenia tego już teraz. Blondynowi już i tak było przykro, że nie zadowoli swojego ojca startując w niezwykle ważnym pokazie umiejętności magicznych.
 
***
 
-Loki, musisz mi w końcu powiedzieć w co będziesz ubrany na balu. Jako reprezentant musisz prezentować się zjawiskowo, co znaczy, że twoja partnerka – tu Perrette wskazała na siebie – musi mieć pasującą suknię. Bal jest dzisiaj.
Dziewczyna złapała go w drodze do Wielkiej Sali francuskiego zamku. Tym razem ślizgon obudził się stosunkowo późno, jak na swoje standardy, przez co z rana nie zastał Legolasa w pokoju. Loki długo nie mógł zasnął, najpierw przeklinając w myślach wszystko co powiedział, a potem próbując przewidzieć, jakie szaty zgotował dla niego profesor, co doprowadziło go do rozmyślań o turnieju.
Bowiem podczas bali w trakcie Turniejów Trójmagicznych, reprezentant i jego opiekun mieli obowiązek nosić dopasowane szaty. Nie wiadomo kto ani kiedy wprowadził taki przepis, ale nikt jeszcze nie próbował zaoponować temu. Loki osobiście uważał to za śmieszne. Zwłaszcza, że Sindar postanowił sam zgotować dla Lokiego ubiór.
Francuzka wyrwała wystającą nitkę z jego swetra. Sceptycznie spojrzeniem obdarzyła także czapkę kolegi. Mimo wszystko, patrzenie na przedziwny mieszany styl chłopca sprawiało jej przyjemność.
-Powiem ci, gdy wreszcie dostanę tę szatę od Sindara - zmarszczył brwi i zwolnił kroku. – Albo sama go zapytaj. To nie jest zły pomysł.
Daae zamyśliła się i wymamrotała coś. Zdawało się, że rzeczywiście to zrobi.
I dobrze, wyjdzie jej na zdrowie, pomyślał Loki przyglądając się jej pogrążonemu w przemyśleniach profilowi.
 
Usiadł w otoczeniu francuskich przyjaciół Daae. Chwilę rozglądał się po sali, wypatrując włosów, jakich pozazdrościć mogła niejedna dziewczyna, lecz gdy nie dopatrzył się niczego, zajął się siorbaniem swojej kawy. Być może jak zaczeka przed jedynym wejściem do sali to rozpozna przyjaciela po twarzy. Pewnie nie rozglądał się wystarczająco. Jeszcze raz omiótł salę wzrokiem i zatrzymał się na starszym Sindarze. Profesor, mimo ogólnego spokoju jaki panował na jego nieskazitelnej twarzy, roztaczał pewną niespokojność w swojej aurze. Nieopodal niego siedział ojciec ślizgona. Na moment złapali kontakt wzrokowy, Loki jednym chlustem dokończył kawę, wstał i wyszedł z sali. Dopiero gdy Odyn nie mógł dostrzec jego twarzy, skrzywił się. Poparzył sobie tą kawą przełyk.
 
Oparł się wygodnie w niszy tuż za drzwiami i przyglądał się pojedynczym uczniom opuszczającym salę.
Aż w końcu zauważył. Wszystko się zgadzało oprócz… włosów? Nim Loki odepchnął się od ściany, żeby pognać za przyjacielem, który nie dostrzegł go w tej niszy, minęła chwila. Dość długa. Aesir musiał puścić się biegiem, by dogonić syna swojego mentora, który już zupełnie go nie przypominał.
Gdy już go dopadł i złapał za ramię, jedyne co zdołał wyksztusić było:
-Co do cholery…?
Wyprostował się, rozprostował ubranie i odetchnął głęboko, wyrównując oddech.
-Do tego… - wskazał na włosy chłopaka – wrócimy później. Chciałem cię przeprosić za wczoraj. Przesadziłem i źle mi z tym.

Obaj wiedzieli, że Loki rzadko przeprasza z własnej woli i szczerze przy okazji. Obaj wiedzieli także, że te przeprosiny spełniały obydwa kryteria.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Sob Lip 22, 2017 3:40 am

Powiedzieć, że był zdziwiony to mało bowiem…Thranduil był w ciężkim szoku. W jego rodzinie ścinanie długich włosów oznaczało wstyd, upokorzenie lub dojrzałość. Sindar uświadomił sobie, że zupełnie nie wiedział, co też mogło trapić Legolasa, że ściął włosy. Coś musiało się zdarzyć poprzedniej nocy.
Oczywiście, coś działo się już od momentu, gdy Thranduil począł spędzać wiele czasu z Lokim, ale dopiero teraz Legolas powziął działanie, które uzmysłowiło jego ojcu fakt, że należy porozmawiać z chłopakiem na parę ważnych tematów, poruszyć kwestie, których Thranduil nie miał czasu dotknąć.
Poczuł ukłucie wstydu.
Zaniedbał Legolasa.

Za Legolasem ruszyli zarówno Loki jak i starszy z Sindarów.
Thranduil widząc jednak z jakim przejęciem zwraca się do Legolasa Loki – postanowił poczekać chwilę.
Nie spodziewał się, że zaczepi go ktoś tak niepozorny, jak młoda uczennica Beauxbatons, której imię brzmiało Perrette.

***

Poprzedniego wieczoru Legolas doskonale słyszał przeprosiny Lokiego. Chłopak nigdy nie dostrzegł w głosie przyjaciela tak ogromnie szczerego żalu.
Sprawiło to, że…nie potrafił już dłużej żywić wobec niego urazy. Nie był ani przez chwilę zły na niego, ale zrobiło mu się niesamowicie ciepło, gdy usłyszał przeprosiny.
I tym razem również…pojawiło się to samo ciepło.

Legolas przez chwilę jedynie mierzył Lokiego beznamiętnym wzrokiem, by następnie zaśmiać się wesoło i sięgnąć do ramienia Aesira, na którym zacisnął swoją dłoń w geście pojednania.
Po dłuższym zastanowieniu, przysunął go do siebie bliżej, by szybko go objąć i błyskawicznie puścić, by odsunąć go od siebie z powrotem na wyciągnięcie ręki. Ani Loki, ani też Legolas nie byli szczególnie przylepni. Nie pociągała ich fizyczna bliskość między sobą. Dlatego właśnie uściski takie, jak ten sprzed chwili były rzadkością oraz tym samym – miały dla nich obu wartość wyjątkową.
 – Wybaczam – powiedział krótko Legolas, kątem oka zauważając ojca na horyzoncie. – I przyznam ci rację, że przesadziłeś, ale…wszyscy przecież doskonale wiedzą, że bez podstępu i gierek nikt z tobą nie wygra, więc ten cholerny Osborn i reszta klanu coś knują. Zupełnie jak twój cholerny… – Tutaj ściszył głos. – …ojciec.
Spojrzał Lokiemu głęboko w oczy, by przekazać mu niewerbalnie, że to co mówi jest najprawdziwszą prawdą. Loki musiał mu uwierzyć.
Ale Legolas nie miał już czasu go przekonywać, bo zmierzał ku nim Thranduil.

***

Sindar roześmiał się ze szczerym rozbawieniem, słysząc absurdalne pytanie Perrette.
Przez chwilę musiał walczyć ze sobą, by w końcu uspokoić się i nie roześmiać głośniej. Udało mu się to i w końcu opanował swój wybuch.
 – Loki nigdy nie założyłby na siebie nic w tym kolorze, młoda damo – wymruczał nadal rozbawiony Thranduil i przeczesał  kosmyki związanych w koński ogon włosów.
 – Moim zdaniem prezentowałby się w tym doskonale, profesorze – upierała się Daae. – Zresztą…ten chłopak nie założyłby na siebie niczego, co nie byłoby czarne, szare lub niegustowne.
 – Oczywiście, byłoby mu bardzo ładnie, ale… – Sindar zachichotał. – Pewnie by się strasznie obruszył, gdybym mu to zaproponował.
Dziewczyna zaśmiała się cicho acz nadzwyczaj sympatycznie. Następnie Thranduil musiał sie z nią pożegnać. Czekały go jeszcze długie przygotowania nie tylko do balu, ale również do jutrzejszego zadania.

Szybko znalazł się przy obydwu młodzieńcach. Legolas nie potrafił zamaskować swojego przejęcia. Zapewne źródłem ów była ich wcześniejsza, bardzo niedyskretna wymiana zdań.
 – Chłopcy – zwrócił się do nich, chowając dłonie za plecami i lekko pochylając się nad niższymi czarodziejami. – Pozwolicie ze mną?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   

Powrót do góry Go down
 
Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: