IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Wto Lip 05, 2016 4:23 am

Do jego nader sprawnych uszu dotarł cichy komentarz Lokiego. Thranduil jednak zamiast cokolwiek odpowiedzieć chłopcu czy dostarczyć mu satysfakcji z jakiejkolwiek reakcji – pozostał niewzruszony. Sięgnął w miejsce tego ku półce, by poprzeglądać dostępne w obrębie jego zasięgu książki. Nic nie zainteresowało go jednak, więc w kilkanaście minut później pozwolił sobie ruszyć w głąb biblioteki po jakiś ciekawszy okaz, który zajmie go na wystarczająco długo.

Forteca otaczająca Lokiego z każdej strony topniała w miarę tego, jak upływały godziny. Thranduil zdołał przeczytać pobieżnie wybrany przez siebie tomik i teraz z powrotem pozostał ku jego dyspozycji jedynie widok regałów książek. Wielu, wielu starych i zakurzonych książek, które zdołał zapewne prawie wszystkie w tej bibliotece przeczytać, gdy jeszcze sam chodził do szkoły.
Ta świadomość nadciągnęła jednak z jeszcze kolejną.
Minione lata odcisnęły na nim piętno czasu. Thranduil był bardziej niż świadom tego, jak niewiele lat młodości mu jeszcze pozostało. Dni i tygodnie przeciekały mu przez palce, a poczucie stagnacji, wobec którego był bezsilny pozbawiało go humoru. Dobijało równie skutecznie co choroba, na którą nikt nie wynalazł jeszcze lekarstwa.
Thranduila toczyła zaraza śmiertelności.

Gdy mężczyzna wreszcie zarejestrował niewielka ilość pozostałych do sklejenia książek – wstał i przyjrzał się tym, które już były gotowe.
Loki wykonał swoje zadanie doskonale.
W kilkanaście minut później młody czarodziej dokończył dzieła. Thranduil uśmiechnął się ledwo zauważalnie z aprobatą i zrobił krok w kierunku wyjścia z biblioteki. Gestem nakazał za sobą podążyć Aesirowi.

Madame Pince już dawno opuściła swoje stanowisko w bibliotece. Oznaczało to tyle, że pora była naprawdę późna. Mogła być dziewiąta czy też lada chwila miała właśnie wybić.
Sindar zaś prowadził Lokiego prosto do kuchni.
Korytarze Hogwartu były zaś na tyle malowniczo oświetlone przez ostatnie promienie zachodzącego słońca, że mężczyzna nieco zwolnił kroku, gdy je przemierzał. Pozwolił sobie rozejrzeć się, nieco tego widoku przez chwilę pochłonąć wzrokiem.
W następnym jednak już momencie wydawał się z powrotem podjąć bezwzględną wędrówkę do celu.

Wpuścił chłopca do opustoszałej kuchni. Wzdłuż żelaznych i lśniących kuchennych blatów porozstawiane były tace z pokrywami. Wystarczyło rozpieczętować jedną z nich, by znaleźć tam coś do jedzenia.
Jedzenie zaś w ciszy i spokoju warte było chwili zwłoki.
Gdy już Loki wybrał co zje z okazji tego późnego posiłku – Thranduil postanowił ruszyć w kierunku Wielkiej Sali, która znajdowała się przecież za drzwiami kuchni.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Wto Lip 05, 2016 1:54 pm



Zmierzchające słońce ambrozyjnie rozświetlało wirujący kurz. Nauczyciel również docenił piękno starego zamku i zwolnił kroku, dzięki czemu Loki nie pozostał w tyle, rozkoszując się malowniczym krajobrazem Szkocji. Na jeziorze odbijało się wrześniowe słońce, a czas jakby stanął w miejscu. Pojedyncze sylwetki, łapiące ostatnie ciepłe dni na błoniach upewniły go, że wciąż jest w szkole. Nawet głód odszedł razem z widmem eseju z historii magii.

Nim dotarli do kuchni, chłopiec nie czuł już nic z tamtego ssania w żołądku. Musiał jednak coś zjeść. Wybrał smażone warzywa i podążył za profesorem do pustej już wielkiej sali. Niepostrzeżenie rzucił niewerbalne zaklęcie na swój puchar z wodą i w mosiężnym naczyniu znajdowało się teraz czerwone wino. Zdawał sobie sprawę, że jeśli jeszcze nie, to za chwile drugi mężczyzna zorientuje się, co zrobił młody ślizgon.

Sindar wybrał miejsca przy środkowym stole, przy którym zazwyczaj urzędują krukoni. Zasiedli naprzeciwko siebie.
Teraz brakuje już tylko świec, pomyślał chłopiec.

-Wie pan coś o turnieju? - zapytał biorąc łyk nielegalnego w jego wieku napoju. Białowłosy czarodziej już na pewno wiedział, co pije szesnastolatek. - Jakieś nowe zasady? Data?

Zadał szybko pytania, od niechcenia spoglądając na podium, z którego Odyn wygłaszał mowy przed niektórymi posiłkami. Chłopak wciąż nie przypominał sobie, że dyrektor Hogwartu wspominał o tak ważnym przedsięwzięciu.  

-Ostatnio, z tego co pamiętam, tylko uczniowie powyżej siedemnastego roku życia mogli brać udział.

Atmosfera dookoła nich była wręcz magiczna. Taka też powinna być w szkole magii i czarodziejstwa. Rzadko jednak zdarzało się, by było tak malowniczo. Pojedynczy snop światła padał kolo nich. Nastrój wręcz romantyczny. Magiczna aura profesora również była spokojna i leniwie rozpływała się dookoła. Co ciekawe, Loki nie mógł wyczuć swojej aury. Wyczuwał nawet te najsłabsze szorstkie aury charłaków, prawdopodobnie ślady magicznych rodziców, a także chłód i dyskomfort wokół mugoli. Swojej aury natomiast nie potrafił określić.

Pamiętał ostatni Turniej Trójmagiczny rozegrany pomiędzy trzema europejskimi szkołami. Gospodarowała skandynawska szkoła, więc prawdopodobnie w tym roku zaszczyt ten przypadnie Beauxbaton. Było to pięć lat temu, gdy Loki zaledwie zaczynał naukę w Hogwarcie, a w Gryffindorze jeszcze znajdował się jego brat, Thor. Jako jedyni pierwszoklasiści pojechali z reprezentantami do Norwegii. Jedna z zawodniczek prawie zmarła, więc Frigga kazała obu chłopcom przysiąc, że nie wezmą udziału w tym głupim pokazie siły. Teraz młody Aesir ponownie zaczął rozważać wzięcie udziału. Thor od początku chciał to zrobić i gotów jest złamać obietnice daną matce, byle udowodnić, jak niesamowity jest. Ślizgon bardziej respektował kobietę, która zaopiekowała się nim - niemowlakiem przywiezionym przez jej męża nie wiadomo skąd, niż jej rodzony syn. Udział w turnieju musiałby być poparty przez Friggę, lub Loki musiałby mieć stuprocentową pewność, że przy okazji nie zginie. Z drugiej strony, wizja zmierzenia się z przyrodnim bratem w prawdziwym pojedynku prezentowała się kusząco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Sro Lip 06, 2016 3:18 am

Tak, oczywiście, że wiedział o tym co tak naprawdę znajduję się w pucharze Lokiego. Na pewno nie był to sok porzeczkowy. Thranduil powstrzymał się jednak od posłania chłopcu zirytowanego spojrzenia.
Lekkomyślny, arogancki dzieciak – pomyślał mężczyzna i zamiast skrzywić się na tę myśl – sięgnął do swojego pucharu i upił zeń łyk.
Chłopiec doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że gra profesorowi na nerwach. Mężczyzna zaś miał wrażenie, że jedynie ignorując zabiegi chłopca uda mu się odnieść nad nim zwycięstwo.
 -Pierwsze zadanie ma się odbyć jeszcze przed końcem grudnia –odpowiedział czarodziej, gdy już odsunął od ust naczynie z wodą.
 -Tak wysokie ograniczenie wiekowe było chwilowym rozporządzeniem byłego Ministra Magii powstałym w porozumieniu z pozostałymi dwiema szkołami. –Na jego usta wkradł się nieco niebezpieczny uśmieszek. –W tym roku przywrócono poprzedni stan rzeczy.
Oznaczało to tyle, że Loki mógł pretendować na reprezentanta Hogwartu.
 -Dlaczego cię to interesuje? –spytał Thranduil, doskonale znając odpowiedź na to pytanie. –Czyżbyś chciał spróbować swoich sił?
Sindar włożył do ust pierwszy kęs swojego dania i spokojnie je przeżuł, by móc się ponownie odezwać.
 -Odyn z pewnością byłby z ciebie dumny, gdybyś wygrał czy chociaż… przetrwał pierwsze zadanie.
***

Kolejne dni mijały leniwie, niemal zbyt spokojnie.
Nie panowało jednak rozluźnienie. Wyglądało na to, że każdy odczuwał napięcie obecne w powietrzu. Cisza przed burzą niemal ogłuszała swoją gęstością.
W ciągu następnego niecałego miesiąca miał mieć miejsce wybór reprezentantów Hogwartu do Turnieju Trójmagicznego. Wybrani wraz z delegacją mieli następnie zostać wysłani do Akademii Magii Beauxbaton położonej w południowej części Francji. Tam także miało się odbyć oficjalne otwarcie Turnieju oraz jego pierwsze zadanie.

Thranduil był niemal pewien, że Loki wrzuci swoje imię do Czary Ognia. Coś mówiło mu także, że to właśnie ten młody czarodziej zostanie przez ów Czarę poddany poważnej próbie sił podczas Turnieju.
Nie sądził także, by Odyn specjalnie przejmował się w tej kwestii losem chłopca. Thranduil nie widział w starcu żadnej iskierki wiary w Lokiego. Być może nic właśnie w Odynie nie było. Ani wiary, ani troski o życie bękarta, ani pewności, że ten przetrwa.
Dlatego też to Sindar miał zamiar wraz z reprezentantami wyruszyć do Francji. Odkąd tylko pojawił się w Hogwarcie, a nawet już wcześniej, wiedział o tym, dlaczego Odynowi tak zależy, by obarczyć go jak największą odpowiedzialnością za życie dzieci.
Thranduil nie miał jednak zamiaru narażać żadnych dzieci. Nie potrzebował też własnej ingerencji w już dawno szczegółowo dopieszczony plan. Wszystko miało się lada chwila potoczyć i Odyn nie mógł powstrzymać żadnego z tych wydarzeń.
***

Lokiego po raz kolejny zastał w bibliotece. Chłopiec przesiadywał tam niemal cały czas. Pod tym względem przypominał Thranduilowi czasy młodości i samego siebie, gdy był w wieku chłopaka.
Mężczyzna przez chwilę przyglądał się Aesirowi z pewnej odległości. Skrócił ją bezszelestnie jednak Loki wydawał się nadal nie zwracać uwagi na przybycie Thranduila. Mało prawdopodobne było jednak to, że go zwyczajnie nie wyczuł czy nie zauważył.
Sindar nie ruszył się ani o krok dalej, nie zaznaczył swojej obecności jednoznacznie. Jedynie wbił zainteresowane spojrzenie w tył głowy pochylonego nad książkami szesnastolatka.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Czw Lip 07, 2016 3:47 am



-Chcę wziąć udział w turnieju - powiedział Loki znienacka, biorąc łyk wina.

Frigga uniosła brwi w zmartwieniu.

-Chłopcze, to niebezpieczne… - kobieta odłożyła sztućce i złożyła ręce przy twarzy. Spojrzała w bok na horyzont i zachodzące słońce. Bała się spojrzeć w jasnozielone oczy dziecka, które wychowała i ukochała.

Letnia posiadłość Aesirów była ulubionym miejscem matki chłopca i właśnie tu przybył w pierwszej kolejności szukając jej. Zaskakująco łatwo było przekonać Odyna, by pozwolił mu opuścić budynek szkolny na weekend. Szkockie wyspy były jeszcze bardziej malownicze niż góry, więc na wyjawienie celu wizyty i złamanie matczynego serca zdecydował się właśnie w tej scenerii, podczas sobotniego późnego obiadu.

-Thor i tak to zrobi - wymamrotał czarnowłosy ślizgon pomiędzy kęsami ryby.

-Wiem… - powoli wstała od stołu i podeszła do barierki.

Ciemna suknia powiewała delikatnie na ciepłym wietrze. Poprawiła kosmyk luźno związanych włosów i obróciła się.

-Ty też to zrobisz, niezależnie od mojego słowa - posłała mu ciepły, acz smutny uśmiech.

-Dlatego wcześniej przyjechałem dostać twoje błogosławieństwo - młodzieniec oparł się łokciem o stół i spojrzał na matkę.

Piękna kobieta, którą nazwał matką uczyła się w Beauxbaton i prawdopodobnie stamtąd przywiozła swoje delikatne usposobienie. Francuskie maniery nie zanikły, nawet po tylu latach z gryfonami w Szkocji.

-Jesteś rozsądny. Znacznie rozsądniejszy niż twój brat - powiedziała bardziej do siebie, niż do syna, zwracając się ponownie ku wodzie. - I bardzo inteligentny. Jestem pewna, że dałbyś sobie radę - jej głos posmutniał jeszcze bardziej. - Odyn z pewnością bardzo chce, byś wziął udział i przyniósł chwałę szkole, jak on dawno temu - zamilkła na chwilę. - Dobrze, weź udział. Spraw, by twój ojciec był dumny.

°°°

Ostatnio wolne chwile spędzał w bibliotece, na przemian ucząc się, pisząc referaty oraz szukając informacji na temat swojej przypadłości. Wciąż nie dał za wygraną i chciał znaleźć chociażby cokolwiek. Przy okazji zapoznał się nieco głębiej z pojęciami oklumencji i legilimencji. Wiadome było, że jeśli Galadriela się zgodzi, to nauczy go tylko obrony przed wtargnięciem do umysłu.

Tym razem wczytywał się w historyczne książki o Turniejach Trójmagicznych. Odyn sam brał udział w jednym z takich turniejów, ale do tej pory Loki wiedział tylko, że wygrał puchar dla Hogwartu. Dopiero teraz dowiedział się, że podczas jednego z zadań popełnił karygodny błąd. Zaczytywał się właśnie w opisy przypadków śmiertelnych, gdy natrafił na notatkę dotyczącą śmierci z 1862 roku.

“(...) przedstawiciel Hogwartu, Odyn Aesir, popełnił skandaliczny błąd. (...) Czyn nastolatka kosztował życie jego współreprezentantki, Kristen Helm. (...)”

Nie zdążył doczytać, co takiego zrobił Odyn, gdyż poczuł znajomą aurę, zbliżającą się ku niemu. Postanowił zostawić tą sprawę na później, gdy nie będzie nad nim wisiało ryzyko spotkania profesora. Delikatnie zamknął książkę i włożył ją pod inne podręczniki. Miał zamiar zabrać ją ze sobą do dormitorium. Zgarnął księgę od zaklęć i zabrał się do pisania eseju dla profesora Flitwicka. Gdy źródło potężnej mocy, to jest profesor Sindar, zbliżył się na tyle, by rozproszyć chłopca, on spróbował skupić swoją uwagę na tym, co pisze. Było to trudne, zważywszy na uporczywy wzrok, świdrujący go z daleka. Poprawił spadającą zieloną spinkę i zajrzał do książki. Zdecydował udać, że wcale nie wie o obecności nauczyciela i pozwolić mu się obserwować.

Po kilku minutach okazało się, że zadanie zlecone przez karłowatego maga wymagało jeszcze przynajmniej dwóch innych książek, z których jedna niefortunnie spoczywała na regale obok Sindara. Rozważył swoją sytuację, po czym stanowczo wstał i ruszył w kierunku półki z książkami. Wiedział, po co idzie; już nie raz korzystał z tej księgi. Zwolnił koło nauczyciela i uśmiechnął się do niego.

-Dzień dobry, panie profesorze.

Źle wymierzył odległość i otarł się o ramie mężczyzny. Jak gdyby nigdy nic oparł się o regał i stanął na palcach, próbując dosięgnąć książki. Zupełnie zapomniał, że spoczywała na wysokiej półce, a on zostawił różdżkę jako zakładkę do podręcznika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Czw Lip 07, 2016 5:30 am

Ojciec Thranduila nie był wylewnym mężczyzną. Obchodził się ze swoimi dziećmi jak z niepotrzebnym balastem, często zdradzał matkę Thranduila, bywał także okrutny. Reprezentował wszystkie najgorsze cechy czystokrwistego czarodzieja – pychę,  bezduszność i arogancję. Miał także własne skazy, niektóre nabyte, inne jednak będące rezultatem kazirodczych skłonności jego przodków.
Thranduilowi nie było przykro patrzeć na jego smutny i głupawy koniec.
Ale to właśnie on z nich dwóch – Thranduil – nigdy nie powinien był zostawać ojcem.
***

Przygotowania do Turnieju rozpoczęły się na dobre. Rozmawiali o tym wszyscy począwszy od uczniów, a skończywszy na współpracownikach Thranduila, który musiał słuchać podekscytowanej wrzawy niemal w każdej przerwie od swojej pracy. Frustrowało go to na tyle, że od pewnego czasu zwykł zamiast pojawiać się w Wielkiej Sali na posiłkach, jadać w innych godzinach samotnie. Nie było to zresztą nic niezwykłego jego zdaniem. Najzwyczajniejsze w świecie udogodnienie.
A im mniej czasu pozostawało do końca września, a początku października, tym trudniej było umknąć wątkowi Turnieju.
***

Bywał w bibliotece równie często co kiedyś. Winił za to sentyment i zbyt wiele wolnego czasu. Miał oczywiście chwilę na to, by przechadzać się po błoniach, by w następnej znaleźć się w bibliotece bez wyraźnego powodu.  Być może tylko po to, by doświadczyć tej wzniosłej ciszy, z którą obcować można jedynie tylko między regałami licznych książek.
Nic zatem dziwnego, że skoro bywał w bibliotece to natykał się kilkakrotnie na Lokiego. Mógł go wtedy obserwować z większej odległości. Rzadko kiedy poświęcał samej obserwacji cały swój czas spędzony w bibliotece. Rzadko kiedy, a jednak w jego mniemaniu zdecydowanie zbyt często.
Stopniowo tracił zdolność do oderwania wzroku od Lokiego. Było w tym chłopcu coś, co zwracało bezwarunkową uwagę Thranduila. Chwytało wówczas go w trans i nie pozwalało zerknąć w bok, by oderwać wzrok.
Loki nie był zwyczajny. Sindar nie zwykł tego przyznawać na głos, ale tym razem musiał oświadczyć, że nie jest możliwym stwierdzić, by chłopiec był inny od wyjątkowego.

 -Dzień dobry –odparł Sindar na przywitanie Lokiego. Doskonale też wiedział już w następnej chwili co też skłoniło chłopca do podniesienia się z miejsca, które zajmował jeszcze chwilę temu.
Jego wzrok spoczął na twarzy chłopca, po czym za jego spojrzeniem podążył do przedmiotu pożądania szesnastolatka. Sięgnął po nią w następnej sekundzie i bez pośpiechu wręczył wolumin Aesirowi.
 -Czegoś jeszcze potrzebujesz? –spytał, mimowolnie nieco kpiącym tonem.

Chłopiec z powrotem zajął swoje miejsca. Thranduil zbliżył się do zajmowanego przez Lokiego stanowiska i usiadł w niewielkim oddaleniu od chłopca.
 -Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko jeżeli się przysiądę –odezwał się.
Następną chwilę znowu  milczał i przyglądał się temu, nad czym też pracuje Loki. Nieszczególnie interesowało go to, co konkretnie robi, ale raczej sam chłopak.
Thranduil zatem wsparł łokieć na biurku, a na dłoni własny podbródek i po raz kolejny wbił swoje zainteresowane spojrzenie w młodego czarodzieja.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Pią Lip 08, 2016 2:59 am



Patrząc mężczyźnie w oczy, spokojnie zaczekał, aż opieszale odda mu upragnioną księgę. Delikatnie skinął głową i oddalił się do stołu, z udawanym zainteresowaniem wpatrując się w przypadkowa stronę. Usiadł na miejscu i przekartkował książkę do prawdziwie interesującej go strony. Skoro ojciec jego przyjaciela tak nachalnie go obserwuje, a on i tak nie miał nic lepszego do roboty, to czemu by nie wykonać zadania na stopień wybitny i podnieść się trochę w oczach niskiego nauczyciela. Ostatnio i tak miał z nim na pieńku, zwłaszcza po tym, jak podczas powtarzania zaklęcia dodającego przedmiotom nogi, Loki zaczarował kubek Flitwicka. Porcelanowe naczynie, zszokowane nagłą zmianą w budowie, zaczęło biegać w kółko, aż w końcu spadło na ziemię i się rozbiło. Chłopiec został zatrzymany po lekcjach, by posklejać także inne przedmioty. Ku szczęściu młodego Aesira, pozwolono mu użyć magii.

Zaklęcia niewerbalne. Ze względu na swoją znajomość tematu i wcześnie opanowaną umiejętność, dostał w pracy domowej tylko referat. Inni uczniowie wciąż bezskutecznie praktykowali te zaklęcia w dormitoriach, więc w bibliotece nie zauważył szóstoklasistów. W ogóle kręciło się tu niewiele osób; głównie młodsze roczniki. Było to na rękę nie tylko chłopcu, ale też nauczycielowi. Jak mieliby wytłumaczyć zaistniałą sytuację?

-I tak nie mógłbym pana powstrzymać - uśmiechnął się pod nosem i umoczył pióro w atramencie, nie spoglądając nawet w jego stronę.

Pióro było mu nadzwyczaj lekkim i po około dwudziestu minutach kończył już pierwszą stronę. Jak się okazało, dobra passa skończyła się wraz z ową pierwszą stroną. Zupełnie nie wiedział o czym napisać. Coś takiego nie zdarzyło mu się nigdy przedtem. Nie chciał jednak pokazać tego po sobie, więc ponownie otworzył przypadkowy rozdział i udał zaciekawienie nim. Tak na prawdę rozważał za i przeciw swojego pomysłu. Ostatecznie więcej było za. Skoro Sindar i tak siedział bezczynnie, obserwując go, to nic nie stało na przeszkodzie wysłużenia się nim. Poza tym, wymarzyła mu się ocena wybitna. Loki podrapał się lewą ręką po szczęce i uniósł drugą, trzymającą pióro, do twarzy. Oparł się na niej i przez chwilę patrzył w kartkę. Lewą przewrócił kolejną kartę księgi i pogładził w zamyśleniu stare strony. Spojrzał ponownie na parę słów zapisanych na pergaminie. Wolno obrócił głowę na profesora, a ich oczy spotkały się. Chłopiec uwielbiał inicjować kontakt wzrokowy, ale z tym mężczyzną było inaczej. Nie sprawiało mu to takiej przyjemności, jak zakłopotane lub rozgniewane spojrzenia innych dorosłych. Patrząc w jasnoniebieskie oczy czuł coś innego. Coś, czego jeszcze nie potrafił nazwać.

-Co pan wie o zaklęciach niewerbalnych, panie profesorze?

°°°

Niecałe dwie godziny później stał w gabinecie nauczycielki transmutacji. Wiedza białowłosego czarodzieja okazała się bardzo przydatna, a sam Thranduil skory do pomocy. Prawie godzinę rozmawiali o różnych dziedzinach magii niewerbalnej, a referat dla profesora Filiusa wyszedł lepiej, niż chłopiec się spodziewał.

-Oklumecja? Legilimencja? Co to za nowy wymysł? - rozbawiona Galadriela uniosła brwi, spoglądając w chłopięce oczy. Spod błękitu wyraźnie przebijał zieleń.

-Pomysł z ostatniej chwili. Chcę się nauczyć czegoś nowego - odpowiedział jej Loki z infantylnym uśmiechem.

Okrążyła pokój i stanęła przy oknie swojego gabinetu. Rozważała jego prośbę. Dobrze znała historię chłopca. Wiedziała też, że Thranduil się nim interesuje. Oklumencja mogłaby być mu przydatna.

-Dobrze. Przyjdź do mnie jutro po lekcjach i zobaczymy, czy masz talent - uśmiechnęła się i odwróciła do niego. Bardzo przypominała żonę Odyna. Prawdopodobnie dlatego jego syn darzył ją tak dużym szacunkiem. - Jednakże mogę cię podszkolić tylko w oklumencji.

Mocno zaakcentowała słowo “tylko”. Tak, jak Loki się spodziewał. Wyglądo na to, że będzie musiał znaleźć innego nauczyciela legilimencji.

-Idź już. Nie masz przypadkiem jakiejś kary do odbycia?


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Pon Lip 11, 2016 2:42 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Nie Lip 10, 2016 2:29 am

LONDYN

 -To nie Irlandczycy! –zagrzmiał, podrywając się do góry miejsca jeden z aurorów. Wszystkie oczy skierowały się ku niemu, nikt jednak nie odezwał się jeszcze przez następne pare sekund.
Gdy jednak minął pierwszy szok, chwytając się ramienia towarzysza do góry podniósł się zajmujący miejsce obok, nieco starszy współpracownik pierwszego z nich.
 -Muszę przyznać rację Thorinowi –odezwał się dobrotliwym tonem i jego wzrok na chwilę spotkał się z posyłanym ku niemu spojrzeniom podsekretarza ministra. Sama minister pozostawała chłodna i wyglądała na niezbyt przejęta wybuchem szefa Biura Aurorów.

Przez chwilę w powietrzu zawisła cisza. Przerwał ją – podejmując myśl – Balin.
 -Nie mamy pojęcia z czym się mierzymy, ale niewątpliwie naszemu światu coś zagraża –powiedział i ponownie przyjrzał się reakcji, by dodać następnie… –Ktoś.
 -Inni spiskowcy? – zasugerował znudzonym tonem podsekretarz.
 -Czarnoksiężnik –wycedził niemalże Thorin. –Każdy dzień zwłoki będzie nas kosztował setki niewinnych ponoszących śmierć.
 -Macie jakieś dowody na istnienie rzekomego czarnoksiężnika? –spytał kpiąco podsekretarz i posłał chytry uśmiech Thorinowi. –Jakieś…nazwisko?
Wściekłe spojrzenie podążyło od jednej osoby do drugiej, lustrując twarze wszystkich zebranych.
 -Już niedługo wszyscy się przekonacie kim jest i do czego jest zdolny… ale wtedy już będzie za późno. Dla nas wszystkich.
***

Do czasu uroczystego rozpoczęcia Turnieju Trójmagicznego pozostawały godziny. Już jutro o tej samej godzinie odbędzie się odsłonienie Czary Ognia, a w przeciągu następnych godzin, dnia następnego – ujawnieni zostaną reprezentanci Hogwartu.
Większość składu delegacji uczniowsko-nauczycielskiej  była już znana wśród dotyczącego tej kwestii grona.
Jednym z wielu delegatów był Thranduil. Poza nim wytypowanych zostało jeszcze dwóch innych nauczycieli oraz kilku uczniów z klas siódmych.

Plotki już krążyły. Na ustach wszystkich pojawiały się różne nazwiska jednak trzy z nich najczęściej. Były to te należące do Legolasa, a także to Lokiego czy Natashy. To drugie spośród trzech pojawiało się zresztą najczęściej. Wyglądało na to, że nikt nie ma już wątpliwości odnośnie tego czy Loki wrzuci swoje nazwisko do Czary. Nawet on wydawał się być już do tego przekonany. To miejsce drugiego kandydata było niepewne.
Thranduil miał nadzieję, że Czara nie wybierze Legolasa. Mógłby nawet pokusić się o stwierdzenie iż Czara tego nie zrobi. Nie dopóki to on jest ojcem chłopaka.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Pon Lip 11, 2016 3:03 am



-Loki weźmiesz udział? - Anabelle złapała Lokiego za ramiona z zaskoczenia.

Korytarz na drugim pietrze był pusty, wiec głos ślizgonki rozbrzmiewał echem.

-Legolas się wycofał, ale Bartley chce spróbować.

-A ty? - zapytał chłopiec, z ustami pełnymi jogurtu waniliowego.

Anabelle próbowała prowadzić dialog jeszcze przez chwilę, prawdopodobnie przypominała, dlaczego nie startuje w pokazie sił magicznych, ale młody Aesir już odpłynął. Pomiędzy świergotaniem koleżanki rozważał, którego nauczyciela poprosić o mentorowanie. Galadriela zdawała się dobrą opcją, lecz jego myśli stale odpływały ku Sindarowi. Profesor wydawał się silniejszym czarodziejem. Ba, wydawał się. Oczy chłopca same ukazywały, jak silniejszym czarodziejem był. To byłoby rozsądnie i strategiczne posunięcie. Jego rozważania zostały ponownie przerwane. Na szczęście przerwany został także monolog Anabelle.

-Hej, Aesir- rozległo się wołanie starszych ślizgonów.

-Aesir, stój - dwa głosy bliźniaków rozbrzmiewał przez siebie.

Czarnowłosi bracia dopadli młodszych uczniów i wzięli chłopca pod ramiona.

-Słuchaj. Cześć Hines. Słuchaj Loki - rozbrzmiewało z dwóch stron chłody młodego Aesira. - Co to za spinki? Loki, bierzesz udział w turnieju? Jasne, że bierze, idioto - trudno było rozróżnić właścicieli głosów w tej kakofonii dźwięków. - Jakbyś potrzebował pomocy w czymkolwiek, to do nas. Jedziemy w delegacji.

Skinął tylko głową i, nie zważając zbytnio na kolejny monolog prowadzony do niego, kontynuował swój jogurt. Ku uciesze chłopca i ta “rozmowa” została przerwana. Tym razem zrobił to sędziwy czarodziej, którego zwał ojcem. Jego zbliżającą się obecność wyczuł już jakiś czas temu i tylko czekał, aż wyłoni się zza rogu, by rozgromić starszych uczniów.

- Loki - Odyn uśmiechnął się na widok syna. - Chodźże ze mną, mam do ciebie interes.

Nie zważając na trójkę ślizgonów, zajadając się wolno jogurtem, podążył za dyrektorem Hogwartu.

- Frigga powiedziała mi, że chcesz wziąć udział w turnieju - powiedział czarodziej, gdy tylko skręcili w cichszy korytarz. - Powiedz, wybrałeś już sobie patrona?

-Mmmh, jeszcze nie - mruknął przełykając posiłek. Nie powinien jeść rozmawiając z nauczycielem, a zwłaszcza dyrektorem szkoły, ale dorośli już dawno zaakceptowali brak szacunku ze strony chłopca.

-Myślałeś chociaż o kimś? Jak wiesz, ja nie mogę ci mentorować, ale…

-Jeszcze nie - urwał. Tak naprawdę był coraz bardziej skłonny poproszeniu nauczyciela OPCM.

-Myślałeś o profesorze Sindarze? To dobry czarodziej. Prawdopodobnie najlepszy z nauczycieli w Hogwarcie - powiedział spoglądając w zielone młode oczy.

-Rozważę - odparł krótko. Byli w pobliżu kuchni, a Loki miał ochotę na kolejny jogurt. - Wybacz mi, muszę iść.

Wchodząc do kuchni wyczuł ponowną zmianę aury. Silna energia kierowała go w stronę jednego z zakamarków pomieszczenia. Jego oczy z pewnością zmieniły kolor, gdyż parę skrzatów posłało mu zdziwione spojrzenia. Wyrzucił puste opakowanie i sięgnął po następne. Ze srebrną łyżeczką w jednej dłoni i truskawkowym jogurtem w drugiej wolno zbliżał się do źródła mocy - wcześniej wspominanego profesora Obrony Przed Czarną Magią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Sob Lip 16, 2016 6:58 am

 -Nie możesz mi po prostu zabronić wrzucać imienia do Czary Ognia…ojcze –cedził Legolas, ledwo powstrzymując się od podniesienia na Thranduila głosu. Mimo, że wcześniej, jeszcze chwilę temu był ostoją spokoju – teraz frustracja kipiała w nim, a on nie potrafił znieść niesprawiedliwości, której dane mu było posmakować jedynie z tytułu tego, że jego ojcem był nie kto inny, a Thranduil.
Podczas zaś tego jak Legolas mierzył wyższą sylwetkę ojca rozsierdzonym wzrokiem – ten pozostawał niewzruszony. Młody czarodziej dostrzegł jednak w oczach starszego coś na kształt kolejnego zawodu, którym karmiło go żałosne zachowanie Legolasa.
Ów zaś widok wywołał w Legolasie wstyd.
 -Wybacz mi, ojcze –mruknął po dłużej chwili wpatrywania się w ziemię pod swoimi stopami. –Chciałem tylko…
 -Dość –przerwał mu wpół słowa Thranduil i tym samym wywołał w Legolasie niemal o wiele widoczniejsze torsje. –Doskonale wiesz, że nie robię tego na przekór tobie, synu –odparł ostrym tonem mężczyzna i skrócił odległość dzielącą go od syna o jeden krok. –Nie pozwolę ci się zbłaźnić.
Chłopak zamrugał gwałtownie jednak nie odezwał się już ponownie. Skinął krótko głową i pozwolił odesłać się do dormitorium Slytherinu.
Jasnym było, że nie zdoła się sprzeciwić woli ojca. Jakkolwiek trudne by to nie było – przełknie swój żal i dumę po czym usiądzie pośród widowni i będzie przyglądał się wiwatowi Lokiego.

***

Do uroczystej ceremonii odsłonięcia Czarny Ognia pozostawały już minuty. To właśnie na dzisiejszej uczcie zostaną wyłonieni reprezentanci.
Thranduil nie mógł uwierzyć w to, że minęło tak niewiele czasu odkąd rozpoczął się rok szkolny. Czas dłużył mu się niemożliwie, a mimo, że codziennie miał tak wiele pracy przy uczniach – wciąż pozostawało mu wiele czasu na rozmyślanie o tym, jak wiele mógłby zrobić w tym momencie, w którym marnuje swój czas na coś zupełnie nieistotnego. Oczywiście – mógłby w każdej chwili stwierdzić, że już nie ma ochoty ciągnąć tego i wrócić do domu, ale gdyby tak właśnie wyglądało wypełnianie swoich obowiązków – Thranduil nigdy niczego by przecież nie skończył. Byłby teraz nikim.
Dlatego miał zamiar zostać. Jednym z decydujących czynników, które za tym także przemawiały, była przemożna chęć dotrwania do końca i doświadczenia go na własnej skórze. Innymi słowy – ciekawość była silniejsza od niechęci, którą żywił wobec  stagnacji.

Loki zjawił się w kuchni w chwilę po tym, jak zawitał tam Thranduil w poszukiwaniu swojego kąta dla siebie.
Dostrzegając chłopca na końcu pociągłego pomieszczenia – na usta Sindara mimowolnie wkradł się figlarny uśmiech.
Thranduil znał już prawdę o tym, do kogo Loki udał się szukając pomocy w ochronie swojego umysłu. Z początku oczywiście z całą mocą tego nietypowego, ludzkiego uczucia poczuł swego rodzaju zazdrość względem wyboru Lokiego. Później zaś, gdy pojawiło się zrozumienie – Sindar zdołał dostrzec w tej całej sytuacji nutkę komedii.
 -Loki –mruknął na przywitanie. Jego wzrok jednak podążył ponownie ku tym nieszczęsnym spinkom wpiętym w aksamitnie czarne włosy Aesira, a ów widok ponownie spowodował w Thranduilu odrobinę charakterystycznego pożałowania.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Sro Lip 20, 2016 2:18 am



Chłopiec delikatnie skinął głowa i przeszedł cała długość metalowego stołu, a następnie stanął za plecami nauczyciela. Udał zainteresowanie jednym ze zlewów i niezbyt delikatnie wrzucił tam swoją mosiężną łyżeczkę. Sztuciec upadł głucho na wilgotne dno. Chłopiec wykrzywił lekko usta w zamyśleniu. Przeszedł parę kroków i wziął czysta łyżeczkę, którą uniósł na poziom oczu. Przyjrzał się swoim zielono żółtym tęczówkom. Przesunął łyżeczkę i spojrzał w odbiciu na jedzącego profesora. Odwrócił się gwałtownie i wolniej obszedł stół z drugiej strony.

Usadowił się na stole w odległości paru metrów od mężczyzny. Początkowo chciał zapytać o patronowanie mu w turnieju, lecz zdecydował poczekać z tym do momentu, gdy - jeśli w ogóle - zostanie wybrany na reprezentanta. Tym razem Sindar nie mógł spenetrować umysłu chłopca i odpowiedzieć na niezadane pytanie, gdyż nauki pobierane u Galadrieli okazały się nadzwyczaj owocne. Kobieta poprosiła nawet Odyna, by w miarę niepostrzeżenie użył na młodym ślizgonie legilimencji. Starzec zawiódł, co oznaczało tryumf (i wygrany zakład) czarownicy. Teraz pozostawało tylko znaleźć kogoś, kto nauczyłby go legilimencji. Najlepiej jeszcze przed turniejem. Tak czy inaczej, myśli Lokiego były bezpieczne, więc nie musiał ograniczać swojej podświadomości.

Skoro już tu siedział, to jednak przydałoby się o czymś porozmawiać. Wybrawszy jedno z dwóch innych, mniej interesujących go pytań, już otwierał usta.

-”Nie lubi karpia.” Kogo to obchodzi?! To tylko głupi kot! - pomarszczony skrzat domowy wkroczył do pomieszczenia, mamrocząc do siebie.
Zatrzymał się i zamilkł, skoro tylko dwie pary oczy powędrowały w jego stronę. Młode oczy posłały mu zirytowane spojrzenie, lecz te jasnoniebieskie ewidentnie nieprzyjemnie świdrowały Labreya. Skrzat zmarszczył się jeszcze bardziej i mamrocząc coś nowego wyszedł z kuchni.

-Więc - zaczął głośno i swobodnie Aesir, odwróciwszy się w swoją stronę. - Wie pan, panie profesorze, czemu Legolas nie chce startować w turnieju? Jest bardzo skryty w tym temacie.

Spojrzał czarodziejowi w oczy, wolno podnosząc łyżkę z jogurtem do ust i subtelnie zgarnął różowawą emulsję młodzieńczymi wargami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Pią Lip 22, 2016 1:42 am

Thranduil mógł zgadywać tylko o czym myśli Loki. Próbując wedrzeć się do jego umysłu – poległ. Bariery postawione przez chłopca były silne, a było tak tylko dlatego, że uczył go sztuki oklumencji nie kto inny, a Galadriela – być  może jedna z najpotężniejszych czarownic, jakie znał Thranduil. Oczywiście – miał na myśli tylko swoje pokolenie.
Nic jednak nie było w stanie zmienić faktu, że Loki tym razem potrafił ochronić się przed penetracjąThranduila, który od tej pory już nie mógł zaglądać do myśli Lokiego ani ich kontrolować czy na nie wpływać. Dlaczego jednak miałby to kiedykolwiek wcześniej robić? Być może myśli Lokiego były atrakcyjne i pochlebne, gdy te dotyczyły Sindara, ale kontrola nad chłopcem była Thranduilowi dalece potrzebna.  Dlatego też przyjął świadomość chronionego umysłu Lokiego ze spokojem. Chłopiec lubił się bawić, a Thranduil przecież już wcześniej rzucił Aesirowi wyzwanie, które ten obecnie – zgodnie z przypuszczeniami Thranduila – podjął.

Loki zajął miejsce obok i już miał otworzyć usta, by coś powiedzieć, gdy w słowo wszedł mu skrzat domowy. Thranduil w jednej chwili posłał stworzeniu potępiające spojrzenie, a gdy tylko skrzat usunął się z pola widzenia – jego wzrok ponownie powędrował ku Lokiemu.
Chłopiec ponowił próbę odezwania się, ale słowa, które opuściły usta Lokiego wcale nie ucieszyły Thranduila, a nawet nieco zniecierpliwiło go pytanie dziecka. Nie miał jednak zamiaru zignorować dociekliwości chłopca.
 -Zabroniłem mu –odezwał się beznamiętnie Sindar. –Jeżeli już musisz wiedzieć… –dodał z niejakim zirytowaniem, ale nie odrywając wzroku od Lokiego i jego ostentacyjnych działań.
 -Jego matka nie pochwaliłaby jego udziału ani mojego przyzwolenia do tego –wyjaśnił, z trudem spuszczając spojrzenie na swoje niedokończone wciąż danie.
Legolas nie mógł tego wiedzieć. Chłopiec był zbyt arogancki by dostrzec coś poza swoim czubkiem nosa i dlatego też Thranduil wiedział, że udział chłopca byłby tylko pomyłką czy też okropnym upokorzeniem dla niego i dla jego ojca. Legolas był słaby i skoro Thranduil miał jeszcze wpływ na jego wybory – chciał powstrzymać syna od popełniania tak oczywistych błędów. Chłopiec chciał sławy, chciał także udowodnić, że jest coś wart poza tym, jak widzi go ojciec. Turniej miał mu jednak zapewnić coś zupełnie innego – wstyd.
Thranduil wiedział, że mimo ogromnych możliwości, a także zdolności magicznych syna – potrzebna mu jest także wytrzymałość i siła psychiczna, której nie posiadał. To nie była kwestia wiary ojca w syna, ale realizmu i chłodnej kalkulacji, która nie dawała Legolasowi szans na wygraną.
Gdy zaś Sindar spoglądał w stronę Lokiego – widział zwycięzcę.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Pią Lip 22, 2016 4:11 pm



Delikatnie skinął głową, wracając w stronę wyobrażenia matki chłopca. Spojrzał przed siebie i przygryzł wargę. Pragnienie ujrzenia zmarłej pani Sindar przepełniało go całego. Nie może zapytać wprost, gdyż Legolas najprawdopodobniej go uderzy i zignoruje na dzień lub dwa. Profesora też nie zapyta, bo to niestosowne. Może gdyby zdjął bariery i sprowokował nauczyciela… Nie. Musi nauczyć się legilimencji i wejść do umysłu przyjaciela. Nie widział innej opcji.

°°°

Wszyscy uczniowie byli podekscytowani. Po sali rozchodziły się szepty, a wokół co silniejszych i dumniejszych uczniów potworzyły się haremiki. Loki znał paru potencjalnych reprezentantów osobiście. James Barnes z jego rocznika i jego cherlawy ukochany, którego pokazowo zmiażdżył na pierwszej lekcji OPCM, byli w centrum największego zgromadzenia Gryffindoru. Oprócz tego rok młodsza gryfonka Natasha była wybranką głównie dziewczyn. Słyszał jeszcze o jakimś młodym krukonie i innym ślizgonie z ostatniej klasy.

Gdy przemowa, której młody Aesir zwyczajowo nie słuchał, skończyła się, a zaczęła uczta, szepty przerodziły się w głośne konwersacje. Głośniejsze, niż zazwyczaj, irytowały chłopaka. Rozważał wyjście z sali i bezpośredni powrót do kuchni, lecz jego plan został udaremniony delikatnym głosem przyjaciółki.

-Widzisz tego ładnego tam? Tego koło tej blondynki – szepnęła Anabelle do Lokiego, który skinął głową. – Xavier. On też startuje. Znam jego brata, Harry’ego. Bardzo miły. A tam siedzi jego chłopak, Edward. Naprzeciwko – ślizgonka była aż nadto podekscytowana, znając wszystkich najbardziej prawdopodobnych reprezentantów. – Xavier jest podobno bardzo dobry i ma największą szanse zostać wybranym.

Przestawszy słuchać koleżanki, Loki przeniósł wzrok na przyjaciela siedzącego z drugiej strony stołu. Białowłosy uczeń siedział ze smętną miną i dłubał w ziemniakach. Przypominając sobie powód odstąpienia Legolasa od turnieju, zdecydował się go nie zaczepiać. Wzięcie jego ojca na mentora było ryzykownym posunięciem w przyjaźni, ale i roztropnym jeśli chodzi o konkurencję.

Spojrzał na stół profesorski, by od niechcenia przejechać wzrokiem po wyższych rangą czarodziejach. Niewątpliwe, że część z nich była podobnie silna, co ów szesnastolatek. Zatrzymał się na Galadrieli, która posłała promienny uśmiech Elrondowi. Nauczycielka transmutacji była tak dobrą kobietą, że to aż nieprawdopodobne. Dobroć przychodziła jej naturalnie i w niczym, co robiła nie było ani krzty fałszu lub zła. Fakt, że żyją w spokojnych czasach; w trakcie wojny możliwe, że sprawy miały się inaczej. Odwzajemnił uprzejmym skinięciem głowy i kontynuował omiatanie wzrokiem dorosłych. Następnie złapał kontakt wzrokowy z profesorem Renem. Mężczyzna posłał mu chłodne spojrzenie, na które chłopak odpowiedział zadziornym uśmiechem. Wydawało mu się, że dostrzegł zalążek uśmieszku w kąciku ust czarodzieja. Prawie na pewno mu się przywidziało, ale warto będzie przyjrzeć się temu bliżej.

Dopił napój z kielicha i wstał.

-Znudziło mi się. Idę do.. gdzieś - położył przyjaźnie rękę na głowie Anabelle i puścił oczko Legolasowi. Uśmiechnął się blado i wyszedł z sali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Sob Lip 23, 2016 4:07 am

Thranduil dotarł do Wielkiej Sali, gdy rozpoczął się już posiłek. Czara Ognia została uroczyście odsłonięta przez Odyna na początku uczty, a teraz większość uczniów zamiast jeść w spokoju swoje jedzenie – niemal nie potrafiła powstrzymać się od zerkania w kierunku Czary i nerwowego poruszania się na miejscu.
Wzrok Thranduila spotkał się ze spojrzeniami każdego z obecnych nauczycieli i wtedy też podążył ku zgromadzeniu Slytherinu, które miało miejsce przy stole Domu. Gdy zaś mężczyzna nie odnalazł wśród uczniów Lokiego ani Legolasa – jego brwi delikatnie drgnęły, by w następnej już chwili wygładzić jakikolwiek grymas na nieskazitelnej twarzy profesora.
Thranduil zajął swoje miejsce przy stole.

***

W momencie, w którym Loki wstał od stołu i przeszedł przez drzwi Wielkiej Sali – Legolas także powoli opuścił pozostałych zajętych posiłkiem i gorliwym wymienianiem spostrzeżeń względem przyszłych reprezentantów.
Ruszył w kierunku wyjścia w ślad za Lokim.
Przyśpieszył kroku, obawiając się tego, że być może gdzieś na korytarzu zgubi przyjaciela.
Przechodząc przez drzwi Wielkiej Sali – rozejrzał się na boki, a spostrzegłszy Lokiego wspinającego się po schodach – ruszył za nim.
 -Poczekaj –warknął do chłopaka, gdy zmuszony został do truchtania za Aesirem. –Poczekaj, mówię.

Od pewnego czasu stopniowo wzrastała w nim zazdrość względem młodego czarodzieja, z którym jął się przyjaźnić od pierwszego dnia swojego pobytu w Hogwarcie. Prawda była taka, że gdziekolwiek by się razem nie pojawili, komukolwiek nie przedstawiłby Lokiego – cała uwaga była kierowana właśnie ku niemu, a nie Legolasowi. Chłopak miał wyrafinowane poczucie humoru, był inteligentny, a w dodatku…  czarujący. Legolas nie mógł znieść tej presji napływającej ze strony ojca, a także w tym samym czasie i Lokiego. Gdy tylko dotarło do jego uszu, że Loki zostając reprezentantem ma zamiar wybrać na mentora jego ojca – coś w nim pękło. W momencie, w którym zaś Thranduil zabronił mu wrzucenia imienia do Czary Legolas miał wrażenie, że coś ciężkiego roztrzaskało się o jego klatkę piersiową, jakby na głowę zostało mu wylane wiadro lodowatej wody.
Tego było zdecydowanie za wiele.  

Legolas chwycił Lokiego za nadgarstek i szarpnął chłopakiem w swoją stronę.
 -Dlaczego się nie zatrzymujesz? –wycedził blondyn i puścił rękę Aesira tak gwałtownie, jak gdyby ta go parzyła.
 -Chciałem z tobą porozmawiać. –Chłopak poczynił krok w tył, oddając do dyspozycji Lokiego więcej przestrzeni osobistej. –Chciałbym żebyś wrzucił moje nazwisko do Czary –odezwał się ponownie. –Ja nie mogę tego zrobić. Obiecałem ojcu, że nie zrobię –dodał nieco mniej pewnie, przestępując z nogi na nogę.
Jego błękitne oczy zajrzały w te równie niebieskie Lokiego, nieco błagalny zyskując charakter spojrzenia.
Legolas nie chciał łamać słowa danego Thranduilowi, a skoro już ma się posuwać do takiego ryzyka jak jego imię wrzucone do Czary Ognia – wykorzysta ku temu Lokiego.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Nie Lip 24, 2016 3:45 am



-To raczej głupi pomysł – zaczął, obserwując słabnącą pewność siebie przyjaciela. Wzruszył ramionami i odwrócił się.

Jeśli Legolasowi tak na tym zależy, to może to dla niego zrobić. Lepiej jednak byłoby dla ich obu, by młody Sindar się wycofał. Blondyn uniknie gniewu ojca, a Loki… tego niezrozumiałego obchodzenia się z nim Thranduila Sindara.

Zrobił parę kroków w stronę schodów, zostawiając drugiego chłopca samego z strapioną miną. Na pierwszym stopniu przystanął, przypominając sobie, że nie dał koledze odpowiedzi. Odwrócił się i posłał mu przyjazny sztuczny uśmiech.

-Wrzucę twoje nazwisko do czary – powiedział zza martwych oczu i ruszył dalej.

Miał nadzieję, że chłopak się jeszcze wycofa ze swojej prośby. Z jednej strony nie chciał pogarszać tego oschłego napięcia pomiędzy ojcem i synem, ale z drugiej trochę zabawy nie zaszkodzi. W najgorszym przypadku weźmie to na siebie. Znowu.

-Co, jeśli czara cię wybierze? – rzucił pytanie w przestrzeń, słysząc kroki za sobą.

-Słucham, chłopcze? – usłyszał kobiecy głos.

Zdezorientowany przystanął, a na jego twarzy pojawił się wyraz zaskoczenia. Odwrócił się i zamiast blondwłosego chłopaczka, zobaczył starszą kobietę. Widział ją już w zamku parę razy, lecz nigdy nie odkrył jej tożsamości.

-Przepraszam. Myślałem, że mój kolega idzie za mną – posłał jej wymuszony zawstydzony uśmiech.

Kobieta uśmiechnęła się przyjaźnie. Loki już miał iść dalej, lecz skoro już nadarzyła się okazja rozmowy z tajemniczą kobietą,  nie można było jej zmarnować.

-Przepraszam, pani…? – posłał jej pytające spojrzenie, ponownie odwracając się do niej.

-Pani Norris.

Norris. Pani N o r r i s. Czy to możliwe, że… Chłopiec z trudem nie zmarszczył brwi w konsternacji.

-Ach, pani Norris – uśmiechnął się. – Miałem wrażenie, iż znam wszystkich pracowników Hogwartu. Odwiedza pani kogoś?

-Mój drogi – zaśmiała się. – Ciekawskiś. Kiedyś ci odpowiem na to pytanie.

°°°

Z racji wczesnej pory i zamieszania (oczywiście powodowanego Czarą Ognia), które wkrótce rozprzestrzeni się do każdego pomieszczenia Hogwartu, Loki Aesir postanowił udać się do Hogsmeade. Nie pierwszy raz wychodził z zamku o randomowej porze dnia lub nocy, więc nie sprawiło mu to problemu, a nawet dało znikomą dawkę radości. Nie spiesząc się szedł brukowaną drogą do Trzech Mioteł. Rozejrzał się po prawie pustym lokalu i zdecydował na pogawędkę z madame Rosmertą. Nie wiadomo, czy z niedoinformowania, dorosłego wyglądu ślizgona, czy zwykłej sympatii, barmanka zrealizowała zamówienie Lokiego na szklankę grzanego miodu. Postawiła przed nim kufel i nachyliła się, ukazując swój obfity biust. Chłopiec tylko spojrzał krótko, oceniając, iż - jak na jej wiek - madame Rosmerta trzyma się niezwykle dobrze, nie tylko na twarzy.

-Startujesz w Turnieju Trójmagicznym? – zapytała, poprawiając jasnobrązowy lok, który spadł jej na twarz.

-Taki miałem plan – spojrzał w zielone oczy i pociągnął łyk trunku.

-Myślę, że dasz radę. Pamiętam ostatni turniej w Hogwarcie. Zadania wyglądały na trudne, ale wszelkie rozmowy na ich temat odbywały się tu, u mnie. Ci reprezentanci nawet nie reprezentowali się ani trochę okazale. Ty za to… - podniosła się z łokci i puściła mu oczko.

Chłopak zaśmiał się. Chwilę później uśmiech zszedł mu z ust, gdyż jeszcze dzisiaj będzie musiał wrzucić dwa nazwiska do czary. Nie będzie to dla niego problemem, lecz nie uśmiechało mu się to także. Po głębszym zastanowieniu, nie znalazł w tym nic, co sprawiłoby mu potencjalną zabawę. Gdyby czara wybrała Legolasa, ten poległby szybko. Niewykluczona była też śmierć. Loki zaczął nawet  rozważać oszukanie kolegi, gdy wyczuł znajome zmiany aury czarodziejskiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Wto Lip 26, 2016 12:59 am

Miał być doskonały jako, że stał się jedynym dziedzicem rodzinnej tradycji, honoru oraz fortuny. Jego matka zmarła młodo, zaraz po jego narodzinach. Nie pamiętał jej najlepiej, a nawet w ogóle, ale…gdyby tu była być może wszystko wyglądałoby inaczej.
  -Zhańbiłeś mnie! –warknął na niego wściekle mężczyzna i ponownie pociągnął za długie, platynowe włosy nisko związane w kucyk.
Na ten niedelikatny gest piętnastolatek syknął ledwo słyszalnie przez zęby. Jego oczy zacisnęły się, powstrzymując cisnące się doń łzy od ścieknięcia po bladych policzkach. Wiedział, że zawiódł ojca bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
 -Za kogo ty się uważasz?! –ponownie krzyknął, nadal trzymając w garści włosy syna. Chłopak chciał i tym razem po prostu poczekać aż wybuch ojca minie, a później zapomnieć o tym. Dlatego też ani ważył się odezwać choć słowem. Doskonale wiedział jak denerwuje to ojca. Nie chciał niepotrzebnie prosić się o więcej problemów.
 -Ja ci pokażę… -syknął niebezpiecznie mężczyzna i ponownie szarpiąc kucyk syna, pociągnął go brutalnie w kierunku rozległej kuchni.
Chłopak szedł za nim posłusznie, próbując za wszelką cenę się nie przewrócić. Nie chciał zostać przewleczony przez podłogę za włosy. Wiedział jak to boli.

Dotarli do kuchni, a tam ojciec niemal wyrwał z zawiasów szufladę. Odszukał wśród kuchennych narzędzi nóż, a gdy tylko piętnastolatek ujrzał w dłoni ojca połyskujący przyrząd – jego gardło zacisnęło się ze strachu, a po chwili opuścił jego usta cichy jęk. Narzędzie kuchenne jednak nie zostało skierowane ku niemu, a raczej nie ku niemu z zamiarem wyprucia trzewi.
Jego ojciec uniósł nóż na wysokość głowy chłopaka, który spróbował wyrwać się z uścisku dłoni na włosach. Nie udało mu się, a gdy poczuł jak jego kosmyki powoli zostają uwalniane od zaciskających się jak imadło rąk ojca – z jego gardła wydobył się przeciągły lament.
 -Nie jesteś już moim synem.
Jego białe włosy zostały brutalnie rzucone na ziemię u jego stóp.


***

Thranduil przeczesał palcami jasne kosmyki i z powrotem jego wzrok podążył do oblicza Odyna, które skierowane było ku niemu wraz z mądrymi oczyma wpatrzonymi także prosto w niego.
 -Sądziłem, że niewiele obchodzi cię los małego bękarta… – odezwał się, zaglądając prosto w spojrzenie starca.
 -Błędnie zakładałeś, że nie dbam o chłopca –powiedział spokojnie mężczyzna. –Jest moim synem.
Thranduil parsknął lekceważąco i poprawił się na fotelu. Ponownie począł rozglądać się z zainteresowaniem po siedzibie dyrektora.
 -Dotrzymam słowa –odparł w końcu po dłuższej chwili ciszy Sindar. –Zapewnię mu także bezpieczeństwo. –Jego wzrok spoczął znów na Odynie, ale tym razem jawnie kpiąc sobie zeń każdym mięśniem twarzy i każdym błyskiem w oku. –Nie myśl sobie jednak, że zrobię to dlatego, że mnie o to błagałeś.
 -Dlaczego zatem?
Uśmiech na twarzy Thranduila zadrgał i znikł.
 -Bo nie mogę doczekać się chwili, w której zechcesz go z powrotem, a on splunie ci prosto na twarz w odpowiedzi.

***


Spotkanie miało się odbyć w Trzech Miotłach. Wiedział już od dawna, że jego misja jest ogromnie ważna.
Potarł zmarznięte ręce o siebie i sięgnął do drzwi lokalu, by je zdecydowanie pchnąć i wejść do ciepłego wnętrza. Mężczyzna rozejrzał się po wnętrzu i od razu spostrzegł trzy tajemnicze sylwetki – dwie z nich siedziały przy jednym stoliku, a trzecia, która najbardziej miała go interesować – oczekiwała go przy barowym blacie. Ruszył doń i zajął miejsce obok mężczyzny.
Żadnego z nich uwadze nie miała także prawa umknąć obecność czwartej sylwetki – szczupłej, niemal chłopięcej budowy.
On i pozostali towarzysze mieli jednak sprawiać wrażenie zainteresowanych jedynie sobą, by nie zwrócić na siebie uwagi młodego czarodzieja, którego tak skutecznie udawało im się śledzić przez ostatni tydzień.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Sro Lip 27, 2016 12:25 am



Drzwiami baru weszła kolejna postać, której niechętnie spodziewał się. Jeden z cieni, przemykających co jakiś czas w jego życiu. Przemykających odkąd pamiętał, a jego pamięć sięgała dawno. Gdziekolwiek się udał, czekał na niego “ukryty” szpieg. Wciąż jednak nie odkrył do kogo należą.

Młody czarodziej obserwował w odbiciu szklanki, jak mężczyzna zbliża się na całkiem bliską odległość i dosiada się do kolejnej obserwującej go postaci. Podpierając głowę na jednej dłoni, drugą bawił się różdżką, kręcąc nią dookoła osi.

-Coś jeszcze podać, kochaniutki? - Rosmerta nachyliła się nad Lokim, po raz kolejny ukazując swój obfity biust. Aesir spojrzał jeszcze raz na hojnie obdarzoną część barmanki i uśmiechnął się, przypominając o swojej orientacji.

-Muszę się zwijać. Mam jeszcze parę rzeczy do zrobienia - mruknął, odsuwając się od blatu.

Wyjął z kieszeni trochę monet i położył je ostentacyjnie na dłoni kobiety. Puścił jej oczko i wyszedł. Z westchnieniem poprawił kosmyk, wyjątkowo nie trzymany przez kolorowe spinki Anabelle. Włożył ręce do kieszeni płaszcza i niespiesznie ruszył do zamku.

°°°

-Legolas prosił, żebym ci to dał - mruknął Bartley, gdy do pokoju wspólnego Slytherinu wkroczył czarnowłosy czarodziej.

Loki wziął od drugiego chłopca pozaginaną kartkę i skierował się do kanapy przy kominku. Upewniwszy się, że nikt nie będzie zaglądał mu przez ramie, otworzył liścik, a ze środka wypadł skrawek papieru z napisanym nazwiskiem.

“Legolas Milon Oropher Sindar”

Loki uśmiechnął się pod nosem i przeczytał krótkie podziękowania za pomoc. Westchnął i podszedł do stołu w kacie pokoju. Na nim leżała przygotowana kupka karteczek gotowych do zapisania własnych nazwisk.
Ślizgonska duma, pomyślał i ponownie uśmiechnął się blado.

Spojrzał na trzynastolatka bazgrzącego dumnie swoje imię na karteczce. “Anthony William Blake”. Dzieciak wyczuł na sobie spojrzenie opierającego się po drugiej stronie stołu starszego kolegę i posłał mu speszone spojrzenie, na które Loki odpowiedział niebezpiecznym uśmiechem.

-”Tygrysie, błysku w gąszczach mroku, jakiemuż nieziemskiemu oku przyśniło się, że noc rozświetli skupiona groza twej symetrii?” - zacytował cicho. - William Blake, “Tygrys”.

Zamaszystym ruchem dłoni napisał swoje nazwisko i posłał rudemu chłopcu jeszcze jedno spojrzenie przez ramię, gdy wychodził z pomieszczenia.

°°°

Wyszeptał urok niewidzialności i złożył dwie karteczki - niewidzialną z nazwiskiem przyjaciela oraz swoją - razem. Na sali przy Czarze Ognia czekała już na niego Anabelle, uspokajająca mały tłumik ślizgonów. Po drugiej stronie pomieszczenia wypatrzył profesora Rena, odganiającego od siebie jakąś małą krukonkę. Zaczekał, aż spojrzy w jego stronę i dopiero po posłaniu złośliwego spojrzenia, podszedł do czary i wrzucił nazwiska. Gdy odwrócił się w ogłuszającej burzy oklasków i gwizdów na jego cześć, w mahoniowych drzwiach zobaczył białą głowę. Profesor Sindar z pewnością już wiedział, co zrobił właśnie Loki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Sro Lip 27, 2016 2:36 am

Zamknął okno komnaty za sobą, gdy gdzieś w gęstych chmurach zniknęła jego sowa.  Rzeczy przybierały nieco nieoczekiwany obrót. Thranduil nie mógł powiedzieć, że nie był na to przygotowany. Właściwie nie wypadało w jego sytuacji nie być gotowym na każdą ewentualność. Dlatego Thranduil nie pozwalał sobie wyglądać na zaskoczonego chociaż w rzeczywistości nie spodziewał się niczego podobnego.
Nie spodziewał się musieć radzić sobie z Lokim.

Jego kroki zaprowadziły go do miejsca pozostawienia Czary Ognia przez Odyna, który nałożył na ów wiele zaklęć ograniczających ewentualne manipulowanie ostatecznym wyborem kandydata przez Czarę. Thranduil także dodał do tej puli parę swoich nim ktokolwiek zjawił się, by wrzucić swoje imię do płomienia.

Loki, wchodząc do ciemnego pomieszczenia, pokoju, gdzie Czara zajmowała swoje najzaszczytniejsze miejsce i zapewniającego nieco więcej prywatności  niż Wielka Sala, nie zauważył Thranduila niemal kryjącego się w cieniach korytarza.
Mężczyzna śledził chłopca wzrokiem, gdy ten majstrował coś przy jednej z kartek trzymanych w dłoni. Po chwili jedna z dwóch zniknęła. Brwi Sindara w tej samej sekundzie zmarszczyły się w dezaprobacie. Legolas był jeszcze bardziej lekkomyślny niż sądził Thranduil. Loki także wcale nie był od niego mądrzejszy.

Stanął w drzwiach, spoglądając w kierunku oklaskiwanego Ślizgona. Ramiona splótł na piersi, wyraźnie dając chłopcu, który zwrócił swe oczy na niego do zrozumienia, że tym razem cierpliwość nauczyciela została znacznie nadszarpnięta.
Loki ruszył powoli w jego stronę, kiedy już rozległa grupa Domowników pogratulowała mu odwagi. Gdy zaś nastolatek znalazł się w zasięgu ręki mężczyzny – ten bez skrępowania po niego sięgnął i zacisnął lekko palce na jego chudym ramieniu. Pociągnął chłopca za sobą na korytarz, a gdy obaj znaleźli się w pewnym oddaleniu od zbiorowiska uczniów opuszczających pokój – Thranduil pchnął chłopaka lekko na kamienną ścianę.
 -Sądzisz, że teraz, gdy nauczyłeś się kilku sztuczek – jesteś nie do rozgryzienia?- –spytał mrukliwie, niemal szepcząc Sindar. Jego niebieskie, niemal lśniące w ciemności srebrem oczy wpatrzone były wprost w te jaśniejące tęczówki Lokiego. Nigdy wcześniej mężczyzna nie był tak blisko chłopaka i teraz magiczny radar młodego Aesira musiał wariować.
 -Mylisz się, dziecko –wycedził niebezpiecznie. –Twoja dyskrecja jest godna pożałowania –zakpił.
To było jego ostatnie ostrzeżenie dla Lokiego.

Thranduil na chwilę odsunął się nieco od Lokiego i pozwolił sobie jedyne na mierzenie chłopaka mało przyjemnym spojrzeniem. W końcu jednak westchnął cicho, a jego mimika nieco zelżała.
 -Następnym razem spróbuj powstrzymać swój buntowniczy temperament i zdaj się na używanie szarych komórek –poradził mu nieco zaczepnie Thranduil, odzyskując humor do zabawy.
 -Skoro jednak zadałeś sobie ten trud nauki oklumencji, szkoda byłoby także nie uzupełnić tych umiejętności o legilimencję –stwierdził mężczyzna i ponownie podążył dłonią do Lokiego, tym razem jednak ku jego włosom, a konkretniej spinkom wpiętym w ciemne kosmyki. Celowo także przemilczał kwestię imienia Legolasa wrzuconego do Czary przez Lokiego.
 -Musisz tylko poprosić –powiedział cicho, wypinając pierwszą, a także drugą i wszystkie pozostałe kolorowe spinki z włosów chłopaka.
Jego palce zamknęły się na chudym nadgarstku Lokiego, który podniosły do góry i obróciły jego dłoń spodem do góry.
Kolorowe spinki zostały mu wręczone, a nadgarstek uwolniony.
 -Możesz przekazać Legolasowi, żeby pojawił się u mnie jeszcze przed ciszą nocną. –To zaś powiedziawszy odstąpił Lokiego o kolejny krok po czym poczynił kolejny w kierunku wyjścia z bocznego korytarza zamku. Mężczyzna kilka kroków dalej zniknął za rogiem.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Sro Lip 27, 2016 4:05 am



Rzucony o ścianę nie czuł się tak pewnie. Czuł omamienie w głowie i ciemność korytarzy rażącą go w oczy. Nigdy nie był tak blisko potężnego czarodzieja. Było w tym też coś innego. Aura profesora przybrała dziwnie znajomy, lecz niemożliwy do zidentyfikowania kształt. Przymrużył oczy i dotknął dłonią kamiennej ściany. Chłód przeszył opuszki jego palców. Chłopiec rozłożył rękę i przycisnął do kamienia. Nie do końca rozumiał słowa wypowiedziane przez profesora, gdyż po chwili zlały się w jedno.

Ciśnienie opuściło młodą głowę dopiero, gdy mężczyzna odsunął się. Ślizgon zamrugał energicznie i spróbował skupić się na słowach, zamiast na głosie. Zmysły wróciły do normy i chłopiec czuł się niejako wolny. Jednak mimo dobrych chęci, zrozumiał tylko koniec wypowiedzi o legilimencji.

Zmysły ponownie agresywnie wyostrzyły się, gdy blada ręka sięgnęła ku jego głowie.
“Musisz tylko poprosić” rozsadzało mu czaszkę od środka. Jednakże było w tym uciążliwym uczuciu coś, co sprawiało, że nie chciał by się kończyło. Coś mu przypominało. Jakieś dawne wspomnienie; dobre wspomnienie.

Uczucie ponownie ustało wraz z dłonią oddająca mu spinki. Nie zauważył nawet, gdy mężczyzna mu je wypiął. Kosmyki opadły mu na twarz, a on sam czuł się jak pobity. Stał jeszcze chwile w bezruchu, wpatrując się w otwartą dłoń. Dokładnie tak samo Aesir oddał Rosmercie napiwek.

°°°

-Twój ojciec chce cię widzieć - rzucił, zauważając białą głowę przy stole. Pod nogi wpadł mu dzieciak, którego spotkał wcześniej. -Witaj, Anthony - mruknął, posyłając mu ten sam niebezpieczny uśmiech.

Złapał Anabelle za ramię i włożył jej do ręki spinki, które całą drogę do dormitorium wbijał sobie w środek dłoni. Nie czekając na odpowiedź żadnego ze ślizgonow, a niejako uciekając przed swoim nowym haremem, udał się do łazienki. Mimo wczesnej pory, był nadzwyczajnie zmęczony. Obwiniając niewielką ilość snu, alkohol i wahania ostrości zmysłów, wszedł pod prysznic.

Na dobra sprawę, profesor Thranduil wyraził jasno ochotę uczenia go legilimencji. Wystarczyło tylko “potwierdzić”. Wychodziło na to, że będzie musiał to zrobić. Nie znał innego tak potężnego czarodzieja. Galadriela wyraziła się jasno - tylko oklumencja. Ojciec, w obawie o swoje interesy, także nie podejmie się tego zadania. Doszły go swego czasu słuchy o profesorze Renie i jego umiejętnościach oklumencyjno-legilimencyjnych, lecz Loki musiałby pokonać swoją własną dumę, by udać się do niego z prośbą. Kylo Ren też nie byłby szczęśliwy, gdyby jego najbardziej upierdliwy uczeń zgłosił się do niego z czymś takim. Chcąc, czy nie chcąc, musiał poprosić Sindara. Poza tym czas go gonił. Opanowanie legilimencji przed turniejem stanowiło nowe ultimatum wzięcia wygrania. Przy okazji będzie mógł spróbować dowiedzieć się czegoś o śledzących go ludziach.

Ciepła woda ściekała po nagim chłopięcym ciele. Zamknął oczy, wsłuchując się w delikatny szum wody. Po głowie chodziły mu kolejne pytania. Czym było to znajome uczucie, towarzyszące tak potężnemu natężeniu mocy? Skąd je znał? A najważniejsze - czemu było tak przyjemne?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Pon Sie 01, 2016 2:33 pm

Legolas żałował swojej butności i tego, ze po raz kolejny zechciał podjąć tak głupie działanie. Teraz to widział. Nie potrafił zrzucić winy na Lokiego jak tchórz. Mimo, ze pierwotnie taki był jego plan - w momencie, kiedy spojrzał ojcu w twarz, wiedział już, ze jego kłamstwa zostaną przejrzane i jeszcze surowiej ukarane.
Dlatego poddał sie karze za nieposłuszeństwo i choć Thranduil potraktował go ulgowo Legolas czuł sie okropnie przez następne godziny i dni, chodząc struty i grymasząc na wszystko. Wdał sie także w bójkę z nieszczególnie znanym mu rudowłosym Gryfonem. Nie był z siebie dumny, a ogromne rozżalenie sięgało w jego ciele kresu wytrzymałości. Nie potrafił także spojrzeć Lokiemu w twarz. Nie ze względu na swoje pierwotne zamiary i wstyd, a najzwyczajniej w świecie nie miał ochoty rozmawiać z kimś, kto był teraz obiektem jego ogromnej zazdrości. W momencie, w którym Sindar zrozumiał czym było to paskudne uczucie - odsunął sie od Lokiego.

Wcale nie polepszyło sytuacji nagle zainteresowanie jego ojca młodym Aesirem. Wiedział, ze on i Thranduil widują sie po lekcjach od dwóch dni w celu jakichś dodatkowych zajęć. Źrodła Legolasa twierdziły, ze czarodziej uczy Lokiego jak wnikać w ludzkie umysły. Inni zaś twierdzili, ze jego ojciec zaprasza Aesira do siebie, żeby móc go w spokoju obmacywać. Te plotki Legolas jednak szybko uciszył bowiem były zbyt obrzydliwe by mogły sie swobodnie rozprzestrzeniać. To kalało honor jego rodziny. Nie wyobrażał sobie, żeby ojciec posunął sie do czegoś takiego jedynie ze względu na to, ze Loki mógł sie wydać czarujący. Jego ojciec miał wyższe priorytety, lubił piękno, ale nie dawał sie zwodzić. Był dorosłym człowiekiem. Nie dałby sie nabrać na wdzięki Lokiego. Oczywiście - Legolas zdawał sobie sprawę z tego, ze należy z życia czerpać bez ograniczania sie do dostrzegania piękna jedynie w osobnikach jednej płci. Jego ojciec wyznawał tę samą politykę, ale Loki był dzieckiem w dodatku synem najbardziej znienawidzonego przez Thranduila czarodzieja na tej planecie. Musiałby stracić zmysły nim spojrzałby na Lokiego z podobnym zainteresowaniem.
Jedynym zatem racjonalnym powodem, dla którego Loki mógłby pobierać lekcje u jego ojca były przygotowania do Turnieju. Mimo jednak tak silnego przekonania - Legolas nadal był zazdrosny.

Dzisiejszego wieczoru na uczcie miało zostać wyłonionych dwóch reprezentantów Hogwartu w Turnieju Trójmagicznym. Wszystko doskonale układało sie, plany szły gładko, a Thranduil był w niezwykle dobrym humorze. Nawet ciągłe rozmowy o Turnieju nie przeszkodziły mu w czerpaniu radości z własnych sukcesów.
W Londynie doszło do dwóch zamachów - terrorystycznych wedle mugolskich wiadomości, a także do kilku strajków w Ministerstwie Magii, które niemal doprowadziły do zwolnienia Podsekretarza Ministra. Wszystko to ogromnie cieszyło Thranduila.

Podszedł do rozległego okna w sali gdzie nauczano Obrony. Czekały go dzisiaj kolejne zajęcia z Lokim. Tym razem był pewien, ze chłopiec jest gotów osiągnąć to, do czego przygotowywał go Thranduil. Nie musiał dostać sie do umysłu Sindara na długo. Gdy tylko mężczyzna miał opuścić swoje bariery nieznacznie - chłopiec miał sie dostać tam, gdzie sądził ze może. Thranduil przez cały czas miał kontrolować tor penetracji Lokiego. Nie mial zamiaru dopuścic go do żadnych znaczących informacji. Pokaże mu tylko to, co chce żeby Aesir zobaczył. Być może nawet zainteresuje to tego konkretnego szesnastoletniego czarodzieja.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Wto Sie 09, 2016 4:12 pm



Kilka minut po rozpoczęciu ceremonii wyłaniającej kandydatów turnieju, Loki wkroczył do Wielkiej Sali i pośpiesznie zajął miejsce przy stole ślizgonów. Prysznic potrwał dłużej niż planował. Czara ognia, przeniesiona z niewielkiej klimatycznej sali, zajmowała teraz honorowe miejsce, tuż przed złotą mównicą Odyna. Wciąż prezentowała się wyniośle, lecz cała otoczka tajemniczości zielonego płomienia zanikła w jasności przestronnej komnaty. Zebrawszy kilka srogich spojrzeń od ojca i kilku innych nauczycieli, spostrzegł, iż wszyscy uczniowie byli już na miejscach. Pełna sala nie zdarzała się często.
Nie musiał czekać długo, by dyrektor Hogwartu dotarł do najbardziej wyczekiwanego - zarówno przez uczniów, jak i nauczycieli – momentu. Powoli podszedł do czary i zaczekał, aż wyrzuci pierwsze nazwisko. Płomienie w końcu przybrały barwę błękitną i karteczka wystrzeliła w górę, po czym spadła na otwartą dłoń starca. Chłopiec przejechał wzrokiem po przejętych twarzach uczniów, wyczekujących na moment, by wybuchnąć oklaskami i wiwatami.

-Xavier Blake Osborn! – rozległ się grzmiący głos, zaraz przygłuszony ledwo powstrzymywaną do tego momentu ekstazą.
Krukoni poderwali się w ekscytacji, oklaskując swojego domownika. Równie silne wiwaty dobiegały ze stołu puchonów i niewiele słabsze od gryfonów. Najmniej cieszył się Slytherin, co nie zdziwiło młodego Aesira. Część była wręcz znudzona. Krukon w Turnieju Trójmagicznym zdarzał się wyjątkowo często. Podparty na dłoni, oczekiwał następnego nazwiska. Ślizgoni byli pewni, że to właśnie on zostanie wybrany, lecz sam zainteresowany tracił swoją pierwotną pewność.

Odprowadził wzrokiem dumnego krukona na środek sali i po raz pierwszy tego wieczora spojrzał na stół profesorski. Nauczyciele uśmiechali się i klaskali, niektórzy mniej energicznie od innych. Uśmiechnął się na widok znudzonego Rena i spojrzał na profesora Sindara. Jego twarz wypełniał delikatny, acz sztuczny uśmiech. Równie delikatny jak jego uśmiech, był jego aplauz dla wybranego chłopca. Zimno patrzył w Czarę Ognia, która w końcu ponownie zmieniła kolor. Uczniowie błyskawicznie uspokoili się i wrócili na miejsca, a z twarzy Sindara zszedł zauważalnie niewygodny uśmiech. Loki spojrzał na swojego ojca, który odwzajemnił jego spojrzenie, posyłając mu otuchę, której najwidoczniej chłopcu brakowało.

Kolejna karteczka wystrzeliła w górę, a na ramieniu Lokiego zacisnęły się paznokcie Anabelle. Była bardziej przejęta, niż on. Skrawek papieru opadł na pomarszczoną dłoń, która zaraz uniosła go do oczu. Twarz Odyna zastygła, po czym wolno przeistoczyła w niespotykanie radosny uśmiech. Mimo próby wstrzymania go, Loki dostrzegł drżące kąciki.

-Loki Aesir! – wykrzyknął mężczyzna zwracając się w kierunku syna.

Paznokcie na jego ramieniu zacisnęły się jeszcze mocniej, a jego uszy wypełnił przeciągły euforyczny pisk. Chłopak wstał w głośniejszej burzy oklasków i zdjął z ramienia rękę przyjaciółki. Uderzył tryumfalnie w stół. Na jego usta wstąpił mimowolny uśmiech. Poklepywany po plecach przez kolegów, obszedł stół i dołączył do drugiego reprezentanta. Idąc, spojrzał ostatni raz na profesora Sindara. Nie zdołał dojrzeć jego miny, lecz oczywistym było, że patrzy na niego. Może nawet był choć trochę dumny. Loki uśmiechnął się szerzej i puścił w jego kierunku oczko.

-Gratulacje – ledwo dosłyszał to słowo w hałasie. Odwrócił głowę do Xaviera i ścisnął mu dłoń.

-Nawzajem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Wto Sie 23, 2016 1:37 am

W burzy oklasków Loki podniósł się od stołu, uderzył w niego, by zaznaczyć własne pierwsze zwycięstwo. Sindar musiał chłopcu przyznać jedno – jego osoba potrafiła porwać tłum jak mało kto. Gryfoni oklaskiwali domownika Slytherinu równie głośno co jego własny Dom.
Uśmiechnął się z rozbawieniem, ledwo zauważalnie pokręcił głową z udawaną dezaprobatą, gdy Loki posłał ku niemu oczko. Ten chłopiec był zuchwały i arogancki, ale w tejże samej chwili niemożliwie pociągający.
Musiał to znosić nie kto inny, a Thranduil, który przyłapał się na tym, że zbytnio nad tym faktem nie ubolewa.

 
***

W kilka dni potem – znany w pełni był skład dwudziestoosobowej delegacji, składającej się zarówno z uczniów jak i nauczycieli. Sindar oficjalnie stał się mentorem Lokiego, a zaś – jak można było się spodziewać – to Elrondowi przypadło patronowanie Xavierowi Osbornowi. To właśnie Noldor był głową Ravenclawu. Ren opiekował się Ślizgonami, a Gryfonami Galadriela. Puchoni przypadli Flitwickowi.
Można by pomyśleć, że Sindar wcale nie będzie miał nic przeciwko towarzystwu Elronda.
Jednak miał.

Szkoła, wybrana na gospodarza, przyjmowała w swoje progi całą delegację oraz reprezentantów z dwóch pozostałych szkół. Działało to na podobnej zasadzie co wymiana uczniowska pomiędzy krajami w szkołach mugolskich. Uczniowie z Hogwartu i Durmstrangu mieli poznać zwyczaje szkoły francuskiej, a kraje nawiązać międzynarodowe przymierze. Zadaniem Turnieju było przypieczętowanie współpracy pomiędzy trzema krajami. W rzeczywistości i tak zawsze chodziło o pieniądze. Podczas, gdy w Turniejach ginęli ludzie –Ministerstwo mogło wówczas robić cokolwiek im się żywnie podobało, bowiem oczy ludzi skierowane były na tanią i niebezpieczną rozrywkę.
Thranduil był wręcz tym wszystkim zachwycony.

***

Każda ze szkół miała swój środek transportu, którym docierała do poszczególnych ośrodków, które okazywały się w kolejnych latach gospodarzami. W przypadku Beauxbatons transportem była karoca zaprzęgnięta w latające konie. Durmstrang posiadał własną flotę morską, więc oczywistym było, że przybędą na statku, gdy nadejdzie czas.
Hogwart nie miał tego pola do popisu. Jednak pociąg poruszający się po tafli oceanu, na torach wyrastających tuż na jej powierzchni wyglądał bardziej niż widowiskowo.

Dotarcie do Beauxbatons miało im zająć kolejnych kilka godzin. Thranduil miał trochę czasu dla siebie, by zastanowić się nad kolejnymi krokami – swoimi, Ministerstw oraz Odyna, którego obecność w tej chwili jedynie mu zawadzała. Sindar szybko zorientował się, że nie potrafi się skupić, gdy starzec badawczo przygląda mu się z miejsca naprzeciwko jego własnego.
 -Masz już dość? –spytał, w końcu się odzywając. Thranduil powoli, niemal ze znudzeniem skierował spojrzenie na niego i już otwierał usta, by odpowiedzieć, gdy Odyn go ubiegł.
 -Nigdy nie miałeś cierpliwości do tego, by mierzyć się z przeciwnikami inaczej niż w pojedynku na brutalną siłę, Thranduilu.
Blondyn przyglądał mu się przez chwilę, patrząc z ukosa. Minęło kilka sekund ciszy nim Sindar podniósł się ze swojego miejsca i ruszył w kierunku wyjścia z wagonu bezprzedziałowego. Nie oglądał się za siebie na starca. Nie ulegał prowokacjom sparciałego manipulatora i krętacza jakim był Odyn. Kiedyś miał w zwyczaju wierzyć w ideały jednak i te, w które wierzył jako dziecko były zupełnie inne od tych, które wyznawali Biali Panowie. Thranduil nigdy nie był nieskazitelny – to na pewno, ale także nie zupełnie mroczny. Sindar oscylował pomiędzy prawdziwą potęgą, która mogła mu zamącić w głowie, a tą, która trzymała go jeszcze przy zdrowych zmysłach.
Stał się Szarym Panem.

Jego kroki sunęły wzdłuż niemal całkowicie pustego pociągu.  Dwudziestu uczniów rozsypało się po wszystkich dostępnych przedziałach, pozostając w mniejszych lub większych grupkach.
Byli też tacy, którzy w swoich przedziałach byli zupełnie samotni.
Thranduil gwałtownie odsunął drzwi jednego z takich.

 -Wolne? –spytał, wskazując na jedno z definitywnie wolnych miejsc. –Pozwolisz, że się przysiądę.
Usiadł naprzeciw chłopca, wygładzając swoją szatę, a po chwili także i podnosząc wzrok na Lokiego.
 -Dlaczego jesteś sami? –spytał, nieco beznamiętnym tonem wcale nie wskazującym na to, że odpowiedź go interesuje. Znał ją.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Wto Sie 23, 2016 4:15 am



Loki Aesir leżał w poprzek kanapy w przedziale Hogwart Expressu. Z podkulonymi nogami, zakrywał dłońmi twarz. Wszystko szło mu nadzwyczaj gładko, ale równocześnie czuł pewien niewyjaśniony niepokój.
Coś na niego czekało.
Legolas poradził sobie ze swoją małą porażką i ojcem, a lekcje legilimencji szły mu nadzwyczaj pomyślnie. Nie mógł narzekać na brak zainteresowania, jak gdyby kiedykolwiek miał ku temu powód. Dotychczasowa atencja jego nieskromnej osoby wzrosła wielokrotnie, a jego egoistyczno-narcystyczna część świętowała. Jedynym jego problemem było prześladujące go uczucie zbliżania się czegoś dużego i nieuniknionego. Czegoś, z czego prawdopodobnie nie wyjdzie z filuternym uśmiechem i enigmatycznie zgarbioną sylwetką.

Gdy drzwi przedziału gwałtownie otworzyły się, chłopiec już otwierał usta, by po raz kolejny wyrzucić kolegów ze swojego przedziału. Jednakże zamiast słodkiego głosu przepełnionego entuzjazmem, dumą i Merlin wie czym jeszcze, usłyszał głęboki i przeszywający głos profesora. Raptownie podniósł głowę.
Dlaczego go nie wyczułem?
Podniósł się i oparł o ścianę. Przejechał dłonią po kruczoczarnych włosach i spojrzał na nauczyciela, który próbował usiąść jak najdostojniej. Młody ślizgon odpuścił sobie elegancką prezentację swojej osoby, a podniósł się jedynie z wyuczonego szacunku. Tak naprawdę rozważał powrócenie do pozycji leżącej.

-Nie lubię pociągów – odparł krótko, odwracając się do okna. Odpowiedź nawet dla niego wydawała się niezbyt nawiązywać do pytania.

Za szybą właśnie pojawił się ocean. Mimo prędkości, z jaką poruszał się pociąg, podróż zajmie im jeszcze parę godzin.

-Poza tym Anabelle jest irytująca – dodał ciszej.

Podróż w towarzystwie rozgadanej ślizgonki oraz zdawkowo traktującego go białowłosego syna profesora nie wchodziła w grę. Znacznie preferował swoje własne towarzystwo, ale nie przeszkadzały mu małe odwiedziny. Profesor Sindar był prawdopodobnie jedyną osobą, której Loki nie miał ochoty wykopać ze swojego przedziału.
Z tego samego powodu kategorycznie odmawiał wrześniowej podróży pociągiem do Hogwartu.

-A pan, profesorze? Czemu nie jest pan z innymi opiekunami – podkreślając ostatnie słowo, rzucił przelotne spojrzenie mężczyźnie.

Odpowiedzią był z pewnością Odyn. Loki również odłączyłby się od niego, skoro nadarzyłaby się pierwsza lepsza okazja.  
Zatopił wzrok w szerokim morskim krajobrazie rozległym aż po horyzont. Krople wody odpryskiwały pod wpływem tworzącego się wiatru, a na zwierciadle rozchodziły się okręgi. Niechętnie przyznał się przed samym sobą, że tory rozprowadzone po tafli oceanu i żelazna maszyna sunąca po nich imponowała mu. Znacznie bardziej wolałby jednak oglądać to widowisko z lądu.
Zmarszczył brwi i zacisnął usta.
Loki Aesir nie umiał pływać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Sro Wrz 07, 2016 9:14 pm

Na widok podrywającego się do góry chłopca, który robił to jedynie z przyzwyczajenia – Thranduil miał ochotę kazać pozostać mu w pozycji leżącej. Powstrzymał się jednak z uwagi na to, że nadal powinien być w stanie wzbudzać w Lokim szacunek, który mu się należał. Powinni przynajmniej zachować pozory.
Nie zmieniało to jednak faktu, że z arogancją Lokiego Sindar zdążył się oswoić i nawet ją na swój sposób polubić. Dlatego nie przeszkadzało mu pozostawanie z chłopakiem w nieco innych stosunkach niż z pozostałymi uczniami.

Ledwie zauważalnie drgnęła jedna brew Thranduila, która powędrowała lekko do góry, gdy Loki odezwał się, udzielając odpowiedzi… zupełnie niezwiązanej z pytaniem.
Jednak następne już słowa mogły być tą odpowiedzią, która powinna satysfakcjonować Sindara.
Mimo wszystko i tak obchodziło go to niewiele.
Thranduil leniwie zdjął swoje spojrzenie z sylwetki chłopaka, gdy ten zainteresował się tym, dlaczego on znajduje się tutaj zamiast być tam, gdzie powinien zostać – to znaczy w przedziale dla opiekunów.
 -Po co pytasz skoro znasz odpowiedź? –Tym także razem głos profesora wydawał się być niemal znudzony, zmęczony, nieco wyniosły.

Przez chwilę wzrok mężczyzny skupił się na monotonnym, błękitnym widoku za oknem. Kątem oka zauważył, że Loki także mu się przygląda.
 -Skoro już tu jestem… –zaczął. –…moglibyśmy odbyć twoją lekcję legilimencji.
Thranduil zwrócił swoje oczy na Lokiego, oczekując, że ten się z pewnością zgodzi na tę propozycję. Być może nie powinni tracić czasu w takiej sytuacji, gdy Loki może skorzystać na cennych wskazówkach Sindara. Nie powinni marnować pozostałego czasu. Było go niewiele. Poza legilimencją Loki musiał też dowiedzieć się kilku innych rzeczy, opanować do perfekcji pojedynkowanie się, latanie na miotle oraz magię niewerbalną. Musiał też w tym czasie poznać jak najlepiej swoich przeciwników, których tożsamość dla Lokiego pozostanie nieznana dopóki wszyscy nie dotrą do Francji. Nie była to ściśle tajna informacja, ale istniała niepisana zasada utrzymania w sekrecie podobnych niuansów związanych z danymi pretendentów na tym etapie.

 -Tym razem niczego ci nie będę ułatwiał –oświadczył Thranduil. –Musisz wypchnąć mnie z umysłu i wykorzystać go przeciwko mnie. –Usta mężczyzny rozjaśnił nieco rozbawiony uśmieszek, kpiący z umiejętności Lokiego, podważający ewentualność sukcesu.
Sam Sindar wydawał się nawet nie musieć specjalnie przygotowywać się do wdarcia się do umysłu Lokiego. Był zrelaksowany. Wyjął jedynie spomiędzy szat różdżkę, zasunął krótkim machnięciem kotary na drzwiach przedziału i rzucił niewerbalnie zaklęcie wyciszające.
 -Jeżeli ci się uda – pozwolę ci zachować wszystkie wspomnienia, które znajdziesz w mojej głowie. –Thranduil być może jeszcze tego pożałuje. Wiedział jednak, że motywacja w przypadku kogoś takiego jak Loki podziała z ogromną skutecznością. Miał także nadzieję, że Lokiemu przypadnie do gustu taka nagroda. Chłopiec był wścibski i na pewno będzie chciał znaleźć coś interesującego w umyśle Sindara.
I jeżeli zostanie tam wystarczająco długo – znajdzie to, cokolwiek go interesowało.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Czw Wrz 08, 2016 2:08 am



Legilimencję, jak i parę innych rzeczy, wciąż planował poprawić, opanować do mistrzostwa, a skoro Sindar sam do niego przyszedł, to chcąc czy nie chcąc, musiał się podszkolić. Było to logiczne rozwiązanie, a przy okazji zatrzymałby profesora u siebie dłużej.

-W porządku - przystał na propozycję, czy raczej narzucony pomysł.

Loki opuścił jedną nogę na ziemię i spojrzał w szybę. Chciał, by odbyło się to z zaskoczenia, pozostawiając Sindarowi dowolny moment. Nie musiał długo czekać, by nauczyciel zaczął atak. Chłopiec był jednak przygotowany. Po tylu lekcjach, hańbą było by nie być przygotowanym.

Świat lekko się rozmył, lecz nie na tyle, by przeszkodzić w swobodnym oglądaniu morskiego krajobrazu. Aesir uśmiechnął się lekko i zdecydował się na zaprezentowanie wspomnienia, nim odwróci to w legilimencję. Nauczony przez mężczyznę siedzącego naprzeciw, samodzielnie wybrał jedno z puli.
Sindar był znakomitym nauczycielem i nie było możliwości powiedzenia inaczej; nawet Loki przyznał się do tej opinii. Pozostawiając czarodzieja przed jedną ze ścian, chroniących jego prywatne myśli, ukazał najzwyklejsze wspomnienie z niedawnego dzieciństwa, wyświetlając je, niczym zdjęcie w gazecie.

Pozwolił, by świat się ostatecznie rozmył. Bezchmurne niebo finalnie zmieszało się z morzem, a błękit przystrojony został drewnianym kolorem ścian pociągu. Niezbyt estetyczna paleta barw przemieniła się w rodzinny krajobraz. Jakiś posiłek, brudny stół, na końcu którego siedział równie brudny czternastoletni blondyn. Nabuzowany, krzyczał coś, lecz głos był przytłumiony. Oczami Lokiego, oboje mogli zauważyć różowy język, infantylnie wysuwający się z ust bruneta. Do oka podążył środkowy palec, odciągając powiekę w dół. Dwie damskie ręce powędrowały gwałtownie w stronę obu z nich, a do kakofonii dźwięków dołączył kobiecy głos.

Nagle wszystko ucichło, a żywy obraz zastygł. Wszystko ponownie rozmyło się w mgle.
Czas, by Loki wszedł do umysłu nauczyciela.

Gwałtownie, za zasłoną resztek swojego wspomnienia, niewerbalnie użył legilimencji. Subtelnie i delikatnie, acz stanowczo prześlizgnął się przez świadomie osłabioną osłonę umysłu. Chwilę zastanowiło go, czy mężczyzna zwyczajnie nie otworzył mu drzwi do środka, lecz czas na takie rozważania będzie miał potem. Teraz musiał szybko działać. Dobrze wiedział, co chce zobaczyć i gdzie to znaleźć. Po niedługiej chwili w końcu znalazł.

Damska sylwetka odwrócona tyłem; długie jasne włosy finezyjnie opadające na ramiona i plecy. Przed kobietą stała postać mężczyzny. Rysy twarzy były dość wyraźne. Loki mimowolnie zmarszczył brwi. Czy to mógł być ojciec jego nauczyciela? Ręka mężczyzny czule spoczywała na ramieniu kobiety. Wszystko inne było nieostre, tylko eksponując dwie postacie. W takim razie, ta kobieta musi być jego matką.

Nie tego szukał.

Kolejne wspomnienie. Ta sama kobieta, wciąż stojąca tyłem. W obrazie zmieniła się tylko osoba  jej towarzysząca. Tym razem przy jej nogach zajmował miejsce mały chłopiec. Aesir rozpoznał w nim Legolasa. Białowłosa pani schyliła się do dziecka i objęła je.
Tym razem skupił uwagę na kobiecie. Jej ciało było za młode na matkę profesora Sindara, a sposób, w jaki hołubiła malca sugerował kogoś bliższego niż babcię.
Matkę?

Kobieta wykonała wolniejszy ruch, ukazując lico. Gdy twarz była już w zasięgu wzroku, wszystko błyskawicznie rozpłynęło się.
Ślizgon został brutalnie wyrzucony z umysłu mężczyzny, pozostawając z jeszcze większym niedosytem. Był tak bliski ujrzenia twarzy matki przyjaciela, a jednak nie udało mu się.

Zmarszczył brwi i delikatnie rozsunął wargi, lustrując twarz Sindara.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Nie Wrz 25, 2016 2:33 am

Thranduil skrywał w swoim umyśle wiele mroczniejszych sekretów związanych nie tylko z własnym życiem, obecnymi rozruchami w świecie magicznym, ale też takie, które dotyczyły wiedzy o pochodzeniu Lokiego. To nie tego Aesir jednak szukał. Sindar wiele ryzykowałby, gdyby nie wiedział tego, jak urocze wartości przedstawia sobą młody Loki. Doskonale bowiem zdawał sobie sprawę z tego, którędy podąży penetracja chłopca. Nie pomylił się i nastolatek szybko dotarł do najbardziej intymnych wspomnień z przeszłości Thranduila.
Z jednej strony według Sindara było to nieco żałosne i nierozważne, z drugiej zaś całkiem… urocze.

Thranduil postanowił przerwać tę szopkę, wyrzucając malca z swojego umysłu i robiąc to brutalniej niż powinien. Mógłby się zemścić, poznać któreś ze wstydliwych sekretów Lokiego, ale to wspomnienie było dla Aesira bezużyteczne, gdy nie znał historii kryjącej się za relacjami rodzinnymi starszego czarodzieja.
Kiedyś, dawno temu rodzina Thranduila była szanowanym, znamienitym rodem, który znany był z ogromnego talentu magicznego. Byli nie tylko bogaci i porozstawiani po wysokich gałęziach politycznych, ale także nadzwyczaj uzdolnieni magicznie. Moc przekazywana była we krwi.
Jednak ich sława przeminęła wraz z poprzednim dziesięcioleciem, gdy Thranduil dorósł do objęcia politycznego stanowiska.
O korzeniach Sindarów zaginał słuch na wskutek hańby jaką przyniósł temu nazwisku nie kto inny, a właśnie Thranduil.
Cień podejrzenia o morderstwo własnego ojca skutecznie wstrzymał rozwój kariery czarodzieja, a w tej sytuacji ujawniona przeszłość mężczyzny wcale nie ratowała prestiżu jego nazwiska.
Loki jednak był za młody by znać historie, którymi karmiło się środowisko dystyngowanych, czystokrwistych czarodziei.
Odyn był doskonale uświadomiony, nawet lepiej niż ktokolwiek z wcześniej wspomnianego towarzystwa. Odyn bowiem znał prawdę, o której inni nie mieli pojęcia.

Usta Thranduila wykrzywił kpiący uśmiech, gdy jego ramiona wygodnie opadły na oparcie kanapy. Dłoń mężczyzny podążyła do jego twarzy, by zasłonić palcami poszerzający się grymas rozbawienia.
 –Nie wiem czy powinno mnie martwić to, że to właśnie tego zacząłeś szukać, gdy tylko wpadłeś do mojej głowy –powiedział z wyraźnie pobrzmiewającą wesołością w głosie.  –Naprawdę interesuje cię taka drobnostka, Loki? –spytał, nie wytrzymując i cicho chichocząc pod nosem oraz po chwili łapiąc między długie palce zabłąkany kosmyk włosów z twarzy i umiejscawiając go za uchem.
Skoro tak miało to wyglądać, to Thranduil też chciałby mieć z wyprawy do głowy Lokiego coś interesującego w tym sensie, który uznał Loki.
Wiedział nawet, co może chciałby zobaczyć.
Thranduil określił swój cel i w następnym już momencie przypuścił atak na umysł Lokiego, który nie miał szans przeciwstawić się zręcznej penetracji Sindara.

Thranduil przed oczyma miał Lokiego w obecnym momencie swojego życia.
Chwilę wcześniej chłopak był zuchwale uśmiechnięty, gdy wzbudzał żywe zainteresowanie młodej czarownicy o długich, blond lokach i nad wyraz niewinnej buzi, która okazać się już za chwilę miała mylnym wrażeniem.
W następnym momencie wspomnienia Lokiego, chłopiec był ciągnięty za nadgarstek do schowka na miotły. Drzwi za dwojgiem nastolatków się zamknęły, a dziewczyna niespodziewanie klęknęła przed Lokim, którego twarz wykrzywił grymas zaskoczenia i strachu.
Najdziwniejsze było jednak to, że Aesir zamiast poddać się zabiegom atrakcyjnej dziewczyny – odepchnął ją od siebie i błyskawicznie wyleciał ze schowka na miotły.

Wspomnienie urwało się, gdy Loki zebrał się w sobie na tyle, by być zdolnym do wypchnięcia nauczyciela z umysłu.
Przed oczyma Sindara pojawił się obraz rzeczywisty z leksza zdyszanego Aesira, którego policzki zaczerwieniły się nieco ze wstydu.
W wieku chłopaka podobne doświadczenie mogło wskazywać tylko na jedną rzecz.
Thranduil ledwo się powstrzymał przed powiedzeniem tego na głos.
Nie chciał kpić z Lokiego. Nie tym razem.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Sob Lip 22, 2017 12:31 am, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   

Powrót do góry Go down
 
Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: