IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Pon Maj 23, 2016 9:05 pm

♦ ♦ ♦
The end is the same for everyone
That should be enough, for us to be as one
Watch me fall apart all for you
Watch me fall apart, trying to please you.
♦ ♦ ♦
The day and the night don't separate
This ache for you starts to dominate
I'm finding it hard to concentrate
I want you to be happy
♦ ♦ ♦
@Voldemort as Thranduil
@... as Loki

Heaven
There's room for us in heaven
We could stay this way forever
While your people pray together

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Czw Lip 21, 2016 12:24 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Sro Maj 25, 2016 7:29 pm

i  m  i  ę  ▫▫  t  h  r  a  n  d  u  i  l
n  a  z  w  i  s  k  o  ▫▫  s  i  n  d  a  r
w  i  e  k  ▫▫  t  r  z  y  d  z  i  e  ś  c  i    c  z  t  e  r  y    l  a  t  a
d  a  t  a   n  a  r  o  d  z  i  n  ▫▫  p  i  e  r  w  s  z  y    m  a  j  a
z  n  a  k   z  o  d  i  a  k  u  ▫▫  b  y  k
p  ł  e  ć  ▫▫  m  ę  ż  c  z  y  z  n  a
o  r  i  e  n  t  a  c  j  a  ▫▫  p   a   n  s  e  k  s  u  a  l  n  a
k  r  e  w  ▫▫  c  z  y  s  t  a
d  o  m  ▫▫  s  l  y  t  h  e  r  i  n
p  a  t  r  o  n  u  s  ▫▫  ?  ?  ?
r  ó  ż  d  ż  k  a  ▫▫  c  i  s ,  w  ł  ó  k  n  o    
z  e    s  m  o  c  z  e  g  o    s  e  r  c  a ,  
p  i  ę  t  n  a  ś  c  i  e    c  a  l  i
k  o  l  o  r    w  ł  o  s  ó  w  ▫▫  p  l  a  t  y  n  a
k  o  l  o  r    o  c  z  u  ▫▫  j  a  s  n  o  n  i  e  b  i  e  s  k  i  e
w  z  r  o  s  t  ▫▫  s  t  o    d  z  i  e  w  i  ę  ć  d  z  i  e  s  i  ą  t
 s  i  e  d  e  m    c  e  n  t  y  m  e  t  r  ó  w

w  a  g  a  ▫▫  o  s  i  e  m  d  z  i  e  s  i  ą  t    k  i  l  o
c  e  r  a  ▫▫  n  i  e  s  k  a  z  i  t  e  l  n  a ,  a  l  a  b  a  s  t  r  o  w  a    k  a  r  n  a  c  j  a
s  y  l  w  e  t  k  a ▫▫  p  e  ł  n  a    g  r  a  c  j  i    i    e  l  e  g  a  n  c  k  i  e  j    
w  y  n  i  o  s  ł  o  ś  c  i

bonus.:
 

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Nie Lut 05, 2017 2:43 pm, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Czw Maj 26, 2016 12:59 am

_______________________________________________________________

______________________________________________________________

▫ ▫ ▫
imię
Loki

nazwisko
Aesir

płeć
mężczyzna

wiek
szesnaście lat

data urodzenia
czwarty lutego
znak zodiaku
wodnik
orientacja
homoseksualna
status krwi
prawdopodobnie czysta krew
dom
Slytherin
patronus
nieznany
różdżka
głóg, pióro z brzucha feniksa, 13,5 cala, zakrzywiona
▫ ▫ ▫
_______________________________________________________________


_______________________________________________________________

▫ ▫ ▫
kolor włosów
kruczoczarne
kolor oczu
przeważnie błękitne, czasem emeraldowe lub szare
wzrost
sto osiemdziesiąt centymetrów
waga
 sześćdziesiąt kilogramów
cera
 blada, bez skaz i niedoskonałości
sylwetka 
wysoka i chuda, wyprostowana, pewna siebie, lecz nie dominująca

▫ ▫ ▫
_______________________________________________________________


_______________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Nie Lut 05, 2017 4:12 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Pią Maj 27, 2016 2:02 am



To był dzień, w którym Thranduil miał ponownie zawitać w murach szkoły, której niegdyś był uczniem, której korytarzami niegdyś chodził i której imię sławił po dziś dzień, po dzień, w którym miało nadejść ponowne spotkanie z Odynem. To właśnie jego nadejście najbardziej go niepokoiło. Czasy, w których Thranduil był zapatrzony w tego potężnego czarodzieja minęły i choć obecnie ich moc powinna być sobie równa – obawiał się, że Odyn nadal będzie silniejszy. Gdy zaś tylko go zobaczy znów – prawdopodobnie będzie znał prawdę.
 
Dokładnie pół roku temu, co do dnia i godziny – został mu dostarczony list, pisemna prośba o to, by Thranduil spróbował podzielić się doświadczeniem z młodymi czarodziejami. W związku z tym, że zwolniła się posada nauczyciela do Obrony przed Czarną Magią – grono pedagogiczne wytypowało właśnie jego, jako kogoś kto mógłby sprostać z nawiązką kwalifikacjom potrzebnym do zajęcia stanowiska. Thranduil nie chciał odmówić.
 
  -Ojcze – odezwał się Legolas, gdy zastał ojca siedzącego przy kuchennym blacie i czytającego gazetę, a raczej ze znudzeniem przyglądającego się jej.
  -Synu –wymruczał w odpowiedzi, nawet nie zerknąwszy na Legolasa.
  -Powinieneś już być gotów do wyjścia.
  -Przecież jestem.
Legolas zmarszczył delikatnie swoje jasne brwi, gdy sugestywnym spojrzeniem obrzucił sylwetkę ojca, który wcale nie wydawał się wyglądać jak ktoś, kto ma zaraz spieszyć się na pociąg do Hogwartu. W rzeczywistości Legolas wiedział, że Thranduil nigdy nie dopuściłby do tego, żeby choćby musieć się pośpieszyć. Jego ojciec w każdej chwili sprawiał wrażenie kogoś, kto ma wszystko i wszystkich pod swoją kontrolą. Być może miał.
 
Nim Legolas zdołał odezwać się po raz kolejny, Thranduil już podniósł się z miejsca. Wyminął syna i ruszył ku schodom.
Zatrzymał się wpół drogi na szczyt.
  -Nie martw się, Legolasie –zwrócił się do niego. –Uda nam się dotrzeć na czas –zapewnił. Zrobił to w taki sposób, w jaki zwykle robił Beznamiętnie i wszystkowiedzącym tonem. Legolas miewał ojca często dość. W tej chwili, na przykład.
 
To żaden niuans, gdy członek rady Rady Nadzorczej Hogwartu pojawiał się w szkole. Żaden nauczyciel nie był jednak nigdy członkiem, a już tym bardziej nie przewodniczącym ów. Thranduil pełnił ten urząd jednak od dawna, a teraz, gdy przydzielono mu stanowisko nauczyciela – nie zrezygnował. Nawet tego nie rozważał, nie rozważał także żaden z pozostałych członków.
Rozpoczęcie roku przebiegło dokładnie w ten sam sposób, w jaki to zapamiętał Thranduil. Nim rozpoczęła się uczta – został przedstawiony uczniom nowy nauczyciel do Obrony przed Czarną Magią. Wieczór przebiegał zatem od samego początku spokojnie i pomyślnie. Thranduil zamiast sprawiać wrażenie głęboko zniesmaczonego czy absolutnie znudzonego – jak zazwyczaj – teraz z zainteresowaniem rozglądał się wokół, przyglądał się uczniom i wyglądał całkiem przyjaźnie. Tak też się zachowywał, gdy został zaangażowany w rozmowę z dwójką pozostałych profesorów.
 
Uczta dobiegła końca, Thranduil wraz z pozostałymi nauczycielami ruszył w kierunku wyjścia. Po niedługiej chwili z Wielkiej Sali wysypała się także gromada uczniów, a on mimowolnie spróbował odnaleźć wzrokiem blond czuprynę syna.
I znalazł go. Poruszał się w towarzystwie grupy przyjaciół. Siłą rzeczy – Thranduil kojarzył choć kilku z nich, a już na pewno adoptowanego bękarta Odyna – Lokiego.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Sob Cze 25, 2016 11:22 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Pią Maj 27, 2016 5:21 pm

Rozpoczynał się następny rok codziennego widywania ojca. W najgorszym przypadku widywał go jedynie co weekend przez całe osiem lat. Ale przy okazji kolejny rok z dala od brata. Nie jeździł Hogwart’s Express. Odyn zabierał go ze sobą wcześniej. Całe tygodnie błąkał się samotnie po wielkim zamku, zgłębiając tajemne korytarze, co jakiś czas tylko natykając na skrzaty krzątające się w pośpiechu. To był czas załatwiania ostatnich spraw przed przyjęciem nowego grona dzieciaków.  Raz w tym roku natknął się na Galadrielę. Wcale nie szukał towarzystwa. Nie przez ten cichy okres, kiedy mógł odpocząć od aż nadto energicznego Thora i tłumnego zgiełku uczniów. Co więcej, czasem udawało mu się wślizgnąć do działu ksiąg zakazanych. Znał ten zamek jak własną kieszeń. Bycie synem dyrektora ma swoje zalety.
Na parę dni przed rozpoczęciem nauki, do Hogwartu przybywała część nauczycieli. Nie miał jednak przyjemności ich zobaczyć, gdyż znając większość tajemnych przejść, przemieszczał się miedzy trzema pomieszczeniami: dormitorium, biblioteką i kuchnią.

Gdy uczniowie w końcu przybyli do szkoły, młody czarodziej na wejściu został przytłoczony skargami, najpierw od zaprzyjaźnionych ślizgonów jadących z Legolasem w przedziale, a następnie od samego Legolasa. Najwyraźniej jego ojciec miał zaszczyt uczyć w tym roku Obrony przed Czarną Magią. Skoro tylko zostali weszli do Wielkiej Sali, począł wypatrywać białowłosego pierwowzoru swojego przyjaciela. Na swoje nieszczęście, wpierw złapał kontakt wzrokowy ze swoim ojcem. Starszy mężczyzna posłał mu życzliwy uśmiech znad ambony, na co Loki odpowiedział ironicznym uśmieszkiem i odwrócił wzrok. Gdy Odyn przedstawiał nowego nauczyciela, koło jego ucha dało się słyszeć naburmuszone westchniecie. Chłopak odwrócił głowę i posłał koledze spojrzenie spod zmarszczonych brwi, po czym spojrzał w swój pusty talerz. Próbował przypomnieć sobie, gdzie ostatnio widział tego człowieka. Czy to możliwe, że spotkali się jedynie na dworcu King Cross sześć lat temu, gdy wraz z Thorem po raz pierwszy i ostatni jechali do Hogwartu pociągiem?

Jego brat, ku aprobacie rodziny, trafił do Gryffindoru, lecz po pierwszym roku błagał o przeniesienie do Durmstrangu. Loki wciąż nie poznał ani przyczyny zmiany, ani czemu on został w brytyjskiej szkole.

-Twój ojciec jest przystojny, Legolasie - usłyszał z drugiej strony stołu. 

Oderwał się od jedzenia i spojrzał w stronę stołu nauczycieli. 
Anabelle miała racje. Na oko trzydziestoletni mężczyzna prowadził rozmowę z innymi nauczycielami. Ulubieniec Lokiego, profesor Ren, wydawał się bardziej zaangażowany rozmową z profesorem Sindarem, niż czymkolwiek przez ostatnie pięć lat nauki. 

-Czy ty możesz? - rozmarzona szatynka została brutalnie skarcona przez młodszego Sindara. 

Na twarzy Lokiego pojawił się blady uśmiech. Thranduil Sindar był niezwykle przystojny. Białe włosy zarzucone na plecy sprawiały, że wyglądał jak elf, podobnie jak jego syn. Szesnastoletni chłopak zagarnął niesforne czarne kosmyki za ucho i wrócił do opróżniania talerza.


Gdy uczta dobiegła końca i kierowali się do wyjścia, on i Legolas zostali zaczepieni przez Fandrala Staghelma, przyjaciela Thora z dzieciństwa, który rzucił złośliwy komentarz odnośnie relacji ojcowsko synowskich dwóch Sindarów. Szybko jednak został napadnięty przez dwóch starszych bliźniaków-ślizgonów, którzy zmierzwili mu starannie układane loczki i wepchnęli w tłum pierwszoroczniaków.

W drzwiach Loki obrócił się i ostatni raz spojrzał na podium dla nauczycieli. Wydawało mu się, że na moment nawiązał kontakt wzrokowy z ojcem swojego przyjaciela.


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Pią Lip 28, 2017 6:53 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Sob Maj 28, 2016 2:13 am



Thranduil nie był fanem zamkowych klitek, które zwane były kwaterami nauczycieli. Pokój, który dostał w swoje dzierżawienie w rzeczywistości wcale nie był mały. Był raczej duży, dosyć znaczny powierzchniowo, ale Thranduil przyzwyczajony był do przestronniejszego, mniej pretensjonalnego wystroju wnętrz. Ten tutaj było najzwyczajniej w świecie przytłaczający, a gołe, murowane ściany zamku z pewnością wcale nie ratowały niczego wizualnie. Komnata Thranduila była ciemna jak grota. I tak samo zimna.
 
Mężczyzna przysiadł na brzegu twardego materaca ogromnego łoża. Nie minęły jednak dwie sekundy, a rozległo się pukanie. Sindar natychmiast podniósł się z miejsca i wygładził szatę na sobie.
  -Wejść –odparł.
Drzwi uchyliły się i stanęła w nich profesor Nelyar.
Jej twarz zdobił ten sam łagodny uśmiech, co zwykle. Thranduil powstrzymał się od zrezygnowanego westchnięcia spowodowanego jej widokiem.
  -Galadrielo –mruknął beznamiętnie w gestii przywitania.
 -Thraduilu –odparła jedwabistym tonem, zupełnie niedotknięta wyraźnym zniechęceniem gospodarza. –Miałam nadzieję upewnić się w tym, że czujesz się komfortowo w przydzielonej komnacie –wyjaśniła i rozejrzała się. Doskonale znała zdanie mężczyzny na temat tego pokoju. Na temat staroci.
  -Jest jak najbardziej zadowalająca –opowiedział bez przekonania Thranduil. Nie dbał o to czy brzmi wiarygodnie. Chciał jak najszybciej spławić Galadrielę. –Nieco ciemna i pleśniejąca, ale gdzieżbym śmiał narzekać –dodał ciszej i zerknął na uchylone drzwi tarasu.
  -Jestem tu także, by wręczyć ci twój plan zajęć –powiedziała, ignorując całkowicie to, co nadmienił wcześniej Thranduil w temacie warunków mieszkalnych. On zaś przewrócił oczyma w reakcji na brak subtelności kobiety.
  -Nie posiadam się z wdzięczności  –wymamrotał lekceważąco mężczyzna i ruszył w kierunku tarasu. Wiedział, że Galadriela jeszcze nie powiedziała wszystkiego, co chciała. Sindar nie był zaskoczony, gdy ta podążyła za nim aż na zewnątrz.
  -Nigdy nie sądziłam, że będziesz kiedykolwiek zainteresowany kształceniem – wydusiła z siebie w końcu. Thranduil był jej wdzięczny w związku z tym, że przeszła od razu do rzeczy.
  -Masz decydujący głos wśród świty Odyna, więc to jasne, że to ty musiałaś wysunąć moją kandydaturę –wymruczał w ciemność mężczyzna. –Dlaczego zatem pytasz mnie o coś, na co odpowiedź już znasz? –Thranduil zmrużył na nią podejrzliwie oczy. Jego dłonie musnęły niemal w pieszczocie kamienną balustradę.
  -Miałam nadzieję się mylić –odparła.
  -Brednie –syknął z gorzkim rozbawieniem Thranduil. –Odyn nauczył cię wszystkiego poza umiejętnym kłamaniem.
 
***
 
Pierwsze zajęcia w tym roku odbywały się zdecydowanie zbyt wcześnie. Jeżeli istniała na tym świecie jedna rzecz, z którą pogodzić się nigdy nie potrafił Thranduil – to były to właśnie wczesne poranki.
Zdołał jednak pojawić się na śniadaniu – w paskudnym humorze, ale zawsze. Nie odezwał się ani słowem do nikogo, w tamtym momencie przypominając Rena – absolwenta tego samego rocznika co on, tego samego Domu oraz we własnej osobie – nauczyciela Eliksirów. Nigdy jednak nie mieli okazji zamienić więcej niż kilku słów. Thranduil był mimo wszystko zobowiązany do obcowania z elitą. Ren elitą nie był. Był samotnikiem i nie potrzebował towarzystwa niczyjego innego oprócz siebie.
 
Sala, w której odbywały się jego pierwsze zajęcia była już wypełniona uczniami, gdy Thranduil do niej zawitał.
Szedł przez pomieszczenie w zupełnej ciszy, nie śpiesząc się nadto, ale także i zbytnio nie przeciągając w czasie swojego dotarcia do stanowiska nauczyciela.
Odwrócił się w końcu przodem do uczniów, starannie przyjrzał się każdej twarzy w pomieszczeniu aż w końcu się odezwał.
  -Schowajcie podręczniki. Nie będą wam potrzebne.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Sob Cze 25, 2016 11:23 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Sob Maj 28, 2016 12:20 pm


O 7:30 przymulony i zły, wkroczył się do Wielkiej Sali i agresywnie opadł na ławę. Komnata była prawie pusta, gdyż o tej porze wstają tylko nauczyciele i ci, którzy maja nie po kolei w głowie. Loki oczywiście się do nich zaliczał. Codziennie wstawał o dziwnych godzinach, na przykład 5 rano i przez następne parę godzin bywał nie do wytrzymania. Jadł śniadanie sam, z dala od reszty ślizgonów - aż całej siódemki, z której trzech osiłków z ostatniej klasy zazwyczaj rano biegało dookoła jeziora, pasujących raczej do Ravenclawu niż Slytherinu i paru nieznanych mu uczniów. Pomiędzy ugryzieniami tosta spojrzał na stół nauczycieli. Żując chleb, przyglądał się porannym twarzom. Odyn zawsze był rozpromieniony, a Kylo Ren zniesmaczony. Za trzy godziny będą mieli razem lekcje. Dotarł w końcu do profesora Sindara i zatrzymał się na dłużej, uważnie studiując jego twarz. Znacznie zmienił się od poprzedniego wieczoru. Miły wyraz twarzy ustąpił dziwnemu, nie do końca zrozumiałemu dla chłopca. Z rozmyślań wyrwał go starszy ślizgon, który przyjacielsko zdzielił go w głowę i usiadł obok.

-Dobry wieczór, Loki - powiedział jeden z bliźniaków, którzy uprzedniego wieczora uratowali Fandrala od przykrego zaklęcia, do którego szykował się Legolas.

-Ta - odburknął na przywitanie Býleistra, pakując połowe kromki do ust i wstając od stołu.

°°°

-Nie, Legolasie. Nie obchodzi mnie, że to pierwsza lekcja w semestrze. Nie mam zamiaru latać na kawałku drewna - Loki stanowczo odwrócił się i, nie czekając na białowłosego przyjaciela, ruszył w kierunku jednego z wyjść z zamku.

Drugi czarodziej rozejrzał się niepewnie i podbiegł za czarnowłosym synem dyrektora, żeby wspólnie zniknąć w tajemnym przejściu na prawie godzinę.
°°°
Lekcja z profesorem Sindarem niepokojąco ekscytowała Lokiego. Ze zmarszczonymi brwiami, myśląc o zakazanych sztukach magicznych, przemierzał korytarze w stronę sali lekcyjnej. Oczywiście, towarzyszyły mu także pojękiwania Legolasa. Czarna magia fascynowała go odkąd pamiętał i nie krył się z tą opinią. Kiedyś donośnie wygłosił ją na jednej z lekcji OPCM i znalazł się w gabinecie dyrektora, który, na nieszczęście profesora Quirrella, słyszał ją już wiele razy. W drzwiach zmuszony został do przepchnięcia przyjaciela, który ni stąd, ni zowąd postanowił się zatrzymać i wydać z siebie niespotykany jęk. Skoro tylko znaleźli się w klasie, Loki poczuł drgania w otaczającej go aurze, a jego oczy przybrały barwę bardziej zieloną, niż niebieską. Tak wyraźne zmiany odczuwał tylko w obecności Odyna. W nowym nauczycielu zdecydowanie było coś więcej, niż tylko ładna buzia.


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Pią Lip 28, 2017 7:03 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Nie Maj 29, 2016 4:39 pm

  -Nie jestem tu, by nauczyć was tego, czym jest obrona przed czarną magią –odezwał się Thranduil pozbawionym emocji tonem, tak charakterystycznie zabarwionym nutą wyższości. –Powinniście to już od dawna doskonale wiedzieć –dodał i ponownie powrócił spojrzeniem do twarzy uczniów.
  -Szczęśliwie rozpoczęliście szósty rok nauki, a jak doskonale wiecie – czeka was Turniej Trójmagiczny –mówił mężczyzna i zrobił krok w kierunku stojących niemal na baczność uczniów. Ławki odsunięte zostały wcześniej pod ścianę, by nie zawadzać. Teraz sala zajęć była dużo przestronniejsza.
  -Dwojgu z was nie uda się go uniknąć –słusznie zauważył Thranduil. –Jeżeli chcecie mieć choć niewielką szansę na to, by wysławić dobre imię szkoły – musicie nauczyć się stawiać czoła niebezpieczeństwu.
Thranduil zrobił kilka kroków wzdłuż pierwszego rzędu uczniów. Zatrzymał się przy Lokim, a jego ciemne brwi w jednej chwili lekko się zmarszczyły. Oczy chłopca błyszczały niemalże najjaskrawszym odcieniem zieleni. Przez chwilę Thranduil przyglądał się szesnastolatkowi nim udało mu się zdobyć na oderwanie swoich oczu od dziecka.
  -Rogers, Aesir – na środek –zarządził, gdy dotarł do końca rzędu i zdołał stamtąd wypatrzyć swoje ofiary – cherlawej postury Gryfona i Lokiego, który był być może niższy, ale nieco bardziej postawny niż ten pierwszy. Miał wrażenie, że szanse mogą być wyrównane. Thranduil nie dbał o to jeżeli któryś z nich zostanie nieco naruszony podczas zajęć. Każdy czarodziej potrzebował praktyki.
 
Rogers wyszedł z trzeciego rzędu, wydostając się spomiędzy podejrzliwie zerkających ku Lokiemu Romanoff oraz Barnesa. Waśnie na podłożu odwiecznego konfliktu między Gryffindorem a Slytherinem wydawały się nie mieć końca. Thranduil pamiętał własny stosunek odnośnie mugolaków. Niegdyś także wydawał mu się zdrowy, teraz nic się w tej kwestii nie zmieniło. Czarodziej czystej krwi nigdy nie powinien pozwalać sobie na postrzeganie istot niemagicznych jako równych sobie. Zacierające się jednak granice, rosnąca akceptacja względem mugoli powoli zbliżała Świat Magii ku zagładzie.
 
Thranduil przyglądał się dwójce chłopców jak ci powoli staja naprzeciw siebie. Rogers zerknął niepewnie w kierunku Sindara, ale ten jedynie posłał mu przelotne zerknięcie i jego wzrok podążył ku bardziej interesującemu widokowi – Lokiemu.
  -Największym niebezpieczeństwem jest zarówno głupota jak i brak refleksu. Podczas Turnieju nie będzie czasu do namysłu nad tym, jakiego czaru użyć w obronie przed Inferiusem , a którego, by uwolnić się z sieci Akromantuli.
Thranduil nadal nie wytłumaczył wybranym chłopcom, czego będą musieli się podjąć. Mogli się jednak już domyślać, co ich czeka.
  -Spróbuję wam pokazać jak to jest używać różdżki, mózgu i refleksu w tym samym czasie. –Powiedziawszy to, być może po raz pierwszy odkąd zawitał w Hogwarcie w tym nowym roku, lekko się uśmiechnął. –Od tego jak wam to pójdzie będzie zależała wasza ocena.
Pobieżnie, bowiem wiedział, że ów już pojawiały się na lekcjach OPCM wcześniej, wytłumaczył zasady pojedynkowania się dwójce uczniów. W następnej chwili taki właśnie pojedynek został rozpoczęty.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Sob Cze 25, 2016 11:28 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Pon Maj 30, 2016 3:08 am


Turniej trójmagiczny? Zdaje się, że Loki puścił mimo uszu więcej, niż planował. Bardzo możliwe, że ślizgoni już snuli plany, jak rozgromić inne szkoły. Młody Aesir skrzyżował ramiona na piersi i spojrzał w kamienną posadzkę, rozważając za i przeciw tego konkursu. Aura dookoła niego mocniej zawirowała i stała się przyjemniejsza. Lekko zielone oczy przybrały jaśniejszą barwę i prawie lśniły. Tuż przed sobą zauważył eleganckie buty skrywane pod jasną szatą. Podniósł nieznacznie wzrok i delikatnie oblizał młodzieńcze wargi.

Gdy usłyszał swoje nazwisko, wiedział, że nie obejdzie się bez pokazu. Rogers, mimo chudego ciała, ponoć nie był wcale taki zły. Nigdy jednak nie widział go w akcji. Po odsłuchaniu krótkiego wykładu profesora Sindara, zajął pozycje i postarał się przypomnieć sobie wszystko, co czytał o pojedynkach i strategiach Grindelwalda, a także lekcje z Odynem. Starzec nie miał wspaniałego refleksu, ale i tak był dla Lokiego za dobry. Mimo wszystko, szło mu coraz lepiej. Gellert z kolei był dla chłopca jak idol, a co najlepsze - dawniej bardzo blisko przyjaźnił się z jego ojcem.

Zgodnie z podręcznikiem i lekcjami każdego dotychczasowego nauczyciela, na początek zawsze szło zaklęcie rozbrające. Aesir zaczekał, aż jego kolega zacznie.

-Expelliarmus! - po tym chudzielcu nie mógł spodziewać się niczego innego.

-Protego! Locomotor Wibbly! - błękitna wiązka pierwszego zaklęcia odbiła się i rozprysła w powietrzu, w momencie, gdy nogi Rogersa zaczęły chaotycznie dygotać. Przybrana taktyka oznaczała rzucanie co najmniej dwóch zaklęć jednocześnie.

-Levicorpus! - niespodziewane zaklęcie pochwyciło Lokiego za kostki i pociągnęło w powietrze. - Finite Incantatum - wyszeptał Steve, kierując różdżkę na swoje drżące nogi.

Chcąc sprawdzić, co jeszcze umie młody Rogers, rzucił na siebie liberacorpus, a gdy stanął już na ziemi, spokojnie wypowiedział “bombarda”. Mówił jednak zbyt cicho i zaskoczony Steve upadł na podłogę. Reszta uczniów, nie mniej zaskoczona, cofnęła się, robiąc chłopcom więcej miejsca. Gryfoni zdawali się być zaniepokojeni. Wtem na twarzy Rogersa pojawił się grymas gniewu. Podniósł się na kolana i pewnie wykrzyknął swoje kolejne zaklęcie.

-Stupefy! - niebieski promień prędko wił się ku drugiemu czarodziejowi.

Chłopak szybko zaczął przeczesywać pamięć w poszukiwaniu zaklęcia przeciwnego. Nienawidził powtarzać zaklęć, jednak, nie znalazłszy niczego lepszego, został zmuszony do powtórzenia zaklęcia ochronnego. Oglądając kolejny czar odbijający się od ledwo widocznej tarczy, doszedł do wniosku, że już mu się znudziło. Mimo, że minęło zaledwie pięć minut, nadszedł czas na wykończenie małego Steve’a.

-Obscuro! - widok blondyna, któremu dosłownie zrobiło się ciemno przed oczami, przysporzył ślizgońskiemu czarodziejowi nie mało uciechy. -Alarte Ascendare - powiedział spokojnie i posłał złośliwy uśmiech trzęsącemu się z nerwów Barnesowi. Nie codziennie ogląda się swojego kruchego chłopaka latającego w powietrzu.

Wtedy postanowił sprawdzić, jak daleko może się posunąć na lekcji z ojcem przyjaciela. Spojrzał na Sindara i patrząc mu w oczy, wypowiedział ostatnie zaklęcie.

-Pullus… - przez młodą twarz przebiegł obłąkany uśmiech.


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Pią Lip 28, 2017 7:11 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Pon Cze 13, 2016 5:18 pm

Pierwszym spostrzeżeniem względem uczniów uformowanym w głowie Thranduila było jedynie…
 -Brak wyobraźni… –wymruczał pod nosem, krzywiąc się nieco i odwracając wzrok od Rogersa i przerzucając go na Lokiego z nadzieją, że chłopiec wymyśli coś ciekawszego.
Obserwował ze znudzeniem godnym siebie jedynie jak Loki posługuje się kolejnym zaklęciem nieco szczeniackim i mało eleganckim. Rogers nie miał w sobie także zbyt wiele wytworności. Jego usta pokrzykiwały rewanżującymi się zaklęciami.

Chłopakowi udało uspokoić podrygujące ciało, a w kierunku Lokiego już mknął kolejny atak.
Odpowiedź Lokiego nadeszła w następnej chwili, gdy pod nogami Rogersa wybuchła Bombarda. Thranduil uśmiechnął się lekko i przyłapał się tym samym na cieszeniu się mało wyrafinowanym żartem. Nic jednak nie mógł poradzić. Zasłonił jedynie usta dłonią i obserwował dalej.

Kruchy Steve opadł ciężko na ziemię, a z jego ust wydostało się głośne stęknięcie bólu. Thranduil ocenił szkody już wcześniej i wstrzymał uczniów ruszających mu z pomocą, którzy już byli krok dalej, by wydostać się z tłumu. Sindarowi dobrze wydawało się, ze wysokość, z której spadł Rogers nie wyrządziła mu wiele szkód. Chłopiec podniósł się do siadu chwilę później, ale wydawałoby się, że nie uda mu się wstać, gdyż różdżka Lokiego bezlitośnie wskazała jego jako cel ataku rozgniewanych magicznych ptaków.
Thranduil odwzajemnił spojrzenie Lokiego, zaglądając chłopcu głęboko w zielonkawe oczy. Uśmiech, który zaś wykrzywił regularne usta młodego czarodzieja nie pozostawiał w głowie Thranduila żadnej już wątpliwości względem tego czy mu na to pozwolić.

Kolorowa krzywa opuściła różdżkę Lokiego, mknąc w kierunku przerażonego, gramolącego się na nogi Rogersa.
Thranduil miał jedynie krótką chwilę na reakcję, a tyle wystarczyło mu aż nadto.
Niewerbalnie rzucił urok tarczy ku Rogersowi, doskonale zdając sobie sprawę bowiem z tego, że chłopiec oszołomiony upadkiem nawet nie pomyśli o wzniesieniu obrony.

 -Brawo –mruknął beznamiętnie Thranduil. –Sądziłeś, że pozwolę ci na to, by twoje niewyrafinowane zaklęcie dosięgło młodego Rogersa? –zwrócił się do Lokiego na forum klasy, nie kryjąc swojego niezadowolenia. –Jeżeli cała reszta posługuje się magią na poziomie waszej dwójki – nie ma dla żadnego z was nadziei –stwierdził surowo.
Jego ostre spojrzenie pomknęło ku Lokiemu.
 -Masz refleks godny starca –powiedział ciszej, kierując swe słowa do Lokiego. Nie zatrzymywał rozgorączkowanych Gryfonów od otoczenia gromadą Rogersa.
 -Odyn nigdy nie walczył z tobą tak, byś czegokolwiek się nauczył, chłopcze –dodał, a jego dłoń podążyła leniwie do ramienia Lakiego, by na nim także spocząć. –Mógłbyś pokonać Rogersa dwoma zaklęciami, ale traciłeś czas na podręcznikową strategię i powolne działanie –wyjaśnił chłopcu i zabrał dłoń. Jego brwi w tamtej chwili także delikatnie się zmarszczyły, bo wraz ze zniknięciem jego dotyku – kolor oczu Lokiego ledwo zauważalnie pobladł. Teraz zamiast się jarzyć niemal niezdrowym żółtawo-zielonym odcieniem ewidentnie przybrały jasnozielony kolor.
A może jemu się jedynie wydawało?



____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Sob Cze 25, 2016 11:29 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Sro Cze 15, 2016 12:59 am


Nie ma dla was nadziei” rozbrzmiewało w jego głowie.  Loki zmarszczył brwi i przygryzł knykieć. Aura zapulsowała i zakłębiła się wokoło. Gdy dorosła dłoń mężczyzny spoczęła na jego ramieniu, próbował wyobrazić sobie, jak zielone muszą być jego oczy w tej chwili. Przymrużył je, by nie były zbyt widoczne dla uczniów, których większość i tak zajęta była gromadzeniem się wokół gryfona. 

-Podręcznikowa strategia to nie była, profesorze – uśmiechnął się pod nosem i lakonicznie podniósł wzrok. – Chciałem się tylko pochwalić – mruknął z zawadiackim uśmiechem, odwracając się, by dołączyć do ślizgońskiej grupki. Wyszczerzył zęby i mrugnął, ukazując błyszczące zielenią oczy gdy odwrócił się raz jeszcze do nauczyciela. 

Skoro tylko dotarł do swoich ślizgonów, Anabelle złapała go za ręce i spojrzała głęboko w jasnozielone oczy. Loki, zaskoczony tym aktem, znieruchomiał z szeroko rozchylonymi powiekami. Dziewczyna pociągnęła go do ściany, z dala od innych uczniów. Stanąwszy na palcach, obserwowała jak jego oczy stopniowo bledną.

°°°

W przerwie przed obiadem, Loki Aesir postanowił znaleźć więcej informacji na temat swojego daru. Samotnie buszując w bibliotece, wyszukiwał coraz to nowe tomiszcza o magicznych darach. Ze stosem na rękach udał się do swojego ulubionego miejsca w głębi biblioteki. Za drzwiami na zawiasach rodem w starych amerykańskich barów nie było nikogo przez większość roku. Biurka w głównej części zapełniały się szybko, a co pilniejsi uczniowie szukali schronienia w pojedynczych gabinetach. Rozsiadłszy się i otoczywszy się księgami, zatopił się w magicznych chorobach, urokach, eliksirach i innych niepotrzebnych rzeczach, które nie wiadomo skąd znalazły się w wybranych książkach. Szukając choćby nawiązania do swojej przypadłości, frustrował się coraz bardziej. Żałował, że nie zbadał tego wcześniej, gdy szkoła była pusta i bez problemu mógł wejść w Dział Ksiąg Zakazanych. Gdy nie znalazł niczego w kolejnym tomiku, z wolna ustanawiał się w przekonaniu, że trzeba się dostać do zakazanego dla uczniów działu. 

Swobodnie przechodząc koło biurka (czy raczej wieży wartowniczej) Madame Pince ukłonił jej się lekko, na co odpowiedziała swoim miłym uśmiechem, który otrzymywał tylko on i nieliczna garstka innych uczniów. Stanowczym krokiem sunął w stronę swojego celu. Śmiało kroczył przed siebie, aż do momentu, w którym Irma Pince zorientowała się dokąd zmierza.

-Halo Halo! Dokąd idziesz, mój drogi? - lekko podniesionym głosem zawołała za Lokim.

Chłopak zwolnił kroku i przystanął, by odwrócić się z uniesionymi brwiami, jakby zaskoczony tym, że ktoś kwestionuje jego oczywistą rację do przebywania w owym dziale.

-Ja…? O, przepraszam. Ojciec mnie przysłał. Potrzebuje jednej księgi, a jest zbyt zajęty, żeby schodzić aż tutaj - łagodnym głosem uspokoił rozgniewany wzrok bibliotekarki. Uśmiechnął się lekko i dodał -Wie pani, jak to dyrektor ma wiele na głowie. Studiuje coś ważnego i nawet nie chce mi powiedzieć co! - ledwo powstrzymał się przed podniesieniem głosu, co wyprowadziłoby Pince z równowagi. Świdrujące oczy kobiety o ostrych, acz ładnych rysach twarzy nie wytrąciły go z roli dobrego synka.

-Tak, no dobrze. Idź szybko... - na jej usta powrócił blady uśmiech. - Uważaj tylko, by nikt cię nie złapał, bo skończyłoby się to źle dla nas wszystkich.

Na twarzy młodego czarodzieja pojawił się promienisty uśmiech. Za rogiem zwolnił kroku i jego twarz powróciła do normalnego, zdeterminowanego wyrazu. Gdyby jednak zapytała Odyna, czy młodzieniec wywiązał się z zadania, skończyłoby się to dla niego represjami.

W Dziale Ksiąg Zakazanych panował półmrok. Zapalił światełko na końcu różdżki i przeszedł się wzdłuż półki z księgami o chorobach i przypadłościach. Z lewitującymi za nim paroma encyklopediami, dotarł do działu o rasach i przystanął przy nich. Zapatrzył się w tytuł o zdolnościach innych magicznych ras. Po minucie, jeśli nie więcej, wyciągnął ją i dołożył do stosu lewitujących ksiąg. Gdy rozłożył się na najbardziej schowanym stole, na pierwszy ogień poszła właśnie książka o rasach. Wertując spis treści usłyszał charakterystyczne kroki i aura dookoła niego zawirowała przyjemnie.


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Wto Sie 01, 2017 1:00 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Nie Cze 19, 2016 4:26 am

Thranduil nie potrafił się powstrzymać od przewrócenia oczyma, gdy tylko na horyzoncie pojawił się Odyn.
Wiedział, że go tu wiatr przyniesie, gdy tylko pierwsza lekcja Thranduila w tym semestrze dobiegła końca. Zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo niekonwencjonalnego nauczania się podjął. Odyn nie potrafił tego zaakceptować. Dlatego właśnie w tej chwili uznał, że najlepszym momentem, by niepokoić w tej sprawie Thranduila będzie jego przerwa między lekcjami, którą to czarodziej spędzał w kuchni na zapleczu przy kawie.
Przesiadywanie tu było starym nawykiem mężczyzny. Za czasów szkolnych to właśnie tutaj był, gdy nie potrafił w spokoju zaszyć się w bibliotece, bo ktoś mógłby tam go znaleźć gdyby tylko zechciał poszukać. Odyn nie dał się zmylić. Od razu zapewne ruszył do kuchni.
Naraził się tym samym na ten wzrok ze strony Sindara. Doskonale przecież wiedział, że jego widok go nie ucieszy.

Starszy mężczyzna przysiadł na stołku przy blacie i westchnął ciężko, gdy splatał palce obu swoich dłoni ze sobą na stole. Thranduil skomentował to jedynie pociągnięciem kolejnego łyka kawy.
 -Spodziewałem sie, Odynie, że zechcesz porozmawiać –zaczął nieco przyciszonym głosem, patrząc na Odyna bykiem. -Jestem niemal pewien, że potrafiłbym nawet określić temat, który masz ochotę poruszyć.
 -Nie jestem pewien czy mamy na myśli to samo –odparł dobrotliwym tonem łaskawego starca. –Ale z pewnością mamy do pomówienia.
 -Że też musisz z tym do mnie przychodzić, kiedy akurat mam przerwę
 -To, że tutaj jesteś świadczy o tym iż wcale cię tym nie zaskoczyłem. Miałeś chwilę, by się do tego przygotować.
 -Jeżeli o lekcję chodzi… –zaczął, ale ekspresja na twarzy dyrektora w jakiś sposób skłoniła go do tego by przerwać i unieść jedną brew w akcie braku zrozumienia. Odynowi nie chodziło o lekcję.
 -Nie jestem tu wcale z tego powodu.

 -Loki to niezwykły chłopiec –zaczął starzec i westchnął głośno. –Ja i Frigga zawsze chcieliśmy dla niego jak najlepiej –kontynuował. -Nie potrafiłem zastąpić mu ojca. Bez Friggi nie podjąłbym się wychowania dziecka, tak jak ty to zrobiłeś po śmierci…
 -Wystarczy –przerwał mu Thranduil i podniósł się z miejsca, zmęczony gadaniną Odyna i w obawie przed sednem rozmowy.
Thranduil być może właśnie tego najmniej spodziewał się usłyszeć. Niestety jednak jego złe przeczucia w następnym momencie się potwierdziły. Odyn śmiał je potwierdzić.
 -Wiem, że o wiele proszę –odezwał się nieco twardszym tonem Odyn i w jednej chwili Sindar już nie był w stanie udawać, że jest w pełni stabilny. Jego wściekłe i potępiające spojrzenie świadczyło o znacznym wyprowadzeniu z równowagi.
 -Nie uwolnię cię od problemu, Odynie –wycedził. –Nie zrobię tego, bo nie chcę go w swoim domu ani nawet nie jestem w stanie przejąć się jego przykrym losem, jaki go czeka przy tobie.
Thranduil był jednak pełen podziwu dla tupetu Odyna.
 -Trzeba było go oddać ojcu, gdy tylko zorientowałeś się, że to zbyt wielkie dla ciebie brzemię –dodał jadowicie mężczyzna i posłał starcowi okrutny uśmiech. –Sam rozpętałeś katastrofę.
W następnej chwili Thranduil już zrobił krok w kierunku odejścia.
 -Jest teraz w Dziale Ksiąg Zakazanych –powiedział w jego plecy Odyn. -Ufam, że postąpisz słusznie.

***

Thranduil skinął madame Pince uprzejmie.
Słusznie. Śmiechu warta była słuszność tego przedsięwzięcia.
Przyśpieszył kroku, gdy zmierzał do tego konkretnego działu w bibliotece Hogwartckiej. Nie potrafił stwierdzić z całą pewnością co też go w końcu skłoniło do tego, by się tu znaleźć. Być może to była jego misja, którą sobie wyznaczył? Teraz stało się nią zapobiegnięcie nieszczęściu, apokalipsie, do której dojdzie prędzej czy później. Lepiej jednak, by nie stało się to teraz.
Będzie tego żałował.
Będzie żałował tego, że dał się znów zmanipulować starcowi.

Zwolnił kroku, gdy wkroczył między wąskie regały książek. Jego ostrożność machinalnie zaostrzyła się w tym rejonie. Wokół panował niemal całkowity mrok.

Jego ramiona w jednej chwili rozluźniły się i opadły.
Podszedł powoli do stolika, który to stał się stanowiskiem pracy młodego czarodzieja.
 -Jesteś głupcem jeżeli łudzisz się iż Odyn nie wie o tym, gdzie się wkradasz –odezwał się przyciszonym głosem. Kątem oka zlustrował wszystkie tytuły książek, które ze sobą przytargał Loki.
 -Nie możesz tu być –niemal wyszeptał, gdy nachylił się nad chłopcem, by porwać sprzed jego oczu dość gruby tom księgi o rasach. Przyglądał mu się przez chwilę z umiarkowanym zainteresowaniem po czym zamknięty niedbale odłożył na stertę pozostałych książek.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Sob Cze 25, 2016 11:26 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Nie Cze 19, 2016 7:44 pm



Czuł, jak aura staje się przyjemniejsza z chwilą, gdy nauczyciel wyłaniał się zza regału. Zupełnie inna od zawziętej aury Madame Pince lub płytkiej i bezbarwnej wokół uczniów.

-Profesorze - podniósł wzrok na pochylającego się nad nim mężczyznę i wyszczerzył dziecięco zęby.

Podążył wzrokiem za księgą, która została mu brutalnie odebrana, w momencie gdy wyczytał nagłówek “lamia”.

-Póki mój ojciec nie powie mi w twarz, czego nie mogę, będę robił co chcę. Mam nadzieję, że nie przysłał pana, by mnie pouczyć, bo nie przyniesie to efektów.

To nie byłby pierwszy raz, gdy Odyn próbował wysłużyć się innymi ludźmi. Dokładnie pamiętał rozmowę z Galadrielą o lekceważącym stosunku do nauczycieli i list od matki z prośbą o milsze traktowanie szkolnego woźnego. Brudna szorstka aura charłaka działała mu na nerwy. Chłopiec wyciągnął rękę po odebrany mu tomik encyklopedii, spoczywający pod dłonią nauczyciela. Przeczuwał, jakiego koloru są teraz jego oczy, co tylko zdeterminowało go do dokończenia badań. Dotknął palcami grzbiet księgi i musnął starą skórę, prawdopodobnie należącą do smoka lub innego potężnego stworzenia. Nie ośmielił się zabrać jej, więc tylko zastygł, wpatrując się w starą oprawę.

-Ale... jeśli nie przysłał pana mój ojciec, to co pan, panie profesorze, robi w tym niebezpiecznym dziale biblioteki? - niespiesznie spojrzał na przystojną twarz nauczyciela. - Jeśli pański syn pana nie przecenił, profesorze, nie potrzebuje pan korzystać z biblioteki.

Nadużywał słowa "profesor" i "pan", ale robił to całkowicie świadomie. Proste białe włosy spadające pomiędzy nowym nauczycielem a synem dyrektora kontrastowały z czarnymi chłopięcymi falami, zaczesanymi do tyłu. Od jakiegoś czasu zastanawiał się, jaka była matka jego przyjaciela. Wiedział na pewno, że była piękna. Legolas nigdy o niej nie mówił. Podobno była dziewczyna młodego Sindara, krukonka Marcy, widziała jej fotografię, ale to były tylko niepotwierdzone plotki. Nigdy nie rozważał za to swojego pochodzenia. Gdy był młodszy, Frigga powiedziała mu, że jego biologiczny ojciec był potężnym czarodziejem. Na tym przystał i nie podjął się dochodzenia nad swoją przeszłością. Któregoś dnia skonfrontuje Odyna i dowie się wszystkiego. Delikatne światło świecy zamigotało, gdy drugi czarodziej odpowiedział.


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Wto Sie 01, 2017 1:04 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Nie Cze 19, 2016 10:35 pm

Widok chłopca przyprawił go niemal o teatralne przewrócenie oczyma. Jego ton i wyraz twarzy wydawały się Thranduilowi niezwykle fałszywe. Zbyt nieszczere jak na chłopca w tym wieku, którego powinna cechować mimowolna prawdziwość czynów.  Loki z pewnością jednak nie był regularnym dzieckiem. Thranduil znał jego historię, a nawet gdy nie miał na to ochoty – docierały do niego informacje na temat bękarciego syna Odyna.
Teraz jednak Sindar chcąc nie chcąc musiał okazać niechętne zainteresowanie dzieckiem. Loki bowiem był niepokojący, a dziwna wrażliwość na magię miała swoje źródło w najbardziej niepokojącym pierwiastku istnienia tego chłopca. Sindar nie chciał o tym myśleć. Jako dorosły czarodziej zdołał jednak już przekonać się o tym, że nie wszystko sprowadza się do jego wolnej woli i własnych decyzji o niepodejmowaniu myśli.

Thranduil skrzywił się nieznacznie na dźwięk wyniosłego tonu odpowiedzi chłopca. Loki miał o sobie ogromne mniemanie. Nie należał do tych cichych i inteligentnych młodych jednostek, które tworzyły prawie w całości Ravenclaw. Loki był Ślizgonem – ambitnym i przebiegłym dzieciakiem. Był niebezpieczną mieszanką najlepszych i najgorszych cech Slytherinu. W dodatku wychował go Odyn.
Thranduilem niemal wstrząsnął dreszcz obrzydzenia. Wszystko co się tyczyło Odyna było odrażające.

Jego wzrok podążył za sięgającą ku stosowi książek dłonią Lokiego. Aesir nie pokusił się jednak o wyciągnięcie spod dłoni Thranduila książki, a jedynie poprzestał na muskaniu jej grzbietu niemal w pieszczocie.
Młody Ślizgon ponownie się odezwał.
Ciemne brwi starszego czarodzieja drgnęły nieznacznie w grymasie skonfundowania, gdy chłopiec wspomniał o Legolasie.
Chłopiec od początku wydał się Thranduilowi zakłamanym młodym człowiekiem, więc i tym razem z dystansem podszedł do jego słów. Potrafił wyczuć kłamstwo, ale ów tak gładko przechodziły przez gardło szesnastoletniego czarodzieja, że Sindar nie mógł z całą pewnością stwierdzić czy to, co przed chwilą powiedział Loki było półprawdą czy kłamstwem wyssanym z palca w całości.
 -Nie powiedziałem wcale, że mnie nie przysłał –odparł drwiąco Thranduil. –Sam to sobie w tej chwili wysnułeś, dziecko –dodał i wzruszył ledwo zauważalnie ramionami.

Jego dłoń usunęła się ze szczytu sterty książek. Czarodziej zamiast jednak odejść czy też spróbować pociągnąć za sobą Lokiego – otoczył stół i zajął miejsce obok chłopca.
 -Od jak dawna jesteś wrażliwy na magię? –spytał beznamiętnym tonem, sprawiając wrażenie skrajnie niezainteresowanego odpowiedzią na własne pytanie.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Sob Cze 25, 2016 11:29 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Pon Cze 20, 2016 5:32 pm


-Jeśli mam być szczery - jego twarz przybrała nieokreślony wyraz i sięgnął po inną księgę - to przez całe wczesne dzieciństwo myślałem, że mam zielone oczy.

Pusto patrzył w strony, kartkując książkę. To chyba jedna z encyklopedii o chorobach.

-Dopiero w szkole skomplementowali ich niebieski odcień.

Jego uwagę przykuło słowo “oczy”. Zatrzymał się i doczytał kontekst. Okazało się, że tekst był o przypadłości mugoli, zwanej daltonizmem. Skrzywił się i wrócił do pierwszej strony. “Choroby mugolskie”. Ta książka w tym dziale musiała być żartem któregoś z gryfonów. Odrzucił ją delikatnie na nowy stos.

Profesor Sindar siedzący tuż obok, roztaczał aurę, która sprawiała, że młodzieniec chciał mu zaufać i wszystko opowiedzieć. Zdecydował się jednak wybrać parę faktów, o które mogłyby go zainteresować, gdy zadawał pytanie. Nie chciał przecież zniechęcić intrygującego mężczyzny już w pierwszej rozmowie.

-Gdy zbliżam się do mugola albo charłaka, to robią się szare - powiedział wskazując niedbale na oczy.

Obrócił się twarzą do nauczyciela i założył nogę na nogę. Opierając się łokciem o stół stwierdził, że cera mężczyzny była idealna. Na jasnej skórze nie dało się zauważyć żadnych zmarszczek. Mógł mieć trzydzieści parę lat. Profesor Ren wyglądał na podobny wiek, ale na jego twarzy widniało kilka załamań. Nie dość, że był przystojny z daleka, to co dopiero z odległości niecałego metra. Legolas sam był obdarzonym niemal doskonałością chłopcem, ale teraz widział wyraźnie, kto stoi za wachlarzem dobrych cech.

-Nie wiem co to jest i jakoś nigdy nie korciło mnie by to sprawdzić - jego wzrok padł z powrotem na odebraną mu wcześniej księgę. - Dopiero gdy Anabelle zwróciła na to taką uwagę, pomyślałem, że… wie pan, powinienem wiedzieć o co chodzi.

Wzruszył ramionami i bez zawahania sięgnął po książkę o rasach i otworzył w losowym miejscu.

“Według III księgi “Eneidy” są to ptaszyska z dziewczęcą twarzą, zakrzywionymi szponami i ohydnym brzuchem, osłabione wskutek nigdy nie zaspokojonego głody.
Schodzą z gór, by plądrować zastawione stoły.
Cuchną, są nieczułe na rany, wrzeszcząc pożerają co się da i wszystko przemieniają w ekskrementy.”

Ach, Harpie, pomyślał Loki. A'propos jedzenia, czy to już nie jest pora obiadu?


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Wto Sie 01, 2017 1:10 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Czw Cze 23, 2016 12:01 am

Thranduil poprawił się nieznacznie na krześle, gdy chłopiec odwrócił się do niego przodem i wbił w niego swoje jasnozielone spojrzenie. Thranduil odwzajemnił je z nieukrywaną przyjemnością.
-Fascynujące –wymruczał w następnej chwili i również usytuował się w podobnej pozycji do tej Lokiego.
Czarodziej dopiero w tej chwili miał okazję przyjrzeć się chłopcu z bliska. Zazwyczaj obserwował go z dużej odległości i ani myślał ją skracać. Legolas i jego przyjaciele zupełnie nie interesowali Thranduila, a co dopiero bękart Odyna. Loki nie był jednak ani trochę podobny do starca, którego tak nie cierpiał przez niemal pół życia Sindar. Chłopiec wyrażał się w dużo mniej denerwujący Thranduila sposób, a nawet robił to z o wiele większą klasą i w znacznie bardziej wyrafinowany sposób niż czystokrwisty czarodziej jakim był Odyn. Starzec cechował się ogromną beztroską słowa, którym się posługiwał. Można to nazwać wręcz brakiem dbałości.
Szesnastoletni Loki był rozbrajająco arogancki i to w zdumiewająco wysmakowany sposób.

-Nie jesteś w stanie najzwyczajniej w świecie przystać na samo posiadanie talentu? –spytał Thranduil i sięgnął po kolejną książkę ze stosu. Nie zwrócił uwagi na to, jaki nosiła tytuł, ale wertując ją – uznał, że nic ciekawego w niej nie znajdzie.
-Nie dostrzegasz żadnej aury? –dopytywał mężczyzna, zerkając na nastolatka i przeglądając kolejną książkę, sprawiając wrażenie chętnego do pomocy w poszukiwaniach. –Skąd wiesz, ze twoje oczy zmieniają kolor w chwili, gdy to robią?

Thranduil odłożył na stos kolejny bezużyteczny tomik. Zamiast sięgnąć jednak po następny – jego dłoń podążyła do nadgarstka Lokiego, by się na nim zacisnąć. Oczy chłopca rozbłysły jeszcze jaśniej.  Wzbudziło to w Thranduilu niepohamowany podziw dla tego zjawiska. Jego usta ułożyły się w aprobujący uśmiech, a palce puściły chudy nadgarstek Lokiego.
-Fascynujące acz kłopotliwe w ciemności –stwierdził Sindar niejako półżartem. Po chwili, jakby uznając, że dość już sobie pofolgował, spoważniał znacznie i podniósł się niespiesznie z zajmowanego miejsca.
-Weź ze sobą książki, których potrzebujesz i chodź ze mną –nakazał i uczynił dłonią ponaglający gest, gdy Loki w następnej zaledwie sekundzie jeszcze nie był gotów.

Chłopiec zaczął się zbierać, a  Thranduil obserwując go, jak zbiera poszczególne tomy z zamiarem wyniesienia ich – zastanawiał się czy wyjawić Lokiemu jeden ze swoich wielu sekretów.
-Profesor Ren jest ode mnie całe sześć lat starszy jeżeli miałbyś ochotę wiedzieć –odparł w końcu mężczyzna, decydując się na to, by faktycznie Lokiemu to zdradzić.
-Pewnego dnia trafisz na przeciwnika, który zdoła dowiedzieć się jakie zaklęcie zechcesz rzucić zanim w ogóle je wypowiesz.
Jego spojrzenie podążyło ku Lokiemu. Zmierzyło chłopca bezlitośnie od stóp po czubek głowy. W następnym momencie, jak gdyby w postawie chłopca coś go rozbawiło, na jego usta ponownie wpełzł grymas uśmiechu.
Nie oglądając się już do tyłu na młodego Ślizgona, ruszył w kierunku wyjścia z biblioteki.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Sob Cze 25, 2016 11:28 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Czw Cze 23, 2016 12:49 am


Gdy na chłopięcym nadgarstku zacisnęła się męska dłoń, przez jego ciało przeszedł dreszcz, jakiego jeszcze nigdy nie doznał. Zupełnie nowe doznanie. Nie mógł sobie nawet wyobrazić, jakim kolorem emanowały teraz jego oczy. Młody czarodziej znieruchomiał, a w jego umyśle wszystko zgasło - rozmyślania na temat daru czy czegokolwiek innego odeszły i ustąpiły nowemu uczuciu. Wokół miejsca, w które dotykał go profesor Sindar, pulsowała energia. Litery z książki rozmyły się i stopiły w nieestetyczne szlaczki. W momencie, gdy uścisk się poluźnił, a ręka mężczyzny puściła chłopięcy przegub, wszystko wróciło ze zdwojoną siłą. Wyraźność liter uderzyła Lokiego, a głos profesora wypełnił mu czaszkę. Ledwie udało mu się uspokoić zmysły, ten sam dźwięczny głos kazał mu za sobą podążyć.

Wybrał dwie książki: nieszczęsny tomik o rasach oraz jedną z tych o przypadłościach magicznych, i pstryknął palcami, by zgasić świeczkę. Nawiązanie do profesora Rena spowodowało, że chłopiec zastygł i zmarszczył brwi.

legilimencja..., pomyślał. Odyn, jak każdy wartościowy czarodziej, znał ten trik. Nigdy go jednak nie używał, a zwłaszcza przeciwko własnemu adoptowanemu synowi. Loki prawdopodobnie powinien nauczyć się oklumencji. Pytanie tylko od kogo.

Przyspieszył kroku i zwolnił dopiero, gdy znalazł się niecałe półtora metra za starszym magiem. Taszcząc ważące prawie cztery funty księgi, posłał nienaganny uśmiech jednemu ze skrzatów domowych, pilnujących biblioteki podczas nieobecności Madame Pince. Wyszli mahoniowymi drzwiami i skierowali się w lewą stronę.

Z naprzeciwka szło dwóch uczniów. Po rozwiązanym ślizgońskim krawacie, przewieszonym dookoła szyi oraz potarganych loczkach Aesir poznał Buckleya. Szedł z jakimś krukonem. Gdy przechodzili obok, Buckley Bartley odprawił blondwłosego chłopaka i odbił do Lokiego.

-Dzień dobry, panie profesorze. Cześć Aesir - objął czarnowłosego czarodzieja przez ramie. - Obiad już się zaczął. Chodź - pociągnął go za sobą w stronę wielkiej sali.

Dźwigając dwa tomiszcza weszli spóźnieni do sali. Loki poczuł na sobie świdrujący wzrok ojca. Ostentacyjnie położył książki na stole koło siebie i zasiadł do posiłku. Wiedział, że Odyn zauważył, skąd są. Uśmiechnął się do Anabelle. Czy będzie miał później problemy u ojca? Spojrzał w stronę stołu profesorskiego. Brakowało tylko jednego członka rady nauczycielskiej.


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Wto Sie 01, 2017 6:14 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Sob Cze 25, 2016 11:57 pm

Legilimencja była przydatną umiejętnością. Oczywiście jedynie wtedy, gdy użycie jej praktykowało się wobec kogoś, kto nie jest w stanie wznieść barier oklumencji, by ochronić swój umysł przed wtargnięciem intruza. Mistrzostwem można było nazwać niepostrzeżony atak na czarodzieja i jego myśli. Wówczas ów nawet nie zdołałby w porę wznieść tych barier. Skrajną paranoją było utrzymywanie stałej ochrony umysłu. Kosztowało to dużo energii i pozwolić sobie mogli na to jedynie potężni czarodzieje. Thranduil musiał zatem przyznać, że wobec Odyna nikt nie miałby szans. Starzec był w końcu Białym Panem, a oni zazwyczaj strzegą swoich tajemnic non-stop w każdej sekundzie swojego życia. Sindara pocieszał jedynie fakt, że tak samo trudno Odynowi byłoby dostać się do jego umysłu. Thranduil nie dorównywał może Odynowi doświadczeniem, ale to Odyn był tym znacznie mniej utalentowanym i genialnym młodzieńcem, za którego powszechnie uchodził niegdyś Thranduil. Do tej pory jest uznawany za jednego z nielicznych, którzy byliby w stanie dorównać legendarnym ikonom czarodziejstwa. Zapewniało mu to ogromny prestiż.

Jego usta drgnęły delikatnie w powstrzymywanym grymasie niechęci, gdy pojawił się przy Lokim inny Ślizgon. Mężczyzna nie oponował jednak zbytnio, gdy ten sam chłopiec zagarnął Aesira i pociągnął go w stronę Wielkiej Sali. Thranduil odprowadził Lokiego wzrokiem po czym ruszył w przeciwną stronę do tej, w którą powinien ruszyć. O wiele większą ochotę miał na chwilę samotności. Posiłek mógł poczekać na niego, a przecież Thrnaduil straci jedynie czas i nerwy pojawiając się w Wielkiej Sali teraz. Poza tym Odyn mógłby uznać, że jego nieobecność i jednoczesne pojawienie się wraz z Lokim miały wspólne źródło.  Odyn mógł oczywiście wślizgnąć się do umysłu własnego bękarta i poznać całą prawdę, ale po cóż ułatwiać starcowi zadanie? Niechże pogrąży się jeszcze bardziej w oczach Lokiego, gdy zdradzi się wraz ze swoją wiedzą, której nikt mu ot tak nigdy by nie udostępnił.
Loki sądził, że Sindara nasłał na niego wtedy ojciec, a Odyn zaś był niemal pewien iż Thranduil nie zdecydował się na potencjalnie prawe posunięcie.

W pół godziny od planowego zakończenia obiadu w Wiekiej Sali – Thranduil ruszył w kierunku kuchni, by tam właśnie zjeść własny posiłek.
Usiadł wygodnie na swoim nauczycielskim miejscu w Wielkiej Sali, która obecnie była niemal pusta. Jedynie kilku uczniów gawędziło przy stole Krukonów, ktoś podobnie do niego samotnie kończył obiad. Thranduil mógł zatem stwierdzić, że mimo pewnych początkowych  wątpliwości w to, że mu się uda potrafi pozyskać dla siebie choć kilka chwil prywatności dziennie.
Nic bardziej mylnego.

 -Thranduilu –odezwał się kilka kroków dalej męski głos. Sindar wypuścił widelec z wrażenia bowiem nie spodziewał się tego, że postać, która zaszczyciła swoją obecnością Wielką Salę kilka sekund temu zechce jakimś cudem przeszkodzić akurat Thranduilowi.
 -Elrondzie –odparł i nie zaszczyciwszy nawet spojrzeniem mężczyzny, ujął w dłoń naczynie wypełnione wodą. Zwilżył swoje gardło kilkoma łykami po czym odstawił puchar na stół i dopiero wtedy jego wzrok podążył ku ciemnowłosemu profesorowi Historii magii.
 -Ponownie w murach szkoły musisz się czuć przepełniony wspomnieniami, czyż nie? – Mężczyzna usiadł na miejscu obok Thranduila i sięgnął do misy z owocami. Jego długie blade palce obrały sobie na cel jabłko.
 -Bywałem tu często jako dorosły –odpowiedział beznamiętnym tonem.  –Przyzwyczaiłem się już.
 -Oczywiście. Rada Nadzorcza –pojął w jednej chwili Elrond.
 -W rzeczy samej –przyznał mu niechętnie Sindar i wrócił do swojego posiłku, decydując się na to, by spróbować zlekceważyć Noldora.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Nie Cze 26, 2016 2:46 am



Chłopiec nałożył sobie pół talerza warzyw i nalał wody do kielicha. Nie zamierzał zostawać tu długo. Ostatni brakujący nauczyciel nie pojawił się przez całe piętnaście minut biesiadowania w wielkiej sali. Jego koledzy dawno już rozpoczęli posiłek, więc tym razem postanowił ich dogonić i nie zostawać w tyle, jednakże w drzwiach czekał na niego kruk Odyna z wiadomością:

"Loki,
Spotkaj się ze mną w moim gabinecie za 10 minut.
Odyn"

Dał Anabelle książki i poprosił, by położyła mu je na komodzie. Wkrótce będzie musiał je oddać do biblioteki. Biorąc kruka na ramie, niechętnie odłączył się od grupy i skręcił w mało uczęszczany korytarz. Sunąc ręką po ścianie szedł słabo oświetlonym i zakurzonym szlakiem. To była jedna z łatwiejszych dróg do gabinetu ojca. Swoją drogą, gabinet dyrektora szkoły powinien być łatwiej dostępny. 
Postacie z obrazów radośnie szeptały Lokiemu “dzień dobry”, nie zakłócając ciszy zamczyska. Kruk stapiający się z kolorem jego włosów, siedział w bezruchu na kościstym ramieniu chłopaka. Gdy byli niedaleko celu, ptak zerwał się i odleciał pokrakując cicho. Młody Aesir samotnie powłócząc nogami dotarł do imponującego posągu człowieka w zbroi, opierającego się o miecz. Mimo, że był naturalnych rozmiarów, to stojąc na piedestale, górował ponad nielicznymi przechodniami. Nie różnił się jednak od innych posągów.

-Witaj, Heimdal. Mój ojciec mnie oczekuje - powiedział Loki w przestrzeń.

Pozłacany mężczyzna z posągu wolno podniósł głowę i delikatnie uśmiechnął się do chłopca.

-Zapraszam - rozległ się gruby i przenikliwy głos. 

Piedestał rozsunął się i ukazało się wejście. Czarno włosy chłopak zszedł powoli schodkami w dół i znalazł się w tunelu, znacznie mniejszym niż korytarze szkoły. Wystarczająco jednak dużym by podskoczyć lub iść w dwie osoby. Krótki korytarz doprowadził go do mahoniowych wrót, przez które przeszedł bez krępacji, nawet nie pukając.

-Ach, Loki - starzec odwrócił się, gdy rozpoznał kroki syna. - Podejdź tutaj. Mam do ciebie parę spraw. Pierwsza rzecz: książki - powiedział muskając pomarszczonymi dłońmi papiery na biurku. - Dobrze wiesz, że jestem świadomy twoich wypraw do działu ksiąg zakazanych. Nie używaj do tego mojej osoby. Z czystego szacunku do siebie nawzajem. Znajdź nowy sposób na wkradanie się tam.

A jednak, Pince rozmawiała z nim. Teraz będzie musiał skonfrontować się z nią, oddając książki.

-Dostarcz mi wypożyczone książki i tym samym zakończymy wykorzystywanie twojego statusu syna dyrektora. Druga rzecz: proszę, napij się herbaty - ruchem nadgarstka przywołał do siebie czajnik i filiżanki. Uśmiechając się ciepło rozlał napój i podał chłopcu. Loki odebrał naczynie i w milczeniu upił parzący napój. Czuł jak płonie mu język i gardło, ale nie dał tego po sobie poznać.

-Dobrze poszły ci SUMy. Niestety nie miałem czasu, żeby wcześniej ci ich pogratulować. Chociaż "dobrze" to złe słowo. Wyśmienicie. Jesteś w czołowej dwudziestce.

Loki wzruszył ramionami i uśmiechnął się za filiżanką.

-Weźmiesz udział w turnieju trójmagicznym? Miałbyś szanse wygrać.

-Zobaczę, jeszcze mam czas na zastanowienie się.

W milczeniu dopili herbatę i chłopiec wstał od biurka. Odyn się starał, ale w ten sposób nie zarobi przyjaźni usynowionego chłopca.

-Może masz jakąś sprawę do mnie? - zagadnął starzec, gdy chłopak odchodził do wyjścia.

-Właściwie… - przystanął zastanawiając się, gdy to już czas na poznanie swojego rodowodu. - Właściwie to tak, mam sprawę. Pytanie - powiedział głośniej.

Trzymając ojca w niepewności podszedł do biurka i oparł się na nim dwoma rękami.

-Kim są moi rodzice? Prawdziwi rodzice.

Starszy czarodziej zastygł w bezruchu.

-Loki, dziecko. Jesteś za młody, by poznawać prawdę - uciął temat. - Twój biologiczny ojciec był potężnym czarodziejem. Zbyt potężnym. Ludzie mogą wykorzystać to przeciw tobie lub innym czarodziejom, a nawet mugolom. Trzymaj się niewiedzy. Tu jesteś bezpieczny. Gdy będziesz dorosły, gdy uznam, że jesteś dorosły - powiem ci.

Ślizgon zamarszczyl brwi i odwrócił się na pięcie. Bez słowa pomaszerował w kierunku drzwi, przy których przez ramie uśmiechnął się i powiedział:

-Sam się tego dowiem wczesnej.

Za wrotami dotarła do niego złość. Nonszalancja zniknęła i po raz pierwszy od tak dawna pojawiła się w nim złość. Odszedł na pewną odległość od gabinetu i mniej więcej na środku korytarza nałożył na siebie zaklęcie wyciszające. Uderzył w ścianę i krzyknął. Odetchnął głęboko. Spontanicznie zadane pytanie zepsuło jego plan. Co on sobie myślał? Jego knykcie zabarwiły się na czerwono i spłynęła pojedyncza krwawa łza.

Zdjął z siebie zaklęcie i postukał w ścianę po drugiej stronie. Otworzyło się przejście prowadzące na zewnątrz, na tył zamku. Stonowanym krokiem szedł przed siebie, aż poczuł świeże powietrze. Tego mu było trzeba. Usiadł na trawie i oparł się o mur. Wysiedział tak niecałe dziesięć minut i przypomniał sobie o pracy domowej. Przymknął oczy i spróbował przypomnieć sobie temat zadania domowego. Gdy jednak pamięć zawiodła, podniósł się i skierował do środka zamku. Było tu tylko paru młodzików i najstarszych uczniów. Reszta, zwłaszcza najmłodsi, korzystali z ciepłych dni września i przesiadywali na błoniach lub wokół jeziora. Zauważył żółtobiałe włosy w fotelu przed kominkiem. Podszedł i oklapł na fotel obok. Legolas plótł warkocze Anabelle, a Buckley, włożywszy dłoń w swoje loki, spoglądał znad książek na długowłosych kolegów. Loki dopiero teraz zdał sobie sprawę z różnicy pomiedzy kolorami włosów Sindarów. Ojciec przyjaciela miał śnieżnobiałe włosy. Takie, które zdążają się tylko w opowieściach i bajkach. Młodszy Sindar miał w swoim białym kolorze domieszkę żółci, co odbierało część niespotykanego efektu.

-Co to była za praca domowa? - zapytał Aesir, składając łódkę z papieru.

-Esej dla profesora Rena, temat dowolny. Związany oczywiście z eliksirami - odpowiedziała dziewczyna i wróciła do czytania podręcznika.

-Ja pisze o najsilniejszych eliksirach, Anabelle jeszcze nie wie, a Legolas ma wyjebane. A ty, Aesir?

-Eee… Może o transmutacyjnych? - powiedział wstając.

Mała łódeczka trafiła do ognia. Było jeszcze wcześnie, ale dzisiejszy dzień go wyczerpał. Bez słowa skierował się do łazienki i wziął gorący prysznic.

Pomyślał o nowym profesorze. O jego magii i aurze. Jak to możliwe, że nie słyszał jeszcze o tak potężnym czarodzieju? Znał każdego, aż po afrykańskich szamanów. Część europejskich magów poznał osobiście. Jakim cudem o Thranduilu Sindarze się nie mówi? Zwłaszcza dodając do umiejętności wygląd. Mężczyzna był idealny i każdy to widział. Nie dało się ukryć, że Legolas pochodził z pięknej rodziny. Chęć poznania matki chłopaka powróciła. Zaciekawiło go też, jak nauczyciel wygląda pod drogą szatą. Na pewno nie ma fałd na brzuchu. Ciekawe czy był umięśniony, czy zwyczajny? Loki skarcił sam siebie za takie pederastyczne myśli i zakręcił wodę. Owinął się w pasie ręcznikiem i wciąż ociekając wodą, spojrzał w lustro. Przypatrzył się swojej twarzy. Zdawał sobie sprawę ze swojej urody. Założył spadające mokre kosmyki za ucho i przyjrzał się swoim oczom. Mieniły się przepięknym odcieniem błękitu. 

W klapkach, ręczniku na biodrach i ubraniem pod pachą, pomaszerował do dormitorium. Opadł na łóżko, po czym podniósł się i zgarnął potrzebne książki. Referat nie był na jutro, ale Loki chciał go skończyć wcześniej. Umoczył drogie pióro w atramencie i zaczął sklejać nazbyt elokwentne zdania dla profesora Kylo Rena.


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Sro Sie 02, 2017 12:14 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Wto Cze 28, 2016 2:30 am

 -Czego Rada Nadzorcza nie widzi, tego jej sercu nie żal –odparł przyciszonym głosem Elrond.
 -Elrondzie… –zaczął Thranduil, ale w następnej chwili, gdy mężczyzna wyjął z szafki butelkę whisky – ucichł. Jak gdyby wciąż walcząc ze sobą, ułożył palce na ustach, by samego siebie uciszyć i machnął w końcu ręką na to, co miał zamiar nadmienić w kwestii serca Rady Nadzorczej.
***

Nigdy nie lubił poranków. Tego jednak wyjątkowo mocno nienawidził.
Ktokolwiek się natknął na niego, gdy ten spóźniony nieco zmierzał na śniadanie – zrazu omijał go szerokim łukiem.
Jego głowa boleśnie dawała znać mężczyźnie o tym, że wieczorne rozluźnienie nad kilkoma kieliszkami whisky nie było najlepiej zmarnowanym czasem.
Starał się nie myśleć jednak o głowie ani o tym… co ma na głowie.  Starał się nie przejmować tym w jak niecodziennym nieładzie są jego włosy. Nie były w istocie w aż tak wielkim, by ktokolwiek poza nim to zauważył.
Thranduil jak zwykle je uczesał, ale wilgoć deszczowego poranka zamieniła je w widok nie do wytrzymania dla oczu czarodzieja. . Jakiegokolwiek  zaklęcia bowiem by nie użył – nie pomagało na tyle długo. W ciągu następnych kilku minut włosy i tak wracały do swojego koszmarnego stanu. Nie miał jednak zamiaru sterczeć przed lustrem do końca dnia jak głupiec i uznawszy, że wystarczająco czasu już spędził na doprowadzaniu ich do jakiegokolwiek ładu, ruszył w końcu na śniadanie

Westchnął przeciągle, gdy jego wzrok napotkał na swojej drodze sylwetkę Legolasa zmierzającą ku Wielkej Sali.
 -Ojcze –przywitał się grzecznie chłopiec. Thranduil zbył go nieznacznym gestem uniesionej dłoni i dość jednoznacznym grymasem niezadowolenia. Nie zatrzymując się nawet, wszedł do Wielkiej Sali.
W głębi duszy cieszył się jednak z tego, że dzisiaj nie musi oglądać własnego syna na lekcjach.

***

Minął pierwszy tydzień szkoły. Legolas nie mógł w to uwierzyć, ale to się działo – jego ojciec był jeszcze bardziej nie do wytrzymania niż zwykle. Od samego początku, gdy usłyszał o jego propozycji pracy w Hogwarcie nie potrafił wypracować żadnej innej reakcji poza uległym przyznaniem, że to dobry pomysł, by Thranduil się na to zgodził.
Łudził się także, że może dzięki temu on i ojciec zbliżą się do siebie.
Nie mógł się pomylić bardziej.

Sprostanie oczekiwaniom ojca zdawało się stać czymś absolutnie niemożliwym. Mężczyzna nigdy nie sformułował wcale tego, czego konkretnie spodziewa się po Legolasie. Chłopiec był jednak pewien, że srogie spojrzenie ojca i wieczny brak zrozumienia z jego strony oraz chłód emocjonalny bierze się właśnie z pogardy i zawodu jaki sprawia Thranduilowi.
Nie potrafił pogodzić się z zaistniałą sytuacją, a rozpowiadanie komukolwiek o konflikcie wewnętrznym wydawało mu się być skrajnie nieodpowiednie. Nie tak powinien zachowywać się przecież dziedzic szanownego rodu. Jak tu nie być zawiedzionym nim – Legolasem – w obliczu podobnych faktów?

Thranduil był dobrym nauczycielem. Mimo szorstkiego i pełnego wyższości podejścia wobec uczniów – okazał się być skłonnym ku temu, by zatroszczyć się o przekazanie jak najbardziej wartościowej wiedzy młodym czarodziejom. Był skuteczny i bezwzględny, a swoją postawą przypominał Rena. Podobnie jak Ren nie dawał się wciągać w zbędne rozprawy na jeden temat lekcji, a wobec każdego objawu niesubordynacji… był okrutny w sprowadzaniu na ucznia konsekwencji.
Nic dziwnego zatem, że jego ulubionym celem stał się szybko Loki, którego niesubordynacja była drugim imieniem.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Sro Cze 29, 2016 3:15 am



W ten czwartek Loki Aesir obudził się wyjątkowo późno. O siódmej rano zwlókł się z łóżka i skierował do pustej łazienki. Ślizgoni zazwyczaj wstawali przedostatni, ostatni zaś na śniadanie przychodzili krukoni. Odkręcił gorącą wodę i przymknął oczy. Śniadanie oficjalnie zaczynało się za mniej niż pół godziny. Miał więc niecałe dwadzieścia minut, żeby dostać się do wielkiej Sali.

Tak wyglądała teoria. Praktycznie wyszło to nieco inaczej. Za piętnaście ósma, odganiając od siebie wszystkie myśli istotne i te mniej, zakręcił wodę i umył zęby. Szybkim krokiem wrócił do pokoju i zarzucił na siebie jakikolwiek sweter i czarne spodnie, co zakrył czarną ślizgońską peleryną. Za oknem padało. Na korytarzu wpadł na  Barkleya, którego włosy były bardziej skręcone, niż kiedykolwiek. Drugi ślizgon obrzucił go zrezygnowanym spojrzeniem i nie odezwał się ani słowem. Loki zdał sobie sprawę, że nie spojrzał nawet na swoje włosy. Przystanął przed jednym z obrazów i poprosił laleczkę z saskiej porcelany z twarzą koloru pergaminu o udostępnienie lustra. Dziewczynka uśmiechnęła się i odwróciła swoje zwierciadło. Ślizgon wreszcie zobaczył jak wygląda. Pokręcone niegdyś-fale stworzyły z jego głowy palmę. Uniósł brwi i uchylił usta. Jasne, że panowała wilgoć, ale nie sądził, że aż taka. Na szybko przypomniał sobie jakieś zakręcie prostujące włosy, wypróbowane na nim kiedyś przez starszą o parę lar Sadie Baldock. Wyszeptał inkantację i jego loki rozprostowały się. Zaczesał je za uszy i ruszył do Wielkiej Sali. Na miejscu opadł koło Anabelle, smarującą croissant masłem czekoladowym.

-Masz może spinkę? Ewentualnie kilka – zapytał cicho, obrzucając zniesmaczonym spojrzeniem posiłek dziewczyny.

-Tak się składa, że mam – rozpromieniła się.

Odłożyła, czy raczej odrzuciła bułkę na talerz i sięgnęła do kieszeni peleryny. Wyciągnęła kilka kolorowych spineczek. Wybrała dwie różowe i z uśmiechem zaczęła dopinać niesforne kosmyki  kruczoczarnych włosów. Jej brązowe loki, niczym u baletnicy z portretu, były w nienagannym stanie. Z  zadowolonym i dumnym wyrazem twarzy obejrzała swoje dzieło, to jest różowe dziecięce spineczki powpinane w powracające do swojego pierwotnego stanu czarne fale.

Ledwie zdążył nałożyć sobie tost, drzwi rozwarły się i wkroczył profesor Sindar. Aura wokół niego gotowała się. Chłopiec aż odwrócił się, żeby zobaczyć, co się stało. Nauczyciel wyglądał… inaczej. Zawsze starannie ułożone białe włosy były dzisiaj w nieładzie. Musiał jednak przyznać, że mężczyzna wyglądał, cóż, niesamowicie. Chłopięce spojrzenie podążyło za nim i odprowadziło do stołu nauczycielskiego, gdzie przez chwilę przyglądał się innej odsłonie Thranduila Sindara.

°°°

OPCM. Obrona przed czarną magią. Po kilku dniach wilgoci, włosy nauczyciela wróciły do idealnego porządku i wręcz połyskiwały kolorem styczniowego śniegu. Z kolei u Lokiego nie miały się za dobrze. Anabelle upatrzyła sobie go za ofiarę i codziennie upiększała jego głowę kolorowymi spinkami. Chłopak z początku próbował z nią walczyć, lecz wkrótce pozwolił jej dobierać dodatki kolorystycznie zależne od dnia i nastroju ozdoby. Dzisiejszym kolorem był fioletowy.

Tegoż dnia powtarzali zaklęcie finite incantatem. Uczniowie dobrali się w dwójki, co oznaczało rzucenie paru ciekawych klątw na Legolasa. Ustawili się po dwóch stronach klasy i ledwie białowłosy ślizgon zdołał się odwrócić, ku niemu pognała tarantallegra. Efekt nie trwał jednak długo, ponieważ ojciec chłopca posłał mu zirytowane spojrzenie wraz z zaklęciem przerywającym. Pomiędzy chłopcami polatało jeszcze parę niegroźnych i nie tak zabawnych klątw, aż do momentu, gdy Legolas wypowiedział “incendio”. Nikt nie był pewien, co chłopiec chciał rzucić, ale w jednej chwili włosy gryfonki Tauriel zajęły się ogniem, a od nich zasłony w sali lekcyjnej. W następnej chwili Loki z równie niewiadomych przyczyn krył przerażonego przyjaciela.

-Tak, przepraszam. To było głupie - wzruszając ramionami, posłał nauczycielowi swój charakterystyczny uśmiech, jakby wcale nie żałował. Nie zanosiło się na to, by w ogóle miał zacząć. W najlepszym przypadku odbiorą punkty Slytherinowi, a w najgorszym dostanie karę i spędzi wieczór czy dwa w uroczym towarzystwie profesora Sindara, lub złośliwe chwile u boku Argusa Filcha i jego kotki Mrs. Norris.


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Sro Sie 02, 2017 12:20 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Czw Cze 30, 2016 3:00 am

Legolas musiał przyznać, że nigdy wcześniej chyba nie udało mu się zrobić niczego tak głupiego. Ledwo udało mu się ukryć głęboki rumieniec wpływający na twarz, gdy iskry na włosach Tauriel zostały ugaszone.
Nikt jednak nie przypuszczał, że w tym czasie, gdy nikt nie patrzył – ogniem zajmie się cała ciężka zasłona w sali lekcyjnej. Legolas nie wyrwał się do przodu, gdy nastąpiły próby ugaszenia pożaru.. Zaszył się z tyłu, popadając w coraz to większy zawód sobą, a nie sądził, by to w ogóle było możliwe. Okazało się, że ma rzadki talent i potrafi osiągnąć nawet niemożliwe.
Jakkolwiek jednak ogromnym tchórzem nie był i jak bardzo nie bał się ojca w każdej chwili, tak teraz nie potrafił ukryć własnego oburzenia tym, że Loki, który przecież nie dopuścił się zarzucanego sobie czynu, bierze winę na siebie. Przez tłum przebiegło kilka niewyraźnych szeptów, ale nikt nie wstawił się za Lokim, nie wykrzyknął wspaniałomyślnie, że ten jest niewinny, że to Legolas rzucił zaklęcie.
To kłamstwo nawet w ustach Lokiego nie brzmiało choć odrobinę przekonująco.
Nie miało.
***

Spojrzenie Thranduila podążyło w jednej chwili do Legolasa, który wciąż krył się za plecami pozostałych uczniów.
Mężczyzna powstrzymał się tym razem od grymasów niezadowolenia i z powrotem jego wzrok odnalazł Lokiego.
Chwilę temu, gdy gasił pożar i gdy prowadził grupę czarodziejów w bezpieczniejsze miejsce poza pomieszczeniem nie wyobrażał sobie jeszcze, by kiedykolwiek ktokolwiek potrafił posunąć się do tak bezczelnego kłamstwa.
Szybko jednak uświadomił sobie, że to właśnie ta arogancja tak absolutnie doskonale pasowała Aesirowi. W obliczu tego – nie mógł nie zagrać w chłopięcą grę, której start podyktował niewinny kaprys.
Jakkolwiek kuriozalne motywy Lokiego by nie były, Thranduil uznał to za idealną okazję do wykorzystania.
Zgodził się zatem ukarać Aesira zamiast pociągnąć do odpowiedzialności oczywistego winowajcę. Było to skrajnie niewychowawcze, ale on nigdy nie był lepszym ojcem niż jego własny.
***

 -Posprzątasz ten zwęglony bałagan –odparł Thranduil z zajmowanego przez siebie miejsca. Poprawił się na niewygodnym krześle i skinął dłonią na Lokiego, by ten podszedł bliżej.
Chłopiec zgodnie z poleceniem zjawił się punktualnie po lekcjach.
 -Później pomożesz mi zanieść kilka książek do biblioteki –odezwał się znów. Na tym wcale się nie kończyły dzisiejsze obowiązki Lokiego dyktowane przez bezlitosnego profesora.
 -Zaoferowałem także twoją pomoc w posklejaniu paru bibliotecznych egzemplarzy dla madame Pince. –To mówiąc usta Thranduila wykrzywiły się w nieznacznym uśmieszku, który krył za sobą pełnię satysfakcji.
 -Niektóre z nich są w opłakanym stanie –nadmienił, a uśmiech z jego ust nadal nie znikał.
Gdy zaś Loki zrobił krok w kierunku wykonania pierwszego zadania – Thranduil wyciągnął ku niemu dłoń, domagając się czegoś, by mu zostało na nią złożone.
 -Twoja różdżka –mruknął okrutnie i łypnął ponaglająco na własną, wciąż pustą dłoń. –Oddaj mi ją.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Nie Lip 03, 2016 3:20 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Sob Lip 02, 2016 4:16 am



-Legolas, coś ty narobił - Anabelle złapała chłopców za rękawy, odciągając ich w boczny korytarz, gdy zaraz po wysłuchaniu krótkiego kazania, wyślizgnęli się z klasy, unikając gniewnych gryfonów. - Co ty w ogóle planowałeś rzucić? - złapała go za ramiona i spojrzała błagalnie, prawie rozpaczliwie.

-Ja… Nie wiem. Nie mam pojęcia. Chciałem zaimponować ojcu… chyba - speszył się białowłosy uczeń. Przed oczami wciąż miał płomień wybuchający na głowie jedynej gryfonki, do której miał słabość i którą tolerował.

-Loki, a ty…

-Dzisiaj się nie wyśpię - Loki uciął, wzruszając ramionami i ruszył w głąb ciemnego korytarza, wcale nie prowadzącego do interesującej go sali.

°°°

Nonszalanckim krokiem szedł wieczorem przed siebie w stronę sali lekcyjnej. Po drodze napotkał pannę Norris i przystanął, by podrapać ją za uchem. Kotka była do niego zaskakująco przyjaźnie nastawiona. 
Był gotów na wszystko, co zgotuje mu nauczyciel. To nie pierwsza jego noc spędzona na przymusowym pomaganiu nauczycielom. Delikatnie zastukał w drzwi klasy i wślizgnął się do środka.

Dopiero w pustej sali, bez panikujących uczniów, zobaczył szkody. Tauriel, ani jej przypalonych włosów już dzisiaj nie spotkał. Najprawdopodobniej została wysłana do pani Pomfrey, by naprawiła szkody. Zasłony same w sobie nie były zbyt zrujnowane, a wręcz ładnie postarzone. Ucierpiały tylko dwie. Do połowy przypalone wciąż zasłaniały ogromne okna. Spalona część leżała na kamiennej podłodze w postaci popiołu i kilku większych nadpalonych skrawków.

Ach, Legolasie, czemu przyjąłem na siebie twoją winę?

-Panie profesorze… - uśmiechnął się delikatnie. Podszedł wolno do biurka profesora Sindara. Mężczyzna rozsiadł się w niezbyt wygodnym krześle, ale nie pokazywał po sobie braku komfortu. Chłopiec parę razy w nim siedział. Niefortunne krzesło nauczyciela Obrony przed Czarną Magią.

Prawdopodobnie zdobył się na ten szlachetny ruch dobrego samarytanina przez zwykłą, ordynarną chęć ponownego spotkania się z ojcem przyjaciela. Potężny czarodziej pociągał go i fascynował. Takiej niebezpiecznej mieszanki jeszcze nie spotkał. Z drugiej strony, gdyby to Legolas zebrał swoją winę, dostałoby mu się gorzej. Chłopiec wiedział, w jakich stosunkach byli Sindarowie. Na taką też wersję przystał i do niej spróbował przekonać samego siebie.

Posprzątać bałagan. Ruszył w kierunku środka klasy i podniósł rękę, by wykonać zaklęcie. Powstrzymał go jednak głęboki głos, każący mu oddać różdżkę. Odwrócił się z naburmuszoną miną i niechętnie położył ją na otwartej dłoni drugiego czarodzieja. Mógł użyć zaklęć bez-różdżkowych, ale coś w spojrzeniu Sindara, przekonało go, że nie taki był cel odebrania narzędzia. Rozejrzał się za szczotką. Okazało się, że jedna była przygotowana dla niego przy drzwiach. Przez ramię obejrzał się na mężczyznę, obserwującego go zza biurka. Sięgnął po kij od szczotki i zabrał się do zamiatania podłogi, raz po raz posyłając Thranduilowi Sindarowi niezidentyfikowane emocjonalnie miny.


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Sro Sie 02, 2017 12:39 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Nie Lip 03, 2016 4:23 am

Thranduil ujął między palce różdżkę chłopca. Posłał mu także po chwili mało przyjazny uśmiech i dał mu do zrozumienia jedynie gestem dłoni, by zajął się osamotnioną zmiotką i szufelką.  Obydwa przedmioty nikomu w tym zamku nie były raczej potrzebne. Na ogół wykorzystywano je jedynie w tym samym celu, w którym teraz zostało to polecone Lokiemu – za karę.

Podczas, gdy Aesir zabrał się za zamiatanie resztek zasłony – Thranduil począł obracać w dłoniach należącą do chłopca różdżkę. Nigdy nie był szczególnie biegły w określaniu drewna z jakiego poszczególne z nich są wykonane. Z niejaką precyzją mógł określić iż jest to twarde acz nie za nadto twarde drewno. Być może cyprys lub głóg. Doskonała długość, odpowiednio wyważona.
Thranduil mógłby chcieć poznać rdzeń różdżki, ale miał jeszcze tyle klasy, by nie zapytać wprost.
Odłożył zatem przedmiot na biurko przed sobą i postarał się zająć myśli czymś innym niż niestosowna ciekawość.
Jego spojrzenie i myśli podążyły zatem do Lokiego i na nim spoczęły na dłużej.

Chłopiec prędko uporał się z pierwszym zadaniem i Thranduil nie zwlekając – podniósł się z krzesła i obrał kurs na kolejną ich przystań. Uprzednio nakazał jednak Lokiemu zająć się pokaźną stertą tomików zalegających na nauczycielskim stole.
Po korytarzu poruszał się pewnie, nie zwracał uwagi na to czy Loki potrafi dotrzymać mu kroku. Nigdy zresztą nie zawracał sobie takimi rzeczami głowy. To w interesie Lokiego zaś leżało, by znaleźć się pod ręką, gdy tylko Thranduil zechce się do niego odezwać. O ile w ogóle zechce.
Sindar nie miał zamiaru zadawać pytań o motywy chłopca. Zdawał sobie z nich sprawę i pozwalał Lokiemu łudzić się, że ten może zachować to w tajemnicy. Nie było jednak w tym niczego zagadkowego. Loki być może nie był lekkomyślny, ale nadal był dzieckiem. Miał także swoje pewne nieuzasadnione fascynacje do wypełnienia.

Thranduil zatrzymał się przed drzwiami biblioteki.  Zerknął za siebie na młodego Ślizgona, którego dłonie zajęte były stosem kilku pokaźnych ksiąg. Po chwili także uchylił przed nim drzwi, puszczając go łaskawie przodem.
Skinął uprzejmie madame Pince, która w następnym momencie zapoznawszy się z sytuacją, machnęła różdżką i uwolniła Lokiego od ciężaru książek.  Zamiast tego w swoje ręce młody czarodziej dostał wiaderko kleju introligatorskiego, kilka pędzelków w opłakanym stanie oraz szereg instrukcji związanych z procesem klejenia książek. Nie zabrakło także ostrzeżeń.
 -Za wszystko co popsujesz zapłacisz z własnej kieszeni –powiedziała Pince szorstko, widocznie nie ufając, że Loki wywiąże się z powierzonego zadania bez uszkodzenia czegokolwiek. Nie miała jednak wyjścia.
 -Loki poradzi sobie doskonale –odparł białowłosy profesor i opuścił swoją dłoń w geście wsparcia na ramię chłopaka.
Następnie nakierował chłopca na właściwy kierunek, a później zadbał o to, by ten jak najszybciej przystąpił do pracy. Czekało go dużo roboty i Thranduil być może by mu nawet współczuł gdyby nie to, że coś takiego nie leżało w jego naturze.

 -Nie zdążymy na obiad –stwierdził, gdy zajął miejsce nieopodal Lokiego i jego stanowiska pracy, na które składała się forteca zbudowana z kilku stosów woluminów. Thranduil ledwo mógł dojrzeć chłopaka.
 -Ale nie martw się. Zjem razem z tobą, gdy tylko już uporasz się ze swoimi obowiązkami.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   Nie Lip 03, 2016 5:40 am



Szybko opanował bałagan panujący w ciemnej sali i jego wzrok padł na ukochaną różdżkę, spoczywającą ponownie w dłoni nauczyciela. Nie doczekał się jej jednak i zamiast tego dostał stos starych książek. Niechętnie powłóczył nogami za nauczycielem do biblioteki.

Ledwo dotrzymywał kroku mężczyźnie. Szli ciemnymi korytarzami, omijając te uczęszczane przez uczniów. Postacie z portretów spoglądały na niego. Z obrazu prześlicznego księcia spojrzała na niego balerinka, która użyczyła mu lusterka owego wilgotnego dnia. Na jej głowie spoczywał kapelusz księcia. Z jej porcelanowej twarzyczki zniknął na chwilę uśmiech, który powrócił, gdy zobaczyła w czarnych włosach fioletowe spineczki. Książę za nią posłał mu dodające otuchy spojrzenie i złapał laleczkę w talii. Ona z kolei posłała ślizgonowi ostatni chichot i zakręciła się wokoło, strzepując kurz ze złotej sukni. Chłopiec zapatrzył się na chaînes tancerki, po czym podbiegł do zostawiającego go w tyle profesora.

Na miejscu minęła ich parka krukonek zmierzająca prawdopodobnie na obiad. Od ciężaru został uwolniony dopiero przy mahoniowym biurku pani Pince. Uśmiechnął się do niej błagalnie i połowicznie wysłuchał zadania. Odpłynął na chwilę, łapiąc pojedyncze słowa. Oprzytomniał, gdy na jego ramieniu pojawiła się dłoń. Dłoń profesora. Uczucie z pierwszej lekcji OPCM wróciło. Odwrócił głowę, żeby bibliotekarka nie zauważyła jego błyszczących oczu. Udał, że zainteresowali go uczniowie. Wiedział, że to nie przejdzie, ale zależało mu na nieodpowiadaniu na pytania o kolor oczu.

Przy oddalonym od zagubionych uczniów starym stole zajął się sklejaniem ksiąg. Szło mu lepiej niż sądził. Zgrabne chłopięce palce sprawnie manewrowały podniszczonymi okładkami i nawet zapomniał, że obserwuje go profesor Sindar. Przypomniał sobie o jego obecności, gdy nauczyciel wspomniał o obiedzie.

-Kolacja przy świecach, eh? - uśmiechnął się pod nosem i schylił głowę jeszcze bardziej, by mężczyzna nie dojrzał jego uśmieszku. Modlił się też do Merlina, by go nie usłyszał, bo już wystarczająco sobie nagrabił, zbierając winę jego syna.

Ku jego aprobacie, czarodziej nie odpowiedział, ale też nie widział jego miny, więc nie mógł stwierdzić na pewno, czy usłyszał jego słowa. Słyszał z daleko krzątanie się ostatnich uczniów, spieszących na posiłek. Poczuł ssanie w żołądku, ale wpierw musiał skończyć zadanie. Stosy przed nim zmniejszały się i mógł wreszcie dojrzeć drugiego czarodzieja. Srebrne od światła świec włosy opadały na ramiona, a znudzony wzrok błądził po regałach na przeciwko. Przypatrywał mu się chwilę, po czym, przypominając sobie o głodzie, wrócił do klejenia ksiąg. Przy ostatnich egzemplarzach nauczyciel poruszył się i wstał z miejsca. Przeszedł się dookoła chłopaka, prawdopodobnie oceniając jakość wykonanego zadania. Nie mógł mieć mu nic do zarzucenia, gdyż Loki wykonywał swoje zadanie jak najlepiej.

Głośno, acz ostrożnie odłożył ostatni tomik i tryumfalnie spojrzał na profesora Sindara. Chciał odzyskać swoją różdżkę. Bardziej też ssało go w żołądku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]   

Powrót do góry Go down
 
Emerald prince, pearl king. [Thranduil/Loki; Multifandom (Hobbit/Marvel/HP/(...)) AU; bn]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: