IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 The right side of the wrong bed [ hetero, 2 os, bn ]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
cereus

avatar

Liczba postów : 2
Join date : 17/04/2016
Skąd : Małopolska

PisanieTemat: The right side of the wrong bed [ hetero, 2 os, bn ]   Nie Kwi 17, 2016 9:47 pm








⌊   FABUŁA   ⌉

Opowiadanie na tle muzycznym,
skupiające się w głównej mierze na romansie głównych bohaterów
i ich uzależnieniach.

⌈   POSTACIE   ⌋

Pani: cereus
Pan: Xanthia


▲  ▲  ▼          ▼  ▲  ▼          ▼  ▲  ▲

Sloan Rebecca Harper    ▶    27 lat    ▶    24.03    ▶    baran    ▶    hetero
panna    ▶    Brytyjka    ▶    ]ateistka    ▶    wykształcenie średnie    ▶    sprzedawczyni
urodzona w Bristol, UK    ▶    ciemnobrązowe włosy    ▶    czarne oczy    ▶    blada    
170 cm    ▶    55 kg    ▶    kolczyk w wardze i w lewej brwi    ▶    duże oczy
prawe przedramię pokryte tatuażami    ▶    wysokie kości policzkowe    ▶   pełne usta


Ostatnio zmieniony przez cereus dnia Pon Kwi 18, 2016 7:55 pm, w całości zmieniany 11 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xanthia

avatar

Liczba postów : 2
Join date : 17/04/2016
Skąd : Śląskie

PisanieTemat: Re: The right side of the wrong bed [ hetero, 2 os, bn ]   Pon Kwi 18, 2016 10:13 am

imię - Newton | drugie - John | zwany - Newt | nazwisko - Williams
wiek - 28 lat | urodzony kiedy - 13 kwietnia | urodzony gdzie - Bristol, UK
włosie - ciemne i krótkie | tęczówki - ciemne i niekrótkie | białka - przekrwione
wzrost - ponad metr dziewięćdziesiąt | sylwetka - możliwie umięśniona
szczególne - minimum tatuaży, ew. jakaś blizna gdzieś, okulary (częściej szkła)


   Na scenie było ciemno jak w najgłębszych czeluściach piekielnych. Sam się upewniał, że to nie będzie jakieś sobie wyłączenie paru świateł - nie chciał psuć efektu jakąś niepotrzebną lampą z tyłu, która perfekcyjnie ukazywałaby jego sylwetkę, poruszającą się bo estradzie.
    Dbał o efekty specjalne - muzykę pisali dla uszu, nie dla oczu, ale koncerty urządzano przecież tylko i wyłącznie dlatego, że fani chcieli zobaczyć idoli. Efekt wizualny był bardzo ważny, a on dbał o to, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Ciemność była niemalże nieprzenikniona - tylko od strony widowni, od tych nielicznych, którzy właśnie zaczynali nagrywać koncert, było widać jakieś resztki światła.
    Stroboskop zamigał raz i drugi, a wrzawa wśród widowni ucichła, jednak szybko uniosły się szepty - szum tłumu był jednostajny i przyjemny, jednak sprawiał, że czuł się nieco... Nieswojo.
   Szybkim krokiem przemierzył drogę między kulisą, za którą stał, a samym środkiem sceny i jego mikrofonem. Chwycił go, poczuł pod palcami i odetchnął głęboko, odwracając głowę, tak, żeby w głośnikach nie było słychać zwielokrotnienia jego głosu. Spojrzał w stronę, z której powinien stać Michael. Z braku światła nie był w stanie go zobaczyć, ale wiedział, co by zobaczył, gdyby nie ciemności - dwa kciuki w górę, cecha charakterystyczna tego niepokonanego optymisty. Znów wypuścił powietrze, światło zamigało jeszcze jeden raz, rozległ się pierwszy akord piosenki.
    Z zamkniętymi oczami zaczął śpiewać.

    W momencie, w którym światła zgasły, krzyki z widowni przybrały swoje apogeum. Niektórzy bili brawo, znaczna większość darła się jak opętana. Ciemność nie była równie nieprzenikniona, co wcześniej - teraz niemal każdy machał telefonem, nie wiadomo, czy w geście mającym symbolizować dawne zapalniczki, czy robiąc im tysiące zdjęć - więc kiedy odwracał głowę i spoglądał na resztę zespołu widział szerokie uśmiechy na ich twarzach. Mike, jak zwykle zresztą, uśmiechał się najszerzej.
   Wszyscy wycofali się na kulisy, kiedy ekipa techniczna przyszła zbierać sprzęt ze sceny. Pierwszą rzeczą, którą zrobił Newt po schowaniu się za wielkim ekranem było założenie na siebie koszuli - zdążył zmarznąć w czasie występu, a że kulisy miały być otwarte dla fanów, którzy mieli ochotę wydać mnóstwo pieniędzy by przybić z nimi piątki, nie wypadało mu zakładać swetra, choć w głębi duszy właśnie o nim marzył. Był okropnym zmarzluchem.
   Odpuścił sobie wizytę z garderobie, ruszył prosto do łazienki, która, wyjątkowo anty-snobistycznie, była wspólna dla całego zespołu, jak za starych dobrych czasów. Zabawne, że właśnie grali w Bristolu, w miejscu, w którym to wszystko się zaczęło, gdzie pięciu chłopaków zamknęło się w garażu i nazwało zespołem. Z bandy nieudolnych buntowników w muzyków z prawdziwego zdarzenia - to był postęp, który dzień w dzień go zadziwiał.
    Odgarnął włosy do tyłu - znów wpadały mu do oczu, będzie musiał pokusić się o wizytę u fryzjera - i spojrzał w swoje odbicie w lustrze. Trasa odbiła się na jego wyglądzie, ciągłe niewyspanie poskutkowało głębokimi worami pod oczami, które makijażystka nieudolnie próbowała wcześniej zamaskować, pobladł, a ciągłe darcie się sprawiło, że jego gardło nie przestawało piec ani na chwilę, nie ważne, jak bardzo próbował je ratować wodą z miodem i cytryną, która zawsze była niczym antidotum na wszelkiego rodzaju anginy i inne cholerstwa. Chlapnął sobie wodą w twarz, zmywając resztki makijażu i niezbyt efektownie próbując się obudzić. Wytarł się skrawkiem podkoszulki i wrócił do reszty grupy - wszyscy zebrali się w tej niezastawionej niczym, co łatwo zepsuć części zaplecza i z piwami w dłoniach niemal nieprzytomnie spoczywali na pufach.
    − Macie świadomość faktu, że zaraz przyjdą tu ludzie − mnóstwo ludzi − z czego przynajmniej piątkę trzeba będzie oprowadzić po zapleczu technicznym? − usłyszał, kiedy opadł obok Franka.
   − A ty, masz świadomość faktu, że my sami do końca nie wiemy, co jest czym na tym zapleczu? − zripostował Johnny. Zazwyczaj to on gadał z managerem, bo miał dość szczęścia w życiu, by być jego bratem.
    − Macie udawać. Piętnastolatki wchodzą tu pierwsze, żeby nikt przypadkiem nie uraczył ich piwem.
   Odezwał się ich grupowy umysł i wszyscy naraz pokręcili głowami i stwierdzili:
    − Może ci idioci. − Zgodnie z zasadą grupowego umysłu wybuchnęli śmiechem.
    − Ja pójdę − zgłosił się Newt. − Pewnie i tak wszystkie przyszły tylko po to, żeby sobie na mnie popatrzeć.
    − Ostatni mądry człowiek − mruknął teatralnym szeptem Donny.

    Odprowadził Samanthę do drzwi i z ledwie już widocznym uśmiechem zniósł ostatnie selfie, jakiego młoda sobie życzyła. Pozdrowił jej matkę, czekającą na zewnątrz i, gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi, westchnął głęboko. Potrzebował piwa. Albo dwóch.
   Kiedy przeszedł obok wejścia dla osób, które były zaproszone na imprezę - bądź zakupiły sobie zaproszenia nie pytając chłopaków o zdanie, zresztą, nie pytano ich też, czy chcą, żeby takowe były dostępne w internecie - usłyszał, mimowolnie, dosyć głośną rozmowę jakiejś dziewczyny z ochroniarzem. Delikwentka najwyraźniej nie postarała się o zaproszenie.
   − I co mnie to obchodzi!? − krzyknęła mężczyźnie prosto w twarz. − Znam Newta, do jasnej cholery, jak myślisz, czy inaczej miałabym tu jakiś interes?
   − Możesz nawet spędzać co drugi wtorek na herbatce u księżnej Kate, ale bez przepustki nie wejdziesz!
    Z ciekawości spojrzał na adresatkę tej wypowiedzi - kto może być na tyle szalonym, by wierzyć, że po takich odzywkach dostanie się za bramki! - i, ku swojemu wielkiemu zdziwieniu, rozpoznał ją. Dziewczyna już miała zaskoczyć ich kolejną, zapewne niecenzuralną odzywką, gdy Newt klepnął bramkarza w ramię.
    − Spokojnie, Jimmy. Znam ją... Sarah, co nie? Zapomniałaś przepustki z domu?
    − Powiedzmy − prychnęła, przechodząc pod taśmą. − Sloan.
    − Sloan co?
    − Jestem Sloan, nie Sarah.
    − Dokładnie − skwitował Newt.
    Przynajmniej był blisko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
cereus

avatar

Liczba postów : 2
Join date : 17/04/2016
Skąd : Małopolska

PisanieTemat: Re: The right side of the wrong bed [ hetero, 2 os, bn ]   Sob Kwi 23, 2016 10:41 pm

      Była bardziej niż zirytowana, gdy czekała aż pewna staruszka wygrzebie z portfela drobniaki. Miała ochotę uderzyć czołem o kasę, gdy wyciągała po jednym groszu, ku zdenerwowaniu innych, czekających w kolejce za nią klientów. Właśnie w takich sytuacjach, Sloan, chciała iść do zarządcy sklepu i poprosić o zaokrąglenie cen. To ułatwiłoby życie nie tylko jej, ale i wszystkim kasjerom w tym sklepie. Niestety, musiała zostać na polu walki i cierpliwie czekać, z fałszywym uśmiechem na twarzy, aż kobieta w końcu będzie na tyle łaskawa i da dziewczynie to, czego od niej chce. Wiedziała jednak, że chwilę poczeka, więc chwyciła w dłonie telefon, który zawsze trzymała pod ladą. Gdyby menadżer to zobaczył, w tej chwili prawdopodobnie straciłaby pracę, był lekko przewrażliwiony na tym punkcie. W każdym razie, na wyświetlaczu zobaczyła jedną nieodebraną wiadomość, więc no cóż... odebrała ją. Sms był oczywiście od Katie, dziewczyny, której nigdy nie omijała żadna plotka. Była dobrym źródłem informacji, chociaż niekoniecznie wiarygodnym. Zazwyczaj nie miała do powiedzenia nic, co mogłoby zainteresować brunetkę, ale tym razem było inaczej. Jak się okazało, niedługo w mieście obok, miał się pojawić zespół, na który dziewczyna czekała od bardzo dawna, był tam bowiem ktoś, z kim chciała się spotkać. Uśmiechnęła się do siebie pod nosem i odkładają telefon z powrotem na miejsce, spojrzała na kobietę, która zdążyła już wyciągnąć wszystkie potrzebne pieniądze. Nieoczekiwanie, cała jej irytacja zniknęła i obsłużyła resztę klientów z uśmiechem na ustach.

      Prawie dwa tygodnie później, siedziała w autobusie, beznamiętnie spoglądając w okno i czekając aż ta podróż się zakończy. Nigdy nie lubiła publicznego środku transportu, ponieważ zawsze siadały koło niej osoby, z którymi w normalnych okolicznościach, wolałaby nie mieć do czynienia. Westchnęła ciężko, pewna, że jej towarzysz podróży i tak tego nie dostrzeże, był zbyt zajęty przyglądaniem się swojemu termosowi. Prawie jakby to był alkohol, czy coś. Może był...
W oddali dostrzegła znak, który informował ją o tym, że jest na miejscu. Prawie wyskoczyła z miejsca, widząc to, tak, że mężczyzna obok niej spojrzał na nią jak na dziwadło. Tak, bo to ona z ich dwójki jest dziwakiem. Gdy pojazd zatrzymał się na przystanku, wyskoczyła z niego, niemalże taranując dwie osoby po drodze. Wyciągnęła telefon i spojrzała na zegar, który wskazywał siedemnastą. Miała jeszcze godzinę do rozpoczęcia koncertu, co poprawiło jej humor, ponieważ to dużo czasu, aby dostać się w odpowiednie miejsce. Gdyby nie to, że spóźniła się na autobus, już dawno czekałaby w kolejce do bramek. Teraz prawdopodobnie będzie ostatnia i dostanie jej się najgorsze z możliwych miejsc. Ale to nie jest aż tak istotne. Miała inne plany co do dzisiejszej wyprawy, koncert był wyłącznie bonusem. Co prawda płatnym, ale bonus to bonus. Nie przeciągając dłużej swoich rozmyślań, skierowała się w stronę areny.

      Na miejscu panował gwar, nic dziwnego. W momencie, gdy udało jej się w końcu przyjść, otworzono bramki i chmara ludzi wbiegła do środka, nie zważając na nikogo poza sobą. Kochała to podniecenie, które dało się wyczuć od wszystkich osób, będących tutaj. To ją nakręcało, jak nic innego. Sama poszła za tłumem, torując sobie drogę, aby znaleźć jak najlepsze miejsce, jednak nie oczekiwała zbyt wiele.

      Koncert był niesamowity.

      Gdy się skończył, poczekała chwilę, aż ludzie się rozejdą, a właściwie dłużej niż chwilę i poszła za scenę, gdzie znajdowało się miejsce dla zespołu oraz ludzi z przepustkami. Sloan takowej nie posiadała, ale posiadała coś innego, a mianowicie urok osobisty. Jednakże, na nic się on nie zdał i dziewczyna była mocno zawiedziona. Postanowiła, więc wprowadzić w życie plan B. Polegał on na wykłócaniu się z ochroniarzem, do tego momentu, aż odpuści, co szczerze powiedziawszy było wielce nieprawdopodobne, ale cóż... Raz się żyję. W trakcje „rozmowy” z przeuroczym Panem blokującym jej wejście, usłyszała głos, który rozpoznałaby wszędzie. W końcu słuchała go przez ostatnie trzy godziny. Poczuła jak ciarki przechodzą jej po plecach, gdy spojrzała na znajomą jej sylwetką. Uśmiechnęła się pod nosem, ale szybko skryła tą radość, musiała trzymać fason. Przeszła obok mięśniaka, pokazując mu przy okazji środkowego palca. Niech wie gdzie jego miejsce. Jej dobry humor, nie trwał jednak długo. Jak się okazało, Newt nie pamiętał nawet jej imienia, co niesamowicie ją zdenerwowało. Aczkolwiek, nie miała zamiaru w chwili obecnej tego okazywać, jeszcze zmieniłby zdanie i kazałby ją wyrzucić. A tego nie chciała.
      Ukrywając swoje emocje, po tej krótkiej wymianie zdań, przeszła obok niego i skierowała się w stronę jakiegoś pomieszczenia. Mężczyzna poszedł za nią, najprawdopodobniej zainteresowany tym co zrobi dziewczyna. Kiedy już znajdowali się w środku, zamknęła drzwi, oparła się o nie i zapaliła światło. Spojrzała w ciemne tęczówki człowieka stojącego przed nią i uśmiechnęła się szeroko.
- Okej, więc zacznijmy od początku. Jestem Sloan, nie Sarah. Nazwij mnie tak jeszcze raz, a poznasz moc mojego lewego sierpowego. Albo prawego prostego. Pozowlę ci wybrać. W każdym razie, kilka lat temu spędziliśmy ze sobą pare nocy. Prawdopodobnie nie pamiętasz, bo zaliczasz częściej niż ja liczę drobniaki, ale to już nie ma znaczenia. Myślę, że jesteś w stanie domyślić się, dlaczego tutaj jestem. - Uniosła sugestywnie brew i podeszła kilka kroków w jego stronę, opierając dłonie na klatce piersiowej bruneta. Stanęła na palcach, ponieważ był dużo wyższy od niej i dotknęła wargami jego warg. Na początku chciała go tylko delikatnie musnąć, ale po bardzo ekspresowym namyśle, pogłębiła pocałunek, który on odwzajemnił. Już prawie zapomniała jak dobrze jest go czuć. Te kilka nocy, które z nim spędziła, były wspaniałe, dlatego przyjechała po więcej. Położyła palce na jego karku, zbliżając jego twarz do swojej, gdy odsunęła usta. - Nie chcę wiele – powiedziała. - Kilka nocy, kilka drinków, bez zobowiązań. Chyba mi nie odmówisz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: The right side of the wrong bed [ hetero, 2 os, bn ]   

Powrót do góry Go down
 
The right side of the wrong bed [ hetero, 2 os, bn ]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Archiwum-
Skocz do: