IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Over seven seas

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Over seven seas   Pon Kwi 04, 2016 7:09 pm




Daaawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma morzami...

Morzami, właśnie!
To czasy wielkich piratów, wszelkie życie toczy się na morzu. W końcu tyle ziem nieodkrytych, tyle skarbów wciąż tkwiących w ziemi! Zapach starych map i wyściełane skórą kufry. Twardzi mężczyźni, abordaże i starożytne legendy, z którymi nie należy igrać.
A wszystko okraszone potężną dawką zaborczej namiętności i podlane litrami wysokoprocentowego rumu.
Aaaaargh, z drogi, szczury lądowe, nadchodzą nowi władcy mórz!



Występują:
Samobójca i Pani Admin.




____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Dead men tell no tales   Pon Kwi 04, 2016 7:29 pm



♪♫Ooooh, A captain's life seems elegant
With far more booze than regiment.
He's required to provide
For all the crew aboard.


What will we do with a drunken sailor?

Shave his belly with a rusty razor

Put him in a long boat till his sober

Stick him in a barrel with a hosepipe on him

Put him in the bed with the captains daughter

That’s what we do with a drunken sailor


Skrót:
 





Captain Hein:
 

Załoga:
 





____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Suicide dnia Pon Kwi 18, 2016 5:59 pm, w całości zmieniany 10 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Uniwersum troszkę   Sro Kwi 06, 2016 2:33 pm



Morze Szafranowe:
 

Morze Purpurowe:
 

Morze Szmaragdowe:
 

Morze Karmazynowe:
 

Morze Czarne:
 

Morze Bursztynowe:
 

Morze Alabastrowe:
 



Bogowie:
 

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: The Legend about Captain Red-Eye   Sob Kwi 09, 2016 6:33 pm



W dużym skrócie:
 
– Marty! Opowiedz nam o Czerwonookim. – Zajazd był niewielki, przypominał raczej spelunę, w której kochały przebywać portowe dziwki, wszelkie szelmy, samozwańczy sędziowie i podróżujący kupcy z okiem łypiącym na brzęczące sakiewki ryzykownie podźwiękujące przy pasie. Miejsce, w którym szczury i inne ustrojstwa zakładały domy pod podłogą zabitą skrzypiącymi dechami. Wszystkie stoliki jednak były pozajmowane, w pomieszczeniu zaś panował podniosły gwar. Aż do teraz. Wszystkie oczy jak jeden skierowały się na młodzieńca, który śmiało wysunął swą prośbę w kierunku starszego podróżnika, doskonale znanego w tych stronach ze swych niesamowitych opowieści. Na ustach brodatego, około czterdziestoletniego mężczyzny pojawił się lekki, tajemniczy uśmiech.
– Czerwonooki? – Prychnięcie młodej szatynki popijającej browar zmąciło wszechobecną ciszę. – Któż on? Ten Czerwonooki?
– Widać żeś młoda jeszcze. – Krótkie cmoknięcie podróżnika poprzedzone zostało dużym łykiem rumu. – Pirat ci to. I to nie byle jaki. – Słowa mężczyzny brzmiały przez chwilę jak ostrzeżenie, zupełnie jakby samo mówienie  o wspomnianym niosło ze sobą złe przepowiednie. – Kapitan Reynold się zwie, Szafranowym Morzem włada.
– Słyszałem o nim! – odezwał się głos z głębi sali, skąd też wyłonił się chłop przeciętnej postury, podążając bliżej stolika, coby lepiej słyszeć martiowskie opowieści. – Morze ponoć bogate i skarby wielkie kryje.
– A ja żem słyszał, że syreny w nim żyją. – Inny głos się dołączył, wywołując swymi słowami lekkie poruszenie.
– I że wiatr nie wieje!
– Niemożliwe przecie, co wy mówicie! Jak tu żagle bez wiatru stawiać? – Sceptycyzm młodej dziewczyny podzielony został przez większą część klientów. Przecież już legendy o syrenach większą wiarygodnością się cieszyły. Statek piracki na morzu urzęduje, a wiatru ma nie być?
– No Marty, jak to jest z tymi wiatrami i syrenami? – ponaglił ktoś z boku, chcąc od najwiarygodniejszego źródła wyciągnąć co się rzecze o tamtejszych wodach.
Postawny szatyn, w milczeniu popijając złoty trunek, wysłuchał każdego z kolei czekając aż przyjdzie jego kolej na ustosunkowanie się do tychże domysłów.
– Obszar to bogaty – odezwał się w końcu, a każdy tu obecny oczekiwał na dalsze słowa w lekkim zniecierpliwieniu. Dalekie ziemie zawsze wzbudzały zainteresowanie wśród mieszkańców małych miasteczek takich jak Dunwich. Ba, i w tych większych podobne opowieści nie przechodziły bez echa. – Piękny straszliwie. Gdzie okiem sięgnąć lazurowe wody, przejrzyste jakby kryształem usiał. – Ludzie kochali opowieści Martiego, gdyż człowiek to był z wielkim darem; gdy opowiadał, robił to tak namiętnie, z takim wczuciem, że wydawać by się mogło, iż nic innego się dlań nie liczy. Pięknie opowiadał, oj pięknie. Malował słowami. – Wyspy bogate, jedne wysłane złotymi ziarnami piasku, inne pokryte przez bluszcze, rośliny obfite, zieleń soczystą, zwierząt dzikich pełne, a wszystkie one skarby kryją w sobie wielkie. – Głos mężczyzny był cichy, niemalże szeptał, gestykulując dłonią jakby to właśnie przed nim jawiły się te krajobrazy niezwykłe. Lecz choć niegłośno mówił, każdy słyszał i widział przed oczyma to, co Marty żywym okiem onegdaj ujrzał.
Zwilżył gardło tanim rumem, by odetchnąwszy kontynuować, wzrokiem swym ciemnym wodząc po twarzach obecnych.
– Choć piękne nieziemsko, wody są to zdradliwe. Rację mówicie, że legendy o syrenach prawią. Mówi się, że piękne są to kobiety, z ogonami mieniącymi się na przeróżne kolory, z twarzami pięknymi, włosem długim i głosem niczym boginie. Lecz niemniej zdradliwe jak samo morze. Mówi się, że spotkawszy syrenę, usłyszysz od niej życzenie. Jeżeli je spełnisz, dostaniesz skarby jedyne w swym rodzaju, z samego dna morza. Ale! – Chwilę przemilczawszy w napięciu lekkim, mówił dalej. – Jeśli nie dasz rady życzenia spełnić, żywcem cię pożrą, a statek na samo dno ściągną, do tychże skarbów dołączając razem z kośćmi twymi. – Przez chwilę w pomieszczeniu słychać było jedynie nieśmiałe poskrzypywanie starej podłogi i pojedyncze kroki dobiegające zza drewnianych ścian.
– To tylko legendy, syreny nie istnieją – odezwał się ktoś z drugiego końca stolika, tylko na chwilę sprowadzając na siebie spojrzenia słuchaczy.
– A ja tam wierzę! Chciałbym kiedyś jakąś spotkać. – Tym razem uwagę zebranych przykuł młody blondyn opierający się nonszalancko o okiennicę.
– A idź zbóju i tak nie miałbyś gdzie włożyć tego swojego kucyka – odkrzyknęła mu ruda kobiecina zamiatająca podłogę, wywołując tym krótką salwę śmiechu. Marty pokręcił jedynie głową z westchnieniem i zaśmiawszy się, upił potężnego łyka rumu, domawiając następną kolejkę.
– Wielu mówi, że spotkało syrenę – wtrącił, a wrzawa ucichła niemal natychmiast – lecz ja wam powiem, że pewnikiem padli ofiarą fatamorgany. Wody szafranowe to obszar niesamowicie gorący, sprzyja podobnym zwidom. Niejeden z pragnienia zdążył zemrzeć, bowiem i o wiatrach się mówi, że zdradzieckie.
– Prawda to, że nie wieją?
– Nie w pełni. Wiatr hula, lecz gdy mu się zechce.  Tańczy, rozsypując piasek, bujając koronami starożytnych drzew, wiejąc potężnie w żagle, by następnie ucichnąć. Zatrzymać się, odejść, zniknąć. – Lekko pomarszczona, naznaczona bliznami dłoń przesunęła się po sztywnej, ciemnej brodzie jakby w lekkim zastanowieniu.
– Jakże to możliwe? – I dziewczęciu zabłysły ciekawskie iskierki w oczach, gdy słuchała tak o tych cudacznych zjawiskach.
– Nie wiem, dziewczę drogie, nie wiem. Lecz sam żem świadkiem był, że żadnego fałszu w tych powiastkach nie ma. Wiatr hula i przestaje. Czasem na godzinę, czasem na dzień, czasem na kilka a bywa, że i tygodniami ni widu, ni słychu, tylko nadzieją się człowiek żywi, że oto w żagle dmuchnie i ręce od wioseł odpoczną. Lecz nie to w tym najdziwniejsze jest. Nie to...
– Mów dalej, no mów. Co może być dziwniejsze? – ponaglał głos tego samego młodzieńca, który to swym pytaniem cały temat rozpoczął. Widocznie zafascynowany był słowami żeglarza, a gdy ten na chwilę przestał mówić, niecierpliwił się niesamowicie.
– Jest na morzu jeden statek – zaczął mówić Marty, głosem jeszcze cichszym niż dotąd. Oczy jego lekko się zmrużyły, skupione w jednym punkcie, jakby wyobrażały sobie rzeczy całkiem niestworzone. Lekka konsternacja uwidoczniła się na pomarszczonym czole, gdy usta dalej zaczęły słowa formować. – Statek o czarnych żaglach, wielki tak, że ludzi dwie takie wioski, a może i więcej z powodzeniem pomieści. I płynie... Płynie choć inne stoją modląc się o wiatr. Płynie, choć wiosłem żadna ręka nie rusza, a czarne płótno wysuwa się dumnie do przodu, choć zewsząd ni jeden powiew nie przyjdzie. Lecz ten statek płynie. Płynie, a w jego żagle dmucha wiatr. – Zamilkł, dając czas na przetrawienie informacji tak nieprawdopodobnej, że gdyby inna osoba mówiła, natychmiast by ją wyśmiano.
– Co to za statek? – Szepnął ktoś pełnym niedowierzania głosem, tak jak reszta z wyczekiwaniem wpatrując się w mówcę.
– Albatross. Statek Czerwonookiego. – W pomieszczeniu znów na dłuższą chwilę zapanowała cisza. Uchylone usta, rozżarzone oczy pełnie powątpiewania i ogólne miny zebranych wskazywały na to, że choć historia mocno ciekawi, ciężko dać wiarę słowom podróżnika. Lecz nie można było ich winić. Statek posiadający tylko dla siebie podmuchy wiatru był zdecydowanie zjawiskiem, które trzeba ujrzeć na własne oczy, by móc rozważać je jako prawdziwe.
– Czy on magik jaki? – Dziewczyna w końcu odważyła się zadać pytanie, które każdemu musiało po głowie w tej, czy innej formie chodzić. Bo cóż mogło wyróżniać prostego pirata wśród innych, by sam wiatr mógł poruszyć wedle własnej woli? Jakby na to nie patrzeć, odpowiedź nie przychodziła ani łato, ani w ogóle.
– Któż to wie? Nie ja – odparł Marty po krótkiej chwili, wzdychając przeciągle. – Nie wiadomo mi nic na temat mocy magicznych Czerwonookiego. Wiem za to, że potężny z niego człowiek. – Choć na chwilę przerwał, tym razem nikt nie śmiał się wtrącić, wiedząc, że podróżnik za chwilę kontynuować będzie swą ciekawą opowieść. – Powiada się, że z samymi Bogami mówi. Inni twierdzą, że jest potomkiem potężnego Zefira, stąd posiadł zdolność do poruszania wiatrem. Teorii wiele krąży, lecz nikt nie dowiedzie, której zawierzyć należy. – Zamyśliwszy się na dłuższą chwilę, w spokoju popijał złoty płyn.
– I więcej dziwnych rzeczy o nim słychać, Marty. Mówi się, że... – Chłopak najbardziej zaaferowany osobą ów potężnego kapitana, zawahał się na chwilę, jakby zwątpił, czy chce powtarzać słowa zasłyszane. Odetchnął, widząc zainteresowane, ponaglające spojrzenia innych. – Że krwawe ofiary składa, a i sam... Sam krew żłopie. I tę zwierzęcą... I ludzką – skończył niepewnie, powodując kolejną falę lekkiego poruszenia wśród obecnych, którzy głos podnieśli by odnieść się do tak odważnej i jednocześnie niepoważnej strasznie teorii. Zaraz jednak inny głos przytaknął i następny, potwierdzając, iż rzeczywiście rzecz ta nieprawdopodobna znaną spekulacją jest wśród ludzi. Marty zaś milczał, wciąż wpatrując się w punkt jeden, jakby głęboko słowa zasłyszane rozważał. Upił jeszcze jeden, duży łyk, by w końcu odnieść się do tychże.
– Tak powiadają, zaiste – wyszeptał, obserwując w skupieniu zawartość swej szklanki. –  Ciało Reynolda bowiem wielką tajemnicę skrywa. Choć pirat, choć waleczny, choć ostrzem wojuje... Na próżno blizn się doszukiwać na nieskazitelnie czystej, alabastrowej cerze. Jedni mówią, że krew swych ofiar pije, by zapewnić sobie nieśmiertelność, by ciało w pełni sił uchować. Inni prawią, iż z Bogami przyszło mu się kontaktować podczas krwawych rytuałów. Że ofiary składa, że dla nich to czyni. Ludzie zwą go znachorem, gdyż mikstury niezawodne tworzy. W transy się wprowadza i podobnież nie sposób go do rzeczywistości przywrócić, gdy już się z Wyższymi skontaktuje. A krew, rzecz to możliwa, składnikiem tych tajemnych mikstur jest – szeptał w dużym skupieniu, marszcząc lekko swe strudzone czoło, a wyglądało to tak, jakby we własne słowa niedowierzał. Jakby widział na własne oczy brązowe, lecz wciąż nieprzekonany był.
– Niestworzone to rzeczy – mruknęła dziewczyna, z zafrapowaniem popijając swe piwo.
– A czy ty, Marty, spotkałeś tegoż cudaka kiedyś? Czy widziałeś?
Lekki uśmiech znów przemknął przez twarz mężczyzny, gdy podniósł oczy na sufit, jakby wspomnienie go miłe złapało. Z uśmiechem tym spojrzał po obecnych.
– A spotkałem – rzekł krótko, wyglądając jakby cieszyło go, iż oznajmić może tę wiadomość. Ludzie natychmiast się ożywili, tym razem przekrzykując się z pytaniami. A czy stary, a młody, a czy tak potężnie wygląda jak się mówi, a czy krwią zalane oczy, a czy rogi mu nie rosną, a czy brodaty, czy może nie. Gestem dłoni wszystkich jak jeden Marty uciszył.
– Młody to chłopaczyna, mleko jeszcze ma pod nosem. Więcej niż dwadzieścia wiosen liczy sobie z pewnością, ale jeszcze więcej pewne, że mniej niż trzydzieści. Niepozorny młodzieniec, oj niepozorny, gdy patrzy się z daleka. Bo gdy zbliżyć się do niego, gdyby podejść trochę, gdyby spojrzeć na tę twarz przystojną, gładką... Jakby wrota piekieł pod nogami się rozwarły. Choć rogów nie ma, choć szram na twarzy brak i choć daleko mu do olbrzyma, respekt z miejsca budzi jakby sam oddech jego krzywdę mógł uczynić. Wysoki na sześć stóp prawie, szczupły mocno, zgrabny, o cerze jasnej jak mleko, bez skazy najmniejszej. I włosy wyjątkowo jasne, barwy świeżo spadłego śniegu, długie do ramion, gdy smagane wiatrem, same jak ten wiatr tańczą. Ma coś w sobie ten chłopiec, ma coś złego, coś, czego my, prości ludzie zrozumieć nie zdołamy. Widać w oczach jego, że więcej wie niż mu na to wiek pozwala. A oczy jego... Te oczy, nie sposób ich zapomnieć. Przeszywające, mądre, niebywale jasne, piękne jakby przez czcigodną Wenus wyrzeźbione. Barwa ich niezwykła... Ni to błękit, ni szarość, zmienia się jak samo niebo, raz przykryte burzowymi chmurami, innym razem od słońca skrzące, a jeszcze innym gęstą mgłą zasłonięte.



– Nie czerwone? – Zdziwienie niewiasty rudowłosej nie sposób było ukryć, a i widać, że nie tylko ona zawiodła się nieco. Skąd więc tak jednoznaczny przydomek, skąd legendy o krwawych ślepiach mrożących krew w żyłach? Skąd karmazynowe rubiny wepchnięte jakby w oczodoły czaszki na banderze? Skoro niebo czai się w oczach Czerwonookiego, nie zaś morze krwi.
– Nie czerwone – potwierdził podróżnik, zwilżając podniebienie mocnym trunkiem i pociągając z fajki. – Lecz tak jak księżyc czasem poświatą szkarłatu się przysłania, tak i niebo w oczach Reynolda krwistą barwę przyjąć potrafi. Sam żem widział, na własne oczy i przyrzec mogę – krwią zalały się tęczówki jego. Barwa piękna oczu srebrzystych pociemniała, przybierając z chwili na chwilę, coraz mocniej, coraz gęściej barwy czerwonego wina.
– Co się stało więc, że ślepia mu barwę zmieniły? – zainteresowała się tęższa kobiecina z końca sali, odstawiając miotłę na bok, by dolać piwa jednemu z gości.
– W transie był – oznajmił podróżnik, zamyśliwszy się widocznie. – Słowa szeptał niezrozumiałe, których nie powtórzę, bo i nie potrafię. Modły odprawiał nad tymi swymi ziółkami, eliksirami, czy czymże tam jeszcze operuje. Jedno wiem tylko na pewno, że nie wolno, pod żadnym pozorem nie wolno podchodzić do tegoż potomka bożego, gdy oczy jego krwistą barwę przyjmują. Sobą wtedy nie jest, diabeł jaki w nim siedzi i nie chcę wiedzieć co jeszcze. Niebezpieczne to tematy, lepiej nie wiedzieć co też przez te oczy przemawia, co też się w nich kryje, co wie Reynold, czego my nie wiemy. Niewiedza to błogosławieństwo moi mili, błogosławieństwo.
Przez długą chwilę nikt nie ważył się wyciągać od Martiego więcej, głęboko zastanawiając się nad jego słowami. Wiedzieli wszyscy, że podróżnik nie mówi zbędnie, nie głosi głupot i nie jest bojaźliwy, więc jeśli coś za groźne uważa, to i groźnym musi być.
– A czy diabeł taki z niego, jak powiadają? Czy ty go poznałeś Marty? – Na pytanie młodzieńca, ciemnoskóry żeglarz ożywił się nieco, znów przybierając na twarz ten lekki uśmiech.
– Poznałem chłopcze, poznałem. I choć czort z niego straszny, poznałbym jeszcze raz, gdybym tylko mógł.



Nie zdążył nikt więcej żadnego innego pytania zadać, gdyż ciszę nagle przerwało skrzypienie drewnianych drzwi zajazdu, które jakby żaląc się całemu światu swym bólem, skrzecząc niemiłosiernie, rozwarte zostały na całą szerokość, przez rękę o skórze jasnej, oświetlonej jedynie nieśmiało przyćmionym blaskiem świec. Za jasną ręką weszła reszta pokrytego alabastrem szczupłego ciała, w ciemności zaiskrzyło jasne spojrzenie, ciszę zaś skwitował uśmiech tak podły, tak osobliwy, jakby jednej ze żmij siłą zabrany i przyszyty do młodej, przystojnej twarzy, otoczonej burzą śnieżnobiałych włosów został. Za pięknym, przybranym w pirackie szaty młodzieńcem, fala innych ludzi, głośnych, roześmianych, klnących i brudnych wlała się drzwiami. I gdyby nie oni, grobowa cisza panowałaby w zajeździe. Wytrzeszczone oczy ludzi wiele pokazywały emocji, karczmarka zastygła z dzbanem w dłoni, rozlewając piwo na stół, a mąż jej za ladą w głupim wyrazie uchylił usta. Tylko bardziej roztropny syn właścicieli pomyślał, by czym prędzej otworzyć drzwi do większej sali, gdzie bezprecedensowo podążyli przybysze. Tylko białowłosy młodzieniec o przeszywającym spojrzeniu, stał w swoim miejscu, patrząc po tutejszych, by na koniec utkwić szarawe tęczówki w mężczyźnie za ladą.
– Ekhm – zreflektował się właściciel, starając opanować głos. – Co podać?



Na jasną twarz wlał się przeciągły uśmiech.
– Tyle beczek rumu, starcze, ile posiadacie.




I've had women of every kind, but the only one truly was mine
Is the one at home who'll be alone when I am full-up with brine.
For my son I had always a plan, for to raise him as best as I can.
Oh well you can bet, my only regret is to not see him grow to a man.


Tak dobrze poznał już ten sad, tak wielce zawsze cieszył się, gdy mógł siedzieć pośród wysokich traw, przyglądać się w ciszy jak Zefir trąca korony wysokich, rozłożystych drzew. Zewsząd dochodziły go słodkie zapachy jabłek, gruszek, wiśni, śliw, przeróżnych owoców i kwitnących dopiero kwiatów. Tak dobrze poznał ten sad, tak szybko go pokochał. Lecz ją pokochał mocniej i szybciej. Pierwszy raz czuł tak wielki, rozdzierający smutek, stojąc pośród szumiących drzew, patrząc na nią, patrząc bezradnie, patrząc srogo, z dystansem. Nie uzewnętrzniał uczuć, które targały nim silnie, tak silnie, że pirat  spąsowieć powinien wiedząc, że zdolnym jest do czucia tak potężnie.
Zapłakane szaroniebieskie oczy, rozwiane zmysłowo długie kosmyki jasnych włosów, nieskazitelnie piękna, trójkątna, delikatna twarz. Zalana łzami, nieziemsko urodziwa buzia i zalane łzami miękkie, zaróżowione poliki. Patrząc na nią czuł ból gorszy niż kiedykolwiek, czuł ból nie fizyczny, lecz dużo mocniej dotkliwszy, dokuczliwy, męczący. I nie mógł się go pozbyć naparami. Nie mógł.
Nie mógł też otrzeć krystalicznych łez. Stał nieruchomo, sztywno, wyprostowany, patrzył chłodno na tę piękność, na tę młodą dziewczynę, której życie nie zdążyło jeszcze doświadczyć i Reynold dobrze wiedział, że najgorszym jest co do tej pory niewiastę spotkało.
– Reynold – szepnęła ze smutkiem, głosem delikatnym, melodyjnym, lecz załamującym się niepowstrzymanie. Serce pirata na milion kawałków pękało, gdy słuchał jej takiej, gdy widział jej rozpacz. On swej nie mógł pokazać. Nie mógł też ulec jej prośbom, nie mógł nic. Mógł stać i patrzeć, mógł szybciej to skończyć. Przymknął oczy, odwrócił się, zrobił krok do przodu. Jeden, ważny krok. Był o krok dalej od swej miłości, od swej driady, od swej wybawicielki. Lecz nie mógł postąpić drugiego, gdy delikatna dłoń chwyciła jego ramię. Stał nieruchomo, patrząc przed siebie, patrząc na ścieżkę prowadzącą niechybnie do wyjścia z pięknego, obfitego w drzewa sadu.
– Reynold... – szepnęła znów, z większym żalem, z większą prośbą. – Reynold, ja jestem przy nadziei.
Choć sądził, że milion kawałków to dużo, przekonał się boleśnie, że na więcej może pęknąć jego serce. Zacisnął pięści, zacisnął szczękę, a jego wzrok jeszcze zimniejszy się stał, choć odwrócony plecami do swej młodej kochanki, nie pozwolił jej ujrzeć tego zaciętego wyrazu. Pozwolił jej za to wierzyć, że choć na chwilę jego twarz zwątpienie przystroiło. Lecz nie wahał się wcale, jedynie cierpiał mocniej.
– Załoga na mnie czeka – odparł chłodno po dłuższej chwili milczenia i nie obróciwszy się nawet milimetr, zgrabnie wysunął ramię z lekkiego, drżącego uścisku. I szedł. Szedł, wpatrując się w srebrzystą bramę sadu. Szedł, nie oglądając się. Szedł, ignorując rozdzierający szloch. Szedł, zostawiając w tyle niepełny rok swego życia. Zostawiając w tyle dziewczę, dzięki któremu wciąż żył. Zostawiając dziecko, którego nigdy nie pozna jeśli los będzie łaskawym. Bo jeśli nie będzie, kiedyś spojrzy w jego oczy i przypomni sobie o tych krótkich, nieszczęsnych, lecz jednocześnie najwspanialszych miesiącach swego żałosnego życia. Wybrał morze, wybrał załogę, wybrał piractwo. To było jego życie i to był jego wybór.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Over seven seas   Sob Wrz 24, 2016 7:41 pm

Z przystojnej twarzy nie schodził lekki uśmiech, nie świadczący właściwie o niczym. W ciszy obserwował karczmarza, który gorliwie zabrał się za przenoszenie beczek z rumem do większej izby i wodził spojrzeniem po obecnych. Miał nieodparte wrażenie, że każdy przypatruje się mu jakby ujrzał ducha. A przecież piraci w Dunwich nie są żadną rzadkością i tutejszych z reguły nie dziwi ich widok. Tym bardziej nie rozumiał tegoż poruszenia i nerwowych szeptów. Nie zależało mu jednakże na zrozumieniu, dlatego też miał zamiar postąpić krok w kierunku dębowych drzwi, przez które przelała się krzykliwa załoga. Powstrzymał się jednak, gdy jego wzrok przypadkiem spoczął na silnie opalonym, zarośniętym mężczyźnie, pod którego bujnym włosiem czaił się osobliwy uśmiech.

Brwi kapitana uniosły się powoli, a smukłą twarz przystroiła w chwilę znacznie sympatyczniejsza emocja. Z wesołym niedowierzaniem wymalowanym na licu, swe kroki miast do dużej izby, skierował ku podróżnikowi.

Morty, ty stary wilku morski! Niech mnie coś strzeli, jeśli źle widzę. ━ Nie wiedzieć kiedy, młodzieniec siejący wśród obecnych taki postrach, ochoczo otworzył ramiona, po męsku przyjmując w nich starego podróżnika. Witali się i nie dowierzali tak jeszcze przez dobre pięć minut. W następne pięć  zaś zdążyli obalić po dwie szklanki rumu, a buzia im się nie zamykała. Tutejsi, choć w widocznym szoku, również się nieco rozluźnili. Atmosfera w mig zelżała, a karczma w ciągu kilku następnych godzin stała się głównym ośrodkiem zainteresowania.

W głowie zaczęło mu szumieć szybciej niż zakładał plan, lecz nie stanowiło to bynajmniej przeszkody dla dalszego picia i wspominania. W końcu przeniósł się do większego pomieszczenia, w którym urzędowała cała, niemała załoga i inne osoby, które to Reynold przyuważył dopiero, gdy raczył usiąść i lekko mętnym wzrokiem rozejrzeć się po okolicy. Jego spojrzenie długo tak nie biegało, gdyż nie śmiało pójść dalej, gdy ujrzał . Zjawiskową nieznajomą, której to posłał czarujący uśmiech, gdy tylko ich spojrzenia się skrzyżowały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Over seven seas   Nie Wrz 25, 2016 7:22 pm

Desire ruszyła w stronę karczmy wolnym, kuszącym krokiem. Nieprzyzwoicie krótka suknia i mocno ściśnięty gorset eksponował bujne piersi, a całość prezentowała się tak wyuzdanie, że żadna z portowych kurtyzan nie miałaby śmiałości założyć czegoś podobnego. Wysokie, sięgające nad kolana buty na niebotycznie wysokim obcasie, były częścią garderoby pochłaniającą najwięcej jej ciała.

Zignorowała spojrzenia ślizgające się wzdłuż jej osoby, nie zdawała się być zainteresowana przylepiającymi się do niej spojrzeniami. Nikt jednak nie miał śmiałości jej zaczepić: kobiety o włosach koloru ognia traktowane były niczym najczystsze przekleństwo. Dodatkowo zdobione złotem rewolwery tkwiące za jej paskiem odstraszały ewentualnych agresorów.

Desire odgarnęła gruby, gęsty warkocz na plecy, i opuściła na twarz wielki, piracki kapelusz. Podeszła do baru, zamówiła rum w dużej szklance i poleciła karczmarzowi uzupełniać szklankę ilekroć płynu pozostanie na pół palca. Nie spieszyła się. Czujne, zielone, kocie oczy obserwowały piratów, usługujące im kurwy i drobnych złodziejaszków. Dopiero po chwili napotkała spojrzenie tak przeszywające i hipnotyzujące, że przeszedł ją dreszcz.

Było dokładnie jak ON jej mówił.

Nie sposób było oderwać oczu. Odwzajemniła uśmiech mężczyzny, a rzeczywistość skurczyła się do nich dwoje. Miał piękną twarz i wyglądał tak, jak ON jej opisywała. Przestała się dziwić jego obsesji i fascynacji, przestała mieć wątpliwości i sama zapragnęła legendarnego kapitana tylko dla siebie. Tylko przez chwilę, bo to nie było jej przeznaczenie.
Desire z lekkim trudem wyrwała się z więzienia własnych myśli i pociągnęła ze szklanki sążnisty łyk, oblizując po nim pełne, nabrzmiałe wargi i zlizując z nich każdą, najmniejszą kroplę alkoholu. Wszystko przy akompaniamencie cichych westchnień i spragnionych spojrzeń mężczyzn wokół. Ale nie oni ja interesowali, choć mogłaby mieć każdego.
Wolno przekręciła się na krześle i założyła nogę na nogę. Posłała jasnowłosemu młodzieńcowi buziaka w powietrzu, po czym palcem wskazującym wykonała przyzywający gest.
Karczmarz i połowa gości momentalnie spojrzeli na obiekt jej zainteresowania z największą zazdrością.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Over seven seas   Wto Wrz 27, 2016 11:58 pm

Reynold wbrew temu co głosiły plotki, wcale nie różnił się tak mocno od innych piratów. On rownież kochał wojować, pić, bawić się i przebywać w towarzystwie pięknych pań. Jego aura jednak przebijała się przez cały tłum i niemal dusiła swoją intensywnością, zupełnie jakby tworzyła oddzielną materię i próbowała zdominować powietrze. Było w nim coś, co nie sposób opisać słowami. Budziło jednak respekt i podpowiadało, by nie podchodzić zbyt blisko. Czerwonooki, którego błękitno-szare spojrzenie przeszywało na wskroś, przyciągał i odpychał jednocześnie. Nic nie zmieniało się także, gdy jedynie popijał rum i podśmiewał się z poczynań kompanów, obejmując w pasie jedną z tych mniej dostępnych, ładniejszych i "luksusowych" kurtyzan.
Ale zapomniał o towarzystwie okupującym jedno z jego kolan, gdy przeszywające spojrzenie taksowało nieznajomą, za którą oglądała się cała męska i spory kawał damskiej części sali. Nawet na moment nie oderwał od dziewczyny wzroku, który przeciętnemu człowiekowi ciężko było wytrzymać. Pogłębił jedynie mało przyjemny, lecz niewątpliwie seksowny uśmiech, gdy rudowłosa panna przyzwała go wcale nieśmiałym gestem. Przymknął na chwilę oczęta, by bez najmniejszego pośpiechu upić łyk rumu. Nie był jednym z tych, którzy ślinili się na widok tak pięknej damy, a przyzwani – natychmiast lecieliby pod smukłe nogi jak psy.

Ze spokojem odwrócił swe spojrzenie, dopił w ciszy zawartość kufla i dopiero wtedy delikatnym klepnięciem odpędził od siebie portową dziwkę, by wstać na nogi. Szare spojrzenie znów podążyło do niewiasty, tam też kapitan skierował swój wyważony, pełen gracji krok.

Nie zachował się zupełnie jak zachowałby się każdy z tych napaleńców. Nie objął zaborczo, nie ucałował, nie rzucił mało smacznym słowem, nie ujął nawet kusząco eleganckiego kolana. Zamiast tego z wyjątkową charyzmą zajął miejsce obok, ciesząc swe oczy pięknym widokiem i uśmiechając się w ten jeden, jedyny, niepowtarzalny sposób.

Odważnaś, moja pani. Zastanawiam się jedynie, czy to zasługa tych pięknych zabawek, które nosisz przy pasie, czy wrodzony temperament. – Odpalił trzymaną w dłoni fajkę, nie odrywając spojrzenia od głębokich, zielonych tęczówek. Prostym gestem dłoni domówił dwie szklanki rumu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Over seven seas   Czw Wrz 29, 2016 12:29 pm

Dziewczyna... Czy może kobieta, trudno było określić jej wiek. Licowa miała gładkie i skórę delikatną i czystą jak u niemowlęcia, jednak grzesznie pełne usta i wyraziste kształty odwracały uwagę od ewentualnej niepełnoletniości. Przywodziła na myśl mityczne syreny, które wabiły nieostrożnych marynarzy na ostre skały. I biada temu, kto im ulegał.
Być może ktoś rozpoznałby ten charakterystyczny błysk w oku, gdyby nie nasuwała swego wspaniałego kapelusza na twarz. Ale z drugiej strony On przepadł dla świata wiele lat temu,  a ci, którzy mogliby Go rozpoznać, od dawna gryźli piach.

Była cierpliwa, choć ciekawość i fascynacja narastały z każdą sekundą. Wyobrażała sobie rzeczy, które mogłaby zrobić temu mężczyźnie, a wizje te zdawały się uciekać na zewnątrz przez falujące w przyspieszonym oddechu piersi i rozchylone usta. Wszystko dla Czerwonookiego.

Widząc, że kapitan wreszcie ruszył się z miejsca i odgonił tanią dziwkę, wyprostowała się i uśmiechnęła zachęcająco. Porzucona kurewka obrzuciła Desire niechętnym spojrzeniem i poszła na tyły speluny, by oddać się kilku brudnym, pijanym piratom naraz. Desire tak działała. Miała to po ojcu. Inni natychmiast czuli potrzebę udowodnienia sobie, że są lepsi, atrakcyjniejsi i robili to... Sięgając dna i już nie wstając.

— Och, panie, sam temperament w dzisiejszych czasach nie wystarczy kobiecie, chyba że ktoś przepada za bezwolnymi kukłami, które wyczekują tylko męskiej uwagi — odezwała się, a jej głos był lepki od flirt, od obietnic, a jednocześnie lekki i niewinny. Założyła elegancko nogę na nogę i sięgnęła po rum, jeden z dwóch, które usłużnie podsunął barman. — Czy jest Pan kupcem? A może królewskim posłańcem? — spytała z autentycznym oczarowaniem nie przestając kokietować najmniejszym gestem, acz jednocześnie zwiększyła między nimi fizyczny dystans grając przy tym damę. Która szklankę rumu wychyla na raz nawet się przy tym nie krzywiąc.
— Jest Pan niczym drogocenny kamień w kupie tego pirackiego łajna. — w jej głosie zabrzmiała nutka pogardy, szacunku i lekkiego strachu, gdy zatoczyła krąg dłonią wskazując piratów i machinalnie znów naciągnęła kapelusz głębiej na oczy.
To był on, nie miała wątpliwości. Kiedy tylko weszła do tej taniej speluny, nici ich przeznaczenia zapętliły się ze sobą.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Over seven seas   Pon Paź 10, 2016 2:55 pm

Dopiero, gdy podszedł bliżej, dojrzał tę niewinność wciąż naznaczającą twarz młodej damy. Musiała być bardzo młoda, jednak Reynold nie zastanawiał się nad tak nieznaczącymi sprawami mając przed oczyma te piękne, pełne usta, stworzone niewątpliwie do bardzo przyjemnych, pochłaniających rzeczy. Była nieprzeciętnie piękna, a ogrom gorącego seksapilu, przeplatany z młodzieńczą niewinnością przebijającą się przez zauważalne wyrachowanie, dodawały jej uroku. Reynold czuł się tak, jakby patrzył na syrenę. Tak, jakby jeden błąd mógł kosztować go resztę życia w niewyobrażalnych katuszach. Znał dobrze to uczucie i dlatego też umysł jego w jednej chwili podniósł alarm. Mężczyzna wiedział, że musi ufać swoim instynktom, te bowiem były rzeczą świętą. Zapominał o tym jedynie, gdy był do bólu pijany, a tak się złożyło, że trafili na jeden z takich momentów. Choć wpływ alkoholu nie był w jego przypadku szczególnie widoczny, wewnętrznie robił chaos z myśli i rozsądku. Piękno i hipnotyzująca osobowość kobiety wcale nie pomagały w przeanalizowaniu tego, co jest mądre, a co nie. Tego, co może znaczyć to wielce niepokojące uczucie. I przeraźliwe ukłucie przeszywające duszę, gdy tylko ich spojrzenie na moment się skrzyżowało. Zignorował wszystkie oznaki, choć wiedział, że nie powinien. Rum w całości odebrał mu rozum. Wszakże wciąż był młody i popełniał błędy. Nie miał pojęcia jak wiele kosztować go będzie ten konkretny.

Kusiła go z wielką wprawą. Umiejętnie i z wyczuciem. Z klasą, pomimo swojej dzikiej urody i rewolwerów u pasa. Wpadał w pułapkę zupełnie świadomie, bowiem zapragnął jej przez tę wyjątkowość. Był koneserem oryginalnego piękna i cenił kobiety, które otaczały się tak nacechowaną aurą. W rzeczy samej, była odważną kobietą.

Zaśmiał się w sposób tak ujmujący i czarujący, jakby faktycznie żywcem wyjęty z bajki dla niewinnych dzieci. Lecz wciąż było w tym coś nieprzyjemnego. Zupełnie jakby w sposób niewymuszony ukrywał swą prawdziwą naturę, lecz ta nie mogąc ustać w pętach, wciąż przebijała się przez całą tę nieszkodliwą otoczkę.

Pirackie łajno to bardzo uprzejme określenie – odparł z wyważonym rozbawieniem, opróżniając swoją szklankę, by zupełnie odruchowo ująć w palce kolejną. – Jakim sposobem Pani się tutaj znalazła? Dwa rewolwery nie zdziałają nic wobec całej załogi. – Z każdym słowem ściszał głos, przybliżając się nieco do niewiasty.

Zastanawia mnie, jaką tajemnicę pani skrywa – wyszeptał nieco warkliwie, z przeciągającym się uśmieszkiem, gdy był już zaledwie kilka centymetrów od pięknej twarzy. Ignorując pobudzające uczucie, które towarzyszyło zaglądaniu w zielone oczy, dominował swoim spojrzeniem. Zdawało się, że samymi oczyma mówi znacznie więcej niż ustami. Czarował, obiecywał, ostrzegał i zachęcał. Jedno spojrzenie mogło wywołać miliony sprzecznych emocji. A Reynold wpatrywał się nieustannie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Over seven seas   Nie Paź 16, 2016 3:51 pm

Miała w sobie dziewczęcą niewinność i niesamowicie grzeszne usta. Była pragnieniem i magnesem i coraz więcej zachłannych, spragnionych oczu wpatrywało się w nią. Coraz więcej agresywnych, pijanych oczu lustrowało Reynolda oceniając jego możliwości. Nie wyglądał na kogoś, kto byłby w stanie powstrzymać kogokolwiek. Śliczny młodzieniec o niesamowitych oczach.
Byli zbyt młodzi, by słyszeć o pewnych rzeczach. Zbyt młodzi, by dawać wiarę legendom.
Spojrzała z zachwytem na kapitana i spuściła na moment spojrzenie z jego oczu na wargi, oblizując własne. Wracając do oślepiającego, obezwładniającego szkarłatu, pod wpływem którego czuła się zupełnie naga. Nie miała wątpliwości, mimo prezencji, z kim ma do czynienia. On jej wszystko powiedział i choć z początku nie dawała temu wiary, teraz… Nie miała wątpliwości. Miał rację. Reynold był… niezwykły.
— To prawda — zaśmiała się i sama nachyliła się ku niemu, by mógł przekonać się, że słodki, kuszący zapach, który otaczał ich od dłuższego czasu, miał swoje źródło w zagłębieniu jej szyi.
Proszę, wystarczyło zrobić jeden ruch. Docisnąć wargami i skosztować. Zatracić się. Ulec.
Ulegnij, kapitanie. Zatrać się.
— Och, przecenia mnie pan. Nie mam tajemnic. Mam jedynie pociąg do miejsc niebezpiecznych i tajemniczych. Do mężczyzn, którzy wiedzą, jak należy traktować damy. — powiedziała cicho czując coś dziwnego. Do tej chwili to ona dominowała nad nim. Uwodziła, flirtowała, wciągała na głębię. Ale nagle… Oddech Desire przyspieszył. Pierś uwięziona w eleganckim gorsecie unosiła się coraz szybciej, a wargi nabrzmiały, zwilgotniały i rozchyliły się lekko. Oczy zaszły mgłą.
Nigdy w życiu, nigdy dotąd, nie pragnęła mężczyzny.
Nigdy w takim stopniu nie pragnęła nawet kobiety.
— Wciąż nie znam twego imienia, panie — powiedziała cicho przysuwając się. Jej kolana musnęły jego kolana, a suknia rozchyliła się ukazując zbyt mocno, jak na dziewkę, opalone uda. — Ja… Czy mógłby pan postawić mi jeszcze trochę rumu? — na jej policzkach pojawiły się rumieńce, choć była najzupełniej trzeźwa.
Trudno było określić, kto na kogo mocniej działa; ona na niego, czy on na nią.
Desire próbowała przywołać się do porządku, ale kapitan Reynold był tak cholernie blisko. Psia krew, żeby ona jego… żeby…
Dziewczyna pochyliła się w stronę mężczyzny mocniej i lekko rozchyliła jego usta własnymi wargami, które naraz do niech przylgnęły. To nie był pocałunek, to nie było nic ponad potrzebę, ponad namiętność i nieugaszone pragnienie.
— Och, panie, czy nie szukasz towarzystwa na tę noc? — spytała lepkim, zachęcającym głosem.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Over seven seas   Czw Paź 20, 2016 7:02 pm

Hipnotyzowali się nawzajem. Reynold pokochał uczucie jakie daje mu pogrywanie, lecz nie z niewiastą, a jej pogrywanie z nim. Czuł tak wyraźnie, jak szklankę w swojej dłoni, że za głębokimi, zielonymi oczami czai się nieokreślone zło. I być może właśnie to tak go w niej pociągało. Dawno nie pożądał kobiety w tak czysty, zwierzęcy sposób. Pragnął ją zdominować i skrzywdzić. Pragnął, by ona krzywdziła go. A potem ponosiła konsekwencje. Jego głowa nie potrafiła uwolnić się od wizji nocy, jaka może go dziś czekać. Był coraz mocniej nakręcony.

Nie zatracał się. Czerwonooki nigdy się nie zatracał. Zawsze nad wszystkim panował, nawet jeśli czasem nierozsądnie stawał się mniej pokorny względem swoich instynktów. Z chęcią zatapiał się w szmaragdowym spojrzeniu, samemu nie odrywając swego nawet na moment. Jego lisi uśmiech jedynie pogłębił się, gdy przestrzeń między ich dwójką zmniejszyła się mocniej.

Słuchał z widoczną uwagą, nie dowierzając dyskretnie spojrzeniem. Nie odpowiedział na fałszywe wyjaśnienia, zmrużył jedynie owiane chłodem, szare tęczówki. Wyglądał jakby świetnie się bawił. Mimo, że okazywał to w raczej niespotykany sposób.

Choć poczuł na swej nodze dotyk kobiecej nogi, choć kątem oka widział jak poły jej sukni odchylają się zalotnie, nie zerknął w dół.

Wybacz mi tę nieuprzejmość, pani. Zwę się Reynold. – Z nonszalancją ucałował powietrze nad dłonią kobiety. Być może ledwie wyczuwalnie musnął delikatną skórę swymi wargami. Nieświadomi widząc jego zachowanie nie mogliby posądzić tak dobrze wychowanego i szarmanckiego mężczyzny o bycie piratem. Ci zaś, którzy zdążyli poznać prawdziwsze oblicze kapitana z reguły należeli do jego załogi, albo nie istnieli już wśród żywych.
Słysząc pytanie wymownie skinął na barmana. Już po chwili w dłoni niewiasty pojawiła się kolejna szklanka wypełniona złotym rumem.

Byłbym rad poznać także Pani imię – odrzekł swym zbyt figlarnym, niepoprawnym i przyjemnym dla ucha głosem. W następnej chwili rozkoszował się niewinnym dotykiem kobiecych warg na swoich własnych. Przymknął lekko oczy, powstrzymując odruchy, które na dobre zniszczyłyby jego postrzeganie w oczach damy. Choć obydwoje wiedzieli, że aniołem nie był, nie chciał niszczyć tak dobrze granych pozorów. Nie tutaj.

Miał odpowiedzieć na dość wyczekiwane pytanie, jednakże nie było mu to dane od razu. Upijając trunek, kątem oka zerknął na stolik zajęty przez brudne łajzy, z których to ubyło jednego ich kompana. Mężczyzny idącego chwiejnym krokiem w ich stronę nie zaszczycił nawet spojrzeniem. Skierował je za to na mężczyznę o płomienno rudych włosach, wyjmującego powoli broń. Reynold wykonał ledwie zauważalny gest głową. Rudzielec schował rewolwer, siadając z powrotem na krześle, z którego się powoli podnosił.

– E panienko! Dziwka potrzebuje prawdziwego faceta! – Dopiero teraz skierował szare spojrzenie na zachlejtusa wątpliwym krokiem podążającego w ich stronę. W wielkiej sali zapanowała pełna napięcia cisza i wyglądało na to, że nawet kompani „prawdziwego faceta” nie byli zachwyceni jego śmiałością. Reynold patrząc spokojnie na mężczyznę, odłożył szklankę i odpalił fajkę. Siedział z zupełną swobodą, spoglądając na intruza spod powiek. Z każdym kolejnym krokiem mężczyzny, wzrok białowłosego stawał się coraz bardziej odpychający. Pełen zbyt złych emocji, zbyt wiele mówiący i ukazujący zbyt wiele zła. Gdy wieśniak go dostrzegł, zawahał się tylko przez chwilę. Nie mógł jednak przecież się teraz wycofać. Z jego ust zaczęły padać coraz bardziej agresywne i zbereźne komentarze.

Reynold wypuścił gryzący dym spomiędzy swoich warg.

Całość trwała jedynie chwilę. Niedoszły napastnik skończył na ziemi z pociętą w dziwny sposób twarzą, ludzie wokół zaś porządkowali stoliki, po których przemknął silny powiew. Krzyk wieśniaka został zduszony przez rudzielca, który objął zamaszyście gruby kark i wywlókł zaszokowanego obywatela na zewnątrz.
Szare tęczówki w przyjemniejszym wyrazie spoczęły na kobiecie, podczas gdy obecni próbowali zrozumieć, co właśnie zaszło.

Udajmy się w spokojniejsze miejsce – zaproponował ze swym charakterystycznym uśmiechem, po czym wstał i zachęcająco wyciągnął dłoń ku rudowłosej damie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Over seven seas   Pią Paź 28, 2016 7:29 pm

Miała wątpliwości, naturalnie. Milion wątpliwości. Narastały, bladły, znikały, by powrócić z podwójną siłą. Jedno było pewne – mężczyzna, z którym rozmawiała był najbardziej charyzmatycznym, pociągającym facetem, jakiego spotkała w życiu. Oprócz… oprócz Jego oczywiście, ale była Jego częścią i w tej kwestii On się nie liczył. On był jej ojcem, choć na to nie wyglądał.
Reynold.
Wahanie zniknęło, a Desire uśmiechnęła się prześlicznie reagując właśnie tak, jak dama powinna. Rozchylone wargi, przyspieszony puls i falujące w pospiesznych oddechach piersi. Błyszczące oczy. Dłonie sięgające do szklanki, ślad szminki na szkle i dłonie odgarniające ogniste włosy z ramion i lekko zarumienionych policzków.

Mogłaby pokazać tamtemu jak wiele miała z dziwki. Mogła zjeść go na kolację i wyrzygać jego wątłe, nic nie warte jestestwo na buty jego kompanów. Zwykle tak robiły i choć dłoń odruchowo czule przesunęła się po broni, to nie wyjęła jej. Dała działać Reynoldowi, z nieudawanym wcale zachwytem patrząc na niego. Na błyskawiczną reakcję, której mogła się jedynie domyślać. Niewiele ujrzała, właściwie nim mrugnęła, agresor leżał na ziemi.

Z karminowych ust wyrwało się ciche „och”. Zmierzyła Reynolda zupełnie innym niż dotychczas spojrzeniem, jeśli w poprzednim spojrzeniu był płomień, tak w tym… w tym był huragan ognia.

— Jestem Desire. I nie jestem dziwką — powiedziała powstając z krzesła, ignorując skierowane na nich spojrzenia pozostałych klientów speluny, z których żaden nie śmiał już rzucać niewybrednych komentarzy w jej kierunku czy poddawać w wątpliwość męskość mężczyzny, którego wybrała na towarzysza tej nocy. — To było… — Ugryzła się w język nie wiedząc na ile może sobie pozwolić. — Czy zechcesz mi dziś towarzyszyć? Dopiero tu przypłynęłam, nie znam tej części świata, spędziłam na morzu ostatni rok i szczerze powiedziawszy, niepewnie czuję się na lądzie…

Desire mocno obejmowała ramię Reynolda, kiedy wyszli na zewnątrz z dusznej speluny i faktycznie odetchnęła słonym, morskim powietrzem, jakby ściągnięto jej z głowy duszny wór. Przylgnęła do mężczyzny i pociągnęła go lekko, zachowując pozory lękliwej damy, która próbuje jak najprędzej oddalić się od miejsca, w którym coś jej zagrażało. W rzeczywistości jednak doskonale zdawała sobie sprawę z tego co robi – po kilkudziesięciu krokach okręciła się na pięcie i zaszła drogę białowłosemu.
— Więc…? Co sprowadza takiego mężczyznę jak ty do tej zapomnianej przez boga dziury?
Była jego, wystarczało wyciągnąć ręce i wziąć, mając jednak na uwadze fakt, że ogień… ogień zawsze parzy, nieważne jak bardzo człowiek sądzi, że go oswoił.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Over seven seas   Nie Paź 30, 2016 10:32 pm

Wcale się nie popisywał. W zasadzie nie miał w zwyczaju ujawniać swoich zdolności tam gdzie nie trzeba i wtedy, gdy nie było to konieczne. Jednakże nie chciał afer. Nie potrzebował pirackich bójek i szczerze mówiąc, był po prostu zniecierpliwiony. Nie umknęło mu to, jak kobieta przesuwa swymi palcami po broni, a on nie chciał, by musiała jej użyć. Nie przemyślał tego co zrobił. Brzydził się ludźmi typu tego pijaka, którego jego kompan przed chwilą wywlókł na zewnątrz. A Reynold lubił pokazywać ludziom, gdzie jest ich miejsce. Dlatego też z ogromem wyższości, nawet nie podnosząc się z miejsca sprawił, że wieśniak odkrył to właśnie miejsce, do którego przynależał. Wystarczył jeden gest, jeden moment i pozornie krótka chwila. Jednak Czerwonooki nie przejął się świadkami. Wiedział, że nikt z nich nie będzie w stanie zrozumieć co zaszło. Co sprawiło, że mężczyzna skończył w ten sposób. Skąd wzięła się krew i jaki cud się właśnie wydarzył. To nic nie znaczyło.
Skupił się na kobiecie, zapominając już o całym zdarzeniu. Posłał jej swój autorski uśmiech, ujmując kulturalnie pod ramię, gdy podążyli w stronę wyjścia. Na informację o jej imieniu, wykrzywił twarz w znaczącym wyrazie, który zdawał się obnażać ze wszystkiego. Ze wszystkich myśli, pragnień, tajemnic, ubrań.
Pragnął jej i wiedział, jak bardzo ona pragnie jego. Przestał mieć ochotę na pogawędki, dlatego nawet nie skomentował informacji na temat tego, gdzie zazwyczaj przebywa kobieta. Domyślał się kim jest, wiedział też, że cały jej strach to jedynie gra pozorów. W jego mniemaniu – nie potrzebna. Bawiło go to jednak na tyle, że grał na zasadach płomiennowłosej bez słowa sprzeciwu.
Kto wie... – wymruczał, patrząc na kobietę sugestywnym, niemalże groźnym wzrokiem. Zmierzył całe jej ciało swym spojrzeniem, w końcu gwałtownie chwytając za dłoń i przyciągnął je do siebie. Objąwszy mocno w talii, nachylił się nad piękną buzią. – Być może przeznaczenie – wyszeptał szorstkim, znacznie mniej przyjemnym głosem niż dotąd. W jednej chwili zdawał się przestać być tym grzecznym, kulturalnym młodzieńcem. Dominował całym sobą, roztaczając wokół silną aurę, która przyprawiała serca o znacznie szybszy rytm.
Zbliżył usta do jej ucha, odgarniając delikatnym gestem włosy. Uśmiechał się.
Wziąłbym cię tutaj, na tej zagrodzie, Desire – jej imię brzmiało w tych ustach jak najgorszy, niesamowicie kuszący grzech – ale przecież nie jesteś dziwką – mruczał wibrująco wprost do kobiecego ucha, przeciągając te chwile w nieskończoność. Jego usta delikatnie muskały płatek, aż w końcu się odsunął, zaglądając w zielone oczy. Jego dłoń zatopiona była w długich kosmykach.
Będziesz nią za kilka chwil – szeptał dalej, mrużąc hipnotyzujące, niesamowicie jasne oczy. – Chodźmy – uśmiechnął się znacząco, wysuwając dłoń z płomiennych włosów. Nie zdejmując dłoni z talii, poprowadził kobietę w kierunku najbliższego zajazdu. A gdy tylko weszli do pokoju, przyszpilił krągłe ciało do ściany z siłą, o którą nie można było go posądzić. Długie dłonie zamknął w silnym uścisku nad rudą czupryną, a usta zachłannie zatopił w miękkich wargach. Kurtyna pozorów leniwie poczęła opadać.
[/i]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Over seven seas   Pon Paź 31, 2016 7:50 pm

To nie był pierwszy raz, kiedy podejmowała się podobnego wyzwania. Jej ojciec bez skrupułów wykorzystywał jej atuty i obarczał zadaniami niemalże niewykonalnymi. Niewykonalnymi dla każdego, ale nie dla Desire. Ona miała coś takiego… Sam diabeł musiał tchnąć w nią życie, bo miała w sobie coś takiego, że nikt nie był w stanie się jej oprzeć, a działało to tym mocniej, im niżej na dnie ktoś był. Przyciągała zniszczenie, zło i upadek równie mocno, co jej wdzięki przyciągały mężczyzn.
Mimo że Reynold jej ulegał, z tego, że nie jest górą, zdała sobie sprawę z tego zbyt późno – w momencie, gdy doszczętnie straciła kontrolę nad swoim ciałem. To było poza płcią, poza orientacją – zmysły wyszły na prowadzenie i Desire już nie myślała trzeźwo i to bynajmniej nie przez nadmiar wypitego tego wieczora rumu. Nie powinna była wchodzić za nim do tego pokoju, nie powinna była robić tylu rzeczy, ale była zafascynowana, a ktoś, kto nazywał się Hein nie był nauczony do stosowania się do jakichkolwiek rozkazów czy poleceń.
Dała się przygwoździć do ściany i z cichym westchnieniem ochoczo rozchyliła usta nieświadomemu piratowi, który wpływał na wody niedostępne dotąd dla żadnego z mężczyzn.
„Nie całuj go. Ogranicz kontakt fizyczny. Nie patrz w oczy. Przyprowadź na plażę tuż za portem.”
Jego wskazówki, na pewno miały jakiś sens, ale nie w tej chwili; przecież wykonywała swoje zadanie, robiła co jej kazano, spełniała swą misję. Zamruczała cicho w gorące, rozkosznie wilgotne usta, wplątała dźwięki w ruchy jego języka i przebijając się przez bramę warg, wepchnęła je w trzewia kapitana.
A potem, jakby zawstydzona chwilą słabości, poderwała swój rozsądek do lotu, tak samo, jak zrywa się w górę ptak o złamanych skrzydłach – na próżno; i, rozchylając nogi skapitulowała robiąc białowłosemu do siebie dostęp. Pozwalała mu na dominowanie, ulegała mu i odpowiadała każdym oddechem na nieme rozkazy.
Chwyciła mężczyznę zachłannie za koszulę przyciągając do siebie, ale szybko zrezygnowała z pozorów; nawykłe do broni dłonie zdecydowanie, zbyt chętnie jak na kogoś, kto nie jest dziwką, zaciskając się na kroczu Reynolda. Z rozkoszą i nieukrywaną satysfakcją przyjęła w swoje usta jego przyspieszony oddech.
Rozpinała ciężki pas na oślep; sznury, klamry, guzik, w końcu zaklęła jak na dziecko morza przystało, a w szmaragdowych oczach pojawiły się diabelskie ogniki. Bez trudu odepchnęła Reynolda od siebie, ale jedynie po to, by okręcić się wokół niego i stanąć do niego tyłem. Odgarnęła włosy ze smukłego karku i oparła dłonie o ścianę odrobinę się w stronę mężczyzny wypinając.
Zapięcie gorsetu wszak nie mogło być wyzwaniem dla kogoś pokroju Reynolda.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Over seven seas   Sob Lis 05, 2016 4:23 pm

Redeye wiedział, że dziewczyna jest jego. Wiedział to w zasadzie od chwili, w której ich spojrzenia się złączyły. Zawsze dostawał to, czego pragnął. Powiedzmy, że jego umiejętności perswazji nie przyjmowały ludzkiego wymiaru. Czarował swym spojrzeniem, pochłaniał, wabił, a potem wykorzystywał. Czasem przez jego głowę przewijała się myśl, że nie on jedyny w tym towarzystwie obrał taki sposób na życie. Płomiennowłose dziewczę również doskonale wiedziało czego chce i bez oporów po to sięgało. Nie była to kobieta, którą mógłby obdarzyć prawdziwym szacunkiem, uczuciem, czy szczerą sympatią. Była niewybredną zabawą na jedną, bądź kilka nocy i zagadką, w którą nie wiedzieć kiedy, zapragnął się zagłębić w mniej fizycznym sensie, niż zamierzał zrobić to za kilka chwil.
Chłonął jej ciało z zachłannością, szeptał do ucha wulgarne słowa, wbijał palce w delikatną skórę i czekał cierpliwie, aż przestanie skrywać swą prawdziwą naturę. W moment, niedelikatnymi ruchami rozprawił się z gorsetem, który odrzucił wraz na bok. Objął kobietę od tyłu, śmiało ujmując w dłoń bujną pierś. Jego usta krążyły po uchu i szyi, całując, liżąc i przygryzając. Nie czekając na zachętę, silnym ruchem zsunął spodnie z krągłych bioder. Silna dłoń zwinnie wsunęła się między rozgrzane uda. Stawał się niecierpliwy.
Gwałtownie obrócił kobietę przodem do siebie, by w następnym momencie pchnąć zgrabne ciało na łóżko. Patrząc na nią z góry spragnionym wzrokiem, sam pozbawił się ciuchów. Zawisnąwszy nad rudowłosą, rozciągnął swe usta w podłym uśmiechu.
– Rozchyl nogi, Desire – wymruczał szorstkim tonem, wypowiadając jej imię jak najgorszą obelgę, którą mógł obdarzyć kobietę w tym momencie. Nie był delikatny. Alkohol nie pomagał mu w samokontroli, choć wciąż mocno się ograniczał. Robił wiele, by zęby nie wpiły się do krwi, by palce nie zostawiły zbyt dużych siniaków, by dłoń krążąca niebezpiecznie wokół szyi, nie zacisnęła się na niej boleśnie. Nie wstrzymywał się jednak, gdy jego kutas gwałtownie, stanowczo wbił się w jej ciepłe, wilgotne wnętrze.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Over seven seas   Sob Lis 05, 2016 8:15 pm

Ojciec nie byłby dumny. Kurwa. Ojciec rozniósłby ją, mimo że była owocem jego lędźwi, ma drobne strzępy. Oddał załodze, nagą przywiązał do masztu i pozwoliłby, by zbłąkane ptaki wydziobywałyby jej wnętrzności, podczas gdy ona błagałaby o kroplę wody i litościwa kulkę w łeb. Wiedziała o tym, bo niejednokrotnie widziała co działo się z jeńcami i ze zdrajcami.
Nie wolno jej było go tknąć, nie wolno jej było uwodzić i zdobywać, miała jeden cel, jedno proste zadanie. Ojciec miał jakąś chora obsesję. Miał kilka obsesji, na punkcie Redeye wyjątkową, Desire wszak widziała jak białowłosy kapitan wdziera się w jego myśli i nie pozwala o sobie zapomnieć, mimo że nie mieli z sobą osobiście do czynienia. Nie, to nie była odpowiednia chwila na podobne myśli; Panna Hein rozłożyła idealne uda i przyjęła Reynolda w swe rozpalone, wilgotne i jakże ciasne wnętrze. Z pewnością był zaskoczony, iż mówiła prawdę, nie była portową dziwką, i zdawać się mogło, że z takowymi nie miała nigdy do czynienia, ale jeśli kapitanowi przeszła przez głowę śmieszna myśl o pieprzeniu dziewicy, to Ruda panna głośnym, zachwyconym jękiem i zarzuceniem nóg na jego biodra rozwiała podobne wątpliwości. Uśmiechnęła się w dziwny sposób i przyciągnęła Reynolda do nabrzmiałych, unoszących się w dzikim oddechu piersi. Nakierowała jego usta na swoje sutki wcale nie wymagając delikatności; jęcząc tym głośniej, im mniej jak damę ją traktował. Nie potrzebowała tego, w którymś momencie sama zaczęła odpowiadać, wciągając go w siebie głębiej, przyciągając rękami i nogami, prawie krzycząc; tak głośno, że ktoś zaczął walić w ścianę obok. Poruszała biodrami i nienawykła do podobnych rozkoszy gnała po własne spełnienie. Dostała je dość szybko, zacisnęła się spazmatycznie na twardym kutasie i chciwie ucałowała wargi mężczyzny.
— Mam nadzieję, że było warto, skarbie.
Och, trzeba było zedrzeć spódnicę i skórzane pasy z ud.
Desire błyskawicznym ruchem sięgnęła po maleńką igłę nasączoną mocną substancją i wbiła ja w kark Reynolda, tym samym serwując mu mocny środek nasenny.
Cóż. Ostatecznie trzymała się planu, po drodze zahaczyła o przystanek „rozkosz.”

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Over seven seas   Nie Lis 06, 2016 12:21 am

Oczywiście, że zapomniał się zbyt mocno. Od początku czuł, że coś jest nie tak z tą kobietą. Widział w jej oczach to, co powinno skłonić go do wzmożonej ostrożności, albo nawet drastycznych działań, by zapobiec nieuniknionego. Ale ten jeden raz postawił na zabawę, na ignorancję, na kompletny brak rozsądku. Poczuł, że jego grunt jest zbyt pewny. Tak wiele osiągnął, tak bardzo był stabilny, tak dużo żyć odebrał. Był przebiegły, bezlitosny, nieprzewidywalny i zawsze to on wygrywał. I co? Przechytrzyła go kobieta. W tak żałosny sposób. A jakże.
Poczuł bolesne politowanie względem samego siebie, gdy tylko usłyszał jej słowa. Wiedział, że źle wróżyły. Gdyby nie to, że dosłownie przed chwilą skończył się spuszczać w jej ciepłym wnętrzu, zapewne zareagowałby szybciej. Uniknąłby tego. Ale nim się obejrzał, niezidentyfikowana substancja już rozprzestrzeniała się po jego krwioobiegu.
Spojrzenie, które posłał dziewczynie, gdy strzykawka wciąż tkwiła w jego karku, było najokropniejszym spojrzeniem jakim kiedykolwiek została obdarzona. Musiało być. Przymrużone powieki, ściągnięte brwi i usta wykrzywione w dziwnym wyrazie, sprawiające wrażenie drżącego, cynicznego uśmiechu. Wiatr, który nagle się poderwał, okno, które rozpadło się na malutkie kawałeczki wskutek tego powiewu. Szare tęczówki, zachodzące czerwoną mgłą, a to wszystko w przeciągu kilku sekund. Nie odrywał szkarłatnego, zamglonego spojrzenia od zielonych oczu. Chwycił w mocny uścisk dłoń trzymającą strzykawkę. Jego usta wykrzywiły się w przyprawiającym o ciarki uśmiechu.
– Będziesz tego żałować. – Jego głos nie był tym samym głosem, który słyszała dotąd. Był nieprzyjemny, chłodny i szorstki, lecz miał w sobie coś hipnotyzującego, uspokajającego. Pół szept, który unosił się w powietrzu, zdawał się obniżać temperaturę całego pokoju. I paradoksalnie, zwiększać temperaturę krwi. – Być może nie od razu. Ale wiedz coś kochanie – jego usta znajdowały się milimetry od ust kobiety. Wciąż patrzył głęboko w jej oczy. – Nie można mnie zabić. Cokolwiek mi się przytrafi… – dłoń poluźniła ucisk, zsunęła się pieszczotliwie po przedramieniu – …odczujesz to sto razy mocniej. Kiedyś. – Ostatnie słowo wymruczał muskając miękkie wargi. W następnej chwili jego powieki opadły powolnie, a ciało osunęło się swobodnie w ramiona Desire.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Over seven seas   Sro Lis 09, 2016 8:01 pm

Już tego żałowała. Jeszcze zanim Czerwonooki w ogóle wypowiedział tę groźbę, która w połączeniu z tonem jego głosu wywołała lodowate dreszcze. Desire sapnęła cicho i delikatnie odsunęła od siebie Reynolda. Czuła się bardzo niepewnie i pełna była złych przeczuć, choć strach był odległy od niej niczym najdalsze wyspy. Strąciła z siebie bezwładne ciało i poprawiła suknię, sprawnie wiążąc gorset i wycierając drżące jeszcze od orgazmu uda. Następnie zabrała się za doprowadzenie kapitana do porządku – podciągnęła i zapięła spodnie przy okazji sprawdzając mu kieszenie w poszukiwaniu czegoś cennego, ale nie złoto ją interesowało. Nie znalazła jednak niczego wartego uwagi. Podeszła do okna i wpatrzyła się w ciemność wypatrując czegoś lub… kogoś. Wiedząc czego szuka, od razu to znalazła. Gwizdnęła donośnie niczym najzwyklejszy marynarz i trzy cienie oderwały się od ściany mknąc w stronę budynku.
Nie czekała na nich długo; nim się obejrzała przez uchylone okno wśliznęły się trzy masywne postacie z twarzami ukrytymi pod kapeluszami i natychmiast podniosły nieprzytomne ciało.
— Spóźniłaś się.
— Kłopoty.
— Plan był inny.
— To nie dzieciak, żeby naiwnie iść z nieznajomą osobą na statek. Trzeba było zająć się nim samemu.
Desire stanęła przed jednym z mężczyzn, który objął ją w talii i przyciągnął agresywnie do siebie. Pochylił się i przeciągnął nosem po jej piersi. Uśmiechnął się przy tym bezczelnie, aczkolwiek komentarz zatrzymał dla siebie. Wiedział, kiedy należało trzymać język za zębami.
— On się niecierpliwi.
— On zawsze się niecierpliwi. Dalej, sukinsyny, bierzcie go i na statek.
Desire splunęła w twarz mężczyźnie, a ten puścił ją w duchu zgrzytając zębami i przysięgając sobie, że kiedyś dopadnie i naprostuje tę bezczelną kurwę. Tymczasem skinął na kompanów i wyszli. Tym razem przez drzwi, robiąc wokół siebie szum i bałagan. Pobladły właściciel przybytku przywarł do ściany, gdy kula połaskotała go w uchu, zaś płomiennowłosa dziewczyna odwróciła się wychodząc i rzuciła mu sakwę ze złota.
— Było warto. Masz, posprzątaj.

Czekał niecierpliwie.
Czekał. Tyle lat.
Wziął głęboki oddech, gdy rzucili mu ciało u stóp. Nawet nie podniósł się ze swego ogromnego krzesła z kości słoniowej, obitego najdroższymi materiałami i zdobionego czarnymi perłami. Desire nie obdarzył nawet jednym spojrzeniem.
Reynold leżał na wilgotnej podłodze z twarzą przy skórzanym bucie kapitana Heina, legendy Purpurowego Morza, który cierpliwie czekał aż jego gośćsię ocknie. Nieprzytomny ręce miał skrępowane na plecach, nogi na wysokości kolan i kostek. A w ustach brudną szmatę.
A statek, [TU WSTAWIE NAZWE], odbił od brzegu i z każdą chwilą wypływał na głębsze wody.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Over seven seas   Sro Lis 09, 2016 8:20 pm

Nie, jego głowy wcale nie ogarnęła nagła pustka. Słyszał szum, dźwięki przebijające się słabo przez niego, czuł jakby cały świat wirował, choć przed oczami miał ciemność. Nie był w stanie myśleć składnie, czy w ogóle. Stan, w którym się znalazł był ciężki do opisania. Stracił przytomność, a jednak wciąż jakaś jej część była obecna. Rozpoznawał kobiecy głos ślący przekleństwa, ale nie mógł przypisać go do nikogo. Nie miał też pojęcia, co się dzieje. Wszystko wirowało, w uszach piszczało i szumiało. Aż przestał walczyć i pozwolił sobie odpłynąć w przyjemną nicość.
Zmarszczył brwi, a z jego ust wydobyło się nieświadome charknięcie. Od razu zrozumiał, że jest skrępowany, toteż nie próbował nawet ruszyć kończyną. Poświęcił chwilę, by przypomnieć sobie co się stało, a następnie wściekłe spojrzenie spróbował unieść na tyle, by dostrzec pod czyimi brudnymi nogami leży. Szybko wysunął się spod podeszwy buta tego skurwysyna i w zaskakująco zwinny sposób udało mu się usiąść. Włosy miał w nieładzie, toteż wyglądał zdecydowanie nieprzyjemnie, gdy jasne tęczówki spod powiek poczęły ciskać gromy w tego, który przed nim siedział. A kim on był, nie miał pojęcia. Zmarszczył brwi, wypychając językiem mokrą szmatę z ust, krzywiąc się przy tym lekko. Spojrzenia nie odrywał od mężczyzny, aż w końcu na jego ustach pojawił się ten skurwysyńsko żmijowaty uśmieszek. Zupełnie jakby nie był na kurewsko przegranej pozycji.
– Więc wysługujesz się kobietami – zaczął, z pełnią kpiny wypisaną na swojej przystojnej twarzy. – Zapytałbym kto też ma do mnie tak pilny interes, ale mam trudność z zapamiętywaniem godności takich tchórzy. – Splunął pod nogi kapitana, rozciągając swój uśmiech jeszcze bardziej. Nie było po nim widać strachu, a czy go odczuwał… Cóż, nie było sposobu, by się tego dowiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Over seven seas   Sob Lis 19, 2016 7:03 pm

Z niezadowoleniem spoglądał na budzącego się więźnia. Osunął się na swoim wygodnym siedzisku i podparł głowę na dłoni. Mógł go skrępować pokrytymi trucizną sznurami. Przy każdym ruchu wcierałyby się w skórę, a jad dostawałby się do krwioobiegu. Mógł go przywiązać do swego łoża, rozebrać do naga i wypatrywać śladów skrępowania. Mógł obciąć mu ten cholerny język i uniemożliwić odzywanie się.
Ale to byłoby jak obcięcie skrzydeł motylowi.
Hein lubił motyle.
Lubił ich skrzydła.
Bez nich nie były nic warte.
— Jestem pełen podziwu dla lotności twego umysłu i zdolności kojarzenia faktów — odpowiedział leniwie, a głos miał taki, że zdawać się mogło, iż włazi pod skórę. Przenika do krwi, owija organy i zaciska się wokół nich. Powoduje dreszcze i niekontrolowanie szybkie bicie serca. Mógłby nim szeptać zaklęcia i oczekiwać ich spełnienia w świecie, gdzie nie ma magii. — Skarbie, nie obrażaj mnie, przyznaj po prostu, że Desire była miłą odmianą po tych wszystkich nudnych i brudnych dziewkach portowych. — westchnął — Swoją drogą gratuluję, dostałeś od niej wszystko, co miała do zaoferowania, a czego nie miała zamiaru ofiarowywać mężczyznom. — dodał dwuznacznie i podniósł się ze swego siedziska. Miał luźne spodnie wsadzone w wysokie, ciężkie buty, skórzany, dwurzędowy pas, luźną koszulę i mnóstwo broni. Ubiór wyglądał dość ubogo w porównaniu do zdobionego krzesła, ale był czysty.
Hein nalał wina do złotych pucharów i jeden przytknął do ust gościa, dając mu tym samym możliwość spotkania się z niezwykłymi, jasnymi tęczówkami.
— Kapitanie Reynolds, ja i moja załoga czujemy się zaszczyceni twą wizytą. Kapitan Hein, do usług.
Na zewnątrz złowieszczo zagrzmiało, a statek podskoczył na zbyt wysokiej fali.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Over seven seas   Wto Lis 22, 2016 8:25 pm

Nie wiedział jak długo był nieprzytomny. Nie mógł ocenić więc jak daleko od Dunwich się znaleźli i jakie są szanse, że jego załoga zorientowała się już w sytuacji i ruszyła na odwet. Albo chociaż układała plan, który miał szansę powodzenia. Podczas, gdy ten, który miał czelność go pojmać w sposób skrajnie tchórzliwy i niewyszukany, zajęty był mówieniem, Reynold dyskretnie rozejrzał się po pomieszczeniu. Próbował ocenić swoje szanse i możliwości. Czuł gwałtowność fal i słyszał grzmoty, a to musiało znaczyć, że morze szykuje się do potężnego sztormu. Czuł to całym sobą. Wiedział, że Zefir nieustannie nad nim czuwa, a ktoś, kto śmie uprowadzać ulubieńca Boga, nie ma prawa, by ujść z życiem. Przy odrobinie szczęścia, statek rozbije się o skały, albo zostanie ofiarą potężnego pioruna. Reynold wierzył, że tak się stanie, a on z satysfakcją obserwować będzie jak jego wrogowie giną. Jak ten tchórz i jego żałosne istnienie pochłaniają fale, oddając wygłodniałym syrenom.
Dopiero, gdy poczuł chłód na swych ustach, ocknął się i powrócił bladymi tęczówkami do mężczyzny. I wtedy poczuł jak zimny pot wstępuje na jego kark, a grunt zdaje się znikać spod kolan. Wszystkie jego płonne nadzieje zapadły się w nicość, gdy tylko zmierzył się ze spojrzeniem mu ofiarowanym. Wiedział, że choćby statek uległ zniszczeniu, choćby każdy członek tej załogi został rozszarpany na kawałki, choćby morze pochłonęła czarna dziura, nie zdoła się uratować tak łatwo. Zrozumiał to w chwili, w której rozpoznał błysk czający się w jasnych tęczówkach. Ten sam błysk widział wcześniej u dwóch osób. Jedną z nich była Desire. Wtedy jednak był zbyt rozkojarzony i spojony alkoholem, by móc to dostrzec. Nie zagłębił się wystarczająco mocno w zielone tęczówki, tym samym sprowadzając na siebie zagładę.
Wszyscy Heinowie kryli w oczach czeluście piekielne, w które – Reynold był w stanie w to uwierzyć – byli zdolni wysłać każdego, kto śmiał tam zajrzeć. Tak, jak on był potomkiem Boga, tak był pewien, że to nazwisko zesłał na ziemię sam diabeł. Przez sekundę poczuł to, czego nie zdołał wywołać w nim nikt od bardzo dawna. Niepokój ścisnął jego gardło. Była to nic nieznacząca chwila, na dumie Reynolda odbiła jednak swoiste piętno. Pomimo to, nic nie dał po sobie poznać, wciąż niestrwożenie patrząc w zimne tęczówki. Wina nie tknął i nie zamierzał.
– Wybacz mi kapitanie, nie mam pamięci do nazwisk. – Uśmiechnął się przepraszająco, unosząc brwi z pełnym trwogi zastanowieniem. – Czyżbym zabił kogoś ci bliskiego? Brat? Syn? – Wzruszył ramionami, wewnętrznie klnąc na liny wpijające się boleśnie w nadgarstki. Westchnął ze zrezygnowaniem. – Musisz mi wybaczyć, zabiłem wiele osób. Nie jestem w stanie wszystkich spamiętać. – Przymknął oczy, a uchyliwszy je powoli, rozciągnął usta w szatańskim uśmiechu. Jego tęczówki zdawały się ciemnieć pod częściowym przykryciem gęstych, czarnych rzęs. – O tobie też szybko zapomnę – wymruczał, wsłuchując się z rozkoszą w niepokojąco rozdzierający dźwięk grzmotu. Wiedział, że igra z diabłem. Jednak jeszcze lepiej wiedział, z czym igra Hein. Był pewien, że pokaże mu to, gdy przyjdzie czas. Bowiem ten nie zdoła go zabić. A Reynold potrafił być cierpliwy niemniej, niż pamiętliwy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Over seven seas   Pią Sty 13, 2017 7:47 pm

Kapitan Hein zdawał się być rozczarowany słowami swego gościa. Przymknął na moment oczy i ostentacyjnie westchnął dopijając duszkiem swe wino; ciskając złoty puchar gdzieś w kąt, z którego za sekundę błysnęły dwa punkciki, coś się poruszyło, a naczynie zniknęło bez śladu.
— To nic, skarbie. Potrafię zapadać w pamięć, nawet takim ścierwom jak ty. — Mężczyzna uśmiechnął się niemal dobrotliwie. Chwilę przed tym jak złapał więzy Reynoldsa i szarpnął za nie tak mocno, że młody kapitan został pociągnięty po szorstkiej podłodze tak łatwo, jakby nic nie ważył. Hein dotransportował go do malutkiego okienka i złapawszy za szyję, przytknął mu twarz do szyby. — Jesteśmy na głębokim morzu. Żaden obcy statek nie wedrze się na Purpurowe wody. Wiesz o tym. Tak samo jak o tym, z kim masz do czynienia. — Hein znowu szarpnął nim – zdawać się mogło, że jego siła nie ma żadnych ograniczeń. Z takim samym brakiem wysiłku podnosił butelkę rumu, co ludzkie ciało.
Za oknem zaczynało szaleć morze. Wody zlewały się z niebem, ale Reynolds, pokładający nadzieję w niebiosach, nie wiedział, że to normalna pogoda dla tego kawałka świata. A statek Heina doskonale nadawał się na najbardziej wściekłe fale.
— Przepraszam, ojcze. — drzwiczki uchyliły się i w blasku świecy wkroczyła smukła, doskonale znana Czerwonookiemu sylwetka. Desire uśmiechnęła się z wdziękiem do gościa, jakby nie miała na sumieniu jego wolności. — Mam nadzieję, że nie żywisz urazy, kapitanie.
Podeszła do więźnia, który wciąż unieruchomiony był w stalowym uścisku Heina, który obserwował córkę spod przymrużonych powiek. A ona celowo zdawała się go drażnić.
Jako jedyna mogła stąpać po gruncie, na który wstępu nie miał nikt inny. Była jego przekleństwem i słabością. Była karą.
I, kurwa, wiedziała o tym.
Z wciąż powiększającym się uśmiechem, kołysząc biodrami, nachyliła się do Reynoldsa posyłając mu całusa w powietrzu. Obuta stópka wylądowała na kroczu więźnia i to był ten punkt.
Hein nienawidził dzielenia się, nawet jeśli w żyłach Rudej płynęła jego własna krew.
— To mój gość, Desire. Jeśli dotknie go ktokolwiek z was… zanim się spostrzeżecie, śmierć stanie się waszym największym pragnieniem. — powiedział takim głosem, jakby cały sztorm świata wypełnił go w jednej chwili.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Over seven seas   Nie Sty 15, 2017 7:34 pm

Patrzył na niego z wysoko uniesioną głową i wypisaną kpiną w oczach. Wiedział doskonale, z kim ma do czynienia i domyślał się, dlaczego został tu ściągnięty. Można powiedzieć, że swego czasu miał bliską styczność z ojcem tego tutaj. Znał więc doskonale temperament przeklętych Heinów i wiedział zbyt dobrze do czego są zdolni. W ich oczach zawsze odbijało się to samo zło i wyniosłość. Charakterystyczny błysk pamiętał bardzo dobrze i wręcz miał ochotę zaśmiać się głośno, gdy uświadomił sobie, iż jeszcze wczoraj nie potrafił powiązać go, odnajdując tenże w oczach Desire. Teraz przyjdzie mu za to zapłacić i wiedział, że zapewne całkiem słono. Był jednak zbyt dumny i zbyt bezczelny, by dopuścić do siebie strach. Znał swoje ciało, swoje wnętrze zaś zgłębił przez lata jeszcze dokładniej. Potrafił wytrzymać naprawdę dużo. Pomiot starego Heina nie będzie w stanie go złamać. Pozbył się już jednego, w swoim czasie pozbędzie się również kolejnych, skoro tak jest mu pisane. Z satysfakcją będzie przyglądał się ich powolnej śmierci. Jego i tej zapchlonej dziwki.
Nie wydał z siebie żadnego odgłosu, gdy jego kark został uwięziony w silnym uścisku dużych palców. Zmrużył jedynie delikatnie oczy, skupiając się na widoku, który został mu przedstawiony. Morze zaczynało szaleć, jednak Reynold szybko zrozumiał, że to mu nie pomoże. Byli w miejscu, w którym taki stan rzeczy utrzymywał się od dawien dawna. Purpurowe Wody... Zapłynęli dość daleko od Dunwich. Był w stanie określić jak długo znajdował się w stanie nieprzytomnym. Nie na tyle, by byle statek zdołał przebyć taką drogę. Jego sytuacja jest zła. Jednak nie bez wyjścia. Raynold zawsze znajdywał wyjście, często przychodziło ono także samo. Prędzej, czy później.
Jego spojrzenie powoli zawędrowało do rudej kurwy, która właśnie przyszła. Na bladej twarzy w mig zamajaczyły ogromne pokłady zła. Nie złości. Głębokiego, nieprzeniknionego zła, które przez zaledwie moment napełniło jasne, boleśnie chłodne i nieludzkie spojrzenie oraz uśmiech, który równie dobrze nosić mógł sam szatan. Przez kilka sekund atmosfera w pomieszczeniu zdawała się pochłaniać całe powietrze. Przez kilka sekund, przez które zaglądał w jej oczy, jakby samym spojrzeniem mógł przekazać ile zła jej wyrządzi. Potem uśmiechnął się kpiąco, by w następnej chwili posłać jej już zupełnie uprzejmy, niewinny uśmiech. Jeden z tych, którymi raczył kobietę, gdy się poznali. Powietrze gwałtownie zelżało. Nie uraczył jej nawet słowem, spojrzeniem zaś wrócił do okna, z nic niewyrażającą miną wpatrując się we wzburzone wody.
– I co teraz, Hein? – wymruczał, uśmiechając się pod nosem. W odbiciu okna widział doskonale szare tęczówki, w które ze spokojem się wpatrywał. – Masz mnie – przyznał z westchnieniem, wywracając oczami. – Będziemy bawić się w tortury? – parsknął, jakby cała sytuacja rzeczywiście niebotycznie go bawiła. W swym krótkim życiu przeszedł już wiele. Ból go nie przerażał. Rany go nie przerażały. Śmierć go nie przerażała. Nikt nie jest w stanie go zabić. Co więc mógł mu uczynić jeden cholerny pirat, czego jeszcze nie doświadczył?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Over seven seas   Pon Sty 23, 2017 2:13 pm

Kapitan Hein poluzował uścisk. Nawet w tym mdłym, drgającym świetle widać było ślad jego palców na smukłej, bladej szyi. Mężczyzna westchnął cicho i podszedł do Desire, która roziskrzonym wzrokiem pożerała wręcz Reynolda. Gdyby ojciec dowiedział się, do czego go między nimi doszło... Nie wiedziała, który szał byłby gorszy - ten na myśl, że ktoś taki tknął jego córkę, czy że ktokolwiek dotknął jego obsesji o białych włosach.
— Skarbie, nie masz nic do roboty? Nakarmić naszych gości i przygotuj dla mnie... — Kącik ust mężczyzny drgnął, a Desire fuknęła niczym obrażona kotka.
— Amarie wciąż nie odzyskała przytomności, a Angelo dostał zakażenia po twoich ostatnich...
— Amarie w to nie mieszaj, Des. Dobrze wiem, co z nią robiłaś, gdy wyszedłem...
Głos Heina stał się nieoczekiwanie miękki i lepki. Oplatał i dawał złudne poczucie bezpieczeństwa. Tak samo jak dłonie, które objęły twarz dziewczyny przyciągając jej twarz do ust wciąż smakujących winem. Kapitan ucałował kącik ust własnej córki, a ją samą jakby nagle opuściły siły. Westchnęła i opuściła kajutę, gościa nie zaszczycając nawet spojrzeniem.
Byli dziwni. Tonęli w toksycznych, uzależniających relacjach, a to był ledwie wierzchołek góry lodowej. Reynold nie mógł wiedzieć, ale z pewnością słyszał o ofiarach Heina. Ludzie znikali i nikt nigdy nie widział ich ciał... Tak samo jak nikt nigdy nie odnalazł ciała Białobrodego.
— Szczekasz prawie tak samo jak Twój ojciec, ale w przeciwieństwie do niego nie masz nic do zaoferowania. A ja nie jestem zainteresowany torturowaniem dzieci, psie. Nie pochlebne sobie.
Kapitan przespacerował się po kajucie najwyraźniej czegoś szukając. Znalazł po dłuższej chwili, w ciemności ciężko było dostrzec co to. Ale Reynold szybko się przekonał, gdy metalowa obręcz zacisnęła się wokół jego szyi. Nie dusiła, praktycznie jej nie czuł... Przynajmniej przez chwilę. Obroża miała z tyłu solidne mocowanie, przez które można było przeciągnąć linę. Linę zwisającą z haka u sufitu.
— Nie chcę, żebyś się nudził, Reynold. Muszę na chwilę wyjść... — oddech kapitana niemal parzył, gdy nachylał się nad karkiem swego gościa przymocowując linę i naciągając ją. Reynold mógł się rzucać i kląć, ale walka o oddech była ważniejsza. Zawisł nad podłogą dotykając jej ledwie czubkami palców. Jeśli tracił grunt, zawieszony na szyi zaczynał się dusić. Tym bardziej, że sztorm robił się coraz gwałtowniejszy i statkiem kołysało tak bardzo, że niezależnie od starań, białowłosy co chwilę tracił grunt.
Słysząc ciche rzężenie Hein uśmiechnął się zadowolony. Zostawił go walczącego żałośnie o każdy oddech.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Over seven seas   Sob Lut 18, 2017 5:57 pm

Obserwował ich dwójkę kątem oka, nieszczególną wagę przywiązując do słów, które między sobą wymieniali. Miał teraz większe zmartwienia, niż chore relacje ojca z córką, z którymi przyszło mu mieć do czynienia. Zachowywał spokój, choć wewnętrznie był nieco rozchwiany. Heinowi trzeba było przyznać, iż posiadał umiejętność budowania napięcia, które Reynold doskonale odczuwał, a z którym umiejętnie walczył. Rozumiał beznadziejność swojej sytuacji i pewnie, gdyby był przeciętnym człowiekiem, srałby w gacie ze strachu. Ale nie był ani przeciętny, ani człowiekiem. Był pieprzonym dziwadłem, którego ciężko przerazić, dlatego właśnie, choć zadowolonym nazwać go nie można, szukanie paniki w jasnym spojrzeniu było daremne.
– Zabawne – wymruczał, odwracając spojrzenie z powrotem ku oknu, patrząc gdzieś w przestrzeń. Na jego usta wypłynął subtelny, nieprzyjemny uśmiech. – Twój ojciec nie miał siły nawet skomleć. – Jego uśmiech pogłębił się nieco, gdy w głowie zamajaczyły wciąż wyraźne wspomnienia. Doskonale pamiętał rozkosz, jaką niosła za sobą zabawa ze starym Heinem.
Posłał mężczyźnie pełne pogardy spojrzenie, gdy ten ozdobił jego szyję czymś, co przypominało obrożę. Z bladych ust nie schodził bezczelny uśmiech. Wyglądał wręcz jak ktoś, kto mało pokornie dziękuje za ładną ozdóbkę.
Przymrużył oczy czując na swej szyi ciepły oddech, a następnie zamknął je gwałtownie, gdy poczuł jak jego szyja zaczyna odczuwać skutki założenia tejże uroczej ozdóbki. Zacisnął zęby, starając się za wszelką cenę nie pokazywać dupkowi, że faktycznie czuje ból, jakim go uraczył. Nie przepadał za dusznością, był pieprzonym pomiotem sił powietrza. Dlatego też nie znosił dobrze duszenia. Choć umysł szedł swoim torem, ciało rządziło się własnymi prawami, dlatego też już po kilku chwilach walczył o oddech, przy czym jego gardło wydawało mało eleganckie dźwięki. Klął w duchu, widząc jak obraz przed oczami zaczyna się rozmazywać. Ulżyło mu więc niesamowicie, gdy kapitan opuścił pomieszczenie.
Przymknął oczy biorąc głęboki wdech, wypuszczając zaś powietrze z tak dużym opanowaniem, na jakie pozwalała mu jego sytuacja, powoli rozluźnił ciało. Minął krótki moment nim umęczonym palcom, do tej pory walczącym o kontakt z podłogą, pomogło wpychające się pod nie powietrze. Mówiąc najprościej, szczupłe ciało poczęło lewitować ledwie widocznie nad ziemią.
Uchylił powieki uwalniając spod nich szare, błyszczące tęczówki. Zaczerpując zbawiennego powietrza, spróbował pokusić się o chwilę rozsądnego myślenia.
– Nie wytrzymam tak długo – mruknął sam do siebie, zerkając w dół na własne stopy. Jego umiejętności nie było nieograniczone, a powietrze nie działało na każde wezwanie. Nie był bogiem. Za swoją moc musiał płacić, a o wstawiennictwo Zefira prosić. Pozostało mu oszczędzać siły i nie zdradzać się z nimi przy cholernym Heinie, tak by wystarczyło mu ich na ucieczkę, gdy nadarzy się okazja. Nie miał jej na otwartych wodach, dlatego też nawet nie próbował.
Podjął jedynie próbę uwolnienia nadgarstków z ciasnych więzów, na nic się to jednak nie zdało. Pozostało mu czekać. Uspokajając ducha na równi z ciałem, przymknąwszy oczy, nasłuchiwał. Gdy tylko dotarły do jego uszu niosące się kroki, nogi znów opadły na deski, a gardło mężczyzny wznowiło walkę o choć trochę powietrza.
Ślady na szyi znikały tak szybko jak się pojawiały. Ciało Reynolda wciąż pozostawało nieskazitelnie piękne i czyste, zupełnie jakby było świętą relikwią, którą nie sposób trwale uszkodzić, czy też zniszczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Over seven seas   

Powrót do góry Go down
 
Over seven seas
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: