IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Wamakaskan [boy/boy; bn; 2os.]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Wamakaskan [boy/boy; bn; 2os.]   Nie Mar 27, 2016 12:15 pm

W żaden sposób nie poruszył tematu tego co wydarzyło się tamtego wieczoru. Lusio szanował Mansę, dlatego też nie narzucał mu niczego, nie wymagał także żadnych zbędnych wyjaśnień. Wiedział, że gdyby czternastolatek chciał, sam odniósłby się do tego jak zareagowało jego młodzieńcze ciało na delikatną bliskość Elfa. Skoro tego nie robił, najwidoczniej nie na rękę była mu tamta reakcja, a ponieważ i dla Lusio mogłaby być ona kłopotem, nie przeszkadzało mu trwanie w ciszy. W końcu Indianin wciąż był dzieckiem i to właśnie było głównym powodem, dla którego siedemnastolatek nie chciał patrzeć na chłopca w żaden inny sposób jak tylko po przyjacielsku. Dlatego też zapomniał o minionym wydarzeniu i nawet nie myślał o tym, by słowem czy choćby gestem do niego wracać.
W oczach Velyriana nic się nie zmieniło. Wciąż patrzył na młodszego towarzysza w kategoriach przyjaciela i nie czuł żadnego skrępowania, które mógł odczuwać ten drugi. Tak jak już wspomniano, dla Elfa pociąg do przedstawiciela tej samej płci był całkiem normalny, dlatego też nie obarczał swej głowy przemyśleniami na temat aspektów moralnych, czy też kwestią niezwykłości upodobań towarzysza. Nadal, tak jak dotąd, nie krępował się bliskości chłopca, swobodnie zdejmując przy nim ubranie, gdy napotkali jeziorko, w którym mogli odświeżyć strudzone ciała i bez skrępowania przybliżał się do człowieka, szukając ciepła nocą, gdy nadchodził sen. Nic się nie zmieniło. Ale Mansa widział to inaczej i Vel doskonale o tym wiedział. Wyczuwał pewne rozchwianie chłopca, widział delikatne zmiany w jego zachowaniu, dostrzegał jak ten coraz częściej odlatuje wraz ze swymi przemyśleniami. Choć to nieco go trapiło, nie pytał. Wciąż wychodził z założenia, że jeśli Mansie coś dolega i zechce się tym podzielić, zrobi to. Nie przywykł do troszczenia się o innych, dlatego też nie wiedział, że czasem należy zapytać. Zresztą zazwyczaj nie musiał tego robić, bowiem troski Indianina były mu znane. Drogą obserwacji i dedukcji mógł z łatwością dotrzeć do ich źródła. Tym razem również domyślał się, że trapi go tamto wydarzenie, ale nie mówił o tym głośno.
Minął kolejny tydzień podroży, podczas której Vel dostosowywał się do prędkości młodego Indianina. Rozumiał, że ten nie śpieszy się do spotkania z ojcem, z którym tak mocno się poróżnił, dlatego też w żaden sposób chłopca nie pośpieszał. Nie było takiej potrzeby, bowiem i mu dobrze było w podróży. Wiedział, że nie jest mile widzianym gościem w plemieniu i wciąż targały nim wątpliwości dotyczące tego, czy w ogóle powinien towarzyszyć Mansie w jego powrocie. Rozsądniejszym wyjściem być może byłoby udanie się w dalszą podróż i zostawienie wszystkiego za sobą. Ale ciężko było słuchać rozsądku, gdy serce mówiło inaczej. Dopiero teraz Velyrian zaczynał rozumieć czym kierował się jego ojciec i mistrzowie, gdy uczyli o tym jak złą rzeczą jest przywiązanie. Przyćmiewało umysł, kazało wybierać ryzykowne ścieżki i z premedytacją omijało te łatwiejsze. Ale raz podjęta decyzja nie ulegała zmianie i Lusio nie mógł się teraz wycofać. Dlatego szedł i nie spoglądał za siebie.

Zostało kilka dni. Gdyby nie zatrzymywali się bez potrzeby, dotarliby do wioski w dwie noce, najwidoczniej jednak nie był to zamiar Mansy. Velyrian więc bez słowa opuścił tobołek ze swym niewielkim dobytkiem, gdy Mansa zrobił to samo. Okolica była ładna. Mała polanka, szumiący wodospad i przejrzysta rzeka pełna ryb. Idealne miejsce do treningu ducha i nabrania sił na przyszłe starcie z rzeczywistością. Blade usta wygięły się w lekkim uśmiechu na znak uznania, a śnieżnobiałe tęczówki otoczone smolistą czernią, utkwiły w chłopcu.
Dziś ja zapoluję — poinformował swym delikatnym tonem, powoli zrzucając z barków futro, by za chwilę dołączyć do niego skórę, w następstwie czego odsłonił swe umięśnione ramiona i delikatnie wyrzeźbiony brzuch. Wypalony znak rodu jak zawsze zakrył przed oczami Mansy przy użyciu nieszkodliwej iluzji. Co się tyczyło polowania, Vel chciał sprawdzić jak daleko zaszedł. Jego silna aura zawsze odstraszała zwierzęta, a przez ten rok ćwiczył uparcie, starając się osiągnąć stan równowagi, pozwalający na całkowite stłumienie gęstej energii. Sądził, że powinien móc już zapolować na duże zwierzę, ponadto musiał ćwiczyć sztukę zabijania. Jego iluzje były w stanie odebrać życie, lecz nie zrobił tego więcej niż raz. Najwyższy czas nad tym popracować.
Weźmy kąpiel — odezwał się raz jeszcze, ze swobodą rozwiązując rzemyki spodni, które zaraz opadły na ziemię. Schyliwszy się, poprawił zawiązany na udzie wysadzany kolorowymi kamieniami i kryształami sztylet, który to — jak powiedział onegdaj swemu towarzyszowi —rzekomo  ukradł bogatemu handlarzowi.
Nie czekając na chłopca, odgarniając długie włosy do tyłu, ruszył w stronę brzegu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Wamakaskan [boy/boy; bn; 2os.]   Pon Kwi 11, 2016 8:10 pm

Indianin spojrzał na Lusio z pewnym zaskoczeniem, gdy ten oświadczył, że ma zamiar zapolować dzisiaj i tym samym wyręczyć Mansę w tym.
Silna aura Lusio była wyczuwalna i zwiastowała ewentualnej ofierze niebezpieczeństwo. Mansa stwierdził jednak, że ufa Lusio w tym iż ten ma jakiś plan.
 -No dobrze –powiedział, zgadzając się. Uśmiechnął się też sympatycznie do chłopaka i idąc za jego przykładem – zrzucił z ramion toboły.
 -Powodzenia –dodał jeszcze.

Lusio zadecydował postój jak i kąpiel. Mansa zaś na obydwie decyzje przystał i w momencie, gdy Elf zdjął już spodnie, a Indianin odprowadził jego sylwetkę wzrokiem – szybko pozbył się własnego odzienia.
Zamiast jednak ruszyć do brzegu -  jego wzrok przykuła skarpa, położona wysoko ponad niewielkim jeziorem zasilanym rzeką.
Mansa pozbył się także spodni i to właśnie w kierunku skarpy ruszył.

Wspinanie się na ostre skały było czymś dziecinnie prostym dla kogoś, kto całe życie spędził poruszając się po górzystych szlakach. Mansa szybko więc pokonał trudności jakimi jawiły się strome ściany skały.
Gdy zaś znalazł się na szczycie – w głowie zakręciło mu się, kiedy zerknął w dół przepaści, do której miał zamiar wskoczyć. Dlatego podniósł wzrok na widok rozciągający się przed nim, na poziomie oczu, a nie pod jego stopami.
Horyzont był piękny, a widok zapierający dech w piersiach.
Pomyśleć, że gdzieś tam leży kraina Elfów, a nieco bliżej – cel tej podróży Mansy. Trudno było uwierzyć w to, że wszystko stanowi wspaniałą, harmonijną całość.
Wtedy ponownie spojrzał w dół i skoczył.

Jego smukłe ciało weszło w wodę z niewielkim pluśnięciem. Mansa znalazł się pod przezroczystą taflą, gdzie wszystko nagle stało się odległe i ciche.
Mansa pozwolił swojemu ciału wypłynąć, a gdy to się stało – zniknął spokój. Wszystko znowu było jasne, a Indianin mógł nabrać powietrza w spragnione go płuca.
Przygładził mokre włosy i rozejrzał się za Lusio, którego dostrzeżenie zajęło mu trochę czasu.
Gdy zaś już zlokalizował Elfa – zyskał sposobność do spłatania figla.
 -Lusio! –krzyknął do niego, by zwrócić jego uwagę na niechybne niebezpieczeństwo, które spłynie na niego lada chwila ze strony najlepszego przyjaciela. Dosłownie – spłynie.

Lusio znajdował się w większej odległości od niego, więc by chlusnąć mu wodą prosto w twarz – Mansa musiał poszerzyć swój zasięg rażenia, usprawniając ów swoją mocą panowania nad żywiołami. Tak tez się stało i już po chwili na Elfa ruszyła wysoka fala wody, której nie sposób było uniknąć. Ta przykryła go, a białe włosy mężczyzny przylgnęły do jego ciała. Wyglądał także na nieco zaskoczonego posunięciami Mansy, który obecnie próbował powstrzymać wybuch śmiechu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Wamakaskan [boy/boy; bn; 2os.]   Sob Maj 21, 2016 8:17 pm


Rozumiał zaskoczenie towarzysza. Vel nieczęsto porywał się na polowanie, a gdy już to robił, nie deklarował, że sam zabawi się w myśliwego. To Mansa upatrywał duże zwierzęta mogące skutecznie napełnić żołądki, zaś Elf czaił się na te mniejsze, takie jak choćby zające, tylko po to, by ćwiczyć swoje zdolności. Teraz zaś chciał, by odpowiedzialność za dostarczenie wystarczająco dużej ilości mięsa została w pełni złożona na niego. Czuł się zdolny do zapolowania na niedźwiedzia i to właśnie jego chciał dziś poszukać. W końcu ćwiczył bez wytchnienia, aż panowanie nad własną aurą przestało przynosić takie problemy. Być może wciąż pojawiały się w tej sztuce pewne niedoskonałości i dlatego właśnie Vel chciał sprawdzić się w praktyce. A ponieważ jednocześnie nie chciał zawieść swego przyjaciela, którego również musi nakarmić, a który postanowił mu w tej kwestii zaufać, miał większą motywację. Uśmiechnął się więc krótko słysząc odpowiedź Indianina, na polowanie zaś postanowił udać się po kąpieli.
Wszedł do chłodnej wody, rozkoszując się uderzeniami fal o nieskazitelnie białą skórę. Sięgając dłońmi do krystalicznie czystej wody, kątem oka obserwował poczynania Mansy, który podążył do widniejącej nieopodal skarpy. Vel, choć nie ruszał się z miejsca, z daleka bacznie obserwował chłopaka, będąc przygotowanym na ewentualną interwencję. Choć wiedział, że chłopiec potrafi poradzić sobie bardzo dobrze w wielu sytuacjach, nieustannie pozostawał czujny. Zdrowie przyjaciela, nie wiedzieć kiedy, stało się dla niego bardzo ważne i z niewiadomych przyczyn czuł się za nie odpowiedzialny. Siedemnastolatek nie chciałby, by Mansie stała się jakakolwiek krzywda w jego obecności.
Wiedząc, że młodzieniec bez trudu poradzi sobie z porywistym żywiołem, z wewnętrznym spokojem wyczekiwał aż wynurzy się na powierzchnię. Gdy to się stało, więcej uwagi poświęcił samemu sobie i powolnemu obmywaniu ciała z trudów podróży. Przymykając oczy wsłuchiwał się we wszechobecne dźwięki natury, a powieki uchylił dopiero, gdy dotarł do niego chłopięcy głos. Spojrzał w stronę przyjaciela, choć zamiast zobaczyć jego, ujrzał falę, której nie powinno tu być. Mógł spokojnie jej uniknąć. Wystarczyło, by wzniósł się w powietrze. Lecz nie zrobił tego, wiedząc że woda była wysłannikiem Mansy, którą on sam poprowadził do ataku. No i ciemnoskóry chłopiec wciąż nie wiedział, że Velyrian może latać, a Elf nie czuł potrzeby uświadamiania chłopca. Nie lubił nadużywać skrzydeł.
Przymknąwszy oczy przyjął na swe ciało silny strumień wody, nie wyglądając na specjalnie wzruszonego tym niespodziewanym atakiem. Ze spokojem odgarnął przylegające do ciała włosy, a swe białe tęczówki zaraz wbił we wstrzymującego śmiech chłopaka. Elfie usta powoli przystroiły się w delikatny, zupełnie niewinny uśmiech. Rozbawiony Mansa nie mógł się spodziewać tego, że lada chwila wyląduje pod wodą. A tak właśnie się stało, bowiem obślizgłe, silne pnącze oplotło się wokół jego nóg, porywając pod taflę wody i ciągnąc w nieznanym kierunku. Tym kierunkiem, jak się okazało, było miejsce postoju Lusio. Widząc głowę chłopaka tuż przy swoich nogach, sięgnął dłonią po jego dłoń, a pnącze zniknęło. Iluzja przestała istnieć, zaś Mansa w jednej chwili znalazł się bardzo blisko ładnie umięśnionego, elfiego ciała. Ich torsy niemalże się stykały, zaś palce jednej z dłoni splatały ze sobą za sprawą gestu Vela, który to posłał chłopakowi podły, niejednoznaczny uśmiech. Jego białe tęczówki, otoczone czarną przepaścią, częściowo skryły się pod zasłoną gęstych czarnych rzęs.
Odgłosy natury zdawały się ucichnąć. Velyrian mógł słyszeć tylko oddech Mansy i patrzeć na jego obnażone ciało, które czuł tak blisko swojego. Jego zapach drażnił nozdrza w przyjemny sposób. Uścisk bladej dłoni wzmocnił się. Atmosfera uległa zmianie.
Vel nigdy nie patrzył w ten sposób na Mansę. Nie, dopóki Mansa nie spojrzał w ten sposób na niego. Teraz...
Nachylił się, odnajdując ustami chłopięce ucho. Jego wargi zetknęły się z mokrą skórą. Sam dokładnie nie wiedział co robił i czemu to robił. Kierował się nieznanym dotąd instynktem. Robił to co... Chciał. I przez chwilę nie myślał o tym co mógł, a czego nie. Do czego to dąży. Przez chwilę zapomniał, że nie jest księciem. Że nie może wszystkiego. A ta chwila zapomnienia odbiła się na elfiej twarzy, wykrzywionej teraz w dziwnym, nieprzyjemnym uśmiechu. Jego aura była silniejsza i bardziej niepokojąca niż dotąd. Chwila zapomnienia nie była dobrą chwilą. Usta mężczyzny śmiało podążyły do chłopięcej szyi, składając na niej coraz żarliwsze pocałunki. Dłoń nie puszczała dłoni. Ramię objęło wąską talię. Zbyt mocno, niekontrolowanie. Zapomniał się. Zupełnie się zapomniał.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Cze 11, 2016 8:58 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Wamakaskan [boy/boy; bn; 2os.]   Nie Maj 22, 2016 9:31 pm

Nie miał czasu by wydać z siebie jakikolwiek dźwięk, gdy coś oplotło się wokół jego nogi i natychmiast wciągnęło pod taflę wody. Zacisnął powieki, gdy jego ciało było wleczone pod wodą w nieznanym mu kierunku. Podejrzewał jednak, że skoro to sprawka Lusio – pewnie i przy nim macka puści jego nogi.

Tak też się stało. Indianin wynurzył się spod wody, pokasłując i czerpiąc powietrze zuchwale.
-Jesteś okropny –wychrypiał chłopiec. Dopiero jednak podnosząc wzrok na twarz starszego chłopaka – wyczuł zmianę w atmosferze. Znaczną.
Wolną dłonią machinalnie podążył ku torsowi Elfa, układając dłoń na piersi przyjaciela. Oddech młodego Indianina przyśpieszył, a serce poczęło mu niewyobrażalnie szybko obijać się o żebra.

Nie wiedział czego się spodziewać po Lusio. Na pewno jednak nie sądził, że ten pozwoli sobie posunąć się do obcych dotychczas Mansie czułości. Chłopiec zachłysnął się cicho powietrzem, ale nie znalazł w sobie siły ku temu, by się od Elfa odsunąć. Nawet gdyby chciał – nie mógłby.
Dopiero, gdy usta starszego przyjaciela zsunęły się na szyję chłopca – coś wewnątrz Mansy zechciało zaprotestować przeciwko takiemu zbliżeniu, tak nieoczekiwanemu i nagłemu.
Gdy spróbował się jednak odsunąć – Lusio otoczył jego talię ramieniem i Indianin musiał przylgnąć do chłopaka swoim ciałem. Głośne westchnięcie, graniczące z pisknięciem wyrwało się spomiędzy ust Mansy. Ich krocza znalazły się bardzo blisko siebie, a nagie niczym nieokryte ciała stykały się ze sobą nawzajem, prowokując Indianina do pewnych reakcji.
Mansa nie potrafił odpowiednio jednak na to zareagować.

-Przepraszam –wyjąkał cicho, gdy zorientował się, że zdecydowanie jest na tyle podniecony, że mu stanął. Zacisnął powieki i zamiast pozwolić się dalej całować Elfowi – oparł czoło o jego pierś. Nie potrafił znieść tego obezwładniającego zawstydzenia.
Wyswobodził dłoń z uścisku i ułożył ją także na torsie mężczyzny. Spróbował odepchnąć od siebie Elfa, zmusić go do dystansu. Nie udało mu się to bowiem zbyt mocno Lusio go przy sobie trzymał.
-Odsuń się, proszę –wyszeptał błagalnie, oddychając zbyt szybko ze strachu przed gęstniejąca aurą przyjaciela. To było coś, co przekraczało wyobrażenia młodego chłopaka, który nigdy wcześniej nie miał do czynienia z podobnymi rzeczami. Wiedział jednak jedno – pewnego dnia będzie do tego gotów. Ten dzień jednak nie był dzisiejszym.
Puść mnie –syknął w końcu zamiast wciąż utrzymywać, że strach odebrał mu moc głosu. Właściwie to tak było, ale lepiej żeby Mansa w tej chwili wypadł przekonująco.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Wamakaskan [boy/boy; bn; 2os.]   Pon Maj 23, 2016 12:33 am


Słyszał jak młodzieńcze serce gwałtownie obija się o wątłą pierś chłopaka. Velyrian przestał na chwilę atakować szyję Indianina pocałunkami, choć jego usta odsunęły się jedynie na nieznaczną odległość, tak by umożliwić oczom zbadanie sylwetki i twarzy chłopca. Uchwyt na talii nie zelżał, a uśmiech nie zszedł z elfich ust, gdy dostrzegł zawstydzenie młodszego. Zaciągnął się swobodnie zapachem chłopaka, składając jeszcze jeden lekki pocałunek na jego odsłoniętej szyi, lecz choć ten gest był tak delikatny, aura gęstniała coraz bardziej, a świat zdawał się tracić przyjazne barwy.
Zaśmiał się cicho, gdy usłyszał przeprosiny. Nie był to przyjemny elfi śmiech, a chichot, którego Mansa jeszcze z ust Velyriana nie słyszał. Nie był to ten sam Lusio, którego poznał, z którym spędził rok. W mężczyźnie było coraz mniej z tego, którego zdążył pokochać chłopiec.
Pozwolił wysunąć drobną dłoń z tej nieco większej, lecz uścisku w talii nie zwalniał. Jego usta znów zabłądziły w okolice chłopięcej szyi, tym razem chwytając cienką skórę zębami. Przydługie paznokcie zbyt mocno wbiły się w nagą talię. Uwolniona dłoń znalazła się na krzyżu chłopca, drażliwie wolnym ruchem zjeżdżając na miękki pośladek. Drocząc się, gładziła go lekko, wędrując w stronę kręgosłupa. Błądząc tak blisko miejsca, w którym nikt nigdy nie miał prawa dotknąć Mansy. Vel również tego prawa nie miał. Ale o tym zapomniał zupełnie.
Wysłuchał z tym samym nieprzyjemnym uśmiechem cichej prośby, a potem także rozkazu, mającego uchodzić za pełen pewności i stanowczości. Velyrian westchnął przeciągle, w czasie tego westchnięcia przesuwając usta do ucha chłopca. Stał nad nim niczym kat, atmosfera gęstniała bardziej. Przyprawiała o zawroty głowy. Mansa nie mógł nie odczuć wpływu ciężkiego, wgniatającego w ziemię powietrza. Oddychanie stawało się wysiłkiem.
Boisz się? – wymruczał wprost do ucha chłopca, głosem zupełnie innym niż ten zdążył poznać. Wyważony, spokojny i miły głos Lusio był teraz straszny, wysoki, przyprawiał o ciarki. Był pełen chaosu niepodobnego elfowi. – Boisz. – Wilgotny język zaczepnie przesunął się po małżowinie, a dłoń z pośladka przejechała wszerz uda, by powoli przykryć wzwód Mansy i przesunąć po nim bezwstydnie palcami.
Twój strach mnie podnieca – wyszeptał, mniej delikatnie chwytając przyrodzenie chłopca.
Przestań.
Nie chciał przestawać. Wręcz przeciwnie. Chciał go posiąść i zniewolić. Chciał zabrnąć dużo dalej.
Przestań.
Duża dłoń przesunęła się wzdłuż przyrodzenia, zęby zacisnęły na płatku ucha.
Przestań!
Velyrian zamruczał gardłowo, rozkoszując się mimowolnymi reakcjami ciała podnieconego chłopca. Jego dłoń poruszyła się szybciej.
Nie chcę tego.
Chciał. Uścisk na talii wzmocnił się. Członek chłopca otarł się o naprężone prącie Elfa.
Opanuj się.
Przymknął oczy. Wykonywał szybsze ruchy dłonią. Jego język błądził po uchu, oddech otaczał je nachalnie. Paznokcie boleśnie wpijały się w skórę. Nie opanował się. Choć treningi czyniły go silnym, choć zdawał się mieć pełną kontrolę nad swym duchem, okazało się, że został ofiarą okrutnej pomyłki. Nie potrafił przestać. Instynkty brały górę.
Po co? Tak jest dobrze...
Było dobrze. I mogło być lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Wamakaskan [boy/boy; bn; 2os.]   Pią Maj 27, 2016 12:40 am

Mansa z początku nie wiedział co robić. Ze strachu przestał się ruszać, spiął wszystkie mięśnie i jedynie co jakiś czas próbował odepchnąć od siebie Lusio.
Chłopiec jęknął z frustracją, gdy palce Elfa zabłądziły o wiele za daleko. Mansa szarpnął się gwałtownie, a gdy nie przyniosło to żadnego skutku – zacisnął zęby w bezsilności.
 
Jego oczy wypełniły się mimowolnie wilgocią. Indianin nic nie potrafił poradzić na to, jak jego emocje się postanowiły zachować. Kilka łez spłynęło po jego policzku kiedy Lusio zbliżył swoje usta do ucha młodszego towarzysza.
Czy się bał? Oczywiście, że tak. Nie wiedział czego konkretnie, wiedział jednak, że na pewno nie chce poddać się temu, co insynuuje mu Elf. Był zbyt młody, a to było zbyt bezpośrednie. Mansa nie potrafił tego zrozumieć. Nie umiał zaakceptować.
 
Dłoń Lusio przebyła drogę z pośladków chłopca, przez udo i biodro po czym spoczęła na jego członku. Mansie na chwilę zabrakło powietrza w płucach, wstrzymał oddech na kilka uderzeń serca po czym jednak westchnął głośno, podnosząc ukorzony wzrok z poziomu piersi Elfa, by wbić w twarz jego spojrzenie już inne, mniej przestraszone. Chłopiec był butny i nie miał ochoty godzić się z takim stanem rzeczy.
A jednak niewiele mógł zrobić. Wydawałoby się nawet iż jedyne co mu zostało, to poddać się tej dziwnej przyjemności, tej gorzkiej i fałszywej.
W momencie, gdy członek chłopca otarł się o ten Lusio – Mansa wydał z siebie warknięcie protestu.
 
Odepchnął od siebie gwałtownie przyjaciela, używając do tego całej siły, jaka potrafił w sobie na tę chwilę zdobyć czternastoletni młodzieniec. Udało mu się zwiększyć dystans między sobą, a nim na niewielką odległość, ale pozwalające mu także na to, by spojrzeć chłopakowi w oczy.  
  -Odsuń się natychmiast, Lusio –odezwał się jadowicie w języku przyjaciela. –Czy nie rozumiesz tego, co powiedziałem, Elfie? –cedził. –Czy nie słyszałeś, gdy nakazałem ci byś mnie puścił?
Mansa patrzył na Elfa z mieszkanką złości, wzgardy i obrzydzenia.
Chłopiec ponownie spróbował się wyszarpnąć. Dotyk Lusio go palił.
 -Nie boję się ciebie –wysyczał. –Niczego się nie boję, a już na pewno nie ciebie.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Wamakaskan [boy/boy; bn; 2os.]   Pią Cze 10, 2016 2:09 pm


Nie miał najmniejszego zamiaru sobie darować. Zupełnie przestał walczyć ze swoją naturą, z instynktami, które bezlitośnie zajęły każdy skrawek elfiego mózgu. Jego ciało pragnęło Mansy, a on nie potrafił oprzeć się temuż pragnieniu. Coraz bardziej pogrążał się w ciemności, jego aura coraz mocniej gęstniała, a okolica wokół nich zdawała się cichnąć, pustoszeć.
Głównie przez zaskoczenie spowodowane śmiałością Mansy, Velyrian powodowany względnie silnym pchnięciem, odsunął lekko dłoń i swe ciało. Była to kwestia żałosnych kilku centymetrów, jednak to wystarczyło, by mógł zajrzeć wściekle w noszące jeszcze ślady łez, czekoladowo-złote tęczówki. Widok ten nie wzruszył go zupełnie. Bunt sprawił jedynie, że zaczął się irytować. Każde kolejne słowo dzieciaka sprawiało, że powietrze wokół nich zdawało się ulatniać, ciśnienie podnosić, aż przyszedł ten moment, w którym przytłaczająca aura Velyriana przestała być tylko odczuwalna, ale stała się także widoczna. Śnieżnobiałe ciało zaczęło wydzielać z siebie ciemną, gęstniejącą poświatę. Wzrok był zupełnie obcy, wściekły i niebezpieczny. Lusio nie wyglądał już jak Lusio, choć fizycznie nic się nie zmieniło.
Z drzew w panicznym szale poodlatywały ptaki. Jeżeli w krzakach czaiło się jakiekolwiek zwierzę, teraz już go nie było.
Velyrian był wściekły i ta wściekłość paradoksalnie stała się jego wybawieniem. Przeraził się. Gwałtownie odsunął się od chłopca. Wykonał krok w tył. I jeszcze jeden. Przymknął oczy, uspokajając złość. Był w stanie nad nią zapanować. Wcześniejszy strach Mansy pobudzał jego żądze, utrudniał ich opanowanie. Teraz, gdy ten skrył się pod zasłoną złości, Velyrianowi łatwiej było dojść do siebie. Nad tym umiał zapanować. I powoli tę możliwość wykorzystywał.
Ciemna aura wokół elfiego ciała znikła szybciej niż się pojawiła. Okolica wokół nich pojaśniała, powietrze stawało się lżejsze. Nie trwało to długo, bo mniej niż pół minuty. Po tym czasie, Lusio wyglądał tak, jakby nigdy nie stracił nad sobą panowania. Uchylił oczy, które wlepił w chłopca. Było mu wstyd. Boleśnie wstyd.
Tak bardzo cię przepraszam – szepnął, nie zbliżając się nawet o krok. W jego spojrzeniu uwidaczniała się głównie skrucha, ale nie brakło w nim obawy i wyraźnego zdziwienia. Lusio był zszokowany tym jak bardzo i jak łatwo utracił kontrolę. A przecież to właśnie głównie jej poświęcał swoje treningi. Nie tylko dlatego, że chciał stłumić swą mroczną naturę, ale także dlatego, że była to konieczność. Umiejętności i moce młodego mężczyzny opierały się na wewnętrznej równowadze i sile umysłu. Nie mógł więc lekceważyć tak karygodnych występków swej psychiki. Jak mogło do tego dojść?
Serce biło mu szybciej niż powinno. Tego nie mógł uspokoić w ciągu jednej chwili.
Wszystko w porządku, Mansa? Nie wyrządziłem ci krzywdy? – Jedyne co miał w głowie to swoje gwałtowne ruchy, silne uściski i paznokcie wpijające się w delikatne ciało. Nie chciał go krzywdzić. Nigdy nie chciał. Czuł się tak podle z tym, że sprawił mu ból, zawód i przyprawił o zażenowanie. Nie miał prawa tego robić. A nawet gdyby miał, nie chciał z niego korzystać. Naprawdę nie miał pojęcia co w niego wstąpiło. Bał się choćby o krok zbliżyć do chłopaka. Spodziewał się zresztą, że ten sobie tego nie życzy. Bo przecież wbrew wszystkiemu okazało się, że Mroczy Elf pozostanie Mrocznym Elfem i nieważne jak bardzo by się nie starał, wciąż pozostanie nieobliczalny. Vel zagrażał Mansie i ta świadomość solidnie go przytłoczyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Wamakaskan [boy/boy; bn; 2os.]   Pon Lip 25, 2016 3:45 pm

Być może to co powiedział pod wpływem złości, nie zadziałało tak, jak chciałby tego Mansa, ale w gruncie rzeczy…Lusio w końcu się odsunął i Mansa odetchnął ledwo zauważalnie z ulgą. Nie bał się Lusio. Był przerażony tym, jak mało wiedział o Elfie. Nie mógł uwierzyć w to, jak mógł go potraktować przyjaciel. Żałował także, że doprowadził do tej sytuacji.

Zdawał sobie sprawę z obecnego w spojrzeniu Lusio wstydu. Chłopak żałował swojego zachowania, nie był sobą. Istniało jednak coś, czego Mansa nauczył się od ojca – jeżeli lekcja ma zostać zapamiętana, musi być bolesna. Nie mógł uwierzyć w tej chwili jak wiele racji było w metodach wodza. Pamiętał przecież jak okropnie denerwowały go podobne słowa nauk padające z ust Nashoby.

Nijak nie skomentował słów Lusio, poddając go konfrontacji ze znaczącą ciszą. Musiał pamiętać o wadze tej lekcji – nie tylko dla Elfa, ale też dla siebie. Bo mimo, że Mansa został chwilę temu w okrutny sposób upokorzony i jego zaufanie do Lusio zostało zdradzone – nie chciał, żeby cos takiego w ogóle zostało przez któregokolwiek z nich zapamiętane. Łatwiej byłoby wrócić do błogiej codzienności gdyby udawali, ze nic takiego się nie zdarzyło, ale… to nie było mądre. To byłoby dziecinnie naiwne. Mansa niemal pozwolił tej naiwności dać się ponieść, ale w porę przypomniał sobie, że nie tak dawno osiągnął wiek czternastu zim. To oznaczało, że nie jest dzieckiem.  A zaś bycie dorosłym wymagało od niego dojrzałych choć bolesnych decyzji.
Powoli pokręcił głową z pewnym politowaniem, a na jego twarz wkradła się beznamiętność, gdy zrobił kolejne dwa kroki w tył, by wyjść z wody. Zebrał swoje ubrania z ziemi i poszedł się ubrać z dala od zasięgu wzroku Lusio.

Lusio w kilka chwil po tym jak sam wyszedł z wody – wybrał się na polowanie. Mansa miał kilka dłuższych godzin tylko dla siebie, bo Lusio najwyraźniej wybrał się na łowy głębiej w ląd czy też być może w góry.
Mansa jedyne co potrafił przez ten długi czas zrobić, to długo myśleć nad tym, jak wcześniej się wszystko potoczyło. W pewnym momencie swoich zastanowień, układania sobie w głowie każdego momentu tego zdarzenia – Mansa poczuł jak jego żołądek zaciska się w dziwnym uczuciu. To nie był strach. To było coś znacznie bardziej na swój sposób przyjemnego. Im dłużej jego myśli pozwoliły sobie na krążenie wokół tamtych wizji – tym szybciej serce czternastolatka obijało się o jego żebra. Jego oddech stał się nierówny, a jego spojrzenie niewiele było w stanie dostrzec.
Z jego gardła uciekł cichy jęk.

Jakiś czas później, gdy było już ciemno, a Mansa niemal nie mógł myśleć o niczym innym oprócz swojego głodu i nieobecności Lusio – ten wrócił z upolowaną zwierzyną. Mansa nie mógł powstrzymać się od wyraźnej ulgi malującej się na twarzy, gdy zobaczył jedzenie , a także całego i zdrowego Elfa. Mansa miał tendencję do zamartwiania się z powodu chłopaka. Doskonale zdając sobie sprawę z tego, że nie ma powodów do zmartwień o życie Lusio – pozwalał sobie odchodzić od zmysłów, gdy ten znikał na dłużej niż kilka godzin.
Oczywiście, nadal się gniewał na przyjaciela i wciąż trwał w swoim postanowieniu udzielania lekcji Lusio, ale nie zwalniało to go wcale z tego, by jak zwykle przejmować się bezpieczeństwem  chłopaka.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Wamakaskan [boy/boy; bn; 2os.]   Pon Sie 08, 2016 12:15 pm


Zdoławszy odprowadzić Mansę spojrzeniem śnieżnobiałych oczu, nie powiedział nic więcej. Po chwili, którą poświęcił na stanie w miejscu i oswajanie się z własnym wstydem oraz sytuacją, do której doprowadził, sam również podążył w kierunku brzegu. Ubrał się jedynie w skóry, by futro nie przeszkadzało mu podczas polowania i bez zwlekania udał się w kierunku lasu. Wiedział, że zwierzyna pouciekała i zmuszony będzie pokonać kilometry, by coś upolować. Nim jednak udał się we właściwą podróż, znalazł spokojne miejsce, gdzie mógł pomedytować. Całkowicie wyciszyć zmysły i uspokoić strzępki nerwów. Nie było to łatwe, gdyż po jego głowie wciąż rozbijał się Mansa oraz fakt, że bardzo go zawiódł. Zawiódł jego zaufanie. Czuł się z tym bardzo źle i pozbycie się uczuć na rzecz osiągnięcia spokoju, zajęło mu bardzo dużo czasu. W końcu był w stanie ruszyć w dalszą drogę. Wiedział już, że nie zdoła upolować niedźwiedzia, jak początkowo zakładał. Jego aura po niedawnych wydarzeniach była wciąż wyczuwalna dla większych zwierząt. Dlatego też nie rozglądał się za nimi nawet.
Ostatecznie, z lekkim trudem, ale upolował dzika. Było to swego rodzaju osiągnięcie, gdyż odyniec był całkiem ładnym okazem, a przede wszystkim nie był królikiem. Mógł wrócić do Mansy. Zorientowawszy się jednak, że odszedł naprawdę daleko, a na dworze zaczyna zmierzchać, zmarszczył z niezadowoleniem brwi. Po chwili namysłu stanął w miejscu, w ciągu sekundy rozkładając piękne skrzydła, niemalże niewidoczne w tym półmroku. Ciemnofioletowa materia miała wysokość sześciu stóp i falowała figlarnie na powietrzu, sprawiając wrażenie, że zaraz uleci i zniknie. Nie znikała jednak, a za sprawą elfich zmysłów, wprawiona została w ruch. Velyrian ze zwierzyną na ramieniu wzniósł się w powietrze, lekko ponad drzewa i dzięki temu nieopodal rzeczki znalazł się w ciągu kilku minut. Na ziemię wrócił około kilometr przed miejscem, w którym czekał na niego Mansa. Pieszo doszedł do chłopca. W ciszy odłożył dzika na ziemię przy ognisku i również w ciszy usiadł obok, wyjmując nóż, którym począł obdzierać zwierzaka ze skóry. Nie patrzył na czternastolatka, całą swą uwagę poświęcając zwierzęciu.
Odejdę, jeśli zechcesz – odezwał się swym naturalnie spokojnym, w pełni zrównoważonym głosem, lecz jasne tęczówki, w których odbijały się tańczące płomienie ogniska, wciąż wbite miał w dzisiejszą kolację.
Myślał o tym po drodze. Nie chciał krzywdzić Mansy, nie chciał też, by chłopiec musiał się go w jakikolwiek sposób obawiać. Był przekonany, że i on nie pragnął czuć się w ten sposób. Velyrian go skrzywdził i upokorzył, pogodził się więc z myślą, że może należy ruszyć w dalszą drogę samotnie. Odprowadzi chłopca do wioski i podąży swoją drogą. Jeżeli ten tylko tego zechce.
Odłożył nóż, pokroiwszy mięso. Swe tęczówki uniósł na twarz Indianina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Wamakaskan [boy/boy; bn; 2os.]   Nie Paź 16, 2016 2:10 am

Gdy tylko ognisko zostało rozpalone i obaj usiedli do obdzierania ze skóry zwierzynę upolowaną przez Lusio.  Mansa przez dłuższą chwilę w ciszy taksował przyjaciela spojrzeniem kątem oka. Widząc, że ten nie jest chętny do rozmowy – ulżyło mu. Nie musiał wcale rezygnować z  własnego postanowienia udzielania stosownej lekcji Lusio dopóki ten nie zmuszał go do skierowania uwagi na siebie.
Mansa bowiem skierowałby ów na niego bez mrugnięcia okiem. Bo chciał rozmawiać z przyjacielem. Właściwie nawet nie miał już żalu o to, co się stało wcześniej.
Tęsknił za jego głosem.

Niespodziewanie Elf odezwał się i Indianin niemal podskoczył w miejscu z zaskoczenia. Tym bardziej zaskakujące były same słowa, które opuściły usta przyjaciela.
Przez pewien moment Mansa próbował dociec czy naprawdę usłyszał to właśnie. Gdy zaś uznał, że na pewno nie ma innej możliwości – parsknął cicho śmiechem.
Z rozbawienia tym absurdem zaprzestał czynności wykonywanej do tej pory, rzucił nóż na ziemię, odłożył kawałek dzika na bok i wstał by móc opłukać ręce w wiaderku z woda.
Wytarłszy je w swoje ubrania, zbliżył się do Lusio i kucnął tuż przed nim, odwzajemniając spojrzenie niezwykłych oczu.
 –Nie chce, żebyś gdziekolwiek szedł –powiedział wreszcie chłopiec i sięgnął po zabłąkany kosmyk włosów, który włożył sobie za ucho. Ciemna czupryna Indianina wyjątkowo nie była zebrana w kucyk, a jedynie luźno rozpuszczona.
 –Jesteś mi przyjacielem i to, co się stało nie jest w stanie zmienić mojego stosunku do ciebie –mówił dalej.
Mansa sięgnął dłonią do twarzy  Elfa, by ów położyć na policzku Lusio i pogładzić go czule.
Po chwili ja zabrał z powrotem i przystąpił do wstydliwego wyznania.
 –To.. co mi robiłeś… –zaczął niepewnie i cicho, wbijając wzrok w ziemie. –To było przyjemne –wydusił w końcu, czując jak jego policzki robią się nieco cieplejsze.
Westchnął po chwili w próbie opanowania emocji związanych z każdym wspomnieniem tamtego momentu.
 –Ale przestraszyłem się. –Dłonie chłopca podążyły do jego twarzy, by ją zasłonić przed wzrokiem Lusio. Jego twarz faktycznie zrobiła się gorętsza, teraz doskonale to czuł.

Dopiero po chwili zdecydował się odsłonić twarz. Wówczas jego wzrok powrócił do oblicza przyjaciela.
 –Powiedz mi dlaczego tak inaczej się przy tobie czuję –zażądał, wciąż wpatrując się przenikliwymi, dwukolorowymi oczyma w Elfa.
 –Może wtedy przestanę się bać, a ty nie będziesz już musiał mnie do niczego zmuszać.
A to zdecydowanie rozwiązałoby kilka problemów.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Wamakaskan [boy/boy; bn; 2os.]   Pon Paź 17, 2016 2:43 pm


Bał się reakcji chłopca bardziej, niż mógł przypuszczać. Gdy przez elfią głowę przemknęła myśl, że Mansa poprze słowa Lusio, ogarnął go dziwny paraliż. Spędzili ze sobą pełen rok, pokonując wspólnie masę przeszkód, odkrywając świat, wspierając nawzajem i pomagając w samodoskonaleniu. Dzielili wiele wspomnień. Velyrian nigdy w swoim życiu nie przypuszczał, że spotka kogoś, kto mógłby znaczyć dla niego tyle, ile znaczy młody Indianin. Jeszcze w zeszłym roku wątpił, by mógł być zdolny do takich uczuć, jakimi darzył Mansę. A jednak pokochał go szczerze i nawet, jeśli nikt go nie nauczył jak działa miłość, wiedział doskonale, co czuje do chłopca. Byli przyjaciółmi i Vel zrobiłby dla Mansy wiele rzeczy, których nie mógłby uczynić dla dobra innych. Nie chciał go stracić. Bardziej niż tego jednak, nie chciał chłopca w żaden sposób skrzywdzić i był zdolny do odsunięcia na bok egoistycznych pragnień, byleby tylko Mansa czuł się dobrze i co ważniejsze – bezpiecznie.
Mrugnął bez zrozumienia powiekami, słysząc dość nagły, nieoczekiwany śmiech mający swe źródło między wargami towarzysza. Wpatrywał się w chłopca wyczekująco, nie rozumiejąc, co może znaczyć to rozbawienie. Nie drgnął nawet, wciąż luźno trzymając w dłoniach ociekający krwią kawał surowego mięsa. Gdy Mansa wstał, Velyrian czujnie podążył za nim wzrokiem, zupełnie jakby to miało mu pomóc przedrzeć się przez chłopięce myśli i zdobycie jasnej odpowiedzi. To jednak nie okazało się koniecznie, bowiem Indianin uraczył mężczyznę następnymi słowami. Słowami, które przyniosły tak wiele ulgi, że na bladych ustach Elfa pojawił się ledwie widoczny, delikatny uśmiech.
Patrzył na chłopca z dołu, milcząc, jak zazwyczaj, gdy ten mówił. Nie odrywał wzroku od pięknych tęczówek, dopóki te nie zostały przed nim ukryte. Powoli podążył swą dłonią do dłoni chłopca, spoczywającej na białym policzku. Przykrył ją w całości, głaszcząc miękką skórę zupełnie delikatnie swym kciukiem. Jego uśmiech stał się jeszcze cieplejszy, wzrok zaś pełen czułości. W niczym nie przypominał tego, kim stał się na pamiętne kilka chwil, które doprowadziły do tej rozmowy.
Chciał patrzeć na te urocze rumieńce, na tę śliczną twarz i na pochłaniające w całości oczęta. Nie posunął się jednak do tego, by samemu odciągać niewielkie dłonie od chłopięcej twarzy. Z uśmiechem aprobaty zaś przyjął to, że Mansa sam w końcu odkrył swe piękne lico, konfrontując pełne wstydu spojrzenie z tym delikatnym i spokojnym, należącym do Lusio.
Westchnął przeciągle, zabierając swoją dłoń. Nim zdecydował się odpowiedzieć, nadział mięso na gałąź, by położyć je nad ogniskiem. Obmył dłonie ociekające szkarłatem i dopiero wtedy usiadł z powrotem, znów kierując spojrzenie na chłopca.
Dojrzewasz, to nic groźnego – odparł ze znajomym spokojem, bez cienia skrępowania. Uśmiechnął się z niejakim smutkiem, wpatrując się intensywnie w oblicze chłopca. – Nie powinienem jednak robić tego, co zrobiłem. Nawet, gdybym nad sobą panował. Jesteś za młody, przyjdzie na to czas. – Jego ton był przesiąknięty dojrzałością i wyraźnie odznaczała się w nim nuta, a nawet kilka nut rozsądku. Niekoniecznie więc mówił to co czuł, a to, co należało. Mansa był za młody, a Lusio nie miał prawa, by przyspieszać proces jego dojrzewania. A już na pewno nie w tak gwałtowny sposób.
Nie przemknęło mu nawet przez myśl, by poruszyć kwestię tego, iż obaj są mężczyznami. W jego stronach obcowanie z przedstawicielami tej samej płci było w pełni naturalnie, nie wpadł więc na to, że ta kwestia wymaga oddzielnego komentarza. Sądził, że ich zbliżenie jest wywołane jasnymi pobudkami i nie wymaga tłumaczenia. Co prawda czytał dawniej w pewnych księgach o różnicach kulturowych i o tym, że wśród niejednej z ras zbliżenia między dwoma mężczyznami, czy kobietami są niedopuszczalne, nie pamiętał jednak, gdzie panowały tak dziwne i niezrozumiałe dla Elfa zasady. Nie wziął więc pod uwagę, że może tyczyć się to plemienia, do którego należał Mansa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wamakaskan [boy/boy; bn; 2os.]   

Powrót do góry Go down
 
Wamakaskan [boy/boy; bn; 2os.]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Archiwum-
Skocz do: