IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Fałszywe Życie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Fałszywe Życie   Wto Sty 03, 2017 12:59 am

Napotykając nieludzko jasne, chłodne tęczówki, znów poczuł się, jakby odpływał. Jakby został zmuszony do walki z tajemniczą siłą, próbującą zaciągnąć go wgłęb innego świata, do którego nie należał. Poczuł silne ukłucie, którego źródła nie potrafił sprecyzować. W jego wnętrzu coś zawirowało, w głowie zaszumiało i choć był to tylko krótki moment, wystarczył, by napełnić chłopca niepokojem. Z jakimś chaosem w głowie, na chwilę tylko zjechał spojrzeniem ku odsłoniętej klatce piersiowej mężczyzny. Była tak samo idealnie wyrzeźbiona, jak idealnie prezentował się całokształt łowcy. Przez myśl Emmanuela przemknęło nawet, że niemożliwym jest, by stworzenie to nie miało nic wspólnego z Inkubami. Demonami miłości wabiącymi swym ciałem, szeptami, spojrzeniem, najdrobniejszymi gestami. Bowiem Emmanuel pragnął poddać się białowłosemu łowcy, choć ten nie raczył zrobić nic, by choć spróbować go uwieść. Być może siedemnastolatek sam tworzył własne sidła. Działo się z nim coś niezrozumiałego, niepokojącego i wykraczającego poza wszelkie jego doświadczenia. Był zaintrygowany i zaniepokojony jednocześnie. Pragnął czegoś, czego nie potrafił nazwać, lecz wiedział, że miało związek z łowcą. Dlaczego szukał u niego schronienia. Dlaczego pchał się wprost w ramiona śmierci, ku własnej, nieuchronnej zagładzie? Gdy wrócił lekko skonfundowanym spojrzeniem do chłodnej, szarej barwy obcych tęczówek, uzyskał choć ułamek odpowiedzi. Te oczy, ich wyraz... Sposób w jaki patrzyły, to co mogło się za nimi kryć... Chciał wiedzieć. Pragnął zagłębić się w nie bardziej, niż ktokolwiek kiedykolwiek miał okazję. Nie potrafił zrozumieć skąd pojawiły się u niego tak niedorzeczne i niebezpieczne pragnienia. Poddawał się im jednak podświadomie z chwili na chwilę.
Nie komentując słów mężczyzny, gdy mu na to pozwolono, przekroczył próg pokoju, który w żaden sposób nie wyglądał lepiej od tego, w którym przyszło zatrzymać się Emmanuelowi. Jak mógłby jednak skupiać się na wystroju, choćby nawet zapierał dech w piersi, gdy miał przed sobą kogoś pokroju Adriena? Mężczyzna w niewytłumaczalny sposób pochłaniał obecnie każdy skrawek myśli Emmanuela, a sam chłopiec nie potrafił tego zwalczyć. Być może nawet nie chciał. Zdecydowanie wolał zajmować swą głowę Adrienem niż Doumą, choć obydwaj niezaprzeczalnie stanowili dla niego potężne zagrożenie.
Tylko na chwilę przymknął powieki, czując na sobie dużą, męską dłoń, której dotyku w żaden sposób nie tłamsiły przemoczone ubrania. Gdy tylko spróbował się wycofać, zwrócił na niego swe łanie oczęta, patrząc stanowczo i wymownie, choć z jakąś delikatną prośbą. Wiedział, że poskutkowało, nim jeszcze mężczyzna ostatecznie się zgodził. Obdarował go delikatnym, subtelnym uśmiechem, mającym odzwierciedlać aprobatę dla tej decyzji.
To nie jest tylko draśnięcie – szepnął, gdy już oboje siedzieli, a on mógł w pełni podziwiać paskudną ranę, z której wciąż sączyła się krew. Wyciągnął dłoń w jej kierunku, lecz zawahał się. Ciało łowcy było napięte, a on sam nie wyglądał na kogoś, kto lubi być dotykany bez ostrzeżenia. Emmanuel ze swą wyuczoną delikatnością i idealnym wyczuciem, zerknął spod powiek na twarz mężczyzny. W jego spojrzeniu czaiło się niewinne pytanie o przyzwolenie, a gdy tylko je usłyszał, nieśmiało zbliżył się mocniej. Sięgnął po środek dezynfekujący dostępny w apteczce i z wyjątkowym skupieniem począł obmywać rozległą ranę. Tylko kątem oka zerknął  na dłoń Adriena skrytą pod poduszką. Napięte mięśnie świadczyły o tym, że zaciska pięść. Czyżby zaciskał ją na czymś? Emmanuel przełknął nieco nerwowo ślinę, przypominając sobie o własnym położeniu. Igrał z ogniem. Odsunął jednak niepokojące myśli na bok, powracając spojrzeniem do głębokiego cięcia. Najdelikatniej jak tylko potrafił, zajmował się raną, z jakimś zamyśleniem wpatrując się w pokrywający skórę szkarłat.
Jego dłoń zadrżała, gdy przed oczyma stanął mu obraz, który pamiętał wyraźniej niżby chciał. Krew, wszędzie krew. Rozcinane żyły, szkarłat tryskający z przeciętej tętnicy, duszność, smród, metaliczny posmak. Jeżeli było to możliwe, jego twarz stała się jeszcze bledsza niż zwykle.
Dopiero po kilku sekundach uświadomił sobie, że z dziwnym wyrazem i przestrachem w oczach, wpatruje się w ranę, zamiast kontynuować opatrywanie. Jego dłoń wisiała w miejscu, podczas gdy gaza zdążyła przesiąknąć krwią. Odetchnął powoli, wymieniając ją i kontynuował. Udało mu się całkiem sprawnie pokryć ranę gazami, a potem sięgnął po bandaż. By obtoczyć nim ciało mężczyzny, musiał zbliżyć się mocniej. Czuł jego intensywny zapach, znów uderzyła w niego ta silna aura... Przez chwilę go otumaniło i trwał tak w jednej pozycji, przytulony do mężczyzny, z dłońmi trzymanymi za jego plecami, w celu przekazania sobie bandaża. Szkarłatne tęczówki tępo wpatrywały się w klatkę, aż w końcu powoli, mozolnie przesunęły się po niej ku górze. Zatrzymały się dopiero napotykając spojrzenie łowcy. Znów nie wiedział co robi, znów nie potrafił znaleźć wyjaśnienia i nie zważał na to, jak dziwnie wygląda sposób, w jaki się zachowuje. Uchylił usta, jakby miał zamiar coś powiedzieć, jednak zamknął je zaraz, wbijając swe spojrzenie w pięknie wykrojone usta, które teraz znajdowały się tak blisko niego. Przypomniał sobie smak ledwie wyczuwalnego muśnięcia, którym te właśnie grzeszne usta uraczyły go kilkadziesiąt minut temu. Zapragnął sprowokować je do powtórki. Nie miał jednak na tyle śmiałości.
Jesteś bardzo spięty – wymruczał w końcu gardłowo, niekoniecznie wiedząc co, i dlaczego mówi. Dłoń, która nie trzymała akurat białej rolki, przesunęła się po napiętym ramieniu łowcy. Tym, które kończyło się dłonią ukrytą pod poduszką. Chłopięce palce opuszkami smagały jasną, chłodną skórę, a szkarłatne oczy jakby bez celu, z przejmującą głębią i w hipnotycznym transie, spoczęły na jasnych tęczówkach łowcy.
Jego serce jakby na chwilę przestało bić. Coś było nie tak. Atmosfera, która wytworzyła się być może tylko w jego głowie... Nie była normalna. Nie należała do tego świata. Nie była czymś, czego powinien doświadczać. Co się z nim działo?
Zastygł i nie potrafił wykonać żadnego ruchu, jakby faktycznie zapadł w hipnozę. Jednak obudził się z niej tak gwałtownie jak wcześniej zatracił. Szybko spuścił wzrok, zabrał dłoń z ramienia mężczyzny i odsunął się nieco, przeciągając kolejną warstwę bandażu na przód.
Opowiedz mi coś o sobie, proszę – wyszeptał, nie ważąc się unieść spojrzenia, które teraz wbijał w stopniowo pokrywaną bandażem ranę. – Czy jest więcej takich, jak ty? Egzorcystów? – Jego głos był cichy i spokojny. Delikatny niczym śpiew, choć niewątpliwie ludzki i wcale śpiewem nie był. Otoczył się grubą warstwą pozorów, samemu zaczynając mieć problem z odróżnieniem prawdziwych reakcji i odczuć, od tych fałszywych. Było to jednak jego najmniejsze na tę chwilę zmartwienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Fałszywe Życie   Pią Sty 13, 2017 7:46 pm

Obojczyki niczym rozłożone łabędzie skrzydła, biała, smukła szyja ukryta za kawałkiem materiału. Adrien widział siebie, zupełnie jakby stał obok i obserwował, jak pochyla się nad nim, jak z czcią bada każdy kawałek skóry. Jak zahacza palcami o wyspy ramion, jak zatapia się w jeziorach łokci. Jak spija smak z wąskich dolin wytyczanych przez przebijające się przez blada skórę smugi żył. Jak wraca, niespiesznie i z czcią, niemal nabożeństwem, jakby Emmanuel był aniołem… Jakby był…
Nie, Rafael nie pamięta kim, ale ma wrażenie, że… wraca do zasnutych mgłą tęczówek i ust tak pogryzionych, że aż nabrzmiałych niczym pąk róży. Gdyby dotknął ich lekko swoimi, skosztowałby z pewnością najsłodszej na Ziemi krwi.
Wzrok mężczyzny niemal pali. Wyżyna się na ciele, porównuje, bada i zagląda. Czego nie widzi na pierwszy rzut oka, to sobie wyobraża i jest pewien tylko jednego – jakkolwiek doskonałe nie byłyby jego wyobrażenia, nawet w połowie nie dorównują rzeczywistości. Nie pamięta, by reagował tak na kogokolwiek, ale nie może się oprzeć wrażeniu, że powinien to znać. Boli go kawałek lodu w lewej piersi, bolą go płuca, gdy próbuje oddychać, a ból jest tak namacalny i rzeczywisty, że zapomina na moment o ranie na ramieniu. Ta zresztą nie ułatwia niczego – to przez nie Emmanuel raz po raz zbliża się do niego. Jakby próbował opleść go ramionami. Jakby próbował otulić skrzydłami, ale cofa je, za każdym razem, gdy Rafael gotów jest złapać go w sidła. Skrępować i rzucić nim mocno o ziemię. Posiąść. W ten najbardziej z grzesznych i potępianych sposobów. Chcę się wedrzeć w niego, w tego pięknego chłopca, posiąść jego ciało i duszę. Chce nim zawładnąć nim zrobi to ktokolwiek inny i pragnienie to jest tak silne, że niemal nierzeczywiste.
Rafael westchnął ciężko i spiął się jeszcze bardziej. Nie był nieśmiały i nie obawiał się tego ślicznego młodzieńca, wręcz przeciwnie. Z takim trudem panował nad sobą…
— Hm? Egzorcystów? Więcej? — Przez moment nie wiedział, o czym Emmanuel mówił, dopiero po chwili przypomniał sobie własne kłamstwo. Tak, historyjka, bajeczka, którą sprzedał naiwnemu śmiertelnikowi zamiast, jak zwykle, wyczyścić mu pamięć. Chłopiec znów był blisko, znów go dotykał. Wystarczyło Rafaelowi wykonać jeden gest i po sprawie. W dalszym ciągu jednak nie zdecydował się na to. Nie chciał, by on o tym zapomniał. By zapomniał o nim. By zapomniał co zrobił. Jak pozbawił istnienia demona, jak odesłał go do piekieł, jak musnął emmanuelowe usta swoimi, jak te słodko pachniały i… Boże. Rafael stąpał po kruchym lodzie. Co gorsza upadek nie groził jedynie jemu, a jednak w żaden sposób mu to nie przeszkadzało. Altruizm kończył się w miejscu, gdzie zderzał się z nieopanowanym i nienazwanym pragnieniem.
— Nie ma ich wielu… Paru —odkaszlnął spoglądając na swoją ranę. Świeżo nałożony opatrunek nasiąkał krwią szybciej, niż Emmanuel nadążał owijać kolejną warstwę. Był trochę zły na siebie, że nie potrafi prowadzić rozmowy, ale to nie było jego specjalnością; rzadko mówił, nigdy nie opowiadał. Cisza była krępująca, ale Rafael lubił dźwięk przeplatających się z sobą oddechów. Ze zniecierpliwieniem pozwolił się opatrzyć do końca, po czym złapał smukłe nadgarstki w delikatne, acz nadspodziewanie silne i zdecydowane dłonie. Emmanuel, nim zdołał się spostrzec, został wciśnięty głębiej na łóżko, oparty o ścianę, a Rafael pochylał się nad nim niczym drapieżnik, z kolanem między jego nogami, palcami odcinając dłoniom dopływ krwi.
— Baardzo cię proszę, Emmanuelu, nie zadawaj pytań, na które nie chcesz znać odpowiedzi — Oczy Łowcy znów jarzyły się na czerwono w ten szczególny sposób, co na pustej, zalanej deszczem ulicy. I tym razem ich moc była skumulowana na jasnowłosej istocie.
Tak znajomy.
— Powiedz raczej co ty tutaj robisz. I powiedz, dlaczego nie miałbym wezwać policji, by zajęła się nieletnim uciekinierem — szepnął wciąż pozostając w tej samej pozycji, ba, przybliżył się jeszcze bardziej, niebezpiecznie zbliżając twarz do szyi chłopca. Długie, białe włosy wodospadami opadały na pościel, na kolana i ramiona.
Rafael poluzował uścisk po dłuższej chwili, widząc, że nadgarstki zaczynają nabierać sinej barwy. Ściemniało się. To był… taki ciężki dzień.
— Dziękuję za pomoc, Emmanuelu. Ale na przyszłość… mógłbym być zwykłym mordercą, a ty swym aktem dobroduszności stałbyś się moim wspólnikiem. Albo… ofiarą.
Ofiarą.
Zabrzmiało złowróżbnie.  
Zabita gwoździami okiennica obskurnego hotelu otworzyła się nagle wpuszczając do pogrążonego w półmroku pokoju silny podmuch wiatru. Pachniało… spalenizną.
Choć Rafael nazywał to… odorem śmierci.
— Wyjdziemy dziś wieczorem. Zjemy coś. — Postanowił wstając zwinnie z łóżka i naciągając na siebie czystą koszulę.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Fałszywe Życie   Czw Lut 16, 2017 3:23 am

Wiedział doskonale skąd wzięło się zaskoczenie Łowcy, a to przez chwilę było przejrzyście widoczne. Napomknął przecież o jawnym kłamstwie, którym obdarowano go niedługi czas temu, a o którym Adrien mógł już zapomnieć. Kilku... Czy Łowców było tylko kilku? Czy wielu? Czy wszyscy byli tak niebezpieczni? Nie pytał o to bestii, która w nim siedziała, lecz choć nie chciał podejmować się dłuższej rozmowy z nią, nie miał wyjścia. Nie mógł wierzyć w ani jedno ze słów, którymi obdarowywał go szarooki wysłannik... wysłannik czego? Skąd pochodzić mogła tak wyjątkowa osoba jak on? Gdzie powstał tak idealny byt, przyciągający do siebie samym spojrzeniem, zapachem, rozsiewaną wokół przytłaczającą aurą? Gdzie, jeśli nie na samym dnie piekieł? Emmanuel wiedział jednak podświadomie, że on i Douma nie pochodzą z jednego miejsca. Choć obydwaj zdawali się tak samo niebezpieczni, tak samo czarujący i zwodzący, mieli tak wiele różnic, które nie sposób było nazwać. Choć chłopiec wiedział tak mało o każdym z nich, nazbyt dobrze rozumiał, że nie można ich porównywać. Czuł to całym sobą i był pewien, choć nie mógł wiedzieć skąd. I prawdopodobnie nigdy nie będzie w stanie się dowiedzieć.
Mimo że cisza powinna go krępować, nie myślał o niej. Przymykając delikatnie powieki napawał się cichym odgłosem odbijającego się od pustych ścian oddechu. Oddechu mężczyzny, który oczarował go swą osobą bez pomocy słów. Choćby milczał od początku i choćby nigdy nie usłyszał tego wspaniałego, hipnotyzującego głosu, zatraciłby się jednakowo. Zatracił? Nie... Czy można zatracić się w obcym mężczyźnie, choćby i stworzono go w świecie, o którym nikt nigdy nie słyszał, który nigdy nie będzie dostępny dla nikogo i którego nie będzie w stanie nigdy zrozumieć? Uczucie, które ogarniało Emmanuela przy Łowcy było nie do opisania, nie rozumiał go zupełnie i się go obawiał, czy jednak można było podciągnąć to do zatracenia? Och tak, z pewnością tracił rozsądek. Robił jednak wszystko co mógł, by nad sobą panować. Miał świadomość jak absurdalna jest ta sytuacja i jak niezrozumiałe jest jego zachowanie, a to w pewien sposób mu pomagało. Tak przynajmniej sobie mówił.
Z jego ust wydobył się tłumiony jęk, gdy został brutalnie wyrwany z głębokiego zamyślenia. Zaskoczony wzrok utkwił w tęczówkach, które nie miały dłużej uzależniającego koloru, napotykanego dotąd. Teraz były inne. Był to kolor, który Patrickowi zostało dane ujrzeć jako ostatni przed śmiercią.
Sparaliżowało go. Rozchodzące się po całym ciele, skrajnie nieprzyjemne uczucie na długi moment go sparaliżowało, gdy słuchał w ciszy słów mężczyzny. Nie potrafił się na nich nijak skupić, ledwie dochodził do niego ich sens. Minęła chwila nim zorientował się jak szaleńczo bije jego serce. Uderzyło w niego dziwne poczucie ciepła, rozchodzącego się gdzieś wewnątrz. Poczuł napięcie, którego nie dane było doświadczyć mu nigdy wcześniej. Sparaliżował go strach, który Doumę zdecydowanie rozbudził. Demon jednak zwlekał, Emmanuel zaś próbował zrozumieć co się dzieje. Wszystko na czym był w stanie się skupić, to pochłaniający go szkarłat błyszczących tęczówek i ból rozprzestrzeniający się po ściskanych nadgarstkach. Uchylił usta jakby chciał zaprotestować przeciw temu atakowi na jego osobę, z bladych ust nie wydobył się jednak najcichszy dźwięk. Rozedrgane tęczówki powoli, jakby niepewnie, podążyły w stronę ściskanych nadgarstków. Wielkie ślepia przymrużyły się gwałtownie, gdy w głowie zamajaczył niejasny obraz. Delikatne ciało zadrżało gwałtownie, a szkarłatne spojrzenie szybko powróciło do twarzy mężczyzny, lecz tym razem, miast niepewności, odbijała się w nich wściekłość. Krótka chwila podczas której spod pięknych rzęs wylewała się niemalże namacalna nienawiść, była chwilą, w której się szarpnął. Nie miało to jednak znaczenia, bowiem Adrien w tym samym momencie postanowił uwolnić drobne nadgarstki od swych silnych dłoni. I dobrze, gdyż w innym razie, zdecydowanie zaskoczyłaby go siła jaką kryło w sobie to drobne ciało.
Mówiłem, że jestem pełnoletni – warknął, nie rozpoznając przez chwilę swego głosu. Właściwie, przez te kilka chwil nie rozpoznawał samego siebie. Wypełniała go tak dotkliwa wściekłość, jakby miał do niej co najmniej milion poważnych powodów. Do tak gwałtownych emocji nie miał zaś żadnego. W kilka następnych ułamków sekundy, po gwałtownej fali negatywnych uczuć pozostało tylko mgliste wspomnienie. Zamrugawszy oczyma, z zaskoczeniem uniósł dłonie, przypatrując się im jak zahipnotyzowany.
Ja... – szepnął niezbyt wyraźnie, unosząc powoli wzrok na stojącego nieopodal mężczyznę. Pospiesznie podniósł się z łóżka, robiąc kilka krótkich kroków w kierunku drzwi. – Ja chyba... – Jego warga delikatnie zadrżała. Działo się z nim coś niepokojącego. Był delikatnie rozdygotany, choć robił co mógł, by opanować ciało, które jakby go nie słuchało. Przymrużył oczy, przykładając bladą dłoń do czoła. Ten impuls, co to było?
Prychnął. Zaśmiał się perliście i zupełnie niespodziewanie, unosząc przy tym swe spojrzenie na mężczyznę.
Nie powinieneś mi grozić, a potem zapraszać na kolację – wyjaśnił szybko swe rozbawienie. Rozbawienie, które wcale nie istniało. Musiał skupić się na dalszym udawaniu, by opanować serce i zignorować wszystko, czego nie umiał zrozumieć. Choć jeszcze chwilę temu pragnął stąd wyjść i znaleźć się jak najdalej od Adriena, wiedział, że gdzie indziej czeka na niego tylko Douma. Zdecydowanie wolał towarzystwo Łowcy, gdyż paradoksalnie, przy nim czuł się bezpieczniej. Nie chciał być sam. Nie chciał, by uczucia, których się obawiał, o których istnieniu nie wiedział i których nie rozumiał, pochłonęły go.
Próbował udawać, że nic nie zaszło, choć to krótkie zbliżenie zdecydowanie wywarło na nim większe wrażenie niż powinno. I to wcale nie w znaczeniu pozytywnym. Wiedział, że miało to związek z wydarzeniami sprzed jego śmierci. Nie wiedział tylko jaki i nie wiedział czym te wydarzenia były. Nie miał zamiaru jednak tego rozpamiętywać, ani dociekać. Łatwiej było udawać, że jego reakcja na dotyk nie była wcale powszechnie niepożądaną reakcją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Fałszywe Życie   Czw Maj 11, 2017 5:26 pm

Nie zauważył tego, co dostrzec powinien. Zauroczony, stary głupiec. Emmanuel jawił się niczym najrozkoszniejsze stworzenie na świecie niczym demon, inkub, wysysający energię wprost ze źródła i, na Boga, Adrien oddałby mu całą. Jeszcze nie do końca świadomie, jeszcze nie na tym etapie, ale był blisko. Chłopiec sprawiał… Jego dotyk… Choć mężczyzna dawno wstał z łóżka i zarzucił na siebie koszulę, cały czas czuł jego ciało pod swoim, gdy się nad nim w ten agresywny sposób pochylił, skóra w miejscach, gdzie emmanuelowe palce jej dotknęły podczas zakładania opatrunku, piekła bardziej niż sama rana.
Nie chciał tego analizować. Nie chciał modlić się o przebaczenie, bo, och, jakimże hipokrytą by się okazał błagając o łaskę, a łaknąc kontaktu z tą cudowną istotą tak bardzo i tak nieczyście, że sam diabeł mógłby mu pod stopami rozwinąć czerwony dywan w ramach uznania. Odwrócił się plecami do źródła swych wątpliwości wolno zapinając koszulę, a potem splatając te długie, gęste włosy w luźny warkocz, by mu nie przeszkadzały. Trwało to dłuższą chwilę potrzebną na uspokojenie się. Ich obydwu.
Bo czyż Rafael nie czuł, że serce Emmanuela bije szaleńczo na podobieństwo szamoczącego się w pajęczych sidłach motyla?

Miał rację, ale Adrien nie powiedział ani słowa. Jego zachowanie było dziwne, ale w ten niepokojąco pociągający sposób. Nie odstraszał. A przynajmniej nie Emmanuela. Wypchnął g ze swego pokoju i pod pretekstem zabrania dokumentów wrócił po chwili, by zabrać do kieszeni pieczęć i kilka drobiazgów, które mogłyby mu się przydać, gdyby nagle napotkali kolejne przeszkody. Dopiero wtedy dołączył do chłopca i puścił go przodem.
Było paskudnie szaro. Ciężkie od chmur niebi wyglądało jakby miało się zwalić lada chwila na głowy, wiał lodowaty, przenikliwy wiatr, który zaatakował ich ledwie opuścili hotel. Sam Adrien skulił ramiona poddając się aurze.
— Przyspiesz nieco — powiedział jakoś tak twardo i rozkazująco, choć jego głos był naprawdę przyjemny w brzmieniu. Lekko i nienachalnie ujął delikatną dłoń swego towarzysza i zacisnął na niej palce. Takie chłodne, zupełnie jakby nie miał do czynienia z człowiekiem. Musiało być mu zimno. Aura nie sprzyjała spacerom, a chłopak… Nie był najcieplej ubrany, tym bardziej, że przy poprzedniej próbie wyjścia trochę zmókł.
— Obiecuję, że w żaden sposób nie wykorzystam ani jednego słowa, jakie usłyszę od ciebie. Nie musisz mi o sobie opowiadać, ale… — Mężczyzna zawahał się i spojrzał z góry na Emmanuela. Chłopak chyba drżał? I zaczynało kropić? Cholera jasna, mieli jeszcze ładny kawałek do przejścia. Nawet kiedy łowca nie znał miasta, w którym się znalazł, po prostu znał jego rozkład. To się działo samo i nigdy się w to nie wgłębiał. Znał cel, wiedział, gdzie chce iść i tam prowadził swego towarzysza. A raczej nieco go za sobą ciągnął. Miał nogi długości dwóch trzecich wzrostu Emmanuela. — P prostu mnie intrygujesz. Jestem ciekaw jak wyglądały twoje dni zanim się spotkaliśmy.
Dziwne ukłucie, ból przeszywający czaszkę.
— Przepraszam, tak się dziś nie mówi, prawda? — jasne oczy wchłaniały jego duszę. Adrien zatrzymał się i zdjąwszy płaszcz z własnych ramion, zarzucił go na Emmanuela. Ten prawie cały w nim utonął, ale z pewnością było mu cieplej.

Miejscem, do którego zmierzali była wyludniona (jak wszystko inne w tym zapomnianym przez Boga i ludzi miejscu) knajpka znajdująca się dość głęboko pod ziemią. Grała dziwna, transowa muzyka, kolorowe reflektory ślizgały się po stolikach, mimo że nie było żadnego oświetlenia. Nieliczni goście kumulowali się w zamkniętych grupkach. Ktoś na nich zerknął, ale reszta w ogóle nie zwróciła na nich uwagi.
Znaleźli miejsce, Adrien zajął się wszystkim. Jedzeniem i napojami wyskokowymi. Tak chyba robili ludzie w podobnych miejscach? Często plątał się po różnych klubach, ale nigdy nie dbał o takie szczegóły. Szedł, wybierał sobie partnera i z nim spędzał cały wieczór i jeśli dobrze poszło – to nawet noc.
— W porządku? Jedz. — zaskakująco szybko dostali jedzenie. I alkohol, dużo alkoholu, ale Rafael nie kwapił się, by jeść czy pić.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Fałszywe Życie   Pon Lip 17, 2017 9:33 am

-  E M M A N U E L   A B E L   S T A R K  -


Nawet na krótki moment nie opuściła go niepewność. Było to uczucie, które towarzyszyło mu bez przerwy odkąd narodził się na nowo. Nie był pewien żadnego z kroków, które podejmował. Jak powinien postąpić, kogo powinien słuchać, w co powinien wierzyć? Nie miał pojęcia, jakimi zasadami kieruje się świat, którego progi przekroczył. Nie mógł być nawet pewien, czy umowa, którą zawarł z demonem, faktycznie obowiązuje w sposób, który został mu przedstawiony. Douma był diabłem, dlaczego więc nie miałby skłamać także w tej kwestii? Emmanuel nie wiedział co robić, był kompletnie zagubiony, a spotkanie łowcy i jego obecność tylko dodawała kolejnych pytań. Czuł się w obecności mężczyzny... dziwnie. Dziwnie w tak osobliwy, niewytłumaczalny, ciężki do opisania sposób, że był gotów zaryzykować stwierdzeniem, iż nie jest to sprawka demona. To, że był potencjalną ofiarą Adriena, powodowało wewnętrzny dyskomfort, lecz poza tym Emmanuela ogarniało coś... Jakieś dziwne uczucie, którego nadal nie potrafił nazwać. Zupełnie jakby tęsknota, wrażenie, że o czymś zapomniał. O czymś ważnym. Choć łowca był mu zupełnie obcy i zdecydowanie nie powinien mu ufać, czuł się przy nim niewiarygodnie wręcz bezpiecznie. Jakby nie istniał choć ułamek szansy, że ten wyrządzi chłopcu krzywdę. Ale przecież siedemnastolatek wiedział, że rzeczywistość była zupełnie inna. Prawdopodobnie domniemany Adrien był dla niego teraz większym zagrożeniem niż sam Douma. A jednak nie potrafił odejść, powiedzieć, że nigdzie nie idzie i zostać w pokoju, czy może nawet uciekać jak najdalej od tego tajemniczego, niebezpiecznego osobnika. Bez zawahania dał się wypchnąć za drzwi i z zaskakującą potulnością, drżąc lekko przez zimno płynące od przemoczonych ubrań, czekał na mężczyznę.
Idąc krok w krok przy dużo wyższym Adrienie, obejmował się ramionami, chłonąc od nich wątpliwe ciepło. Zaskakiwało go to jak wyraźnie czuje zimno, zupełnie tak, jak za życia. Jakby był normalnym, wrażliwym na wszystko i delikatnym człowiekiem. Nie spodziewał się, że może być to tak miłe uczucie. Poczuć się przez moment, jakby nic z tego koszmaru się nie wydarzyło, jakby wciąż był tylko sobą. Ale głos łowcy szybko wyrwał go z otępiającego, miłego zamyślenia, powodując, że szkarłatne spojrzenie nieco płochliwie uniosło się na surową, lecz jakże przyciągająco piękną twarz białowłosego. Przyśpieszył bez zająknięcia, choć w myślach przeklął soczyście, nieprzyzwyczajony do tego, by mu rozkazywano. Emmanuel był rozpieszczonym dzieckiem. Kto jednakże mógłby go o to posądzić, patrząc w tak niewinne, głębokie i czyste spojrzenie oczu o kolorze oszlifowanego rubinu? Pod tak solidną zasłonę nie był w stanie zajrzeć nawet łowca.
Gdy tylko ich dłonie się zetknęły poczuł silny prąd przepływający przez całe jego ciało. Nagle, w ciągu chwili zrobiło mu się wręcz gorąco, a szkarłatne spojrzenie przeniosło się na splecione ze sobą dłonie. Uśmiechnął się delikatnie dostrzegając jak jego własne długie palce zniknęły pod przykryciem chłodnej dłoni łowcy. Zaraz jednak przesunął spojrzeniem po zgrabnej sylwetce, by zatrzymać je na układających się co i rusz do mówienia warg. Ostatecznie spuścił wzrok, wbijając spojrzenie we własne stopy, jakby z goryczą i powątpiewaniem szukając tam słów, które mogłyby oddać jego myśli. Jednak swoich prawdziwych myśli nie zamierzał oddawać nikomu. Milcząc, z delikatnym uśmiechem majaczącym pod nosem przyjął od mężczyzny płaszcz, chwytając jego poły niemal z namaszczeniem. Przymknął oczy, wtulając się w ciepły materiał tak mocno, jak tylko było to możliwe.
Dziękuję – wyszeptał swym melodyjnym głosem i była to jedyna odpowiedź, jaką usłyszał łowca.

Rozejrzał się po nieco obskurnym wnętrzu knajpki, od razu po przekroczeniu progu odczuwając nieokreśloną więź z tymże wnętrzem. Zapomniane, podniszczone, bez większej wartości. Zupełnie jak on sam. I nagle ogarnął go przejmujący żal, bowiem zdał sobie sprawę ze swojej beznadziejności bardziej, niż kiedykolwiek dotąd. Z coraz głębszym przygnębieniem, którego jednak nie okazywał otwarcie, zasiadł przy stole wybranym przez Adriena. Z powątpiewaniem zerknął na cały ten alkohol, który postawił na stole mężczyzna. Zdecydowanie mocniej zainteresowało go jedzenie, bo choć wiedział, że nie musi jeść, był głodny niczym wilk. Słysząc zachętę, już bez zwlekania sięgnął po wątpliwej świeżości, panierowany kawałek kurczaka. I ten nieświeży kurczak zdawał się czymś tak niesamowicie przyziemnym, że aż przyprawiał o wzruszenie. Krótkie i nic nieznaczące.
Szybko skupił się z powrotem na swym towarzyszu, odrzucając z myśli martwe zwierzę, które powoli zapełniało jego zaciśnięty żołądek. Patrzył na niego tym swoim maślanym, naiwnym spojrzeniem, uśmiechając się lekko z cieniem niepewności wypisanym na dziecięcej jeszcze twarzy.
Moje życie w najmniejszym stopniu nie jest ciekawe. – Dopiero teraz odniósł się do słów, którymi obdarzył go wcześniej łowca. – Chciałbym posłuchać twojej historii. Egzorcysta na pewno ma więcej do powiedzenia na temat swojego życia niż bezdomny osiemnastolatek. – Uśmiechnął się sympatycznie, przekrzywiając główkę niczym zaalarmowany smakołykiem szczeniak.
Nie daje mi to spokoju... – mruknął po chwili milczenia, uciekając na chwilę wzrokiem od zimnych tęczówek mężczyzny. Zaraz jednak znów się z nimi zmierzył, miętosząc niespokojnie materiał płaszcza, którego wciąż nie zdjął z ramion. Jego lekki uśmiech płynnie zszedł z pełnych warg.
Czy można było go uratować? Patricka... Czy... Zdarzyło ci się kiedyś wypędzić tylko demona i... Zostawić opętanego przy życiu? – Poprawił się w miejscu, jakby stres przeszkadzał mu w swobodnym siedzeniu. – Patrick zachowywał się tak... Normalnie – dodał cicho z wyczuwalną dozą głębokiego żalu w głosie. Jakby tęsknił za tym roześmianym chłopakiem, choć nie zdążył go nawet poznać. Jakby powinien tu być. Bo to co się stało jeszcze kilka godzin temu, wciąż wydawało się tak nierealne.
Emmanuel nie czuł się aż tak okropnie jak to pokazywał. Nie ogarnął go przejmujący żal przez śmierć Patricka, choć z pewnością nie było to coś podnoszącego na duchu. Szczególnie, że wciąż miał na uwadze, iż może być następny. Chciał nieco wybadać teren. Podejście łowcy do swojego zajęcia, do zabijania. Czy to możliwe, że kiedyś z tego zrezygnował? Emmanuel nie miał na to nadziei. Czuć było od łowcy coś, co kazało wierzyć, że nie ma skrupułów, a pozbywanie się złych sił przychodzi mu machinalnie. Czy jego pozbyłby się z taką samą łatwością, bez cienia pojedynczego uczucia zwątpienia i żalu przenikającego serce? Tak bardzo pragnął nie mieć okazji, by się o tym przekonać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Fałszywe Życie   

Powrót do góry Go down
 
Fałszywe Życie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: