IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Marchewkowecoffie



Liczba postów : 21
Join date : 27/10/2015
Skąd : Goddelau

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Czw Paź 29, 2015 11:53 pm


     Po kilku minutach ciszy, kiedy to myślałem, że brytyjska dziewka język sobie odgryzła, w końcu zaczęła wydawać jakiekolwiek dźwięki. Wpierw były to ciche sapnięcia, końcowo przeradzające się w jęki i krzyki rozkoszy, mieszającej się z bólem. Nie wiedziałem, czy milczała przez ten czas, chcąc zrobić mi na złość, czy po prostu starała się skoncentrować na czymkolwiek innym, niż ten przyjemny, rozkoszny akt, do którego w zupełności miałem pełne prawo. Zwłaszcza, że byliśmy małżeństwem. Mogłem się tym zargumentować w każdej chwili - jesteśmy małżeństwem i ja, jako Twój mąż, wymagam.
     Kiedy zaczęła włączać się do stosunku, świadomie lub nie, odczuwałem jeszcze większą przyjemność. Jej paznokcie wbijały się w moją skórę na karku i ramionach, raniąc ją lekko, ale nie przejmowałem się tym - kontynuowałem poruszanie zarówno swoimi, jak i jej biodrami, przelewając czarę przyjemności coraz bardziej ku szczytowaniu. Pieprzyłem ją dość długo. Na tyle długo, bym gdzieś w między czasie zza drzwi usłyszał jakieś podwyższone głosy, zapewne Blendy i Borgi. Nie zwróciłem jednak i na to uwagi, zbyt zaabsorbowany dążeniem do spełnienia i dodatkowych fal rozkoszy. Niech mnie Odyn trzaśnie, jeśli Adair w pewnym momencie nie jęczała z czystej przyjemności.
     Wraz z orgazmem brytyjki, i ja osiągnąłem swój, szczytując w jej wnętrzu. Sapałem dość głośno, przyciskając do siebie jej zmęczone, drżące ciało, wątłe jak poprzedniego wieczoru. Nie rozumiałem, jak można się tak szybko męczyć, ale wolałem nie wnikać w to, czego te dziewki się za dzieciaka uczyły.
     Wyszedłem z niej i posadziłem ją na stole, samemu wstając. Wciągnąłem na siebie spodnie do samego końca, a potem sięgnąłem leżący w kącie, złożony w kostkę lniany koc, a raczej narzutę. Opatuliłem materiałem Adair, wziąłem ją wprawnie na ręce i zaniosłem do łaźni, w korytarzu wymijając Blendę i Borgę, które gorączkowo udawały, że wcale nie uśmiechają się głupio, a takie zachowania są na początku dziennym. Jako niewolnice, nie mogły same znaleźć sobie mężów, więc zapewne zazdrościły mej żonie.
     - Jedna z was ma ją wymyć, położyć do łoża i upilnować, by strawy trochę zjadła. Druga posprząta w kuchni. - Tak proste rozkazy, bliźniaczki przyjęły niemal natychmiastowo, bez zbędnego biadolenia. Sam lekko opłukałem się chłodną wodą, ale na zewnątrz, przy rzece. Kiedy wróciłem do domu, narąbałem trochę drewna na pniu i zaniosłem na opał. Było już grubo po zmroku, gdy przyniosłem stosy opału do magazynu.
     Kiedy poszedłem do sypialni, gotowy do snu, nie byłem pewien, czy Adair śpi. Leżała zwinięta, tak samo, jak zeszłego wieczoru. Nie wiedziałem też, czy cokolwiek zjadła. Położyłem się jednak obok, przyciągnąłem ją znów do siebie i ogrzałem swoim ciałem tak, jak wcześniej. Byłem zmęczony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 461
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Pią Paź 30, 2015 12:22 am




Nie mam pojęcia jakim cudem udało mi się utrzymać postawę podczas siedzenia. Byłam wycieńczona, po raz kolejny. Nie wiedziałam ile razy będzie musiał mnie tak zerżnąć, żebym zyskała trochę więcej wytrzymałości i nie za bardzo miałam teraz możliwość myślenia o tym. Oczy mi się same zamykały ze zmęczenia, a wiedziałam, że jeszcze czekała mnie kąpiel w łaźni. Czułam się naprawdę okropnie z tym, że nawet umyć się sama za bardzo nie miałam jak. Siły mi brakowało, żeby zgiąć rękę w pięść, a co dopiero, żeby ją unieść. Dlatego po raz kolejny musiałam zdać się na jedną ze służących i skupiać się na tym, żeby nie zasnąć w wodzie. Ułatwiało mi trochę to, że nie była do końca gorąca i chłód jako tako mnie trzymał w świadomości. O wiele trudniejszym okazało się dotarcie do sypialni, bo nawet przy pomocy chyba Blendy było to trudniejsze niż myślałyśmy. Na szczęście jednak szybko znalazłam się w posłaniu i zwinęłam się w kulkę, opatulając jak najbardziej swoją częścią kołdry.
Kilka minut leżałam spokojnie w posłaniu, ale w pewnym momencie przypomniałam sobie reakcję mężczyzny. Myślałam, że znowu się rozpłaczę, ale skutecznie powstrzymałam łzy, uznając że robienie tego nie skończy się dobrze. Byłam dorosłą kobietą, miałam męża, nie mogłam pozwalać sobie na jakiekolwiek słabości, nawet jeśli nie czułam się za dobrze. Nie byłam w rozsypce, więc nie miałam tak naprawdę powodu do tego, żeby się tak zachowywać. To był dopiero drugi dzień, czekało mnie jeszcze takich wiele. Pewnie nawet znajdą się o wiele gorsze, w których Ragnar będzie jeszcze bardziej brutalniejszy. Musiałam dać sobie z tym radę, chociażby po to, żeby nie prowokować go swoimi słabościami. Nie mogłam się poddać rozpaczy już teraz, w gruncie rzeczy nie miałam powodu. Miałam czas na to, żeby nauczyć się tych wszystkich rzeczy, które on ode mnie wymagał. Gorzej by było, gdybym była o wiele starsza i strasznie odporna na wiedzę.
- Dasz sobie radę – powiedziałam do samej siebie, próbując się przekonać do tej racji i zaciskając dłoń na naszyjniku, który dostałam w prezencie na osiemnaste urodziny, czyli całkiem niedawno. – Jesteś córką Ariadne i Williama Colten, władców Wielkiej Brytanii. Nie możesz im przynieść hańby – dodałam jeszcze ciszej i wzięłam kilka naprawdę głębokich oddechów. Nie wiedziałam jak sobie dam radę, ale musiałam. Tak miało teraz wyglądać moje życie. Nikt się nade mną nie ulituje, nikt mnie nie wesprze. Byłam na obcym terenie, nie pochodziłam stąd. I tak traktowano mnie o wiele lepiej niż innych Brytyjczyków. Wikingowie gwałcili nasze kobiety na terenach, które zdążyli już podbić. Nie przejmowali się tym czy były żonami, córkami czy narzeczonymi. Nierzadko kilku brało jedną ze względu na jej charakterystyczną urodę. Ja i tak miałam lepiej. Ragnar jasno wyznaczał granicę. Co prawda brał mnie wbrew mej woli, ale nikt nie miał do tego prawa oprócz niego, nawet jego młodszy brat, któremu tak bardzo zależało na osobistym prawie do pokładzin. Musiałam to docenić, a przynajmniej chociaż spróbować.
Przekręciłam się na prawy bok i przymknęłam oczy, pozwalając swojemu ciało na regenerację. Nim jednak zasnęłam poczułam drugi ciężar na łożu i ponownie znalazłam się w ramionach swojego męża. Nie pokazywałam jednak tego, że jeszcze nie spałam i już po chwili udało mi się oddać w objęcia Morfeusza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marchewkowecoffie



Liczba postów : 21
Join date : 27/10/2015
Skąd : Goddelau

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Pią Paź 30, 2015 8:53 pm


      Spałem całkiem dobrze, nie budząc się nocą ani razu. Lodowaty klimat, śnieg i opady zimnego deszczu często przeszkadzały przybyszom w zregenerowaniu swych sił podczas snu, głównie przez to, iż było im po prostu zimno. Byli zbyt słabi, aby tak po prostu się przyzwyczaić. Dlatego też, przez całą noc przyciskałem do siebie ciało Adair, ogrzewając je. Chąc nie chcąc, nie mogłem dopuścić, by zmogła ją choroba. Nie w czas, gdy najwięcej korzystałem z... Aututów naszego małżeństwa.
    Bardzo wczesnym rankiem, nim słońce w pełni wynurzyło się zza horyzontu, zostałem obudzony przez Borgę niosącą ważne wieści. Ogień dogasał wtedy w kominku, na zewnątrz panował półmrok, a moja brytyjska żona spała spokojnie, oddychając równomiernie. Widząc ją w takim stanie, naprawdę nie miałem ochoty opuszczać łoża. Wysunąłem się jednak spod nagrzanych skór, następnie przykrywając nimi szczelnie małżonkę. Nie wiedziałem, czy obudziła się, gdy opuszczałem sypialnię, ale nie miałem czasu się nad tym zastanawiać - wsunąłem na siebie wczorajszą koszulę i poszedłem za rozbudzoną, nad wyraz spiętą Borgą.  Czyżbym o czymś nie wiedział?
    W pokoju dziennym, gdzie palenisko było bardzo duże, a meble przystosowne do wypoczynku, oczekiwali mnie Agnar i Thora. Ten pierwszy przyodziany był w zbroję bojową, jednak jedną z tych wygodniejszych, które na długie wyprawy ubieraliśmy. Thora zaś, miała na sobie zwykły skórzany pancerz Tana. Nigdy nie nosiła sukni. Obydwoje nosili ten wyraz powagi, zwłaszcza Agnar. Thora nie wyzbyła się swej łagodności.
     - Co sprowadza was tak wczesną porą? - Zapytałem nieco ospale, wchodząc do sali. Dziwiło mnie, iż Borga i Blenda nie poczęstowały ich winem lub miodem. Zwykle moje rodzeństwo samo się o to dopominało.
        - Niesiemy wraz z Agnarem ważne wieści, Ragnarze.
     - Mówcie zatem.
        - Matka wraz z ojcem mieli wczoraj spotkanie ze starszyzną. Dostaliśmy rozkazy.
     Thora starała się przekazać mi wieści ze szczegółami, ale Agnar w końcu się zniecierpliwił.
       - Ja, Ty i dwunastu innych chłopa wyruszamy na wyprawę rabunkową. Nim słońce całkowicie wzejdzie, Knara będzie gotowa do drogi.
    - To jest ta niezwykła wieść? - Uniosłem nieco brwi, patrząc na twarze rodzeństwa. Wyprawy rabunkowe były na porządku dziennym. Nagle jednak, zrozumiałem, co jest takiego niecodziennego w ich wizycie, dlaczego przekazali mi tą wieść osobiście. Coś takiego zdarzało się do dwóch razy na pół roku.
   - Ile potrwa wyprawa?
      - Przy dobrych wiatrach, będziemy w osadzie za miesiąc.
   - Od jak dawna wiecie?
      - Wczorajszym wieczorem rozmawialiśmy z matką. Wysłaliśmy do Ciebie posłańca, ale podobno byłeś... Zajęty, płodzeniem własnego potomstwa.
    Widziałem, jak na twarzy Agnara pojawia się ten dziwny, lekko młodzieńczy uśmieszek, który odejmował mu sporo lat. Nie gniewałem się. Jeśli wolą starszyzny była taka wyprawa, nie miałem prawa się przeciwstawiać, czy choćby myśleć o odmowie. Mym świętym obowiązkiem było poszerzanie horyzontów, zdobywanie ziem dla naszego ludu. Nieważne, w jakim czasie. Zastanawiało mnie tylko, dlaczego wodzowie zdecydowali się na coś takiego tuż po mym ślubie, nim ostatnie pieśni biesiadne nawet nie ucichły.
   - Co z Adair?
      - Zajmę się nią ja. Asvir również zgodziła się wprowadzić w życie Twej żony kilka nowych wikińskich obyczajów, bracie.
      Skinąłem zgodnie głową. Niech będzie. W ręce Thory oddałbym nawet własne życie, więc tym bardziej zgodziłem się, by zamieszkała z moją żoną w czas, gdy mnie nie będzie.
    - Będę w przystani po wchodzie słońca.
       - Wraz z resztą grupy uderzeniowej, będziemy na Ciebie czekać.
      Agnar poszedł pomóc w przygotowaniach, a Thora stwierdziła, że urządzi się w pokoju gościnnym. Ja natomiast, wypiłem trochę miodu pitnego, poszedłem wziąć kąpiel, a potem przywdziałem niedawno zdobytą zbroję wraz z mieczem i okrągłą tarczą wikinga. Takie... Szybkie, niezapowiedziane wypady były na porządku dziennym, więc nawet nie myślałem o tym, czy słusznie czynię. Przekazałem Thorze władzę nad niewolnicami i mym małym gospodarstwem, a potem poszedłem pożegnać się z Adair. Wciąż spała. Pochyliłem się więc nad nią, składając na jej ustach krótki pocałunek. Wiedziałem, że spotkamy się dopiero podczas kolejnych obrad starszyzny, zaraz po mym powrocie. Nie rozpaczałem jednak w żaden sposób.  
     Po wyjściu z domu, skierowałem się do długiego domu Jarla. Pobłogosławił on mą wyprawę, życząc nam szczęścia. Mieliśmy płynąć na południe, w poszukiwaniu nowych ziem i skarbów, które wzmocniłyby naszą osadę. Ta decyzja została podjęta co prawda zeszłego dnia, podczas spotkania starszyzny, ale planowana była już od dawna - Gdy brytyjczycy zawarli z nami pokój, wrota do lepszego życia otworzyły się. Nie musieliśmy ryzykować walki z pachołkami Wielkiej Brytanii podczas wypraw, bowiem teraz zobowiązaliśmy się i zawarliśmy umowę. Nie mogli zabronić nam grabić, gwałcić, palić i kraść. Nie, kiedy mieliśmy ich księżniczkę w swej osadzie. Musiałem przyznać, że Torrygg wraz z resztą starszyzny całkiem dobrze to wszystko przemyśleli. Zero kontroli, zero konsekwecji i praw - tylko czysta, wikińska natura.
    Gdy wkroczyłem na Knarę, kilku chłopa siedziało już przy wiosłach i czekało na rozkaz. Agnar stał przy żaglu, wypatrując pogody - niebo było bezchmurne, a blask słońca odbijał się na tafli wody bardzo urodziwie. W przystani było bardzo spokojnie, nikt nie żegnał wyruszających na wyprawę wojów - wszyscy zajęci byli przygotowaniami na większe mrozy, pracą, a przede wszystkim, pomaganiem sobie wzajemnie. W końcu, gdy kilkunastu chłopa ubyło, wszyscy musieli sobie jakoś radzić.
     Nabrałem sporo świeżego, porannego powietrza w płuca, przepełnionego bryzą morską. Agnar przymocował ostatnią tarczę do burty.
     - Wiosłować, bracia! Tam gdzieś, czeka na nas mnóstwo łupów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 461
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Pią Paź 30, 2015 9:39 pm




Noc była nieco chłodniejsza niż poprzednia, a przynajmniej ja odnosiłam takie wrażenie, bo nie miałam w sobie tej ilości alkoholu co w dniu ślubu. Prawdopodobnie nie byłabym w stanie spokojnie spać, gdyby Ragnar nie trzymał mnie tak blisko swojego ciała i nie ogrzewał mojego swoim ciepłem. Pomimo tego, że już drugi raz mnie zgwałcił, byłam mu wdzięczna za to trzymanie mnie w swoim objęciach. Inaczej bym nie zasnęła ponownie po tym jak obudziłam się w nocy z nieznanych mi przyczyn. Na szczęście było zupełnie inaczej i byłam mu wdzięczna za ten gest, nawet jeśli nie robił tego dlatego, że mu na mnie zależało, ale dlatego, że czuł, iż tak należało. W tamtym momencie słuchałam się słów, które wpajał mi ojciec o tym, że liczą się chęci.
Byłam tak zmęczona i obolała, że nie poczułam kiedy mój mąż wstawał z posłania. Nie zareagowałam na to, że w łożu zabrakło drugiego ciała i po prostu dalej spałam. Owinięta po samą szyję w narzutę błądziłam po krainie Morfeusza, śniąc o wiele przyjemniejszych rzeczach niż rzeczywistość mi podawała na tacy. Krążyłam po tym świecie, ciesząc się z tego, że mam chwilę spokoju, jednak została ona przerwana. Tym razem pocałunek mnie nie zaskoczył, poprzedniego dnia było dokładnie to samo. Co mnie nieco wytrąciło z równowagi to fakt, że wyszedł z naszej sypialni praktycznie bez słowa. Nawet rozkazu mi nie wydał i to trochę namąciło mi w głowie. Liczyłam na to, że mi to wyjaśni jak tylko powróci, a sama wyczołgałam się z posłania. Przez całe moje ciało przebiegł lodowaty dreszcz, kiedy tylko znalazłam się poza narzutą i w mgnieniu oka złapałam swoje ubranie. Przebrałam się w nie, po czum opuściłam pomieszczenie, kierując się w stronę jadalni z kuchnią. Pierwszym co mnie tam zaskoczyło była obecność Thory, a drugim to, że wydawała rozkazy bliźniaczkom, a Ragnara nigdzie nie było. Oparłam się więc o framugę przejścia pomiędzy pomieszczeniami, bo w takiej pozycji najmniej mnie bolało krocze i obserwowałam te trzy kobiety nie bardzo wiedząc co powinnam była zrobić w danej chwili.
- Dzień dobry, Pani – odezwałam się w końcu i ruszyłam do stołu. Chwiałam się na nogach, ale stanowczo zabroniłam udzielania mi pomocy. Musiałam przywyknąć do tego stanu. Mój mąż nie wydawał się w ogóle zainteresowany stanem, do którego mnie doprowadzał. On przejmował się tylko tym, żeby mnie zerżnąć i pójść spać. W sumie na to się szykowałam praktycznie od pierwszej chwili, w której poznałam swoją przyszłość, ale nadal nie byłam na to przygotowana.
- Dzień dobry – przywitała mnie Thora i zajęła miejsce naprzeciw mnie, biorąc w dłonie kubek z pitnym miodem. Przez moment obserwowała jak posilałam się śniadaniem, po czym przeszła do zaskakującego mnie tematu. – Ragnara nie będzie co najmniej miesiąc – zaczęła, a ja spojrzałam na nią pytająco, nie rozumiejąc o co mogło chodzić. – Starszyzna wczoraj wieczorem zadecydowała o wyruszeniu na wyprawę rabunkową, na dalekie lądy – podjęła temat, by chwilę później powoli zacząć mi wyjaśniać jak mniej więcej wyglądało funkcjonowanie w wiosce, kiedy nie było dorosłych mężczyzn. Dodała też informację o tym, że na czas nieobecności mojego męża zamieszka w pokoju gościnnym i spróbuje mnie podszkolić w kwestiach, które powinna umieć żona wikinga. Słuchałam jej uważnie i wszystko rozumiałam. Była precyzyjna, dokładna, chociaż przez to dłużej prowadziła monolog, to wprowadziła mnie w praktycznie wszystko. Kiedy skończyła nastała krótka chwila ciszy, w której prawdopodobnie wyczytała z mojej twarzy swego rodzaju ulgę. Nic dziwnego. Świadomość tego, że przez miesiąc nie musiałam się obawiać wściekłości przyszłego wodza plemienia w jakiś sposób mnie uspokoiła. Dzięki temu miałam czas na swobodne poznanie wszelkich zwyczajów i tradycji, jakie panowały w tym miejscu. To było więcej niż wystarczające. Cieszyłam się z tego przynajmniej do momentu, w którym nie zrozumiałam, że tam będą ludzie tacy jak ja. Przerażeni, panikujący i chcący uciec. Kobiety zostaną zgwałcone, prawdopodobnie młode dziewczyny, praktycznie dzieci jeszcze, także. Jeśli nie wezmą jeńców, pozabijają ich wszystkich z zimną krwią.
- Możemy zacząć naukę jak najszybciej, Pani? – spytałam, chcąc pozbyć się tych myśli z głowy. Nie chciałam zastanawiać się nad tym ile kobiet padnie ich ofiarą.
- Możemy nawet w tej chwili – odpowiedziała kobieta, a ja zgodziłam się bez chwili zawahania, podniosłam z miejsca i ruszyłam za nią. Musiałam oderwać swoje myśli od tego wszystkiego, a teraz byłam nieco bardziej pewna swoich ruchów. Nie było Ragnara, nie miało go być w najbliższym czasie i mogłam swobodnie się uczyć na własnych błędach. Przy nim nie byłoby takiej możliwości, bo bałabym się konsekwencji jakie to za sobą pociągało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marchewkowecoffie



Liczba postów : 21
Join date : 27/10/2015
Skąd : Goddelau

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Sob Paź 31, 2015 12:06 am


       Wypłynęliśmy wczesnym rankiem, wiosłując równomiernie. Fale zaczęły nas nieść dopiero wtedy, gdy z linii horyzontu zniknęła nam nasza wyspa. Wtedy to, zacząłem rysować też mapę. Wraz z Agnarem, na samej górze naszkicowaliśmy naszą rodzinną wyspę Bergen, zostawiając cały papirus wolny, przygotowany na oznaczenie miejsc. Odmierzaliśmy również czas, spisując po obydwu bokach po trzy liczby każdego dnia - o wschodzie słońca, w południe i o zmierzchu. Wymierzyliśmy wszystko tak, by z mapy jasno można było przeczytać, ile dni żeglugi w kierunku południowym trzeba, aby natknąć się na jakikolwiek ląd, a także o jakiej porze przy żwawym wiosłowaniu powinno się do danej pozycji dostać. Brzmi skomplikowanie, jednak było proste jak budowa cepa.
     Pierwsze dni były spokojne. Wiosłowaliśmy na zmianę, spożywając jak najmniej prowiantu. Co prawda, przydzielone zostały nam zasoby na pełny miesiąc, lecz oszczędność trzymała nas przy życiu. Kilku braci tarczowników zaczęło czuć się nieswojo na otwartych wodach, gdy po kilku dniach nie natrafiliśmy na nic. W nocy, gdy kierowaliśmy się gwiazdami, a nie słońcem, jeden z nich zaczął majaczyć. Uspokoił się dopiero po kielichu wina. Wikingowie byli rozdrażnieni i powoli tracili nadzieję.
     Kiedy natknęliśmy się na pierwszą wyspę, każdy z nich niemal całował piasek. Kępa nie była wielka, ale mieścił się na niej wielki budynek ze skośnymi dachami, przypominający kościół. Otoczony był trawami i trzciną, a także drewnianym płotem. Mieszkało tam mnóstwo mężczyzn, bez żadnej kobiety. Prawie wszyscy zostali wyrżnięci, dwóch z nich wzięto na jeńców. Zgarnęliśmy wszystkie łupy, a było tego sporo - w cholerę wina, jedzenia, papirusów i mocnego materiału. Najlepsze, że modły składali oni przy ołtarzach obsypanych wręcz złotem, z którego w ogóle nie było u nich pożytku - monety, biżuteria, ozdoby, krzyże, sztylety, naczynia i ubrania.  
      Gdy wyruszaliśmy dalej, wszyscy byli w dobrych nastrojach. Naszkicowałem na mapie wyspę z krzyżem, przy liczbie sześciu dni. Wiosłowaliśmy dalej, choć knara przybrała na wadze. Złapaliśmy przez to opóźnienie, lecz nie tak dotkliwe, bowiem przez drogę bracia tarczownicy szydzili z niewolników, a także śpiewali ballady podczas wiosłowania. Tej nocy przy winie pierwszy raz wspomniałem Adair, zastanawiając się, czy Thora traktuje ją odpowiednio surowo.
     Na kolejną wyspę, o wiele większą, trafiliśmy po łącznych dwóch tygodniach żeglugi. Naszkicowałem ją z owcą, bowiem było tam mnóstwo farm, pól i lasów. Wieśniacy żyjący tam zasobni byli w zboże, skóry zwierzęce, narzędzia i księgi. Spędziliśmy tam kilka dni, rabując, mordując, paląc i gwałcąc. Co dziwne, na ostatnie nie miałem kompletnie ochoty. Widząc egzotycznej urody dziewki, na które rzucał się Agnar z kompanią, czułem się poprawnie znudzony. Oni traktowali to jako coś nowego, rżnęli ile popadło, ale ja wiedziałem, co to znaczy posiąść kogoś typowo brytyjskiego pochodzenia. Patrząc więc na te kobiety, zapragnąłem mieć przy sobie Adair.
     Wyruszliśmy dalej, gdy minął równy miesiąc. Wielu chciało już wracać, ale knara robiła się coraz cięższa, a ich ogarniała chciwość. To był krótszy rejs bez lądu. Co prawda chłopcy zabrali kilka dziewek na chędożenie w trakcie drogi, ale w końcu im się znudziły, więc je utopili i zostawili na morzu. Ostatecznie, trafiliśmy na coś w rodzaju półwyspu. Mylnie jednak, okazało się, że jest to jednak wyspa. Było na niej małe miasto, zwane Kernvillage. Posiadało jednak tylko kilku strażników, których pozbyliśmy się bardzo szybko. Jeszcze więcje skarbów wpadło w nasze ręce. Musieliśmy jednak zmienić Knarę na Langskip i zabrać około dwudziestu niewolników, by wiosłowali. Wiązało się to z dodatkowym prowiantem dla nich. Chłopcy znów chędożyli całą noc, a o wschodzie słońca skończyliśmy załadunek wszystkich łupów. Było ich mnóstwo - złoto, skóry, ubrania, biżuteria, jedzenie, niewolnicy, wino, oręż i surowce naturalne. Nim odpłynęliśmy, naszkicowałem na papirusie wyspe ze znakiem monety.
     Powrót do domu zajął nam trzy tygodnie. Długie dni na morzu spędzaliśmy na śpiewaniu ballad, obijaniu sobie pysków i snuciu planów na przyszłość. Każdy z nas się zmienił, włączając w to mnie - urosła mi sporawa broda, włosy przybrały kilka centymetrów, a ciało lekko się zahartowało przez długą drogę pełną walki, wiosłowania i przenoszenia łupów. Pragnąłem również ujrzeć mą rodzinę, jak i Adair. Bracia tarczownicy nie wiedzieli o tym, lecz przez całą przeprawę nie chędożyłem ani razu. Poczucie winy? Nie. Poczucie obwiązku? Już prędzej. Tak czy inaczej, było to do mnie niepodobne.
      W Bergen zawitaliśmy Landskipą po ponad dwóch miesiącach od opuszczenia portu. Ludzie witali nas jak duchy, skandując imiona wikingów, którzy wybrali się na wyprawę. Wszyscy zostali okrzyknięci bohaterami. Zjawił się Jarl, a zarazem mój ojciec wraz z resztą starszyzny. Gdy zeskoczyłem z Landskipy na pomost, matka uściskała mnie z utęsknieniem, tak samo jak Agnara. Torrygg przywitał nas męskim uściskiem, lecz widziałem dumę w jego oczach. Nic dziwnego - wyruszyliśmy jako niepozorna zgraja wikingów, poszukując choć odrobiny złota w nieznanych stronach, a wróciliśmy z większym okrętem, mnóstwem kosztowności i niewolnikami, którzy nadawali się do pracy fizycznej. Przybyliśmy wtedy, gdy lud gotów był uznać nas za poległych w boju.  
     - Tak, jak się po was spodziewałem. - Słowa Torryga napawały mnie i Agnara dumą. Choć zmęczeni i zahartowani, byliśmy również usatysfakcjonowany. Ludzie zaczęli sprawnie rozładowywać towary, będąc pod coraz to większym wrażeniem. Ja postanowiłem jednak pójść do domu, choć powiedziano, że tego wieczoru odbędzie się huczna biesiada. Dźwigając przy pasie miecz, który spłynął krwią wielu ludzi, czując lodowaty wicher w dłuższych włosach, zostawiłem zatłoczoną przystań i ruszyłem do swojego domu, gdzie powinny być Thora wraz z Adair.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 461
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Sob Paź 31, 2015 12:19 am




Czułam się znowu jak mała dziewczynka, która musiała szybko nauczyć się nowych rzeczy. Dostałam w ręce obszerną księgę i miałam zapamiętać z niej jak najwięcej w przeciągu kilku tygodni, aby zadowolić mojego ojca. W Wielkiej Brytanii była na mnie nałożona presja, jako na pierworodną córkę króla. Oczekiwano ode mnie naprawdę wiele, całe dnie spędzałam na studiowaniu literatury zamiast na zabawach z siostrami i osobami w moim wieku. Nadrabiałam miną, ale tak naprawdę nigdy nie wydawało mi się, że mam to, czego pragnęłam. Narzekałam na tamto życie i nie doceniałam go. A teraz miałam o wiele gorsze, na obcej ziemi, wśród niebezpiecznych wrogów. Skąd mogłam wiedzieć, że mój tytuł żony ich przyszłego wodza wystarczy, aby zapewnić mi bezpieczeństwo aż do śmierci? Co jeśli któregoś dnia przestanie im się podobać ten układ i zdecydują się na zmianę nastawienia? Nie mogłam sobie wyobrazić tego, że zniosę jeszcze więcej niż poniżanie i gwałcenie przez Ragnara. Nie chciałam zostać niewolnicą, którą każdy może zerżnąć kiedy tylko ma na to ochotę. Nie dałabym sobie wtedy rady. Nie byłam silna psychicznie, byłam po prostu sprytna i inteligentna. Musiałam to wykorzystać do przyswojenia tradycji wikingów. Nie byłam w stanie nauczyć się tak walczyć jak kobiety wychowane w tej osadzie, było już dla mnie na to za późno. Jednak mogłam wykorzystać na swoją korzyść intelekt oraz wiedzę, którą nabyłam w trakcie wychowywania mnie na przyszłą królową. Siła fizyczna nie musiała być najważniejszą cechą, którą powinna posiadać żona przyszłego wodza wikingów.
Thora była wymagająca, ale miała w tym umiar. Wiedziała, że nie byłam od maleńkiego szkolona na jedną z nich. Wiedziała, że nie miałam takiej siły, zręczności, zwinności i szybkości jaką posiadały tutejsze kobiety. Zdawała sobie z tego sprawę i starała się przymykać oko na moje niepowodzenia. Niestety szło mi tak cienko, że czasami nie dawała rady i znikała zapewne po to, aby jakoś dać upust swojej irytacji. W sumie podziwiałam ją za to, że jeszcze nie rozerwała mnie na strzępy. Sama miałam już dość tego jak opornie szła mi nauka, w każdej dziedzinie. Nawet podczas sprzątania potrafiłam coś schrzanić, czego nie rozumiałam. Kiedy w dzieciństwie obserwowałam służące w pałacu nie wydawało mi się to trudne i wyczerpujące. W zasadzie uważałam to za całkiem prostą czynność. Okazało się jednak, że tylko z pozoru.
Udało mi się wysłać wiadomość do swojej rodziny. Oczywiście treść była stekiem bzdur i kłamstw o tym, że było lepiej niż przewidywałam. Nie chciałam ich martwić, więc nie wspomniałam ani słowem o tym, że przerażał mnie mój mąż o wiele bardziej niż samotne wędrowanie alejkami osady. Był wielki, potężnie zbudowany i wybuchowy. Nie uderzył mnie ani razu, ale odnosiłam wrażenie, że niedługo ten stan rzeczy się zmieni, zwłaszcza po jego powrocie. Nie zrobiłam wielu postępów, jedyne co mi wychodziło coraz lepiej to właśnie gotowanie. Coraz łatwiej przychodziło mi doprawianie odpowiednio potraw, czasami nawet dobrze się przy tym bawiłam. Momentami dyskutowałam z wszystkimi trzema pozostałymi kobietami (siostrą Ragnara i bliźniaczkami) o wiele swobodniej niż sądziłam, że będę. Problem jednak pojawiał się wtedy, kiedy pojawiała się Asvir. Ona wciąż traktowała mnie jak obcą osobę i nie ukrywała tego, że nie byłam tutaj mile widziana. Obrażała mnie, siedząc praktycznie tuż obok i niszczyła zalążki jakiejkolwiek pewności siebie, wspominając o tym, co zdążyłam schrzanić. Ignorowałam to, ale z każdym kolejnym takim tekstem coraz mniej chętniej podchodziłam do nauki tych wszystkich nowych rzeczy. No bo po co miałam to robić, kiedy i tak nie robiłam żadnych postępów? Utwierdzało mnie to w tym, co zasugerował mój mąż zanim wyruszył na wyprawę, że nie nadawałam się do niczego oprócz rżnięcia. Nie potrzebował mnie do niczego innego.
W trakcie wyprawy Ragnara i w chwilach przerwy pomiędzy kolejnymi naukami, poznałam Halvara. Z początku wydawał mi się taki sam jak pozostali wikingowie: brutalny, zimny i bezlitosny. Był młody, ale w jego oczach widać było, że miał za sobą wiele wypadów, które kończyły się powodzeniem. Biła z nich siła, doświadczenie, ale jednocześnie coś, czego nie widziałam w żadnym innym mężczyźnie z osady: wyrozumiałość. Nie wzbudzał we mnie lęku tak jak inni, jedynie ciekawość, bo pomimo tego jak go wychowywano, zachował w sobie cechy ludzkie, które inni już dawno wyplenili. Mogłam z nim swobodnie rozmawiać, oczywiście z szacunkiem, ale jednocześnie nie czułam tej presji, co przy swoim mężu. Był inny, a rozmowy z nim były najprzyjemniejszą rzeczą, jaka spotkała mnie od czasu zostania żoną jego przyszłego wodza.
Od czasu opuszczenia przez grupę mężczyzn osady w celu podróży rabunkowej minęły dwa miesiące. Cały czas pamiętałam, że Thora mówiła, iż miesiąc to będzie minimum, ale jednak w jakiś sposób się niepokoiłam. Wiedziałam, że wikingowie funkcjonują w inny sposób niż Brytyjczycy, ale jednocześnie nie byłam gotowa na coś takiego. Mój ojciec wyruszał z wojskiem tylko na te ważniejsze bitwy. Wiedział, że jego życie jest ważne i nie mógł za bardzo ryzykować póki jego pierworodna nie miała męża, ani potomka. Ragnar ruszał na wszystkie wyprawy i mógł tak naprawdę na każdej zginąć. Co się mogło wtedy ze mną stać? Nie chciałam trafiać w łapska kolejnego, równie okropnego mężczyzny jak mój aktualny mąż. Dlatego poniekąd miałam nadzieję na to, że jednak wróci i wcale nie okaże się, że polegli na wodach.


Ostatnio zmieniony przez Raika dnia Sob Paź 31, 2015 11:13 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marchewkowecoffie



Liczba postów : 21
Join date : 27/10/2015
Skąd : Goddelau

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Sob Paź 31, 2015 1:08 am


     Droga do mojej chaty wydawała się długa. Wikingowie witali się z żonami, kochankami, narzeczonymi i rodziną, w przystani nie było jednak Adair. Trzymając więc w jednej dłoni miecz, a w drugiej ciężki, metalowy hełm, szedłem przez całą osadę. Reakcje ludzi były różne - jedni patrzy na mnie jak na ducha, drudzy zaś, cieszyli się i radowali z powrotu syna wodza, bowiem oznaczało to, iż wyprawa powiodła się. Miałem co prawda kilka świeżych zadrapań, głębszych łub płytszych, ale żyłem i nie potrzebowałem pochówku. Żaden z braci tarczowników również nie zginął, więc wyprawa okazała się wielkim sukcesem. Sukcesem, którego podważyć nie mógł nikt, patrząc na rozmiary skarbów.
     Z daleka widziałem, że ziemia w małym ogrodzie została dokładnie przekopana, posadzono tam zapewne warzywa. W powietrzu unosił się również zapach pieczonego mięsa. Stałem przez moment przed drzwiami, czując po raz pierwszy to porządne zmęczenie po wyprawie. Tak, jakbym od bardzo dawna nie był w domu. Moje włosy utraciły trochę na swym blasku, skóra nabrała brązowawego odcienia od słońca, a pomniejsze rany wciąż się nie zagoiły. Złapałem jednak w końcu za klamkę mosiężnych drzwi i otworzyłem je, wkraczając następnie do środka. Zapach domowego jedzenia roznosił się po całym domu, nikt jednak nie oczekiwał mego powrotu. Gdyby tak było, w przejściu stałyby Blenda i Borga, oferując pomoc, tak jak za każdym razem, kiedy wchodziłem do domu. Znajomy widok ścian wydawał się wręcz dziwny po wielu dniach na morzu.
     Wciąż ściskając w jednej dłoni hełm, ruszyłem dobrze znanymi korytarzami w miejsce, z którego dobiegały mnie nieskrępowane głosy. Od razu rozpoznałem Thorę i ten jej łagodny, poważny głos, ale również i Adair. Mówiła nieskrępowanie na temat tego, co już potrafi, a czego nie. Zorientowałem się również, że Thorze to w ogóle nie przeszkadza.
     - Ragnar! - Thora niezwykle rzadko podnosiła głos, lecz gdy zobaczyła w drzwiach starszego brata, któremu przez podróż jak gdyby przybyło lat, nie powstrzymała szerszego uśmiechu. Wstała z ławy, a potem żwawo do mnie podeszła. Wpierw zapewne chciała mnie przytulić, ale w końcu uścisnęła mi po męsku dłoń, poklepując po ramieniu. Jako Tan wyzbyła się serdecznych gestów. Wcale jej nie winiłem.
    -  Z chęcią posłuchałabym Twych opowieści, ale zapewne zmogło Cię zmęczenie.
    - Nie mylisz się, siostro.
    - Zapytam więc tylko, czy wyprawa się udała?
    Położyłem jej dłoń na ramieniu, kiwając lekko głową. Zawtórowała mi zadowolona, spoglądając przez ramię na siedzącą przy stole Adair.
    - Na co czekasz? Chodźże, przywitaj swego męża i przyszłego wodza.
   Obserwowałem, jak Adair podnosi się szybko z ławy i odwraca w naszym kierunku. Dziw, lecz zabrakło mi jej widoku na tej wyprawie. Zbrakło mi jej zielonych oczu, krągłej twarzy i pięknego, egzotycznego ciała, którego przywilej oglądania miałem jedynie ja. Szła jednak tak niepewnie, trzęsąc się niemal, że aż się w końcu zniecierpliwiłem. Zwłaszcza, że nie widziałem jej przez bardzo długi czas. Bądź co bądź, była moją żoną. Nieważne, jak ją traktowałem, co mówiłem - wciąż nią pozostawała.
     Wciskając hełm w dłonie -o dziwo- wcale nie zaskoczonej Thory, żwawo podszedłem do Adair, objąłem ją ramionami i przyciągnąłem do siebie, przytulając mocno. W moich objęciach, była strasznie krucha, zwłaszcza gdy pozostawałem w zbroi. W porównaniu do mnie, zmęczonego podróżą i walką wojownika, ona nie straciła swego blasku, naturalnej urody. Wciąż pozostawała taka sama, choć zarazem inna. Miałem dziwne wrażenie, że wiele się działo podczas mojej długiej nieobecności. Nie pytałem jednak, wiedząc, że prędzej czy później, wypytyam Thorę, czy może samą Adair na temat danych wydarzeń. Minęło niewiele od naszego ślubu, a jednak, czułem się, jak gdyby minęły wieki.
    Thora wycofała się, zapewne do przystani, gdy odsunąłem się lekko od brytyjki, unosząc jej podbródek. Złożyłem na jej ustach długi, żarliwy pocałunek. Nie był on jednak tak szorstki i zimny, wręcz przeciwnie - może i aranżowałem w niego namiętność, ale ciepło i tęsknotę również. Zasłużyła, by wiedzieć, że mi jej brakowało. Wypowiadanie czułych słówek nigdy mi nie wychodziło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 461
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Sob Paź 31, 2015 1:33 am




Dziwne, ale gotowanie powoli zaczynało sprawiać mi swego rodzaju satysfakcję. Zwłaszcza to, co mi wychodziło lepiej niż na samym początku. Z szerokim uśmiechem na twarzy dorzucałam do potraw kolejne przyprawy, tym razem pilnując aby nie skończyło się to tak jak przy pierwszej próbie. Jednocześnie dyskutowałyśmy z Thorą, przypominając sobie niektóre rzeczy z początku nauki, aż do tej pory. Porównywanie moich wyników dodawało mi otuchy, poprawiało nastrój. Może nie wszędzie podskoczyły tak wysoko jak w przypadku gotowania, ale jednak jakieś były. Moje dłonie, chociaż całe poranione zadrapaniami i lekko zaczerwienionymi plamami (nadal trudno mi było przebrnąć cały kilka dni codziennego gotowania bez poparzenia się chociaż minimalnie), to wydawały się nieco mniej delikatne niż przed dwoma miesiącami. Różnica nie była zatrważające, ale jednak się ją odczuwało. Miałam trochę bardziej szorstką skórę niż w dniu ślubu, co z jednej strony mnie drażniło, ale z drugiej pocieszało, bo to znaczyło, że jednak czegoś się uczyłam.
Wstawiłyśmy pieczeń nad ogniem i odsunęłyśmy się pozwalając jej się trochę podpiec. Akurat wtedy usłyszałam, że do domu ktoś wchodził i ciężkie kroki jasno dały mi do zrozumienia, że to był Ragnar. Mimowolnie przełknęłam ślinę i poczułam jak serce mi nieco przyspiesza. Jak do tej pory czas, który spędziliśmy razem nie był zbyt… przyjemny. Były takie momenty, ale tylko w nocy, kiedy mnie obejmował. Poza tym wzbudzał we mnie strach i bałam się popełniać przy nim jakichkolwiek błędów. Thora była bardziej od niego wyrozumiała i nie ukrywam, że lekko mnie zaniepokoił powrót mojego męża, który wiązał się zapewne z powrotem jego siostry do ich rodzinnego domu. Znowu mieliśmy zostać sami, nie licząc bliźniaczek.
Jako pierwsza poszła się przywitać siostra przyszłego wodza. Myślałam przez moment, że go obejmie, ale ograniczyła się do uścisku dłoni. Następnie spokojnie, ale stanowczo nakazała mi się ruszyć, co zrobiło praktycznie od razu. W głowie przewijałam wspomnieniami do chwil, w których powtarzała mi jak powinna się zachowywać żona po powrocie męża z wyprawy rabunkowej. Byłam na tym tak skupiona, że Ragnar sam ruszył w moim kierunku i mocno mnie objął. Nie spodziewałam się tego, dlatego za bardzo nie wiedziałam jak odpowiedzieć, a nawet czasu na to nie miałam. Już chwilę później zatkał moje usta pocałunkiem. Tylko innym. Inaczej się zachowywał, był bardziej… delikatny. Nie czułam teraz u niego tej brutalności, ani sadyzmu. W zasadzie odnosiłam wrażenie, że subtelnie mi przekazywał, iż brakowało mu… mnie? Na wyprawie? Przecież miał na pewno wiele kobiet, które mógł wykorzystać tak samo jak reszta. A tęsknił akurat za mną? Nie, musiało mi się coś pomylić.
To ja przerwałam pocałunek, ale nie zrobiłam tego gwałtownie czy z niechęci. Miałam naprawdę nadzieję, że wyczytał to z moich oczu, które skupiły się na jego i nie pokazywały niczego więcej jak pewnej ulgi. Wrócił. Nie musiałam się martwić, że trafi mi się jeszcze gorszy mąż.
- Witaj w domu, mój panie – odezwałam się i mimo, że czułam jego przeszywający wzrok, mogłam się uśmiechnąć. Przyjaźnie i szczerze. Nie było to wymuszone, co także i mnie zdziwiło. Wyszło mi to swobodnie i to był chyba pierwszy raz kiedy się w tak łagodny sposób do niego uśmiechnęłam. – Akurat kończy się piec pieczeń. Za chwilę będzie gotowa – dokończyłam, odsunęłam się lekko od niego i podeszłam do paleniska. Spokojnie Adair, szło ci do tej pory dobrze. Pilnowałaś przypraw, odpowiednio dopiekłaś, kilka razu to robiłaś, żeby weszło ci to w nawyk. Na pewno jest o wiele lepsze niż za pierwszym razem. Thora była zadowolona z moich postępów. Może nie były jeszcze idealne, ale na pewno o wiele lepiej mi szło niż na samym początku. Przynajmniej miałam taką nadzieję, bo nie chciałam, żeby ten… spokój, jaki wyczułam od swojego męża zniknął przez mój błąd.
Zdjęłam danie z paleniska i sięgnęłam po talerz, na który przełożyłam kawałek pieczeni. Ostrożnie ukroiłam potężny kawał mięsa i podałam go z warzywami, które zostały jednocześnie ściągnięte znad ognia. Postawiłam naczynie przed Ragnarem i odsunęłam się lekko, aby nie naruszać jego przestrzeni osobistej oraz pola manewru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marchewkowecoffie



Liczba postów : 21
Join date : 27/10/2015
Skąd : Goddelau

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Sob Paź 31, 2015 2:09 am


     Brakowało mi tego - smaku jej ust, lawendowego zapachu ciała, kruchych dłoni i drobnego ciała. Choć wyczuwałem lekkie zmiany, wiedziałem, że nie były one wcale tak krytyczne, nie wzbudzały we mnie żadnych wątpliwości, czy skrajnych emocji, wręcz przeciwnie - powrót do domu, gdzie czekała żona, budził we mnie swego rodzaju spokój. Spokój, na który czekałem przez ostatnie dni podróży. Każdy wojownik potrzebował wytchnienia, jakiegoś miejsca, do którego mógłby wrócić. Dla mnie tym miejscem była nie tylko osada na Bergen, ale i ten ciepły dom, który choć był dla nas nowy, powoli zaczynał napawać mnie swego rodzaju dumą.
     Adair odpowiedziała na pocałunek, co nie uszło mej uwadze. Przerwała go jednak tak szybko, że nie zdążyłem zbytnio się w nim zatopić. Byłem gotów się wściec, zarządać posłuszeństwa, ale w odpowiedzi na mój przenikliwy wzrok, brytyjka uśmiechnęła się. Pierwszy raz widziałem u niej na twarzy ten właśnie grymas, skierowany bezpośrednio do mnie. Poczułem się wtedy dziwne. Mogłem być nieprzyzwyczajony do litości, subtelności, czy okazywania jakichkolwiek uczuć, ale o wiele bardziej nie byłem przyzwyczajony do styuacji podobnych do właśnie takiej - kiedy ktoś okazywał mi cokolwiek ciepłego. Oczywiście, moja rodzina zawsze była dla mnie dobra, ale oni mnie znali i wiedzieli, jakim człowiekiem jestem. Adair nie wiedziała. Dlatego właśnie, zaskoczyło mnie lekko jej zachowanie, choć tego nie okazałem.
    Gdy przywitała mnie ciepło, z ulgą w oczach, nie odezwałem się słowem. Podążałem za nią jedynie wzrokiem do czasu, aż nie dołączyły do nas Blenda i Borga. Przywitały mnie tymi swoimi dziwnymi, jak gdyby podekscytowanymi uśmiechami.
   - Witaj, Torryggsonie.
   - Przygotować Cię do obiadu?
   Przez moment przyglądałem się Adair, zastanawiając krótko, ale potem zgodziłem się skinieniem. Bliźniaczki pomogły mi pozbyć się zbroi, którą nakazałem im dokładnie przygotować w razie następnych wypadów. Wziąłem krótką, odświeżającą kąpiel i zasiadłem przy stole w wygodnych, skórzanych spodniach i lnianej koszuli akurat wtedy, gdy Adair nakrywała. Cały czas się jej przyglądałem, zastanawiając, co takiego ją zmieniło. Wykazywała się większą swobodą, niż poprzednio.
      Borga akurat dorzucała do paleniska nieco drewna, kiedy dostałem talerz ładnie wyglądającej pieczeni i kufel miodu pitnego. Zapach był bardzo dobry, ciekawił mnie smak. Złapałem więc szybko za sztućce, a potem ukroiłem pierwszy kawałek. Moje ulubione danie było bardzo dobre. Nie wyśmienite, ale bardzo dobre. Brakowało co prawda czegoś, ale nie miałem powodów do narzekania. Zjadłem więc kawał mięsa, który przygotowała mi żona, nie krytykując niczego. Popiłem wszystko miodem pitnym, czując się  jak w domu. Podczas żeglugi nie mieliśmy czasu na bawienie się w gotowanie. Kilka gotowych dań, które znajdowaliśmy na wyspach smakowało gorzej, niż pomyje, które dawaliśmy niewolnikom. Jedzenie Adair przypomniało mi, że tylko dom smakuje tak dobrze. Nie mogłem się oszukiwać - zasłużyła na pochwałę.
     Wstałem z drewnianej ławy, opróżniając jednocześnie kufel do samego końca. Potem zwróciłem się do stojącej nieopodal Adair. Doprawdy, wyglądała zjawiskowo w tej sukni, a w roli gospodyni, którą powoli mogłem ją nazywać, podobała mi się jeszcze bardziej.
     - Było... Dobre - przyznałem, nie tak szorstko, jak zwykle. Nie uśmiechnąlem się co prawda, nie podziękowałem, ale nigdy nie przyzwyczaiłem się do używania takich zwrotów. Te słowa musiały więc wystarczyć Adair. Te słowa i kolejny namiętny pocałunek na jej ustach, którym ją obdarowałem, zaraz po lekkim przyciągnięciu do siebie. Znów przypomniałem sobie, że mi jej brakowało. Zaczynałem powoli nienawidzić to niedawno poznane, dziwne uczucie.
     Tego wieczoru, chciałem mieć ją tylko dla siebie. Pragnąłem poznawać ją od początku, bowiem te miesiące wydawały mi się długie niczym lata, przez które zdążyłem zapomnieć, jak wyglądało jej ciało pod osłoną nocy. Jedną sprawą było jednak to, co chciałem, a drugą co mogłem. Nie zażywałem snu od kilku dni i nocy. Byłem okropnie zmęczony, podczas gdy na zewnątrz ledwie zmierzchało.
    - Jestem zmęczony - powiadomiłem, kończąc pocałunek. Odsunąłem się również lekko. - Dziś wieczór w długim domu Jarla jest biesiada. Jeśli Thora będzie u Twego boku, pozwalam Ci się tam udać. - Kolejne niecodzienne zachowanie. Powinienem czuć płomienie pożądania, chęć wzięcia jej sobie właśnie tam, na tej podłodze, lecz... Towarzyszyło mi uczucie podobne do choroby - pomniejsze rany lekko mnie piekły, zbyt długa broda drażniła, a nogi odmawiały posłuszeństwa. Okazało się, że nawet ktoś mego pokroju mógł być zmęczony.  
    Poszedłem do sypialni, z zamiarem zażycia snu. Dziwiłem się co prawda sam sobie, lecz wiedziałem, iż jeśli zobaczę cokolwiek podejrzanego w zachowaniu Adair, bądź mnie w jakiś sposób urazi, nie będę już tak pobłażliwy. Tymczasem, mogła korzystać z mej dobroci, póki byłem zmęczony podróżą, jak i stęskniony za domem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 461
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Sob Paź 31, 2015 1:51 pm




Oczekiwanie na jego reakcję było katorgą. Miałam obawy, ale jednocześnie nadzieję na to, że nie poszło mi tak źle. Liczyłam na to, że aż tak bardzo się nie wścieknie, jeśli okaże się, że nie poszło mi lepiej niż ostatnim razem. Chciałam uniknąć kolejnego ataku wściekłości, ale jednocześnie się na niego szykowałam. Ragnar był raczej wybuchowy, a jego potężna postawa nie wzbudzała ani zaufania, ani spokoju. Wręcz panikowałam, wpatrując się w niego, zwłaszcza z tą blizną na twarzy i ślepym okiem
Na szczęście jeszcze większa ulga odbiła się w moich oczach, kiedy zaczął jeść. Pamiętałam, że kiedy mu nie zasmakowała pieczeń za pierwszym razem, bardzo… brutalnie i groźnie się zachowywał. Teraz było inaczej, spokojnie zjadł, co wzbudziło we mnie dumę z tego, co zrobiłam. Może nie było idealne, ale jednak nie było najgorsze i dało się zjeść. Potwierdził to nikłą pochwałą, która wbiła mnie w ziemię. Nie miałam pojęcia jak miałam zareagować na coś takiego w jego zachowaniu. Nigdy nie przypuszczałam, że jednak może być łagodny i podchodzić do mnie przynajmniej w minimalnym stopniu pozytywnie. Nie ukrywam, że lekko mnie to podbudowało na duchu. Pewnie dlatego tak ochoczo odwzajemniłam pocałunek, którym mnie obdarował. To był mój sposób podziękowania mu za to, że mnie pochwalił.
- Dziękuję, mój panie, ale raczej zostanę tutaj – odezwałam się i odprowadziłam mężczyznę wzrokiem. Nawet jeśli naprawdę chciałabym pójść na biesiadę, powstrzymywała mnie moralność. Ragnar był w dobrym humorze, nie chciałam go zmieniać tym, co mógł uważać, że zrobię, kiedy nie będzie go w pobliżu. Ponadto w Wielkiej Brytanii niezbyt przychylnie patrzono na kobiety, które udały się na zabawę bez swoich mężów, mimo że ci byli obecni. Oczywiście nie mowa tutaj o spotkania w gronie kilku znajomych, ale o ucztach, na których zbierała się śmietanka towarzyska. Zapewne ta biesiada była czymś w rodzaju takiego przyjęcia i nie chciałam iść na niego bez swojego męża. Nie ukrywam, że bardzo chętnie bym wdała się w kolejną dyskusję z Halvarem, ale źle by to wyglądało. Nie chciałam, żeby patrzono na mnie spod byka. Ponadto chyba pierwszy raz nie czułam się obco w swoim domu, kiedy był w nim także Ragnar. Nie chciałam nawet opuszczać teraz domu. Przez dwa miesiące udało mi się do niego przyzwyczaić. Chłód już aż tak bardzo mi w nocy nie przeszkadzał, chociaż nadal czułam te zimne powiewy i czasami miałam nieprzyjemne dreszcze.
Uśmiechnęłam się do samej siebie, kiedy mężczyzna opuścił kuchnię i sama zjadłam pieczeń. Tym razem chyba jakiejś przyprawy dodałam za mało, ale trudno. Miałam jeszcze czas na nauczenie się właściwego porcjowaniu dodatków. Nie miałam na co narzekać, dlatego też równie chętnie zmyłam naczynia i poprosiłam bliźniaczki o nagrzanie wody do kąpieli. Kiedy tylko skończyłam to za co się wzięłam ruszyłam w stronę łaźni. Zrzuciłam suknię i weszłam do prawie gorącej wody. Nie spieszyłam się z kąpielą, przyjemnie było ogrzać się po całym dniu. Przez ostatnie dwa miesiące dużo czasu spędzałam w łaźni, żeby zniwelować chłód, jaki odczuwałam. Przez pierwsze kilka nocy po wyruszeniu na wyprawę przez Ragnara nie mogłam spać. Zwijałam się w kulkę i okrywałam szczelnie narzutą ze zwierzęcych skór, ale to za bardzo nie pomagało. Dopiero później się przyzwyczaiłam. Często jednak przyłapywałam się na myśli, że wolałabym, aby Valgard się pojawił i mnie ogrzewał swoim ciałem tak przez te dwie noce zaraz po ślubie.
Po kąpieli przebrałam się w lnianą suknię do spania, splotłam włosy w warkocza i ruszyłam do naszej sypialni. Nie byłam pewna czy mężczyzna spał, więc starałam się być jak najciszej. Nie chciałam go obudzić, bo nie wiedziałam jak on wtedy zareaguje. Wolałam nie kusić losu, więc ostrożnie stawiałam praktycznie każdy krok. Mężczyzna leżał na łóżku, zajmując jedną ze stron i drugą zostawiając pustą. Praktycznie milcząc uniosłam posłanie do góry i wsunęłam się pod nie, owijając jak najszczelniej. Następnie ułożyłam się wygodnie, skuliłam w sobie i zamknęłam oczy, chcąc oddać się w objęcia Morfeusza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marchewkowecoffie



Liczba postów : 21
Join date : 27/10/2015
Skąd : Goddelau

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Nie Lis 01, 2015 3:46 pm


       Obudziłem się grubo przed świtem, gdy w naszej sypialni panował jeszcze półmrok. W mych ramionach spoczywała śpiąca Adair, którą musiałem do siebie jeszcze przed snem, lub w trakcie przyciągnąć. Ogień w palenisku dogasał, pozostawiając za sobą jedynie popioły.  W pomieszczeniu panował mrok. Zwykle wstawałem zaraz o wschodzie słońca, mój organizm był do tego przyzwyczajony praktycznie od kołyski. Tym razem jednak, zażyłem snu, gdy ledwie zmierzchało. Dlatego też, obudziłem się kilka godzin przed świtem, praktycznie wypoczęty. W teorii, potrzebowałem o wiele więcej, by zregenerować siły fizyczne po tak długiej i wyczerpującej wyprawie.
    Odsunąłem się od Adair powoli, a potem nakryłem skórami. Nie siląc się na ciche kroki, podłożyłem do paleniska. Zresztą, nawet gdybym próbował stąpać ciszej, nie byłoby to możliwe ze względu na mą postawę i rozmiary. Ogień zapłonął na nowo, gdy dodałem nieco tłuszczu niedźwiedzia.
    Narzucając na siebie koszulę, wyszedłem z sypialni i poszedłem do łaźni. Blenda i Borga jeszcze spały w swoim pokoju, więc woda nie była nagrzana, a w całym domu było niemal tak chłodno, jak na zewnątrz. Nie było to jednak dla mnie żadnym problemem. Wziąłem krótką, lodowatą kąpiel, a potem sięgnąłem z wiklinowego kosza nożyce i brzytwę, oświetlając przy sobie wszystko sporych rozmiarów świecą. Przygotowując wodę w małej misie, postawiłem świecę obok niej, na beczce.
      Długą brodę ściąłem całkowicie nożycami, przesuwając następnie po swojej skórze brzytwą, by nie został na niej ani jeden włosek. Potem przyszła kolej na włosy - wpierw je rozczesałem i przemyłem, potem osuszyłem, znów rozczesałem i przyciąłem. Zamiast dotykać mego pasa, sięgały ledwie do łopatek. Może i brak nadmiaru kudłów odebrał mi trochę grozy, jak i stereotypu wikinga, lecz czułem się o wiele lepiej. Poza tym, strasznie niepraktyczne było bieganie z mieczem na polu bitwy, podczas gdy ktoś mógł mnie tak po prostu ściągnąć na ziemię za włosy.
     Po odzianiu się w ubrania codzienne, obudziłem Blendę i Borgę. Były co prawda zaskoczone mą obecnością, ale nie oponowały, tylko zabrały się od razu do pracy - podłożyły ogień na paleniskach w całym domu, przygotowały świeże produkty na śniadanie, nakarmiły zwierzęta hodowlane. Podczas gdy bliźniaczki krzątały się na terenie całego domu, ja wróciłem do sypialni, uprzednio wypijając kufel miodu pitnego. Narąbałem również drewna, zanim postanowiłem zobaczyć się ze swoją małżonką. Wydawało mi się, że Adair wciąż śpi. Leżała na boku, oddychając miarowo. Dopiero co zaczynało świtać, wcale się jej nie dziwiłem. Sam pewnie dopiero bym na nogach był, zbudzony ciepłem panującym w domu i zapachem grzanego wina, lub miodu.
     Przysiadłem przy brytyjce, obserwując, jak niewinnie wyglądała podczas snu. Potem jednak, nachyliłem się nad nią i zbudziłem długim, ciepłym, namiętnym pocałunkiem, podczas to którego nabrałem ochoty, by nadrobić te długie dwa miesiące.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 461
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Nie Lis 01, 2015 4:53 pm




Nie umknęło mojej uwadze, że Ragnar wcześnie zwlókł się z łóżka. Nadal było ciemno i chłodno tak jak praktycznie każdego ranka. Nie miałam jednak ochoty na opuszczenie posłania i chociaż lekko się rozbudziłam, to ponownie udało mi się oddać w objęcia Morfeusza. Mój organizm powoli przyzwyczajał się do wczesnych pobudek, ale dopiero wtedy, kiedy zaczynało się rozjaśniać. Podświadomie wiedziałam, że jeszcze było do tego daleko, więc nie przejmowałam się tym, że już powinnam była się podnosić. Zwinęłam się więc jak najbardziej i już niczym więcej się nie przejmowałam.
Miałam trochę niepokojący sen. Znalazłam się w dziwnej pustce. Odnosiłam wrażenie, że jednocześnie stoję na ziemi i latam w przestworzach. Miałam takie dreszcze, jakie wywoływał wiatr, ale nie czułam go, a włosy mi nie latały. Znalazłam się w znajomym miejscu, ale jednocześnie wydawało mi się całkiem obce. Zewsząd słyszała muzykę typową dla wikingów, ale też i docierały do mnie znajome dźwięki brytyjskich ballad. Obie starały się grać w tym samym rytmie, śpiew też wydawał mi się być tym samym. Wszystko było zsynchronizowane. Trochę spanikowana zaczęłam rozglądać się dookoła, jakby szukając wyjścia i źródła tego wszystkiego. W pewnym momencie nastała kompletna cisza. Nic się przez nią nie przebijało, nawet mój oddech. Przez chwilę nawet zdawało mi się, że ja tak naprawdę nie oddychałam. A potem nagle zaczęło coś bębnić. Systematycznie i w tym samym rytmie.
Poczułam strach. Nie wiem skąd on się brał, ani dlaczego, ale czułam przerażenie i moje serce przyspieszyło. Dopiero wtedy zrozumiałam, że to bębnienie to było odbijane echem bicie mojego serca, które tak samo jak umysł starało się zrozumieć, co się tak właściwie działo. Nic nie widziałam, ale jednocześnie słyszałam wiele. Ostatnim co dotarło do moich uszu był trzask odbijanego metalu o metal, jakby starcie dwóch mieczy.
Kiedy otworzyłam oczy dotarł do mnie dźwięk trzaskającego w palenisku drewna. Przez moment miałam wrażenie, że słuch mam wyostrzony, ale pozostałe zmysły są otumanione. Długo to jednak nie trwało i już po chwili zrozumiałam, że obudził mnie pocałunek. Na początku trochę spanikowałam, bo nie wyczułam brody, która poprzedniego dnia drażniła, ale raczej nikt nie próbowałby się do mnie dobrać pod nieobecność mojego męża. Nikt nie chciał podpadać przyszłego wodzowi, więc nie starali się go sprowokować do zmiany nastawienia względem z nich, które i tak nie było zbyt dobre. Zrozumiałam też, że pomimo tego, iż nasze… współżycie małżeńskie nie zaczęło się zbyt dobrze, to jednak brakowało mi tego charakterystycznego elementu pobudki namiętnym, żarliwym pocałunkiem. Odwzajemniłam więc go równie mocno i przymknęłam ponownie powieki, chcąc jeszcze więcej z tego czerpać. Wolałam, kiedy Ragnar był tak łagodny i spokojny. Wydawał się wtedy naprawdę cudownym mężczyzną i jego wikińskie pochodzenie nie miało znaczenia. Nie chciałam go prowokować do zmiany tego sposobu traktowania mojej osoby.
- Dzień dobry, mój panie – odezwałam się po oderwaniu od niego, kiedy już naprawdę brakowało mi podejścia i podniosłam się do siadu, łapiąc po drodze narzutę, aby za bardzo mnie nie odkryła, wystawiając tym samym na zimno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marchewkowecoffie



Liczba postów : 21
Join date : 27/10/2015
Skąd : Goddelau

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Nie Lis 01, 2015 6:11 pm


     O tak ciepłym powitaniu śnili na wyprawie moi bracia tarczownicy. Zabawiali się i chędożyli dziewki, które im się podobały podczas całego rejsu, lecz po powrocie do osady w Bergen musieli stawić czoła swym kobietom, które chłodnymi wieczorami dbały o potomstwo. Żonaci wikingowie co prawda nie poczuwali się do zachowania tak zwanej wierności podczas wypraw rabunkowych, ale również i tego nie ukrywali. Było to również powodem wielu nieporozumień w świeżych małżeństwach. W ten czas, nie rozumiałem, co oznacza tak żałosne zachowanie, jak ukrywanie prawdy przed żoną.
     Niewybudzona ze snu Adair oddała pocałunek z pasją, jakiej bym się po niej nie spodziewał. Zastanawiałem się, co skłaniało ją do takiego zachowania. Wcześniej była raczej chłodna i żałośnie sztywna w moim towarzystwie, zwłaszcza podczas zbliżeń. To ja musiałem wszystko inicjować, podczas gdy ona chowała się pod wymówkami, których możliwie nie rozumiałem, jako wiking. Może w kraju tchórzy, z którego pochodziła, coś takiego było na porządku dziennym? Nie mnie było oceniać.
     Brytyjka łapała zachłannie powietrze, podczas gdy ja przyglądałem się jej. W lnianej sukni wyglądała tak samo kusząco, jak przed dwoma miesiącami, w odzieniu ślubnym. Wcięcie w dekolcie uwydatniało jej kształty, pokazywało skrawki brzoskwiniowej, miękkiej skóry. Zatęskniłem za tym widokiem. Samym widokiem jednak, nie byłem w stanie się nasycić. Nie po kilku tygodniach przerwy. Oglądanie jej w tak niewinnym, pozornie codziennym stanie sprawiało, że moja krew zaczynała krążyć szybciej, a pierwotne potrzeby dawały o sobie znać. Zeszłego wieczoru byłem zbyt zmęczony, by o tym wspomnieć, lecz tego poranka, nim Borga i Blenda miały zajrzeć do naszej sypialni, miałem zamiar to nadrobić.
     Nie odpowiadając na słodkie słowa Adair, przyjrzałem się jej długo. Drżała lekko przez chłód, mimo ciepłych skór i paleniska w rogu pomieszczenia. Nie zastanawiając się dłużej, zsunąłem z siebie buty, a potem złapałem za krańce koszuli i ściągnąłem ją.
     - Rozgrzeję Cię. - To nie była propozycja, ani pytanie. Mimo tego stwierdzenia jednak, mój głos pozostawał mniej szorstki, a postawa łagodna. To, że nabrałem ochoty na chędożenie, wcale nie oznaczało, jakobym miał nagle zacząć się zachowywać zupełnie inaczej.
      W samych spodniach wsunąłem się pod skórzaną kołdrę i zawisłem nad Adair, obdarowując ją następnie kolejnym pocałunkiem. Moje usta długo i gorliwie pieściły jej wargi, podczas gdy dłonie sunęły powoli po łydkach, jak i udach. Przyjemnie było czuć pod palcami miękką, aksamitną skórę. Zupełnie nie przyszło mi jednak do głowy, że pierwszy raz, Adair miała szansę w pełni skorzystać z tego stosunku, zamiast próbować się wyrwać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 461
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Nie Lis 01, 2015 6:52 pm




Już nie krępował mnie jego wzrok, ani nie przerażał, przynajmniej nie teraz. Zachowywał się… spokojnie i łagodnie względem mnie. Od powrotu taki był i doceniałam to. Pochwalił mnie, więc nie wzbudzał lęku. Dlatego nie ruszałam się, kiedy lustrował moje ciało odziane w lnianą suknię. Wydawał mi się teraz bardziej człowiekiem niż bestią. Osobą, która potrzebowała miejsca spokoju i do odpoczynku po długiej oraz wyczerpującej wyprawie. Odnosiłam wrażenie, że długo czekał na to poczucie bycia we własnym domu, z daleka od podróży, walk i wrogów. Nie zdziwiło mnie więc to, że już po chwili zrzucił z siebie koszulę, sugerując kolejne zbliżenie. Zaczęłam trochę bardziej drżeć, ale można to było odczytać jako chłód. W przeciągu ostatnich kilkunastu godzin nie dał mi powodu do strachu i nie traktował mnie tak… rzeczowo jak na samym początku. Teraz bardziej traktował mnie jak swoją żonę, człowieka. Za to zasługiwał na swego rodzaju nagrodę, jednak najpierw chciałam się dowiedzieć jak duża miałaby być.
Opadłam z powrotem plecami na posłanie, kiedy zwisł nade mną i obdarował kolejnym pocałunkiem. Przez moje ciało przebiegły naprawdę przyjemne dreszcze, o wiele przyjemniejsze niż przed dwoma miesiącami. Nie był brutalny, nie był despotą, który chciał jedynie mnie zerżnąć. Jasne, pragnął tego, ale tym bardziej nie wydawał się do tego podchodzić tak jak przy pierwszych dwóch razach. Sama świadomość tego sprawiła, że w moim podbrzuszu zagościły motele, prezentując pomiędzy nogami efekt jego… łagodności, ale jednocześnie dominacji.
- Mój panie, pozwól że najpierw zadam pytanie – odezwałam się niepewnie kiedy przerwał, spoglądając na niego łagodnym wzrokiem, który sugerował, że nie miałam tym nic złego na myśli. – Mój panie, czy ty… – zaczęłam, ale trudno mi było to dokończyć. Twarz przybrała czerwonego odcienia, a sama zaczęłam odruchowo przygryzać wargę i uciekać wzrokiem przez zawstydzenie. – Czy korzystałeś na wyprawie? – spytałam o wiele szybciej niż miałam zamiar, żeby tylko się nie rozmyślić. Odpowiedź na to pytanie była dla mnie ważna, miała mi powiedzieć jak się za chwilę zachowywać. Chciałam mu dać coś od siebie, coś innego niż tylko strach i bycie bierną. Tylko musiałam wiedzieć w jakim stopniu, a do tego potrzebowałam tego jednego, trzyliterowego słowa.
- Nie – odpowiedział niemal od razu nieco surowym, ale nadal łagodnym tonem. Ulżyło mi, naprawdę i miałam teraz podstawy do zachowania. Nie miało być w ogóle do mnie podobne, ale zasługiwał na to. Dlatego oparłam dłonie na jego torsie i mocno się zaparłam siłą na jego cielsko, które po chwili wylądowało plecami na łożu. Uśmiechnęłam się do niego i uklęknęłam okrakiem nad jego biodrami, nie siadając jeszcze. Następnie złapałam rąbka sukni, ale na moment się zatrzymałam. Wzięłam bardzo głęboki oddech, starając się zignorować rumieńce na twarzy i podciągnęłam materiał lnianej sukni, którą po chwili rzuciłam gdzieś na ziemię, pozostając przed nim nago.
- Mój panie, pozwól – powiedziałam ledwo słyszalnym głosem, bo gula w moim gardle nie pozwalała mi na głośniejszy dźwięk. Mimo wszystko nie czułam się aż tak bardzo komfortowo z tym co robiłam, ale zasłużył. Nie skorzystał z nadarzających się okazji, których na pewno było mnóstwo przez dwa miesiące. Czekał na powrót do domu, jakby nie potrzebował nikogo innego do tego oprócz swojej żony, nawet jeśli nie była wikingiem. Właśnie przez to nachyliłam się nad nim, dalej nie siadając i tym razem to ja zainicjowałam pocałunek. Wsunęłam język w jego usta, zbadałam ich wnętrze i dopóki nie zabrakło mi oddechu nie przerywałam. Kiedy musiałam, oderwałam się od niego i zaczęłam wędrować pocałunkami po jego torsie, pozostawiając ślad swoich ust zwłaszcza tam, gdzie znajdowały się blizny i rany ostatnio nabyte. Zjeżdżałam nimi coraz niżej, aż dotarłam do przyrodzenia, które delikatnie wzięłam pomiędzy wargi i zaczęłam pieścić, starając się jak najbardziej go pobudzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marchewkowecoffie



Liczba postów : 21
Join date : 27/10/2015
Skąd : Goddelau

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Nie Lis 01, 2015 7:26 pm


       Przez całą wyprawę powstrzymywałem się od dotykania innych kobiet, choć okazji do zrobienia tego było naprawdę wiele. Nieważne, jak kuszące były, jak bardzo moje naturalne odruchy mną targały, nie chciałem. Moje ciało nie zmieniło się, wciąż pozostając przy wikińskich obyczajach, ale w głowie zaszły jakieś zmiany. Nie potrafiłem ich zidentyfikować, ani rozszyfrować, ale były i choćbym chciał, nie mogłem się tego wyprzeć. Ta... Farsa, ten ślub z, jakkolwiek inaczej to nazwać, przymusu, jednak wpłynął na mnie w pewien sposób. Nie wiedziałem, czy powinienem być z tego taki dumny.
      Nim zdążyłem choćby poważnie dotknąć Adair zaraz po pocałunku, przerwała mi, zwracając na siebie uwagę. Zaprzestałem wtedy, spoglądając na nią wyczekująco. Przed wyprawą pewnie nawet bym jej nie posłuchał, nie dał dojść do głosu. Dwa miesiące rozłąki zrobiły jednak swoje i tym razem, wpatrując się w jej łagodne, zielone jak igły sosny oczy, słuchałem, choć przyznam, że wolałem wtedy o wiele bardziej przejść do rzeczy, zamienić słowa w czyny. Koniec końców, nie po to czekałem tyle czasu, aby gawędzić w łożu. Wydawało mi się to wysoce niestosowne i wręcz dziwne, zwłaszcza, że pierwszy raz od dawna brytyjka wymówiła więcej niż kilka słów.
     Jej pytanie niezmiernie mnie zaskoczyło. Miała w tym jakiś interes? Dlaczego miałoby to ją obchodzić? I dlaczego robiła się tak soczyście czerwona, gdy o tym wspominała? Pytań miałem wiele, lecz powodów by kłamać, wcale.
    - Nie - odpowiedziałem zgodnie z prawdą, choć szczerze mówiąc, nie w smak mi było spowiadać się ze swych czynów. Nie robiłem to przed samozwańczymi klechami, rodziną, czy braciami i siostrami tarczownikami. Tym razem jednak, zrobiłem wyjątek, specjalnie dla Adair. I, choć sam nie rozumiałem, dlaczego, wyglądała na ucieszoną z odpowiedzi.
    Gdy mnie popchnęła, wrodzony instynkt nakazywał mi od razu wstać i się bronić, choć tak naprawdę nie miałem przed czym. Więc choć moje mięśnie spięły się niebezpiecznie, nie zareagowałem, tylko czekałem, wpatrując się w przyjazne oczy Adair. Jej zachowanie co najmniej mnie zaskoczyło. Zwłaszcza w momencie, gdy choć zawstydzona do bólu, rozebrała się przede mną, a tak właściwie, nade mną. Oglądanie jej ciała w świetle paleniska, w pełnym wydaniu, a do tego z dolnej perspektywy, było więcej niż przyjemne - pobudzało mnie niesamowicie. Mogłem bez oporu oglądać jej smukłą talię, szerokie biodra i jędrne, kuszące piersi.
     Oddawałem pocałunki, chcąc przy tym wstać, zdominować ją, ale wręcz unieruchamiała mnie swymi działaniami. A gdy schodząc pocałunkami niżej dotarła do mego krocza, z którego pozbyliśmy się spodni, poczułem coś, czego nie miałem okazji wcześniej poznać - zdrowe podniecenie, spowodowane czyimiś pieszczotami. Zwykle to ja kogoś dotykałem, a reakcje danej osoby wywoływały u mnie natychmiastową erekcję. Tym razem, było inaczej. Tym razem, to ja byłem zdominowany.
     Niech mnie Odyn piorunem trzaśnie, jeśli kłamiąc powiedziałbym, że nie musiałem przygryzać dolnej wargi, by powstrzymać się od jęku rozkoszy. Jej usta i sprawny, mokry język doprowadzały moje ciało nie tylko do zdrowego mrowienia, czy migrowanej przyjemności, ale i samego szału. Pragnąłem jej kurewsko bardziej, kiedy rozkosz, zaskoczenie i ucisk na członku mieszały się ze sobą. W końcu, po kilku minutach pieszczot, moje przyrodzenie było twarde i gotowe, i choć nie miałem najmniejszej ochoty jej przerywać, zrobiłem to, łapiąc za ramiona i przyciągając mocno ku sobie, znów dominując. Zawisłem nad nią, opierając się dłońmi o skóry, a potem pocałowałem.
    Tym razem, gdy w nią wchodziłem, nie było we mnie tej brutalności. Zachowałem gwałtowność, ten dziki, wikiński temperament, ale wciąż emanowałem spokojem, choć nakręciła mnie tak, że byłbym w stanie zrobić dla niej wszystko. Składając pocałunki na jej szyi, przygryzając małżowinę, zacząłem poruszać biodrami, będąc w jej wnętrzu. Kolejne fale rozkoszy przeszyły mnie, gdy narzuciłem szybkie, mocne tempo. Pragnąłem jej, pragnąłem do bólu.
    Możliwie Blenda i Borga usłyszały jęki i skrzypienie łóżka, ale szczerze mówiąc, chuj mnie to obchodziło. Wpadłem w swego rodzaju amok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 461
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Nie Lis 01, 2015 7:55 pm




Starał się powstrzymywać jęki, które cisnęły mu się na usta i wychodziło mu to, ale ja wyczuwałam, że moje działania miały zamierzony skutek. Językiem pieściłam jego przyrodzenie, wsuwałam je głębiej w usta i wysuwałam, jednocześnie przytrzymując je jedną ręką. Drugą sunęłam po jądrach, chcąc sprawić Ragnarowi jak najwięcej przyjemności, bo wiedziałam, że mu się to podobało. Ku memu własnemu zdziwieniu, mnie także. Pierwszy raz nie myślałam o tym, że wykorzystuje mnie wbrew mojej własnej woli i mogłam z tego czerpać o wiele więcej niż ból przemieszany z przyjemnością. Sprawiało mi to swego rodzaju radość i chociaż jego członek był wielki oraz drażnił moje gardło, nie przerywałam. Dopiero to zrobiłam, kiedy mężczyzna złapał mnie za ramiona i pociągnął tak, że przyrodzenie wypadło z moich ust.
Zanim zdążyłam przetrzeć swoje wargi, zamknął je pocałunkiem, który bardzo chętnie odwzajemniłam. Rozsunęłam nogi, po czym poczułam jak we mnie wchodzi. Moje ciało automatycznie wygięło się w łuk, a z gardła prawdopodobnie wydostałby się głośny jęk, gdyby nie były zatkane przez Valgarda. Chyba pierwszy raz tak dobitnie docierało do mnie jak cholernie przyjemny był ten akt. Ciało praktycznie się ciebie nie słuchało, oddech i serce szalały, a rozkosz tak bardzo przejmowała kontrolę. Praktycznie oczu nie mogłam otworzyć, bo zbyt dobrze się czułam. O wiele lepiej niż przy poprzednich dwóch razach. Wtedy było przyjemnie, ale myślami byłam przy tym, że mnie zmuszał. Teraz poniekąd sama się na to zgodziłam i chociaż był łagodniejszy, to dalej miał ten swój wybuchowy, wikiński temperament.
Ręce miałam tak rozluźnienie, że odnosiłam wrażenie, iż żaden mięsień nie chce działać, ale udało mi się je podnieść tak, żeby oprzeć się nimi o plecy Ragnara. W zasadzie bardziej bym powiedziała, że wbiłam się w jego skórę, instynktownie szukając jakiegoś podparcia. Z nogami było podobnie. Praktycznie ich nie czułam, ale byłam w stanie je unieść i opleść nimi biodra wikinga. Odniosłam wrażenie, że dzięki temu ułatwiłam mu dostęp i wchodził jeszcze głębiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marchewkowecoffie



Liczba postów : 21
Join date : 27/10/2015
Skąd : Goddelau

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Nie Lis 01, 2015 8:35 pm


     Prawdopodobnie po raz pierwszy stopiliśmy się w jedność za porozumieniem stron. Nie musiałem być despotyczny, by zarządać, czy wymusić to zbliżenie. Wyczuwałem, że Adair równie ochoczo mi się poddała, co ja chciałem ją posiąść. Pozwalała mi poznawać siebie i sama otwierała wszelkie wrota, dzięki czemu nie musiałem przebijać się przez wszystko siłą. Miałem wrażenie, że zrozumiała, iż warto pogodzić się ze swoim położeniem, cieszyć się seksem, zamiast żyć w przekonaniu, że czynię jej największą krzywdę, chcąc jakiegokolwiek zbliżenia. Przynajmniej tak to wyglądało.
     Czułem, jak paznokcie Adair wbijają się w moją skórę na plecach, przebijając ją niemal i kalecząc. Tym razem jednak, nie z bólu, a przyjemności. Gdy wchodziłem w nią raz za razem, jeszcze głębiej, niż zwyklel, zawiesiła nogi na mych biodrach, ułatwiając mi dostęp jeszcze bardziej. Zaangażowała się w ten stosunek równie mocno, co ja, a to napawało mnie satysfakcją mieszającą się z czystą rozkoszą. Ta chwila wydawała się być inna, niż nasze dwa poprzednie zbliżenia. Im towarzyszyło moje wrodzone okrucieństwo, barbarzyństwo, którego niepotrafiłem się wyzbyć, choćbym bardzo tego chciał. Ten moment przypominał zupełnie coś innego. Nie potrafiłem znaleźć odpowiednich słów, ale na język cisnęło mi się coś, czym Torrygg określił swoje długoletnie małżeństwo z Frigerdą - Harmonia.
    Kiedy rozłączyłem nasze usta, nie zatrzymując stosunku, do mych uszu dotarły słodkie pojękiwania Adair. Pod wpływem chwili i podniecenia, podparłem się dłońmi o ręcznie rzeźbione obramowanie łóżka, zaciskając na nim palce i po chwili przerwy, zacząłem poruszać biodrami mocnym, gwałtownym tempem, wsłuchując się w te słodkie dźwięki. Było mi obojętne, że przy pracy moich mięśni i bioder, łoże naprawdę zaczęło skrzypieć. Skrzypieć tak głośno, że zapewne słychać to było w całym domu.
     Mgiełka potu ogarnęła moje ciało, gdy po około godzinie przerywanego, z premedytacją wydłużonego przeze mnie stosunku, szczytowałem we wnętrzu kochanki. Ogarnęła mnie wtedy ta przyjemna błogoś, ukłucie rozkoszy, które przez dwa miesiące były jedynie wspomnieniem.
      Opadłem na plecy obok Adair, dyszcząc głośno. Na zewnątrz było już bardzo jasno, tarczownicy wyruszali na wyprawy, a rolnicy zajmowali się polami. Ja natomiast, pierwszy raz od dawna, nie miałem ochoty ruszać się z łoża. Pragnąłem wypoczywać, trzymając w objęciach swą kobietę. Czekało na mnie co prawda kilka zadań, którymi syn wodza mógł się poszczycić, lecz niekoniecznie chciałem do nich wracać. Nawet, jeśli były one odpowiedzialniejsze, niż praca zwykłego wojownika.
     Przymknąłem oczy, wyrównując oddech. Zapowiadał się bardzo udany poranek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 461
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Nie Lis 01, 2015 8:58 pm




Byłam jednocześnie w swoim ciele, targana rozkoszą, ale i poza nim obserwując wszystko ze świata pełnego przyjemności. Spazmy obu tych uczuć przejmowały nade mną kontrolę i zabierały gdzieś, gdzie nawet nie marzyłam, że się znajdę. To było coś niesamowitego. Czułam się tak, jakby nasze dwa ciała, splecione ze sobą w tańcu erotyczny, tworzyły jedność. Harmonia wypełniała całe pomieszczenie i nie miałam nic przeciwko temu, że prawdopodobnie w całym domu nas słyszano. W zasadzie chciałam, żeby tak było, bo miałam wtedy dowód na to, że to nie był tylko mój sen. Oboje się zaangażowaliśmy w podobnym stopniu i oboje, pomimo pewnej łagodności, czerpaliśmy z tego o wiele więcej przyjemności. Była brutalność, ale inna niż przed dwoma miesiącami. Tym razem po prostu sex nas doprowadzał do granic możliwości, momentami przejmując nad nami całkowitą kontrolę. Chciałam, aby ten taniec trwał jak najdłużej, aby pochłonął nas w całości.
Łoże zaczęło skrzypieć, a niedługo po nim moje jęki były głośniejsze. Zdawało mi się, że tworzyły jedność z sapnięciami Ragnara, że wydostawały się dokładnie tak samo. Zupełnie tak, jakbyśmy tworzyli duet na scenie, ale prywatnie. Nikt nie miał prawa wtargnąć do naszego wspólnego świata, było niedostępnie dla wszystkich oprócz mnie i jego.
Nie wiem ile to trwało, ale przez zabieg Valgarda dłużej niż przy poprzednich dwóch razach. Kiedy przerywał myślałam, że już więcej nie zniosę, że nie mam siły na kolejne Ograszki. Za każdym razem jednak udowadniał mi, że się myliłam. Zaczynał od nowa, a ja znowu odczuwałam ten sam brak kontroli, tę samą rozkosz i podniecenie, co przed przerwami. Czasami nawet o wiele intensywniej niż poprzednio. W końcu jednak nie dałam rady. Osiągnęliśmy orgazm praktycznie w tym samym momencie. Poczułam znajome uczucie lepkości w kroczu, a potem pustkę. Całe moje ciało ozdabiały plamy potu po odbytym stosunku. Oddech był szybki, płytki i czasami go w ogóle nie odczuwałam. Leżałam na posłaniu, nawet nie mając siły na okrycie się narzutą. Oczy miałam jakiś czas zamknięte. Otworzyłam je dopiero wtedy, kiedy moje ciało odzyskało trochę siły. Usiadłam wtedy, złapałam nakrycie i nasunęłam na naszą dwójkę, kładąc się na torsie mężczyzny. Głowę ułożyłam na nim i zaczęłam delikatnie błądzić palcami po jego skórze. Czułam jak pojawiały się na nim ciarki i mimowolnie się uśmiechałam. Przyjemnie było wiedzieć, że tak bardzo na niego działałam. Kusiło mnie, żeby powiedzieć, iż cieszę się z jego powrotu, ale nie miałam jeszcze na to siły. Pozostałam więc w tej pozycji do momentu, w którym do pokoju nie weszły bliźniaczki, zachowujące się nieco… dziwnie?
- Proszę wybaczyć Panie, ale przypominamy o spotkaniu ze starszyzną – powiedziała jedna z nich, a ja niemal od razu zsunęłam się z mężczyzny, żeby mógł się podnieść. Dziewczyny opuściły naszą sypialnię, a ja spojrzałam na Ragnara, zastanawiając się nad tym, czy zaproponować mu wspólną, poranną kąpiel. Kusiło mnie to, ale jednocześnie nie byłam pewna czy to był odpowiedni moment. Mogło być na to za wcześnie, a psuć jego nastroju nie chciałam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   

Powrót do góry Go down
 
Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Archiwum-
Skocz do: