IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Sob Lut 27, 2016 9:46 pm

Cedrick westchnął wprost w usta Calvina, gdy poczuł dość silny ból na jednej ze swych warg. Nie był zły, choć w reakcji na ten śmiały gest ze strony chłopaka, uraczył go silnym pchnięciem, a przy tym zacisnął mocniej dłoń zajmującą się członkiem chłopaka. Nie miał zamiaru się wstrzymywać, a już tym bardziej przestać, tylko dlatego, że za drzwiami był Allan. Uśmiechnął się podle, widząc z jakim trudem brunet powstrzymuje się od wydawania z siebie coraz to głośniejszych dźwięków, a uśmiech ten niepowstrzymanie pogłębił się, kiedy do cichych pomruków dołączył zduszony szept.
Nie dowie się – wymruczał wprost do calvinowego ucha, by zaraz po swych słowach przygryźć jego płatek. Warknął z uniesieniem, czując wbijające się w kark paznokcie i zgodnie z niewypowiedzianym życzeniem młodszego, począł rżnąć go jeszcze mocniej i szybciej. W końcu przeniósł dłoń z silnie sterczącego członka na chude biodro, by po przeciwnej stronie zrobić to samo z drugą i obiema silnymi, dużymi dłońmi jeszcze bardziej dociskać drżące ciało chłopaka do własnych bioder. Usta rudzielca zajmowały się zachłannie smukłą szyją, na której wciąż lekko widoczne były ślady po długich palcach Allana, a Cedricowe zęby śmiało podkreślały delikatne smugi niedelikatnymi ugryzieniami. Wchodził głębiej, wiedząc, że doprowadza swego kochanka do szaleństwa, a co więcej, ten nie pozostawał mu dłużny, zaciskając swój ciasny tyłek tak mocno wokół dużego członka. Oderwał się od szyi bruneta, by móc bezczelnie wpatrywać się w pełną rozkoszy twarz Calvina. Jego paznokcie bezlitośnie wbijały się w zgrabne biodra, równie bezdusznie dociskając je do swoich własnych.
Tymczasem po drugiej stronie drzwi, Allan w dobre, niczego nieświadom zbierał w dłonie zapasy na dzisiejszy wieczór i właściwie już miał wychodzić, gdy do jego dość czujnych uszu dotarły osobliwe i zdecydowanie charakterystyczne jęki. Spojrzał przez ramię za siebie, wlepiając szare spojrzenie w zamknięte drzwi łazienki i w międzyczasie kiwania głową na słowa kolegi wracającego do pokoju, sam cofnął się, by podejść we wspomniane miejsce. Uśmiechnął się pod nosem, nie mając już złudzeń co do tego jakie akty odbywają się właśnie w toalecie Cedricka i jak sądził, z jego właśnie udziałem.
I to rozumiał. Zdrowy facet, pieprzący w łazience chętną pannę, był dla Allana całkiem normalnym, a wręcz pożądanym zjawiskiem. Gdyby tylko to jego brat znajdował się za tymi drzwiami, robiąc to, co robi właśnie Cedrick, nie miałby do niego absolutnie żadnych pretensji. Nawet by go pobłogosławił, byleby tylko nie walił sobie pod prysznicem. Powinien brać przykład z ich, teraz już wspólnego sąsiada.
Nie był do tego stopnia skrzywiony, by stać pod drzwiami kumpla i słuchać jak bzyka się z jakąś cizią, więc nawet nic nie mówiąc, westchnął z lekkim rozbawieniem i cofnął się w kierunku drzwi do kuchni, których to jednak nie zdążył przekroczyć, gdy przed nim pojawiła się znajoma burza rudych loków.
Cedrick jeszcze nie wrócił? – Cornelia z lekkim zainteresowaniem rozejrzała się po pokoju, w międzyczasie biorąc od swego chłopaka dwie butelki, które niebezpiecznie balansowały do tej pory pomiędzy silnymi ramionami.
Właśnie dyma w łazience jakąś laskę – odparł wystarczająco głośno, by delikwenci we wspomnianym pomieszczeniu mogli usłyszeć i śmiejąc się w reakcji na pełne zniesmaczenia skrzywienie dziewczyny, minął ją, opuszczając pomieszczenie. Cornelia poszła w jego ślady, zamykając za sobą drzwi.
Cedrick, gdyby nie był tak mocno zajęty dymaniem brata swego najlepszego kumpla, zaśmiałby się w głos. Odłożył to jednak na później, poświęcając całą uwagę Calvinowi, którego ciasna dziurka doprowadzała Rudzielca do obłędu. Czuł zbliżające się spełnienie i nie miał zamiaru go już dłużej powstrzymywać. Pogłębił zachłannie pocałunek Calvina, przy czym z trudem powstrzymał chęć zaciśnięcia swoich zębów na jego kuszących wargach. Mimo zamroczenia ogromem przyjemności, miał na uwadze to, że gdyby obydwoje wrócili z charakterystycznymi rankami na ustach, zbyt oczywistym stałoby się kto też przebywał w tej łazience z Cedrickiem. A tego przecież nie chcieli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Nie Lut 28, 2016 12:46 pm

Cedrick pieprzył go tak, jak Calvin lubił. Bez zbędnego gadania, bez tej całej romantycznej otoczki, której chłopak wcale i od nikogo nie oczekiwał. Zaczął godzić się z tym, że to rudy posuwał jego, a nie na odwrót i ten stan rzeczy w pewnym momencie zaczął mu już całkiem odpowiadać. Naprawdę szkoda by było, gdyby ich znajomość skończyła się na tym jednym razie, w końcu Calvin umiał to i owo, zwłaszcza językiem, czego nie omieszkał udowadniać za każdym razem, gdy Cedrick znów zaczynał go całować. Chciał sprawić, żeby mężczyzna zapragnął poczuć te wilgotne, rozpalone usta w zupełnie innym miejscu. Jęknął głośniej, gdy dłoń zacisnęła się mocniej na jego członku.
Skinął głową nie do końca uspokojony, ale w tej chwili Allan mógłby tu wparować, a on i tak kazałby Cedrickowi się pieprzyć. Mógł sobie tylko wyobrażać minę, jaką zrobiłby na ten widok. Biorąc pod uwagę jak bardzo wkurwił się przyłapując brata na waleniu sobie pod prysznicem... Wątpliwe było, że chciałby zobaczyć, że tym razem to najlepszy kumpel wali jego bratu, jednocześnie rżnąc go bez żadnego wytchnienia. Calvin zaklął cicho mocniej zaciskając palce na skórze mężczyzny. Z bezczelnym uśmiechem popędzał go, bezgłośnie domagając się coraz więcej. Doskonale wiedział, że zostawi ślady na ciele Cedricka, ale robił tu za laskę, więc miał ku temu prawo. A potem niech Allan docieka, która była tak napalona, że chciała rudego oznaczyć na milion różnych sposobów.
Spocone plecy ocierały się mocno o kafelki w łazience, które już dawno przestały być zimne, nagrzewając się pod wpływem ciepłego ciała. Calvin momentami wyobrażał sobie, że to Allan go rżnie. Ale Cedrick potrafił zadbać o to, żeby jego panienka nie myślała o nikim poza nim, przynajmniej w tej chwili. Był skupiony na tym, by nie wydawać z siebie głośniejszych odgłosów - co za tym idzie - spięty i wyjątkowo ciasny. Wbrew pozorom nie dawał dupy na prawo i lewo. No... tylko czasem... Z coraz większym trudem przychodziło mu kontrolowanie się i całe szczęście, że usłyszał trzaśnięcie drzwiami po Allanie, który nareszcie zdecydował się wyjść. Chyba wieki kręcił się po tym pokoju. W tym momencie Reeve przestał się ograniczać, ciche pomruki i głośniejsze jęki niechybnie świadczyły o tym, że także jest blisko. Szarpnął rude włosy i oderwał Cedricka od siebie z wrażeniem, że lada chwila by się udusił, gdyby jeszcze choć sekundę mężczyzna gwałciłby mu usta językiem. Nie mógł wręcz oddychać. A i nie zamierzał pozbawiać się przyjemności obcowania z jego wargami; nakierował jego usta na swoją szyję i okolice ucha. Chciał, żeby go ugryzł, podrapał. Potrzebował jakiegoś silniejszego bodźca, by skończyć, ale wiedział, że musi się ukrywać przed bratem i nie byłby to dobry pomysł. Nie chciał kierować na siebie jego podejrzeń.
Złapał rękę rudego i ułożył ją sobie na szyi. Nie musiał zaciskać palców, wystarczyła świadomość, że tam jest. Calvin spojrzał zamglonymi oczyma na kochanka i objął go nogami jeszcze szczelniej, by wszedł jeszcze i jeszcze głębiej. Był duży, mimo podniecenia odczuwał ból, ale wcale mu to nie przeszkadzało. Nie mogąc dłużej się hamować maksymalnie mocno zacisnął się na członku nowego kolegi i wydal z siebie przeciągły jęk. Czując gwałtowne skurcze na moment zmusił Cedricka, żeby przestał go posuwać. Jego własne nasienie znalazło się na brzuchach ich obu.
— Ja pierdolę... — Reeve drżał mocno próbując dojść do siebie jak najszybciej. Palcami zebrał nasienie ze swojego ciała i nie zastanawiając się wiele wsunął je do swoich ust, na zakończenie robiąc rudemu małe show. Poruszył biodrami dając mu do zrozumienia, że chce, by skończył w nim i uśmiechnął się w ten typowy dla Reeve'ów sposób, jak spełniony psychopata. Mokre palce wysunęły się spomiędzy calvinowych warg i wsunęły pomiędzy te należące do Cedricka. Z rozmysłem zaczął je wsuwać i wysuwać, jakby sam pieprzył jego usta. — Mogę ci obciągnąć, jeśli chcesz — przymrużył lekko oczy — albo zostawić to na dalszą część imprezy. Jakbyś znów chciał ze mną... zapalić...

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Sob Mar 12, 2016 9:35 pm

Rudzielec niedługo po wyjściu Allana poczuł jak wnętrze Calvina zaciska się na jego członku, przy czym sam z trudem zdołał powstrzymać własne spełnienie. Zapomniał o gumce, w związku z czym nie chciał dochodzić we wnętrzu swego kochanka, a przynajmniej brał pod uwagę, że ten może mieć później żal. Widząc jednak jak ciasno Calvin obejmuje jego biodra, dając do zrozumienia, że ma gdzieś brak zabezpieczenia, uśmiechnął się zdawkowo i znów począł go szybko, mocno rżnąć. Niewiele brakowało mu do spuszczenia się wewnątrz brata swego przyjaciela, dlatego też nie myślał o tym, by z niego wychodzić, nawet jeśli propozycja bruneta była niezwykle kusząca. Szczególnie, gdy patrzył na mokre palce wsuwające się w wilgotne usta i sprawny język manewrujący pomiędzy nimi. Allan miał naprawdę udanego brata, aż dziw bierze, ze tak bezwstydny gnojek niemający nic wspólnego z heterykami, uchował się w rodzinie Reeve’ów. Nieustannie rżnąc swe nowe, udane odkrycie, bez protestu przyjął długie palce pomiędzy własne wargi, w półuśmiechu juz za chwilę zaciskając zęby na delikatnych opuszkach. Przy akompaniamencie mocnego pchnięcia, zaglądając w ciszy w oczy swego kochanka, westchnął przeciągłe, spuszczając się obficie w jego ciepłe wnętrze.
Wrócimy do tej rozmowy – obiecał z tym samym znaczącym uśmiechem, szepcząc swe słowa do ucha Calvina, które to przygryzł po raz ostatni, przynajmniej na kilka następnych godzin. Uścisk jego dłoni na szczupłych biodrach zelżał, dość delikatnie wypuszczając chłopaka z objęć. – Weź prysznic. – Po tych krótkich słowach sam obmył szybko swe ciało i juz nie zwracając uwagi na towarzysza, przebrał się, po czym podążył do sąsiedniego pokoju, z którego to docierały już głośne dźwięki muzyki i rozbawionego towarzystwa.
Allan również bawił się w najlepsze, nie szczędząc sobie whisky, którego nalewał również swej towarzyszce i paru innym osobom, bowiem znaczna większość preferowała wódkę, która jak powszechnie wiadomo, poniewierała szybciej i mocniej. Jej jednak Allan nie zwykł pić, bowiem to zawsze nienajlepszej się kończyło. Złoty płyn w jego szklance zdecydowanie miał lepszy wpływ na umysł, który juz i bez alkoholu nie działał zgodnie z ogólnie przyjętymi normami.
Skierował swe szare tęczówki w stronę drzwi, w których to pojawił się jego drogi przyjaciel, zdecydowanie wyglądający jakby właśnie doświadczył bardzo dobrego seksu. Jego włosy były zmierzwione, a twarz i charakterystyczny uśmiech wyraźnie mówiły „zaliczyłem”. Allan rzucił mu wymowne spojrzenie i zaśmiał sie, polewając kolejna kolejkę jak na gospodarza przystało.
Teraz nadrabiaj. – Ze swobodą podał kumplowi napełniony po brzegi kieliszek, po czym z lekkim zastanowieniem rozejrzał sie po pokoju. – Cal ci potowarzyszy. – Uśmiechnął sie znacząco, poświęcając chwile na myśl o swym bracie, który wciąż nie wrócił. Dla niego również nie zamierzał mieć litości. Chciał zobaczyć, czy trochę przetrenowali go w tej nieszczęsnej Barcelonie.  W końcu teraz, żyjąc a akademiku, na dodatek w tym pokoju, będzie musiał nauczyć sie porządnie pic. Juz on tego dopilnuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Nie Mar 13, 2016 4:34 pm

To było mocne. Zajebisty początek wieczoru, już dawno nikt go tak nie pieprzył. Calvin nieco się uspokoił i pozbył napięcia. Oddychał ciężko, wyraźnie zmęczony przeżyciem. Cedrick był świetny, aż nie do wiary, że ktoś taki uchował się przy Allanie. Reeve po swojej propozycji już się nie odezwał; wskoczył pod prysznic jakby robił to setki razy. Puszczał z nieznajomymi i mył w ich łazience. Puścił lodowatą wodę, by ochłonąć. Był nieco obolały; zupełnie nieprzygotowany na rozmiary rudzielca, ale nie przeszkadzało mu to. Lubił, kiedy ból mieszał się z przyjemnością.
Skorzystał z czystego ręcznika poskładanego na szafce i z powrotem wskoczył w swoje ubranie. Czuł się pełen energii i gotowy na imprezę. W znacznie lepszym nastroju niż dotąd.
Jedyne co go zdradzało, to błyszczące oczy i jeszcze nabrzmiałe usta. I zapach żelu pod prysznic Cedricka. Ale kto by zwracał uwagę na takie pierdoły?
Do pokoju Allana przyszedł kilka minut po swoim nowym znajomym. Z lekkim uśmiechem wsunął się na miejsce obok niego, nie dlatego, że kierowały nim sentymenty, ale po prostu było wolne. Doskonale potrafił udawać. Złapał po drodze piwo i otworzył je jednym palcem, a potem połowę opróżnił za jednym zamachem.
Szczerze mówiąc nie spodziewał się, że będzie tyle ludzi. Całkiem sporo. Calvin preferował bardziej kameralne imprezy, gdzie mógł być bardziej zauważalny, ale... tu też nie było źle, mógł parę razy zupełnie niespostrzeżenie zacisnąć zaczepnie palce na udzie rudego. Druga runda w przerwie od chlania? Czemu nie.
Nie, jednak wzbudzał zainteresowanie. Nie od razu to zauważył, bowiem nie przywykł do towarzystwa dziewcząt. Wydawały mu się mało atrakcyjne i to nie je obdarzał zainteresowaniem, co szybko, choć z żalem, wyłapywały. Ale teraz alkohol grał pierwsze skrzypce i najwyraźniej to był szczegół, który postanowiły ominąć. Calvin porwał rękę z uda Cedricka w sekundzie, w której poczuł dwie sporawe wypukłości na swoich plecach. Zerknął w tył bardziej poirytowany niespodziewanym wtargnięciem w jego strefę intymną blondwłosej laski, która albo powinna była pozwać solarium o odszkodowanie, albo... nie nadążał za modą. Być może w jakichś kręgach (sądząc po rzucanych w jej stronę męskich, pełnych pożądania spojrzeniach) uchodziła za atrakcyjną, ale zdecydowanie nie była w typie Calvina. Jeśli w ogóle interesowały go dziewczyny, to te o jasnej, delikatnej skórze i chłodnej urodzie. I w miarę możliwości płaskie. Nie był fanem wylewających się damskich wdzięków, a został nimi przytłoczony.
- Cześć, jestem Monique. Nie miałam pojęcia, że Allan ma takiego podobnego brata! - prawie wykrzyknęła wsuwając dłoń o długich tipsach w jego świeżo wystrzyżone włosy. - Allan, polej mu, chyba jest ostatnim trzeźwym! - zaśmiała się, w swoim mniemaniu, seksownie, po czym pozwoliła sobie zająć miejsce na kolanie Calvina. Takie dziewczyny same wyciągały ręce po to, czego chciały; jeśli chodzi o tę kwestię, Cal był romantykiem. Ulegli faceci dopominający się o uwagę... tak. Kobiety... nie.
Chłopak dopiero teraz dał sobie zgodę na to, by bez obaw spojrzeć na swojego brata. Dotąd próbował unikać jego spojrzenia, by nie wyczytał z niego za dużo. A teraz... zdecydowanie było na co popatrzeć i widoku nie psuła mu nawet rudowłosa pirania uczepiona go jak rzep psiego ogona. Uśmiechnął się do niej sztucznie. Miał nadzieję, że laska się szybko upije i zaśnie w jakimś kącie.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Wto Mar 29, 2016 3:54 pm

Zabawa trwała w najlepsze, alkohol lał się litrami, a towarzystwa przybywało z chwili na chwilę, bo jak się okazało wieść o imprezie u Allana znów rozeszła się dalej niż początkowo zakładano. Calvin nie był więc ostatnią osobą przybyłą do pokoju, w którym ostatecznie pomieściło się więcej osób niż przewidywał to architekt ustalając metraż. Allanowi bynajmniej to nie przeszkadzało, szczególnie, że był już przyzwyczajony. Nie wiedział nawet kiedy imprezy w jego pokoju stały się tradycją tego akademika, ale nie przykuwał do tego większej wagi. Ważne było to, że zarządcy nie ingerowali, a uczniowie mieli gdzie pić, reszta się nie liczyła. Brunet tego potrzebował. W przerwach od pracy, od codziennych obowiązków i nierzadkiego zadręczania się myślami, koniecznie musiał się zresetować. Resetem tym były właśnie podobne chwile spędzone w towarzystwie znanych, mniej znanych i nigdy niepoznanych osób, zakrapiane gęsto mocnym i mocniejszym alkoholem, głośne, bez granic. Mógł odpocząć wtedy od absolutnie wszystkiego, mógł też odpierdalać co chciał, bo nie brakło tu świrów, którzy po alkoholu zmieniali się w dzikusów, których życiowym celem staje się udowodnienie, iż skok z trzeciego piętra przez okno można przeżyć bez większych obrażeń. Na szczęście nie brakło też tych, którzy ogarniali pierwszych i w ten sposób wszystko się równoważyło, a zabawa mogła trwać dalej bez przeszkód. W tych chwilach Allan lubił swoje życie najbardziej.
Siedział naprzeciwko brata, lecz nie zwracał na niego zanadto uwagi. Pilnował jedynie, by ten nie omijał kolejek i pił równo z innymi, czasem w podwójnej dawce w ramach kary za spóźnienie. Ale i tego nie musiał doglądać tak skrupulatnie, bowiem obok jego młodszego braciszka siedział nie kto inny, jak Cedrick – facet z najmocniejszą głową w każdym towarzystwie i jednocześnie osoba, obok której siedząc, nie można pozostać trzeźwym, ani nawet wstawionym. Przez chwilę nawet zaczął się martwić o brata, jednak był to zaledwie ułamek sekundy, po którym przypomniał sobie, że ten nie jest już dzieckiem, a w wolnych chwilach pociąga tequilę z butelki.
Paradoksalnie, im więcej pił, tym bardziej normalny się wydawał. Uśmiechał się, śmiał i rozmawiał jak człowiek z każdym, kto się do niego zwrócił. Dyskutował na ważniejsze i te mniej znaczące tematy, za każdym razem okazując swą inteligencję w sposób niewymuszenie naturalny. Jego argumenty niezależnie od ilości wypitego alkoholu były solidne i poparte faktami, głos pewny i twardy, a język niesplątany żadną ponadprogramową kroplą trunku. Gdy się wypowiadał, mimo całego zgiełku, osoby które akurat były zainteresowane tematem, z uwagą słuchały, a gdy już ktoś chciał przeszkodzić, szybko milkł ścięty pogardliwym spojrzeniem bladoszarych tęczówek. Allan otoczony był przytłaczającą aurą dominacji, która pasowała do niego tak idealnie, jakby poczęty został w tej pięknej otoczce.
Nawet Cornelię traktował z większym szacunkiem. Obecnie siedziała na jego kolanach, obejmując zaborczo szyję i rzucając mordercze spojrzenia każdej panience, która śmiała na dłużej zawiesić wzrok tam gdzie nie powinna – to znaczy rzecz jasna, na Allanie. Ten zaś nic sobie z tego nie robił. Ze swobodą obejmował smukłą talię dziewczyny, w przelocie odwzajemniając jej pocałunki, gdy nagle zebrało jej się na czułości. W którymś momencie przestał rozmawiać z resztą i poświęcił większość uwagi dziewczynie, dolewając jej do drinka. Wiedział, że za chwilę będzie musiała iść i choć nieszczególnie zależało mu na tym by została, nie uciekał od jej próśb o trochę zainteresowania. Zawiesił więc wzrok na ślicznej twarzy, odpalając papierosa, by z zaangażowaniem połączyć ich usta w studenckim pocałunku. W tym momencie żałował, że pokój jest pełny ludzi, lecz nie nakłoniło go to do odejścia od stołu i skorzystania choćby z pokoju sąsiada. Gdy skończyli zażarte częstowanie się dymem papierosowym, szare tęczówki w końcu na dłużej utknęły w Calvinie atakowanym przez Monique. Allan znał dziewczynę i nie mógł zrobić nic więcej jak tylko uśmiechnąć się z politowaniem. Szczupłą blondynkę o nienagannej figurze, lecz stanowczo zbyt dużej ilości samoopalacza i szpachli, do tej pory zdążyła przelecieć większa część akademika. Jak widać, postanowiła zaliczyć też tę pozostałą, a dzisiejszą ofiarą stał się nie kto inny jak Calvin, który – swoją drogą – cieszył się dużym zainteresowaniem również tej mniej przystępnej części kobiet siedzących w pomieszczeniu.
Nie jesteśmy podobni – mruknął bardziej do siebie niż do pijanej dziewczyny, patrząc na nią mało przychylnym wzrokiem. Zaraz jednak uśmiechnął się nieco krzywo, w ten swój seksowny, typowo allanowy sposób, by sięgnąć po wódkę i nalać jej do kieliszka brata. Stawiając go przy dłoni bruneta, zawiesił swe metaliczne tęczówki na jego twarzy, przeciągle zaglądając w znajome oczy. Jego uśmiech nabrał nieco innego, mniej przyjemnego, jakby dwuznacznego wyrazu. Sam chyba nie wiedział czemu miało to służyć, choć najpewniej można było to odebrać jako porozumiewawcze "skorzystaj z któregoś pokoju i zaruchaj". Rzecz w tym, że nic podobnego nawet nie przeszło przez głowę Allana. Po prostu się zapatrzył, a uśmiech pojawił się w tym momencie, w którym zjechał wzrokiem na szyję brata. Jedno konkretne wspomnienie podobało mu się aż nazbyt i nie patrząc jak to wygląda, po prostu dał upust swemu samozadowoleniu poprzez tak znaczącą mimikę. Nic takiego.
Misiu, muszę lecieć... – Usłyszał przy swoim uchu cichy głosik rudej dziewczyny, która do tej pory tęsknie przytulała się do szerokiego ramienia. Oderwał więc wzrok od Calvina, by znów umieścić go na swej dziewczynie, a następnie złożyć krótki pocałunek na jej odsłoniętym czole. Ktoś niewtajemniczony mógłby pomyśleć, że Allan to książkowy przykład idealnego partnera.
Zamówię ci taksówkę – odparł krótko, po czym wstał, biorąc swą dziewczynę za rękę, by w jej towarzystwie opuścić głośne pomieszczenie. Na korytarzu, trzymając ją w objęciach, wykręcił numer. Minuty oczekiwania spędził na niecierpliwym wymienianiu cielesnych czułości z podchmieloną nastolatką, a pożegnawszy ją zaczepnym klepnięciem w jędrny pośladek, wrócił do towarzystwa.
Szedł powoli w stronę opuszczonego niedawno miejsca, przez cały czas patrząc na odsłonięty kark swego młodszego brata, siedzącego tyłem. Przechodząc, kierowany zwykłym kaprysem i kto wie czym jeszcze, wyciągnął dłoń, by wierzchem palców przesunąć po odkrytej skórze w miejscu, w którym kończyły się ślady po jego uścisku. Był to tylko przelotny, niezauważalny dotyk, który mógł równie dobrze należeć do upierdliwej blondynki siedzącej na kolanie Calvina. I tylko prowokacyjny uśmiech oraz przeciągły wzrok posłany bratu, gdy już go minął, świadczył o tym, że to wcale nie był dotyk kobiecej dłoni.
Był pijany. Nie wiedział czemu to zrobił, a co więcej nawet się tym nie przejął. Chwilę uwagi poświęconą bratu zaraz odłożył w niepamięć, topiąc swój rozsądek w kolejnych dawkach złotego płynu coraz mocniej opanowującego jego heteryczny umysł. A noc jeszcze długa.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Kwi 02, 2016 12:25 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Sro Mar 30, 2016 7:23 pm

Nie sądził, że będzie się bawił tak dobrze. Dzisiejszy dzień był ciężki, ostatnie przejścia z Allanem też groziły wybuchem awantury między braćmi, która mogłaby się przerodzić w piekło na ziemi gdyby dorzucić do niej jeszcze alkohol. Ale nie było tak znowu źle; najwyraźniej wszystko co najgorsze mieli za sobą. Calvin sobie zwalił, pokrzyczeli na siebie, dał się przerżnąć najlepszemu kumplowi swojemu brata. Czy mogło być lepiej? Był zadowolony i odprężony, lekkie wstawienie zamieniało się powoli w znaczne upojenie alkoholowe.
Co jakiś czas zerkał na Cedricka i śmiał się, kiedy ręce rudego „przypadkiem” go obmacywały. Kiedy jego uda ocierały się o jego. Kiedy jego ręce wsuwały się w jego kieszenie, a raz nawet niezauważenie uszczypnął chłopaka bardzo blisko pachwiny. A siedząca na kolanach, klejąca się do Calvina Monique sądziła, że to jej zasługa.
— Jesteście podobni! — Dziewczyna zachwiała się, czknęła i roześmiała. Zazdrośnie wpatrywała się na Cornelię i widać po niej było, po sposobie, w jaki oblizywała usta, że chciałaby być na miejscu tej rudej laski. Obciągnęłaby mu zostawiając na fiucie ślady ciemnoczerwonej szminki. Musiała się jednak zadowolić młodszą kopią najbardziej pożądanego chłopaka na imprezie. Calvin jednak nie był nią specjalnie zainteresowany. Starał się być grzeczny i uprzejmy, ale im więcej piła, tym mocniej go irytowała. Zaczynał tracić cierpliwość. Ale nie czujność
— Nie jesteśmy — mruknął młodszy Reeve i wychylił szota. Już się nawet nie krzywił, mimo że tempo się zwiększyło. Najwyraźniej był godzien nosić nazwisko swojego brata. Złapał rękę Monique, która najwyraźniej straciła cierpliwość i sięgnęła do jego krocza, które było i tak lekko pobudzone. Bynajmniej nie jej działaniami. Jej zabiegi nie przynosiły rezultatu. Kiedy jej usta musnęły jego policzek zostawiając ślad szminki, od razu go starł i skarcił ją spojrzeniem. Trzymał ją na dystans jak tylko się dało.
Złapał spojrzenie brata, zbyt znaczące, by się mógł mylić. Pamiętał wiele takich spojrzeń. Zawsze po tym lądował z wypiętym tyłkiem, albo na kolanach. Uwielbiał te gry i ryzykowne posunięcia. Bez obaw, że czyjeś ręce znów zacisną się na jego szyi.
Odchylił głowę eksponując zasinione ślady.
Allan chętnie by to powtórzył.
Calvin chętnie znów by go wkurwił do tego stopnia, by sprowokować.
Napił się szybko, by jakoś odegnać te myśli. Zaczynał odczuwać podniecenie, co było niepożądane. Mylnie odbierane. Monique pochyliła się nad nim zagradzając mu widok. Wplotła palce w jego świeżo obcięte włosy i próbowała sobie zmonopolizować jego uwagę. Reeve’a wtedy lekko poniosło. Nikt by nie podejrzewał, że ktoś, kto tyle wypił, mógłby mieć tak zdecydowane ruchy; a jednak, gdy wyciągnął rękę z upodobaniem obejmując dłonią jej szyję, nie widać było, żeby był pijany. Zapanował nad sobą idealnie i nie zrobił jej żadnej krzywdy. W żaden sposób nie zadał bólu ani nie zostawił śladu, a jednak dał wyraźny znak, że nie życzy sobie… Nie chciał jej.
Spojrzała na niego spod ciężkich od tuszu rzęs. Najwyraźniej zaskoczona odmową.
— Nie jestem zainteresowany — powiedział cicho i wychylił się zza niej. Allana naprzeciw nie było, więc uwierzył, że nie dostanie opierdolu za spławienie chętnej laski.
Dotyk na karku poczuł. Musiał, bo był mocno wyczulony, oczekiwał najmniejszego kontaktu z Cedrickiem. Ale to nie był Cedrick. I nie była też pozostająca w szoku związanym z odmową Monique. Calvin spojrzał wprost w oczy Allana i uśmiechnął się drapieżnie i zachęcająco.
Mógł go dotknąć bardziej. Mocniej. Jak przed paroma godzinami jego kumpel.
Chłopak uprzejmie acz stanowczo zepchnął z kolan dziewczynę. Ta przeniosła swoją uwagę na rudego, ale to długo nie potrwało; najwyraźniej i od niego kiedyś dostała kosza i nie zamierzała się na to narażać po raz drugi.
— Idę zapalić — powiedział ochryple. Spokojnie mógł palić tutaj, nikt się nie krępował, więc brzmiało to jak wymówka. Dopiero w pozycji pionowej mógł odczuć skutki upojenia alkoholowego. Chwyciło go mocniej niż sądził, ale przecież dosyć wcześnie zaczął. A teraz wcale nie pozostawał w tyle. Mimo to złapał z szafki osamotnioną butelkę wódki opróżnioną do połowy. Wygrzebał coś ze swojego plecaka, puścił oczko do Cedricka, ale zanim wyszedł jeszcze na moment złapał kontakt z Allanem. Nie wychodził się pieprzyć, wychodził zapalić. Tyle że nie fajkę, a trawkę. Miał dobry towar, jeszcze z Barcelony. I nie zamierzał się nim dzielić z nikim poza tą dwójką.
Wyszedł przed akademik odrobinę się kuląc z zimna, gdy zimny wiatr smagnął go po ramionach. I pozwolił odrobinę ochłonąć, co było dosyć wskazane. Kucnął przy ścianie i sprawnie odpalił jointa. Jeśli braciszek z przyjacielem nie mieli ochoty mu towarzyszyć, trudno, on miał dzisiaj cholerną ochotę zresetować się do reszty.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Sob Kwi 02, 2016 6:33 pm

Allan oczywiście nie do końca zdawał sobie sprawę z tego co robi. O ile w ogóle miał o tym najmniejsze pojęcie. Alkohol skutecznie przyćmił mu umysł, sprawiając, że jego właściciel zapomniał o wszystkich zasadach oraz przekonaniach, jakie wypracował sobie w ciągu dwudziestu czterech lat życia. Nadal jednak nie był na tyle pijany, by móc posunąć się w tym nierozsądku o krok dalej. Wciąż jako tako nad sobą panował, w związku z czym mógł dalej pić, co też z wielką chęcią robił. Widząc zaś znaczące spojrzenie brata rzucane Cedrickowi oraz jemu z jednoczesnym wygłoszeniem tego pozornie niewinnego komunikatu, uśmiechnął się pod nosem. Cedrick po wypiciu kolejnej kolejki podniósł się z miejsca, rzucając pytające spojrzenie Allanowi, ten zaś widząc je również wstał i już szedł do drzwi, gdy na jego drodze stanął jeden z rówieśników, wyciągając w jego stronę szklankę napełnioną bliżej niezidentyfikowanym płynem. Brunet niewiele myśląc sięgnął po niego, wypijając duszkiem zawartość, niezrażony swym odkryciem dotyczącym zawartości szklanki. Nie przejął się również pełnym politowania spojrzeniem Rudzielca.
Kociołek Panomarixa szybko cię poskłada Allan – zauważył z westchnieniem, lecz w odpowiedzi otrzymał tylko krzywy uśmiech i pełne rozbawienia spojrzenie.
Spocznij mamusiu. – Zgryźliwy komentarz wywołał na twarzy Cedricka jedynie zdawkowy uśmiech i kolejne westchnienie. Wiedział nazbyt dobrze jak to się skończy, bo już niejedną imprezę z Allanem przeżył. Czasem przeżycie to graniczyło z cudem. Zazwyczaj dlatego, że i Rudzielec  doprowadzał się do wyjątkowo podłego stanu, w związku z czym ich dwójka była praktycznie nie do poskromienia. Dziś wyjątkowo opierał się zdradliwemu działaniu procentów.
Z łatwością znaleźli młodszego Reeve'a, który nie raczył poczekać na towarzystwo ze swym obiecującym towarem. Na dworze było chłodno, lecz Allan ubrany jedynie w cienką koszulę niespecjalnie odczuwał zimno. Wręcz przeciwnie, było mu dotkliwie gorąco, a w głowie jego robił się coraz większy bałagan. Nie przeszkadzało mu to jednak w sięgnięciu po trawkę, którą zdążył odpalić jego brat. W celu przejęcia jointa w swoje ręce, nachylił się nad młodszym brunetem, i ni to celowo, ni to przypadkiem przesuwając palcami po jego chłodnych dłoniach, przeciągle wpatrywał się w niebieskie tęczówki. Była to zaledwie chwila, w której stojący z boku Cedrick nie mógłby dostrzec nic podejrzanego. Inaczej jednak sprawa przedstawiała się między dwójką głównych zainteresowanych, którzy wiedzieli, że spojrzenie to znaczyć może wszystko i nie było rzucone przypadkiem. No, można powiedzieć, że Allan nie wiedział już nic. Kierował się instynktami, z pewnością nie mózgiem zalanym przez hektolitry alkoholu i całkowicie zabitym przez ostatnią, zabójczą mieszankę, a teraz dodatkowo masakrowanym przy użyciu jointa. Zaciągnąwszy się głęboko, przekazał skręta przyjacielowi, który przykucnął swobodnie przy Calvinie. Allan za to oparł się o zimną, murowaną ścianę, odchylając lekko głowę, by ją również oprzeć o chłodną powierzchnię. W międzyczasie czekania na swoją kolejkę, odpalił papierosa.
Mógłbym cię zerżnąć na jego oczach, a i tak jutro by nic nie pamiętał. – Szept Cedricka rozbrzmiał cicho przy uchu Calvina, któremu to zaraz zwrócił doprawdy dobry towar.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Nie Kwi 03, 2016 1:38 pm

Nie musiał na nich czekać zbyt długo. Uśmiechnął się drapieżnie do obu panów, z których każdy mógłby go mieć w ułamku sekundy. Ale to Allan na dłużej przyciągał spojrzenie błękitnych tęczówek. Tym bardziej, kiedy te sunęły ciekawsko po opiętych koszulą umięśnionych ramionach i... uch. Podniósł się, gdy podeszli i pokazał, co ma.
Z całej trójki chyba Cedrick trzymał się najlepiej, bracia ledwie stali. A Calvin w wolnej ręce dzierżył przecież butelkę wódki, której końcówka co chwilę ginęła między kuszącymi i podejrzanie pogryzionymi wargami. Nie panował nad sobą. W mieszkaniu mogło mu się wydawać, że Allan musnął jego kark. Mógł źle zinterpretować jego spojrzenie i zachowanie. Mógł źle interpretować to, że zbyt długo trzymał teraz palce na jego dłoni oraz to, że... Nie patrzył tak na Cornelię. On nie patrzył tak na nikogo. Podobne spojrzenie miał, gdy zaciskał dłonie na jego szyi, ale tym razem było coś... Oddał mu jointa, a sam dopiero po dłuższej chwili wypuścił kłąb dymu z płuc.
Calvin zaczynał świrować.
Zwalniały ostatnie hamulce, a on coraz mocniej tracił kontrolę.
— Stanął mi przez ciebie — szepnął nachylając się do Cedricka. Ocierali się ramionami i udami. Calvin pachniał mocno jego żelem pod prysznic i papierosowym dymem. I trawką. Chłopak po omacku odszukał wolną rękę rudego i nakierował ją na wypukłość w spodniach. Nie przyznał tylko, że właśnie fantazjował o tym, jak biorą go obaj z Allanem pod tym murkiem.
A Allan nic nie zauważył, tego obmacywania. Stał tak blisko, że Reeve złapałby za tę kurewsko długą i umięśnioną nogę, gdyby wyciągnął rękę. Gdyby dłonią przesunął po wewnętrznej stronie uda brata i znalazł się przed nim na kolanach... z jego ręką zaciśniętą na szyi, z butem na kroczu. — Kurwa, Cedrick... — Calvin pozwolił, żeby jego głowa poleciała w kierunku rudego, i kiedy ten wypuszczał dym, Reeve z bezczelnym uśmiechem wciągnął go w swoje usta, ledwie muskając jego wargi. — Potem. — Odebrał jointa i podniósł się.
— Allan... — zawołał go po cichu i zaciągnął się mocno, dużo mocniej niż poprzednio. W głowie zakręciło mu się jeszcze bardziej, chyba musiał się aż przytrzymać ściany. Coś w nim narastało i rosło tym bardziej, im bliżej brata się znajdował. Na trzeźwo odnajdywał granice, ale teraz zatarły się całkowicie. Oddychał ciężko i pozwalał swoim myślom płynąć. Ciekawe jak szybko zabiłby go Allan, gdyby poczuł, że całuje go własny braciszek? Ponownie się zaciągnął i skręt poszedł do starszego z Reevów.
To napięcie było ciężkie do wyłapania. Cedrick zapewne niczego się nie domyślał, nie miałby powodów, by podejrzewać homofobicznego kumpla o jakiekolwiek bliższe kontakty z bratem. To było tak absurdalne, że nawet orbitujące w kierunku szarookiego ciało Calvina nie miało prawa wyglądać dziwnie. Ot, pijany gnojek.
Zaśmiał się, o dziwo, zupełnie rozluźniony.
— Ale się upaliłem — mruknął. Trochę trudno było go zrozumieć, bo język mu się plątał. Mimo to pociągnął z flaszki i podstawił butelkę Cedrickowi, który jako jedyny w tej chwili stał sobie pozbawiony wszelkich używek.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Pon Kwi 11, 2016 4:07 pm

Cedrick nie mógł mieć  pojęcia, że Calvin tak mocno podjarał się nie nim, lecz swoim własnym bratem. Dlatego z bezczelnym uśmiechem dał poprowadzić swoją dłoń w kierunku wyraźnie nabrzmiałego krocza, sobie przypisując zasługę za jego stan. Słysząc bezpośrednie słowa Calvina i widząc jego podniecenie, sam zapragnął raz jeszcze go wziąć, tu i teraz. Nie miał tego oczywiście w planach. Wbrew swoim słowom, nie odważyłby się zrobić niczego jednoznacznego, co mógłby zauważyć Allan, wprost na jego oczach.
Allan zaś miał gdzieś co robi Cedrick z jego bratem, bo i nie podejrzewał, że w ogóle coś mógł robić. Przejęty lekko własnym stanem, który wyraźnie namieszał mu w głowie, swobodnie odchylał głowę, opierając ją o zimny mur, a za chwilę lekko niezgrabnym ruchem odpiął jeszcze jeden guzik swej koszuli.  Oddychał spokojnie, walcząc z gorącem i głęboko zaciągając się fajkiem, a jego srebrzyste tęczówki przez jakiś czas wlepiały się w rozgwieżdżone niebo. Złapał krótką zawiechę, którą przerwał dopiero Calvin, z jego imieniem w swych ładnie wykrojonych ustach.
Jakich ustach?
Przyjął od brata skręta, już teraz czując jego działanie. Faktycznie, towar był dobry i nie mógł pogardzić. Na ustach Allana błąkał się lekki, niezrozumiały uśmiech, a jego głowa wypełniła się jakimiś nieskładnymi  myślami. Był skrajnie najebany, a teraz jeszcze się upalił, co więcej – nie zamierzał poprzestać. Allan w wielu rzeczach nie znał umiaru i pomimo swoich lat, do tej pory nie potrafił powiedzieć "nie" alkoholowi, trawce i nieraz także ćpaniu.
Zaciągnął się mocno, dłuższą chwilę trzymając dym w płucach. Kątem oka zerknął na Rudzielca, którego telefon krótko rozbrzmiał, obwieszczając sms'a. Przyjaciel przeczytał go i przystrajając twarz w charakterystyczny dla niego uśmiech, wyprostował się, robiąc krok w stronę budynku.
Spróbujcie tu nie zgonować. – Machnął ręką nie tłumacząc gdzie i po co idzie, bo nigdy nie było takiej potrzeby. Allan zaobserwowawszy, że plecy mężczyzny zniknęły za rogiem budynku, powoli podniósł się ze swego półprzysiadu i choć lekko chwiał się na nogach, stał względnie prosto. Między dwójką braci przez chwilę panowała pełna dziwnego, wyczuwalnego napięcia cisza. Allan egoistycznie raz jeszcze włożył skręta do ust i potężnie się nim zaciągnął. A potem, nie wypuszczając dymu, szybciej niż wydawałoby się, że pozwoli mu na to jego stan, przyszpilił swego kochanego braciszka do zimnej ściany, ręką oplatając tę smukłą, kuszącą szyjkę. Nie ściskał jej. Obejmował. A swą twarz powoli zbliżył do braterskiej, śląc mu podły uśmiech. Ich nosy dzieliło zaledwie kilka krótkich centymetrów. Powoli wypuścił dym, wprost na usta chłopaka.
Zostaliśmy sami – wymruczał nienaturalnie zmienionym, wibrującym głosem, chuchając ciepłym oddechem o zapachu alkoholu, zioła i fajek, wprost na lekko napuchnięte wargi brata. Swoje powoli zbliżył do zranionego ucha. – Wiesz, co mam ochotę z tobą zrobić, gdy jesteśmy sami? – Sapnął cicho, jakby właśnie wyobrażał sobie wszystkie te rzeczy, o których wspomniał. – Calvin? – Jego palce dopiero teraz mocniej wpiły się w odsłoniętą szyję, podduszając bruneta.
Och... Podobało mu się to. Prawie się podniecił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Pon Kwi 18, 2016 7:37 pm

Nieprzytomnym spojrzeniem odprowadził Cedricka, chyba nawet nie do końca zdając sobie sprawę kim jest i co z nim nie tak dawno robił. Świat cudownie przestawał istnieć, zwalniał tempo, zmysły, mimo dużej dawki alkoholu, zaczynały się wyostrzać. Calvin zaczął zwracać uwagę na szczegóły, które dotąd nie zajmowały jego myśli. Gapił się za rudym dopóki ten całkowicie nie zniknął i dopiero wtedy przeniósł spojrzenie na brata. Allan był tak blisko, kiedy się podniósł?
Poczuł jego rękę na swojej szyi i warknął ostrzegawczo, marszcząc nos. Był już jego. To był gest, który uwielbiał; sprowadzał go do parteru i powodował milion nowych doznań. Rozchylił usta wciągając dym, wpatrując się w surrealistyczne, nietrwałe kształty, które tańczyły między nimi sklejając ich wargi ze sobą.
— Nie wiem — popatrzył hardo w szare oczy i stęknął. Nabranie oddechu stało się niemal niemożliwe. Paskudny uśmiech wypłynął na podejrzanie nabrzmiałe wargi, które Calvin co i rusz zwilżał językiem.
Jedną ręką chwycił jego nadgarstek, ot tak, dla zasady, że nie zamierza dać z sobą pogrywać w ten sposób. Palce drugiej ręki wsunął w szlufki spodni brata i przyciągnął go bliżej. Poczuł jego biodra przy swoich i ledwie zdusił jęk. Allan nie był pedałem. Allan mu za moment wpierdoli. Wymaluje ścianę za plecami krwią z jego ryja, a potem nasika na zwłoki.
Więc czemu, do kurwy nędzy, stał tak blisko i tak z nim grał?
— Po…wiedz mi… Allan — wychrypiał krztusząc się i dławiąc. Jego ciało zaczynało odczuwać brak świeżej dostawy tlenu, ale zamiast paniki czuł narastającą adrenalinę.
Wyglądali co najmniej… dziwnie. Calvin, niby oparty o ścianę plecami, oderwał od niej pośladki wysuwając biodra do przodu, w stronę ciała własnego brata. Jakoś żadnego nie obchodziło, że Cedrick mógłby nagle wrócić i to zobaczyć. Że mógłby się zaniepokoić słysząc rzężenie młodszego z braci. Dotykał kciukiem skóry tuż nad paskiem spodni. Chyba nawet sam nie był świadom, że to robi, palce poruszały się same, najwyraźniej szukając sobie jakiegoś celu. Zwalniały jednak, bo ich właściciel zaczął się naprawdę dusić. Uścisk na szyi był dużo mocniejszy niż ostatnio i trwał sporo dłużej. Calvin zaczął się szarpać, a kiedy to nie pomogło, sprzedał Allanowi cios prosto w szczękę. Wtedy udało mu się wyrwać.
Zaśmiał się gardłowo na widok krwi, w tej chwili to było cholernie zabawne. Ból był odległy od nich obu o lata świetlne.
— Jesteś zjebany. I nadal nie wiem, co masz ochotę ze mną zrobić — młodszy podszedł do starszego i upierdolił go, zapewne sądząc, że to świetna zabawa, w wargę, z której i tak lała się krew. Znów się roześmiał i wyrwał mu resztkę skręta zaciągając się nią maksymalnie. Po chwilowym podduszeniu zrobiło mu się kurewsko słabo, ale odlot był niesamowity. Calvin całkiem stracił poczucie rzeczywistości.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Pią Maj 13, 2016 11:15 pm

Nie kontrolował się niemalże zupełnie. Był odurzony, mówiąc delikatnie, w stopniu znacznym. Odurzony alkoholem, trawką i własną żądzą, która narodziła się w nim nie wiedzieć kiedy, a w czasie skrajnie szybkim, urosła do niebywałych rozmiarów. Żądza czego? Sam nie byłby w stanie dokładnie tego sprecyzować, nawet gdyby jego umysł nadawał się do czegokolwiek. W tym jednym momencie chciał tylko opleść smukłą szyjkę młodszego brata, zacisnąć na niej boleśnie swe długie palce i chłonąć widok jego wykrzywionej w cierpieniu twarzy. Obserwować jak brakuje mu powietrza, jak hardy wzrok wypełnia się obawą. Chciał wychwycić ten moment, w którym Cal zorientuje się, że może umrzeć.
Bo mógł.
Zaciskał dłoń mocno, dużo mocniej niż ostatnio. Nienaturalnie odległym, dziwnie nieludzkim wzrokiem, z lekko uniesioną głową i uchylonymi z podniecenia ustami, spod przymrużonych powiek obserwował zmieniającą się mimikę chłopaka. Jego palce wpijały się mocniej, a usta w jednoczesnym tempie wykrzywiały się w coraz wyraźniejszym, nieprzyjemnym uśmiechu. Z pewną dziką fascynacją chłonął widok duszącego się brata i choć widział wyraźnie, że ten męczy się coraz bardziej, że powietrze uchodzi z niego coraz boleśniej, że twarzy coraz dotkliwiej ubywa kolorów... Nie zwalniał uścisku. Uśmiechał się jak szaleniec, a jego oddech przyspieszył. Podjarał się. Niemalże nie czuł dłoni brata na swoim nadgarstku, tak samo jak nie zwrócił większej uwagi na jego wcześniejsze wplecenie palców w szlufkę. Był zbyt przejęty tym co stało przed jego oczami, by zwracać uwagę na takie szczegóły.
Przekrzywił z lekkim zainteresowaniem głowę, słysząc głos Calvina. Rozumiejąc, że ten może jeszcze mówić, odsłonił zęby w podłym uśmiechu, a jego palce zacisnęły się mocniej. Gdyby Calvin pierwszy nie wyrwał się z tego transu, jego krtań mogłaby zostać zgnieciona nim w ogóle zdążyłby zejść przez brak powietrza.
Allan odruchowo puścił zmaltretowaną szyję, przystawiając dłoń do ust, z których lała się krew. Z początku, zaskoczony i niewytłumaczalnie rozbawiony, po prostu parsknął, wyglądając przy tym co najmniej groteskowo, gdy tak patrzył na zakrwawioną dłoń, śmiejąc się przy tym otwarcie. Zaraz jednak zaczęło do niego dochodzić w pełni co się stało. Zakrwawione zęby powoli skryły się za idealnie wykrojonymi wargami, a zimny, nieobecny i przymglony wzrok spoczął na Calvinie. Zrobił to właśnie wtedy, gdy ten postanowił podejść i pogrążyć się zupełnie. Allan pomimo swojej ospałości i tragicznego stanu, zareagował natychmiastowo. W ciągu zaledwie jednej chwili ciało młodszego Reeve'a przyciśnięte było przodem do zimnej cegły budynku, a jego ręce zostały boleśnie wykręcone do tyłu. Brunet trzymał je jedną, dużą dłonią, robiąc to z widoczną wprawą. Drugą objął kark chłopaka, okrutnie przyciskając go do zimnej powierzchni ściany.
Jego biodra dzieliły milimetry od tyłka brata, a pełne usta szybko zajęły całą przestrzeń przy zranionym wcześniej uchu.
Pokażę ci, braciszku– wymruczał głosem tak szorstkim i tak mocno przesyconym jakąś bolesną obietnicą, że mógł przyprawić o ciarki. Wystarczył kolejny, krótki moment, by kark dwudziestolatka został puszczony. Zamiast jego, w dłoni Allana znalazł się jeden z nadgarstków chłopaka, który ten twardo przytwierdził do ściany nad czarną czupryną. Drugą rękę zaczął wykręcać mocniej, coraz boleśniej, coraz niebezpieczniej.
Wilgotny język Allana powoli przesunął się po dość świeżej jeszcze ranie zostawionej przez jego własny pistolet. Mruknął niczym rozochocony kocur, by nagle zacisnąć w tym miejscu swe zęby. Nie na tyle mocno, by doszło do rozlewu krwi, lecz na tyle, by jego kochany braciszek mógł dobitnie poczuć wzmożony ból. Ręka pozostawała wykręcona, a chłopak nie posiadał drogi ucieczki.
Przeproś Calvin. – Jego imię wypowiadane wibrującym szeptem brzmiało jak czysta rozkosz zamknięta w sześciu niewinnych literach. – Przeproś ładnie – ponaglił tym samym pobudzająco cichym, łóżkowym i zawierającym wyraźne ostrzeżenie tonem, leniwie zsuwając swoje usta niżej, na szyję chłopaka naznaczoną widocznymi śladami. Mokre od krwi usta ledwie wyczuwalnie przesunęły się po jasnej skórze. – Inaczej połamię ci rękę. – Szaleńczy uśmiech Allana niewątpliwie dało się wyczuć, w ogóle go nie widząc. Był wniebowzięty. Podniecony. Zaintrygowany i... Świetnie się bawił. Miał ochotę zrobić mu tyle złych rzeczy. TYLE. Złych. Rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Pią Maj 27, 2016 5:22 pm

Daleki był od myśli o śmierci. To do niego nie docierało. Granice zatarły się całkowicie i nie widział realnego zagrożenia. Co to w ogóle było? Jego oczy z błyszczących robiły się po prostu coraz bardziej puste, usta rozchylały się uwalniając ciche rzężenie w zamian za nieudaną próbę zaczerpnięcia tchu, a twarz robiła się coraz bardziej sina.
Ale dla widoku jego twarzy byłoby warto nawet umrzeć; chyba nigdy nie widział tyle fascynacji względem siebie i to go zgubiło. Nie chciał się bronić, bo chciał więcej.
Co mu chciał zrobić zbliżając się tak nieopacznie? Zdołał się uwolnić i wziąć odwet, to była doskonała szansa na ucieczkę, a on podszedł do niego podając się wręcz na srebrnej tacy. Bo Allan przecież nigdy nie odpuszczał. Nigdy nie darował ręce, która uniosła się na niego i nieważne, że jedynie w geście obrony.
— Ty... skurwielu — szarpnął się trąc policzkiem o ścianę. To, że został do niej dociśnięty, dotarło do niego dopiero po fakcie; moment, w którym braciszek go tak załatwił pozostał niezauważony. — Tak się bawisz z więźniami? — zacisnął zęby, by nie krzyczeć. Miał jeszcze na tyle samokontroli, by pamiętać, że ktoś może przyjść. Że Cedrick może wrócić i przerwać te nieszkodliwe braterskie przepychanki.
Nieszkodliwe.
Allan ugryzł go w ucho, a Calvin poczuł jak uginają się pod nim nogi, jak fala bólu przeradza się w niekontrolowany dreszcz, a kutas próbuje się wyrwać ze spodni. Przecież dopiero się pieprzył.
Ale to był Allan, Allan, kurwa, jego brat, któremu obciągnąłby z największą radością i dał się przerżnąć na milion sposobów. Chłopak nie zdołał zdusić jęku, ale udało mu się przeobrazić go w mało wyraźną odpowiedź.
— Chyba cię pojebało, Al. Nie mam... nie mam za co cię... przepraszać — zaczął oddychać szybciej i bardziej chrapliwie. Był niesamowicie podatny. Całe to napięcie, jakie pojawiało się ostatnio między nimi teraz szukało ujścia, a oni byli pijani, naćpani i nieobliczalni. Niebezpieczni. Na szczęście tylko względem siebie. — Ale może ty przeprosisz mnie, co?
Odchylił głowę w tył, przekręcając ją zarazem i zamarł, bo nie przemyślał konsekwencji. Rozchylone, wilgotne usta trafiły na policzek starszego brata, a Cal poczuł kurewską falę podniecenia. Lekkie otarcie tyłkiem o jego krocze było bardziej instynktowne niż planowane, ale...
— Pokaż jak się bawisz z więźniami, co? Z Cornelią też tak? No dawaj, chyba że jesteś mocny tylko w gębie — naćpany Calvin gadał głupoty, ale chrapliwy ton, jakim wypowiadał te wszystkie słowa, był równie prowokujący co głos Allana. Kusili siebie nawzajem, a młodszy z Reevów miał nieodpartą ochotę znów doświadczyć jego wściekłej pasji. Nie zamierzał się podporządkowywać, zwłaszcza że chyba właśnie odkrył w sobie jakiś fetysz duszenia.
Odbił od bioder Allana i przywarł do ściany sztywnym, pobudzonym kroczem.
Och, pragnął go, brat mu niczego nie ułatwiał. Był tak nieświadom swojego zachowania, że Calvin je wykorzystywał zdając sobie sprawę, że jutro będzie tylko gorzej. A to, że Allan nie będzie tego pamiętał to najlepsza opcja. Jego zapach, dotyk, smak; Calvin czuł smak jego krwi w swoich ustach po tym, jak go ugryzł. Twarde mięśnie ocierające się o jego ciało. — Pieprzyłeś kiedyś któregoś ze swoich więźniów, Al? — spytał cicho, ledwie słyszalnie, krzywiąc się, bo ręka rzeczywiście była wyginana coraz mocniej. Ale nie zamierzał przepraszać.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Wto Cze 07, 2016 5:23 pm

Słuchał. Ze swym nieopanowanym uśmieszkiem, zafascynowanym, pełnym dzikości wzrokiem i ręką, naciskającą coraz mocniej na ramię Calvina. Słuchał jak się stawia i chłonął te słowa, zastanawiając się gdzieś podświadomie, czy brat myśli, że All żartował. Zamierzał mu pokazać, że nie uciekł się do żadnej mało zabawnej groźby. Bo groźba ta była realna, całkiem szczera i wcale nie zabawna. Nie dla Calvina, bo rzecz miała się naturalnie inaczej u starszego bruneta.
Słuchał dalej, lecz gdy poczuł jak tyłek młodszego ociera się o jego krocze, w głowie zapaliła mu się jakaś ostra, czerwona lampka. I dłużej już się nie uśmiechał, bo kolejne słowa brata sprawiały, że uśmiech ten bladł z chwili na chwilę, aż w końcu całkowicie zniknął. W oczach Allana przestały tańczyć iskierki fascynacji, a w ich miejsce zaczął pojawiać się zimny dystans, potem gorąca wściekłość, a na koniec niebezpieczna obojętność. Calvin nie mógł tego zobaczyć i to było jego zgubą. Bo być może, gdyby zrozumiał jak daleko się posuwa, gdyby dostrzegł, że przesadził, gdyby doszło do niego, że zaczepił o temat będący dla Allana tak oburzającym nawet w takim stanie, to może... Może by przestał. Opamiętał się. Bo przecież tak obrzydliwe insynuacje rzucane w stronę zagorzałego heteryka z nienaturalnie gwałtownym temperamentem, nie mogły przejść płazem nikomu.
Nie. – Jedno słowo, mogące zmrozić krew w żyłach każdego kto miałby pecha znaleźć się w jego zasięgu. Ton Allana był nienaturalny i tak złowróżbny, jakby wyrwany rodem z horroru. Nastrojowa muzyczka była tu zupełnie zbędna. Allan mówił cicho, ale wyraźnie. Z zimną obojętnością i niepokojącym spokojem. – Pokażę ci jak się bawię z więźniami – dodał, ważąc w ustach każde słowo, a potem zamilkł i jednym, silnym pchnięciem sprawił, że nieprzyjemną ciszę zakłócił głośny chrupot łamanej kości.
Tak – skomentował, nie dając Calvinowi nawet chwili, by oswoił się z bólem. Puścił złamaną rękę, chwycił rozrzucone, czarne włosy i szarpnął nimi gwałtownie w dół, jednocześnie zasadzając bratu kopniaka prosto w żołądek. Puścił umęczone kosmyki, pozwalając by zgrabne ciało osunęło się na ziemię. Twarz Allana nawet nie drgnęła. – I tak. – Kopnął go w złamane ramię. W biodro. W głowę. – I jeszcze tak. – Teraz już warczał, a głos wypełniała wyraźna złość. Usadził się na klęczkach tuż nad biodrami brata, po czym znów szarpnął za jego głowę. Gwałtownie do góry i jeszcze gwałtowniej w dół, prowadząc niechybnie do zderzenia calvinowej potylicy z zimnym betonem chodnika.
Calvin miał dużo szczęścia. Na pewno więcej niż rozumu. Jego głowa zatrzymała się jedynie kilka milimetrów od twardej powierzchni. Allan rozjuszonym wzrokiem spojrzał na swoją rękę, trzymaną w silnym uścisku dużej dłoni.
Zabijesz go Allan. – Dał się odciągnąć Cedrickowi. Stanął nad poturbowanym Calvinem, patrząc na niego spod przymrużonych oczu. Bez wyrazu.
Widocznie sobie zasłużył – warknął, splunąwszy gdzieś w bok. Widocznie. Allan już nie pamiętał dlaczego okładał brata. Musiał mieć powód, ale jego umysł jakby nie chciał udzielać żadnych wyjaśnień. Uspokoiwszy się magicznie, obserwował więc jak Cedrick przyklęka przy chłopaku i wyjmuje telefon.
Co robisz?
Trzeba go zawieźć na pogotowie, dzwonię po Grincha. – Allan się skrzywił, ale nie protestował. Skoro Cedrick chciał jechać na pogotowie, niech sobie jedzie na pieprzone pogotowie. All z kolei nie przejął się specjalnie stanem brata. Być może nie wiedział, że trochę przesadził. Albo nie chciał wiedzieć. Jedynym czego chciał, było więcej alkoholu i spełnianiem właśnie tej zachcianki miał zamiar się zająć w najbliższym czasie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Sro Lip 13, 2016 7:08 pm

Zbuntowany młodzieniec zmienił się w jednej chwili w wystraszonego chłopca. Nie mógł tego zatrzymać, bo gdy Allan wpadł w szał, nie było niczego, co przemówiłoby mu do rozsądku. Miał na tyle szczęścia, że odleciał bardzo szybko, zdziwiwszy się ledwie ręką wygiętą w nienaturalną stronę. Chyba nawet nie zdążył zanotować obecności Cedrica ani tego, że zawdzięcza mu bez mała życie.

Obudził się w szpitalu, przerażająco świadomy tego, co się stało. Zdrową ręką wyrwał z nosa i z rąk wszelkie rurki, wenflony i igły i podniósł się do siadu uparcie ignorując zawroty głowy i mdłości wywołane dużą ilością leków znieczulających. Na głowie miał opatrunek, cały, posiniaczony tors spowijał bandaż nieco utrudniający Calvinowi oddychanie. Zaklął chrapliwie i spróbował wstać.
Momentalnie zwalił się na ziemię i osiągnął tym tylko tyle, że do sali zleciały się dwie pielęgniarki i lekarz. Usadzono go na łóżku, ochrzaniono i wreszcie wyjaśniono, co tutaj, do cholery ciężkiej, robił.
Więc przywiózł go Cedric. Dwa dni temu.
— Pamięta pan coś, panie Reeve?
Calvin powoli pokręcił głową. Nie wiedział jeszcze co powinien mówić i do czego się przyznawać. To, co się stało, mogło narobić poważnych problemów… Allanowi.
Chłopak z gracją pochylił się, a przytomna pielęgniarka podała mu miskę, do której zwymiotował. Na samą myśl o bracie, o tym… kurwa, zarywał do swojego brata i dostał wpierdol. Należało mu się.
— W porządku? — Lekarz położył chłopakowi rękę na plecach i poklepał go uspokajająco. — To normalna reakcja na leki i lekkie wstrząśnienie mózgu. Masz złamane trzy żebra i rękę. Ogólne otępienie powinno wkrótce minąć i wrażenie bezwładnych nóg także.
— Ced… mój brat… mama… chcę zadzwonić…
Calvin poczuł się żałośnie, gdy okazało się, że nikt przy nim nie czuwał. Niepotrzebnie się do tego wszystkiego jeszcze stresował, ale…
Prawie się z nim pieprzył na tej ścianie.
Jeśli brat to pamiętał?
Kurwa. Kurwa. Kurwa. KURWA.
Lekarz wyszedł, pielęgniarki także. Calvin rzucił się do telefonu i poczuł kolejną falę mdłości na widok siedemdziesięciu sześciu nieodebranych połączeń. Przeleciał wzrokiem po kontaktach i zadzwonił do matki, która odebrała niemal natychmiast.
Było ciężko. Rodzicielka była gorsza niż najbardziej upierdliwe psy. Zalała Calvina morzem pytań i rozłączyła się po niemal godzinnym przysięganiu, że więcej nie będzie się plątał sam po nocach i będzie się trzymał Allana.
Potrzebował wyjaśnień i transportu. Nie zamierzał siedzieć w szpitalu i narażać się na kolejne pytania. Istnym cudem było, że nie stało nad nim kilku gliniarzy, by wypytywać go kto go tak urządził i skąd miał używki, które z całą pewnością wykryto we krwi.
— Cedrick? — kolejny telefon, nagrywał się rudemu na pocztę. Do Allana nie śmiał zadzwonić, gdyby ten już zdążył zerwać z nim kontakt i całkowicie się odciąć. — Dasz radę po mnie podjechać czy coś? Nie wypuszczą mnie samego. Eee… Z góry dzięki.
Calvin westchnął i przetarł oczy, które nagle zaczęły go piec. Nie miał pojęcia na czym stał ani jak wyglądała sytuacja. Szczerze powiedziawszy był cholernie przerażony.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Sob Sie 06, 2016 1:50 am

Obudził się z kurewskim bólem głowy i wielką dziurą w pamięci. Uświadomił to sobie szybko po tym, jak tylko raczył otworzyć swe szare, boleśnie zachlane oczy, przez które ledwie widział cokolwiek. Był opuchnięty, miał Saharę w buzi i napieprzał go łeb. I szczęka. I łapy też go napieprzały.
Zmarszczył brwi, zadając niewerbalne pytanie całemu światu. Co się, kurwa, wczoraj stało? I dlaczego czuje się tak tragicznie? Jak dużo musiał wypić? Nie... Nie tylko pił. Nigdy nie czuł się tak strasznie po samym alkoholu. No tak, zioło. Młody miał dobre zioło, które ostatecznie musiało go zwalić z kolan. Jak przez mgłę pamięta, że w ogóle jarał, a potem bum. Pustka, czarna dziura. Wyglądało na to, że będzie musiał zadać kilka pytań. W pierwszym odruchu zwrócić chciał się do brata, którego oczekiwał zastać w jego łóżku. Szybko jednak przekonał się, że łóżko Calvina wyglądało, jakby przeszło po nim tornado. Butelki, mokra pościel i kilka bliżej niezidentyfikowanych przedmiotów. Wniosek nasuwał się sam – Młody nie spał dziś w tym łóżku.
Allan nie lubił takich sytuacji, bo nie był przyzwyczajony do martwienia się o kogokolwiek. Ale brat był bratem, a tej nocy poniekąd balował na jego odpowiedzialność i starszy Reeve nawet się do niej poczuwał. Calvin był dorosły, to prawda, ale ponieważ dwudziestoczterolatek dobrze wiedział jakie rzeczy potrafi się odpieprzać w tym towarzystwie, mocno zaniepokoiła go nieobecność brata w jego łóżku. No, może nie tyle nieobecność, co sam fakt, że stan posłania świadczył o tym, iż chłopak w ogóle nie zawitał tutaj na noc. Allan miał złe przeczucia. Coś musiało się stać.
Choć organizm silnie protestował, zwlókł się jakoś z materaca i zaliczywszy pierwej łazienkę, udał się do kuchni. Na razie odłożył na bok rozmyślanie o tym jak wygląda jego twarz, a w szczególności warga. Nie miał pojęcia jak do tego doszło. Wypiwszy szybko jakieś pół litra soku, przekroczył próg pokoju swego sąsiada. Cedricka zastał w momencie, gdy ten z cierpiętniczym westchnieniem zakładał na siebie spodnie. Allan musiał przyznać, że już na pierwszy rzut oka widać, iż facet trzyma się dużo lepiej niż on. Aż mu pozazdrościł.
Gdzie Calvin? – wychrypiał, przecierając z bólem oczy, które wciąż nie chciały się całkiem otworzyć. Wyglądało na to, że naprawdę przeholował. Liczył tylko na to, że jego brak samokontroli nie wiązał się ze zniknięciem brata. Krytyczne spojrzenie Cedricka jakoś nie pomagało.
Nic nie pamiętasz? – Rudy schował telefon do kieszeni, po czym zarzucił koszulkę i wyciągnął fajki. Z wyczekiwaniem patrzył na Allana, który to skrzywił się jedynie na zadane pytanie. Cedrick odpalił papierosa, wzdychając krótko z niejakim zrezygnowaniem.
Calvin jest w szpitalu.
Allan w chwilę jakby przetrzeźwiał. Wyprostował się, przymrużył odruchowo oczy i przyjął tę swoją postawę, której nikt nie chciał widzieć, bo zawsze źle wróżyła.
Kto? – Szpital przy takich imprezach oznaczał zazwyczaj jedno. Allan był ciekaw jedynie kogo ma wysłać do piachu za inwazję na nienaruszalność cielesną drugiego Reeve'a. Cedrick za to wyglądał jakby wołał o pomstę do nieba, nie mając siły na żadne tłumaczenia.
Ty, panie władzo. – Allan był w stanie jedynie zmarszczyć brwi. Nie odezwał się dopóki Cedrick znów nie zabrał głosu. – Jedziesz ze mną? Twój braciszek potrzebuje niańki.
Daj mi pięć minut.

Allan wziął szybki prysznic, jakieś pigułki, zapas napojów na drogę i był gotowy do jazdy. W trakcie drogi próbował sobie wszystko przypomnieć, ale za nic mu to nie szło. Od Cedricka wyciągnął niewiele, a właściwie to tyle co nic, bo mężczyzna zarzekał się, że nie było go przy całej akcji. Cóż, Allan mógł wywnioskować tylko tyle, że Młody zaszedł mu ładnie za skórę. Nie wysyłałby go przecież bez powodu do szpitala.
Na miejsce dotarli po niedługim czasie. Cedrick nie odpowiedział w żaden sposób na którąś z kolei wiadomość Calvina i nie zawiadomił go również, że pojawi się w towarzystwie. Czy że pojawi się w ogóle. Ostatecznie stanęło na tym, że Allan poprosił przyjaciela o poczekanie na zewnątrz, a sam udał się do gmachu szpitalnego. Z pomocą nie do końca uczynnej pielęgniarki, odnalazł odpowiedni pokój.
Ze swym firmowym uśmiechem, który przyprawiał o ciarki, uchylił drzwi i oparł się o framugę, rzucając bratu wcale przyjemne spojrzenie.
Cal – wymruczał niemalże, z tym samym, nieprzyjemnym wyrazem twarzy, odrywając się w końcu od framugi. Nieśpiesznie podążył w stronę łóżka, na którym leżał brat, by niedbale przyciągnąć dla siebie krzesło, na którym to swobodnie spoczął. Nie odrywał wzorku od chłopaka. Oczekiwał, że zdoła coś od niego wyciągnąć.
Jak się czujesz, mój mały, pokurwiony braciszku? – Wiedział, że nie doprowadził go do tego stanu bez powodu. Mógł być urżnięty jak dzika świnia, ale nigdy nie dawał za nic (no może na służbie). Tym bardziej bratu, zawsze przecież pojawia się gdzieś ten hamulec związany z nazwiskiem. Dlatego był pewien, że musiał mieć powód. Nie wiedział tylko jaki i liczył na to, że nieświadomość Calvina co do małej amnezji Allana, będzie w stanie mu pomóc. Udawał więc, że wszystko doskonale pamięta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Wto Wrz 20, 2016 12:15 pm

Był zły na siebie za wahania nastrojów i chwilowe załamanie. Płukanie żołądka, kroplówki i leki postawiły go na nogi całkiem szybko, ale, niestety, nie potrafił pozbawić pamięci. A tej chciałby się pozbyć. Zagryzał wargi tak mocno, że dziwne, że jeszcze nie udało mu się ich zjeść.
Cedrick nie odpowiadał, więc Calvin był pełen najgorszych przeczuć. Być może dowiedział się od Allana, co tak naprawdę zaszło i postanowił trzymać się od pierdolniętej rodzinki jak najdalej. Nie miałby mu tego pewnie nawet za złe, ale wolałby wiedzieć na czym stoi. Przestał się dobijać nie mając odwagi po raz kolejny wybrać numeru przyjaciela brata.
         Zwymiotował po raz kolejny, ale zdecydował się ubrać i znalazł nawet siły na krótki spacer po szpitalnym korytarzu. Szybko jednak wrócił do siebie, do niewygodnego łóżka i pościeli pachnącej chlorem i tanim środkiem do zmiękczania.
Nie wierzył, że to się stało. Ale wspomnienia były zbyt realne i wyraźne, by mógł mieć nadzieję, że są jedynie wymysłem jego skrzywionego umysłu. Prawie się pieprzyli z Allanem i Allanowi to wszystko się podobało. W jego pokurwiony, niezrozumiały dla świata i chory sposób, ale Calvin wyraźnie to czuł. Do chwili przekroczenia granicy, do słów, które niepotrzebnie padły, jego brat pragnął go.
         Usłyszał otwierane drzwi i uniósł głowę spodziewając się zobaczyć naburmuszoną pielęgniarkę, która musiała poświęcać swój cenny czas, który mogła wykorzystać na czytanie książki, na pilnowanie chłopaka, który przegiął na imprezie. Ale nie, tym razem w wejściu stanął Allan, a Calvin przestał nagle oddychać. Jego spojrzenie zaszło agresją, docisnął do piersi połamaną rękę i zasłonił obolałe żebra. Przez moment nie był w stanie nic odpowiedzieć, ale po zbyt długiej chwili przeznaczonej na jego odpowiedź, zrozumiał.
Allan nie byłby na tyle wyrafinowany, by ukrywać wściekłość i wczorajsze wkurwienie. To nie alkohol i trawka zrobiły z niego agresora. One tylko… mocniej uchyliły drzwi, przez które młody mężczyzna i tak bez problemu przechodził, kiedy chciał. Calvin był zły na siebie za to, ze wszystko w środku się w nim skuliło i zapragnął cofnąć się o te piętnaście lat, kiedy mama kazała Allanowi przytulić i przeprosić młodszego, rozryczanego i zasmarkanego brata. Tyle że teraz nie było mamy, płaczu, a Allan zabiłby go, gdyby mu ktoś nie przeszkodził. Cedrick? Możliwe. Choć równie dobrze mógł to być ktokolwiek, Calvin nie pamiętał tamtego momentu.
     — Nie lepiej, niż widać — odparł tonem zaczepno-obronnym i zsunął się z łóżka z drugiej strony. Wyraźnie się bał Allana. Bał się jego reakcji, możliwości, że on pamięta. Starał się pochylać głowę i nie eksponować sinoczerwonych, zbyt wyraźnych śladów na szyi. Starał się nie pamiętać rozkoszy malującej się ma twarzy Allana, gdy coraz mocniej zaciskał palce i własnego podniecenia wynikającego z jego bliskości, zainteresowania, bólu, ryzyka i balansowania nad przepaścią. W milczeniu wziął telefon i przygotowane recepty na milion leków przeciwbólowych oraz maści. — Masz pozdrowienia od mamy. Powiedziała, że ci nakopie. — powiedział cicho próbując założyć koszulę, ale złamana ręka kurewsko bolała, nie mógł sobie z tym poradzić. Unikał brata. Nie patrzył na niego.
         Liczył się ze świadomością, że teraz pewnie wróci do mieszkania, z którego będzie musiał się wynieść. O ile jego rzeczy nie stoją już spakowane przed drzwiami. Mimo złości i tego wszystkiego, czuł, jak coś go dławi. Jakiś nieopisany żal, ból gorszy od tego fizycznego, wypełniał go całego. Nie wiedział na co liczył, na skruchę? Na przeprosiny?
Przecież sam go sprowokował. Sam doprowadził do granic  i przekroczył je bez namysłu rzucając obu na zbyt głęboką wodę. Okazało się, że żaden nie miał ochoty pływać, zwłaszcza Allan. On trzymał się ram swojego życia i nie zamierzał ich przekraczać. Teraz nie pamiętał, albo nie chciał pamiętać chwili słabości.
         Ignorował go i pilnował, by Allan nie zbliżył się na mniej niż metr. Chciał stąd wyjść, potem będzie czas na pranie brudów, kolejne szarpanie i awantury. Od wejścia szukał samochodu brata, ale na widok rudej czupryny Cedricka… nie, wcale nie odetchnął z ulgą. Poczuł, że coś jeszcze cięższego niż dotychczas osiada mu na żołądku.
     — Dzięęęęki… — wydukał spoglądając na rudego spode łba. Jego obecność gwarantowała mu nietykalność, przynajmniej do momentu, kiedy nie dowie się co zaszło między braćmi.
Jeezu, jakie to wszystko było popierdolone. Calvin koniecznie potrzebował choć jednej, pewnej rzeczy na temat wczorajszego wieczoru.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Sro Paź 26, 2016 10:35 pm

Calvin się go bał. Allan zaś był zaskoczony tym jak mocno uderzyła w niego ta świadomość. Czy może raczej, właściwszym słowem będzie, zadziwiła. A przecież to całkiem normalne, że ktoś, kto został kilka godzin wcześniej pokaźnie zmaltretowany, nie może się nie obawiać swego oprawcy. Allan na pierwszy rzut oka mógł przecież określić, że obrażenia brata są obszerne, co musiało znaczyć, że naprawdę stracił nad sobą panowanie. Chyba dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego jak wiele mu uczynił. Jak bardzo musiano wyprowadzić go z równowagi. Tym bardziej był ciekaw, co też zrobił mały braciszek, że All posunął się aż do tego. Calvin wyglądał jakby miał zaraz umrzeć, albo jakby już w połowie przemienił się w ducha. Starszy Rain bardziej niż czegokolwiek, pragnął się dowiedzieć, co tak właściwie jest tego powodem. Bezpośrednim były jego pięści, ale co z przyczyną?
Zmrużył tylko nieznacznie oczy widząc jak brat go unika. Zupełnie jakby bał się, że Allan nie przyjechał tutaj po niego, lecz po to tylko, aby dokończyć dzieła. Nie mówiąc nic, przyglądał się Calvinowi, analizując wprawnym okiem każdy pojedynczy ślad na jego ciele. Ślady, które zadały jego dłonie, jego pięści, palce i paznokcie. Czujne oko dostrzegłoby cień uśmiechu, który naznaczył twarz bruneta na ułamek sekundy. Pozwolił sobie na chwilę zamyślenia. Szybko jednak powrócił do rzeczywistości, rzucając bratu na wpół zaskoczone, na wpół mordercze spojrzenie, gdy tylko usłyszał komentarz o matce. W pierwszej chwili bowiem pomyślał, że Calvin powiedział jej do czego doszło. W następnej sekundzie jednak uświadomił sobie, że gdyby tak było, sam by już nie żył, a matka dobitnie dałaby mu się we znaki. Zrozumiał więc, że rodzicielce musiało chodzić o niedopilnowanie brata. Na szczęście Cal nie był na tyle głupi, by dzielić się z matką szczegółami. Dobrze. Bardzo dobrze.
Wodząc za chłopakiem czujnym, wcale przyjemnym spojrzeniem, czekał aż ten się zbierze. Uznał, że najlepiej będzie wszystkie sprawy z młodym załatwić, gdy już wrócą do akademika. Nie mógł po prostu zapytać go co zaszło, bo nie dostałby odpowiedzi, a jedynie szczęście gówniarza, który myśli, że ominą go moralne konsekwencje. Bo przecież musiał zrobić coś niemoralnie nieprzyzwoitego, skoro sprowokował Allana do użycia przemocy w tak dużym stopniu. Nie ma wątpliwości, że mieszanka alkoholowo-narkotykowa zrobiła swoje, ale wciąż… Musiał mieć dobry powód. Skoro Cedrick nie wiedział, albo nie chciał powiedzieć, nie miał wyjścia jak tylko wyciągnąć to od Calvina. A żeby to zrobić, musiał udawać, że wie. O ironio.
Niemal posłusznie, zgodnie z niewypowiedzianą przez młodszego komendą, trzymał się kilka kroków za nim. Przynajmniej do momentu, w którym dotarli do samochodu. Tam przestrzeń między nimi chcąc nie chcąc się zmniejszyła, lecz Allan nadal nie wykonywał żadnych gwałtownych ruchów. Wyglądało to na zwykłą ciszę przed burzą i być może było cięższe do zniesienia niż wybuch gniewu, czy wyrzuty. Allanowi było łatwiej, bowiem nie wiedział o co ma się gniewać, co wyrzucać, co potępiać i czy powinien prędzej przeprosić, czy dokopać bratu jeszcze mocniej. Cóż, pierwsza opcja nie wchodziła w grę, drugą rozważy, jak tylko dowie się tego, czego pragnie.
Gdy rudzielec dostrzegł dwójkę braci, dopalił papierosa i nie zaszczycając żadnego z nich dłuższym spojrzeniem, usiadł za kierownicę. Nijak nie odpowiedział na podziękowanie Calvina, zerkając na niego jedynie przez ramię z dozą politowania. Westchnął i ruszył, znosząc cierpliwie ciszę panującą w aucie. Allan najwidoczniej budował sprzyjającą mu atmosferę, a Cedrick nie miał zamiaru wtrącać się między kłótnie Reevów. Przynajmniej nie dopóki jeden drugiemu nie grozi śmiercią.
Dojechali do akademika, gdzie rozdzielili się przy odpowiednich drzwiach. Cedrick na pożegnanie rzucił im obojgu ostrzegawcze spojrzenie, jakby dawał znać, że jest za drzwiami i w każdej chwili może ustawić ich do pionu, zaś Allan nic sobie z niego nie zrobił i niczym kat, otworzył drzwi przed młodszym bratem, wpuszczając go do środka. Dźwięk zatrzaskiwanych zawiasów mógł wydawać się teraz niczym wyrwany z horroru. Atmosfera panująca w pokoju, w którym wciąż panował niewyobrażalny syf, była niewybrednie dusząca.
Więc, mój słodki braciszku – wymruczał swym gardłowym tonem, tym razem wcale się nie uśmiechając. Zabrał dłoń z klamki, powoli podchodząc do chłopaka, nie ważąc już na to, że ten ewidentnie sobie tego nie życzy. Gdy plecy młodszego zderzyły się ze ścianą, Allan zamknął drobne ciało w przestrzeni swego ciała i dużej dłoni opartej obok czarnej czupryny. – Zechcesz się usprawiedliwić? Czy mam kontynuować naszą zabawę? – wyszeptał, będąc swymi ustami na poziomie ust chłopaka, przy czym zaglądał nachalnie głęboko w jasne tęczówki. W rzeczywistości nie miał pojęcia o czym mówi, ale wierzył, że jest wystarczająco przekonujący, by w ten sposób się czegokolwiek dowiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Pią Sty 13, 2017 7:47 pm

To był koszmar. Cała droga do domu, nawet jeśli trwała zaledwie kilka minut, Calvin miał wrażenie, że ciągnie się w nieskończoność. Nie rozumiał do tego, dlaczego tez Cedrick był wobec niego tak chłodny. Niby tylko się pieprzyli, ale odrobina troski jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Tymczasem młodszy Reeve miał wrażenie, że rudy tez go o coś obwinia, choć był pewien, niemalże pewien, że Cedrick pojawił się dopiero, gdy starszy braciszek spuszczał mu wpierdol. Nie wcześniej.
Bolała go głowa i nie mógł wziąć głębszego oddechu. Jedyne, o czym marzył, to kolejna porcja leków przeciwbólowych i jak najszybsze zaśnięcie.
Niestety, o tym mógł jedynie pomarzyć. Zanim zdołał zareagować, znów znalazł się w obręczy ramion brata i, na Boga, tym razem wcale go to nie cieszyło – wręcz przeciwnie, był szczerze przerażony. Jakby zdał sobie sprawę z tego, że Allan w ogóle nie żartuje. Jakby nie odkrył tego, gdy tak po prostu strzelił mu w ucho.
— Z czego mam się, przepraszam, usprawiedliwiać? — Zmarszczył brwi zastanawiając się czy brat rzeczywiście pamięta wieczór czy zgrywa się najzwyczajniej w świecie. Jakkolwiek by nie było, nie miał śmiałości nawet o tym wspomnieć. — Chyba ty powinieneś powiedzieć mi to i owo — przekręcił głowę.
Chryste, Allan, nie rób tego.
Calvin nie mógł znieść tej bliskości, jeśli sądził, że wpierdol go uleczy, ostudzi zapał, to grubo się mylił. Ale do pożądania i pragnień doszedł jeszcze strach, który zamiast odstraszać, tworzył trudną do zrozumienia mieszankę wybuchową. Chłopak najpierw próbował odepchnąć brata, co nie było proste jedną ręką, a gdy to, oczywiście, nie przyniosło pożądanego rezultatu, złapał go za włosy i odciągnął od siebie jego twarz.  
— Twój oddech mógłby wybić pół planety, Allan — powiedział nieco zbyt jękliwie, by zabrzmiało surowo. Ale zdołał wygospodarować dla siebie odrobinę przestrzeni – wciąż znajdował się w potrzasku, ale przynajmniej nie wpatrywał się we własne przerażone oblicze odbijające się w nieludzkich wręcz, jasnych tęczówkach. — Poszliśmy chlać, zapaliliśmy skręta, nie chciałem się z tobą podzielić, próbowałem zabrać ci butelkę, a tobie… Tobie się to nie podobało.
Calvin niepewnie spojrzał na starszego Reeve’a. Starał się brzmieć przekonująco, ale nie wiedział jak przyjmie Allan te wersję. — Więc nie wiem z czego mam się usprawiedliwiać. Gdyby nie Cedrick, roztrzaskałbyś mi głowę…
Wyrzut? Tak, wyrzut. Calvin obwiniał Allana. Był na niego zły. Rozgoryczony i rozżalony. Zapewne miał powód, w przedstawionej wersji miał do tego pełne prawo. W przedstawionej wersji nie było chęci wzajemnego przelecenia się i obciągnięcia sobie. Nie było rąk sięgających pulsującego kutasa i dzikich pocałunków. Kurwa, oni to naprawdę niemal zrobili.
Calvin starał się wyczytać z twarzy starszego cokolwiek. Jakiś ślad tego, że pamięta cokolwiek. A nie widząc żadnej reakcji, żadnego znaku, nie wiedział, czy mu ulżyło, czy poczuł się jeszcze bardziej chujowo.
— Allan, nie mogę oddychać, wszystko mnie boli… Musze się położyć…

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Sob Lut 18, 2017 5:15 pm

Naprawdę miał nadzieję, że to podziała. Allan nie umiał zdzierżyć trwania w nieświadomości. Zależało mu na tym, by wszystko rozumieć i miał bzika na punkcie tego, czego zrozumieć od razu nie potrafił. Być może właśnie dlatego zawsze tak dobrze się uczył i choć jego charakter oraz sposób bycia pozostawiały dużo do życzenia, był osobą oczytaną i nie tylko inteligentną, ale także mądrą. Czuł się zbyt sfrustrowany sytuacjami, których nie pojmuje, więc za wszelką cenę starał się nadrobić swoje braki w każdej dziedzinie, nawet jeśli chodziło o życie codzienne i jego relacje z ludźmi. Nie lubił jednak przyznawać się do swojej niewiedzy, szczególnie, gdy sytuacja wyglądała tak jak teraz i niewiedza ta była mu bardzo nie na rękę.
Ściągnął brwi słysząc pierwsze słowa wylewające się z ust brata i zmierzył się z gwałtownie napływającym zirytowaniem, gdy uświadomił sobie, że te niczego nie wyjaśniają, a jedynie dodają pytań. On miałby się z czegoś tłumaczyć? Niby z jakiej racji? To on coś wczoraj zrobił? Co mógłby zrobić? Allan jest szczerą osobą, czasami zbyt szczerą. Nie kryje się ze swoimi zapędami, mrocznymi zakątkami umysłu i przekonaniami, co więc mógł zrobić, w związku z czym można by oczekiwać od niego wyjaśnień? Pieprzenie.
Nim odpowiedział, warknął gardłowo, czując jak za sprawą silnego pociągnięcia, jego głowa odsuwa się od twarzy chłopaka. Posłał mu rozjuszone spojrzenie, zerkając w oczy brata spod przymrużonych niebezpiecznie powiek. Nie zmienił jednak pozycji, nie wyrywał się, ani nie próbował odciągnąć dłoni młodszego Reeve'a od swoich włosów. Zamiast zrobić cokolwiek, słuchał wyjaśnień chłopaka, o które ten się w końcu pokusił. Tyle że...
– Nie łżyj – warknął boleśnie szorstkim głosem, w chwilę przyciskając szyję brata do ściany jedną ze swych dużych dłoni. Drugą gwałtownie odjął jego rękę od swoich włosów. Był lekko wyprowadzony z równowagi, zignorował więc dalsze słowa chłopaka i bezlitośnie zaciskał dłoń na zmaltretowanej już kilkukrotnie szyi.
Był pewien, że kłamie. Znał siebie. Znał na tyle dobrze, że wiedział, iż nieważne w jakim stanie by nie był, nie próbowałby zabić własnego brata za tak kretyńską sprzeczkę. Wbrew temu co można było myśleć, Allan darzył chłopaka braterską miłością, nawet jeśli nie okazywał jej w ten sam sposób, w który okazują ją inni. Nie skrzywdziłby go tak poważnie, gdyby nie miał naprawdę dobrego powodu. Między nimi zaszło coś poważnego, a Allan z chwili na chwilę wkurwiał się coraz bardziej, bo za nic nie mógł wyobrazić sobie co to mogło być.
Ciskał piorunami w oczy chłopaka, samemu już nie mając pomysłu, jak wyładować swoją frustrację. Nie miał na to siły i nie, wcale nie chciał posłać go do piachu. Był po prostu wkurwiony stanem w jakim się znajdował. Nienawidził trwać w niewiedzy, szczególnie w tak ekstremalnych wypadkach.
Warknąwszy krótko, gwałtownie puścił szyję chłopaka, odsuwając się na kilka kroków. Wyciągnął z kieszeni paczkę fajek, zamaszyście wkładając jednego do swych ust. Ręce nieznacznie drżały mu, gdy odpalał papierosa. Z ukosa spojrzał na brata.
– Kładź się – zarządził sucho, przeczesując dłonią pozostające w nieładzie włosy. Widocznie nie znosił dobrze tej sytuacji.  – Nie będziemy do tego wracać – dodał rzeczowo, zbliżając się do okna, które otworzył na oścież, by wychylając się nieznacznie, w spokoju dopalać fajka. W międzyczasie zaś zastanawiał się jaka jest szansa, że w miejscu, gdzie znalazł ich Cedrick, zainstalowane są kamery.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Wto Maj 02, 2017 4:01 pm

Calvin przez chwilę wyglądał jak prawdziwy, skrzywdzony, młodszy brat. Oczy błyszczały podejrzanie jeszcze zanim zaszły mgłą, gdy zaczynało brakować mu powietrza. W pewnym momencie już się nawet przestał szarpać, zmęczony ostatnimi wydarzeniami i tym wszystkim. A gdy zorientował się, że Allan faktycznie niczego nie pamięta, ogromny ciężar spadł mu z piersi i ulżyło mu tak, że to niemal bolało. Jego brat nie był na tyle wyrafinowany i mściwy, by podobne rewelacje zachowywać dla siebie, gdyby cokolwiek pamiętał, to w swojej awersji i obrzydzeniu z całą pewnością zmiótłby Calvina z powierzchni ziemi jako źródło problemów i jedynego świadka jego chwilowej słabości.
Młodszy Reeve mógł się teraz jedynie zastanawiać, czy jego braciszek w podobny sposób zabawia się z Cornelią i rżnie ją z takim zapamiętaniem, z jakim się wczoraj obmacywali, nie pamiętał jednak, by widział na jej ciele jakiekolwiek ślady. Jeśli były, to w ukrytych miejscach, a tych w jej przypadku wcale nie było tak wiele. Cedrick, swoją drogą, prześwięciłby kumpla, gdyby zobaczył u siostry jakiekolwiek ślady. Nie, to była reakcja na niego. I Calvin dałby sobie głowę uciąć, że pomimo braku czułości i zerowego romantyzmu, Allan był skurwysyńsko podniecony, nawet jeśli starał się tego nie pokazywać. Nawet pijany i przyćpany Calvin pamiętał ten jeden moment, gdy ich usta były tak blisko siebie, kiedy wciągali ten sam dym i tak niewiele brakowało…
A potem trzask łapanej kości i kilka solidnych ciosów. Wspomnienie przywróciło go do rzeczywistości i chłopak zacisnął szczęki.
— Nie panujesz nad sobą, nie musisz szukać wymówek Jesteś pierdolniety, a gdyby Cedrick się nie pojawił… Kurwa, nawet nie mogłem się bronić! Wiesz jak musiałem ściemniać lekarzom, którzy chcieli wezwać policję? Lepiej, żeby matka się o tym nie dowiedziała.
Z jednej strony marzył o gorącym prysznicu, z drugiej strony leki przeciwbólowe przestawały działań i zaczynała boleć go połamana ręka, stłuczone żebra i głowa. Chciał odpocząć i choć nieco przerażała go myśl o zaśnięciu w jednym pokoju z Allanem, to zmęczenie było silniejsze.
Nawet nie pomyślał o kamerach, i całe szczęście, bo pewnie nie zdołałby już spokojnie zmrużyć oka.
— Możesz palić na zewnątrz? Chce mi się rzygać od tego smrodu — wyjęczał zwijając się w kłębek. Dodatkowy kac nie był zbyt komfortowy.

Przespał pół dnia i całą noc, obudził się nazajutrz czując się psychicznie odrobinę lepiej, choć wciąż wszystko mu bolało. Nie szukał Allana, najwyraźniej ten nie dorwał się do kamer i nie zdołał sobie niczego przypomnieć, skoro Calvin jeszcze żył.
Chłopak wziął prysznic i wyglądając wreszcie jak człowiek, z nieco siną szyją, zabrał się za robienie zaległego projektu na studia, skoro i tak ostatnio opuszczał więcej zajęć niż w nich uczestniczył.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Pon Lip 17, 2017 1:42 am

Wariował przez tę niewiedzę. Zrobił jednak co mógł, by się uspokoić. Gryzący dym wypełniający jego usta w jakiś sposób pomagał, choć słowa młodszego Reeve'a jakby siłą chciały przywrócić Allana do poprzedniego stanu. Stanu nieposkromionego rozjuszenia i oddania wszelkich myśli na rzecz siłowych rozwiązań. Przymknął oczy, biorąc głęboki wdech mający jakkolwiek pomóc przetrawić braterskie słowa.
Oderwał się od parapetu i zrobił krok w głąb pokoju, a przy tym z jakimś zniecierpliwieniem i złością rzucił krótkie, zimne spojrzenie Calvinowi.
Tak, lepiej, żeby się nie dowiedziała – odniósł się jedynie do wzmianki o matce i obydwaj wiedzieli, że słowa te nie wyrażały płomiennej nadziei, lecz były prostym, zrozumiałym ostrzeżeniem. Po tych słowach, Allan nie patrząc dłużej na brata, zaciągnął się raz jeszcze i opuścił pomieszczenie zgodnie z życzeniem młodszego. Nie wyszedł jednak na zewnątrz, a zamiast tego bez pukania wdarł się do pokoju obok. Złote oczy mężczyzny, skryte za okrągłymi okularami, które pasowały mu jak mało komu, podniosły się znad laptopa i zatrzymały na brunecie. Allan mógłby przysiąc, że te właśnie niebrzydkie oczy przewróciły się na jego widok.
Co chcesz powiedzieć? – Brunet niemal wypluł te słowa, krzywiąc się przy tym nieładnie i podszedł do okna, otwierając je na oścież. Zajął się dopalaniem papierosa, niespokojnie przeczesując nieuporządkowane włosy. – Musiał być jakiś powód – warknął z wyraźną frustracją, zaciągając się z takim zawzięciem, że niemal przyprawiło go to o kaszel.
Allan, byłeś o jakieś dwie sekundy od zabicia młodszego brata – zauważył rudzielec i z westchnięciem zamykając klapę laptopa, odłożył go na bok. – Istnieje jakikolwiek dobre usprawiedliwienie? – Wstał z łóżka, wyciągając własne fajki. Wychylił się przez okno, kątem oka zerkając na to przydzielone do pokoju Reeve'ów. Zauważył, że było otwarte. Zdał sobie sprawę, że Allan nie ma pojęcia, jak słowa niosą się między pokojami z otwartymi oknami.
Po czyjej ty, kurwa, jesteś stronie? – Brunet łypnął na starszego z lekkim wyrzutem, choć dobrze wiedział, co chodzi po głowie Cedrika. Szybko również odkrył, że zaczynają go dopadać wyrzuty sumienia. Cóż, to przynajmniej wykluczało go z grona socjopatów, czyż nie? Pozostały tylko poważne problemy z agresją... I kilka innych skrzywień psychicznych.
Są granice. Dla mnie to rodzina. Zaczynam wątpić, że ty posiadasz jakiekolwiek. – Rudzielec uśmiechnął się z lekką złośliwością, patrząc na najlepszego kumpla z politowaniem. – Wychowałem potwora – zaśmiał się swobodnie, klepiąc bruneta po ramieniu, dając do zrozumienia, że w rzeczywistości ma gdzieś jego granice i jego relacje z bratem. Nie obchodziła go brutalność i brak zahamowań Allana. A Allan doskonale o tym wiedział, dlatego w spokoju dopalił papierosa i obdarzył mężczyznę krótkim prychnięciem.
Musisz mi pokazać gdzie to się stało. Chcę coś sprawdzić.

Allan wrócił do akademika, gdy jego brat już spał, a pracę zaczynał o szóstej, dlatego nie miał okazji zamienić z Calvinem słowa. Nie, żeby jakoś specjalnie mocno go do tego ciągnęło. Myślał co prawda o tym, by jakoś załagodzić sytuację między nimi, ale nie do końca umiał się za to zabrać i wcale nie zależało mu aż tak bardzo. Nie przed tym, jak dowie się o co poszło. A znalazł sposób, który mógł mu pomóc.
Cedric zapukał do drzwi sąsiedniego pokoju, wchodząc zaraz po tym, bez czekania na odpowiedź. W pokoju, tak jak się spodziewał, zastał Calvina, którego widok przyprawiał o czysto ludzkie i naturalne współczucie. Allan naprawdę ładnie go poturbował.
Porozmawiajmy. – Uśmiechnął się sympatycznie, nie przypominając zupełnie tego oschłego, przypadkiem poznanego kolesia, który odbierał go ze szpitala. Wyglądał raczej jak ktoś zamierzający dla odmiany okazać trochę wsparcia. – Musisz mi powiedzieć, co się wydarzyło, żebym wiedział, jak podejść do Allana, gdy już się dowie. – Widząc nadal nie do końca rozumiejące spojrzenie bruneta, przysiadł na brzegu biurka i pośpieszył z wyjaśnieniem. – Kamery. Tam, gdzie cię prawie zabił, są kamery. A Allan prędzej, czy później znajdzie sposób, by dorwać się do nagrania. Więc, jeśli coś zrobiłeś, lepiej mów. – Poruszył wymownie brwiami, patrząc na młodszego z cieniem współczucia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Pon Lip 17, 2017 3:14 am

Starał się wrócić do normalnego rytmu, ale to wcale nie było proste. Na uczelni pojawiał się tylko na obowiązkowych ćwiczeniach omijając wykłady, ale i tak nie zdołał uchronić się przed pytaniami co mu się stało.
Każdemu, kto pytał, przedstawiał wymyśloną naprędce historyjkę, że wyszedł w czasie imprezy po alkohol i wdał się w bójkę z grupą, która chciała odebrać mu telefon i pieniądze. W zamian otrzymywał klepnięcie w plecy i pełne dobrych intencji pocieszenie, że "Allan na pewno dojebie tych kutasów i im wpierdoli za brata“. Uśmiechał się i kawał głową czując się z tym coraz gorzej.
Każdy dzień był gorszy od poprzedniego i Calvin zaczął popadać w autentyczną depresję miotając się w swoich uczuciach. Wspomnienia tamtej nocy, jak kawałki puzzli, zbierał po kolei czując do siebie wstręt, zwłaszcza wtedy, gdy skrajnie przerażony i podniecony przerżnął się własnymi palcami. To było raz, krótko po tym, jak wrócił ze szpitala i napełniło go odrazą tak wielką, że przez następny dzień nie pokazywał się nikomu na oczy jeżdżąc na gapę przypadkowymi autobusami po mieście.

Siedział u siebie usiłując rozgryźć program, za pomocą którego miałby swobodny dostęp do zabezpieczeń pewnego obiektu, praca pochłaniała go bez reszty, zwłaszcza że był spłukany, a sukces mógł w przyjemny sposób doładować mu zawartość portfela. Kiedy odwiedził go Cedrick (którego również unikał niepewny czy Allan coś pamięta i czy mu coś powiedział) ślęczał nad dwoma laptopami z całym naręczem skomplikowanych notatek. Spojrzał na rudego nieco nieufnie.
— Znasz go. Wystarczy cokolwiek, żeby go sprowokować — powiedział szybko nie mając specjalnej ochoty kontynuować tej rozmowy. Chciał wrócić do pracy zanim wróci Allan i znów będzie musiał udawać, że śpi, by z nim nie rozmawiać, jednak kolejne słowa Cedricka sprawiły, że zamarł. Powoli wyłączył oba laptopy i odłożył je na bok próbując ukraść trochę czasu na przemyślenie odpowiedzi.
— Kamery — powtórzył zmienionym głosem i w chwili, gdy uświadomił sobie, co to tak naprawdę oznacza, z jego twarzy odpłynęły wszelkie kolory, poczuł, że robi mu się cholernie słabo i kurewsko niedobrze, do tego stopnia, że musiał zacisnąć zęby w obawie, że naprawdę zaraz po prostu zwymiotuje. Do tego momentu starał się nie wracać myślami do tego, co się stało, ale teraz wszystko wróciło w jego głowie z niespodziewaną ostrością. Był pijany i naćpany, miał pełne prawo niczego nie pamiętać, ale każde słowo i cios Allena pamiętał aż nazbyt dobrze. Przełknął z trudem ślinę i sięgnął po papierosy. Wyciągnął jednego, ale odpalenie go mu nie szło, ręce trzęsły mu się jak w febrze, a złamane ramię niczego nie ułatwiało. Cedrick musiał mu pomóc.
Calvin zaciągnął się dymem i naprawdę wyglądał jakby miał się zaraz rozpaść na milion kawałków.
— Sięgają tam? Kamery? — spytał z nadzieją, że usłyszy zaprzeczenie, ale Cedrick wyglądał jakby wcale nie żartował. To mógł być tylko sposób Allana na wyciągnięcie czegoś z brata, ale im dłużej wpatrywał się w rudzielca, tym większe miał w tej kwestii wątpliwości. Westchnął cicho w momencie, kiedy wydawało się, że już nic nie powie. Papieros się skończył, więc sięgnął po następnego, znów korzystając z powrotem mocy Cedricka.
— To... Dość popierdolona sprawa... Nie chcę, żebyś mu coś mówił, ale jak on zobaczy nagranie... — Wyraźnie było widać, że boi się brata. Coś strasznie go przerażało i wyglądał jakby wypowiedzenie tego na głos przerastało jego siły. — Jak poszedłeś, trochę nas poniosło... W sensie... Zaczął mnie dusić, potem ugryzł mnie w ucho... Nie, nie w romantycznym sensie, upierdolił mnie we wcześniejszą ranę, a potem... Znaczy najpierw mu przywaliłem w szczękę i ugryzłem... W wargę — kolejny papieros, unikał wzroku Cedricka i tak czując na sobie jego palące spojrzenie — n-nakręciłem się... I on też i trochę... Trochę go prowokowałem, wiem, że nie jest pedałem, ale jak mnie tak trzymał, to byłem pewien... Był trochę za blisko, mnie to zaczęło kręcić i chciałem więcej, tyle że spytałem czy często bawi się w ten sposób... Wtedy on... Wytrzeźwiał i... Cóż... Resztę znasz... Ocieraliśmy się o siebie jakby... Wiesz... — zamilkł i z przestrachem spojrzał na Cedricka oczekując okrzyku oburzenia, wyzwisk i potępienia. Bo przecież bracia, bo Allan z Cornelią, bo Allan nie jest gejem i tępi wszelkie homo zapędy... — Kurwa, zaraz się porzygam, jak on to zobaczy, to przecież mnie zabije... — pobladł jeszcze bardziej o ile to możliwe i rozglądnął się po pokoju. Większość jego rzeczy była wyzbierana, zupełnie jakby przygotował się na przymus opuszczenia mieszkania w jednej chwili. Gdyby miał kasę i gdyby nie zależało mu na studiach, już dawno by stąd zwiał. Gdyby tak rozpaczliwie nie pragnął poprawy relacji, bo jebane serce nie sługa i mimo skrajnego przerażenia w dalszym ciągu ciągnęło go do Allana. — Kurwa, Cedrick, nie wiem co mam zrobić — złamał się i oparłszy łokcie na kolanach ukrył twarz w dłoniach. Obwiniał się wyraźnie o to wszystko, zachowywał się jakby zasłużył na to, co zrobił mu brat.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   

Powrót do góry Go down
 
Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: