IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Nie Lis 01, 2015 10:01 pm

Nie było seksu w łazience. Były za to nudne zajęcia i jeszcze więcej zajęć. Pierwszy dzień ciągnął się Calvinowi w nieskończoność. Na pierwszym wykładzie zasnął z pewnością nie robiąc pozytywnego wrażenia na wykładowcy, na drugich wcinał się profesorowi w zdanie, a na trzecich prychał co pięć minut. Jego skromnym zdaniem to on powinien był zajmować miejsce przy tablicy, zaś psor w ławce. Z pewnością nauczyłby go więcej. Strata czasu.
Mimo to nie odpuścił zajęć, nie spieszyło mu się do domu,  zwłaszcza gdy miał tę świadomość, że starszemu braciszkowi trochę zalazł za skórę. Miał zamiar wspaniałomyślnie dać mu trochę czasu na ochłonięcie, podczas gdy sam karmił się swoim buntem. No bo przecież nie miał zamiaru pozwolić, by brunet wybierał mu znajomych i atakował tych obecnych. Właściwie bez powodu, przynajmniej teraz.
Co jakiś czas zerkał na Patricka, ale ten najwyraźniej był zbyt obrażony po porannym ataku na własna osobę i zlewał go z góry na dół. Pod koniec dnia jedynie zafundował mu lekką ciasnotę w spodniach swoim pocałunkiem, ale zaraz potem odsunął się i zostawił nieszczęsnego Reeve’a w stanie wskazującym na pilną potrzebę pozbycia się napięcia. To Calvina zdenerwowało jeszcze bardziej, a humor popsuł się do reszty.
Wparował do mieszkania uzbrojony w złość i dopiero broń wycelowana prosto w jego głowę odrobinę go ostudziła. Przynajmniej na chwilę.
Kłamstwem byłoby powiedzenie, że nie zrobiło to na nim wrażenia; zamarł w drzwiach i obserwował brata z niepokojącym wyrazem twarzy. A potem wybuchnął.

- Czy ciebie pojebało?! – wydusił, gdy strzał nie nastąpił, a broń została bezpiecznie schowana. Za pasem. Kurewskich. Seksownych. Spodni. Od. Jebanego. Munduru. Calvin zlustrował ubiór spojrzeniem i jęknął w duchu. Chryste, spełnienie jego najbardziej perwersyjnych wyobrażeń, ciekawe czy ten dupek miał przy sobie kajdanki i czy często ich używał.
Stop.
Pożarłby go w całości, o ile, rzecz jasna, nie zostałby pożarty najpierw. Marzenia.
Ostrożnie odłożył swoje rzeczy i ściągnął bluzę, cały czas mając w zasięgu wzroku postać tego psychola – bo, prawdę mówiąc, Allan nie wyglądał jak ostoja spokoju, a w jego oczach było cos takiego, mimo pozornego uśmiechu, że gdyby Cal miał odrobinę oleju w głowie, uciekłby gdzie pieprz rośnie. Ale nie, nie zdążył, za moment zginał się pod wpływem ucisku na karku i pozostał mu jedynie syk, gdy kilka ruchów palcami niemal zwaliło go z nóg.
- W Barcelonie, Al. – Poprawił go mimowolnie i ugryzł się w język, by nie jęknąć z bólu. Albo i nie tylko z bólu. Gorący oddech na swojej twarzy poczuł w momencie, gdy miał zamiaru bluznąć sobie dla ukojenia zszarganych nerwów. To go rozłożyło na łopatki. Normalnie nie jarały go takie pierdoły; stado diabłów mogłoby mu dmuchać w twarz, a on pozostałby niewzruszony niczym skała, ale teraz… Ta bliskość oraz groźby irracjonalnie wpłynęły na miękkość jego kolan.
- Pieprz się. Chuj. Ci. W. Dupę. Allan. – wycedził powoli i nie bez ulgi roztarł obolały kark. Dupek znał się na rzeczy. – Nie jestem już gówniarzem. – prawie odskoczył, gdy został poklepany po policzku. Jezu, nie miał zamiaru dawać mu satysfakcji bycia górą. Upewniwszy się, że broń chwilowo nie znajduje się w rękach brata, a on sam odwrócił się plecami, doskoczył do niego i złapał jego pistolet sprawnym ruchem wyciągając go zza pasa. Uśmiechnął się przy tym bezczelnie, nieco zaskoczony łatwością, z jaką udało mu się to zrobić. Nie wiedział, że broń jest nabita, w tej kwestii był raczej laikiem. – Potrafisz tylko szczekać. – palec znalazł się na spuście, ale Calvin nie celował. Uważał to za świetną zabawę, wkurwianie starszego brata ZAWSZE było przednią rozrywką, którą lubił praktykować nawet gdy jeszcze mieszkali razem.
Wrażenie, jakie zrobił na nim Allan w mundurze postanowił rozpatrzyć później, po jego wyjściu. W łazience, pod prysznicem, wyobrażając sobie… ach… rzeczy, podczas których jakiekolwiek ubranie byłoby całkowicie zbędne.
- Często tego używasz? – przyjrzał się broni i cofnął o krok nie zamierzając jej tak łatwo oddać. Nie spojrzał mu w oczy, jakoś chwilowo bał się, że nie wytrzyma i stalowe tęczówki zobaczą w jego twarzy o wiele więcej aniżeli powinny.


Ostatnio zmieniony przez Suicide dnia Sro Lis 04, 2015 1:25 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Wto Lis 03, 2015 10:58 pm

Nie, wcale go nie pojebało. Przynajmniej sam Allan tak nie uważał. Nie sądził również, że jego młodszy braciszek na poważnie weźmie broń wycelowaną między niebieskie ślepia. To prawda, że dwudziestoczterolatek bywał nieobliczalny, ale nie do tego stopnia, by powodowany kaprysem, zastrzelić własnego brata. Być może mógłby to zrobić pod wpływem emocji lub bez nich, gdyby miał dobry powód, lecz prowadzanie się z pedałami mimo wszystko nie było wystarczającym bodźcem, aby popchnąć Allana do naciśnięcia spustu. Nie oszalał do reszty, nawet jeśli wielu sądziło, że z jego głową jest bardzo źle. Może nie łączyły go z bratem szczególnie mocne więzi, ale to wciąż był brat i osoba, z którą się wychował. Darzył go jakimś rodzajem braterskiej miłości, nawet jeśli niekoniecznie umiał, czy chciał to okazywać. W każdym razie, na pewno by nie strzelił. Przerażenie widoczne w postawie i na twarzy młodszego Reeve'a nieźle go rozbawiło, czego jednak nie okazał nie chcąc wybić się z nastroju. W końcu jego mały braciszek potrzebował lekcji wychowawczej.
Barcelona? Tak, być może była to Barcelona. Jedno na B i drugie na B, a dla Allana reszta nazwy nie miała większego znaczenia. Gdziekolwiek brat by nie był, wyniósł stamtąd złe nawyki, co zdecydowanie nie podobało się Allanowi. Nawet bardziej niż spodnie Calvina. To, że wciąż pyskował, coraz bardziej poruszało jego wrażliwe nerwy i gdyby nie to, że powinien już wychodzić, zapewne pobawiłby się z chłopakiem dłużej. Znał dużo więcej boleśniejszych sztuczek, które mogłyby go uciszyć. Na tę chwilę jednak postanowił odpuścić, wiedząc, że nastąpi jeszcze dużo okazji do wychowywania niesfornego braciszka. Poza tym szedł do pracy i miał się na kim wyżywać. Uznał więc, że młodszy Reeve posiada choć trochę instynktu samozachowawczego i nie zrobi nic głupiego. Zapewne dlatego zupełnie stracił czujność i nie był w stanie przewidzieć tego co zrobił chłopak. A to zdecydowanie można było odebrać jako "coś głupiego".
Obrócił się powoli przodem do brata. Jeżeli wcześniej wyglądał jak psychopata, ciężko byłoby określić wyraz jego twarzy w obecnym momencie. Jego ostry wzrok wydawał się przeszywać sylwetkę młodszego na wylot, a w połączeniu z ostrymi rysami twarzy, zaciśniętą, mocno zaznaczoną szczęką i tym ubiorem, tworzył zdecydowanie godny podziwu efekt. Przy tym, cała reszta jego ciała i coś w spojrzeniu stwarzało dziwną aurę spokoju. Nawet skończony idiota wiedziałby, że z kimś takim lepiej nie pogrywać. Brata dotąd nie uważał za idiotę. Zaczynał zmieniać zdanie.
Na jego usta powoli wypłynął pełen pobłażliwości uśmiech, choć brwi wciąż pozostawały ściągnięte, co tworzyło niezwykle nieprzyjemny efekt.
- Rzadko - odpowiedział z jeszcze głębszym uśmiechem, zaś jego stalowe tęczówki częściowo skryły się pod przymrużonymi powiekami. - Wolę inne metody rozprawiania się z nieposłusznymi szczeniakami. - Jego mrożąca krew w żyłach mina świadczyła o tym, że ma przed oczami owe metody. Znów skierował kroki w stronę brata. Zatrzymał się przed nim, tym razem nie wykonując żadnych gwałtownych ruchów. Z pociemniałymi tęczówkami, wpatrywał się w dwudziestolatka. Powoli wyciągnął w jego stronę rozwartą dłoń. - Chcesz, żebym ci je zaprezentował? - Oczekiwał, że jego kochany, młodszy brat wykaże się odrobiną rozumu i odda broń. W innym razie nie będzie się hamował i przestanie "tylko szczekać". Lekkie spóźnienie do pracy nie robi mu większej różnicy.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Pią Lis 06, 2015 7:22 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Sro Lis 04, 2015 1:21 pm

Czy to miała być manifestacja siły oraz charakteru godnego starszego brata? Calvin zdał sobie sprawę, że NAWET JEŚLI, nogi mu miękły na widok Allana, to widok ów nie sprawiał już, że miał ochotę zniknąć, wtopić się w ścianę i modlić o jak najszybszą śmierć. Starszy brat przestał być tak straszny, jakim wydawał się być, gdy oba dzielili jeden pokój i zmagali się ze skutkami dojrzewania i młodzieńczego buntu.
Wtedy trudno było o dzień, w którym żaden z nich nie miał choćby siniaka nabitego przez tego drugiego.

Calvin chyba postanowił ponapawać się tym, że nie boi się Allana. Zmrużył oczy w podobny sposób co i tamten i zaśmiał się uroczo obracając broń w dłoniach.
Jezu, przecież byli braćmi, nieważne jak mocno ten dupek mu groził i jak strasznie wyglądał, młodszy z Reeve’ów wątpił, by naraził swoją karierę poprzez atak na zwykłego gnojka, który wyraźnie działał mu na nerwy. A Calvin był w tym mistrzem. Znał słabe punkty brata i dokładnie wiedział, za którą stronę powinien pociągnąć. W tym momencie napawał się swoim „dziełem”; wyrazem twarzy Allana, którego nie powstydziłby się niejeden psychol.

Jeśli tak łatwo odebrać ci broń, dziwię się, że jeszcze nikt nie odstrzelił ci głowy, Al. — Pociemniałe tęczówki młodszego przesunęły się wzdłuż ciała brata i na moment jego spojrzenie zawisło w okolicach paska jego spodni. Kurwa, chyba miał fetysz mundurów.A co, masz kilka lepszych tekstów niż wyrywanie pazurków i straszenie swoją groźną miną? — zaśmiał się w otwarty sposób szydząc z niego. To nie chodziło o to, że autentycznie chciał zaleźć mu za skórę, ale jednak było między nimi trochę spraw, które różniły ich i w większej kumulacji sprawiały, że Calvin miał ochotę przypieprzyć głową Allana w najbliższą ścianę. Nie tylko za atak na Patricka, zwyczajnie, po ludzku, paraliżowała go myśl i wyobrażenie tego, co by się z nim stało, gdyby na jaw wyszła jego orientacja.
Zrobił  krok do tyłu okraszając twarz bezczelnym uśmiechem I spoglądając bratu prosto w oczy. Nie miał zamiaru zginać przed nim karku, mieszkał tu teraz i… to zaczynało wyglądać jak walka dwóch samców alfa o terytorium. Calvin był gościem, ale zamierzał pokazać Allanowi, że zmienił się i nie ma możliwości, by wrócił tamten grzeczny chłopiec, którego kilka gróźb wciskało z głową pod poduszkę.
Calvin nie miał pojęcia o tym, że broń jest nabita; w swoim życiu nie miał z nią wielkiej styczności, krzywdę innym wyrządzał za pośrednictwem komputera, nie wystrzałów. Nieopacznie naciśnięty spust podczas próby wycofania się i ucieknięcia z zasięgu rąk pana strażnika to przecież nie była jego wina.
Nawet nie wiedział, gdy palec wskazujący omsknął mu się i nacisnął. Huk wystrzału na moment zupełnie go ogłuszył, jednak nie pozbawił czujności. Calvin zbladł jak ściana widząc, że pocisk przeleciał dosłownie o milimetr od twarzy Allana, kilka kosmyków włosów ruszonych prędkością lecącego naboju, jeszcze przez sekundę unosiło się w powietrzu.
No kurwa. Celowałeś we mnie z nabitego — wymamrotał tylko jeszcze nie smiejąc zacząć oddychać.
Broń nadal znajdowała się w jego ręku, zupełnie jakby tam przyrosła i nie zamierzała wrócić do swego właściciela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Pią Lis 06, 2015 7:55 pm

Brat zbyt mocno grał mu na nerwach, a przed zrobieniem mu poważnej krzywdy, Allana powstrzymywała jedynie świadomość tego, że Calvin specjalnie go prowokuje. Nie chciał dawać mu zanadto satysfakcji, dlatego też do pewnego momentu mógł trzymać nerwy na wodzy. Ale jego cierpliwość miała swoje granice i te zaczynały się bardzo szybko. Już dawniej był narwany. Odkąd podjął się pracy w więzieniu, jego głównym językiem stała się przemoc. Gdyby w Calu nie płynęła ta sama krew co w nim, już dawno zmasakrowałby tę ładną buzię. Nie w mniemaniu Allana oczywiście, on nie potrafił dostrzec męskiego piękna. To byłoby zbyt pedalskie.
Słysząc słowa chłopaka, zaczął wierzyć, że za chwilę przestanie liczyć się dla niego, iż ma przed sobą własnego brata. On naprawdę nie musiał nic mówić. To tylko dobra wola Allana, że wciąż używał ust, nie pięści. Jaka szkoda, że jego młodszy, tępy braciszek nie potrafił tego docenić. Jego słowa w dumę mężczyzny za specjalnie nie uderzyły, głównie dlatego, że znał swoje umiejętności i swoją wartość. Wcale niełatwo odebrać mu broń. Po prostu nie spodziewał się, że brat po szczerych ostrzeżeniach zdecyduje się na podjęcie dalszych kroków w celu doprowadzania bruneta do szału. Stracił czujność, ot co.
W pewnej chwili zamiast skupiać się na ścinaniu brata wzrokiem, przeniósł go na jego dłoń. Ignorując wszystko inne, jego spojrzenie uważnie i z wyjątkowym skupieniem śledziło palce chłopaka. Czuł do czego to wszystko prowadzi. Jego pieprzony brat nie miał pojęcia, że to co trzyma w rękach nie jest zabawką i służy do zabijania. Co więcej, wystarczył jego jeden ruch, by zrobić krzywdę sobie, albo Allanowi. Być może tylko dzięki temu skupieniu nie zarobił kulki w łeb. Widząc niebezpieczny manewr drobnej dłoni, usunął się nieco na bok i tylko świst tuż przy jego uchu obwieścił, że podjął dobrą decyzję. Po chwili poczuł także nieprzyjemny ból. Z niewzruszoną miną, zaciśniętą szczęką i nic niewyrażającym wzrokiem sięgnął dłonią do mokrego ucha. Przeniósł ją przed twarz. Krew. Wyglądało na to, że pocisk zdołał lekko otrzeć się o głowę.
Powoli uniósł szare tęczówki z zakrwawionych palców na wmurowanego chłopaka. Dopiero teraz na jego twarzy zaczęła uwidaczniać się złość. Wściekłość. Gwałtownie i szybko podszedł do brata. Jego dłoń bez uprzedzenia, z wyjątkową siłą zacisnęła się na długiej szyi i z impetem popchnęła ciało drobniejszego chłopaka na okno. Silne uderzenie potylicy o szybę zostawiło na niej charakterystyczną pajęczynę.
- Dlatego właśnie jesteś pieprzonym gówniarzem Calvin - wywarczał będąc swą wykrzywioną w złości twarzą tuż przy obliczu młodszego Reeve'a. Wydawałoby się, że silny uścisk na drobnej szyi nie wymagał od niego żadnego wysiłku i faktycznie, Allan nie zdawał sobie sprawy z tego jak wiele siły wkłada w ten mały atak. Drugą ręką wyrwał broń z dłoni chłopaka. Wciąż go dusił. W pewnym momencie jego mimika się zmieniła. Złość zniknęła ustępując miejsca dzikiej satysfakcji. Z przerażającym uśmiechem przyglądał się jak zaczyna mu braknąć powietrza. Jak jego twarz przybiera koloru. Jego wzrok wyrażał czystą chęć mordu. Szaleństwo. Przez chwilę się zapomniał.
Dopiero, gdy dotarło do niego, że wystarczy jeszcze kilka sekund, by zakończył życie brata, zamaszystym ruchem puścił jego szyję, powodując, że głowa znów bezwładnie obiła się o szyję. Z jego twarzy zniknął uśmiech. Bez cienia współczucia, czy skruchy patrzył na łapiącego powietrze Calvina. Znów wycelował broń w jego stronę.
- Powinienem się odwdzięczyć? - Przez chwilę wyglądał jakby faktycznie się nad tym zastanawiał. W następnej już pocisk przelatywał obok głowy brata, wciskając się w ścianę. Dość porządnie zahaczył o wrażliwe ucho. Allan bez cienia emocji patrzył jak szyja, przystrojona jeszcze śladem po jego dłoni, przystraja się krwią. Gdyby miał gorszego cela, lub gdyby Calvin postanowił się akurat poruszyć, mógłby powoli szykować się do pogrzebu. Przez ostatni rok Allan stał się nieobliczalny. To prawda, że się zmienił, choć sam tego nie zauważał. Umyślnie by go nie zabił. Ale to przecież byłby zwykły przypadek. Uśmiechnął się.
- Do zobaczenia, Cal - wymruczał z tym samym, nieprzyjemnym uśmiechem na ustach, po czym schował broń za pas i opuścił pomieszczenie, mijając zainteresowanych hałasem sąsiadów. Obwieścił im, że miał małą sprzeczkę z bratem, ucinając wszystkie pytania. Oni akurat wiedzieli, że nie należy wnikać. Z rozmarzonym uśmiechem udał się do pracy, zerkając jeszcze w zastanowieniu na dłoń, która przed kilkoma chwilami zaciskała się na szyi brata. To było tak przyjemne. Przeszły go ciarki. Zupełnie zapomniał o własnej ranie i zakrwawionej części głowy. Ból nie sprawiał mu różnicy. Był przyjemny. Dzisiejszej nocy więźniowie mają przejebane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Nie Lis 08, 2015 7:55 pm


Przecież nie planował postrzelić brata. Jego palec sam nacisnął spust, a ręka tylko przypadkiem znalazła się wyżej, zamiast celować w podłogę. Owszem, Calvin przestraszył się wystrzału, jego słowa spowodowane były po prostu szokiem. Nie przypuszczał, że ten kretyn chodził z odbezpieczoną bronią. Już pomijając fakt, że ktoś mógłby mu ją odebrać, ale przecież mógł nieopacznie nacisnąć spust i samemu się zranić.
Jak by mnie to coś, kurwa, obchodziło.
Młodszy z chłopaków nabrał powietrza i wreszcie się uspokoił widząc, że jedyne, co zagrażało Allanowi to rychła kurwica i wyrok za zamordowanie brata w odwecie. Ucho… Zwykłe draśnięcie. Mogło być naprawdę gorzej.
To… Ja nie… Allan, kur… — młody poleciał na szybę z całym impetem. Syknął nieprzyjemnie; bardziej z zaskoczenia niż jakiegokolwiek bólu. Nie był delikatnym chłopcem, którego byle siniak doprowadzał do płaczu. Przez ostatni rok lądował w podobny sposób na różnych powierzchniach… setki razy. I w paru przypadkach również dalszą częścią spektaklu były zaciskające się na szyi ręce.
Ale nie tak na poważnie.
Calvin zacisnął szczęki i obdarzył dwudziestoczterolatka spojrzeniem, którym mu wcale nie ustępował. Z chęcią dorzuciłby trochę łaciny, ale niestety ściśnięta krtań uniemożliwiała nie tylko wydawanie  z siebie jakichkolwiek odgłosów, ale także oddychanie.

Nie spuścił wzroku, ni spuścił z tonu, nawet wtedy, gdy czuł, że zaczynają boleć go płuca i gardło, że szyja go piecze, a twarz wręcz sinieje. Także był wściekły. Z początku próbował walczyć i robił to dość porządnie, chociaż w przypadku Allana -  nieskutecznie. Dopiero po chwili zabrakło mu siły i zrobił coś mądrego – uspokoił się, by oszczędzić je na dłużej.
Zmiana wyrazu twarzy starszego nie tyle go przestraszyła, co…
Nigdy go takiego nie widział.
Allan wyglądał, jakby czerpał z tego duszenia niesamowitą przyjemność.  Trzymał w rękach życie brata i wyraźnie sprawiało mu to frajdę. Nie spuszczał z niego wzroku, jakby fascynowała go każda próba zaczerpnięcia powietrza i fakt, że z sekundy na sekundę Calvin był coraz bardziej zdany na niego.

Miał obawy, że jak ostatnia cipa zaraz po prostu zemdleje, ale na całe szczęście Allan puścił go kilka sekund przed tym upokorzeniem. Właśnie, upokorzeniem. Nie bał się, nic a nic, ani przez chwilę. Miał wysoki próg bólu i spaczone odczuwanie emocji. Jebnął z całych sił w szybę sprawiając, że ewentualny guz dostał kolejne pięćdziesiąt procent szans na bolesne wyrośnięcie i na moment zgiął się w pół łapiąc oddech tak głęboki, że aż trzewia go zabolały i nieomal się zakrztusił.
Allan niebezpiecznie zabalansował na granicy zrobienia bratu krzywdy i nie poczuwał się do winy. Calvin zresztą nie oczekiwał skruchy czy przeprosin, no ale kurwa!

Ledwie nauczył się z powrotem oddychać, zobaczył wymierzoną w siebie broń. I znowu nie dostał absolutnie żadnego czasu na jakąkolwiek reakcję, no, może poza krzykiem, kiedy było już po wszystkim.
Jesteś psychiczny, ja pierdolę, Allan, lecz się. — Gdyby rozbił łbem szybę, wyskoczyłby przez nią i spierdolił gdzie pieprz rośnie. W tej sytuacji jednak zmuszony był zostać zdany na łaskę i niełaskę tego szaleńca, o którym sądził, że dorósł i zrobił się odpowiedzialny.
Chłopak przyłożył dłoń do krwawiącego mocno ucha i wyciągnął z niego odłamek kolczyka.
Tak. Teraz się przestraszył. Serce tłukło mu się w piersi, gdy siłował się z bratem na spojrzenia. Po chwili odwrócił głowę w pretekście szukania chusteczek, które przyłożył do rany. — A pieprz się. — Pożegnał go i jak tylko drzwi się zamknęły, pobiegł do łazienki, by ocenić straty.
Z lustra popatrzyła na niego twarz młodego mężczyzny z szyją zalaną krwią i ozdobioną ciemnoczerwoną, gdzieniegdzie purpurową smugą pozostawioną przez palce Allana.
Kurwa.

Calvin przemył twarz i ucho lodowatą wodą. Cały czas miał przed oczyma twarz Allana – spojrzenie jego stalowych tęczówek. Oczy, które wpatrywały się na swe dzieło z fascynacją i wyraźną przyjemnością. Na samą tę myśl, na wspomnienie tej chwili, gdy znajdował się na łasce brata z wiedzą, że ten nie żartuje, że się nie zawaha… poczuł charakterystyczny skurcz w okolicach krocza i ciepło rozlewające się po podbrzuszu.
Prawie mu stanął.
Chłopak zaklął i rzucił zakrwawiony ręcznik i koszulkę na łazienkową podłogę nie bawiąc się nawet w sprzątanie po sobie.
Postrzelił go, kurwa, mógł go zabić. Najpierw rękoma, a potem bronią.
Cóż, Calvin przynajmniej dostał próbkę tego, o co sam pytał. Przestał mieć jakiekolwiek wątpliwości co do tego, czy braciszek radzi sobie w więzieniu. Oraz w jaki sposób.

Zebrał na szybko zapasową koszulkę i bieliznę wraz ze szczoteczką do zębów, spojrzał smętnie na resztki swojego telefonu, które przy okazji zwalniały go z obowiązku informowania tego kretyna, gdzie się podziewa jego młodszy braciszek, po czym z godnością opuścił mieszkanie.

Nie wrócił do domu przez kolejne trzy dni. Wolne od zajęć także sobie dał, tylko tyle czasu potrzebowała jego szyja, by zacząć wyglądać ludzko. To znaczy sine pręgi zmieniły się w niebiesko-zielone smugi, ale te nie były już tak rozległe i mieściły się pod luźno założonym szalikiem. Miał w dupie co myśli Allan i czy się przypadkiem nie martwi. Znając jego, pewnie nawet nie zauważył jego nieobecności.
Dla ścisłości – Calvin nie zwiał ze strachu, chyba że strachem można nazwać by to dziwne uczucie podniecenia i obezwładnienia na samą myśl o tym, w jaki sposób potraktował go brat. BRAT, cholera. Pomijając jego chore zapędy.
W każdym razie – jak tylko znalazł się u Patricka, bo oczywiście u niego się zatrzymał na tych kilka dni – od razu sobie zwalił. A potem wylądował na ścianie, acz w zupełnie innym celu niż kilka godzin wcześniej.

Patrick nigdy nie był delikatny, o czym świadczyło kilka zadrapań, blizn i siniaków, ale nagle Calvinowi przestało się to podobać. Nie było w nim ognia i pasji, czegoś, co sprawiłoby, że chciałby się z nim pieprzyć na samą myśl.
Prawie się pod koniec tych dni pokłócili o różne wizje, więc aby uniknąć większej awantury, Reeve po raz kolejny zrobił coś, w czym był zajebisty – zwiał. Tym razem do mieszkania brata.


Żadnych wyrzutów sumienia, że zniknął bez słowa, ba, sam domagał się cholernych przeprosin. Wszedł do mieszkania i zatrzasnął za sobą drzwi. Niedbale rozrzucił buty i strzelił na ziemię swój skromniutki bagaż, po czym, jak gdyby nigdy nic, nie sprawdzając nawet, czy brat jest w domu, wparował do pokoju z miną sugerującą największego focha świata.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Nie Lis 15, 2015 3:17 pm

Zupełnie nie przejął się słowami brata, który słał w jego kierunku tak poważne oskarżenia. Bynajmniej nie był psychiczny. Nie w jego mniemaniu. Uważał, że to co zrobił było zupełnie racjonalne, a nawet pełne wyrozumiałości. Przecież mógłby temu gówniarzowi zrobić duże gorsze rzeczy, gdyby tylko chciał. A to, że ten dostał lekką karę za swoje skrajnie niepoprawne, kretyńskie zachowanie, powinno być dla każdego czymś oczywistym. Mógł mu przecież przestrzelić nogę, wycelować w ścięgno i sprawić by pamiątka po tym dniu została mu na całe życie. Mógłby również oddać kilka strzałów. Użyć rąk, czy innych narzędzi jak np. noża, by wyciąć braciszkowi co nieco. Metod na skuteczne danie nauczki nieposłusznym idiotom istniało nieskończenie wiele i jego mały Calvin powinien być wdzięczny, że nie wykorzystał żadnej z tych bardziej radykalnych. Nie miał czasu. Kto wie, może gdyby znalazł go trochę więcej, zabawiłby się dłużej, aż z tych niewyparzonych ust przestałyby wychodzić niepożądane słowa, do których najwidoczniej młodszy Reeve wciąż miał siłę.
Gdy dotarł do pracy, natychmiast rzucił jedno uciszające spojrzenie swemu dzisiejszemu towarzyszowi i udał się do łazienki, by przemyć w końcu zakrwawioną połowę głowę i szyi. Patrząc w lustro skrzywił się lekko, gdy tylko dostrzegł ślady krwi również na swoim mundurze. Kij z głową, ale znów będzie musiał prać to gówno. Jeżeli się nie odpierze, ukręci Calvinowi łeb, a z każdą chwilą taka perspektywa wydawała mu się coraz bardziej kusząca. Pewnego dnia się nie powstrzyma. Ale to nic. Przecież uczy się o tym jak zacierać ślady zbrodni. Uśmiechnął się pod nosem na tę myśl, trwało to jednak nie więcej niż sekundę. Uświadomił sobie, że właśnie na poważnie pomyślał o tym, iż mógłby go zabić. A skąd, przecież to jego brat. Aczkolwiek... Nerwy Allana nie są zbyt mocne. Calvin powinien zacząć zwracać na nie większą uwagę.
Noc w pracy minęła mu zaskakująco dobrze i przyjemnie. Z pewnością się nie nudził, tak samo jak jego ukochani więźniowie. Co mądrzejsi potrafili wyczuć kiedy ma zły humor i nie powinni otwierać do niego swych gęb, ci głupsi jednak jeszcze się tego nie nauczyli, za co słono płacili tej nocy. Wrócił nad ranem, zbyt zmęczony i przyjemnie spełniony, by zauważyć nieobecność brata. Przez te dziewięć godzin zdążył zapomnieć o ich małej sprzeczce, w związku z czym nie pokwapił się nawet o to, by sprawdzić, czy chłopak leży w swoim łóżku. Od razu po powrocie ogarnął się i zasnął jak zabity. Dopiero rano zorientował się, że posłanie Calvina stało nienaruszone. Na te odkrycie zareagował jedynie obojętnym wzruszeniem ramion, by z całkowitym spokojem zająć się swoim codziennym życiem. Robił to samo każdego dnia. Chodził na treningi, ćwiczył, widywał się z Cornelią, uczył się, pił i pracował. Jego życie miało swoje określone tempo, a każde z dni wyglądało podobnie. Być może dlatego, że nie przyzwyczaił się jeszcze do roli brata w tym ułożonym życiu, jego nieobecność wydawała się zupełnie normalna, a nawet pożądana. Raz tylko przeszło mu przez głowę, by zadzwonić, ale wtedy przypomniał sobie, że ten Calvin nie jest już nieporadnym dzieciakiem, którego znał przed rokiem i potrafi sobie poradzić. Choć z tym charakterkiem i pedalskim wyglądem, nie ciężko o wpakowanie się w kłopoty. Ale nie przejął się. Poza tym, przecież i tak zniszczył mu telefon. A nawet gdyby nie, nawet nie posiadał jego numeru. W związku z tym bez większego przejęcia czekał na jego powrót, o ile w ogóle ten miał nastąpić.
Tego dnia, gdy Calvin postanowił zjawić się w ich wspólnym pokoju, Allan miał wyjątkowo pokojowe nastawienie. Był już po treningu i po spotkaniu z Cornelią, a także po nocce w pracy, więc wyżył się jak tylko mógł. Wykorzystał ten wewnętrzny spokój na naukę, więc w momencie, w którym z korytarza rozległ się dźwięk znajomych kroków, brunet siedział przy biurku, z nosem w książkach. W niedopiętej, białej koszuli, czarno oprawianych okularach i z roztrzepanymi, nieco przydługimi włosami oraz ze skupioną miną wyglądał rozbrajająco. I względnie nieszkodliwie. Oczywiście dookoła panował niezwykły syf. Po pokoju walało się co tylko mogło. W większości zachodzące pleśnią, niedojedzone żarcie, masa kubków, porozwalana pościel, ciuchy, w kącie leżała jedna para kajdanek a gdzieś obok można było dostrzec nawet zużytego kondoma. Tylko dzięki temu, że okno nieustannie było otwarte, pokój nie zaszedł jeszcze doszczętnym smrodem. Oczywiście na łóżku Calvina również walało się multum różnych rzeczy, w tym zostawionych kosmetyków Cornelii, zaś na poduszce widniała majestatyczna plama po ketchupie.
Nie spojrzał nawet na brata, zbyt skupiony na tym co właśnie notował. Dostrzegł jednak jego obecność i nawet postanowił się przywitać, oczywiście mając już daleko w pamięci ich ostatnią kłótnię. Nie sądził, że będą do tego w jakikolwiek sposób powracać. Sprzeczki się przecież zdarzają, a wszystkiemu winien był Calvin i jego zachowanie. Allan wykazuje się wielką dobrocią nie oczekując od niego przeprosin.
- Przypomniałeś sobie, że masz gdzie mieszkać Cal? - mruknął bez większej zgryźliwości, wczytując się jednocześnie z zamyśloną miną w kilka wersów podręcznika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Czw Lis 19, 2015 7:27 pm


Potrzebował tych kilku dni, by ochłonąć. To nic, że mieszkał u brata dopiero… dzień? Wystarczająco długo, by obarczyć go wszystkimi swoimi negatywnymi uczuciami, w których prym wiodła wściekłość i żal. Wcale nie za postrzelenie, choć i ów drobny fakt nie pozostawał bez znaczenia. Może po prostu za to, że ten kretyn, Allan, wykazywał symptomy co najmniej zespołu Aspergera i w dupie miał uczucia brata oraz to, że mógł mu zrobić jakąkolwiek krzywdę.
…Nie żeby Calvin miał coś przeciw temu, ale jednak po takiej grze wstępnej wymagał co najmniej orgazmu. Zdawać by się mogło, że przepaść między braćmi z każdą chwilą powiększała się bardziej, a młodszy z nich kompletnie nie umiał nic poradzić. Ich relacja była klasyczną: starszy wiecznie robił krzywdę, młodszy był złośliwy i skarżył.
„Cześć, mamo. Nie, wszystko okej. Szkoła jest super, też cię kocham, jestem gejem, Allan mnie postrzelił tuż po próbie uduszenia mnie.”

Mimo to brakowało mu go. Tak samo jak tęsknił za  nim podczas swojego pobytu w Barcelonie, tak przez te kilka dni boleśnie odczuł nieobecność Allana w swoim życiu. Patrick był super, ale nagle stał się nudny i bezbarwny, porównywany na każdym kroku z bratem – wypadał cholernie blado na jego tle.
Dlatego łaskawie postanowił wrócić.
Bynajmniej, nie spodziewał się fanfar i okrzyku radości. Ale przynajmniej zaniepokojonego Allana nie mogącego sobie znaleźć miejsca z niepokoju i zmartwienia. Dlatego nieprzyjemnym było wrażenie, że starzy Reeve zupełnie nie zauważył nieobecności młodszego. To wprawiło Cala w podły nastrój. Spochmurniał już na wejściu.
Znaczy… spochmurniałby, ale Allan w okularach, w rozpiętej koszuli, w takim skupieniu… Cudowny. Określenie go przystojnym nie miałoby przełożenia na rzeczywistość. Calvin poczuł jak temperatura jego ciała gwałtownie skacze, a źródłem tego zjawiska są okolice jego podbrzusza. Od razu poczuł się rozbrojony.

A mam gdzie mieszkać? — spytał uprzejmie. — Wiem, że chętnie byś się mnie pozbył. Jak twoje ucho? — Ton jego głosu był wyraźnie szorstki i za moment zrobił się jeszcze bardziej nieprzyjemny. — Ja pierdolę… Zawsze tu jest taki syf? — Ostentacyjnie zatkał nos i ze wstrętem spojrzał na zużytą gumkę. Obrzydlistwo. Miał przynajmniej nadzieję, że oszczędził z Cornelią jego łóżko i rżnęli się na swoim. Nie zamierzał bratu niczego ułatwiać i w dupie miał jego łaskawe zignorowanie problemu. Sam lubił drążyć i wyjaśniać. Potrzebował jasnej sytuacji i czystej karty. Według niego sprzeczka kończąca się duszeniem i postrzałem nie była błahostką i nie zamierzał odpuszczać bratu. Chciał się pogodzić.
Zupełnie odruchowo podniósł kilka ciuchów i złożył je ładnie wrzucając do szafy. Kilka ruchów i spleśniałe żarcie znalazło się w śmietniku, a naczynia w zmywarce. Nie taki znów wielki wysiłek, a od razu poczuł się lepiej.

Nienawidził sprzątania, ale jeszcze bardziej nienawidził syfu. Nie zamierzał tak mieszkać. Nie zamierzał także sprzątać po bracie, chwilowo jednak choć tego tematu nie poruszał spodziewając się kolejnej epickiej awantury. Na szczęście… dokładnie zlustrował pochyloną nad książkami postać… Tym razem Allan nie miał przy sobie broni. A przynajmniej nie w zasięgu wzroku.
Kurwa. Czy wy nie znacie umiaru? — mruknął biorąc przez kilka folii kondoma i rzucił go w stronę Allana. Gumka spadła dokładnie na otwartą stronę w książce, nad którą ślęczał brunet. Calvin zaśmiał się radośnie zadowolony ze swojej celności. Nie zamierzał podpadać bratu, ale był na doskonałej drodze. To był chyba klasyczny przykład facetów, którzy powinni byli dać sobie po ryju i pójść razem się schlać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Sob Lis 28, 2015 3:58 am

Zaatakowany lawiną pytań, raczył unieść głowę znad książek i zerknąć na brata zza szkła okularów. Czy ma gdzie mieszkać? Oczywiście, że tak. Allan nigdy nie kazał bratu wypierdalać i nawet nie miał takiego zamiaru. Jedyne co robił, to oczekiwał, że ten dostosuje się do ewentualnych, narzucanych przez starszego zasad. W końcu ten pokój należał do niego i brat znalazł się tu jedynie na doczepkę. Nie będzie to przeszkadzać Allanowi, dopóki ten będzie wiedział jak się zachować, a wciąż liczył na to, że jego upierdliwy, młodszy braciszek zmądrzeje i przestanie umyślnie grać mu na nerwach. Powinien już zauważyć jak niebezpieczna jest to gra. Allan w końcu nierzadko przestawał mieć zahamowania.
Na pytanie o ucho zareagował lekkim, nerwowym drżeniem brwi. Był pewien, że pytanie to wypełnia sarkazm, co zdecydowanie nie przypadło mu do gustu. Jeśli Calvin chciał wracać do tego co stało się przed kilkoma dniami, musi być przygotowany na konsekwencje swojego błędu. Bo przecież błędem jest wspominanie sytuacji, która zakończyła się w ten sposób, a mogła również doprowadzić do tragedii. Na kolejne pytanie również nie odpowiedział. W gruncie rzeczy nie odniósł się do żadnego, bo i nie czuł takiej potrzeby. Bez większych emocji obserwował, jak dwudziestolatek ogarnia pokój. Allan nie był specjalnie wdzięczny, bo przecież syf mu w ogóle nie przeszkadzał. Jak dla niego, pomieszczenie to mogłoby całkiem zarosnąć brudem a i tak by niczego nie zgarnął, dopóki jeszcze miałby czym oddychać i gdzie postawić nogę. W końcu uznając brata za mało ciekawy obiekt do obserwowania, wrócił swym wzrokiem do książek, próbując się skupić na dalszej treści, co jednak zostało uniemożliwione przez gumkę, jaka właśnie pojawiła się pod jego nosem. Westchnął ze zrezygnowaniem, posyłając bratu pełne politowania spojrzenie. Co on, z gimnazjum się urwał?
- Normalny facet często uprawia seks braciszku. Raczej powinieneś coś o tym wiedzieć - skwitował, podnosząc swój szanowny tyłek, by zawinąć gumkę i wyrzucić ją do śmieci. Do pytania brata nie odniósł się jednoznacznie, bo i pytanie to było źle sformułowane. Poprawnie powinno brzmieć "czy ty nie znasz umiaru?", bo cóż... Nie zużył tej gumki z Cornelią. Jego droga dziewczyna już dawno nakłoniona została do zażywania tabletek, gdyż starszy Reeve nie cierpiał tego obciskającego ustrojstwa. Dziś w jego łóżku gościła koleżanka z akademika. Allan nie zdradzał swej osiemnastki... zbyt często, ale wychodził z założenia, że każdemu zdrowemu mężczyźnie może się to zdarzyć. Uważał to więc za całkiem naturalne i nigdy nie miał wyrzutów.
- Radziłbym ci zacząć chodzić na zajęcia. Nie ciężko tutaj o warunek - zszedł na inny temat, sięgając po kawę, która stała do tej pory na biurku. Zupełnie nie przypominał tego psychola, którym był, gdy strzelał z broni celując w brata. Ot, typowy troskliwy braciszek. W końcu, gdy nic nie wyprowadzało go z równowagi, był całkiem normalny. Przynajmniej pozornie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Nie Lis 29, 2015 2:39 pm


Obserwował Allana uważniej niż można by sądzić. Cały czas miał przed oczyma jego wściekłą twarz, gdy z całych sił trzymał go rękami za gardło. Calvin był bardzo ciekawy o czym wtedy brat myślał. Nie wątpił w to, czy był w stanie zrobić mu krzywdę, w końcu z premedytacją go postrzelił. Ale nie mógł zapomnieć tego dziwnego uczucia, które towarzyszyło mu w tamtym momencie. Gdy był zdany na jego łaskę. Gdy bolało. Uśmiechnął się paskudnie.
Och, przecież uprawiał seks. Dużo seksu. I nie musiał się martwić o jakąkolwiek wpadkę.

Normalny facet też raczej wyrzuca gumki od razu. Albo każe dziewczynie brać pigułki, czy coś, nie wiem jak to się tam u was odbywa — mruknął i zanim ugryzł się w język, skonstatował, że palnął dwuznaczną głupotę — w sensie, że w waszym związku. — Dodał szybko nie mając ochoty na większe pyskówki czy kolejną awanturę. Póki co był w mieście od czterech dni i ledwie parę godzin spędził w mieszkaniu, w którym powinien był mieszkać.
Och… Dzięki za radę, All… — rzucił sarkastycznie. Warunek był ostatnią rzeczą, o która się martwił. — Nie musisz się tym przejmować, jestem kilka poziomów od tych nerdów z mojej grupy.
Oczywiście Allan nie musiał wnikać w to, czym parał się Calvin w wolnych chwilach. Zresztą czymże były drobne przekręty i kilka zhakowanych stron, kiedy wokół ludzie się gwałcili i mordowali. Kręgosłup moralny Calvina, cóż, był lekko przetrącony. Ale mógł teraz śmiało mówić, że po prostu bierze przykład z brata. Podszedł do niego i zaglądnął mu przez ramię szczerze zdzwiony, że okładka podręcznika jest okładką podręcznika, a nie zasłoną dla najnowszego numeru playboya. Skrzywił się odrobinę i napił się jego kawy.

Pracujesz dziś? Wychodzisz gdzieś wieczorem? — spytał niezobowiązująco mając szczerą nadzieję się wkręcić razem z nim. Ewentualnie chętnie by także został w mieszkaniu i poznał kolegów brata. Najlepiej tych z pracy; z kajdankami, bronią i gumowymi pałkami. I równie psychotycznymi zapędami.
Z premedytacją nie pozwalał się Allanowi skupić, egoistycznie uważając, że po ponad roku niewidzenia się i teraz trzech cichych dniach, ma najpełniejsze prawo do tego, by wprost przytłoczyć go swoją obecnością. Nie żeby tęsknił, oczywiście, że nie. Calvin nie tęsknił nigdy, był pedałem, ale nie ciotą. Ale nie mógł ukryć nawet przed samym sobą, że brakowało mu jego widoku, zwłaszcza po wyjściu spod prysznica w samym ręczniku na biodrach. Albo i bez ręcznika.
Nieznośne uczucie ciasnoty w gaciach sprawiło, że zaczął myśleć o swojej świętej pamięci babci.


____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Sob Gru 05, 2015 8:23 pm

Allan w reakcji na uwagę brata, gdyby tylko kierował się opiniami znajomych i nieznajomych, mógłby odpowiedzieć, że przecież wcale nie jest normalny. Ale ponieważ sam uważał zupełnie inaczej, bo oczywiście każdą swoją decyzję i czynność rozpatrywał jako zupełnie naturalne i rozsądne, nie mógł rzucić podobnym argumentem. W zasadzie nie musiał, gdyż w istocie każe brać swej dziewczynie wspomniane przez brata pigułki, czego ten jednak nie miał okazji się dotąd dowiedzieć.
- Cornelia bierze tabletki - uświadomił dwudziestolatka z pewną obojętnością w głosie i parsknął krótko, słysząc dalsze jego słowa. Cóż, faktycznie jego nieco zniewieściały braciszek wyglądał na takiego, który nie wie jak to się odbywa i nieważne jak bardzo byłby umięśniony, czy postawny - nosząc tak obcisłe spodnie, dla bruneta wciąż pozostałby tylko spedalonym chłopcem. Przed powiedzeniem tego głośno powstrzymywał go tylko fakt, że miał przed sobą własnego brata i nie posunąłby się do tego, by zhańbić własne nazwisko nazywając któregokolwiek jego nosiciela pedałem. Każdy, kto wyraził się tak o jakimkolwiek Reeve'ie zasługiwał na śmierć w męczarniach, którą Allan bez wątpienia mógł zapewnić osobiście. Słysząc naprostowanie chłopaka zaśmiał się jeszcze dosadniej, kręcąc z politowaniem głową.
Nie wątpił w inteligencję swojego brata, bo w końcu byli spokrewnieni i z pewnością żaden członek jego rodziny nie mógł być skończonym idiotą. Wierzył więc, że Calvin wyprzedza swoją wiedzą resztę grupy i nie o tę kwestię głównie chodziło mu, gdy mówił, by uważał.
- Wykładowcy tutaj patrzą na obecności. Jeśli nie będziesz chodził, choćbyś był najlepszy na roku, i tak cię udupią. A pamięć do twarzy mają kurewsko dobrą - odparł z lekkim grymasem na twarzy, i z zabranym z rąk brata kubkiem kawy w ręku zamknął książki, by z pełną swobodą uwalić się na kanapę. Poczuł się nieco dziwnie, widząc jaki porządek nagle zapanował w pokoju. Mógłby się do tego przyzwyczaić.
- Nie pracuję. Na pewno za kilka godzin zwali się tu połowa akademika - odpowiedział na pytanie brata, patrząc na niego swym zwyczajowo przeszywającym spojrzeniem wyjątkowo jasnych oczu. - Zawsze tak jest, kiedy mam wolne. Wiedziałbyś, gdyby cię gdzieś nie poniosło - skwitował, dopijając kawę i wyciągnął papierosa, korzystając z tego, że okna i tak są już otwarte.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Nie Gru 06, 2015 6:50 pm

To po co ci jeszcze gumki? — rzucił, po czym pojąwszy sens pytania spojrzał podejrzliwie na brata. Nie skomentował tego jednak. Nie miał ochoty mieszać się w jego sprawy. I to podobno geje byli niestali i puszczalscy, hę. Pokręcił głową i zebrał czyste ubrania, by pójść wziąć prysznic. — Zresztą jebie mnie to. Staraj się po prostu wyrzucać chociaż zużyte gumki. – Chłopak przygryzł wnętrze policzków i zrzucił odzież pozostając w samej bieliźnie. Zamiast udać się od razu do łazienki, klapnął na łóżko i przeciągnął się tak mocno, że strzeliło mu coś w szyi i kręgosłupie. Odetchnął z ulgą; cały czas był spięty. Trochę się obawiał, że Allan go wypierdoli za drzwi, kiedy pokaże mu się na oczy.
Spoko. Nie zawalę roku. — Calvin machnął ręką. — Rok się dopiero zaczął.
Odchylił głowę do tyłu eksponując lekkie zasinienie na szyi – pamiątkę po palcach Allana. Ciągle zapominał o ukrywaniu tego, a potem dziwił się, że ktoś pyta. Speszył się jednak pod wpływem niemalże przezroczystego spojrzenia brata i podniósł do siadu z lekkim trudem przełykając ślinę. Nie czuł się przy nim tak swobodnie jakby chciał. Raz, przez sytuację sprzed kilku dni, dwa, przez zjebane przeświadczenie, że owa sytuacja nieźle go podjarała i od tego czasu robił sobie dobrze do podobnych wyobrażeń z Allanem w roli głównej. Odwrócił wzrok od niego i wyemigrował do łazienki z ręcznikiem przewieszonym przez ramię.
Mogę zostać? Nie znam tu jeszcze nikogo prócz ciebie i Patricka — imię tego ostatniego zagłuszył szum wody, gdy Calvin puścił wodę pod prysznicem. Nawet nie zamknął drzwi do łazienki, ledwie przymknął. — Cornelia też przyjdzie?! — krzyknął tak, by Allan go usłyszał z pokoju, po czym zaklął, bo szampon wpadł mu do ust i do oczu. Niepotrzebnie tyle gadał.
Zamknął się więc i poświęcił nieco przyjemniejszym rzeczom, jak zsuwanie ręki poniżej swojego brzucha. Pożałował niezamkniętych drzwi, ale Allan był ostatnią osobą, która odważyłaby się zerknąć w stronę łazienki, w której brał prysznic jakiś facet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Pon Gru 14, 2015 5:09 pm

Uśmiechnął się znacząco pod nosem w reakcji na bezpośrednie pytanie brata i darował sobie odpowiadanie, uważając, że po chwili namysłu odpowiedź sama winna nasunąć się na myśl. Podejrzliwe spojrzenie niebieskich oczu, którym zaraz został obdarzony, potwierdzało tylko, że myśli Calvina powędrowały w odpowiednim kierunku. Słysząc, że młodszego Reeve'a "to jebie" wzruszył tylko delikatnie ramionami, w wyjątkowo seksowny sposób zaciągając się papierosem. Naturalnie Allan nawet nie zdawał sobie sprawy jak rozbrajająco i zachwycająco wygląda w tym momencie. Porozrzucane w nieładzie włosy spływające na przystojną twarz po części przykrytą dodającymi uroku okularami, w połączeniu z niedopiętą, lekko wygniecioną koszulą, nonszalanckim sposobem w jaki siedział na kanapie i papierosem w ręku oraz zimnym spojrzeniem jasnoszarych oczu - to wszystko sprawiało, że brunet potrafił w niespełna sekundę rozkochać w sobie co najmniej pół akademika. Allan miał talent do wykonywania zupełnie naturalnych, codziennych czynności w sposób, który niekoniecznie zamierzenie potrafił doprowadzić do gorączki. Można powiedzieć, że kipiał seksem na każdym kroku swej egzystencji. Nawet, gdy beztrosko siedział na kanapie z założoną niedbale nogą i z westchnieniem opierając głowę o zagłówek, wypuszczał dym papierosowy. Uniósł ją, by spojrzeć na współlokatora, gdy ten znów się odezwał. Utkwił więc wzrok swych jasnych tęczówek na niemalże nagim ciele brata, by spokojnie i płynnie przenieść je na jego twarz. Uśmiechnął się kpiąco słysząc zapewnienie chłopaka. Jego beztroska i pewność siebie nieco bawiły Allana, gdyż najlepiej wiedział, że studia na tym uniwerku nie są zjazdem z górki ani tym bardziej czystą, dobrą zabawą. Ale nie zamierzał truć Młodemu dupy, gdyż zdawał sobie sprawę, że zrzędzenie nigdy nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Był pewien, że dwudziestolatek już niedługo sam się przekona, iż źle wyjdzie mu olewanie zajęć, nawet jeśli to dopiero początek.
Jego wzrok mimowolnie spoczął na smukłej szyi, którą wciąż ozdabiały lekkie sińce. Zmarszczył brwi w lekkiej konsternacji, poświęcając krótki moment refleksji na temat tego, jak mocno musiał zaciskać swoją dłoń, skoro po trzech dniach wciąż widać ślady. Uśmiechnął się sam do siebie na wspomnienie tamtego momentu i nieopacznie pozwolił sobie na chwilę zapomnienia, przy czym wpatrywał się z pewnym utęsknieniem we wspomniane ślady, wykrzywiając twarz w całkiem nieprzyjemnym wyrazie. Jego uśmiech utrzymywał się jeszcze przez chwilę, lecz zdołał całkiem powrócić do rzeczywistości, gdy chłopak wstał z miejsca.
Zaciągnął się raz jeszcze, sunąc za nim wzrokiem.
Dopalił papierosa, podnosząc się i przeciągając jednocześnie. Podszedł do okien, by je zamknąć, a w międzyczasie wsłuchał się w głos brata dobiegający zza ściany.
- To też twój pokój, nikt cię nie wyprasza - odpowiedział na tyle głośno, by chłopak mógł go dosłyszeć z drugiego pomieszczenia i ściągnął okulary, chcąc zamienić je na soczewki. Wtedy właśnie zorientował się, że te zostawił w łazience, co właściwie nie było żadnym zaskoczeniem, zważając na to, że tam znajduje się ich docelowe miejsce. Z drugiej strony biorąc pod uwagę to, że w przypadku Allana mało kiedy cokolwiek spoczywa tam gdzie powinno, można uznać to za coś niezwykłego. - Cornelia wpadnie na krótko - oświadczył, zbliżając się w stronę łazienki. - Wchodzę.
Nagość nie jest dla Allana niczym obcym. Czy chodzi o kobiety, czy o facetów - zna anatomię człowieka lepiej niż mogłoby się zdawać. Z męskimi ciałami obcuje na co dzień i widzi nagie kutasy częściej niżby chciał. Przed treningiem, po treningu, przed pływaniem, po pływaniu, przed wuefem, po wuefie, a i w pracy zdarza się nierzadko. Z tych względów nie miał absolutnie żadnych oporów, by wbić do łazienki, podczas gdy korzystał z niej jego brat. W końcu nagość nie była dla niego niczym krępującym, a już szczególnie w przypadku własnej rodziny. Uważał, że to nie problem, by przemknął obok prysznica, włożył soczewki i wyszedł. Tak mu się właśnie wydawało. Tak...
- No kurwa, Calvin. - Skrzywił się całkiem zniesmaczony, posyłając chłopakowi pełne pogardy spojrzenie. - Znajdź ty sobie kurwa dziewczynę, zamiast zasyfiać NASZ WSPÓLNY prysznic. Ja pierdolę. - Po dalszej wiązance przekleństw, z wymalowanym zdegustowaniem na twarzy, chwycił porzucone niedbale na blacie opakowanie z soczewkami i wyszedł pospiesznie, trzaskając drzwiami. Chciał jak najszybciej zapomnieć o tym co widział. Przy okazji zarzekł się wewnętrznie, że dopilnuje by dzisiejszego wieczoru jego młodszy brat onanizator miał w czym wybierać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Czw Gru 17, 2015 1:27 am


...żeż kurwa, tylko tyle zdołało Calvinowi przejść przez głowę w tej sytuacji. A ta nie była godna pozazdroszczenia - brat przyłapał go pod prysznicem robiącego sobie dobrze. Niby nic wielkiego - normalni, zdrowi faceci zwykle robią takie rzeczy. Ale zamykają za sobą drzwi, kiedy w pokoju obok jest brat. Cal zdążył jedynie minimalnie się odwrócić, ale i tak było za późno. Allan przez chwilę miał okazję dokładnie go sobie obejrzeć i bynajmniej to nie mięśnie młodego grały tu główną rolę. Przygryzł mocno wargę, by nie wydać z siebie żadnego odgłosu. Miał wrażenie, że policzki mu dosłownie płoną ze wstydu. Przełączył prysznic na lodowatą wodę, ale i to nie pomogło. Poczuł się brudny. Tym bardziej, że widok Allana w drzwiach łazienki przyspieszył sprawę i było to o tyle niepokojące, co zawstydzające.
Po co on tu w ogóle wchodził? Calvin i bez tego poczułby się kiepsko przyłapany nago i... nie, nie było nawet powodu do dyskusji, nie zrobił nic złego! Nie myślał na głos i nikt nie miał wstępu do jego głowy. I całe szczęście, bowiem braciszek nie byłby pewnie zachwycony, iż to jego widok sprawiał, że Calvin szybciej poruszał ręką. Całe szczęście, że powstrzymał się od cichego wyjękiwania jego imienia.
Jezuuuuu... chłopak poczuł, że robi mu się niedobrze. Prysznic brał wieki - wyszorował się cały dokładnie ze trzy razy, a potem porządnie wytarł podłogę w łazience, bo zaskoczony rozchlapał w niej pełno wody. Ale nie mógł przedłużać tego w nieskończoność, choć gdyby miał taką możliwość, zostałby tu na wieki. A przynajmniej dopóki brat by nie wyszedł z mieszkania. To był chyba najbardziej upokarzający moment w jego życiu - powrót do pokoju. Nie mógł nawet spojrzeć na Allana, a co dopiero natknąć się na jego wzrok. Z ociąganiem otworzył drzwi i wyszedł z łazienki z iście męczeńską miną. Dokładnie owinięty ręcznikiem i chwilowo zupełnie odarty ze swojej pewności siebie i buńczuczności.
- Kurwa, nie mogłeś zapukać? Albo spytać czy możesz wejść, zamiast wpadać od razu? - zaatakował niemal natychmiast po przekroczeniu progu. W jego głosie jednak brzmiała zbyt niepewna nuta. Nie chciał jednak, żeby to Allan zaczął swoje wywody. - Chyba lepiej pod prysznicem niż w łóżku, kiedy śpisz obok. Zresztą... faceci robią takie rzeczy, wiesz?
Brunet spuścił głowę i przemknął obok brata na "swoją" stronę pokoju. Tam ubrał się szybko dbając o to, by tym razem Allan nie widział za dużo. Zabawne, skoro przed chwilą zobaczył wszystko. Policzki znów go zdradliwie zapiekły, ale oddech powoli wracał do normalności. Tym razem nawet nie ubrał tak obcisłych spodni, wolał już nie dawać powodów do zbędnych komentarzy.
- Nie potrzebuję dziewczyny - mruknął na wcześniejszą uwagę - Boże, Allan. Udawaj, że tego nie widziałeś - Calvin runął na swoje łóżko aż to zaskrzypiało. Sięgnął do szafki i wyciągnął z niej napoczętą w dniu przyjazdu tequilę. Nie bawił się w nic, tylko ostro pociągnął kilka łyków prosto z butelki. Była ciepła i cierpka, ale pomogła mu jako tako powrócić do równowagi. - Tego nie było - powtórzył dosadniej, choć nie wątpił, że brat nie omieszka mu tego wypomnieć w przyszłości. Ten pewnie wykorzystałby to jako argument przy jakiejkolwiek kłótni, albo wręcz przeciwnie - żeby po prostu młodego usadzić.
Gdyby przyłapał go ktoś inny, pewnie nawet by się nie przejął. Kolega, kochanek, ojciec... ale nie brat, i to brat, o którym myślał w takiej chwili... napił się jeszcze parę łyków i wciąż ściskając butelkę wreszcie odważył się spojrzeć na Allana i jego zdegustowaną minę. Szarego spojrzenia wciąż unikał i wątpił, by kiedykolwiek miał odwagę mu stawić czoła. - Ty pewnie też robisz takie rzeczy, jeśli nie widzisz się z tą swoją jakiś czas.
Modlił się, by towarzystwo wpadło jak najszybciej. Miał ochotę zniknąć w małym tłumie i pozwolić bratu skupić się na innych rzeczach. Albo cyckach Cornelii. Tak, cycki Cornelii powinny skutecznie wymazać Allanowi sprzed oczu widok nagiego brata. Po raz pierwszy naprawdę chciał, by dziewczyna się pojawiła, mimo całej niechęci do jej osoby.
To co oni wyprawiali dopiero było... Calvin skrzywił się. Wiedział, że to nic obrzydliwego, tylko wręcz przeciwnie, ale to właśnie to słowo cisnęło mu się na usta.
Nie, nadal się nie mógł ogarnąć. Nie miał jednak odwagi wstać i wyjść, wolał się raczej zapaść pod ziemię.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Suicide dnia Czw Sty 14, 2016 5:20 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Pon Sty 04, 2016 11:34 pm

Z pewnością ostatnim czego chciał Allan było egzystowanie z widokiem obnażonego brata, walącego sobie konia pod ich wspólnym prysznicem w swej własnej podświadomości. Wiedząc, że skupianie się na tym nieciekawym wydarzeniu nie przyniesie nic dobrego, zarówno przy wkładaniu soczewek, przy przebieraniu się, przy poprawianiu włosów, jak i przy zgarnianiu książek z biurka, starał się wyrzucić z głowy ten obrzydliwy widok. Najwidoczniej jednak nie szło mu to za dobrze, skoro zdecydował się użyć rąk do ogarnięcia biurka, czego nie robił niemalże nigdy. Zatrzymał jedną z dłoni nad ostatnią książką, która pozostała do schowania i zmarszczył brwi, zbyt mocno mrużąc oczy, gdy przed nimi znów stanął mu TEN widok. Z jego ust wydobył się bliżej nieartykułowany dźwięk przypominający warkot, zaś książka z impetem wylądowała w szufladzie. Soczyste przekleństwo zagłuszyło huk.
Oczywiście Allan też robił takie rzeczy, choć nie praktykował ich często. Jak to każdy facet, wiedział przecież, że czasem trzeba zrobić sobie dobrze bez pomocy osób trzecich, ot tak dla zasady, przez zwykłą, ludzką potrzebę. Ale no kurwa, raz na jakiś czas, co znaczy, że z pewnością nie musi być to akurat wolna chwila pod prysznicem, z którego oprócz Calvina, korzysta jego brat! Ten mały gówniarz z pewnością mógł się wstrzymać i nie narażać Allana na długotrwałą traumę. Teraz za każdym razem, gdy wejdzie pod prysznic, będzie myślał o tym, że gdzieś w okolicy musiała spocząć jego... Nie no kurwa, ohydne.
Calvinowi schodziło wyjątkowo długo i brunet nie miał mu tego za złe, choć sam nie czuł się za specjalnie skrępowany. Był zły i dlatego też przydała mu się chwila na uspokojenie nerwów, a przynajmniej ich częściowe przygaszenie, w czym pomogły mu kolejne papierosy lądujące między pełnymi wargami. Dążył do tego, by uniknąć sytuacji podobnych do tej, która miała miejsce kilka dni wcześniej. Nie chciał w przypływie agresji zabić własnego brata. Nie chciał również zafundować mu trwałego uszczerbku na zdrowiu, więc najbliższe pół godziny poświęcił przekonywaniu własnej świadomości o tym, iż nie stało się nic złego. Pomiędzy kolejnymi fajkami opierdolił zupkę chińską, chcąc napełnić żołądek czymkolwiek.
Siedział na kanapie z jednym ze swych kryminałów w ręku i popalając papierosa, na tyle na ile mógł, skupiał się na treści zamiast na interesie młodszego Reeve'a. Gdy akurat zaczynało mu to jakoś przyzwoicie wychodzić, sprawca całego zamieszania w końcu wychylił się z łazienki, powodując, że szare tęczówki Allana podążyły w tamtą stronę. Przywitał chłopaka skwaszonym grymasem, nie kryjąc swej wielkiej dezaprobaty dla jego zachowania. Zmierzył go wręcz rażąco obrzydzonym wzorkiem. Jego brew zadrżała niebezpiecznie, gdy brat się odezwał.
- Nie mogłeś nie walić pod wspólnym prysznicem, przy niedomkniętych drzwiach i w mojej obecności? Miałeś kurwa całe trzy dni, żeby nawalić się za każdą godzinę spędzoną w tym pokoju. I tak, faceci robią takie rzeczy, ale gdy są, do cholery, sami w domu Calvin - jego ton był przesiąknięty zirytowaniem, a duża dłoń machinalnie zamknęła czytaną przed chwilą książkę. Dalszych słów brata wysłuchał już w ciszy. Przynajmniej czuł się zakłopotany - i bardzo dobrze. Mierzył go więc swym nieprzychylnym spojrzeniem, lecz ostatecznie przewrócił oczami i wstał ze swego miejsca z cichym warknięciem.
- Sam nie chcę tego pamiętać. Dziś będzie dużo lasek, wybierzesz sobie którąś - odparł sucho, zupełnie ignorując zapewnienie na temat tego, że jego mały braciszek rzekomo dziewczyny wcale nie potrzebuje. Allan był zgoła odmiennego zdania, szczególnie po tym co dzisiaj zobaczył. Wyglądało na to, że Calvinowi zwyczajnie brakuje seksu. Jeżeli chodzi o to, jest w stanie zostawić mu pokój nawet na kilka godzin.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Sro Sty 06, 2016 6:39 pm


Pewnie! Walenie sobie pod prysznicem, ale syfienie tymi wszystkimi płynami ustrojowymi i kondomy walające się po pokoju, zużyte, dla radości, to była normalka. I co w tym było dziwnego? Pod prysznicem wszystko przynajmniej od razu się zmyło i nie został żaden ślad. A Cal wyszorował się tak dokładnie, że miejscami miał czerwoną skórę.
Na szczęście nie przyszło mu do głowy, by próbować wysuwać te argumenty przed bratem – na jego widok miał ochotę schować się w najciemniejszym kącie pokoju, jeśli nie w ogóle pod łóżkiem, i nie wychodzić stamtąd dopóki nie zlecą się ludzie na chlanie. Ta opcja wydawała się młodemu studentowi całkiem niezła, ale owa „niezłość” kończyła się w chwili obiecywania mu jakiejś laski. Postarał się nie skrzywić jakoś zbyt mocno. Przecież pewnie nawet by mu nie stanął.
Stawał mu za to na widok brata i nie mógł nic na to poradzić… znaczy no… poradził, pod prysznicem. I wyszło chujowo. Dosłownie.
Skąd pewność, że w ogóle jakaś laska w ogóle się mną zainteresuje? Raczej wątpię – burknął — a jeśli wyglądają jak twoja Cornelia… — westchnął pociągając kolejny łyk. Miał na sobie czarne dresy, więc Allan nie mógł narzekać, że znów wygląda jak pedał. Zresztą, co go, kurwa, obchodziła opinia brata? Mógł się ubierać jak chciał i… — Nie musisz się bawić w żadną swatkę. Zresztą… skąd wiesz, że kogoś nie mam?
Calvin dał Allanowi chwilę na to, by ten przypomniał sobie ślady na jego szyi, tamte, wcześniejsze, zanim zakrył je duży siniak po dłoniach nerwowego braciszka. W sumie nadal były widoczne, choć już nie tak wyraźnie. I nawet jeśli wyglądał jakby zdominowała i zerżnęła go jakaś panna, to miał to gdzieś, postanowił brnąć w swoją wersję w obawie, że Allan dostanie ataku serca z troski o niego. Sarkazm.
Odruchowo sięgnął dłonią do jasnej skóry naznaczonej ciemnymi smugami. Bezmyślnie przeciągnął po nich palcami na oślep próbując je dopasować do śladów po palcach brata. Byli popierdoleni. Obydwaj. Jeszcze niewiele z nich wyszło, ale młodszy Reeve zaczynał poważnie zastanawiać się czy aby podjął słuszną decyzję.
Umiesz posługiwać się maszynką? — spytał szorstko sięgając do szafki obok swojego łóżka. Czarne włosy opadały mu na twarz i kiepsko się układały. Calvin nie pomyślał nawet, żeby zapisać się do fryzjera, a nie lubił wyglądać jak skończony łak. Wyciągnął maszynkę do strzyżenia i zamachał ją przed oczami Allana. A jak mu upierdoli włosy przez cały łeb?
Chłopak zagryzł wargi i spojrzał wyczekująco na swojego współlokatora. Może miał nadzieję, że choć przez moment przestaną na siebie warczeć i na chwilę poczują się jak bracia? — Tylko… boki, wiesz… Przestanę sobie za to walić pod prysznicem.
Jak na kogoś, komu przed chwilą było tak przeraźliwie głupio, to Calvin prezentował zdumiewająco wysoki poziom bezczelności. Ale to chyba była po trosze wina opróżnianej stopniowo tequili. Humor mu się znacznie poprawiał i nawet przestawał chwilowo nienawidzić cały świat.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Suicide dnia Czw Sty 14, 2016 5:20 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Czw Sty 14, 2016 12:28 pm

Nie mógł się powstrzymać przed ponownym przewróceniem oczami, kiedy dotarł do niego sens następnych słów młodszego. Idiotyzm. Przecież powiedział, że lasek będzie sporo, a w takim tłumie zawsze znajdzie się przynajmniej jedna, która poleci na Calvina. Allan przypuszczał, że zrobi to znaczna część, bo w końcu przecież są braćmi. Mają te same geny i podobny wygląd. Calvin jest mniejszy i delikatniejszy, ale wciąż przystojny, jak na Reeve'a przystało. Był pewien, że laski na niego lecą, a dopóki nie zarzuci na siebie jednych z tych uciskających klejnoty spodni, nie będzie mógł narzekać na brak zainteresowania. Tym bardziej, że wieści w tym miejscu bardzo szybko się rozchodzą i z całą pewnością większa, damska część akademika już piszczy z podniecenia na myśl o nowym mieszkańcu, będącym bratem Allana, który jest wśród nich zdecydowanie dobrze znany.
- Jesteś trochę podobny do mnie, więc któraś na pewno się zainteresuje - odparł sucho, podchodząc do szafki przy łóżku i wyjął z niej dwa browary. Jednego rzucił współlokatorowi, co można byłoby odebrać jako gest pojednania, gdyby nie to, że Allan nie należał do osób, które jako pierwsze wyciągały rękę na zgodę. Skądże, on lubił trwać w konfliktach a także je zaogniać. Był urodzonym prowokatorem i miał na tyle niespokojną naturę, że nie potrafiła zbyt długo trwać we względnym ładzie i ciszy.
Zmarszczył brwi słysząc wzmiankę o Cornelii. Jego naznaczone lekkim pytaniem, nieprzychylne spojrzenie świadczyło o tym, że nie rozumie skąd wziął się ten komentarz. Co jak co, ale urody nie można było tej dziewczynie odmówić. Jest wysoka, posiada figurę modelki, a jej długie, kręcone włosy sięgają pośladków. Miała też delikatną, typowo dziewczęcą twarz, której walory potrafiła idealnie podkreślić nierzucającym się w oczy makijażem. Miała też duże cycki i niesamowicie długie nogi. Jeżeli chodzi o wygląd, Cornelia była ideałem, o którym marzył niejeden facet. Allan nie był ślepy, widział jak jego właśni kumple ślinią się do dziewczyny. Nie dało się tego nie zauważyć nawet jeśli starali się robić to dyskretnie, by przypadkiem nie dostać po mordzie.
- Cornelia to pieprzone wcielenie seksu. Jest piękna - odparł szczerze, broniąc honoru swej dziewczyny. Oczywiście nie robił tego dlatego, że jakoś szczególnie zależało mu na jej opinii wśród ludzi. Nie czuł też obowiązku stawania w jej obronie, po prostu tym razem chronił swego własnego zdania, a ponadto obrażanie wyglądu jego dziewczyny, byłoby obrazą gustu Allana, a to już powód, by mógł się zirytować.
Prychnął niepowstrzymanie, gdy usłyszał kolejne pytanie. Jego twarz wykrzywiła się w szczerym rozczuleniu.
- A masz? - zaśmiał się z rozbawieniem, patrząc na brata w nieskrycie powątpiewającym wyrazie. Oczywiście pamiętał ślady na jego ciele, ale przecież to jeszcze nie świadczyło o tym, że ma dziewczynę. Gdyby tak było, nie musiałby akurat dzisiaj, akurat wtedy walić sobie pod prysznicem. A nawet jeśli... - Nawet jeśli tak, to bez znaczenia. Widocznie słabo cię zaspokaja. Spróbuj z inną - zaproponował z lekkim, nieco krzywym uśmieszkiem, spoglądając na Calvina tym samym rozbrajającym spojrzeniem, wypełnionym iskierkami wesołości. Z westchnięciem pokręcił głową i otworzył piwo, upijając kilka jego łyków.
Wyprostował przechyloną głowę akurat w odpowiednim momencie, by ujrzeć jak pogrążony w lekkim zamyśleniu Calvin, przykłada własną dłoń do naznaczonej zanikającymi sińcami szyi. Uniósł brew obserwując jak długie palce próbują wpasować się w ślady po tych większych. Przeniósł swe chłodne spojrzenie nieco wyżej, na twarz chłopaka, gdy ten znów się odezwał, odbijając całkiem od tematu.
Nie odpowiedział na pytanie, posyłając mu jedynie pytający wzrok, a widząc o co chodzi, swobodnym ruchem wziął do ręki maszynkę trzymaną przez brata. Prychnął z odbijającym się zniesmaczeniem na twarzy, gdy usłyszał komentarz chłopaka. Nie odnosząc się do niego, chwycił za najbliższe krzesło i szybkim ruchem postawił je niedaleko najbliższego kontaktu.
- Siadaj - nakazał, a gdy brat wykonał polecenie, podłączył maszynkę i ustawił się za nim. Jego duża dłoń ułożyła się na głowie chłopaka, by przekrzywić ją pod odpowiednim kątem. Wkładając wcześniej fajkę między swe usta, odpalił maszynkę i z widoczną wprawą począł strzyc brata, w sposób o jaki poprosił. Oczywiście, że korciło go dać mu tak nauczkę i pozbyć się wszystkich tych ciemnych kudłów, ale tym razem się powstrzymał. Będzie za to pamiętał o tej maszynce, w razie, gdyby jego braciszek postanowił jeszcze raz naruszyć nerwy Allana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Pią Sty 15, 2016 4:00 pm

- Serio, Al, nie szukam dziewczyny, nie musisz bawić się w swatkę - Westchnął łapiąc piwo, otwierając je i radośnie upijając. Był na niezłej drodze do schlania się dzisiejszego wieczora i uważał to za całkiem niezłą opcję. Po tym jak brat go przyłapał pod prysznicem wszystko, co odciągało jego myśli, było dobrą opcją. No i pijany może dla świętego spokoju zabawiłby się z jakąś laską, które tak zachwalał brat; chociaż podejrzewał, że byłaby to kompletna strata czasu, bo pewnie by mu nawet nie stanął. Musiałby znów wyobrazić sobie Allana i... STOP. Chłopak zakrył zmieszaną minę uniesioną puszką. Zachowywał się jak niewyżyty szczyl i to była dla niego całkowita nowość. Zazwyczaj nad sobą idealnie panował. Zazwyczaj, gdy brata nie było w pobliżu i gdy nie musiał zajmować myśli nadchodzącymi kolosami i zaliczeniami, byleby odwrócić uwagę od umięśnionego torsu czy pleców...
Tak, zamierzał się upić i zadbać, by nazajutrz to kac był największym problemem, a nie jego własne problemy z popędem.
Calvin zazwyczaj nie interesował się związkami innych, ani tym kto z kim sypia. I dlaczego. To naprawdę nie był jego interes, no, chyba że chodziło o Allana. Przysięgał przed samym sobą, że chodziło o Cornelię: nie lubił jej, nie podobała mu się i nie ufał jej. Zabawne, bo praktycznie nawet nie rozmawiali, ale i tak... No nie. Allan mógł sobie ją wychwalać pod niebiosa, jego kumple mogli sobie o niej marzyć wieczorami, ale Cal zwyczajnie nie był w stanie się do niej przekonać. Naturalną koleją rzeczy po scenie pod prysznicem, skrytykowaniu dziewczyny i narzekaniu na wszystko byłaby chęć zemsty. Trochę za późno to do ciemnowłosego dotarło, no a jak już siedział na krześle ze starszym Reevem za plecami i z maszynką w dłoni, nie miał wyjścia. Zamarł nerwowo ściskając puszkę piwa w ręku. Żałował swojej decyzji; nie tylko dlatego, że do końca nie wiedział co zrobi jego brat i bał się efektu końcowego, ale i dlatego, że natychmiast otoczył go zapach Allana. Używał świetnych perfum. Albo żelu pod prysznic. Mniejsza o to... Siedział jak na szpilkach pozwalając, by duża dłoń układała sobie jego głowę po własnej myśli.
Kiedy warkot maszynki ucichł, Calvin dopił piwo i dopiero wtedy miał odwagę skoczyć do łazienki i spojrzeć w lustro. I no cóż, musiał przyznać, że Allan wykonał naprawdę niezła robotę. Lepszą niż profesjonalny fryzjer.
- Nieźle, dzięki - uśmiechnął się wracając z miotełką i zabrał się za sprzątanie małego bałaganu. - Jeśli cię wypierdolą z roboty za przypadkowe skatowanie jakiegoś więźnia, zawsze możesz otworzyć salon fryzjerski - stwierdził pół żartem pół serio. Humor mu się nieco poprawił i jego skromnym zdaniem nie wyglądał wiele gorzej od swojego współlokatora.
Przytomnie jeszcze zabrał Allanowi maszynkę, bo w jego dłoniach stanowiła niebezpieczeństwo. Nawiasem mówiąc, do tego wystarczały tylko jego dłonie, ale po co kusić los.
- Kiedy wpadną twoi znajomi? - Calvin znów powędrował na swoją bezpieczniejszą stronę pokoju. Tequila i piwo w jego krwi sprawiały, że jego nastrój z chwili na chwilę robił się coraz lepszy.



Jezusie, jak ja się nie moge doczekać TEGO MOMENTU, wiesz ;=;

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Pon Lut 01, 2016 5:56 pm

Przewrócił ostentacyjnie oczami słysząc jak brat jeszcze raz zarzeka się, iż sugestie Allana są zupełnie zbędne. Dwudziestoczterolatek zaś wiedział swoje i mimo przekonań młodszego, nie miał zamiaru darować sobie pomocy w wyrwaniu jednej ze swych koleżanek, a te nigdy nie były brzydkie. Allan ze względu na swoje poczucie estetyki nie zadawał się z ludźmi, którzy odrzucali jego oczy, czy byli to faceci, czy kobiety. Zdarzały się wyjątki, lecz nieliczne i tylko po stronie "płci brzydkiej". W każdym razie, nie skomentował już tego, widząc, że przekomarzanie się z upartym Calvinem do niczego nie prowadzi. Działanie odłożył na później, gdy już większość ładnych pań będzie obecna w tym pokoju.
Po skończonej robocie opadł swobodnie tyłkiem na łóżko, by dopić piwo. Przyjrzał się nieco uważniej nowej fryzurze brata, stwierdzając w myślach nieskromnie, że faktycznie mu to to wyszło. Cóż, odkąd pamiętał, obcinał się sam. Nie ufał ludziom, w tym także fryzjerom, poza tym od zawsze przejawiał objawy zbyt dużej samodzielności. Nie lubił być wyręczany, nie lubił szukać pomocy i nie lubił być komukolwiek dłużny. Już jako dziecko bywał niepokojący pod tym względem. Uważał, że wyszło mu to na dobre. Calvinowi też jak się okazuje, bo na nowe obcięcie nie może absolutnie narzekać. Wręcz przeciwnie; powinien się niezmiernie cieszyć, że brat nie powziął zemsty, bowiem mogłoby się to dla niego źle skończyć. A okazję przecież miał niepowtarzalną. Cóż, najwidoczniej zachował jeszcze resztki moralności i wyrozumiałości.
Bez sprzeciwów oddał bratu golarkę i zerknął na niego spod nieco przymrużonych powiek, gdy ten wspomniał o jego pracy. Uśmiechnął się ledwie widocznie, wygodniej opierając o ścianę za swymi plecami. Westchnął przeciągle.
- Ja nikogo nie katuję - mruknął dość osobliwym, niskim tonem, patrząc w ten niezrozumiały sposób na swego brata. Mówił prawdę. Nikogo nie katował. Najlepszym kłamstwem przecież jest to, w które samemu się wierzy. Allan nie miał problemu z uwierzeniem w swoją niewinność. Zrzucanie odpowiedzialności na współwięźniów stało się dla niego tak powszednie, że jego mózg sam przestał dostrzegać prawdę. Poza tym, zazwyczaj faktycznie nikogo nie katował. Znęcał się, ale nie katował. Lubił zabawy psychiczne, to była jego ulubiona forma karania. Była najciekawsza, choć nie zmienia to faktu, że nigdy nie potrafił sobie odmówić także przemocy fizycznej. W godzinach pracy był w swoim żywiole i spełniał się pod wieloma względami, a jednocześnie niezwykle umiejętnie umywał ręce. Nie poczuwał się również do odpowiedzialności za tych, którzy postanowili odebrać sobie życie. A było ich więcej niż jeden.
Upił duży łyk piwa, patrząc nieco krytycznym wzrokiem na brata.
- Zanim zdążysz się upodlić, mam nadzieję - odparł sucho, dopuszczając do głowy myśl, że podarowanie mu niewinnego piwa mogło nie być takim dobrym pomysłem. Po tym jak zawzięcie wychlał tyle tekli prosto z butelki, może powinien poczekać z następną dawką alkoholu do przybycia towarzystwa. Jeżeli zaś chodzi o faktyczną odpowiedź na pytanie, to niestety Allan nie mógł jej jasno udzielić. Nigdy nie ustalano godziny, o której zbiorą się goście. W gruncie rzeczy nikt nigdy nikogo nie zapraszał. Każdy tutaj znał grafik Allana, a jeśli wypadały jakieś zmiany, również szybko rozchodziła się o tym informacja. Ludzie wiedzieli, że w tym pokoju są zawsze mile widziani, jeśli mają ze sobą zaopatrzenie i nie są pedałami w rurkach, czy bez nich. Z tego powodu często gościł tu także obcych ludzi, zwanych znajomymi znajomych znajomych, których zaraz poznawał, by równie szybko o nich zapomnieć.
W pokoju rozległ się dźwięk telefonu, który skłonił jego właściciela do niechętnego zwleczenia się z łóżka i podejścia do półki, na której leżał. Brunet odebrał, widząc na ekranie imię swej dziewczyny.
- Nie pojadę po ciebie, już wypiłem - odparł po krótkiej chwili, dopijając przy tym resztę piwa. - Gdzie jesteś? - dodał po kilku kolejnych słowach, które padły z drugiej strony. Gdy minęła następna krótka chwila, nie odsuwając słuchawki od ucha, otworzył drzwi prowadzące do kuchni, by zatrzymać się w ich progu.
- Cedrick! - Tak jak oczekiwał, w drzwiach na przeciwko pojawił się wysoki, rudowłosy facet, obdarzając Allana pytającym spojrzeniem złotych oczu. Brunet skinął na niego głową, słuchając tego co ma do powiedzenia jego dziewczyna i cofnął się wgłąb pokoju. Cedrick luźnym krokiem podążył za nim. Wszedłszy do pokoju jego wzrok od razu spoczął na nieznanej wcześniej twarzy.
- Mniejsza kopia Allana - skwitował z nieszkodliwym uśmiechem, zbliżając się do chłopaka i podając mu dużą, niewątpliwie silną dłoń. Jego nieco pofalowane, ogniście rude włosy przysłoniły delikatnie zarośniętą twarz, gdy nachylał się nieco, by podać chłopakowi rękę i z całkiem przyjaznym wyrazem twarzy, przedstawić się. Ledwie zdążył zawiesić na Calvinie wzrok, poczuł z tyłu szturchnięcie, którego źródłem był Allan, trzymający w dłoni kluczyki od auta i w końcu odkładający telefon.
- Pojedziesz po Cornelię? - Rudowłosy kolega jedynie westchnął ze zrezygnowaniem na pytanie i wziął od mężczyzny kluczyki. Ostatni raz zerknąwszy na nowego sąsiada, uśmiechnął się znacząco korzystając z tego, że starszy brat nie widzi, po czym wyciągając fajki i pytając gdzie ma jechać, opuścił pokój. Wspomniał także, że zajedzie do sklepu.
Allan spojrzał na zegarek wiszący na ścianie, by zaraz przenieść swój wzrok na współlokatora.
- Zaraz powinny przyjść pierwsze osoby - zakomunikował z pewną obojętnością w głosie, kierując swe kroki w stronę szafy, przy której bez wahania począł zsuwać z siebie garderobę. Miał w planach wzięcie prysznica, ale przez durnego braciszka, zupełnie stracił na to ochotę, w związku z czym przebrał się jedynie, zakładając ciemne jeansy i czarną koszulę. Po ubraniu się, zanurzył dłonie wgłąb szafy, by wyciągnąć stamtąd butelkę whisky i dwie butelki wódki. Czymś musieli się rozgrzać nim Cedrick i jego kuzynka wrócą z zakupami.

------
Cedrick ▷ [klik]


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Czw Lut 11, 2016 4:39 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Wto Lut 02, 2016 4:11 pm

Z niezrozumiałych przyczyn... znaczy, niezrozumiałych dla innych, dla samego Calvina to było najzupełniej jasne i klarowne, poczuł lekki zawód na zaprzeczenie dotyczące katowania. No cóż, coś takiego z pewnością nie byłoby tolerowane, nawet jeśli to więzienie byłoby o zaostrzonym rygorze. Allan miałby problemy, to w końcu nie był tani film porno dla pedałów, tylko rzeczywistość, gdyby uszkodził w znaczny sposób któregoś z więźniów. Jednak Calvin był pewien, że sposoby jego ukochanego braciszka na zajmowanie się gwałcicielami, mordercami i pedofilami odsiadującymi czasem dożywotnie wyroki, nie były do końca legalne. Ale jak to w takich światkach bywa... czego oczy nie widzą i tak dalej. Jeśli komuś stała się większa krzywda, konsekwencje zapewne spadały na współwięźniów, nie na strażnika. No i Allan w takiej robocie nie mógł być miękką cipą.
Calvin zmrużył oczy. Jeśli brat rzucił się na niego z taką agresją, jak mógł potraktować przykładowo seryjnego gwałciciela małych dziewczynek?
- Zdarzyło ci się kiedyś przypadkiem postrzelić więźnia? Albo nawet nie przypadkiem, powiedzmy... uzasadnione użycie broni czy coś? - Przekrzywił lekko głowę czując ciarki przechodzące po plecach, gdy szare oczy patrzyły na niego w taki sposób. A potem się, dupek, dziwi, że Cal musi sobie zwalić pod prysznicem... - I nie, spoko, mam mocną głowę. Mocniejszą niż za czasów, jak jeszcze mieszkaliśmy w domu i podpierdalałem ci browara, albo kilka łyków wina z barku rodziców - zaśmiał się radośnie. Poniekąd cieszył się, że Allan nie uczestniczył w pewnej części jego dorastania, zwłaszcza tej, kiedy imprezował za granicą próbując... cóż. Wszystkiego. Dosłownie. Z mniejszą samokontrolą miałby teraz przed sobą uzależnionego od prochów ćpuna, albo wesołka nie mogącego się obejść bez trzech skrętów na dzień. Jeśli, rzecz jasna, w ogóle z takim trybem życia udałoby mu się dostać tutaj na studia. Wbrew pozorom Calvin potrafił myśleć i zależało mu na swojej przyszłości. (i wolał się, na zaś, dowiedzieć, co może go czekać za wylądowanie w więzieniu, choć nadal przestępstwa internetowe miały zupełnie inną rangę niż zabójstwa i inne) Z drugiej jednak strony chłopak nie mógł oprzeć się pokusie wyobrażania sobie, co by było gdyby. Gdyby brat wiedział o jego relacjach, zainteresowaniach, orientacji... o tym, że mu staje, kiedy lustruje go tymi swoimi bezwzględnymi oczami i kiedy zaciska palce na jego szyi. Swoją drogą, zastanawiał się, gdzie rodzice zrobili błąd i jakim cudem w kochającym i spokojnym domu uchował się bezwzględny dupek i pedał ze znacznymi skłonnościami do masochizmu i różnych innych... odchyleń.
Przygryzł wargę i posłał starszemu szeroki uśmiech, którym śmiało mógł wyrywać zachwalane przezeń koleżanki.
Przewracając teatralnie oczyma słuchał rozmowy brata z Cornelią. No kochający, wspaniały chłopak. Pociągnął łyk tequili szykując się, jakżeby inaczej, do wygłoszenia kilku złośliwości.
Nie zdążył, bo nowa osoba skutecznie zawiązała mu supełek na języku samym pojawieniem się w pokoju. Calvin wpatrzył się w rudowłosego i uścisnął jego ciepłą dłoń. Mocno, ciut za długo. Może wieczór wcale nie rysował się tak źle? Zwłaszcza że Cedrick... cóż, uśmiechnął się tak, że Reeve automatycznie go zapragnął. To nie tak, że był jakiś skrzywiony czy coś, jego zainteresowanie wciąż niebezpiecznie oscylowało w kierunku brata, ale ten był niedostępny. A Cal lubił wyciągać ręce po to, co chciał. Gdyby Allan nie był jego bratem, a poznanym w klubie, z pozoru najbardziej hetero facetem na świecie, to i tak próbowałby go wyrwać narażając się na sowity wpierdol. Ale więzy krwi i fakt, że wiedział już, że kulka w łeb to nie było nic takiego dla niego, ciut go hamował. Tylko ciut.
- Możesz mi kupić jakieś browary! - krzyknął za wychodzącym i wstał z łóżka przemieszczając się na krzesło znajdujące się bliżej brata. Zezował na niego, gdy ten się przebierał i bezustannie się szczerzył.
- Jesteś cudownym chłopakiem. - zauważył złośliwie, ale więcej komentarzy sobie darował. Osoba Cedricka niewątpliwie wzbudziła jego zainteresowanie. Ciekawe czy również był aż takim homofobem. - Kto to był w ogóle? Też wpadnie? - postarał się mocno, żeby jego głos pozostał zupełnie obojętny, chociaż wciąż zerkał na drzwi, za którymi tamten zniknął. I na klatę brata. Jezu... Mógłby go dotykać całą noc, zostawiając na skórze ślady niecierpliwych palców, i wciąż byłoby mu mało. Westchnął przeczesując palcami swoją nową fryzurę.Napalony gówniarz. Patrick ciągle tak o nim mówił. Całując go i posuwając, kiedy sam miał na to ochotę. Calvin pożałował, że nie spróbował go wkręcić na tę imprezę, aczkolwiek po niefortunnym pierwszym spotkaniu chyba nie byłby to najlepszy pomysł. Zwłaszcza gdyby pod wpływem alkoholu zwolniły hamulce... i gdyby Allan skojarzył kilka pozornie nieznaczących faktów i plotek z czasów, gdy jeszcze razem mieszkali.
- W ogóle, Allan, od jak dawna jesteś z Cornelią? - spytał, chyba po raz pierwszy w zdanie z jej imieniem nie wplatając złośliwości. - To coś poważnego? - Teraz to on obserwował jego, z jakimś napięciem i uwagą niegodną czynności wyciągania alkoholu. Podszedł do niego i "poczęstował" się papierosem z jego paczki, od razu go odpalając. Oparł się przy tym o komodę znajdując tam swój punkt strategiczny. Tym razem nie atakował, mogło wyglądać to tak, że wreszcie poszedł po rozum do glowy i dojrzał do względnie normalnej rozmowy z własnym bratem. W końcu nie mieli ku temu większych okazji, skoro Cal wypierdolił przespawszy ledwie jedną noc w mieszkaniu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Wto Lut 02, 2016 6:49 pm

Brat wydawał mu się jakiś zbyt wesoły, szczególnie gdy patrzyło się przez pryzmat ostatnich wydarzeń. Nie powinien w końcu chyba chodzić z tym niewytłumaczalnym zacieszem na twarzy, niedługo po tym jak mało co obydwaj się nie pozabijali, a ledwie godzinę, czy dwie temu, ten został przyłapany na waleniu sobie konia pod prysznicem, co doprowadziło do kolejnego zagęszczenia atmosfery. Allan mógł zrzucić winę jedynie na alkohol, który brat zdążył już wypić. Tak czy inaczej, dużo bardziej odpowiadała mu ta wersja Calvina, bowiem za tą pyskatą i nieposłuszną zdecydowanie nie przepadał.
W międzyczasie wysłuchiwania ironicznych komentarzy brata, sięgnął po czystą szklankę do drinków, by nalać do niej whisky. Znów przysiadł na swoim łóżku, upijając złotego płynu i zawiesił swój wzrok na towarzyszu. Przytyku o Cornelii nie skomentował. Uważał się za całkiem niezłego chłopaka, który zaspokajał potrzeby swojej dziewczyny. W końcu załatwił jej podwózkę, nawet jeśli sam nie mógł się pofatygować. Gdyby był taki zły, mógłby ją po prostu olać, a przecież tego nie zrobił. Uważał się za naprawdę niezłego partnera, szczególnie, że Cornelia nie składała zażaleń. Zazwyczaj.
- Cedrick? - ożywił się nieco na wspomnienie o chłopaku i westchnął krótko, przystrajając swą twarz krzywym uśmieszkiem. - To skończony świr, ale go lubię. Przyjaźnimy się. Jest kuzynem Cornelii. I tak, wpadnie. - Cedrick zawsze wpadał. Jest starszy od Allana o dwa lata, a poznali się, gdy brunet rozpoczął studia na uniwerku. To poprzez niego poznał swoją obecną dziewczynę i dzięki niemu nigdy się nie nudził. Allan zwykł mawiać, że nie można mu ufać i lepiej na niego uważać, a jednocześnie miał go za jedyną osobę, którą mógł nazywać czymś więcej niż kumplem. Rozumieli się.
W swój charakterystyczny sposób uniósł brew słysząc pytanie na temat jego związku z Cornelią i nie odnajdując w nim żadnej zgryźliwości. Czyżby braciszek chciał w końcu porozmawiać jak dojrzały mężczyzna? Jeżeli alkohol tak dobrze na niego wpływał, Allan będzie musiał zrobić z niego alkoholika.
- Od dwóch lat - odparł po chwili zastanowienia, samemu przez chwilę dziwiąc się, że minęło już tyle czasu. Poznał tą gówniarę, gdy ledwie skończyła szesnaście lat, zabrał jej niewinność, dziewictwo i wychował na zdzirę. Jego zdzirę oczywiście. Kolejne pytanie sprawiło, że nie mógł się powstrzymać przed uniesieniem obydwu brwi i nagłym parsknięciem. - Daj spokój, to tylko głupiutka maturzystka - wypalił ze śmiechem, kręcąc głową z niedowierzaniem na tak absurdalny pomysł. Ale musiał wybaczyć Calvinowi, w końcu nie miał jeszcze okazji dobrze poznać Cornelii. Gdyby ją miał, wiedziałby, że nie ma absolutnie żadnej możliwości, by dziewczę jej pokroju zainteresowało Allana pod kątem wspólnej przyszłości. To nigdy nie było nic poważnego i nigdy nie miało takie być. Dziewczyna o tym wiedziała, a przynajmniej tak przypuszczał Allan. W końcu przecież żadna laska nie dałaby się traktować tak ostentacyjnie facetowi, któremu powierza się w całości, razem z przyszłością. Wydawało mu się to zupełnie oczywiste.
- Cornelia jest urocza i seksowna, ale to gówniara - rozwinął swoją myśl, gdy tylko przestał się śmiać. - Jestem z nią, bo to wygodne. Nie wymaga za wiele, a daje wszystko czego od niej potrzebuję. To wszystko. - Jak się okazywało, Allan również potrafił normalnie rozmawiać w przerwach między duszeniem i strzelaniem do współlokatorów.
- A co do twojego wcześniejszego pytania - zaczął nieco innym tonem, tym należącym do mrukliwych i niskich, którym równie dobrze mógłby pieścić ucho kochanki. Nieświadomie używał go wtedy, gdy mówił o rzeczach, które go jarały. Jego praca najwidoczniej była jedną z nich. - Ja niczego nie robię przypadkiem - zakończył z lekkim, mało przyjemnym uśmiechem, wpatrując się swym zimnym spojrzeniem w niebieskie oczy brata, aż w końcu przechylił głowę, by dopić swoje whisky. Ostatecznie nie udzielił właściwej odpowiedzi na temat uzasadnionego użycia broni. Bądź nieuzasadnionego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Wto Lut 02, 2016 10:18 pm

To było całkiem miłe tak sobie pogawędzić o wszystkim i o niczym. Pytania Calvina miały na celu dokładniejsze poznanie Allana. Z jednej strony liczył na to, że więcej szczegółów i wnikania w jego prywatne życie sprawi, że jego chora fascynacja i zainteresowanie osobą brata w jakiś sposób mu przejdzie, z drugiej jednak strony... każdym słowem rozpalał wyobraźnię Calvina i bynajmniej go od siebie nie odrzucał. Jeśli dalej tak miało to wszystko wyglądać... Nie wróżył sobie długiego mieszkania razem z nim. No... po prostu lepiej byłoby uciąć wszystko w zarodku, tylko, kurwa... czy nie było na to za późno? Zawsze podziwiał Allana. Był dla niego niedoścignionym wzorem i bohaterem, nawet kiedy starszy braciszek zamykał sześcioletniego gówniarza w szafie dla zabawy.
Niebieskooki uśmiechnął się do myśli, że wtedy mógł po prostu, po porysowaniu zeszytu czy ukryciu ulubionej zabawki, wskoczyć mu w ramiona i tulić się dopóki matka nie zawołała ich na kolację.
Ciężko było, patrząc na tego mężczyznę, na jego posturę, wzrost, bezwzględne spojrzenie, uwierzyć, że kiedykolwiek mógł być dzieckiem.
- Mogę? - spytał nieco niepewnie i wyciągnął łapę po drugą szklankę i także nalał sobie do niej whisky. Sam przecież przyjechał tu zaopatrzony, gdyby wydoił bratu za dużo, bez problemu mógłby zacząć dzielić się swoimi zapasami. Od razu wziął łyk dzielnie się nie krzywiąc. Wolał drinki i piwo. Rzadko sięgał po coś innego, po prostu jeśli miał wybór... Dzisiaj jednak nie zamierzał być specjalnie wybredny, skoro miał przeżyć swatanie go z jakimiś panienkami. Wolałby swatanie z Cedrickiem i w ogóle... Mógłby już przyjechać. Znaczy... co?
- Kuzynem? - Calvin zakrztusił się, alkohol wszedł nie tam, gdzie powinien. Gardło trochę go zapiekło. No tak, nawet byli do siebie podobni. - Och, no to spoko... - porzucił temat. Nie miał pojęcia, dlaczego osoba Cornelii tak cholernie go odrzucała. Nie mógł się wyzbyć wrażenia, że ta gówniara na niego nie zasługuje, że go nie docenia. Z drugiej strony Allan także nie traktował jej jak księżniczki.
Calvin przestał gryźć wargi. Łapał się co chwilę na tym, że to robi, za każdym razem spoglądając na brata.
- Dwa lata...? - zastanowił się czy kojarzył ją gdzieś w okolicach mężczyzny tyle czasu temu. Ale przy nim zawsze kręciło się tyle dziewczyn... nigdy nie mógł narzekać na brak powodzenia. Chłopak był wręcz pewien, że tym bardziej teraz, w przypadku zerwania pod drzwiami pokoju ustawiałaby się kolejka rozhisteryzowanych... dobra...hiperbolizował nieco. Ale nie mijał się z prawdą znów tak strasznie. Czasem żałował, że sam nie jest kobietą. Może wtedy miałby u niego szansę, może te szare oczy spojrzałyby na niego nieco przychylniej? - To sporo w chuj jak na brak poważniejszych planów. Zanim się oglądniesz, będzie próbowała wymusić na tobie pierścionek zaręczynowy i termin ślubu. Dziewczyny nigdy nie potrzebują tak mało. Prędzej czy później... - znowu zagryzł wargę, ale teraz celowo, udając znawcę. Był gejem, jednak... jednak trochę rozumiał kobiety. Wiedział, że nie zawsze może być tak różowo. A Allan był facetem, którego warto się było trzymać. Kto zrezygnowałby z tego z własnej woli? - Złamiesz gówniarze serduszko i dostaniesz wpierdol od Cedricka - powróżył uśmiechając się jednak. Ton jego głosu nadal był spokojny i przyjemny, nie atakował w dalszym ciągu, raczej stwierdzał fakty. - Cóż, liczę na to, że zostanę twoim świadkiem w razie czego - zakończył temat dopalając szluga, pociągając kilka łyków i dźgnął Allana palcem pod żebra. Nawet nie wiedział, kiedy podszedł tak blisko niego, ale to nic. Nie robił nic złego.
Z rozkoszą słuchał tego mrukliwego głosu, nieświadomie rozchylając lekko usta. Sens słów nie był ważny, chociaż w tym przypadku dodatkowo... pobudzał... Calvin odkaszlnął, bo w gardle mocno mu zaschło, gdy wyobrażał sobie Allana...
- Postaram się... o tym pamiętać... - nie mrugał wręcz wpatrując się w niego. Miał wrażenie, że napięcie między nimi aż iskrzyło, ale absolutnie żaden nie zrobił nic w tym kierunku.
Kiedy drzwi się otworzyły, Calvin niemal podskoczył. Na widok rudej czupryny uśmiechnął się lekko i dopił duszkiem swojego drinka. Zaczęło się robić dziwnie, pierwszy raz ucieszył się na widok Cornelii. Przynajmniej na moment. Odłożył szklankę, obdarował nowoprzybyłych lekkim uśmiechem i zgarnął swój portfel z szafki.
- Zaraz wracam, idę po fajki - Musiał się przewietrzyć. Prześliznął się obok Cedricka obdarowując go przeciągłym spojrzeniem i lekkim dotykiem, gdy pozornie przypadkowo go trącił. Miał szczerą nadzieję, że kiedy wróci, towarzystwo znacznie się zwiększy, by wymazać to dziwne napięcie. Nawet jeśli jako jedyny zdawał sobie z niego sprawę.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Czw Lut 11, 2016 4:37 pm

Allan w międzyczasie picia whisky podniósł się, by w końcu trochę podszykować pokój do przyjścia gości, którzy to lada chwila jak jeden powinni zwalić się do drzwi. Popijając trunek, przysunął stół bliżej kanapy, do niego zaś dostawił dwa krzesła które posiadał i jedyny obecny w pokoju fotel. Wiedział, że to nie wystarczy, ale ilość znajomych, którzy się zjawią nigdy nie była do przewidzenia, więc z dostawianiem mebli z pokoju Cedricka postanowił poczekać, gdy będzie już mniej więcej wiadomo ile ich brakuje.
Możesz – odparł krótko, zbliżając się do szafy, by z jej bocznej, wąskiej półki powyjmować szkło w postaci szklanek i kieliszków. Postawił je niedbale na stole, zerkając kątem oka na brata. – W lodówce jest pepsi – dodał, robiąc głową gest w kierunku drzwi prowadzących do kuchni. Nie każdy w końcu lubił czystą whisky, którą preferował Allan. Większość ludzi mieszała ją z lodem i napojami gazowanymi, podczas gdy on wolał zrezygnować z dodatków. Nie był jednak jednym z tych, którzy na lewo i prawo rozpowiadali jakaż to profanacja robić z dobrego whisky drinka. Po prostu lubił jej czysty smak, nie wymagając tego od innych. Co prawda Calvin nie wyglądał jakby gryzący smak trunku robił na nim wrażenie, lecz nie przeszkadzało to w krótkim poinstruowaniu, choćby na przyszłość. Zresztą i tak zaraz będzie musiał iść po wszystkie napoje.
Zamykając porzuconą wcześniej szafę, odwrócił się w stronę Calvina, akurat gdy ten postanowił zająć sobie czas dławieniem się alkoholem, na wieść o powiązaniu Cedricka z Cornelią. Allanowi nie wydawało się to takie zaskakujące. Mimo, że nie byli rodzeństwem, tamta dwójka miała wiele wspólnych cech, jeśli chodzi o wygląd. Obydwoje w końcu odziedziczyli urodę po swych ojcach, a ci z kolei byli braćmi. Obydwoje też nosili jedno nazwisko. Jak większość Walshów mieli rude, kręcone włosy, które były zasługą ich irlandzkich genów. Ich oczy przybierały bardzo ładny odcień złota, szczególnie, gdy padało na nie światło słoneczne. Nawet rysy twarzy miały wspólne cechy, choć Cedrick należał do tych mężczyzn o zdecydowanie niezniewieściałym wyglądzie, a Cornelia była posiadaczką typowo dziewczęcej, delikatnej buzi. Dopełnieniem wszystkiego była ich figura – długie nogi i pokaźny wzrost. Znaczna większość znajomych do tej pory jest przekonana, że Cedrick i jego kuzynka to rodzeństwo z jednej matki i jednego ojca, a oni dwoje nie kłopotali się wyprowadzaniem ich z błędu, uważając, że nie ma takiej potrzeby.
Calvin porzucił temat Walshów, skupiając się za to na związku Allana, który dojrzawszy zamyślenie brata, szybko domyślił się czym jest ono spowodowane. W końcu dwa lata temu jeszcze, Calvin był w kraju i miał większą styczność z bratem niż przez miniony rok. Mimo wszystko jednak nie widywali się zbyt często, głównie dlatego, że Allan mieszkał w akademiku oddalonym spory kawałek od domu. Nigdy też nie sprowadzał swej dziewczyny do domu rodzinnego, nie czując potrzeby przedstawiania jej rodzicom. Nawet teraz nie uważał tego związku za nic poważnego, gdy więc chodzi o jego początki, nie było czego wspominać. Miał młodziutką dziewczynę, którą lubił wychowywać po swojemu, ale już niekoniecznie wprowadzać w grono swoich znajomych, do którego w jakiejś części należał również Calvin. Dopiero, gdy dziewczyna nabrała trochę rozumu i ogłady, pozwolił sobie na dopuszczenie jej do swej ekipy oraz wprowadzanie na imprezy. Wtedy już Calvin urzędował w Barcelonie, więc nie miał możliwości poznać dziewczyny brata.
Zaśmiał się ostentacyjnie słysząc uwagi brata. Widać, że nie znał Cornelii. W końcu dziewczyna miała swoje jazdy, ale nie była do tego stopnia głupia. Znała Allana wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że ten nie jest zainteresowany jakimikolwiek zobowiązaniami. Związek to jedyne na co było go stać, a i tak Cornelia musiała robić wiele, by ten się dalej utrzymywał.
Nie jest skończoną kretynką. Nikt normalny nie chciałby ode mnie pierścionka – prychnął z rozbawieniem, siadając swobodnie na kanapie, wyciągając kolejnego papierosa oraz popijając whisky. Co prawda Allan nie uważał się za całkiem nienormalnego, ale wiedział, że nie jest materiałem na męża i z pewnością nikt nie może temu zaprzeczyć. Cornelia dobrze wiedziała, że All bywa agresywny i nieprzewidywalny, z pewnością również zdawała sobie sprawę z tego, jak mogłoby wyglądać ich wspólne życie. Nie wytrzymałaby z nim pod jednym dachem, całkiem już zdana na niego. Poza tym, tak jak już wcześniej wspomniano, Allan był pewien, że rudzielec zna swoje miejsce i wie, by niczego od swego chłopaka nie oczekiwać. W końcu nikt nie lubi zawodów, a to właśnie przyniósłby biednej dziewczynie starszy Reeve.
Westchnął krótko, nijak nie reagując na atak przeprowadzony wobec jego żeber i ze spokojem dokończył whisky, powolnie podnosząc wzrok na drzwi, gdy te się otworzyły. Burza rudych włosów szybko znalazła się tuż przy nim, a długie nogi bez skrępowania wskoczyły na łóżko, powodując, że dziewczyna z pełną swobodą siadła rozkrakiem na Allanie. Ten uśmiechnął się tylko krótko i nie zaprotestował, gdy długie palce wyjęły z jego ust papierosa, by złożyć na nich pocałunek. Papieros ostatecznie wylądował między wargami uszczęśliwionej dziewczyny, która tylko kątem oka zmierzyła Calvina, wychodzącego do wyjścia. Mimo wszystko jednak musiała uwolnić bruneta od swojego ciężaru, bowiem do pokoju właśnie weszło kilka pierwszych osób.
Cedrick tym czasem poświęcił chwilę, by uśmiechnąć się pod nosem w reakcji na zagranie młodszego Reeve'a.
Też się przejdę – oznajmił w przestrzeń, stawiając przy łóżku kratę piwa i wychodząc zaraz za chłopakiem. Zatrzymał go w pół kroku, łapiąc od tyłu za chłopięce ramię. Nachylił się, umieszczając swe wargi przy jego uchu. – Mam w pokoju kilka paczek – nie bez powodu to niewinne zdanie, wypowiedziane niskim, łóżkowym tonem brzmiało jak wyraźna propozycja. Odsunął się, widząc na horyzoncie znajome twarze podążające na imprezę u Allana. Przywitał się z każdym krótkim uściskiem dłoni, z miną człowieka, który wcale przed chwilą nie zaproponował bratu swojego najlepszego, homofobicznego kumpla, szybkiego bzykanka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Pią Lut 12, 2016 4:58 pm

Z całą pewnością grymas na jego twarzy został zauważony i zapewne nawet przez jego odbiorczynię. Bo tak, niechętne spojrzenie przymrużonych oczu i szczelniejsze zaciśnięcie ust przy jednoczesnym zgrzytaniu zębami, było wycelowane w rudą dziewczynę. Ale ona to miała gdzieś, w ogóle Calvin nie był dla niej nikim godnym uwagi, tym bardziej, według słów Allana, jeśli zdawała sobie sprawę z tego, że i tak jej przyszłość nie jest z Reevem związana, a więc tym bardziej... Czyli to kwestia czasu aż przestanie widywać tę sukę.
Cal serio nie miał pojęcia skąd w nim taka niechęć wobec dziewczyny. Skręcało go, gdy patrzył jak bezkarnie wskakuje na kolana swojego faceta, jak chętnie rozchyla przed nim usta... i nogi. Chłopak przewrócił oczami i paląca potrzeba wyjścia po fajki znalazła swoje uzasadnienie. Nie miał ochoty patrzeć na migdalącą się parę, a przewidywał, że będzie mu to dane przez większą część wieczoru. Chwała niebiosom, że miał wystarczająco materiału, by schlać się do nieprzytomności i zasnąć na dywaniku w łazience. Albo znów wylądował u zdezorientowanego Patricka, który szybko znalazłby zastosowanie dla kompletnie pijanego faceta, na którego leciał i Calvin znów nie siadłby na tyłku przez bite dwa dni.
Szczerze powiedziawszy nawet nie zareagował na słowa Cedricka. Nie uznał ich jako rzuconych do siebie; nie bardzo rozumiał, co kumpel jego brata, którego widzi po raz pierwszy, no dobra, drugi, mógłby od niego chcieć. Chyba że widział go gdzieś z Patrickiem na mieście i zamierzał szantażować dla własnych korzyści. Gdyby ktokolwiek kiedykolwiek doniósłby Allanowi... Znów skończyłoby się awanturą jak kiedyś. Z tym, że kiedyś to były zwykłe plotki, a nie historia opowiedziana z ust przyjaciela...
Calvin zwolnił z zamiarem odwrócenia się i postawienia sprawy jasno; nie zamierzał dawać się szantażować, ale... och, chyba nie o to chodziło.
— W sumie nie miałem nawet ochoty wychodzić, więc... — przygryzł wargę zastanawiając się o co tak naprawdę chodzi. Nie do końca łapał zaproszenie; był trochę przytępiony alkoholem oraz bratem znajdującym się parę kroków od niego. Co prawda za zamkniętymi drzwiami i pewnie zajętego rudą, ale wciąż posiadającego broń i sadystyczne skłonności.
W milczącym zniecierpliwieniu czekał, aż Cedrick przywita się ze wszystkimi. Póki co darował sobie przedstawianie się, równie dobrze mógł zrobić to po powrocie. O ile w ogóle musiałby się przedstawiać, bo od razu wyłapał jakiś podniecony i mało subtelny szept "To chyba brat Allana." Taktownie nie zwrócił na niego większej uwagi i poczekał grzecznie aż wszyscy znikną w pokoju jego brata. I został z Cedrickiem sam, nie do końca pewien co powiedzieć i zrobić. Krępował go fakt, że to kumpel i sąsiad Alla i już samo to nie wzbudzało w nim ufności.
Ale z drugiej strony...
Wyszczerzył się powoli podchodząc do właściwych drzwi i wpatrując się w oczy rudzielca, który najwyraźniej miał jakiś plan. Cóż, oby podobny do tego calvinowego, bo mogłoby wyjść odrobinę niezręcznie...

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Sro Lut 17, 2016 5:47 pm

Podczas, gdy Allan przyjmował napływających gości witając się z każdym z osobna i poznając tych, których jeszcze nie znał, Cedrick czekał na reakcję młodszego chłopaka. Był pewien, że się nie pomylił. Nie chodziło jedynie o tę niby przypadkową zaczepkę, gdy brunet wychodził. Cedrick był pewien, że widział go kilka dni temu z innym facetem w dość jednoznacznej sytuacji. Wtedy oczywiście nie wiedział jeszcze, że jest to brat jego najlepszego kumpla i zwyczajnie wspomnianą dwójkę zignorował. Gdyby wiedział, pewnie postąpiłby tak samo. Doskonale znał podeście starszego Reeve'a do gejów i był w stu procentach przekonany o tym, że ten nie miał pojęcia o wyczynach młodszego. On za to miał zamiar odpowiednio wykorzystać swoją wiedzę. W końcu Calvin miał dużo do zaoferowania i rudzielec liczył, że nie należy do tego małego odsetka powściągliwych gejów. Wątpił, w końcu to brat Allana, a geny robią swoje.
Uśmiechnął się zdawkowo, przez chwilę zatrzymując wzrok na wargach Calvina, które ten przygryzał w sposób podnoszący ciśnienie u obserwatorów. Cedrick nie był pewien czy chłopak zdaje sobie z tego sprawę, choć przychylał się ku temu, że owszem, zdaje sobie doskonale. Widząc, że ten daje jednoznaczną odpowiedź, podchodząc do odpowiednich drzwi, z miłym dla oka uśmiechem, pochodzącym z gatunku tych łóżkowych, również poszedł jego śladem i otworzył, gestem zapraszając Calvina do środka.
Cedrick nie należał do grona ludzi powściągliwych. W ogóle był dość oryginalnym człowiekiem, choć można się tego domyślać skoro jest jedyną osobą, którą Allan określa mianem przyjaciela. Ktoś przyjaźniący się z brunetem nie ma prawa mieć wszystkiego poukładanego w głowie tak jak należy. Walsh najwidoczniej nie stanowił wyjątku, skoro chwilę po zamknięciu za sobą drzwi, bezprecedensowo chwycił niższego chłopka za nadgarstek i przyciągnął do siebie, na tyle gwałtownie, że ten z trudem nie utracił równowagi. Być może stałoby się tak, gdyby Cedrick nie złapał go w pasie, przyciągając jeszcze bliżej siebie. Nie czekając na żadną reakcję, nie pytając o zgodę, żarliwie złączył ich usta w niedelikatnym, namiętnym pocałunku. Nie puszczając Calvina, począł kierować kroki do tyłu, gdzie mieściło się wejście do toalety. Zamknął za nimi drzwi łazienkowe, przekręcając zamek i stanowczo przyszpilił chłopaka do ściany po ich lewej stronie. Oderwał się od miękkich ust, by z drapieżnym uśmiechem zajrzeć w niebieskie oczy.
Później sobie zapalimy – wymruczał wprost do jego ucha, zaraz po tym nieoczekiwanie łapiąc obydwa nadgarstki chłopaka, by umieścić je nad jego głową. Choć używał tylko jednej dłoni, Calvin nie miał możliwości wyrwania się z uścisku, nawet gdyby tego chciał. Cedrick nie zwlekał. Jego ruchy były gwałtowne i pełne pożądania. Znów począł napierać swymi ustami na wargi Calvina, przygryzając je co jakiś czas boleśnie, lecz z wyczuciem. Wolną ręką gorączkowo, z widoczną wprawą rozpiął calvinowe spodnie, zsuwając je razem z bielizną i przy drobnej pomocy nogi zdejmując całkowicie, by odrzucić je gdzieś na bok. W tym momencie usłyszeli jak do pokoju ktoś wchodzi.
Cedrick nie bez powodu skierował się do łazienki. Wiedział, że Allan przyjdzie po krzesła i resztę alkoholu. Nie zdziwił się więc, gdy usłyszał jego głos.
Nie bierz tego whiskacza, tylko wódkę. Mój wystarczy, najwyżej później przyjdziemy. – Podczas, gdy męski głos rozbrzmiewał po drugiej stronie drzwi, Cedrick z wymownym uśmiechem przybliżył swe usta raz jeszcze do ucha Calvina, owiewając je swym ciepłym oddechem i lekko muskając płatek wilgotnymi wargami.
Cichutko – wymruczał sykliwie, zdejmując własne spodnie i szybkim ruchem objął talię chłopaka, podnosząc go wysoko do góry, powodując, że długie nogi musiały opleść go w pasie. Przy tym puścił drobne nadgarstki, umieszczając uwolnioną dłoń na członku dwudziestolatka.
Niemalże w tym samym momencie, gdy zza drzwi znów dobiegł głos Allana, Cedrick bez uprzedzenia, gwałtownie wbił się w Calvina, zatykając jego wargi kolejnym gorącym, dość brutalnym pocałunkiem. Wszedł w niego do końca i od razu zaczął wykonywać silne ruchy. Nie cackał się i wyraźnie za nic miał ból chłopaka, choć niezaprzeczalnie zależało mu na obopólnej przyjemności. Nie dając chłopakowi dostępu do powietrza, rżnął go szybko i gwałtownie, ręką wprawnie i mocno obciągając wyraźny wzwód. Obecność przyjaciela za cienką ścianą nakręcała go dodatkowo i jak sądził, nie tylko jego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   Sob Lut 20, 2016 1:50 pm

Nie było owijania w bawełnę i zbędnych słów. To właśnie lubił w męskich związkach, tam nie było miejsca na tłumaczenia, na strzępienie sobie języków... Języki były wykorzystywane inaczej. Już w chwili, gdy czekał na Cedricka czuł przyjemnie rozchodzącą się po ciele falę radosnego oczekiwania pomieszanego z palącym pożądaniem. Jego nie do końca udana przygoda w łazience i zbyt często ocieranie się samą obecnością o Allana tylko go nieznośnie pobudzało.
A tak, miał szansę pozbyć się napięcia. Obopólnego. Trochę bawiła go myśl, że jego homofobiczny brat mieszka naprzeciw kogoś, kto zaraz zerżnie mu młodszego braciszka. I że chodzi z tym kimś na piwo, imprezuje i rozmawia o kobietach. ta myśl rozbawił go tak bardzo, że gdyby jego usta nie zostały zatkane w tak szybki i zdecydowany sposób, wybuchnąłby śmiechem.
Równie gwałtownie i mało delikatnie wczepił się w Cedricka; jego palce szybko znalazły ulubione miejsca i wplątały się w rude, miękkie kosmyki, zaciskając na nich pięściami. Nikt nie mógł mieć wątpliwości, jakiej orientacji jest młodszy Reeve, nie kiedy ocierał się o przyjaciela swojego brata w sposób bezwstydny i wyuzdany. Być może to też za sprawą wypitego już dzisiaj alkoholu, grunt, że hamulce nie istniały. Z lekkim zdziwieniem i bez zdolności przewidywania niedostępnej dla kogoś, kto nie znał jeszcze akademickich zwyczajów, dał się pociągnąć do łazienki. Przestał maltretować rude włosy i przeniósł dłonie na tors mężczyzny, przynajmniej do momentu, gdy nie zostało mu to umożliwione unieruchomieniem rąk. Calvin zmarszczył brwi i lekko zmrużył oczy dając wyraz swojemu niezadowoleniu. Wyglądało na to, że znów nie pozwolono mu dominować i począł się zastanawiać co w sobie takiego ma, że inni lubią go widzieć na kolanach. Ale nie miał zamiaru się o to kłócić, uwielbiał być pieprzony, chwilowe kaprysy nie miały znaczenia.
Z lekkim trudem pomógł Cedrickowi pozbyć się własnych spodni, to nie było proste, zwłaszcza że wcale nie chciał uwalniać jego ust od swoich. Już zaczynało brakować mu tchu, ale nadążał za rudym, dając pieprzyć swoje usta językiem i odpowiadając tym samym. od dawna już żaden pocałunek nie pobudził go tak bardzo, Wystarczyło kilka chwil, by był całkowicie gotowy i z butnego zmienił się w spragnioną kurewkę gotową rozkładać nogi na rozkaz.
Zupełnie skupił się na tym, co działo się w łazience, z przyjemnością obserwował ich odbicie w lustrze ponad ramieniem Cedricka i to małe show pochłonęło go tak bardzo, że trochę po czasie usłyszał głos.
Allan...!
Calvin zamarł dosłownie i wielkimi oczyma spojrzał na swojego kochanka. Skinął głową starając się nawet nie oddychać w obawie, że brat mógłby coś usłyszeć. Co za niefart, musiał wejść akurat teraz, kiedy...
Sądził, że Cedrick się wstrzyma, poczeka, aż przyjaciel wyjdzie, ale nie. Najwyraźniej i on nie mógł zapanować nad pożądaniem.
Gdyby nie sprytny manewr błyskawicznego zamknięcia mu ust, Calvin krzyknąłby jak rozdziewiczany prawiczek. Nie spodziewał się tak szybkiego obrotu spraw i choć wcale się nie miał za nowicjusza, poczuł ból. Boleśnie zacisnął szczęki na dolnej wardze rudzielca, luzując je dopiero, gdy zassał odrobinę jego słodkiej krwi. Upominał go w ten sposób i przywoływał do porządku, przypominał, że...
Och, jebać to. Rozchylił usta i mocniej objął biodra udami.
Mimo całowania kilka razy z jego gardła wyrwał się cichy pomruk. A słowa brata za ścianą sprawiały... w pewnej chwili Calvin przestał widzieć skupione na sobie spojrzenie Cedricka, jego twarz... na jego miejscu pojawiła się zacięta twarz Allana. Bezwzględność w szarych oczach i dłonie na szyi.
Wyrwał się z ustami z zasięgu jego warg i odchylił głowę do tyłu. Miał gdzieś, że Allan może coś usłyszeć, najwyżej Cedrick wytłumaczy się, że zaliczył jakąś panienkę na dzień dobry.
Cześć, Allan. Puknąłem twojego brata.
— On nas... zapierdoli, jeśli się dowie... — sapnął cichutko w usta kochanka i przyciągnął go mocniej do siebie. Wbił paznokcie w jego kark i drapał popędzając go, zmuszając, by jego biodra mocniej napierały, by rżnął go mocniej, szybciej, do samego końca. To było za dużo. Dodatkowo dłoń mężczyzny na jego członku doprowadzała go do szaleństwa. Zaraz ich zdradzi swoimi gardłowymi jękami, nie ma chuja.
W lustrze widział poruszające się zdecydowanie pośladki rudego i ten widok dodatkowo go nakręcał.
Czy Allan nie wyjdzie? Czego on tu szuka?
Calvin czuł, że jest na skraju wytrzymania. Bał się wydać z siebie jakikolwiek odgłos, więc starał się powstrzymywać siłą woli. Zaczynał być zmęczony, nie dawał się łatwo zaspokoić, a cały czas chciał więcej i więcej. Mimo to czuł, że spełnienie jest już blisko. Agresywnie wpił się w wargi Cedricka, tym razem samemu zaczynając przejmować kontrolę nad jego ustami i udowadniając, że język również ma całkiem sprawny.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat   

Powrót do góry Go down
 
Bro Perplexity ... BN. / Yaoi / Dramat
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: