IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Once Upon a Time >> Shounen-ai / 2os. / Brak naboru

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Once Upon a Time >> Shounen-ai / 2os. / Brak naboru   Nie Cze 05, 2016 6:27 pm


Nie znałem ludzkiej wytrzymałości. Choć od jakiegoś czasu próbowałem zagłębić się w jej tajniki, nie szło mi to najlepiej. Ludzie to zbyt kruche stworzenia, a ja nie należałem do tych, którzy przesadnie dobrze kontrolują swoje popędy. I swoją siłę. Miałem jej zbyt dużo, by móc objąć ją pełną kontrolą. Ale dla Kapturka się starałem. Panowałem nad sobą, próbowałem wyczuć moment, w którym zabawa może pójść za daleko i przynieść mi sporych rozmiarów zawód. Nie wiedziałem jak mi to szło. Być może nienajlepiej.
Byłem zafascynowany i pochłonięty Czerwonym Kapturkiem. Wsłuchiwałem się jak opętany w ciche skargi i z tak samo opętańczym wzrokiem wpatrywałem się w chłopaka. Nie przestawałem go rżnąć, nie zwalniałem, nie wstrzymywałem się zanadto. Czułem jego krew na kutasie, na dłoniach i w nozdrzach. Wszystko pokryło się czerwienią, na której widok me źrenice rozszerzały się niepokojąco. Co rusz oblizywałem usta, walcząc zacięcie z chęcią rozszarpania dzieciaka na kawałeczki, dorwania się do jego mięsa i krwi. Więcej krwi.
Zatrzymałem swoje ruchy przy którymś desperackim uderzeniu małej, zaciśniętej pięści, lecz Kapturek zdawał się tego nie zauważyć. Uśmiechałem się, zaglądając głęboko w gasnące oczy tworzące uderzający kontrast w zestawieniu z błyszczącymi, niepowstrzymanymi łzami. Obnażyłem białe kły obserwując jak ta sama, mała dłoń rozluźnia się, a potem podąża w stronę nabrzmiałego członka. Obejmuje go. Porusza się. W mych niemal czarnych już oczach bez wątpienia zatańczyły iskierki dzikiego rozbawienia. Moje biodra wykonały kolejny gwałtowny ruch, a potem znów się zatrzymały. Gdy do moich uszu dotarło bezsilne, przepełnione przebijającą się, słabą nadzieją ostrzeżenie Kapturka, kuriozalny uśmiech zaczął się przeradzać w jeden z tych delikatnych, któremu towarzyszyło równie nieszkodliwe, zwodząco przyjemne uniesienie kącików ust. Rozluźniłem palce na porozrzucanych, białych włosach. Przybliżając powoli swą niewinnie wyglądającą twarz do twarzy Kapturka, przejechałem kciukiem drugiej dłoni po różowych wargach, po szczęce, po policzku. Uśmiechnąłem się, zawierając w tym uśmiechu mieszankę politowania, współczucia, pocieszenia i jakiejś niebezpiecznej obietnicy. Me przyciemnione tęczówki nie odrywały się od oczu szczeniaka i przez chwilę jedynie wpatrywałem się tak, chłonąc spojrzenie jasnych, przestraszonych ślepiów. Palcami powoli głaskałem wilgotny policzek.
Nie zabiję cię – szepnąłem głosem tak delikatnym i czułym, że równie dobrze mógł być tylko urojeniem w głowie na w pół przytomnego dzieciaka. Lecz moje wargi, składające po chwili całkiem delikatny pocałunek na zakrwawionych ustach, pomagały w odkryciu, że słowa te faktycznie padły. I były obietnicą. Obietnicą ciążącą nad ofiarą, której wyrywano z rąk strzępki ostatniej nadziei mającej czelność przeciskać się jeszcze przez ciasne luki wszechogarniającej rozpaczy. Pogłębiłem uśmiech. A potem ruszyłem biodrami po raz kolejny. I kolejny. Delikatniej niż dotąd. Pozwoliłem, by przyjemność pochłoniętego czerwienią dzieciaka wzięła górę nad bólem.
Moja dłoń ułożyła się na tej drobnej, która nieśmiało poczynała z postępującą erekcją. Uśmiech znów nabrał znajomej drapieżności, lecz wzrok wciąż wydawał się być nienaturalnie delikatny w stosunku do tego, który przybierałem wcześniej.
Bardzo dobrze, Cain – wyszeptałem tuż przy zaplamionych wściekłą czerwienią, naturalnie różowych usteczkach. – Poddaj mi się – mruczałem hipnotyzująco, przejeżdżając zaraz powolnie swym ciepłym językiem po słodkich wargach. Przyspieszyłem ruchy. Dłoń na włosach znów zacisnąłem boleśnie. Złączyłem nasze usta w kolejnym pocałunku. Niemniej gwałtownym niż dotąd, a namiętnym znacznie bardziej. Dłoń na mniejszej dłoni zaczęła nadawać jej tempo. Zmuszałem drobne palce do coraz szybszego poruszania się. Do silniejszego zaciskania na twardym członku. Całowałem go zachłannie. Przyspieszyłem. Westchnąłem, wariując od zapachu krwi. Od zapachu strachu. Od dźwięków ludzkiego serca, szaleńczo pompującego szkarłatną ciecz o smaku niechybnie prowadzącym do zapomnienia. Utracenia kontroli. Och, ileż kosztowało mnie jej utrzymanie.
Po długiej chwili oderwałem się od miękkich warg. Mój język ochoczo przesunął się niżej, by z rozkoszą zacząć zlizywać odurzającą czerwień ze świeżych ran. Biodra przyspieszyły. Ręka przyspieszyła. Oddech przyspieszył. Wark. Westchnienie. Dłoń zaciskająca się do bólu na miękkich włosach.
W którymś momencie sądziłem, że oszaleję. Moje ruchy stały się szybsze. Silniejsze. Mniej kontrolowane. Och kurwa, gówniarz zdawał się wciągać mnie w swoje kurewsko ciasne, mokre wnętrze. Miałem chęć zrobić z nim tyle rzeczy. Tyle rzeczy. Ale nie mogłem. Złożyłem obietnicę, a jej dotrzymanie wykluczało możliwość uczynienia większości z nich. Lecz asortyment wciąż pozostawał ogromny. Kapturku, mój słodki kapturku. Jakiejż uciechy możesz mi jeszcze dostarczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Once Upon a Time >> Shounen-ai / 2os. / Brak naboru   Sro Lip 13, 2016 7:37 pm

Tonąc w bólu, zatracając się w szkarłacie, gorączkowo usiłowałem pochwycić się rzeczywistości. To było jak powolna agonia: w środku chaosu ze zdumieniem sięgałem po spokój. Gorąca fala zdradliwej rozkoszy pochłaniała mnie całego, powoli, kawałek po kawałeczku. Od palców stóp, po końcówki włosów. Nie dałem rady walczyć do końca i poległem ulegając potrzebom i pokazując wilkowi, jak wiele jest we mnie zła i zepsucia. Jak mocno musiał we mnie wejść, by to ze mnie wyciągnąć. Żeby słyszeć te jęki i głośne stęknięcia.
„Wilku, a dlaczego masz takie wielkie zęby?”
„Żebym mógł zacisnąć je na twej bladej szyi.”
„Wilku, a dlaczego masz tak wielkiego kutasa?
„Żeby cię lepiej pieprzyć.”
„Wilku, a dlaczego mnie nie zabijesz?
„Będę cię pieprzył aż rozlecisz się na kawałeczki, każdego dnia, aż będziesz całkowicie mój, aż przesiąkniesz zniszczeniem i na zawsze szkarłat twej krwi umocni twój przydomek.”
Nie miał prawa tego robić, zachęcać mnie do tego. Nie miał prawa uspokajać rozpalonych lędźwi i usypiać mej czujności. Z satysfakcją patrzył jak dążę ku własnemu spełnieniu, przy okazji rozluźniając się i otwierając przed nim jeszcze bardziej, jeszcze mocniej. Ból wciąż był otępiający i nie do zniesienia, ale…
— Sz-szybciej… — wyszeptałem gorączkowo rozchylając wargi. — Mocniej — szepnąłem błądząc językiem we wnętrzu jego ust, haratając go o ostre kły mężczyzny. — J-Jeszcze… — dodałem resztką sił odchylając głowę w tył.
Zabrakło walki, gdy ciało wyginało się w łuk poddając się sile orgazmu. Drżałem nie będąc w stanie się uspokoić, na krótka chwilę nie było jego rąk zadających ból, połamanych kończyn i obolałego ciała. Byłem ponad tym, razem z Lokim. Chciałem…
Więcej.
Spadłem na samo dno w sekundzie, w której powróciłem do rzeczywistości. Pierdolnąłem o ziemię z całych sił, jakbym na moment zapomniał gdzie jestem, i co się dzieje. Bezradnie spojrzałem na własną dłoń i brzuch pokryty moim własnym nasieniem i krwią. Przymknąłem oczy, zaciskając już teraz tylko zęby. Moje ciało powoli zaczynało odmawiać posłuszeństwa, powoli zaczynałem osuwać się w nieświadomość.
Byłem pewien, że nie mogę sobie na to pozwolić, walczyłem z tym z całych sił. Sapiący i warczący nade mną Loki, traktujący mnie jak pierwszą lepszą tanią dziwkę, przyspieszający coraz mocniej, doprowadzał mnie do niezrozumiałego szaleństwa. Jeszcze innego niż dotychczas. To było…
Nie potrafiłem pojąć tego uczucia.
Chciałem, by skończył we mnie, żeby rozerwał mnie od środka. Zerżnął w każdy otwór ciała, do nieprzytomności.
Czerwony Kapturek. Mała Kurwa.
Nienawidziłem go za to, że zrobił mi to, co chciałem zrobić z Alexandrem. Nienawidziłem go za to, że go zabił. Nienawidziłem siebie za to, że nie czułem do niego żalu, bo to była forma obsesji, która zaczynała mi się podobać.
Zacisnąłem się na nim zwiększając doznania zupełnie niezależnie od własnej woli. Przyciągnąłem go do siebie sprawiając, że i Lokiego spowił szkarłat mojej krwi. I spermy.
Dopiął swego; uczynił mnie swoją własnością w każdym wymiarze. Podpisał na wszelkie możliwe sposoby. Ale nie miał mocy, by utrzymać mnie przy świadomości wobec ran, jakie mi zadał, wobec zmęczenia, gorączki… wszystkiego naraz. Rozpaczliwie spojrzałem na niego moment przed tym jak zapadłem w ciemność: musiałem ujrzeć jego zachwyt mną, spełnienie i przyjemność. Świadomość, że… będzie chciał jeszcze.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Once Upon a Time >> Shounen-ai / 2os. / Brak naboru   Sob Sie 06, 2016 3:49 pm


Straciłem poczucie rzeczywistości. Wnętrze Kapturka było tak zajmujące, tak idealne, a w połączeniu z jego głośnymi jękami i prośbami o więcej... Podniecał. Podniecał bardziej, niż mogłem się spodziewać. Nie mógłbym podejrzewać, że tak doskonale mnie zadowoli. Nie miałem prawa przecież wiedzieć, że naprawdę się w tym zatraci, że naprawdę się podda, ujawni swoją gorszą naturę, pokaże jak bardzo tego pragnie. Przekona się, że wcale go nie zmuszam, zacznie prosić, błagać, odpływać i rozkoszować się bólem. Zachwycał mnie. Byłem zaskoczony, lecz tylko pozytywnie. Do tego dążyłem, złamałem go, a on nie potrafił się oprzeć. Wyśmienicie.
Rżnąłem go bez wytchnienia, samemu coraz bardziej zatracając się w tej chwili. Przed mymi szkarłatnymi oczyma stał ten piękny obrazek, wpatrywałem się w niego, chłonąc każdy cal drobnego ciała pokrytego krwią. Na moich ustach błąkał się niekontrolowany uśmiech, obnażając ostre kły, które co chwilę rozszarpywały kolejne miejsca na różowych ustach. Straciłem kontrolę. Zapomniałem o delikatności tego ciała. Z satysfakcją przypatrywałem się jak wygina się pode mną, jak wije się w oczekiwaniu na nadchodzące spełnienie. Westchnąłem głośno i warkliwie czując jak mięśnie ciasnego wnętrza zaciskają się jeszcze mocniej na moim kutasie. Doszedł, ja zaś z niepokojącym śmiechem wydzierającym się spomiędzy warg, pieprzyłem go dalej. Spuściłem się w tę idealną dziurkę w momencie, gdy serce chłopaka gwałtownie spowolniło swój rytm. Doszedłem z dzikim uśmiechem na ustach, zaglądając z rozkoszą w gasnące oczy Kapturka. Pozwoliłem mu odpłynąć, oddając kolejne dawki swej spermy w jego wnętrze, by potem obserwować jak się z niego wylewa. Był zbrukany, pokryty przepiękną czerwienią, poraniony, obolały, lecz spełniony. Nieprzytomny. Wyglądał tak wspaniale, że przez kolejne kilkanaście minut nie potrafiłem oderwać wzroku. Gdybym był malarzem, utrwaliłbym tę chwilę na obrazie. Idealna owieczka, której białe pęki nieśmiało pokrywają się czernią. Której niewinne oczęta zasłaniają się żądzą, powoli przykrywa je zasłona grzechu. Pragnąłem, by zasłona ta pokryła w pełni słodką niewinność. I tak miało się stać.

Kapturka przekazałem pod wyłączną opiekę Gabriela, który oszczędzając mi dla swojego dobra zbędnych komentarzy na temat mej niedelikatności, opatrzył każdą ranę z kolei, zajął się połamanymi kośćmi i ku memu niezadowoleniu, zarządził wstrzymanie się od kontaktu z chłopcem przez najbliższy czas. Wiedział jak cenna jest to dla mnie zabawka, nie chciał więc, bym ją popsuł, a ponieważ ja również tego nie chciałem – usłuchałem. Pozwoliłem ranom dzieciaka zasklepić się na dobre. Moja mała owieczka leżała więc sama wśród wszechobecnej ciemności, czasem tylko ciesząc się delikatnym światłem rzucanym przez świecę, którą niósł Gabriel. Mój słodki braciszek przynosił mu jedzenie, kontrolował stan zdrowia i wszystko to robił bez żadnego słowa w kierunku Kapturka. Zabroniłem mu. Chciałem by zaznał tej samotności, by w całkowitej ciszy i ciemności, stanął na skraju tego rodzaju szaleństwa, jakiego doświadczyć mogą jedynie zamknięci, oderwani od cywilizacji ludzie. Pragnąłem dowiedzieć się jak te niewinne dwa tygodnie bez towarzystwa wpłyną na moją słodką ofiarę. Jakie myśli nawiedzą jego głowę? Jakie pragnienia się w niej pojawią.
Któregoś dnia wybrałem się w podróż po lesie, ścieżką, której nie pokonałem od momentu poznania dzieciaka. Z uśmiechem na ustach, w swej ludzkiej formie odwiedziłem domek myśliwego, którego szczątki wciąż walały się po okolicy, roztaczając wokół okropny odór zgnilizny. Niektórych rzecz jasna brakowało, w lesie bowiem nie brakło zwierząt, które lubią wykorzystać okazje by się posilić. Nie po flaki tego gnojka tu jednak przyszedłem, a po koszyk. Tak. Wiklinowy koszyk, z którym kapturek zawitał do lasu wciąż leżał tu porzucony, brudny od zaschniętej krwi. Krew jednak bez trudu dała się zmyć, a pusty koszyk, przykryty delikatną serwetką towarzyszył mi w drodze do miasta. Znalezienie tego konkretnego domu nie było ciężkie. Nawet bez pomocy miejscowych, dotarłbym do niego dzięki zapachowi, który wciąż okalał drewniane ściany. Zapachowi Kapturka, którym przesiąkł cały dom.
Łagodząc swe spojrzenie i wyrazisty kolor oczu, przybrałem na usta lekki, sympatyczny uśmiech. Zapukałem, witając się po chwili z zaskoczoną mą wizytą, urodziwą kobietą. Moja słodka owieczka widocznie odziedziczyła urodę po matce.

Jego rany prawie się wygoiły, gorączka całkiem spadła, kości muszą być jeszcze usztywnione, ale dobrze się zrastają. – Na moją twarz wstąpił leniwy uśmiech. Z pochwałą w pojrzeniu przejechałem dłonią po jasnych włosach swego najdroższego braciszka.
Bardzo dobrze, Gabrielu. Jakże jestem ci wdzięczny – mruknąłem, przejechawszy palcami po delikatnym policzku. Zielone oczy zawęziły się lekko, lecz pełne usta nie wydały z siebie najmniejszego dźwięku. Z nieschodzącym uśmiechem z twarzy, porwałem ze stołu świecę i koszyk, swe kroki zaś skierowałem w stronę piwnicy. Koszyk wypełniony był niewątpliwie pysznym ciastem i domowej roboty nalewką.
Drzwi pchnięte lekko przez moją dłoń uchyliły się z pełnym skargi piskiem. Po cichu zszedłem na dół, aż zatrzymałem się nad "posłaniem" Kapturka, przeszywając go spojrzeniem rubinowych tęczówek oświetlanych tylko blaskiem małego płomienia.
Tęskniłeś, Cain? – Białe kły zabłysły w ciemności, gdy usta wykrzywił podły, nieprzyjemny uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Once Upon a Time >> Shounen-ai / 2os. / Brak naboru   Wto Wrz 20, 2016 12:14 pm

To była gorączka, chwilowe zaślepienie. Dążenie do ukojenia i spokoju, które mogły mi dać jedynie uległość i spełnienie. Jego spełnienie. Musiałem mu je dać, sprawić, by był zadowolony. By znów mnie nie budził i pozwolił zanurzyć się w ciemności na dłużej. To była najdłuższa noc w moim życiu. Miałem wrażenie, że od wizyty w domu Aleksandra do tego momentu, gdy traciłem świadomość miął co najmniej rok. A to była tylko noc. Maksymalnie dwanaście godzin. Śmierć ukochanego, przyniesienie mnie tutaj, próba ucieczki i… i to… co się właśnie stało…
Byłem lepki i brudny. Zbrukany. Zabrał mi niewinność, odebrał wolność i wszystko.
         Sen był ukojeniem.

         Niewiele pamiętałem z kolejnych dni, ale ulga, gdy zaczął pojawiać się Gabriel zamiast Lokiego, była nie do opisania. Wiedziałem, że ten stan rzeczy nie będzie trwał wiecznie, więc cieszyłem się nim. Przynajmniej do chwili, gdy gorączka nie spadła. Większość czasu zacząłem spędzać w przytomności i już po kilku dniach zaczęła doskwierać mi cisza i samotność. Z ulgą łapałem trzaskanie maleńkiego płomyczka świecy niesionej przez Gabriela, jego przyspieszony, urywany oddech i bicie serca, które przyspieszało, kiedy się zbliżał, albo kiedy próbowałem przerwać tę ciszę. Nieważne co mówiłem; czy próbowałem łagodnie nakłonić go do rozmowy, czy żądałem odpowiedzi na pytania, czy wrzeszczałem i wyzywałem go, on pozostawał milczący i obojętny. Wreszcie zacząłem czekać na chwile jego pojawienia się, by krzyczeć, by wysokim głosem zatkać ciszę, przerwać ją, ale ona była coraz gęstsza, coraz bardziej pochłaniająca i zdradliwa. Czułem się lepiej, przynajmniej fizycznie, ale psychika dawała mi popalić. Nie najgorsza była świadomość bólu. Nie balem się, że znów mnie skrzywdzi. Najgorsze i najbardziej bolesne było czekanie. Niepewność. Brak nadziei. I ta cisza.
         Czasem zapiszczał jakiś szczur. Najmniejszy chrzest wyrywał mnie ze snu. Moje całe ciało było jednym wielkim oczekiwaniem na choć jedno słowo. Szalałem.
Niezajęty niczym umysł podsuwał mi obrazy, setki wspomnień. Odtwarzał w kółko te same koszmary do momentu, w którym nie byłem w stanie robić nic więcej niż siedzieć skulony pod ścianą ściskając głowę i mamrocząc pod nosem cokolwiek, by to wszystko zagłuszyć. By nie pamiętać pełnej bólu rozkoszy, namiętności pragnienia. Żalu i tęsknoty z powodu pustki, która pozostała, gdy Loki wyszedł, gdy pozbawił mnie fizycznej części siebie, gdy wycofał swój umysł i zabrał swoją wolę rzucając mi jedynie ochłapy w postaci potulnego mu Gabriela.

         Spałem niespokojnie, nie mogłem wyzbyć się wrażenia, że spadam. Próbowałem ruszać rękami i nogami, ale te były skrępowane. Nie mogłem uciec przecież daleko, jakby ciężkie, zablokowane drzwi w ogóle dawały mi taką możliwość. I to był bardziej instynkt niż rzeczywiste przeczucie – otworzyłem oczy czując, że muszę. Przez moment przyzwyczajałem się do półmroku rozświetlonego światłem padającym zza niedomkniętych drzwi. Głos Lokiego, znienawidzony, obrzydliwy, fałszywy i przerażający, zdał się nagle najpiękniejszą pieśnią. Zerwałem się do siadu gwałtownie ignorując więzy i fakt, że jakaś koszulka dostarczona przez Gabriela zsuwa się ze mnie.
     — Jak długo będziesz mnie tu trzymał? — spytałem drżącym głosem. Od wielu dni tylko krzyczałem, a monolog mogący przejść w dialog był jedynie szczytem marzeń. Modliłem się, żeby mnie stąd zabrał. Wszystko jedno gdzie i po co, byle z dala od tej pustki, ciemności i ciszy. Z dala od więzienia mego umysłu. — Jak długo… Co to…?
         Jak alkoholik na odwyku natychmiast wyczułem zapach domowego ciasta. Moje serce skurczyło się do rozmiaru żołędzia, a oddech zamarł. Przez chwilę patrzyłem na rysującą się w półmroku sylwetkę Lokiego z szeroko otwartymi oczami. Znajomy zapach wypełniał moje nozdrza, a przerażenie paraliżowało wszystkie kończyny.
Tylko nie…
     — S-Skąd… skąd to masz…? — spytałem próbując się podnieść. Nie mogłem przyjąć nawet w pełni pionowej pozycji, więc zatrzymałem się przed nim upokarzająco pochylony. Szkarłatna mgiełka powoli zasnuwała mi widok i trzeźwe spojrzenie. Najgorsze przypuszczenia rodziły się w mojej głowie i najgorsze było to, że Loki świetnie sobie z tego zdawał sprawę. W tej chwili jednak nie byłem już jedynie wyczerpanym, rozgorączkowanym, rannym i chorym chłopcem.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Once Upon a Time >> Shounen-ai / 2os. / Brak naboru   Wto Lut 14, 2017 12:08 am

Patrzył na niego z lekkim, niewymuszonym uśmiechem, nie wyrażającym żadnych konkretnych emocji. Wyraz jego twarzy nie zmieniał się nawet gdy ujrzał, jak chłopiec dostrzega, iż coś jest nie tak. Mimo, że można było spodziewać się wyrazu niepohamowanej satysfakcji wpływającej na pełne, karmazynowe usta, nie stało się tak. Twarz Lokiego pozostawała na tyle delikatna, na ile można było mówić tu o jakiejkolwiek delikatności. Słysząc pytania chłopca, westchnął przeciągle, zerkając na niego z politowaniem. Zdążył już zapomnieć jak upierdliwe mogą być te usteczka, gdy się otwierają. Zawsze pytania, tyle pytań.
– Skąd? – uniósł delikatnie brwi, zerkając z lekkim niezrozumieniem na trzymany w ręce koszyk, rozprzestrzeniający wokół niesamowicie przyjemny aromat. Jego szorstki, lecz wcale nie nieprzyjemny ton, rozbrzmiał w pomieszczeniu, zakłócając ciszę, która na chwilę zapanowała. Miał świadomość tego jak wiele znaczy to dla dzieciaka. Spędził tu w zupełnej ciszy dwa tygodnie, jak bardzo więc musiał pragnąć, by ktoś w końcu zainteresował się nim w sposób bardziej ludzki niż dotychczas? Wilk zbliżył się kilka kroków, przyklękając ostatecznie przed chłopcem. Jego ciemnobrązowe w tym momencie oczy, utkwiły w jasnych, należących do chłopcach. Duża dłoń przejechała całkiem delikatnie po jasnym policzku, a usta posłały nastolatkowi uspokajający uśmiech.
– Od twojej wspaniałomyślnej mamy oczywiście – odpowiedział powoli, uśmiechając się niczym dobry kolega, przynoszący równie dobre nowiny. I ciasto.
Postawił koszyk obok nich, swymi dłońmi zaś sięgnął do nadgarstków chłopca, by wprawnymi ruchami pozbawić je więzów. Jedynie nogi pozostawił tak jak były. Przybliżył koszyk z całą jego zawartością do Caina, wskazując nań zachęcająco dłonią.
– Spokojnie, nie skrzywdziłem jej – dodał zaraz, kojącym tonem, przypominającym niemal ojcowski. Usiadł swobodnie obok jasnowłosego, z całkowitym opanowaniem odchylając serwetkę, dzięki której przyjemny zapach domowych wypieków z większą siłą uderzył w nozdrza. – Nie chcemy przecież, żeby się zamartwiała. Pomyślałem, że wypada powiadomić, iż wszystko u ciebie w porządku. Oraz, że twój pobyt poza domem troszeczkę się przedłuży. – Rozciągnął usta w uprzejmym uśmiechu, zaglądając w jasne tęczówki. W oczach Lokiego nie można było dostrzec tego szaleństwa, które widział ostatnim razem.
Oczywiście wszystko to było jedynie manifestacją wyższości, którą dysponował. Ostrzeżenie zawarte w tym nieznaczącym geście było wyraźne, choć opatrzone w niewinne zamiary i równie nieszkodliwe słowa. Tymczasem pokazywał jedynie jak łatwo może zjednać sobie kogo tylko zapragnie, a potem, gdy tylko zechce – może zrobić z nim coś dużo gorszego niż z Alexandrem.
– Jedz, musisz być głodny – przechylił delikatnie głowę, bezprecedensowo przejeżdżając wzrokiem po szczupłym ciele, przykrytym cienką koszulką, którą musiał chłopcu podarować Gabriel. – I zmarznięty... – wymruczał, zatrzymując spojrzenie na odsłoniętych, wyraźnie zaznaczonych obojczykach. Jego język delikatnie przesunął się  po wargach, oczy zaś powoli poczęły nabierać tego samego koloru, którym dumnie przystroiło się ciało Aleksandra, gdy konał w męczarniach.
Nie zrobił jednak nic, co mogłoby zaniepokoić chłopca. Wręcz przeciwnie. Wydawał się być zupełnie inną osobą niż ta, która tak bezlitośnie skrzywdziła Kapturka te kilkanaście dni wcześniej. Musiało to być niesamowitym ukojeniem dla chłopca, który przez cały ten czas doświadczał jedynie zimnego chłodu panującego w pomieszczeniu i oschłego traktowania Gabriela, od którego nie mógł wymagać zakłócenia przejmującej ciszy. Niespodziewana troska Lokiego w tej sytuacji była czymś, co mimowolnie przyjąć musiał z ulgą. Wilk miał nadzieję, że również i z nadzieją. Kochał manipulację. Bardziej, niż bezpośrednim, fizycznym bólem, właśnie tym rozkoszował się chętniej i głębiej.
Jego duża dłoń znów wyciągnęła się w kierunku chłopca. Przykryła delikatny kark, owiewając go przyjemnym ciepłem wilczej skóry, następnie zaś powolnie zjechała po szczupłym ramieniu, by na koniec samymi opuszkami palców przejechać wzdłuż całej drobnej ręki. Szkarłatne spojrzenie Lokiego podążało za nią, by ostatecznie wrócić do delikatnej twarzy. Nachylił się nad nią, zatrzymując swe oblicze zaledwie kilka centymetrów od chłopięcego.
– Mogę temu zaradzić, Cain – wymruczał, chuchając ciepłym oddechem na różowe usta, na których nie wiedzieć kiedy spoczął jeden z jego palców, obrysowując z zafascynowaniem miękkie wargi. – Wystarczy, że będziesz grzeczny. – Uśmiechnął się niewinnie, odsuwając się z równym spokojem, z którym wcześniej się zbliżył. Głową raz jeszcze wskazał stojący nieopodal koszyk. Nie chciał przecież by jego słodki chłopiec zmagał się z głodem. Skąd. Chciał dla niego jak najlepiej, naturalnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Once Upon a Time >> Shounen-ai / 2os. / Brak naboru   Czw Maj 11, 2017 3:14 pm

Ssanie w żołądku stało się nieznośne do tego stopnia, że miałem wrażenie, że zaraz rzucę się na Lokiego z pazurami i zębami, byle dostać czego chcę. Odczucie przeraziło mnie, b przez ułamek sekundy miałem wrażenie, że naprawdę mógłbym stracić panowanie nad sobą. Tylko… Czy byłoby to coś złego? Z pewnością mężczyzna zasługiwał na wszystko co najgorsze, ale ja i tak nie stanowiłem dla niego żadnego zagrożenia. Mógł złamać mnie psychicznie i połamać fizycznie. Mógłby pastwić się godzinami jak wtedy, pierwszej nocy. Mógłby… Znów robić mi to wszystko… Dotykać i całować w TEN sposób, a ja znów balansując na krawędzi zaczął bym go błagać i pragnąć, by zrobił mi jeszcze więcej.
Odwróciłem spojrzenie i zacisnąłem wargi. Zapach był nie do zniesienia. Byłem jednak pewien, że nie zdołam przełknąć ani kęsa, mimo że od wielu dni nie miałem w ustach nic poza odrobiną stęchłej wody, którą dostarczał mi Gabriel przy okazji zmieniania opatrunków i podawania kojących ból ziół.
— Skąd wiesz, kto jest moją matką…? Dlaczego… Dlaczego tam poszedłeś? W tej… formie? — starałem się panować nad sobą, ale głos drżał mi coraz bardziej w miarę jak milczenie wypełniały pytania, których nie zadałem na głos, a które Loki musiał, po prostu musiał słyszeć. Świetnie się bawił moim kosztem, podczas gdy ja miałem wrażenie, że zaraz umrę. Wciąż pamiętałem co zrobił z moim ukochanym Alexandrem. Jeśli znaleźli jego chatkę, z pewnością nie byli w stanie stwierdzić ile jest ofiar i co się tak właściwie stało. Na samą myśl, że mieszkańców mojej rodzinnej wioski, że moją matkę mogło spotkać to samo… Że nikt nigdy już sobie o mnie nie przypomni i nie przyjdzie szukać, że nikogo już nie zobaczę…
— NIE DOTYKAJ MNIE! — wrzasnąłem odpychając jego rękę i odsuwając się od jego ust. Były takie gorące i miękkie i już, już tak niewiele brakowało, bym ich dotknął, bym znów się zatracił, bym został upokorzony i sprowadzony do parteru. Słodkie uczucie zniewolenia zostało wyparte przez złość zmieszaną z przerażeniem i troską o bezpieczeństwo innych. Ja… to ja. Byłem nikim, moje życie nie było wiele warte. Ale ludzie, których znałem… rodzina… nawet jeśli byłem dziwnym, nierozumianym wyrzutkiem bez nikogo bliższego, to wciąż… należałem do nich. Należeliśmy do siebie nawzajem i nie wyobrażałem sobie, by coś mogło im się stać. Te dzieci, starcy, kobiety… Gdyby Loki zechciał, załatwiłby ich wszystkich w pojedynkę, a oni nie mieliby siły nawet uciec.
Serce waliło mi jak oszalałe. Kopnąłem koszyk z ciastem i na czworaka podbiegłem do swojego kąta kuląc się w nim.
— Powiedz mi cokolwiek… — poprosiłem już spokojniej starając się nie patrzeć w stronę jedzenia. Postanowiłem nie jeść niczego, nieważne jak by mi groził. Nie rozumiałem, czego ode mnie chce, dlaczego kazał Gabrielowi utrzymywać mnie przy życiu. Byłem żałosnym, słabym, kruchym człowiekiem. Nie byłem mu przydatny. Nie miałem niczego do zaoferowania, a ciało… Gabriel miał piękniejsze. Teraz nie tak kościste. Pełne, zachęcające. Eksponował je przed Lokim, widziałem jego spojrzenia rzucane w kierunku mężczyzny. Ale Loki zdawał się tego nie widzieć. Nie rozumiałem… Nie rozumiałem niczego i powoli zaczynałem szaleć. — Powiedz mi, że ona żyje… moja matka… że nie zrobiłeś nic mieszkańcom wioski… że zostawisz ich w spokoju… Dlaczego mnie tu trzymasz… Powiedz mi cokolwiek i zostaw mnie tu. I nie dotykaj…
Słowa, słowa, słowa. Powtarzane w kółko od wielu dni nie przynosiły rezultatu były jak modlitwa, tyle że mój bóg był okrutny i głuchy na błagania swych poddanych. Miał złe, czerwone ślepia i oblany był szkarłatem.
— Zabiję się, zabiję się, jeśli jeszcze raz pójdziesz do wioski, jeśli odwiedzisz moją matkę. Nie wolno ci tego robić, oni nic ci nie zrobili. Dostałeś mojego ukochanego, dostałeś mnie. Niczego więcej ci nie potrzeba, więc… więc skończ! Obiecaj mi, a ja zrobię wszystko… co zechcesz, albo…
Gdy oddalałem się do kąta niezauważalnie chwyciłem sztywną od zaschniętej krwi z nadgarstków linę, która leżała na ziemi od momentu, gdy Loki rozwiązał więzy. Teraz owinąłem sznur wokół swojej szyi i zacisnąłem gwałtownie i mocno, by był pewien, że nie żartuję.
Że naprawdę to zrobię.
Swoją drogą dlaczego nie miałbym zrobić tego tak czy siak? Trzymałem w ręku swoje wyzwolenie. Koniec z głodem, chłodem i wszechogarniającym bólem. Zacisnąłem zęby, by nie wydać z siebie nawet jęku, gdy lina jeszcze mocniej zacisnęła się na mojej szyi, a wzrok zaczął się zamazywać.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Once Upon a Time >> Shounen-ai / 2os. / Brak naboru   Sro Lip 05, 2017 9:47 pm

Miałem ochotę przewrócić oczyma. Pytania, pytania, pytania. Znów. Czy ten gówniarz nigdy się nie zamyka? Mówi, gdy masakruję to słabe ciało, mówi, gdy doprowadzam je do porządku, mówi, gdy go rżnę, mówi, gdy nie robię nic, mówi, gdy daję mu okazję do odsapnięcia, mówi, gdy jestem spokojny, mówi, gdy jestem wściekły. Mówi i wyprowadza mnie z równowagi. Czy ten jebany gówniarz tak bardzo kocha ból i upokorzenie? Czy po prostu nie myśli?
Słuchałem wszystkich tych słów, samemu jedząc kawałek ciasta, po które dzieciak wciąż nie sięgnął. Ciasto było dobre. I gdy już miałem sięgać po następny kawałek, pieprzony koszyk przeleciał przez pomieszczenie przy akompaniamencie kolejnych słów gnojka. Puszczając je mimo uszu, powędrowałem spojrzeniem za koszykiem, z którego wypadło ciasto, jak i reszta zawartości. Nie mówiąc nic, pozwalając dzieciakowi na kontynuowanie litanii, podszedłem do rozwalonego ciasta, przyklękając przy nim. Westchnąłem głęboko, kręcąc głową z dezaprobatą.
Twoja mama musiała włożyć całe serce w jego przygotowanie – wyszeptałem spokojnie, biorąc w dłoń to, co zostało z wypieku. Szkarłatne tęczówki powoli skierowałem na chłopaka, unosząc jedną z brwi, gdy w końcu zacząłem skupiać się na potoku słów, który ten z siebie wypluwał.
Głupi jesteś? – rzuciłem bez szczególnych emocji, nie odrywając pogardliwego i lekko zadziwionego spojrzenia od blondyna. Strzepnąłem ciasto z dłoni, podnosząc się na nogi. – Nie zabijesz się tak. Puścisz linę, gdy zaczniesz tracić przytomność – pouczałem, idąc spokojnym krokiem w stronę chłopaka, aż nie stanąłem za nim.
Pozwól, że ci pomogę – odparłem tym samym, pełnym opanowania i wyzutym z emocji głosem, w sekundę po tych słowach łapiąc za linę, którą kurczowo ściskały małe piąstki i jednym, swobodnym ruchem uniosłem całe drobne ciało, słuchając rzężenia, które rozniosło się po piwnicy. Uniosłem dłoń jeszcze nieco wyżej, by ucho chłopca znalazło się przy mych ustach.
Ja zdecyduję o tym, kiedy umrzesz – wyszeptałem mrukliwie, przejeżdżając językiem po odsłoniętym płatku ucha. – I to nie będzie dzisiejszy wieczór. – Puściłem linę, pozwalając, by drobne ciało z hukiem upadło na podłogę. Moment po tym chwyciłem białe kosmyki, unosząc gwałtownie głowę chłopaka i poklepałem go niedelikatnie po jednym z policzków, zmuszając by się nieco skupił i nie ważył znów gdzieś odpłynąć.
A teraz zjesz to pieprzone ciasto, albo rozszarpię ci bebechy i sam, kurwa, je w ciebie wepchnę. – Gwałtownie zwolniłem uścisk dłoni, odrzucając tym samym drobne ciało w kierunku przewalonego koszyka. Następnym płynnym ruchem rozwiązałem ostatnie krępujące chłopaka więzy. Nachyliłem się jeszcze na chwilę nad drobnym ciałem.
Podejdź tam na czworaka. Nie używaj rąk do jedzenia. I przemyśl baaaaardzo dokładnie, czy chcesz zrobić to co ci krąży po głowie. – Mruczałem do jego ucha, głaszcząc delikatnie zmierzwione włosy. Dłoń po chwili zjechała niżej poprzez szyję i kręgosłup, kończąc na odsłoniętym pośladku, który w innej pozycji zakrywała koszula. Opuszki mych palców przejechały delikatnie po jasnej skórze, ostatecznie całkiem zostawiając osłabione ciało. Wstałem, z góry obserwując dzieciaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Once Upon a Time >> Shounen-ai / 2os. / Brak naboru   

Powrót do góry Go down
 
Once Upon a Time >> Shounen-ai / 2os. / Brak naboru
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: