IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 ...Umysły...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Siriana

avatar

Liczba postów : 2
Join date : 05/08/2015
Age : 16
Skąd : Dresden

PisanieTemat: ...Umysły...   Sro Sie 05, 2015 4:14 pm

Prolog


       - Proszę, nie! Dosyć!
        Moje słowa odbiły się żałosnym echem wśród wysokich, spieczonych słońcem skał, jakby one również prosiły o szybki, bezbolesny koniec. Na chwilę zacisnęłam mocno powieki, przykładając dłonie do uszu, a paznokcie wpiłam mocno w skórę głowy. Jednak ten gest nie sprawił mi tak wielkiego cierpienia, jak to, który rozwijało się w mojej głowie.
Oni mnie niszczyli.
Tak, jak obiecali.
        Z trudem łapiąc równowagę z powodu uniesionych rąk, podążałam wśród wysokich filarów piaskowca. Mieszanina piasku i żwiru pod moimi stopami chrzęściła co chwila, skutecznie utrudniając mi szybki bieg. Gdzieś za mną rozległ się ogłuszający odgłos wybuchu, pokrywający się z bólem przeszywającym przednią część mojej głowy. Zachwiałam się, mając mroczki przed oczami i rozpaczliwie próbując uniknąć lecących we wszystkie strony odłamków skalnych. Poderwałam się z miejsca w ostatniej chwili, gdy tuż za sobą poczułam świst powietrza i dźwięk mocnego uderzenia.
        Skręciłam w boczną ścieżkę, prawie się nie wywracając, przez co byłam zmuszona do odkrycia swoich uszu. Czułam w nich dziwne, nieprzyjemne brzęczenie. Jego ton był tak niski, że niemal wwiercał mi się w czaszkę. Byłam pewna, że to kolejna broń Vekulantów, nie było jednak czasu nad zastanawianiem się, jak ona może działać.
        - Faaalaaadaaaa! – krzyknęłam rozpaczliwie, przeciągając głoski. - Gdzie on jest, gdzie on jest… - żałośnie mamrotałam bulgotliwym głosem, gdyż łzy uwięzły mi w gardle. Rozpaczliwie zaczęłam szukać wzrokiem chudej, wysokiej postaci z włosami o kolorze mięty.
        - Jestem, trzymaj się! – usłyszałam donośny, znajomy głos, który na chwilę pokrzepił moje serce. Sekundę później dostrzegłam biegnącą sylwetkę Falady, pędzącego równolegle do mnie, kilka skał dalej. Trzymał zaciśniętą w pięść dłoń tuż przy twarzy i poruszał szybko ustami, co jakiś czas zerkając na mnie. Zwolniłam, obciążona bólem, strachem i łzami, a chwilę później obejmowały mnie już ciepłe, dające poczucie bezpieczeństwa ramiona chłopaka.
        Gdzieś niedaleko rozległ się kolejny wybuch.
        - Falado, boję się! To tak boooliii! – łkałam w materiał jego kurtki jak małe dziecko, wtulając się bardziej, gdy moją głowę przeszył deszcz małych, niewidzialnych igiełek, wwiercających mi się w czaszkę. Nie chciałam płakać, jednak to uczucie bezsilności było silniejsze ode mnie, nawet od tego bólu. Z każdym atakiem byłam coraz bardziej zagubiona w uniwersum, które coraz mniej rozumiałam.
Poczułam, jak Falada delikatnie unosi mnie ponad ziemię i przenosi mnie ostrożnie gdzieś w bok. Rozchyliłam trochę powieki akurat, gdy chłopak posadził mnie gdzieś za skałami, tworząc wokół nas obojga ochronny mur. Z trwogą zauważyłam, że obraz ogrodzenia jest rozedrgany, a wokół niego skaczą białe iskry.
        - Ja… Ja nic nie rozumiem… - wymamrotałam, zmęczona ucieczką. – Nie pamiętam… Nie pamiętam moich rodziców! Jak wyglądał mój dom! – uświadomiłam sobie, nie mogąc skupić wzroku w jednym punkcie. Falada przysunął się bliżej, by mnie objąć, lecz niemal w tym samym momencie, całkiem niedaleko rozległ się wybuch i dźwięk kruszonych kamieni. Podłoże zaczęło rytmicznie drgać, coraz mocniej i mocniej. Mur oddzielający nas od reszty świata zamigotał i znikł na chwilę.
Miętowowłosy chłopak złapał mnie za ramię i pociągnął w głąb jakiejś szczeliny. Rozglądał się na wszystkie strony, jego oddech był nierówny. A ja przekonałam się, że nie wiem, dlaczego się boję…
        - Posłuchaj, to bardzo ważne… - mówił niespokojnie, rozchylając palce swojej drgającej dłoni, ukazując mi jakiś mały przedmiot. W półmroku nie bardzo widziałam co to jest, ale zaszeleściło niczym plastikowe opakowanie. Dudnienie ziemi wciąż nasilało się. Słyszałam też szczęk metalu i przytłumione głosy. Kolejny huk przerwał pozorną ciszę, a ja poczułam potworny ból w skroniach.
        - Ile mam lat…? Ja nic nie pamiętam! Nic! – załkałam, a oczy zaszły mi łzami. Otoczenie na chwilę zmieniło barwy, jakby się rozstroiła, a w skale znikąd pojawiły się dziury.
        - Spokojnie. Spokojnie! – Chłopak złapał mnie za ramiona, zmuszając mnie, bym spojrzała mu w oczy. – Słuchasz mnie? Dobrze. Dzieją się złe rzeczy. – Jego głos był rozedrgany. Puścił moje ramiona i zaczął mocować się z szeleszczący przedmiotem. Podstawił go do światła, a moim oczom ukazała się mała strzykawka z błękitnym płynem. – Nie jestem pewien, czy to zadziała. Za sprawą tego zaraz przeniesiesz się… Nie wiem gdzie. Ważne, byś uwierzyła sugestii i podążyła za jej głosem. Jeśli pójdzie dobrze, zaczniesz to od nowa. Całkowicie. To wszystko zniknie i znajdziesz się w jakimś innym miejscu. Zapomnisz! – Widać było, że nie mógł zebrać myśli. Ja już swoich nie czułam. – Nie wiem, gdzie cię wyrzuci. Nie wiem, czy będę wtedy w ogóle istniał, ale musisz zapamiętać jedną rzecz…
        Przybliżył się do mojej twarzy tak, że dzieliły nas centymetry.
        - Ten głos jest dobry.
        - Co? – Mój zmęczony ton brzmiał jak westchnienie.
        - Głos jest dobry! Głos jest…
Słowa chłopaka zagłuszył łoskot za jego plecami, a ja wydałam z siebie krótki, urwany krzyk. Przeskakiwałam wzrokiem to na chłopaka, to na kłęby dymu za nim. Z kurzu i pyłu wyłoniło się coś metalowego, całkowicie przypominało…
        - Macka! – wrzasnęłam, zrywając się z miejsca, lecz Falada zasłonił mnie swoim ciałem. W tym momencie stało się wiele rzeczy jednocześnie. Usłyszałam wiele krzyków mówiących ‘To ona!’, ‘Mamy ją!’, posypało się mnóstwo skał, a ja poczułam nagłe ukłucie.
Wszystko nagle zwolniło, a zamiast dźwięków pozostał jedynie delikatny szum. Wpatrywałam się przez chwilę w strzykawkę, aż oczy zaszły mi mgłą i moje ciało zwiotczało.
        Pod moimi powiekami było całkowicie ciemno.
        Usłyszałam, a raczej poczułam dziwne wołanie, które kazało mi za sobą podążyć. Nie rozróżniałam słów, wyłapywałam jednak sens przesłania, któremu łatwo się poddałam. Nie czułam i nie pamiętałam już nic.
Podążaj za mną.
Cofnij to.
I jeszcze coś…
Ten głos…


        - …TEN GŁOS JEST DOBRY!
        Krzyknęłam, podrywając się z miejsca, a wokół mnie rozległ się szmer zdziwienia i zirytowania. Usłyszałam znajomy odgłos silnika autobusu. Z przepraszającym wzrokiem skierowanym do dziewczyny siedzącej obok i reszty pasażerów, odwróciłam się twarzą do okna, by ukryć moje zawstydzenie.
        - Kompleks przed nami – rozbrzmiał przez mikrofon obojętny, kobiecy głos i wszyscy zaczęli wychylać się z miejsc i odpychać siebie nawzajem, by zobaczyć, co jest przed nami.
Natychmiast zapomniałam o tajemniczym śnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
...Umysły...
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania indywidualne :: Science-Fiction-
Skocz do: