IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 7 ... 14  Next
AutorWiadomość
Cedrys

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 09/07/2015
Skąd : Far, far away

PisanieTemat: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Pią Lip 31, 2015 10:10 pm










Przemysł filmowy kusi, ofiarowując niesamowite możliwości. Sławę. Karierę. Popularność. Pieniądze. Oczywiście, żeby się przebić potrzeba tego „czegoś”, tej nutki indywidualności wyróżniającej nas z tłumu… I mówiąc szczerze, bardzo dużej, wręcz ogromnej dozy szczęścia, a nawet jeśli i ona się trafi, jeśli już wespniemy się na szczyt, będziemy pokazywać się na bankietach, wszyscy będą chcieli przeprowadzać z nami wywiady, będziemy „na topie” i  oferty ról będą napływać zewsząd, wręcz nas zasypując… Cóż, musimy liczyć się z tym, że kiedyś to się skończy, że zostaniemy zepchnięci z piedestału.
Tak właśnie stało się popularnym niegdyś, dziecięcym aktorem. Kiedyś grywał w największych produkcjach, u boku największych gwiazd, jednak wraz z dorastaniem  propozycji pracy było coraz mniej, aż w końcu zapomniano o nim prawie całkowicie, a on mając dość pytań typu „Co się z nim stało?  W końcu mógł mieć taką karierę…” całkowicie wycofał się z życia publicznego, zaszywając gdzieś na odludziu i całkowicie odpuszczając sobie aktorstwo. Pracuje w innym zawodzie, nikt w okolicy, nie wie, kim  był.
Jednak to właśnie jego kandydaturę  przy wyborze głównego bohatera, wysunął pewien młody, rozchwytywany reżyser, kiedy wraz z producentem omawiał swój nowy filmy. Dlaczego? Cóż, powiedzmy, że jako dziecko był wielkim entuzjastą gry aktorskiej tamtego i marzył sobie, żeby kiedyś z nim współpracować… A jako człowiek uparty postanowił do tego doprowadzić za wszelką cenę. Producenta bez problemu udało mu się przekonać. Myślał, że z aktorem też mu łatwo pójdzie… Mylił się.  Owszem, nie było jakoś szczególnie ciężko go odnaleźć, jednak potem rozpoczęły się schody. Człowiek, który został wysłany z ofertą, wraca, mówiąc, że nic nie udało mu się osiągnąć, a kiedy tamten usłyszał, o co chodzi po prostu zatrzasnął mu drzwi przed nosem.
Reżyserowi, nie pozostaje nic innego, jak wziąć sprawy we własne ręce. Jedzie do miejscowości, w której mieszka aktor i rozpoczyna długą i ciężką kampanię mającą na celu zaangażowanie go. Ma na to miesiąc. Jeśli mu się nie uda po prostu zostanie ogłoszony casting, a kontrakt podpisze jedna z obecnych sław, bo film ma duże szanse na zostanie przebojem. I reżyser naprawdę się stara, żeby tamten się zgodził. Zależy mu bardzo mocno, bo… Jest jeszcze coś, oprócz tego, że w dzieciństwie fanem mężczyzny.  Jeszcze coś o czym nigdy nie mówi, coś co jest jego tajemnicą. I nie zamierza się poddać.  A tamten nie zamierza dać się przekonać.
Jednak… W końcu się zgadza, ale jak do tego dojdzie zadecydujemy w trakcie opowiadania, ponieważ zaczniemy, jak łatwo można się domyślić, od przyjazdu reżysera do mieściny.

Aktor (uke) - Cedrys
Reżyser (seme) - Haruhiro
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haruhiro

avatar

Liczba postów : 614
Join date : 13/07/2015
Age : 20
Skąd : City of Angels

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Sob Sie 01, 2015 11:21 pm







Imię Charlie
Nazwisko Anderson
Wiek Dwadzieścia siedem lat
Data urodzenia 24.04
Pochodzenie Miami, Florida, USA
Miejsce zamieszkania Los Angeles, California, USA
Orientacja Homoseksualna
Zawód Reżyser
Rodzina

Kolor włosów Rudy
Kolor oczu Zielony
Wzrost 184 cm
Sylwetka Szczupła, wysportowana
Znaki szczególne





Ostatnio zmieniony przez Haruhiro dnia Nie Sie 02, 2015 9:54 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedrys

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 09/07/2015
Skąd : Far, far away

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Nie Sie 02, 2015 1:42 am





Imię ● Robin ● Nazwisko ● Hale ●
Wiek ● 24 lata ● Data urodzenia ● 15 listopada ●
Pochodzenie ● Los Angeles, California, USA ● Miejsce zamieszkania ● Craig, Colorado, USA  ●
Płeć ● mężczyzna ● Orientacja ● homoseksualny ● Stan cywilny ● singiel ●
Wykształcenie ● wyższe ● Ukończona uczelnia & kierunek ● Colorado State University & weterynaria ● Zawód ● Praktykant w klinice weterynaryjnej ●
Rodzina ● Rodzice: ojciec, Mark (55 lat), kompozytor muzyki filmowej; matka: Joanne (53 lat), aktorka; Rodzeństwo: brat, Alexander (29 lat), chirurg plastyczny; brat, Noah (27 lat), kaskader i dubler ●
Wzrost ● 177 cm  ● Waga ● w normie ●
Włosy ● brązowe ● Oczy ● błękitno - szare ●
Sylwetka ● szczupła, wysportowana ● Cera ● lekko opalona, gładka ●
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedrys

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 09/07/2015
Skąd : Far, far away

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Pon Sie 03, 2015 10:48 pm


Szybkim truchtem pokonywał kolejne metry leśnej ścieżki, pokrytej warstwą uschłych, brązowawych  liści, które opadły zeszłej jesieni. W słuchawkach właśnie leciała składanka złożona z mniej, lub bardziej znanych rockowych utworów, albowiem jeśli idzie o Robina Hale’a, to muzyka, której w danym momencie słuchał, najczęściej odzwierciedlała jego nastrój, a w tym momencie Robin był zły. Może nie wściekły, w końcu od nieprzyjemnego incydentu, który miał miejsce, minęło już kilka dni, ale nie dało się nie zauważyć, że humor wciąż miał podły i musiał wybiegać siedzące w nim złe emocje.
Naprawdę… Jakim cudem znaleźli go tutaj? I po jaką cholerę? W końcu małe miasteczko, liczące sobie jakieś dziesięć tysięcy mieszkańców, które słynie… Właściwie z niczego, nie licząc pałętającego się po okolicy  największego stada łosiów w Stanach, nie jest miejscem, do którego ktoś zagląda przez przypadek.  Sam Robin usłyszał o nim dopiero w momencie, w którym jeden z jego profesorów na uniwersytecie wspomniał mu o koledze po fachu, który szuka asystenta, a według wykładowcy, Hale byłby dobrym kandydatem. Przyjechał na rozmowę o pracę… I już został, choć momentami zastanawiał się nad tym, co on tu tak właściwie robi. W końcu, jakby na to nie patrzeć, prawie osiemnaście lat swojego życia spędził w głośnym, rozrywkowym Los Angeles, kolejne cztery w dość sporym Fort Collins, więc absolutnie nie był przyzwyczajony do życia w małej, cichej i zapuszczonej mieścinie, gdzie  było może z pięć barów na krzyż i właściwie każdy znał każdego, jaką było Craig. Ale cóż… Życie jest pełne niespodzianek, tylko ostatnia, która przytrafiła się w  spokojnym i wręcz do bólu nudnym życiu Rob’a (który tak właściwie nienawidził swojego imienia, więc wszyscy mówili mu po prostu „Rob”) wcale przyjemna nie była, bo przed drzwiami do jego mieszkania stanął… Nie kto inny, jak gość z biznesu, o którym chciał zapomnieć, tym samym wymazując ładne trzynaście lat swojego życia. Mianowicie z branży filmowej.
Ba! Facet zaproponował mu nawet rolę w jakimś filmie, co było już całkiem niedorzeczne! No bo matulu jedyna… Owszem Robin, grał kiedyś w filmach. Jego matka była znaną aktorką, zadebiutował więc, kiedy był zaledwie trzylatkiem, a potem przez dobre kilka lat jego kariera się rozwijała. Miewał lepsze i gorsze momenty, choć swego czasu podobno grał świetnie i tabloidy mówiły, że jest najlepszym dziecięcym aktorem swoich czasów. Tylko, że potem wszystko zaczęło się psuć. Propozycje ról przychodziły coraz rzadziej i rzadziej, pojawiały się złe recenzje, widział te wszystkie niezadowolone i zawiedzione spojrzenia (głównie te należące do matki, reżyserów i tym podobnych) i w końcu zdecydował się zrezygnować, bo naprawdę mu nie szło. Najpewniej wynikało to z faktu, że był już zmęczony takim życiem. Ciągłe wywiady, kolejne produkcje, gra w reklamach, uśmiechanie się zawsze i wszędzie do kamery lub aparatu. Nigdy nie mógł bawić się, tak jak jego rówieśnicy, coś takiego jak prywatność również nie istniało, musiał przestrzegać tysiąca różnorakich zasad… Logicznym było, że dzieciak w końcu będzie miał dość i znienawidzi Hollywood wraz z jego blichtrem i wszelkimi niedogodnościami z nim związanymi. Ostatni raz zagrał mając lat szesnaście i uznając swój występ za wystarczająco żenujący, żeby zrezygnować całkowicie i obiecać sobie, że już nigdy więcej nie wróci do aktorstwa.
Skupił się na nauce, poszedł do szkoły z internatem, a potem na studia praktycznie na drugi koniec kraju…  Zerwał nawet kontakt ze sławną rodziną i na swój sposób był szczęśliwy, bo… W końcu mógł być sobą, a nie tym Robinem Hale’m. Tutaj nikt go nie znał, nikt nie wiedział kim jest…I tak było dobrze, aż tu nagle jakiś naperfumowany i ufryzowany typ, który najwyraźniej przesadził z żelem, jakimś cudem pojawił się pod drzwiami małego mieszkanka i oznajmił radosnym tonem, że ma dla Rob’a propozycję zagrania w filmie jakiegoś tam reżysera. Reakcja mogła być tylko jedna… Najpierw padła niezbyt przyjemna wiązanka i stanowcza, niezbyt uprzejma odmowa, a potem drzwi z trzaskiem zatrzasnęły się przed nosem hollywoodzkiego fircyka, który najwyraźniej nie potrafił uszanować cudzej prywatności, albowiem później dobijał się do domu przez następne pół godziny. Miał nadzieję, że odpowiedź była wystarczająco dosadnie i się doczepić. Z resztą... Naleganie nie miało sensu.
Chłopak wybiegł z lasu na dobrze utrzymaną ścieżkę rowerową i przyspieszył, błyskawicznie pokonując półtora kilometra, które dzieliło go od niewielkiego bloku, w którym mieszkał. W mieszkaniu wziął prysznic, ubrał się i poleciał do pracy. Zawsze biegał rano,  bo należał raczej do tak zwanych „rannych ptaszków” i zazwyczaj wstawał wcześnie, a wysiłek pomagał mu oczyścić umysł.
Do kliniki, w której pracował już prawie rok, dotarł szybko, bo była ona położona zaledwie kilka przecznic od miejsca, w którym mieszkał i jak zwykle na miejscu był pierwszy. Rob pełnił tu funkcję recepcjonisty, sprzątacza i lekarza w jednym, ale jakoś mu to nie przeszkadzało. Lubił swoją pracę i swojego pracodawcę - doktora Harpera, żywego, radosnego, starszego pana po sześćdziesiątce, więc duża ilość obowiązków nie była problemem… Chociaż czasem wolałby zrzucić uganianie się za jakimiś zabłąkanymi w lesie chorymi lub wymagającymi badań łosiami, czy sprzątanie sali po operacji na kogoś innego.
Teraz jednak, ani żaden łoś interwencji nie wymagał, ani jak na razie nie miał umówionych żadnych wizyt na poranek, więc tylko otworzył klinikę, założył kitel i zajął miejsce w recepcji, zajmując się układaniem pasjansa w  telefonie, na zmianę z poczytywaniem jakiegoś okropnie nudnego artykuły na temat  B – komórkowych chłoniaków u psów, żeby nie było, że nic nie robi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haruhiro

avatar

Liczba postów : 614
Join date : 13/07/2015
Age : 20
Skąd : City of Angels

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Nie Sie 09, 2015 2:52 pm



Mężczyzna powoli pokonywał kolejne metry chodnika, idąc tak naprawdę bez żadnego konkretnego celu. Pierwszy dzień w nowym miejscu zamieszkania, nie mógł przecież spodziewać się niczego niezwykłego. Jednocześnie zdawał sobie sprawę z trudu, jaki czeka go do pokonania, żeby osiągnąć to, co sobie zaplanował - mianowicie, Robin Hale zagra główną rolę w jego najnowszym filmie. Nie brał nawet innej opcji pod uwagę, sam naprawdę dużo oczekiwał od tego filmu, a jeszcze więcej od wyżej wspomnianego aktora, który swoją drogą aktorstwo raczej już porzucił. Charlie nie mógł zrozumieć jego decyzji, jednak doszedł do wniosku, że nie jest to jego sprawa, tak naprawdę niewiele wie o życiu młodszego od siebie mężczyzny. Może jedynie tyle, co udało mu się wyczytać w internecie, czy usłyszeć od ludzi z branży, powiedzieć można.
Anderson dotarł do marketu, do którego rzecz jasna wszedł, z założeniem, że kupi chociażby piwo na wieczór. Może i wolałby wyjść do baru, zapoznać mieszkańców miasta, zrobić coś, żeby poczuć się bardziej, jak facet mieszkający w Craig, gdzie przecież teraz mieszkał będzie. Nie wiedział jeszcze, czy zabawi tu długo czy wręcz przeciwnie. Nie miał zamiaru poddać się, a już na pewno nie bez uprzedniej walki. W swój dar przekonywania nie wątpił, ale mimo wszystko, z młodym aktorem łatwo nie będzie, a Charlie spodziewał się tak naprawdę, może nie najgorszego, ale mozolnej pracy na pewno. Mężczyzna kupił dwie puszki piwa, które zostało mu doradzone, papierosy, a do tego czekoladę z nadzieniem wiśniowym. Tak po prostu, nabrał ochoty na coś słodkiego, a że pojęcia nie miał, co ma w swoim nowym mieszkaniu, wolał kupić najpotrzebniejsze rzeczy. Wiadomo, piwo, fajki i słodycze to coś, czego potrzebował do ułożenia jakiegokolwiek planu na działanie. Po zrobieniu jakże dużych zakupów, wrócił do mieszkania, które od dnia dzisiejszego zaczął zamieszkiwać. Nie był to żaden apartament, zwyczajne mieszkanie, może nieco lepszych standardów, jednak Anderson nie chciał w żaden sposób się wyróżniać, ot tak, chciał być jednym z mieszkańców Craig. Zniósł piwo do lodówki, wziął paczkę fajek, zapalniczkę i czekoladę a następnie wyszedł na balkon, gdzie odpalił jedną fajkę.

____________________________________________________________________
Roses are red
I hate you
Die
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedrys

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 09/07/2015
Skąd : Far, far away

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Nie Sie 23, 2015 3:39 pm


Dzień dłużył się Robinowi niemiłosiernie. Mieli wyjątkowo mało do roboty i kiedy już doktor Harper raczył do swojej własnej kliniki przyjść, cały dzień spędził na oglądaniu telewizji w gabinecie. Hale natomiast czytanie książki, na jakie się przerzucił jakąś godzinę po otwarciu, przerwał zaledwie kilka razy. Pierwszy, gdy jakieś dzieciaki przyniosły pieska na szczepienie, drugi, gdy poszedł kupić coś od pobliskiego supermarketu na lunch i trzeci, gdy starsza pani przytargała osowiałego królika. I tyle. Zazwyczaj mieli więcej roboty, bo byli jedyną kliniką weterynaryjną w okolicy, w której znajdowało się pełno farm różnorakich (i łosiów), więc jakby z przymusu zajmowali się głównie dojeżdżali do pacjentów i zajmowali się zwierzętami gospodarskimi, jak krowy i konie, jednak tego dnia panował wyjątkowy spokój i żadnych umówionych wizyt nie było, więc w spokoju mógł się oddać nicnierobieniu… I nie żeby mu to przeszkadzało, ale nudził się przy tym okropnie, dlatego też, kiedy wybiła znamienna, kończąca dzień pracy godzina osiemnasta, był więcej niż szczęśliwy.
Musiał jeszcze tylko pozamiatać i umyć podłogi, ale uwinął się z tym w zastraszająco szybkim jak na siebie tempie i już mógł iść do domu… W którym również nic do roboty nie miał, taka prawda. Postanowił więc się poszlać trochę po miasteczku, zrobić zakupy i być może zajrzeć do baru. Nie miał tu wielu znajomych, mimo, że mieszkał w Craig od ponad roku, jednak kilku i to nawet lepszych by się znalazło i miał nadzieję, że jak zwykle po pracy będą oni spędzać wieczór u Joey’a, właściciela baru, który tak właściwie był jednym z nich.
Jak zaplanował, tak zrobił i po blisko pół godzinie okupował już „swój” stołek za barową ladą i rozwalił się na nim, układając głowę na blacie.
-Co jest?-usłyszał znajomy głos nad uchem, żeby chwilę później podnieść wzrok na ponad dwumetrowego barmana, który stał nad nim z rękami założonymi na piersi.
-Nudnoooo….-wyjęczał, tonem małego dziecka, któremu nie dano tego, co sobie zażyczyło. –Cały dzień nicnierobienia…-dopiero zaczynał marudzić, powoli się rozkręcał. Był w nastroju i nie miał nic lepszego do roboty, a Joey świetnie zdawał sobie sprawę z tego, że jak Rob zacznie, to będzie ględził przez pół wieczoru, opowiadając o jakiś kompletnie obrzydliwych rzeczach związanych z jego zawodem.
Cóż… Nie mógł jednak zaprzeczyć, że Hale, którego zobaczył po raz pierwszy w tym barze rok temu, a Hale którego znał teraz to dwie różne osoby… Wokół chłopaka nie unosiła się już ta specyficzna aura „miastowego”
-Co nowego?-barmana z zamyślenia wyrwał głos byłego aktora, który już zdążył się wyprostować i popijał sobie colę, podaną przez dziewczynę Joey’a, Ellen. Robin był abstynentem. Nie lubił alkoholu, zarówno jego smaku, jak i zapachu, w dodatku miał słabą głowę, a jak się napił nawet trochę, to na drugi dzień czuł się gorzej niż koszmarnie, więc trunków unikał… Świetnie za to sprawdzał w roli kierowcy po imprezach.
-Alma mówi, że do miasta przyjechał ktoś nowy.-Ellen uprzedziła swojego chłopaka, zanim ten miał chociażby okazję otworzyć usta. W Craig ludzie żyli plotkami – prawie każdy znał każdego, więc wiadomości roznosiły się w tempie błyskawicy, a ktoś obcy zwracał uwagę, więc nic dziwnego, że jeśli chociażby odwiedził spożywczak, to następnego dnia wszyscy o jego obecności będą wiedzieć… Robin twierdził, że to głupie, a informacja, że ktoś się wprowadził nie jest mu do szczęścia potrzebna, ale miał nadzieję, że być może dzięki temu przestana patrzeć na niego jako na nowego, bo część miejscowych wciąż go tak traktowała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haruhiro

avatar

Liczba postów : 614
Join date : 13/07/2015
Age : 20
Skąd : City of Angels

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Nie Sie 23, 2015 6:00 pm



Charlie nie spieszył się jakoś szczególnie, bo i nie było takiej potrzeby. Wypalił jednego papierosa, zjadł kilka kostek czekolady, po czym wszedł do mieszkania, żeby wziąć puszkę piwa. Wrócił na balkon, gdzie to odpalił kolejną fajkę i od czasu do czasu popijając piwo zaczął zastanawiać się nad wszystkimi możliwymi argumentami, których mógłby użyć, żeby przekonać Hale'a do zagrania w jego filmie.
Skończyło się tak, że wypił oba piwa, wypalił większą część paczki, przeszukał, po raz na pewno nie pierwszy, strony internetowe w poszukiwaniu jakichkolwiek nowszych artykułów o interesującym go mężczyźnie. Jako że godzina była jeszcze dość wczesna, bo dopiero chwilę po dwudziestej, mężczyzna stwierdził, że jednak wybierze się na poszukiwanie jakiegoś baru, gdzie to będzie mógł wypić kolejne piwo, a może po prostu szklankę soku. Nie było to ważne, ze względu iż Charlie obrał sobie za cel poznanie kogokolwiek, kto mógłby znać Robina Hale'a. Kogoś, kto mógłby go z nim poznać, powiedzieć coś więcej, co robi na codzień, co lubi, gdzie najczęściej można go spotkać. Miał zamiar zabawić się w detektywa. A może coś na wzór psychofana? Reżyser włożył do kieszeni spodni telefon, paczkę fajek i zapalniczkę, a so drugiej portfel. Zamknął drzwi balkonowe, po czym wyszedł z mieszkania i po zamknięciu również drzwi wejściowych, włożył klucze do kieszeni, w której był już portfel.
Stwierdził, że baru na własną rękę szukał nie będzie, dlatego też zagadnął jakiegoś straszego mężczyznę, o to, gdzie owe miejsce odnajdzie. Może i nie chodziło o to, że sam nie dałby rady, ale tak krótka rozmowa to już nawiązanie kontaktu z kimś "stąd". Udał się we wskazanym przez mężczyznę kierunku, a po dotarciu na miejsce, wszedł do lokalu, w pierwszej chwili rozgladajając się wkoło. Jedyne co mógł stwierdzić, że jakiegoś szczególnego tłumu to nie zastał. Może dlatego, że jest dzień roboczy, może ze względu na godzinę, a może na ilość mieszkańców miasteczka. Cóż, sam tego nie był w stanie stwierdzić. Podszedł do lady, usiadł na barowym stołku, tuż obok mężczyzny, którego rzecz jasna, znać nie mógł. Dziwne, żeby znał stąd kogokolwiek. Zamówił piwo w butelce, bo na takie właśnie miał ochotę i dopiero wtedy zerknął na profil siedzącego obok.
- Tylko cola czy coś mocniejszego? - zagadnął, uśmiechając się na ten swój, niedbały ale ponoć uroczy sposób, co swoją drogą wcale mu się nie podobało. Uroczy? Facet? Cóż, nie, to nie on.

____________________________________________________________________
Roses are red
I hate you
Die
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedrys

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 09/07/2015
Skąd : Far, far away

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Nie Sie 23, 2015 7:01 pm


-…no i potem przywlokła się stara pani Jenkins ze swoim królikiem. Pół godziny nadawała o „Modzie na sukces”… Następnym razem chyba  polecę jej jakieś lepsze seriale. Co mnie obchodzi jakiś Rick? –jak już wspomniano Robin właśnie się rozgrzewał, a Joey jak zwykle wysłuchiwał jego narzekań. Nie przeszkadzało mu to szczególnie, bo taki właśnie kształt przybierały ich rozmowy i obaj zachowywali się tak,  a nie inaczej, bardziej dla żartów niż dla rozrywki. Ellen poleciała do kuchni przygotowywać danie dla jednego z pozostałych trzech klientów w barze.  Staruszkowie mieli zwyczaj przesiadywać w barze od rana do wieczora i wychodzili dopiero, kiedy schodziła się młodzież by pograć w bilarda lub pooglądać wspólnie mecze. Wtedy przenosili się na zewnątrz… Oprócz nich, Robina i innych kupli Joeya, klienci pojawiali się raczej wyrywkowo, bo ludzie zazwyczaj nie mieli czasu i ochoty, żeby tu przychodzić… Choć w weekendy bywało tłoczno.
-To ja już wolę łosie.-dodał jeszcze, bo ostatnio miał fazę narzekania na rogacze.
-A czy ostatnio przypadkiem nie twierdziłeś, że wszystko jest lepsze niż pobieranie krwi tu cytuję „tym bydlakom”?-Robin rzeczywiście tak twierdził, ale nie zdążył zaprzeczyć, jak miał w planie, albowiem do baru ktoś wszedł i Joey musiał obsłużyć klienta… Którego żaden z nich wcześniej nie widział, a oto ciężko było w Craig, więc obaj stwierdzili, że to albo wspomniany wcześniej w plotkach „nowy” albo ktoś kto przyjechał w odwiedziny.
Robin powrócił do swojej coli i wpatrywania się w  kolekcje różnorakich butelek z alkoholami, które stały na półkach, gdy nagle z zamyślenia, w które wpadł, wyrwał go głos nieznajomego. Powoli oderwał wzrok od wystawki i przeniósł go na nieznajomego, dopiero teraz przyglądając mu się uważniej.
-Czysta cola.-odpowiedział cicho, przeczesując jedną dłonią krótkie włosy i już miał coś dodać, ale ktoś mu przerwał.
-Rob nie pije i nawet nie wie, ile przez to traci… I ile ja tracę.-wtrącił Joey, który miał irytujący zwyczaj dokuczania Robinowi z powodu abstynencji, której nie mógł zrozumieć. No, ale jakby nie patrzeć w ogólnym rozrachunku taniej wychodziło kupić colę i piwo, więc barman i zarazem właściciel tego miejsca mógł trochę tracić.
-Doskonale wiem i jakoś nie żałuję tego kaca, który by mnie potem czekał.-zripostował, a potem wyciągnął do nieznajomego rękę na powitanie.
-Rob –przedstawił się – A ten irytujący barman, który powinien  w końcu zabrać się za mycie szklanek to Joey. –uśmiechnął się miło i nawet nie musiał się do tego zmuszać, bo był w dość dobrym nastroju, a nawet przyjemnie było spotkać kogoś nowego. –Witamy w Craig, bo jak zgaduję nie jesteś stąd.-nie znał go, nigdy wcześniej go nie widział, poza tym facet po prostu nie wyglądał na tutejszego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haruhiro

avatar

Liczba postów : 614
Join date : 13/07/2015
Age : 20
Skąd : City of Angels

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Nie Sie 23, 2015 7:46 pm



W momencie, kiedy mężczyzna siedzący na krześle obok, odwrócił głowę w stronę Charliego, ten przeżył niemałe zaskoczenie. Pewnie gdyby się nie powstrzymał, usta same by mu się otworzyły. Wszystko przez to, że właśnie patrzył na Robina Hale'a, swoją aktualną ofiarę, której nie miał zamiaru łatwo ze swoich łapsk wypuścić. Cóż, mógł się oczywiście mylić, w końcu do tej pory widział go tylko na zdjęciach i to niewielu, w dodatku pewnie niezbyt aktualnych, ale kiedy się przedstawił, Anderson nie miał już wątpliwości. Rob, to nie mógł być przypadek, a już na pewno nie aż tak duży.
- Charlie, miło mi Cię poznać... To znaczy was. - powiedział, po czym uścisnął wyciągniętą w jego stronę dłoń Roba. Po tym podniósł się trochę, żeby podać rękę barmanowi, który, jak został poinformowany miał na imię Joey. Charlie roześmiał się na stwierdzenie barmana, że traci na abstynencji swojego przyjaciela (jak stwierdził) i rzeczywiście, musiał przyznać rację mężczyźnie. Jeśli oczywiście jest właścicielem lokalu to traci, biorąc pod uwagę fakt, że pijący alkohol na pewno zostawiają u niego więcej pieniędzy.
- Nie jest irytujący, chyba że to złudne pierwsze wrażenie. - zaśmiał się Charlie, na chwilę przenosząc wzrok właśnie na barmana, żeby potem rzecz jasna, znowu przenieść go na mężczyznę siedzącego obok.
- Rzeczywiście, dziś się tu wprowadziłem. Miałem mocne postanowienie, że nie będę już wychodził, jednak chęć poznania kogokolwiek stąd była silniejsza... no i sam fakt, że zabrakło mi piwa. - powiedział, podnosząc rękę, żeby podrapać się po karku - Swoją drogą, nie przeszkodziłem wam w rozmowie? Mimo wszystko nie chciałbym już pierwszego dnia zniechęcać do siebie ludzi z Craig. - przyznał, uśmiechając się po raz kolejny.

____________________________________________________________________
Roses are red
I hate you
Die
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedrys

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 09/07/2015
Skąd : Far, far away

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Nie Sie 23, 2015 8:38 pm


Przez moment, dosłownie ułamek sekundy Robinowi wydawało się, że facet, jak się przedstawił Charlie spojrzał na niego jednocześnie z zaskoczeniem… I takim dziwnym, niepokojącym błyskiem w oku, że aż miał ochotę się stamtąd zabrać… Ale to uczucie zaraz przeszło, więc stwierdził, że tylko mu się wydawało.
-Masz rację. –potwierdził weterynarz krótkim skinieniem głowy, szczerząc zęby w szerokim uśmiechu. –On nie jest irytujący, tylko… Bardzo irytujący. Prawda Ellen?-ostatnie pytanie zostało zwrócił w stronę dziewczyny wychodzącej z kuchni, a ona tylko potwierdziła skinieniem głowy.
-Ach rozumiem… -pokiwał delikatnie głową –I w ten oto sposób zawitałeś w najlepszym barze w Craig. To jedno z najbardziej ekscytujących miejsc w naszej zapadłej dziurze, uwierz. Chyba, że lubisz pola. Pól, wzniesień i lasów mamy pod dostatkiem.-Robin mimo tego dziwnego spokoju, mimo tego, że oprócz kilku sklepów, supermarketu dwóch barów, małego hotelu, biblioteki i placu zabaw, nie było gdzie się tu wybrać, naprawdę lubił to miejsce. Przyzwyczaił się do życia tutaj i mu pasowało.
-Nie przeszkodziłeś.-Joey pokręcił głową-Uratowałeś mnie od kolejnej tyrady na temat łosi, krów, koni, psów, królików i czym tam jeszcze się Rob zajmuje.
-Wszystkim co się rusza i nie jest człowiekiem. –wtrącił główny zainteresowany, uściślając „czymś tam”. Taka prawda. Do lecznicy trafiały nawet rybki, żółwie, a raz nawet struś, więc bywało ciekawie–To i tak bardziej interesujące niż twoje narzekania na tych trzech tam.-Hale tylko pokręcił głową, a potem w ramach wytłumaczenia dodał –Jestem weterynarzem.-uznał, że takie uściślenie się przyda, bo gdyby nic nie powiedział, mogłoby to wyjść trochę dziwnie.
-A „zniechęcaniem ludzi z Craig” na razie nie musisz się przejmować. Przez jakiś czas będziesz największą atrakcją i obiektem plotek, więc już możesz się na to mentalnie przygotować.-oj tak. Miejscowe plotkary wezmą go na języki i to w tempie błyskawicznym.
-I nie należy zapominać o tym, że jakby nie patrzeć ostatnimi czasy najbardziej interesującą rzeczą, jaka nam się przytrafiła, był wypadek na farmie starego Haseeya, więc… Ostrzegamy tak na zaś.-dorzucił jeszcze Joey… Raczej nie podnosili swojego nowego znajomego na duchu, ale cóż… Można powiedzieć, że starali się uświadomić co go czeka, tak po przyjacielsku, na zaś. Robin przeżył to na własnej skórze, kiedy przyjechał tu na praktykę, a Joey tego wątpliwego szczęścia nie miał, bo się tu urodził, ale mimo wszystko…
-Co cię sprowadza do naszej ukochanej wiochy?-zapytał Hale, podpierając policzek na dłoni. W końcu… Nikt tu bez powodu raczej nie przyjeżdża.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haruhiro

avatar

Liczba postów : 614
Join date : 13/07/2015
Age : 20
Skąd : City of Angels

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Pon Sie 24, 2015 6:15 pm



Słysząc słowa Roba, Charlie tylko się roześmiał, szczerze robawiony całą sytuacją. Stwierdził, że Joey nie może być aż tak irytujący, a jeśli rzeczywiście jest tak, jak ten obok mówi to przebywanie z nim może być naprawdę zabawnym przeżyciem, do czasu, oczywiście.
- Będzie dziwne, jeśli powiem, że lubię i pola i lasy? Do tej pory mieszkałem w Los Angeles, Craig jest... dość dużą zmianą. - powiedział, posyłając mężczyźnie delikatny uśmiech. Charlie naprawdę lubił naturę, lubił ciszę i spokój, wtedy mógł myśleć, skupić się na tym, o czym na codzień zapomniał, poza tym często miał problem ze znalezieniem ładnych zielonych, niezmienionych jeszcze przez człowieka terenów.
Mężczyzna spojrzał na Joey'a, kiedy ten zabrał głos i uśmiechnął się lekko, od razu stwierdzając, że on z Robem bardzo chętnie porozmawia. A raczej posłucha o łosiach i całej reszcie. Zdążył zauważyć też, że obaj narzekają, może nie na to samo, ale obaj, co jest jeszcze bardziej zabawne.
- Weterynarzem? - powtórzył po Robie zaskoczony, czego niestety nie udało mu się ukryć. Szybko odchrząknął, żeby mieć chwilę na wymyślenie dobrej odpowiedzi. - To znaczy, nigdy nie myślałeś o czymś innym niż weterynaria? - zapytał, dopiero po tym stwierdzając, że pytanie mogło zabrzmieć dziwnie. No cóż, czasu nie cofnie, dlatego też postanowił nie pogrążać się jeszcze bardziej i nie dodawać nic więcej w celu tłumaczenia.  
- Na to, że będę obiektem zainteresowań jak i plotek jestem przygotowany. Zdążyłem się przyzwyczaić, że tak to określę... - mruknął i zaśmiał się pod nosem. Tak, po tym, jak jego filmy zaczęły odnosić sukcesy, zaczął być rozpoznawalny, jednak był niemalże pewien, że ludzie tutaj nie będą nawet pojęcia mieli kim jest. I dobrze. - Jakiś poważny wypadek? Muszę się przygotować, żebym wiedział, jak bardzo muszę się wyróżniać, żeby mieli o czym gadać. - zwrócił się do Joey'a ze śmiechem, a kiedy Rob zapytał, co sprowadza go do Craig, spojrzał na niego zaskoczony pytaniem, którego przecież powinien się spodziewać.
- Sprawy osobiste. - odpowiedział wymijająco, stwierdzając, że będzie to bezpieczne. Może i powiedziałby mu coś bardziej konkretnego, jednak nie w takich okolicznościach.

____________________________________________________________________
Roses are red
I hate you
Die
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedrys

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 09/07/2015
Skąd : Far, far away

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Pon Sie 24, 2015 8:54 pm


Los Angeles? Ech… Robin spędził w tym mieście większość swojego życia i w ogóle za nim nie tęsknił. Nie  znosił tego miejsca. Zbyt głośne, zbyt tłoczne, zbyt wiele samochodów, zbyt wielu ludzi… Rodzice, którzy chcą, by ich najmłodszy syn brnął coraz dalej w show-biznes, kontynuował karierę, której on wcale nie chce… Tak na dobrą sprawę, nie chciał jej na długo nim ją zakończył. Wręcz się dusił na kolejnych planach, miał dosyć tego wszystkiego… I w końcu zdecydował rzucić to i uciec jak najdalej, przez co skończył w Colorado.
-A to zbieg okoliczności…-wyszczerzył się Joey-Rob jest z Los Angeles, prawda?
-Winny-mruknął chłopak, uśmiechając się krzywo. –I odpowiadając na pytanie, nie, nie będzie to dziwne. Pola i lasy są w porządku, zwłaszcza po życiu w wielkim mieście. Można tu odpocząć.-oj tak. Zamieszkanie w Craig okazało się bardzo dobrym posunięciem. Praca była dobra, miejsce ciche i spokojne, nikt go nie niepokoił… Czego więcej chcieć.
-Zupełnie nie rozumiem takiej postawy. Ja tam chciałbym mieszkać w  Mieście Aniołów…-
-Dlatego, że nigdy w nim nie byłeś. Chociaż… Wszystko zależy od gustu.-westchnął ciężko. On osobiście za nic by nie wrócił. Za nic. Tu w Craig czuł się dobrze, a jedynym mankamentem było to, że musiał ukrywać swoją orientację seksualną. Gdyby świątobliwe babunie z okolicy i homofobiczni farmerzy żywiący poglądy z ubiegłego wieku się dowiedzieli… Cóż, raczej nie miałby tu życia i zostałby zmuszony do wyjazdu.
Zaśmiał się cicho widząc niedowierzanie na twarzy mężczyzny.
-A co, nie wyglądam? –naprawdę tak ciężko uwierzyć, że Robin jest weterynarzem? No bez przesady, aż taki tępy, żeby nie skończyć studiów nie jest. Może nie skończył jednego z należących do Ivy League, no ale… -Oczywiście, że myślałem o czymś innym. Jak byłem młodszy, chciałem być astronautą, podróżnikiem albo pilotem. Potem mi przeszło i w liceum wahałem się  między weterynarią, biologią i medycyną, ale koniec końców postawiłem na to pierwsze.-po prostu Hale nie wyobrażał sobie siebie pracującego w laboratorium, a potem stwierdził, że nie chce leczyć ludzi, bo ich wywody go dobijają, a że lubił zwierzęta i chciał pomagać… Nie przewidział tylko, że skończy wysłuchując właścicieli zwierzaków.
-Hmmm… Nie był to poważny wypadek, raczej tajemniczy.-Rob przybrał bardzo poważny wyraz twarzy i zaczął mówić takim głosem jakby właśnie zdradzał wielki sekret. Umiejętności aktorskie pozostały i wciąż czasami je wykorzystywał.
- Otóż stary Hasleey… Plotki mówią, że jest już nieźle po setce, pewnego wieczoru wyszedł na werandę… I okazało się, że zniknęła jego ulubiona krowa. Przepadła bez wieści, jak kamień w wodę. Przerażająca historia, nieprawdaż?-powrócił do normalnego tonu głosu i tylko lekko pokiwał głową, słysząc, że Charlie przyjechał tu w sprawach prywatnych. Jeśli nie chciał mówić, to on nie będzie wypytywał, to i tak nie jego sprawa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haruhiro

avatar

Liczba postów : 614
Join date : 13/07/2015
Age : 20
Skąd : City of Angels

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Pon Sie 24, 2015 10:08 pm




Charlie słysząc, że Joey wspomina o tym, że Rob jest z Los Angeles, uśmiechnął się pod nosem. Doskonale o tym wiedział, dość dużo czasu spędził na wyszukiwaniu wszystkiego, co tylko dało się znaleźć w internecie czy starych gazetach o Robinie. Poza tym, od tego też miał swoich ludzi, którzy zajmowali się tym za niego, jeśli tylko miał inne zajęcia. Między innymi dzięki temu właśnie trafił do Craig, sam pewnie by go tu nie odnalazł.
- Naprawdę? W każdym razie, skoro przeniosłeś się do Craig, raczej miałeś dość dużego miasta, co? - zapytał, zerkając na mężczyznę. Sam przed sobą musiał przyznać, że Rob wygląda dobrze, zajebiście dobrze. Nie był to na pewno wpływ alkoholu, a po prostu szczere stwierdzenie, którego rzecz jasna na głos nie wypowie. Pewne rzeczy lepiej zostawić dla siebie, a ta z pewnością należała właśnie do nich. Charlie jakoś szczególnie nie ukrywał swojej orientacji seksualnej, ale też nie gadał o tym, jeśli nie miał ochoty. Nie lubił mieszać życia prywatnego z życiem zawodowym, w każdym razie, jeśli miał ochotę wyjść gdzieś z jakimś facetem i pocałować go na środku ulicy po prostu to robił. Tym bardziej, że od dawna w stałym związku nie był, faceci którzy lądowali z nim w łóżku zazwyczaj mieli jedyną taką okazję, chyba że konkretny osobnik radził sobie w pewnych sprawach nadzwyczaj dobrze, wtedy Charlie był w stanie spotkać się z nim ponownie. Z podziwiania wyglądu Robina wyrwał go głos Joey'a.
- Kiedyś Cię do siebie zaproszę. - rzucił z uśmiechem - Sam długo marzyłem o Mieście Aniołów, sam nie wiem, dlaczego tak mnie tam przyciągało. Floryda a Kalifornia to jednak dwie różne bajki. - westchnął.
- Nie wyglądasz. To znaczy, weterynarza z małego miasteczka wyobrażałem sobie raczej jako niezadbanego, otyłego i odrzucającego faceta, a ty jesteś kompletnym przeciwieństwem. - wzruszył ramionami, spoglądając na Roba. - Muszę przyznać, że pomysłów na życie to ty trochę miałeś. Ale weterynaria... cóż, zawsze podziwiałem ludzi, którzy pomagają innym, szczególnie tym, którzy nie są w stanie poradzić sobie sami. Zwierząt też się to tyczy. - przyznał Charlie, podnosząc jeszcze pełną butelkę do ust. Upił kilka łyków liwa, po czym odstawił ją na blat i oparł o niego łokieć, zaś podbródek na otwartej dłoni.
- Ach, tak? Znikające krowy powiadasz? Rzeczywiście, przerażająca historia, obawiam się, że będę bał się sam wrócić do domu. - powiedział rudowłosy, starając się zachować powagę. Aktorem to on nigdy być nie chciał, bo i niezbyt się nadawał, ale to już inna kwestia. On się nie nadawał, w porównaniu do Roba. Reżyser jeszcze nie był w stanie przyjąć do wiadomości tego, że taki talent marnuje się tutaj, zamiast właśnie teraz przeżywać najlepsze lata swojego życia.

____________________________________________________________________
Roses are red
I hate you
Die
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedrys

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 09/07/2015
Skąd : Far, far away

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Pon Sie 24, 2015 11:10 pm


Owszem miał dość. I to strasznie. Miał dość wszystkiego tam, poczynając od apartamentu rodziców, na zatłoczonych ulicach kończąc.
-Po dziurki w nosie.-przyznał szczerze-Resztę życia zamierzam spędzić na wsi, sącząc colę w tego typu przybytkach i zajmując się krowami. –niekoniecznie w Craig, bo nie zamierzał być przez całe życie „praktykantem”, czyli przynieś, podaj, pozamiataj. Za jakiś czas zamierzał otworzyć własną klinikę, w jakiejś małej, spokojnej miejscowości i żyć w spokoju i… Najpewniej w samotności. Nie nastawiał się na żadne związki, zresztą cierpiał na wyjątkowego pecha jeśli idzie o życie uczuciowe i w dodatku nigdy nie sypiał z kim popadnie, po prostu nie byłby w stanie, bo wierzył w sek z miłości. Miał swoje zasady... I wbrew logice był gdzieś głęboko w dusży romantykiem, a kilka nieudanych związków raczej go zniechęciło do kolejnych i jako singiel czuł się szczęśliwy.
-A ja zawsze marzyłem, żeby stamtąd wyjechać i też mi się udało.-zaśmiał się cicho, wtrącając się w ciche podziękowanie, które właśnie wypowiadał Joey. Zgryźliwy charakter jak zawsze dał o sobie znać, ale… Powiedział prawdę. Od kiedy miał sześć lat zawsze chciał mieszkać na wsi. Wieś kojarzyła mu się z taką… Wolnością. Spokojem. Brakiem obowiązków, a przynajmniej mniejszą ich ilością… I zdążył już polubić życie jakie tutaj wiódł.
-Nie narzekaj… Na pewno nie było tak źle… Przynajmniej nie musiałeś jechać sześćdziesięciu kilometrów, żeby dotrzeć do kina, albo na basen.-Joey jak zwykle przedstawiał dobre strony miast. Już kiedyś o tym dyskutowali… I nie było sensu tej dyskusji powtarzać.
-Masz rację.-mruknął Hale tylko, bo rzeczywiście, jeśli chcieli iść do kina musieli jechać niezły kawał drogi… Ale jak już załadowali się w kilka osób w samochód, to te podróże do większego miasta bywały całkiem ciekawe i przyjemne.
-Powinieneś zobaczyć mojego szefa.-zaśmiał się cicho  Robin, rzucając znaczące spojrzenie przyjacielowi za barem-Doktor Harper wygląda dokładnie tak jak to opisałeś. No… Może odrzucający nie jest, ale otyły i niezadbany, owszem.-taka prawda. Chyba jeszcze nigdy nie widział swojego pracodawcy porządnie ogolonego. –Cóż… A ty tak nie miałeś? Nie tak łatwo jest wybrać zawód, skoro potem jesteś zmuszony do wykonywania go przez resztą życia-prawdę mówiąc on osobiście miał z tym wielki problem i decyzja zajęła mu trochę czasu, ale koniec końców udało mu się ją podjąć… I to chyba była ta najlepsza opcja.
-W takim razie zostaniesz tu na zawsze, jak oni-tu wskazał staruszków siedzących przy stoliku w kącie. On na przykład miał wrażenie, że przesiadują tutaj zawsze… Od bóg wie jak długiego czasu i jak dla niego, całkowicie się wpisywali w krajobraz małomiasteczkowego baru.-No chyba, że ładnie mnie poprosisz, wtedy jako bohaterski bohater, mogę cię odprowadzić.-zażartował, dopijając do końca swoją colę. Oj tak... Znikające krowy są doprawdy przerażające. Najprawdopodobniej mućka tak po prostu uciekła, choć kto wie? Może gdzieś padła, albo coś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haruhiro

avatar

Liczba postów : 614
Join date : 13/07/2015
Age : 20
Skąd : City of Angels

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Wto Sie 25, 2015 5:17 pm




Mężczyzna słysząc słowa swojego rozmówcy, uśmiechnął się lekko.
- Twój pomysł na życie brzmi... dość przyjemnie. - rzucił, stwierdzając, że to rzeczywiście brzmi dobrze. Takie życie nie było dla niego, może na jakiś okres czasu, tak po prostu, żeby odpocząć, ale do końca życia by tak nie wytrzymał, nie wyobrażał sobie siebie w miasteczku podobnym do tego, bo jednak przyzwyczaił się do innego życia. Odpowiedź Robina też niezbyt go satysfakcjonowała, bo wiedział, że będzie trudno... dojść z nim do jakiegokolwiek porozumienia. 
Charlie nie wtrącił się, kiedy mężczyźni rozmawiali ze sobą, jednak mógł stwierdzić, że to kolejny powód dla którego nie zostałby tu na stałe. Brak klubów, restauracji, nowoczesnych budynków, czy głupiego kina właśnie. Mógłby tak wymieniać przez dobrą chwilę, to nie dla niego, potrzebował rozrywek, potrzebował ludzi.
- Więc jednak moje wyobrażenia były trafne. Tylko wiesz... uważaj, żebyś za kilka lat nie zaczął wyglądać tak samo, to byłaby jak sądzę dość duża strata dla dziewczyn stąd. - powiedział Charlie, po czym roześmiał się, szczerze rozbawiony. Według niego Rob wygląda naprawdę dobrze, na pewno ma powodzenie, tym bardziej powinien zagrać w jego filmie, bez wątpienia stałby się ulubieńcem kobiet w różnym wieku, niejedna panienka wzdychałaby do jego zdjęć.
- Miałem, sam długo nie mogłem podjąć decyzji, ale jeśli będziesz tylko chciał o tym posłuchać to opowiem ci innym razem. - zapewnił, po czym napił się piwa.
- W takim razie mogę liczyć na pomoc bohaterskiego bohatera? Cudownie. Jeśli tylko mnie odprowadzisz, zaproszę Cię na colę, jak tylko będziesz miał wolne od zwierząt. - uśmiechnął się lekko, upił łyk piwa, odstawił je i wstał z krzesła. - Wyjdę zapalić. - powiedział, po czym wyszedł z budynku, wyciągnął z kieszeni paczkę, a z niej jedną fajkę, która potem odpalił.

____________________________________________________________________
Roses are red
I hate you
Die
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedrys

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 09/07/2015
Skąd : Far, far away

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Wto Sie 25, 2015 6:29 pm


-Cóż… Ostatnio zastanawiałem się nad zapuszczeniem zarostu i noszeniem tych samych ciuchów kilka dni pod rząd… W takim tempie szybko stanę się zapuszczony.-Robin udał zamyślenie. Co prawda nigdy nie miał takich planów, a opinia jakichkolwiek dziewczyn się dla niego zupełnie nie liczyła. Nie potrzebował ich uwagi, ani aprobaty swojego wyglądu… Ale tego nie zamierzał mówić tego na głos, bo mogłoby to się wydać dziwne, ale nie zdążył nic dodać, bo milczący przez chwilę Joey znów się wtrącić.
-Lepiej tego nie rób… Jane się załamie psychicznie i co?-Hale tylko westchnął ciężko i pokręcił głową z politowaniem-Jane to cicha wielbicielka Roba.-dodał barman na użytek Charliego
-Niestety wcale nie jest cicha… Wręcz przeciwnie. Strasznie problematyczna i głośna. Obawiam się, że zmyślona dziewczyna w Fort Collins nie posłuży już długo za wymówkę…-westchnął ciężko, a Joey poklepał go w pocieszającym geście po ramieniu. Jane nie była brzydka, wręcz przeciwnie, miała swój urok. Problemem była osobowość. Głośna, rozpieszczona do granic możliwości jedyna córeczka burmistrza była wyjątkowo upierdliwa i apodyktyczna, więc żaden szanujący się facet nie miał wielkiej ochoty się z nią zadawać, a Rob wyjątkiem nie był… Nawet nie wspominając o tym, że był homo i absolutnie nie miał ochoty na utrzymywanie z nią jakiegokolwiek kontaktu Problemem było tylko to, że dziewczyna wręcz się do niego przylepiła. Teraz na szczęście wyjechała do kuzynki w Nowym Jorku i było trochę spokoju…
-Nie przejmuj się, wymyślimy coś innego.-stwierdził pocieszająco Joey, bo od jakiegoś czasu Robin posługiwał się tajemniczą, wciąż studiującą artystką „Aurelie” jako wymówką na niespotykanie się z Jane. Niestety obecność „Aurelie” jej nie odstraszyła i wciąż miała nieprzyjemny zwyczaj przyczepiania się do weterynarza,  a on zaklasyfikował ją jako „mankament życia w Craig”.
-Z miłą chęcią kiedyś posłucham.-uśmiechnął się pod nosem. Facet wydawał się całkiem w porządku, a  Rob oprócz Joey’a, Ellen i dwóch innych kumpli, nie za bardzo miał do kogo gębę tutaj otworzyć, więc…
-Od mojego przybycia ilość znikających krów zmniejszyła się do minimum. –to miało być zapewnienie o jego „bohaterskiej bohaterskości”, a na wiadomość, że tamten idzie zapalić tylko skinął głową. On sam nie palił, bo rodzice od małego wtłoczyli mu do głowy zdrowy tryb życia i się przyzwyczaił. Nie palił, nie pił (choć to wynikało z innych czynników), biegał… Tylko żywił się śmieciowym jedzeniem (choć nie zawsze).


Ostatnio zmieniony przez Cedrys dnia Wto Sie 25, 2015 11:35 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haruhiro

avatar

Liczba postów : 614
Join date : 13/07/2015
Age : 20
Skąd : City of Angels

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Wto Sie 25, 2015 11:30 pm




Charlie paląc, zastanawiał się nad tym, co usłyszał chwilę wcześniej, jeszcze w barze. Miał okazję pomyśleć o wielbicielce Roba, co wcale go nie cieszyło. Zdecydowanie bardziej wolałby, żeby większość facetów, a przynajmniej ci, którzy mu się podobają, byli takiej orientacji, jak i on. Nie zamierzał się jednak przejmować, bo kilka razy miał już okazję zaciągnąć do łóżka mężczyzn, którzy zapierali się przy swoim heteroseksualiźmie. Poza tym doszedł do wniosku, że z chęcią ową kobietę spotka, bo na pewno posiada ona sporo ciekawych informacji o swoim obiekcie westchnień.
Kiedy wypalił, wyciągnął z kieszeni telefon, po czym odpisał na kilka smsów o podobnej treści - "jak pierwsze kilka godzin w tym małym miasteczku bez centrów handlowych i klubów". Dopiero po tym wrócił do budynku, gdzie usiadł na zajmowanym wcześniej miejscu.
- Może lepiej nie będę Cię ze sobą ciągnął, już wystarczy, że przerwałem wam rozmowę. - powiedział Charlie, spoglądając na Roba, mając na myśli rzecz jasna jego rozmowę z Joey'em. Nie chciał im dłużej przeszkadzać, bo zdawał sobie sprawę z tego, że przeszkadzał im na pewno, a pewnie chcąc być miłymi dla "nowego" powiedzieli, że wcale tak nie jest. Mężczyzna podniósł butelkę do ust, po czym odstawił ją, kiedy w środku zostało piwa tyle, co do wypicia na raz.
- Dzięki Joey, podejrzewam, że piwo to ty będziesz mi często sprzedawał. - powiedział, posyłając barmanowi przyjazny, szczery uśmiech. Dopił piwo, po czym oddał grzecznie butelkę i podniósł się z krzesła, stając obok.
- No, to ja się będę zbierał. Może uda mi się zobaczyć jakieś zjawiska niewyjaśnione, a i przygotować się na jutrzejsze powitanie mieszkańców muszę. Zapewne bardzo miłe. - odchrząknął, mając na myśli oczywiście to, o czym mówili mu nowo poznani mężczyźni. .

____________________________________________________________________
Roses are red
I hate you
Die
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedrys

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 09/07/2015
Skąd : Far, far away

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Sro Sie 26, 2015 10:38 am


Bar powoli zaczął zapełniać się farmerami, którzy właśnie pokończyli pracę na polach i co poniektórzy (głównie starzy kawalerowie, ale żonaci też byli) przywlekali się napić czegoś mocniejszego… Przez co Robin skończył bez partnerów do rozmowy, jako, że jeden palił, a drugi obsługiwał klientów. George i Lucas, dwaj pozostali kumple Hale’a się nie pojawili, zapewne dlatego, że jeden wybierał się na nockę do pracy (Lucas okupował pozycję miejscowego pracownika stacji benzynowej połączonej z warsztatem samochodowym), a drugi wybrał się na kilka dni do Fort Collins załatwiać sprawy związane z uczelnią, więc weterynarz mógł tylko mieć nadzieję, że żaden z siedzących przy stolikach i głośno się śmiejących mężczyzn nie postanowi zaczerpnąć darmowej porady, co zdarzało się całkiem często.
Znudzony, znów ułożył głowę na blacie, do momentu, w którym dostał po niej ścierką, oczywiście od Joey’a, który znów miał swoją chwilę przerwy (prawdę powiedziawszy, tych „przerw” miał więcej niż pracy, ale to akurat szczegół).
-Nie spać mi tu!
-Nie śpię, nie śpię. Jeszcze…-zamierzał niedługo zbierać się do domu, gdzie czekało na niego odkładane od tygodni mycie okien… I podłóg. I dlatego właśnie zamierzał jeszcze trochę w barze posiedzieć, odwlekając w nieskończoność to, co nieuniknione
-Nie przerwałeś.-zapewnili jednocześnie, choć raczej z grzeczności.
-Miło było cię poznać.-Robin uśmiechnął się szczerze, a Joey jeszcze dodał:
-Gdybyś jutro potrzebował kryjówki przed bandą chcących cię poznać staruszek, to możesz na nas liczyć, coś wykombinujemy. Ogólnie zazwyczaj przesiaduję tutaj, a Rob spędza dnie w lecznicy, więc gdybyś czegoś potrzebował, to…-oj tak. Chcieli być dla niego mili, bo gość wydawał się naprawdę w porządku, poza tym dopiero coś przyjechał, a częścią dość zamkniętej, jakby nie patrzeć, społeczności nie jest się tak łatwo stać, zwłaszcza jeśli istnieje potrzeba przekonania do siebie Koła Gospodyń Wiejskich z Craig, jakim to mianem były określane przez młodych starsze mieszkanki miejscowości, bo organizacja jako taka nie istniała.
[…]
Tak jak jeden dzień był pusty, tak przez kilka następnych Robin miał mnóstwo roboty i raczej do baru nie zaglądał, bo był zbyt zmęczony po całym dniu latania za różnorakimi zwierzakami, które najczęściej wcale nie chciały dać się zbadać, więc po prostu nie miał czasu na przesiadywanie u Joey’a (ani na nic innego, bo po pracy szedł spać)… Aż w końcu przyszedł weekend – w soboty Rob pracował krócej, a w niedziele miał wolne i w końcu mógł złapać oddech… Teoretycznie, bo kiedy tylko wyszedł z pracy w sobotę i postanowił wybrać się na spacer, czego już od dawna nie robił, zauważył, że pod dom burmistrza zajechał samochód i wyskoczyła z niego… nie kto inny, jak Jane.
-O matulu!-pomyślał-Wróciła…-w tej sytuacji pozostało tylko mieć nadzieję, że poznała jakąś nową miłość życiową, nie zauważyła go i nie będzie go dzisiaj męczyć… A teraz czym prędzej znaleźć kogoś znajomego, lub coś do roboty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haruhiro

avatar

Liczba postów : 614
Join date : 13/07/2015
Age : 20
Skąd : City of Angels

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Czw Sie 27, 2015 11:59 pm




Mężczyzna uśmiechnął się szeroko, słysząc, jak Rob mówi, że miło mu go poznać. Jakoś tak, po prostu, cieszyło go to. Stwierdził, że byłby idiotą, gdyby tego nie docenił, bo przecież na tym zależało mu najbardziej.
- Podejrzewam, że skorzystam z twojej pomocy szybciej niż ci się wydaje, Joey. Poza tym jeszcze nie mam tu za wiele do roboty, więc towarzystwo mi się przyda. - powiedział, wciąż lekko się uśmiechając. Taka prawda, nie za bardzo wiedział, czym zajmie się jutro.
[...]
Tak, jak Robin i Joey mówili, Charlie był swojego rodzaju atrakcją, która pojawiła się z dnia na dzień. Większość wydawać by się mogło, chciała zamówić z nim chociażby kilka zdań, żeby potem móc innym przekazać właśnie te słowa. I o ile mężczyźnie pierwszego, a nawet drugiego dnia jakoś szczególnie to nie przeszkadzało, tak później zaczęło. Wtedy też zaczął szukać pomocy u Joey'a, jako że poza rozmową mógł u niego liczyć też na alkohol, którego ostatnimi czasy sobie nie odmawiał. Charlie myślał, że będzie mu łatwiej zaklimatyzować się w nowym miejscu, ale zupełnie nie był przyzwyczajony do tak małych społeczności, co dość mocno go przytłaczało. Robina nie widział, chociaż miasteczko zdążył już poznać i wiedział, gdzie jest lecznica, w której to były aktor pracuje. Nie poszedł tam jednak, nie chcąc mu przeszkadzać, bo przecież pracy miał na pewno sporo, skoro nie pokazywał się wieczorami u swojego przyjaciela. Tak samo nie wypytywał Joey'a, stwierdzając, że zbytnie zainteresowanie Robem mogłoby wydać sie podejrzane.
Jako że nadeszła sobota, a było jeszcze na tyle wcześnie, że nie bardzo pasowało mu iść do baru, Charlie postanowił się dotlenić po całym dniu w domu. Codziennie chodził po okolicy, żeby poczuć się bardziej "kimś z Craig". Spokojnie pokonywał kolejne metry, kiedy w pewnym momencie zauważył kogoś, kto wydał mu się znajomy. Nie mógł być tego pewien, bo po pierwsze owy ktoś szedł tyłem, a po drugie nikogo w Craig nie znał dobrze. No, może Joey'a bardziej niż resztę. Postanowił zaryzykować i przyspieszył, żeby już po chwili stanąć za mężczyzną. Cicho podszedł praktycznie do jego pleców, a potem zakrył mu oczy dłońmi.
- Do tej pory znikały krowy, teraz czas na ciebie, Rob. - wymamrotał, chcąc by jego głos brzmiał tajemniczo.

[/center]

____________________________________________________________________
Roses are red
I hate you
Die
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedrys

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 09/07/2015
Skąd : Far, far away

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Pią Sie 28, 2015 1:45 am


Strategiczny odwrót. Tą właśnie czynność postanowił wykonać Robin i przy okazji ominąć dom burmistrza. Nie zdążył jednak ujść daleko, gdy nagle czyjeś dłonie na jego oczach go powstrzymały. W pierwszym, wyćwiczonym odruchu, chciał się wyrwać i sprzedać „napastnikowi” kopa w piszczel, ale ten po chwili się odezwał… A aktor stwierdził, że zna ten głos. Chwilę mu zajęło, zanim dopasował go do odpowiedniej osoby, ale koniec końców mu się udało.
-Charlie? -zapytał, jednak nie zrobił nic, żeby odzyskać zdolność normalnego widzenia -Znaczy… A niech mnie… Jesteś kosmitą odpowiedzialnym za zniknięcie krowy… I wszystko staje się jasne… Najpierw krowa, potem kolej na mnie…-wymamrotał, śmiejąc się jakby sam do siebie. Wprawdzie nie wiedział, co prawie obcego faceta, z którym rozmawiał przez jakąś godzinę wzięło na takie żarty… Ale nie zamierzał się czepiać. W tej chwili miał po prostu ochotę znaleźć sobie jakieś zajęcie, więc równie dobrze mógł się odrobinę powygłupiać.
W tej chwili bardzo chętnie naprawdę bym zniknął…-bąknął cicho, myśląc o blond – bestii urzędującej w domu burmistrza i gotowej w każdej chwili wyrwać mu serce i jeszcze bijące pożreć na jego oczach… A przynajmniej tak to widział, bo nachalność dziewczyny momentami naprawdę go przerażała. No bo… Kto normalny umawia wizytę u weterynarza, tylko po to, żeby przyjść z pieskiem, który absolutnie nie wymaga jakiejkolwiek pomocy, szczepienia, czy niczego innego, tylko po to, żeby „uciąć sobie pogawędkę”. Wprawdzie zdarzyło się to tylko raz, ale Robin nie lubił takiego marnowania jego czasu w lecznicy. Jeszcze prywatny mógł zrozumieć, ale takiego czegoś zupełnie nie. –Mój koszmar powrócił.-dodał jeszcze tytułem wytłumaczenia, a potem w końcu przekręcił się tak, że wyswobodził się od rąk mężczyzny i spojrzał prosto na niego.
-Nie przegnała cię o wielki i potężny porywaczu krów miejscowa ludność?-wyszczerzył się szeroko-Znaczy… Jak sobie radzisz? Nie zamęczyli cię jeszcze? Pierwsze kilka dni, bywa trudne…-dam dobrze pamiętał, jaki szok przeżył, kiedy dosłownie wszystkie plotkary w okolicy aż paliły się do spotkania z nim. Brr… Na samą myśl dostawał nieprzyjemnych dreszczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haruhiro

avatar

Liczba postów : 614
Join date : 13/07/2015
Age : 20
Skąd : City of Angels

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Pią Sie 28, 2015 5:01 pm




Roześmiał się na słowa Robina, kiedy nazwał go kosmitą, a poza tym ucieszyło go już to, że załapał żart. Prawda jest taka, że niewielu ludzi, których na swojej drodze ostatnio spotykał Charlie potrafiło żartować. Sami sztywniacy, bogacze i zapatrzeni w siebie aktorzy uważający się za niewiadomo kogo.
- Powinieneś się cieszyć, zostałeś wybrany. I nie przejmuj się tym, że przed tobą była krowa. - powiedział, wciąż trzymając dłonie na twarzy mężczyzny stojącego przed nim.  Całkowicie nie przejmował się tym, że Rob już odgadł kim jest, stwierdził, że jeśli tamten będzie chciał, to po prostu sam się wyswobodzi.
- Córka burmistrza, tak? Wiesz... nie żebym zachwalał swoje umiejętności, ale myślę, że jestem w stanie cię obronić... przed jakąś tam panienką. - rzucił, a gdy Rob odwrócił się przodem do niego, wysunął ręce do kieszeni spodni. Uśmiechnął się lekko do mężczyzny, a słysząc kolejne jego słowa, uśmiech się Charliemu poszerzył.
- Szczerze powiedziawszy, pierwsze dni byłem jeszcze w stanie znieść, ale teraz... powoli zaczyna mnie to irytować, to całe zamieszanie wokół mojej osoby. Naprawdę, czuję się jak jakaś atrakcja turystyczna. Przechodziłeś to samo? - zapytał, a potem zastanowił się chwilę nad tym, o co chciał jeszcze zapytać. - Nie chcesz się przejść? Ostatnio trochę się ukrywałem i znalazłem ładną polanę w lesie. - zaproponował, uśmiechając się lekko.


____________________________________________________________________
Roses are red
I hate you
Die
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedrys

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 09/07/2015
Skąd : Far, far away

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Sob Sie 29, 2015 2:47 am


-Jak mam się niby tym nie przejmować?-mruknął tonem, niezadowolonego, lekko obrażonego, małego dziecka. –Byłem dopiero drugi… To znaczy, jeśli uznamy krowę tylko za eksperyment, to może uda mi się przełknąć tą zniewagę, ale tak to…-wzruszył ramionami w smutnym geście. Mimo, że Robin momentami był naprawdę zgryźliwy, to w gruncie rzeczy lubił się powygłupiać i rzucać mniej lub bardziej zabawne uwagi, które dość często były zabarwione sarkazmem. Gdyby teraz jeszcze pracował w Hollywood, jako osoba publiczna, raczej nie mógłby na takowe sobie pozwolić, bo mogłoby się okazać, że wybuchłby skandal, kogoś niechcący by obraził i tyle – nic przyjemnego, duży problem… Tam nigdy nie mógł być sobą, nawet jak był mały. Zawsze musiał udawać kogoś innego przez cały czas trwania swojej kariery, czyli dosyć długo.
-Tak, córka burmistrza.-przytaknął. Burmistrzowi podpaść nie chciał, przez co ciężko mu było uświadomić Jane, że nic z tego nigdy nie będzie… Ale koniec końców  zrobił to ze dwa razy, tylko, że na nią w ogóle to nie podziałało. –Serio?-uniósł wysoko brwi do góry, a na jego ustach wykwitnął lekko krzywy uśmieszek i spojrzał z takim dziwnym błyskiem w oku na rudego. –A jak  niby zamierzasz obronić moją godność przed tym demonem w ludzkiej skórze mój ci bohaterski bohaterze?-nie mógł się powstrzymać od tego żartobliwego pytania. Hale wręcz nie umiał się oprzeć, wykorzystaniu takiej okazji…
-Ta… Dokładnie to samo. Ale nie martw się, przestaną… W końcu.-poklepał mężczyznę w pocieszającym geście po ramieniu-Musisz tylko poczekać aż znajdzie się coś ciekawszego niż twój przyjazd, albo się znudzą i będziesz wolny i nieskrępowany niczym ptak, a znajdzie się inny powód do plotek.-w przypadku Robina nastąpiło to jakieś trzy tygodnie po przyjeździe do mieściny, bo zmarł poprzedni pastor… Ale spokój dano mu mniej więcej  po półtora tygodnia. Potem był już tylko obiektem co większych plotek… Do czasu.
-Prawie obcy kosmita proponuje mi wspólne wyjście do lasu… Czy powinienem się zgodzić?-przymrużył lekko powieki,  z trudem powstrzymując śmiech i udając, że myśli na głos. –A jeśli tak naprawdę jest zabójcą z siekierą? Cóż… Zaryzykuję.-uśmiechnął się lekko. –Tylko ostrzegam, że kiedyś przez jakiś czas trenowałem judo.-ano trenował, bo do jakiegoś filmu było potrzebne. Wprawdzie niewiele już pamiętał, ale zawsze…
-Prowadź
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haruhiro

avatar

Liczba postów : 614
Join date : 13/07/2015
Age : 20
Skąd : City of Angels

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Sob Sie 29, 2015 5:16 pm




- Popatrz na to z innej strony, jesteś pierwszym człowiekiem. - roześmiał się, zakładając, że ten powinien wiedzieć, że jednak COŚ w nim jest, mimo tego, że to teraz to akurat żarty. - To ciebie wybrałem. - dodał po chwili, już bez śmiechu i zgodnie z prawdą. Właśnie Robin został szczęśliwym wybrańcem, który wcale się nie cieszy i pierwszą propozycję odrzucił. Charlie jednak nie brał nawet pod uwagi tego, że może mu się nie udać go przekonać. Wiedział, że będzie trudno, ale skoro już się tego osobiście podjął to da radę.
Mimowolnie zaśmiał się cicho, kiedy Rob potwierdził, że właśnie o córkę burzmistrza się rozchodzi. Sam Charlie nie miał jej okazji jeszcze poznać i z jednej strony może i się cieszył, a z drugiej - niezbyt. W końcu chciał ją wykorzystać jako swoiste źródło informacji. - Ach, no wiesz, mam swoje sposoby. A jeśli nawet ja nie dałbym sobie rady, w co wątpię, to zawsze mógłbyś skłamać, że jesteś gejem, myślę, że od razu by odpuściła. - powiedział, uśmiechając się pod nosem. Nie, żeby chciał go do tego zmuszać, ale to tylko taki żarcik, ot tak, luźna propozycja. Charlie chwilę o tym pomyślał, po czym w końcu doszedł do wniosku, że to wcale idealny plan nie jest. Co by Robinowi to dało, skoro znowu stałby się obiektem plotek?
- Prawie obcy kosmita nie ma przy sobie siekiery, możesz być spokojny. Dziś będę grzeczny. - rzucił ze śmiechem, a że mężczyzna zgodził się na wspólne wyjście do lasu, reżyser uśmiechnął się szeroko. - Świetnie. - mruknął pod nosem, a że miał prowadzić, poszli pod sam las, a potem niezbyt wydeptaną leśną ścieżką. Tak, teraz tylko do tego drzewa z grubym pniem, przejść kilkadziesiąt metrów, skręcić w prawo, przeskoczyć przez strumyczek i do końca już tylko prosta droga, wśród przyjemnie szumiących drzew. Trochę trzeba będzie iść po prostu przed siebie, ale w końcu dojdzie się na wcześniej wspomnianą przez rudowłosego polanę. Jego zdaniem warto było iść, a że pogoda sprzyjająca to tylko dodatkowy plus.


____________________________________________________________________
Roses are red
I hate you
Die
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedrys

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 09/07/2015
Skąd : Far, far away

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Sob Sie 29, 2015 5:46 pm


Udało mu się zachować normalny wyraz twarzy. Zwyczajny. Żadnego zdenerwowania, czy pokazania jak blisko mężczyzna trafił swoimi słowami. Taki człowieka tolerancyjnego, który jednak nic do homoseksualistów nie ma, jednak jakoś szczególnie mocno o ich prawa nie walczy. Tak… Jednak aktorstwo się przydaje, a Hale… Cóż, radził z tym sobie bardzo dobrze, równie dobrze, jak wtedy kiedy grał… A może nawet lepiej? W końcu nie musiał już stresować kamerą i wciąż napierającą na niego presją ze strony rodziców, menadżera, reżyserów… Było łatwiej.
-Może by odpuściła, ale ja bym musiał się stąd wyprowadzić.- Robin, jakby nie patrzeć gejem był i nawet nie musiałby kłamać – powiedziałby szczerą prawdę, a jego słowa skierowane w tym momencie do Charlie’go również nie zawierały grama fałszu. Prawdę, która nigdy nie miała wyjść na światło dzienne, bo już dwa razy przysporzyła mu wręcz niemożebnej ilości kłopotów i nie zamierzał dopuścić do tego po raz trzeci. –To bardzo…-zawahał się na moment nad doborem słowa, bo nie chciał kogoś niechcący obrazić, nawet jeśli mówił o całej grupie.-…staromodne miasteczko. Wiesz… Wszyscy co niedzielę w te dyrdy do kościoła, te sprawy. Nawet ateiści, jak ja na przykład się wyróżniają...-ludności, a jeszcze gdyby okazało się, że jest homo, to już pozamiatane. Dlatego wolał nikomu nic nie mówić, nawet Joey’owi. Bo Craig to takie prowincjonalne, amerykańskie miasteczko, w którym tego co „inne”, bądź „nienormalne” z punktu widzenia ich mieszkańców się nie akceptuje… Robin osobiście sądził, że najpewniej w dziewiętnastym wieku połowa jego mieszkańców należałaby do Ku Klux Klanu.
Ruszył za rudym, dotrzymując mu kroku i uśmiechając się lekko. Dobrze było się przejść, tak w spokoju… I z kimś, bo samotnie to inna sprawa.
-Dawno już nie byłem na spacerze, a już zwłaszcza nie z kosmitą.-mruknął cicho-Przez cały tydzień pracowałem… Ale musisz przyznać, że w Los, takiego lasu nie uświadczysz. Betonowa dżungla…-uśmiechnął się lekko, kiedy szli sobie leśną ścieżką. Strumyk, cisza, spokój… W mieście takich rzeczy nie ma i nie będzie, nie to, co tu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haruhiro

avatar

Liczba postów : 614
Join date : 13/07/2015
Age : 20
Skąd : City of Angels

PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   Sob Sie 29, 2015 6:09 pm




Charlie prychnął cicho, po tym, jak jego towarzysz wspomniał o wyprowadzce. Wszystko ze względu na inną niż heteroseksualna, orientację. Stwierdził, że to nawet nie tyle, co śmieszne, a żenujące, bo co innym do tego?
- To ja może błąd popełniłem przyjeżdżając tu, nie jestem przyzwyczajony do czegoś takiego... no wiesz, sam fakt, że inni interesują się twoim życiem. - powiedział, zerkając na mężczyznę. Sam nie miał zamiaru przyznać się do tego, że jest gejem, szczególnie Robinowi. No, bo jakby to wyglądało? Nie, nie, Charlie postanowił, że żaden z mieszkańców nie pozna o nim całej prawdy. Nigdy, za nic. Jednym wyznaniem mógłby wszystko zepsuć, wystraszyłby Hale'a i stracił swoją szansę na... zdobycie go, powiedzieć można.
- Już tak bardzo się wyróżniać nie będziesz, nie chodzę do kościółka. - zaśmiał się, przeczesując palcami włosy. Cóż, wolał wierzyć w siebie i swoje umiejętności, a nie w jakiegokolwiek boga czy bożka może jeszcze.
Szli nie spiesząc się jakoś szczególnie, Charlie ani nie miał nic do zrobienia ani nie był z nikim umówiony, co ostatnio jest dla niego codziennością. Nie miał zamiaru narzekać, bo mimo wszystko ta cała "ucieczka" z LA zaczynała mu się podobać. Zaczynał mu się podobać spokój, cisza, a nawet ta nudna codzienność.
- Widzisz? Jednak ci się do czegoś przydałem. - rzucił, podnosząc wzrok na niebo, na którym widniały białe, puchate chmury, zupełnie, jak te, które widywał w bajkach czy na jakiś tam ilustracjach, bo Charlie, mimo swojego wieku wciąż uwielbiał oglądać kreskówki.  - Zauważyłem. Myślałem, że pokażesz się u Joey'a, ale jak widać, źle myślałem. - uśmiechnął się lekko. - Masz rację, szczerze powiedziawszy, kiedy pierwszy raz wyszedłem do lasu na spacer... dziwnie się czułem. Wiesz, zupełnie, jakby zaraz zza drzewa miał wyskoczyć na mnie jakiś seryjny morderca. Nawet ta cisza mnie przerażała. - przyznał, śmiejąc się, praktycznie z samego siebie. Teraz uważał to za głupotę, ale wcześniej... zupełnie inna bajka.


____________________________________________________________________
Roses are red
I hate you
Die
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│   

Powrót do góry Go down
 
Special role │shounen - ai│ 2 os.│b.n.│
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 14Idź do strony : 1, 2, 3 ... 7 ... 14  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Archiwum-
Skocz do: