IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 (Un)broken hearts (yaoi, b.nab., s&m)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lizzy-san

avatar

Liczba postów : 63
Join date : 08/07/2015
Age : 20
Skąd : Z Rudej Rzeczywistości

PisanieTemat: (Un)broken hearts (yaoi, b.nab., s&m)   Czw Lip 09, 2015 11:34 pm



Nikt nie chce być sam. Niektórzy wręcz za bardzo...


Byli normalną parą. Taką zwykłą parą, chodzącą na randki albo zabawiającą się w sypialni. Budzili się obok siebie, szli do pracy, przytulając się wcześniej na pożegnanie, żeby wieczorem zabijać rutynę. To jedyne, czego się bali. Rutyny, która zabije namiętność i szczytem romantyzmu będzie wieczór przed telewizorem.
Było dobrze. Kochali się.
Aż coś poszło nie tak.
Zdarzały się kłótnie, żaden związek bez nich nie istnieje. Były sceny zazdrości, groźby rozejścia się w krytycznym momencie, ale tak też bywa. Byli dobrą parą, dobraną, ale nie idealną. W końcu takie nie istnieją. Ale od pewnego momentu Seme zaczął robić prawdziwe awantury. Z początku naprawdę żałował, przepraszał, jednak atmosfera zaczęła gęstnieć. Takie ekscesy zaczęły się powtarzać.

Co kilka miesięcy.
Co miesiąc.
Co tydzień...

Uke próbował go udobruchać, a jakże, jednak dotarł do tej granicy, gdzie groźby o celibacie zaczął traktować śmiertelnie poważnie, ograniczając dostęp do swojego ciała Seme.

Raz na tydzień.
Raz na miesiąc.
Raz na kilka miesięcy...

Seme długo powstrzymywał swoją agresję, nie uderzał. Krzyczał, groził, wyzywał. Raz nie zatrzymał swojej ręki. Potem drugi. I trzeci... Uke był zwyczajnie przerażony tym, co dzieje się z chłopakiem. Jego chłopakiem. Bo przecież nadal się kochali. Za swoimi plecami miał jednak przyjaciółkę, gotową mu pomóc. Raz pozwoliła Uke, by został u niej na noc. Potem drugi.
Trzeciego już nie było.


Ale wcale nie było dobrze.





Judas czyli Seme
Lizzy-san czyli Uke

Regulamin nam znany
Będzie przestrzegany
Bo w sumie wyjścia innego nie mamy x]


A KaPeć jaki będzie, taki będzie.





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Judas



Liczba postów : 22
Join date : 06/07/2015
Age : 17
Skąd : Erebor

PisanieTemat: Re: (Un)broken hearts (yaoi, b.nab., s&m)   Pią Lip 10, 2015 12:43 am




Człowiek zaw­sze czu­je się czymś więcej niż tym, co osiągnął, więc co­kol­wiek by osiągnął, w niczym nic może zna­leźć uko­jenia, za­dowo­lenia, szczęścia.

~ Søren Kier­ke­gaard







I m i o n a ||  Samvel Enzo
P r z e z w i s k a ||  Brak informacji
N a z w i s k o ||  Pedrosa
W i e k ||  27 lat
O r i e n t a c j a ||  Homoseksualny
P ł e ć ||  Mężczyzna
D a t a   u r o d z e n i a ||  21 Maja
Z n a k  z o d i a k u ||  Byk
G r u p a   k r w i ||  Brh-
R o d z i n a ||  Nieznana


K . O c z u ||  Jasno - szare
K.  W ł o s ó w ||  Brunet (Ciemny brąz)
W z r o s t ||  183 cm.
W a g a ||  78 kg.
C e r a ||  Oliwkowa


C i e k a w o s t k i
1. Zdrowo się odżywia i prowadzi aktywny tryb życia. Czasami nie ma czasu na ćwiczenia, zważając na fakt, iż jest zarządcą dobrze prosperującej firmy marketingowej.
2. Pomimo, że Samvel może się pochwalić naprawdę sporą ilością pieniędzy, stara się za bardzo z tym nie obnosić.
3. Ma uczulenie na sierść - zaczyna wtedy kichać - dlatego w domu nie ma żadnych, jak on to zwykle mawia; Kundli. Po jego mieszkaniu panoszy się tylko jeden kot. Sfinks.
4. Częściej jada w drogich restauracjach, niźli w swych czterech ścianach. Swymi czasy zatrudniał służbę, jednakże po pewnych sytuacjach - zrezygnował z tegoż pomysłu.
5. Nie cierpi nieposłuszeństwa i kłamstw.

DeviantArt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lizzy-san

avatar

Liczba postów : 63
Join date : 08/07/2015
Age : 20
Skąd : Z Rudej Rzeczywistości

PisanieTemat: Re: (Un)broken hearts (yaoi, b.nab., s&m)   Pią Lip 10, 2015 1:05 am





♤ Choi Se-jin ♧

♧ Homo ♧

♧ 25 lat ♧

♧ 7.07 ♧

♤ Z rodziną nie utrzymuje kontaktu odkąd rodzice dowiedzieli się, że nie będą mieli wnuka. ♤

♧Tak oczy jak i włosy czarne, choć z tym drugim lubi poeksperymentować. 170 cm wzrostu, niespełna 60 kilo wagi. Smukłe, delikatnie wyrzeźbione ciało. Prym wiodą jednak jego dłonie - delikatne, ale nade wszystko zaopatrzona w dość długie, wąskie palce, z których potrafi i lubi korzystać jeśli w ich zasięgu znajdzie się Samvel. ♧

♧ Kilka faktów ♧
● gdyby mógł, odżywiałby się tylko pizzą, słodyczami i wlewał w siebie hektolitry coli
● choć z zawodu jest stylistą ubrań, o tyle poza swoją pracą i rysunkiem kocha tańczyć. W jednym z pokoi szybko postawili rurę, kiedy Choi wyrobił u siebie dość specyficzny sposób poruszania się.
● gra na skrzypcach i fortepianie, ale wie o tym tylko Samvel.
● nie lubi skupiska ludzi, ale nad projektami woli myśleć poza domem i firmą
● uwielbia zwierzęta i swego czasu ubolewał, że nie może mieć żadnego. Ale koniec końców łazi po domu jedno takie łyse, które chyba niezbyt go kocha...
● bywa strasznie pyskaty, a jak się na coś uprze, to nie ma przebacz
● panicznie boi się pająków. Igieł też. Ale mimo tego drugiego zrobił sobie niedawno takie coś:








Ostatnio zmieniony przez Lizzy-san dnia Nie Gru 27, 2015 11:52 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lizzy-san

avatar

Liczba postów : 63
Join date : 08/07/2015
Age : 20
Skąd : Z Rudej Rzeczywistości

PisanieTemat: Re: (Un)broken hearts (yaoi, b.nab., s&m)   Wto Lip 14, 2015 10:18 am



Zakląłem, niemal wrzeszcząc, kiedy zostałem zmuszony stać w korku.
Wszystko szło nie tak od jakiś trzech godzin. WSZYSTKO. Najgorszy scenariusz z możliwych właśnie się spełniał i miałem niejasne wrażenie, że planowany wspólny wieczór z Samvel'em pójdzie się jebać. Z przytupem.
Ale po kolei.
Pominę dzień wcześniejszy, gdzie znowu był wściekły. Rozumiem, gdybym naprawdę go zdradzał. Gdyby zobaczył mnie w knajpce, w której z reguły spędzam przerwę obiadową z kimś, komu okazywałbym jakiekolwiek zainteresowanie. Ale mnie nawet nie było w tej knajpce. Nie było! Kolejny dzień z rzędu wymknąłem się do tego studia, żeby Mark dokończył swoją robotę. Swoją drogą, spisywał się genialnie i wczoraj skończył. Ja wiem, że moją winą było mówienie Sam'owi, że jestem tam, gdzie zawsze, jak nie byłem. Ale z drugiej strony chciałem zrobić mu niespodziankę. Jakoś urozmaicić wieczory, zrobić coś, żeby było. .. ciekawiej. W końcu zatańczyć tylko dla niego, ale z czymś, co przyciągnie jego uwagę i sprawi, że może nie będzie zły. Z czymś, czego nie da się zdjąć i może też jakoś zadziała w łóżku. A jedyne, czego przecież człowiek nie zdejmuje nigdy, to jego własna skóra, więc odpowiedź nasunęła sama i z duszą na ramieniu chodziłem do tego studia od kilku dni na jakieś dwie godziny, prawie mdlejąc pod koniec.
Potem, wieczorem, znowu zrobił awanturę. Dowiedział się. Nie wiem jak, ale się dowiedział, a ja byłem zbyt przerażony, by zostać i próbować mu wyjaśnić. Uciekłem. Znowu uciekłem i znowu spędziłem bezsenną noc na kanapie Mirabell. Ona jedyna wiedziała, co się dzieje, choć bez szczegółów. Jakoś ją ubłagałem, by nikomu nic nie mówiła, co skwitowała mniej więcej tak:
Będziesz żałował. Pamiętaj, że robiłam dokładnie to samo.
Pamiętałem. W końcu sam wyciągnąłem ją z jej domu podczas awantury, kiedy jej facet zamknął ją w łazience. Pamiętam, jak po głupiemu wlazłem do tamtego mieszkania i sam dostałem w pysk, ale na szczęście policja zjawiła się szybko. Potem Mirabell mnie znienawidziła, ale po miesiącu nawet podziękowała.
Ale w moim przypadku było przecież inaczej...
Warknąłem, wkurwiony do granic możliwości, bębniąc palcami o kierownicę.
Koniec końców jednak Mirabell nie robiła niespodziewanych wizyt. Co najwyżej, żeby podrzucić jakiś projekt, drobną sugestię do nowej kolekcji od siebie. Dbałem o to, by nie widziała siniaków, w przeciwnym razie Sam już dawno by za to odpowiedział. Nie mogłem dopuścić, by coś takiego zniszczyło jego reputację. Bądź co bądź, byliśmy razem, kochałem go i bylem pewien, że za jakiś czas będzie dobrze, że się ułoży. Dlatego znowu poprosiłem dziewczynę o pomoc i od niej, zamiast do pracy, pojechaliśmy na drobne zakupy. Jak to zgrabnie ujęła, umiejętność kręcenia tyłkiem warto czymś podkreślić. Jakoś pół dnia zajęło nam szlajanie się po sklepach - w większości sex shopach - żeby znaleźć coś 'do zabawy'.
Wcale nie mówię, że te znaleziska były męskie. Ale przynajmniej sprzedawca raczej nie zapomni faceta przebranego za pielęgniarkę czy policjantkę. Swoją drogą, to drugie odsłaniało trochę więcej, więc naturalnie zostało zaakceptowane przez krytyczne jury, które kilka godzin wcześniej odrzuciło króliczka i mnóstwo siateczkowych łachów, ale zaakceptowało kotka. Tak podbudowany czułem się na siłach przygotować ulubione danie Sam'a, choć nie należało do najłatwiejszych i spróbować zawrzeć pokój z tym łysym kosmitą. Najpierw jednak zawiozłem wszystko, co udało nam się zdobyć do domu. Do domu, który miałem nadzieję, będzie pusty do dziesiątej wieczorem, żebym zdążył na spokojnie wszystko przygotować.
I się zaczęło, tak mniej więcej od momentu schowania wszystkiego pod łóżko.
Joshua, kolega z pracy, miał mi pomóc z kolacją, jako że był moim asystentem, dłużnikiem i lepszym kucharzem. Znalazł drugą robotę i zgadnijcie, kto akurat dzisiaj miał mieć drugą zmianę. Na to wszystko nałożył się telefon z firmy.
- Przyjeżdżaj szybko, jest problem. - oświadczyła Jane, moja przełożona.
I pojechałem.
Jakimś cudem wydostałem się z korków, ciśnienie nieco opadło, ale znów skoczyło, jako że przyjęliśmy ostatnio kolejną osobę. Dziewczynę, Lilianę. Po prostu Lilkę. A problem polegał na jej kompletnym niemyśleniu. Ja nie wiem, co Jane sobie myślała, oddając ją pod moje skrzydła. Że niby jestem cierpliwy? Owszem, jestem. Dopóki ktoś mi nie sprząta pracowni i nie wyrzuca aktualnie potrzebnych szkiców. W ogóle, jakim prawem ona wchodzi do tego pomieszczenia, kiedy mnie nie ma?! Mówiłem wyraźnie milion razy, że jedyne, co może zrobić pod moją nieobecność, to zostawić jakiś materiał czy kartki czy cokolwiek na stole przy progu. PRZY PROGU. Otwierasz drzwi, za nimi jest stół, wsadzasz rękę, zostawiasz, zamykasz drzwi. Nie wchodzisz, nie dotykasz, nie przestawiasz, nie grzebiesz, NIE WYRZUCASZ.
Zabiję ją. Ta praca to ostatnie, co Lilka robi w tym życiu. Ale to kiedy indziej.
Opieprzyłem ją, ale tak tylko na szybko, bo miasto w korkach, a musiałem zaopatrzyć lodówkę. No i Josh zadzwonił z wiadomością, że wpadnie na chwilę, bo ma dla mnie kwiaty. Takiego asystenta rozumiem. Mówisz, jaki masz problem i jakoś ci pomaga. A że aktualnym problemem był brak kwiatów, które jakoś by dały radę pobudzić myślenie do nowej kolekcji, to przypomniał sobie o ciotce z kwiaciarnią i jej zamiłowaniem do nietypowych roślin. Uwielbiałem go, choć biegając po sklepie miałem ochotę zabić, że nie pomoże.
Ale dobra. Jakoś się zrehabilitował.
Na łeb na szyję wręcz frunąłem do domu, dochodząc do wniosku, że chyba poniosło mnie z zakupami, ale cóż... często się tak dzieje. Wystrzeliłem z samochodu, dostrzegając asystenta z kilkoma bukietami wręcz obłędnych kwiatów. Przyłożył się, nie powiem. A kiedy oznajmił, że dorzucił do nich kartkę z numerem do cioci, bo nie pamięta wszystkich zastosowań roślin... łał. Po prostu łał. Bez sarkazmu, naprawdę zabrakło mi słów. I byłem gotów być mu wdzięczny, gdy zaoferował pomoc w porzuceniu tego wszystkiego na górę, bo sam nie udźwignąłbym tematu.
Przeszło mi. Czarne chmury jakoś zniknęły i miałem tylko nadzieje, ze Sam nie wpadł na pomysł skończenia pracy wcześniej.



____________________________________________________________________
Zapraszam ~ Ginger
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: (Un)broken hearts (yaoi, b.nab., s&m)   

Powrót do góry Go down
 
(Un)broken hearts (yaoi, b.nab., s&m)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Archiwum-
Skocz do: