IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14, 15  Next
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pią Mar 11, 2016 12:06 am

Sfera intymności i wchodzenia w kontakty seksualne z kimkolwiek zawsze były dla mnie kwestią zupełnie abstrakcyjną, której nigdy nawet nie musiałem rozważać w kwestii samego siebie. Nie chciałem i nie potrzebowałem bliskości. To nigdy nawet nie miało nic wspólnego z tym co przeszedłem i czego doświadczyłem z ręki swojego obecnego ukochanego. To zawsze było dla mnie tematem ściśle związanym z niepotrzebnym wstydem i mnóstwem zabiegów wymagających kreatywności i wyczucia. Ja wyczucia nie miałem i nigdy nie miałem zamiaru nijak poszerzać swoich umiejętności pod tym względem. Okazało sie szybko jednak, po kilku latach rozłąki z Danielem, że jestem w stanie poczuć jeszcze kolejny raz chęć posiadania w sferze intymnej właśnie. A tym, który miał mnie posiąść - kolejny raz stał sie Curtis. Teraz, gdy go kochałem wreszcie czułem pożądanie. Nieustanne, gorące, pulsujące i ciężkie. Miałem wrażenie, że oddychanie przychodzi mi z ogromna trudnością, a dźwięki wydobywające sie z moich ust, gdybym tylko chciał - powstrzymałbym. Dlaczego wiec tego nie robiłem? Nie miałem do tego głowy, a zmuszenie sie do milczenia wydawało mi sie czymś naturalnie... nienaturalnym. Sztucznym i kłamliwym. Chciałem wiec być szczery względem swoich uczuć i byłem - patrzyłem na Daniela z miłością. Czułością od lat tak nieobecną w moich spojrzeniach.
Nie karmiłem nikogo ułudą, gdy nie musiałem. Szanowałem dane mi prawo wyboru prawdy ponad kłamstwem, gdy taki wybór miałem. Gdy potrafiłem odczuć cokolwiek - czerpałem z tego każdej sekundy. A teraz czułem miłość.

Śledziłem wzrokiem poruszającą sie sylwetkę Daniela. Uważnie i gdy nie dotykał mnie abi nie przytłaczał mnie ogrom uczuć - studiowałem z przyzwyczajenia jego sposób zachowania sie i próbowałem sobie wyobrazić co też dzieje sie w jego głowie. Wciąż nic nie przychodziło mi do głowy. Znaczy - żadne konkrety. Cały czas miałem jakiś koncept, ale zero potwierdzeń tezy. Daniel wciąż był dla mnie jedną, wielką niewiadomą. Świadomość, że mam czas na zgłębienie tej tajemnicy napawała mnie ciepłymi odczuciami.

Daniel obiecał, że będzie delikatny, a ja w odpowiedzi na te słowa, tak świdrujące w głąb i na wylot moja czaszkę, uśmiechnąłem sie lekko.
Pozwoliłem mu pozbyć sie własnej koszuli, zmusić do położenia sie, całować i robić ze sobą wszystko. Wszystko co mieściło się w granicach delikatności.

Chętnie rozchyliłem usta i wpuściłem do środka język Daniela, odpowiadając własnym na zaproszenie do pieszczot. Teraz nawet ta dość rutynowa czynność jaką był pocałunek wzbudzała we mnie fale gorąca i drżenie. Nie miałem pojęcia czy to akurat potrafiłbym kontrolować. Byłem jednak pewien tego, że trzęsę sie jedynie ze zniecierpliwienia i ekscytacji nie zaś ze strachu przed konsekwencjami nieprzemyślanych posunięć.


Mój oddech urwał sie na ułamek sekundy nieznacznie, gdy palce Daniela śmiało podążyły ku dołowi, sunąć drażniąco po moim odsłoniętym ciele. Moja dłoń w nieznacznej panice zacisnęła sie na brzegu koca, walcząc z odruchem powstrzymania Daniela od tak szybkiego posuwania sie w czynnościach jednoznacznych. Z jednej strony chciałem tu i teraz, a z drugiej - bałem sie co może mnie czekać za granicą, którą miałem zamiar przekroczyć. Nie miałem pojęcia czy moje obawy są uzasadnione. Oczywiście - denerwowałem sie, ale była różnica pomiędzy tym, a strachem. Strach był w tym przypadku zupełnie niepotrzebny, ale w jakimś stopniu także i obecny. Na moje nieszczęście kierował moimi odruchami. Nie chciałem go dopuścic do głosu, ale ten siał wlasnie spustoszenie.

Zachłysnąłem sie powietrzem, gdy na moim przyrodzeniu zacisnęła sie dłoń Daniela. Dosłownie sekundę pózniej Curtis przerwał nasz pocałunek, by pieszczotami uraczyć moja szyje, a dłońmi posunąć sie do dostarczania mi przyjemności w każdy możliwy sposób. W następnej chwili z całą dotkliwością odczułem przyjemność i brak możliwości sprawnego oddychania.

Zamrugałem gwałtownie, próbując przywrócić sobie resztki świadomości. Wbijając niemal błagalny wzrok w szklany sufit ponad sobą, zacisnąłem po chwili powieki i mimowolnie wplątałem dłoń we włosy mężczyzny.
 -Boję się - szepnąłem. Nie wiedziałem czego już konkretnie. Z pewnością jednak poddałem sie temu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Mar 15, 2016 9:22 pm


Nigdy nie miałem okazji poczuć się tak jak dzisiaj. Nigdy też nie sądziłem, że mógłbym kryć w sobie emocje tak szczere i tak dotąd odległe, jak właśnie teraz, gdy byłem tu jedynie z Zackiem, traktując go w sposób, w jaki nie traktowałem nigdy nikogo. Czułem się tak, jakbym odkrywał inną stronę własnej osobowości, a jedynym który się do tego przyczynił, był właśnie on. On – przyjaciel, z którym wiele mnie łączyło, a jeszcze więcej podzieliło, by później przewrotny los znów zetknął nasze drogi razem. Czułem się przy nim do tego stopnia nieosobliwie, że zaczynało być to w pewien specyficzny sposób niepokojące. Mimo to, zamiast czuć nerwy, odczuwałem zupełnie przyjemną błogość. Byłem zaaferowany tym jak bardzo podniecać może mnie jeden chłopak, nie robiąc właściwie nic co do tej pory jako jedyne wzbudzało we mnie dawki pożądania. Nigdy nie uprawiałem spokojnego seksu. Nigdy. Nawet wtedy, gdy przeżywałem swój pierwszy raz z kobietą, czułem że ckliwe gesty i niewinne pocałunki nie wywołują pożądanej reakcji, co odbiło się na tym, że pierwsza moja kochanka skończyła z kilkoma nieszkodliwymi siniakami. Była starsza, dużo bardziej doświadczona i posiadała jasno określone oczekiwania, więc swymi upodobaniami dostarczyłem jej tylko więcej uciechy. Być może dlatego żyłem w nieustannym przeświadczeniu, że jest to zupełnie normalne, a wręcz pożądane. Jakby nie było, mi spełnienie przynosiła tylko przemoc, silne napięcie, niedelikatne szarpnięcia, pełne namiętności brutalne i gwałtowne gesty. Tak było zawsze. Zawsze. Do dzisiaj byłem pewien, że waniliowy seks nie mógłby dostarczyć mi satysfakcji. I na ogół nie mógłby, wiem to. Tylko Zack mógł wywołać we mnie tak ogromne pokłady pożądania jedynie swoim jestestwem. Tym, że był, tym, że reagował na me lekkie pieszczoty, tym, że jęczał tak niesamowicie podniecająco, tym, że... Był Zackiem. Chciałem go mieć, tylko dla siebie. Chciałem, żeby mi się oddał i w żaden sposób nie przeszkadzała mi delikatność, którą obiecałem. To nie miało być zwykłe pieprzenie. My mieliśmy się...
Przymykając powieki napawałem się słodkimi dźwiękami jakie wydawało gardło Zacka. Mój język wprawnie manewrował wokół różowego punkcika, trącając go co i rusz, aż w końcu ciepłymi wargami objąłem go, zaciskając swe zęby drażniąco, niemniej delikatnie na wrażliwym sutku. Byłem coraz bardziej niecierpliwy. Pragnąłem go tak bardzo, że stawało się to wręcz bolesne. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje, lecz w pełni się temu poddałem, zachowując część rozsądku jedynie po to, by nie sprawić chłopakowi żadnego zbędnego bólu. Moja dłoń bez wytchnienia przesuwała się po sterczącym członku Zacka, sprawiając mu przyjemność tak dużą jak tylko mogła. Niepowstrzymanie mruknąłem, owiewając wilgotny sutek Zacka swym ciepłym oddechem, gdy tylko poczułem mrowiące, przyjemne uczucie wywołane dotykiem jego dłoni na mej głowie. Odsunąłem swą twarz delikatnie od klatki chłopaka, by po chwili ułożyć wolną dłoń po jednej stronie jego głowy i unieść swą twarz na jej poziom. Bez skrępowania, z pewną niepodobną mi czułością, zajrzałem głęboko w błękitne tęczówki. Dłoń na jego członku, która niedawno się zatrzymała, znów poczęła robić powolne, drażliwe ruchy przyprawiające o szaleństwo, lecz niemogące doprowadzić do spełnienia.
Będzie ci dobrze – wymruczałem będąc zaledwie kilka milimetrów od nabrzmiałych warg chłopaka, na których za chwilę złożyłem przelotny pocałunek. ¬– Obiecuję – dodałem cicho swym gardłowym, lekko przetartym głosem, by tym razem złączyć nie tylko nasze wargi, ale także języki. Nie przerywając namiętnego pocałunku, doskonale oddającego całe moje pożądanie, zdjąłem dłoń z erekcji Zacka, by przenieść ją na bok, gdzie leżała moja torba. Sprawnie i szybko wyjąłem z niej niewielką tubkę, którą również przy użyciu jednej dłoni otworzyłem, a jej zawartością zwilżyłem palce. Moje wilgotne opuszki powoli przesunęły się po rowku chłopaka, dłużej masując zwilżoną dziurkę. W końcu oderwałem usta od warg Zacka, kierując je do jego ucha.
Rozluźnij się Zackie – wyszeptałem niskim tonem, w tym samym momencie powoli wsuwając jeden z palców we wnętrze chłopaka, rozprowadzając tam chłodny lubrykant, tym razem przeznaczony tylko do tej jednej, konkretnej rzeczy. Zsuwając swe wargi na szyję Zacka, rozciągałem powoli jego wnętrze, po chwili dołączając drugiego palca, by obydwoma wykonywać stanowcze, lecz niegwałtowne ruchy. Składając ostatni pocałunek na smukłej szyi uniosłem się do pionu i nieustannie ruszając palcami zatopionymi we wnętrze chłopaka, wolną dłonią sięgnąłem do własnego rozporka, który to odpiąłem, patrząc spod przymrużonych powiek na zarumienioną twarz Zacka. Mój oddech był niespokojny, a serce tworzyło mu nienaganny akompaniament swym silnym i nierównym drganiem. Powoli wsunąłem trzeciego palca, delikatnie i tylko do momentu, w którym napotkałem zbyt duży opór. Czułem się bliski nieznanego, słodkiego szaleństwa, które powiększało się z każdą chwilą zwłoki. Myśl, że zaraz znajdę się między tymi smukłymi udami, wkładając swego spragnionego kutasa między jędrne pośladki, wsuwając go nie bez przyzwolenia w tę niezaprzeczalnie ciasną dziurkę, sprawiała, że wręcz czułem bolesne pulsowanie poniżej podbrzusza. Och kurwa, Zack, jak można być tak kurewsko pociągającym?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Sro Mar 16, 2016 9:56 pm

Seks w moim wykonaniu był automatyczny. Bezpłciowy, bardzo taktycznie wymierzałem każdy swój ruch. W pewnym momencie stawało się to absolutnie męczące i nie do wytrzymania. Dla mnie, bo to ja się starałem, a inni pozwalali sobie na wczucie się. Byłem zawiedziony tym, co dostawałem w zamian.  Spodziewając się fajerwerków miałem jedynie do dyspozycji zimne ognie.
Na wiele lat później nic się nie zmieniło. W końcu zaczęło mi wystarczać jedno zbliżenie na kilka lat i tak właśnie funkcjonowałem jeszcze na jakiś czas zanim Daniel pojawił się w moim życiu znowu.
W dwa miesiące od momentu, gdy to się stało – wiedziałem już doskonale, że Daniel był jedynym, którego pragnąłem tak otwarcie i tak mocno. Nie potrafiłem z tym walczyć, a każda chwila tego co działo się w teraz było warte także każdej sekundy  spędzonej na czekaniu. Ale nie zmieniało to faktu, że bałem się w związku z tym wielu rzeczy.

Zamrugałem nieprzytomnie, próbując skupić swoje rozmyte widzenie na twarzy mężczyzny, który się nade mną pochylał i w tym samym czasie nie ustawał w zaspokajaniu mojej palącej potrzeby na dole. Daniel był dobry i miałem wrażenie, że nawet moje chwilowe zawahanie nie zrobiło na nim wrażenia. Zupełnie jakby wszystko od początku do końca miał przemyślane, a każdy scenariusz rozważony.
Zapewniając mnie w tym, że będzie mi dobrze nie wydawał się ani trochę w to wątpić. Pewnie dlatego sam nawet nie pomyślałem o tym, żeby poddać tę kwestię wątpliwościom. Uwierzyłem w to, bo brzmiało to całkiem rozsądnie.

Odwzajemniłem gorliwy i wilgotny pocałunek, przytrzymując Daniela przy sobie dłonią wplątana w jego włosy. Curtis przerwał zaspokajanie mnie dłonią, a ja w reakcji na to poruszyłem biodrami niespokojnie, ponaglająco mrucząc wprost w usta mężczyzny. Nie mogłem nie wiedzieć, co też chłopak planuje. To było oczywiste, po co sięgnął dłonią, co za buteleczkę niebezpiecznie właśnie odpieczętował i mimo, że już wcześniej to robiliśmy – teraz było inaczej. Wciąż byłem skrępowany i umierałem ze wstydu, ale za chwilę miało być jeszcze bardziej pesząco i świadomość tego sprawiła, że jęknąłem w proteście, gdy dłoń mężczyzny znalazła się w strategicznym miejscu mojego ciała.
Jakikolwiek protest ustał, gdy zaczęło mi się w jednej chwili robić gorąco jedynie w reakcji na palce ocierające się o wejście.

Odchyliłem głowę do tyłu, uparcie wciskając potylicę w twarde podłoże i wzdychając w sposób zdecydowanie jednoznaczny.
Słowa Daniela słyszałem jak przez ścianę, ale dostosowałem się do nich nawet mimo to i zamiast uparcie stawiać opór – rzeczywiście dałem za wygraną i spróbowałem stać się niemal bezwiedny.
Zmrużyłem powieki i pozwoliłem Danielowi dokonywać wszelkich zabiegów wewnątrz siebie, jedynie w momentach , gdy Curtis wydawał się trafiać w sedno – z dużym zdecydowaniem wzdychałem z przyjemności i niemal przymuszałem Daniela w jakiś sposób do większego zdecydowania dłonią silniej zaciskającą się na jego włosach. Silniej, ale nie na tyle, by sprawić mu większy ból.

Warknąłem gardłowo, gdy Daniel  spróbował dołączyć trzeci palec, który nie sprawiał wcale przyjemności swoją obecnością, a powodował tylko nieprzyjemny dyskomfort i ból.
  -Ahh… kurwa –wykwiliłem zerkając w dół na dłoń Daniela majstrującą przy własnym rozporku. To na pewno nie będą trzy palce. To na pewno nie będzie penis szesnastolatka.

Myśl o tym, że zaraz coś takiego znajdzie się lada chwila głęboko we mnie i nie ma na to miejsca, a ból jest nieunikniony  wzbudziła we mnie swego rodzaju alarmujące poczucie spanikowania, ale również pojawiło się w tym samym momencie coś na kształt ekscytacji i zniecierpliwienia. Tliło się bez zdecydowania i przyćmione było przez strach przed bólem, ale było też na tyle wyraźne, by być w stanie spowodować na moich ustach niewielki uśmiech. Poszerzał się on jednak z każdą kolejną sekundą.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Nie Mar 20, 2016 9:34 pm


Wiedziałem, że trzeci palec nie sprawi Zackowi żadnej dodatkowej przyjemności, bo i nie taki był jego cel. Do tej pory, gdy już kogoś zabawiałem swymi palcami, robiłem to aby zwiększyć doznania partnera, tym razem jednak chodziło głównie o jego przygotowanie do znacznie większych rozmiarów, jakie trzymałem między swymi nogami. Choć nie miałem w tej kwestii doświadczenia, robiłem co mogłem, by zminimalizować ból chłopaka, którego doświadczy niewątpliwie, bo i nie ma możliwości, aby całkiem go uniknąć. Ale chciałem, by tym razem nie czuł palącego rozrywania, by nie musiał krzyczeć z bólu, ani zagryzać warg do krwi. Miał go bez większych trudów znieść, a potem zastąpić nieziemską przyjemnością jaką mam zamiar go doświadczyć. Dlatego też nijak nie zareagowałem na pełne protestu warknięcie, a słysząc soczyste przekleństwo, uraczyłem szatyna zaledwie krótkim spojrzeniem idącym w parze z jednoznacznym, drocząco bezczelnym uśmiechem.
Nie zaprzestając stanowczych ruchów palcami, do których wnętrze Zacka z chwili na chwilę coraz bardziej się dostosowywało, całkowicie uwolniłem swą bolesną wręcz erekcję od opinających się spodni, te zaś powoli zsunęły się ukazując wyraźną wypukłość w czarnych bokserkach. Nieustannie wpatrując się w jarzące się, błękitne tęczówki dwudziestolatka, powoli wysunąłem wszystkie palce z jego ciepłego, wilgotnego wnętrza. Przeciągając te chwile, równie niespiesznie sięgnąłem do guzików swej koszuli, rozpinając je, jeden po drugim, obserwując jak niecierpliwość Zacka coraz mocniej odbija się na jego twarzy i ciele. Odrzucając koszulę na bok, zupełnie odruchowo zwilżyłem usta językiem, bez uprzedzenia wstając na nogi i sięgając dłońmi do bokserek. Nie spuszczałem wzroku z Zacka również wtedy, gdy zahaczając o materiał bokserek, zsunąłem je do końca wraz ze spodniami. Byłem pewien, że mój interes prezentował się jeszcze lepiej niż zwykle. Nie przypominam sobie, bym odczuwał kiedyś tak duże podniecenie, a to odbijało się na rozmiarach pokaźnej erekcji.
Już nie przeciągając, znów opuściłem się na kolana, tym razem lokując je między udami Zacka, które to wcześniej niedelikatnie, lecz również w żaden sposób nie brutalnie, rozsunąłem dłonią. Podczas, gdy jedną rękę wplotłem we włosy chłopaka, jednocześnie się na niej podpierając, drugą powoli przejechałem wzdłuż jego rowka, na chwilę tylko zatapiając w mokre wnętrze jeden z palców. Z lekkim uśmiechem i spojrzeniem wyrażającym wszystkie te silne emocje, które teraz odczuwałem – a było ich wiele – przybliżyłem się do Zacka, nachylając nad nim tak, że nasze nosy niemalże się stykały. Wilgotna główka mego kutasa otarła się nie przypadkiem o gładki pośladek, sunąc w głąb, aż spoczęła między nimi. Wciąż nachalnie wpatrując się w oczy chłopaka, z rozchylonymi ustami i coraz szybszym oddechem, poruszyłem biodrami, przesuwając całą długością swego spragnionego kutasa wzdłuż zwilżonego rowka i nijak nie starałem się powstrzymać pełnego uznania westchnienia. Od włożenia go do środka dzielił mnie jeden tylko ruch. Tylko jeden, szybki ruch. Nachyliłem się mocniej, muskając swymi wargami ciepłe usta Zacka. Moja dłoń po raz ostatni chwyciła tubkę z lubrykantem, tym razem wylewając go na sterczącego członka. Chuchając swym ciepłym, szybszym niż zwykle oddechem na wargi Zacka, rozprowadziłem dłonią płyn, by ostatecznie nakierować pulsujące przyrodzenie na wejście chłopaka. Nie miałem pojęcia co się dzieje z moim sercem, gdy żołądź zetknął się z ciasną dziurką, bo choć robiłem to miliony razy z innymi ludźmi, nigdy z nikim nie czułem się tak... Specyficznie. Ten seks miał jakieś znaczenie, większe niż tylko pieprzenie i moje ciało rozumiało to lepiej niż ja sam. Nie zmienia to jednak faktu, że w tym momencie nie myślałem o niczym innym niż to jak kurewsko pragnę wbić się w końcu w ten ciasny tyłek i posuwać Zacka bez chwili wytchnienia.
W jednym momencie moja dłoń delikatnie zacisnęła się na długich kosmykach, usta przywarły ciasno do czerwonych warg, zamykając je w gwałtownym pocałunku, a biodra stanowczo ruszyły do przodu.
Ahhh... Kurwa. Kurwa. Ciasny. Tak kurewsko, wspaniale ciasny.
Westchnąłem prosto w usta Zacka nie przerywając pocałunku, gdy mój wyjątkowo twardy, mokry kutas zagłębiał się w niewielką przestrzeń. Powoli wsuwałem go coraz głębiej, bo choć miałem przemożną ochotę wbić go jednym ruchem do samego końca i rżnąć Zacka jakby od tego zależało moje życie, pomimo tego, że odchodziłem od zmysłów, miałem w pamięci złożone obietnice. Byłem delikatny. Po raz pierwszy w życiu byłem delikatny na miarę swoich możliwości.
Zatrzymałem się w połowie, chcąc dać mu czas na przystosowanie się. Nie wstrzymując nierównego oddechu, oderwałem swe usta od warg Zacka, by przenieść je na jego szyję i złożyć na niej kilka chaotycznych pocałunków.
Zack... Nie spinaj się tak. Kurwa. Jesteś taki ciasny – wychrypiałem z uniesieniem i lekko zacisnąłem zęby na naznaczonej różowymi punkcikami skórze, wzdychając po raz kolejny i skupiając wszystkie pokłady swej silnej woli, by nie zignorować wszelkich uczuć Zacka i nie zacząć go gwałtownie, szybko posuwać.  Uniosłem głowę, by złożyć krótki pocałunek na rozchylonych wargach i znów zajrzeć w błękitne oczy. Powoli poczułem wsuwać się głębiej. Idealny, Zack. Jesteś, kurwa, idealny. I mój
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Mar 21, 2016 7:26 pm

Cokolwiek kiedykolwiek powiedziałem o swojej orientacji – nigdy więcej tego nie zrobię, bo za każdym razem, gdy podejmę w tej kwestii decyzję – podważam jej słuszność i prawdziwość własnej tożsamości seksualnej w chwili następnej. Tym razem dlatego, ze zwyczajnie na to się nie pisałem.

Nigdy specjalnie nie lubiłem bólu. Zazwyczaj byłem zbyt tchórzliwy, by zmierzyć się z jakimkolwiek. Moja tolerancja nań była niska, a wytrzymałość psychiczna podlegała wątpliwościom istnienia. Byłem delikatny i skrzywdzony, a rosnąc w niemal hermetycznym środowisku nabawiłem się mniejszych i większych traum. Przez całe życie nosiłem w sobie wiele wstrzemięźliwości i oburzenia szorstkością otaczającego mnie świata. Byłem wrażliwy na swój niewinny sposób.
Popadłem ze skrajności w skrajność i oto byłem – nieczuły i zafascynowany zjawiskiem bólu jakiego można było doświadczać na wszelkie sposoby. Zadawanie go było dla mnie dotychczas jedynie okazjonalnym hobby, ale było także coś poruszającego i stymulującego w tym, czego dostarczało mi gwałtowne przekraczanie obecnych limitów. To mogło być tylko tymczasowe, ale nie zmienia to faktu, że z każdym boleśniejszym atakiem na moje wnętrze, gdy ów ból ustępował – czułem niedosyt tegoż.

Daniel wysunął ze mnie swoje palce, a ja wlepiłem wyzywające i jednocześnie tęskne spojrzenie wprost w oczy Daniela. Gdy ten zaś się podniósł na równe nogi – mój wzrok podążył za nim i nie ustąpił nawet wtedy, kiedy Curtis zdjąwszy bokserki i spodnie – wymusił na mnie trwogę. Starałem się ukryć coraz to bardziej postępujące zdenerwowanie i jeszcze więcej strachu za łagodnym uśmiechem, takim który kpił jedynie ze mnie samego. W pełnym tego słowa znaczeniu – kpiłem. Nie było dla mnie ratunku. Oh! i nawet nie dziwiło mnie już to, że nie mogę doczekać nieuchronnej zagłady.

Curtis był momentami nie do wytrzymania. Zwłaszcza wtedy, gdy drażnił się ze mną, a kiedy miałem ochotę kazać mu się otrząsnąć i skończyć wreszcie z tymi podchodami. Po chwili jednak dochodziłem do wniosku, że to tymi myślami nadal kierował strach. Bo przecież te zabiegi miały w sobie tę grację, której brakowało głównemu punktowi programu – samemu ostatecznemu zbliżeniu. Gdy nie byłem tak przerażony doceniałem tego typu rzeczy i czerpałem z nich dużą przyjemność.
Zamrugałem więc, próbując doprowadzić swoją trzeźwość umysłu do porządku. A kiedy już oczy zamknąłem, by zamrugać po raz kolejny – nie otworzyłem ich, a zamiast tego zacisnąłem je jedynie mocniej.
Członek chłopaka otarł się w swej całej okazałości o miejsce pomiędzy moimi pośladkami, a ja z wrażenia tchnąłem wysoką tonację wprost w usta Daniela, znajdujące się wcale nie tak daleko od moich własnych. Nie uleciał ze mnie żaden oddech, gdy Custis złożył na moich ustach krótki pocałunek. Przez chwile jeszcze go wstrzymywałem, a potem odetchnąłem cicho akurat wtedy, gdy Daniel rozsmarowywał na swoim członku lubrykant, oddychając coraz szybciej i absolutnie nie ukrywając własnego podniecenia. Fakt, że tylko swoim bezczynnym leżeniem i jego perspektywą tego, że to się stanie właśnie dzisiaj doprowadziłem go do tego stopnia pobudzenia powinien skutecznie mnie usatysfakcjonować. Wywołał na moich ustach nawet przelotny, drapieżny uśmiech. Był to jednak ostatni taki przejaw rebelii, bo już kolejne poczynania Curtisa ostudziły mój zapał ku jakiemukolwiek wykazywaniu swojej przekorności.

Członek mężczyzny z początku jedynie naparł na wejście, ale już w następnym momencie, gdy jego usta spotkały się z moimi w gwałtownym pocałunku – z równie dużym zdecydowaniem Daniel przepuścił atak na moje wnętrze. Powstrzymałem się od odruchów obronnych i jedynie drgnąłem w trwożę, a palce dłoni zarzuconych wcześniej jedynie luźno na szyję Daniela teraz wbiły się w jego kark.
Okazało się jednak, że mężczyzna jedynie z początku okazał się nieco zbyt dużą stanowczością, bo od tamtej pory – Curtis wsuwał się we mnie boleśnie powolnie. Powodowało to coraz mocniejsze zaciśnięcie się palców na skórze Daniela. Wciąż jednak nie mogło to go boleć dłużej niż przez sekundę, gdy to właśnie te boleśniejsze spazmy powodowały te nieprzyjemne pieszczoty z mojej strony. Gdy tylko mijało najgorsze – puszczałem go niemal wolno.

Daniel się wstrzymał, a ja odetchnąłem płytko, gdy tylko dostałem taką możliwość. Mruknąłem coś  niezrozumiałego w odpowiedzi na słowa mężczyzny, a pocałowany krótko – nie miałem już później więcej okazji do poskarżenia się bowiem mój umysł wypełnił się chaosem. Daniel wsuwał się głębiej, a ja ponownie atakowałem kark chłopaka paznokciami.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Sro Mar 30, 2016 1:53 pm


Wbrew pozorom, stresowałem się. Nie było tego po mnie widać, bo i potrafiłem panować nad nerwami, nawet jeśli te dopadały mnie w najmniej odpowiedniej sytuacji. Może, gdybym posiadał mniej doświadczenia, dziwne wewnętrzne spięcie przeszkodziłoby w płynności procesu rozdziewiczania mego drogiego przyjaciela, jednakże kierowany latami doświadczeń z innymi, nie musiałem myśleć nad tym co robię, gdyż większość gestów była automatyczna. Ale strach pozostał i odzwierciedlał się poprzez mocno bijące serce i pewną wewnętrzną niepewność. Bałem się zrobić mu krzywdę. Bałem się nie sprawdzić w roli delikatnego kochanka, zawieść chłopaka, stracić panowanie nad swymi ruchami, dać ponieść się emocjom. Być może nawet obawiałem się, że Zack będzie żałował, iż mi na to pozwolił. Nie chciałem zepsuć tej silnej relacji, która nie wiedzieć kiedy ponownie nas złączyła, co z boku może wydawać się całkiem głupie, no bo przecież skoro nie zepsuł jej strzał oddany w kierunku przyjaciela, jak zrobić to seks? A jednak, obawiałem się, że moja natura może wyjść spod kontroli i zwyczajnie szatyna odstraszyć. Dlatego też wyjątkowo mocno skupiałem się na tym, by opanować własne pożądanie, w związku z czym nawet przez chwilę się całkiem nie rozluźniłem. A mimo to moje podniecenie wciąż było większe niż zwykło dotychczas. Nie miałem pojęcia co się ze mną dzieję, ale ponieważ było to niezwykle przyjemne i z pewnością nieszkodliwe, nie walczyłem z tym. Skupiłem się na Zacku i jego przystojnej twarzy naznaczonej przez przyjemność wymieszaną z charakterystycznym, lekko rozrywającym bólem. Wciąż się w niego wsuwałem, sycząc z rozkoszą, gdy czułem paznokcie partnera wbijające się niedelikatnie w moją skórę. Nie było to nieprzyjemne, wręcz przeciwnie. Lubię ból w tym wydaniu, więc nie powstrzymywałem chłopaka, nie składałem również zażaleń.
Nie mówiłem nic zbędnego. Nie było sensu pytać, czy wszystko w porządku. Wiedziałem, że tak, bowiem reakcje chłopaka jasno mówiły o jego uczuciach i choć byłem pewien, że wciąż go boli, równie pewien byłem tego, że pragnie więcej. I zamierzałem mu to dać. Powoli zacząłem wycofywać swe biodra, przy czym nie odrywałem pożądliwego wzroku od oblicza Pettersona. Oblizując zeschnięte lekko wargi, z cichymi westchnięciami na ustach począłem wykonywać rytmiczne ruchy, zagłębiając się i wysuwając z chłopaka. Z każdą chwilą jego wnętrze nieco się rozluźniało, a mnie nachodziły coraz silniejsze fale przyjemności. Moja dłoń nieco mocniej zacisnęła się na przydługich kosmykach, druga zaś ulokowała swe palce na jednym z sutków chłopaka bawiąc się nim drażniąco, dostarczając tym samym podwójnej przyjemności.
Zack – wyszeptałem nie wiedzieć czemu tuż nad ustami chłopaka, by zaraz wpić się w nie pożądliwie, gwałtownie, niecierpliwie. Moje biodra przyspieszyły, tak samo jak oddech, który wychodził spomiędzy mych warg wraz z nieregularnymi westchnięciami. Wciąż starając się być delikatnym, zagłębiałem się w chłopaka coraz głębiej, rozkoszując się tym ciasnym, nienaruszonym wnętrzem. Moja dłoń z klatki Zacka przesunęła się niżej, drażniąc opuszkami nagą skórę, by na końcu swej drogi objąć sterczącego członka, ocierającego się wciąż o mój własny brzuch. Zacisnąłem na nim dłoń, poczynając nią ruszać intensywnie i z widoczną wprawą.
W końcu doszedłem do tego momentu, w którym poczułem znaczny opór, sięgając miejsca, przy którym reakcje Zacka stały się dużo intensywniejsze. Westchnąłem czując jak jego mięśnie zaciskają się silnie na mym kutasie, przyprawiając całe ciało o przyjemne spazmy rozkoszy. Oderwałem się od wilgotnych ust, schodząc ustami na szyję, którą znów począłem obdarowywać żarliwymi pocałunkami. Nie zatrzymywałem już bioder, rżnąc chłopaka coraz szybciej i intensywniej, by w którymś momencie zwolnić, a w następnym znów dużo bardziej przyspieszyć. Wiedziałem, że nie pociągnę tak długo, choć zazwyczaj pieprzenie się z kimś godzinami było dla mnie w pełni wykonalne. Tym razem szybko znalazłem się na skraju podniecenia i choć pragnąłem przedłużyć te chwile jak najbardziej, wiedziałem, że nie będę potrafił się powstrzymać.
Kocham. Kocham go pieprzyć.
Podniosłem głowę, by znów zajrzeć w błękitne oczy, podczas, gdy przez pożądanie w mych czarnych tęczówkach odbijały się także inne, znacznie cieplejsze uczucia. Nigdy nie podejrzewałem, że pozornie zwykły seks może je uzewnętrznić. Bo i nigdy się z nikim nie kochałem. Tym razem było inaczej. Kochaliśmy się. Kochałem się z Zackiem zamiast go pieprzyć. I przez cały czas miałem na uwadze jego dobro, dzięki czemu nawet na chwilę nie straciłem kontroli. Chciałem by obu nam było dobrze i wiedziałem, że tak właśnie jest. W tym momencie mógłbym powiedzieć z czystym sercem, że warto było czekać na jego pieprzoną zgodę. Ach, kurwa, warto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Sob Kwi 02, 2016 11:51 pm

Na początku miałem ochotę nakrzyczeć na Daniela, oskarżyć go o stosowanie przemocy i agresji wobec mnie. Bolało mnie to bardziej niż sprawiało przyjemność. Uznałem więc, że ktoś mi wcisnął naprawdę chamski kit. To nie mogło być przyjemne. Było nienaturalne i nienawidziłem tego do pewnego momentu w swoim życiu, kiedy znowu począłem to rozważać względem samego siebie i w okolicznościach dotyczących mnie. Długi czas jednak nie mogłem dojść ze sobą do pełni ładu, a zamiast harmonii panował we mnie chaos. Teraz już wiedziałem przed czym tak podświadomie uciekałem.

Mimo wszystko, gdy już przekonałem swoje mięśnie do pozostania w rozluźnieniu, przebolawszy bardzo długi czas, niemal wieczność tam leżąc i zamiast jęczeć powarkując – odnalazłem w tej sytuacji pierwiastek przyjemności. Byłem też częściowo rozbawiony. Rozbawiony tym, że nawet gdybym chciał się przeciwstawić – nie zrobiłbym tego. Kochałem Daniela na tyle, żeby zatrzymać wszelkie skargi dla siebie i pohamować się z uzewnętrznianiem wątpliwości. Jak się okazało później, nieco i nawet niewiele – na dobre wyszła mi cierpliwość. Można powiedzieć, że wcześniej spanikowałem.
Może zacząłem odczuwać tę osobliwą przyjemność w momencie, gdy Daniel wpił się w moje usta i począł posuwać mnie z większym zdecydowaniem, a może nawet nie zorientowałem się kiedy zamiast powarkiwać – zacząłem rzeczywiście jęczeć. Że jęczę to uświadomiłem sobie wtedy, gdy  zabrnęło to na tyle daleko aż mój własny głos zadzwonił mi w uszach.

Daniel oderwał się od moich ust i uzyskałem pełną dowolność w okazywaniu przyjemności. Nie miałem na tyle świadomości, by się otrząsnąć i zastanowić nad swoim zachowaniem i tym czy nie powinienem się przypadkiem wstydzić tego wszystkiego. Na szczęście – byłem w pełni pochłonięty czym innym, więc nie kontrolowałem żadnego odgłosu wyrywającego się z mojego gardła. Choć może byłoby lepiej, gdybym to robił.

Jak gdyby przewrotna złośliwość losu czuwała nade mną bez przerwy, czekając tylko na sposobność by o sobie przypomnieć – pojawiła się w całej swej krasie i to właśnie w momencie, gdy mój wzrok spotkał się ze spojrzeniem Daniela. Nie wiedzieć czemu – w jednej chwili odzyskałem jaźń. Moje usta zamilkły na chwilę, a ja chcąc jak najszybciej odsunąć od siebie trzeźwość umysły – odchyliłem głowę do tyłu.
Nadal było mi cholernie dobrze i zamiast począć się wzbraniać od naturalnych odruchów – ponownie uniosłem lekko głowę, tak by móc spojrzeć na Curtisa. Przyciągnąłem jego twarz do siebie bliżej, zaciskając dłoń na jego włosach.
 -Kocham cię –szepnąłem i musnąłem jego policzek nosem w gestii pieszczoty. Nie miałem ochoty ani sposobności, by powiedzieć coś poza tym, bo w następnej chwili przekląłem głośno, gdy Daniel ponownie przyśpieszył.

Kilka kolejnych pchnięć później byłem na skraju szaleństwa, bo Curtis już nie zwalniał, a jedynie doprowadzał mnie na skraj szybkimi, mocnymi pchnięciami. Doszedłem w jakiś czas po tym z dość jednoznacznym i przeciągłym jękiem na ustach.
Gdy zaś już było po wszystkim – nie mogłem złapać normalnego oddechu. Miałem wrażenie, że będę potrzebował inhalatora.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Nie Kwi 03, 2016 6:43 pm


Naprawdę warto było czekać tyle czasu i tak się starać dla tych chwil, dla tych wspaniałych jęków i dla tego wyrazu jaki nosił teraz Zack na swojej twarzy. Był z nim piękniejszy niż zawsze, a ja wiedziałem, że obraz ten zapadnie mi głęboko w pamięć i nie będzie chciał opuścić głowy już na długo. Bardzo długo. Ta strona Zacka była niezaprzeczalnie wspaniała i wiedziałem, że jestem jedyną osobą, która kiedykolwiek ją ujrzała i kto wie, być może też jedyną, która kiedykolwiek jeszcze ją ujrzy. Zack jest wyjątkowy. Tak samo jak ten moment.
Nie odrywałem od niego wzroku, będąc jak zahipnotyzowany. Nie oderwałem go również wtedy, gdy uniósł głowę, by złączyć nasze spojrzenia. Czułem to. Tę atmosferę nie mającą nic wspólnego ze zwykłym, nic nieznaczącym seksem. Ten moment, w którym wszystko wydawało się na chwilę zwolnić, a serce zdawało się dużo lepiej rozumieć co się właśnie dzieje niż ja sam we współpracy z mózgiem. I wtedy Zack powiedział te słowa. Wprost. I szczerze, z uczuciem, które było aż nazbyt widoczne na jego twarzy, w jego oczach, we wszystkim. I choć wiedziałem to już od jakiegoś czasu, coś we mnie drgnęło. Na chwilę przestałem się ruszać, w milczeniu wpatrując się w oblicze chłopaka z rozchylonymi ustami i nieodgadnionym spojrzeniem. Moje usta zamknęły się powoli, a ja nie mogłem poradzić nic na lekki uśmiech wypływający na mą twarz. Lekko przymrużone oczy wypełniły się czymś, czego sam nie potrafiłbym nazwać. To w jaki sposób patrzyłem teraz na Zacka... Byłem pewien, że nigdy nie spojrzałem tak na nikogo. Nie myśląc wiele, pogłębiwszy niewytłumaczalny uśmiech, przesuwając swą dłonią po policzku Zacka, nachyliłem się, by złączyć nasze wargi w delikatnym, głębokim pocałunku. Dopiero, gdy nasze języki zaczęły zażarcie plątać się ze sobą, znów zacząłem ruszać biodrami. Szybciej, mocniej, pewniej i z większą niecierpliwością.
Poddałem się całkiem przyjemności, jaką niósł za sobą seks z Zackiem. Obydwaj całkiem się w tym zatraciliśmy, a niewielkie szklane pomieszczenie wypełniło się naszymi głosami, będącymi jednoznacznym dowodem na to w jak błogim stanie się znajdowaliśmy. Zacisnąłem swą dłoń mocniej na włosach szatyna, czując jak jego wnętrze kurczowo zaciska się na mym członku, zwiastując jego spełnienie. I faktycznie już za chwilę nasienie Zacka trysnęło brudząc głównie jego brzuch, ja zaś wciąż bez wytchnienia posuwałem chłopaka, czując jak niewiele brakuje bym i ja skończył. Kilka następnych, płytszych pchnięć doprowadziło mnie do szaleństwa. Z głośniejszym westchnieniem, zaciskając jedną z dłoni na jego włosach, drugą może nieco boleśnie na biodrze, spuściłem się w ciasne wnętrze chłopaka, nie myśląc nawet przez chwilę o tym, by z niego wyjść.
Przez chwilę nie wiedziałem, gdzie się znajduję. Dopiero po kilku sekundach, oddychając płytko i szybko, byłem w stanie opanować przymglone spojrzenie i odnaleźć się w sytuacji. Chwilę trwałem w tej samej pozycji, próbując ustabilizować oddech oraz drżące od wysiłku i emocji kończyny. Jeszcze raz złożyłem krótki pocałunek na ustach chłopaka, wysuwając się z niego powoli, by zaraz potem opaść na bok obok niego i wesprzeć głowę na ramieniu. Moja dłoń powędrowała do jego twarzy, a palce powoli przejechały po rozgrzanym policzku. Posłałem Zackowi lekki uśmiech, wciąż walcząc z przyspieszonym oddechem. To też było dziwne. Zamiast sięgnąć po fajki, leżałem obok niego, patrzyłem na niego i wciąż go dotykałem. Nie odchodziłem, nie olałem, nie zostawiłem wszystkiego w tyle, jak miałem zwyczaj robić. Wciąż trwałem w tej chwili, jakby jeszcze się nie skończyła. Chciałem wiedzieć jak się czuje, czy wszystko w porządku, chciałem przy nim być i wciąż go dotykać. Nie rozumiałem samego siebie, tak jakbym odkrywał jakąś stronę swego jestestwa, schowaną do tej pory w nieodkrytym, ciemnym, dalekim kącie.
Moja dłoń zjechała na szyję chłopaka, poprzez jego klatkę, aż spoczęła na biodrze. Wyglądał wspaniale.
Wygląda na to, że skonsumowaliśmy nasz związek – wymruczałem ze znaczącym uśmiechem, lekko gładząc biodro chłopaka. Tak. Świadomie nazwałem tę relację w ten sposób i doskonale wiedziałem co mówię. Bądź co bądź to tylko nazwa. Jeżeli nazwanie tego w ten sposób uszczęśliwi Zacka, dlaczego mam upierać się dalej przy tym, iż nic konkretnego nas nie łączy? Niech będzie. To ten dureń będzie ponosił konsekwencje z pakowania się w związek z facetem mojego pokroju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Kwi 04, 2016 2:23 pm

Daniel wypełnił mnie sobą w każdym tego słowa znaczeniu. Gdy już doszedłem, pozwoliłem na to samo Danielowi. Gdy zaś spuścił się we mnie – westchnąłem krótko, nie mając wcześniej pojęcia, że samo to uczucie kompletnego oddania się w posiadanie jest takie przyjemne. Samo w sobie to było absolutnie wspaniałe.

Przymknąłem oczy, łapiąc oddech, gdy Daniel ze mnie wyszedł i zamiast odsunąć się, by pozostawić mnie samego sobie z własnym zażenowaniem – był obok. Zwróciłem się w jego stronę, gdy poczułem jak jego dłoń pieści mój policzek. Daniel potrafił okazywać czułość i był w związku z tym  bardzo sumienny. Znaczy – w  wypełnianiu swojej powinności jako solidnego wsparcia w sytuacjach kryzysowych.
Mój Boże. Miałem ochotę powiedzieć mu znowu, że go kocham, bo gdy tylko otworzyłem oczy i znów na niego spojrzałem – już otworzyłem machinalnie usta, żeby pozwolić wyznaniu z siebie uciec. Zachowałem je jednak dla siebie, w pore przymykając rozchylone usta.

Na jego słowa jedynie krótko się uśmiechnąłem. Byłem niewiarygodnie zmęczony, ale wciąż próbowałem zachować klasę.
 -Tym razem mówisz poważnie… –wymruczałem. –No proszę. Co za miła niespodzianka. –To powiedziawszy zaśmiałem się cicho z  niejakim niemrawym rozbawieniem. W końcu to nie ja do ostatniej chwili wzbraniałem się przed jednoznacznym określeniem naszej relacji, a  Daniel.

Gdy już moje myśli poczęły krążyć wokół tego, jak będzie wyglądała moja najbliższa przyszłość z Danielem – ponownie powrócił temat nowego mieszkania do rozważenia. Postanowiłem zostawić to na później bowiem w chwili obecnej byłem wykończony i chciałem spędzić ten wieczór w jak najbardziej błogiej atmosferze. Wykłócanie się i przekonywanie nawzajem nijak temu nie pomoże. Mimo, że trzeba było to załatwić jak najszybciej – to nie był odpowiedni moment. Zwłaszcza, że myślałem o tym na poważnie. Chciałem związać się z Danielem.

Dochodziłem do siebie jeszcze przez następne pare minut, by później uznać iż stanowczo nie odpowiada mi bycie ubrudzonym własnym nasieniem…i nasieniem Daniela.
Doprowadziłem się jakkolwiek do porządku choć trudno było mi się do tego zmotywować. Gdy już to zrobiłem – założyłem na siebie spodnie. Okazały się wcale nie zapewniać komfortu, a wręcz przeciwnie.

 -Nie czuję tyłka –wymruczałem, żaląc się na moje samopoczucie i przycupnąłem obok Daniela. Chwyciłem w dłoń swój opróżniony do połowy kieliszek z winem i jednym łykiem go dokończyłem.
Zerknąłem kątem oka na Curtisa., a potem też rzuciłem pojedyncze spojrzenie w kierunku pudełka, a raczej skrzynki z komputerem, a raczej nie komputerem, a pieprzonym majątkiem w skompresowanej formie cuda techniki!
 -Nie wierze, że to kupiłeś –powiedziałem cicho i pokręciłem głową – faktycznie niedowierzając. Nadal.
 -Dla jasności! –przypomniałem sobie w jednej chwili i się ożywiłem. –To nie tak, że zobaczyłem komputer i postanowiłem ci się oddać w tej chwili! –zaznaczyłem żarliwie. –Mojej nadszarpniętej cnoty nie da się kupić nawet za taką cenę.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Kwi 11, 2016 1:42 am


Tak, mówiłem poważnie. I być może zdążę tego pożałować, a właściwie jest to najbardziej prawdopodobną wersją przyszłości. Przyczyna jest prosta – nie wiem na czym polega prawdziwy związek i jestem pewien, że nie potrafię w czymś takim prosperować. Ale jeśli Zack poprzez samo nazwanie naszej relacji w ten jednoznaczny sposób, nie zacznie świrować i wymagać nie wiadomo czego, co robią pary w związkach, jestem w stanie określać tak to co jest między nami. Oczywiście w gruncie rzeczy miało to nic nie zmienić i taką właśnie żywiłem nadzieję. Uszczęśliwienie Zacka nie odbywało się kosztem moich przekonań, a przynajmniej z takiego założenia wychodziłem i miałem nadzieję, że chłopak też to rozumie. Możemy być parą, ale nigdy nie będę dla niego kochającym facetem, nigdy też nie wpasuję się w uznawane kanony. A powiedziałem te znaczące słowa tylko dlatego, że jestem pewien, iż Zack wszystko doskonale pojmuje. W końcu nikomu innemu nie odważyłbym się pozwolić wierzyć, że wplątałem się w związek.
Ponieważ Zack w końcu się pozbierał, przynajmniej na tyle, by ruszyć z miejsca, wytrzeć się i narzucić spodnie, ja również, uspokoiwszy całkiem oddech, sięgnąłem po swoje. Narzuciłem na tyłek ubranie, nie trudząc się z zapinaniem zamka i swobodnie oparłem plecy o szklaną ścianę, wyciągając fajki. Miałem palącą potrzebę zjarania jednego, lecz zdając sobie sprawę, że naprawdę nie jest to najlepsze miejsce do dymienia, z westchnieniem schowałem paczkę z powrotem. Dolałem sobie za to whisky i łakomie wypiłem na raz całą zawartość szklanki. Dolałem raz jeszcze.
Uśmiechnąłem się lekko słysząc komentarz Zacka.
Postaram się, żebyś prędko nie poczuł – mruknąłem cicho w lekkim zamyśleniu,  popijając złoty płyn, który mocno rozgrzewał, choć wcale nie było to teraz potrzebne. Niedawne wydarzenia skutecznie wpływały na temperaturę mego ciała, a choć przed chwilę spuściłem się obficie we wnętrze Zacka, z powodzeniem byłbym w stanie zrobić to teraz raz jeszcze. Ale na to przyjdzie jeszcze czas. Byłem zmęczony. Nie fizycznie, a prędzej psychicznie. Zbyt wiele gwałtownych emocji targało moim wnętrzem, a co więcej niektórych z nich w ogóle nie rozróżniałem, innych nie poznawałem. I choć jedna strona mnie chciała się ich pozbyć, druga zawzięcie ściskała je w swych szponach. Podświadomie wiedziałem, która prędzej odpuści.
Uśmiechnąłem się raz jeszcze, gdy Zack poświęcił więcej uwagi prezentowi, który dostał wcześniej, a który miał być główną atrakcją wieczoru. Rozumiałem go doskonale – ja też jeszcze nie do końca wierzyłem, że go kupiłem.
Mój wzrok nabrał wyraźnie powątpiewającego wyrazu, gdy spoczął na chłopaku w reakcji na jego słowa. Nie mogłem się nie zaśmiać, słysząc tak gorliwe zapewnienia. Oczywiście tylko się droczyłem. Wiedziałem, że Zack był gotów oddać się mi od jakiegoś czasu i tylko losowe wypadki sprawiły, że doszło do tego dopiero teraz. Ale to dobrze, w końcu cała ta romantyczna otoczka wpływała jedynie na korzyść. Żałowałem jedynie tego, że nie był to prawdziwy pierwszy raz, który przeżył. Tamten, którego obydwoje nie chcieliśmy pamiętać, w jakiś sposób wciąż wpływał na umniejszenie zadowolenia z dzisiejszego. Nie mocno, lecz wciąż, a przynajmniej w moim odczuciu.
Za jakiś czas sam byś płacił, byleby tę cnotę oddać. – Prychnąłem, upijając większego łyka ze szklanki. Swoje słowa uważałem za prawdziwe i sam silnie w nie wierzyłem. Zack czekał na ten moment równie mocno co ja, choć nie okazywał tego tak dobitnie, jak mi się zdarzało. I najprawdopodobniej wcale nie żałuje, że czekał. W końcu jego ciało doskonale to pokazało.
Należy mi się pochwała – dodałem z triumfalnym uśmiechem, zbliżając swą twarz do Zacka. Zajrzałem w błękitne oczy. – Byłem delikatny – szepnąłem, przejeżdżając dłonią wzdłuż jasnego policzka i po szyi, by na koniec ją objąć. Nie ścisnąć, a tylko delikatnie musnąć palcami, które przez chwilę znalazły się w tym strategicznym ułożeniu. – To był mój pierwszy raz. – Uśmiechnąłem się z pewnym nieuzasadnionym rozbawieniem, by po chwili zabrać dłoń z ciała Zacka i odsunąć się od niego. Oparłem swe nagie ramiona o chłodne szkło, wlepiając spojrzenie w dobrze widoczne gwiazdy. Na moich ustach nieustannie błąkał się lekki uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Kwi 11, 2016 4:38 pm

Daniel mruknął pod nosem odpowiedź i choć całkiem możliwe, że gdybym, nie słuchał – nie usłyszałbym co konkretnie właśnie obiecał mi Daniel.
 -Trzymam cię za słowo –również cicho powiedziałem i posłałem chłopakowi krótkie, wymowne spojrzenie. Jestem pewien, że przełamałem w sobie pewne ograniczenia i obecnie moje spojrzenie na tego typu rzeczy znacznie zmieniło swój wyraz. Ustosunkowywałem się do tego, jak do czegoś co w gruncie rzeczy było… nieco bolesne, ale w głównej mierze przyjemne i uzależniające. Pozostawiało też po sobie swego rodzaju wewnętrzne spełnienie – nie tylko seksualne zatem. Starałem się jednak o tym zbyt wiele nie myśleć. Często roztrząsanie tego typu rzeczy nie kończy się dobrze, a rodzi tylko wątpliwości odnośnie tego czy to wszystko było tego tak naprawdę warte i jakie mogą być tego negatywne skutki.

 -Nie ma mowy –mruknąłem z niejakim przekąsem i  znacznym rozbawieniem. –Nic takiego by się nie stało –dodałem z tym samym humorem.
Obaj doskonale wiedzieliśmy, że tak, to było możliwe. Na przestrzeni ostatnich kilku tygodni przekonałem się o tym, że nic nie jest niemożliwe i powinienem być czujny nawet wtedy, gdy okoliczności nie zwiastują żadnych zmian. Na przykład teraz nie zapowiadało się na to, że coś znowu może między nami być nie tak. Było to oczywiście tylko takie złudzenie, bo pomimo wzajemnego szacunku i sympatii – nie ufaliśmy sobie na pewnej konkretnej płaszczyźnie. Byliśmy nawet w stanie poświęcić wiele, by nasze wartości mogły trwać w dobrobycie. Mieliśmy różne priorytety i obecnie staliśmy także po różnych stronach barykady.

 -Pochwała…? –powtórzyłem ciszej i pozwoliłem Danielowi zbliżyć się do siebie, a następnie także opleść swoją szyję palcami. Odchyliłem głowę, machinalnie dostosowując się do nowej sytuacji, która wzbudziła we mnie dziwny poczucie poekscytowania. I mimo widocznego powątpiewania nie dałem po sobie poznać, że cokolwiek mi w tym układzie nie pasuje. Było to tylko niewinne sugerowanie, a może swego rodzaju obietnica.

W następnej sekundzie Daniel już się odsunął i oparł o szybę plecami. Był z siebie zadowolony, a mnie to rozczulało.
Moja dłoń leniwie podążyła do miejsca, w którym jeszcze niedawno znajdowała się ta Daniela. Musnąłem delikatną skórę na szyi, domyślając się tylko tego jak teraz musi jej wcześniej nieskazitelna powierzchnia wyglądać. Pachniałem Curtisem i byłem od tego momentu oficjalnie w jego bezwzględnym posiadaniu.

Odsunąłem dłoń od szyi i sięgnąłem w ciszy po porzuconą koszulę. Wsunąłem ją na własne ramiona i zapiąłem większość guzików.
 -Też mam dla ciebie niespodziankę –powiedziałem, nieszkodliwie się uśmiechając z sympatią. –Porozmawiamy o niej jutro – nadmieniłem także, bo przecież już wcześniej postanowiłem rozmowę o mieszkaniu przełożyć na kiedy indziej.
 -Powiedz mi tylko jeszcze… –zacząłem i przystanąłem nad siedzącym chłopakiem.
Po chwili kucnąłem między jego nogami i spojrzałem mu w oczy. –Powiedz mi jeszcze czy jesteś w stanie założyć jeden z nich?
Podsunąłem pod nos chłopaka pudełeczko. Było zamknięte i podobnej wielkości co pudełka z zaręczynową biżuterią. Ale ja się nie oświadczałem Danielowi. Na to jeszcze będzie czas, a teraz, gdy już wszystko potoczyło się tak, jak chciałem – wysunąłem najcięższą artylerię. Najbardziej zobowiązujący kawałek metalu i swego rodzaju kajdany dwudziestego pierwszego wieku.
 -Chce żebyś go nosił –odparłem, gdy pudełko zostało już odpieczętowane i otwarte. Jego zawartość przedstawiała się w postaci dwóch, srebrnych, estetycznie prostych obrączek. Jedna z nich była przeznaczona dla mnie, druga zaś… dla mojego partnera.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Sob Kwi 16, 2016 11:14 pm


Nastawienie Zacka się zmieniło, a ja byłem lekko zdziwiony, że tak się stało. W końcu zmiana była duża. Jeszcze nie tak dawno temu nie chciał być dotykany, potem panikował, gdy próbowałem posunąć się dalej niż do pocałunków i powoli przełamywał swoje lęki oraz niechęć, wciąż nie będąc przekonanym do całkowitego oddania swego ciała w sidła moich żądzy. Bał się. A może raczej lękał. W każdym razie, nastawienie było negatywne i mogłoby się wydawać, że po naturalnie bolesnym, "pierwszym" razie może się lekko zniechęcić. Ale starałem się jak mogłem, by ból nie doskwierał mu mocno i poddał się pod naciskiem przyjemności. Najwidoczniej udało mi się to bardzo dobrze, gdyż chłopak nie tylko nie narzekał, ale także głośno wyraził chęć powtórzenia tego niejednokrotnie. Na mojej twarzy pojawił się przelotny uśmiech pełen samozadowolenia, satysfakcji i po prostu... Czegoś, co lekko naciągając, można nazwać szczęściem.
Westchnąłem wymownie, posyłając Zackowi powątpiewające spojrzenie, kiedy zaprzeczył słysząc moje słowa dotyczące wcześniejszych insynuacji. Nie musiał nawet zaznaczać swym tonem żartobliwego wydźwięku tegoż zaprzeczenia, bowiem nawet, gdyby uniósł się powagą – wiedziałbym doskonale jak jest naprawdę. A Zack wiedziałby, że ja wiem. Czasem przerażające wydaje się to jak dobrze potrafimy się rozumieć. Gdyby to było możliwe, zapewne niechcący czytalibyśmy sobie w myślach. To dość dziwne, zważając na to, że całkiem się od siebie różnimy. Chociaż... Może wcale nie aż tak bardzo?
Kątem oka obserwowałem jak zgrabna dłoń chłopaka podąża do jego szyi, do miejsca, w którym przed chwilą sam trzymałem swoje palce. Nieświadomie przymrużyłem oczy, na dłużej zawieszając spojrzenie na odsłoniętej szyi. Zack nie miał pojęcia jak bardzo chciałbym zacisnąć na niej swe dłonie. Mocno, bezlitośnie, na długo, tak by niemalże mdlał pod silnym dotykiem. Nie mógł mieć pojęcia, bo to nie było ani oczywiste, ani tym bardziej normalne. Choć wielu rzeczy musiał się domyślać, nie wiedział na czym polegało do tej pory moje życie seksualne. I zapewne nie chciał wiedzieć, a ja choć miałem ochotę osobiście i dotkliwie go uświadomić, nie zamierzałem tego robić. Nie gwałtownie w każdym razie. Stopniowo pokażę mu jak ból może wzmagać doznania. Jak przyjemny potrafi być. Powolutku.
Moje oczy wciąż sunęły leniwie za Zackiem, obserwując jak ku memu niezadowoleniu, przykrywa się koszulą. Uniosłem powoli jedną z brwi słysząc obwieszczenie chłopaka. No bo z jakiej racji miałby mieć dla mnie jakąkolwiek niespodziankę w dniu swoich urodzin? Poza tym wie, że ja także za nimi nie przepadam. Moja twarz nie wyrażała więc szczególnie pozytywnych emocji. Negatywnych też nie, pozostała neutralna, a ja lekko zaciekawiłem się co też przyszykował Zack. Miałem złe przeczucia. Jutro. To wywołało na mej twarzy nieprzyjemny grymas, lecz nie naciskałem. Potrafię być cierpliwym człowiekiem.
Nie odrywałem od chłopaka czarnych tęczówek i z coraz większym pytaniem, które się w nich malowało, obserwowałem jego poczynania. Nie byłem świadom tego jak na mojej twarzy zaczyna pojawiać się coraz większe niezadowolenie, jak moje ciało lekko się spina jakby przygotowane do ewentualnej ucieczki. Jego słowa były znaczące, ostrzegały i sprawiały, że nie chciałem wiedzieć co się dalej wydarzy.
Wbiłem zdystansowane, nieprzychylne spojrzenie w pudełeczko, które znalazło się przed moją twarzą za sprawą Zacka. Zamiast jednak dwóch, prostych obrączek, przed mymi oczami stanęło jedno słowo.
Zobowiązania.
Kurwa. Właśnie o tym mówiłem. Ledwie co przyznałem naszej relacji etykietkę związku, a Zack już świruje. Obrączki. Chce nas oznaczyć jak oznacza się bydło. Chce... Co tak właściwie chce? Nie oczekiwał przecież, że się na to zgodzę? Że dam się zaobrączkować, uwiązać, wpleść w... Zobowiązanie.
Milczałem przez długi czas, wpatrując się w dwa niewinnie wyglądające okręgi. Po dłuższym czasie powoli uniosłem zacięty wzrok wyżej, odnajdując nim błękitne tęczówki. Zaraz znów zjechałem na pudełeczko. Przez moją głowę przebijało się zbyt dużo myśli. Nie chciałem tego, nie potrzebowałem, nie rozumiałem. Nie byłem gotów. Choć pozornie to tylko głupie obrączki, znaczyły zbyt wiele. Zbyt wiele.
Zacisnąłem wargi w linię, przymknąłem oczy, odetchnąłem. Otworzyłem powieki, odrywając plecy od szkła. Sięgnąłem po pudełeczko, z którego wyjąłem tę nieco mniejszą obrączkę przekazując ją Zackowi do ręki. Patrząc w błękitne tęczówki w nieodgadnionym wyrazie i w milczeniu, zamknąłem pudełko, chowając je w swojej dłoni.
Zatrzymam ją – szepnąłem zbyt oschle niż zamierzałem, przejeżdżając dłonią po włosach. – Ale nie będę nosił – dodałem nieco głośniej, wpatrując się z powagą w tęczówki Zacka. Powinien wiedzieć, że odniósł sukces. Że wiele dla mnie znaczy. Bo przecież nie oddałem mu ich. Nie skrytykowałem jego pomysłu, choć nie był najlepszy. Był nieprzemyślany. Nazwanie naszej relacji związkiem to duży krok, zaobrączkowanie się... Było poza zasięgiem. Zbyt wiele spraw mieliśmy niewyjaśnionych, zbyt wiele obecnie nas poróżniało, a ja miałem zbyt wiele wątpliwości względem zbyt wielu rzeczy, by założyć ten pieprzony kawałek metalu.
Odwracając spojrzenie od chłopaka, podniosłem się na nogi, by podejść do torby, w której schowałem pudełeczko. Również zarzuciłem na ramiona koszulę.
Jedźmy do hotelu. – Stałem tyłem do Zacka, wciąż myśląc nad tym w co się wplątałem. Czy dobrze robiłem? Pozwalałem mu się coraz bardziej angażować, pozwalałem sobie na niepilnowanie emocji, pozwalałem by to wszystko brnęło dalej. To nie była dobra droga. Zawsze wybierałem złe i tym razem byłem bardziej niż pewien, że związek z Zackiem nie jest wyjątkiem. Ale nie potrafiłem tego przerwać. Nie chciałem. I choć wiedziałem, że to wszystko prowadzi do tragedii, nie myślałem o zawracaniu. Co najwyżej mogłem stać w miejscu. Wiedziałem, że Zack będzie stał obok mnie. Bez względu na wszystko. Zawsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Nie Kwi 17, 2016 1:06 am

Danielowi i jego grymasom daleko było do zadowolonych. Curtis był niemal tak skwaszony, że aż straciłem całą resztę samozaparcia jakie w sobie posiadałem. Byłem jednak wyrozumiały i miałem do przekazania Danielowi ważny komunikat. Musiałem powoli zacząć przyzwyczajać go do tego wszystkiego, co wiązało się z lojalnością i oddaniem. Było to dla mnie bardzo ważne nie tylko dlatego, ze ceniłem sobie tego typu wartości w życiu prywatnym, ale też dlatego, że śpieszno mi było do związania się z Danielem na każdej płaszczyźnie. Mieliśmy zbyt mało czasu. Miałem wrażenie, że ów przeciekał mi przez palce. Było go tak niewiele, a ja chciałem jak najwięcej spędzić go w towarzystwie Daniela.

Curtis niczego jednak postanowił nie ułatwiać. Nie zgodziłby się choćbym i wypiął się przed nim milion razy, gdy tylko by tego chciał. Znałem Daniela na tyle, by wiedzieć, że słowo zobowiązanie kojarzyło mu się z najgorszym złem. Z czymś, czego nie dopuściłby się przez wzgląd na własne osobiste pobudki.

Uśmiechnąłem się do chłopaka miękko. Wiedziałem, że nie rozumie. Doskonale zdawałem sobie także sprawę z tego, że upłynie wiele czasu nim faktycznie będzie gotów na to, by być w stanie spróbować zrozumieć. Respektowałem wszystkie jego decyzje w tej kwestii, bo byłem pełen wyrozumiałości. Byłem jednak zwyczajnie zbyt optymistycznie nastawiony, zbyt niecierpliwy i zbyt przestraszony. Bałem się go stracić i bałem się zostawić go bez niczego. Nie chciałem żałować ani jednego posunięcia, którego się dopuszczę. Ani tego, że nie spróbowałem, ani tego że to kiedykolwiek zrobiłem. Miałem nadzieję, że Daniel znajdzie wyjście z tej sytuacji.
I cholera znalazł.

Posłałem mu widocznie usatysfakcjonowany wyraz i zagryzłem policzki od wewnątrz.
Dłuższą chwilę wlepiałem wzrok w swoje ręce trzymające między palcami niewielki kawałek metalu. Obróciłem go w zamyśleniu i pogładziłem gładką powierzchnie biżuterii opuszkiem. Bez zastanowienia włożyłem ją na palec, będąc absolutnie pewnym tego, że i ten Daniela za jakiś czas w końcu ozdobi bliźniacza obrączka mojej własnej. Nie było innej opcji ani możliwości, by tak się nie stało.
 -Dziękuję –mruknąłem, ignorując jego propozycje odnośnie zmiany lokalu. –Dziękuję za to, że byłeś dla mnie delikatny.
W następnej chwili podniosłem się na równe nogi i zapiałem swoją koszulę, włożyłem na grzbiet płaszcz i wziąłem ze sobą prezent od Daniela.

Nie minęło wiele czasu, a z powrotem zjechaliśmy w dół windą i wyszedłszy z budynku, w którym jeszcze jakiś czas temu sobie używaliśmy na gościnie – wsiedliśmy do czekającej na nas limuzyny, tej samej, którą przyjechaliśmy z lotniska.

Zająłem miejsce pod oknem, nieco z dala od Daniela, który zajął miejsce po przeciwnej stronie kanapy samochodu. Nie patrzyłem na niego ani wtedy, gdy zjeżdżaliśmy windą, ani też teraz, gdy jechaliśmy samochodem. Miałem zbyt wiele do przemyślenia, moją głowę cały czas zajmowała praca, telefon, który po chwili wyjąłem z kieszeni  oraz własny stan zdrowia. Ów bowiem stan był wątpliwie dobry. Można by nawet powiedzieć iż w stanie psychicznym, fizycznym i fizjologicznym ogólnie byłem bardzo złym. Miałem wrażenie, że z każdym dniem tracę siły i staje się coraz mniej wytrwały w walce z samym sobą.
Potarłem ze zmęczeniem czoło, gdy wyczerpanie dało o sobie znać, a litery na ekranie telefonu rozmywać. Oczy piekły mnie niemożebnie, a każdy poszczególny atom ciała protestował przeciwko kolejnym wysiłkom jakim stały się nawet najprostsze procesy myślowe.

Do hotelu dotarliśmy piętnaście minut później. Był to wielki, pięciogwiazdkowy przeszklony moloch(a jakżeby inaczej), których pełno było w centrach każdego większego amerykańskiego miasta.
Westchnąłem na jego widok, bo jako dzieciak wychowany w umiarkowanym luksusie i zdrowym dostatku nigdy nie będę w stanie przywyknąć do tego typu rzeczy.
Wtedy także dopiero zerknąłem na Daniela. Nie trwało to jednak długo, to nasze mierzenie się spojrzeniami, bo musiałem wysiąść z limuzyny i ruszyć się z miejsca. Moje ciało zdawało się ważyć obecnie tonę i bardzo trudno było mi się podnieść bez umęczonego stęknięcia. Przerosły mnie wydarzenia dzisiejszego wieczoru i ich skutki.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Nie Kwi 24, 2016 11:28 pm


Mogłem być z siebie dumny. Okazało się, że znalazłem rozwiązanie, które nie ubodło moich przekonań, a i Zacka najwidoczniej usatysfakcjonowało. Może nie całkiem, ale efekt był co najmniej zadowalający. Chłopak dobrze mnie znał i musiał wiedzieć, że nie założę ot tak tej obrączki, a z tego, że w ogóle ją przyjąłem powinien się cieszyć. I cieszył się, a ja mogłem tylko posłać mu lekki, zrezygnowany uśmiech i obserwować jak wsuwa na palec swoją część tegoż białego złota.
Uniosłem brwi słysząc nagłe podziękowanie, którego przeznaczenia nie znałem. Nie wiedziałem do czego się odnosi i właściwie nie dostrzegałem powodów, dla których Zack miałby mi dziękować. W końcu między nami słowa nie były potrzebne. Wiedziałem, że jest wdzięczny za całą tę szopkę z podróżą, wynajęciem punktu widokowego, zorganizowaniem wszystkiego i kupnem pieprzonego majątku zamkniętego w małej puszce. Lecz jak się okazało, nie za to właśnie dziękował, gdy więc zrozumiałem o co chodzi, moja mimika znacznie złagodniała, a na ustach pojawił się ujmujący uśmiech. Faktycznie, powinien dziękować. Takiego prezentu nie byłbym w stanie dać nikomu innemu, gdyż nie zwykłem powstrzymywać swoich żądzy. W stosunku do Zacka jednak było to zaskakująco łatwe, choć nie mogę powiedzieć, bym nie chciał zupełnie posunąć się dalej i zaprzestać delikatności. Nie. Ale z nim nawet delikatny seks był przyjemny. Przyjemniejszy niż z kimkolwiek innym, o dziwo.
Westchnąłem, ogarniając się do końca. Bez większej ilości zbędnych już słów, obydwoje ruszyliśmy na dół, by znów zawitać w limuzynie. Z tymże tym razem Zack miał odsłonięte oczy i mógł swobodnie podziwiać widoki na zewnątrz (nie, żeby były jakieś zapierające dech w piersi), a ja mogłem podziwiać go. W przeciwieństwie do szatyna, bez skrępowania wpatrywałem się w jego przystojne oblicze przez całą drogę, czas ten poświęcając jednocześnie na głęboką analizę swoich myśli i obecnego stanu rzeczy. Miałem mieszane uczucia i co raz bardziej wątpiłem w to, że kiedykolwiek znajdę złoty środek pozwalający mi na uwolnienie się od tych ciężkich przemyśleń.
Przez owy natłok myśli zrobiłem się wyjątkowo senny, dlatego też z ulgą przyjąłem wieść o dotarciu do hotelu. Zabukowanie miejsca w na dzień przed kosztowało mnie więcej niż mogłoby się wydawać, dlatego oczekiwałem, że i on przypadnie Zackowi do gustu oraz okaże się wart moich starań. Wygląd zadowalał, obsługa również, ale ponieważ nie należałem do ludzi wybrednych pod tym względem, a i przywykłem do spędzania czasu w najróżniejszych spelunach, to jednak nie byłem w stanie zbyt mocno skupiać się na walorach tegoż miejsca. W obecnej chwili marzyłem tylko by dostać się do naszego apartamentu i paść na łóżko, pomacać trochę Zacka na dobranoc i zasnąć. Co za miła perspektywa. Bezkarne macanie Zacka mogłoby stać się moim ulubionym zajęciem na najbliższy czas. Tym bardziej, że tym razem prawdopodobieństwo przerodzenia się ów macania w coś większego, było więcej niż duże.
Po szybkim i sprawnym załatwieniu formalności w recepcji, mogliśmy podążyć do obszernej windy, która wniosła nas na najwyższą kondygnację budynku. Na piętrze znajdowało się tylko dwoje drzwi , z których wybrałem prawe, z wymalowanym numerem odpowiadającym temu widniejącemu na karcie pobytu. Przejechawszy kawałkiem plastiku przez czytnik, pociągnąłem klamkę wpuszczając Zacka przodem.
Apartament był przestronny, urządzony nowocześnie i ze smakiem, a sufit w pewnym momencie zaczynał iść pod ukosem, gdzie też zamiast betonu widniały idealnie wymyte szyby. Z dużego łóżka które stało naprzeciwko tejże szklanej ściany, z powodzeniem mogliśmy obserwować rozgwieżdżone niebo. Wracając do łóżka, przeciągnąwszy się po drodze, podążyłem do zachęcająco wyglądającego mebla, z którego zdjąłem koszyk wypełniony winem i kwiatami. Bez chwili zastanowienia polałem nam po lampce na dobry sen. Nawet przez chwilę zrobiło mi się żal, że jutro trzeba będzie wrócić do podłej rzeczywistości.

***

Z lekkim grymasem spojrzałem na ulice LA, które przywitały naszą dwójkę bez najmniejszego entuzjazmu. Przeciągnąłem się potężnie, rozprostowując kości, które najwidoczniej miały mi za złe zbyt długie siedzenie w bezruchu. Opuszczając ramiona, jedno z nich swobodnie ulokowałem na ramieniu Zacka, kierując na niego swoje spojrzenie.
Niedaleko jest restauracja. Chodź – zarządziłem, czując, że mój żołądek również próbuje uświadomić mi jak złym właścicielem jestem, a ponieważ nie miałem najmniejszej ochoty stać dzisiaj przy garach, żarcie na mieście było więcej niż dobrym wyjściem. Dlatego też po kilku minutach już siedzieliśmy w luksusowej, lecz niecharakteryzującej się przepychem restauracji. Pierwszym co zamówiłem była mocna kawa, drugim solidne jedzenie. Czekając aż Zack również złoży swoje zamówienie, oparłem się z westchnieniem o powierzchnię za sobą. Przymknąłem na chwilę oczy, a uchyliwszy je pożałowałem, że w ogóle to zrobiłem.
Nie on.
Nie zastanawiając się nawet przez chwilę jak to wygląda, oparłem łokcie na stole, a w splecionych dłoniach schowałem twarz, wyglądając zapewne jak skacowany, zmęczony życiem człowiek z potężnym bólem głowy. Liczyłem na to, że nie zauważył i po prostu sobie pójdzie. Nie ma innej opcji, prawda? Nie poznałby mnie. Zmieniłem się wystarczająco, by przeszedł obojętnie, nawet widząc mą twarz z bliska. W końcu krótkie włosy skutecznie pomagały w podobnym kamuflażu przed starymi... znajomymi.
Ale kurwa, dlaczego on. Dlaczego tutaj? Rzeczywistość okazała się powrócić z większą brutalnością niż zakładałem. Co gorsza, na dodatek w towarzystwie przeszłości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Kwi 25, 2016 12:47 am

Już następnego dnia byliśmy z powrotem w domu. W jednym z nich. Los Angeles było takim właśnie jednym.
Nic nie wskazywało na to, żeby ten dzień miał być w jakikolwiek sposób stresujący. Miałem absolutne wolne, nie musiałem pojawiać się na uczelni i jedyne co przypominało o tym, że nadal nie jestem niepodległym istnieniem był telefon, na który bezustannie wpływały wiadomości o treści służbowej, niedostępnej dla nikogo oprócz mnie. Miałem zatem przy sobie dwa telefony – dokładnie tak jak Daniel.

Mruknąłem coś niezrozumiałego, gdy na moich ramionach pojawił się ciężar kończyny Daniela. W odpowiedzi zaś na rozporządzenie wybrania się na coś do jedzenia w restauracji – ożywiłem się.
 -Z największa przyjemnością –wymruczałem i chwyciłem palce dłoni Daniela, która to  zwisała zza mojego ramienia. Nie miałem zamiaru stawiać oporu mimo, że nie podobał mi się ton Curtisa. Głodnemu Danielowi jednak wiele się wybacza.

Już w kilka chwili później dotarliśmy do restauracji, o której wspominał Daniel. Zajęliśmy stolik w najbardziej kameralnej części lokalu, a  gdy w swoje ręce dostaliśmy menu – począłem je wertować uważnie. Miałem nadzieję znaleźć jakieś apetyczne danie wegetariańskie dla siebie, a było to zazwyczaj niemal nieosiągalne w restauracjach, w których cholera głównymi daniami są same mięsa. Nadzieja jednak umiera ostatnia, więc nie ustawałem w swoich wysiłkach.

W swym zupełnie irracjonalnym zaangażowaniu menu nie zauważyłem jak Daniel wykonuje mnóstwo naprawdę niedyskretnych uników ze spojrzeniem na kogoś, kto pojawił się na sali.
Dopiero, gdy Daniel ewidentnie począł dokładać wszelkich starań do tego, żeby ten ktoś go nie zauważył – podniosłem wzrok znad karty dań. Zmarszczyłem zabawnie brwi na Curtisa i rozejrzałem się za przyczyną jego dziwacznego zachowania.
To, co (a raczej kto) rzuciło mi się w oczy w tamtej chwili przerosło moje najśmielsze oczekiwania.

Szybko zdjąłem wzrok z Jaydena i podążyłem nim dalej po sali, zupełnie tak, jakbym nadal szukał źródła zakłopotania Curtisa. Kane’a i mnie łączyła dyskrecja i tajemnica zawodowa. Działaliśmy pod przykrywką, nie porozumiewaliśmy się bezpośrednio poza biurem i nie było pomiędzy nami żadnych powiązań. W dokumentach pracowałem dla jego ojca. To było jedyne racjonalne wyjście. Najbezpieczniejsze.

Kane jednak nadal zmierzał w kierunku naszego stolika. Musiał zatem znać Daniela, a z reakcji Curtisa wnioskuje, że znajomość nie była jednostronna, ale także i niezbyt przyjemna. Zaciekawiło mnie to w stopniu znacznym.

Jayden pojawił się przy naszym stoliku z firmowym uśmiechem wykrzywiającym przystojną twarz. Zaczęło się oczywiście od…
 -Daniel? Daniel Curtis! – zaszczebiotał i, o ile to w ogóle możliwe, uśmiechnął się jeszcze szerzej. –To ja. Jayden Kane! – entuzjazmował się mój szef, którego udawałem, że nie znam, ale oczywiście nie ignorowałem jego obecności. Nadal marszczyłem w niezrozumieniu brwi i zerkałem to na Curtisa, to na Kane’a właśnie. Bo faktycznie nie rozumiałem. Skąd oni mogli się znać? Haker miliarder i płatny zabójca? To nie wróżyło najlepiej. Miałem okropnie złe przeczucia. Najgorsze jednak w tym wszystkim było to, że takiego oblicza Jaydena nigdy nie widziałem. Facet był żałosny.

Uścisnęli sobie krzepko ręce, a gdy Daniel przedstawił Kane’a mnie – zaproponowałem Jaydenowi w następnej chwili, by się do nas przysiadł. Zrobiłem to rzecz jasna z czystej złośliwości. Daniel wydawał się być nieomal puszczenia pawia na widok mężczyzny, więc uznałem, że tym zabawniej będzie tego pawia zobaczyć naprawdę. Potem zaś błyskawicznie zjeść i mało dyskretnie ruszyć do pracy, by wygarnąć Kane’owi co sobie myślę o takiej potajemnej zmowie z kimś, z kim nigdy nie powinien mieć do czynienia, a skoro już ma to niech wytłumaczy jakim cudem jest w tak zażyłych stosunkach z kimś, kogo szpieguje od jakiegoś czasu. A dla kogo? Dla niego.
Wszystko zaczynało się paskudnie komplikować. Ani trochę mi się to nie podobało. Zwłaszcza, że nadal nie znalazłem niczego do jedzenia dla siebie.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Sob Kwi 30, 2016 1:43 pm


Zbyt zaaferowany swoim odkryciem, nie myślałem o tym jak Zack odbierze moje zachowanie. Nawet na chwilę nie podniosłem głowy znad splecionych dłoni, wciąż żywiąc się złudną nadzieją, że człowiek, którego za nic nie chciałem spotkać ani teraz, ani nigdy, wyjdzie zaraz z restauracji. Ale oczywiście była to zbyt miła i stanowczo zbyt przyjemna perspektywa. Słysząc kroki zmierzające w stronę naszego stolika, już wiedziałem, że się nie wywinę, a osobą, która właśnie nieuchronnie się zbliża, jest nie kto inny jak on. Kane. Skrzywiłem się znacznie, wiedząc, że stoi nad nami, a pozbawiony wszelkiej nadziei na uniknięcie konfrontacji, ledwie powstrzymałem się od soczystego przekleństwa. Odetchnąwszy dyskretnie, podniosłem głowę znad dłoni, ukazując w końcu wszystkim obecnym swą twarz, wykrzywioną w bezgranicznym zaskoczeniu. Me czarne tęczówki wlepiły się w postać, którą rozpoznałbym wszędzie i w każdej sytuacji. Rozchyliwszy wargi, powoli przystroiłem swe usta w coraz szerszy uśmiech. Podniosłem się lekko z miejsca, wciąż patrząc z tym nieszczerym, lecz wyglądającym nienagannie szczerze, niedowierzaniem.
Kane – uraczyłem mężczyznę swym firmowym uśmiechem, wyglądając na naprawdę zadowolonego z tego, że go widzę. Ale nie byłem. Nie mogłem być. Ten człowiek jest najgorszym co mogło mnie teraz spotkać. Miałem za dużo na głowie, wszystko tłoczyło się coraz bardziej, żadna ze spraw nie odpuszczała, żadnej też nie mogłem rozwiązać. A teraz dochodził jeszcze on. Zaczynałem wierzyć, że ciąży nade mną jakaś pieprzona klątwa. Ci wszyscy ludzie, których pozbawiłem życia ewidentnie właśnie się na mnie mszczą. Pieprzone dupki. – Z daleka poznałbym tę mordę – dodałem z nutką złośliwości, posyłając mężczyźnie jeszcze szerszy uśmiech. Pozwoliłem, by w mych oczach zatańczyły iskierki wesołości i z tą właśnie nienaganną radością uścisnąłem rześko męską dłoń, która dawniej była mi bardzo bliską dłonią. Przez chwilę zapomniałem o Zacku. Mój mózg mógł myśleć tylko o nim. O tym pieprzonym dupku, którego nie chciałem spotkać już nigdy. Nigdy. Którego nie powinno tu nawet być. Ale tylko ja ponoszę winę za to, że jednak jest.
Przypomniałem sobie o Zacku, który zapewne oczekiwał wyjaśnień. Widział od początku jak bardzo unikam kontaktu z mężczyzną, teraz zaś obserwował jak wielce entuzjazmuję się jego spotkaniem. Na razie jednak nie było czasu na wyjaśnienia, lecz nie skłamię, że wolę udzielać ich, niż wdawać się w dłuższy kontakt z Kanem. Dlatego właśnie miałem nadzieję, że ten szybko sobie odpuści, zauważy jak bardzo jestem zajęty i postanowi choćby umówić się na inny termin, dając mi tym samym sposobność do unikania go przez kolejne trzy lata. Ale wiedziałem, że to byłoby zbyt proste, a co więcej, wiedziałem, że Zack ma inne plany. Nie odpuściłby sobie tej – jak mu się wydawało – drobnej złośliwości, widząc że bardzo mi nie na rękę to nieprzewidziane spotkanie. Wiedziałem to, a jednak jego propozycja wysunięta ku Kane'owi wkurwiła mnie wystarczająco mocno, bym musiał całą siłę swej woli włożyć w powstrzymanie zabójczego grymasu. Mięśnie mojej twarzy jednakże nawet nie drgnęły, ja zaś bez wahania przytaknąłem, wyrażając nieograniczoną chęć spędzenia czasu z cholernym Kanem. Zack chyba zapomniał, z kim ma do czynienia. Jeżeli myślał, że będę się krzywił i mdlał oraz pokazywał jak bardzo źle się czuję w tym towarzystwie, to bardzo się mylił. Sztukę kłamania i grę aktorską miałem opanowaną do perfekcji. Potrafiłem się też zdystansować i opanować emocje. Byłoby to łatwiejsze, gdyby nie moja przerwa w zażywaniu leków, ale tę wzmożoną złość także byłem w stanie powstrzymać. To była zbyt delikatna sprawa, bym odważył się na nieopanowanie emocji, nawet takich jak zwykła złość, czy niepokój. Zachowywałem się dokładnie tak jak zachowuje się człowiek, który spotkał starego przyjaciela i bardzo cieszy go to długo wyczekiwane spotkanie. Kane nie mógł przejrzeć tej gry. Zack również nie mógłby tego zrobić, gdyby nie widział mojej wcześniejszej reakcji. A także, gdyby mnie nie znał. Bo Zack wie wszystko. Tylko dlatego, że zna mnie lepiej niż ktokolwiek kiedykolwiek. Wiedział, że nikt nie wywołałby we mnie takich reakcji, jakimi teraz uraczałem Kane'a i nie mylił się. Ale główny zainteresowany nie wiedział, że gówniarz, którego kiedyś znał, zmienił się tak bardzo, że zwykła rozmowa ze starym znajomym nie wywołuje w nim absolutnie żadnych cieplejszych emocji. Nie mógł także wiedzieć jak wiele wzbudza negatywnych, bo i nie był świadom tego, dlaczego właściwie ta znajomość się zakończyła. Dlaczego ja ją zakończyłem. Bez słowa wyjaśnienia, bez żadnego pożegnania, w najgorszej dla niego chwili. Nie miał pojęcia z kim w rzeczywistości ma do czynienia.
Po pełnym emocji przywitaniu, przesunąłem się z uśmiechem, by Kane mógł usiąść obok. Wlepiłem w niego swój wzrok, przepełniając go wymownym zainteresowaniem. Zmierzyłem mężczyznę od stóp do głów, wypełniając uśmiech lekką dwuznacznością. Mój wzrok także przybrał innego wyrazu.
Jay... den. – Nigdy nie mówiłem do niego po imieniu. Kane zawsze był Kanem. Zawsze, poza jedną tylko sytuacją. Posłałem mu przeciągły uśmiech. Zack sam tego chciał, więc nie może mieć mi niczego za złe, nieprawdaż? – Co robisz w LA? Czyżbyś przejął firmę? – Zagaiłem, zaraz dodając jeszcze, by coś sobie zamówił, korzystając z tego, że Petterson wciąż się zastanawiał, przypominając swym niezdecydowaniem babę w ciąży. Moje spojrzenie nie odrywało się od mężczyzny i choć wyglądałem na zupełnie rozluźnionego, nie pozwalałem sobie nawet na chwilę nieostrożności. Choć Zackowi mogło wydawać się inaczej, to nie była zabawa. Do tego spotkania nigdy nie powinno dojść. Nigdy. A to był najgorszy z możliwych momentów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Sob Kwi 30, 2016 2:53 pm

Danielowi trudno było zachować się jak na człowieka przystało, ale mnie wcale nie łatwiej było udawać, że cała sytuacja jakoś mnie nie ogranicza. W końcu problem wcale nie krył się za tymi dwuznacznymi spojrzeniami jakie sobie posyłali, a raczej za tym jak to wyglądało ze strony dalszej współpracy między mną a Kane'm. Coraz częściej myślałem nad tym, by sobie odpuścić, zostawić to Jaydenowi, żeby sam rozwiązywał swoje problemy, za których uproszczenie natury mi zapłacił niemała sumę. Chętnie oddam mu całe pieniądze, a nawet nie będzie dla mnie problemem puszczenie w niepamięć, że kiedykolwiek miałem z nim cokolwiek do czynienia. Nie zwykłem jednak poddawać się. Nie leżało w mojej naturze także działanie w zgodzie ze sobą.
Byłem jednak nieomal. Naprawdę niewiele potrzeba było bym zostawił Kane'a.

Szybko pożałowałem swojego uporu i naturalnej skłonności ku uleganiu wszelkim okazjom dowalenia Danielowi. Tym razem prędko zorientowałem się, że ich obecność jeszcze bardziej mnie rozprasza i czytanie karty dań jest niemożliwe. Nie mogłem nic jednak z tym zrobić i w końcu, gdy już było mi wszystko jedno, co zamówię - trzymałem menu wciąż w dłoniach, wsłuchując się w rozmowę dwóch jednych z najbardziej irytujących mnie osób na świecie.

Na pytanie Daniela o powód Kane'a pojawienia się w Los Angeles drugi odpowiedział, że jest dokładnie tak jak podejrzewał Curtis. Wiedziałem o tym, że Kane wcześniej mieszkał gdzie indziej. Nie interesowało mnie jednak gdzie choć w chwili obecnej typowałem tylko jedno miasto, które mogło być miejscem, gdzie poznali się ci dwaj.

W końcu, ku uldze Daniela, zamówiłem coś. Cokolwiek, na co i tak już nie miałem od dawna ochoty. Mój głód zniknął, a w jego miejsce pojawiła się gorzka nieufność i przymus obserwowania każdego najmniejszego ruchu Kane'a. Nie ukrywałem drobnego zirytowania nim przed Danielem. Widziałem w końcu jak na siebie patrzą, jak do siebie się zwracają, więc miałem dla siebie usprawiedliwienie w oczach nieświadomego Curtisa. Tak naprawdę źródłem mojego całego rozdrażnienia był sam w sobie Kane. Cholerny, przewrotny, rozpuszczony i niemożebnie głupi Kane.

Niespodziewanie odezwał się służbowy telefon Daniela. Curtis przeprosił nas uprzejmie i usunął sie ze stolika, by móc w spokoju odebrać swój telefon od jakiejś zapewne ważnej szychy ze swojego klubu entuzjastów broni, strzelania z niej komuś w nogę i bycia nierozumnym worem mięcha, który służy tylko do jednego - zabijania.
Przez chwilę po tym jak chłopak wstał od stołu nic nie mówiłem i jedynie pozwoliłem sobie taksować Jaydena ponurym spojrzeniem.
 - Chyba sobie żartujesz, Kane - warknąłem w końcu, a mój nos nieelegancko się zmarszczył.
 - Tylko jeżeli ty też sobie żartujesz - wymruczał nonszalancko Jayden i uśmiechnął się do mnie delikatnie.  
- Gdzieżbym śmiał - syknąłem jeszcze bardziej nieprzyjemnie. -Nie jestem tobą.
 - Nie rozumiem skąd twoje zdenerwowanie.
 - Nie? - zadrwiłem. Nie miałem okazji jednak rozwinąć tego w takim tempie jak chciałem bowiem przy stoliku pojawił kelner z zamówieniami. Podziękowałem mu i krótko zerknąłem przy okazji w stronę toalety, za której drzwiami zniknął chwilę temu Daniel. najwyraźniej wciąż tam tkwił.
Po chwili zwróciłem się znów ku Jaydenowi.
 - Utrudniasz mi pracę - powiedziałem chłodno. - Powinieneś za to spłonąć w... - urwałem, gdy drzwi łazienki się uchyliły, a zza nich wyłonił się Danny.
 - To ty jesteś jedynym, któremu w tym towarzystwie brakuje profesjonalizmu - odparł Kane spokojnym tonem. Nie miałem czasu ani chęci by mu jakkolwiek odpowiadać.
Daniel wrócił do stolika i znowu się zaczęło.

Przeżuwałem swoje jedzenie z nieukrywanym już od dawna przed nikim znudzeniem. Zamiast zwracać uwagę na kogokolwiek wokół zacząłem rozglądać się po restauracji ze zniecierpliwieniem. Chciałem, żeby Daniel jak najszybciej skończył jeść swoje, żebyśmy mogli już stąd pójść. Wtedy Kane zniknąłby mi z oczu na jakąś dłuższą chwilę, miałbym okazję odpocząć, spytać Curtisa o tę jakże tajemniczą znajomość z przeszłości i przede wszystkim - spróbować podejść do tematu nowego mieszkania. Miałem dzisiaj ów przedstawić Danielowi i nadal moje plany pozostawały niezmienne. Tamto mieszkanie było w pełni gotowe, by się do niego wprowadzić, a ja nie miałem zamiaru marnować czasu. Nawet Daniel nie byłby w stanie mnie zatrzymać przed wyprowadzką.

Kiedy byłem już maksymalnie zirytowany bezczynnym przysłuchiwaniem się rozmowom tej dwójki, gdy nogi chodziły mi już jak najęte, a szczęki zaciskały się boleśnie - Daniel ukrócił moje cierpienia. Stwierdził, że najwyższa pora się zbierać, bo w końcu wszyscy jesteśmy zapracowanymi obywatelami przykładnej społeczności. To była ogromna ulga. Nawet jeżeli tylko chwilowa.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Sob Kwi 30, 2016 3:40 pm


Kane potwierdził moje podejrzenia, ja zaś to potwierdzenie przyjąłem z uśmiechem i zadowoleniem, jakoby bardzo cieszył mnie sukces "przyjaciela". Tak, mniej więcej tym kiedyś byliśmy. Mniej więcej, bo nie był to zwykły przyjaciel. Byliśmy czymś więcej i nie chodzi tu o żadne profity, a o samą relację. Nie było to coś co łączyło mnie teraz i kiedyś z Zackiem. Ciężko było mi to nazwać, ale w dużym uproszczeniu, mógłbym określać go właśnie mianem dawnego przyjaciela. Tak więc przyjaciel ten w najlepsze zaczął opowiadać o całkiem przyziemnych sprawach, a ja siłą rzeczy udawałem całkiem zainteresowanego i pochłoniętego słuchaniem. W międzyczasie zerkałem na Zacka, który wciąż trudził się ze złożeniem zamówienia, ku coraz bardziej uwidaczniającej się irytacji kelnerki, a także mojemu lekkiemu zniecierpliwieniu. Już nawet Kane zdążył wybrać co chce zjeść. Ponaglający wzrok skłonił w końcu Zacka do podjęcia decyzji, ja zaś udawałem, że nie widzę jego nieprzychylnego spojrzenia i lekkiego grymasu. Jego niezadowolenia. Tak jak mówiłem, sam tego chciał, a skoro nie przemyślał swojego zachowania wcześniej, teraz musiał ponieść konsekwencje. Bynajmniej nie czułem się winien przeprosin, czy czegokolwiek tego rodzaju. Bezwstydnie wciąż rzucałem Kane'owi te jednoznaczne spojrzenia, a on ochoczo podjął temat i być może odruchowo, być może zamierzenie, również zachowywał się w sposób sugerujący, że nasza znajomość była czymś głębszym niż początkowo mogło się wydawać. Zack mógł za to jedynie obserwować i się niecierpliwić, bo przecież sam doskonale wiedział, że mnie do tego sprowokował. Nie znał źródła mojej niechęci do Kane'a, nie miał pojęcia o sytuacji, a jednak nim zdobył jakiekolwiek informacje, podjął decyzję o poddaniu się swej wrodzonej złośliwości. To był błąd, a Zack stał się ofiarą swej własnej zagrywki, w której ja z kolei odnalazłem się bardzo dobrze. W końcu jakby nie było, byłem przyzwyczajony do udawania. Całe moje życie wydawało się jednym wielkim kłamstwem, grą, którą musiałem prowadzić choćby mimo własnej woli. Te kilka chwil z Kanem i udawanie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, wydawało się wręcz zaskakująco łatwe. Tym bardziej, że mężczyzna nie zadawał niewygodnych pytań, nie poruszał nieprzyjemnych tematów, których ja sam wolałem uniknąć i dokładnie to robiłem. Zwinnie, niezauważenie. Nie wiem jakim cudem mówiąc o Kane'ie i całym okresie jego życia, w którym nie uczestniczyłem, udało nam się nie poruszyć kwestii jego. Kane najwidoczniej nie chciał mnie uświadamiać w tym temacie, a ja grając zupełnie nie wścibskiego człowieka, nie naciskałem. Był to temat, którego chciałem uniknąć najbardziej ze wszystkich, choć nie wątpiłem, że i w nim bym się odnalazł. Weszło mi to za bardzo w krew. Improwizacja przychodziła mi całkiem sprawnie, a Kane –wydawało by się – nie mógł mnie niczym zaskoczyć.
Gdy już zaczęło mnie nieco nużyć nawijanie mężczyzny, podczas którego sam miałem niewiele okazji, by wtrącić kilka nieznaczących informacji o własnej osobie, nieoczekiwanie usłyszałem dzwonek telefonu służbowego. Nie zwlekając, podniosłem się z miejsca, przepraszając uprzejmie dwójkę, z którą siedziałem przy stole i wyciągając telefon, udałem się w bardziej ustronne miejsce, którym w tym wypadku była toaleta dla gości. Osobą, która postanowiła przeszkodzić mi w rozmowie i tym samym choć na chwilę wybawić od jednego kłopotu, okazał się informator, współpracujący ze mną przy obecnej sprawie. Nasza rozmowa była krótka i treściwa, bo i nie było to najlepsze miejsce ani czas na roztrząsanie sprawy, którą miałem zamiar w pełni zająć się jak już wrócimy do domu, a Zack skończy zalewać mnie pytaniami, które zapewne właśnie szykował sobie w głowie. Nie sądziłem by mogło być inaczej. Co gorsza, wiedziałem również, że dobitnie da mi odczuć jak bardzo nie podobało mu się nasze, a głównie moje zachowanie. Jednak i tym się nie przejąłem, bo w końcu ja również mogłem zarzucić mu celowe wyprowadzanie mnie z równowagi. A ponieważ Zack jest rozsądnym człowiekiem, istniała szansa, że jednak postanowi zostawić ten temat i ograniczy się do pytań. Wizja bez nich była zbyt piękna, a co za tym idzie – niemożliwa.
Po niedługiej chwili, z lekkim uśmiechem wróciłem do stołu, raz jeszcze siadając obok Kane'a, którego tak właśnie nazywałem cały czas, poza tym jednym razem na samym początku naszej rozmowy. Ku mojemu zadowoleniu, jedzenie zostało już podane i mogliśmy zająć się nim, a nie nieustającą rozmową, która była dość męcząca. Jak każda zresztą rozmowa z kimś, kogo nie chciało się znać. Z kimś, kogo celowo zostawiło się w tyle bez żadnych wyjaśnień. Z kimś, komu ciężko było patrzeć w oczy, pełne nieświadomości. Bo wierzyłem, że Kane niczego nie podejrzewał. Przecież, gdyby wiedział, nie byłby w stanie tak beztrosko ze mną rozmawiać. To było pewne. Dlatego po tej jednej rozmowie, należałoby zrobić wszystko, by uniknąć kolejnego spotkania. Nie zamierzałem prowokować losu. Wolałem także, by Drake nie dowiedział się  o tym spotkaniu, a o ile jedno byłem w stanie ukryć, tak drugie mogłoby nie umknąć memu drogiemu szefowi.
Tym razem to ja byłem złośliwy. Celowo przeciągałem naszą rozmowę, obserwując kątem oka jak Zack niecierpliwi się coraz bardziej. Jak niewiele brakuje, by głośno powiedział, że chce już stąd iść, że nie chce patrzeć na naszą dwójkę, w najlepsze pochłoniętą sobą nawzajem. W końcu jednak się zlitowałem, a ponieważ wiedziałem, że im dłużej rozmawiamy, tym bardziej ryzykuję, stanowczo oznajmiłem, że musimy się zbierać. Podałem Kane'owi numer telefonu ze zmienionymi kilkoma cyferkami, nie dając mu okazji do sprawdzenia, czy ten jest prawdziwy. Pożegnawszy się z uśmiechami i wyraziwszy chęć kolejnego spotkania, razem z Zackiem opuściliśmy lokal, wsiadając do samochodu.
Ruszyłem, uparcie wpatrując się w przednią szybę. Szybko jednak mordercze intencje Zacka zaczęły sprawiać, że czułem się niekomfortowo. Westchnąłem cierpiętniczo, w końcu zwracając ku niemu swój wzrok.
Powinieneś wiedzieć, kiedy twoja złośliwość jest przegięciem, Zack – zacząłem od suchego opierdolenia, ażeby uraczyć chłopaka jakimś słowem wstępu. Odwlekanie wyjaśnień nie miało jednak sensu, a ja wiedziałem, że jeśli sam nie zacznę mówić, on i tak zapyta. Skierowałem swój wzrok znów na drogę. – Kane był moim... Przyjacielem – odparłem niechętnie, przymykając powieki. – I pierwszym facetem – czarne tęczówki wbiły się z dziwnym wyrazem w twarz Zacka – po tobie.
Przyspieszyłem, przelewając całą swą frustrację i niechęć do życia w pedał gazu. W międzyczasie otworzyłem okno i odpaliłem papierosa, łamiąc swój własny zakaz palenia w samochodzie.
Potem się zakochał w jakimś gówniarzu, a nasze drogi się rozeszły. Nie pytaj o nic więcej. – Uciąłem, mimowolnie przypominając sobie oblicze tegoż gówniarza. Poznałem go i wcale nie żywiłem żadnej niechęci. Nie czułem nic do Kane'a. Nic prócz sympatii czysto przyjacielskiej. W rzeczywistości wcale nie przez jego miłość urwałem kontakt, bowiem gówniarz, z którym się związał w żaden sposób nie przeszkadzał w naszej relacji. Ale wersja, którą podałem Zackowi była jedyną wersją, w którą mogłem pozwolić mu wierzyć. Liczyłem na to, że tym razem mój drogi partner wyczuje moment, w którym nie należy naciskać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Sob Kwi 30, 2016 4:33 pm

Najbardziej zdawkowo jak tylko potrafiłem pożegnałem Kane'a i czym prędzej opuściłem lokal.
Gdy wsiedliśmy do samochodu, odetchnąłem z niewielką ulgą, że wreszcie już mojego krajobrazu nie zatruwa żaden Jayden.
Musiałem być jednak nadal wkurzony, bo czułem jak moje zęby wciąż zaciskają się. Nie miałem też ochoty gadać z Danielem, co także było wyraźnym sygnałem dla mnie, że jeszcze wcale nie jest po wszystkim.
Zapiąłem pas w samochodzie, gdy już ruszyliśmy. W przerwie od upartego wpatrywania się w szybę, zerknąłem kątem oka na Curtisa. Wcale nie wydawał się być mniej wytrącony z równowagi niż ja. O ile można tak w ogóle powiedzieć o Daniela, po którym widać tylko kilka emocji - skrajne zirytowanie, wściekłość i wzburzenie. Reszta była dla mnie zagadką. Mniejszą niż jakiś czas temu, ale wciąż.

Ku memu zaskoczeniu to Daniel był tym, który pierwszy się odezwał, poruszając w dodatku kwestię mojego zachowania. W odpowiedzi jedynie cmoknąłem lekceważąco. Zamiast jednak ponownie wbić wzrok w okno - patrzyłem z zainteresowaniem na mężczyznę. Okazało się, że moje przeczucia były trafne, a nadzieje jak najbardziej zaspokojone w następnych słowach Curtisa. Daniel poczuł się w obowiązku wytłumaczenia sie, usprawiedliwienia się przede mną. Było to niemal słodkie z uwagi na to, że miałem chłopaka za kogoś kto w życiu sam z siebie się do niczego nie poczuwa. Zostałem pozytywnie zaskoczony, ale zamiast się uśmiechnąć - na co miałem przemożną ochotę - dalej szedłem w zaparte i krzywiłem się na Daniela.
Nie mogę powiedzieć, że nie byłem zdziwiony czy zazdrosny o to, jaką relację niegdyś dzielili między sobą Daniel i mój pracodawca. To była jednak zamierzchła przeszłość i mimo, że obecnie nie była mi ich znajomość na rękę - potrafiłem to zrozumieć z punktu widzenia przeciętnego posiadacza Daniela. Powinienem się nawet do tego przyzwyczaić, że Daniel sypiał z wieloma facetami, gdy już w pełni odkrył uroki chodzenia do łóżka z facetami.

Daniel odpalił papierosa w swym zdenerwowaniu, gdy ja już swojego się wyzbyłem.
Zostałem uraczony kolejną dawką intrygujących informacji. Miałem wrażenie, czułem w kościach, że coś powinno mi zaświtać, że gdybym tylko uzupełnił informacje o Kane'ie - wiedziałbym więcej o tym, co powinno mi się składać w całość. Tymczasem uznałem, że mam coraz więcej pytań do Jaydena.  Było ich całkiem dużo zważywszy na to, jak bardzo Kane mnie już nie interesował. Miałem gdzieś jego życie prywatne, bo dla mnie był tylko jednym - naprawdę żałosnym i z zamiłowania tajemniczym dupkiem.

 - Jesteś słodki kiedy łudzisz się, że nie zechciałbym uzupełnić luk w swoim rozumowaniu - mruknąłem pod nosem i uśmiechnąłem sie delikatnie. - Niech ci będzie, że wcale mi się nie wydaję, że tylko ty masz do niego znikąd zachowawczy stosunek - dodałem.
Wtedy też odpuściłem - zgodnie z niewypowiedzianą wolą Curtisa.  Pozwoliłem sobie nawet na zaprzestanie marszczenia brwi w zirytowaniu, a zamiast tego począłem badawczo przyglądać się partnerowi. Było to o tyle niewinne, że chciałem jedynie go chwilę w spokoju poobserwować. Nie szukałem niczego konkretnego.

Do mieszkania na Van Nuys dojechaliśmy w przeciągu następnych kilkunastu minut.
Nie powiedziałem Ev, o której miałem zamiar wrócić do domu. Opiekowała się moim kotem pod moją nieobecność i było to niezmienne od długiego czasu. Daniel nie musiał wiedzieć o tym, że właściwie ufałem tylko swojej byłej na tyle, by dać jej klucze do swojego mieszkania. Nie sądziłem, by było to w ogóle konieczne uświadamiać Curtisa o tym, że Ev nadal jest mi bliższa niż mogłem się spodziewać. Wolałem też nie tłumaczyć się z niczego, a już na pewno nigdy nie wracać do tego, jak kiedyś zwątpiłem i postanowiłem pójść do łóżka z Ev. Do niczego między nami nie doszło, ale płonne byłyby me nadzieje, że obchodzi to w ogóle Curtisa. Znaczy to, co zrobiliśmy, a czego nie. Byłby zły.

Ulżyło mi, gdy jednak Ev nie zastałem w mieszkaniu. Miska z wodą i ta z jedzeniem kota były jednak pełne i  Daniel mógł się tylko domyślać komu pod swoją nieobecność powierzam mieszkanie. Co innego, gdy chodziło o domysły, a co innego, gdy należało zmierzyć się z fizycznym problemem.

Po tym jak przywitałem się czule z Ramone'm, ruszyłem w kierunku kuchni i zorientowałem się także, że naczynia są czyste, a zostawiłem je wszystkie na wierzchu, brudne. Było to ewidentnie zbyt dosadne ze strony Ev.
Zerknąłem w kierunku Daniela w celu skontrolowania jego reakcji. Zamiast pozwolić mu się namyślać uznałem jednak, że dołożę wszelkich starań do tego, żeby pomyślał o czymś innym.
 - Miałem dla ciebie niespodziankę - przerwałem ciszę. - Chcesz o niej posłuchać? - spytałem, nieco zbyt wymownie artykułując wypowiedź.  Zbliżyłem się do Daniela i zatrzymałem się na kilka centymetrów od niego.
 - Wyprowadźmy się stąd.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Nie Maj 01, 2016 4:14 pm


Zack najwyraźniej był zazdrosny, a ja bez trudu byłem w stanie to zrozumieć. Podczas odwiedzin w jego domu rodzinnym, dobitnie przekonałem się o tym, że nie należy temu psychopatycznemu gnojkowi dawać powodów do zazdrości, bo może to kosztować czyjeś życie. Szatyn musiał jednak wiedzieć, a raczej domyślać się, że w ciągu tych kilku lat miałem wielu partnerów. Nie jednego, nie dwóch, po prostu mnóstwo. Łaziłem od łóżka do łóżka, od łazienki do łazienki, od jednego zaułka do drugiego. W pewnym momencie stało się to wręcz niepokojące. Nie uprawiałem seksu dla czystej przyjemności, a robiłem to, żeby się wyżyć. Brutalność dawała mi chorą satysfakcję. Nadal daje, choć mógłbym rzecz, że bardziej nad tym panuję. W przypadku Zacka – niemal całkowicie. W każdym razie, co tyczy się zazdrości – była zrozumiała lecz niepotrzebna. Jakby nie było, nie zmienię przeszłości, a kochanków miałem wielu i Zack nie może zrobić nic poza pogodzeniem się z tym. Problem z Kanem jest taki, że... Jest wyjątkiem. Wielkim wyjątkiem, który nigdy nie ulegnie powtórzeniu. Ale tego Zack wiedzieć nie musi.

***

Rozejrzał się niedbale po pokoju. Pomieszczenie nie było ani duże, ani małe. Hotel nie należał ani do najlepszych, ani do najgorszych. Daniel wszedł, obrzucając jasne ściany mętnym spojrzeniem, wyraźnie opanowanym przez zbyt duże dawki alkoholu. Jego twarz nie wyrażała nic szczególnego, wyglądał na lekko znudzonego, gdzieś w czarnych tęczówkach czaiły się iskierki świadczące o lekkim napięciu. Nie zdenerwowaniu. Był ciekaw, lekko zniecierpliwiony i miał ochotę się roześmiać.
– Nie stój w przejściu, chodź. – Dał się dość delikatnie pociągnąć za nadgarstek, kończąc przy tym w ramionach wyższego od siebie mężczyzny. Wyższego i starszego. Przymrużył oczy czując dużą dłoń wplatającą się w splątane włosy sięgające ramion. Na jego ustach zabłąkał się lekki, drapieżny uśmiech.
Jesteś niecierpliwy Kane – wymruczał warkliwie, czując przy ustach ciepły oddech faceta. Westchnął zaśmiawszy się cicho, gdy drzwi za nim zostały zamknięte.
– Jestem. – Również bez oporów dał się pchnąć na łóżko. Otworzył powoli oczy, leżąc spokojnie na miękkim materacu. Obserwował ciemnego blondyna, którego wzrok spoczywał na nim i zdawał się pochłaniać całe wątłe ciało. Daniel był chudy. Chudy, pijany i spłukany. Kane był dobrze zbudowany, bogaty i... Też pijany. Brunet jednak doskonale wiedział co robi. Chciał tego. Znał Kane'a jakiś czas, choć do tej pory była to czysto koleżeńska relacja. Obydwoje chcieli to zmienić, a Daniel miał w tym swój cel.
Podniósł się do siadu, swobodnie rozpinając brudną, wymiętą koszulę, którą swobodnie zsunął z ramion. Nie odrywał wzroku od Kane'a. Mężczyzna nachylił się nad nim, wplótł dłoń we włosy, głaskał po szyi, złączył razem ciepłe wargi. Ich języki niecierpliwie ze sobą walczyły. Dłoń mężczyzny powoli przesunęła się po klatce siedemnastolatka. Delikatnie.
Daniel gwałtownie złapał nadgarstek. Mocno, a przynajmniej tak mu się wydawało. Odsunął się od ust starszego mężczyzny, by zajrzeć w wypełnione pożądaniem oczy i posłać bezczelny uśmiech. Przesunął dłoń mężczyzny na swoją szyję, pozwolił ją objąć.
Nie baw się Jay. – Jego uśmiech się poszerzył. Wyglądał co najmniej niepokojąco. – Nie lubię delikatnych ci... – Nie powiedział nic więcej, opadając bezwładnie na poduszkę. Chcąc złapać się zupełnie odruchowo za obolałą twarz, syknął, gdy jego nadgarstki przeszył silny ból. Nie mógł się ruszyć. A chwilę później starał się złapać oddech, patrząc gasnącymi oczyma na wykrzywioną w uśmiechu, usatysfakcjonowaną twarz Kane'a.
Śmiał się prowokująco. Z dzikim zadowoleniem. Niezrozumiale. To była jego pokuta.

***

Odpaliłem kolejnego papierosa, odrzucając od siebie dalszą część wspomnień. Nie był to dobry moment, a ja wolałem wspominać chwile, w których Kane wił się pod moim dotykiem, jęczał i krzyczał z bólu za sprawą moich dłoni, za sprawą moich małych tortur.
Skierowałem spojrzenie na Zacka, wyrwany z zamyślenia przez jego cichy głos. Niemalże przewróciłem oczyma, słysząc odpowiedź. Doskonale wiedziałem, że zechciałby uzupełnić luki, wierzyłem jednak, że nie będzie miał ku temu sposobności. Cóż, "wierzyłem" to za dużo powiedziane. Bardziej odpowiednim określeniem będzie "liczyłem na to". Ale Zack nie mógłby dowiedzieć się zbyt wiele. To wymagałoby od niego dużo pracy, dużo ryzyka i... Rozmowy z Kanem.
W końcu dotarliśmy do mieszkania. Skrzywiłem się wymownie, widząc nienaganny porządek, zapatrzywszy się zaś na Ramona, przywdziałem na twarz jeszcze większy grymas. Wiedziałem komu Zack powierzył opiekę nad kotem, gdyż nie było innej możliwości. A nawet jeśli była, nikt prócz jakiejś durnej kobiety liczącej na coś więcej za swoje poświęcenie, nie zrobiłby tych wszystkich nadprogramowych rzeczy. Nie zdążyłem w żaden sposób zacząć tematu, właściwie niekoniecznie w ogóle zamierzałem to robić. Zack odezwał się, nawiązując do słów usłyszanych przeze mnie poprzedniego wieczoru.
"Nie chcę", to jedyna odpowiedź na jaką byłoby mnie stać. Złe przeczucia wzmogły na sile. Nie powiedziałem jednak nic, opierając się o blat, wcześniej nastawiając wodę. Wyczekująco, z zimnym dystansem patrzyłem na Zacka.
Moim przeczuciom zawsze należało ufać. Doskonale o tym wiedziałem, dlatego nawet nie czułem się zaskoczony. Ani szczególnie zgorszony.
Dokąd chcesz się wyprowadzać? – Splotłem ramiona, patrząc na chłopaka bez większych emocji, twardo i stanowczo. – To mieszkanie jest wystarczająco przestronne dla jednego człowieka i kota. – Przymknąłem na chwilę oczy. To była kwestia czasu, wiedziałem o tym. W końcu musieliśmy poruszyć temat wspólnego mieszkania.
Wiesz, że to było tylko na jakiś czas. Przyjechałem tu, żeby ci pomóc, mój pobyt trochę się przedłużył, ale to wszystko. Myślałem nad tym dłuższy czas i wygląda na to, że nadszedł najwyższy moment bym się wyprowadził. Nie "wyprowadzili". – Wyjąłem paczkę Stonesów. – Nie spodziewałeś się przecież, że z tobą zamieszkam na stałe. – To nie było pytanie. Zack podjął próbę, będąc z góry skazanym na porażkę i dobrze o tym wiedział. Ale temat wisiał w powietrzu od jakiegoś czasu i ktoś musiał w końcu go zacząć. Zrobił to Zack. Głęboko wierzyłem, że nieszczególnie go zawiodłem. Przecież musiał wiedzieć, że w końcu wrócę do swojego apartamentu. Miałem przecież swoje życie, a to miało toczyć się w Las Vegas. Nie tu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Maj 02, 2016 2:12 am

Obawiałem się jego odmowy już od dłuższego czasu. Doskonale wiedziałem co oznacza poruszanie tego tematu dla mnie. Prawdopodobnie nie sądziłem, że spotka się to z mojej strony z aż tak wielkim… zawodem. Nie byłem w żadnym razie zirytowany ani Nawe nie nie rozumiałem Daniela. Było mi zwyczajnie szkoda, że Curtis… nie jest inny. Był o wiele rozsądniejszy, dbał przede wszystkim o siebie i interesy, a problematyczne zagadnienia potrafił od siebie doskonale oddalić, zdystansować się. Ja zaś… byłem pełen nadziei na to, że kiedyś uda mi się zmienić Daniela. Było to tylko chwilowe złudzenie wyjątkowości, którego doświadczenie spotęgowało ból straty.

Wysłuchałem wszystkiego co miał Daniel do powiedzenia z niezmiennie tym samym wyrazem twarzy. Moja obecna mimika była mieszanką znudzenia, zobojętnienia, chłodu i swego rodzaju ledwo dostrzegalnego zniechęcenia. W istocie byłem bardzo tym niekontent. Tym, że te słowa odmowy padły.
 -Dlaczego miałbyś się ze mną nie wyprowadzić? –spytałem i wzruszyłem ramionami zupełnie tak, jakbym tego w ogóle nie rozumiał. Nie chciałem. Nie próbowałem, ale miałem wrażenie, że to znowu ja jestem niepoważny, a Daniel rozsądny.
 -Spodziewałem się tego, że może będziesz chciał ze mną być –wymamrotałem pod nosem i zrobiłem krok w tył, cofając się poza zasięg Daniela. Tak łatwo Curtis potrafił mnie do siebie zniechęcić.
 -Jak sobie wyobrażasz nasze spotkania? –zacząłem się unosić. –Wiesz jak daleko jest z Los Angeles do Las Vegas? –mówiłem dalej. Być może niepotrzebnie. –Wiesz!
Bałem się dowiedzieć tego, że Daniel nie będzie miał mnie ochoty ani czasu widywać. Bałem się, że teraz, gdy już zdobył to, czego chciał – nic więcej się już liczyć nie będzie. Pierwszy raz od bardzo długiego czasu dopadły mnie tego typu obawy. Zupełnie irracjonalne i bezpodstawne. Żałosne, fikcyjne i nieprawdziwe.
 -Nie myśl sobie, że łatwo jest tak po prostu odrzucić wszystkie wątpliwości –powiedziałem ciszej. –Nie po tym, co się stało wczoraj –wycedziłem.
Mamrocząc jeszcze coś pod nosem, opuściłem kuchnie i poszedłem do sypialni. Zamknąłem za sobą gwałtownie drzwi. Początkowo jedynie usiadłem na łóżku, gdy go już dopadłem, potem zaś położyłem się i przykryłem kołdrą.  Wtedy też uświadomiłem sobie, że byłem wręcz skrajnie zawiedziony, a mimo to moja gwałtowna reakcja… była z pewnością nie na miejscu. Niestety jak zwykle po fakcie uświadamiałem sobie jak bardzo żałosny potrafię być, gdy Daniel pojawia się na horyzoncie.
Lada chwila zacząłbym żałować tego, że oddałem się Danielowi. Potem wszystko runęłoby jak domino.

W przeciągu następnych dwóch minut tak właśnie się stało. Kiedy zacząłem myśleć o tym, jak głęboko pogrzebałem racjonalniejsze możliwości – zacząłem ubolewać. Nie musiałem wczoraj wcale na nic się zgadzać, dalej trzymać Curtisa w niepewności, ale przynajmniej przy sobie. Mogłem też nie używać słów takich jak kocham czy my lub wyprowadzka. To wszystko to były skandaliczne potknięcia, których dopuściłem się w szale gwałtownych uczuć.
Zmierzenie się z tym, jak bardzo lekkomyślny byłem bolało bardziej niż cholerna niedelikatność Daniela sprzed chwili. Siarczysty policzek od bezlitosnej rzeczywistości. Sam sobie na to zapracowałem.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Maj 02, 2016 2:35 pm


Z tym samym zdystansowanym chłodem w oczach, patrzyłem na Zacka, gdy skończyłem mówić. Nie dlatego, że chciałem sprawić mu przykrość. Musiał wiedzieć, że ta kwestia zwyczajnie nie podlega dyskusji, a moje nastawienie było tu niezbędne, by utwierdzić go w owym przekonaniu. Nie miałem do czynienia z dzieckiem, dlatego nie odczuwałem konieczności posuwania się do delikatnych słówek i niekończących się podchodów. Sprawa była prosta, moje zdanie jasne i na tę chwilę nie mogło ulec zmianie. Naprawdę myślałem, że Zack to zrozumie. Jest mądrym i inteligentnym człowiekiem i choć osobiście znam takich wielu, on wyróżnia się na tle większości. Jak się okazuje, nawet takim ludziom emocje potrafią okrutnie przysłonić oczy.
Wyciągnąłem kolejnego papierosa, a odpaliwszy go, z coraz bardziej pochmurniejącym spojrzeniem, słuchałem chłopaka. Jego pytanie było idiotyczne, nie jestem w stanie uwierzyć, że zadał je na poważnie i jeszcze oczekiwał odpowiedzi. Musiał rozumieć dlaczego. Unosił się emocjami i choć nie było mi to na rękę, byłem wyrozumiały. Do czasu.
W ciszy, z chłodnym dystansem w oczach słuchałem Zacka, który coraz bardziej podnosił głos. Moja rozluźniona postawa i niewzruszone spojrzenie mogły wskazywać wręcz na lekceważenie jego słów, jego postawy. Ale nie mogłem nic na to poradzić, czułem się zniesmaczony patrząc na to oblicze Zacka. Zdrowy rozsądek odsunął na bok, unosząc się czymś tak durnym jak... Miłość? Więc to jest ta miłość? Pierdolenie nastoletniego gówniarza i brak jakiegokolwiek zrozumienia, gdy dochodzi do rozmowy o poważnych sprawach, bo według kanonów, powinienem zachować się tylko w jeden sposób? Uśmiechnąć się rozkosznie, z radością wyrazić chęć wspólnego mieszkania, pojechać po zwierzaczki, wprowadzić się i tworzyć szczęśliwą rodzinkę? Tak, kurwa. Zapomnijmy o wszystkim innym, udawajmy, że jesteśmy zwykłymi ludźmi, którzy mogą pozwolić sobie na takie luksusy, jak beztroskie wspólne życie. Bo przecież nic innego się nie liczy! Tylko jego pieprzona miłość, od której mnie mdli i jeśli jeszcze chwilę posłucham tych bredni, to chyba się porzygam. Moja mina z całą pewnością odzwierciedlała całą niechęć, którą w sobie kryłem. A wzrok pogardliwie oceniał kolejne i kolejne słowa.
Ale gdy padły następne, zamarłem.
Zack zniknął za drzwiami, ja zaś powoli uniosłem brwi i krótko prychnąłem z niedowierzaniem wymalowanym na całej mej osobie. Przymknąłem oczy. Wziąłem głęboki oddech. Dopalałem papierosa, próbując opanować drżenie rąk. Próbując nie zacisnąć palców mocniej. Próbując nie zrobić nic gwałtownego.
Otworzywszy oczy, gwałtownie odłożyłem szluga i szybkim krokiem skierowałem się do sypialni. Z twarzą wykrzywioną złością zbliżyłem się do łóżka, brutalnie chwyciłem zackowe ramię, odwracając chłopaka w swoją stronę. Nachyliłem się, ze stłumionym hukiem opierając dłoń po jednej stronie jego głowy. Chwyciłem za kołnierz, uniosłem chłopaka gwałtownie, zajrzałem wściekle w niebieskie oczy.
Myślisz, że to wszystko było dla wczorajszej nocy? – Nie mogłem opanować warkliwego, niskiego i szorstkiego głosu, ani iskierek furii igrających w czarnych oczach. Moja pięść boleśnie zaciskała się na materiale. – Sądzisz, kurwa, że byłem przy tobie tylko dla twojego wątpliwego dziewictwa? – Prychnąłem bezczelnie, nie słuchając podświadomości, która krzyczała, że słowa te brzmiały nazbyt okrutnie. – Wiesz jak wyglądałeś, kiedy tu przyjechałem? Wiesz. – Palce zaciskały się mocniej. – Gorzej niż gówno. Byłeś obrzydliwy, odrażający, zagubiony, bezradny. Rozczulająco żałosny. Sądzisz, że się tobą zająłem dla Janine? – Uniosłem brwi wyżej, nie próbując już opanować drżenia zaciśniętej w żelaznym uścisku dłoni. – Tak naprawdę dobrze wiesz. Nie dla niej i nie dla ciebie. Dla siebie, dla swojego sumienia. Mogłem je oczyścić i cię zostawić. Wziąć, co chciałem i wyjechać. Nie musiałem czekać. – Mój głos się przyciszył, moja twarz zbliżyła mocniej. Usta wykrzywiał podły uśmiech. – A może ty myślisz, że się zmieniłem? – Kąciki ust uniosły się jeszcze wyżej, mrukliwy głos brzmiał nazbyt nieprzyjemnie. – Że nie byłbym w stanie powtórzyć tego co zrobiłem tamtej nocy? Tak sądzisz Zack? – Palce zaczęły powoli się rozluźniać, uśmiech nabrał litościwego wyrazu, wzrok stał się jeszcze bardziej obcy, pusty. – Mogłem wziąć cię siłą. Mogłem to zrobić, gdy znów stałeś się piękny. Bez robienia obiadków, bez szczerych rozmów, bez rodzinnych odwiedzin, bez zostawiania Luisa, bez igrania z Drakem, bez wybierania między wami, bez martwienia się o twoje kurewsko nierozsądne dupsko, bez strachu o twoje bezpieczeństwo, bez organizowania obrzydliwie romantycznych wycieczek, bez sprawiania prezentów, bez pieprzonego związku. Bez patrzenia na ciebie i twoje zdanie. – Uśmiech zszedł już dawno, dłoń niemal całkowicie się rozluźniła, wciąż lekko trzymając materiał. Zaglądałem głęboko w tak znajome oczy. – Zabijam ludzi Zack. Jestem mordercą. Robię też gorsze rzeczy. – Dłoń puściła materiał, przesuwając się wyżej, na odsłoniętą szyję. Palce z rozkoszą drażniąco ją oplotły, nie zaciskając się. – Wariuję od wstrzymywania się przed zrobieniem ich tobie – wymruczałem, sunąc dłonią delikatnie wyżej, zahaczając o policzek i ucho. Tam ją zatrzymałem. Mój wzrok zaczął przypominać, że wciąż jestem sobą. Stać mnie było dłużej już tylko na szept. – Nie znasz mnie. Nie z perspektywy człowieka, który się dla mnie nie liczy. Nikogo tak nie traktuję. Przy nikim się nie wstrzymuję. Nie bywam delikatny, nie próbuję panować nad złością. Nie staram się. Robię to wszystko tylko dla ciebie. Już od dawna nie dla siebie. – Zamilkłem na krótką chwilę, nie odrywając spojrzenia od błękitnych tęczówek. – Robię to, bo...
Moja dłoń zadrżała, lecz wzrok nie oderwał się ani na moment od Zacka. Przez chwilę wyrażał zaskoczenie. Zaskoczenie spowodowane tym, do czego sam właśnie doszedłem. Moje oblicze złagodniało.
Kocham Cię Zack.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Maj 02, 2016 4:39 pm

Stęknąłem głośno, gdy Daniel boleśnie szarpnął mną za ramię i równie mało delikatnie chwycił za poły koszuli, która miałem na sobie. W odruchu złapałem go za nadgarstki, a orientując się, że wyrywanie się na nic nie zda – jedynie zatrzymałem tam dłonie, luźno obejmując ręce chłopaka palcami. Daniel był wściekły i nic w tej chwili mi nie pomoże. Stawianie się chłopakowi w tym stanie to jak wbieganie pod pociąg. Bałem się go równie mocno, co pragnąłem jego bliskości. Curtis był w tym stanie dziwnie oszałamiający. Adrenalina pędziła moją krew, a serce rozbijało się o żebra, odbierając dech.

Daniel nie stosował taryfy ulgowej. Od razu dął mi do zrozumienia, że nie ma zamiaru podchodzić do mnie jak do dziecka, którym momentami byłem. Musiałem wysłuchać tych wszystkich przykrych, gwałtownych i głośnych słów choć nie miałem najmniejszej ochoty. Wszystkie bowiem były niewygodną prawdą, odsłaniającą mój brak wyczucia i zastanowienia nad tym, co wcześniej powiedziałem.
Daniel nie omieszkał mi także uświadomić tego, nad czym nie miałem chęci się zastanawiać nigdy, do czego zamarzyłem już wracać, bo zostawiłem za sobą. Curtis bez zająknięcia wywlókł to na światło dzienne i rzucił mi tym w twarz jak kawałkiem surowego mięsa. Mało to było przyjemne, śliskie i zimne.
Gdy zaś mężczyzna bezbłędnie wyczuł moją naiwność – moja mimika w jednej chwili zmieniła się z mało konkretnego wyrazu twarzy w ów bardzo widoczny zdezorientowania. Nie czułem zatem żadnej ulgi, gdy chwyt Daniela nieco się poluzował i dał mi to tym samym więcej pola do manewru. Nie miałem pojęcia do czego to wszystko zmierzało choć powinienem był się domyślić czegokolwiek już dawno. Przynajmniej spróbować się zastanowić.

Moje spięte mięśnie rozluźniły się ze zrezygnowaniem, a na mojej twarzy znów widniał doskonały obraz zobojętnienia. Byłem uparty do samego końca.
Doskonale także wiedziałem czym para się Curtis, a on wiedział, że ja wiem. Powiedzenie tego głośno nic nie zmieniło. Mój stosunek pozostawał ten sam. Zwyczajnie niewiele to dla mnie znaczyło. Byłbym obłudnym frajerem, gdybym celowo dystansował się od tej wiedzy, od tego Daniela, którego przecież tak dobrze znam. Otóż – spodziewałem się po nim wszystkiego. Akceptowałem wszystko, co dotyczyło Daniela.
A mimo tego, że wciąż utrzymywałem iż nic mnie nie zaskoczy – wstrzymałem oddech, gdy stawał się dla mnie coraz delikatniejszy, bardziej znajomy i czuły. Szept zaś wywołał we mnie niekontrolowany dreszcz przebiegający po całym ciele. Niepowstrzymane westchniecie wyrwało się spomiędzy moich rozchylonych ust za sprawą dotyku ciepłych, dużych dłoni na skórze.

Miałem wrażenie, że mój umysł stał się w jednej chwili pozbawiony całego ciężaru emocji przeplatających się z decyzyjnym przymusem. Nie myślałem o niczym konkretnym, gdy wsłuchiwałem się w szept Daniela, który treścią swą dezorientował mnie coraz bardziej. Z każdym kolejnym cichym słowem miałem coraz większą ochotę kazać mu zamilknąć, jednocześnie zwalczając chęć odpowiedzenia mu podobnymi wyznaniami. Chciałem tak bardzo powiedzieć mu jak wiele dla mnie znaczy, a nawet nie potrafiłem tego ubrać w słowa. Daniel robił to znacznie sprawniej niż ja.
Na moment zaś przed tym jak niemal zszedłem na miejscu – już wiedziałem co powie Daniel w następnej chwili.

Przez chwilę po prostu wpatrywałem się w łagodną twarz Daniela, taksując ją rozemocjonowanym spojrzeniem. W końcu jednak przestałem panować nad tym jak zachowywała się moja mimika. Miałem wrażenie, że lada chwila zrobię coś wbrew sobie. Dlatego właśnie ostatkami woli zmusiłem się do ukrycia twarzy w dłoniach. Przechyliłem się bezradnie w stronę Daniela, opierając o jego klatkę piersiową czubek głowy.

Trwałem w takiej pozycji kolejne sekundy, dochodząc do siebie. Nawet gdybym mógł – nie wiedziałbym, co miałbym powiedzieć. Nie do końca nawet dowierzałem  temu, co słyszę. Znowu byłem zagubiony, bezradny. Rozczulająco żałosny. Odrażające jednak było to, że tak okropnie cieszyłem się, słysząc to wyznanie Daniela.
Czy tego zawsze chciałem?
 -A ja ciebie –wyszeptałem tylko. Nie byłem w stanie niczego więcej wykrztusić.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Maj 02, 2016 6:23 pm


Nie wiedziałem co mówię i było to oczywiste, bo przecież, gdybym wiedział, nigdy nie wyszłyby z mych ust tak żenujące słowa. Działałem w emocjach od samego początku do samego końca i choć emocje te zmieniały się z chwili na chwilę, nieustannie kierowały mną z wielką siłą. Pierwszy raz tak mocno się przed kimś odkryłem. Nigdy nie potrafiłem mówić o sobie, nie lubiłem tego i nie czułem podobnej potrzeby. Nie wiedziałem, jak wyrażać swoje uczucia, jak przekazywać je innym, gdy już takie posiadałem. Dlatego szokowało mnie wciąż to, jak łatwo wszystkie te słowa, które właśnie wypowiedziałem przeszły mi przez gardło. Szczególnie te ostatnie. Nawet się nie zająknąłem, nie poddałem dłuższej chwili wahania, nie mówiąc o tym, że ich nie przemyślałem, nie wziąłem pod uwagę tego jakie konsekwencje mogą ze sobą nieść. Po prostu nie myślałem. O niczym. Mówiłem, uzewnętrzniając się tak, jak bym nigdy siebie o to nie podejrzewał, nawet w obecności Zacka.
Śmiem podejrzewać, że w tamtym momencie wyglądałem na bardziej zaskoczonego i rozchwianego niż adresat mego niespodziewanego wyznania. Kierowany jedynie chęcią zachowania twarzy, nie oddaliłem się natychmiast, przeklinając głośno swój wybryk. Swój brak opanowania. Cicho trwałem w miejscu, patrząc nieodgadnionym wzrokiem na człowieka, któremu właśnie wyznałem... miłość. Tę miłość, którą tak niedawno pogardziłem, tę, od której boleśnie mnie mdliło. Jak mogłem powiedzieć coś, czego sam nie byłem pewien? Nie znam tego uczucia. Nie wiem czy to nim właśnie jest, ale... Jakże mogło być inaczej? I bez ostatnich słów, cały mój cholerny monolog był jednym wielkim wyznaniem. Jeśli nie jest to tym, co ludzie powszechnie nazywają miłością to czymże może być?
Zamknąłem usta, wciąż wpatrując się w chłopaka, nie wiedząc właściwie co ze sobą zrobić. Serce biło mi nienaturalnie szybko, gdy w pełni uświadomiłem sobie co właśnie zrobiłem. Czułem się zażenowany swym własnym zachowaniem. Gwałtowne emocje powiązane ze złością i jej pochodnymi opadły, a ja pozostałem z widmem ciążącego nade mną wyznania, którym uraczyłem Zacka. On też ewidentnie nie wiedział co z nim począć. Jednakże w przeciwieństwie do mnie, cieszył się. Wiedziałem, że był zachwycony. Wiedziałem, że tego ode mnie chciał. Lecz ja nie powiedziałem tych słów, by sprostać oczekiwaniom. Najgorsze jest właśnie to, że powiedziałem je bezmyślnie, unosząc się szczerością. Nie zdążyłem poznać nigdy tej części siebie i bałem się nawiązać z nią dłuższą znajomość. Zack był zadowolony, ja zaś pełen obaw. Zwykłe słowa niosły ze sobą zbyt dużą odpowiedzialność i zbyt wiele zmian. Nie zamierzałem się im poddawać. Odgradzając się od niebezpieczeństwa ze strony obcych uczuć, nazwałem je tylko słowami. Wmawiałem sobie, że nic nie zmienią. Nie mam zamiaru nic poprzez nie zmieniać. Nic poza samopoczuciem Zacka. A jak się okazało, także moim. O dziwo, czułem się lżej. Niewytłumaczalnie lekko, dobrze, tak jakby jeden potężny ciężar właśnie spadł z mego serca i przede wszystkim z umysłu. Ale ten szybko zrobił miejsce dla następnego, który już teraz zaczynał się rozbudowywać w szybkim tempie. Tylko słowa były dobrym materiałem budowlanym.
Należało ostudzić emocje. Sięgnąć po pomoc rozsądku. Ochłonąć. Nie ruszałem się więc, pozwalając Zackowi trwać w tej pozycji, sam przymknąłem na sekundę oczy, a odkaszlnąwszy, znów się odezwałem, choć tym razem przy użyciu wolnego od emocji, wyważonego tonu.
Nie możemy mieszkać razem dopóki nie rozwiążemy swoich spraw. – Westchnąłem cierpiętniczo, przeczesując włosy jeszcze lekko dygoczącą dłonią. – Nie mogę ci zaufać, dopóki nie uporządkujesz swoich priorytetów. Nie mogę cię też uchronić od konsekwencji, jakie poniesiesz, jeśli będziesz brnął w to dalej. Nie możemy żyć pod jednym dachem i udawać, że nie ma między nami żadnych napięć. Jestem zawodowcem, Zack. Niezbyt dobrym, skoro jeszcze nie oddałem cię w odpowiednie ręce, ale wystarczająco trzeźwo myślącym, by nie ułatwiać ci dłużej dostępu do informacji.  Wyobraź sobie jak podłym uczuciem jest zastanawianie się czy nie użyjesz tego gówna, które ci wczoraj dałem przeciwko mnie. – Prychnąłem z niewesołym rozbawieniem, kręcąc głową ze zrezygnowaniem. – To nie jest zabawa. Ja nie odejdę z mafii, to niemożliwe. A jeśli ty też nie przestaniesz unosić się dumą, któryś z nas mocno na tym ucierpi. Będziesz bezpieczniejszy, gdy wrócę do Las Vegas, dopóki wszystko się nie uspokoi. Dobrze o tym wiesz. – Ta rozmowa najwidoczniej była nam potrzebna. Nie mogliśmy dłużej udawać, że nic się nie dzieje. Mieliśmy dzień beztroski dla siebie, teraz musieliśmy powrócić do rzeczywistości i się z nią zmierzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Maj 03, 2016 4:27 pm

Emocje we mnie powoli opadały, a ja odzyskiwałem kolejne pokłady utraconej chwilę temu świadomości. Byłem znacznie spokojniejszy, gdy wreszcie Daniel przedstawił mi swoje prawdziwe motywy. Nie wiedzieć czemu – wierzyłem mu. Nie mógł przecież wymyślić całej tej gadki tylko na potrzeby chwili. Nie byłbym tego wart. Tego całego zachodu.
Stanąłem zatem na pewniejszym gruncie. Unosząc głowę do góry i kierując swoje spojrzenie na Daniela – byłem z powrotem sobą. Nie żałosnym roztrzęsionym dzieciakiem, nie zirytowanym głupcem. Doskonale wiedziałem co teraz. Teraz również rozumiałem sens słów Daniela, jego odmowę. W końcu przecież poświęciłem chwilę na zrozumienie tego.
Wstydziłem się też swojego zachowania sprzed kilku minut. Straciłem wtedy kontrolę nad… mózgiem. Nigdy bym nie pomyślał, że właśnie mi się to przytrafi.

Daniel ponownie powiedział to co miał na myśli, a ja postanowiłem wysłuchać. Curtis wiedział co robi, a ja już także.
Zamiast się tym razem obruszyć czy chłopakowi nawtykać – słuchałem uważnie, obserwując jeszcze nieco niespokojnego Daniela. Ręka chłopaka nieznacznie drżała i mimo, że całkiem nieźle już nad sobą panował – mogłem domyślać się tego, że wcale nie jest to dla niego takie proste jak dla mnie. Ja byłem pewien tego co mówię, bo moje życie wewnętrzne jest uporządkowane na tyle, na ile potrafię sam je poukładać. Daniel wcale nie wyglądał na kogoś, kto regularnie organizuje swój chaos w głowie i jakkolwiek nad nim panuje. Nie ma w końcu takiej w tym wprawy jak ja, który całe życie musi radzić sobie z izolowaniem prawdy od iluzji.

Uśmiechnąłem się blado, gdy Daniel wspomniał o moich priorytetach. Dotychczas jeszcze sądziłem, że wszystko w ich kwestii jest w najlepszym porządku. Nie tak dawno jednak doszedłem do innych wniosków – chciałem odejść od Jaydena. Nie liczyło się już dla mnie dłużej to, co mnie jeszcze jakiś czas temu trzymało tak blisko Kane’a. Teraz, gdy Daniel okazał się być powiązany z trzonem sprawy – miałem poważne obiekcje wobec słuszności tego, co robię. Nie chciałem, żeby praca wpływała na moje życie prywatne, a przecież brnąc w to dalej mógłbym pogrzebać właśnie je. To sięgało za daleko. Kane niestety trafił na kogoś, na kogo nigdy nie powinien był. Skoro zaś obaj się w tym zorientowaliśmy – powinniśmy jak najszybciej zerwać umowę. Wątpiłem jednak w to, by Kane miał na tyle przyzwoitości i pozwolił mi odejść.
Z pewnością także do końca nie zdawał sobie sprawy z tego, z kim miał do czynienia.

 -Dobrze o tym wiem –mruknąłem zgodnie i nieco się podniosłem, przysuwając się bliżej do Daniela. Zajrzałem w jego czarne tęczówki i momentalnie na moje usta wkradł się wyraźnie sugestywny uśmiech. Nic nie potrafiłem na to poradzić.
 -Powiem ci jednak, że… –zacząłem, ciągnąc Daniela w dół, by zajął miejsce obok na łóżku zamiast stać. –…przez Drake’a przestałem być anonimowy.
Bezwstydnie wdrapałem się na kolana Curtisa, usadawiając się okrakiem na jego udach.
 -Wiesz co to znaczy? –zapytałem, poprawiając się na mężczyźnie. –Wiem, że tak. Że doskonale wiesz o tym, że boję się o swoje życie nie bez powodu –ciągnąłem. –Bez ciebie jestem praktycznie bezbronny. –Zaśmiałem się w tym momencie dość ponuro bowiem  faktycznie  taki właśnie byłem.
 -Jestem niski, słaby, postrzelony i w dodatku nie robię nic poza siedzeniem przed komputerem –przybliżyłem chłopakowi to, co miałem na myśli. Właściwie… tak wyglądała moja sytuacja. Rzeczywiście  byłem praktycznie nieszkodliwy. Gdyby ktoś chciał się mnie pozbyć, bo byłem zbyt niewygodny czy zbyt blisko – mógłby zrobić to bez trudu. Zwłaszcza, gdy dysponował całą mafią, a ja nie miałem zamiaru sobie odpuścić zaglądania do przestępczych śmietników czy skrzynek pocztowych.
 -Nie twierdzę, że teraz ktoś mógłby chcieć rozwiązać problem –mruknąłem, wzdychając cicho. –Ale za jakiś czas z pewnością.

Sięgnąłem do ramion Curtisa. Przejechałem po nich dłońmi nim otoczyłem jego szyję własnymi rękami. Wciąż patrzyłem mu w oczy i nie pozwalałem zniknąć ze swojej twarzy uśmiechowi. Taksowałem jego oblicze jeszcze jakąś chwilę, gdy dochodziłem ponownie do tego samego wniosku odnośnie tego, jak Curtis obecnie dobrze wygląda.
 -Naucz mnie używać broni –odezwałem w końcu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   

Powrót do góry Go down
 
I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 13 z 15Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14, 15  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: