IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 10 ... 15  Next
AutorWiadomość
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pią Paź 09, 2015 11:40 pm


Przez dłuższą chwilę po powrocie, w ogóle nie zwracałem uwagi na Zacka, jakby jego obecność w tym pomieszczeniu zupełnie zanikła. Machinalnie siadając do stołu i skubiąc zimną rybę wysłużonym widelcem , wciąż myślałem o sprawie Nikolaja Baskow, mężczyzny, którego znienawidziłem w przeciągu kilku krótkich minut, oraz mężczyzny, który ma tego samego ojca, co ja. Z coraz większą dozą nienawiści wbijałem sztuciec w niewinne jedzenie, z takim trudem przeze mnie przyrządzone. Nie podlega wątpliwości to, że wokół mojej skromnej osoby roztaczała się złowroga, gęsta aura nienawiści. Jestem w dupie. Jestem? Powinienem zadać sobie takie zasadnicze pytanie: dlaczego aż tak bardzo zależy mi na skrzywdzeniu Micka? Wkurza mnie sam jego wygląd, to prawda, ale nie może być to powodem morderstwa. A to, że w jakiś sposób skrzywdził Zacka, może być? Mogłoby być cztery lata temu, kiedy pełniłem rolę jego najlepszego przyjaciela, obrońcy i starszego brata. Ale teraz nic nas nie łączy. Nie jesteśmy przyjaciółmi, nie jesteśmy nawet kochankami. Jesteśmy po prostu dwójką dorosłych mężczyzn, którzy mają kilka wspólnych wspomnień, a poza tym w ogóle się nie znają. A jednak mi na nim zależy. To przez te wspomnienia? Jakikolwiek nie byłby powód, zostawię dilera w spokoju. Nie jest wart tyle, bym przez niego narażał stosunki z Drake'm. Człowiek ten bardzo ceni sobie swoich ludzi i nawet jeśli jestem w hierarchii tej rodziny bardzo wysoko, nie upoważnia mnie to do zabijania współbraci. Mógłbym to zrobić, gdybym faktycznie miał istotny powód, który uznałby Drake. Tym czasem nie mam żadnego konkretnego i lepiej, żeby Miki nie pojawił mi się kolejny raz przed oczami, bo jak słowo daję - znajdę, albo wymyślę.
Z nieprzyjemnego zamyślenia wyrwał mnie głos chłopaka siedzącego nieopodal. Dopiero teraz uniosłem na niego wzrok, spostrzegając, że siedzi z lapkiem na kolanach, a po jego obiadokolacji ani śladu. Szybko się uporał z tą oporną rybą. Bardzo dobrze, może da radę przysłonić te jego wystające kości jakąś namiastką tłuszczu. Zapatrzyłem się chwilę w błękitne tęczówki, analizując słowa chłopaka, jakby mówił co najmniej po chińsku. Jednocześnie zastanawiałem się nad odpowiedzią. Mój wzrok wciąż był nieprzyjemny, a cała postawa wskazywała na silne rozdrażnienie. Odezwałem się po dłuższej chwili mocnego zamyślenia.
- Wiedziałeś, że twój Nikolaj należy do mafii? - Odłożyłem widelec, którym zmaltretowałem resztki ostygniętego łososia i usilnie wpatrywałem się w chłopaka, wyczekując odpowiedzi. W sumie to całkiem oczywiste, że rusek będący zarazem dilerem jest członkiem mafii, tylko czemu akurat mojej? Zastanawiające jest to, czy Zack w ogóle wie, jak jego drogi przyjaciel się nazywa. Szczerze w to wątpię. Być może nie powinienem mówić szatynowi o tym co odkryłem na temat Micka, ale z drugiej strony dobrze będzie go uświadomić. Może to skłoni go do całkowitego zaprzestania kontaktów, w razie gdyby jednak przyszło mu do tego pustego łba ich odnowienie. Nie wątpię, że znajdzie się moment, w którym zapragnie wrócić do nałogu i bez zastanowienia skontaktuje się ze swoim kochanym dilerem, a ten, nawet jeśli dzisiaj zarzekł się, że więcej nie przyłoży ręki do dostaw dla chłopaka, być może zrobi to, mając nadzieję na wybaczenie, o ile faktycznie mu na nim zależy. Jestem na to przygotowany. A przynajmniej tak mi się wydaje, bo sprawa może przedstawić się gorzej, kiedy już ten dzień nadejdzie, a ja ponownie będę musiał spojrzeć w twarz mężczyzny, którego mam ochotę ukatrupić, a nie bardzo mogę to zrobić. O ironio, zawodowy morderca nie może pozbawić życia jakiegoś mało znaczącego robala, który zaszedł mu za skórę. Nie, tak właściwie to nie zaszedł. Ale to bez znaczenia. Nie cierpię go i nie cierpię tego, że Zack go nie nie cierpi. A przynajmniej nie robił tego do dzisiaj. To się jednak może zmienić. Skoro skłonny był przebaczyć mi gwałt (tak mi się wydaje), to dlaczego niemiałby zapomnieć o małym występku Micka, nawet jeśli wywarł on na nim tak negatywne wrażenie?
Z tym samym wyrazem twarzy wodziłem wzrokiem za wychudzoną sylwetką chłopaka, gdy ten postanowił podnieść tyłek z kanapy i podejść do czajnika. Tym samym przeniosłem spojrzenie na dzbanek pełen zielonej herbaty, który przygotowałem względnie niedawno z myślą o naszej dwójce. Moje spojrzenie znów wróciło do chłopaka, gdy zadał swoje pytanie, najwidoczniej nie dostrzegając rzeczy, która przed chwilą jawiła się jako obiekt mojego nieznacznego zainteresowania. Z lekkim przejęciem obserwowałem jak drobna dłoń chwyta kubek. Miałem nieodparte wrażenie, że zaraz go wypuści z tych swoich wątłych palców. Nic takiego jednak na szczęście nie nastąpiło. Myślę, że na dzień dzisiejszy wystarczy zbitych rzeczy.
- Zrobiłem cały dzbanek, Zackie - poinformowałem, próbując doprowadzić już swój wzrok do normalności. Starałem się wyrzucić z głowy Micka i wszystko co z nim związane, jednak okazało się to nie takie łatwe, jakbym chciał. Najlepszym wyjściem więc było skuteczne odwrócenie swej uwagi od tego przykrego tematu.
Powoli podniosłem się z miejsca, podchodząc do chłopaka stojącego w tej chwili plecami do mojej osoby. Bez skrępowania zbliżyłem się do niego i objąłem od tyłu, nachylając dość mocno, tak, że moje usta znalazły się przy jego uchu.
- Chodź do sypialni. - Ta niewinna propozycja, wypowiedziana gardłowym tonem kilka milimetrów od twarzy Zacka, wydała się całkiem perwersyjna i bynajmniej nie był to przypadek. Co prawda chciałbym wziąć jeszcze prysznic, ale nic nie stoi na przeszkodzie, bym pierwej ululał swojego słodkiego przyjaciela. Aby zaakcentować w pewien sposób swoje słowa, powoli wsunąłem duże dłonie pod koszulkę Zack'a, drażniąc opuszkami palców jego gładką skórę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pią Paź 09, 2015 11:48 pm

Początkowo zostałem zupełnie zignorowany i potraktowany jak powietrze. Cóż, rozumiem, że nie jestem wart nawet jednego spojrzenia jednak naprawdę chciałem wiedzieć, co go tak bardzo zdenerwowało.
Czy wydarzyło się coś czego nie zauważyłem? Pominąłem coś? No może nie mogłem się przysłuchiwać rozmowie Daniela, więc to zapewne ów tajemniczy telefon wywołał nad nim tą burzową chmurę. Aż nabrałem ochoty, żeby jeszcze bardziej napsuć mu krwi.
Po chwili wydobył z siebie odpowiedź na moje pytanie. Byłoby cudownie, gdyby tak właśnie się stało jednak nie mam do czynienia z normalnym człowiekiem, lecz z Dannym, który musiał odpowiedzieć swoim pytaniem na moje.
Uśmiechnąłem się z przekąsem. Każdy tu należy do jakiejś mafii i aż dziw, że ja nie.
-Nawet nie sądziłem, że to jego prawdziwe imię… –powiedziałem zgodnie z prawdą. Przedstawił mi się jako Nikolaj lecz nadmienił także, że to jedno z wielu jego imion. Nie łudziłem się nawet, że to jest prawdziwe. Roześmiałem się wtedy i stwierdziłem, że nawet nie wygląda jak rusek. Wówczas zapoczątkowałem zwrot ‘Mick’. Od tamtej pory Mick był Mickiem, a ja nawet nie miałem pojęcia, że tak właśnie jest naprawdę. Byłem tak blisko.
W ogóle to powinienem w sobie wyrobić nawyk sprawdzania każdego nowo poznanego znajomego skoro mam takie możliwości. To przecież dosłownie parę kliknięć, a jaki postęp w kontaktach międzyludzkich. Powiedzmy, że postęp. Postęp dla mnie bowiem nie potrzebuje dłużej z nikim rozmawiać, żeby dowiedzieć się co pikantniejszych nowinek z jego życia. Jutro to wypróbuję.
Teraz, jak o tym tak myślę, to zastanawiam się skąd wie o tym Danny? Czy to powód dla którego miałem się trzymać z daleka od przyjaciela i dopiero teraz został mi wyjawiony? Niemożliwe. Zbyt nagle. Czyli dowiedział się tego poprzez ten telefon. Tylko jak? W tym momencie, na tyle się zamyśliłem, że niemal nie udało mi się tak sprawnie utrzymać tego kubka, a zamiast milczeć, zaproponowałem Danielowi herbatę przy czym dopiero po chwili mój wzrok powędrował ku pełnemu dzbankowi zielonkawego naparu, który przyrządził niedawno mój gość. Zmarszczyłem brwi. Cóż, poczułem się właściwie jakbym był niedorozwinięty albo ciężko chory na jakąś niemożność umysłową. Moje brwi zbiegły się jeszcze bardziej kiedy zorientowałem się, że moich słów nie da się odwołać. Mogłem się ratować jedynie tym, że postanowiłem chwycić słoik z kawą. Kofeina na noc? W gruncie rzeczy to nawet się nie łudziłem, że uda mi się zasnąć. Nim jednak zdążyłem poczynić jakiekolwiek ruchy w kierunku tego by nasypać do swojego kubka odpowiednią ilość kawy, Daniel znalazł się tuż za moimi plecami. I jakby nie mógł sobie darować dalszego upokorzenia mnie, postanowił się do mnie poprzystawiać. Westchnąłem ciężko na jego propozycję. Z pewnością chciał żeby to tak zabrzmiało, a ja powinienem był się zawstydzić. Osiągnął to przed chwilą, a w tej chwili byłem zażenowany swoim zachowanie sprzed momentu i ani mi się śni, żebym pozwolił mu się w tym momencie dotykać bardziej jednoznacznie. Na milisekundy zabrakło mi tchu kiedy zimne dłonie chłopaka wsunęły się pod koszulkę. Było mi zbyt ciepło bym uznał taką różnicę temperatur za coś przyjemnego i przyjął dotyk z obojętnością.
-Czego jeszcze się dowiedziałeś o Mick’u? –spytałem zupełnie ignorując jego zasadniczo lubieżne zachowanie. Odwróciłem się do niego przodem i spojrzałem mu w oczy. Nie pozwalam robić z siebie idioty i mydlić sobie oczu. Niech nawet nie próbuje kłamać i grzecznie wyśpiewa wszystko co wie, a ja nie. Mógłby też wyjaśnić mi, w jakim celu potrzebuje tych wszystkich informacji.
Po chwili jednak wyraz mojej twarzy zelżał i uśmiechnąłem się do chłopaka lekko.
-Też chciałbym być w jakiejś mafii –stwierdziłem rozmarzony –To musi być świetna zabawa.
Pokiwałem głową jakby ważąc swoje słowa i faktycznie stwierdzając ich prawdziwość. Bardziej niż do mafii, chciałbym należeć do policji. Odkąd pamiętam, chciałem zostać tajnym agentem. Chciałem służyć krajowi, tak jak tata. Do pewnego czasu, byłem w niego wpatrzony jak w obrazek. Z czasem zdałem sobie sprawę, że był tylko nędznym zbijaczem bąków i nijak nie przysłużył się krajowi. Wszyscy jemu podobni, byli gów*o warci. Ale bycie tajnym agentem, to byłoby coś. Można by powiedzieć, że nie chciałbym żałować ani jednej sekundy swojego życia. Wcale nie trzeba mi było pracy w rządzie, ekstremalnych wrażeń, skoków ze spadochronem, a jedynie poczucia wykorzystania każdej możliwości, która została mi podsunięta przez los. Sprawdzenia wszystkiego, opracowania wszystkich ścieżek, wytyczenia nowych i pozostawienia po sobie śladu. Tego chciałem i o tym śniłem, gdy zwykłem spać.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Sob Paź 10, 2015 12:21 am


A więc nawet nie zdziwiła go moja informacja. Tak, w zasadzie nie powinna być dla nikogo szczególnym zaskoczeniem. Mick jest dilerem i choć nie każdy diler należy do mafii, to większość z nich owszem. Jest też Rosjaninem i jedyne co mi nie pasuje to to, że nie przynależy do ruskiego gangu, tylko akurat do cieszącej się renomą mafii Drake'a. Swoją drogą, musiał mnie rozpoznać. A przynajmniej jest to bardzo prawdopodobne. Swego czasu mieszkałem w siedzibie, tj. non stop przebywałem w towarzystwie Drake'a i nieustannie pojawiałem się w towarzystwie, by mu towarzyszyć. Moje imię dość szybko stało się znane wśród braci. Głównie dlatego, że trudziłem się robotą, którą większość osób pogardza. Mafia to mafia, a ludzi, którzy są jej członkami nie można nazwać ludźmi prawymi. Jednakowoż, mają oni jakieś tam serce i jakieś tam sumienie. Łatwo im przyczyniać się do czyichś nieszczęść, ale ciężej już być ich bezpośrednim wykonawcą. Mogą patrzeć na czyjeś męki, ale niekoniecznie je zadawać w takim stopniu, w jakim robię to ja. Z tak zimną krwią, z jaką wykonuję swoje obowiązki. W każdym kraju stacjonuje zazwyczaj trzech płatnych zabójców, a przynajmniej tych od nas. To sprawia, że łącznie ze mną mamy ich piętnastu. Nie jest to zbyt pokaźna liczba, biorąc pod uwagę, że pełna suma członków przekracza liczbę stu. Z tego też powodu każdy bez problemu byłby w stanie wymienić nazwiska naszych zabójców, a większość zna ich również z widzenia. Mnie szczególnie, gdyż tak jak już wspomniałem, dużo czasu spędziłem będąc pod opieką Drake'a i przebywając w jego towarzystwie. Uczył mnie i dlatego stałem się czymś w rodzaju jego prawej ręki. Do zabójstw doszły tortury. To jest jeszcze rzadsze. A już szczególnie, gdy ta sama osoba zajmuje się dwiema tymi sprawami jednocześnie. Stąd też jestem raczej rozpoznawalny, a ponieważ Mick pracuje nie tak daleko ode mnie, bardzo możliwe, że kiedyś przebywaliśmy w swoim towarzystwie, a ja po prostu nie zwróciłem na niego uwagi. Możliwe, ale nie pewne.
Być może nie powinienem dawać do zrozumienia Zackowi, że mam dostęp do takich i innych informacji. Jednakże, to bez znaczenia. Zack strasznie zgłupiał ostatnimi czasy, ale nie wierzę, by nie domyślił się, że ja sam jestem członkiem albo mafii, albo gangu. Sam mu tego oczywiście nie powiem wprost, lecz nie muszę również wyprowadzać go z błędu. Ważniejsze jest to, by nie dowiedział się, na czym dokładnie polegają moje obowiązki wobec rodziny, gdyż to już mogłoby go odstraszyć. Mnie samego by odstraszyło. I trochę tak jest. W dziwny sposób coraz mniej toleruję samego siebie. Jeśli tak dalej pójdzie, będę musiał odwiedzić Drake. Człowiek ten jest niezawodnym mistrzem pozbawiania innych wątpliwości. W każdym razie, Zack powinien domyślić się również, że mam kontakt z osobą, która podobne informacje mi dostarcza. Mógł spostrzec to wtedy, gdy znalazłem go w tej narożnej kawiarni, a także teraz, kiedy zdobyłem informacje na temat Mick'a. Ale sprawę tego gościa moglibyśmy odsunąć już na bok. Niesamowicie mnie drażni.
Stojąc za chłopakiem i delikatnie gładząc jego płaski brzuch dłońmi, obserwowałem jak przygotowuje kawę. Już miałem go skarcić za durny pomysł spożywania kofeiny na noc, kiedy ten ku mojemu niezadowoleniu obrócił się przodem i zadał wyraźne pytanie dotyczące, naturalnie, cholernego psa. Moje dłonie chwilowo pozbawione zajęcia, szybko znalazły się na wystających biodrach chłopaka, a kciuki poczęły powoli wodzić po linii zaznaczonych kości.
- Niewiele. Nic znaczącego - odparłem z dozą obojętności, patrząc prosto w błękitne tęczówki. Na dobrą sprawę była to prawda. Luis nie powiedział mi zbyt wielu szczegółów, choć sam dowiedział się na pewno dużo więcej. Nie mogę go jednak za to winić.
Moje oczy przymrużyły się nieco, gdy Zack postanowił dodać jedną, wyjątkowo inteligentną wypowiedź ze swego obszernego arsenału idiotycznych spostrzeżeń. W odpowiedzi fuknąłem swym kocim zwyczajem i zabrałem dłonie, jednocześnie odsuwając się nieco od drobnego ciała. Mój wzrok nie ukrywał tego, jaką pogardą obdarzyłem to kretyńskie spostrzeżenie.
- To nie jest zabawa. - Przez chwilę mój głos brzmiał wyjątkowo szorstko, a wzrok wyrażał skrajnie nieprzyjemne emocje. Była to jednak krótka chwila, gdyż w następnej już ponownie trzymałem chłopaka w swoich objęciach, by następnie złożyć przelotny pocałunek na słodkich wargach. - Chodź cnotko - mruknąłem, wymownie strzelając gumką bokserek, które założył na siebie Zack w chwili mojej nieobecności. Nie zwlekając dłużej, chwyciłem go za nadgarstek i dosłownie zaciągnąłem do sypialni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Sob Paź 10, 2015 12:36 am

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że chłopak miał w zanadrzu jakiegoś informatora, który miał możliwość zdobycia informacji w krótkim czasie. Ciekawe w co ten Daniel się bawi. Skąd przychodzi i czym się zajmuje na co dzień? Pojawiało się coraz więcej pytań, a na niektóre z nich nie chciałem nawet znać odpowiedzi.
Zabrałem włosy z oczu i wbiłem wzrok w ciemne tęczówki chłopaka. Nic ważnego, a jednak zdenerwowało go na tyle by udało mu się wytworzyć niemało złej aury, którą mógłby zabić jakieś rośliny, gdyby były tu jakieś obecne. Niech mi nawet nie próbuje wmawiać takich bzdur. Jestem na niego skazany dopóki nie wyjedzie i właściwie najlepiej by było gdyby nie ukrywał przede mną niczego, o co zapytam. To pozwala mi sądzić, że jest jeszcze więcej rzeczy, które ukrywa niż sądziłem na początku. To właśnie starałem się okazać moim spojrzeniem. Spuściłem wzrok na jego dłonie, które jakby nie potrafiły zająć się niczym oprócz pozostawania w ciągłym kontakcie ze mną i moją skórą.
Już dawno zwróciłem uwagę na to, że Danny jest cały w kolorowych rysunkach. Tym razem nie potrafiłem się powstrzymać i sięgnąłem dłonią do nadgarstka mężczyzny bowiem poszczególne obrazki zdawały się błagać o to bym poświęcił im chwile uwagi. Przesunąłem opuszkiem palca wskazującego po ścięgnach chłopaka. Wytyczyłem sobie ścieżkę po ramieniu Daniela aż do zgięcia łokcia, któremu to zbadanie pozostawiłem kciukowi.
Po chwili począłem wracać tym samym torem, aż do dłoni i dopiero wtedy przestałem zabawiać się z ciekawymi tatuażami chłopaka. Chciałbym je zobaczyć wszystkie. Znaczy, nie mam na myśli nic złego po prostu jestem ciekaw co właściwie kryły te bazgroły, które do tej pory tylko parę razy zwróciły moją uwagę. Jestem amatorem wszelkiego rodzaju sztuki. Nabawiłem się tego drobnego zboczenia jeszcze wtedy gdy byłem z Ev. Ta uwielbiała wszelkiego rodzaju sztukę, ciekawych, kolorowych ludzi i aż zastanawiałem się momentami, co ona robiła na moim kierunku. Miała niesamowity talent i wyczucie w kwestii tworzenia sztuki jako szerokiego zakresu tego pojęcia. Tacy ludzie powinni lądować na Akademiach Sztuk Pięknych albo korzystać z tego talentu i otwierać własny biznes. Ev twierdziła jednak, że jej pasją jest coś zupełnie innego i nie chciała się zająć ucieleśnianiem swojej kreatywności. Swoją droga, chyba za często rozwodzę się nad wspomnieniami związanymi z Ev. Powinienem przestać i zająć myśli czym innym. Tak na przykład pracą. O to właśnie zrobię jak tylko Daniel zostawi mnie w spokoju. Ale on chyba miał zupełnie inne plany. Jak zwykle.
Na moje niewinne stwierdzenie, Daniel oburzył się jak mało kto i w ogóle zabrał ode mnie łapy. Pozwoliłem sobie na złośliwy uśmiech.
-Ktoś tu chyba za szybko dorósł… –zakpiłem i posłałem mu przepełniony drwiną uśmiech. Facet ma ledwo dwadzieścia jeden lat, a zachowuje się czasem jak zgorzkniały czterdziestoparolatek. W sumie, nawet mężczyźni w średnim wieku chyba mają większe poczucie humoru niż on. Najwyraźniej będę musiał go sam nauczyć prawidłowego zachowania, o wiele bardziej adekwatnego do jego wieku.
Mimo wszystko, Danielowi po chwili wrócił dobry humor i przestał taksować mnie tym morderczym spojrzeniem, które przepełnione było możliwie najbardziej negatywnymi emocjami. Ten koleś traktuje swoją zabawę zbyt poważnie. Gdyby dalej się tak na mnie gniewał o to, to bardzo prawdopodobne iż zwymiotowałbym na niego z nudów.
Nim jakkolwiek zdążyłem zareagować, Daniel w przypływie nawrotu dobrego nastroju, postanowił skraść mi kolejny pocałunek. Czy od dzisiaj, to będzie nasza rutyna? Zostanę uwięziony w swoim mieszkaniu, wpakowany w jakąś niezidentyfikowaną relację z drugim mężczyzną, powoli trawiony przez szaleństwo. Powinienem spisać już testament. Mógłbym przypadkiem strzelić sobie w łeb gdzieś w międzyczasie dochodzenia do siebie po nałogu, a drogą do łóżka z Danielem. Jestem tego pewien bardziej niż tego, że żyję.
Złapałem się za podbrzusze bowiem ciemnowłosy postanowił uznać, ze skoro pozwoliłem mu na jedno, teraz może robić wszystko. A nie może. Na pewno nie może strzelać we mnie gumką mojej własnej bielizny. Posłałem mu pokrzywdzone spojrzenie, ale zbyt wiele się spodziewałem i zamiast wyrazów współczucia i skruchy otrzymałem w ramach rekompensaty, bolesne traktowanie nadgarstka.
Prawię się potknąłem kiedy tak delikatnie mnie prowadził do wrót sypialni, w której znaleźliśmy się po krótkiej chwili. Moje spojrzenie w pierwszej kolejności spoczęło na monitorach, a właściwie jednym, który rzucał blada poświatę na porozrzucane rzeczy na biurku i na fotel. Powiadomienie widniejące na ekranie obwieszczało zakończone ładowanie instalacji. Jakimś cudem wypatrzyłem także niewyraźne oświadczenie otrzymanej nowej wiadomości mailowej. Niemożliwe. Sądziłem, że system będzie zajmował się tym jeszcze przez następne dwie godziny czasu. Ktoś wszedł mi w paradę i pootwierał bramki? Nie zdążył ich zamknąć, czy też nie próbował nawet tego robić?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Sob Paź 10, 2015 12:37 am


Zastanawiałem się czy Zack wodząc w ten delikatny sposób palcami po moich przedramionach, skupia się na ich ukształtowaniu, czy raczej na tym, co stanowi wyrazistą ozdobę większej części mego ciała. Jego wzrok przykuty był przez jakiś czas do moich rąk, co wskazywało na to, że raczej obserwuje tatuaże, które w przypadku kończyn górnych, zaczynały się już na palcach, a kończyły dopiero przy szyi. W pewnej chwili sam podążyłem za wzrokiem błękitnych tęczówek i również napotkałem masę przeróżnych, kolorowych malunków. Jedne z nich miały jakieś znaczenie, inne nie. Każde powstawało oddzielnie, przez całe trzy lata, aż w końcu skończyłem z pięknymi rękawami, oraz innymi tatuażami na nogach, torsie i plecach. Nie jest to jednak koniec. W niedalekiej przyszłości zamierzam dołączyć do tego grona również brzuch i kark. Być może pod koniec swojego życia tatuaże będą zdobić całe moje ciało. Chociaż zważając na mój tryb życia, koniec ten na dobrą sprawę nastąpić może choćby jutro.
Tylko dlatego, że nie chciałem psuć atmosfery, która dzięki mojej dobrej woli się poprawiła, nie skomentowałem kolejnych złośliwych słów chłopaka. Ten człowiek odkąd pamiętam lubił dokładać do pieca. Nigdy również nie wiedział kiedy powinien przestać, dlatego też sam musiałem się nauczyć kiedy zignorować chłopaka, żeby przypadkiem nie wyjść z siebie. Ta umiejętność jak widać służy mi do dzisiaj. Odnosząc się zaś do jego słów, które usłyszałem mimo tego, że moja reakcja wskazywała na co innego, to cóż. Za szybko dorosłem? Ta, dorastałem w ten sposób od najmłodszych lat. Mając ich zaledwie siedem, musiałem się usamodzielnić. Fakt, że Alexander cały czas był przy mnie niczego nie zmienił. Chociaż muszę również wspomnieć, że to właśnie on, jako najstarszy z rodzeństwa wycierpiał się najbardziej. Zarówno przed utratą matki jak i po niej. To na nim spoczywał obowiązek brania za nas odpowiedzialności i chronienia przed krzywdą. Wtedy nie byłem w stanie tego docenić, chociaż obydwoje wraz z Elizabeth słuchaliśmy się brata i właściwie odbieraliśmy go bardziej jak rodzica niż własną matkę. Moje dzieciństwo niewątpliwie wpłynęło na szybsze dojrzewanie. Już w podstawówce miałem głowę napełnioną innymi wartościami i problemami niż moi rówieśnicy, o czym zresztą poświadczyć może choćby Jack. W gimnazjum zachowywałem się jak każdy zbuntowany nastolatek, jednak myślami wybiegałem w przyszłość, usilnie odcinając się od przeszłości. Nie mogłem przewidzieć, że właśnie tak to wszystko będzie wyglądać. Poznanie Drake'a najmocniej wpłynęło na to jaki jestem teraz. Na to, że tak jak powiedział Zack, za szybko dorosłem. W dalszym rozrachunku, nie mogłem pozostać beztroskim nastolatkiem (którym chyba tak naprawdę nigdy nie byłem), gdy zacząłem traktować ludzkie życie jak towar. Zacząłem zabijać, a potem wykorzystywać swój sadyzm do zarobienia większej sumki pieniędzy. Co najśmieszniejsze, to nie fundusze najbardziej się dla mnie liczyły. Ja po prostu cieszyłem się, że mam jakiś cel w życiu, nawet jeśli jest nim poprawne wykonywanie swoich niegodziwych obowiązków i zadowalanie Drake'a. Kto wie, może gdybym znalazł inny cel, przestałbym zabijać, a śmierć stałaby się dla mnie tym, czym jest dla innych ludzi? Mógłbym to tak po prostu rzucić? Na tą chwilę nie potrafię sobie wyobrazić takiego scenariusza i tak właściwie sądzę, że nie ma dla mnie już żadnej nadziei. Tym bardziej, gdy do całego skrzywienia psychicznego, doszła prawdziwa choroba umysłowa objawiająca się w tych silnych napadach furii.
Weszliśmy do pogrążonej w ciemności sypialni, której jedyne źródło światła obecnie stanowiły włączone komputery. Zgrabnie ominąłem walające się kable, tak jak to zwykłem robić w sypialni Luisa i wciąż ciągnąłem za sobą chłopaka. Gdy już znaleźliśmy się przy łóżku, bezprecedensowo popchnąłem drobne ciało na materac, samemu opierając się o nie kolanem i niemal natychmiast przyszpilając się do zaczerwienionych ust, które już dziś wymaltretowałem swoimi pocałunkami. Miałem niedosyt, a skoro Zack mi pozwala, czemu miałbym nie korzystać? Przestanę jeśli powie dość, oczywiście, że tak. Nie jestem gwałcicielem i nie zamierzam fundować mu powtórki z rozrywki. Ale dopóki nie protestuje, nie mam zamiaru udawać zakonnika, ani pozostawać obojętnym na jego wdzięk, który choć mocno przygasł przez narkotyki, to jednak zachował się gdzieś w tej przystojnej twarzy i niesamowicie niebieskich oczach. Nie minęła dłuższa siła, jak moje umięśnione ciało przygniotło te dużo drobniejsze, podpierając się na łokciu. Druga dłoń wsunęła się w przydługie włosy. Lubiłem to miejsce i lubiłem też to, że zapuścił swoje urocze loczki. Dobrze by było jeszcze, gdyby te nie zostawały na moich dłoniach przy nawet krótkiej z nimi styczności. Całowałem go zachłannie i raczej niedelikatnie, choć starałem nie zadawać chłopakowi bólu, od którego sam byłem w pewien sposób uzależniony. Moje dłonie tym razem dość szybko znalazły się pod koszulką chłopaka, zdejmując ją po krótkiej chwili. Wracając do pocałunku, śmiało wodziłem dłonią zabraną z brązowych włosów po delikatnym torsie i leniwie obrysowywałem wystające żebra. Moje palce wodziły przy linii spodenek cnoty, ale jej nie przekraczały. Nie chciałem przecież zbyt szybko spłoszyć swojej owieczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Sob Paź 10, 2015 1:11 am







Bardzo podobały mi się tatuaże. Odkąd pamiętam, chciałem sam takowy posiadać. Do tego stopnia byłem tym zafascynowany, że w wieku piętnastu lat podjąłem się przekonania mamy do tego, żeby pozwoliła mi zrobić jeden. Nie chciałem czegoś spektakularnego,  ale małego i estetycznego. Jak się zapewne domyślacie, nie zgodziła się i sam postanowiłem spełnić swoją szczeniacką zachciankę. Nie poszedłem oczywiście do żadnego salonu bowiem tam bez pisemnej zgody nic bym nie zdziałał. Trzeba sobie było radzić samemu. Igłą i tuszem. Skutkowało to masą bólu, który już nawet w tak młodym wieku próbowałem stłamsić alkoholem. Jakoś poszło i po długich męczarniach żałowałem podjętego zadania. Na szczęście nie byłem na tyle niedorozwinięty by porwać się na coś trudniejszego niż niewielki wzorek. Do tej pory na moim nadgarstku widnieje niewielkich rozmiarów, zajebiste kółko. Nie wiem jak udało mi się sprawić wtedy, że było takie równe. Byłem pełen podziwu dla swojego piętnastoletniego kunsztu.
W dalszym ciągu nie było to oczywiście to, czego pragnąłem tak mocno w dzieciństwie. Teraz mam możliwość samodzielnego pojawienia się w salonie, ale z jakiegoś powodu, nigdy nie jestem pewien co tak naprawdę bym chciał by się pojawiło na moim ciele. W rezultacie, rezygnuję. Zastanawiam się, czy Danny wspierałbym mnie w mojej decyzji gdybym już ostatecznie wybrał wzór i jakimś cudem zdecydowałbym to z nim skonsultować?
On wszystko neguje więc wcale bym się nie zdziwił gdyby zaczął kręcić nosem i mnie umoralniać. Ale jak to zwykle bywa, ja nie zamierzałbym go też słuchać w tej kwestii.
     Dziwne zjawisko przykuło moją uwagę na tyle, że już byłem gotów kazać Danielowi się oddalić i mi nie przeszkadzać. Tak, już nawet otwierałem usta kiedy momentalnie zostałem popchnięty i opadłem na łóżko trochę skonfundowany tą nieoczekiwaną zmianą za sprawą grawitacji. Nie wiem czego mogłem się w tej chwili spodziewać po Danielu, a tym bardziej, po samym sobie. Z naszej dwójki, ja jestem tym, który zaskakiwał mnie najbardziej. Jeszcze parę godzin temu, jak i pare miesięcy temu, próbowałem się sam przed sobą tłumaczyć. Tak naprawdę, nie mam pojęcia czy wnioski, do których doszedłem, były właściwe. Mianowicie, werdykt  brzmi irracjonalnie. Sam sobie nie wierzę do końca w to, że odwzajemniam pocałunki wyłącznie dlatego, że nie widzę w nich rzekomo nic złego. Mogę to równie dobrze zrzucić na zobojętnienie zaistniałe w wyniku sumiennego wyniszczania tej części mojej świadomości. Ta obojętność nie musiała obejmować jedynie ośrodka odpowiedzialnego za wypełniane obowiązków. Możliwe, że miała też wpływ na ten aspekt uczuciowy. Na Boga. Jeszcze bardziej upośledzony pod tym względem nie mógłbym już chyba być, a tu proszę, Niespodzianka. Nie zdziwię się jeżeli niedługo zacznę zabijać ludzi z czystym sumieniem albo zacznę okradać banki lub terroryzować Nowy Jork.
Z początku byłem wciąż pochłonięty rozmyślaniem o czymś innym, a tak konkretniej, o komputerze i dziwnym zjawisku. Po chwili jednak całą moją uwagę pochłonął Daniel, który zdawał się być wszędzie i osaczać mnie. Zupełnie spłoszony, zrazu nie odwzajemniłem pocałunku lecz po chwili zorientowałem się, że bycie całowanym bez aktywności ze strony drugiej strony było dalekie od przyjemności. Bez skrępowania wpuszczałem język mężczyzny do ust. W sumie nawet sam ciekaw jestem jak daleko mógłbym się posunąć w takich zabawach z danielem. Nie minął dzień, a ten zdążył wymienić ze mną tyle śliny ile przez pół życia mi się nie udało z nikim. I nie sądzę, żebym w jakikolwiek sposób przesadzał z podsumowanym rachunkiem. Niezdarnie dałem się wyplątać się z materiału luźnej koszulki i westchnąłem Danielowi prosto w usta. Nie mam zamiaru przegrywać w tym pojedynku na silną wole. Zobaczymy, który pierwszy pęknie. Oplotłem nogami biodra Daniela i przyciągnąłem je do siebie jeszcze bliżej o ile było to w ogóle możliwe. Po chwili poluźniłem ucisk i w ten sam sposób dopuściłem dłonie Daniela do granicy, która do niedawna była ‘nieprzekraczalna’ i pozwoliłem mu ją przekroczyć ponownie. Z komputera, a raczej ze słuchawek podłączonych do niego, wydobył się cichy dźwięk powiadomienia. Miałem czuły słuch więc natychmiastowo udało mi się wyłapać ten sygnał spomiędzy mnóstwa ogłuszających czynników. Momentalnie odepchnąłem od siebie Daniela, o wiele mocniej niż sądziłem, że potrafię. Nie żeby na chłopaku zrobiło to jakieś wrażenie, ale na mnie owszem. Ten pod wpływem oporu, momentalnie zwiększył odstęp pomiędzy naszymi ciałami  i dało mi to sposobność do wyślizgnięcia się. Nie zwlekałem ani sekundy dłużej i zwinnie wyplątałem się spod chłopaka, a sekundkę później znalazłem się w kuckach na fotelu przy komputerze. Zmarszczyłem brwi ze skonsternowaniem. Wbiłem wzrok w kartę z otwartą skrzynką mailową, a już ułamek sekundy później otwierałem, a przynajmniej tak mi się wydawało. Mail wydawał się dziwny więc podjąłem wszelkie działania na wypadek gdyby zawierał coś czego niekoniecznie chcę oglądać na swoim komputerze. Na tym się nie zakończyła przygoda z dziwnym mailem. Zawierała załącznik, który w żaden sposób nie chciał otworzyć się w podstawowych programach. Westchnąłem ciężko. Nie mam na to czasu. Wystukałem na klawiaturze potrzebne komendy. Drugą ręką wyłączałem pozostałe komputery. Nie mogę sobie pozwolić na stracenie danych ze wszystkich na raz.
Po chwili zawartość maila otwierała się w programie tekstowym.   Załączony był do tego obrazek. Moi  oczom ukazało się nic innego jak zagadka. Uśmiechnąłem się czytając treść sławetnej łamigłówki.
Przed kilkoma laty, w sieci rozpoczęła się popularna gra. Wyglądało to jak test dla wybrańców lub werbowanie do jakiejś społeczności superprogramistów. Nielicznym udało się dojść do końca zabawy. Na finiszu czekało tajemnicze forum. Ponoć laureaci wspólnie pracowali nad oprogramowaniem. Ta historia zakrawała się na internetową legendę darknetu
Od przeszło roku, nie pojawiła się już żadna zagadka autorstwa Cykady. Byłem pełen podziwu dla kogoś komu chciało się odkurzać takie bzdury.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Sob Paź 10, 2015 1:15 am


Zack z początku nie odwzajemnił pocałunku, jednak teraz już byłem pewien, że powodem tego nie jest coś istotnego, jak na przykład wygórowany wstręt do mojej osoby. Skoro już tyle razy odpowiadał na moje pocałunki, nie zrozumiałbym, gdyby nagle stwierdził, że to złe, obrzydliwe, niepoprawne, takie czy srakie. Nie pomyliłem się, bo z początku najwidoczniej rozkojarzony czymś chłopak, po chwili zaczął angażować się w tą małą, niewinną pieszczotę. Bardzo angażować. Moje pocałunki przybrały na intensywności, gdy ze słodkich ust wydobyło się stłumione westchnienie, a nogi Zack'a niespodziewanie znalazły się wokół moich bioder. Bynajmniej nie zamierzałem narzekać na taki obrót sytuacji, choć dziwne zachowanie chłopaka nie mogło ujść mojej uwadze. Patrząc na to wszystko z boku, można by pomyśleć, że on zwyczajnie mnie pragnie. Ta niedorzeczna myśl, w jednym momencie stała się dla mnie niepokojąca, a ja sam podświadomie ubrałem się w czujność. Dlaczego chłopak, którego zgwałciłem cztery lata i zawiodłem jako przyjaciel, teraz tak ochoczo się przede mną wygina i zachowuje tak, jakbyśmy co najmniej od jakiegoś czasu byli kochankami? Moje zachowanie jest zrozumiałe, bo w końcu mnie nikt nigdy nie zgwałcił, ale jeśli chodzi o Zacka... To jest ewidentnie podejrzane. Mówił, że nie zamierza się mścić, ale to przecież tylko słowa. Tylko, nawet jeśli jednak chce to zrobić, w czym pomoże mu udawanie, że chce bym zaciągnął go do łóżka? A może przesadzam i on po prostu robi to, bo... Bo co? Nie wydaje mi się, by był typem człowieka mogącym pójść z każdym na szybkie bzykanko, nawet jeśli pod wpływem emocji posądziłem go o to jeszcze kilka godzin temu. Ale jeśli nie zmienił się tak bardzo przez te cztery lata, to nie ma opcji, by podchodził to tego w ten sposób. Co innego dziewczyna, co innego chłopak. Skrzywdziłem go. Mocno. Więc jakim cudem nie ma przed tym wszystkim żadnych oporów, a co więcej dodatkowo zachęca mnie do działania? Moja psychika, choć bardzo tego chciałem, nie potrafiła odepchnąć od siebie natarczywych myśli przepełnionych podejrzeniami. Zabrnąłem w tym tak daleko, że nieświadomie zacząłem szukać drugiego dna, głębszego sensu, a nawet spisku. To akurat już zboczenie zawodowe. Ale kto powiedział, że muszę się mylić? A co jeśli to wcale nie jest paranoja, a zwykły rozsądek i efekt racjonalnego myślenia? O ile w naszym życiu można mówić o jakimkolwiek racjonalizmie.
Wprawnie ignorując niewygodne myśli (w końcu jestem w tym prawdziwym mistrzem), kontynuowałem całą zabawę z Zackiem. Moja dłoń wolnym, gładkim, lecz stanowczym ruchem poczęła wsuwać się pod linię bokserek chłopaka, który do tej pory ani myślał okazywać sprzeciw. Gdy poczułem lekkie pchnięcie, które równie dobrze mógłbym zignorować, przyszło mi na myśl, że naruszyłem jedną z granic. Odsunąłem się bez żadnego protestu, choć moja mina nie wyrażała jakiegoś szczególnego zadowolenia z powodu przerwania tej przyjemnej zabawy. Zack szybko wydobył się spod mojego ciała, przed czym wcale go nie powstrzymywałem. Jak się okazało, to nie moje poczynania skłoniły go do przerwania wszystkiego, lecz komputer, którego sygnał sam usłyszałem wcześniej gdzieś z boku. Przewróciłem oczami, gdy uświadomiłem sobie, że czuję się zupełnie jak w domu. Nie zliczę ile razy Luis przerywał w dużo gorszych momentach, gdy to ścierwo zaczęło coś komunikować, dziwnie się zachowywać, albo po prostu ulegało jakiejś pieprzonej awarii. Czegokolwiek bym wtedy z nim nie robił, jakkolwiek nie byłoby mu przyjemnie, dwie sekundy i już siedział przed tymi szatańskimi ekranikami, gorączkowo doprowadzając je do odpowiedniego stanu. Tym samym przyprawiał mnie o wielką irytację, a czarka w końcu się przelała i po jednej z tych większych awantur, zemściłem się na jego sprzęcie. To był jeden z moich poważnych błędów. Jak się okazało, życie tych wszystkich procesorów, mój drogi współlokator ceni sobie bardziej niż własne. Okazało się również, że nie bez powodu należy do mafii, a te jego łapki skrywane pod luźnymi rękawami nadają się do czegoś więcej niż sprawiania przyjemności. Co więcej, chyba przez miesiąc się do mnie nie odzywał, co swoją drogą było niesamowicie uciążliwe, tym bardziej, że razem pracowaliśmy. Ileż ja się natrudziłem, żeby go udobruchać. Ale ostatecznie wyszło to nam na dobrze. Nigdy więcej nie kochaliśmy się w przepełnionym komputerami pokoju, a ja omijałem te diabelskie wytwory szerokim łukiem i do tej pory nawet palcem nie ruszyłem pojedynczego kabelka. Jak się okazało, ta ostrożność została mi do dzisiaj, gdyż schodząc z łóżka, patrzyłem przede wszystkim na to, by nie zdeptać jakiegoś kabla, wtyczki, czy klawiatury. Przeklinając w myślach wszystkich informatyków świata, w końcu pokonałem tor przeszkód i zniknąłem za drzwiami łazienki. Skoro Zack postanowił zająć się swoimi sprawami, a swoją drogą, dobrze, że zajmuje się czymś poza ćpaniem, to ja również zadbam trochę o swoją osobę. Tym bardziej, że dzisiejszy dzień i tabletki wykończyły mnie na tyle, że po przyłożeniu głowy do poduszki, to bardziej niż pewne, że zasnę po kilku sekundach. W związku z tym wziąłem szybki prysznic, nie poświęcając temu rytuałowi zbyt wiele cennego czasu i okręcając się ręcznikiem w pasie, wróciłem do sypialni. Podszedłem do torby, z której wyciągnąłem bokserki i bez skrępowania rzuciłem ręcznik gdzieś na bok, ażeby zastąpić go bielizną. Nie czułem potrzeby zakładania żadnej koszulki, gdyż z reguły w nich nie sypiałem. Usiadłem więc na łóżku, opierając się jeszcze swobodnie o ścianę i spojrzałem na Zacka.
- Kładź się spać - nakazałem, wyczekując aż położy się przy mnie, a ja będę mógł go sobie objąć i spokojnie zasnąć. No proszę... Kiedy ostatnio spałem z kimś w jednym łóżku?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Sob Paź 10, 2015 1:35 am







Nikt nie mógł się spodziewać po Danielu tego, że zacznie odwzajemniać wszystko ze zwiększoną częstotliwością, prawda? W sumie po tym wszystkim co sam wyprawiam, a zupełnie nie mieści się w zakresie moich dotychczasowych działań, nie byłbym zaskoczony gdyby Daniel nagle sam odsunął się, sprzedał mu bombę na ryj i kazał się ogarnąć, bo zachowuje się jak pier**lony pederasta. Za parę dni sam będę się rzucał na Daniela, a jak nie dni to tygodni. Nie daj Boże dożyć mi tego czasu. Nie żebym specjalnie jakoś przejmował się tym co myśli o mnie Danny, ale wcale nie mam zamiaru zachęcać go do tego żeby praktykował dalej takie zabawy. Wprost przeciwnie. Najlepiej, żeby jak najszybciej się zniechęcił i wyjechał, żebym mógł żyć swoim życiem, a on swoim. Już wspominałem, nawet na głos, że doceniam jego poświęcenie i dobrą wolę oraz chęć zrehabilitowania się w moich oczach. Twierdzę też, że naprawdę nie mam mu już nic do zarzucenia więc mógłby wyjechać choćby teraz, a ja bym się nie pogniewał. Nie liczę na to, jedynie mówię jak jest. Daniel jest niestety na tyle zdeterminowany, żeby dociągnąć sprawę do końca i ma na to wiele sposobów. Jeżeli nie zrealizuje tego, jego repertuar zapewne obejmuje jakiś inny. Jednakże, żadne z wyjść nie przedstawia się w sposób taki iż Daniel zostawia mnie z kamienną tablicą przykazań i sam znika niepostrzeżenie.  W ogóle 'niepostrzeżenie' nie pasuje mi do jakiegokolwiek opisu osoby dawnego przyjaciela. Faceta chyba nie da się nie zauważyć.
Teraz poświęćmy chwilę ponownej kontemplacji zboczenia, z którym przychodzi mi się mierzyć. Kolejny raz twierdzę, że nie interesują mnie mężczyźni pod żadnym względem ani, od pewnego czasu, także kobiety. W ogóle nie widzę się w łóżku z kimkolwiek. Tymczasem, gdyby nie granice jakie sobie wytyczyłem w relacji z Dannym, już dawno pozwoliłbym mu o wiele na za wiele. W żadnym stopniu mnie to nie obrzydza, ale też wcale nie czuje się podekscytowany tą myślą. Dawniej była to przykra konieczność, teraz nic nie zmusza mnie do tego bym jakkolwiek angażował się w takie kontakty. Z drugiej strony nic mnie też nie ogranicza. Tkwię gdzieś po środku i może w jakimś stopniu za sprawą tej obojętności, która mnie ogarnęła, nagle każde zróżnicowanie zaczęło być mi równie nie przykre. Zack, lepiej byś się jednak przyznał, że lubisz nie być wreszcie ignorowany. No, ale mało kto lubi! Z grubsza, nie o takie zainteresowanie mi zawsze chodziło. 
Nie chcę tego drążyć ani dochodzić do sedna sprawy, bo nie mam ochoty być świadom czegoś niewygodnego co mogłoby poczynić skazę na mojej duszy. Po raz kolejny, wybieram niewiedzę w temacie, którego nigdy nie chcę zrozumieć. Zazwyczaj nie miałem wyboru i sama ciekawość pchała mnie do rozwiązania, które nie zawsze było takie jak tego oczekiwałem. Kiedyś za dużo czasu zastanawiałem się nad sobą, krzywdziłem się sam wyręczając w tym innych. Nauczyłem się godzić się z niewiedzą, która nie zawsze przyjmowała odmowę, ale trzeba próbować się nieraz ograniczyć. Upłynęło wiele wody nim spostrzegłem to, że za dużo rzeczy potrafię zobaczyć. Jedyne czego nie umiałem w porę zauważyć, to to jak powoli stałem się na tyle cyniczny, praktyczny i chłodny, że nie sposób było ukryć tego nawet przed samym sobą. Szybko wykreśliłem ze swojego słownika poprawkę o kreatywności bowiem twierdze do tej pory, że będąc na tyle zwięzłym nie da się tworzyć niczego nowego ani dobrego. Można jedynie zataczać kręgi krytyki wobec niszczejącego, wątpliwego  altruizmu, który stopniowo zanikł gdzieś w padole egoizmu i wszechobecnym podważaniu. Cyniczność tym właśnie jest. Błędnym kołem znaczy. 
Daniel szybko przechodził do rzeczy po zapoznaniu się z materiałem naukowym.Niestety przeszkodziłem mu zanim cokolwiek zdołało przejść do sedna części dydaktycznej. Są rzeczy mniej ważnej i ważniejsze. W tej chwili wybrałem to co bardziej mi odpowiadało. Cudownie, że Danny nie może na ten temat wnieść żadnego 'ale'. 
Usprawniłem swoje działania, przygotowane pola do uzupełnienia zostały przeze mnie zbadane i wypełnione jak gdyby nakreślone były z góry czarno na białym. Zagadki zostały zachowane w podobnym tonie więc poczułem się jakby niedoceniony. Z jakiegoś powodu, nie istniało kolejne wyjście. Zupełnie tak jakby limit został wykorzystany. Przecież rozwiązałem dopiero trzy odpowiedzi... Wszystko jakby mówiło, że to nie koniec, ale będzie dalej trwało jednak zdecydowanie nie jest to pora na tego typu zabawy. Ale co ja będę robił przez resztę czasu? Nie czuję się ani trochę senny. Wprost przeciwnie. Jestem spięty i gotowy do dalszej pracy. Niestety oficjalną część zleceń wykorzystałem. Wszelkie możliwe maile zostały dawno przeze mnie wysłane. Właściwie teraz czekam jedynie na główną część zapłaty. 
Jeżeli następne pola do wypełnienia zostały stworzone, znajdę je i wypełnię. Postanowiłem się za to zabrać. W tym czasie Daniel zdążył wrócić spod prysznica. Kurcze, minęło to zupełnie jak sekunda. Mimowolnie pochyliłem się bardziej nad klawiaturą kiedy kątem oka zauważyłem ręcznik opadający na ziemię. Jestem niewinny. Za moimi plecami kręcił się półnagi Daniel, a ja uparcie ślęczałem przed pracą domową przesłaną mi mailem.  I słowo daję, dopóki Internet istnieje, nic się przede mną nie ukryje.
Moich uszu dotarły słowa mężczyzny. Na chwilę wstrzymałem pracę i wstałem z krzesła. Głównie dlatego ażeby znaleźć pozostawione gdzieś okulary. 
-Skończę się bawić to wtedy –mruknąłem i porwałem z szafki swoje denka. Spojrzałem niemal nieśmiało na chłopaka, który bezwstydnie siedział sobie na moim łóżku. Położę się z nim dopiero w ostateczności kiedy będę mdlał ze zmęczenia i ani chwili wcześniej. Włożyłem niemałe okulary na nos i wsunąłem je wysoko. Mimo wszystko, mój wzrok nie należał do zmysłów, którym ufałem. Wzrok zawodził mnie nie raz, a od niedawna sprawiał mi problemy kiedy za długo przesiadywałem przed ekranem komputera. Stąd moje widzenie podupadło przez te kilka lat. Mimo iż od dziecka miałem wszelkie okoliczności ku pojawieniu się astygmatyzmu, tak dopiero niedawno dał się zdiagnozować i jednocześnie nasilił do tego stopnia, że wada zaczęła dawać się we znaki i przeszkadzać w poprawnym funkcjonowaniu. Jestem zmuszony nosić soczewki kontaktowe na co dzień i okulary w sytuacjach kryzysowych.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Sob Paź 10, 2015 2:28 pm


Skrzywiłem się lekko słysząc odpowiedź Zacka. Co też mogło go tak bardzo akurat teraz pochłonąć w tych komputerkach, że nie może położyć się do łóżka? A może wcale nie o to chodzi. Może po prostu próbuje uniknąć spania przy moim boku. Prawdopodobne, choć trochę dziwne zważając na to, że spanie nie jest niczym takim w porównaniu do całowania i migdalenia się. Jakie to śmieszne. Dawniej znałem Zacka na tyle dobrze, że nie musiałem nawet chwili zastanawiać się nad tym co myśli, bądź co nim kieruje. Teraz chyba zapisałbym w kalendarzu dzień, w którym bezbłędnie ogarnę, o co mu do cholery chodzi. Chyba nie pomylę się wiele, jeśli stwierdzę, że mój drogi przyjaciel jest po prostu dziwny. Ha, a kto teraz taki nie jest? O sobie już szczególnie nie mógłbym powiedzieć "normalny". Więc chyba do siebie pasujemy, nieprawdaż?
Westchnąłem przeciągle, wyrażając tym swoje niezadowolenie i bez dłuższego namysłu wygramoliłem się z łóżka, na którym spocząłem przed kilkoma chwilami. Bez słowa uprzedzenia zbliżyłem się do siedzącego pomiędzy monitorami chłopaka i bezceremonialnie chwyciłem go w swoje ręce, nachylając się nad nim ówcześnie. Podniosłem się do pionu, trzymając Zacka niczym księżniczkę i posłałem mu wymowny uśmiech, połączony ze spojrzeniem, które nie znosi sprzeciwu.
- To nie była propozycja - mruknąłem, odwracając się tyłem do włączonych komputerów i kierując z powrotem do łóżka. Mało delikatnie, ale też nie nazbyt brutalnie, rzuciłem chude ciało na materac, samemu kładąc się zaraz obok swej słodkiej ofiary i zamknąłem jej drogę ucieczki silnym ramieniem, które spoczęło na jego drobnym torsie. Uniosłem się na łokciu, by jeszcze na chwilę zawisnąć nad chłopakiem.
- Dobranoc Zackie - szepnąłem, będąc swą twarzą zaledwie kilka milimetrów od ładnej twarzy i nie mówiąc już nic więcej, złączyłem nasze usta w krótkim pocałunku. Moje wargi powędrowały poprzez brodę i szyję szatyna, kończąc na jego uchu, na którego płatku delikatnie zacisnęły się zęby. - Śpij dobrze - dodałem cicho i sam również położyłem głowę na poduszce, przyciągając do siebie słabe, zupełnie bezbronne ciało. Moje ramię szczelnie zaciskało się wokół talii chłopaka, nie dając mu sposobności do wyślizgnięcia się z objęcia. No w końcu jak Zack ma dojść do siebie i zacząć przypominać zdrowego człowieka, kiedy nie chce spać? Żeby w końcu jakoś wyglądać, musi się wysypiać, a jego podkrążone oczy wskazują na to, że wcale tego nie robi. Ale zacznie. Nie ma wyjścia.
Słusznie przypuszczałem, że szybko zasnę, gdyż wycieńczony dzisiejszymi emocjami i przede wszystkim jedną z tych przeklętych tabletek, już po przyłożeniu głowy do poduszki poczułem, że odpływam. W mojej głowie szybko poczęły pojawiać się pojedyncze obrazy, przez dłuższy czas formujące się w nieskładną całość. W pewnym momencie jednak, dziwna historia kształtująca się w moim umyśle zaczęła nabierać sensu. Dziwne, niepokojące obrazy. Dziwnie znajome, ale jednak odległe. Tak rzeczywiste, jakby działy się na jawie.

***

Pomieszczenie pogrążone było w niemal całkowitej ciemności. Niezachęcająca swym wyglądem lampka stojąca na wiekowym regale jako jedyna rzucała delikatną łunę światła, sprawiając, że chłopiec stojący przy brudnym stoliku mógł cokolwiek dojrzeć. Ale nie musiał. Znał to pomieszczenie na pamięć. Każdy jego kąt, zakamarek, każdą przeszkodę, o którą mógłby uderzyć, gdyby ON znów miał zły humor. Ale JEGO nie było. Był sam i stał niemrawo, wpatrując się w zniszczony, drewniany stolik, na którym leżała broń. Czarne oczy długo wpatrywały się w kunsztownie wykonany pistolet, zastanawiając się co mógłby zrobić, gdyby wziął narzędzie w swoje małe rączki. Właściwie nie wiedział. Rozumiał, że pistolet mógł zrobić krzywdę, ale nigdy nie widział jak działa. Nie oglądał filmów, a strzały słyszał tylko z daleka, gdy na obskurnej dzielnicy znów wybuchły jakieś zamieszki.
Z dziecięcym zaciekawieniem uniósł rączkę, by ostrożnie dotknąć zimnej stali. Chwilę zastanawiał się, nim wziął broń w obydwie dłonie, dziwiąc się jej ciężarowi. W małych palcach wyglądała karykaturalnie, a jednak chłopcowi wydawała się ładnie leżeć. Drobny przedmiot o tak tajemniczym dla niego działaniu, mocno zaintrygował chłopięcy umysł. Swój wzrok zawiesił dłużej na spuście. Dotknął go ledwie wyczuwalnie i przesuwając po nim palcem wskazującym bił się z ochotą naciśnięcia go. Był bliski podjęcia swojej ryzykownej decyzji, gdy nagle do jego uszu dotarł dźwięk ciężkich kroków pokonujących próg salonu. Wystraszony upuścił pistolet, który z hukiem spoczął z powrotem na swoim miejscu. Z sąsiedniego pokoju wyszedł wysoki mężczyzna. Ten sam, który godzinę temu przyszedł odwiedzić mamę. Jeden z wielu. Ale tego chłopiec się bał. Ale nie w ten sposób co JEGO. Ten człowiek był ciekawy, intrygujący, no i miał pistolet.
Brązowe oczy nieznajomego, przykryte częściowo gęstymi, ciemnymi włosami, które zaraz odgarnął, spoczęły na zlęknionym dziecku. Na srogiej twarzy ozdobionej dwoma głębokimi bliznami pojawił się lekki, wyrozumiały uśmiech. Chłopiec miał ochotę czmychnąć, lecz coś go powstrzymywało. Stał grzecznie, przyłapany na gorącym uczynku i odważnie patrzył w oczy mężczyzny, który w ciągu kilku sekund pojawił się przy nim. Przyklęknął, zrównując się z poziomem chłopca i sprawnie chwycił w dłoń swoją własność. Tą, która tak zaciekawiła dziecko.
- Podoba ci się? - Głos miał szorstki, ale w pewien sposób przyjemny. Daniel zmarszczył brwi, zastanawiając się czy powinien rozmawiać z mężczyzną. Ale był gościem mamy i zadał mu pytanie. Odpowiedział kiwnięciem głowy. Podobał mu się. - To bardzo dobry pistolet. Spójrz. - Delikatny ton głosu skłonił małego do zbliżenia się. Obserwował, jak dwudziestokilkulatek objaśnia mu budowę broni. Był skupiony i starał się zapamiętać jak najwięcej. - Wiesz do czego to służy, Daniel?
Wiedział, że może zabić.
- Do zabijania - odpowiedział posłusznie, wywołując uśmiech na twarzy nieznajomego.
- Widziałeś jak to wygląda? - Chłopiec pokręcił głową. Tylko słyszał.
Z pomieszczenia, z którego niedawno wyszedł nieznajomy, zaczęły dobiegać inne, lżejsze kroki. Do salonu wyjrzała piękna, drobna, zbyt szczupła kobieta. Błyszczące oczy i rozwalone w nieładzie włosy dodawały jej pewnego uroku. Spojrzała na swojego gościa i młodszego syna.
- Pokażę ci. - Mężczyzna brzmiał jak nauczyciel, który z troską przelewa wiedzę w swojego ucznia. Powoli podniósł się na nogi, lecz dalej wszystko działo się szybko. Chłopięce oczy rozszerzonymi źrenicami obserwowały jak pistolet się unosi, spust zostaje naciśnięty, a piękne kobiece ciało ubrane w cienką, męską koszulę upada bezwładnie na ziemię.


***

Poderwałem się, dysząc głośno, a krople potu wolno spływały po moim czole. Rozejrzałem się szybko, mając wrażenie, że wciąż jestem w dawnym domu. Zamrugałem oczami, zdając sobie sprawę, że to pokój Zacka, a mi się coś przyśniło. Coś dziwnego. Ale to tylko sen. Tylko sen. Niezrozumiały, dziwny sen. Kim był ten mężczyzna? Wymyśliłem go sobie. Przemęczenie?
Chwyciłem się za głowę, uspokajając oddech. To tylko sen. Nie powinienem zwracać uwagi na jego treść. To przecież nie wspominania. Śmierć matki tak nie wyglądała. Ja jej wcale nie widziałem. Choć wszyscy mówili, że tam wtedy byłem. Nic nie pamiętam z tamtego dnia. I sobie nie przypomnę. Matkę zabił ktoś inny, wiem to. Więc kim do cholery był ten mężczyzna? Dlaczego ten sen był tak realny?
- To sen - mruknąłem pod nosem, mając nadzieję, że to sprawi, iż odsunę na bok dziwne obawy, a serce w końcu przestanie tak szaleńczo bić. Odetchnąłem głęboko, opuszczając dłoń. Dopiero teraz zauważyłem, że Zacka nie ma obok.
- Miałeś spać - skarciłem go, gdy już wygramoliłem się z łóżka i ujrzałem chłopaka. Podążyłem do kuchni, nalewając sobie do szklanki wody, którą łapczywie wypiłem. W mojej głowie nadal żyły obrazy z dziwnego snu. Nie mam pojęcia skąd on się wziął. Dlaczego matka? Już dawno o niej zapomniałem. A jednak we śnie była jak żywa. Taka, jaką ją zapamiętałem. Mimo, że jeszcze wczoraj nie potrafiłbym przypomnieć sobie jej twarzy. Pokręciłem głową. O czym ja myślę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Sob Paź 10, 2015 5:40 pm





Ja naprawdę miałem za dużo do roboty, żeby iść w ogóle kiedykolwiek spać. Miałem przecież do nadrobienia dziewięć miesięcy błogiego unikania obowiązków. W ogóle spanie w tej chwili pewnie w życiu mi się nie uda. Będę niewątpliwie zmuszony wyjąć z głębin szafki pudełko z lekami nasennymi. Inaczej nie wyobrażam sobie tego, że w jakiś sposób miałbym usnąć. Chyba, że w grę wchodził zjazd do bazy, ale skoro przy Danielu nie ma mowy  o takich praktykach, zadowolę się lekami. Takie rzeczy tez można z powodzeniem ćpać. Osobiście nigdy nie próbowałem jednak wszelkie ostrzeżenia w treści ulotki wskazują na to, że przy przedawkowaniu pojawiają się całkiem ciekawe halucynacje i zaburzenia pamięci. Ja jednak zawsze trzymałem się wytycznych lekarza. Już na wstępie powiedział,  że ten lek nie nadaje się do popełniania nim samobójstwa. Znaczy, doceniam troskę psychiatry nawet jeżeli nie miałem już wtedy zamiaru popełniać żadnego. Moda na to minęła już wówczas  dwa lata przed moim pojawieniem się na drugiej terapii.  
Z samego stosowania przypisanych tabletek zrezygnowałem po niezbyt długim czasie kiedy odkryłem atrakcyjność padania do snu ze zmęczenia niezależnie od pory, na wycieńczeniu i po skończonej pracy. W podobnym przedziale czasowym zaczęły się narkotyki, pojawił się też trochę wcześniej Daniel. Generalnie wszystko się posypało doszczętnie i nie zapowiadało się na to, że coś dążyło do poprawy. A jednak nie biorę od dwóch czy trzech dni i wcale nie czuję się tak najgorzej. Oczywiście. Czuję się wprost kure*sko wspaniale. Ale jestem dzielny. Mama jeszcze będzie ze mnie dumna jak nigdy. W końcu nawet po najgorszej ulewie wychodzi słońce. Tylko zastanawiam się czy lepiej umrzeć w zapomnieniu, wykończony złotym strzałem, czy też pchnięty przygnębieniem na parapet okna?

Zgodnie ze swoimi zamiarami, zaraz po odnalezieniu okularów, wróciłem na miejsce w celu rozwiązania reszty zagadek i dotarcia do sedna. Jeżeli to tylko głupi kawał, zmarnuję najwyżej kilka godzin. Lepiej spędzić ten czas  na jakimkolwiek spożytkowaniu go w twórczy i rozwijający sposób niż na bezczynne przewracanie się z boku na bok w łóżku. Niestety Daniel chyba nie chciał tej nocy zasypiać bez przytulanki więc postanowił sam przyjść po to, na czym mu zależało. Zabrał się do tego w dość rzeczowy sposób bowiem nim się zorientowałem, zostałem pochwycony na ręce zainteresowanego i uniesiony ponad ziemie.  Jak zwykle, mój instynkt zachowawczy nie wykazał się gwałtownością toteż grzecznie dałem się podnieść. Oczywiście nie darowałem sobie posłania Danielowi nieprzychylnych spojrzeń. Dodatkowo ów pioruny uległy większemu natężeniu kiedy  moich uszu dotarło to pełne Danielowej impertynencji stwierdzenie. No oczywiście, że wszystko mu się należy. Przecież to niemożliwe, żebym nie miał na coś ochoty kiedy w grę wchodzi polecenie tego mężczyzny. Zanim namyśliłem się nad liczebnością argumentów za tym, żeby zostawił mnie w spokoju, bo mam do roboty coś ważniejszego niż spełnianie jego, jednej z wielu, zachcianek zostałem rzucony na łóżko. Trochę się przestraszyłem wtedy, że może nie znajdujemy się nad materacem w związku z czym nie zdążyłem zareagować kiedy Daniel odciął mi drogę ewakuacji, zamykając mnie w uścisku. Ucieczka nie wchodzi w grę dopóki nie zaśnie, a katowanie go argumentami jest bezcelowe. Do niego po prostu czasami nie dociera racjonalna droga uzasadnienia.
Rola przytulanki nie kończyła się jedynie na przyciskaniu jej do siebie, ale wychodzi na to, że służyła także wyładowaniu swojego napięcia seksualnego. Taką przytulankę należy też od czasu do czasu pognębić psychicznie.
Nie oddałem delikatnego pocałunku ani nie zareagowałem na jego pieszczoty czy też słowa, biernie dałem się obejmować i przyciskać do niego, czekając aż oddech chłopaka stanie się taki, który wskazuje na fazę zaśnięcia. Cierpliwość opłaciła mi się po niespełna dziesięciu minutach kiedy Daniel całkowicie odpłynął. Wyplątałem się z bezwładnych ramion chłopaka i wstałem na równe nogi. Otaksowałem postać mężczyzny wzrokiem i chwyciłem za brzeg kołdry na, której zalegało jego cielsko. Zarzuciłem niedbale materiał na chłopaka nawet nie oceniając już efektu. Nie dbałem o to czy będzie mu ciepło. Sam powinien się tym przejmować.
Wróciłem do kuchni i ponownie zagotowałem wodę na kawę, która piłem jedynie dla samej przyjemności aniżeli działania kofeiny. Uprzednio, przed postawieniem czajnika na ogniu, zdjąłem z niego gwizdek bowiem przeciągły i głośny dźwięk mógłby obudzić Daniela, który odkryłby moją dezercję. Kilka minut później ponownie zasiadłem przed monitorami, które powitały mnie z otwartymi ramionami.  Tak rozpoczęła się bardzo pracowita noc w towarzystwie drobnych cyferek, kodów dostępu, czynnego spożytkowania wiedzy i kompletnie bezowocnej pracy bowiem zdawało się, że zagadki poczynają w pewnym miejscu zataczać pętle, a jedynie rozwiązania różniły się minimalnie. Nijak nie mogłem dotrzeć do czegoś w rodzaju źródła tak jakby autor nie chciał mnie oglądać wcześniej niż on sam tego by chciał. Zauważyłem, że minęło sporo czasu kiedy za oknem dało się słyszeć pokrakiwanie wron. Zdrętwiałe kończyny cudem nie odmówiły posłuszeństwa i niepewnym krokiem podążyłem do salonu by wysunąć się po chwili przez okno z papierosem w ustach. Spaliłem ów wyjątkowo mozolnie rozkoszując się porannym, zimnym powietrzem, przed którym mogłem bez problemu uciec w ciepłą przestrzeń mieszkania.  Za oknem panował półmrok co wskazywało na to, że od wchodu słońca nie dzieli nas długi okres czasu. Po dłuższej chwili zrobiło mi się zdecydowanie zbyt chłodno więc szybko zgasiłem papierosa i zamknąłem okno.
Wróciłem do pokoju. Stanąłem przed rozświetlonymi monitorami i oszacowałem straty w czasie. Oczywiście nie miałem zamiaru się poddać, ale spojrzawszy ponownie przez okno stwierdziłem, że jedyne o czym marzę to zaznać ‘zdrowego’ snu. Nawet jeżeli mój organizm twierdził, że go nie potrzebuje, wiedziałem, że od przeszło kilku tygodni nie spałem dziennie nawet dwóch godzin.
Ponownie pozostawiłem komputery same sobie i ruszyłem w kierunku komody stojącej pod ścianą. Otworzyłem ze skrzypnięciem środkową szafkę mebla i począłem grzebać wśród ubrań w poszukiwaniu pudełka z lekami nasennymi. Odnalazłem je na samym dnie. Z w połowie pełnym drobnym słoiczkiem tabletek podążyłem do kuchni skąd zaniosłem sobie do pokoju butelkę wody. Usiadłem z tym ekwipunkiem na fotelu.  Po chwili moich uszu dotarły odgłosy ciężkiego i urywanego oddechu. Zostawiłem cały ładunek na biurku i z zaaferowaniem przyglądałem się oznakom niespokojnego snu Daniela, który po chwili poderwał się do góry wybudzony z koszmaru. Ja także w tamtym momencie podskoczyłem na swoim miejscu i nie oderwałem wzroku od przerażonego chłopaka, zlanego potem i widocznie zdezorientowanego. Chwilę rozglądał się po pokoju, a ja zbyt przejęty tym zdarzeniem, nie odezwałem się ani słowem. Otrząsnąłem się dopiero wtedy, kiedy mój gość wymruczał coś niezrozumiałego dla mnie pod nosem. Uznałem, że to pora zacząć panikować bowiem zostałem przyłapany. Znaczy, nie byłem specjalnie zmartwiony i wcale nie czułem się winny, ale wiedziałem, że niewątpliwie mi się oberwie, o ile Danny nie zapomni mnie odpowiednio ukarać.
Dopiero w tej chwili ten zauważył, że nie leżę obok niego, a siedzę nieopodal, na fotelu. Nie omieszkał nadmienić swojego oburzenia tym. Nie wyglądał jednak jakby był teraz w stanie wydukać coś więcej. W ogóle sprawiał wrażenie z leksza otępiałego.
Chwilę po tym jak Daniel zniknął w następnym pomieszczeniu, sam poderwałem się z miejsca ale nim ruszyłem za chłopakiem uznałem, że przyjęcie leku w tej chwili jest rozsądnym posunięciem.  Szybko połknąłem dwie tabletki i podążyłem za Danielem do kuchni. Przystanąłem obok niego oparty biodrami o krawędź blatu.
-Jak się czujesz? –spytałem lekko zachrypniętym głosem odzwyczajanym od używania go. Uznałem, że zadanie tego pytania było odpowiedniejsze niż ‘Miałeś zły sen?’ na co odpowiedź była oczywista. Była także lepszym wyjściem niż zapytanie o treść snu, której wcale nie chciałem znać.
Nim lek zacznie działać, a nastąpi to w przeciągu piętnastu minut, pojawią się pierwsze oznaki wpływu tej chemii na ośrodki nerwowe. Będzie to skutkowało, cóż, otępieniem. Obawiam się, że będzie to wyglądało trochę tak jakbym coś nieźle przyćpał. Najlepiej by było gdyby ten etap ataku na mój organizm, odbył się już w łóżku.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Sob Paź 10, 2015 5:41 pm


Przez dłuższy czas byłem do tego stopnia zaaferowany wyjątkowo posranym snem, że nawet nie pomyślałem o tym, by naprawdę zezłościć się na Zack'a, który na całej linii zignorował moje polecenie. Przez nachalne myśli musiałem odsunąć na bok opierdzielanie przyjaciela i chcąc nie chcąc, skupić się na nieprzyjemnych odczuciach. Mimo, że często zapominam co mi się śniło już po pięciu minutach od pobudki, dzisiejszy sen pamiętałem wyraźnie w każdym calu. Kształt pistoletu, słowa mężczyzny, uroczo rozczochrane włosy matki. Myślałem o tym, wpatrując się tępo w pustą już szklankę, którą za chwilę ponownie napełniłem chłodną wodą. Nie powinienem przejmować się pozbawionym sensu wytworem mojej wyobraźni, lecz dziwny niepokój nie chciał mnie opuścić. Obrazy z mojej głowy były jak żywe, a sen tak realistyczny, że czułem się jakby był częścią moich wspomnień. Ale przecież nie mógł być. To nie ten nieznajomy palant siedzi teraz za kratkami, a mój własny ojciec. To na niego spadło oskarżenie zabójstwa. Alexander powiedział, że to był ojciec, a na pistolecie znaleziono odciski jego palców. Morderca z mojego snu miał czarne, delikatnie odbijające światło rękawiczki. Ale to przecież nie ma nic do rzeczy. Nigdy nie widziałem tego człowieka na oczy. Ale zaraz... Podobnież we śnie można ujrzeć jedynie twarze znajome. Ale przecież mogłem minąć kogoś takiego na ulicy, to nawet bardzo prawdopodobne. Właśnie. To nic takiego, tylko głupi sen, w jakiejś części ożywiający wspomnienia z dzieciństwa. Pamiętam tą broń, ale nie tego mężczyznę. Nie przypominam sobie również, bym przeprowadzał z kimkolwiek podobną rozmowę jako siedmioletnie dziecko, a już na pewno nie obserwowałem jak umiera moja matka. Gdy się obudziłem w szpitalu, ona już nie żyła. A dlaczego byłem w szpitalu? Straciłem przytomność... W zasadzie Alex do tej pory nie powiedział mi jak to wszystko wyglądało. Nie interesowałem się tym. Po prostu akceptowałem stan rzeczy takim, jakim był. Ale ten facet... Ten ze snu. Znajomy. Nie, schizuję. Daniel, kretynie, przestań już. Nie jesteś pięcioletnim dzieckiem, by przywiązywać jakąkolwiek wagę do pochrzanionych koszmarów.
Z przeciągłym westchnieniem odstawiłem szklankę na blat przed sobą i obróciłem się do niego tyłem, gdy usłyszałem z tyłu zackowy głos. To całkiem miłe, że okazuje troskę, ale nie musiałby tego robić, gdyby zasnął wtedy, kiedy go o to ładnie prosiłem. Nie widziałby mnie też w podobnie żałosnym stanie. Już to jest wystarczającym powodem do tego, bym się, delikatnie mówiąc, zdenerwował. Ale mimo to, zwyczajnie nie miałem siły. Noce przepełnione snami są najgorsze. Czy śpisz cztery, czy dziesięć godzin i tak budzisz się niewyspany.
- Dobrze - odpowiedziałem krótko, odgarniając z twarzy dwa zabłąkane, ciężkie dredy. Mój wzrok zmienił się z nieco rozkojarzonego, na ten bardziej srogi i zdecydowanie wymowny, a ręce skrzyżowały się ze sobą. Uniosłem jedną brew, robiąc krótki gest głową wskazujący na Zacka. - A ty? Ile masz lat, żeby siłą zaganiać cię do spania? - Raczej nie wyglądałem zbyt groźnie zalany potem, zaraz po tym jak obudziłem się zesrany w wyniku durnego snu. Ile ja mam lat, żeby zrywać się w ten sposób w środku nocy z łóżka? A pouczam Zacka. Nie, nie, to przecież co innego. Ja nie miałem na to wpływu, a on mógł grzecznie spróbować zasnąć, zamiast wymykać się spod pościeli, gdy tylko pozwoliłem sobie przywitać Morfeusza. Westchnąłem po raz kolejny, w geście pełnym zrezygnowania i zgrabnie oderwałem tyłek od blatu.
- Ty się kładziesz, a ja przypilnuję, żebyś na chwilę zostawił swoje komputerki - Ach, ci informatycy. Podobnie użerałem się z Luisem, jak już mieliśmy do wykonania nużącą, wymagającą robotę, a on zamiast postarać się wyspać, wolał stukać w klawiaturę. Zazwyczaj nie troszczyłem się specjalnie o jego zdrowie i o to, by się wysypiał, ale jeśli jego stan mógł grozić spartaleniem roboty, wolałem upewnić się, by spędził noc w łóżku. Oczywiście z nim również musiałem sie użerać podobnie tak jak teraz z Zackiem. Więc można powiedzieć, że przywykłem do pilnowania niesfornych dzieci, które nie lubią zostawiać swoich zabawek na rzecz snu.
Nie zwlekając, podszedłem do swojego słodkiego szatyna i objąłem go swobodnie ręką w pasie, by pokierować nas obydwu do sypialni, którą niedawno opuściliśmy. Sam czułem, że już nie zasnę, więc to nawet dobrze, że będę miał co robić. Gdy przekroczyliśmy już próg pokoju, objąłem szczelnie Zacka i napierając własnymi krokami, zepchnąłem do miejsca, w którym znajdowało się łóżko. Tym razem pchnąłem go tylko delikatnie, kładąc się zaraz obok. Objąłem chude ciało, lekko przesuwając po plecach swymi palcami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Sob Paź 10, 2015 5:57 pm





W milczeniu patrzyłem jak opróżnia szklankę z wodą, odstawia ją na blat podczas gdy jak oczekiwałem odpowiedzi. Naprawdę miałem wrażenie, że byłoby mi lżej gdyby on… czuł się lepiej. W jakiś sposób nie potrafimy czasem się uwolnić od dawnych przyzwyczajeń czy też przywiązania. Jakkolwiek by tego nie nazwać, sprawiało mi to dyskomfort. Tak dawno nie musiałem się liczyć z uczuciami innych, że zupełnie oduczyłem się koegzystowania z nimi na powierzchni setki metrów kwadratowych. Jednak nawet z tym drobnym odchyłem widziałem, że coś dziwnego wstrząsnęło Danielem. Nie wyglądał tyle na zaspanego, co na skołowanego. Cóż, gdyby był zaspany tłumaczyłoby to, dlaczego z miejsca mnie nie zganił za siedzenie po nocach, ale z kolei nie wyjaśniałoby to żałosnego wyrazu twarzy.  
Nie pamiętałem swoich snów często. Rzadko miewałem koszmary. Rzadko kiedy spałem normalnie. Męczyłem się brakiem snów, koszmarów czy czegokolwiek bowiem w pewien sposób czułem się jakby z ich brakiem, ubywało mi kolejnych ważnych kontrolek w mózgu. Jakbym stawał się wybrakowany z każdą przespaną nocą.
Potem w ogóle przestałem zasypiać. Zatęskniłem nawet za brakiem obrazów nocnych.  
 
Krótka odpowiedź na wcześniej zadane przeze mnie pytanie, wybudziła mnie z letargu. Dobrze? Wyglądał jakby było co najwyżej kiepsko. O ‘dobrze’ już nie wspomnę. Nawet hardą miną, zmianą tematu, zamknięciem się na emocje nie odpędzi moich wątpliwości. Ostatecznie potrzebuje uzasadnienia dla istnienia jakichkolwiek uczuć Daniela. Teraz wiem, że skoro istnieje strach, znajdą się inne. I jak raz, wiem dlaczego doszukuje się w Danielu tak małostkowych rzeczy.

Zmarszczyłem brwi w głębokiej konsternacji. Przez ułamek sekundy naprawdę zastanowiłem się nad kwestią swojego wieku. Mam wystarczająco dużo lat, żeby nie musieć słuchać przerośniętej niańki. A wraz z końcem stycznia będę mógł legalnie sięgać po alkohol. W sumie dziwie się Danielowi, że sam nijak nie uczcił przekroczenia ostatecznej pełnoletniości.
Kiedy zdecydowałem się ‘dać za wygraną’ i ruszyć  do sypialni by paść na łóżko oraz poczekać biernie aż nadejdzie sen, Danny oderwał się od blatu i ostatecznie przeszedł do ofensywy.
-Masz szczęście,  że akurat mam taki zamiar… –powiedziałem zgodnie z prawdą i westchnąłem męczeńsko. Gdybym nie podjął drastycznych kroków w kierunku  schwytania choć kilku godzin snu, pewnie tkwiłbym przed monitorami do wieczora. Twardo trzymając się postanowienia odnośnie cudotwórczej  właściwości snu, dałem się ciągnąć Danielowi do sypialni znowu prawie przewracając się po drodze. Przyjąłem z milczeniem traktowanie mnie w sposób nieadekwatny do naszej relacji i dałem się bez zbędnych słów popchnąć na łóżko. Skwitowałem to jedynie nieznacznym zaciśnięciem szczęk.  W tej samej chwili, Danny znalazł się tuż przy mnie. Tym razem nie miałem zamiaru uciekać, nawet jeżeli była to jedyna rzecz, na która miałem ochotę.  Zamknąłem gwałtownie oczy.
Wzdrygnąłem się czując jego palce sunące po moich plecach. Odwróciłem się do niego przodem. Ta pozycja wydała mi się mniej niebezpieczna.

***
Powoli budziłem się z otępiającej drzemki. Czułem się zmęczony spaniem i miałem świadomość, że zyskałem jedynie dwie lub trzy godziny stanu zawieszenia. Musiał być to jednak mocny sen bowiem nie zdołało mnie obudzić zniknięcie Daniela, którego aktualnie przy mnie nie było. Dotknąłem dłonią miejsca, w którym trwał zapewne jeszcze jakiś czas temu. Zimne.
Usiadłem i rozejrzałem się po własnym pokoju. Wydał mi się bardziej obcy niż cokolwiek. W moich oczach jawił się w przyćmionych odcieniach. Jakby cały świat wokół mnie stracił siły witalne. Czułem jedność z takim stanem rzeczy.
Niechętnie postawiłem nogi na zimnej podłodze  i  podniosłem się z materaca. Przeczesałem dłonią z leksza splątane kosmyki i nieprzytomnie ruszyłem do łazienki. Po drodze udało mi się odnaleźć osobę Daniela, która krzątała się po kuchni jak przykładna gospodyni. Najwyraźniej robił coś do jedzenia. Szkoda, że nie jestem głodny.
Niezauważony dostałem się do łazienki. Tam doprowadziłem swoje oblicze do względnego porządku w generalnym oglądzie. Skorzystałem nawet ze szczotki do włosów. Ponownie przemknąłem między kuchnią a sypialnią gdzie ubrałem się w swój ostatnio niezmienny zestaw –czarne rurki plus sweter.
Wyszedłszy z pokoju, mruknąłem jedynie krótką wzmiankę o tym, że wychodzę i już stałem ubrany przed drzwiami.  Portfel znajdował się na miejscu, paczkę papierosów właśnie trzymałem w dłoni. Tak wyposażony, opuściłem mieszkanie i pomknąłem po schodach w dół. Wypadłem na chodnik, w mojej głowie pojawił się obraz z wczorajszego wieczoru. Miejsce w którym stał samochód Micka, było puste,  zgodnie z bezpieczną codziennością. Włożyłem paczkę fajek do kieszeni uprzednio zostawiając sobie jednego z papierosów w drugiej dłoni. Stamtąd powędrował między usta i oddał się swojej powinności za sprawą zapalniczki. Od celu mojej podróży dzieliła mnie piesza wycieczka o czasie dziesięciu minut.  
Minęło piętnaście nim pojawiłem się w sklepie, tym z nazwy ‘wielobranżowych’. Jasno wytyczyłem sobie alejki, które planuje odwiedzić. Nim ruszyłem, ująłem w dłoń koszyk zakupowy.
Już po chwili w jego wnętrzu znalazły się odżywki do włosów i odpowiedni odcień niebieskiej farby. Stałem tak przed regałem i zastanawiałem się czy uprzednio ich nie rozjaśnić albo… nie ściąć.
Nie potrzebuje dodatkowo niszczyć sobie włosów –postanowiłem w końcu.  A zetnę, gdy nadejdzie odpowiedni czas.

Opuściłem supermarket, a tuż przed jego drzwiami włożyłem do ust kolejnego papierosa. Jednocześnie sięgnąłem po telefon spoczywający na dnie kieszeni  i wcisnąłem szybkie wybieranie. Po chwili odebrał mój Mick.
-Dostarczysz mi coś na pożegnanie i wykasuje twój numer –odparłem rzeczowy bez witania się z mężczyzną. Po drugiej stronie dało się słyszeć westchnięcie. Szybko wyjaśniłem mu czego właściwe potrzebuje. Wydawał się być zdziwiony. Sam oczekiwał ode mnie, że skończę brać, więc o co mu chodzi? Obrałem swoją drogę w kierunku leczenia uzależnień.
Temat do rozmowy się wyczerpał więc równie rzeczowo się pożegnałem i rozłączyłem. Poczucie spełnionego obowiązku wypełniło moje ciało. Po chwili minęło i wciąż wyczerpany dzisiejszą pobudką, powlokłem się prosto do domu, którego drzwi powitały mnie po niespełna dziesięciu minutach. Jeszcze dzisiaj musze znaleźć sposób, żeby zachować w tajemnicy przed Dannym to, w jaki sposób postanowiłem się pozbyć niewygodnego ciężaru zespołu abstynencyjnego. Jakkolwiek racjonalnie nie wytłumaczyłbym się przed Danielem, on by nie zrozumiał.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Sob Paź 10, 2015 6:02 pm


Przez cały czas spokojnie obserwowałem Zacka, który leżał w moich objęciach. Moje oczy leniwie przesuwały się po smukłej twarzy, która zmieniła się tak bardzo nie tylko przez te cztery lata, ale także od naszego ostatniego spotkania. Kiedyś był piękniejszy i mogę to powiedzieć z czystym sumieniem. I zapewne byłby teraz cholernie przystojnym facetem, gdyby nie to, że zaczął ćpać. To aż przerażające jak bardzo narkotyki mogą wyniszczyć człowieka. Nie tylko one. Wszystko inne może wykończyć spożywane w nadmiarze. Lepiej nie wspominać, jak żałośnie i okropnie wyglądałem, gdy bez dachu nad głową przepijałem i przegrywałem wszystkie pieniądze. Tym bardziej chciałem wyciągnąć z tego gówna Zack'a. Pomóc mu, gdy nie będzie miał już siły walczyć z nałogiem. Gdybym sam nie przeszedł czegoś podobnego, może by mi tak nie zależało. Pewnie zupełnie bym go nie rozumiał, tak jak syty nie rozumie głodującego. O tyle dobrze, że mój słodki przyjaciel przynajmniej wyraża chęć poprawy i stawia na współpracę. Ciężko byłoby dopiero wtedy, gdybym musiał go przekonywać o jego problemie i o tym, że życie bez ćpania jest lepsze. A co jeśli nie jest? Życie ogólnie jest gównem. Z narkotykami, przynajmniej kolorowym. Tyle, że fałszywym i krótkim. Bez nich przynajmniej jest jakaś nikła szansa na poprawę. Mała, ale jednak.
Gdy uświadomiłem sobie, że oddech Zacka się umiarkował, a powieki przestały mrugać, co oznaczało, że zapadł w sen, zgrabnie wyślizgnąłem się z łóżka, starając się nie narobić przy tym hałasu. Nie myślałem nawet o tym, by znów położyć się spać. To stało się niemożliwe, odkąd zrozumiałem, że za nic nie dam rady wyrzucić ze swojej głowy myśli o dziwnym i zdecydowanie nieprzyjemnym śnie. To głupie, by dorosły człowiek przejmował się takimi głupstwami, jednak nieważne jakbym się starał, to nic nie dawało. Obrazy senne nie chciały dać mi spokoju i czułem się coraz gorzej, gdy je wspominałem. Przerażało mnie, że wszystko było tak żywe, a ja jestem w stanie odtworzyć każdy szczegół tego snu. Pokręciłem głową, wzdychając męczeńsko i rzucając ostatnie spojrzenie na Zacka, podążyłem do salonu. Rozsiadłem się na kanapie, nie wiedząc właściwie co ze sobą zrobić. Od niechcenia włączyłem telewizor, przez chwilę wpatrując się tępo w obrazy pojawiające się na ekranie. Wciąż jednak myślałem o czymś innym. Przez ten głupi sen wróciły do mnie wszystkie obawy i myśli na temat przeszłości, rodziny i... tamtego dnia.
W końcu wyłączyłem telewizor, który tylko mnie w tym momencie irytował. Wyciągnąłem telefon służbowy, który pozostał wyłączony do tej pory. Włączyłem go, zainteresowany, czy ktoś się odzywał. Tylko jedno połączenie od Drake'a. Najwidoczniej nic ważnego, skoro nie zadzwonił na ten drugi telefon, znany niewielu osobom z pracy, jednak nieciężki do zdobycia. W końcu każdy wie, że wystarczy zapytać Luisa. Z nikłym zainteresowaniem przejrzałem listę zleceń. Zatrzymałem się dłużej na tym dotyczącym pewnego faceta i jego żony. Mieli jedno dziecko. Zazwyczaj nie zwracałem uwagi na takie rzeczy. Teraz jednak przez moją myśl przemknęło, że dziewczynka zostanie zupełnie sama. Ja miałem Alexandra i Elizabeth, ona nie ma tego szczęścia. W ciągu najbliższego miesiąca jej rodzice zginą, a ona nie będzie mogła nic z tym zrobić. Może lepiej będzie, jeśli pozwolę odejść jej razem z rodzicami? Ale Drake nie lubił wykraczania poza wytyczne wskazane w zleceniu.
Prychnąłem, gdy w następnej chwili uświadomiłem sobie jak zepsuty jestem. Nawet nie wziąłem pod uwagę tego, by zrezygnować ze zlecenia, tego by rzucić swoją robotę, tego by darować dzieciakowi cierpienie. Pomyślałem jedynie o tym, by mu ulżyć, poprzez dodatkowe morderstwo... Kiedy tak bardzo spaczyła się moja psychika? Była taką już przed poznaniem Drake'a? Czy może dopiero stała się taka, gdy zacząłem spełniać jego polecenia i kierować się jego radami. Jego rady.... Rady. Prychnąłem po raz kolejny. Co ten człowiek w sobie ma, że cokolwiek nie powie, wydaje się to rozsądne i dobre? Nawet zabijanie. To czyni z niego naprawdę niebezpieczną osobę. Ciężko byłoby się od niego uwolnić. Nie mam na to siły, ani choćby chęci. Szybko więc odsunąłem od siebie podobnie głupie i upierdliwe myśli.
Przeniosłem spojrzenie na kota kręcącego się koło moich nóg i wziąłem go na kolana. Gdy się ułożył, zacząłem głaskać go i niezamierzenie pogrążyłem się w zamyśleniu. Siedziałem tak, opierając głowę o oparcie i wlepiając wzrok w sufit, gdzieś godzinę. Może dwie. Stan zawieszenia towarzyszył mi bardzo często ostatnimi czasy. Przyzwyczaiłem się.
Ocknąłem się dopiero, gdy kot zmęczony najwidoczniej monotonnym głaskaniem, zeskoczył z moich kolan. Lekko otępiały wzrok przeniosłem na niego, aż w końcu podniosłem się i sięgnąłem po fajki. Naciągnąłem spodnie i koszulkę, po czym wyszedłem na zewnątrz, siadając na jednym ze schodków. Przyjemnie chłodne powietrze trochę mnie orzeźwiło, a papieros postawił na nogi. Ponieważ godzina była już całkiem przyzwoita, po powrocie do mieszkania zabrałem się za robienie jajecznicy dla siebie. Nie byłem pewien kiedy wstanie Zack, więc na razie nie pomyślałem o przygotowaniu śniadania dla niego. Zrobiłem sobie mocną kawę i stałem przy patelni, popijając ją, gdy za mną rozległy się lekkie kroki chłopaka. No to sobie zbyt długo nie pospał. Nie zatrzymywałem go w podróży do sklepu, rzuciłem tylko za nim, żeby kupił mi fajki. Skoro wstał, dorzuciłem jeszcze kilka jajek i zabrałem się za robienie kanapek z sałatą i pomidorem, co by znowu nie zwrócił całego żarcia, które spożył.
Trochę zeszło nim Zack wrócił. Gdy to zrobił, nałożyłem jedzenie na talerze i sam usiadłem do stołu.
- Jedz i nie próbuj protestować chuderlaku - zwróciłem się do chłopaka, patrząc na zakupy które przyniósł. W moje oczy rzuciła się niebieska farba. Brązowa też byłaby dobra. Ale niebieska mu pasuje, nie ma co. Przynajmniej nie ścina włosów. - Kupiłeś mi fajki? - zapytałem, nabierając do ust trochę jajecznicy z bekonem i cebulką. Dobra. Ej, może ja naprawdę nie jestem takim złym kucharzem. Lepiej żeby Luis tego nie wiedział, bo jeszcze zażąda podziału obowiązków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Nie Paź 11, 2015 12:07 am







Wszedłem do kuchni i już od progu owego pomieszczenia czekało na mnie jedzenie, które Daniel zdążył postawić na stole wraz z moim przybyciem. Rzuciłem siatkę z zakupami na kanapę i z rezerwą zbliżyłem się do stołu. Przyjrzałem się z daleka posiłkowi jaki mi ofiarował Danny po czym znów przeniosłem swój wzrok na chłopaka. Podobnie zachowywałem się jeszcze przez następne parę sekund aż w końcu zasiadłem do stołu. Westchnąłem ciężko, jednak z pewną nostalgią. Taka postać rzeczy to coś, do czego nigdy nie będę potrafił się przyzwyczaić. Ani zaganianie do posiłku, a ni dzielenie mieszkania z nim.

-Może kupiłem –mruknąłem tajemniczo i ująłem sztuciec w dłoń. Nim jednak zabrałem się do jedzenia, położyłem kartonowe pudełko na blacie i pchnąłem je w kierunku Daniela. Przesyłka dotarła przed sam nos mężczyzny.

-Smacznego –burknąłem pod nosem. Nie kierowałem tego do nikogo konkretnego. 

 

***

PIĘĆ TYGODNI PÓŹNIEJ

DZIEWIĄTY STYCZNIA

 

W kilka tygodni moje życie przewróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Można powiedzieć, że w pewien sposób wychodziłem na prostą. Ba, bo wychodziłem po całej linii na prostą. Od tygodnia ani razu nie pomyślałem o moim nałogu. Teraz nad moja wstrzemięźliwością panował Daniel, ten sam od tygodni. Sam Danny jednak nie wystarczył bym w pełni rzucił trucie się chemikaliami. Dawałem radę głównie dzięki substytutom. Praca była jednym z nich, drugim –cóż –ostania dostawa Micka, po której faktycznie wykasowałem jego numer.  

Mieszkanie pod jednym dachem z Dannym nie okazało się aż tak nieznośne jak zapowiadało się to jeszcze na początku grudnia, kiedy chłopak dotarł pod moje drzwi. Radziliśmy sobie w pewien sposób dzięki czynnikom zewnętrznym.  Mijaliśmy się w drzwiach. 

Rano, gdy Danny jeszcze spał, wychodziłem na siłowni zaś, gdy wracałem, mój współlokator gdzieś znikał. A w nocy… unikałem go jak ognia, kryjąc się przed komputerami.  Niespełna trzy tygodnie temu, przeniosłem się z wygodnego łóżka, na podłogę. Zainwestowałem w materac i tak wreszcie mogłem odetchnąć z ulgą. Daniel z początku nie był w ogóle zadowolony takim obrotem spraw, tak więc zdarzyło się podczas tych zmian, że uległem mu i pozwoliłem sobie zasnąć z nim w łóżku.  Były to jednak nieliczne przypadki kiedy nie miałem ochoty słuchać jego narzekań. 

Czy czułem się dobrze? W pewnym sensie nie czułem się w ogóle. O ile to możliwe było gorzej bowiem o ile psychicznie  nijak nie mogłem się pozbierać od kilku lat, tak jakby tego było mało, teraz nie potrafiłem nawet rozpocząć dnia od solidnej dawki substytutu spowalniającego. Na początku trudniej było mi się przyzwyczaić. Potem udało mi się ustalić dawkę na tyle silną by zwalczyć wszelkie objawy odstawieniowe i zastąpić je innym środkiem. Dzisiaj wciąż jeszcze nie wyobrażam sobie bym także i to wyrzucił ze swojego jadłospisu. 
Było to jak najbardziej bezpieczne i dostępne legalnie, ale ja zwykle nie lubiłem zajmować się papierami ani receptami. Wiem też, że powinienem był poinformować Daniela, by w razie czego uniknąć nieporozumienia. Jedynie nie potrafiłem się zmobilizować do postawienia tego kroku.
Jak zwykle wróciłem z treningu na siłowni około godziny drugiej popołudniu. Niestety, wraz z rozpoczęciem semestru wiosennego, do mojego zakresu zajęć dojdzie jeszcze uczęszczanie na uczelnie. Gdyby nie obecność Daniela, wszystko wróciłoby do dawnej rutyny.
Nie mam pewności co do planów Curtisa i czy w momencie, gdy kategorycznie skończy się moja przygoda z narkotykami, on się wyniesie z mojego życia. Przyzwyczaiłem się do niego, tak więc na chwilę obecną nie potrafię sobie nawet przypomnieć tego co było przed tym jak się tu przybłąkał.
Westchnąłem ciężko. Co będzie, to będzie. Nie mam wpływu na to jak się potoczy przyszłość zapoczątkowana decyzją opuszczenia Los Angeles przez mojego dawnego przyjaciela. Nie żebym w ogóle chciał jakkolwiek wpływać… Po prostu teraz wszystko potoczy się w taki sposób, że nie będę potrafił jednoznacznie określić co nastąpi w następnej chwili.
Danny i ja żyliśmy każdy własnym życiem. On gdzieś się kręcił po mieście, zwiedzał i wracał do domu kiedy ja pracowałem. Generalnie nie mieliśmy czasu, żeby rozmawiać o czymkolwiek poważniejszym. To też nie jest tak, żebyśmy mieli o czym konkretnie rozmawiać.
Z korytarza ze zmęczeniem powlokłem się do kuchni. Otworzyłem lodówkę, która po chwili ukazała swoje puste wnętrze. Może zadzwonię do Daniela i każe mu zrobić zakupy?  Po chwili intensywnego namysłu, sięgnąłem po telefon do kieszeni i wystukałem chłopakowi wiadomość. Odłożyłem urządzenie na blat i nie wiedząc co ze sobą zrobić, bez celu zacząłem chodzić w te i z powrotem.
Zdenerwowany bezczynnością postanowiłem nasypać kotu jedzenia do miski. Wiedziałem, że jest za wcześnie na posiłek, ale uznałem, że lepiej zrobić to teraz, bo mogę nie mieć później czasu. Następnie sięgnąłem do szafki po słoik z kawą, który okazał się być pusty. Przekląłem pod nosem. Dlaczego nie przyzwyczaiłem się jeszcze, że wszystko kończy się w trzykrotnie szybszym tempie?
Odstawiłem pojemnik z hukiem na blat i przeczesałem włosy ze zdenerwowaniem. Po chwili jednak zdecydowałem, że świat nie kończy się w momencie kiedy chwilowo zabraknie jedzenia i kawy, a wtedy kiedy nie masz na nie pieniędzy.  Uznałem więc, że pora co nieco zarobić. Spokojniejszy już, ruszyłem do sypialni –mojej i Daniela –by zasiąść przed osobistymi narzędziami pracy.
Uśmiechnąłem się widząc kolejnego maila nadesłanego ze znajomego adresu. Pięć tygodni temu udało mi się rozwiązać kilka internetowych, programistycznych zagadek. Nie skończyło się jednak na tych paru. Wciąż pojawiały się w mojej skrzynce w nieregularnych odstępach czasu. Postanowiłem zagrać na zasadach mojego rozrywkodawcy i nie próbować niszczyć zabawy. Testowałem go już kilka tygodni temu kiedy postanowiłem obejść zagadkę na skróty. Zorientował się zanim wykonałem drugi ruch. Ktoś za każdym razem wiedział kiedy wkraczałem na jego terytorium. Wywołało we mnie to zawczasu podziw. Sprowadziło mnie to także do parteru i ostrzegało w każdy możliwy sposób bym uważał. Cóż, a póki miałem coś do roboty, było czym zająć umysł.
Leniwie zająłem się wypełnieniem kolejnego punktu codziennej rutyny.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Nie Paź 11, 2015 12:15 am


Przez te pięć tygodni działo się dość sporo. Przyzwyczaiłem się do Zack'a niemalże tak jak kiedyś. Nasza relacja nie była przyjaźnią, nie była nawet mocno zbliżona do tego co dawniej nas łączyło, jednak potrafiliśmy żyć pod jednym dachem i rozmawiać... czasem. Bo bądźmy szczerzy, rzadko mieliśmy ku temu okazję. Domyślałem się, że nie jest to przypadek. Zackowi nie przeszkadzała zbyt mocno moja obecność, ale też najwidoczniej jej nie pragnął i choć mogło być przypadkiem to, że mijaliśmy się w progu, bardziej skłonny byłem uwierzyć w to, że mój drogi przyjaciel specjalnie ustawił grafik swojego dnia w ten, a nie inny sposób. Choć z drugiej strony nie mógł wiedzieć co ja sam i kiedy zaplanuję, gdyż nie zwierzaliśmy się z takich rzeczy. Kontrolowałem go jedynie pod względem jedzenia, ćpania i spania. Naprawdę przestał zażywać i właściwie nie pojawiały się nawet żadne krytyczne momenty. Było to dla mnie na tyle dziwne, że przez pewien czas obserwowałem go... z ukrycia. Cóż, w moim fachu jest to normalne, więc muszę powiedzieć, że jestem w tym całkiem wprawiony. W związku z tym już jakiś czas temu dowiedziałem się dlaczego Zackowi tak dobrze idzie rzucanie. W pierwszej chwili się wkurzyłem i chciałem go opieprzyć, ale w porę się powstrzymałem. Postanowiłem poczekać, aż sam zdecyduje się mi powiedzieć, lub odstawić to gówno. Lepsze niż dragi, ale jednak gówno. Jeśli nie zdecyduje się ani na jedno, ani na drugie przez kolejny miesiąc, dojdzie do rozmowy, której ten zapewne chce uniknąć. Nie pozwolę, by przez zbyt długi czas szprycował się marnym substytutem, skoro mógłby radzić sobie bez niego. Mógłby, ale skąd ma wiedzieć, skoro nie spróbował. Lub próbował i zbyt szybko się poddawał.
Nie naciskałem na to byśmy częściej przesiadywali we wspólnym towarzystwie. Sam przecież miałem swoje życie i swoje sprawy, znajomych oraz obowiązki. Mogłem odpuścić sobie pracę przez tydzień, może nawet mógłbym przez dwa, ale nawet tego nie chciałem. Wiedziałem, że Drake potrzebuje mnie w wielu sytuacjach, więc nie kazałem mu zbyt długo czekać na swoją pomoc. Znów wróciłem do pracy. Wykonywałem mniej zleceń w krótkim czasie, lecz wciąż to robiłem. Te z rodzicami i dzieckiem również. Wiem, że dziewczynka została adoptowana przez dziadków. O tyle dobrze, że nie odesłano jej samotnie do domu dziecka. Ulżyło mi. Dziwny sen też się więcej nie powtórzył, więc choć męczył mnie przez najbliższe kilka dni, w końcu o nim zapomniałem. Tylko czasem przed ułożeniem się do spania wspominałem twarz matki i nieznajomego mężczyzny. Przestałem jednak przywiązywać do tego jakąkolwiek wagę i doszło do mnie w końcu, że to tylko głupi koszmar.
Nie informowałem Zacka kiedy i gdzie wychodzę, tak samo jak on tego nie robił. Wykonywałem pracę, spotykałem się z Luisem, chodziłem na siłownię, jeździłem na treningi, także czasem nie wracałem na noc. Nie jestem księdzem, mam swoje potrzeby, a ponieważ u niebieskowłosego nie mogłem liczyć na nic więcej niż trochę macanka, musiałem umilać sobie czas z innymi mężczyznami, których tutaj nie brakło. W każdym nocnym barze można było wyhaczyć co najmniej kilkoro przystojniaków. Korzystałem ile mogłem, lecz wciąż pamiętałem o Zacku. Nie miałem najmniejszego zamiaru wyjeżdżać i właściwie wygodnie mi się z nim mieszkało. Przetrawiłem nawet to, że nie chciał dłużej dzielić ze mną z łóżka. Z początku protestowałem, ale ostatecznie stwierdziłem, że to nic takiego. Nie jestem dzieckiem, nie potrzebuję misia, a właściwie jego ciało, wyglądające z dnia na dzień coraz lepiej, tylko pobudzało moje zmysły. Lepiej, by trzymał się na bezpieczną odległość, jeśli nie chcemy powtórzyć tego, co stało się cztery lata temu. A muszę przyznać, że coraz ciężej się opanować. Zack odżył, nabrał ciałka, kolorów i werwy. W końcu przestał przypominać kościotrupa, a zaczął być zdrowym, przystojnym dwudziestolatkiem. Nie muszę chyba mówić, że zwyczajnie mi się podoba. Lecz jednocześnie, tak jak mówiłem, nie jestem gwałcicielem, ani żadnym dzikim zwierzęciem, w związku z czym trzymam dystans, tak jak on tego chce. Tak czy inaczej, nie żyję w celibacie.
Od pięciu tygodni biorę również tabletki. Tak bardzo przyzwyczaiłem się do codziennych dawek, że zupełnie odruchowo rano i wieczorem po nie sięgam. Już nie pamiętam kiedy ostatnio miałem jakiś napad złości, czy wyszedłem z równowagi, mimo, że przy Zacku nie ciężko o taki scenariusz. Żeby tego było mało, nauczyłem się gotować. Naprawdę całkiem nieźle. Co gorsza, polubiłem to, więc stanie przy garach nie sprawiało mi najmniejszego problemu. Luis byłby ze mnie dumny. Choć właściwie nawet niespecjalnie za nim tęskniłem. Bardziej za swoimi zwierzakami, którymi ten wciąż się opiekował.
W międzyczasie umówiłem się również z Jackiem. Dogadywaliśmy się tak, jakbyśmy wcale nie przeżyli żadnej przerwy, choć taka była i to całkiem długa. Miło było po latach zobaczyć, porozmawiać i napić się z przyjacielem, który przez ten czas pozostał zupełnie niezmieniony. Dzięki niemu potrafiłem trochę oderwać się od codziennych problemów, od mętliku w głowie i od pracy. Po jednym spotkaniu pojawiły się kolejne. Czysto przyjacielskie, w końcu mimo, że chłopak jest naprawdę niczego sobie, nie potrafiłbym spojrzeć na niego inaczej jak na brata. On najwidoczniej też, bo gdy się spotykaliśmy nie było między nami ani krzty tego napięcia. Nawet gdy zostawałem u niego na noc, a zdarzało się, gdy przesadziliśmy z procentami.
Właśnie wracałem z siłowni swoim samochodem, gdy otrzymałem wiadomość od Zacka. Westchnąłem, chowając telefon do kieszeni. Jak ja nie pomyślę, to on oczywiście nie ruszy dupy. Za bardzo się przyzwyczaił. Ale i tak mam po drodze, więc nie szkodzi. Zajechałem do marketu niedaleko domu i zrobiłem większe zakupy, w tym zapas kawy, która szła wyjątkowo szybko na naszą dwójkę. Cóż, obydwoje jej nadużywamy, choć ja dodatkowo w wielkich ilościach pochłaniam wodę.
W domu byłem gdzieś około piętnastej. Zupełnie nie zaskoczyło mnie to, że Zack siedział w sypialni, w otoczeniu swoich monitorków. Standard.
- Może byś coś zjadł nerdzie. Zrobiłem zakupy - krzyknąłem od progu, wykładając na blat wypełnione po brzegi siatki i wstawiłem wodę na kawę. Przy okazji nalałem wody do garnka, by przygotować ziemniaki. Nie ma dzisiaj luksusów, nie mam siły. Poza tym...
- Dzisiaj wpadnie mój znajomy. Polubicie się. - Jack to bardzo sympatyczny człowiek, więc nawet jeśli Zackie jest gburem, faktycznie istnieje jakaś szansa na to, że się dogadają. Oczywiście nie pomyślałem o tym, by zapytać chłopaka o zdanie, tylko oznajmiłem, że dzisiaj w naszym mieszkaniu odbędzie się mała popijawa. Zresztą przyda mu się trochę towarzystwa innego niż ja. Za dużo siedzi przy tych komputerach i do tej pory nie widziałem go w otoczeniu jakichkolwiek znajomych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Nie Paź 11, 2015 12:18 am







Całe pięć tygodni zastanawiałem się co będzie, kiedy już dojdę do finiszu. Co tam na mnie czeka?
Jedynie po to by się dowiedzieć, wciąż jeszcze nie zrezygnowałem.  W tym miejscu powinienem wybuchnąć żałosnym śmiechem. Czy nie z tego samego powodu jeszcze żyję? W obu przypadkach, możliwe iż będę zawiedziony, że starałem się na darmo. Że w porę nie zrezygnowałem, wciąż nieobarczony ciężarem doświadczeń .
Westchnąłem męczeńsko i spojrzałem na zegarek. Nieubłaganie zbliżała się punkt trzecia. Zastanawiałem się, czy Danny raczy się dzisiaj zjawić przed nadejściem nocy z moimi zakupami. 
Oparłem się wygodnie plecami o fotel i spojrzałem w sufit. Zadzwoń. W tym momencie zabawy przystanąłem by złapać oddech.  W oryginale, to co nastąpiło później, skończyłoby się w jednej chwili. Pierwotnie, gdy ukazał się numer, owszem, ludzie dzwonili. Otrzymawszy polecenie wydukane z syntezatora mowy, gnali na drugi koniec świata by przejść do następnego etapu zabawy. Wspólnota, która wtedy się utworzyła, imponowała swoim ogromem i zaangażowaniem członków.  Czy może o to chodziło od początku? Niemożliwe. Ludzie specjalizujący się w kodowaniu, dekodowaniu, hakowaniu, programowaniu z natury są jednostkami dość nieśmiałymi. Kto więc zmusił ich do pracy nad jednym i tym samym?
Ja zaś byłem w tym sam.  Mógłbym powiedzieć z dużym prawdopodobieństwem procentowym, że jedynie ja otrzymuję na swój e-mail zagadki tej treści. Zadzwoń. Ponownie westchnąłem i wstałem od komputera, by ująć w dłoń paczkę papierosów. Leniwie powlokłem się z nią do okna w dziennej części mieszkania. Otworzyłem je na oścież i zorientowałem się wtedy, że na dworze trwa jeden z tych najzimniejszych dni w okresie kilku lat. Tutaj, w Los Angeles, nie byliśmy przyzwyczajeni do takich widoków. Szara aura wzbudziła we mnie niechęć. Wolałem marnować dzień kiedy wyglądał tak nijak jak każdy inny. Beznadziejnie słoneczny, ciepło –zimny. Letni chociaż data w kalendarzu wskazywała na ewidentnie zimową porę. A tu niespodzianka.  I w dodatku mam jeszcze dzwonić. Co jeszcze się dzisiaj wydarzy, by przełamać rutynę?
Nie wierzyłem w złe przeczucia, ale takowe teraz pustoszyły mój umysł. Sięgałem miarowo papierosem do ust i łypałem na krajobraz rozciągający się ponad drzewami rosnącymi tuz pod moim oknem.  Nigdy tak bardzo nie zwątpiłem w uspokajającą moc nikotyny.
Dopaliłem fajka, zgasiłem w popielniczce i wróciłem do swojej przedkomputerowej ciszy i spokoju. Teraz nawet ona sprawiała, że miałem ochotę rzucić wszystko i ukryć się w łóżku, którego nawet nie miałem.  Chwilę rozmyślałem nad swoim stanem, próbując jednocześnie powrócić do stanu skupienia sprzed paru momentów. Ostatecznie jedynie podniosłem się gwałtownie z miejsca i ruszyłem do regału mieszczącym się w kącie pokoju. Sięgnąłem na jedną z półek, pociągnąłem los i w moich dłoniach pojawiła się jedna z wielu płyt. Otworzyłem pudełko, wyjąłem błyszczący krążek i wróciłem z nim do moich urządzeń. Jednakże, płytę włożyłem do wieży stereo. Po chwili muzyka popłynęła z kilku głośników, wypełniając cały dom agresywnym jazgotem wokalisty. Treść piosenki była równie napastliwa. Chyba tego w tej chwili potrzebowałem. Moje samopoczucie wzrosło, ciężar także zelżał, ale w żaden sposób nie potrafiłbym się w tej chwili skupić. Ponownie spłynąłem po fotelu w bezsilnej manifestacji mojego beznadziejnego położenia. Szkoda tylko, że nie miałem komu zaprezentować owego protestu. Poczekam tak aż Danny wróci to może zauważy.
Zgodnie ze swoją koncepcją postanowiłem pozostać w tej samej pozycji do niechybnego powrotu mojego współlokatora. Zanim jeszcze zupełnie zdążyłem zdrętwieć, wrócił. Ściszyłem muzykę jak tylko zarejestrowałem skrzypnięcie zawiasów w drzwiach wejściowych.  Daniel od momentu jak przekroczył próg, wykrzyczał na cały dom swoją dzisiejszą mądrość. Fakt, że napisałem do niego wiadomość o treści sugerującej, że nie mam co jeść, nie mówił sam za siebie?
Wstałem z miejsca, zapominając zupełnie o swoim koncepcie protestu. 
-Chętnie zjem wszystko co mi przygotujesz.. –mruknąłem zbliżywszy się do chłopaka na mniejszą odległość. Spojrzałem pod jego ramieniem na produkty, które kupił. Przyjąłem z ulgą fakt, że pamiętał o kawie. Oczywiście nijak jednak nie przeszkodziłem mężczyźnie w rozpakowywaniu toreb. On jest od takich rzeczy, podczas gdy ja płacę rachunki i udostępniam mu miejsce do mieszkania. Słowem –Daniel awansował na gospodynię domową.  Odsunąłem się do niego i obserwowałem jego poczynania z pewnej odległości. Właśnie przeczesywałem dłonią uwolnioną spod dyktatury gumki grzywkę, kiedy Danny uraczył mnie wspaniałą nowiną. Człowiek w moim mieszkaniu? Kolega? Czy może jakiś gach? Pokręciłem głową. Nie przytargałby tutaj byle jakiego faceta spod gejowskiego klubu.  Zaprowadziłby go gdzie indziej albo rypał go w kiblu. Zresztą! Nie mam pojęcia jak to się odbywało kiedy chłopak znikał nocami.  Nie mogłem mu się z jednej strony dziwić,  jednakże z drugiej –obrzydzało mnie to. Nie sam fakt, że to robił budził we mnie zgorszenie, a świadomość uprzedmiotowienia do tego stopnia uprawiania seksu. Kiedy to stało się potrzebą niecierpiącą spełnienia? Kiedy stało się towarem przetargowym? Taki stan rzeczy utrzymuje się od tak dawna. Teraz jedynie przybrał na sile i stracił na wartości.
-Mam nadzieję, ze nie wymagasz ode mnie tego, że będę nawet próbował się socjalizować –oświadczyłem i posłałem chłopakowi niebezpiecznie obojętne spojrzenie. Nim jakkolwiek zdążył odpowiedzieć, dodałem –Dobrze, że nie, bo  nie mam zamiaru –uśmiechnąłem się wesoło. Jednak cała przywołana emocja zniknęła z mojego oblicza w jednej chwili, ustępując ponownemu pojawieniu się znużonego wyrazu twarzy.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Nie Paź 11, 2015 12:19 am


Uśmiechnąłem się pod nosem słysząc uwagę Zacka na temat mojego jedzenia. Oczywiście, że zje wszystko. Moje dania są niezaprzeczalnie pyszne i niechby próbował wybrzydzać. Swoją drogą, jego słowa świadczą o bardzo poważnym postępie. W końcu miesiąc temu w ogóle nie chciał jeść i musiałem go do tego zmuszać. Na dodatek należało pamiętać o tym, by wszystkie dania były lekkostrawne, co by nie powtórzyła się akcja z pizzą. Chyba jestem aniołem. Dbam o niego niemalże tak jak kiedyś. Nie no, właściwie to bardziej niż kiedyś. Zmarszczyłem czoło w geście zaskoczenia, gdy doszedł do mnie ten fakt. Bardziej niż kiedyś? Niż wtedy kiedy byliśmy tak blisko? Teraz przecież nie jesteśmy, a jednak... Nie, nieważne.
W każdym razie nie miałem nic przeciwko przygotowywaniu mu posiłków. Szybko odkryłem, że to całkiem niezła zabawa. Brzmi może i głupio, ale to prawda. Majstrowanie przy żarciu potrafi być bardzo ciekawe i zajmujące. Tak więc odkryłem w sobie kolejny talent i na dodatek zrozumiałem Luis'a, który to do niedawna przyrządzał żarcie mi. Nie oburzyłem się też, kiedy nie uzyskałem pomocy od Zack'a przy rozpakowywaniu zakupów. Ręce mi od tego nie odpadną a także nie mogę powiedzieć, by był to wysiłek, przy którym potrzebowałbym wsparcia drugiego człowieka. Zresztą już jakiś czas temu wprowadziłem własne porządki i zakładam, że Zack wciąż nie do końca wie gdzie co się znajduje. Tylko plątałby mi się pod nogami. Zresztą rola, którą przyjąłem w żaden sposób mi nie uwłaszcza. To nie tak, że sam robię wszystko, a niebieskowłosy siedzi na dupie i zbija bąki. Sprząta kiedy trzeba, zajmuje się kotem no i robi wszystkie opłaty, których ja się nie ruszam. Siedzi też przy tych swoich monitorkach, zarabia, więc na brak pieniędzy nie narzeka. Można powiedzieć, że istnieje u nas podział ról, niczym w dobrym, starym małżeństwie. Dobre sobie. Jak długo to jeszcze potrwa? W końcu nie mogę mieszkać tu wiecznie. Nie mogę też cały czas szprycować się tymi tabletkami, bo mam ich serdecznie dość. W jakiś sposób wpływają na moją koncentrację, a przez to ciężej jest mi wykonywać swoje obowiązki względem Drake'a. Nie mogę ich przecież odstawić, bo Zack potrafi być bardzo irytujący, a wolałbym, by nie ujrzał mnie w stanie, w jakim miał okazję zobaczyć mnie Luis. Gdyby do tego doszło, nie dość, że znów miałbym wyrzuty sumienia, to jeszcze musiałbym się mu tłumaczyć z tego cholernego napadu agresji. Pozostają więc tabletki. To nie może potrwać już zbyt długo.
Wstawiłem wodę na kawę, przyszykowując ją w dwóch kubkach, a słysząc głos chłopaka, odwróciłem się przodem do niego i oparłem tyłkiem o blat. Skrzyżowałem ręce ze zwykłego przyzwyczajenia i posłałem mu swobodny, niewinny uśmiech. W ogóle od dłuższego czasu czuję się w jego towarzystwie aż za swobodnie. Jakbym znów zaczął patrzeć na niego przez pryzmat tego co było kiedyś. Jakby wciąż był tym dawnym przyjacielem, którym przecież wcale już nie jest.
- Właściwie to mógłbyś z nami posiedzieć i wypić kilka piwek. Przecież nie zamkniesz się w pokoju mój słodki aspołeczniaku. - Odwróciłem się, słysząc niezmiennie irytujący pisk i zalałem kawę, na moment odwracając się od Zack'a. Odstawiłem czajnik, po czym znów zwróciłem się do niego, wyciągając paczkę fajek. - Jack to mój stary przyjaciel. Zupełnie jak ty. - Zaśmiałem się dość zgryźliwie. - Powinniście się dogadać. - Odpaliłem papierosa i zaciągnąłem się, przymykając oczy, które już po chwili skierowały się na chłopaka. Wciąż nie mogłem się nadziwić temu, jak dobrze teraz wygląda. W dodatku w dużej mierze dzięki mnie.
- Swoją drogą przyda ci się trochę towarzystwa. Przez ciągłe przesiadywanie przed komputerami ześwirujesz jeszcze bardziej, a już nie jest z tobą za dobrze. - Uśmiechnąłem się niemal słodko i znów odwróciłem tyłem od współlokatora, by wyciągnąć patelnię i i kilka innych rzeczy potrzebnych do przyszykowania mięsa. Właśnie sięgnąłem po kubek z pięknie pachnącym, czarnym płynem, gdy zadzwonił iPhone. Upijając łyk, wyciągnąłem go z kieszeni i unosząc brew spojrzałem na obcy numer wyświetlający się na ekranie. Odebrałem bez dłuższego zwlekania.
- Curtis, słucham - rzuciłem oschle jak to miałem w zwyczaju, gdy nie wiedziałem z kim przyszło mi mieć do czynienia. Zmarszczyłem brwi, kiedy przez krótką chwilę po drugiej stronie nikt się nie odezwał. Już otwierałem usta, gdy do moich uszu dotarł gardłowy, cholernie nieprzyjemny głos, na którego brzmienie gwałtownie pobladłem. Kubek do tej pory trzymany przeze mnie w ręku z głośnym trzaskiem rozbił się o podłogę, jednak ja tego nie zauważyłem. Właściwie nie poczułem nawet bólu wywołanego gorącą kawą rozlaną na nogi. Przez dłuższą chwilę nic do mnie nie docierało, a dłoń w której niepewnie spoczywał papieros wyraźnie drżała.
- Ojciec - wychrypiałem w końcu drżącym głosem, czując jak na przemian dotyka mnie zimno i gorąco. Odwróciłem się powoli przez ramię, szerokimi oczami dostrzegając, że Zack wciąż tam stoi. Trząsłem się, cholera. Śmiech zasłyszany po drugiej stronie wcale nie pomagał. Chciałem coś powiedzieć, ale ścisnęło mi się gardło. Nie byłem w stanie nawet się ruszyć, gdy on się odzywał. Właściwie nawet nie docierały do mnie jego słowa. W końcu coś mnie ruszyło. Czując gwałtowny napływ złości, zacisnąłem dłoń na telefonie tak, że przeszył ją dotkliwy ból, aż w końcu trzasnąłem urządzeniem o najbliższą ścianę. Roztrzaskał się niemniej spektakularnie niż kubek.
Odwrócony już przodem do Zack'a przez chwilę patrzyłem się na niego nieco otępiałym wzrokiem, oddychając nienaturalnie szybko. Drżącą ręką przesunąłem po twarzy, starając się uspokoić.
- Zaraz to posprzątam - oznajmiłem równie niestabilnym głosem i szybkim krokiem opuściłem mieszkanie, do którego niedawno wszedłem. Przysiadłem na schodku przed drzwiami, zaciągając się papierosem. Nie potrafiłem ogarnąć myśli. Kilka krótkich słów wypowiedzianych przez tego człowieka kompletnie mnie rozbiło. A przecież minęło tyle lat. Przecież on siedzi za kratkami, a ja jestem zabójcą. Jestem człowiekiem dużo bardziej niebezpieczny od niego, a nie bezbronnym dzieckiem, którym byłem kiedyś. A jednak te myśli wcale mnie nie uspokoiły. Nic nie było w stanie powstrzymać szaleńczego bicia serca. Szybko spaliłem papierosa i od razu odpaliłem drugiego. Przymknąłem oczy, skupiając się na tym, by zacząć kontrolować niespokojny oddech. Cholera.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Nie Paź 11, 2015 12:21 am







Skąd wiedziałem po co znikał Danny kiedy nie wracał do domu? No, pomijając fakt, że bywały dni skoro wschód słońca witał mojego współlokatora w mieszkaniu. Pytanie brzmi –skąd tak śmiałe podejrzenie? Szkopuł tkwił nie w tym co wyczuwałem, a czego nie było. Mianowicie –różnice. Tak jak komputery, mój mózg nauczył się algorytmów. Wyuczył się ich na tyle dobrze iż każda minuta jego nieobecności, mieściła w sobie kolejne fakty. Szczegóły, wskazujące na szereg czynności wykonanych przez Daniela danego wieczoru i tych, które tym razem zostały zastąpione. Daniel nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że tworzy mechanizm postępowania. A każda niespójność, była  kolejną wytyczną. Poddawałem go obserwacji, owocującej w bogatą sieć wskazówek, na podstawie których wysnuwałem dedukcję.
Nazwijmy to wszystko po prostu „kobiecą intuicją”. Inna sprawa, że zamówiłem pocztą nadajniki.
Kiedy się odwrócił do mnie przodem, a na jego ślicznej buźce pojawił się głupkowaty uśmieszek, wiedziałem, że ma do powiedzenia coś, co nie pozwoli mi nawet wysunąć jakiegoś sensownego sprzeciwu. Bo co innego może powiedzieć oprócz tego, że przesiadywanie w pokoju z komputerami, notoryczne unikanie wyjścia chociażby po zakupy kontakt z jedną osobą na przestrzeni miesiąca, jest zdrowo prowadzonym trybem życia? O ile w ogóle  można by to nagiąć  pod jakąkolwiek definicję życia. Osobiście nazwałbym to kategorią lub, jak wolicie, stadium obumierania.
-Nie mogę pić alkoholu –burknąłem nieco zbyt jadowicie niż początkowo zamierzałem –To się zakrawa na demoralizację młodzieży –dodałem ciszej, odwracając wzrok od chłopaka i idąc za jego przykładem, złożyłem ręce na piersi. I tak, właśnie taki miałem zamiar. Zamknąć się w pokoju i robić to co zwykłem nazywać wieczorną rutyną. Istniała inna nazwa dla tego stanu i naturalnie chodzi mi o termin „zarobek”. Zastanawiałem się, czy tym razem mogę się bezkarnie zasłonić takim wykrętem. Oczywiście na tle moralnym pozostałbym czysty jak łza.
Gdy tylko na horyzoncie pojawiła się paczka papierosów, przypomniałem sobie o swojej. Po chwili jednak ten drań podjął wątek mojej świadomej izolacji.  Obowiązkowo przewróciłem oczyma na słowa Daniela, których spodziewałby się nawet kiepski aspirujący detektyw. Pewnie, że wysunął i taki argument. Jednakowoż, pozostałem niewzruszony wobec wytoczenia ciężkich dział jakimi posłużył się Danny, który chyba zdążył się domyślić iż wyjątkowo wyczulony jestem na to pojęcie, którym mnie zatytułował. Stary przyjaciel. Wraz ze śmiechem, następującym po wypowiedzi Daniela,  jeszcze bardziej zesztywniałem. Po chwili jednak stopniowo rozluźniłem każdy mięsień i z namaszczeniem wpatrywałem się w żar papierosa Daniela. Zwalczyłem chęć wyrwania mu go spomiędzy ust i zaciągnięcia się nim na własną rękę.  
Ulotne pragnienie zniknęło wraz z, musze przyznać, zabawnym spostrzeżeniem mężczyzny.
Na samo brzmienie tych słów, uśmiechnąłem się radośnie, a gdzieś wewnątrz płonęło prawdziwe rozbawienie.
-Gorzej już nie będzie, Danny –odparłem utrzymując na ustach niezmiennie szeroki uśmiech.
Pokręciłem z niedowierzaniem głową kiedy chłopak odwrócił się do mnie tyłem ostatecznie kończąc wymianę zdań na tę chwilę. A jeżeli sam jej właśnie nie uciął, zapewne zrobiło to za niego nadchodzące połączenie.
Za moimi plecami, znajdował się stół, przy którym zwykliśmy jadać jeżeli nie odbywało się to na kanapie. Niekoniecznie jadaliśmy zawsze razem, ale w gruncie rzeczy, o podobnej porze. Czasami Daniel nie wracał długo do domu więc żywiłem się resztkami z dnia poprzedniego. Ale mimo naszego przewrotnego trybu rozdzielnych działań, staraliśmy się przynajmniej jadać razem.
Oparłem się o wcześniej wspomniany stół i spuściłem ręce wzdłuż ciała, obserwując Daniela, którego zawahanie więc nie uszło mej uwadze. Chłopak po chwili już trzymał słuchawkę przy twarzy, ja zaś nie spuszczałem z niego wzroku, mimo że podziwiać mogłem jedynie jego plecy. Chłopak przez dłuższą chwilę nie odezwał się ani słowem, a ja już miałem ruszyć po kawę i zawrócić z nią do pokoju by oddać się pracy w oczekiwaniu na obiad, ale nagle w postawie tej atrakcyjnej kupy mięcha coś się zmieniło. Chłopak w jeden chwili zdał mi się spiąć i  zadrżeć. Mimo, że nie widziałem jego twarzy, zapewne wykrzywiła ją teraz jakaś niecodzienna emocja. Nie musiałem długo czekać na potwierdzenie mej tezy bowiem naczynie z gorącą kawą z trzaskiem uderzyło o posadzkę, oblewając zawartością nogi chłopaka. Odepchnąłem się od stołu, zaaferowany tym zdarzeniem. Chłopak nie wyglądał na poruszonego stanem kubka i swoich spodni, co poruszyło mnie. Dogłębnie bowiem facet zachowywał się tak, jakby nie był sobą.
Ojciec? Drgnąłem, kiedy chłopak odwrócił się przodem, a jego twarz była, zgodnie z moimi przypuszczeniami, blada jak ściana. Inna. Nie miałem czasu zastanowić się nad tym, dlaczego tak gwałtownie zareagował na telefon od ojca. Nawet jeżeli wszystko w moim mózgu krzyczało, że coś tu jest cholernie nie tym, czym byłem karmiony przez Daniela kiedy miałem szesnaście lat.
 Zesztywniałem momentalnie, naprawdę zdziwiony malującym się przede mną obrazem. Ta sytuacja wymagała mojej interwencji, usunięcia spod stóp Daniela szkła. A ja tymczasem potrafiłem jedynie wlepiać w chłopaka zdumione spojrzenie. Z owego stanu otępienia wyrwał mnie huk rozbijającego się o najbliższą ścianę, telefonu. Jeżeli przed chwilą byłem zaskoczony, teraz nie mam pojęcia co się wokół mnie dzieje. Pozostawiłem cisnące się na rozsądek rozmyślania i postanowiłem, że tym razem sam niczego nie będę próbował rozwikłać. Zwyczajnie spytam chłopaka o to, czego nie rozumiałem. Bowiem, mimo że doszedłbym zapewne do bardzo zbliżonych do rzeczywistości wniosków, czułbym się jakbym szperał w przeszłości i mózgu Daniela. Niepełność informacji mogłaby być także niewystarczająca dla przytoczenia właściwej koncepcji. W końcu i tak niewiele wiedziałem o byłym przyjacielu. Poza tym, należy się przed sobą wreszcie przyznać, że nie jestem Bogiem.
Otworzyłem usta, chcąc coś wreszcie powiedzieć i zareagować. Za chwilę je jednak zamknąłem, rezygnując z tego. Chyba nijak bym mu nie pomógł w tej chwili. Na pewno żadne słowa nie pozwoliłby mu wrócić na ziemię. Tak więc porzuciłem natenczas jakiekolwiek próby spacyfikowania postrzelonego szokiem Daniela.
Skinąłem głową, przyjmując do wiadomości to co powiedział, a kiedy opuścił mieszkanie, z westchnieniem uklęknąłem nad mokra plamą szkła i kawy. Począłem zbierać na dłoń co większe pozostałości kubka. Ani razu nie rozciąłem sobie palca i nieszkodliwe kawałki wrzuciłem do śmietnika. Teraz nadszedł czas, by pozbyć się tych zdradliwych drobinek rozrzuconych po całej kuchni.
Zabrałem się w pierwszej kolejności za wytarcie podłogi. W ten sposób, zebrałem większość szkła. Na horyzoncie pojawił się kot zmierzający w moim kierunku. W jednej chwili doskoczyłem go i porwałem na ręce, wcześniej umyte z lepkości kawy. Zaniosłem zwierzaka do sypialni.
-Zostań, Ramone –poleciłem mu i zamknąłem drzwi. Nie mogę pozwolić by mój cenny towarzysz niedoli pokaleczył się przez kubek Daniela. Wróciłem do kuchni. Przykucnąłem nad miejscem zbrodni, stękając krótko gdy moich uszu dobiegło głośne strzyknięcie w kolanach. Starzeję się.
Dokończyłem łagodzenie skutków wybuchu chłopaka, a kuchnia w kilka minut wróciła do stanu nienaruszonego. Rozejrzałem się wokół. Danny jeszcze pewnie tkwił gdzieś na zewnątrz.
Leniwie ruszyłem do sypialni by wypuścić kota z pomieszczenia. Ten od razu giętko ruszył ku swojej misce. Miska.  Pochwyciłem mu ją tuż spod pyszczka i wysypałem zawartość do kosza. Przecież naczynie z jedzeniem stało w polu rażenia kubka. Spojrzałem na zdezorientowanego kota kiedy wypłukałem już miskę pod kranem i wsypałem do niego nową porcję jedzenia. Postawiłem ją przed nim i przejechałem dłonią po łysym grzbiecie. Kot niewiele sobie z tego zrobił i momentalnie zabrał się za jedzenie. Było blisko.
Po dłuższym namyśle, wstałem z kucek i odnalazłem swoja paczkę papierosów. Nie żebym jakkolwiek rozumiał Daniela, czy też umiał mu pomóc nawet gdybym tego chciał, ale czułem się w obowiązku tkwienia przy jego boku kiedy w jakiś sposób sądziłem, że by tego potrzebował. W końcu on robił to samo przez ostatnie parę tygodni.
Wyposażony w paczkę papierosów w kieszeni i z jednym tkwiącym między wargami, opuściłem mieszkanie i nawet nie zamykając go, przysiadłem nieopodal Daniela na tym samym schodku. Mogłem się spodziewać, że daleko w tym stanie nie ucieknie.
Odpaliłem papierosa i kątem oka oceniłem straty w chłopaku. Chyba nie jest już tak źle. Wróciły mu kolory i nie wyglądał już jakby zobaczył ducha.
-Nie płacz, skarbie –mruknąłem cicho, siląc się na drwinę.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Nie Paź 11, 2015 12:23 am


Nim się obejrzałem, w moich ustach spoczywał już trzeci z rzędu szlug będący częścią rytuału uspokajającego. Tak, ja naprawdę wierzyłem, że nikotyna w pewnym stopniu może zastąpić tabletki uspokajające, choć raczej w znacznie większej dawce i niestety w mniejszym stopniu. Ale pomaga. A nawet jeśli nie, to mam przynajmniej czym zająć ręce, bo gdyby tak nie było, pewnie rozwaliłbym coś albo kogoś w pobliżu. Sam nie wiedziałem czym powinienem przejmować się bardziej - tym, że odezwał się ten dupek, tym, że skądś miał mój numer, tym, że może coś ode mnie chcieć, czy tym, że Zack przez moją nieuwagę wie, z kim rozmawiałem i zapewne dziwi się mojemu zachowaniu, a co najgorsze, zobaczył mnie w tak żałosnym stanie. Nie mogłem narzekać na brak wyboru w tej kwestii, a to zawsze jakiś plus. Witaj Danielu optymisto, jesteś niezmiernie potrzebny w takich chwilach. Szkoda, że w ostatecznym rozrachunku kompletnie bezużyteczny.
Nie wiem skąd ojciec miał mój numer, ale zdobycie go właściwie nie musiało być takie ciężkie. Raczej nie powinienem się tym przejmować. Ma jakichś tam swoich posranych znajomych, którzy pewnie chodzą na widzenia i nie jest dla nich problemem przekazanie jednego nieszkodliwego numeru, tym bardziej, że to telefon do syna. Choć jak dla mnie takiego zwyrodnialca powinni trzymać z daleka od jakiejkolwiek cywilizacji i nie pozwalać na kontakt z kimkolwiek, a już szczególnie ze mną. Mówi to ten, który stanowi idealny przykład świetnego obywatela. Ale ja przynajmniej nie stawiam na muszce własnej rodziny, podczas gdy on zabił własną żonę. Zanim to zrobił również nie przejmował się tym, by jakoś uszczęśliwić matkę. Skądże, sam załatwiał jej klientów, żeby zarabiała, podczas gdy on wszystko przepijał i pewnie wydawał w jakiejś przydrożnej agencji towarzyskiej. Zresztą ona nie była lepsza. Mogła odejść. Mogła zrobić tyle rzeczy, ale nie zrobiła nic. Na wszystko się godziła. Byli siebie warci.
Ale co ważniejsze, po co w ogóle dzwonił? Cóż, nasza rozmowa właściwie nie była rozmową tylko jego dziwnym, źle wróżącym monologiem. "Mój kochany synek dorósł... Powinieneś odwiedzić biednego ojca. Dowiedziałbyś się kilku ciekawych rzeczy". Po całym moim ciele przeszły ciarki na samo wspomnienie okropnego, szorstkiego głosu, którym nie pogardziłby żaden reżyser przy szukaniu aktora do odegrania roli horrorowego psychopaty. Nadawałby się tam bardziej niż do domu jako ojciec trójki dzieci. Do tej roli z pewnością nie został stworzony.
Jakich rzeczy mógłbym się od niego dowiedzieć? Tego, że jest niewinny? Alexander wysłuchiwał już tych bzdur. Dał się namówić na spotkanie po latach, odwiedził go i tego żałował. Wrócił wzburzony i choć należy do tych ludzi, którzy potrafią się opanować, robił to z wielkim trudem. Wspominał o tym, jak ojciec przekonywał go o swojej niewinności. Szedł do niego z nadzieją, że coś się zmieniło, że jego psychika trochę się naprostowała i okaże skruchę. Chociaż spróbuje przeprosić. Ale już jako gówniarz wiedziałem, że tak się nie stanie. Nie robiłem sobie żadnych nadziei, chociaż starszy brat był nimi przepełniony. A gdyby nawet powiedział, że żałuje swoich czynów? Co z tego? To by niczego nie zmieniło. Nie przywróciłoby nam normalnego dzieciństwa i nie zmieniło wspomnień. Nie dałoby nam też kochającej rodziny. Poza tym tacy ludzie się nie zmieniają. Tak się zwyczajnie nie da. Alexander musiał zmierzyć się z tą okrutną prawdą. Przekonać się na własnej skórze. On chciał go tylko poprosić o kilka rzeczy. Chciał by wyciągnął go z pierdla. Żeby poświadczył jego niewinność. Z początku udawał miłego, potem się wściekł. Nigdy nie był dobrym aktorem.
Ale po co miałby dzwonić do mnie? Po co miałby przekonywać mnie o swojej niewinności? Musi wiedzieć, że nie przekona mnie do siebie w żaden sposób. Na dodatek podobno tam byłem. Na miejscu zbrodni. Podobno wszystko widziałem, a on nie wie, że nic nie pamiętam. Więc musi być przekonany o tym, że jestem w stu procentach pewny jego zbrodni. Wmawianie mi czegoś innego byłoby zupełnie bezcelowe i musi o tym wiedzieć. Więc po co? Właściwie to chyba nie chcę wiedzieć. Wolę zmienić numer, zapomnieć o tym telefonie i ufać, że nigdy więcej nie ponowi próby kontaktu. Mógłby zrobić choć tyle i pozwolić mi zapomnieć o swoim istnieniu.
Dałem radę uspokoić się na tyle, by moje ciało nie drżało a oddech wrócił do normalności. Wciąż miałem mętlik w głowie, ale przynajmniej panowałem nad sobą i nad sercem, które już nie podchodziło do gardła. Choć wciąż byłem wściekły. Wściekły na to, że po tylu długich latach wciąż reaguję na niego w taki sposób. Dotkliwym strachem. A przecież on siedzi za kratkami i nie może mi zrobić absolutnie nic. Nawet gdyby stanął przede mną, nie jestem bezbronny. Do cholery, jestem zabójcą, bardzo dużo przebywam z Drake'm, który jest dużo bardziej niebezpieczny niż ojciec ze względu na swoją inteligencję, a jednak wciąż opanowuje mnie strach, gdy tylko słyszę ten znajomy głos. W jednej chwili, w tak prosty sposób był w stanie zrobić ze mnie tego samego dzieciaka, którym byłem kiedyś. Jeden, zupełnie nieszkodliwy już człowiek. Irytujące. Zbyt uwłaszcza to mojej dumie.
Dopalałem kolejnego, czwartego papierosa, gdy drzwi za mną się otworzyły i obok przysiadł Zack. No tak, odkrył kolejną stronę Daniela. Poznał już tego dobrego, złego, okrutnego, dziwnego, zboczonego, jebniętego, a teraz jeszcze przestraszonego jak mały szczeniaczek i to tylko dzięki jednemu krótkiemu telefonowi. Zresztą, pewnie uznał to za zabawne. Przyszedł się ponabijać? Cóż, na to wygląda. Może to i dobrze. Moje zachowanie jest po prostu śmieszne. Przecież nie będę sobie wmawiał inaczej. Sam bym siebie wyśmiał, gdybym był na jego miejscu.
- Żebym zaczął płakać, potrzeba trochę więcej, skarbie - dodałem kolejnego kiepa do kolekcji i spojrzałem na Zacka, posyłając mu krzywy uśmiech. Nie będę udawał, że nic się nie stało, skoro oczywiste jest to, że jednak coś i to coś dużego. Ale nie zamierzam również się zwierzać i wypłakiwać na jego ramieniu. Swoje problemy muszę rozwiązywać sam i nauczyłem się tego już dłuższy czas temu. Nie ma potrzeby, by Zack się w nie zagłębiał. W końcu nawet nie wie, że moi rodzice wcale nie wiodą spokojnego życia za granicą. Lepiej, żeby się nie dowiedział. Po co? - Chociaż lubiłem tego iPhone'a. To zawsze jakiś powód. - Wzruszyłem ramionami i podniosłem się powoli na nogi, otrzepując ze spodni niewidzialny pył. Dopiero teraz zwróciłem uwagę na ubrudzone kawą nogawki. Skrzywiłem się lekko na ten widok
- Możesz mnie pocieszyć w bardzo łatwy sposób - wymruczałem, nachylając się i chwytając w palce jego podbródek. Posłałem chłopakowi dwuznaczny uśmiech. Musiałem przecież jakoś odwrócić uwagę od tego co się stało. Chociaż na chwilę. - Na przykład posiedzieć dzisiaj ze mną i wypić kilka piwek, niedoszły abstynencie. - Wyprostowałem się ponownie i tym razem uraczyłem Zack'a zupełnie niewinnym, powiedzmy, że przyjacielskim uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Nie Paź 11, 2015 12:28 am






Właściwie miałem świadomość taką, że rozmowa z Danielem, będzie jak porwanie się z motyka na księżyc. Znalezienie w tym wypadku motyki byłoby kluczowym momentem. Podjęcie tematu, rozpoczęcie rozmowy, wyciągniecie z Daniela czegokolwiek było według mnie niemożliwe, ale jeszcze bardziej niewykonalne wydawało mi się poskromienie własnej ciekawości. Chciałem wiedzieć co tak właściwie przede mną ukrył chłopak, ale nie z powodu sentymentu czy iskierki sympatii jaką go darzyłem, a chorej fascynacji odkrywania prawdy.  Pierwszy raz od długiego czasu, zacząłem się zastanawiać czy faktycznie nie znalazłoby się wyjście z mojej sytuacji. Jakkolwiek mniej niszczące. Chwila moment. Niszczące właściwie co? Chyba nie odbudowaną relację, która w żaden sposób nie widziała mi się nawet w jakimś stopniu zdatną do konsumpcji.  Danny nie powinien dłużej przejmować się mną, a ja nie widzę żadnego sposobu  w jaki Danny miałby się przysłużyć mojemu zdrowiu psychicznemu, które zdegradował już na początku liceum. Sam osobiście pomogłem mu wykończyć resztki tego co zostało. Uściśnijmy sobie dłonie na znak współpracy jakiej dopuściliśmy się na przestrzeni tych kilku niewinnych lat.
W swoim egoizmie zupełnie zapomniałem czyim problemem wypada się zająć, a raczej czyją tajemnicę rozwiązać.  Pomijając fakt, że powinienem teraz siedzieć i nadrabiać zaległości w pracy nagromadzone przez ostatnie parę minut. Zamiast tego, chyba powziąłem sobie za cel przywrócenia Danielowi tego humoru, który zazwyczaj mnie tak irytował. Wszystko było lepsze od obecnego przed moimi oczyma widoku, jaki przedstawiał zdruzgotany Daniel.  Moje morale jakby opadały w zetknięciu z przygnębiającą aurą chłopaka. Nie nazwałbym tego  stadium czymś tak jednoznacznym jak empatia, ale to zawsze jakiś postęp w stronę poprawienia jakości swojej dojrzałości.
Kiedy pojawiłem się na korytarzu, wokół wszystko było zasnute dymem papierosowym. Był to znak, że Daniel spędził ten czas na nieudanych próbach przywrócenia sobie spokoju ducha. I najwyraźniej próby były niezbyt udolne bowiem chłopak, o ile lepiej wyglądał teraz niż wcześniej, był wciąż całkowicie  wyjęty spoza zdolności użytkowej. To kolejne za, które przemawiało na korzyść mojego celu, który pragnąłem osiągnąć bowiem użytek, który powinienem poczynić Daniel znajdował się w kuchni. A przez użytek, mam na myśli posunięcie do przodu swoich przygotowań do obiadu.  Odkąd pozbyłem się skutków ubocznych nałogu, począłem pochłaniać znaczące ilości jedzenia. I choć w porównaniu do Daniela jadłem niewiele, były to naprawdę pełnowymiarowe porcje pokarmu.
Mimo mojej próby odzyskania cząstkowej ikry Daniela, udało mi się jedynie zdobyć jedynie krzywy uśmiech, za którym kryło się to wszystko, co próbował nieświadomie ukryć.  Nie powinien się tak przede mną chować. Chyba już wie, że widzę o wiele więcej niż kiedykolwiek? Że  poznałem się na każdym jego doborze mimiki? Nawet jeżeli przytoczył ten ton i ten uśmiech jedynie  mimowolnie, nie udało mu się nijak ukryć. I jak raz, nie mam ochoty wydobywać z niego tego, co sam doskonale widzę. Po prostu niech się do mnie nie uśmiecha w ten sposób nigdy więcej.
Chciałem mu coś odpowiedzieć, ale nie wiem do końca czy powstrzymało mnie nagły powrót do pionu postaci siedzącej obok mnie czy inna siła, która uznała bym lepiej nie otwierał ust. Zamknąłem je więc jedynie i również uznałem, że pora wstać. Cóż, zdążyłem jedynie odpalić papierosa. Nie ma potrzeby bym go kończył tutaj kiedy mogę to zrobić we wnętrzu ciepłego mieszkania. Nim to nastąpiło, postanowiłem jeszcze parę razy zaciągnąć się fajkiem, a i nie uszło mej uwadze skrzywienie na buźce Daniela wraz z uzmysłowieniem sobie jak bardzo uwalone w kawie ma spodnie. Prać mu tego nie będę. Wiele uwagi jednak nie poświęcił stanowi swoich nogawek bowiem jego zainteresowanie odnalazł w mojej osobie i moim niefortunnym położeniu bowiem chłopak nachylił się nade mną i nie pozwolił, by umknęła mu okazja do podroczenia się ze mną. Widać wigor mu wraca. Dobrze, może zajmie się obiadem. Kiedyś w końcu należałoby.
Przewróciłem oczyma na jego słowa. Daniel najwyraźniej uznał, że czuję się także w obowiązku dopełnienia swojej misji do końca bowiem udało mu się sprawnie zagrać na moich uczuciach. Szkoda, że miałem inne priorytety.
-O ile nie będzie ci przeszkadzało dodatkowe towarzystwo paru komputerów… –mruknąłem i już po chwili obaj zniknęliśmy w mieszkaniu.  Już nawet postanowiłem nie rozwodzić się nad tym jak bardzo poległem.
Danny był zaskoczony tym, że do posprzątania pozostał mu jedynie telefon w częściach, a ja nijak tego nie skomentowałem. Nie wypadało się przyznawać do kolejnej porażki z powodu kolejnych sentymentów. Powiedzmy, że bałagan przeciągnąłbym tylko proces sprawnego rozpoczęcia przygotowania obiadu, którym chłopak niezwłocznie się zajął zaraz po tym jak odprawił kilkusekundowy pogrzeb swojego ukochanego telefonu. Słowem –wylądował on w śmietniku.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Nie Paź 11, 2015 12:28 am


Uśmiechnąłem się pod nosem i pokręciłem ze zrezygnowaniem głową słysząc słowa Zacka. On się naprawdę nie mógł obyć bez tych wszystkich komputerów. Dlaczego z jednego maniaka musiałem przerzucić się na drugiego? Czy ja już zawsze będę skazany na towarzystwo zagorzałych fanów technologii? To pewnie jakaś klątwa. Tak Daniel, chyba się nie spodziewałeś, że twoje winy ujdą ci na sucho? Ale cóż, niech już będzie to wątpliwie przyjemne towarzystwo panów pecetów. I tak mogłem napawać się satysfakcją. W końcu nie każdy potrafiłby nakłonić Zack'a do wychylenia swojego pyszczka z dziupli i zaczerpnięcia trochę oddechu w doborowym towarzystwie. Czy w ogóle jakimkolwiek. A mi to przyszło nawet nie z takim trudem. Tak, czy inaczej, odniosłem niewątpliwy sukces, więc byłem skłonny zgodzić się na pewne ustępstwa. Jack również się nie obrazi, jeśli Zack od czasu do czasu zajrzy w komputer. Co ja gadam, tego chłopaka chyba nie sposób urazić. Trzeba mu przyznać, że jest bardzo wyrozumiały, a rzekłbym nawet, że i pełen empatii.
Zdziwiłem się, gdy po wejściu do kuchni nie napotkałem na swojej drodze porozrzucanych kawałków szkła. Wygląda na to, że Zackie postanowił po mnie posprzątać. Mogłem się tylko uśmiechnąć. Chyba by mnie zabił, gdybym podziękował i dał mu do zrozumienia, że jego wyjątkowy gest nie uszedł mojej uwadze. Oczywiście miałem wielką ochotę rzucić jakimś komentarzem dotyczącym tego przejawu dobroci i nie zrobiłem tego chyba tylko dlatego, że mój humor pozostawiał wiele do życzenia, tym samym nie miałem większej ochoty na przekomarzania. Zamiast tego sięgnąłem po to co zostało z mojego telefonu i wyrzuciłem go do kosza zaraz po wyjęciu karty. O tyle dobrze, że wszystkie dane z niego mam na komputerze.
Gdy już odprawiłem pogrzeb iPhone'a, udałem się do łazienki, żeby wrzucić spodnie do kosza na pranie. Nie przejąłem się zbytnio ich stanem, w końcu nie cierpiałem na brak odzieży, a nawet jeśli plamy po kawie zdecydują się czynnie walczyć z wodą i chemikaliami, stać mnie na nowe spodnie. Bez zwlekania zarzuciłem na tyłek luźne, czarne dresy i wróciłem do kuchni, żeby zająć się obiadem. Podczas spełniania roli kucharza, czy gosposi - jak kto woli - oczywiście musiałem wrócić myślami do telefonu od ojca. Swoją drogą, byłem w pewien sposób wdzięczny Zackowi, że nie pytał, o co chodzi. Nie próbował wyciągnąć ze mnie tego co jest między mną a ojcem i chwała mu - bo wcale nie miałem ochoty na wyjaśnienia. Poza tym, musiałbym uciec się do kolejnych kłamstw, bo nie jest niczym przyjemnym opowiadanie o ojcu zwyrodnialcu i matce, która nie zasługuje na miano kobiety. NIe ma również potrzeby, by chłopak wiedział zbyt dużo. Nie chcę, by ktokolwiek wiedział o mojej żałosnej przeszłości i pożal się boże rodzince. Lepiej więc, by Zackie nie miał w planach poruszenia tego tematu, gdy bardziej ochłonę.
Po godzinie podałem obiad, który jak zazwyczaj, zjedliśmy w wspólnym towarzystwie. Już od dawna nie musiałem nic wyrzucać, ani też oddawać zwierzakowi, więc właściwie mogłem być z siebie dumny. Z braku laku pozmywałem i ogarnąłem w sypialni. Lubiłem, gdy było czysto i jest tak w sumie odkąd pamiętam. Dlatego nie cierpię tych komputerów i porozwalanych wszędzie kabli. Taki sztuczny bałagan. Ale jednak bałagan. Nie to, żebym był pedantem, no ale...
Nim się obejrzałem była dziewiętnasta i kilka minut później do moich uszu dotarł dźwięk dzwonka. Akurat skończyłem się przebierać w czyste jeansy i czarną bokserkę, z rodzaju tych uwidaczniających mięśnie. Była wygodna, a w domu jest ciepło, tak więc wydała się najlepszym wyborem. Poza tym ostatnim czasie tej rzeźby nie dawało się ukryć. Mogłem śmiało powiedzieć, że wróciłem do swojej pełnej formy sprzed wypadku, a może nawet ją prześcignąłem. Nie kłopotałem się związywaniem dredów, które sięgały już tyłka.
- Zackie słoneczko, postaraj się nie traktować go jak powietrze. - Uśmiechnąłem się i po drodze zmierzwiłem jego niebieskie kosmyki. Ze swobodnym uśmiechem skierowałem się do drzwi. Nie ukrywałem swego zadowolenia spowodowanego wizytą Jacka. Nie obraziłbym się, gdyby Zack przejawiał choć małą część mojego entuzjazmu.
Od razu po otworzeniu drzwi poczułem lekkie ramie zarzucające się na moją szyję. Szeroki uśmiech chłopaka zarażał. Skrzynka piwa pod jego nogami radowała jeszcze bardziej. Może w końcu uda mi się zapomnieć o ojcu. Wziąłem kratę w ręce i zaprowadziłem Jacka do salonu. Zamierzałem przedstawić mu Zacka, jednak okazało się, że wcale nie muszę zabierać głosu. Cóż, cały Jack.
- Ty musisz być Zack! - Zbyt entuzjastycznie. Nie, jednak się nie polubią. Nie ma szans. - Jack - przedstawił się podchodząc rześko do chłopaka. - Dobrze cię w końcu poznać, Daniel dużo...
- Jack - rzuciłem ostrzegawczo, rzucając mu wymowne spojrzenie. Chłopak jedynie się zaśmiał i bez skrępowania zajął miejsce na kanapie, przy okazji wyjmując trzy piwa, dla każdego z nas.
- Gorąco tu. - Zdjął kurtkę, w której przyszedł i ku mojemu przerażeniu skierował trzymającą ją rękę w stronę Zack'a. - Odwiesisz? - uśmiechnął się słodko jak to miał w zwyczaju, zaś ja powstrzymałem się przed złapaniem za głowię i chwyciłem kurtkę, zanim Zack zdążył jakkolwiek zareagować.
- Ja to zrobię. - Jak powiedziałem, tak też zrobiłem, przy okazji rzucając niebieskowłosemu proszące spojrzenie. Wyjąłem z szafki chipsy i paluszki, a z lodówki kanapki, które przygotowałem wcześniej. Wszystko postawiłem na stole i również zająłem miejsce na kanapie. W TV włączyłem jakiś program z muzyką.
- Przyjechałeś samochodem? - Na pewno nie przyniósłby tej kraty piwa idąc pieszo, a jakoś ciężko było mi uwierzyć, by skorzystał z taksówki.
- Tia, szkoda mi było kasy na taksówkę. Chyba mogę przenocować, nie? - dopiero po dłuższej chwili  patrzenia na mnie, zwrócił uwagę na Zacka i posłał mu niewinny uśmiech. Cóż, mogłem się tego spodziewać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Nie Paź 11, 2015 12:34 am






Nie wiem jakim cudem, być może właśnie poprzez tymczasowe zamieszkanie ze mną, Daniel nabył taktu. Mogłem jedynie gratulować mięśniakowi niewątpliwie godnej aprobaty umiejętności wyczucia chwili podczas, której to należy milczeć i odpuścić sobie zbędne grzeczności. W ten oto sposób, dzień stał się prostszy, Daniel nietknięty, a ja wciąż w nienagannym humorze. I w tym samym momencie przypomniałem sobie dlaczego coś tu wciąż cholernie nie gra. Tak, mieliśmy dzisiaj gościć w moim mieszkaniu znajomego Daniela. Biorąc pod uwagę to, że to kolega ciemnowłosego, coś musi być na rzeczy. W związku z tą wizytą, obrosłem w piórka wątpliwości. Nawet w momencie gdy zasiadłem do długo wyczekiwanego obiadu, puszyłem się jak uszatka.
Pochłonąłem  posiłek, odruchowo nie spuszczając ani na chwilę wzroku z mojego współlokatora. Chyba wciąż martwił go ten telefon, który odebrał od ojca. Od ojca, którego nigdy nie poznałem i poznać zapewne nie miałem. Podejrzewam, że na wyjaśnienia odnośnie tego kontekstu z życia Daniela, też nie miałem co liczyć. Zostało mi skapitulować i nie pakować nosa w nieswoje sprawy. Chyba kiedyś powinienem zostać świętym  Takie solidne postanowienia powinny być nagradzane jakimś orderem wyrozumiałości.
Tak jak się spodziewałem, po naszej obiadokolacji, udałem się nadrobić oczekujące mojej interwencji  nagromadzone etapy pracy do wykonania. Jeżeli mam dzisiaj robić za przyzwoitkę Daniela, lepiej poczynić postępy i wyrobić nadwyżkę. Jeszcze ten telefon, który należałoby wykonać… Zdecydowanie brak mi dzisiaj czasu i koncentracji więc może, czysto teoretycznie, dobrze by było wlać w siebie jakieś procenty. Mam na myśli… Z naukowego punktu widzenia, chwila marnotrawienia drogocennego czasu mogłaby wcale nie być najgorszym pomysłem. Nie twierdzę także, że w jakimś stopniu idea powzięta przez Daniela i jego kolegę jest dobra, ale jako jednostka myśląca –uważam, że sprzyja to rozładowaniu napięcia. Powiedzmy, że poczynię kroki w kierunku integracji między mną, a moją psychiką.
Zasiadłem za biurkiem, a po chwili na mojej głowie wylądowały słuchawki. W następnym momencie,  prosto w moje uszy zaczęły napływać dźwięki piosenki.  Gdzieś za moimi plecami kręcił się Danny, który najwyraźniej nie mógł znieść bezczynności. Jeżeli przed sekundą jego obecność pochłonęła w jakimś stopniu moją świadomość, w następnej chwili przestałem zawracać sobie głowę chłopakiem. Nadeszło długo wyczekiwane skupienie.
   Kreatywnie przewegetowałem w takim stanie do punkt siódmej wieczór. Wraz z wybiciem pełnej godziny, moje uszy zostały uwolnione z fali rażenia zbyt głośnego jazgotu muzyki płynącej ze słuchawek. Wraz z moim dźwignięciem się na równe nogi, w mieszkaniu rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Zrobiłem krok w kierunku opuszczenia sypialni. Nieśpiesznie bowiem kątem oka udało mi się zarejestrować ruch Daniela. Pochwyciłem swój widok w odbiciu lustrzanym. Momentalnie się skrzywiłem. Błyskawicznie więc sięgnąłem po szczotkę do włosów i przejechałem nią kilka razy wzdłuż roztrzepanych kosmyków. Ponownie na moją twarz wstąpił grymas bowiem moich uszu dotarła prośba Daniela, a świadomość pojawienia się w mieszkaniu intruza –nastawiła mnie bojowo.  Pora skonfrontować się z twoim największym koszmarem, Zack. Życiem.
      Kiedy moim oczom ukazał się ten szeroki uśmiech i roześmiany pysk, od razu z trudem spróbowałem odsunąć od siebie chęć ponownego wykrzywienia twarzy w jakimś z grubsza nieładnym wyrazie. Nie wypadało to dorosłemu mężczyźnie, za jakiego uchodziłem.  Przywołałem na  oblicze delikatny uśmiech, na pierwszy rzut oka przyjazny, na drugi –wymuszony.
Skąd ten typ się urwał?
Przytaknąłem uprzejmie na jego nagły, zbyt głośny wybuch. Nie miałbym nic przeciwko gdyby trochę ściszył ten swój ton i nieco zmodyfikował go,  bowiem jeżeli tak dalej pójdzie, ktoś wyleci z tego mieszkania szybciej niż się Danielowi wydaje.
Na kolejne jego słowa, rzekomo konieczne interwencji Curtisa, niemal przewróciłem oczyma.  No naprawdę, nie sądziłem, że jeszcze ktokolwiek wyróżnia się taką bezpośrednio wymierzoną niedelikatnością.  I tak sądziłem, że na tym się zakończy to mdławe przedstawienie lecz jakże się pomyliłem. Facet bezwstydnie przeszedł od razu do konkretów. Zmierzyłem wzrokiem samą postać chłopaka oraz wyciągniętą ku mnie rękę. Nie powstrzymywałem wyrazu zdumienia jaki ujawnił się w postaci samoistnie uniesionej brwi.  Postanowiłem i tego także nie komentować albowiem Danny wydawał się tym bardziej przejęty aniżeli ja. Szybko pochwycił sprzed mojego nosa arogancko wysuniętą część garderoby.
Podczas gdy mój współlokator słał mi błagalne spojrzenia, ja skierowałem ku niemu bezlitośnie karcące jego osobę i sytuację w jakiej musiałem się znaleźć. Nie tego spodziewałem się po dłuższej przerwie od obcowania z ludźmi. Najwyraźniej nie był to także mój wymysł, bo i Danny wydawał się wiedzieć, że zachowanie jego znajomego przekroczyło dopuszczalne normy.  To będzie ciężki wieczór.
 Pora jakoś wpłynąć na swój nieszczęsny los. Właśnie zawracałem do sypialni po laptopa, kiedy za moimi plecami dało się słyszeć krótką wymianę zdań, która skutkowała u mnie tylko kolejnym ironicznym uniesieniem brwi. Tym razem żaden z nich nie miał okazji tego ujrzeć. Postanowiłem zatrzymać przy sobie ten wyjątkowy akt. 
   Już po chwili z powrotem pojawiłem się nieopodal mojego wieczornego towarzystwa. Zająłem miejsce przy stole w kuchni. Ciekaw jestem czy Danny zaliczy to do spełnienia się w obowiązku dotrzymania mu towarzystwa. Jeżeli nie… Nie, w sumie generalnie mam to gdzieś. Nie poświecę ani chwili swojego cennego życia na obcowanie z takim pacanem.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Nie Paź 11, 2015 12:34 am


W pewnym momencie coś sobie uświadomiłem. Zrozumiałem, że coś jest cholernie nie tak. Lekko panikowałem, baczyłem na to co zrobi, a nawet co pomyśli Zack. To nie było normalne. Zawsze miałem gdzieś to, czy mój drogi przyjaciel może się zdenerwować, albo źle o kimś pomyśleć. W końcu co mnie to obchodzi? Jestem egoistą i jak każdy egoista mam prawo do umieszczania głęboko gdzieś zdania innych. Kiedyś jeszcze może zwracałem uwagę na podobne głupoty, chociaż też głównie tylko dlatego, że przyjaźniłem się z chłopakiem i zależało mi na nim. Ale teraz się nie przyjaźnimy, co już przecież sobie ustaliłem, w związku z czym nie powinno mnie obchodzić, czy Zackiemu pęknie żyłka. Nie powinno mi też zależeć na tym, żeby chociaż tolerował Jacka, ani na tym, żeby z nami siedział. Ale jestem na tyle dorosły, że zdążyłem nauczyć się jak bardzo durną rzeczą jest oszukiwanie samego siebie. Patrzyłem na to co pomyśli Zack i próbowałem ratować sytuację, by się nie irytował. To nie tak, że uważałem zachowanie bruneta za niewłaściwe, ale swojego współlokatora znałem na tyle dobrze, że wiem co go denerwuje. Czymś takim są na przykład ludzie pokroju Jacka - przyjacielscy, wiecznie weseli i zupełnie beztroscy. Krócej - zupełne przeciwieństwo Pettersona. Mi z kolei usposobienie przyjaciela nie przeszkadzało zupełnie. Był miłym oderwaniem od tego co otaczało mnie na co dzień i sprawiał, że sam zapominałem o problemach oraz o tym jak gówniane potrafi być życie. Poza tym, przyzwyczaiłem się do niego już za czasów dziecięcych, jestem też w stanie zrozumieć jego książęce zachowanie, które u kogoś innego na pewno wyprowadzałoby mnie z równowagi. Jeśli chodzi o Jacka - taki po prostu jest jego urok. Przywykł do luksusów i do tego, że wciąż ktoś mu usługuje, a ja mogę tylko cieszyć się tym, że chociaż jemu dobrze się ułożyło. Nie muszę również być tak wyrozumiały dla Zacka, który nie przepada za optymistycznymi osobami. Więc co się dzieje, że w ogóle patrzę na Zackiego? Być może zbyt długo razem mieszkamy, a ja za bardzo się do tego przyzwyczaiłem. W każdym razie, dosyć - nie potrzebuję jego zgody na nic i nie powinno mnie interesować w większej mierze jego zdanie. Tego się trzymajmy.
- Pewnie, że możesz - odpowiedziałem w końcu ze swobodnym uśmiechem, otwierając jedno z piw, które podałem do ręki bruneta. - Pościelę ci tutaj - oznajmiłem, kątem oka zerkając na Zacka, który zajął miejsce przy stole kilka metrów dalej. Przewróciłem oczami, zastanawiając się jak można być takim gburem. Kiedyś też potrafił irytować, ale przynajmniej nie zachowywał się jak totalny odludek - chodził ze mną na imprezy, przebywał z moimi, a może raczej naszymi znajomymi, bawił się, normalnie rozmawiał. A teraz... No wystarczy spojrzeć. Nawet Luis nie jest tak aspołecznym typem jak obecny Zack.
- ]Rozumiem, że śpisz ze mną Danny - mruknął z uroczym uśmiechem i posłał mi zalotne spojrzenie, na co delikatnie uniosłem brew, by następnie odpowiedzieć swobodnym śmiechem. Oczywiście, że to tylko żarty.  
- Nie mamy już po siedem lat Jackie. - Sięgnąłem po drugie piwo, by otworzyć je dla Zacka.
  - Dlatego proponuję... - Wiem, że żartuje, aczkolwiek gdybym nie wiedział, przy tym mrukliwym tonie natychmiast uwierzyłbym, że chłopak coś do mnie ma. Westchnąłem z pobłażliwym uśmiechem i podążyłem w stronę Zacka, przy którym postawiłem otwarte piwo.
   - Nie umrzesz nerdzie, jeśli posiedzisz z nami przy stole i zostawisz to chociaż na pół godzinki. - Chwyciłem za ekran laptopa i bez uprzedzenia odsunąłem go na tyle, by Zack nie mógł sięgnąć bez podniesienia swojej zacnej dupki.
  - Danny, jaki ty jesteś okropny. Niektórzy nie są przyzwyczajeni do towarzystwa ludzi. Będziemy się słyszeć tak czy inaczej. Nie, Zack? - uśmiechnął się zupełnie przyjaźnie, zaś ja mogłem tylko przewrócić oczami, wzruszyć ramionami i wrócić do Jacka, by walnąć się na miejsce obok niego. Również dla siebie otworzyłem piwo i wziąłem solidny jego łyk. Zamierzałem trochę tego dzisiaj wypić. Miałem ochotę zachwiać nieco swoją świadomość i choć przez kilka godzin mieć wszystko głęboko gdzieś. Przed tym jeszcze łyknąłem tabletkę. Coraz bardziej wkurza mnie to systematyczne zażywanie tego gówna. Niedługo przestanę. Skoro tyle czasu nie miałem ataku, może wyzdrowiałem, czy coś? Tak, będzie miło jak już w to uwierzę.
  - Swoją drogą, musisz mieć strasznie nudne życie Zack. Informatyka - wzdrygnął się. - Danny ma chyba jakieś dziwne zboczenie na punkcie nudnych lu... Przepraszam, ludzi z nudnymi zainteresowaniami. - Nie będę się wtrącał, są w końcu dużymi dziećmi, a Jack po prostu mówi to co myśli. Nie ma nic złego w tym, że nie podoba mu się zabawa komputerami, tak więc i jego wypowiedź nie wydała mi się chamska. Podświadomie wiedziałem, że Zack odebrał to inaczej, ale wolałem o tym nie myśleć. Przecież nie powinno mnie to interesować. Tak. Lepiej przyssać się do piwa, co też zaraz zrobiłem. Niech sobie porozmawiają. Tak...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Nie Paź 11, 2015 12:42 am






Tak generalnie, gdyby spojrzeć na tego Jacka  i ogólnie przyjrzeć się jego postaci –pod każdym względem był bezwarunkowo odstręczający. Było coś takiego w jego wyglądzie, sposobie mówienia, arogancji i nastawieniu co gorszyłoby mnie nawet gdyby nie miał okazji poznać go tak „głęboko” jak miałem okazję chwilę temu. Nie tylko był cholernie zarazem szczery i zakłamany, a dodatkowo nie mogłem go przejrzeć. Nigdy nikt nie sprawił mi tyle problemów. Nikogo tak jeszcze nie potrafiłem sklasyfikować. Miałem tylko surowe fakty, które niewiele mi dawały bowiem nijak nie odnosiły się do tego, czy chłopak próbuje jedynie sprawiać wrażenie takiego jakim jest czy jest taki naprawdę. Westchnąłem i uruchomiłem laptopa. Niewiele mnie to nawet obchodzi. Zwykłem analizować wszystko odruchowo niekoniecznie zgłębiając istotę rzeczy. Czasami, faktycznie, coś nie dawało mi spokoju do tego stopnia, ze za wszelką cenę chciałem się dowiedzieć co jest na rzeczy. To było niezdrowe.
Odpuszczenie sobie Jacka było, w moim mniemaniu, względnie poprawnym podejściem. Zwłaszcza, ze nazbyt pałałem do niego odrazą by zbliżyć się do niego emocjonalnie czy też zrozumieć. Znaczy, wiedziałem że go nie lubię od samego momentu jak stanął w drzwiach co z kolei nie było zbyt dojrzałe. Ale dlaczego miałby oszukiwać sam siebie? Albo co gorsza, na siłe próbować zobaczyć w nim pozytywne cechy, które pewnie by mnie zniechęciły do niego jeszcze bardziej. Daniel, skąd ty bierzesz takich ludzi?
Na klawiaturze laptopa wstukałem hasło dostępu i w tym samym momencie jak moich uszu dobiegł cichy dźwięk przestąpienia bram nikłych zabezpieczeń, Daniel zakomunikował Jackowi, że tak, chłopak może nocować w moim mieszkaniu. Chyba będę musiał w najbliższym czasie przeprowadzić z Dannym rozmowę na temat tego, kto jest właścicielem tego skrawka powierzchni. Swoją drogą, trzeba by wtedy przy okazji rozważyć fakt wywalenia Daniela stąd na amen. W końcu jestem już po przejściu najgorszego, a on nie musi mnie pilnować. Obaj możemy wrócić do własnego życia, własnych spraw i… Ja wreszcie miałbym spokój? Daniel nie zawadzał mi na tyle, żebym mógł narzekać na cokolwiek. Ostatnio nawet zaprzestał molestowania mnie i w ogóle był w porządku. Miałem czas na pracę, on robił zakupy… Więc dlaczego czuję się jakbym wraz z jego zniknięciem miał się poczuć inaczej? Pokręciłem głową. Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Jestem bezsilny.
Przysłuchiwałem się mimowolnie rozmowie obu wzajemnych przyjaciół. Brzmią tak beztrosko… I w jakiś sposób im zazdroszczę. Znaczy relacji. Jack mimo wszystko wygląda na bliskiego przyjaciela Daniela i to długoletniego. Czyli znali się na długo przed tym jak ja zacząłem chodzić do szkoły z ciemnowłosym. Nic dziwnego. Przecież każdy miał kogoś takiego… Nie każdy, Zack. Tak, zgadza się. Moje dzieciństwo było równie pozbawione więzi z rówieśnikami co dorosłe życie. I widząc tę dwójkę, jakoś zaczęło mnie to uwierać w samopoczucie. Jeszcze bardziej niż sama obecność tego pacana w moim domu. Po chwili obaj zamilkli i kątem oka zobaczyłem jak wysoka postać Daniela podnosi się z kanapy i zmierza tutaj, do kuchni. Dopiero jednak kiedy zawisł nade mną, skierowałem wzrok na jego twarz. Przy mojej ręce została postawiona butelka, a laptop został mi bezwzględnie zabrany poza obecny zasięg ramion. Westchnąłem z rezygnacją i spojrzałem tęsknie za laptopem, na którym obecnie otwarta była tylko pusta karta przeglądarki. Chyba ten cały czas tylko poświeciłem czemuś naprawdę nieproduktywnemu.
W jednej chwili moje oczy zwróciły się niebezpiecznie szybko na Jacka. Trafność jego spostrzeżenia była niewątpliwie wymierzoną w moje ego. Czyżby próbował mi wytknąć ten sam brak towarzystwa? Był niesamowicie złośliwy. I to wcale mi się nie spodobało. Zachowałem jednak spokój, nawet nie zwracając uwagi na jego przytyk. Wstałem i sięgnąłem po oddalonego laptopa, przyciągając go do siebie. Daniel chyba porzucił w tym samym momencie wszelkie próby zaciągnięcia mnie do towarzystwa bowiem odwrócił się i wrócił na kanapę, miejsce w miejsce z tym paskudnym gadem.  Wbiłem wzrok powrotem w urządzenie i zająłem się niezobowiązującymi czynnościami. W międzyczasie sięgnąłem po pozostawioną dla mnie butelkę z piwem. Właśnie przechyliłem ją by wlać sobie łyk zawartości do ust, gdy moich uszu dobiegł głos gościa. W jednej chwili niemal płyn trafił do złej dziurki jednak na czas opanowałem sytuację. On jest zbyt bezpośredni. Zbyt niekulturalny. Tym razem stanowczo postawiłem butelkę na blat stołu i wbiłem spojrzenie w Jacka.
W sumie to nawet kapkę zabawne.
-Ty pewnie masz o wiele ciekawszą pracę –mruknąłem wystarczająco wyraźnie i głośno by mnie usłyszał – A może jesteś z tych, którzy nie potrzebują pracować? –wstałem z krzesła, ująłem laptopa w jedną dłoń, a piwo w drugą i podążyłem w kierunku kanapy – W końcu rodzice mają i tak dużo kasy, to czemu by nie po korzystać? –zadrwiłem ledwo zauważalnie. Próbowałem zabrzmieć jakby było to tylko niewinne stwierdzenie. Daniel nie powinien mi mieć za złe. W końcu widział co tu się wyprawiało. Usiadłem pomiędzy nimi i postawiłem sobie laptopa na kolanach.
Spostrzeżenie, że chłopak nie pracuje, było stosunkowo łatwe. Był młody i rozpieszczony, dobrze ubrany i zadbany. Niemal wypielęgnowany. Jak szklarniowa roślinka. Budził we mnie najgorsze emocje. I irytację. 
Nie skłamałbym , gdybym powiedział, że poczułem się w jakiś sposób dotknięty. Pacan najwyraźniej trafił przez pomyłkę w jakiś punkt, którego sam nie zdołałem w porę zamaskować. Zwłaszcza też, że nie trudno jest zdenerwować kogoś bezpośrednim atakiem na jego pracę. I sposób pracy. Ciekawe ile jeszcze o mnie się dowiedział od Daniela. O ile dowiedział się więcej ponad to. Nie zdziwiłbym się gdyby jego artyleria pocisków w moją stronę skończyła się wraz z ślepym wymierzeniem jednego z nich w moją samotność.
Kolejną próbą wyprowadzenia mnie z równowagi, było wyraźne zasugerowanie słabości Daniela względem osób mi podobnych. Mój współlokator nie zaprzeczył więc mogłem jedynie wnioskować, że ten ma kogoś bliskiego o podobnej mi profesji. Jakoś tak dziwnie nic nie wiedzieć o niegdyś najbliższym koledze. Poza tym, mieszkaliśmy razem od ponad miesiąca.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Nie Paź 11, 2015 12:42 am


Być może Jack nie zaczął zbyt dobrze, zważając na to, że trafił w jeden z czułych punktów Zacka. Wiedziałem to, bo bądź co bądź, znam niebieskowłosego kupę lat i choć nie tak długo jak Jacka, to jednak właśnie jego określałem mianem najlepszego przyjaciela, oraz to on najbardziej się dla mnie liczył. Oczywiście Jack również swego czasu tym przyjacielem był, lecz nie mogę powiedzieć, by łączyła mnie z nim kiedykolwiek więź silniejsza niż ta, która za czasów szkolnych istniała między mną a Zackiem. Brunet wiedział więcej rzeczy niż ten drugi tylko dlatego, że poznaliśmy się wcześniej, a za murami sierocińca nie było się komu pożalić. Siedmioletnie dziecko, którym byłem, nawet jeśli dojrzalsze od innych, również potrzebowało czasem wygadać się komuś, otrzymać pocieszenie i w ogóle nawiązać jakąś więź. Tylko z tego względu Jack wie wszystko o tym jak straciłem rodziców i jaka relacja mnie z nimi łączyła. Zack'a o podobnych rzeczach nie uświadamiałem, bo po prostu nie czułem takiej potrzeby. Gdy się przyjaźniliśmy, nie byłem już małym dzieckiem, a na dodatek i tak już wydawało mi się, że zbyt dużo osób wie o mojej przeszłości. Nie było się czym chwalić, nie było czego wspominać, a także nie pragnąłem się nikomu zwierzać, więc wolałem stworzyć wizję żyjącej na odległość, ale szczęśliwej rodzinki.
W każdym razie, nawet jeśli Jack poruszył drażliwy temat i to w sposób zupełnie bezpośredni, dobrze, że w ogóle nawiązał kontakt z Zackiem. Ktoś inny widząc jego zachowanie i to, jak się izoluje, również by go olał, zaś brunet nie miał memu drogiemu współlokatorowi niczego za złe, a swymi słowami nawet nakłonił chłopaka do zajęcia miejsca obok nas. Dokładniej pomiędzy nami, ale to chyba większego znaczenia nie miało. Pokręciłem głową z cichym westchnieniem, nie mając zamiaru uczestniczyć w tej wymianie zdań, kręcącej się głównie wokół tego kto jest gorszy. Nie jestem matką ani jednego, ani drugiego, więc nie widzę powodu, dla którego miałbym się wtrącać, czy jeszcze gorzej, obierać czyjąś stronę. Zresztą wiem jaki jest Jack i cokolwiek ktokolwiek by mu nie powiedział, ten nie da się wyprowadzić z równowagi. Może inaczej - on nigdy nie bierze sobie niczego do serca i chyba nie potrafi się złościć, czy obrażać na kogokolwiek. Był taki nawet jako dziecko, istny anioł. Tak więc zamiast wtrącić swoje pięć groszy, chwyciłem jedną z kanapek i zapijając ją piwem w ciszy się przysłuchiwałem co moi drodzy chłopcy mają sobie do powiedzenia.
Słysząc zarzut Zack'a dotyczący braku pracy, Jack raczej się nie przejął. Uśmiechnął się lekko, a  po chwili uśmiech ten przerodził się w swobodny śmiech. Właściwie sam nie rozumiałem co go tak śmieszy, bo Zackie miał rację, brunet nie brudził sobie rąk pracą. Miał bogatych rodziców i życie zapełnione luksusami. Willa, w której mieszka należy do jego ojca zastępczego, tak samo jak karta zapakowana pieniędzmi. To oczywiste, że małżeństwo, które nie może mieć własnych dzieci i zdecydowało się w końcu na adopcję, zaczyna mieć fioła na punkcie nowego dzieciaczka. Oczko w głowie, więc i wszystko dla niego. Jack nie musiał się więc niczym martwić, wszystko podawano mu na tacy, a tatulek skutecznie dbał o to, by taca ta nawet na chwilę nie została odsunięta spod tego zgrabnego, małego noska. Tylko, że Jackowi taki stan rzeczy odpowiadał i raczej nie uważał za nic złego tego, że nie musi pracować. Raczej nie żyje w myśl zasady "praca uszlachetnia".
- Korzystam ile mogę - przyznał z lekkim uśmiechem patrząc na Zacka. Tak jak mówiłem, go raczej nic nie było w stanie dotknąć i tą nieco złośliwą konwersację chyba uważał za najzwyklejszą, przyjemną pogawędkę. Czasem zazdroszczę mu tego luźnego podejścia do wszystkiego. - Mieszkam w  ładnym domu, pieniądze ciągnę z kieszeni ojca i robię wszystko na co mam ochotę. To brzmi lepiej niż całodobowe ślęczenie przed kompem, nie? - Znów uraczył Zack'a swoim słodkim uśmiechem, po czym przechylił butelkę, aby się napić. Zaraz po tym wyciągnął paczkę fajek. Tych samych, które ja palę, odkąd w ogóle zacząłem. - Nie obrazisz się, jeśli zapalę tutaj, prawda? - Pytanie oczywiście zaliczało się do tych retorycznych, bo nie czekając na odpowiedź, lada chwila przystawiał zapalniczkę do papierosa trzymanego luźno między wargami.
Swoją drogą, wspomniał wcześniej o mojej słabości do ludzi pokroju Zacka. Musiało mu chodzić o Luisa, który w trakcie mojego pobytu tutaj, odwiedzał miasto kilka razy i wspólnie z nim oraz Jackiem zaliczyliśmy kilka imprez. To mi uświadomiło, że Zack nie wie nawet, że przed wprowadzką do niego, również nie mieszkałem sam. Ale i tutaj powód jest prosty - nie było potrzeby o tym mówić.  W końcu nie łączy nas już nic, co mogłoby nakłonić mnie do tego typu zwierzeń. Oczywiście nie robię z tego żadnej tajemnicy, ale też nie stanowiłoby to żadnej sensacji, o której warto rozmawiać. Pomijając już fakt, że przy obecnym trybie życia naszej dwójki, nie mieliśmy zbyt wielu okazji do rozmów.
- Po prostu jesteś skończonym leniem, Jack - rzuciłem, połykając ostatni kęs kanapki i ze swobodnym uśmiechem przyjąłem teatralne prychnięcie chłopaka.
- I kto to mówi? - Zaśmiał się ostentacyjnie, rzucając mi wymowne spojrzenie. No tak, oficjalnie jestem bezrobotny. Zack może domyślać się co jest na rzeczy, ale Jack nie przebywa ze mną tyle, by móc cokolwiek podejrzewać. Myśli, że po prostu żyję na utrzymaniu Zacka i tak jak on, nie brudzę rąk żadną pracą. Uśmiechnąłem się więc niewinnie w odpowiedzi i zupełnie swobodnym gestem objąłem Zacka w pasie, przyciągając go jeszcze bliżej siebie.
- Ja jestem gosposią Zacka. To wystarczająco męczące zajęcie - rzuciłem, dopijając swoje piwo. Szybko poszło. Jeśli następne pójdą tak samo, przewiduję sobie całkiem znośną noc. Tym samym spojrzałem na prawie pełną butelkę swego kochanego ex przyjaciela. Uniosłem brwi, podszczypując go tam, gdzie znajdowała się akurat moja dłoń, czyli gdzieś w okolicy zgrabnych bioderek.
- Zackie, zapomniałeś jak się pije? - Zwróciłem uwagę, patrząc znacząco na zbyt napełnioną butelkę. O nie, nie mam zamiaru być jedynym, który się dzisiaj upije. Poza tym, może tak będzie łatwiejszy, jak mu trochę zaszumi w głowie.
-Przypomnij sobie, to może później skoczymy do jakiegoś klubu. Generalnie kupiłbym wódkę, ale nie chcę mieć na głowie rozwścieczonego Dannego. - Przewróciłem oczami, jakbym zupełnie nie zgadzał się z tym co powiedział Jack. No dobra, trochę mi odbija po wódce, ale nie przesadzajmy... Potrafię nad sobą panować. Czasem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   

Powrót do góry Go down
 
I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 15Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 10 ... 15  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: