IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 pretty prince, pretty assassin { bl | merlin | fantasy }

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Śmierciarz

avatar

Liczba postów : 91
Join date : 12/07/2015
Age : 73
Skąd : z Rivii

#1PisanieTemat: pretty prince, pretty assassin { bl | merlin | fantasy }   Czw Lis 01, 2018 9:54 pm



Black hearted angels sunk me
With   kisses   on  my  mouth
There's  poison  in  this  water
The   words  are  falling  out


              Uniwersum Merlina.
              Anglia. Księstwo położone na wschód od Camelotu. Po Wielkiej Czystce kilkadziesiąt lat temu magia tutaj to istna rzadkość. Pojedyncze przypadki ukrywają się ze swoim darem w obawie przed krzywymi spojrzeniami.
              Królowi Anglii rodzi się syn. Młody książę przejawia magiczne zdolności już od pierwszych chwil narodzin. Rodzinie królewskiej to się nie podoba. Próbują pozbawić go talentu... jednak jest cena. Cena, której król wówczas nie zapłacił.
              Więc zapłaci teraz.

┌ - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - ┐

I THINK I BETTER GO BEFORE I TRY SOMETHING I MIGHT REGRET
książe  z  darem,  przyszły  król   Anglii   –   @_Jucundo_
zabójca     od    mafijnych    druidów     –    @Śmierciarz
BUT  IF YOU WANNA FREE YOUR BODY TONIGHT, ITS OUR SECRET

└ - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - ┘
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Śmierciarz

avatar

Liczba postów : 91
Join date : 12/07/2015
Age : 73
Skąd : z Rivii

#2PisanieTemat: Re: pretty prince, pretty assassin { bl | merlin | fantasy }   Czw Lis 01, 2018 10:09 pm

bedzie brzydko bo na szybko wrzucane:<



cináed  aelius morgade [urodzony w ogniu;  słońce]dwadzieście  trzy  lataurodzony w czasie refleksji i tajemnictendencje nieprzystające księciuwłosy tycjanoweoczy miodowekarnacja jasna,  ciepłasylwetka wysoka,  szczupła,  umięśnionablizna większa na wysokości sercablizna mniejsza wzdłuż lewego biodra

trójka przyrodniego rodzeństwa  _  Neassa [20 zim]  _  Sapphira i Lyuben [17]
niespokojny sen,
przeraźliwie często miewa koszmary, po których przez resztę nocy nie może zmrużyć oka
zdarza mu się zaszywać w królewskich ogrodach, gdzie w spokoju odsypia gorsze dni
gdy czaruje, jego tęczówki przybierają barwę płynnego złota
marzy o podróżach, choć charakterystyczny wygląd utrudnia mu działanie incognito
fascynują go smoki i inne mityczne kreatury




█████████████████████████████

Alasdair Alec Jowan Koadel | 26 lat | zabójca - druid
białe włosy | czarne oczy | ciemne brwi
183 centymetrów wzrostu | tatuaże na ustach i brodzie
blizna na połowie twarzy | szpiczaste uszy


█████████████████████████████

Jako jeden z nielicznych w swojej organizacji nie posiada magii.
A̶ p̶r̶z̶y̶n̶a̶j̶m̶n̶i̶e̶j̶ ̶t̶a̶k̶ i̶m̶ s̶i̶ę̶ w̶y̶d̶a̶j̶e̶.̶
Jego białe włosy są wynikiem incydentu przy narodzinach.
Jest sierotą, nigdy nie poznał swoich rodziców.
Prawdopodobnie jedynak, rodzeństwa nie odnalazł.
Homoseksualista, choć się nie przyznaje i zgrabnie ukrywa.
Bliznę zyskał przy swoim pierwszym zleceniu w wieku 20 lat.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Śmierciarz

avatar

Liczba postów : 91
Join date : 12/07/2015
Age : 73
Skąd : z Rivii

#3PisanieTemat: Re: pretty prince, pretty assassin { bl | merlin | fantasy }   Czw Lis 01, 2018 10:52 pm


Jowan

Alec najprawdopodobniej słyszał księcia, aczkolwiek raczej jakoś w tle i niespecjalnie się tym przejął. Był zmęczony nie tylko durną bieganiną w deszczu, ale także wizją wypucowania wszystkiego w zbrojowni. Jego ciało jak i umysł chciało się przespać, choćby sekundę. Mężczyzna nawet nie zauważył, kiedy znalazł się w specyficznej przerwie pomiędzy zapadnięciem w głęboki sen, a utrzymaniem świadomości. Dlatego słyszał. Chichoczących strażników, tupot władczych bucików, a na końcu podejrzanie znajomy głos tuż przy biedny, niewinnym uchu Alasdaira.
Mózg mężczyzny działał na dziwnych obrotach, bowiem był w stanie czujności przez cały ten czas, ale kiedy tylko książę pojawił się na horyzoncie – Alec zasnął. Całkowicie. To kompletnie beznadziejny gest, jeśli brać pod uwagę zamiary druida względem Cinaeda. Może jakoś podświadomie stwierdził, że da szansę księciu na rehabilitację. Na dobrą sprawę to właśnie pan Morgade go w to wpakował!
Spał smaczniutko przez całą wesołą podróż na plecach rudowłosego. Nawet mu nie chrapnął, ani razu! Zamiast tego wtulił się w miękkie, czyste szaty, które aktualnie wydawały mu się najprzyjemniejszą rzeczą na świecie. Nie obudził się również w momencie zderzenia z łóżkiem. Czemu by miał? Z jednego cudownego materiału na drugi. Tylko go jeszcze płatkami róż posypać.
Dał się grzecznie przebrać, a potem, kiedy książę opuszczał już komnatę, Alec przekręcił się na prawy bok i zatopił się całkowicie w królewskiej pościeli.
Obudził się może z godzinę później. Chociaż obudził to złe słowo, w przypadku młodego druiga prędzej pasowałoby "ocknął". Najpierw się leniwie przeciągnął, nadal ciesząc się aksamitem na każdym kwadracie swojego ciała. Przez bardzo przyjemne kilka sekund w ogóle go nie interesowało dlaczego pachnie Cinaedem, czemu jego łóżko jest takie wielkie i, przede wszystkim, skąd on się tu wziął. Dopiero potem, po upojnej chwili, mózg Aleca zaczął powoli łączyć fakty.
Zaraz... – mruknął zaspanym głosem, mrużąc podejrzliwie oczy. Zna to pomieszczenie. Zna ten zapach! Czysty geniusz.
W momencie, w którym mężczyzna wreszcie zorientował się, że leży w komnacie Cinaeda w ubraniach księcia, automatycznie zerwał się na równe nogi, co nie było najlepszym pomysłem. Trochę zakręciło mu się w głowie, sam nie wiedział już od czego. Wcześniej nie zwrócił na to uwagi, ale Cin naprawdę pachnie cynamonem.
W głowie jako ostatnie wspomnienie miał męczenie się z naramiennikiem. Potem tylko zmienił pozycję, żeby było mu wygodniej, może nawet zamknął oczy... może nawet... kurwa. Zasnął w zbrojowni podczas szlabanu, a książę idiota wziął go do swojej komnaty. Debil. Gałgan! Co on sobie myślał?! Swojego sługę tak do łóżka pchać, w swoje ubrania! Jeszcze znowu to Alasdairowi by się dostało! Że sam się wślizgnął, sam się przebrał! Zaraz. Raczej powinno się samemu przebierać... Czyli Cinaed jeszcze go–...
Alec wziął trzy głębokie wdechy. Potem wygładził koszulę, spojrzał w martwy punkt przed siebie. Jeśli już skończyłeś, to może łaskawie weźmiesz pod uwagę fakt, że jesteś w komnacie księcia całkowicie sam? Druidowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Od razu odwrócił się z powrotem do łóżka, rozglądając się za jakąś szafką nocną. W międzyczasie pomacał jeszcze pod poduszkami, czy przypadkiem nie chowa tam jakichś zbereźnych materiałów. Pierwsza szuflada – nic. Druga szuflada – większe nic i średniej wielkości pudełko. Pudełko? Pudełko!
Alasdair wyciągnął je delikatnie. Nawet wśród królewskich rzeczy bardzo się wyróżniało. Było zdobione staroświeckimi runami, wykończenia z prawdziwego złota. Medalion. Otworzył.
Puste.
Zacmokał z niezadowoleniem i odłożył pudełko na swoje miejsce. Wgłębienie miało idealnie okrągły kształt, to z pewnością musi być ten medalion. Nic dziwnego, że nikt ze służby ani straży nawet o nim nie słyszał, skoro Cinaed ma go u siebie w komnacie. Do tego skoro pudełko było puste, to znaczy, że... nosi go ze sobą.
Cholera. To źle. Bardzo źle. Alasdair miał nadzieję na starą, dobrą kradzież ze skarbca, nie z królewskiej szyi. Nie wspominając już o tym, że ten medalion nie powinien być noszony przez zwykłego śmiertelnika, nawet jeśli z błękitną krwią. Alec usiadł z powrotem na łóżku i westchnął ciężko. Może chociaż zdejmuje go na noc? Mógłby wtedy po prostu wkraść się po zachodzie i liczyć na głęboki sen księcia. Musi o tym pomyśleć.
Wstał i poprawił łoże. Stwierdził, że wróci do siebie i spróbuje się przebrać, zanim jeszcze nikt go nie zobaczył w ubraniach Cinaeda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
_Jucundo_

avatar

Liczba postów : 36
Join date : 06/11/2016
Age : 100

#4PisanieTemat: Re: pretty prince, pretty assassin { bl | merlin | fantasy }   Nie Lis 18, 2018 7:00 pm

       "Spotkanie nadzwyczajne" okazało się być niczym więcej niż najzwyklejszą w świecie naradą rodzinną, o porze tak późnej zwołaną tylko i wyłącznie z powodu kolejnego kaprysu króla. Mężczyzny, który miał czelność, próbować im wmówić, że było ono rzeczą znacznie ważniejsze niż spędzenie nadchodzących ośmiu godzin w łóżku. Że równie dobrze uznać można by je za kwestię wagi państwowej. Z kolei bezsenność, na którą przyszło mu w ostatnim czasie cierpieć, nie miała tutaj zupełnie nic do rzeczy. Nic a nic.
       Widząc zwątpienie tak wyraźnie odmalowane na twarzach swoich pociech - a nawet samego kapitana straży, który dopiero po fakcie, pod wpływem pełnego wyrzutu spojrzenia powściągnął własną mimikę, kryjąc się za pozbawioną jakiekolwiek wyrazu maską - odchrząknął cicho, obierając odrobinę inną taktykę. Wskazując na jego, leniwie sączącą wino (jedyne wsparcie w zbliżających się godzinach katuszy), wyraźnie zmęczoną dniem osobę, z przejęciem wykrzyknął, że znaleźli się na skraju wojny.
       Kompletnie nie rozumiejąc do czego zmierza, zamrugał tępo, kątem oka obserwując poczynania macochy. Wzdychając głośno, podeszła do swojego kochanka, kładąc dłoń na jego ramieniu. W geście równie uspokajającym, co i władczym.
       –  Wasz ojciec miał na myśli, że warto byłoby przyjrzeć się kwestii niedoszłego zamachu, nim ktoś spróbuje go powtórzyć. Tym razem skutecznie.
       Ignorując kpiące prychnięcie Lyubena, przysunął się do rozłożonej na pobliskim stole mapy, uważnie analizując jej zawartość. Ktoś próbował go zabić (o czym szczerze mówiąc na dobrą sprawę zdążył już zapomnieć). Jednak jaką mieli pewność, że uczyniło to, któreś z królestw? Co jeśli zamachowiec był jedynie niezadowolonym z czegoś indywiduum? Niedobitkiem niedawno zakończonej wojny? Chcącym zasłynąć skrytobójcą, który z własnej woli porwał się z motyką na słońce?
       –  Essetir  –  podsunęła Sapphira, groźnie szczerząc kły.
       Wszyscy wiedzieli o bardziej sadystycznej stronie osobowości Cenreda. Jedynie poniektórzy, że go i jadowitą księżniczkę łączyła historia. Nikt nie wiedział jednak, co dokładnie zaszło pomiędzy ów dwójką. On sam kojarzył jedynie, że po powrocie z zagranicznego dworu powitała go z krzywo ściętymi włosami i bliznami znaczącymi większość część odkrytej skóry.
       –  Zwiad twierdzi, że od dłuższego czasu przyglądają się Camelotowi. Walka na dwóch frontach obróciłaby się na ich niekorzyść.
       –  Camelot więc?
       –  Uther zażarcie kontynuuje swoją krucjatę przeciwko magii. Wątpię, by miał czas nasyłać zabójców na kogokolwiek...  –  stwierdził, dopiero po chwili orientując się, że sam jest przecież magiem. Znając Pendragona nie skończyłoby się jednak na jednym zamachowcu. Zmierzyć musiałby się z całym wojskiem. Może nawet z jego synem na czele.
       Nie czekając aż ktoś ponownie go wyprzedzi, głos zabrać postanowił Lyuben, uśmiechając się półgębkiem.
       –  Mercia. Na miejscu Camilli sam zrobiłbym wszystko, by wyplątać się z tej farsy, nim każą mi rodzić twoje dzieci.  –  Prychając, zarobił po głowie od obu sióstr, choć jedną z nich wspomniany pomysł wydawał się bawić znacznie bardziej niż powinien.
       –  Zapewniam cię bracie, moja relacja z Camillą bynajmniej nie powinna zaprzątać ci głowy.
       Poza tym jej ojciec był za mądry by po kilkunastu latach starannych planowań, od tak zmienić zdanie. Był również za stary, by łudzić się, że cokolwiek na tym zyska, czy też że zostało mu wystarczająco czasu, by w inny sposób zabezpieczyć przyszłość swojej ukochanej i jedynej córki.

       Reszta spotkania ciągnęła się raczej mozolnie. Pomimo nieustannie padających propozycji, żadna nie wydawała się wystarczająco przekonywująca, by dać im jakikolwiek punkt zaczepienia. W konsekwencji zaledwie parę godzin później przez pomieszczenie przetaczać zaczęły się iście irracjonalne zarzuty. Że niby to on sam wynajął zabójcę, by znaleźć się w centrum zainteresowania; że było to częścią misternego planu Jowana, który chciał się do niego zbliżyć, więc przewidział, że ratując mu życie zostanie odpowiednio wynagrodzony. Czym więcej słyszał tym bardziej miał dość. Na całe szczęście nie tylko on.
       Jak na komendę oczy wszystkich zwróciły się ku Heledd, której spokojny głos przerażał bardziej niż jakikolwiek krzyk.
       –  Czy choć przez moment możecie być poważni?  –  Lustrując ich miażdżącym spojrzeniem, jakby od niechcenia poprawiła materiał swojej rozłożystej sukni, umyślnie pozwalając, by katowali się ciszą.  –  Jak widać prowadzona dyskusja donikąd nas nie prowadzi. Proponuje więc odłożyć ją w czasie.  –  By kontynuować, nie potrzebowała nawet potwierdzenia.  –  Sapphiro. Za równiusieńko miesiąc, wyprawisz bal. Na cześć naszego nowego sługi.  –  Gestem dłoni uciszając wszelkie obiekcje, zacmokała z dezaprobatą. Jej dzieci potrafiły być naprawdę głupiutkie.  –  Zaprosimy każdego, kto mógł o nim słyszeć. Skoro nasz zwiad nie radzi sobie z tak prostym zadaniem, posłuchamy co do powiedzenia mają wyżej urodzeni.

       Nie podobało mu się to. O tyle mocno, by śmiało oponował, gdy reszta zgodnie przytaknęła swojej królowej. Nie rozumiał skąd bierze się ich podejrzliwość czy wrogość. Z pewnością jej tym samym nie podzielał. Wręcz przeciwnie - myśląc o kruchej postaci pozostawionej w swoim łóżku, nabywał iście matczyne instynkty.
       Coś, co rozumieć wydawała się jedynie Neassa, po naradzie szybko zrównując z nim krok, by z promiennym uśmiechem złapać go pod ramię.
       –  Wybieram się dzisiaj do miasta. Zechciałbyś mi potowarzyszyć?
       –  Podejrzewam, że nie mam większego wyboru  –  rzucił cierpko, mimo wszystko wybuchając cichym śmiechem.
       –  Nie, ale jeśli się zgodzisz, twój nowy znajomy może do nas dołączyć. Jestem pewna, że przydałoby mu się kilka rzeczy, skoro ojciec praktycznie skazał go na życie u twego boku.
       Przewracając oczami, powstrzymał cisnące się na język złośliwości, woląc nie obracać przeciwko sobie ostatniej przyjaznej duszyczki ze swojego rodzeństwa. Zamiast tego jak na dobrego starszego brata przystało, odprowadził ją do jej komnaty, chwilę później kierując się i ku swojej własnej - jak z zawodem zauważył - już pustej. Jowan nie zagościł w niej szczególnie długo... Szkoda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Śmierciarz

avatar

Liczba postów : 91
Join date : 12/07/2015
Age : 73
Skąd : z Rivii

#5PisanieTemat: Re: pretty prince, pretty assassin { bl | merlin | fantasy }   Pon Lis 19, 2018 4:49 am

Alec kiedy tylko przebrał się we własne znoszone już, wyschnięte ubranie, zaczął zastanawiać się nad wykwintnym planem ukradnięcia medalionu. Pierwszym strategicznym krokiem mogłoby być zorientowanie się, czy Cinaed nosi go w ogóle przy sobie. Równie dobrze mógł przenieść medalion gdzieś hen daleko i pozostawić sobie pudełko z czystego sentymentu. Alasdair miał przynajmniej nadzieję, że go nie zniszczył.
Nasłuchiwał cierpliwie przy drzwiach, nasłuchując kroków. Chciał skonfrontować księcia jeszcze dzisiaj, musiał mieć pewność co do medalionu. Poskładał więc królewskie ubrania i wybył ze swojej komnaty pod pretekstem oddania ich. Z tylu, za płaszczem, miał schowany swój lojalny sztylet, który mógłby mu się przydać przy ewentualnej negocjacji co do położenia medalionu. Minął ewidentnie niewzruszonego strażnika i wszedł do komnaty Cina.
— Zwracam — odezwał się, zmierzając w kierunku mężczyzny. Wyglądał na zmęczonego, chyba rodzinne kilkugodzinne pogaduchy mu nie służą. — Następnym razem możesz mnie odnieść do mojej własnej komnaty, tak gdybyś na przyszłość nie wiedział.
Nie wpadł mu do głowy żaden sensowny plan, więc po prostu potknął się nieumiejętnie. Równowagę odzyskał dopiero kiedy chwycił się księcia, a raczej jego ramienia. Wolna ręka odruchowo wylądowała na klatce piersiowej Cina.
— Przepra- ałć! — burknął, odskakując dłonią na bezpieczniejsze tereny kiedy tylko poczuł oparzenie. Zdecydowanie coś wyczuł, a co ważniejsze — coś wyczuło jego. Do tego go poparzyło! To musiał być medalion. — Co to? — spytał, marszcząc brwi w iście zszokowanym geście. Przyjrzał się swojej poszkodowanej dłoni. Jakikolwiek ślad zniknął tak szybko, jak się pojawił. Magia. No dobrze, ale czy przypadkiem ten medalion nie powinien być nieszkodliwy? O czym mu nie powiedzieli?
Dopiero kiedy podniósł wzrok na mężczyznę, zorientował się, że nadal się nie odsunął. Więc zrobił ostrożny krok w tył i szybkim ruchem zabral upuszczone ubrania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
_Jucundo_

avatar

Liczba postów : 36
Join date : 06/11/2016
Age : 100

#6PisanieTemat: Re: pretty prince, pretty assassin { bl | merlin | fantasy }   Pon Lis 19, 2018 6:00 pm

        Nie marząc o niczym poza kilkoma godzinami w miękkim łóżku, z drobnym opóźnieniem zarejestrował pojawienie się Jowana, jedynie częściowo śledząc jego poczynania, zbyt zmęczony by rzeczywiście się przejąć. No przynajmniej do czasu, gdy mężczyzna w najlepsze nie rzucił się mu w ramiona. Instynktownie go asekurując, uśmiechnął się lekko, nie mogąc uwierzyć, że ktoś rzeczywiście mógłby być aż tak niezdarny.
        Niespełna sekundę później ten sam uśmiech dosłownie zamarł mu na ustach, gdy rączki mężczyzny zawędrowały nie tam gdzie powinny, wprawiając go w nieme przerażenie. W łudząco podobnym geście, sięgając ku wciąż bezpiecznie spoczywającego na swojej piersi medalionowi, kurczowo zacisnął na nim palce, kompletnie zapominając, że przez te wszystkie ubrania Jowan tak czy siak nie może go przecież zobaczyć.
        Wykonując zapobiegawczy krok w tył, natychmiast zwolnił uchwyt, zdając sobie sprawę, że zachowuje się bynajmniej podejrzanie. O tyle, by śmiało żądać mógł od niego wyjaśnień. Nie żeby krwawy rubin, nie pozwalający dotknąć się nikomu poza nim, był czymś, o czym chciał dyskutować.
        –  Moje rozgrzane miłością do ciebie serce?  –  podsunął, na widok sprezentowanej mu miny prychając cicho.  –  Zwykła błyskotka.  –  Wbrew wypowiedzianym słowom, pogładził go z niemalże czułością, rejestrując jak w odpowiedzi psotnie łaskocze go w skórę.  –  Jak dane ci się było przekonać - nieszczególnie lubi obcych.
        Czasami wydawać mogłoby się, że niepozornie wyglądający medalion był czymś zbliżonym do żywej istoty. Że rozumiał znacznie więcej niż każdy inny obiekt nieożywiony, skrywając w sobie magię o tyle potężną, że aż niemożliwą do okiełznania. Prawdopodobnie dlatego większość czasu przeleżał w królewskim skarbcu, zapieczętowany najwymyślniejszymi ze znanych mu czarów. Gdyby nie usilnie przywołujący go do siebie głos, najpewniej nawet nie próbowałby się do niego zbliżyć. W konsekwencji nigdy nie odkryłby tym samym uśpionej w sobie magii. Nie wyszedłby zwycięsko z większości patowych sytuacji. Nie poparzył złotoskórego podróżnika, gdy ten w porywie chwili próbował dobrać się mu do... cóóż, tego jednego właściwie żałował. 
        –  Po śniadaniu ruszamy do miasta  –  wtrącił jakby od niechcenia, umyślnie próbując zmienić tym samym temat.  –  Nasz skarbiec się przepełnił, ty potrzebujesz nowych ubrań, ja możliwości zaczerpnięcia oddechu w twoim towarzystwie - wszystkim wyjdzie to na dobre  –  podsumował ciut złośliwie, woląc nie przytłaczać go ogromem troski, którą w tak krótkim czasie wytworzył w stosunku do jego osoby, i którą w tej też oto chwili wyraźnie się kierował.  –  Poza tym moja siostra chce cię poznać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




#7PisanieTemat: Re: pretty prince, pretty assassin { bl | merlin | fantasy }   

Powrót do góry Go down
 
pretty prince, pretty assassin { bl | merlin | fantasy }
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: