IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 hello, my sponsor | 2os. | b.n. | romans | BL

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 26
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#1PisanieTemat: hello, my sponsor | 2os. | b.n. | romans | BL    Nie Paź 14, 2018 9:02 am



f a b u ł a
X to rozpieszczony nastolatek, który z czasem dostrzega, że dostaje za mało pieniędzy. Jego rodzice jednak nie godzą się z tym i nie podwyższają kieszonkowego X, więc chłopak postanawia założyć na pewnej stronie konto, gdzie to wyszukuje się sponsorów. I tak X natrafia na Y - nieznajomego, który już następnego dnia postanowił zgarnąć X dla siebie i swoich zachcianek. Przy ich spotkaniu okazuje się, że Y jest ojcem jego najlepszego przyjaciela X, a Y dobrze znał tożsamość X, a że chłopak już wcześniej zaczął mu się podobać, postanowił skorzystać z oferty, którą X podał na owej stronie.  Nastolatek niepewnie godzi się na układ, jednakże postanawia spróbować i jak się okazuje, coraz bardziej wkręca się w życie, które jest sponsorowane przez Y.

p o s t a c i e
X - Kurokocchin
Y - Neodyox
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Neodyox

avatar

Liczba postów : 13
Join date : 16/04/2017
Age : 18
Skąd : Vengenberg

#2PisanieTemat: Re: hello, my sponsor | 2os. | b.n. | romans | BL    Nie Paź 14, 2018 11:40 am



// DANE PODSTAWOWE //

Imiona: Oscar Alexander
Nazwisko: Monroe
Data urodzenia: Dwudziesty pierwszy lutego
Wiek: Czterdzieści dwa lata
Orientacja: Biseksualny
Zawód: Policjant wydziału kryminalnego
Stan cywilny: Rozwodnik
Rodzina: Syn Mike (18 l.), córka Aria (16 l.)

// APARYCJA //

Wzrost: Sto osiemdziesiąt siedem
Waga: Osiemdziesiąt sześć
Sylwetka: Umięśniona
Kolor włosów: Czarny
Kolor oczu: Niebieski
Znaki szczególne: Blizny na twarzy, lekki zarost

// INNE //

// Dwa lata temu wziął rozwód ze swoją żoną Caitlyn (40 l.), jednak wciąż pozostają w przyjaznych stosunkach i czasami spotykają się w gronie "rodziny", ze względu na dzieci.
// Dzieciaki mieszkają z nim, ponieważ ich matka mieszka w mieście oddalonym o dwieście kilometrów.
// Jego twarz zdobią blizny, ponieważ podczas jednej z policyjnych akcji został brutalnie zaatakowany przez dwa bardzo agresywne psy.
// Żona, dzieci, ani żadni przyjaciele nie wiedzą o tym, że jest biseksualny, ani o tym, że od dłuższego czasu szuka sobie nastolatka, którego będzie mógł sponsorować (jakby jego własne dzieci mu nie wystarczyły).
// Posiada na łydce tatuaż w postaci kilku róż.
// Nie wyobraża sobie poranka bez zapalenia papierosa i wypicia kawy.


Ostatnio zmieniony przez Neodyox dnia Nie Paź 14, 2018 12:05 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 26
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#3PisanieTemat: Re: hello, my sponsor | 2os. | b.n. | romans | BL    Nie Paź 14, 2018 11:46 am



GODNOŚĆ = Austin Roseno
NAZYWANY = Rose
WIEK = 17 lat
PŁEĆ = mężczyzna
STAN CYWILNY = wolny
ORIENTACJA = homoseksualista

WZROST = 176 cm
WAGA = 65 kg
KOLOR OCZU = szaro-zielone
WŁOSY = białe - farbowane
CERA = blada
SYLWETKA = szczupły
TATUAŻ = brak
ZNAKI SZCZEGÓLNE = niewielkie znamię na szyi

Jeden z najlepszych uczniów w szkole, stara się jedynie po to by po liceum mieć pewność, że dostanie się na swoje wymarzone studia
Jest przewodniczącym kółka plastycznego - głównie zajmują się tam malarstwem.
Nie może spożywać laktozy.
Jego rodzice często wyjeżdżają, jednakże zdążył się do tego przyzwyczaić, dlatego nie ubolewa nad brakiem opiekunów.
Interesuje go jazz - w podstawówce uczęszczał do szkoły tańca.
Wielbiciel kuchni śródziemnomorskiej oraz tajskiej.
Wolny czas w domu spędza z kotem syberyjskim - Nune.
Od czasu do czasu biega, głównie jeśli mu się zachce.
Literatura to część jego życia, ma nawet własny, niewielki pokój przeznaczony na książki.

postacie poboczne:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 26
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#4PisanieTemat: Re: hello, my sponsor | 2os. | b.n. | romans | BL    Nie Paź 14, 2018 12:43 pm

AUSTIN ROSENO
           Czy dobrze robiłem, stwarzając konto na tej chorej stronie? Sponsoring... Nie potrzebowałem aż tak bardzo tego, bo zawsze miałem wszystko, co tylko zechciałem, ale pieniądze od rodziców mi nie wystarczały, a praca w licealnym życiu, gdzie bardziej obchodziła mnie nauka? Nie było nawet o tym mowy. Zdecydowałem się i na początku żałowałem, bo pisały do mnie takie osoby, że myślałem na początku, że to jakiś żart. Aż w końcu dostałem wiadomość od osoby, która okazała się być tą idealną. Nie widziałem całej twarzy u niego, ale tylko dlatego, że chciałem by zachował tajemniczość do naszego spotkania. Od razu mnie zainteresował i tak dzisiaj, w ten piątkowy wieczór mamy się spotkać. Oczywiście, nikt o tym nie wiedział, nawet Mike, któremu mówiłem o wszystkim, ale jakby zareagował, gdybym powiedział mu, że idę spotkać się z, prawdopodobnie, moim przyszłym sponsorem? Hah, nie chciałbym tego sprawdzać i liczę na to, że nigdy się o tym nie dowie.
           Od razu po szkole postanowiłem zacząć przygotowania. Godzina dziewiętnasta, restauracja Monning, którą sam wybierałem. Nie należała do najtańszych i głównie wchodziło się tam w eleganckich ubraniach. Czemu zdecydowałem się na to miejsce? Było tam przyjemnie, zapach dobrego jedzenia roznosił się po sali konsumenckiej i każdy miał tam swoją prywatność, gdyż prawie każdy stolik był od siebie odgrodzone. Rodziców nie było, jednakże i tak nie pozwoliłbym im się mieszać w to, co zamierzam robić. Hah, najgorsze jest to, że nie wiem jak się zachować, nigdy tego nie robiłem, ani też nie wiem czego oczekuje ode mnie druga osoba. Nie chcąc jednak o tym rozmyślać, zdecydowałem się na długą kąpiel w gorącej wodzie, która działała na mnie odprężająco. Po kąpieli, poszedłem do swojego pokoju, by zdecydować się w czym pójść. Garderobę miałem pełną ubrań i zanim zdecyduję się na cokolwiek, to prawdopodobnie będę musiał już wychodzić.
           I wcale się o dużo nie pomyliłem. Godzina 19:10, a ja stoję przed lustrem, przymierzając kolejną koszulę. Spodnie pozostawiłem czarne, nieco obcisłe, zaś co do góry nie mogłem się zdecydować. Nie chciałem białej koszulki, gdyż wydawałbym się jeszcze bielszy, a co do innych kolorów nie miałem pewności czy mu będzie odpowiadać. Westchnąłem, przeglądając kolejne koszule na wieszaku. Wybrałem tą o chabrowym odcieniu, po czym na nią założyłem czarną marynarkę. Poprawiłem kolczyk w uchu i jeszcze raz przyjrzałem się w lustrze. Wydawało mi się, że i tak nic więcej nie wymyślę. Spojrzałem na godzinę, krzywiąc się nieco, po czym zawiadomiłem szofera by ten czekał przed domem. Był na każde moje wezwanie, nie chciałem jechać taksówką pod ekskluzywną restaurację, narobiłbym sobie jedynie wstydu. Gotowy do spotkania, ruszyłem przed posiadłość. Jeśli dobrze pójdzie będę przed czasem, całe szczęście, że stolik mamy zarezerwowany na moje nazwisko. Wsiadłem do czarnego samochodu i podałem adres, pod który miałem się znaleźć.
           Na miejsce dotarłem pięć minut przed ustaloną godziną. Wszedłem do środka i przywitałem się ze znajomym kierownikiem sali. Dobrze mnie znał, więc od razu zaprowadził do stolika, który znajdował się w kącie przy oknie z widokiem na rozjaśniony lampami park. Stresowałem się nieco, ale ucieczka w takim momencie może okazać się błędem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Neodyox

avatar

Liczba postów : 13
Join date : 16/04/2017
Age : 18
Skąd : Vengenberg

#5PisanieTemat: Re: hello, my sponsor | 2os. | b.n. | romans | BL    Nie Paź 14, 2018 1:25 pm

OSCAR MONROE

        Bywalcem strony do sponsoringu byłem naprawdę długi czas, jednak większość dzieciaków nie spełniała za bardzo moich oczekiwań. Za dużo wymagali, a za mało dawali w zamian, a to przecież nie o to w tym wszystkim chodzi, prawda? Wcześniej udało mi się nawiązać kontakt z dwoma osobami. Jakimś szesnastolatkiem i osiemnastolatką. Problem tylko w tym, że dziewczyna postawiła mnie w naprawdę paskudnym świetle, bo uznała, że jedyne o co mi chodzi w tej znajomości, to seks. Przecież nawet tego od niej nie oczekiwałem i nie wspomniałem o tym nawet raz. To ona cały czas ględziła, że nie będzie się rozbierała, nic nie będzie robić i nawiązywała do tych rzeczy bez przerwy. W końcu jednak udało mi się znaleźć idealną osobę. Nawet nie musiałem jakoś się wysilać z tym szukaniem, bo wpadł praktycznie w moje sidła.
         Otóż mówię o nikim innym, jak o najlepszym przyjacielu mojego syna - Austinie. Wiem, że nie powinienem tego robić i się z nim umawiać, ale o dziwo to było jakoś silniejsze ode mnie. Miałem taką ochotę kupować mu ciuchy, zabierać go do kina i na wakacje, że momentami czułem się jak wariat. Jednak cieszyłem się, kiedy znalazłem go na tej stronie. Nie było widać za bardzo mojej twarzy na zdjęciach, jednak wiem, że gdyby było, to z pewnością niemalże od razu by mi odmówił. Bo w końcu jak on może spędzać czas i dać się utrzymywać ojcu swojego najlepszego przyjaciela? Na spotkaniu miałem szansę w jakiś sposób go do tego przekonać.
        Moje przygotowania nie trwały jakoś mocno długo. Po pracy jedynie skoczyłem pod szybki prysznic, ubrałem się w garnitur i wypachniłem jakimiś ładnymi perfumami. Ostatni raz stroiłem się tak na randkę z Caitlyn, ale to już stare czasy. Przejrzałem się w lustrze i uśmiechnąłem do swojego odbicia. W sumie, to całkiem przystojny ze mnie facet. Może powinienem znaleźć sobie następną żonę? Nie, jeszcze nie teraz.
    - Wychodzicie gdzieś? - zapytałem dzieciaków, którzy właśnie siedzieli przed telewizorem i oglądali telewizję.
    - Ja wychodzę z kolegami na deskorolkę - odpowiedział Mike, nawet na mnie nie patrząc.
    - Ja nie, muszę się uczyć do klasówki z matematyki - rzuciła Aria, a kiedy na mnie spojrzała, szczęka opadła jej do ziemi, jakby pierwszy raz widziała mnie w garniturze.
    - Tato, gdzie ty wychodzisz taki wystrojony? Czyżby randka?
     Nie odpowiedziałem jej, tylko rzuciłem, że muszę już iść i żeby nie roznieśli domu. Wiedziałem, że jak wrócę, to nie przestanie wypytywać gdzie byłem i z kim, ale o to będę martwił się później.
         W restauracji byłem punktualnie. Podszedłem do recepcji i od razu pokierowano mnie do stolika. Przez chwilę obawiałem się reakcji Austina, ale już po kilku chwilach byłem totalnie wyluzowany. W końcu chłopak i tak z pewnością stresował się jeszcze bardziej, bo kompletnie nie wiedział na kogo trafi.
    - Cześć, Austin - powiedziałem, kiedy tylko znalazłem się przy stoliku, już po chwili zajmując swoje miejsce. - Chyba nie muszę ci się przedstawiać, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 26
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#6PisanieTemat: Re: hello, my sponsor | 2os. | b.n. | romans | BL    Nie Paź 14, 2018 6:26 pm

AUSTIN ROSENO

           Patrzyłem przez okno na park, starając się nieco wyluzować. Nie chciałem go wystraszyć swoim brakiem doświadczenie, chociaż wcześniej nie wspomniałem, że go mam. Czy będzie idealny? Tego nie wiem, najgorsze będzie to, jak okaże się być inny, niż na początku mówił, co prawda nie pytałem się o jego upodobania, fetysze itp., ale mam nadzieję, że nie okaże się zwyczajnym oblechem. Stukałem palcami o stolik, zerkając na godzinę. Jeszcze chwila i spotkać się z mężczyzną. Ciekawiło mi to, jak naprawdę wygląda, jak się zachowuję i czy w rzeczywistości też mu się spodobam. On również ode mnie czegoś oczekuje, prawda?
           W końcu przyszedł, na początku nie odwróciłem głowy, jednakże ten głos coś mi mówił. Był tak znajomy, że aż otworzyłem usta z zaskoczenia, by po chwili spojrzeć na osobę, która się do mnie dosiadła.
- P-pan Monroe? J-jak... - powiedziałem cicho, ale słyszalnie dla mężczyzny. Nie, to nie może być prawda. Jest tyle ludzi na całym świecie i akurat to on musiał mi się trafić. Ojciec mojego najlepszego przyjaciela... Na dodatek teraz wie, że szukam sponsora. Nie, to musi mi się śnić. Dla pewności uszczypnąłem się, ale to nic nie pomogło. - Przepraszam, to musi być jakaś pomyłka... Niemożliwe bym akurat na pana trafił. Chyba powinienem wracać do domu - dodałem po chwili, po czym spuściłem wzrok, zagryzając dolną wargę. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu. Nie tylko był to ojciec mojego przyjaciela, ale również policjant... Co jeśli moi rodzice się przez niego dowiedzą, co robię w internecie? Wyślą mnie do internatu jak nic albo co gorsze do szkoły wojskowej!
- Możemy o tym zapomnieć? Jest pan ojcem Mike'a, a t-to konto to był taki żart, założyłem się ze znajomymi - skłamałem co do zakładu, ale to nie może tak się skończyć. Pan Moroe jest przystojnym mężczyzną, ale nie mógłbym tak go wykorzystywać. Na dodatek gdyby jego syn się o tym dowiedział... Nie, po prostu nie mogę.
           Wyjąłem portfel, aby zapłacić za sok, który wcześniej zamówiłem, po czym poprawiłem włosy i podniosłem swój tyłek by zebrać się do wyjścia. Głupio było mi go tak zostawić, ale nie mógłbym mu spojrzeć normalnie w oczy, choć nie mam pewności co do tego, czy przypadkiem nie rozpowie nikomu... Zapewne nie chce by jego syn zadawał się z kimś takim jak ja. Bardzo kłopotliwe, chociaż i on nie ma łatwo, ale od początku wiedział kim jestem! Dlaczego się nie wycofał? Spojrzałem na niego, po czym usiadłem z powrotem. Czy chciałem poznać prawdę? Chyba tak, skoro jeszcze stąd nie wyszedłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Neodyox

avatar

Liczba postów : 13
Join date : 16/04/2017
Age : 18
Skąd : Vengenberg

#7PisanieTemat: Re: hello, my sponsor | 2os. | b.n. | romans | BL    Nie Paź 14, 2018 6:56 pm

OSCAR MONROE
[jusitfy]
       Wpatrywałem się w niego przez dłuższą chwilę. Jego mina była teraz całkiem zabawna, ale cóż się dziwić chłopakowi. Gdybym ja poszukiwał sponsora, a na spotkanie przyszedłby ojciec mojego kolegi albo, co gorsza, przyjaciela, to też bym tak wyglądał. Z pewnością nawet jeszcze gorzej. Przez chwilę nawet przeszło mi przez myśl, że może nie powinienem tak straszyć dzieciaka i powiedzieć, że to był żart, ale nie tym razem. Już za pózno, żebym się wycofał.
       Już po krótkiej chwili zaczął mnie przepraszać, twierdząc, że to nic innego jak pomyłka, a konto na tej stronie było zakładem. Takie kity to mógł wciskać Mike'owi i reszcie swoich kolegów, ale z pewnością nie mnie. Naprawdę myślę, że uwierzę w coś takiego? To chyba najszybsza wymówka, jaką można wymyślić, kiedy okazuje się, że nic nie ułożyło się tak, jakby się chciało. Następnie podniósł się i prosił, żebyśmy o tym zapomnieli. Nie wiem tylko po co, skoro za moment się cofnął i z powrotem usiadł do stolika. Chyba jednak był ciekaw, co mam do zaoferowania. Kiedy podszedł kelner, zamówiłem sobie jedynie kawę.
      - Nie stresuj się, Austin - powiedziałem, odpalając papierosa. - Po pierwsze, to ani Mike, ani twoi rodzice nie dowiedzą się o naszym spotkaniu, nawet jeśli się nie zgodzisz czy zwyczajnie zerwiesz umowę. Wszystko, co się dzieje teraz i może będzie działo się w przyszłości, zostaje tylko i wyłącznie między nami. Nie oczekuję od ciebie żadnych intymnych czy erotycznych rzeczy, chyba, że w przyszłości będziesz chciał. Póki co ja do niczego nie zmuszam, ani także nie namawiam. Wolę powiedzieć z góry, miałem jedną taką dziewczynę, przy której nie wspomniałem o tym nawet raz, a się rzucała, więc... Nieważne. Zależy mi tylko i wyłącznie na tym, żebyśmy spędzali ze sobą czas. Możesz przyjść do mnie, kiedy będziesz potrzebował pomocy z lekcjami, będziesz chciał się wygadać. Będziesz dostawał ode mnie gotówkę, ale w gratisie zabiorę cię na jakiś wyjazd albo kupię ci coś fajnego. Pasuje? Nie chcę w zamian dużo.
       No i rzeczywiście nie chciałem. Zaciągnąłem się fajką, przyglądając się twarzy chłopca, którego wyraz twarzy jakby delikatnie się zmienił. Przynajmniej mi się tak wydawało. Pewnie ulżyło mu i odetchnął po słowach, że nikomu nie powiem. To dla takich dzieciaków tak naprawdę jest najważniejsze. Aby bliscy i przyjaciele nigdy się o tym nie dowiedzieli.
     - Ach i jeszcze jedno - dodałem, zanim Austin zdążył coś odpowiedzieć. - Wolę mieć przy sobie kogoś, kogo znam i ufam, niż obce dzieciaki.[/justify]


Ostatnio zmieniony przez Neodyox dnia Nie Paź 14, 2018 8:30 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 26
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#8PisanieTemat: Re: hello, my sponsor | 2os. | b.n. | romans | BL    Nie Paź 14, 2018 7:58 pm

AUSTIN ROSENO

Czy on mówił poważnie? Spodziewałem się czegoś innego, wiele razy czytałem, że sponsorzy oczekują bliższych stosunków, łóżkowych, a on powiedział, że jak będę gotowy. Zapewniał mnie również, że nikt się o tym nie dowie, ale jak on sobie to wszystko wyobraża? Jak będę przychodził do Mike'a, to i on tam będzie, nie będę potrafił się normalnie przy nim zachowywać. Na dodatek zrobię świństwo przyjacielowi, gdy zacznę spotykać się z jego ojcem. I jak się okazało, nie jestem jego pierwszym utrzymankiem, ale to dobrze, przynajmniej jest doświadczony w tych sprawach. Mimo wszystko, nie spodziewałem się tego po nim, ale pan Monroe jest po rozwodzie, nic dziwnego, że szuka towarzystwa, ale by aż tak? Niczego ode mnie nie oczekiwał oprócz wspólnego czasu, dziwiło mnie to i wydawało mi się, że gdzieś jest ukryty haczyk, ale czy przeszkadzało mi to? Zdecydowanie nie i tak był najlepszy z tych wszystkich mężczyzn.
- Trochę jestem zaskoczony. Myślałem, że mężczyźni z tamtej strony oczekują wyłącznie intymności przez sponsoring. Stresowało mnie to bardzo, ale jak widać niepotrzebnie - uśmiechnąłem się delikatnie. Rozważałem to wszystko. Pan Monroe wydawał się być naprawdę w porządku i byłoby chore, gdybym się nie zgodził, będę z nim wyjeżdżać, spędzać czas, dostawać gotówkę, nowe ubrania, rzeczy... Propozycja przyzwoita.
Spojrzałem ponownie na niego, czując nadal tą niepewność. Równie dobrze mógłby być dobrym kłamcą, ale "kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje".
- Czyli tak, sprawy łóżkowe i inne, schodzą na dalszy plan, muszę być pewny i gotowy na takie zbliżenie z ojcem mojego przyjaciela. Oczywiście na delikatne czułości mogę zezwolić, ale nie w miejscach publicznych i... to oznacza, że chcę spróbować - powiedziałem poważnie. To będzie NASZ sekret, jeśli któryś z nas się wygada, to obaj polegniemy, a w oczach innych stracimy. - W sumie, też dobrze, że jest to ktoś, kogo znam. Znając pana mam pewność, że nie stanie mi się krzywda - dodałem z delikatnym uśmiechem. Bardzo dobrze go znałem, więc wiedziałbym, gdyby miał jakieś dziwne popędy, na szczęście nie muszę się więcej martwić, a jeśli nie wyjdzie, to zwyczajnie zakończymy to pokojowo, prawda?
- Mogę do pana mówić na "ty"? Przynajmniej, kiedy jesteśmy sami, jest to bardziej komfortowe dla mnie - powiedziałem szczerze z nadzieją, że się zgodzi. Mówienie cały czas tak formalnie jest nieco męczące, a skoro mamy być w nieco innych stosunkach, to chyba nie jest to aż tak problematyczne. - I chciałem zapytać o warunek... Wiem, że to głupio zabrzmi, a różnica między nami jest wielka, ale jeśli któryś z nas zakocha się w drugim, czy naszą znajomość wtedy kończymy? - zapytałem. Musiałem wiedzieć, byłem w tym świeży, a on bardziej doświadczony. Nie mówię, że tak będzie, bo nie będziemy w jakiś bardzo bliskich relacjach, ale wszystko może się wydarzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Neodyox

avatar

Liczba postów : 13
Join date : 16/04/2017
Age : 18
Skąd : Vengenberg

#9PisanieTemat: Re: hello, my sponsor | 2os. | b.n. | romans | BL    Nie Paź 14, 2018 8:51 pm

OSCAR MONROE

        W sumie to ucieszyło mnie, że chciał spróbować. Obydwoje teraz zachowywaliśmy się jak świnie wobec Mike'a, ale są sprawy, o których synowie niekoniecznie muszą wiedzieć. Tylko co jednak zrobimy, jeśli mój syn się dowie? A jeśli nie syn, to córka? Austinowi może jeszcze będą w stanie wybaczyć, ale mnie nie. Na dodatek powiedzą matce, która wtoczy mi sprawę o odebranie praw rodzicielskich. Dużo ryzykowałem. Na ogół sponsorami chcieli zostawać faceci po rozwodzie, nie mający dzieci lub tacy, którzy nie znajdowali szczęścia w miłości. Byłem chyba jakimś ewenementem.
         Cieszyło mnie również to, że Austin zaczął się przy mnie czuć o wiele pewniej, niż na początku. To znaczyło, że wszystko, co powiedziałem, miało dla niego jakieś znaczenie. Zamierzałem się oczywiście tego wszystkiego trzymać i początkowo wolałem nie obsypywać go czułościami, na jakie się zgodził. Oczywiście też dobrze zauważył, żeby nie robić tego w miejscach publicznych. Miał łeb na karku.
       - Możesz - odpowiedziałem mu, gasząc papierosa w popielniczce, którą kelner przyniósł razem z kawą. - Mów mi Oscar, jeśli wolisz krócej to Os. Mnie również będzie bardziej komfortowo.
         Pytanie o to czy któryś w nas się zakocha nieco mnie zaskoczyło i wcale go nie kryłem. Teoretycznie nie brałem czegoś takiego pod uwagę, bo w porównaniu do mnie Austin był jednak jeszcze dzieciakiem. Niby prawie pełnoletnim, ale dzieciakiem i nie mogłem sobie pozwolić na tworzenie z nim związku. Milczałem przez chwilę, upijając kolejne kilka łyków kawy i podniosłem na niego wzrok, uśmiechając się lekko.
        - Nie zastanawiałem się nad tym i proponuję nie patrzeć tak daleko w przyszłość - rzekłem spokojnie, zakładając nogę na nogę i opierając się. - Kto wie czy ta "zabawa" nie znudzi ci się po tygodniu, a to jest bardzo możliwe skoro tylko próbujesz. Za chwilę będę musiał iść, więc jako, żeby nie było, że jestem gołosłowny, to proszę.
        Wyjąłem z kieszeni spodni skórzany portfel i wyjąłem z niego kilka banknotów nawet ich nie przeliczając. Na oko było tam około trzystu pięćdziesięciu dolarów. Położyłem je na stół i przesunąłem lekko po blacie w stronę Austina. Uśmiechnąłem się do niego ciepło i spisałem jeszcze na serwetce swój numer telefonu.
        - To dla ciebie, jako "pakiet startowy", a tutaj masz mój numer telefonu. Jakbyś potrzebował czegoś to śmiało pisz.


Ostatnio zmieniony przez Neodyox dnia Nie Paź 14, 2018 10:47 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 26
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#10PisanieTemat: Re: hello, my sponsor | 2os. | b.n. | romans | BL    Nie Paź 14, 2018 10:19 pm

AUSTIN ROSENO

           Poczułem ulgę, że się zgodził. Cóż, nasza znajomość przechodzi na zupełnie inny tor, więc formalność nie jest nam potrzebna, jedynie w towarzystwie jego rodziny czy też innych osób, które znają Oscara, choć wątpię by zabierał mnie tam, gdzie są jego znajomi.
- Ah, przepraszam... To nie tak, że to miałoby się kiedykolwiek wydarzyć, po prostu chciałem poznać twoje zdanie na ten temat - powiedziałem szczerze, drapiąc się nerwowo po karku. Nie chciałem by pomyślał, że to się wydarzy. Owszem, byłem młody, ale nie chciałbym się wiązać z osobą, która jest w podobnym wieku mojego ojca. Cóż, nic dziwnego, że tak zrozumiał, pewnie myśli, że mógłbym się w nim zakochać, ale miałem z nim przecież kontakt dużo wcześniej, gdybym darzył go głębszymi uczuciami, to już pewnie dawno bym o tym wiedział, ale tak to... nic, chciałem pieniędzy, a on towarzystwa, tylko tyle. Będę się przez to smażył w piekle, chociaż nigdy wierzący nie byłem.
           Widząc pieniądze, nie wiedziałem jak zareagować, a tym bardziej, kiedy wcześniej wspomniał, że musi iść. Liczyłem na wieczór, gdzie zjemy wspólnie kolację, ale chyba się przeliczyłem.
- Szkoda, że musisz już iść, ale nie będę cię zatrzymywał i... dziękuję, przydadzą się - powiedziałem z delikatnym uśmiechem, przyjmując gotówkę. Na szczęście, nikt krzywo nie patrzył, ba nawet nie zauważono, że wręcza mi pieniądze. Schowałem dolary do portfela, po czym poprosiłem kelnera, aby przyniósł rachunek. Dostałem pieniądze, noc jeszcze młoda, a Mike spotyka się dzisiaj z kimś innym. Miałem również innych znajomych, ale nic nie planowałem na ten dzień, skoro miałem spędzić czas z Oscarem. Może znów wczytam się w książkę? Byłoby świetnie, ale ta monotonność mnie wykończy.
- W takim razie i ja będę się zbierał. Do zobaczenia - powiedziałem w momencie, gdy kelner przyniósł rachunek. Podniosłem się z miejsca i stanąłem obok siedzącego mężczyzny, nie wiedziałem co zrobić, więc jedynie pomachałem na pożegnanie. Mieliśmy teraz umowę między sobą, a skoro i tak mieliśmy się dzisiaj szybko rozstać, to jak wyjdę przed nim, to nic się nie stanie. Może wejdę do Ashley Hm, prawdopodobnie ma plany na tę noc, więc trudno, wracam do domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Neodyox

avatar

Liczba postów : 13
Join date : 16/04/2017
Age : 18
Skąd : Vengenberg

#11PisanieTemat: Re: hello, my sponsor | 2os. | b.n. | romans | BL    Pon Paź 15, 2018 11:59 am

OSCAR MONROE

         W sumie to nie miałem żadnych powodów, by stąd iść. Może kwestia tego, że chciałem zakończyć to spotkanie jak najszybciej, by chłopak nie musiał się bardziej stresować? A może ja sam się stresowałem, tylko nie mówiłem tego głośno? Milion pytań siedziało mi w głowie, dopóki Austin nie powiedział, że też będzie szedł i pomachał mi na pożegnanie. Niby wiem na czym to wszystko polega, ale jednak załatwiłem to, jakby mi wcale nie zależało.
         Austin już miał wychodzić na widok wszystkich ludzi, kiedy po prostu kazałem mu zaczekać i usiąść z powrotem. Nie miałem nic do roboty, a lepiej będzie jak spędzimy ze sobą czas już dzisiaj. Kto wie czy jutro coś mi nie wypadnie albo będę zbyt zmęczony po robocie, żeby wyjść z nim na miasto albo gdzieś pójść? W sumie telefon z pracy mógł zadzwonić do mnie w każdej chwili, bo na tym polegała praca policjanta, ale jednak wolałbym wyjść z tego powodu, niż wyjść bez zupełnie żadnego.
         - Stwierdziłem, że jednak bym coś zjadł - powiedziałem, biorąc menu w rękę i drugie podając chłopakowi. - Więc zjedzmy razem. Na co masz ochotę?
         Przejrzałem menu w poszukiwaniu czegoś absolutnie przepysznego. Mimo że była to ekskluzywna restauracja, to mnie odnośnie posiłków było bardzo ciężko zadowolić, a i propozycje dań, które tutaj serwowali, wydawały mi się średnie. Chyba wolałem kluski z serem Caitlyn, niż wymysły z jakimiś owocami morzami. Przyglądałem się chłopakowi, który chudymi palcami przebierał kartki. W sumie jego dłonie wydawały mi się teraz takie delikatne i małe. Złapałem się nawet na tym, że myślałem, by go za nie trzymać. Tak nie można, Oscar. Uspokój się.
          Ostatecznie zdecydowałem się na jakiś stek z frytkami i surówką, a do tego wodą do picia, a gdy Austin zdecydował się również na co ma ochotę, zawołałem kelnera i złożyłem zamówienie. W oczekiwaniu na posiłek wypadałoby porozmawiać.
         - Co skłoniło cię do tego, by poszukiwać kogoś takiego jak ja? - zapytałem, opierając brodę na złożonych dłoniach. - Z tego, co wiem od Mike'a, rodzice dają ci sporo kasy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 26
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#12PisanieTemat: Re: hello, my sponsor | 2os. | b.n. | romans | BL    Pon Paź 15, 2018 9:50 pm

AUSTIN ROSENO

Nie spodziewałem się tak szybkiej zmiany w nim, ale w środku cieszyłem się, że nie będę musiał spędzić samotnie tego wieczoru.
- A niby to kobiety są zmienne. Też jestem głodny, więc nie odmówię - uśmiechnąłem się, biorą kartę do ręki. Choć znałem tutejsze menu na pamięć, to i tak lubiłem wyszukiwać to nowych potraw, które mogą dobrze wpłynąć na kubki smakowe. - Wybiorę coś z owoców morza, ewentualnie wegetariańskiego - dodałem, przejeżdżając palcem po każdej stronie, by upewnić się, że nic mnie nie ominie. Nie miałem pewności, co chciałbym zjeść. Tyle tego tutaj było, że trudno było się zdecydować na coś jednego, ale nie przesadzajmy... Jest to elegancka restauracja, więc nie można napchać się jak świnia. Uczono mnie tego, jak byłem małym dzieckiem to podziwiałem, jak ludzie z gracją używają sztućców. Może to chore, trochę jestem dziwny, ale wychowałem się w takiej, a nie innej rodzinie.
Zdecydowałem się na risotto z krewetkami oraz szparagami. Nie była to potrawa jakoś bardzo sycząca, ale nikt nie powiedział, że skończę jedynie na czymś wytrawnym. Nie wiem, jak długo Oscar ze mną zostanie. Dobrze wiedziałem czym się zajmuje, więc w każdej chwili mógł dostać wezwanie do pracy.
- Owszem, dostaję sporo kasy od rodziców, ale z wiekiem mam coraz to inne wydatki. Co prawda, nie muszę sam się utrzymywać oraz mam zapewnioną przyszłość, jednakże w jakiś sposób szybko rozchodzą się pieniądze, które dostaję - powiedziałem, po czym podparłem sobie głowę o dłoń. - Jestem nastolatkiem, potrzebuję pieniędzy na wyjścia, nowe ubrania, czasami zbieram sobie większą kwotę by wyjechać na weekend, a nie gustuję w najtańszych hotelach - dodałem. Nie chciałem wyjść na smarkacza, dla którego liczą się jedynie pieniądze, miałem również zalety, które może w przyszłości pozna, jak dobrze nam się będzie spędzało wspólnie czas. Nie oszukujmy się, ale będzie to naprawdę trudne. Nadal czuję się okropnie w stosunku do Mike'a, ale nic nie poradzę. Mogłem odmówić, ale skoro mam taką okazję, to czemu nie skorzystać.
W sumie, to mnie też interesowało, dlaczego on w tym wszystkim siedzi, ale czy wypada zapytać? Powiedział wcześniej, że chcę spędzać miło czas, czasami wyjeżdżać, ale dlaczego szukał w osobach dużo młodszych od niego?
- Dla mnie większym zaskoczeniem jest to, że ty poszukujesz utrzymanków. Przy dwójce dzieci na pewno nie jest łatwo, a na dodatek jesteś przystojny, więc mógłbyś spokojnie stworzyć z kimś związek - powiedziałem z delikatnym uśmiechem. Trochę tego nie rozumiałem, Oscar był sympatyczną osobą, a skoro jeszcze dobrze wyglądał, to mógł mieć każdego. On jednak woli szukać sobie kogoś, kogo będzie mógł sponsorować. Może naprawdę faceci po czterdziestce wariują?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Neodyox

avatar

Liczba postów : 13
Join date : 16/04/2017
Age : 18
Skąd : Vengenberg

#13PisanieTemat: Re: hello, my sponsor | 2os. | b.n. | romans | BL    Pon Lis 12, 2018 1:53 am

OSCAR MONROE


      No tak. Austin był typowym nastolatkiem, który wydaje kupę pieniędzy na jakieś głupoty, a w ostateczności sam nie wie, w jaki sposób one tak szybko zniknęły z jego portfela czy też karty, o ile takową posiada. Niestety młodzież taka była. Kiedy rodzice wyliczali czy starczy im na jedzenie w momencie, kiedy zapłacą rachunki albo czy wystarczy im na rachunki, kiedy kupią jedzenie, dzieciaki próbowały w jakikolwiek skombinować kasę. Nawet jeśli starzy odejmowali sobie od gęby, żeby ci nie czuli się gorzej.
      Oczywiście nie żeby oceniał chłopaka w jakikolwiek negatywny sposób, zwłaszcza, że przekonałem się o tym, jaki dobry z niego dzieciak. Nie zmieniało to jednak faktu, że wciąż był młody i prawdopodobnie jedyne, co się dla niego teraz liczyło, to pieniądze, bo dopóki samodzielnie ich nie zarobi, nie przekona się jak ciężko jest na nie zapracować. No, ale co będę narzekał? W końcu kogoś takiego szukałem. Kto nie ma pieniędzy i komu będę mógł kupować ubrania, buty, gry, komiksy i inne te duperele, którymi interesują się chłopcy w jego wieku.
    - Rozumiem - odpowiedziałem, przyglądając mu się jeszcze przez chwilę, a następnie podnosząc głowę z rąk i opierając się o krzesło. - Utrzymywanie dzieci jest moim obowiązkiem, jako rodzica. Wydawanie pieniędzy na Mike'a i Arię nie daje mi żadnej frajdy, bo po prostu muszę to robić. Chciałem znaleźć utrzymanka, ponieważ chciałbym wydawać te pieniądze z przyjemności i własnej woli, a nie z przymusu. Poza tym nie jest aż tak ciężko. Caintlyn, mama Mike'a, a moja była żona, płaci na nich alimenty i często kupuje im ubrania czy rzeczy, które sprawią im radość. Ma z tego satysfakcję, bo nawet jeśli nie jesteśmy razem, to wciąż jest ich matką i kocha ich całym sercem. Ona wydaje pieniądze z przyjemności, a ja nie. Więc w pewnym sensie wszystko się łączy w całość.
      Caitlyn po rozwodzie chce zgrywać dobrą matkę. Nie, żeby nigdy nią nie była, ale ilością prezentów, jaką teraz obdarowuje nasze dzieci, chce im wynagrodzić ten cały rozwód. A że dzieciaki w ich wieku są łase na kasę, to się pewnie z tego rozwodu nawet cieszą. Gdy byliśmy razem problemem dla nas było kupić im po dwie pary butów na raz, a teraz od matki mogą dostać nawet po trzy. Najbardziej mnie zastanawia skąd ona ma tyle pieniędzy na to wszystko. Kiedyś nawet myślałem, że pracuje jako prostytutka, ale raczej aż tak by się nie poniżyła, zwłaszcza, że dobra z niej kobieta.
    - Powiedz mi, Austin - powiedziałem w końcu po dłuższej ciszy. - Gdzie chciałbyś się wybrać, jeśli tylko będę miał wolny czas od pracy? No i przede wszystkim jak wytłumaczysz rodzicom skąd masz te wszystkie nowe rzeczy? Chodzisz do szkoły dziennej, więc wątpię, żeby ci uwierzyli, że sobie zarobiłeś.
     To pytanie, wbrew pozorom, zadałem akurat czysto z ciekawości. Jak mówiłem, on jest dobrym dzieciakiem, więc byłem stuprocentowo pewien, że na pewno nie rzuci do staruszków z tekstem, że tata jego przyjaciela mu to kupił. W sumie... Gdyby nie dzieci, spędzałbym z tym chłopakiem każdą wolną chwilę. Im dłużej na niego patrzyłem, tym bardziej uroczy mi się wydawał. Może powinienem go upić i zmusić do... Stop, Oscar. Stop. Zagalopowałeś się. Przecież to wciąż jest tylko dziecko!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 26
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#14PisanieTemat: Re: hello, my sponsor | 2os. | b.n. | romans | BL    Pon Lis 12, 2018 7:11 pm

AUSTIN ROSENO

           Powoli wszystko rozumiałem. Nigdy nie widziałem sensu w tym, że dzietni mężczyzna wydaje pieniądze na swoje kochanki czy kochanków, to samo tyczyło się kobiet, ale najwidoczniej jest różnica między wydawaniem na dzieci a na osoby w innych relacjach. Wiem, że to nie powinno tak wyglądać, jednakże cieszę się, że nie muszę się mu oddawać, a o tym myślałem przez cały czas. Oczywiście, jeśli wszystko dobrze pójdzie, to jestem przygotowany na to, że będzie chciał czegoś więcej niż tylko wspólnego czasu w miłej i ciepłej atmosferze. Jest osobą dorosłą, ma swoje potrzeby i nie wierzę, że człowiek przy czterdziestce tak po prostu traci zainteresowanie seksem. Mylę się? Doświadczę w przyszłości.
           Co do jego byłej żony, to Mike opowiadał mi wiele razy co ona mu kupiła. Chyba zazdrościłem mu wtedy mamy, która mimo odejścia od nich nadal się nimi interesowała. Moja to się martwi jedynie o stopnie w szkole, a poza tym jest zajęta pracą, to samo tyczy się ojca.
- Zależy czy chodzi ci o dłuższy odpoczynek, czy taki jednodniowy. Jeśli mówimy tutaj o dłuższym to chętnie wybrałbym się do spa albo nad jezioro, rodzice nie pozwalają mi na takie "rozrywki", bo uważają, że odetnie mnie to od nauki, a w jeden dzień hm, tutaj jest wiele opcji, moglibyśmy pójść na wystawę sztuki malarskiej, ale nie wiem czy byłbyś zainteresowany - powiedziałem szczerze i wcale nie chcąc go obrazić. Malarstwo to było coś, co lubiłem robić w wolnej chwili i wiem, że nie każdy uwielbia chodzić na wernisaże.
- Co do moich rodziców... Raczej nie zwracaliby na to uwagi, bardziej interesuje ich własna praca niż nowe rzeczy, które ze sobą przynoszę, a jeśli będą dopytywać - w co bardzo wątpię - to coś wymyślę - uśmiechnąłem się delikatnie. Taka była prawda, nie obchodziło ich to, a byłoby dla mnie szokiem, gdyby cokolwiek zauważyli. - Nie musisz się martwić, nie powiedziałbym im o tobie, zapewne jakbym wspomniał, że mam sponsora to albo zostałbym wyrzucony z domu, albo zabraliby mnie do psychiatry - powiedziałem z krótkim śmiechem. Nie żartowałem, byliby do tego zdolni. Więc wolę trzymać gębę na kłódkę, a jeśli będę musiał im coś powiedzieć, to wymyślę wymówkę. Zawsze mogę wspomnieć, że ktoś mi to pożyczył czy coś... Nie wiem, nie jestem przygotowany na pytania rodziców.
           Kelner przyniósł nam nasze zamówienie i z zachwytem spojrzałem na risotto, które aż dawał z siebie mocny aromat, a krewetki i szparagi wyglądały tak smakowicie, że nie potrafiłbym wybrzydzać.
- Smacznego - powiedziałem z delikatnym uśmiechem i zacząłem jeść. Nadal czułem się dziwnie w jego obecności, mogę powiedzieć, że jakiś czas temu traktowałem go trochę jak wujka, a teraz mam być jego utrzymankiem. Głupio to wszystko, ale nie chcę się wycofywać, mam nadzieję, że za szybko się mną nie znudzi. Jednakże, jeśli coś pójdzie źle to nie będę płakał, w końcu nie ma tutaj żadnych bliskich relacji, chodzi tylko o towarzystwo i pieniądze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




#15PisanieTemat: Re: hello, my sponsor | 2os. | b.n. | romans | BL    

Powrót do góry Go down
 
hello, my sponsor | 2os. | b.n. | romans | BL
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: