IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Czw Sty 14, 2016 1:38 am


Widział, że ciało chłopaka wyrywa się do okazania jakiegokolwiek, choćby małego protestu, lecz sam szesnastolatek zupełnie świadomie sprzeciwiał się całkiem naturalnym instynktom. Nie każdy tak bardzo lekceważył zdanie innych jak Patrick. Nie każdy również lubił ten rodzaj napięcia towarzyszący stosunkowi w miejscu publicznym. Młody Rain akurat przepadał za każdą formą i każdym miejscem, a czy jego mały towarzysz myślał w podobny sposób, było mu dość obojętne. Mimo że bez problemu dostrzegł jego początkową niechęć, wiedział, że nie zdoła wyjść mu naprzeciw z głośnym protestem. Patrick zdążył zauważyć, że z tym gówniarzem jest coś mocno nie tak i nieważne co mu robił, on na wszystko się zgadzał. Na seks w bibliotece szkolnej podczas długiej przerwy również wyraził zgodę, o ile można tak nazwać zwykły brak stanowczego sprzeciwu. Dziewiętnastolatek odebrał to oczywiście jako ciche przyzwolenie. Zresztą, nawet gdyby go nie dostał, nie wpłynęłoby to w większym stopniu na jego dalsze czyny. Chciał go mieć tu i teraz, a przecież zwykle dostawał to czego pragnął. Nie, nie dostawał. Lepszym słowem zdecydowanie będzie "brał", bowiem Patrick nie krępował się domagać rzeczy, które mu się należały, bądź i nie należały. Był zdecydowanym człowiekiem, a na męską kurwę, którą właśnie dymał patrzył już jak na swoją własność. Dzieciak był na każde jego skinienie i ani razu nie pisnął choć słowa sprzeciwu, co mężczyźnie wciąż bardzo się podobało, tak samo jak sam szesnastolatek. Nie sądził, by rżnięcie go mogło szybko przyprawić o znudzenie, aczkolwiek czasem bywał zmienny bardziej niż kobieta, więc taka opcja również istniała.
Nie zawiódł się na swej słodkiej zabawce, która, tak jak zakładał Patrick, posłusznie leżała brzuchem na parapecie, nie uciekając z głębokiej wnęki. Bezlitośnie wbijał się w niego, od początku nadając szybkie tempo. Ruchy dziewiętnastolatka nigdy nie były delikatne ani płytkie, lecz dzięki temu niemal za każdym pchnięciem sięgał tego najwrażliwszego punktu, sprawiając chłopcu niemniejszą przyjemność niż sobie. Dawał mu ból wymieszany z wielką przyjemnością, aż w końcu przeważało to drugie. Wiedział, że jego partnerowi podoba się każdy kolejny raz, a każdy cios przyjmuje z większą pokorą i mniejszym żalem. Wprowadził do światka tego słodkiego chłopca swoje zasady, a ten twardo się ich trzymał, tym samym zdobywając u starszego blondyna pewnego rodzaju uznanie. Patrick doceniał to na swój sposób, choć i tak uważał, że to wszystko mu się należy. Dlaczego? Tak po prostu. Bo jest silniejszy i prawem silniejszego, może wykorzystywać słabszych jak mu się podoba.
W którymś momencie wsunął między rozchylone wargi chłopca dwa palce, pozwalając mu ssać je tak jak tego oczekiwał. Dłoń na jego członku przyspieszyła, lecz zwalniała co jakiś czas, nie chcąc by ten zbyt szybko osiągnął spełnienie. Po kilku minutach zabrał obie dłonie, by wyprostować się i umieścić je na delikatnych biodrach. Jego palce wraz z paznokciami wbiły się w odsłoniętą skórę, a jego własne biodra wykonały jedno silniejsze pchnięcie.
- Bądź cicho - ostrzegł warkliwie, wysuwając się niemal całkowicie, by znów gwałtownie wejść do środka, uderzając niedelikatnie w prostatę chłopaka. Zrobił to jeszcze kilka razy, powoli, niespiesznie, chcąc przedłużyć swą przyjemność. W końcu jedną z dłoni umieścił na włosach chłopca, ciągnąc za nie wystarczająco mocno, by ten wygiął się w duży łuk i wciąż odczuwał ból. Przyspieszył ruchy swoich bioder, aż te stały się mniej opanowane. Dłoń umieszczoną do tej pory na drobnym ciele przeniósł znów na spragnionego spełnienia członka szesnastolatka i począł wykonywać nią ruchy tak szybkie i mocne jak jego własne pchnięcia. Pozwolił dojść mu przed sobą, niedługo po tym samemu spuszczając  się na jego pośladki. Zadzwonił dzwonek.
Wysunął się spokojnie, sięgając po coś do torby, by po tym nałożyć bieliznę wraz ze spodniami. Paczkę wilgotnych chusteczek następnie przekazał ubrudzonemu chłopakowi, z nikłym uśmiechem patrząc na jego rozpalone, bezsilne ciało. Wciąż wydawało mu się tak piękne jak na początku, a chłopak ani przez moment mu się nie znudził. Mieli jeszcze tyle rzeczy do zrobienia...
Podszedł z tym swoim lekkim uśmiechem, by ułożyć dużą dłoń na roztrzepanych włosach szesnastolatka. Potargał je jeszcze bardziej, śląc mu wymowne spojrzenie i nieco krzywy uśmieszek.
- Nie musisz przepraszać. - Nachylił się na tyle, by jego usta znalazły się przy uchu chłopca. Dłoń zacisnęła się nieco mocniej na miękkich kosmykach. - To będzie nasza mała tajemnica - wyszeptał łóżkowym tonem, po czym odsunął się i w jednej chwili zniknął z widoku towarzysza. Udał się na kolejne lekcje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lovely

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 09/07/2015
Age : 18

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Czw Lut 04, 2016 8:24 pm




[ C Z A S    O B E C N Y ]


    Poprawił torbę, która zsuwała się mu z ramienia, zerkając przy tym na zegarek, ozdabiający jego szczupły nadgarstek. Za dwadzieścia minut ma autobus. Już chyba ostatni. Musiał dzisiaj zostać po lekcjach, żeby pomóc w uporządkowywaniu biblioteki. Niespecjalnie miał na to ochotę, ale skoro został o to poproszony, głupio było mu odmawiać. Tym bardziej, że nauczycielka w średnim wieku, naprawdę go lubiła. I nigdy nie zwracała mu uwagi za przetrzymywanie książek. Można śmiało stwierdzić, że miał u niej specjalne wpływy, tak więc nie chciał ich stracić. Niemniej była już godzina siedemnasta, a on dopiero wracał do mieszkania, co już znacznie mniej się mu podobało. Do  tego był głodny, bo od dwunastej nie miał nic w ustach.
    Po drodze zatrzymało go kilku znajomych, którzy z jakiejś racji również przebywali jeszcze w szkole. Nie zagłębiał się jednak z nimi w dłuższą dyskusję, zwyczajnie nie mając na to czasu. Zresztą było ich za dużo. Przez ostatnie dwa lata w jego życiu dużo się zmieniło. Odkąd poznał Patricka, jego świat wywrócił się do góry nogami. Wszystko się zmieniło. On sam też się zmienił. Nie był już tym samym, cichym i nieśmiałym nastolatkiem, który posiadał jednego przyjaciela i dwóch znajomych. Stał się pewniejszy siebie i bardziej towarzyski. Poza tym skończył z pracą burdelowej dziwki. Początkowo przerzucił się na pracę jako tancerz w klubie gejowskim - co tak pozytywnie wpłynęło na jego charakter i dodało pewności siebie, a ostatecznie całkowicie zrezygnował z tego typu zajęć. Obecnie pracował na pół etatu w kawiarence, niedaleko mieszkania. Miał z niej blisko do domu, a i tak głównie pracował weekendami. Zależy, kiedy go potrzebowali. Może nie zarabiał tyle co wcześniej, ale na bieżące wydatki wystarczało. Zresztą jego matce udało się spłacić wszystkie długi ojca, więc nie musiał już jej wspierać finansowo. Co prawda nie miał pojęcia jakim cudem w tak krótkim czasie zorganizowała tyle pieniędzy, jednak nie zamierzał się wtrącać. Głównie dlatego, że kobieta nie miała zamiaru powiedzieć mu prawdy, a wykłócać się o to nie miał zamiaru.
    W autobusie spędził dwadzieścia minut, po czym został wysadzony niemal pod samym mieszkaniem. Zajechał winda na odpowiednie piętro, po czym wszedł do środka. Od razu pozbył się ciężkiej torby, która ciężko upadła na podłogę. Omiótł wzrokiem wnętrze, ale nikogo nie zastał. Wychodziło na to, że Patricka nie było w domu. Pewnie był w pracy. A jeśli mowa o nim... Leslie sam nie do końca jest pewien jak to się stało, ale razem mieszkają. Przez te ostatnie lata mimo wszystko zbliżyli się do siebie. I choć chłopak nigdy głośno tego nie mówił, nastolatek sądził, że mimo wszystko jest dla niego ważny. W końcu naprawdę o niego dbał. Troszczył się. Zapewnił pracę, w której nie musiał się puszczać za pieniądze, a później przygarnął do siebie. W pewien sposób też wychował. Kiedy zaczynał liceum, swoje obecne życie określiłby snem, a teraz śmiało może uznać je za słodką rzeczywistość. Choć może nie zawsze było tak różowo, to nigdy nie narzekał. Za dużo dobroci ostatnio otrzymał.
    Na szybko przygotował sobie omlet, który zaraz zjadł, pośpieszenie wypijając kawę. Później zamknął się w łazience, żeby wziąć równie szybki prysznic. Wysuszył włosy, wyperfumował się i wymył zęby. Między czasie założył na siebie nieco obcisłe, ciemne spodnie i jasną koszulkę. Do tego sportową, granatową marynarkę. I kiedy uznał, że jest gotowy, wsadził telefon i portfel do kieszeni, po czym niemal wybiegł z mieszkania. Kierował się w jedno miejsce. Mianowicie do klubu Patricka i zarazem swojego dawnego miejsca pracy. Liczył, że tam spotka chłopaka. Dlatego też tym razem złapał taksówkę, a po jakichś dwudziestu minutach był na miejscu.
    Przywitał się grzecznie z ochroną, która dobrze go znała i wszedł do środka. Od razu skierował się w stronę baru, zaczepiając chłopaka za ladą. Był to długowłosy dwudziestopięciolatek. Byli dobrymi kumplami, gdyż chwilę ze sobą pracowali.
 - Cześć - przywitał się, uśmiechając delikatnie. - To co zwykle - rzucił jeszcze, zajmując miejsce na obrotowym krześle. Odwrócił się na moment tyłem do baru, a wzrokiem zaczął błądzić po lokalu. Jednak nie trafił na interesującą go osobę. - Nie wiesz przypadkiem, gdzie jest Patrick?
 - W sumie to go dawno nie widziałem. Ale w końcu się pewnie pokaże - odparł Math, kładąc na blat kolorowego drinka. - A ty co tak późno? - zapytał, również rozglądając się po parkiecie.
 - W szkole mi się przedłużyło - mruknął, upijając kilka łyków alkoholu. - Też bym sobie zatańczył. Dawno tego nie robiłem - zauważył, przyglądając się jednej parze na parkiecie.
 - No to na co czekasz?
 - Na przystojniaka, który zaprosi mnie do tańca - zaśmiał się, na powrót odwracając przodem do chłopaka, przy okazji kierując rozmowę na inny temat.

____________________________________________________________________
In my time of dying...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Wto Lut 16, 2016 6:54 pm


Do tej pory nie wie jak do tego doszło. Gdy poznał Lesliego wiedział dokładnie na czym opiera się ich znajomość i zdecydowanie nie planował, by coś miało się zmienić. Nie znał nawet imienia swojej słodkiej dziwki, z którą umilał sobie czas częściej niż początkowo zakładał. Spytał o nie dopiero, gdy pierwszy raz zabrał chłopaka do domu. Po upojnych chwilach, spokojnie leżąc, spalał papierosa i wtedy to zainteresował się imieniem chłopca. Używał go rzadko, ale jednak. Nie przywiązywał się do chłopaka, gdyż dla niego był tylko zabawką seksualną, a ponieważ drugiej stronie również odpowiadał taki układ, nie było potrzeby niczego zmieniać. Dlatego był wielce zaskoczony, gdy ze strony blondyna wysunęła się propozycja związku. W pierwszym odruchu go wyśmiał, mówiąc, że nie będzie spotykał się z dziwką, zupełnie jakby to był jedyny powód. Ale dzieciak powiedział, że rzuci swoją pracę, a w głowie Patricka zaistniała myśl, że może to nie jest taki zły pomysł. Widział, że Leslie zrobi dla niego wszystko, więc wykorzystywanie go także na innym gruncie mogło przynieść ciekawe efekty. Nie spodziewał się jednak, że takie.
Dał mu pracę w swoim klubie, bo miał ładne ciało i fałszywy dowód, a dzięki temu wciąż zarabiał na siebie. Mniej niż u brata, ale wystarczająco dużo i bez dawania dupy. Dzięki napiwkom nie raz i nie dwa kończył z sumą taką, a nawet większą jak w burdelu, bowiem najebani ludzie byli bardzo hojni. Patrick wciąż się nie angażował, w końcu dzieciak był tylko zabawką. Ale sprawy z niewiadomych przyczyn sprawy zaszły dalej. Dwudziestolatek skończył szkołę, a ich związek się nie rozpadł. Jedna sytuacja zaś mocno przyczyniła się do jego rozwoju. Pewnego dnia, na jednym z mocno zakrapianych ognisk, na którym był z bratem, padło pytanie, które nie powinno. Ładnie już wstawiony Erick, zapytał uprzejmie, gdzie podziewa się jego mała dziwka. Patrick, choć z drżącą niebezpiecznie brwią, odpowiedział spokojnie, że Leslie już od dawna nią nie jest i lepiej, żeby go tak nie nazywał. Gdy starszy brat wybuchł śmiechem, zaznaczając naiwność młodszego słowami: "A myślisz, że co on robi w twoim klubie? Puszcza się, ale jako tania kurwa", przyłożył mu w pysk. Był zaskoczony swoją reakcją chyba bardziej niż brat uderzeniem, że ten pierwszy raz w życiu podniósł na niego rękę. Zmył się wtedy z ogniska, rozmyślając nad tym, jakim prawem wkurwił się tak mocno. Brat uderzył w jego godność, ale nie dlatego się zirytował. Obraził Lesliego, a tylko on sam mógł nazywać go dziwką. I tylko w określonych sytuacjach.
Po tamtej akcji udał się do swego klubu, by poobserwować pracę swego chłopaka. Nie dlatego, że podejrzewał, iż słowa brata są prawdziwe, bo wiedział, że nie. Dzieciak był mu całkiem oddany i nie zrobiłby nic wbrew woli Patricka. Ale chciał coś sprawdzić. A mając swoją odpowiedź, rozumiejąc jak wpienia go, gdy jacyś kretyni przystawiają się do JEGO uroczej własności, podjął pewną decyzję. Na drugi dzień udał się do matki Kay'a, by udzielić jej pożyczki. Podarował kobiecie sumę pokrywającą długi jej męża, ona zaś miała go spłacać spokojnie, bez pośpiechu, w dogodnych ratach. Nakazał trzymanie tego w tajemnicy przed Lesliem i ograniczenia się do powiadomienia o spłaceniu długów. Dzięki temu jego chłopak nie musiał już narażać się na wystawianie ciała ku uciesze niegodnych tego palantów i zająć się normalną pracą odpowiednią dla licealisty.
Po dwóch latach związku nakazał chłopakowi wprowadzenie się do jego mieszkania. Choć nie okazywał mu serca i nie obdarzał czułościami, chciał mieć go przy sobie. Być może chodziło o większą kontrolę nad chłopcem, a tak przynajmniej wmawiał sobie Patrick, bowiem musiało być inaczej. W końcu wiedział, że ten wciąż jest mu całkiem oddany.
Jeżeli chodzi o niego, radził sobie. Skończył szkołę z wysokimi wynikami, dostał się na wymarzone studia  i zaczął swoją karierę jako aktor. Szybko wdrożył się w świat showbiznesu, a po kilku teledyskach i reklamach, został przyjęty do dobrej agencji. Obecnie stał się dość rozpoznawalny, choć wciąż czekał na swój debiut na wielkim ekranie. I właśnie się o niego starał.
Leslie o niczym nie wiedział. Patrick nie był skory do rozmów na temat tego co dzieje się w jego życiu. Nie chwalił się nowymi osiągnięciami, nie mówił o porażkach, nie tłumaczył się z tego gdzie wychodzi, na ile i po co. Zdarzało mu się wyjeżdżać nawet na kilka dni i nie powiadamiać o niczym partnera. Czasem znikał tylko na noce.
Miał za sobą pracowity dzień. Od trzech dni nie pojawił się w domu. Był w innym mieście, na castingu, na przymiarkach, spędzał czas z menagerem i agentami. Rozmawiał z reżyserem. W przyszłym roku do kin ma trafić wyczekiwany, zapowiedziany już dawno remake starej, znanej produkcji. Patrick rywalizował o rolę głównego bohatera z jednym, bardziej doświadczonym aktorem i cały swój obecny czas poświęcał tej roli. Była dla niego wielką szansą i zapowiedzią niezwykłego przeżycia. Wyjątkowo mu na niej zależało. Nie mówił nikomu i nie miał zamiaru tego robić. Nie chciał zapeszać.
Zmęczony podróżą, zawitał do domu około osiemnastej, spodziewając się, że zastanie tam Lesliego. Światła jednak były pogaszone, a w mieszkaniu pusto. Z westchnieniem więc odłożył do wspólnej sypialni torbę z rzeczami i udał się do kuchni. Liczył na to, że dwudziestolatek przygotuje mu kolację, a przed tym umili czas tak jak to zawsze miał w zwyczaju. W związku z tym, że był niestety zdany na siebie, zrobił sobie szybką kanapkę, zastanawiając się jak dawno chłopak wyszedł z domu. Wiedział, że już w nim był, gdyż w zlewie zostały naczynia. Wstrzymał się z dzwonieniem, a zamiast tego odświeżył się niespiesznie i skierował kroki do swojego klubu, który odwiedzał nawet rzadziej niż w przeszłości. Wiedział za to, że Leslie robi to częściej i gdzieś podświadomie miał nadzieję, iż go tam spotka.
Nie zawiódł się. Podszedł do baru, w pierwszej chwili witając się luźnym uściskiem dłoni z Mathem.
Podaj whisky i rozliczenia za ostatnie trzy miesiące – odparł krótko, by dopiero wtedy swobodnie usiąść przy barze i skierować spojrzenie swych różnokolorowych tęczówek na blondyna.
Długo tu siedzisz? – Wylewne powitanie po kilku dniach nieobecności według Patricka Raina. Czego chcieć więcej?
Czekając na odpowiedź, przyjął od długowłosego whisky, którego upił od razu duży łyk i odpalając papierosa, otworzył księgę, by powierzchownie przejrzeć interesujące go zapisy. W domu skupi się na tym bardziej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lovely

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 09/07/2015
Age : 18

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Sro Lut 17, 2016 1:40 am


LESLIE TERRY KAY

    Leslie z Mathem znał się już dosyć długo. Był pierwszą osobą, która do niego zagadała, gdy rozpoczynał tutaj pracę. Jak zwykle na początku wszyscy patrzyli na niego mało przychylnym wzrokiem. W końcu wziął się znikąd, zajął miejsce tancerza i jeszcze ewidentnie było widać, że coś łączy go z szefem. O ile, przynajmniej początkowo, Leslie był Patrickowi zupełnie obojętny, tak w drugą stronę to nie działało w ten sam sposób. Nastolatek był w niego wpatrzony jak w obrazek i nie dało się tego nie zauważyć, zresztą dalej jest.
- Chyba dzisiaj nie przyjdzie - jęknął, krzywiąc się przy tym delikatnie i opierając czoło na blacie.
- Coś ty taki niecierpliwy? Poczekaj jeszcze chwilę - zaśmiał się długowłosy chłopak, wycierając szklanki.
    Nastolatek wiedział, że ten ma rację, jednak robił się niecierpliwy. Oczywiście nie był to pierwszy raz, gdy Patrick zniknął bez słowa. Zdarzyło już mu się to wiele razy i się do tego przyzwyczaił. Jednak nie zmieniało to faktu, że i tak tęsknił. Chciał go zobaczyć. Dlatego gdy wracał do domu, zawsze miał nadzieję, że zastanie tam swojego chłopaka. Ewentualnie właśnie w klubie. A gdy te dwa miejsca zawodziły, na ogół oznaczało to, że dzisiaj już go nie zobaczy. Dobijając myśl. Tym bardziej, że Leslie był od niego uzależniony. Czasem miał wrażenie, że potrzebował go jak powietrze. Raczej nie było to zdrowe podejście do życia, jednak na obecną chwilę nic sobie z tego nie robił. Miał ważniejsze rzeczy na głowie.
    Z cichym westchnięciem poświęcił swoją pełną uwagę drinkowi, który powoli zaczął sączyć przez słomkę. Lód zdążył się już rozpuścić, dzięki czemu nie był taki mocny jak jeszcze chwilę temu. Po chwili do baru ktoś podszedł. Początkowo nastolatek nie zwrócił na ową osobę szczególnej uwagi, jednak szybko się to zmieniło, gdy usłyszał tak dobrze znany głos. Od razu odwrócił głowę w stronę przybysza, wypuszczając słomkę spomiędzy pełnych warg. Patrick! Momentalnie na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, którego nawet nie próbował ukryć. Po tylu dniach nieobecności chłopak w końcu wrócił. Nie potrafił opanować radości, którą teraz wręcz promieniował. Większość osób uznałaby to pewnie za niedorzeczne, w końcu nawet się z nim nie przywitał, ale blondynowi w ogóle to nie przeszkadzało. Przyzwyczaił się już do tego, że Patrick raczej nie bywa czuły. Wylewne powitania... Jakiekolwiek powitanie po zaledwie kilku dniach nie były w jego stylu. Możliwe, że gdyby byli teraz w domu, "przywitałby" się z nim w nieco inny sposób, jednak teraz byli w klubie. Dlatego Leslie nie oczekiwał żadnych czułości. Choć wcale nie było tak cały czas. Szukał ich raczej w inny czynach starszego, który wbrew wszystkiego nie pozwalał mu nie czuć tego, że mu na nim zależy. Co prawda nie wierzył, żeby Patrick kiedykolwiek powiedział mu, że go kocha lub że mu na nim zależy... Niemniej sam zaproponował wspólne mieszkanie, co dla Leslie'ego było niczym wyznanie miłości. Możliwe, że chłopak miał nieco infantylne podejście do swojego związku, ale dzięki temu nie zostawał zraniony i mógł cieszyć się swoim związkiem, który dawał mu wiele radości. Ku jego uciesze został nawet zaakceptowany przez jego matkę, która stwierdziła, że ma być szczęśliwy, nieważne z kim. A obecnie Leslie na brak szczęścia nie narzekał. Takie rozłąki, jakie od czasu do czasu fundował mu Rain, przypominały mu, jak bardzo mu na nim zależy.
- Niecałą godzinę - stwierdził, zerkając na zegarek na nadgarstku. Co prawda nie pamiętał dokładnie o której tu przyszedł, jednak więcej niż godzinę na pewno nie przebywał w lokalu. Zdążył wypić zaledwie dwa małe drinki. - Byłeś już w domu? - zapytał z ciekawości, odwracając się na krześle tak, żeby całe jego ciało było skierowane przodem do chłopaka. Niemal od razu zaczął mu się uważnie przyglądać. Zawsze to robił. Od czasu, gdy tylko bezkarnie mógł wpatrywać się w tę przystojną twarz, nie potrafił odmówić sobie tej przyjemności. Dokładnie wpatrywał się w dwukolorowe tęczówki, zgrabny nos i idealnie wykrojone usta. Zdawało mu się, że już nie pamięta jakie są w dotyku, ale równocześnie nie wydawało mu się, żeby mógł zapomnieć o czymś takim. Nieświadomie, bardzo powoli, oblizał własne usta, delikatnie je uchylając. Uśmiech przez cały czas błąkał się na jego twarzy, a ręce bawiły koszulką, przewracając ją w palcach.

____________________________________________________________________
In my time of dying...


Ostatnio zmieniony przez Lovely dnia Pią Paź 07, 2016 10:45 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Sob Lut 20, 2016 7:52 pm


Mimo, że nie był człowiekiem skorym do okazywania uczuć i słania szerokich uśmiechów, nie mógł nie unieść kącików swych warg, gdy na twarzy chłopaka ujrzał tak szczery, nieskrępowany wyraz zadowolenia. Gdy Leslie zachowywał się w ten sposób, przypominał Patrickowi szczeniaczka. Właściwie przypominał mu go pod każdym względem. Był mały, uroczy, wierny i chodził za swoim panem będąc na każde jego skinienie. Na dodatek cieszył się na jego widok, nie wiadomo na jak długo ten by go nie zostawił, albo jakich złych rzeczy by mu wcześniej nie zrobił. Leslie był po prostu ludzkim wcieleniem typowego Hachiko. Ze swym szczerym, dziecięcym podejściem do świata nie mógł nie rozczulać i w Patricku mimowolnie włączał się jakiś słaby instynkt opiekuńczy.
Na chwilę porzucił wpatrywanie się w zapiski leżące na blacie, by utkwić swe spojrzenie w młodszym chłopaku. Przystawiając własną szklankę do ust, uniósł delikatnie brew widząc w rękach blondyna kolorowego drinka. Przez głowę przeszła mu myśl, iż nie powinien chyba podczas nieobecności swojego faceta, siedzieć przy barze i popijać drinki. Mógłby się choćby uczyć do matury, bo z obliczeń Patricka wynikało, że ma ją właśnie w tym roku. Ale nie było to też coś, co jakoś specjalnie mogło mężczyznę zirytować. Doskonale wiedział, że dzieciak nie zrobi nic głupiego pod jego nieobecność. Ufał mu, a jedyny problem leżał w tym, że nie ufał innym. Miał nadzieję, że nie szwendał się po nocy, wracając samemu do domu. Myśląc o tym, nie był świadom tego jak jego wzrok pochmurnieje i nabiera wyraźnie karcącego wyrazu. Wyrwał się jednak z zamyślenia, słysząc głos chłopaka. Nie odpowiedział nic na informację o czasie, jaki blondyn spędził w lokalu, skupiając się zamiast tego na jego pytaniu.
Byłem – odparł krótko, wypuszczając przy tym dym papierosowy, na bok, aby nie chuchać chłopakowi w twarz. – Powinienem cię tam spotkać – dodał wymownym tonem, świadczącym o tym, iż nie jest szczególnie zadowolony, że chłopak siedzi sam w gejowskim barze o tej porze, popijając drinki. Wiedział w końcu najlepiej po co przychodzą tu samotni mężczyźni i był pewien, że klienci, którzy nie są stałymi bywalcami, odbierają Lesliego jako całkiem kuszącą opcję na jedną noc. W końcu nawet jeśli chłopak wyglądał młodo, miał już dwadzieścia lat i mógł przebywać w tym miejscu, a to sprawiało, że nikt nie będzie miał oporów, by się do niego kleić. Co prawda chłopak żył za pan brat z tutejszą ochroną i pracownikami, co nie było dziwne zważając na to, iż klub należał do Patricka, ale mimo to nie podobała mu się wizja napaleńców śliniących się do jego chłopaka. Gdyby zobaczył, jak ktoś go łapie w nieodpowiednie miejsce, czy w ogóle w jakiekolwiek inne, naraziłby się na proces sądowy. W końcu właściciel dopuszczający się przemocy fizycznej na kliencie nie jest powszechnie akceptowanym wybrykiem.
Jego spojrzenie zsunęło się powoli na uchylone wargi chłopaka, który ten, być może nieświadomie oblizywał w sposób podnoszący ciśnienie. Szczególnie, gdy od trzech dni nie miało się okazji zaznania czyjejś bliskości. Patrick nie był może i dobrym materiałem na partnera życiowego, ale potrafił dochować wierności. Dopóki Leslie dawał mu to czego chce bez zająknięcia, nie rozpatrywał innych jako opcje, mogące przynieść więcej doznań. W końcu z blondynem mógł robić dosłownie wszystko czego zapragnął.
Jego wargi wykrzywiły się w charakterystycznym, drapieżnym uśmiechu, a wzrok powoli wrócił do oczu chłopaka.
Dopij drinka i wracamy – nakazał, samemu jeszcze raz przechylając szklankę i dopalając w ten swój zbyt seksowny sposób papierosa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lovely

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 09/07/2015
Age : 18

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Sob Lut 20, 2016 10:03 pm



    Patrick nie musiał się z nim witać. Nie musiał rzucać żadnymi wyznaniami w jego stronę. Ten delikatny uśmiech, jakim go obdarzył w zupełności mu wystarczał. Zastępował słowo "tęskniłem" czy pocałunek na powitanie. Bo uśmiechał się do niego. A to musiało oznaczać, że cieszył się z tego, że go zobaczył. Leslie więcej nie potrzebował. Od razu jego serduszko napełniło się radością, która zresztą uzewnętrzniała się w całej jego postawie. Nigdy nie był dobry w ukrywaniu swoich uczuć. Nigdy tego nie potrzebował. Był szczerą osobą, a przed swoim chłopakiem nie ukrywał absolutnie niczego. Raz, nie chciał tego robić, a dwa, nie odczuwał takiej potrzeby. Ba, czułby się źle, gdyby coś ukrywał. Nie mówić o kłamstwie, którego... Nie, Leslie nie byłby w stanie okłamać Patricka. Sam zdawał sobie sprawę, że to zostałoby wykryte, od razu po opuszczeniu ust nastolatka. Kłamanie nie było jego mocną stroną, a okłamanie chłopaka kompletnie nie wchodziło w grę.
    Brwi dziewiętnastolatka nieco się zmarszczyły, a miedzy nimi powstała delikatna zmarszczka, w momencie gdy jego złote oczy dostrzegły zmianę na twarzy Patricka. Stała się ona nagle pochmurna, a wręcz karcąca. Doskonale znał ten wyraz twarzy. Był to ten sam, gdy to starszy go ganił za coś co zrobił, a nie powinien był robić. Niemniej Leslie uważał, że nie zrobił jeszcze nic, żeby zasłużyć na takie spojrzenie. Nim jednak dłużej się nad tym zastanowił chłopakowi "przeszło" i patrzył na niego już swoim normalnym wzrokiem.
    Więc był w mieszkaniu. Cóż, mógł się tego domyślić. Dodatkowo wchodziło na to, że dzisiaj zastałby go w domu, więc nie musiał wychodzić. Jednak nastolatek był na tyle niecierpliwy, że przyszedł do klubu w nadziei, że może właśnie w nim znajdzie swojego chłopaka. Po części tak właśnie się stało, tyle że równie dobrze mógł go zastać w mieszkaniu. I na pewno lepiej by na tym wyszedł, gdyż Patrick zaraz jasno dał mu do zrozumienia, że nieszczególnie mu się podobało, że Leslie szwenda się gdzieś poza domem. Choć według nastolatka nie zrobił źle, zważywszy na to, że odwiedził jedynie klub swojego chłopaka. Nie łaził po jakichś innych.
 - Myślałem, że może jesteś tutaj... A chciałem cię zobaczyć - wyznał całkiem szczerze. Dla niektórych mogłoby się to wydawać trochę dziwne, a może nawet niedorzeczne, że Leslie był gotowy tłumaczyć się przed Patrickiem z tego, że wyszedł z domu. Bez jakiegokolwiek problemu mógł to zrobić. Nastolatek był całkowicie podporządkowany swojemu chłopakowi, co poniektórym mogłoby się wydawać nienormalne. Ale nie jemu. Według niego, to tak miało być. Dla niego właśnie takie zachowanie określa się mianem normalnym. Powód tego był dziecinnie prosty. Leslie poznał Patricka mając zaledwie szesnaście lat. Był głupiutkim, zakochanym gówniarzem, którym można było manipulować na wszelkie sposoby. Ojciec od niego odszedł, a matka była zbyt zajęta ogarnięciem długów, jakie jej zostawił. Tak naprawdę nie miał kogoś, kto podjąłby się wychowania go. I właśnie zrobił to Patrick. Wychował go sobie tak, jak chciał. Wpoił mu do głowy reguły, których teraz mocno się trzymał. Nie potrafił i jednocześnie nie chciał mu się sprzeciwiać. Czy to w łóżku, czy w normalnym życiu. Był cały jego. Na każde skinienie. Nie odmawiał. Nigdy. Od dnia, w którym pierwszy raz spotkali się w burdelu brata Patricka, gdy pracował jako prostytutka, z jego ust nigdy nie wyszło "nie" lub "nie chcę". Leslie zawsze chciał, nawet wtedy gdy myślał czy czuł inaczej. Jeśli się bał - mówił o tym głośno. Jeśli czuł, że nie umie czegoś zrobić, robił to samo. Ale nigdy nie powiedział, że czegoś nie zrobi. Prędzej czy później strach uciekał, bo przypominał sobie, że przecież ufa Patrickowi, a jeśli coś mu nie wychodziło, próbował, aż nie osiągnął zadowalających dla chłopaka efektów. Jednak nie sprzeciwiał się nigdy. W odniesieniu do Patricka coś takiego zupełnie nie funkcjonowało. Jego prywatny słownik był uboższy o to jedno stwierdzenie.
    Nagle na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech, na który Leslie poczuł, jak po jego kręgosłupie przechodzi dreszcz. Tak dobrze znał ten uśmiech. Doskonale. Kiwnął jedynie grzecznie głową, po czym kolorowa słomka ponownie wsunęła się pomiędzy jego wargi. Dopił szybko drinka, zaraz odkładając szklankę z powrotem na blat baru.
 - Już.
    W mieszkaniu znaleźli się po kilkunastu minutach. Weszli do środka, a Leslie z miejsca ściągnął trampki, odkładając je nierówno pod szafki. Powoli zaczął zsuwać z siebie marynarkę, odwracając się przodem do Patricka.
 - Jesteś głodny? - zapytał, w razie twierdzącej odpowiedzi, będąc gotowym zaszyć się w kuchni, aby coś przygotować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Sob Mar 05, 2016 10:51 pm


Nie powiedział już nic na odpowiedź chłopaka, nie okazując zanadto jak niezadowalająca ta była. W końcu przychodząc do klubu, Leslie szybko musiał dostrzec, że nie ma w nim jego chłopaka, po czym spostrzeżenie to powinno nakłonić go do opuszczenia lokalu i zawitania z powrotem w progi ich wspólnego mieszkania. Ale ten postanowił zostać, umilając sobie czas drinkami, jak mniemał Patrick – nie bezalkoholowymi. Patrick jednak nie był zbyt narwanym człowiekiem. Jego temperament nie cechował się zbyt dużą gwałtownością, a właściwie to ciężko było powiedzieć jak jest w rzeczywistości. Mężczyzna miewał różne nastroje i nikt jeszcze nie nauczył się, w jaki sposób dostrzegać prawdziwe zirytowanie na twarzy blondyna, gdyż ta zazwyczaj nie pokazywała emocji nim targających. Nie nader wyraźnie w każdym razie i nie wtedy, gdy ten tego nie chciał. Nawet wtedy, gdy wyprowadzał cios przeciw swojemu własnemu bratu, jego twarz nie wyrażała żadnego szczególnego grymasu, zupełnie jakby czynił podobne rzeczy codziennie.
Leslie, choć to mogło wydawać się mocno naciągane, znał Patricka najlepiej. Mimo, że wciąż wiedział o nim bardzo niewiele, to jednak więcej niż inni. Naturalnie nie dlatego, że Rain w jakikolwiek sposób  się uzewnętrzniał. Nie, tego nie zwykł robić w ogóle w stosunku do nikogo. Ale z Lesliem spędzał więcej czasu niż z kimkolwiek innym, nawet jeśli często zostawiał go na krótszy lub dłuższy czas samego. Może dlatego mimowolnie zaczął o niego dbać na swój własny, specyficzny sposób.
Uraczył chłopaka zdawkowym, ledwie widocznym uśmiechem, gdy ten w mig wypił drinka i zebrał się do wyjścia. Po krótkim spacerze już obydwoje byli pod wysokim apartamentowcem, w którym Patrick mieszkał od siedmiu lat. Zamknął za sobą drzwi, lokując swe nieprzeniknione spojrzenie na chłopaku zsuwającym marynarkę z własnych ramion. Jeden z kącików jego ust uniósł się znacząco, słysząc pytanie chłopaka. Patrick wolnym krokiem obszedł drobnego dziewiętnastolatka, by objąć go od tyłu i nachylić się, wargami sięgając jego wrażliwego ucha.
Jestem – mruknął niejednoznacznie, przesuwając swą dużą dłonią po płaskim brzuchu, wcześniej sprawnie wsuwając palce pod materiał ubrania. Zaraz po tym jednak odsunął się, jakby jego odpowiedź wcale nie tyczyła się czegoś zgoła innego niż właśnie jedzenie. Niespiesznie zsunął własne buty i ściągnął okrycie wierzchnie, kątem oka zerkając na dwa koty wyglądające z salonu, gdzie też podążył mężczyzna.
Jak często tam chodzisz, Leslie? – Patrick zawsze wypowiadał imię swego chłopaka w tak wyjątkowy sposób, jakby to samo w sobie było powodem do wymierzenia kary. Nie wiadomo czy to dlatego używał go tak rzadko, czy raczej robił to tylko wtedy, gdy naprawdę miał ochotę ukarać swego uroczego chłopca. Poza "łóżkiem" raczej nie zwykł go używać.
Niedbale rzucił na stolik zabraną z klubu książkę i z charakterystyczną dla niego charyzmą, usiadł w fotelu. Jego dwukolorowe tęczówki wyczekująco wbiły się w dziewiętnastolatka, oczekując odpowiedzi.
Chciałbym wierzyć, że to jednorazowy wybryk, ale czuję, że zaprzeczysz. Więc? – Ponaglił, swobodnie opierając swój podbródek na jednej z dłoni. Nie odrywał swego mrożącego wzroku od chłopaka, z pewnością nie ułatwiając mu w ten sposób niczego. Nawet jeśli jego przewinienie mogło wcale nim nie być w oczach kogoś innego. Ale Patrick widział rzeczy inaczej. Odwiedziny jego partnera w gejowskim klubie pod jego nieobecność były powodem do złości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lovely

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 09/07/2015
Age : 18

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Nie Mar 06, 2016 12:46 am



    Dla Lesliego, jego pytanie było całkowicie odpowiednie w tym momencie. Na ogół, to raczej on zajmował się tego typu obowiązkami w domu. Oczywiście, jeśli tylko miał czasu. Jednak nigdy mu to nie przeszkadzało. Lubił to robić. Zwłaszcza gotowanie pomału przemieniało się w jego hobby. Zresztą gotowanie osobie, na której mu zależało i patrzenie, jak ze smakiem je zjada, było dla niego nagrodą samą w sobie. Choć zdarzały się i takie momenty, gdy jego kuchnia zawodziła. Początkowo jednak odpowiedzi na swoje pytanie nie dostał. Patrick go bez słowa wyminął, po czym przytulił się do jego pleców. Zamknął oczy o sekundę za długo, by można było uznać to za mrugnięcie, rozkoszując się bliskością chłopaka, jak i zwinnymi palcami, które wsunęły się pod materiał jego koszulki. Ciepły oddech drażnił wrażliwe ucho w momencie, gdy starszy w tak dwuznaczny sposób postanowił odpowiedzieć na jego pytanie. Uwielbiał, gdy był tak blisko. Kochał czuć jego ciało przy swoim, a gorący oddech na swojej skórze. W takich chwilach jak ta, niemal odpływał, tracąc kontakt z rzeczywistością. Ślepa miłość - idealny epitet, określający jego stosunek do Patricka. Nieuzasadnione uwielbienie. Leslie kochał go całego. Każdą z jego stron. Miłą i tę groźną. Gdy go karał i gdy go nagradzał. Ciężko uwierzyć, by jeden człowiek mógł darzyć drugiego tak silnym uczuciem. Ale Leslie właśnie taki był.
   Wrócił na ziemię, dopiero gdy Patrick się od niego odsunął. W duchu cicho jęknął z delikatnym zawodem. W pierwszym odruchu zerknął na niego przez ramię, zaraz odwracając się w jego stronę całym ciałem i wbijając w niego złoto swoich oczu. Ta krótka chwila sprawiła, że był na tyle odurzony jego osobą, by kompletnie stracić orientację. Sam już nie wiedział co miał robić. Iść do kuchni czy za nim? Jednak starszy po chwili znowu się odezwał, więc Leslie ruszył za nim w stronę salonu. A słysząc pytanie chłopaka, nieprzyjemny dreszcz przeszedł po mu po kręgosłupie. Od razu zrozumiał co się święci. Patrick raczej nie używał w codziennym życiu jego imienia. A ton głosu, w jakim zostało ono wypowiedziane, jasno mu mówił, że nie był zadowolony. Powoli oblizał suche wargi, mając wrażenie, że te zaraz wyschnął mu na wiór. Przez moment wbił wzrok w podłogę, wracając nim do chłopaka dopiero w momencie, gdy ten go ponaglił. Przeciągał moment udzielenia odpowiedzi, choć sam nie był do końca pewny po co. Przecież wiedział, że nie skłamie. Jak było wcześniej o tym wspomniane, Leslie nie kłamał nigdy. Nie jeśli chodziło o Patricka.
 - K-Kiedy... - zająknął się, przez co zaraz przerwał. Odchrząknął cicho, znowu patrząc na chłopaka, który w tym momencie wręcz przytłaczał go całym sobą. Sposobem w jaki siedział, jakim na niego patrzył. Miał wrażenie, że jego oczy wypalały w nim dziurę. - Kiedy ty tam jesteś... i czasem jak cię nie ma. Liczę, że cię może spotkam. Rozmawiam chwilę z Mathem, a później wracam do domu - oznajmił nieco pewniej, jednak dalej w jego oczach, jak i ogólnej postawie było widać zawahanie i coś na wzór oczekiwania. Nie był pewien, jak Patrick zareaguje. Szczęśliwy na pewno nie był, ale może odpowiedź go zadowoli? Leslie niespecjalnie był ku temu przekonany, jednak dalej uparcie patrzył w dwukolorowe tęczówki mężczyzny, międzyczasie, nie do końca świadomie, przewracając w palcach materiał koszulki. Zawsze tak robił, gdy się denerwował. Był to jeden z jego typowych odruchów, dzięki którym łatwo było odczytywać jego emocje, a z których niekoniecznie zdawał sobie sprawę.
   Przy Patricku denerwował się dosyć często, do czego po części był już przyzwyczajony. W końcu bardzo zależało mu na tym, żeby niepotrzebnie go nie denerwować. Kochał go i nie chciał tego robić. Ale to wcale nie oznaczało, że zawsze przy nim się kontrolował, chodził spięty i uważał na każdy gest czy słowo. Leslie naprawdę był szczęśliwy w swoim obecnym związku i czuł, że może w nim być sobą. A przynajmniej tak mu się wydawało. Nie czuł się ograniczony czy kontrolowany. Wręcz przeciwnie, od zawsze uważał, że to kochane, że Patrick tak bardzo się o niego troszczy i tak o niego dba.

____________________________________________________________________
In my time of dying...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Wto Mar 22, 2016 7:54 pm


Milczał, nieustannie szkalując młodszego chłopaka wzrokiem. Wyjątkowość Patricka objawiała się między innymi także poprzez sposób w jaki zmuszał swych rozmówców do udzielania odpowiedzi, informacji, czy też po prostu mówienia. Już dawno zauważył, że jego grobowe milczenie i nieprzenikniony wzrok z wyczekiwaniem wbity w rozmówcę, zawsze przynosi skutek znacznie bardziej zadowalający niż ewentualne dopytywanie, czy głośne ponaglanie. Ponadto w niepokojąco dużym stopniu kochał męczyć swego partnera nie tylko na tle fizycznym, ale także psychicznym. Choć tym razem nie chodziło o zabawę, bezcelowe znęcanie się nad niewinnym chłopakiem, ani o najzwyklejszy kaprys. Patrickowi szczerze nie podobało się zachowanie Lesliego i objawiało się to głównie brakiem charakterystycznego uśmieszku, który pojawiał się na przystojnej twarzy prędzej czy później, gdy tylko się droczył.
Nie odrywał swego zimnego spojrzenia od blondyna, nic nie robiąc sobie z dyskomfortu, jaki ten musi odczuwać. Patrick został nauczony, że za błędy należy płacić, a kara jest najlepszą gwarancją dyscypliny, z kolei Leslie musiał zdawać sobie sprawę z tego, że jego ukochany nie przepuści mu płazem żadnego przewinienia, bo choć te zdarzały się nieczęsto – nigdy nie przechodziły bez echa. Ale Patrick miał to do siebie, że nigdy nie karał swego chłopaka bez wyjaśnienia za co mu się dostaje. Wyważonym głosem, który bardziej przerażał niż uspokajał, zawsze szczegółowo przekazywał mu co przyprawia go o tak głębokie niezadowolenie i za co Lesliemu należy się kara. Bo przecież nigdy nie bił go bez powodu, chyba że mowa o seksie – wtedy nie potrzebował związków przyczynowych. Czasem zdarzało mu się podnieść rękę na blondyna w ramach kary, wyrazu swego niezadowolenia i ostrzeżenia na przyszłość. Leslie nie dawał mu do tego powodów prawie nigdy, więc nie doszło do tego z pewnością więcej niż dwa, może trzy razy, lecz nie była to również rzecz obca im obojgu. Najdziwniejsze było jednak to, że Patrick nie działał w przypływie emocji. On uderzał z pełną świadomością tego co robi, sądząc, że jest to najzwyklejsza metoda wychowawcza, a ponieważ traktował dziewiętnastolatka głównie jako swoją własność, czuł się w pełni uprzywilejowany do wychowania nastolatka po swojemu. A ponieważ ten nigdy mu się nie stawiał, ani nie narzekał, nawet przez myśl mu nie przeszło, że to co robi może być dla chłopaka czymś bliskim potworności.
Gdy blondyn skończył mówić, Patrick leniwie zjechał swymi różnokolorowymi tęczówkami niżej, zatrzymując wzrok na dłoniach wykonujących nerwowe ruchy. Przez chwilę się tak wpatrywał, by w następnej znów zajrzeć w duże oczy partnera.
Równie dobrze możesz liczyć, że spotkasz mnie w domu – odpowiedział po dłuższej chwili przeciągającego się milczenia, nie zdejmując swego wzroku z Lesliego. – Możesz też zadzwonić. Jeśli nie odbieram, to albo nie ma mnie w okolicy, albo nie chcę z tobą rozmawiać i się z tobą widzieć – kontynuował sucho, łypiąc spod niebezpiecznie przymrużonych powiek. Powoli podniósł się z miejsca, niespiesznie podchodząc do swego chłopaka, przed którym stanął niczym kat nad bezbronną ofiarą. – Chodzisz sam do baru dla gejów. Nocą. Większość z klientów którzy tam są, marzą o tym by cię zerżnąć – mówił tym swoim szorstkim, niskim i przyciszonym głosem, nachylając się nad chłopakiem do tego stopnia, że ich usta niemalże się stykały. Jeszcze głębiej zajrzał w złote tęczówki, swym spojrzeniem w pełni oddając pełnię nieukrywanego niezadowolenia. – Lubisz, gdy inni na ciebie patrzą, Leslie? – wysyczał mrowiąco hipnotyzującym głosem, sprawiając, że czas na chwilę zatrzymał się w tej zamkniętej przestrzeni ograniczonej przez ich oddechy. Duża dłoń powolnie przesunęła się wierzchem palców po torsie chłopaka, sunąc wyżej, aż swobodnie objęła długą szyję, nie zaciskając się jednak na niej. Palce jedynie ostrzegawczo, powoli przesuwały się po odsłoniętej skórze sprawiając wrażenie, jakby nie pragnęły bardziej niczego, jak tylko zaciśnięcia się na tej smukłej, pięknej części drobnego ciała. Ale nie wykonały żadnego gwałtownego ruchu. Ich właściciel z obnażającym się, nieprzyjemnym uśmiechem i przeciągłym spojrzeniem, czekał na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lovely

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 09/07/2015
Age : 18

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Sro Mar 23, 2016 12:36 pm



     Dla Patricka wymierzanie kar było tak naturalne, jak dla Lesliego ich przyjmowanie. Z pokorą i bez cienia sprzeciwu. Tak naprawdę nastolatek nigdy bardziej nie zastanawiał się nad swoją rzekomą winą. Skoro starszy stwierdził, że zrobił coś źle lub tak też się zachował, oznaczało to wówczas, że tak było. Przynajmniej dla Lesliego, który ślepo zgadzał się ze wszystkim, co powiedział jego chłopak. Jednak to wcale nie znaczy, że lubił być karany czy odczuwać ból. Pomijając ten łóżkowy, żaden inny nie sprawiał mu przyjemności. Pod tym względem nie różnił się niczym od przeciętnej osoby. Patrick jednak wychował go sobie tak, że sam nastolatek po czasie zaczął sądzić, że tak właśnie powinno to wyglądać. Jeśli zrobi coś źle, starszy ma pełne prawo go ukarać, a Leslie nie może się temu sprzeciwić. Dlaczego? Chyba nigdy nie zadał sobie tego pytania. A gdyby ktoś go zapytał, najpewniej stwierdziłby, że Patrick tak powiedział. Skoro on tak uważał, nastolatek nie potrzebował innych powodów. Znał pojęcie przemocy domowej, jednak nigdy nie uważał, że coś takiego mogłoby tyczy się jego samego. W końcu jego zdaniem kary były zasłużone. Samo zdenerwowanie mężczyzny było wystarczającym powodem, aby ten mógł podnieść na niego rękę.
     Więcej nie odezwał się nawet słowem. Stał, grzecznie czekając na reakcję Patricka. Miał wielką ochotę wbić wzrok w podłogę, jednak patrzył prosto w chłodne oczy chłopaka. Co jakiś czas na dosłownie ułamek sekundy zerkał gdzieś w bok lub na swoje ręce, które gniotły materiał ubrania, ale gdy tylko się na tym przyłapał, szybko wracał spojrzeniem do starszego. Każda sekunda oczekiwania na jego reakcję zdawała się ciągnąć w nieskończoność. Nie lubił takiego napięcia, gdy niepokój narastał.
     W ciszy i skupieniu wysłuchał wszystkiego, co mężczyzna miał mu do powiedzenia, nie starając się nawet tłumaczyć. Nie widział w tym sensu. Zawinił i powinien ponieść za to karę. A przynajmniej tak mu się wydawało.
      Kiedy Rain przed nim stanął, spiął się, zwieszając przy tym ramiona. Jego bliskość jednocześnie odurzała i przerażała. Tak, Leslie się bał. Bał się jak mało kiedy. Na ogół starał się być raczej grzeczny, więc sytuacje takie jak ta, zdarzyły się tylko kilka razy. Można by je policzyć na palcach u jednej ręki. Jednak teraz nie wiedział jak chłopak zareaguje, więc stąd wziął się strach.
     Słysząc swoje imię, wydobywające się z idealnie wykrojonych ust Patricka, drgnął niespokojnie. Jego zarzut nieco zaskoczył Lesliego. Chłopak raczej nie sądził, żeby większość klientów patrzyła na niego w pożądliwy sposób. Nie twierdził, że taka sytuacja nigdy nie miała miejsca, jednak bez przesady. Do klubu Patricka przychodziło wiele bardziej atrakcyjnych mężczyzn.
      Jednak wracając do pytania, jakie padło z ust blondyna... Od razu pokręcił przecząco głową, na tyle ile pozwalała mu dłoń mężczyzny, która nagle zaczęła obejmować jego szyję.
- N-Nie - zaprzeczył, mając wrażenie, że jego głos stał się nieco wyższy niż normalnie. Nie miał na to żadnego wpływu. - Naprawdę - dodał szybko, na potwierdzenie własnych słów. - P-Przepraszam... Więcej tam bez ciebie nie pójdę - obiecał, a ton jego głosu nie wyrażał ani krzty pewności siebie. Mimo to obaj wiedzieli, że mówił szczerze. W końcu nigdy nie kłamał i nie łamał obietnic. Choć Leslie znał się z personelem i lubił spędzać z nim czas, nie zamierzał więcej samemu odwiedzać klub Patricka. Już nigdy więcej.
      Przełknął głośno ślinę, zaraz językiem zwilżając suche usta. Wpatrywał się w mężczyznę dalej z obawą, jednak jednocześnie można było w jego spojrzeniu znaleźć coś jeszcze. Ufność. Bo choć Leslie się bał, choć jego ciało niekontrolowanie drżało, a gardło ściskało się przez samą obecność dużej dłoni, znajdującej się na jego szyi, to był zdania, że Patrick robił to, co powinien. Skoro Leslie zawinił, należała mu się kara. W końcu zdenerwował swojego chłopaka. Nie powinien. Dlatego naturalną koleją rzeczy, teraz powinien przez to odpokutować. Nie zwracał uwagi na to, że powód nie był wystarczający. Chyba żaden nie był dostatecznie ciężki, żeby Rain mógł wyrządzić mu jakąkolwiek krzywdę. Ale Leslie o tym nie wiedział.

____________________________________________________________________
In my time of dying...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Pon Kwi 11, 2016 3:18 pm


Patrick bardzo dobrze znał realia klubów, co nie jest dziwne zważając na to, że sam jest właścicielem jednego z nich. O ile jeszcze nocne bary i temu podobne lokale przeznaczone dla wszystkich nie były taką złą opcją dla samotnego chłopaka, o tyle sprawa przedstawiała się inaczej w przypadku gejowskich klubów. Tam faceci szukali kogoś na jedną noc, może czasem, lecz rzadko na więcej. To było polowanie. Blondyn nie był fanatycznie zazdrosny i wiedział, że jego Leslie nie jest Bogiem, który zstąpił na ziemię i nie przyciąga oczu każdego bez wyjątku. Ale wciąż był śliczny, kuszący, a jego zewnętrzna niewinność i delikatność mocno przyciągały. Sam stał się ofiarą tego przyciągania i wiedział, że nie tylko jego oko cieszy drobne ciało chłopaka. Był pewien, że masa napalonych facetów oblizuje się z myślą o zerżnięciu chłopaka na drzwiach klubowego kibla, a nie wątpił też, że już niejeden mu to zaproponował. Gdy ma się kogoś na stałe, nie chodzi się do tego typu klubów. Nie samemu. Patrick ufał Lesliemu, ale nie lubił, gdy ten wystawiał się na pożądliwe spojrzenia innych. Był jego.
Przez długą chwilę starł nieruchomo, świdrując swego spłoszonego chłopaka ostrym wzrokiem. Jego dłoń również trwała w wyimaginowanym uścisku, lekko muskając opuszkami gładką skórę chłopięcej szyi. Napięcie wydawało się sięgnąć zenitu, a Leslie mógł tylko zastanawiać się nad tym, jaką karę przyszykował dla niego Patrick. Ale mężczyzna zamiast unieść dłoń, zamiast wymierzyć siarczysty policzek, albo zacisnąć nieprzyjemnie dłoń na wąskiej szyi, spokojnie przesunął palcami wzdłuż niej ku górze, by zaraz powolnie przejechać kciukiem po linii żuchwy chłopaka.
To dobrze – wyszeptał, przystrajając twarz lekkim, wyrażającym uznanie uśmiechem. Wiedział, że Leslie mówi prawdę, gdyż chłopak nigdy nie kłamał. Patrick jako wprawiony kłamca, z dużą łatwością potrafił łgarstwa wykryć. Leslie nigdy go do tego nie zmusił. Dzieciak był mu całkiem oddany, a mężczyzna brał garściami to oddanie i ani myślał przestać. Naiwność chłopaka była mu na rękę, była wygodna i przyjemna. Choć początkowo sądził, że szybko mu się znudzi, jak do tej pory, wciąż się tak nie stało.
Gładząc podbródek swego partnera, z zaskakującym spokojem złożył krótki pocałunek na jego miękkich ustach, by następnie wyprostować się swobodnie i skierować do kuchni, tak jakby nigdy nic się nie stało. Nastawił wodę, a oparłszy się o blat odpalił papierosa i znów skupił uwagę na swym współlokatorze. Napięcie zniknęło całkowicie.
Jak w szkole? – Całkiem naturalne pytanie, które chłopak mógł zadać swemu partnerowi. Patrick bywał normalny, taki jak wszyscy. Potrafił rozmawiać jak zwyczajny młody dorosły, choć większość osób, która go znała, wiedziała, że to mylne wrażenie. Patrick wyróżniał się bowiem pod wieloma względami i rozumował w sobie tylko znany sposób. Był inny niż wszyscy i to się czuło. Wielu ludzi mówiło, że bywa niepokojący, a Leslie wiedział o tym najlepiej. Jednak tylko on także wiedział, że młodszy Rain bywa także zaskakująco przyjemny. Rzadko, lecz mu się zdarzało. Potrafił też pytać o tak przyziemne sprawy jak szkoła. I wiadomym było, że nie pyta od niechcenia. Chciał wiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lovely

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 09/07/2015
Age : 18

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Pon Kwi 18, 2016 1:22 am



        Leslie stał nieruchomo, cały czas wbijając wzrok w dwukolorowe tęczówki swojego chłopaka. Nie poruszył się nawet o milimetr, a jedynie dalej w ciszy wyczekiwał dalsze kroku Patricka. Nie wątpił, że ten nastąpi. Wyczekiwał go. Można śmiało stwierdzić, że w pewien sposób nie mógł się go nawet doczekać. Napięta atmosfera za bardzo nad nim ciążyła, przez co denerwował się jeszcze bardziej. Wolał mieć to już za sobą. Spodziewał się kawy i wiedział, że ta będzie zasłużona. Nie miał pojęcia co Patrick postanowi, ale zgodziłby się na każdą, jaką ten by sobie wymyślił. Nie było mowy o sprzeciwie. Po głębszym zastanowieniu można uznać, że nastolatek raczej nie umiał sprzeciwić się swojemu chłopakowi. Pomijając całkowicie fakt, że nie miał takiego zamiaru.
        Zmysł dotyku Lesliego był teraz na tyle wyczulony, że gdy tylko dłoń Patricka drgnęła, momentalnie wstrzymał oddech. Jednak ta ani nie zacisnęła się na jego szyi, ani nie uderzyła o jego policzek. Zamiast kary jakiej się spodziewał, mężczyzna jedynie pogładził kciukiem jego podbródek, tym samym doprowadzając nastolatka do lekkiej dezorientacji. Nie tego się spodziewał, także nie potrafił ukryć zdziwienia, jakie zaraz wymalowało się na jego twarzy. Czyżby Patrick nie był zły? Nie. Na pewno był. Leslie widział to w jego oczach i wyczuł w tonie głosu. Jednak mimo to, nie zamierzał go karać. Ba, już po chwili poczuł na swoich ustach, usta ukochanego, który postanowił obdarować go słodkim pocałunkiem.
       Leslie jeszcze przez chwilę patrzył na oddalające się plecy mężczyzny, nie odpowiadając przy tym na jego pytanie. Nie od razu. Gdy tylko pierwszy szok minął, na twarzy nastolatka pojawił się typowy dla niego uśmiech. Szybko wszedł do pomieszczenia, w którym to przebywał Patrick, po czym stanął naprzeciwko niego, opierając się biodrami o stół, na którym zaraz oparł ręce.
- Dobrze - odparł na pytanie chłopaka, po chwili lekko wydymając usta, aby przypomnieć sobie nieco dokładniej minione kilka dni. - Pisaliśmy dzisiaj test z matematyki. Ale dużo się uczyłem, więc wszystko było banalne. I... nauczyciel oddał wczoraj wypracowania z historii. Znowu dostałem sześć. Powiedział, że powinienem się zastanowić nad wzięciem udziału w olimpiadzie, ale nie jestem pewien czy dałbym sobie radę w czymś takim. Co innego szkoła a konkurs. Jednak stwierdził, że pomoże mi się przygotować. Muszę zdecydować do następnego tygodnia - oznajmił, wskakując na stół, po czym zaczął machać nogami. - Jeszcze nie wiem co zrobię. Ale chyba nie zaszkodzi spróbować. Tak myślę - dodał, obdarowując swojego faceta promiennym uśmiechem.
        Leslie bardzo lubił historię, przez co mógłby o niej wiele opowiadać, jednak nie wiązał z nią swojej przyszłości. Matura już niedługo i tak naprawdę nie zdecydował jeszcze gdzie dokładnie chce pójść na studia, jednak jak na razie patrzył trochę w innym kierunku. O ile jeszcze dwa lata temu zastanawiał się nad pracą nauczyciela, tak ostatnimi czasy ta myśl gdzieś uciekała i zawitało mu do głowy parę innych.
- O! - zawołał, gdyż nagle przypomniał mu się jeden incydent ze szkoły. - Ostatnio kilku chłopaków z mojego rocznika założyło sobie swoją "grupę". Uważają się za panów szkoły, a jak ktoś nie robi tego, czego chcą, to zostaje przez nich pobity... Dzieciaki - westchnął, drapiąc się po policzku. Zaraz jednak obie jego dłonie wylądowały za nim, opierając się o blat stołu, a on sam odchylił się nieco do tyłu. - Prawie mi się ostatnio dostało! Przyczepili się do mojego kolegi, więc chciałem mu pomóc. Ale to nie był najlepszy pomysł... - zaśmiał się, ponownie wracając wzrokiem do mężczyzny. - Nawet nie myślałem, że potrafię tak szybko uciekać! - stwierdził z rozbawieniem w głosie, ponownie kilka razy machając nogami, które luźno wisiały poza stołem, nie mogąc dotknąć podłogi. - W twojej pracy też dobrze? - zapytał, głównie z uprzejmości. Zdawał sobie sprawę, że jeśli Patrick nie będzie chciał mu opowiadać o swojej pracy, to nic mu nie powie, więc nie miał zamiaru naciskać czy dociekać. Jeśli będzie miał ochotę czymś się podzielić, to nastolatek na pewno się ucieszy. A jeśli nie... To trudno. Już się przyzwyczaił, dlatego takie rzeczy niezbyt go ruszały.

____________________________________________________________________
In my time of dying...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Nie Maj 01, 2016 9:31 pm


Paląc spokojnie papierosa i czekając, aż zagotuje się woda, w milczeniu patrzył na swego partnera, słuchając uważnie co ten ma do powiedzenia. Jego twarz nie wyrażała żadnych szczególnych emocji. Spodziewał się, że nie usłyszy o żadnych złych ocenach, bo doskonale wiedział, że Leslie wbrew temu co przedstawia sobą na co dzień, jest mądrym człowiekiem. Uczy się bardzo dobrze, a Patricka miejscami cieszy to tak, jakby odniósł sukces ojcowskiej natury. Choć wiedział, że to nie jego zasługa. Jego zasługą było to, że Leslie nauczył się rozmawiać z ludźmi, wyszedł spod miotły i zaczął prowadzić życie na jakimś poziomie. Choć wielce prawdopodobne jest także to, że jego wyniki w nauce podniosły się dzięki porzuceniu trybu życia, który prowadził dawniej. Puszczanie się bowiem nie jest najlepszym zajęciem dla licealisty, który musi przygotować się do matury.
Uśmiechnął się lekko, ledwie widocznie, gdy chłopak na chwilę przestał mówić. Wypuścił dym papierosowy, przy okazji otwierając okno.
Powinieneś się zgłosić – odparł, odwracając się na chwilę, by zalać kubek wrzątkiem. W międzyczasie spytał swego towarzysza, czy życzy sobie czegoś do picia. Zaraz znów stał przodem do niego, słuchając dalszej części opowieści blondyna. Uniósł nieznacznie jedną z brwi, przywdziewając na twarz wyraźnie kpiący uśmieszek, gdy usłyszał o owej grupie nastoletnich kretynów. Pokręcił głową ze zrezygnowaniem, dziwiąc się, że w tym wieku można mieć tak nasrane w głowie. Dawno nie był w starej szkole, dlatego też nie wiedział jak sprawy się tam obecnie mają, jednak wyglądało na to, że dużo się zmieniło. Za jego czasów nie odstawiało się tam takich cyrków. Gdy ktoś bezczelnie próbował wyjść przed szereg, by nękać słabszych i wprowadzać własne zasady, szybko uczył się od starszych, uczynnych kolegów, bądź rówieśników, że nie jest to najlepszy pomysł. Zaskakiwało go to, że tej grupki samozwańczych imperialistów nikt jeszcze do pionu nie sprowadził. Tak czy inaczej, choć sam Patrick skończył szkołę zaledwie cztery lata temu, miał wrażenie, że od tamtej chwili minęło znacznie więcej czasu. Jego życie miało szybkie tempo i choć jeszcze niedawno był zwykłym maturzystą z dużymi ambicjami, teraz stał się zabieganym aktorem, którego od obiecującej kariery dzielił jedynie maleńki kroczek. Już w szkole czuł się wyobcowany, doroślejszy, przyziemne sprawy nieszczególnie go interesowały. Może dlatego teraz te czasy wydawały się jeszcze bardziej odległe.
Nie przejął się tym, że gówniarze uczepili się także Lesliego, ten był już bowiem dużym chłopcem i powinien radzić sobie w takich sytuacjach. Dopóki sprawa nie przybrała na sile, Patrick nie miał zamiaru wtrącać się w zabawy gówniarzerii, a ponieważ Leslie nie wyglądał na przejętego, tym bardziej wierzył, że nie potrzebna jest tu jego interwencja.
Zgasił papierosa i sięgnął po ciepły kubek.
Dobrze – odparł krótko, gdyż nie miał w zwyczaju zwierzać się ze swoich przeżyć w sferze zawodowej. Szczególnie wtedy, gdy wszystko było tak niepewne, jak teraz. Zamierzał poinformować chłopaka o swoim sukcesie, gdy już faktycznie go osiągnie. Był blisko, ale wciąż nie stał na pewnym gruncie. – Zajmuję się teraz czymś dużym, więc mogę częściej wyjeżdżać – poinformował spokojnym głosem, odgarniając przydługie, jasne kosmyki do tyłu. Spod lekko przymrużonych powiek, wciąż patrzył na dziewiętnastolatka.
Nie masz żadnych problemów? – zapytał dość nagle, po krótkiej chwili odstawiając kubek i gestem przywołując chłopaka do siebie. Był spragniony jego bliskości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lovely

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 09/07/2015
Age : 18

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Sro Maj 04, 2016 11:38 pm



         To nie tak, że Leslie wahał się czy wziąć udział w olimpiadzie, czy nie, dlatego, że się bał. Oczywiście to nie tak, że był pewien wygranej, wiedział, że nie będzie ona łatwa. Niemniej zdawał sobie również sprawę, że jego wiedza była dosyć rozległa. W tym przedmiocie wypadał najlepiej z trzydziestoosobowej klasy, sprawdziany czy wypracowania zawsze pisał na maksymalną liczbę punktów, a poza tym uczył się wiele nadprogramowych rzeczy, czytając książki historyczne i oglądając filmy w tej samej tematyce. Nie bez powodu był pupilkiem nauczyciela, który zdeklarował swoją pomoc, w razie gdyby Leslie chciał wziąć udział w konkursie. Tak więc można śmiało stwierdzić, że miał spore szanse. Jednak potrzebował czegoś jeszcze. A była to właśnie aprobata ze strony jego chłopaka. Nie nowością było, że Leslie większość rzeczy robił dla Patricka i jego uznania. Oczywiście sam również cieszyłby się z wygranej, ale bardziej sobie cenił pochwałę ze strony swojego faceta. A skoro ten zareagował na to tak pozytywnie, Leslie od razu podjął decyzję. Zamierzał następnego dnia spotkać się z nauczycielem i zgłosić swoją kandydaturę.
    Mimo, że jego myśli chwilowo krążyły wokół olimpiady z historii, nie mógł nie zauważyć tego delikatnego uśmiechu, który pojawił się na twarzy Patricka zaledwie na kilka sekund. Nauczył się jednak niemal do perfekcji wyłapywać takie drobne gesty ze strony chłopaka. Większość osób mogłaby stwierdzić, że blondyn jest nieczuły względem nastolatka, ale on wiedział, że nie jest to do końca prawdą. Patrick ogólnie nie był czuły. W stosunku do nikogo. Znaczy na pierwszy rzut oka. Leslie doskonale wiedział, jak ten o niego dba i się o niego troszczy. Dowodem na to był chociażby fakt, że obecnie mieszkają razem. Już na samym początku mógł go kopnąć w tyłek i jasno określić między nimi granice. Zamiast tego zaakceptował go, dał pracę, a później przygarnął do siebie. Leslie nie mógł chcieć więcej. A dostawał. Tylko on mógł zobaczyć ten delikatny uśmiech chłopaka, nie przepełniony złośliwością czy sarkazmem i tylko go, silne ręce blondyna dotykały w tak delikatny sposób, jak nikogo innego.
    Niczego do picia nie chciał, a miast tego z uwagą przysłuchiwał się odpowiedzi starszego. Ten rzadko opowiadał o swojej pracy, więc nawet to jedno, na pozór nic nie znaczące słowo go cieszyło. Nieco mniej dalsze słowa chłopaka. Miał nieco mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo się cieszył, że kariera jego chłopaka tak szybko się rozwija, a on może spełniać się zawodowo, jednak... Fakt, że Patrick jeszcze mniej czasu będzie spędzał w domu nieco go smucił. Nie chcąc wyjść jednak na egoistę, uśmiechnął się szeroko.
- To świetnie - oznajmił, układając ręce między udami. - Już nie mogę się doczekać, kiedy będę mógł obejrzeć cię na wielkim ekranie - dodał. Leslie zawsze chodził na premiery filmów, w których Patrick brał udział. Nawet jeśli występował tylko epizodycznie, on i tak siedział w kinie i tylko czekał na ten moment, w którym będzie mógł go zobaczyć.
    Nie odwracał wzroku, cały czas przyglądając się mężczyźnie. Jak odgarnia włosy czy patrzy na niego mrużąc przy tym oczy. Wyglądał cholernie seksownie i pociągająco. Zawsze tak wyglądał. Leslie był zdania, że nawet gdyby nie chciał, to wyglądałby jak młody bóg. Bo dla tego głupiutkiego nastolatka był właśnie kimś takim.
    Ta chwila ciszy trwała między nimi zaledwie kilka dłuższych sekund, jednak Leslie i tak poczuł przyjemne ciepło, rozchodzące się po jego wnętrzu. Tak długo go nie było. Tak bardzo chciał się nim nacieszyć, zanim ten znowu zniknie. W odpowiedzi na pytanie chłopaka w pierwszej chwili pokręcił jedynie przecząco głową. Dopiero po chwili był w stanie nieco chrypłym głosem powiedzieć ciche "nie".
- Wszystko w porządku - dodał, nerwowo oblizując suche wargi. Sam nie wiedział dlaczego nagle zaczął się denerwować. Przecież tylko rozmawiali. Mimo to czuł jak szybko wali mu serce.
    Kiedy Patrick ruchem dłoni przywołał go do siebie, posłusznie zsunął się ze stołu, stając na podłodze. Miał ochotę wtulić się w umięśnione ciało chłopaka, ale jedynie stanął naprzeciwko niego. Za blisko. Jednak nie mógł się powstrzymać. Ponownie poczuł mocny zapach perfum starszego, od którego zakręciło mu się w głowie. Sam nawet nie zauważył kiedy jego dłoń dotknęła torsu chłopaka. Nie zrobił tego specjalnie. Sama tam powędrowała. Przechylił nieco głowę w bok, przyglądając się jak opuszki palców delikatnie zsuwały się coraz niżej, ostatecznie zatrzymując nad linią spodni. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę z tego co robi, więc cofnął rękę. Zagryzł dolną wargę, unosząc spojrzenie swoich oczu na Patricka.
- Przepraszam - powiedział, choć tak naprawdę wcale nie żałował. - Tak bardzo tęskniłem - wypalił, nim zdążył ugryźć się w język. Jednak przecież była to prawda. Każdego dnia wracał do domu z nadzieją, że zastanie tam starszego i każdego dnia przeżywał tak samo wielkie rozczarowanie.

____________________________________________________________________
In my time of dying...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Wto Maj 31, 2016 3:30 pm


Za każdym razem gdy rozmawiał z Leslie'm coraz bardziej rozumiał dlaczego dał się złapać w sidła jego uroku. Chłopak nie był taki jak inni. Ktoś mógłby powiedzieć, że jest wyjątkowo naiwny, głupi i zbyt szczery. Że wykłada wszystkie swoje uczucia na dłoni, nie uważając na to, by ktoś ich przypadkiem z niej nie wyrwał i nie rozszarpał na drobne kawałeczki. I Patrickowi z początku wydawało się to zabawne, stanowiło okazję do wykorzystania głupiutkiego dzieciaka, który nie zdążył poznać jeszcze życia. Jednak teraz lubił w Leslie'm właśnie to co inni wyśmiewali. Tylko dzieciak traktował go w ten sposób, tylko on patrzył na niego niczym na jednego z wszechmogących bogów i był w stanie zrobić dla blondyna absolutnie wszystko. To prawda, że ludzie zazwyczaj nie mieli oporów przed robieniem tego o co prosi mężczyzna, jednak nigdy nikt nie robił tego z takim oddaniem. Nigdy nikt nie patrzył na niego w ten sposób, nawet jeśli budził podziw, zachwyt i pochodne. Jednak Patrick nie działał prostolinijnie. To prawda, że cenił sobie młodego partnera i zaangażował się w ten związek dużo mocniej niż początkowo zakładał. Mimo to, nigdy nie zamierzał utwierdzać dzieciaka w tym przekonaniu. Traktował go inaczej niż innych, lecz nie tak jak zakochani traktują swe drugie połówki. Patrick nie uważał się nawet za zakochanego. Nigdy nie wyznał Lesliemu miłości i wcale nie miał tego w planach. Mimo to wiedział, że blondyn nie oczekuje żadnych wyznań i bezustannie będzie przy nim, dopóki Patrick nie każe mu odejść. Do tej pory ani razu nie przeszło mu przez myśl, by chłopaka odprawić. W końcu ten robił wszystko czego pragnął Patrick i choć kogoś innego to bezgraniczne posłuszeństwo mogłoby znużyć, Rainowi wciąż bardzo się podobało. Wychodził z założenia, że nie ma potrzeby szukać kogoś innego, jeśli w swoich rękach ma osobę, która zadowala go pod każdym względem. Patrick potrafił to wykorzystać. I docenić także, na swój własny, pokręcony sposób.
Skinął krótko głową słysząc odpowiedź chłopaka. Od jakiegoś czasu uśmiechał się w ten swój charakterystyczny, dwuznaczny sposób podnoszący temperaturę powietrza. Zmiana atmosfery była aż nader odczuwalna, nawet jeśli Patrick jedynie swobodnie opierał się o blat, przeszywając chłopaka swym wygłodzonym wzrokiem i nie robiąc nic ponadto. Nie odrywał od Lesliego wzroku, gdy ten się przybliżał. Chłonął kolorowymi tęczówkami każdy jego ruch, samemu wciąż nie robiąc absolutnie nic. Nie ruszył się także, gdy dziewiętnastolatek stał już obok niego. W ciszy, z nieschodzącym uśmieszkiem na twarzy obserwował jak mała dłoń wyciąga się w jego stronę i mrużąc delikatnie oczy sunął za nią swym wzrokiem. Przeniósł go na twarz chłopaka, gdy ten się opanował. Jego spojrzenie nabrało karcącej nuty, a uśmiech mniej przyjemnego wyrazu, jeżeli można w ogóle mówić, iż do tej pory był jakkolwiek przyjemny.
Jego otwarta dłoń uniosła się nagle, wymierzając w policzek chłopaka mocne uderzenie. Druga szybko złapała jego talię unosząc do góry. Drobne ciało chłopaka już po chwili gwałtownie uderzyło plecami o ścianę, a Patrick uniósł brutalnie drobny podbródek. Będąc zaledwie kilka milimetrów od twarzy chłopaka, zaglądał w jego błyszczące oczy.
Też tęskniłem – mruknął z tym samym nieprzyjemnym uśmiechem, już po chwili przysysając się gwałtownie do ust młodszego, zmuszonego wcześniej do oplecenia Patricka nogami w pasie. Całując zachłannie Leslie'go, przeniósł dłoń z jego podbródka na delikatną szyję, zaciskając na niej nielekko długie palce. Poruszył biodrami, ocierając się o tyłek chłopaka i na chwilę oderwał się od napuchniętych lekko ust. – Tego chcesz, Leslie? – szeptał mu do ucha szorstkim, przetartym głosem, mocniej zaciskając palce na szyi. Jego członek już teraz gwałtownie się podnosił. Pragnął go tak bardzo. Przez całe trzy lata nigdy jeszcze nie miał dość tego ciała.
Puścił szyję chłopaka, widząc że temu coraz mocniej zaczyna braknąć tchu. Szybkim ruchem przeniósł dłoń na jego rozporek, rozpinając go niecierpliwie. Miękkie usta zachłannie całowały smukłą szyję, zostawiając na niej mniej i bardziej widoczne ślady.
Proś – szepnął, tym razem chuchając swym oddechem wprost w wargi blondyna. Wpatrywał się w jego oczy z tym swoim nieznoszącym sprzeciwu wyrazem. Nie uśmiechał się. Jego dłoń gwałtownym ruchem zsunęła spodnie i bieliznę chłopaka, w tym celu tylko na moment stawiając go na ziemi. Palce przesunęły się po miękkim pośladku, sunąc ku wnętrzu ud. I wtedy obydwaj usłyszeli dźwięk dzwonka. Ten z początku został zignorowany przez Patricka, lecz gdy rozbrzmiał jeszcze raz i jeszcze kolejny, z krótkim warknięciem znów odstawił Lesliego na ziemię, zabierając z drobnego ciała swoje dłonie.
Ani drgnij – poinstruował, patrząc z góry na rozpalone oblicze półnagiego chłopaka opierającego się bezsilnie o ścianę. Uśmiechnął się z satysfakcją, by zaraz ruszyć do drzwi. Uniósł brew wyglądając przez wizjer. Czego Erick szukał tu o tej godzinie? I to jeszcze w takim momencie.
Ubierz się – krzyknął z przedpokoju, z niezadowoleniem stwierdzając, że jednak muszą odłożyć swe pragnienia na później. Otworzył drzwi, witając brata niezadowolonym spojrzeniem.
– Trafiłem w zły moment? – Starszy blondyn zaśmiał się otwarcie, nie przejawiając najmniejszej skruchy, zaś Patrick jedynie westchnął, wpuszczając go do środka. Zaprowadził brata do salonu, samemu zaraz pokazując się w kuchni. Nachylił się nad Leslie'm, unosząc już delikatnie jego podbródek.
Dokończymy później – wymruczał, składając na jego ustach krótki pocałunek, po czym zabrał swą kawę i nakazując zrobić partnerowi jakieś kanapki, skierował swe kroki do brata. Przez jakiś czas rozmawiali o głupotach, jako że dawno się nie widzieli i mieli trochę do nadrobienia. Gdy w pokoju pojawił się Leslie, Erick na dłuższą chwilę zawiesił na nim wzrok. Witając się z chłopakiem, wymownie spojrzał na jego zaczerwieniony wciąż policzek. Zaraz jednak odwrócił spojrzenie, kierowany głosem Patricka.
Więc po co tak właściwie przyszedłeś? – Wiedział, że jego brat nie ma w zwyczaju wpadania z niezapowiedzianymi wizytami w późnowieczornych godzinach. Erick usiadł wygodniej w fotelu, poważniejąc nieco.
– Słyszałem, że wróciłeś, a że byłem niedaleko to zaszedłem dopóki jeszcze tu jesteś. Widziałem się z matką, pytała o twój adres – wyjaśnił zwięźle, obserwując reakcję Patricka. Ten zaś nie wydawał się specjalnie wzruszony tą informacją. Upił łyk kawy i odpalił papierosa. Przesunął się na sofie, by zrobić miejsce Lesliemu, nawet jeśli wydawałoby się, że ten nie powinien tutaj być i tego słuchać. W końcu Patrick nigdy ani słowem nie wspomniał o swej rodzicielce.
Podałeś go? – zapytał krótko, nie odrywając wzroku od rozmówcy.
– Gdybym podał to ona by tu przyszła, nie ja. – Erick wzruszył ramionami, sięgając swobodnie po kanapkę. – Chcesz się z nią widzieć? – W pomieszczeniu zapanowała chwila milczenia, po której blondyn skinął głową.
Tak. Nie ma powodu, dla którego miałbym nie chcieć. – Na twarzy starszego Raina pojawiło się zwątpienie. – Powiedz mamie, że będę w mieście jeszcze przez ten tydzień. Niech przyjdzie, mamy kilka lat do nadrobienia. – Erick nie wydawał się zadowolony słysząc taką odpowiedź. Widocznie chciał powiedzieć coś jeszcze, jednak zerknąwszy na Lesliego zaniechał tego zamiaru. Domyślał się, że Patrick pozwolił zostać mu w salonie właśnie po to, by wstrzymać brata przed drążeniem tematu i wnikaniem w niego zbyt głęboko. Westchnął.
– Dobrze. Przekażę jej. – Erick wstał, kierując się do wyjścia. Patrick go nie odprowadzał, a gdy drzwi za bratem się zamknęły, dopalając papierosa, kątem oka spojrzał na Lesliego. Jego wzrok wydawał się znacznie mniej przyjemny niż przed wizytą brata. W pewien sposób obojętny. Oschły.
Idź do sypialni. Przygotuj się. Mam zły humor, więc zrób to tak jak należy. – Zaciągnął się papierosem, przymykając powieki. – Nie ociągaj się. – Gdy Patrick miał zły humor, najmniejszy błąd mógł kosztować wiele bólu. Gdy był w tym stanie, lepiej było go unikać. Jednakże Leslie nie mógł tego zrobić. Mógł jedynie nastawić się na to, iż to on będzie ujściem złego nastroju blondyna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lovely

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 09/07/2015
Age : 18

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Nie Cze 05, 2016 9:20 pm



    Leslie nawet teraz nie potrafił powiedzieć, dlaczego Patrick tak na niego działał lub dlaczego aż tak bardzo stracił dla niego głowę. Blondyn był wręcz dla nastolatka wszystkim i to stwierdzenie nie było wcale przesadne. Odkąd go pierwszy raz spotkał, zakochiwał się w nim bardziej i bardziej, aż owe uczucie wzrosło właśnie do tej rangi, co obecnie. W tej chwili mężczyzna zaprzątał niemal każdą jego myśl. Wypełniał serce i rozum. Nawet jeśli Patrick nigdy nie powiedział i zapewne nie powie, że go kocha. Leslie tego nie potrzebował. Wiedział, że jest dla niego ważny i to mu wystarczało. Dopóki Patrick dawał mu sygnały, że w dalszym ciągu mu na nim zależy - nie martwił się.
    Blondyna nie było zaledwie kilka dni, jednak nastolatek zdążył bardzo za nim zatęsknić. O ile w ciągu dnia aż tak bardzo nie zauważał nieobecności partnera, tak po powrocie do pustego domu, robiło mu się po prostu smutno. Lubił mieć go blisko siebie. Dotykać, być dotykanym, czuć mocny zapach jego perfum czy niski tembr głosu. Bawić się miękkimi włosami czy przyglądać delikatnemu, ledwo widocznemu uśmiechowi, który mimo wszystko czasem gościł na przystojnej twarzy chłopaka.
    Leslie na ogół starał się nie robić rzeczy, które mogłyby się nie spodobać Patrickowi. Jeśli już coś takiego się działo, raczej robił to nieświadomie. Jak teraz. Nie mógł się powstrzymać,przed dotknięciem go. Chciał go dotykać. Chciał poczuć strukturę, pięknie wyrzeźbionego ciała. Na moment przestał myśleć. Tylko na chwilę. Mimo to zrobił coś, czego nie chciał starszy. Szybko poczuł tego skutki, gdyż duża dłoń mężczyzny, niedelikatnie uderzyła o blady policzek, przez co ten zaraz mocno się zaczerwienił. Mimowolnie głowa nastolatka odwróciła się w bok, a włosy rozsypały w różne strony. I choć szybko zacisnął wargi i tak nie zdążył stłumić krótkiego okrzyku zaskoczenia. Zabolało, jednak mógłby być cicho. Był pewien, że mógł. Jednak Patrick zrobił to zbyt nagle. Nie zdążył zagryźć warg. Wciągnął powietrze przez nos, po czym odwrócił głowę, żeby móc spojrzeć w dwukolorowe tęczówki, które bacznie mu się przyglądały. A to, że został uderzony, nie zrobiło na nim żadnego wrażenia. W pewien sposób, to była ich gra. Właśnie się zaczęła. Powietrze było napięte do granic możliwości, a Patrick mógł teraz robić co tylko chciał. Od tego momentu Leslie wszystko uznał za ich grę.
    Wszystko tak naprawdę trwało ułamki sekund. Nim się obejrzał, poczuł jak ręka chłopaka oplata go w tali i odrywa od podłogi, tym samym zmuszając do oplecenia nogami w pasie i zaraz mocno przyszpilając do chłodnej ściany. Jęknął cichutko, gdyż uderzenie nie był zbyt lekkie, a już po chwili Patrick zadarł jego podbródek do góry. Syknął cicho, ponownie zaglądając w oczy partnera. Zdawało mu się, że te błyszczały. Były piękne. Jednak nie piękniejsze niż te dwa słowa, które sprawiły, że po jego wnętrzu rozeszło się przyjemne ciepło. Tęsknił za nim, Skoro Patrick to powiedział, naprawdę musiał tęsknić. Chyba właśnie dlatego, nie był w stanie opanować delikatnego uśmiechu, który szybko zniknął, pod naporem ust blondyna. Cudownych ust, które równie cudowanie całowały. Z wielkim zaangażowaniem zaczął oddawać pocałunek. Jego ciało przeszedł niekontrolowany dreszcz, gdy dłoń chłopaka zsunęła się na jego szyję. Jednak długie palce zaraz się na niem zacisnęły, tym samym zabierając mu oddech. W pierwszym szoku Leslie przestał oddychać, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że Patrick jedynie ograniczył mu dostęp do tlenu. Jęknął starszemu w usta, gdy ten się o niego otarł. Z łatwością mógł poczuć twardą wypukłość. Taka sama już dawno pojawiła się w jego spodniach. Nagle palce chłopaka zacisnęły się mocniej. Wciągnął powietrze, którego z każdą chwilą coraz bardziej ubywało z jego płuc. Starał się bardziej skupić na słowach Patricka niż na brakującym powietrzu, jednak nie było to zbyt łatwe. Otworzył szerzej oczy, próbując zaczerpnąć tchu, gdyż nie był nawet w stanie odpowiedzieć. Po chwili jednak Patrick puścił jego szyję, a on ze świstem wciągnął powietrze, prawie się przy tym krztusząc.
    Oblizał suche wargi, gdy palce chłopaka zaczęły rozsuwać rozporek jego spodni, tym samym robiąc nieco więcej miejsca, a z jego ust co rusz uciekały cichutkie westchnięcia, których nie był w stanie powstrzymać, gdy miękkie usta pieściły jego szyję.
 - P-Proszę - powiedział niemal od razu. - Proszę - powtórzył nieco głośniej i pewniej. Nie miał oporów, żeby prosić. Gdyby Patrick mu kazał, zacząłby błagać. Nie, gdyby chłopak zaczął specjalnie zwlekać, zapewne sam zacząłby to robić bez jego rozkazu.
    Nagle został odstawiony na podłogę, a jego spodnie wraz z bielizną zostały zsunięte z jego bioder. Pomógł mu ściągnąć z siebie swoją dolną część garderoby, zaraz ponownie oplatając Patricka w pasie, kompletnie nie krępując się swoją nagością. Chłoną dotyk ciepłych dłoni blondyna na swojej skórze, resztkami sił starając się nie zamknąć oczu i po prostu poddać pieszczocie. Możliwe, że ostatecznie ugiąłby się pod tą przyjemnością, jednak sprowadził go na ziemię dzwonek do drzwi. Raz, drugi. Gdy Patrick ponownie odstawił go na podłogę, całymi plecami przywar do ściany, żeby zaraz nie zsunąć się na podłogę. Było mu gorąco, jego członek stał na baczność i strasznie mu się chciało, a ktoś postanowił im przeszkodzić.
    Słysząc rozkaz chłopaka, jedynie kiwnął grzecznie głową, na znak że rozumie. Oparł głowę o ścianę, odchylając ją nieco i zamknął oczy. Próbował uspokoić przyspieszony oddech, jednocześnie nasłuchując głosów z korytarza. I mimo, że wolałby, aby nikt go nie zobaczył w takim stanie, nadal grzecznie czekał na Patricka, nawet nie myśląc o tym, żeby się ubrać bez jego zgody. Jednak takową zgodę zaraz usłyszał. Nieznacznie się skrzywił, uświadamiając sobie, że teraz będzie musiał czekać, a w dalszym ciągu miał wzwód. Westchnął cicho, naciągając ponownie na siebie bieliznę i jasne dżinsy. Poprawił jeszcze potargane włosy, a wtedy do kuchni wrócił jego partner.
- Dobrze - mruknął cicho w odpowiedzi, uśmiechając się delikatnie, gdy usta chłopaka oderwały się od jego.
    Sprawnie zabrał się za przygotowywanie kanapek i już po chwili niewielki stosik znalazł się na talerzu. Upewniając się, że nie ma namiotu w spodniach, wziął talerz i poszedł do salonu, w którym siedziało rodzeństwo. Przywitał się z Erickiem, dostrzegając, jak ten zerka na jego policzek. Nie przejął się jednak tym zbytnio, a jedynie stanął obok kanapy, przysłuchując się rozmowie mężczyzn. Jego zaciekawienie nieco wzrosło, gdy usłyszał o ich rodzicielce. Patrick nigdy o niej nie wspominał. Spodziewał się jednak, że te zaraz każe mu się wynieść do kuchni i w sumie sam był gotowy już iść, gdy nagle blondyn zrobił mu miejsce na sofie. Leslie nieco się zdziwił, mimo to usiadł obok chłopaka i dalej w ciszy przysłuchiwał się rozmowie. Sam się nie wtrącał.
    Gdy Erick opuścił ich mieszkanie, nastolatek miał dość mieszane uczucia. Nie bardzo wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Jedyne do czego doszedł, to to, że Patrick chyba nie ma dobrego kontaktu z matką. Chyba. Na pewno dawno się nie widzieli. Jednak nie zamierzał drążyć. Spojrzał na blondyna, szybko dostrzegając, że i on na niego zerka. Nie  był to jednak ten sam wzrok, którym patrzył na niego wcześniej. Ten mu się nie podobał. Leslie przeczuwał coś złego. A słowa Patricka jedynie utwierdziły go w tym przekonaniu.
- Już idę - odparł, szybo podnosząc się z sofy. Erick zepsuł humor bratu i tym samym przyjemnie zapowiadający się wieczór dla Leslie'go. Nastolatek był niemal pewny, że teraz wcale miło nie będzie. Szczerze wątpił, że uda mu się nie zrobić nic, co by mogło zdenerwować jego partnera.
    Zamknął za sobą drzwi od sypialni, wolno podchodząc do łóżka. Trudności pojawiły się już na samym początku. Przygotuj się. Nie za bardzo wiedział, jak miał rozumieć te słowa. Czego oczekiwał Patrick? Że będzie czekał na niego, leżąc w łóżku z wypiętą dupą? Może... A może nie? Westchnął głośno, mierzwiąc kosmyki włosów. Nie miał za wiele czasu, więc ściągnął z siebie zbędne ubranie. Na pewno blondyn nie chciał widzieć go teraz w ciuchach. Światło zostawił wyłączone, a w zamian włączył lampkę przy łóżku. Półmrok dodawał nastroju, jednocześnie zapowiadając coś złego. Właśnie tak czuł się teraz Leslie. Wszedł kolanami na łóżku, sprawiając, że materac zaskrzypiał, po czym przeszedł na środek łóżka i zaraz pod ścianę. Oparł się plecami o zimną ścianę, przez co przeszedł go dreszcz. Miał się przygotować. Ale jak? Jak należy. Pamiętał, jednak dalej nie był pewny, co Patrick miał przez to na myśli. Mimo to nie zamierzał dłużej czekać. Musiał zrobić cokolwiek. Dlatego zaraz wsunął dwa palce do swoich ust. Chwilę je possał, po czym jego ręka powędrowała w dół, omijając członek, który wręcz prosił się o rozładowanie. Pomasował zaciśnięte mięśnie i kiedy stwierdził, że jest gotowy, pchnął jeden palc do środka. Mimowolnie westchnął, odchylając głowę do tyłu. Wbił wzrok w sufit, zaczynając poruszać palcem z każdą chwilą szybciej. Po chwili dołożył drugi. Oddech znacznie przyspieszył, a ruchy dłoni były coraz bardziej odważne. Jednak gdy poczuł znajome pulsowanie, odsunął od siebie rękę. Gdyby zrobił za dużo, Patrick na pewno by go mocno ukarał. Był tego pewien. A na myśl o chłopaka, jego oczy mimowolnie powędrowały w stronę drzwi.

____________________________________________________________________
In my time of dying...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Pon Cze 06, 2016 2:42 pm


Leslie odszedł, zaś Patrick w dalszym ciągu siedział w bezruchu, dopalając wymęczonego papierosa. Drgnął dopiero, gdy ostatni popiół skapnął na podłogę. Odłożył kiep do popielniczki, niedbale zgarnął palcami popiół i nie zastanawiając się wcale, odpalił kolejnego papierosa. Jego wzrok wbijał się w jeden punkt na ścianie, a myśli krążyły wokół matki, choć jeszcze jakiś czas temu nie potrafił skupić ich na niczym innym, co nie było ciałem Lesliego.
To nie tak, że nie przepadał za matką. Kochał ją tak jak dziecko powinno kochać rodzicielkę i zarazem osobę, która je wychowuje. Patrick uważał, że matka zrobiła to dobrze. Przecież w życiu mu się powodziło i byłoby tak nawet wtedy, gdyby ojciec nie umarł, zostawiając po sobie spadek. Matka zapewniła Patrickowi edukację, nauczyła go wiele i w znacznym stopniu wykształciła charakter, który blondyn sobie cenił. Nie czuł więc żadnej niechęci do rodzicielki, choć Erick patrzył na nią zupełnie innym okiem niż młodszy brat. Cały świat patrzył na nią inaczej i tylko Patrick był przekonany o tym, że cały świat się myli. Pomylił się, gdy zamknięto ją w szpitalu na ostatnie cztery lata. Patrick przecież wiedział, że wcale nie była chora. Jest takim człowiekiem, to wszystko. Bo przecież choroby psychiczne to tylko wymysł durnych ludzi, szukających wyjaśnienia dla tego, czego nie rozumieją. Wgniatających w ziemię to, co ponad nią wystaje. Odrzucających tych, których się obawiają, którzy wiedzą więcej, więcej rozumieją i są po prostu inni. Ale Patrick nie był taki jak oni. Taki jak brat. Nawet jeśli dawniej często nie rozumiał postępowania matki, nie czuł potrzeby rozumienia. On przecież też nigdy nie oczekiwał, że ktoś zrozumie jego samego. Był sobą. I matka była sobą. Zastanawiał się tylko jak wpłynęły na nią lata w psychiatryku. Czy wpłynęły w ogóle. Nie oczekiwał niczego. Nie zastanawiał się też już dłużej, bo gdy kolejny papieros się dopalił, jego myśli ukierunkowały się w stronę odprawionego niedawno chłopaka.
Miał podły humor. Ale dlaczego dokładnie, tego też nie chciał rozumieć. I nie oczekiwał, że zrozumie to Leslie.
Po drodze do sypialni, na chwilę zatrzymał się przy uchylonych drzwiach kuchni. Jego wzrok przykuł rzucający refleksy świetlne przedmiot. Przekroczył próg pomieszczenia i podszedł do blatu, łapiąc w dłoń pozostawiony przez chłopca nóż. Z niczego nie wyrażającą miną obmył go pod wodą, a potem przyglądając mu się z zastanowieniem, przejechał ostrzem po opuszku palca. Zrobił to bardzo delikatnie, lecz na jasnej skórze i tak pojawiła się cienka linia zabarwiona ciemną czerwienią. Wytarł palec niedbale o skrawek papieru, by z niezmienioną, obojętną jakby na wszystko miną, ruszyć w stronę sypialni. W ręku trzymał nóż.
Nie palił światła w przedpokoju, dlatego gdy lekko uchylił drzwi, za którymi znajdował się Leslie, chłopak nie mógł go dostrzec, zbyt zajęty sobą. Patrick powoli oparł się o framugę, przyglądając się blondynowi, na którego padało jasne światło lampki. Widząc jak zabawia się z własnym wnętrzem, słysząc jak pojękuje i wstrzymuje się od zapędzenia za daleko w tej pieszczocie, poczuł, że jego członek reaguje natychmiastowo. Nie dawał znać, że przyszedł. Stał, opierając się spokojnie i pochłaniał dziewiętnastolatka spojrzeniem różnokolorowych, przymrużonych delikatnie oczu. Jego dłonie zwisały wzdłuż ciała, a ostrze tylko delikatnie odbijało przymrużone światło. Patrick nie zastanawiał się nad tym, czy Leslie zdoła je dostrzec, bo też nie zależało mu na tym, by tak się nie stało. O to, by się stało, również nie dbał.
Dopiero, gdy dostrzegł jak nastolatek kieruje wzrok w stronę drzwi, uniósł nieznacznie jeden z kącików ust, obrzucając tym samym swego partnera bezczelnym uśmiechem, uświadamiając, że widownię miał już od jakiegoś czasu. Przyciemnione światło działało na korzyść chłopaka. Patrick nie mógł dostrzec, czy jasne policzki pokryły się żywym kolorem czerwieni i różu, czy może pozostały tak samo blade jak dotychczas.
Bardzo ładnie, Leslie – pochwalił, robiąc krok w stronę łóżka i zamknął za sobą drzwi. Choć pochwała brzmiała przyjemnie, Leslie musiał wiedzieć, że użyte po niej imię nie wróżyło dobrze. Nie, gdy wypowiadano je tym tonem i tym przyciszonym, szorstkim głosem. A przede wszystkim bez charakterystycznego uśmieszku.
Podszedł do łóżka i tym razem dziewiętnastolatek z całą pewnością mógł dostrzec co trzyma w ręku. Patrick nie dbał o to. Nachylił się nad drobnym ciałem i pieszczotliwie przesunął dłonią po jasnych włosach, zupełnie tak jak pan głaszcze swojego psa, gdy ten wysika się na dworze, nie zaś na drogi dywan. Uśmiechnął się. Lekko, niepokojąco, nieswojo. Miał naprawdę podły humor. Jego oczy przecinały ostre błyski nadające wzrokowi jakiegoś niecodziennego szaleństwa.
Patrick wyprostował się i rzucił niedbale nóż na pościel. Niespiesznie, wciąż patrząc zachłannie na nagie ciało, uwolnił się od ciężaru własnych ciuchów.
Połóż się na brzuchu – rozkazał, wchodząc powoli na łóżko, by usadowić się nad nogami Lesliego. W duże dłonie, mocno złapał drobne biodra i gwałtownie uniósł je do góry. Potem przyszpilił kark chłopaka do poduszki, dając znak, by go nie unosił. Z głową ułożoną na boku, Leslie mógł kątem oka patrzeć na Patricka, a Patrick mu na to łaskawie pozwolił. Puścił kark, znów złapał za biodra, wpijając w nie boleśnie paznokcie. Bez słowa, jednym, silnym ruchem wbił się w chłopaka, rozpychając brutalnie jego wnętrze, wsuwając się bezlitośnie na całą długość. Natychmiast wykonał kolejne silne pchnięcie, rękoma jeszcze mocniej dociskając wąskie biodra do swoich własnych.
A teraz – nachylił się, niemalże kładąc na ciele Lesliego, aż jego wargi znalazły się przy uchu, chuchając nań ciepłym powietrzem roztaczającym gryzący zapach dymu papierosowego – krzycz. – I wtedy puścił biodra, sięgnął po nóż, wykonał cięcie. Płytkie, długie cięcie pod delikatnym karkiem. Cięciu towarzyszyło pchnięcie. A potem ciął jeszcze raz i pchnął jeszcze raz. Znów i znów. Krzycz – powtórzył, wcale się nie uśmiechając. Ciął tak, by bolało, lecz z niepozornym rozmysłem, aby nie zostawić blizn. Nie wyraźnych w każdym razie.
Cięcie na cięciu, niżej i niżej. Pośrodku i po bokach. Każdemu towarzyszyło silne pchnięcie, a Patrick posuwał go coraz szybciej. I ciął coraz szybciej, słuchając krzyków. Wiedział, że krzyczałby i bez rozkazu. Wiedział, że to boli. Wiedział jak bardzo. Więc ciął jeszcze szybciej, jeszcze więcej i z jeszcze większą rozkoszą.
Uśmiechnął się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lovely

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 09/07/2015
Age : 18

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Pon Cze 06, 2016 5:57 pm



    Już od dłuższego czasu miał ochotę rozładować napięcie, jakie mu towarzyszyło przed przyjściem Ericka. Mimo to cały czas się pilnował, żeby nie zapędzić się za daleko. Nie było przy nim Patricka, a ten zdecydowanie nie byłby zadowolony, gdyby zastał Leslie'ego z rozwiązanym "problemem". Dlatego nastolatek w porę zabrał od siebie ręce, nim zdążył się zapomnieć w przyjemności.
      Ku jego zdziwieniu, jego oczy nie zatrzymały się na zamkniętych drzwiach. Mimo ciemności z łatwością rozpoznał swojego faceta, który mu się przyglądał. Nie zauważył nawet, kiedy ten wszedł. Jego policzki jeszcze bardziej się zaczerwieniły, mimo że już od dłuższego czasu były rozpalone. Podniecenie malowało się na jego  twarzy i za nic nie był w stanie go ukryć. Nie odczuwał nawet takiej potrzeby. Patrick widział go prawdopodobnie w każdej odsłonie. A Leslie... Mogło się to wydawać dziwne, ale w pewien sposób lubił odczuwać wstyd. Dostrzegł to już jakiś czas temu, choć sam nie wiedział, skąd mu się to wzięło. Niemniej zdecydowanie mu nie przeszkadzało.
     Bez słowa przyglądał się sylwetce chłopaka, która nagle drgnęła. Nastolatka bardzo ucieszył ten fakt, gdyż jedyne o czym teraz myślał, to żeby Patrick go dotknął. Jakkolwiek. Chciał poczuć go w sobie. Poczuć przyjemność, jaką dawały mu jego pchnięcia i sama bliskość. Jego myśli krążyły w przeróżnych kierunkach, jednak szybko gdzieś uciekły, gdy starszy go pochwalił. Słysząc swoje imię, poczuł jak przechodzi go nieprzyjemny dreszcz. Każdy inny słysząc pochwałę raczej by się ucieszył, jednak Leslie jedynie poczuł niepokój. Który urósł do ogromnych rozmiarów, gdy dostrzegł w ręce chłopaka kuchenny nóż. Jego oczy mimowolnie się rozszerzyły, a przestraszony wzrok wbił się w oblicze mężczyzny. Patrzył na niego pytająco, oczekując jakichś wyjaśnień. Czegokolwiek, co by tłumaczyło powód, przyniesienia do sypialni noża. Jednak nie usłyszał nic. Ani słowa. Jedynie duża dłoń starszego, pieszczotliwie pogładziła go po głowie, co wcale nie pomogło mu się uspokoić.
- Patrick...? - szepnął, obserwując, jak ten ściąga z siebie ubranie. Leslie nie wiedział dlaczego, ale wyczuwał od niego same negatywne emocje. Nie miał pojęcia kim była matka jego partnera, jednak zdecydowanie nie był to temat, o którym Patrick lubił rozmawiać. I nastolatek czuł, że zaraz dosyć mocno chłopak swoim zachowaniem to potwierdzi.
      Kiedy starszy kazał położyć mu się na brzuchu w pierwszej chwili nie zrobił nic. Dosyć mocno się zawahał. Sam nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo się bał. Zawsze był gotowy zrobić dla Patricka wszystko, jednak jego na ogół uśpiony instynkt samozachowawczy kazał mu uciekać. Coś w jego głowie głośno krzyczało: "WIEJ!". Jednak Leslie go zignorował i grzecznie przewrócił się na brzuch. Poczuł silne dłonie chłopaka na swoich biodrach, które ten zaraz do siebie przyciągnął, a jego kark został przyszpilony do poduszki. Kątem oka zerknął na Patricka, któremu towarzyszył dziwny błysk w oku. Przetrzęsło go. Podejrzewał co go czeka. Dlatego też mocno zacisnął zęby, przez które wydostało się ciche syknięcie, gdy palce blondyna wbiły się w jego biodra, zostawiając najpewniej na jasnej skórze charakterystyczne półokręgi.
      Gdy chłopak wbił się w niego jednym, zdecydowanym, szybkim ruchem, niemal się wyprostował, zagryzają boleśnie wargi, nie pozwalając, żeby cokolwiek się przez nie wydostało. Mimowolnie zacisnął również oczy i dłonie na pościeli, starając się jakoś sobie ulżyć. Co nie było łatwe, gdyż chłopak ponownie się poruszył. Bolało. Bolało jak cholera. Leslie dokładnie czuł, jak mięśnie się rozszerzają, by przyjąć członka Patricka, który zdecydowanie był większy niż dwa palce nastolatka. Słabe nawilżenie również szybko dało o sobie znać. Chłopak odczuwał tarcie, które sprawiało jeszcze więcej bólu. Jednak nie tak jak to, co nastąpiło po chwili. Sam nie wiedział jak to się stało, ale naprawdę zapomniał o tym nożu. Fakt, że leżał obok, jakoś uleciał z jego głowy. Dlatego Patrick wcale nie musiał kazać mu krzyczeć. Leslie zrobiłby to i bez jego rozkazu. Gdyby kazał mu być cicho, nie udałoby mu się.
     Za pierwszym razem był to raczej okrzyk spowodowany zaskoczeniem. Bolało, jednak nie aż tak, żeby tak głośno krzyczeć. Każdy jednak następny ruch był coraz gorszy. Każde cięcie i każde pchnięcie. Leslie nie mógł skupić się na przyjemności, bo jej nie odczuwał. Bolało. Tak bardzo go bolało. Plecy paliły żywym ogniem, swędziały i piekły. Czuł każde cięcie z osobna. Ranę na ranie. Spływającą krew po nagich plecach, która najpewniej brudziła jasną pościel. Nie starał się być cicho, bo wiedział, że nie dałby rady. Wręcz przeciwnie. Z każdą chwilą jego krzyk stawał się głośniejszy. Głos był niższy i jakby obcy. Ale nie mógł się powstrzymać. Krzyczał i prosił. Nie, nie prosił. Błagał. Coraz częściej, jednak o nic konkretnego. Ani razu nie powiedział, żeby Patrick to skończył. Ani razu nie poprosił, żeby przestał. Mimo to cały czas o coś prosił, co jakiś czas powtarzając imię chłopaka. Jego policzki były mokre od łez i potu, a włosy potargane na wszystkie strony. Paznokcie zacisnęły się w pościeli, a ciało niekontrolowanie drżało, nie będąc w stanie czerpać przyjemności z pchnięć, które teraz już wcale nie były bolesne. A chciał czuć przyjemność. Chciał czegokolwiek, co odwróciłoby jego uwagę od bólu. Czuł, że jeszcze chwila i nie wytrzyma. Gdy Patrick po raz kolejny przejeżdżał po świeżej ranie, miał wrażenie, że tracił przytomność. Dlatego jego dłoń powędrowało do członka, który mimo towarzyszącego mu bólu w dalszym ciągu był wyraźnie nabrzmiały. Jednocześnie próbował skupić się na pchnięciach i odczuwać jakąkolwiek przyjemność. Jego krzyki stawały się coraz bardziej chrypłe, jednak nie straciły na sile. Zacisnął mocno oczy, szlochał w poduszkę i szybciej poruszał dłonią na członku, powtarzając sobie w myślach, że znosi to wszystko dla Patricka.

____________________________________________________________________
In my time of dying...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Czw Cze 09, 2016 12:54 am


Wsłuchiwał się w jego krzyki, uśmiechając się z nieskończoną satysfakcją i bezlitośnie wykonywał kolejne, mocnie pchnięcia. I kolejne cięcia. Choć był cholernie podniecony, miał wrażenie, że z każdą chwilą jego kutas rośnie coraz bardziej, a każdy kolejny krzyk, skowyt, czy błaganie Leslie'ego przyczynia się do tego. Był podniecony bardziej niż zwykł do tej pory, nawet jeśli robiąc to z chłopakiem, nigdy nie mógł narzekać na brak zadowolenia.
Z przymkniętymi oczyma i wykrzywionymi w pełnym rozkoszy uśmiechu wargami, schodził coraz niżej, a gdy ostrze wykonało cięcie tuż nad wypiętym tyłkiem chłopaka, Patrick zrobił coś, co wyglądało na zupełnie niekontrolowany odruch. Taki, które pojawiają się w chwilach ekstazy, zupełnego zapomnienia. Chwycił bowiem gwałtownie jasne kosmyki, niemniej brutalnie odchylając głowę chłopaka do tyłu, zmuszając, by oparł się na rękach. Nachylił się nad drobnym ciałem. I przystawił zakrwawiony nóż do odsłoniętego gardła. A wszystko trwało niespełna sekundę.
Wiedział, że Leslie poczuł prawdziwy, niczym niewymuszony strach. I ta świadomość sprawiła, że westchnął z uniesieniem, wykonując kolejne, jeszcze głębsze i jeszcze silniejsze pchnięcie. Ustami odnalazł ucho chłopaka, gdzie też złożył zupełnie nieadekwatny do sytuacji, przelotny pocałunek.
Leslie – wymruczał przeciągle, głosem nieswoim, lecz wibrująco przyjemnym, pełnym jakiejś nieograniczonej, straszliwej przyjemności. W jego tonie czaiły się pokaźne dawki zadowolenia. Wilgotny język powoli przejechał po delikatnym płatku. Nóż trochę mocniej przywarł do skóry, lecz już po krótkiej chwili został odrzucony. Usłyszeli krótki dźwięk żelaza obijającego się o podłogę.
Już... – szepnął wprost do ucha blondyna, wcale nie zwalniając silnego uścisku na jasnych kosmykach. – Już cśśś. – Jego głos brzmiał delikatnie, lecz jednocześnie wciąż miał tę nieprzyjemną nutę, której nie dało się zignorować. Przyprawiał o ciarki i o gorąco.
Dłoń, która wcześniej trzymała ostrze, teraz powędrowała na przyrodzenie chłopaka, odtrącając palce zajmujące się nim do tej pory. Patrick wyręczył Leslie'ego obdarzając jego naprężonego członka silnym objęciem, a potem szybkimi, gwałtownymi ruchami. Znów zaczął szybciej poruszać biodrami. Druga dłoń nie puszczała kosmyków. A usta błądziły od ucha, poprzez kark, kończąc na lekko zakrwawionym ramieniu.
Rżnął go bez opamiętania, nie robiąc już więcej nic bolesnego poza szarpaniem chłopięcych włosów. Nie powstrzymywał własnych odgłosów przyjemności. W końcu jego ruchy stały się mniej opanowane, dłoń na naprężonym członku zaczęła pieścić go jeszcze intensywniej. Nie minęło dużo czasu, gdy z głośnym westchnieniem przyjemności, spuścił się głęboko we wnętrze chłopaka.  Zacisnął dłoń mocniej na ściskanych kosmykach, by już po chwili rozluźnić powoli palce i wysunąć je spomiędzy nich.
Opuścił wnętrze chłopaka po krótkiej chwili, uspokajając niespiesznie wzburzony oddech. Usiadł na skraju łóżka i jak zawsze wyciągnął papierosa. Odpalił go delikatnie drżącą dłonią, kątem oka patrzył na chłopaka. Wyglądał... Strasznie. Z jego pleców sączyła się krew, co wyglądało dużo poważniej niż w rzeczywistości było. Bo Patrick ani przez chwilę nie stracił kontroli. Wiedział jak krzywdzić, by krzywdy nie wyrządzić. Nie trwałej, nie zbyt poważnej. Zaciągnął się mocno, zsuwając wzrok na pokrytą szkarłatem pościel. I w końcu na twarz chłopaka.
Westchnął krótko, opierając łokcie o nogi. Zaciągnął się jeszcze raz.
Nie płacz – odezwał się głosem zupełnie spokojnym, wolnym od jakiegokolwiek wyrzutu, wstydu, żalu, czy skrępowania. Nic się przecież nie stało. – To tylko trochę krwi – dodał, dalej ze spokojem paląc papierosa. Wyciągnął jedną z dłoni, by wsunąć palce pomiędzy jasne kosmyki. Zaczął głaskać chłopaka, łagodząc jednocześnie ból pozostały po niedawnym szarpaniu. Posłał mu lekki, pełen uznania uśmiech. Był usatysfakcjonowany i wiedział, że ta świadomość w głowie Leslie'ego ukoi każdy, choćby największy ból.
Wstawaj, pójdziemy pod prysznic – polecił, samemu podnosząc się na nogi, by zgasić papierosa. Stanął nad łóżkiem, a nachyliwszy się, chwycił dłoń dziewiętnastolatka, pomagając mu tym samym się podnieść. Po krótkiej chwili chwycił jego pośladki, unosząc drobne ciało i w ten właśnie sposób pokonał drogę z sypialni do łazienki. Odstawił chłopaka dopiero pod prysznicem. Odwrócił go tyłem do siebie i puścił chłodną wodę. Powoli zaczął zmywać wszechobecną krew, jednocześnie składając na wilgotnej szyi krótkie pocałunki. Był wykończony. I spełniony. A jego humor znacznie się poprawił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lovely

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 09/07/2015
Age : 18

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Sob Cze 11, 2016 4:02 pm



     Każda minuta dłużyła się niczym godzina. Jeszcze nigdy Leslie tak bardzo nie chciał, żeby Patrick już skończył. Doszedł, wyszedł z niego i zostawił go w spokoju. Sam zdziwił się, że coś takiego w ogóle przyszło mu do głowy, ale teraz nie myślał. Po prostu chciał, żeby w końcu przestało boleć. Odkąd poznał Patricka, miał naprawdę zawyżony próg bólu. Potrafił wiele znieść. Jednak chłopak nigdy nie męczył go tak, jak teraz. Bolało tak bardzo, że momentami nastolatek tracił kontakt z rzeczywistością. I po zastanowieniu, szybko dochodził do wniosku, że to były najlepsze momenty.
     Kolejny krzyk, szloch i nagle stało się coś, czego chłopak się nie spodziewał. Dłoń Patricka boleśnie zacisnęła się na jego włosach, szarpiąc za jasne kosmyki. Mimowolnie Leslie nieco się podniósł, wyginając mocno w plecach i szerzej rozkładając nogi. Jednak najgorsze nastąpiło dopiero po chwili. Kiedy ostrze dotknęło jego szyi, otworzył szerzej oczy i zamarł. Momentalnie zapomniał o bólu, a jego ciało zaczęło niekontrolowanie drżeć. Zacisnął mocno oczy, a oddech jeszcze bardziej przyspieszył.
     Zawsze z ufnością przyjmował na siebie każdą zachciankę Patricka. Nawet jeśli czasem się bał, to ufał swojemu partnerowi. Jednak teraz odczuwał tak wielki strach, jak chyba nigdy wcześniej. Bał się poruszyć. Bał się zrobić cokolwiek. Dlatego też, kiedy Patrick ponownie mocno się poruszył, pisnął i zaszlochał, najzwyczajniej bojąc się, że przystawiony do gardła nóż, przebije się przez skórę.
     Delikatny pocałunek wcale nie pomógł mu się uspokoić. W normalnych okolicznościach Leslie pewnie zwróciłby uwagę, że był przyjemny, słodki, kochany i  uroczy, jednak tym razem całkowicie go zignorował. Tak jak i swoje imię, które zostało wypowiedziane tym seksownym tonem, pełnym zadowolenia. Jeszcze nigdy jego imię w ustach Patricka nie brzmiało tak, jak teraz. I nawet nie mógł się tym cieszyć, bo ostrze noża jeszcze mocniej przywarło do jego szyi, sprawiając, że nastolatek wstrzymał oddech w duchu modląc się o to, żeby Patrick się nie poruszył. Na szczęście tego nie zrobił, a blondyn zaraz poczuł, jak ostrze odsuwa się od jego szyi i uderza o podłogę. Momentalnie poczuł nieopisaną ulgę i zaczerpną więcej powietrza do płuc. Jednak wcale się nie uspokoił, nawet słysząc szept starszego. Miał wrażenie, że trzęsie się jeszcze bardziej niż wtedy, kiedy Patrick sprawiał wrażenie, że chce poderżną mu gardło. Nie potrafił opanować naturalnych reakcji swojego ciała, dlatego w dalszym ciągu po bladych policzkach płynęły łzy.
    Nagle poczuł, jak blondyn odtrąca jego rękę, która od dłuższego czasu jedynie obejmowała członek nastolatka i sam zaczyna poruszać dłonią. Mimowolnie Leslie jęknął, czując pchnięcie, po którym nastąpiło kolejne i kolejne. Jednak już teraz młodszy nie odczuwał żadnych cięć. I choć plecy w dalszym ciągu straszliwie bolały, w końcu poczuł upragnioną falę przyjemności, która szybko przeszła na całe ciało. Nie mając ani siły, ani zamiaru, nie kontrolował się. Płakał i krzyczał, a kiedy zdarł sobie gardło tylko niewyraźnie jęczał. Nagle jego ciało przeszył mocny dreszcz, a nim zdał sobie sprawę z tego co się dzieje, doszedł starszemu w rękę. Jeszcze kilka silniejszych pchnięć, po których poczuł jak Patrick mocno dociska swoje biodra do jego, a po jego wnętrzu rozlało się ciepłe nasienie chłopaka.
     Gdy starszy blondyn zabrał swoje ręce od ciała nastolatka, ten bezwładnie opadł na pobrudzoną pościel i skulił się. Koniec. Kiedy Leslie sobie to uświadomił, mimowolnie ponownie zaczął płakać. Napięcie próbowało znaleźć ujście właśnie w postaci słonych łez. Nie potrafił się uspokoić, nawet wtedy, gdy Patrick powiedział mu, żeby nie płakał. Nie potrafił. A przynajmniej nie od razu. Duża dłoń mężczyzny tym razem jedynie gładziła bolącą skórę głowy, ale dopiero po dłuższej chwili Leslie faktycznie się uspokoił. Nadgarstkiem przetarł mokre oczy i policzki, po czym pierwszy raz spojrzał na starszego, który... uśmiechał się do niego. Nie ironicznie, złośliwie czy sarkastycznie, tylko tak naprawdę. Wyglądał na zadowolonego, a nastolatek miał nawet wrażenie, że w pewien sposób jest dumny. Poczuł ciepło w piersi. Patrick w ogóle nie przypominał tego smutnego i zdenerwowanego siebie, zaraz po wizycie brata. Teraz był zadowolony i patrzył na swojego partnera z uznaniem. Leslie od razu pomyślał, że gdyby był w stanie, zacząłby skakać z radości.
      Kiedy starszy kazał mu iść ze sobą do łazienki, szybko podniósł się do siadu. Jednak bardzo szybko tego pożałował. Bolały go całe plecy i biodra. Przed paroma chwilami w końcu Patrick mało delikatnie go zerżnął. Dlatego gdy zobaczył przed sobą wyciągniętą dłoń chłopaka, od razu za nią chwycił. Mimo to czuł jak kolana mu drżą. Zdecydowanie za dużo jak na jeden dzień. Bał się, że naprawdę nie dojdzie do łazienki... Ale nie musiał. Zaraz poczuł ręce starszego na swoim ciele. Kiedy go podniósł, Leslie go objął. Przez krótką chwilę przyglądał się jego przystojnej twarzy, po czym oparł policzek na ramieniu chłopaka i pozwolił zanieść się aż pod sam prysznic. I najwidoczniej na tym niespodzianki się nie kończyły. Patrick odwrócił go do siebie tyłem i zaczął zmywać krew z obolałych pleców. Zaczęło piec, więc nastolatek mimowolnie syknął, zaciskając wargi. Jednak w tej samej chwili usta starszego zaczęły pieścić jego szyję. Mimowolnie przechylił głowę na bok i przymknął oczy. Był wykończony, jednak chętnie poddawał się przyjemności, jaką właśnie obdarowywał go starszy.
- Kocham cię - wypalił bez zastanowienia. Niezbyt głośno, ale na tyle, że chłopak na pewno usłyszał i zarazem całkowicie szczerze. Sam nie do końca wiedział, skąd zebrało mu się w tym momencie na takie wyznania. Po tym wszystkim chyba chciał się utwierdzić w przekonaniu, że nic się nie zmieniło, mimo że straszy był bardziej brutalny niż zwykle.
    Odwrócił się do Patricka przodem, a spojrzenie jego złotych oczu wbiło się w dwukolorowe tęczówki blondyna.
- Pocałujesz mnie? - zapytał, a jego głos nabrał proszącej nutki. Przechylił delikatnie głowę na bok i zagryzł dolną wargę. Podczas stosunku Patrick ani razu nie pocałował go w usta i Leslie właśnie stwierdził, że bardzo by chciał, aby to się zmieniło. Pragnął tych idealnie wykrojonych ust. Takie małe pocieszenie, za wyrządzoną krzywdę.

____________________________________________________________________
In my time of dying...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Sro Cze 15, 2016 1:50 pm


Nie uważał, że przesadził. Nigdy nie myślał w ten sposób, a przecież przez minione trzy lata zadał swemu partnerowi bardzo dużo bólu. Co prawda nigdy nie posunął się tak daleko, lecz niemalże przy każdym stosunku odkrywał kolejne oblicza swojego sadyzmu. Za każdym razem, gdy można było myśleć, że nastąpił na granicę, szybko okazywało się, że ta znajduje się dalej, a Patricka stać na więcej. I Patrick nigdy nie żałował, nigdy nie współczuł, nigdy nie miał ochoty przepraszać. I co ważniejsze, nigdy, nawet razu nie usłyszał słowa "przestań". Leslie nie śmiał, albo nie chciał się sprzeciwić, co sprawiało, że Patrick mógł posuwać się dalej i dalej. Badać jak wytrzymały jest chłopak, sprawdzać, czy kiedyś dojdzie do tego, że zacznie błagać o chwilę wytchnienia. Bo dziś przecież błagał, prosił, skomlił. Ale o co prosił? O nic konkretnego, bo nawet jeśli w domyśle, właśnie o zaprzestanie, ani razu nie powiedział tego głośno. Może to i lepiej. Patrick był w tak niesprzyjającym nastroju, że taka prośba mogłaby go jedynie mocniej rozjuszyć. Nie przestałby z pewnością.
Niespiesznie scałowywał z wyeksponowanej jeszcze mocniej szyi, spływające kropelki, wciąż obmywając poranione plecy. Gdy Leslie się odezwał, na chwilę zaprzestał wszystkich ruchów, stojąc tak z ustami zawieszonymi nad wilgotnym karkiem chłopaka. Przymrużonymi oczyma przez chwilę po prostu patrzył w jeden punkt, aż w końcu złożył ostatni pocałunek na delikatnej skórze.
Wiem – szepnął, prostując się całkowicie. Gdy blondyn się obrócił, znów nie mógł wyczytać na twarzy Patricka żadnych konkretnych emocji. Ani się nie uśmiechał, ani nie marszczył nerwowo brwi. Bez wyrazu wpatrywał się w chłopięcą twarz, wzdychając subtelnie, gdy do jego uszu znów dotarł delikatny głos. Bez słowa wsunął palce pomiędzy jasne kosmyki i nachylił się, by złożyć na różowych ustach lekki pocałunek. Pocałunek ten szybko został pogłębiony i trwał, dopóki obojgu nie zaczęło braknąć oddechu. W końcu Patrick odsunął się i bez słowa skierował strumień wody na siebie. Obmył się szybko i pobieżnie, następnie przekazując słuchawkę do rąk Leslie'ego.
Umyj się – nakazał, samemu wychodząc spod prysznica. Niedbale wytarł ciało i obwiązał ręcznik wokół bioder. Swoje kroki skierował do szafki nad zlewem, wyjmując stamtąd apteczkę. Przyszykował, co miał przyszykować i cierpliwie poczekał, aż Leslie doprowadzi się do porządku. Widząc, że jest już umyty i względnie suchy, podszedł, by wziąć go pod pachy niczym małe dziecko i posadzić na jednej z szafek. Stanął za plecami dziewiętnastolatka, biorąc do ręki środek dezynfekujący rany. Bez uprzedzenia począł pokrywać świeże draśnięcia tymże właśnie środkiem.
Myślałeś, że poderżnę ci gardło? – zapytał nagle, uśmiechając się pod nosem z dziwnym wyrazem. Kończąc dezynfekcję, począł okładać całe plecy czystymi gazami. Gdy to zrobił, ustawił się przodem do chłopaka, między jego nogami. Patrząc z tym samym uśmiechem na przystojną twarz, zaczął obwiązywać opatrzone plecy bandażem. Jego wzrok był pełen politowania, zupełnie tak, jakby faktycznie podobny scenariusz był niemożliwy, a strach Leslie'ego zupełnie nieuzasadniony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lovely

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 09/07/2015
Age : 18

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Czw Cze 16, 2016 12:24 am



    Brak odwzajemnienia deklaracji swojej miłości w ogóle Leslie'ego nie ruszył. Nastolatek nawet nie oczekiwał, że Patrick odpowie chociażby zwykłym: "ja ciebie też". Ba, gdyby coś takiego się stało, pomyślałby, że się przesłyszał. Starszy nie był typem osoby, która rzucałaby tego typu tekstami, na prawo i lewo. A Leslie'mu to nie przeszkadzało. Doskonale zdawał sobie sprawę, że Patrickowi na nim zależy. Na swój dziwny, pokręcony sposób, ale mimo wszystko zależy. Gdyby tak nie było, nie przygarnąłby go do siebie i na pewno nie staliby teraz wspólnie pod prysznicem. Dlatego nastolatek się tym nie przejął.
    Gapił się tymi swoimi, wielkimi oczami w Patricka i czekał, aż ten spełni jego prośbę. Mimo wszystko był zdania, że zasłużył na taką małą nagrodę. I najwidoczniej starszy podzielał ów zdanie, gdyż zaraz jego dłoń wsunęła się pod mokre, jasne kosmyki, a usta przywarły do tych młodszego. Leslie od razu, z całym zapałem, odwzajemnił pocałunek. A całował naprawdę dobrze. W końcu miał świetnego nauczyciela.
    Kiedy zaczęło brakować im powietrza, Patrick się odsunął i bez słowa, wrócił do mycia. Za to nastolatek po prostu sobie stał i w ciszy oraz bez skrępowania, przyglądał się mężczyźnie. Uwielbiał na niego patrzeć. Lustrować wzrokiem przystojną twarz i idealnie wyrzeźbione ciało. Przydługie włosy opadające na ramiona i dwukolorowe tęczówki, w których toną. Dla Leslie'ego był cudowny pod każdym względem. Mógłby na niego patrzeć wieczność i chłopak nigdy by mu się nie znudził.
    Leslie niemal całkiem odpłynął. Na ziemię sprowadziły go dopiero słowa Patricka. Odebrał słuchawkę, a gdy starszy opuścił kabinę, zabrał się za mycie swojej osoby. Wyszorował się dokładnie, jednocześnie uważając, żeby nie nadwyrężać obolałych pleców. A kiedy stwierdził, że skończył, otulił się dużym, puchatym ręcznikiem i wyszedł spod prysznica, zaraz stając na zimnych płytkach. Wytarł ciało i more kosmyki, po czym obwiązał ręcznikiem biodra. I właśnie wtedy Patrick nagle do niego podszedł i podniósł. Leslie spojrzał na niego pytająco, ale najwidoczniej starszy nie miał zamiaru nic tłumaczyć. Jedynie zaraz posadził nastolatka na jednej z szafek i stanął za nim.
    Nim dziewiętnastolatek zdążył o cokolwiek zapytać, poczuł, jak Patrick przykłada coś do jego pleców. Mimowolnie syknął, czując nieprzyjemne pieczenie. Od razu zrozumiał, że starszy postanowił odkazić mu ranki. Mimo, że sam proces był okropny, nie mógł nie uśmiechnąć się do siebie w duchu. W końcu to, że mu pomógł, było naprawdę kochane. I oznaczało, że naprawdę się  niego martwił.
    Jednak bardziej od poprzedniego czynu, Leslie'ego zaskoczyło pytanie Patricka. Nie miał pojęcia, co mu na nie odpowiedzieć,
- No... nie - mruknął niepewnie w odpowiedzi, zerkając starszemu w oczy. - Wiedziałem, że mnie nie skrzywdzisz - oznajmił, pewnym siebie głosem, co było wręcz paradoksalne, biorąc pod uwagę, co stało się jeszcze nie tak dawno. Leslie jednak jakby o tym zapomniał. Wtedy zdawało mu się, że umrze z bólu, jednak teraz, gdy już było po wszystkim, trochę mu przeszło. Nie myślał wtedy o tym, że naprawdę chłopak mógłby poderżnąć mu gardło. Choć to też nie do końca tak. Nawet jeśli zdawał sobie z tego sprawę, to nie docierało do niego, że mógłby go zabić. Że mógłby naprawę umrzeć. To było zbyt nierealne. Dlatego gdyby Patrick miał ochotę, poświęciłby się jeszcze raz. I w dalszym ciągu nie przyjąłby do wiadomości, że to co starszy mu robił, to naprawdę była krzywda. W jego mniemaniu tak nie było. Prawda wyglądała inaczej. - Ale i tak się bałem - przyznał, lekko zmieszany. Miał małe wyrzuty sumienia, że tak zwątpił w Patricka. W końcu ten nigdy nie wyrządził mu większej krzywdy. Zdaniem nastolatka. Bo oczywiście było to nieprawdą.Leslie został skrzywdzony wiele razy i nie miał o tym pojęcia. Nigdy mu się nie wydawało, żeby Patrick zrobił coś źle. Teraz nie było wyjątku. Leslie znalazłby jakąś dobrą wymówkę, żeby usprawiedliwić, nawet przed samym sobą to, co zrobił Patrick. - Naprawdę się wystraszyłem... Wiem, że nie powinienem. Ufam ci. Dlatego tego nie rozumiem - wyznał szczerze skruszony. - Rozczarowałem cię? - dopytał, dla upewnienia, zaciskając palce na bandażu, który teraz oplatał jego ciało. - Mógłbym być mumią - zaśmiał się, wbijając spojrzenie swoich oczu w oczy Patricka. Nieco spoważniał. - Dziękuję, że się mną zająłeś - oznajmił, uśmiechając się delikatnie do starszego. A po chwili cicho ziewnął, zasłaniając usta wierzchem dłoni. Jego ciało zaczynało dawać znać o swoich potrzebach. A potrzebowało teraz odpoczynku. I to solidnego. Nastolatek dopiero teraz poczuł, jak bardzo jest zmęczony. Jak oczy same się zamykają. Miał wielką ochotę, zaszyć się już pod kołdrą, obok ukochanego ciała i pozwolić sobie odpłynąć. - Idziemy spać?

____________________________________________________________________
In my time of dying...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Czw Lip 07, 2016 1:16 pm


Słuchał odpowiedzi chłopaka, bez pośpiechu obwiązując jego plecy kolejnymi warstwami bandażu. Wzrok, który posłał chłopakowi po jego zapewnieniu świadczył o tym, że Patrick nie do końca wierzy w te słowa. Skąd Leslie mógł wiedzieć, że go nie skrzywdzi? Ufa mu do tego stopnia? Patrick przecież wiedział, że nigdy nie dał młodszemu podstaw do takiego zaufania. Krzywdził go cały czas, nawet jeśli w oczach zarówno jednego, jak i drugiego, nie była to krzywda. Co więc miało powstrzymać go przed wbiciem ostrza w odsłonięte gardło chłopaka? Mogłoby się zdawać, że nic. Ale dwudziestotrzylatek wiedział przecież, że Leslie nie mógł skłamać, a to oznaczało, że owszem – ufał swemu partnerowi. Patrick mógł tylko dyskretnie westchnąć.
Trwał w ciszy również wtedy, gdy chłopiec przyznał się do strachu. Oczywistym było, że był nim pochłonięty w tamtym momencie,  bo przecież kto by nie był? Patrick musiał przyznać, że i on byłby ładnie zaniepokojony, gdyby przystawiono mu nóż do gardła. Strach był naturalny i mężczyzna zacząłby się obawiać prędzej, gdyby jego kochanek go nie czuł. Zezłościłby się też, gdyby utrzymywał, że wcale się nie wystraszył, szczególnie dlatego, że Patrick dopuścił się do tego gestu właśnie po to, by wywołać strach. Bo strach Lesliego był podniecający, a Rain napawał się nim z rozkoszą, gdy tylko miał ku temu okazję.
Zawiązał bandaż, kierując spojrzenie na oczy chłopaka, gdy ten zadał swoje pytanie.
Nie rozczarowałeś mnie – odparł spokojnym, rzeczowym tonem, układając dłonie po obu stronach drobnego ciała. Przez długą chwilę wpatrywał się w niego w zupełnym milczeniu, z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Nawet przez kilka sekund zastanawiał się nad tym, czy go nie uświadomić. O tym, że nie powinien dziękować, o tym, że powinien czuć żal, urazę. Ale nie. Przecież Leslie tego nie czuł, nieważne co Patrick by mu zrobił. Przecież właśnie to cenił sobie w tym dzieciaku. Dlaczego więc miałby wymuszać na nim jakiekolwiek inne niepożądane uczucia, nawet jeśli wśród społeczeństwa to właśnie one były wskazane i "na miejscu"?
Twój strach mnie podnieca – wymruczał dość nieoczekiwanie, ignorując zupełnie pytanie na temat spania. Wciąż zaglądał w duże oczy chłopca, a swoją dłoń ułożył na jego policzku, całkiem delikatnie głaszcząc go kciukiem.  – Twoje łzy mnie podniecają. I twój ból mnie podnieca. – Zabrał dłoń, odsuwając się zaraz od blondyna.
Gdy cierpisz, to znaczy, że nie jestem rozczarowany – wyjaśnił z dziwnym uśmiechem, kierując powoli kroki do wyjścia z łazienki. – Chodźmy spać – zarządził, obrawszy kierunek w stronę sypialni Lesliego. Zazwyczaj nie spali razem. Młodszy blondyn odwiedzał sypialnię starszego głównie w jednym celu, lecz skoro łóżko Patricka tymczasowo nie nadawało się do użytku, rozwiązanie nasuwało się samo.
Tego dnia zasnął całkiem spełniony, myśląc jedynie o Lesliem.

Nazajutrz obudziła go wiadomość od Ericka, a jego humor automatycznie znów uległ pogorszeniu. Przesunął dłonią po włosach, zerkając w zamyśleniu ku Lesliemu. Nachylił się bez namysłu, gwałtownie szarpiąc za jasne kosmyki i zaatakował różowe usta chłopaka. Gdy ten się obudził, Patrick gładził jego udo, pogłębiając pocałunek jeszcze mocniej. Odsunął się po chwili, zaglądając w złote tęczówki.
Wstawaj. Odwiedzi nas dzisiaj moja matka – poinformował, zabierając dłoń i samemu wstając z łóżka, by odpalić papierosa oraz otworzyć na oścież duże okno. – Przyjdzie około piętnastej, pojadę z tobą na zakupy i zrobisz jakiś większy obiad. – Zamilkł na chwilę, odwracając się tyłem do Lesliego, zaś przodem do okna, przez które niedbale się wychylił, opierając o parapet.
Zjesz z nami. – Raz jeszcze przeczesał dłonią włosy, wzdychając ciężko. Czuł, że podejmuje złą decyzję, gdzieś podświadomie jednak nie chciał zostawać z nią sam. Nie przyznałby się jednak nawet przed sobą, że to właśnie dlatego zamierza poznać swego partnera z rodzicielką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lovely

avatar

Liczba postów : 78
Join date : 09/07/2015
Age : 18

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Pon Sie 01, 2016 4:43 pm



     Leslie naprawdę mocno przejął się tym, że swoim wcześniejszym zachowanie, mógł w jakiś sposób zdenerwować lub rozczarować Patricka. Że ten może liczył na coś innego i nie wszystko poszło po jego myśli. Na ogół Leslie starał się robić wszystko tak, jak zażyczy sobie starszy. Dzisiaj jednak został postawiony w nowej sytuacji. Patrick nigdy wcześniej nie zrobił czegoś podobnego. Ponadto strach wziął górę i Leslie nie był w stanie się kontrolować. Dlatego też, gdy jego partner stwierdził, że wcale nie był rozczarowany, na jego twarz wstąpił szczery uśmiech. Naprawdę się ucieszył, a i w duchu, odetchnął z ulgą. Zdecydowanie mu ulżyło.
    Po chwili Patrick nieco się zbliżył, układając swoje dłonie, po obu stronach ciała młodszego, wbijając przy tym spojrzenie swoich dwukolorowych tęczówek w jego. W ciszy na siebie patrzyli. A Leslie po prostu czekał. Sam powiedział już wszystko i nie wiedział, co jeszcze do powiedzenia miał Patrick. I chyba dlatego, jego kolejne słowa, tak bardzo go zdziwiły. Zamrugał zaskoczony, wstrzymując oddech, gdy chłopak ułożył swoją ciepłą dłoń na jego policzku. Nie odezwał się nawet słowem. Grzecznie wysłuchał słów starszego, próbując zrozumieć ich sens. Ale nie było nic do rozumienia. Słowa Patricka nie były skomplikowane. Nawet Leslie je rozumiał. Choć może nie do końca. Wiedział o co chodziło chłopakowi, ale nie rozumiał, skąd wzięły się w nim takie, a nie inne odczucia. Jednak Leslie'mu to nie przeszkadzało. Skoro Patrick był wtedy szczęśliwy, był pewien, że wytrzymałby wszystko. Przynajmniej tak mu się wydawało.
    Więcej tego wieczoru się nie odezwał. Jedynie posłusznie kiwnął głową i poszedł za Patrickiem do swojego pokoju, w którym mieli spędzić noc. Kolejna rzecz, która wprawiła nastolatka w dobry humor. W końcu rzadko spali ze sobą w jednym łóżku. I pewnie dlatego, za każdym razem, cieszył się z tego, jak małe dziecko.

    Spało mu się niezwykle dobrze. Jednak nic co dobre, nie trwa wiecznie. Ze snu wybudził go ból, spowodowany szarpnięciem za jego włosy. Jego sprawcą był Patrick, którego usta już po chwili dotknęły tych Patricka. Na początku Leslie był zdezorientowany, ale gdy dotarło do niego co się dzieje, odwzajemnił pocałunek, mrucząc cicho, gdy dłoń starszego, przyjemnie gładziła jego udo. Chłopak jednak szybko się odsunął i wstał z łóżka, pozostawiając go samego. Opadł wygodnie na materac, odwracając głowę w stronę Patricka. Dopiero po chwili dotarł do niego sens jego słów. Dzisiaj miała przyjść matka Patricka. To znaczy, że starszy chciał go przedstawić swojej rodzicielce?! Patrick szybko potwierdził jego przypuszczenia. Aż poderwał się do siadu.
- Z wami? - zapytał dla upewnienia, jednak nie oczekiwał odpowiedzi. - To muszę przygotować coś naprawdę dobrego - mruknął bardziej do siebie niż do chłopaka. W końcu to nie był byle kto. Do tej pory Leslie miał okazję poznać jedynie brata Patricka, który nie za specjalnie raczej za nim przepadał. A przynajmniej niezbyt widział mu się ich związek.

    Leslie uwielbiał spędzać czas z Patrickiem na robieniu zwykłych, codziennych rzeczy, to też wspólne zakupy bardzo go ucieszyły. Mimo, że w dalszym ciągu był dość zdenerwowany. Miał lekkie obawy co do tego, co przygotować. No i czy zrobi dobre, pierwsze wrażenie na matce swojego partnera. Było to dla niego niezwykle ważne, stąd te obawy. Chciał, żeby chociaż ona go polubiła. W końcu raczej nie często Patrick go przedstawia swoim członkom rodziny. Zwłaszcza tak ważnym. Oczywiście dość mocno zdziwiło do Leslie'ego, gdyż zdecydowanie nie było to w stylu jego faceta, ale postanowił się nad tym zbytnio nie rozwodzić. Ba, zamierzał się tym tylko cieszyć.
    Resztę dnia spędził na przygotowywaniu posiłku. Nie wiedział, co będzie smakowało matce Patricka, więc postanowił zbytnio nie kombinować. Najpierw przygotował sernik wiedeński na deser, gdyż zajmowało to zdecydowanie więcej czasu, a gdy ciasto znalazło się w piekarniku, zabrał się za sałatkę z kurczakiem wędzonym. Lekki i zarazem sycący obiad. Liczył, że tyle wystarczy. Po godzinie wyciągnął sernik, który miał śliczny, złocisty kolor i odstawił go do schłodzenia.
    Na koniec przygotował stół i posprzątał kuchnię. W domu zawsze był porządek, więc nie musiał zbytnio przejmować się mieszkaniem. A kiedy wszystko było gotowe, zaszył się u siebie w pokoju, gdzie wziął szybki prysznic. Wybranie odpowiedniego stroju zajęło mu dłuższą chwilę, ale w końcu się zdecydował. Naprawdę się denerwował, jednak nie mógł przestać się uśmiechać. Mimo wszystko bardzo się cieszył. Zapoznanie, przez Patricka, jego i matki chłopaka, to nie było byle co. Musiało oznaczać, że w pewien sposób Patrick mu ufał, a to cieszył go najbardziej.
    Nagle po mieszkaniu rozbrzmiał znajomy dzwonek.
- Otworzyć? - zapytał, mimowolnie podrywając się na równe nogi.

____________________________________________________________________
In my time of dying...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   Wto Paź 04, 2016 12:04 am


Patricka nieco irytowała ekscytacja młodszego blondyna, jednak nie wspomniał o tym choćby słowem. Miał przecież świadomość, że dzieciak nie może wiedzieć, jaka relacja łączy go z matką. Na dobrą sprawę, dwudziestotrzylatek sam nie mógłby określić tej relacji w prostych, czy nawet bardziej zawiłych słowach. Nigdy nie mówił Lesliemu o rodzicielce, bo i nie czuł takiej potrzeby. Nie chciał wspominać o pewnych epizodach dotyczących przeszłości, a z kobietą tą wiązało się zbyt wiele takowych. Zresztą nie uważał, by nastolatek był odpowiednią osobą do rozmowy o takich rzeczach. Nikt nie był.
Nie skomentował więc słów blondyna, pozwalając mu dobrotliwie na uciechę w związku z zaistniałą sytuacją. Nie mówił nic, co mogłoby chłopca zrazić i zaniepokoić, zamiast tego wyjątkowo spokojnie wykonywał codzienne czynności, by potem z pełnią cierpliwości towarzyszyć chłopcu w zakupach, jeżdżąc od jednego sklepu do drugiego. Nie często spędzali w ten sposób wspólnie czas. By być precyzyjnym, w ostatnich miesiącach w ogóle mało przebywali w swoim towarzystwie. Gdyby więc nie zapowiedziana wizyta matki, dzień ten można by było nazwać przyjemnym. Tak właśnie myślał Patrick, bowiem nie miał dobrych przeczuć w związku z odwiedzinami bliskiej. Nie widział jej już tak długo, nie mógł więc wiedzieć, czego też należy się spodziewać. Fakt, że Erick już się z nią widział podpowiadał, że nie ma się czym niepokoić. Patrick jednak nie był Erickiem, a Erick z kolei nie znał matki tak dobrze jak jego młodszy brat. Lecz choć wewnątrz blondyna szalała burza sprzecznych emocji, na zewnątrz jak zazwyczaj nic nie okazywał. Można by wręcz rzec, iż się wyciszył.
Ulotnił się na resztę dnia, którą Leslie poświęcił przygotowaniom, jakie w opinii Patricka wcale nie były potrzebne. W końcu mówiąc „obiad” miał na myśli coś dość prostego, nieskomplikowanego i w miarę szybkiego. Nie chodziło mu o cały stół zastawiony przekąskami i o wymyślne, choć przy tym z pewnością pyszne, dania. Wciąż jednak nie komentował zachowania swego partnera, tym bardziej, że miał w tym czasie inne zajęcie. Zbyt długo rozmawiał z managerem, potem ustalał pewne szczegóły związane z pracą, a na godzinę przed umówioną godziną spotkania, wyszedł nie wyjaśniając, po co i gdzie. Wrócił jednak po pół godzinie, by już czytając jedną z książek, z pokaźnego, domowego księgozbioru, czekać na przyjście matki.
Przez cały dzień nie tknął Lesliego. Nie była to codzienność, jednak rany chłopaka mogły być ku temu powodem. Czy jednak Rain mógłby zdobyć się na tyle empatii, by powstrzymać swoje żądze, tylko ze względu na przejmujący ból partnera? Było to całkiem dobre pytanie, nikt go jednak głośno nie zadał, toteż blondyn nie udzielał żadnej odpowiedzi.

Niemalże równo o piętnastej, w mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka. Patrick oderwał wzrok od czarnych literek dumnie wypełniających wnętrze grubej księgi i skierował je na swego partnera, który zbyt gwałtownie zareagował na wspomniany dźwięk. Dwudziestotrzylatek zaś nie wyglądał na wzruszonego i wszystko co zrobił, to leniwie odłożył książkę na jej dotychczasowe miejsce.
Nie. Ja otworzę – odparł swym szorstkim, jednak w żaden sposób nie pretensjonalnym tonem i zgodnie z własnym zapewnieniem, udał się w kierunku drzwi. Tylko Patrick mógł wiedzieć jak wiele wysiłku te kilka kroków kosztowało jego serce. To bowiem wpierw biło rytmem zbyt nieregularnym i szybkim, by zatrzymać się i nienaturalnie uspokoić tuż przed otwarciem drzwi. Lecz mimo to, pozory wciąż były twarde i niezachwiane. Z boku mogło to wyglądać jak całkiem normalne spotkanie, które zdarza się raz na tydzień, może dwa. Prawda niestety nie była tak przyjemna i oczywista.
Chcąc, nie chcąc, dość machinalnie chwycił za klamkę, by ostatecznie otworzyć drzwi i swym niewzruszonym spojrzeniem przywitać stojącą w progu kobietę. Kobieta ta była osobą wysoką o niewątpliwie pociągającej urodzie. Miała piękne, długie nogi, podkreślone wcale niewyzywającą, ołówkową sukienką i sięgające pasa, jasne blond włosy. Jedynymi oznakami mogącymi wskazywać na, nie już taki młody wiek, były całkiem urokliwe, niegłębokie zmarszczki i widocznie podkrążone, błękitne oczęta upiększone precyzyjnie podkładem. Na całkiem uprzejmej i widocznie sympatycznej twarzy gościł pełen szczęścia, miły, ale i wypełniony miłością uśmiech.
– Patrick! Synku! Mój kochany, tyle lat. – Kobieta zupełnie niezrażona czymkolwiek, w sposób całkiem naturalny i niewymuszony zarzuciła swe ręce na Patrickową szyję obejmując ją ciasno i wtuliła się tęsknie w szerokie ramię. Po kilku chwilach, podczas których mężczyzna stał nieruchomo, patrząc z góry na jasną czuprynę, odsunęła twarz na zaledwie kilka centymetrów, by z utęsknieniem zajrzeć głęboko w różnokolorowe tęczówki.
– Tyle lat… – powtórzyła półszeptem z miną tak przepełnioną uczuciami i swego rodzaju smutkiem, że można było nazwać ją wręcz rozczulającą. Patrick jednak bynajmniej rozczulony się nie wydawał. Nie silił się nawet na uśmiech, bowiem nieszczere uśmiechy nie były jego domeną nigdzie indziej, niż na planie. Urodziwa blondynka nie wydawała się tym w żaden sposób zrażona.
Ciebie też dobrze widzieć mamo – odparł zbyt rzeczowo i oschle niż w rzeczywistości zamierzał. A może to tylko jemu to brzmienie wydawało się tak niepoprawne? Nie wiedział. Nie zastanawiał się nad tym. Właściwie wciąż nie dochodziło do niego, że ma przed sobą własną matkę. Dokładnie tę matkę, którą pamiętał. I gdyby nie usilnie ukrywane wyrazy zmęczenia i ciężkich doświadczeń na jej twarzy, nie domyśliłby się jak wiele przeżyła. Nikt kto nie wiedział, nie mógł się domyślić.
Wejdź proszę – dodał uprzejmie, choć jego ton wciąż nie był zachęcający. Kobieta w przejściu jakkolwiek wydawała się zachęcona i to nawet mocno. Zdawała się nie dostrzegać niechęci swego młodszego syna. Z fascynacją rozglądała się po chłodno urządzonym przedpokoju, w pewnym zamyśleniu zdejmując obuwie. Gdy zaś przed błękitnymi oczami stanął drugi domownik, na trójkątnej budzi zawitał szerszy niż dotąd uśmiech.
– Ach, ty musisz być Leslie! – rzekła z entuzjazmem, zbliżając się bez uprzedzenia do nieco niższego od siebie chłopaka. Wyciągnęła dłonie zupełnie jakby znali się co najmniej milion lat. Wszystko co chciała zrobić to obdarzyć wybranka swego syna uprzejmym objęciem. Nie było jej to jednak dane, bowiem syn tenże chwycił drobny nadgarstek w zbyt silnym uścisku, odciągając kobietę stanowczo, zanim choćby opuszek długiego palca zdołał dotknąć jakiejś części leslieowego ciała.
Nie dotykaj go. – Oschły i zachrypnięty głos brzmiał tak nieprzyjemnie, że po ciele słuchających miały prawo przejść niepokojące ciarki. Wzrok, który towarzyszył tym słowom również wydawał się nieludzko nieprzyjemny i choć Patrick przez te kilka lat objawił przed partnerem niejedno oblicze, pewnym było, że takiego spojrzenia u niego Leslie jeszcze nie widział. W różnokolorowych tęczówkach krył się mrożący krew w żyłach chłód, dystans i przebijające się przez wszystko, niebezpieczne ostrzeżenie. I potencjalny obserwator widząc tę scenę mógł zacząć sobie uświadamiać, co też między innymi mogły kryć wspomniane wcześniej epizody.
Twarz kobiety wykrzywiona była w pełnym zakłopotania zdziwieniu. Patrzyła na syna nieco spłoszonym wzrokiem, zerkając co i rusz na drugiego towarzysza. Nie próbowała się wyrywać i wyglądało to tak, jakby nie wiedziała co właściwie się działo i dlaczego się działo. Patrick jeszcze przez chwilę trwał w tej pozycji, wpatrując się nie w matkę, lecz w swego partnera. W sposób taki jakby chciał się upewnić, że nic mu nie grozi i nie wyrządzono chłopcu żadnej, choćby najmniejszej krzywdy. To też nie było na co dzień spotykane u niego spojrzenie.
Puścił nadgarstek matki, by zaraz jak gdyby nigdy nic, wskazać kuchnię. Kobieta nie mówiąc nic więcej podążyła w tamtym kierunku, kulturalnie siadając przy stole.

Krępująca cisza przerwana została dopiero po pierwszym daniu, gdy też pani Rain zdecydowała się znów otworzyć buzię, tym razem nie ryzykując żadnego kontaktu z kimkolwiek. Znów jednak zwróciła się do Lesliego.
– Jak ci się tutaj żyje? Patrick jest dla ciebie dobry? Czym się zajmujesz? Och, najchętniej dowiedziałabym się wszystkiego. Mój syn nigdy nie był w żadnym poważnym związku, to cudowne, że znalazł kogoś kogo…
Leslie wciąż się uczy – wtrącił Patrick, nie pozwalając dokończyć zdania. Popijając wino obserwował jak kobieta wycofuje się jedynie na ułamek sekundy, by zaraz po nim rzucić Lesliemu ponaglające spojrzenie, spodziewając się niewątpliwie odpowiedzi. Patrick zaś nie wykonywał żadnych znaczących gestów mających mu czegokolwiek zabronić. Czekał na rozwój wydarzeń trwając w swej niezachwianej ciszy i spokoju ducha. Przynajmniej pozornym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]   

Powrót do góry Go down
 
Heroine [shounen ai, 2 os., b.n.]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: