IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pull my trigger. [2 os.; boyxboy; daddy ;}]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 709
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#1PisanieTemat: Pull my trigger. [2 os.; boyxboy; daddy ;}]   Pon Cze 18, 2018 5:13 pm

       
*

On jest profesorem na kierunku prawa, 
on licealistą o genialnym umyśle. 
Nieprzypadkowo trafiają na siebie nawzajem.

*


____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 709
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#2PisanieTemat: Re: Pull my trigger. [2 os.; boyxboy; daddy ;}]   Pon Cze 18, 2018 7:20 pm


____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
inmyblood

avatar

Liczba postów : 7
Join date : 18/06/2018
Skąd : wilderness

#3PisanieTemat: Re: Pull my trigger. [2 os.; boyxboy; daddy ;}]   Pon Cze 18, 2018 7:56 pm






















Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
inmyblood

avatar

Liczba postów : 7
Join date : 18/06/2018
Skąd : wilderness

#4PisanieTemat: Re: Pull my trigger. [2 os.; boyxboy; daddy ;}]   Pon Cze 18, 2018 9:33 pm

Odetchnąłem głęboko starając się nie stracić nad sobą panowania. Zamknąłem oczy, policzyłem bardzo powoli do trzech, po czym podniosłem powieki. Sytuacja w żadnym calu się nie zmieniła; Leo wciąż stał przede mną ze swoim najbardziej popularnym uśmieszkiem na tej paskudnej mordzie - z tym tak aroganckim, jakby uważał się co najmniej za Boga. Był niesamowicie zadowolony z tego, że jego ślina dosięgnęła mojego buta. Pomyślałem, że jeśli jeszcze raz na mnie splunie to dostanie w mordę, ale wolałem rozwiązać to pokojowo.
- Odwal się, Leo. Nie mam czasu na te głupoty.
- A co, masz coś ważniejszego do robienia? Jakiegoś chłopczyka do dymania? - Leo ochydnie zarechotał zadowolony z siebie.
Westchnąłem. Skąd się wzięły te plotki, że jestem gejem?
Uznałem, że te zarzuty można postawić na równi z opluciem mnie. Wziąłem zamach i moja pięść wylądowała na szczęce chłopaka odrzucając jego głowę do tyłu.
*
Rankiem kolejnego dnia siedziałem w sali czekając, aż rozpocznie się wykład. Nasze liceum odwiedził wykładowca z UCL i o ile dobrze się orientowałem, miał nam przedstawić ofertę kierunków związanych z prawem. Niezbyt byłem tym zainteresowany, ale przynajmniej przepadały nam lekcje.
Nie musiałem długo czekać, chwilę później owy wykładowca wszedł do sali. Przeszedł po mnie dreszcz gdy na niego spojrzałem, wyglądał... intrygująco Był cholernie przystojny, ubrany w dobrane do niego i siebie ubrania, które podkreślały jego bardzo atrakcyjną sylwetkę. Mężczyzna omiótł salę wzrokiem na chwilę zatrzymując się na mnie (przysięgam!), po czym podszedł do katedry. Zanim cokolwiek powiedział, drzwi otworzyły się z hukiem. Do sali wpadł wściekły Leo. Zachichotałem cicho widząc siniaka na jego twarzy. No, może nie aż tak cicho, bo Leo spojrzał na mnie i warknął coś pod nosem.
- Przepraszam za spóźnienie - wyrzucił z siebie zdenerwowanym tonem i poszedł na koniec sali po drodze pokazując mi jawnie środkowy palec.
Wykładowca odprowadził go wzrokiem kręcąc lekko głową.


Ostatnio zmieniony przez inmyblood dnia Pon Cze 18, 2018 10:37 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 709
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#5PisanieTemat: Re: Pull my trigger. [2 os.; boyxboy; daddy ;}]   Pon Cze 18, 2018 10:09 pm


 – On…co? – jęknął Smiley do telefonu i zmarszczył brwi. Rozmówca po drugiej stronie wdał się w kolejne tłumaczenia, ale mężczyzna nie był w stanie pojąć ani słowa, a raczej tego…dlaczego jakimś cudem go to dotyczyło? Jak się znalazł w tej sytuacji?
Kim był Clyde?

***

Gdy Stephen zmarł – targały nim różne emocje. Przez wściekłość po ulgę i spokój.
Ross miał zaledwie czterdzieści osiem lat, gdy odszedł.
Dwudziestego pierwszego stycznia odbył się jego pogrzeb, na którym Smiley nie odważył się pojawić. Dlaczego? Być może dlatego, że jeszcze wtedy uważał, że wcale go to nie dotyczy.
Miał tendencję do dystansowania się wobec…wszystkiego. Nauczył się tego od Rossa, wiele lat temu.
Gdy jednak w końcu uświadomił sobie, że Stephen zniknął na zawsze i już nigdy się nie zobaczą, nawet w celu obrzucenia się wyzwiskami – poczuł głęboką pustkę.
Dotarło do niego, że trochę mu zazdrościł.

Mijał jednak czas, a Smiley zbierał się stosunkowo szybko. W ciągu następnych tygodni zdołał nawet przestać myśleć o Rossie, ale nie dane mu było nacieszyć się długo tym uczuciem zapomnienia.
Wszystko przez ten przeklęty telefon…
Na chwilę nawet wyparł z pamięci imię syna Stephena, a gdy wszystko to powróciło z całą swoją siłą – Smiley ledwo powstrzymał się przed wyrzuceniem telefonu przez okno londyńskiego bloku mieszkalnego, w którym żył sobie spokojnie…do czasu.

 – Zdajesz sobie może sprawę z tego, że naprawdę…średnio…obchodzi mnie to, że dzieciak nie chce chodzić do szkoły? – wycedził do słuchawki i przewrócił oczyma na błyskawiczną odpowiedź ze strony rozmówcy.
Miałeś być jego ojcem chrzestnym.
Nikt nie wini cię za to, że się wycofałeś…
Wiem, co między wami zaszło.
Smiley czym prędzej wysyczał do słuchawki pożegnanie i grzeczną prośbę o to, by go więcej nie niepokoić.

Więc dlaczego…dwa dni później…znalazł się tutaj?
Mężczyzna winił za to swoje mieszane uczucia względem wszystkich Rossów – nie tylko tego, który był obecnie świeżo pogrzebany w rodzinnej mogile.
 – Pierdolę cię, Ross. Pierdolę cię tak bardzo… – wymruczał z rozsierdzeniem do siebie samego, układając na biurku swoje notatki. Doskonale wiedział, że nikt nie był w stanie usłyszeć, jak cierpi.

Podniósł nieco znudzone spojrzenie na zebranych uczniów i przesunął nim po wszystkich zebranych.
Nie był szczególnie zaskoczony, gdy wystarczył mu rzut oka, by rozpoznać bękarta Rossa.
Mina zrzedła mu znacznie na jego widok, ale nie widać był tej drobnej zmiany na tle jego wcześniejszego niezadowolenia.
Już otworzył usta, by się odezwać, ale przeszkodził mu w tym wpadający dziko do klasy posiniaczony dzieciak.
Smiley łypnął na niego z umiarkowanym zainteresowaniem i podszedł powoli do tablicy. Poczekał aż dzieciak usiądzie i w końcu zdecydował wydobyć siebie dźwięk.
 – Nazywam się Smiley – powiedział i zapisał swoje nazwisko na tablicy. – I jestem zajebiście zadowolony z powodu tego, że tu jestem.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
inmyblood

avatar

Liczba postów : 7
Join date : 18/06/2018
Skąd : wilderness

#6PisanieTemat: Re: Pull my trigger. [2 os.; boyxboy; daddy ;}]   Pon Cze 18, 2018 11:31 pm

Wykład mnie nie obchodził, nic a nic. W głębokim poważaniu miałem szkołę, w ogóle edukację. I tak miałem w planach rzucenie liceum.
Ciekawie się jednak oglądało wykładowcę, Smiley'a. Mężczyzna emanował pewnością siebie. Miał bardzo przyjemny dla ucha akcent i nie obchodziło mnie nawet o czym mówił. Jego głos był przyjemnym tłem dla moich przemyśleń. Szczerze mówiąc, niska barwa głosu Smiley'a pozwoliła mi się wyciszyć i uspokoić emocje, jakie mnie od niedawna męczyły.
Kilka dni wcześniej umarł mój ojciec. Nigdy nie byłem z nim związany, nie, żebym nie chciał. Głęboko wierzyłem, że mój ojciec był dobrym człowiekiem. I ojcem. Nigdy mi niczego w życiu nie brakowało - wysokie zarobki moich rodziców bez problemu pokrywały moje zachcianki. Jednak coś za coś, mój tata bardzo dużo pracował, co się z tym wiązało - bardzo mało czasu spędzał ze mną. Miarka się przelała kiedy wysłał mnie do szkoły z internatem. Byłem wściekły, że odsyłał mnie z domu, że wybrał tak proste wyjście. Moja mama była wtedy ciężko chora i mimo tego, że chciałaby mnie zatrzymać przy sobie, majzwyczajniej nie miała siły żeby walczyć z ojcem.
Zmarła kilka miesięcy po moim wyjeździe do szkoły.
Niedługo później mój brat osiągnął pełnoletniość i zamieszkaliśmy razem, a ojca widywaliśmy kilka razy do roku. Po cichu tęskniłem do dzieciństwa kiedy jeszcze moi rodzice nie pracowali aż tyle i byliśmy ze sobą blisko.
Kiedy mój tata umarł, byłem wściekły. Na siebie, że nie walczyłem o tę relację, że pozwoliłem mu odwrócić się od nas. Na niego, że o nas nie walczył, że praca była ważniejsza. Ale też byłem wściekły na mamę, że odeszła i przez kilka lat nie miałem się do kogo zwrócić.
Teraz już wściekłość opadła, nadal jednak byłem zasmucony. Było mi przykro, że tak nagle zabrano nam jakąkolwiek okazję do naprawienia naszej relacji.
Kiedy tak rozmyślałem i analizowałem własne uczucia, Smiley skończył swój wywód. Otrząsnąłem się ze swoim myśli kiedy ktoś ze słuchaczy zaczął klaskać na podziękowanie. Wzruszyłem ramionami i skierowałem się ku wyjściu. Smiley rozdawał nam jakieś ulotki. Wziąłem jedną, po czym wyrzuciłem ją do kosza przy drzwiach nawet na nią nie patrząc.
*
Wróciłem do pustego mieszkania. Mój brat jak zwykle był w pracy. Ironicznie, mimo złości na naszego ojca i jego braku w naszym życiu, Aiden bardzo szybko zatracił się w pracy. Nie widziałem go już trzy dni. Wracał nad ranem, spał, kiedy wychodziłem do szkoły, a gdy wracałem, już go nie było. Wiedziałem, że był to jakiś mechanizm radzenia sobie ze śmiercią ojca, ale samolubnie rozpaczałem, bo teraz byłem już całkowicie sam.
Przeszedłem przez puste mieszkanie do swojego pokoju. Echo moich kroków sprawiało, że czułem się nieswojo, nie na miejscu. Nie w domu. Upadłem zmęczony na łóżko i zaklnąłem widząc, że idealnie na linii mojego wzroku znajdowało się nasze rodzinne zdjęcie z czasów, gdy jeszcze byłem małym dzieciakiem. Staliśmy wszyscy w czwórkę - moja mama, ja obok niej, trzymając ją za rękę, dalej mój tata i Aiden siedzący na jego ramionach. Wszyscy byliśmy szczęśliwi.
Warknąłem cicho odwracając się na drugi bok. Po chwili cicho łkałem w poduszkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 709
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#7PisanieTemat: Re: Pull my trigger. [2 os.; boyxboy; daddy ;}]   Wto Cze 19, 2018 12:05 am


Smiley wbił uparte spojrzenie w drzwi. Zmrużył na nie niebezpiecznie oczy, ale drzwi ani drgnęły. Zbyt się bały.
Jedynie plakietka na nich nadal połyskiwała zuchwale.
Dyrektor.

Smiley pokręcił głową z dezaprobatą i zdobył się na prychnięcie. Nie zdołał jednak zrobić już nic więcej bowiem drzwi otworzyły się gwałtownie przed nim i stanął w nich starszy mężczyzna o dosyć szczupłej budowie ciała i poczciwych rysach.
Uśmiechnął się do Smiley'a.
Oh, ja on nienawidził uprzejmych uśmiechów.

 – Panie Smiley – odezwał się słabym głosem mężczyzna i zaprosił go gestem do wnętrza gabinetu.
Młodszy przeszedł przez nie niespiesznie i rozglądając się po całym pomieszczeniu. Udawał, że wcale nie przyszedł tu z własnej woli.
Dziwne, czuł się zupełnie jakby zrobił coś nie tak i czekała go za to kara wymierzona przez poczciwego staruszka.
 – Chyba domyślam się, w jakim celu się pan tu zjawił – odezwał się ponownie dyrektor.
Tabliczka na stole mówiła, że ma na nazwisko Clock. Richard Clock.
 – Czyżby? – mruknął Smiley w odpowiedzi, ukrywając swoje szyderstwo za napiętym uśmiechem.
 – Tak, panie Smiley – odparł staruszek i powoli opadł na fotel, wskazując Smileyowi krzesło naprzeciw. – Ma pan renomę w tej części kraju.
Mężczyzna uniósł brwi do góry.
 – Niech mnie pan oświeci, panie…Clock – Zważył na języku jego nazwisko i doszedł do wniosku, że doskonale pasuje do starca. W przeciwieństwie do niego i jego nazwiska…
 – Pan i pańscy studenci rozwiązujecie zagadki kryminalne szybciej niż policja. Ponoć…dzięki temu udało się panu w ciągu tych siedmiu lat, odkąd pan pracuje jako wykładowca, wysłać już wielu winnych za kratki.
Smiley uśmiechnął się nieszczerze i nieco kwaśno.
W końcu również usiadł na fotelu.
 – A co mówi moja reputacja…o mnie?
Clock uśmiechnął się. Poczciwie.
 – Że jest pan trudny w obejściu. I nieco… – Mężczyzna uciął, szukając odpowiedniego słowa. Takiego, które nie urazi jego rozmówcy.
Smiley jednak doskonale wiedział, jakiego słowa powinien był użyć i szybko mu je podsunął.
 – Chwiejny – powiedział, wyraźnie cedząc każdą głoskę.
Clock wydał się tym usatysfakcjonowany i skinął głową…ponownie się uśmiechając. Był pełen dobrych zamiarów.
Dlatego Smileyowi zrobiło się go trochę szkoda.
Wobec tego – zamiast kontynuować swoją demonstrację niezadowolenia – przeszedł do rzeczy.
 – Chodzi o Clyde’a Rossa – powiedział zupełnie normalnym tonem. Imię to przeszło mu przez gardło z zadziwiającą łatwością.
Smiley sięgnął następnie do swojej torby i wyciągnął z niej zapieczętowany oficjalnie list.
 – Proszę mu to przekazać – poprosił miękko, a jego warga zadrżała delikatnie, gdy dyrektor przejął list od niego. – I upewnić się, że to przeczyta.

***

Jakiś czas później był już w domu, a jego humor był do reszty zepsuty i mężczyzna ledwo powłóczył nogami ze zmęczenia.
Gdy tylko dotarł do mieszkania – rzucił torbę w kąt, a sam zaczął z siebie ściągać ubrania.
W końcu doczłapał do łóżka i runął na nie ciężko.
Jego myśli znów powróciły do Rossa.
Nie do Rossa-dzieciaka tylko do Rossa-trupa.

Smiley przewrócił się na plecy i wbił zmęczone spojrzenie w sufit, zatruwając swój mózg wspomnieniami, do których od dawna nie miał dostępu.
Wydawać by się mogło, że duch Stephena nawiedza go i czeka na chwile słabości, by zaatakować.
Smiley jednak wiedział, że tak nie jest, bo doskonale sobie zdawał sprawę z tego, że to Ross był jego słabością.

Chwilę później zasnął i odpłynął w słodką nieświadomość.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
inmyblood

avatar

Liczba postów : 7
Join date : 18/06/2018
Skąd : wilderness

#8PisanieTemat: Re: Pull my trigger. [2 os.; boyxboy; daddy ;}]   Sro Cze 20, 2018 12:47 am

Spałem bardzo źle tej nocy i kolejnego dnia byłem w szkole nieprzytomny. Leo wciąż ciskał w moją stronę krzywymi spojrzeniami, ale zdawało się, że trochę się uspokoił po tym jak go uderzyłem. Bardzo dobrze, jedno zmartwienie mniej, przynajmniej na jakiś czas.
Przyszedłem do szkoły spóźniony o dwie godziny i kiedy nauczycielka od historii przekazała mi, że jestem oczekiwany w gabinecie dyrektora, byłem pewien, że pan Clock znów poczuł się za mnie odpowiedzialny. Raz na jakiś czas staruszkowi się o mnie przypomniało, że jestem taki zdolny, że przecież jestem półsierotą (teraz już na maksa sierotą), że tak często mnie nie ma szkole. Poczuwał się do tego, żeby się mną zająć i jak to mówił "upewnić się, że nie zmarnuję swojego potencjału". Westchnąłem czując, że to będzie bardzo męczący poranek i otwierając puszkę energetyka skierowałem się do gabinetu dyrektora.
Po chwili zapukałem w czarne drewniane drzwi. Zza nich usłyszałem przytłumione "proszę" więc wszedłem do pokoju.
- Dzień dobry panie Clock, chciał mnie pan widzieć - przywitałem się od razu siadając przed biurkiem staruszka. Jak mówiłem, całkiem często tam bywałem, czułem się więc nawet komfortowo w tym niewielkim, przytulnym pokoiku.
- Dzień dobry Clyde, dobrze cię widzieć. - Dyrektor przywitał mnie uprzejmym uśmiechem po czym skrzywił się patrząc na puszkę, którą postawiłem przed sobą na jego biurku. - Mówiłem ci, to są bardzo niezdrowe napoje...
Pan Clock wpadł w monolog o energetykach, a ja zacząłem go ignorować, bo słyszałem ten wykład średnio raz na dwa miesiące. Przyjrzałem się za to mężczyźnie. Wyglądał tak samo jak zawsze, z poczciwym wyrazem twarzy, pełen zapału żeby walczyć ze złem tego świata. Musiałem przyznać, że nawet czułem do niego jakąś sympatię. Być może przesadzał, był nadopiekuńczy i niesystematyczny w swojej opiece nade mną, ale wiedziałem, że jego troska była jednak szczera. Widząc, że staruszek już kończy swój wywód, szybko uciąłem jego słowa żeby nie przeskoczył do kolejnego tematu.
- Dlaczego chciał mnie pan widzieć, panie Clock?
- Był tutaj ten wykładowca z UCL, pan... cholera, jak mu było? - zaczął się zastanawiać.
- Smiley - podpowiedziałem. Doskonale go pamiętałem.
- Ah, no tak. - Mężczyzna uśmiechnął się zadowolony, że nie pozostaję bierny w naszej rozmowie. - Zostawił dla ciebie list.
Zmarszczyłem brwi zaskoczony. Byłem dla Smiley'a twarzą w tłumie, więc czemu to akurat ja dostałem list? Chociaż, może każdy dostał list, ale dyrektor wręczał je każdemu osobiście, na osobności?
Wziąłem kopertę z wyciągniętej w moim kierunku ręki pana Clocka. Papier był gładki, przyjemny w dotyku. W rogu było pięknie napisane moje imię nazwisko. Obróciłem kopertę. Zapieczętowana była pieczęcią z wosku. Uniosłem z podziwu brwi.
- No, dalej, otwórz. - Dyrektor był bardzo podekscytowany całą tą sytuacją.
Nie chcąc rozerwać tak ładnej pieczęci, sięgnąłem po długopis leżący z boku biurka i rozerwałem kopertę w miejscu zgięcia papieru.
List był napisany na takim samym papierze, pismo było czytelne i ładne. Wąskie litery były równomiernie rozłożone w linijkach zostawiając równe marginesy po obu stronach. Przypomniałem sobie, że według grafologów osoba, która to pisała (Smiley?) jest silna, opanowna i zdyscyplinowana. Musiałem przyznać, że list był cholernie estetyczny. Westchnąłem i zacząłem czytać go na głos.

Panie Ross,
w imieniu University College London zapraszam pana na prowadzone przeze mnie wykłady na Wydziale Prawa. Wierzę, że będą one dobrym początkiem Pańskiej kariery na polu prawa.
Oczekuję Pana w piątek o godzinie dwunastej na pierwszym wykładzie.
T.S.


- No no. - Pan Clock pokiwał z uznaniem głowa. - Musiał coś w tobie zobaczyć jak u nas był, nikogo innego nie zaprosił na uczelnię.
Nikt inny nie dostał listu. O co chodziło? Czy to była jakaś próba utarcia mi nosa, bo zobaczył, że wyrzucam jego ulotkę? Na wykładzie byłem całkowicie bierny, nie miał okazji zobaczyć we mnie niczego.
Dziwne.
- Panie Clock, mogę już iść na lekcje?
- Oczywiście, mój drogi. Rozważ propozycję pana Smiley'a, to bardzo dobra okazja. Ah, no i widziałem, że nie było cię rano na dwóch lekcjach, nie rozleniwiaj się chłopcze, proszę.
- Oczywiście panie Clock, po prostu nie ustawiłem budzika.
Dyrektor pokiwał głową, a ja wyszedłem z gabinetu.
*
Przyszedłem na wykład w piątek kierowany ciekawością o co chodziło Smiley'owi. Nie zamierzałem się wkręcać w cokolwiek miał on na myśli, ale chciałem znać powód dlaczego mnie zaprosił na swoje wykłady.
Kiedy wybiła dwunasta, Smiley wszedł do sali. Przeszedł mnie dreszcz kiedy spojrzał się na mnie i uśmiechnął się krzywo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 709
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#9PisanieTemat: Re: Pull my trigger. [2 os.; boyxboy; daddy ;}]   Sro Cze 20, 2018 2:01 am


Nie wiedział skąd wzięło się w nim nagle tyle sympatii i zrozumienia względem małego bękarta…
Nie cierpiał Rossa-trupa przez ostatnie kilka lat swojego życia, nie miał więc powodu do tego by nie nie cierpieć Rossa-dzieciaka przez resztę życia.
Bo w końcu…miał do tego pełne prawo, prawda? Tak mówiło prawo, a przecież Smiley uczył prawa na cholernym uniwersytecie i nikt nie był w stanie mu zabronić kogoś nie cierpieć.
Gdyby ktoś jednak spróbował – mógłby się sam bronić w sądzie. Nie chciałby, ale mógłby!
Dlaczego nie chciałby?
Zapewne z tego samego powodu, z którego nie był normalnym adwokatem.
Brał najpaskudniejsze sprawy, bo wydawały mu się ciekawe, a im bardziej niemożliwa do obronienia – tym lepsza.
Być może to była kwestia ambicji lub ego, ale Smiley rzadko kiedy zastanawiał się nad tym, jak nazwać wszystko po kolei, co było z nim nie tak.
Bo oprócz tego, że praktycznie wszystko, a ostatnio nawet żołądek często go bolał – wolał nie poruszać ze sobą tego tematu.

Kolejne dni minęły mu szybko i, jak zauważył z niemałym zaskoczeniem, niecierpliwie.
Był ogromnie ciekaw tego, czy Ross zechce pojawić się na jego wykładzie skoro już wystosował oficjalne pismo, na którym niechętnie się podpisał.
Przynajmniej tyle mógł zrobić w ramach zadośćuczynienia za te wszystkie wymyśle obelgi, którymi rzucił w Rossa-trupa przed laty.
Z tego co słyszał, jego syn, Clyde był całkiem bystrym chłopakiem. Może też polubiłby kryminalne zagadki?
Jeżeli nie – Smiley popatrzy chętnie jak ten opuszcza jego sale i nigdy nie wraca.

***

 – Profesorze! – zawołała za nim jedna ze studentek, doganiając go tuż przed drzwiami sali wykładowczej, w której miał odbyć swoje rutynowe zajęcia, czyli inne od tych, na które zaprosił Rossa.
Smiley odwrócił się w stronę dziewczyny i zmierzył ją beznamiętnym wzrokiem, czekając aż ta zdradzi mu powód, dla którego za nim goniła.
Znał ją, oczywiście. Nawet czuł wobec niej jakąś namiastkę sympatii.
Miała na imię Fiona i uczęszczała na jego „specjalne” wykłady od zeszłego roku. Jej umysł był bardzo logiczny i poukładany, a zatem…średnio kreatywny. Nie była jego najlepszą uczennicą, ale bardzo cenił sobie jej inne talenty.
Umysłowe, oczywiście.

Wysunęła zza pleców szarą kopertę w formacie A4 i pozwoliła Smileyowi się przyjrzeć ów.
 – Ktoś podrzucił tę kopertę na pana biurko. Nie zaglądałam do niej, ale wygląda na wypełnioną materiałami w jakiejś sprawie… – Nie zdołała dokończyć, a Smiley wyrwał kopertę z jej drobnych rąk i dołączył zupełnie naturalnie do reszty swoich notatek.
 – Dziękuję, panno Albright – powiedział miękko i uśmiechnął się wymuszenie.
Dziewczyna odpowiedziała szczerym grymasem zadowolenia.
 – Czy to sprawa Westonów? – spytała, ale Smiley w odpowiedzi jedynie położył palec na ustach i zniknął za drzwiami sali wykładowczej, zostawiając Fionę samą sobie.

***

Na widok Rossa śniadanie Smileya zbuntowało się w jego żołądku, a na twarz mężczyzny wkradł się grymas bólu, który mógł wyglądać jak bardzo nieudolny uśmiech.
Czyżby…trema?

 – Witam – powiedział krótko i rzucił notatkami niedbale o biurko, o które po chwili oparł się biodrami. – Widzę, że panu Rossowi udało się trafić na nasze zajęcia – powiedział i tym razem faktycznie uśmiechnął się, ale nieszczególnie sympatycznie. – Pozwolę sobie przybliżyć naszemu młodemu towarzyszowi zasady, które tu panują.
Smiley odepchnął się od biurka i podszedł do rozległej tablicy. Następnie ujął kredę w dłoń i nakreślił duży napis, który głosił…
 – „Słuchaj” – przeczytał na głos.
Napisał kolejne polecenie.
 – „Obserwuj”. – To samo.
 – „Działaj”. – Mówiąc to, odłożył kredę na miejsce i otrzepał dłonie.
Jego uważny wzrok przesunął się po wszystkich aż dwudziestu uczestnikach spotkania.
 – Musi pan wiedzieć, panie Ross, że te zajęcia nie są proponowane wszystkim. Znajduje się pan w sali ze studentami prawa pierwszego, drugiego i trzeciego roku, a jednak…każdy ma takie same szanse. Każdy ma szansę…poprowadzić sprawę.

Jego spojrzenie zatrzymało się na siedzącym z boku ostatniego rzędu Rossa.
Chłopak powinien był się domyśleć już na początku, że Smileyowi nie spodoba się to, gdzie usiadł.
Mężczyzna począł wspinać się po schodach w górę auli.
Zatrzymał się tuż przy Rossie i pochylił się nad nim.
Znajdował się tak blisko, że chłopak był w stanie poczuć ciepło jego oddechu na swoim uchu.
 – Więc gdybyś był tak uprzejmy…następnym razem doceń fakt, że masz szansę tu być i usiądź jak najbliżej tego, komu powinieneś być wdzięczny – wymruczał, a gdy chłopak zerknął ku niemu kątem oka – Smiley nadal znajdował się w tym samym miejscu, uśmiechając się złośliwie i ponuro.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
inmyblood

avatar

Liczba postów : 7
Join date : 18/06/2018
Skąd : wilderness

#10PisanieTemat: Re: Pull my trigger. [2 os.; boyxboy; daddy ;}]   Sro Cze 20, 2018 4:46 pm

Okej, wow, czyli to były jakieś elitarne zajęcia. Na sali było około dwudziestu osób, tak więc grupa wybrańców była stosunkowo niewielka. Wyglądało nawet fajnie, ale co ja tam robiłem?
Nigdy nie byłem zainteresowany prawem, nigdy też nie zrobiłem czegokolwiek, co miałoby zasugerować Smiley'owi, że prawem się interesuję. W rzeczywistości na jego wykładzie w moim liceum nie zrobiłem nic oprócz patrzenia na niego. Przecież nawet nie słuchałem.
Jednak byłem tu, na jakichś elitarnych wykładach dla wybrańców z jakiegoś powodu. Smiley musiał sobie coś ubzdurać, musiałem z nim pogadać żeby wyjaśnić tę sytuację... pewnie mnie z kimś innym pomylił. Jakby tego było mało, najwidoczniej byłem najmłodszy z całej grupy jednocześnie będąc tu jedynym licealistą. Już czułem na sobie krzywe spojrzenia studentów...
Kiedy Smiley mówił, na czym polegają te wykłady, przyjrzałem mu się. Musiałem przyznać niechętnie, że mnie intrygował. Był bardzo pewien siebie, chociaż mnie to nie dziwiło, wyglądał cholernie dobrze.. Kiedy mówił, nikt ze studentów się nie odzywał, nikt niczego nie ruszał, nikt nie wydawał jakiegokolwiek dźwięku. Podniosłem brwi z podziwu. Z mojego licealnego doświadczenia wiedziałem, że ciężko jest być tak szanowanym wśród uczniów. Zastanawiałem się czy w jakiś sposób ich zastraszał. Pewnie wystarczała sama jego postawa, ale domyślałem się, że był też szorstki, prawdopodobnie nikt nie chciał się z nim kłócić.
Smiley po chwili przerwał swój monolog i zaczął wspinać się po schodach kierując się - przysięgam - w stronę mojego miejsca (oczywiście siedziałem na samym końcu, z boku, bo było to dla mnie najbardziej komfortowe miejsce). Zmarszczyłem brwi patrząc jak mężczyzna staje obok mnie, nachyla się w moim kierunku, po czym mruczy mi do ucha, że mam siadać bliżej. Żeby okazać mu wdzięczność. Przeszedł po mnie dreszcz, cała tona dreszczy kiedy poczułem jego oddech na moim uchu. Cholera jasna, byłem pewien, że zarumieniłem się jakbym był jakąś napaloną na Smiley'a nastolatką. Przeklnąłem w myślach próbując wyjść jakoś z tej sytuacji.
- Rozważę pańską propozycję - powiedziałem cicho, tak by usłyszał mnie tylko Smiley odwracając się w jego stronę. Patrzył na mnie uśmiechając się złośliwie.
Kurwa, pomyślałem, po co się odwracasz. Nasze twarze dzieliło teraz ledwie kilka centymetrów. Poczułem, że palą mnie uszy, ale nie zamierzałem się odsunąć, nie zamierzałem dać mu jakiejkolwiek satysfakcji. Patrzyłem na niego zdenerwowany oddając jego złośliwe spojrzenie. Widziałem w jego oczach kpinę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 709
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#11PisanieTemat: Re: Pull my trigger. [2 os.; boyxboy; daddy ;}]   Sro Cze 20, 2018 5:53 pm


Jego oczy się zwęziły na Rossa, gdy ten – zapewne świadom tego, jak czerwony był – dziarsko odpowiedział na jego zaczepkę.
Wiele to mówiło o charakterze Clyde’a i Smiley niechętnie musiał przyznać, że ten pozytywnie go zaskoczył.
Dla niektórych wstyd i upokorzenie były czynnikami determinującymi zachowanie, jak bodziec bezwarunkowy.
W przypadku jednostek opanowanych, pewnych swojego statusu i swojej inteligencji – przestawało to być aż tak liczącym się elementem.
Clyde doskonale wiedział, że jego twarz była widocznie zarumieniona, ale w głosie nie pobrzmiewała nawet nutka zawahania, a w oczach Smiley nie dostrzegł żadnych wątpliwości. Było mu wstyd i przyznał się do tego przed mężczyzną, co było…dojrzałe. Nad wyraz.

Smiley odsunął się powoli od chłopaka, a jego oblicze nieco zelżało i profesor przybrał na swoje usta jedynie delikatny grymas…zadowolenia.
 – Porozmawiamy później – powiedział ciszej i ruszył w dół auli, zajmując po kilku długich sekundach swoje miejsce na środku sali.
Najwyższa pora było zacząć ich zajęcia.

***

Zawartość szarej koperty, którą wcześniej przyniosła mu Fiona…nareszcie ujrzała światło dzienne.
Zdjęcia z miejsca zbrodni nagle pojawiły się na białym ekranie jako obraz z projektora.

 – Mam zaszczyt wam przedstawić Paula Westona. Mogliście o nim słyszeć w kontekście właściciela jednego z trzech najszybciej rozwijających się koncernów farmaceutycznych w roku ubiegłym. Zapewne wówczas nie umknęłoby wam to, że firma pana Westona splajtowała pod koniec tego samego roku i ponownie podniosła się nieco w ostatnich miesiącach, ale już bez udziału pana Westona zaś dzięki jego żonie i trzem synom. – Smiley przerwał na chwilę i zerknął szybko na Rossa, który, o dziwo, nadal nie spał.
 – Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że pani Weston nie miała wtedy żadnego doświadczenia w prowadzeniu rozległej firmy i żadnego doświadczenia w pracy zarobkowej. Właściwie…nawet jej poziom IQ nie pozwalał sądzić, by była w stanie dźwignąć tę skomplikowaną machinę jaką była firma jej męża. Podobnie zresztą synowie pana Westona, którzy po tragicznej śmierci ojca i zniknięciu matki stali się właścicielami koncernu.

Smiley uśmiechnął się delikatnie, stojąc tyłem do studentów i trzymając w dłoni kolejne zdjęcie, które następnie zamienił z tym, które widoczne było na ekranie.
Fotografia pokazała tym razem nie zmasakrowanego trupa, ale ustawionych do zdjęcia Westonów oraz dwóch nieznajomych mężczyzn.
 – Rowan oraz Barnaby Whitby – powiedział imiona obydwu mężczyzn. Nie byli do siebie podobni, więc nie byli braćmi, a zatem… – Małżeństwo jednopłciowe. Pół roku wcześniej Paul Weston zatrudnia ich do sprzątania domu i podlewania roślin w ogrodzie… Zdjęcie jest sprzed miesiąca.
Fotografia przedstawiała ich zupełnie tak, jakby byli równi Westonom i współpracowali z nimi przy rozwoju firmy, a nie zaś sadzili piwonie w ogrodzie.

Smiley spojrzał ponownie na miejsce, w którym powinien siedzieć Ross, ale chłopaka tam nie było.
Clyde nie zniknął jednak zupełnie z sali, bo gdy wzrok Smileya podążył do miejsc usytuowanych nieco bliżej środka auli – spostrzegł go.
Mina Smileya wyraziła uznanie wymieszane z rozbawieniem.
Następnie…kontynuował.

 – Są jedynymi podejrzanymi, ale policja nie ma na nich niczego. Ich kartoteki są nieskazitelne, co wypada dosyć nienaturalnie w przypadku kogokolwiek… – Smiley przerwał, mierząc wzrokiem wszystkich. Za chwilę miał powiedzieć coś, na co czekali stali bywalcy tych spotkań. Wywołało to na jego twarzy nieco ponury uśmiech.
Miał dzisiaj podejrzanie dobry humor…
Mimo zniecierpliwienia i napięcia, które się unosiło w sali, spojrzenie zielonych oczu powoli i niespiesznie podążyło ku Rossowi, by zatrzymać się tam na dłużej.
 – Jakieś pytania? – odezwał się w końcu, a do góry wystrzeliło kilkanaście rąk.
Żadna z nich nie należała do Clyde’a.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
inmyblood

avatar

Liczba postów : 7
Join date : 18/06/2018
Skąd : wilderness

#12PisanieTemat: Re: Pull my trigger. [2 os.; boyxboy; daddy ;}]   Sro Cze 20, 2018 7:48 pm


Patrzyliśmy tak sobie w oczy i miałem wrażenie, że Smiley mnie oceniał. Bezskutecznie próbowałem wyczytać coś z jego zmrużonych, zielonych oczu. Jego przenikliwe spojrzenie sprawiło, że się naprawdę zestresowałem. Zacznie na mnie krzyczeć? Każe mi się stąd wynieść? Powie, że jestem niewdzięcznym bachorem? Smiley był cholernie nieprzewidywalny i jeśli miałbym być szczery, przez to wydawał się być bardzo interesującą osobą. Stwierdziłem w myślach, że pokręcę się trochę przy nim, na wykładach, spróbuję go rozgryźć, poznać lepiej.
Kiedy już miałem pęknąć i odwrócić wzrok, Smiley wycofał się mówiąc cicho, że porozmawiamy później. Niepewnie skinąłem głową nie mogąc się domyślić, o czym chciałby ze mną rozmawiać. Kiedy Smiley zaczął iść w kierunku swojego biurka, odetchnąłem cicho czując jak całe napięcie ze mnie spada. Z żalem stwierdziłem, że uszy i policzki piekły mnie nieznośnie. Schowałem twarz w dłoniach dzięki temu trochę ją chłodząc. Cholera, nie mogłem dać się wyprowadzić z równowagi tak łatwo. Zabrałem dłonie z twarzy dostrzegając rozbawione i pełne kpiny spojrzenia, które rzucała mi większość studentów siedzących na sali. Fajnie, jestem na wykładzie od dziesięciu minut i już połowa tu obecnych pewnie mnie nienawidzi, a druga połowa jest prawdopodobnie blisko nienawiści. Oprócz Smiley'a, najwyraźniej. Nie czułem od niego żadnych negatywnych emocji mimo naszej potyczki na spojrzenia, że tak to ujmę.
Wysunąłem brodę do przodu przyjmując najbardziej arogancki wyraz twarzy, na jaki było mnie stać z tym wielkim rumieńcem na twarzy. Któryś student prychnął, ale generalnie już nikt nie zwracał na mnie uwagi oprócz jednego chłopaka, co rozbawiony zauważyłem po chwili. Siedział na drugim końcu sali i patrzył na mnie zaciekawiony. Kiedy zdał sobie sprawę, że i ja go obserwuję, odwrócił się szybko w stronę projektora, na którym Smiley wyświetlał zdjęcie jakiegoś trupa.
Jasny gwint, tak mnie ten cholerny wykładowca rozkojarzył, że absolutnie nie wiedziałem, o co chodzi. Zacząłem słuchać o całej tej sprawie Westonów. Skoro już tu byłem i musiałem tu siedzieć do końca wykładu, mogłem równie dobrze posłuchać. Wydawało mi się, że w trakcie monologu, Smiley spojrzał na mnie raz czy dwa, ale przede mną przysypiał jakiś student, więc prawdopodobnie to on przykuwał uwagę wykładowcy, nie ja.
Smiley zmienił zdjęcie i cała sala patrzyła teraz na Westonów stojących z jakimiś gejami. Widziałem, jak wszyscy w skupieniu wpatrują się w obraz wyświetlany przez rzutnik, jak szybko notują wszystkie informacje, jak spijają każde słowo z ust Smiley'a… Jakaś dziewczyna po kryjomu go nagrywała. Zaśmiałem się cicho.
Korzystając z tego, że uwaga każdego studenta w pomieszczeniu była skupiona na wykładowcy i na gejach ze zdjęcia, a Smiley patrzył na zdjęcie, a nie na nas, bezszelestnie odsunąłem krzesło i razem z moim plecakiem przeniosłem się trochę do przodu, na siedzenie usytuowane mniej więcej pośrodku sali. Któryś ze studentów, obok których przechodziłem rzucił mi rozbawione spojrzenie. Pewnie myślał, że uciekam, że wykład mnie przerósł. Spojrzałem na niego krzywo i równie cicho, co wstałem, zająłem nowe miejsce.
Nie chciałem całkowicie ulec Smiley'owi. Nie chciałem mu ulec ani trochę. Ale sposób, w jaki do mnie mówił, spokojny, z pewnością siebie, a jednak władczy i arogancki sprawił, że uznałem przeniesienie się na trochę bliższe katedrze miejsce za sensowne, kompromisowe wyjście. Mimo mojej dość buńczucznej postawy (jak określał to pan Clock) nie chciałem zrażać do siebie Smiley'a. Intrygował mnie, byłem ciekawy dlaczego zaprosił mnie na te wykłady i chciałem uzyskać odpowiedzi. A czułem, że gdybym naraził się Smiley'owi, gówno bym się dowiedział. Dlatego też usiadłem mniej więcej pośrodku sali próbując wyglądać tak, jakby przeniesienie się na to siedzenie było świetnym, moim pomysłem.
Zauważyłem, że Smiley znów zerknął na koniec sali, gdzie jeszcze chwilę temu siedziałem. Zamilkł, a ja z lekkim rozbawieniem patrzyłem jak szuka mnie wzrokiem. Po kilku sekundach znalazł moje nowe miejsce. Widziałem w jego oczach rozbawienie. Kiwnął mi lekko głową, jakby.. z uznaniem i kontynuował swój wykład. Słuchałem z pewnym skupieniem powoli próbując rozwiązać zagadkę, którą przekazał nam przed chwilą Smiley.
Gdy mężczyzna przestał mówić, wyraźnie było czuć napięcie między studentami. Nie wiedziałem o co chodzi. Smiley omiótł wszystkich wzrokiem i widziałem na jego twarzy, że jest absolutnie świadomy wyczekiwania studentów. Bawił się z nimi przedłużając ich czekanie na.. na co?
Wzrok Smiley'a kolejny raz mnie odnalazł, a po moim karku przebiegł dreszcz. Zaschło mi w ustach, cholera, kolejny raz mnie zestresował w ciągu tak krótkiego czasu. Czemu tak na mnie działał?
Patrzyliśmy sobie w oczy, a czas wydawał się stać w miejscu. Oblizałem suche wargi czując, jak coś mi się przewraca w żołądku przez to jego spojrzenie. Smiley w końcu odwrócił wzrok, spojrzał na studentów i oświadczył, że teraz mogą zadawać pytania. Całe napięcie momentalnie zniknęło; większość obecnych podniosła rękę bądź dwie i wierciła się w miejscu niecierpliwiąc się. Dostrzegłem na twarzy Smiley'a rozbawienie. Znów odczekał chwilę czując rosnące napięcie między studentami, udawał zastanowienie, po czym w końcu udzielił głosu jednemu ze studentów. Był to chłopak, który wcześniej przyglądał mi się z ciekawością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 709
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#13PisanieTemat: Re: Pull my trigger. [2 os.; boyxboy; daddy ;}]   Pią Cze 29, 2018 4:11 am


Smiley zwrócił swoje oczy na jednego ze studentów, którego dłoń wystrzeliła do góry kilka sekund wcześniej.
Dłoń, którą sobie wybrał, w odróżnieniu do większości pozostałych, nie była zuchwale uniesiona jak najwyżej, a z gracją unosiła się w połowie średniej wysokości uniesionych kończyn.
Niczego innego poza właśnie elegancją i wstrzemięźliwością nie spodziewałby się po Evanie Mandrake'u – młodym i utalentowanym studencie prawa, który obecnie rozpoczynał swój ostatni rok nauki.
 – Panie Mandrake, proszę o pytanie – udzielił mu głosu Smiley, delikatnie się uśmiechając, gdy chłopak z gracją podniósł się z miejsca, odpowiedział odważnym uśmiechem i w końcu odezwał się:

 – Dla czego ta firma była przykrywką? – spytał chłopak i nie usiadł od razu, spodziewając się pytania w odpowiedzi na pytanie.
Smiley odchrząknął delikatnie.
 – Skąd pomysł, że firma była przykrywką? – Smiley wyraźnie sprawdzał Evana, bo sam już zapewne rozgryzł tę sprawę.
Wyglądało to czasami tak, jakby Smiley minął się z powołaniem i zamiast zostać detektywem parał się nauczaniem.

 – To typowy schemat działania karteli pod przykrywką – firma prosperuje przez pewien czas, zainteresowany obserwuje działalność na tyle długo, by znać jej struktury i słabe punkty. Następnie firma w tajemniczy sposób zaczyna plajtować aż nie pojawia się na horyzoncie idealne rozwiązanie dla wszystkich problemów.
Smiley pokiwał głową z teatralnym uznaniem, ale szybko udzielił głosu kolejnej studentce – Rachel Linton.
 – Mandrake, wszyscy wiemy, że jesteś w sposób chory zafascynowany kartelami, ale zarówno poprzednio, jak i teraz twój węch cię zawodzi – powiedziała i posłała chłopakowi złośliwy uśmiech, który w akompaniamencie jej wypowiedzi przyprawił Mandrake’a o uniesienie brwi.
 – Prze…Przepraszam? – zapowietrzył się nieco chłopak. – Może masz lepszą teorię, Rachel, co?
Rachel od razu zwróciła swoje spojrzenie na Smiley’a.
 – Oczywiście, że mam.

I miała w istocie. Wszyscy studenci wsłuchiwali się dokładnie w jej słowa i mimo tego, jak porywająca i inteligentna była ta opowieść – Smiley nie zwracał uwagi na dziewczynę, a zamiast tego ukradkiem obserwował Clyde’a, który miał podobne zdanie na temat tego wszystkiego, co Smiley.
Wyglądał na delikatnie rozbawionego i Smiley podzielał to uczucie.
Ambitni studenci byli źródłem nietypowej rozrywki dla wykładowców.
Jednak ci, którzy nie zdradzali się od razu ze swoją inteligencją i obserwowali…byli znacznie bardziej intrygujący.

***

Wykład trwał jeszcze przez kolejną godzinę lub półtorej, ale nikt nie był w stanie bez śledztwa dojść do żadnej popartej dowodami teorii. Smiley wybrał kilka możliwości i polecił je sprawdzić studentom.

Wszyscy powoli wytoczyli się z sali, ale Smiley nawet nie drgnął na swoim miejscu, opierając się biodrami o biurko.
Nie było mu spieszno do pustego domu, więc miał nadzieję, że Clyde zajmie mu choć nieco czasu i skróci jego cierpienie o kilkanaście minut.

Sala opustoszała niemalże doszczętnie i wypełniła się ciszą, którą Smiley przyjął z widoczną ulgą.
Clyde nie był skory zaś do powiedzenia pierwszego słowa, więc mężczyzna mógł się rozkoszować tą ciszą jeszcze przez następne długie sekundy.
W końcu jednak uznał, że Clyde może chcieć usłyszeć jakieś wyjaśnienia.
 – Pewnie się zastanawiasz…czemu ty? – odezwał się niezbyt głośno Smiley i z ociąganiem odsunął się od biurka i skierował swoje kroki ku Rossowi.
 – Prawda jest taka, że znałem twojego ojca. – Jego głos nie zdradzał żadnej emocji w związku ze słowami. – To musi być….trudny okres w twoim życiu – powiedział niepewnie. – Więc uznałem, że zechcesz poznać swoje perspektywy na przyszłość, bo tak samo jak ty przeżyłem kiedyś chwile zwątpienia w system edukacji i sens uczęszczania na zajęcia, ale twój ojciec…pomógł mi. – Widać było, że niełatwo przeszło mu to przez gardło. – Dlatego chcę pomóc tobie.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
inmyblood

avatar

Liczba postów : 7
Join date : 18/06/2018
Skąd : wilderness

#14PisanieTemat: Re: Pull my trigger. [2 os.; boyxboy; daddy ;}]   Pon Sie 06, 2018 3:19 am

Chłopak, którego wybrał Smiley przedstawił jakąś pokręconą teorię, po czym wyśmiała go inna uczennica.
Szczerze mówiąc, czułem się głupi słuchając ich interpretacji. Sam nie mogłem wpaść na nic sensownego, pocieszałem się jedynie tym, że zarówno Mandrake, jak i Linton prawdopodobnie byli na kryminologii lub innym podobnym kierunku i siłą rzeczy musieli wiedzieć więcej niż ja, bardziej kombinować. Mieli jakąkolwiek wiedzę, z której czerpali wymyślając rozwiązanie tej zagadki, a ja byłem całkowicie zielony w tym temacie. Nawet nie czytałem kryminałów, nigdy mnie nie ciekawiły.
Zapał studentów był godny podziwu, ale oglądanie jak starali się być najmądrzejszym, najlepszym na sali było też trochę zabawne. Widziałem, że Smiley też jest rozbawiony tym jak Mandrake i Linton starali się być najmądrzejsi spośród całej grupy.
Przez kolejną ponad godzinę studenci kombinowali jak mogli, szukali jakiekolwiek luki w całej tej sprawie, ale niewiele mogli zdziałać bez większej ilości informacji. Linton trochę oklapnęła i pod koniec wykładu była już zrezygnowana, ale Mandrake twardo się trzymał i próbował że wszystkich sił rozwiązać zagadkę, aż w końcu Smiley zakończył wykład.
Po chwili sala opustoszała, a drzwi zamknęły się za ostatnim że studentów. Smiley nie ruszał się, stał oparty (nonszalancko?) o biurko. Siedziałem na swoim miejscu nie spiesząc się. Nie wiedziałem, o czym chciał porozmawiać. To ten moment, w którym wyjaśni dlaczego tu jestem? Zapyta jak mi się podobało? Raczej nie, to mi do niego nie pasowało. Pośmiejemy się wspólnie ze studentów, nakrzyczy na mnie, że jestem niewdzięczny i buńczuczny?
Nie miałem pojęcia czego po nim oczekiwać i nie mogłem się doczekać aż wreszcie coś powie, aż wyjawi mi powód, dla którego zatrzymał mnie po wykładzie.
I kiedy wreszcie się odezwał i przerwał ciszę... spodziewałem się wszystkiego tylko nie tego.
Tak, umierałem z ciekawości dlaczego tu jestem, przyznałem się samemu sobie kiedy zapytał czy mnie to zastanawia i zaczął iść w moją stronę.
Ale nie spodziewałem się tego, że Smiley okaże się starym znajomym mojego taty. Ani tego, że zachowa się jak dobry wujek i zadba o to, żebym nie rzucił szkoły (w jaki sposób domyślił się, że to poważnie rozważam?). Widziałem, jak trudno przechodzi to wszystko Smiley'owi przez gardło. Dlaczego więc to robił? Dlaczego okazał współczucie nieznanemu mu wcześniej dziecku znajomego?
Może było w tym jakieś ukryte dno, może miałem mu pózniej w jakiś sposób spłacić dług?
- Wow, ja... nie wiem co powiedzieć jeśli mam być szczery - odezwałem się po chwili.
- Nie rozumiem, przecież nigdy pan mnie nie poznał, dlaczego zdecydował się pan pomóc mi, zaprosić mnie na te wykłady? Bez urazy, nie wygląda pan na takiego, co pomaga na prawo i lewo... - Uśmiechnąłem się krzywo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 709
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#15PisanieTemat: Re: Pull my trigger. [2 os.; boyxboy; daddy ;}]   Wto Paź 09, 2018 10:44 pm


Smiley przewrócił oczyma i westchnął cicho, gdy jego uszu dotarły słowa, które opuściły usta Clyde’a.
Mężczyzna miał już dość tych tłumaczeń. Czuł się jak szczur ratujący się z kolejnego tonącego okrętu.
I tak – każda sytuacja wymagająca społecznego zaangażowania była dla niego Titanikiem.

To ja tu zadaje…pytania – powiedział, zawahawszy się nieco nim popełnił ten żart.
Nie wiedział jak się ratować z tej sytuacji, więc machinalnie sięgnął po mowę ciała i złożył ramiona na piersi, a następnie zacisnął wargi w wąską linię.
Przepraszam, jeżeli wydałem ci się…niemiły – wycedził niechętne przeprosiny i rzucił ku blondynowi spojrzenie, które, o dziwo, zawierało w sobie nutkę poczucia winy.
Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, ale Smiley nie wytrzymał presji i pierwszy przerwał ten spokój, odchrząknowszy i zabrawszy się do chowania wszystkich dokumentów z biurka do torby.
Gdy jego wzrok już nie musiał skupiać się na dziecięcej twarzy Rossa – wówczas mógł przejść do mniej zagadkowych wyjaśnień.

Chcę pokazać ci w jaki sposób twój ojciec odsunął mnie od zamiaru rzucenia szkoły, gdy zmarli moi rodzice i uznałem, że szkoła to kłopot – odparł nagle zupełnie normalnym tonem, a powieka nawet mu nie zadrżała, gdy mówił o rodzicach. – Wyznaczył mi cel i mam zamiar zrobić to samo tobie – dodał, a następnie jego szmaragdowe spojrzenie znów powróciło do blondyna.
Zastanawiał się czy jakimś cudem powiedział chłopcu za dużo i tym samym go zniechęcił do czegokolwiek.
Nie był w końcu Stephenem…
Nie potrafił na poczekaniu wymyślić mowy pasującej do wygłoszenia jej na gali odbierania Nagród Pulitzera.
Był zdecydowanie mnie charyzmatyczny.
Nie potrafił też naprawić wszystkich swoich błędów jednym nieskazitelnym uśmiechem.
Powiedzmy sobie szczerze – Theodore był zupełnym przeciwieństwem starszego Rossa, ale to nie dlatego mężczyzna zaczął pałać ognistą nienawiścią do swojego dawnego mentora. To nie była zazdrość.
Cóż, nie tylko.

Jesteś strasznie niski – mruknął ni z tego, ni z owego Smiley i natychmiast zmarszczył brwi. Jakim cudem dopiero teraz zauważył? Jakim cudem wyrwało się to z jego ust bez jego jakiegokolwiek udziału?
Skąd tak wiele pytań?
To jakaś choroba? Masz siedemnaście lat, prawda? – dopytywał dalej i mierzył Clyde’a wzrokiem od stóp do głów.
Wyglądał na kogoś, kto nie mógł mieć łatwo w szkole z internatem dla chłopców.
W dodatku z tą buźką…
Chcesz żebym odwiózł cię do domu? – zaproponował w końcu, nawet nie kłopocząc się zmianą tonu oraz czekaniem na odwiedź. Zamiast tego – ruszył prosto w kierunku wyjścia z auli.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




#16PisanieTemat: Re: Pull my trigger. [2 os.; boyxboy; daddy ;}]   

Powrót do góry Go down
 
Pull my trigger. [2 os.; boyxboy; daddy ;}]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: