IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 king of hearts. [boyxboy; The Emperor's New Groove-inspired; 2 os.]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#1PisanieTemat: king of hearts. [boyxboy; The Emperor's New Groove-inspired; 2 os.]   Wto Cze 12, 2018 1:09 am


____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#2PisanieTemat: Re: king of hearts. [boyxboy; The Emperor's New Groove-inspired; 2 os.]   Wto Cze 12, 2018 11:55 pm

.           .

  


DOMINIC "ALIG" INGRAM
lat 24
urodzony 13.05.1994
znak zodiaku byk



wzrost : 180 cm
waga : 59 kg
kolor oczu : zielony
kolor włosów : brązowe, ogolone na krótko
znaki szczególne : piegi na całej twarzy

            

• jego matka (Grace) leży w szpitalu z rakiem kości, a siostra (Zoe) pracuje jako nauczycielka w lokalnej podstawówce •
• pracuje dla Yzmy, drug queen i właścicielki popularnego baru

• w rozległym biznesie Yzmy zajmuje się handlem narkotykami •
• ukończył liceum, ale nie podejmował się dalszej edukacji z braku funduszy •
• najbliższe mu osoby to Kara Stanton i Samuel Womack
• płynnie posługuje się angielskim i hiszpańskim •
• uwielbia gotować •
• bierze różnego rodzaju lsd i mdma oraz pali marihuanę i papierosy •
• przemieszcza się głównie na starej deskorolce, ostatnim prezentem od jego matki, nim trafiła do szpitala •



             

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Nie Cze 24, 2018 10:12 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#3PisanieTemat: Re: king of hearts. [boyxboy; The Emperor's New Groove-inspired; 2 os.]   Sro Cze 13, 2018 1:21 am


PSEUDONIM | AMADEUS "AMY" CASPAR
IMIONA | RAYMI TARAQUE
NAZWISKO | TENAHUA
WIEK | 28 LAT
DATA URODZIN | 27.07
ZNAK ZODIAKU | LEW
PŁEĆ | MĘŻCZYZNA
ORIENTACJA | HOMOSEKSUALNA

KOLOR OCZU | CZARNY
KOLOR WŁOSÓW | CIEMNOBRĄZOWY
WZROST | 200 CM
WAGA | 98 KG
ZNAKI SZCZEGÓLNE | MOCNO KRĘCONE WŁOSY, 
KOLOROWY I KRZYKLIWY UBIÓR,
WYPROSTOWANA SYLWETKA,
TATUAŻ WEŻA ROZCIĄGAJĄCY SIĘ NA ŻEBRA I BIODRO


> JEGO OJCIEC JEST OBRZYDLIWIE BOGATY...
> ...ALE WYDZIEDZICZYŁ AMADEUSA.
> JEST OTWARCIE GEJEM.
> PRACUJE W KAWIARNI, ALE PLANUJE ZMIENIĆ PRACĘ.
> PALI DUŻO ZIELSKA. 
> JEST WŁAŚCICIELEM DWÓCH PYTONÓW BIAŁOWARGICH – OROCHIMARU I DENDARA.
> TRENOWAŁ BOKS. TERAZ CHODZI TYLKO NA SIŁOWNIĘ. 
> JEST AROGANCKI, IMPERTYNENCKI, TROCHE SAMOLUBNY, NARCYSTYCZNY,
UPARTY, KAPRYŚNY I MOMENTAMI ZBYT BEZPOŚREDNI, ALE TYLKO POWIERZCHOWNIE.
DLA BLIŻSZYCH ZNAJOMYCH I PRZYJACIÓŁ JEST O WIELE BARDZIEJ CZUŁY I PRZEKUWA SWOJE WADY W POCZUCIE HUMORU.  
> TYLKO NAJLEPSZY PRZYJACIEL BUCKY ZNA JEGO PRAWDZIWE IMIĘ I NAZWISKO. 
> JEST ŚWIETYM TANCERZEM I CAŁKIEM NIEŹLE ŚPIEWA. UMIE GRAĆ NA GITARZE. 

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Sro Cze 13, 2018 3:24 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#4PisanieTemat: Re: king of hearts. [boyxboy; The Emperor's New Groove-inspired; 2 os.]   Sro Cze 13, 2018 3:17 am


Wokół panował chaos, a krzyki i groźby kłóciły się z ciepłą i spokojną nocą.
Pakował się w pośpiechu, czując wycelowany w swoje plecy pistolet ojca.
Mężczyzna był nerwowy, ale Raymi nie spodziewał się, że kiedykolwiek jego życie będzie zagrożone do tego stopnia.
Właściwie…nie spodziewał się też, że kiedyś ktoś wyrzuci go z domu jak zapchlone zwierze ze wścieklizną. A tymczasem – w każdej chwili mógł zostać zestrzelony jak kaczka.

Trudno było nie zapomnieć niczego ze sobą zabrać, gdy oczy zalewały kolejne ciężkie krople łez, a serce rozdzierało mu się na milion kawałków.
Za każdym razem, gdy podnosił oczy na ojca lub próbował się odezwać, leciały ku niemu kolejne groźby.
Gdzieś w korytarzu stała milcząca matka.
W którymś pokoju płakały ze stresu pokojówki.

Był zrozpaczony, wściekły i bezsilny, ale najbardziej dokuczało mu upokorzenie, od którego nie będzie w stanie się uwolnić przez następne lata.
Być może będzie to w nim tkwiło do końca życia, być może za jakiś czas zastąpi je żal i gorzkie wspomnienia.
Jedno wiedział na pewno – nie będzie spoglądał za siebie. Nigdy.

***


Amadeus zawsze wiedział, że to zły znak, gdy robi coś, czego jego wewnętrzne „ja” nie popiera.
Do tamtej pory – mimo wewnętrznych przestróg – całe jego życie tak wyglądało.
Cicha egzystencja w ukryciu nie była dla niego opcją, a gdy zmęczył się już udawaniem i zdobył się po wielu latach na szczerość – okazało się to być zarazem najgorszym i najlepszym pomysłem, na jaki mógł wtedy wpaść.  

Ze słonecznego Santiago w Chile przeniósł się do Kalifornii, a stamtąd dalej na północ aż do Waszyngtonu. Trudno było gdziekolwiek zostać na dłużej przy braku jakichkolwiek funduszy. Ciągłe poszukiwania pracy, taniego noclegu, przyjaciół…
Trwało to sześć lat nim osiadł w Seattle, jak mu się wydawało, na stałe.

Mieszkanie nie było małe, a praca nie najgorzej płatna. Szybko awansował na menedżera modnej kawiarni, a z oszczędzanych pieniędzy kupił sobie motocykl.
Nie miał zbyt wielu przyjaciół…
No dobrze – miał jednego.
Bucky, bo tak się nazywał ten osobnik, o którym mowa, był wysokim blondynem, pełnym charyzmy i empatii.
Zapewne tylko ze względu na to, po jak trudnych przejściach był Amadeus, zaprzyjaźnili się.

Z jedną duszą po swojej stronie barykady było łatwiej dojść do porozumienia z resztą świata.
Amadeus dowiedział się na czym polegają domówki i o ile bardziej wolał kluby.
Poznał kilku znajomych, chłopaków, innych chłopaków…jeszcze paru chłopaków.
Życie nabrało jaskrawych kolorów, a ego Amadeusa karmiło się codziennie kolejną dawką uwagi ze strony zainteresowanych facetów, których okazało się być na pęczki w Seattle.
Przeszłość udało mu się zostawić za sobą i ani razu się nie spojrzeć za siebie, nie zatęsknić za rodziną i domem.
Był sam i miał zostać sam, więc nie chciał karmić swojego umysłu nieprawdopodobnymi wyobrażeniami i fałszywą nadzieją.

***

 – AMYyyY! – zawołał Bucky, zataczając się i wpadając ramieniem na ścianę. Był pijany, ale widok ten rozczulał świadka ów. Nawet Amadeus zdobywał się wówczas na krzywy uśmiech i łapał mężczyznę niepewnie w ramiona, czego nigdy by nie zrobił z nikim innym poza Bucky’m właśnie.
Tym razem było to konieczne, jeżeli Amadeus nie miał ochoty go podnosić później z podłogi.
 – Cześć, Buck – mruknął do chłopaka i skrzywił się nieco, gdy ten otoczył go mocniej ramionami.
 – Ale się dzisiaj zajebiście zrobimy, stary… – wybełkotał i spojrzał w ciemne oczy przyjaciela. – A później pójdziemy po dobry towar.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#5PisanieTemat: Re: king of hearts. [boyxboy; The Emperor's New Groove-inspired; 2 os.]   Sro Cze 13, 2018 2:19 pm

.           .
Dominic zgasił papierosa na ścianie budynku, o który się opierał i wrzucił go do studzienki. Po drugiej stronie ulicy sflaczałą piłką bawiła się grupka dzieci i o dziwo, sprawiało im to więcej frajdy, niż normalna piłka zwyczajowo sprawia. Odepchnął się od ściany i ruszył w kierunku Beacon Avenue. Miał jeszcze parę rzeczy do załatwienia, nim mógł się zgłosić do swej szefowej.

Dobiegało czerwcowe popołudnie, ale na barkach Ingrama wisiała zbyt duża bluza z kapturem, oryginalnie należąca do Samuela. Niefortunny kac sprawiał, że chłopak drżał na całym ciele przy każdym mniejszym powiewie. Obudził się zaledwie godzinę temu, o wiele później, niż planował. Ogarniając dokuczające zimne dreszcze i chęć wypuszczenia na światło dzienne zawartości pustego żołądka, nie miał czasu na nic więcej oprócz za słabej kawy.

Dotarł do pierwszego dziś celu, to jest okolicznego liceum, w którym ostatnią klasę kończyła Kara i do której sam uczęszczał. Zaczekał w pewnej odległości, aż zadzwoni dzwonek oznajmiający koniec ostatniej lekcji. W tylnej kieszeni spodni odznaczał się niewielki pakunek, który już za chwilę trafi do nowej właścicielki. Już wkrótce w drzwiach ukazała się grupa znajomych twarzy, wymuszających obojętność na widok Dominica. Yzma, przez jego ręce, zapewniała towar sporej ilości uczniów tego przybytku. W końcu pojawiła się i jego ulubiona buzia z całego tego towarzystwa, jedyna nieudająca nic na jego widok. Przyspieszyła kroku, nie żegnając się z nikim.

- Ja pierdole, niech to już się skończy – mruknęła Kara, zbijając żółwika z Ingramem. Wsunęła papierosa w usta i zaczekała, aż Dominic jej go podpali. Sam również zapalił kolejnego i ruszyli powoli w stronę szpitala.

Stanton mieszkała niedaleko od placówki, w której leżała Grace, matka chłopaka. Tam właśnie kierował się w drugiej kolejności.

~~~

Było już późno, gdy Dominic opuścił szpital. Musiał się pospieszyć, jeśli nie chciał spóźnić się na spotkanie z Yzmą.
A nie chciał.

W niecałą godzinę później wkraczał już do klubu prowadzonego przez bezlitosną drag queen. Tutaj zwyczajowo zaczynał nocną rundkę w weekendy. W zasłoniętej koszulką kieszeni spodni spoczywała kolejna tego dnia paczuszka. Tę jednak musiał sprzedać w ciągu tej nocy, a najlepiej w Yzmopolis.

Zwykła noc, zwyczajowe znajome towarzystwo wykupujące niezłą część towaru. Wśród wystrojonych dziewczyn dostrzegał parę twarzy, które obdarzyły go przesadnie obojętnym spojrzeniem wcześniej tego dnia, a teraz szeptały mu do ucha, czego od niego potrzebują.

Obawiając się nawrotu dreszczy, które ledwo przeszły, tym razem postawił na szota tequili, którą przez sympatię Yzmy miał darmową w jej klubie.
Po wypiciu dwóch coś poczuł na plecach i wybrał się na zewnątrz, nie dociekając czy były to dreszcze, czy coś innego.

Stanął na środku ślepej alejki za bocznymi drzwiami klubu i spróbował odpalić papierosa z nowej paczki. Nie doszło to jednak do skutku, jako że zapalniczka odmówiła mu współpracy. Nie chciał wracać do parnego środka, więc stał i siłował się z nią, na przemiennie wstrząsając.
W końcu pozorną ciszę alejki nocą przerwały mu dwa głosy wyłaniających się zza węgła mężczyzn. Licząc na łut szczęścia zbliżył się do nich.

- Hej, sorki, macie ognia? – zagadnął. W świetle ulicznych lamp udało mu się dostrzec przystojne rysy wyższego z nich. Musiał mieć ze dwa metry. Łapiąc z nim kontakt wzrokowy poczuł krótkie nagłe ukłucie w okolicy wątroby. Szybko podziękował za zapalniczkę i wbił wzrok w ziemię.
Nieznajomy wydawał się Dominicowi znajomy.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#6PisanieTemat: Re: king of hearts. [boyxboy; The Emperor's New Groove-inspired; 2 os.]   Pon Cze 18, 2018 9:24 pm


Panował okropny zgiełk, ale Amadeusowi to nie przeszkadzało. Dudnienie tętna w uszach skutecznie wygłuszało resztę hałasów.
Tak jak powiedział Bucky – „zrobili się” i mieli zamiar niebawem wyruszyć na polowanie.

Amadeus palił trawę, okazjonalnie, ale Bucky nie byłby tak podekscytowany, gdyby chodziło tylko o jego ulubiony lęg rozmarynu. Chodziło o coś, z czym Amadeus nigdy nie miał do czynienia.
Zapewne mogłoby to poniektórych zdziwić, że mężczyzna po spędzeniu niemalże sześciu lat na tułaczce nigdy nie porwał się na nic więcej oprócz marihuany, alkoholu i papierosów.
Prawda była taka, że Amadeus miał za mało kontroli nad swoim życiem, by stracić jej resztki na rzecz chwili uciechy.
Szkoda, że jeden kieliszek więcej wódki był w stanie go przekonać do czegoś innego.

***

 – Nie podoba mi się tutaj… – mruknął Amadeus, kuląc się nieco i rozglądając na boki. Nawet, gdy lekko się przygarbił – nadal był niemal pół głowy wyższy od swojego towarzysza.
Można powiedzieć, że był nieco przerażony.
Ciemne zaułki Seattle nigdy nie należały do najbezpieczniejszych.
Widok samotnej sylwetki na końcu ceglanego korytarza wcale nie podniósł go na duchu.

Bucky wydawał się być nieco pewniejszy i dziarsko zbliżył się do chłopaka. Niespodziewanie – ten poprosił o ogień.
Amadeus oraz jego towarzysz czym prędzej zaczęli szukać zapalniczki, Amadeus przy tym może z nieco większym zapałem, niż ten drugi.
Gdy mężczyzna w końcu ją znalazł – ta niemalże wypadła mu z rąk, ale szybko i zręcznie ją złapał po czym przybliżył się do chłopaka, osłaniając płomień przed wiatrem władną dłonią.

Jego oczy powoli otaksowały delikatne rysy twarzy chłopaka, gdy ten podpalał swojego papierosa od jego zapalniczki. Zatrzymały się na dłoni dzierżącej papierosa, a kiedy ta zatrzęsła się lekko – wzbudziło to w twarzy Amadeusa delikatne poruszenie.

Nadal trwał przy nieznajomym, gdy ten uniósł na niego oczy, a następnie znów spuścił je na zapalniczkę. Ta wciąż tkwiła przed jego twarzą.
Bucky musiał interweniować i szarpnął ramionami Amadeusa w dół.
 – Ty jesteś Alig? – spytał Bucky po chwili.
No tak, diler.
Amadeus cofnął się o krok i ponownie rozejrzał po uliczce.
Następnie…jego wzrok znów powrócił do wychudzonego nieco oblicza dilera.
Wyglądał jakby nie miał więcej niż dwadzieścia pięć lat, a życie w tym czasie dało mu nieźle w kość.
Bo podczas, gdy Amadeus dużą większość swojego życia spędził w domu z bogatymi rodzicami – ten dzieciak musiał radzić sobie przez ten cały czas inaczej.
W tej okolicy trzeba było się pilnować.

Gdy Alig odwzajemnił spojrzenie Amadeusa, jednocześnie wyjmując zza pazuchy to, o co poprosił go Buck – wyższy z nich uśmiechnął się i delikatnie przekrzywił głowę.
Caspar nie mógł nic poradzić na to, że w jakiś sposób ten człowiek go rozczulał bardziej nawet niż jego urocze zwierzątka domowe.
Nie miał jednak szansy popatrzeć się na chłopaka dłużej, bo kątem oka zarejestrował mignięcie niebieskiego światła.
W sekundę później dołączyło do ów także czerwone.

Wszyscy trzej zerwali się do biegu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#7PisanieTemat: Re: king of hearts. [boyxboy; The Emperor's New Groove-inspired; 2 os.]   Pon Cze 18, 2018 10:17 pm

.           .
- To ja - mruknął i swobodnie, jak mu się wydawało, wsunął rękę do kieszeni spodni. Objął opuszkami palców paczuszkę i wymacał jedną z tabletek. Ledwo trafił w usta papierosem, ale nie dał po sobie ów poznać.  Zaczekał aż mężczyźni wyjmą należność, ale nim zdążył chwycić banknoty, doszły do niego odgłosy syreny policyjnej.

Zadziałał instynktownie. Rzucił ledwo słyszalne "za mną" i puścił się biegiem, nasłuchując czy klienci biegną za nim. Nie mógł zgubić zarobku przez psy. Nie tym razem.

"Czemu nie weszli do klubu?" Pytanie to powracało do niego odkąd minęli róg i skręcili w inną uliczkę. Doskonale wiedział dokąd poprowadzić kupujących. Na tej ucieczce stracił jednak prawie całego peta.

Biegli krócej niż początkowo Dominicowi się wydawało, że będą. Musiał przyznać, mężczyźni biegali szybko. On sam był już wyćwiczony w tego typu zrywach. Ci jednak nie pasowali do tego miejsca. Gdy zatrzymali się w słabym świetle latarni, Ingram przyjrzał się wyższemu z nich. Widać było po jego skrępowanej sylwetce i niepewnym wzroku, że choć mieszka w tej niechlubnej części miasta, to dopiero od niedawna.

Dominic Ingram z kolei mieszkał w tych slumsach od urodzenia. Brak ojca i otoczenie zmusiły go do szybszego dorośnięcia, na co w gruncie rzeczy nie narzekał. Umiał przetrwać i robił to niesamowicie dobrze. Może nie do końca legalnie, ale zapewniało mu to odpowiednio dużo znajomości i zarobek praktycznie równy pensji nauczycielskiej jego starszej siostry. Problemem stała się dopiero choroba matki, ale i to był w stanie pogodzić z dotychczasowym życiem. Zwłaszcza będąc pod protekcją Yzmy.

Gdy Alig wyrównał w końcu oddech - roześmiał się. Skonfundowane spojrzenie towarzyszy tylko dodało mu otuchy. Otarł czoło z nieistniejącego potu i uspokoił się po chwili.

- Nie srajcie się - zachichotał jeszcze raz. - Psiarnia czasem jeździ na sygnale żeby spłoszyć właśnie takich jak my. Nawet nas nie ścigali - wyjął kolejnego papierosa. Nie mógł zaprzeczyć, że był uzależniony od tytoniu. Podobnie jak narkotyki, pomoagał mu przetrwać gorsze (i lepsze) chwile. - Nie wierzę, że dałem się zrobić. Mogę ognia jeszcze raz?

Skupił wzrok na tej samej dłoni wyższego z chłopaków, która chwilę wcześniej odpalała mu poprzedniego. Miał zadbane dłonie, co potwierdzało jego teorie o pochodzeniu z innych stron. Chciał zapytać o imię, ale nie powinien. Mężczyzna był tylko jego klientem. Yzma zdecydowanie nie pochwalała takiego zachowania, bo o ile mogła zdobyć nowego stałego klienta, o tyle nowy stały klient mógł rozproszyć jej najlepszego dilera - jak początkowo było z młodą Karą Stanton.

- Dzięki. Nadal chcecie towar? - odpowiedziało mu zakamuflowane przestraszone spojrzenie wyższego. Nie mógł dostrzec reakcji blondyna, gdyż przyłapał się na byciu zbyt skupionym na jego koledze.

Skąd go znał?

- To wasz pierwszy raz z emkami? - zagadnął.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#8PisanieTemat: Re: king of hearts. [boyxboy; The Emperor's New Groove-inspired; 2 os.]   Pon Cze 18, 2018 10:52 pm


Amadeus szybko odzyskał oddech. Miał dobrą kondycję.
Nie palił, nie pił za dużo i całkiem często ćwiczył.
Bucky’emu chwilę dłużej zajęło złapanie powietrza w płuca i zatrzymanie go tam na dłużej.

Spojrzał się za siebie i zauważył, że faktycznie – nikt ich nie gonił. Nieco go to rozluźniło i pozwolił sobie na delikatny uśmiech rozbawienia. Już absolutnie nie był ani trochę pijany. Adrenalina i ruch szybko wypędziły z niego resztki upojenia alkoholowego.

Już nieco stabilniej podpalił chłopakowi papierosa i od razu się odsunął, skinąwszy mu głową w odpowiedzi na krótkie podziękowanie.
Z kolei na dźwięk pytania…zawahał się widocznie i szybko zerknął w bok na blondyna, który jedynie wzruszył ramionami i uśmiechnął się szeroko.
Bucky nadal się nie zniechęcił.

Alig odezwał się ponownie, z nowym pytaniem.
Bucky wybełkotał mu szybką odpowiedź, która wyjaśniała Aligowi, że „to nie był jego pierwszy raz, ale kolega nie był szczególnie doświadczony”.
I nie chciał być…
Do umysłu Amadeusa nagle powróciło racjonalne myślenie.
Wcale nie chciał nic brać i było mu dobrze z tym, jak radziła sobie jego percepcja obecnie.
Czy był tchórzem? Raczej tak.

Ile masz lat? – odezwał się niespodziewanie Caspar, zaglądając w oczy nieznajomemu.
Poczuł na sobie karcące spojrzenie Bucky’ego i szturchnięcie w ramię.
Alig nie wydawał się jednak zdenerwowany jego pytaniem czy chociażby nim rozbawiony lub zażenowany.
Zamiast tego, chłopak odwzajemnił jego wzrok, a z jego ust nadal nie znikał delikatny łobuzerski uśmiech.
Miał w sobie coś, co sprawiało, że Amadeusowi trudno było oderwać od niego spojrzenie lub zostawić bez słowa i odwrócić się plecami, a potem pójść do domu i zapomnieć.
Caspar jednak nie tracił czasu na zastanawianie się nad tym, czy powinien się tak zachowywać, czy może lepiej było odwrócić się i odejść bez słowa.
Nie potrzebował tego czasu, bo znał odpowiedź na to – nie, nie powinien był.
Coś mu mówiło, że to może być jego jedyna szansa.
Na co?
Nie był do końca pewien, ale próbował jak najlepiej zapamiętać twarz Aliga.

***

Reszta nocy minęła mu spokojnie. Nie potrzebował bawić się tak dobrze, jak Bucky i wobec tego rano był znacznie bardziej skłonny do obudzenia się wcześniej i wybrania się na własną rękę do domu, gdzie był przed dziewiątą rano.
Za trzy godziny powinien był się zjawić w pracy, więc zdążyłby nawet coś zjeść, ale na to sił mu nie starczyło.
Zamiast tego napił się swojej porannej herbaty, nakarmił Orochimaru i Dendara, a następnie zabrał się za przygotowywanie się do wyjścia, omiatając wcześniej wzrokiem swoje nieco zabałaganione mieszkanie.
Doszedł do wniosku, że posprząta tu wieczorem.

Amadeus zamieszkiwał studio, czyli pokaźnego rozmiaru mieszkanie…jednopokojowe.
Jego sypialnia kryła się za rozległą półką z książkami, a łazienka chowała za rogiem.
Było tu dosyć ciemno, ale to dlatego, że Amadeus umeblował wszystko sam i nie przewidział kwestii słońca i okien w swoich planach.
Był niemniej jednak zadowolony.

***

Dotarł do pracy koło godziny dwunastej, być może chwilę po.
Nie panował zbyt duży ruch, więc Amadeus odetchnął z ulgą i już miał się skryć na zapleczu, gdy jego wzrok rozpoznał znajomy widok.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#9PisanieTemat: Re: king of hearts. [boyxboy; The Emperor's New Groove-inspired; 2 os.]   Wto Cze 19, 2018 11:53 pm

.           .
Dominic zawahał się, sięgając po narkotyki. Doskonale wiedział, że nie przystoi mu zrobić tego, co planował, ale...
Ale z oczu wyższego z chłopaków wyczytał więcej, niźli chciał. Czarne oczy mieniły się zupełnie inaczej niż parę minut temu, przed rozpoczęciem biegu. Widział jak przerażony jest opcją spróbowania nowych doznań. Przez adrenalinę załadowaną mu podczas ucieczki przed policją znacznie wytrzeźwiał. Nie patrzył już jak ktoś pijacko poszukujący wrażeń, a jak ktoś doskonale wiedzący czego chce.
Czy raczej czego nie chce.
Może i finansowo nie wychodziło mu to na dobre, ale odbierał sobie przyszłych wyrzutów sumienia związanych z przyczynianiem się do wprowadzenia kolejnego członka społeczeństwa w nałóg.
Co z tego, że był dilerem. Im też zdarza się moralność.

- Może... - zaczął niepewnie - może jednak nie zaczynaj. Masz przed sobą żywy dowód na to, do czego tabsy prowadzą - uśmiechnął się z miną winowajcy.

Zbyt dobrze zdawał sobie sprawę z tego jak wyglądał. Wychudzenie bynajmniej świadczyło o braku funduszy na jedzenie. Faza i kac powodowały u niego jadłowstręt, a palenie papierosów dodatkowo hamowały zalążki głodu.
Poważnie tracił na wadze i powinno go to alarmować, przynajmniej w ćwierci tak bardzo jak jego matkę czy Zoe.
Załatwił jednak, co musiał, z ulgą sprzedając narkotyk jedynie temu "bardziej doświadczonemu" i ruszył w swoją stronę, z niewyjaśnionym wyrzutem sumienia, że nie wziął chociażby imienia intrygującego klienta.

***

Obudził się jak zwykle - spocony w zmiętej pościeli, z ogromnym bólem głowy i podobnie dużym pragnieniem. Znów popełnił ten sam błąd położenia się do snu w stanie znacznej nietrzeźwości. Ponownie jednak nocny Dominic Ingram był zbyt zmęczony, by zadbać o samopoczucie porannego Dominica Ingrama.

Dosłownie stoczył się z łóżka i sięgnął po telefon, leżący pod łóżkiem, tuż obok niepodłączonej ładowarki.
11:42 27%
Znowu nie podłączył telefonu. Podniósł się na łokciu i rozmasował bolące ramię, którym uderzył w szafkę po drodze na ziemię.

Dominic podpełzł do drzwi na czworakach i podniósł się wspierając o klamkę i framugę. Zakręciło mu się w głowie, więc przykucnął na chwilę. Wiedział jak bardzo Zoe nienawidziła oglądać swego młodszego braciszka w takim stanie. Chociaż powinna być już w pracy, wolał nie ryzykować spotkania się z jej rozczarowanym spojrzeniem. Wydało mu się, że wymiociny podeszły mu do gardła, ale gorzko je przełknął.

Powlókł się do kuchni i wygrzebał aspirynę - krok pierwszy w porannym przywoływaniu się do porządku.
Kolejnym krokiem było zajechanie do ulubionej kawiarni i poumieranie przy stoliku w głębi lokalu.
W tym właśnie celu narzucił na siebie czyste ubranie i spryskał wodą kolońską. Mimo leczniczych właściwości zimnego prysznica z rana, nie miał na niego siły.
Upewnił się więc, że nie woni od niego wczorajszym dniem i ruszył w drogę swą starą deskorolką ku jego własnej prywatnej izbie wytrzeźwień, znanej światu jako kawiarnia Very Nice Coffee House.

Nie spodziewał się jednak napotkania tam tak znajomej twarzy, na którą o dziwo nigdy nie zwrócił większej uwagi.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Sob Cze 23, 2018 6:04 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#10PisanieTemat: Re: king of hearts. [boyxboy; The Emperor's New Groove-inspired; 2 os.]   Sro Cze 20, 2018 1:06 am


Zamrugał kilkakrotnie ze zwiększoną intensywnością, nie wiedząc jak zareagować na ten wątpliwy omam wzrokowy.
Któryś ze współpracowników zauważył jego niepokój, ale Amadeus zapytany „czy wszystko u niego w porządku” odpowiedział pospiesznie, że „oczywiście”.
Zaś czując na sobie odwzajemnione spojrzenie – postanowił przerwać ten precedens i pójść o krok do przodu w swoim zdeprawowaniu.
Nachylił się do współpracownicy i polecił jej, by przygotowała jedną kawę na koszt firmy.
Dziewczyna to też zrobiła i gdy tylko Amadeus wrócił z zaplecza – porwał kawę i ruszył z nią do stolika Aliga.

 – Znamy się? – zaśmiał się delikatnie Caspar i przysiadł się do stolika mężczyzny. – Wydaje mi się, że gdzieś cię widziałem – dodał i przesunął kawę po stole. Nie wiedział jak chłopak zareaguje na tę jałmużnę, ale nie wydawał się na widok podarku zażenowany czy chociaż jakkolwiek wzruszony.
 – Wyglądasz jakbyś miał bardzo ciężką noc – wymruczał mężczyzna i przyjrzał się szaremu obliczu Aliga.
Gdy nie podświetlały go latarnie czy płomień zapalniczki – wydawało się być chorobliwie blade.
Amadeus już wczoraj zauważył jego chudość, ale do tej pory nie miał pojęcia…jak bardzo chłopak wyglądał na zmarnowanego.
Starał się jednak nie okazywać zbytniego współczucia po sobie. Nie znali w ogóle chociaż Amadeus mógłby przysiąc, że widywał go w tej kawiarni co jakiś czas. Wreszcie wiedział, jakim cudem ta twarz wydawała się być znajoma jeszcze wczoraj w nocy, gdy jego zmysły przyćmiewał strach.
Wszystko wreszcie układało się w całość.
Musiał go widywać często w swojej kawiarni, zwiniętego w kłębek, gdzieś z dala od wzroku Amadeusa i zapewne podczas porannej zmiany, gdy Caspar pojawiał się w kawiarni najrzadziej.

Chłopak wydawał się być nieobecny wzrokiem i umysłem.
Budziło to w Casparze nieco matczyne instynkty i zamiast zostawić Aliga samemu sobie – postanowił się nim zaopiekować. A przynajmniej zaspokoić swoją empatyczną stronę osobowości…
Chwila…
Od kiedy takową posiadał?
Ciekawe czy gdyby znalazł na ulicy kota, to też by go wziął do domu?
Odpowiedź brzmiała…nie.
Bał się, że Orochimaru i Dendar mogą uznać kota za obiad. Aliga też mogłyby uznać za łatwą zdobycz.
A propos węży…
 – Chcesz zobaczyć pytona? – spytał i wbił niewinnie zainteresowane spojrzenie w Aliga.
Oczywiście…nawet nie zorientował się, jak to zabrzmiało.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#11PisanieTemat: Re: king of hearts. [boyxboy; The Emperor's New Groove-inspired; 2 os.]   Sob Cze 23, 2018 6:55 pm

.           .
Zapadł się w miękki fotel w głębi lokalu. Oparł deskorolkę o podłokietnik i przetarł twarz. Nim pójdzie coś sobie zamówić, postanowił odczekać, aż miną nudności spowodowane mieszanką różnych rodzajów kawy i… różnych perfum? Nos skacowanego Dominika był jednocześnie nadwrażliwy i upośledzony; odczuwał wszystko ze zwiększoną siłą, jednakże nie był w stanie zidentyfikować żadnego z zapachów.
Wtem ku niemu posunął kolejny mix zapachów – coś, co mogło być kawą z dodatkiem czegoś. Otworzył oczy i skierował wzrok na atakującego. Zmarszył brwi.

Ingram nie był w stanie wykrztusić z siebie słowa. Czy z koszmarnego samopoczucia, czy delikatnego oniemienia – nie dociekał. Zamrugał szybciej, gdy dwumetrowy chłopak przysiadł się do jego stolika. Przyjrzał się jego dłoni, która podsunęła mu kawę.
Skinął tylko głową na podziękowanie i wbił wzrok w brązową ciecz.

Nie tylko czuł się źle, ale najwyraźniej tak też wyglądał. Zrobiło mu się głupio. Nienawidził wzbudzać politowania u innych.
Ingram siedział w milczeniu, siorbiąc napój. Co chwilę tylko zerkał z ukrycia na swego darczyńcę.
I miał nadzieję, że w końcu nie wziął tego, po co poprzedniej nocy przyszedł do niego z kolegą.

Ponownie zmarszczył brwi, karcąc się za iskierki sympatii do zwykłego klienta.
Nie mógł jednak odpędzić się od myśli, jak złe wrażenie musiał mieć o nim tajemniczy pracownik kawiarni. Przed ciemnowłosym mężczyzną siedziała najgorsza wersja Dominica Ingrama, na jaką można było natrafić. I akurat była obecna podczas nieoficjalnego spotkania z człowiekiem, do którego poznania tak ciągnęło Dominica.
W głowie pojawiło mu się mnóstwo pytań: jak zmienić wrażenie wywarte na nieznajomym?
Mógł zacząć od przedstawienia mu się. Mężczyzna znał w końcu tylko jego pseudonim z pracy.

Gdy już ledwo zebrał się w sobie, żeby wyksztusić z siebie swoje prawdziwe imię, do uszu Dominica dotarło pytanie, które zdmuchnęło wszelkie myśli, jak podmuch kartki ze stołu. Pusto wpatrywał się w chłopaka.
Co to znaczy?
Wywietrzony umysł nie pozwalał mu nawet na wysnucie chociażby teorii na co mógł być to slang.

Zdziwienie na twarzy Ingrama zdarło z niego maskę neutralności i poczuł się, jakby można było go dostrzec z każdego punktu kawiarni. Ta skąpa przykrywka pozwalała mu przetrwać codzienność i pozostać niezauważonym, nawet z tak charakterystycznym chorowitym wyglądem ćpuna i dilera. Jego rozmówca także nie mógł tego nie zauważyć, gdyż z zakłopotanym uśmieszkiem począł wyjaśniać, co miał na myśli. Na obliczu Dominica znów zagościła wybawiająca obojętność.

- Okej – odmruknął po chwili milczenia, przemyślawszy propozycję. I tak nie miał nic do roboty. Jak zresztą zawsze. W gruncie rzeczy był dość samotny, gdy się nad tym zastanowił. Mimo szerokich znajomości i paru bliższych osób, przemierzał ten ziemski padół całkowicie sam. On, jego deskorolka i lsd.
Wokół chłopaka obok roztaczała się aura, która sprawiała, że Ingram chciał koło niego pozostać.
Być może otwarły się przed nim właśnie drzwi do nowej, bliskiej znajomości, która obdaruje go iluzją, że nie jest sam.

- Dominic – wykrztusił z siebie. – Jestem Dominic.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#12PisanieTemat: Re: king of hearts. [boyxboy; The Emperor's New Groove-inspired; 2 os.]   Sob Cze 23, 2018 8:35 pm


Gdy tylko uświadomił sobie…jak bardzo potwornie, strasznie spierdolił – uznał, że nie ma już dla niego nadziei.
Miał dwadzieścia osiem lat i nadal zachowywał się jak siedemnastoletnia wersja siebie. Mógłby przysiąc, że nie zmienił się ani trochę pod względem zachowania, charakteru i dojrzałości. Jedynie urósł sporo, bo niemal trzydzieści centymetrów i przytył…kilka kilogramów.
Szkoda tylko, że udało mu się to kosztem ilości szarych komórek!

Przepraszam… – wykrztusił z siebie, chowając twarz w dłoni i śmiejąc się z zakłopotaniem, gdy już wyjaśnił Aligowi, co miał w rzeczywistości na myśli. – Szybciej mówię niż myślę – usprawiedliwiał się, uśmiechając się z lekkim zażenowaniem i napięciem.
Na szczęście…Alig nie wydawał się być zrażony tym niesamowitym popisem inteligencji i dojrzałości i przystał na propozycję.
Uszczęśliwiło to nieco Caspara i sprawiło, że odetchnął z ulgą. Bał się, że chłopak wstanie i wyjdzie, zostawiając go samego ze swoją głupotą.
Nie spodziewał się jednak, że młody diler przedstawi mu się.

Ciemnowłosy uśmiechnął się promiennie, widząc jak niepewny swojego posunięcia staje się Dominic.
Postanowił nie zwlekać zbyt długo i wyciągną w kierunku chłopaka dłoń, odzywając się następnie.
Amadeus – przedstawił się również, ściskając dłoń młodszego, a potem puścił ją i podniósł się ze swojego miejsca. Powoli. – Poczekasz na mnie godzinę? – spytał, zerkając w stronę baru. – Mam do załatwienia coś – wyjaśnił.
Dominic nie miał nic przeciwko i kilka sekund później Amadeus już znajdował się na zapleczu, analizując w trybie błyskawicznym rachunki i straty kawiarni, które – jak zauważył ze smutkiem – były nawet większe niż w zeszłym miesiącu.
Być może nie był stworzony do tej pracy? Zapewne.
Potrzebował czegoś lepszego, bo w innym razie…może się skończyć na eksmisji.

Myśli Amadeusa zabłądziły w rejony dotyczące czekającego na niego Dominica. Zaczął się zastanawiać czy ten nadal tam siedział, czy też może napił się kawy i jak najszybciej uciekł z kawiarni, gdy Caspar był tutaj, rozmyślając nad rozpoczęciem kariery striptizera.

Minęła ustalona godzina i zrezygnowany Amadeus opuścił zaplecze i już miał ze smutkiem udać się na poszukiwania pracy, gdy zauważył, że dokładnie tam, gdzie go zostawił…tam Dominic teraz na niego czekał. Wyglądał nawet, jakby drzemał.

Amadeus podszedł powoli do chłopaka, a następnie położył dłoń na jego ramieniu, by zbudzić go z płytkiego snu.
Chłopak niemalże podskoczył pod jego dotykiem i Caspar trochę zbyt gwałtownie zabrał rękę.
Eeee…wybacz, że tak długo – wykrztusił z siebie, uciekając wzrokiem delikatnie. – Jesteś gotów? – spytał następnie, spoglądając z zainteresowaniem na Dominica.

Dlaczego musiał być takim cholernym dzieciakiem?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




#13PisanieTemat: Re: king of hearts. [boyxboy; The Emperor's New Groove-inspired; 2 os.]   

Powrót do góry Go down
 
king of hearts. [boyxboy; The Emperor's New Groove-inspired; 2 os.]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: