IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 V for Vendetta: New Generation [boyxboy; V for Vendetta; 2 os.; bn.]

Go down 
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: V for Vendetta: New Generation [boyxboy; V for Vendetta; 2 os.; bn.]   Nie Kwi 01, 2018 11:22 pm




〚 Terrorysta znany pod pseudonimem "V" piątego listopada 1997 roku burzy Pałac Westminsterski. 
Dwadzieścia lat pózniej historia ma szansę się powtórzyć.




V - @Voldemort
Daniel Gentry - @Askella

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: V for Vendetta: New Generation [boyxboy; V for Vendetta; 2 os.; bn.]   Pon Kwi 02, 2018 4:00 pm

  
| imię | ???                                                                    
| pseudonim | v                                                           
| data narodzin | ???                                                     
| miejsce narodzin | londyn                                          
| znak zodiaku | bliźnięta                                              
| sylwetka | wyprostowana, silna, giętka, dumna      
| orientacja | panseksualna
| kolor oczu | szmaragdowy
| kolor włosów | ???
| znaki szczególne | maska?
| wzrost | sto osiemdziesiąt osiem cm 
waga | w normie
  



____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: V for Vendetta: New Generation [boyxboy; V for Vendetta; 2 os.; bn.]   Pon Kwi 02, 2018 5:02 pm



 

DANIEL GENTRY | 23 LATA| 05.11.1994 LONDYN
~
WŁOSY KRĘCONE CIEMNY BLOND | OCZY BŁĘKITNE
186 CM WZROSTU | 69 KG WAGI

 

。jego ojciec jest członkiem parlamentu brytyjskiego (Wilfred Gentry)。
。jego matka jest prokuratorem sądu najwyższego (Elizabeth Gentry)。
。ma ukochanego młodszego brata (Leon Gentry)。
。jest biseksualny i aktualnie ma dziewczynę (Mia Woodcock)。
。płynnie posługuje się językiem angielskim i francuskim。
。studiuje filologię francuską, planuje zostać tłumaczem。
。gra na skrzypcach i trochę na fortepianie。



____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Wto Maj 15, 2018 12:26 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: V for Vendetta: New Generation [boyxboy; V for Vendetta; 2 os.; bn.]   Pon Kwi 02, 2018 10:51 pm

Wychodząc z biblioteki, Daniel po raz pierwszy od trzech godzin spojrzał w telefon, który z trudem wydobył spod książek i pierdółek z jego torby. Było już konkretnie ciemno, więc blask jasnego ekranu oślepił go na chwilę wystarczająco długą, by wpakował się biodrem w barierkę. Rozmasowując bolące miejsce, odczytał wiadomość pozostawioną przez jego dziewczynę. Mieli się tego dnia spotkać, ale termin oddania projektu zbliżał się wielkimi krokami, także Gentry postanowił spędzić swe popołudnie i wieczór w bibliotece. Zapomniał jednak ją o tym poinformować. Kolejne dwa smsy pochodziły od jego matki – w pierwszym zapraszała go na kolację, a w drugim prosiła o zajęcie się młodszym bratem następnego dnia.
Wyciągnął słuchawki z kieszeni kurtki, ale jeszcze przez parę metrów nie włączył żadnej muzyki. Zatrzymał się na wyjątkowo pustym skrzyżowaniu i rozejrzał. Zielone światło już dawno zdążyło zapalić się i zgasnąć, ale Daniel nie ruszył się ani o krok.
Wybrał numer swojej dziewczyny.

- Panno Woodcock? Wybacz, że zapomniałem o spotkaniu – zaczął, lecz przerwał mu sympatyczny głos Mii, informujący, że nic się nie stało. Jej wyrozumiałość względem niego była godna podziwu. – Jutro mam się zająć Leonem. Możemy iść we trójkę do restauracji. Co ty na to? Ja stawiam – uśmiechnął się.

Stał jeszcze chwilę, wpatrując się w światło pozwalające mu przejść przez ulicę. Skręcił jednak w  drugą stronę, wybierając trasę zdecydowanie dłuższą, ale pozornie przyjemniejszą. Wieczór był wyjątkowo ciepły jak na październik, więc Daniel nie chciał jeszcze wracać do swojego mieszkania.

Zwolnił kroku, przechodząc przez alejkę, na której mógł czasem spotkać znajomego dilera, poznanego swego czasu na imprezie znajomych jego dziewczyny. Dawno nie widział Morrisey’a i prawdę mówiąc, stęsknił się odrobinę za niezwykłymi historiami, które mu się przydarzyły. Parę lat starszy od niego rudy chuderlak zazwyczaj także proponował mu darmową działkę tego czy tamtego, jednakże Daniel dopiero dzisiaj był bliski przystania na jego propozycję. Projekt, do którego się samotnie zgłosił, wyżymał z niego resztki sił.

Tym razem jednak nigdzie nie był w stanie zauważyć Morrisey’a. Zaułek świecił absolutnymi pustkami. Jedyne odgłosy dochodziły zza zakrętu kilka metrów przed nim.
Chwilę później rozległ się odgłos przypominający strzał.

Chciał uciekać, jednakże głupia ciekawość zmusiła go do postąpienia kolejnego kroku i sprawdzenia, co się stało.
Na końcu słabo oświetlonego ślepego zaułka stała grupa mężczyzn ubranych na czarno. Jedynym dźwiękiem w tym momencie był stukot czaszki o kamienie, gdy zastrzelona przez nich osoba z klęczków opadła na bruk.
Gdyby Daniel ruszył się w tym momencie, napastnicy nie zauważyliby jego twarzy, a może nawet jego obecności. On również nie dostrzegłby paru z nich. Grupa na sygnał jednego z nich odwróciła się w jego stronę. Za ich sylwetkami, powędrowały także ręce z wymierzonymi w niego lufami.

Daniel Gentry był świadkiem morderstwa i zaraz sam zostanie zamordowany.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: V for Vendetta: New Generation [boyxboy; V for Vendetta; 2 os.; bn.]   Wto Kwi 03, 2018 12:47 am


Jesienna październikowa noc była ciemna acz ciepła i nie wiał żaden chłodny wiatr. Nawet deszcz zdawał nie mieć na tyle śmiałości, by spaść.
Coś jednak z całą pewnością wisiało w powietrzu.
Niespokojna cisza zakłócana strzałami, krzykami, których dźwięk zagłuszał ruch Londyńskich ulic trwała w najlepsze. Jedynie dla niektórych uszu były te dźwięki słyszalne.
W tym mieście czaiło się wiele mroku. Z dala od głównych ulic, skryty pod osłoną nocy.
Dla V taka noc, jak ta zdarzała się codziennie. Nie interesowały go bowiem główne ulice, centrum Londynu, Piccadilly Circus…
Jego wzrok zdawał się zawsze padać w tym odpowiednim kierunku.
Tym razem także oczy go nie zawodziły.

***

Obserwował rozwój akcji z daleka, a gdy padł strzał – skrzywił się z niesmakiem pod maską.
Bezdźwięcznie zeskoczył z dachu niskiego budynku na ziemię, wprost do cienia, w którym się skrył, gdy zapanowało dziwne poruszenie.
Oprawcy nieszczęśnika z rozwaloną czaszką obrócili swoje oblicza w tym samym kierunku i wówczas V zrobił to samo.
Na końcu uliczki zauważył szczupłą sylwetkę, a jego brwi powędrowały jednocześnie w górę, by po chwili odwróciło jego uwagę od przybysza szczęknięcie przeładowania pistoletu.
V pokręcił głową z dezaprobatą i wgramolił się z powrotem na dach.
Kilka bezdźwięcznych kroków udało mu się przebyć nim na tle księżyca przemknął jego cień i oczy morderców z zaułka zwróciły się ku niemu. Wtedy był już dawno bliżej ziemi, a kolejny ze strzałów padł w jego stronę.
Zainteresowany chybił, a V w tym czasie niemalże już dotarł do dzieciaka, który nadal stał znieruchomiały w wyjściu z alejki.
 – Schyl się! – syknął do niego zamaskowany jegomość, a gdy ten usłuchał i padł kolejny strzał  – zapewne właśnie dziękował V za ocalenie życia. A przynajmniej powinien był.
Oprawcy jednak nie poprzestali na tym i poczęli zbliżać się w kierunku, w którym zbiegł cień.
Nie spodziewali się jednak błyskawicznej reakcji na tę zuchwałość, bo nim zdołali przebyć połowę alejki – cień zagrodził im przejście, pojawiając przed nimi. Uśmiechnął się szyderczo, prezentując błyszczące ostrza skryte pod ciemną peleryną.
Nie dane im było się na nie napatrzeć, bo ostrza zamaskowanego jegomościa poruszały się prędzej, pozbawiając ich możliwości użycia broni palnej.
W przeciągu kilku następnych sekund wszyscy czterej mężczyźni opadli bez życia na wilgotny asfalt londyńskiej alejki.

V przez chwilę stał, podziwiając swoje dzieło i przyglądając się twarzom morderców nim przypomniał sobie o powodzie tego zamieszania, a mianowicie…
 – Gdzie on..? – wymruczał do siebie i rozejrzał się w zdezorientowaniu na boki, by następnie ruszyć biegiem za dzieckiem.

Trasa po dachach był znacznie szybsza i bardziej spektakularna, bo oto V pojawił się przed przestraszonym chłopcem znikąd, szyderczo uśmiechając się i do niego.
 – Mógłbyś przynajmniej podziękować – mruknął z gorzkim rozbawieniem i śledził wzrokiem sylwetkę chłopaka upadającą tyłkiem na chodnik.
V wyciągnął ku niemu dłoń, by ten skorzystał z jego pomocy w razie, gdyby chciał się podnieść.
 – Jakiż krewki z ciebie młodzian… – wymruczał nonszalancko zamaskowany wybawca, nie zdejmując spojrzenia ciemnych szpar maski z przestraszonego chłopaka.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: V for Vendetta: New Generation [boyxboy; V for Vendetta; 2 os.; bn.]   Wto Kwi 03, 2018 1:57 am

Daniel stał nieruchomo, gdy napastnik zbliżał się do niego oraz gdy w ciemności przemknął jeszcze ciemniejszy cień. Nie drgnął nawet na odgłos strzału wykierowanego w stronę tajemniczego przybysza. Nie poruszyłby się z pewnością również, gdyby pocisk był przeznaczony dla niego.
Poruszył się dopiero za sprawą sugestii rzuconej w jego stronę z ciemności. Padł na ziemię i znów skamieniał.
Przez pozycje ojca i matki wielokrotnie wyobrażał sobie, jak zachowałby się w przypadku napotkania napastnika z bronią. Wyimaginowane scenariusze dalece odbiegały od aktualnych wydarzeń.

Wszystko zlało mu się w jedną szarą abstrakcję. Gdzieś pomiędzy na biało błyskały… ostrza? Zamieszanie zdawało się trwać jednocześnie potwornie długo i ułamki sekund. W końcu dostrzegł rozlewającą się czarną ciecz. Podniósł się na czworaka i przyjrzał uważnie.
Krew.
Mnóstwo krwi.
Faktycznie jest czarna w blasku księżyca.

Na młodej twarzy Gentry’ego zastygłe przerażenie dało się dostrzec jedynie w oczach. Odetchnął głęboko i przysiadł na kolanach. Musiał się stąd wynosić.
Zbiegowisko wariatów.
Podniósł się żwawo i upewnił się, że ma torbę z notatkami. Nie umarł, co znaczyło, że będzie musiał skończyć projekt.
Powolnie wycofał się z pola widzenia mężczyzn, a chwilę później zaczął biec.
Ulice zdążyły się wyludnić. Musiała być bardzo późna godzina. Zwolnił dopiero, gdy zdawało się, że nie słyszy już odgłosów walki. Przystanął, opierając się o zimną ścianę jakiegoś sklepu i spróbował unormować oddech. Otrzepał się i sprawdził, czy nic nie zgubił.
Daniel położył zimną dłoń na czole i odetchnął jeszcze raz głęboko.

- Nic się nie wydarzyło. Nic nie widziałem. Było za ciemno – wyszeptał do siebie. – Potknąłem się i uderzyłem się w głowę. To był sen – powtórzył sobie dwa razy i ruszył szybkim krokiem w stronę, jak mu się wydawało, domu.

Im szybciej szedł, tym bardziej natarczywe wrażenie miał, że ktoś go obserwuje. Rozejrzał się, lecz w zasięgu wzroku nikogo nie było.
- Wariuję.
Wtem drogę zastąpił mu ten sam ciemny kształt, który kazał mu upaść na ziemię i prawdopodobnie uratował mu tym życie. Teraz jednak kształt nie był tylko kształtem, a przyprószoną krwią maską Guya Fakwesa w czarnym ubraniu i pelerynie. Przeszedł go dreszcz, a przed oczami ponownie stanęła scena upadającego na bruk mężczyzny z rozwaloną czaszką. Postąpił krok do tyłu i zsunął się z krawężnika, opadając ciężko na ziemię.
Zamorduje i mnie.

Głos zza maski zdawał się przenikać go dogłębnie i zapadać echem w umyśle Daniela. Był… przyjemny.
Ku niemu podążyła dłoń w czarnej skórzanej rękawiczce. Nie było z nim jednak na tyle źle, by wspierać się na jakimś zamaskowanym szaleńcu, nawet jeżeli miał miły głos. Odsunął się jeszcze kawałek od niego i dopiero począł wspinać się wpierw na kolana. Podniósł się ostatecznie i ostentacyjnie otrzepał.
Zamaskowany jegomość w końcu uratował mu życie i gdyby chciał go zabić, zrobiłby to już w tamtej alejce.
Może jest tylko stuknięty.
Starając się ukryć przerażenie, zlustrował Guya Fawkesa od stóp do głów, stojąc nadal w odległości zdającej się być dość bezpieczną. Z pewnością mógłby go jednak dosięgnąć swoim ostrzem.
Czegoś od niego chciał. Daniel jednak chciał tylko znaleźć się jak najdalej stąd, a najlepiej zmienić kraj.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: V for Vendetta: New Generation [boyxboy; V for Vendetta; 2 os.; bn.]   Wto Kwi 03, 2018 11:32 pm


Chłopiec i on przyglądali się sobie przez dłuższą chwilę i mimo, że niebezpiecznie było w obliczu poprzednich wydarzeń sprzed minut kilku stać tu po środku kolejnej ciemnej uliczki – V nie miał zamiaru się spieszyć. Przy wystraszonych zwierzętach nie należało poruszać się zbyt gwałtownie, bo mogłoby to spłoszyć stworzenie.
V był łagodnym człowiekiem i w gruncie rzeczy pacyfistą.

 – Nie lękaj się, dziecko – powiedział do niego ciszej i uniósł ręce do góry w geście poddaństwa. – Nie zrobię ci krzywdy – dodał i uśmiechnął się nieszkodliwie pod maską, zapominając po raz kolejny, że nikt nie jest tego w stanie zobaczyć.
Dlatego też wskazał na miejsce, w którym maska zasłaniała usta i nakreślił kształt uśmiechu.
Następnie zaś odchrząknął uroczyście, wyprostował się jak struna i wzniosłym tonem rozpoczął swoją wypowiedź:

 – Przed twymi oczami stoi skromny weteran wodewili, przez zmienne koleje losu obsadzany zarówno jako ofiara jak i oprawca. Jego oblicze nie jest przejawem próżności, jest jednak pozostałością umilkłego głosu wołającego tłumu. Nadszedł czas, irytacja z odwagą na ramieniu odradza się jak feniks z popiołów i zaprzysięga zemstę szkodnikom żądnym władzy, synom przemocy żerującym na wolnej woli narodu. Jedynym werdyktem jest zemsta. Vendetta, z wielkiej potrzeby, złożona w ofierze z prośbą, by któregoś dnia doprowadziła w swej czujności i prawości do zwycięstwa… – Na chwilę przerwał i widząc minę chłopca – pokręcił głową z dezaprobatą. Wobec samego siebie, oczywiście. – Prawdę mówiąc, ten potok słów powoli zbacza z obranych celów, więc pozwól mi dodać, że bardzo miło cię poznać i możesz nazywać mnie V. – Wówczas skłonił się lekko, zdejmując z głowy czarny kapelusz.
Wyraz twarzy dzieciaka się nie zmienił, więc V wyprostował się i włożył kapelusz z powrotem na głowę, lekko zmieszany.

 – Będą cię szukali – odezwał się po kilku sekundach ciszy i wpatrywania się w chłopca. – Więc zanim cie dopadną…chcesz obejrzeć moje przedstawienie? Zapewniam cię, że nigdy czegoś podobnego nie doświadczyłeś – mówił zachęcająco V, wpatrując się przenikliwie spomiędzy ciemnych szparek maski w twarz chłopaka.
Postąpił krok w jego kierunku, nadal nie odrywając wzroku od jego błękitnych tęczówek i próbując zapewne młodzieńca zahipnotyzować.
 – Nie daj się długo prosić – odezwał się znów, gdy znalazł się jeszcze bliżej. – Zawdzięczasz mi życie.

***

Kilkanaście minut później znajdowali się na gmachu wysokiej kamienicy.
Nigdzie wokół nie było żadnych instrumentów czy sceny lub kurtyny, ale miejsce tych przedmiotów zapewne zajęły całkowicie obszerne klatki z gołębiami.
Na widok V zapanowało wśród ptaków przejęcie, ale zamaskowany jegomość nie zwrócił na nie większej uwagi, jak się mogło zdawać.
Bardziej interesowała go krawędź budynku i widok rozciągający się w alejce na dole.
Między budynkiem, na którego dachu się znajdowali i sąsiednim rozciągały się liny, które trzymały w powietrzu rozciągnięty ponad ulicą transparent reklamujący coroczny festiwal cyrkowy.
 – Podejdź bliżej krawędzi, bo inaczej nic nie zobaczysz – odezwał się do chłopaka i spojrzeł na niego przez ramię.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: V for Vendetta: New Generation [boyxboy; V for Vendetta; 2 os.; bn.]   Sro Kwi 04, 2018 12:24 am

Przerażenie z oczu Daniela zwolna zaczynało przybierać wyraz zagmatwania i konsternacji. Wciąż chciał uciekać, jednakże nie ze strachu, a dyskomfortu, jaki zamaskowany mężczyzna na nim wywierał swym przemówieniem. Cofnął się jeszcze o krok, gdy jegomość zdjął z głowy kapelusz w geście staromodnego przywitania.
V… Wariat.

Wpatrywał się z osłupieniem w mężczyznę, wysłuchując propozycji towarzyszenia mu. Oczywiście chciał odmówić, jednakże zaledwie parę minut wcześniej ów zamaskowany człowiek zaatakował grupę uzbrojonych morderców. Nie wiadomo było do czego był zdolny. Daniel nie mógł oderwać wzroku od plam z krwi na śnieżnobiałej masce. Zdecydowanie nie dodawało to przyjaznego wydźwięku słowom V, ale zbyt bał się zwrócić na to uwagę. Odwrócił tylko wzrok, spuszczając go na swoje buty i nerwowo splecione dłonie. Gwałtownie jednak uniósł go do góry, gdy mężczyzna zbliżył się do niego.
Pod presją zbliżającego się szmaragdowego spojrzenia, niechętnie wydał z siebie ciche ”okej” i kurczowo złapał skórzany pasek torby, zwisającej mu z ramienia.

Chwilę później wdrapywali się po schodach pożarowych jakiejś kamienicy, by zaraz znaleźć się na dachu. W dzieciństwie zdarzało mu się wspinać z kolegami pod osłoną nocy na dach, więc ciemna weduta Londynu nie byłą mu obca. Ilekroć jednak jej nie widział i to przesłoniętą przeróżnymi zjawiskami pogodowymi, za każdym razem zapierała mu dech w piersiach. Powalił go również tym razem, gdy tylko przestąpił próg drzwi na dach i dotarł do niego widok pojedynczych świateł w oknach. Zaraz za tym, skoro tylko opanował się i przypomniał czyim jest aktualnie towarzyszem, dech został mu odebrany po raz drugi. Tym razem za sprawą dziesiątek gołębi podrywających się gwałtownie do lotu.
Cofnął się odruchowo i już chciał zawrócić, jednak dotarło do niego spojrzenie spod maski. Postąpił do przodu.
Przestrzeń do krawędzi nie była długa. Gentry powolnym krokiem zbliżył się do sylwetki stojącej na krańcu, wykonując prośbę. Ostrożnie wyjrzał we wskazane przez V miejsce, jednakże nie dostrzegł tam nic, poza pojedynczym samochodem przemykającym w pośpiechu pod słabymi ulicznymi lampami. Przyjrzał się słabo oświetlonemu przez dogasającą lampę banerowi cyrkowemu. Może coś na nim? Nie dostrzegł jednak niczego niezwykłego w obrazku, który tak doskonale znał na pamięć, bowiem od paru la rokrocznie zabierał swojego młodszego brata na pokaz.

- Nic… nic tu nie ma – wymruczał ledwo słyszalnie, przełamując swój strach i ciszę. Podniósł wzrok i badawczo przyjrzał się nieruchomej twarzy z maski, szukając przejawu człowieczeństwa pod nią. Przez moment rozległ się delikatny błysk odbijanego w szmaragdowym oku światła, który natychmiastowo znikł. Był jednak na tyle długi, by Daniel go dostrzegł i upewnił się, że pod spodem faktycznie jest człowiek.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: V for Vendetta: New Generation [boyxboy; V for Vendetta; 2 os.; bn.]   Pon Kwi 16, 2018 11:35 pm

V skrzywił się pod maską i przewrócił oczyma. Chłopak nie miał prawa tego dostrzec, ale V przynajmniej się starał.
 – Spójrz w trzecie okno od lewej. Piąte piętro – mruknął do niego i chwycił delikatnie jego ramię, by obrócić chłopaka w odpowiednim kierunku.
V przez chwilę się przyglądał temu samemu punktowi, co dzieciak, gdy wtem…przypomniał sobie.

Mężczyzna wyprostował się gwałtownie i posłał chłopcu oburzone spojrzenie zza cienia maski.
 – Nie zdradziłeś mi swego imienia, chłopcze – powiedział, a jego głos ledwo słyszalnie się załamał. – Ale…niech no zgadnę – odparł, ożywiając się nieco jakby doznał olśnienia. – Twoje imię…klasyczne, zapewne biblijne… – ciągnął i udawał przy tym skupienie. Nawet chwycił się za skronie maski w pewnym momencie.
Zastanawiał się jeszcze przez chwilę nim…
 – Już wiem! – odparł i zrobił krok w kierunku krawędzi dachu, a następnie wspiął się na nią. – Daniel.
Widząc w oczach chłopaka niedowierzanie i niechętnie przyznawaną mu rację…uśmiechnął się tryumfalnie pod maską.
Już chciał się chełpić dalej swoim zwycięstwem, ale gonił go czas, bowiem w oknie sąsiedniego budynku, a konkretnie w oknie mieszkana na piątym piętrze, tego po lewej dało się dostrzec ruch.

V zeskoczył z krawędzi i przycupnął przy niej, by wygodniej mu było obserwować rozwój wydarzeń.
Zerknął w bok na zdezorientowanego Daniela i westchnął cicho.
 – Musisz zrozumieć.

***

Zaczęło się niewinnie. W oknie trzecim od lewej na piątym piętrze kręcił się przez chwile jakiś podejrzany typ, później w oknie obok pojawił się podobny. Wyglądało na to, że się znają, bo po chwili jeden z nich pojawił się w mieszkaniu drugiego i zaczęli o czymś dyskutować.
Ich rozmowa zamieniła się szybko w kłótnie i nagle ten niższy i grubszy wyjął zza pasa pistolet. Zagroził temu drugiemu, ale gdy ten skoczył na niego, by wyrwać mu broń – rozległ się strzał i drugi z nich padł na ziemie zastrzelony przez pierwszego.
Następnie w mieszkaniu zgasło światło.
Po kilku sekundach znów się zapaliło, ale tym razem na całej długości okien piątego piętra.
Trwało to przez kilka kolejnych minut i coraz więcej ludzi pokazywało sie w oknach – jedni zbudzeni strzałami, inni zapalającym się mimowolnie światłem.

Chwilę później rozległ się ogromny hałas.
Głośny wybuch przeszył nocną ciszę.

***

KILKA GODZIN PÓŹNIEJ

Daniel obudził się w swoim łóżku. Był przebrany w swoją zwyczajną piżamę i mogłoby się wydawać, że poprzedni wieczór okaże się za moment jedynie dziwnym koszmarem.
Już niemalże był tego pewien i gdyby nie poranne wiadomości donoszące o kilku zamachach terrorystycznych, które miały miejsce poprzedniej nocy – mógłby po prostu puścić w niepamięć wciąż powracający widok białej jak ściana maski i czarnej jak noc sylwetki wariata.
Nie było mu to jednak dane.

A to był dopiero początek.

***

V obrócił w dłoni kilkakrotnie plastikowy prostokąt i w zamyśleniu wpatrzył się w niego.
Widniało na nim zdjęcie i reszta informacji, które powinny się znajdować na takim dokumencie.
Czuł coś w rodzaju poczucia winy, bowiem ukradł chłopcu legitymację studencką i nawet już nie potrafił sobie przypomnieć kiedy.
Cóż… – pomyślał sobie – …przynajmniej teraz już będę wiedział, gdzie cię znaleźć.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: V for Vendetta: New Generation [boyxboy; V for Vendetta; 2 os.; bn.]   Wto Kwi 17, 2018 11:56 pm

Droga do domu zdawała się Danielowi być przebytą jakoby we śnie. Nie potrafił przypomnieć sobie ani jednej świadomie podjętej decyzji, odkąd na widok mordującej sylwetki w oknie odstąpił do tyłu z ogromną chęcią ucieczki.
Pytanie, dlaczego tajemniczy przebieraniec wpierw uratował mu życie, a następnie ukazał obdzieranie z niego innego człowieka w kółko krążyło po jego głowie, nie pozwalając na skupienie się nad książką.

Gentry trafił do swojego mieszkania pół godziny wcześniej i do tej pory zdążył jedynie bez celu powpatrywać się w ciemności salonu, a następnie w niewiele jaśniejszej atmosferze otworzyć przypadkową książkę i równie bez sensu na wskroś analizować zdanie „Gdy mieszkałem w Zyborku, nienawidziłem Zyborka”. Przyłapał się na bezproduktywności i odrzucił książkę na środek stołu. Myślami wciąż mimowolnie wracał do zdarzeń z drogi powrotnej z biblioteki.
- Nadmiar wrażeń – wyszeptał do siebie. – Wcale nie wariuję.

Zamknął książkę i dopiero w słabym oświetleniu z ulicy dostrzegł tytuł. Wzgórze psów. A był przekonany, że tę książkę zgubił, gdy przebywał na szkockich wyspach na zesłaniu, to jest przymusowych wakacjach narzuconych przez ojca.

Ocknął się dopiero rankiem. Od zamknięcia książki nie był w stanie zrekonstruować momentu, w którym przebrał się w piżamę i położył do łóżka. Przewrócił się na drugi bok, staczając na drugi kraniec materaca, po czym rozchylił powieki szukając zegara.
5:37
Do zajęć miał jeszcze blisko pięć godzin, więc poturlał się z powrotem do wygrzanego miejsca przy ścianie. Podjął próby ponownego zaśnięcia, jednakże ilekroć zamykał powieki – przed oczami stawała mu owa blada szyderczo uśmiechnięta maska, którą ponad wszystko chciał puścić teraz w niepamięć.

Podniósł się po paru marnych próbach zaśnięcia do siadu i przetarł oczy.
A jeżeli to był tylko sen?
Tak z pewnością postarałby się ów niefortunne wydarzenia potraktować, gdyby na wiecznie otwartym przyłóżkowym laptopie samoistnie nie odświeżyłaby się strona  wiadomościami.
Uwagę Daniela przykuł wtedy agresywnie ściągający spojrzenia nagłówek informujący o niewielkich atakach terrorystycznych na terenie Londynu.

To nie był sen.

Poczuł jak do gardła podchodzą mu wymioty, które gorzko przełknął. Odgarnął włosy i ostatecznie podniósł się. Wyjrzał przez okno. Dzień wyglądał jak co dzień. Nic nadzwyczajnego.
W takim wypadku niechętnie przystał na złotą zasadę ojca. Potrzebował zająć myśli czymś zwykłym i monotonnym, mając nadzieję, że choć na chwilę traumatyczne wydarzenia uciśnięte zostaną na tyle głowy.
Mógł na przykład odprowadzić brata do szkoły.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: V for Vendetta: New Generation [boyxboy; V for Vendetta; 2 os.; bn.]   Nie Kwi 22, 2018 11:05 pm



Londyn tego dnia stał się na chwilę mniej szary, niż zazwyczaj. Ulicami przechadzała się parada błaznów i linoskoczków, by przedstawić widzom wieczornego spektaklu swoje możliwości.
Budynki zostały przyozdobione kolorowymi dekoracjami, a na chodnikach walało się przemoczone konfetti i liczne okazy innych kolorowych, potencjalnych śmieci.

Londyn od wielu lat świętował ten okres w roku festiwalem cyrkowym, który wieńczyły przepiękne fajerwerki.
V czuł niemal coś na kształt poczucia winy z tytułu tego, że miał plan zepsuć londyńczykom tegoroczną zabawę. Jednakże – nie istniały lepsze okoliczności ku zdemaskowaniu polityków niż święto błaznów.
Być może mieszkańcy mu to wybaczą.

Szmaragdowe spojrzenie zajrzało w oczy swojemu odbiciu w lustrze.
Odzwyczaił się już od widoku swojego oblicza pozbawionego maski oraz całej reszty mistycznej otoczki tego, kim był V.
Vendetta.
Był ucieleśnieniem wściekłego głosu wodzonego za nos społeczeństwa, był zemstą za fałszywy uśmiech na ekranie telewizora.
Był doskonale widzialną ręką sprawiedliwości, która już poczęła sięgać po winowajców.

Uśmiechnął się do własnej twarzy, przypominając sobie to, jak naprawdę wygląda ten grymas.
I pożałował tego, bo wykrzywione w ten sposób usta wyglądały przerażająco na bladej, wychudzonej i zmęczonej pracą twarzy.
Szybko nakrył oblicze maską, a przykryte siatką suche, wypadające włosy schował pod peruką.

***

Miasto dźwięczało festiwalem cyrkowym. Wesołe piosenki niosły się po placach, a odgłosy trąbek znienacka pobrzmiewały zza rogów.
Słońce już zachodziło za budynkami i swoimi ostatnimi pomarańczowymi promieniami rozświetlało malowniczo szklane budynki.
Zamaskowane cienie przemykały w ukryciu przed światłem, a zwłaszcza jeden, którego popołudnie było znacznie pracowitsze niż pozostałych błaznów i którego obecności nie spodziewał się nikt, a przynajmniej spodziewać się jej nikt nie chciał.

Panie i panowie…nazywam się…nie, nie… – mruczał pod nosem V, pracując nad swoją mową, którą pospiesznie spisywał na serwetce.
Zupełnie zapomniał o tym, by ją przygotować.
Z okazji festiwalu cyrkowego chciałbym… – bełkotał dalej, spacerując po krawędzi budynku.
Był tak pochłonięty swoją aktywnością, że nawet nie zauważył, jak na dach wchodzi dwóch funkcjonariuszy londyńskiej policji.
Dopiero, gdy jeden z nich się odezwał – V oderwał spojrzenie od serwetki.

– Ty! Przebierańcu! – zwrócił się do niego mężczyzna. – Tutaj nikt nie ma wstępu.
V przekrzywił głowę w skonsternowaniu nad słowami policjanta.
Najwyraźniej nie „nikt”, bo jakoś się tu znalazłem – odpowiedział i zeskoczył zgrabnie z krawędzi.
Powoli zaczął iść w stronę obydwu mężczyzn.
– Nie masz prawa tu być. Wracaj na jakąkolwiek paradę, z której uciekłeś, pajacu – polecił mu niegrzecznie policjant.
V pokręcił głową na jego zachowanie i począł sięgać ręką do płaszcza, ale funkcjonariusze byli szybsi i wycelowali w niego swoje bronie w zaskakującym dla V tempie.

– Ręce na widoku! – warknął do niego jeden, co sprawiło, że V zastygł w połowie ruchu.
Ramiona umiejscowił w górze na znak poddaństwa.
Jeden z policjantów począł wyjmować zza pasa kajdanki, ale nie dane mu było ich wyciągnąć na czas, bo z rękawów ciemnego kostiumu mrocznego błazna wysunęły się dwa niewielkie ostrza, które w mgnieniu oka pomknęły ku głowom policjantów.
Ci po chwili osunęli się bez życia na ziemie.

V podszedł do trupów i przykucnął przy jednym z nich. Począł szperać po jego kieszeniach zawzięcie, a gdy odnalazł to, czego szukał, czyli niewielkich rozmiarów notes – pod maską ponownie wykwitł szeroki uśmiech.
I Bóg mu świadkiem, że ten był prześlicznym grymasem.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: V for Vendetta: New Generation [boyxboy; V for Vendetta; 2 os.; bn.]   Pon Kwi 23, 2018 12:26 am


Młody student stał oparty o ogrodzenie okalające prywatną podstawówkę, do której uczęszczał ostatni syn Roberta Gentry'ego. Chłopak powoli dopijał colę z puszki i leniwie przerzucał strony niewielkich rozmiarów książki z opowiadaniami Ambrose'a Bierce'a. Od jednej z troskliwych mam podsłuchał, że za parę minut powinien zadzwonić dzwonek oznajmiający dzieciom możliwość opuszczenia budynku. I tak, już po chwili na schodki wylała się cała kilkunastoosobowa klasa, do której należał również mały blondynek.
Czy Leon Gentry wiedział, że jego starszy brat nie tylko odprowadzi go do szkoły, ale także zabierze po niej, czy też nie wiedział - jego reakcja na widok Daniela mogłaby wzruszyć niejedno matczyne serce, gdyby te znajdujące się w pobliżu nie były zajęte swymi własnymi pociechami.
Razem z nieskomplikowanym przywitaniem, zawierającym kombinację żółwików i piątek, dzieciak odebrał również puszkę coli, mimo protestującego spojrzenia spływającego na niego z góry i już chwile później wędrowali obok siebie w stronę jednej z ulubionych knajp małego syna brytyjskiego polityka. 
 
Siedząc przy stoliku z widokiem na Tamizę, dzieciak co chwilę starał się wydobyć z Daniela, gdzie ten go zabierze, jednakże za każdym razem był on przywoływany do porządku, to jest odrabiania matematyki. O przygotowanej dlań niespodziance dowiedzieć się miał dopiero, gdy dotrą na miejsce, a wiedział tylko, że tam dołączy do nich Mia.
 
Daniel po drugiej stronie stołu równie leniwie co wcześniej przerzucał stronniczki książki, tym razem jednak żując przy tym frytki. Kończył właśnie kolejne opowiadanie, gdy w jego stronę podsunięta została książka z odrobionymi zadaniami oraz karteczką z pytaniem "dokąd idziemy potem?" i ołówkiem. Starszy Gentry schowany za książką uśmiechnął się, po czym odłożył ją, napił się łyka bliżej niezidentyfikowanego napoju gazowanego ze szklanki brata i zabrał się do poprawiania paru błędów w obliczeniach, by na koniec odpisać na karteczce "nie powiem ci". Odsunął zestaw w ręce właściciela i spojrzał na niego, pytając czy to już wszystko, co miał zadane. Po otrzymaniu twierdzącej odpowiedzi – przywołał młodą kelnerkę i zapłacił.
 
Daniel Gentry już prawie zapomniał o traumatycznych wydarzeniach poprzedniej nocy, nadając im plakietkę nocnego delirium. Panaceum ojca faktycznie zdawało się działać i pozostało mu już tylko utrzymać się w monotonnym codziennym ciągu. Nie mógł pozwolić sobie na rozpamiętywanie ów i ich prawdziwości aż do momentu, gdy wszystko zostanie mimowolnie zapomniane.
Nie dane mu jednak było spokojne życie i już wieczorem miał się o tym przekonać.
 
Wkrótce miejsce, do którego bracia Gentry zmierzali, stało się dla młodszego z nich jasne. Gdy stanęli parę metrów przed dwoma kolejkami do cyrkowego namiotu, z ust Leona rozległ się entuzjastyczny okrzyk. Chłopiec miał podejrzenia co do ich celu, w końcu widowisko i wyczyniane w nim rokrocznie akrobacje były od paru dni na ustach całego Londynu, jednakże dopiero teraz był pewien. W końcu zauważył także promienny uśmiech Mii i trzy karteczki, którymi do niego machała. Dzieciak puścił się biegiem w jej stronę, a tuż za nim, nieco szybciej niż zazwyczaj, kroczył Daniel.
 
Sielankowe późne popołudnie miało się jednak niedługo skończyć i żadne z uśmiechniętej trójki nie miało nawet cienia podejrzeń. Być może ostatnim tego dnia z prawdziwie szczęśliwych uśmiechów Daniela był ten, który posłał Mii znad kręconych włosów brata, który wykłócił sobie miejsce między nimi, tuż przed rozpoczęciem show.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: V for Vendetta: New Generation [boyxboy; V for Vendetta; 2 os.; bn.]   Pon Maj 14, 2018 12:01 am


 – Masz nasrane… – syknął blondyn wprost do telefonu, ściszając przy następnych słowach głos. – Masz nasrane we łbie i nie wiem dlaczego ci w tym w ogóle pomagam. Wiesz, ja nie mam pieprzonej maski, którą mógłbym sobie nasunąć na łeb i udawać, że nie mam nic wspólnego z tym, co wyprawiasz po nocach. Ja po prostu czasami chciałbym powiedzieć sobie, że mój współlokator jest zupełnie normalnym i niegroźnym facetem, ale… – Litania mężczyzny trwała dalej, ale w żadnym momencie nie przerwał przygotowań za kulisami cyrkowego przedstawienia.

Chłopak miał może dwadzieścia pięć lat, nie więcej. Blond włosy opadały na nieskazitelnie błękitne oczy. Jego twarz wydawała się być sympatyczna, ładna, a rysy przedstawiały się delikatnie.
Nikt by się nie spodziewał po tym chłopaku, że współpracuje z psychopatycznym mordercą, który nie pokazuje się mieszkańcom Londynu bez maski. Co zaś mogło się kryć pod tamtym permanentnym okrutnym uśmiechem?
Ten młody chłopak wiedział.
Był to jednak sekret, którego treść zatrzymywał dla siebie.

 – Gotowe – mruknął do słuchawki i rozejrzał się jeszcze raz dookoła, podziwiając swoje dzieło. – Uważaj na siebie, matole. Nie daj się zestrzelić jak kaczka.
Te słowa otuchy wywołały w jego rozmówcy cichy śmiech, a dźwięk ten sprawił, że on sam się delikatnie uśmiechnął.
Oczywiście, nie miał czego się obawiać.
V doskonale wiedział jak o siebie zadbać.
A gdyby coś poszło nie po jego myśli – on zawsze tu był, żeby mu pomóc.

***

Przedstawienie cyrkowe trwało w najlepsze. Sala na planie koła była wypełniona po brzegi ludźmi, co zdecydowanie sprawiało, że były to warunki, które sprzyjały V w wykonaniu swojego planu.
Nawet jego mowa była już skończona, a dzięki jego wspólnikowi cała reszta poszła znacznie sprawniej.
Gdyby tylko jeszcze znalazł się drugi taki…
Myśl ta przypomniała V o wydarzeniu z poprzedniej nocy, gdy spotkał Daniela.
Czasami wracał do tej miłej adnotacji w swoim leniwym planowaniu i uśmiechał się sam do siebie wówczas.
 – Już niebawem się zobaczymy… – mruknął cicho do siebie i powoli wstał z drewnianego pudła pełnego materiałów wybuchowych, na których siedział.
Podrzucił w ręce pilota, a następnie włożył ów za pasek.
Pora lśnić! – pomyślał.

***

Ludzie się nie spodziewali niczego zupełnie, gdy V wszedł na scenę i się ukłonił. Wyglądał jak część przedstawienia. Nieco niepokojąca, co prawda, ale nijak nie odstająca od tutejszej normy. Ludzie w maskach nie robili furory w cyrku. Być może V powinien pomyśleć nad zmianą fachu?

W dłoni trzymał po trzy niewielkie sztylety, a przed nim stała obrotowa tarcza.
Kamery skierowały się na jego twarz i na czterech ekranach u sufitu pojawiła się jego uśmiechnięta maska.
 – Witajcie, przyjaciele – odezwał się V, a jego głos rozbrzmiał na głośnikach za sprawą niewielkiego mikrofonu, który znajdował się tuż przy jego ustach. – Mniemam, że bawicie się wyśmienicie!
Niespodziewanie jego wzrok odnalazł na trybunach znajomą twarz Daniela Gentry’ego.

To nie był sen.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: V for Vendetta: New Generation [boyxboy; V for Vendetta; 2 os.; bn.]   Sro Maj 16, 2018 10:25 pm

- Prêt? – mruknął po francusku, nachylając się do Leona, gdy światła powoli zaczęły przygasać. Chłopiec energicznie pokiwał głową w odpowiedzi i rozpromienił się jeszcze bardziej, mimo że dotychczas Danielowi zdawało się, że szerzej już się nie da.
 
Już wkrótce przedstawienie rozpoczęło się. W świetle scenicznych reflektorów przyjrzał się profilowi swojej dziewczyny. Z pewnością nigdy nie dowie się, jakich wydarzeń świadkiem był poprzedniej nocy, ani jak bardzo zmieniło go tak bliskie spotkanie ze śmiercią i to bynajmniej ładną. Sam Daniel nie był świadom, jak diametralnie zmieni się jego życie, tylko i wyłącznie przez wybranie innej trasy do domu. Chciał jej powiedzieć. Co jednak miałoby to być? Jak ubrać w słowa ów enigmatyczne zdarzenie i nie zabrzmieć przy tym jak szaleniec?
Przeniósł wzrok niżej, na loki swojego braciszka. Nie patrzył na niego długo, gdyż na scenie pojawił się pierwszy aktor. Objął więc jedynie drobne chłopięce ramiona i delikatnie odruchowo pochylił ku sobie.
 
Gdy w końcu wzrok wyostrzył mu się na postać na scenie, wpierw spostrzegł maskę, co uznał za przerażający, acz nadal głupi żart losu i niefortunny zbieg okoliczności. Wśród braw witających mężczyznę w masce Guy’a Fawkesa wróciły do niego misternie spychane na tył głowy wspomnienia ubiegłej nocy. Gwałtownie wciągnął powietrze z bólu wywołanego nimi.
Prezenter odezwał się, a Daniel poczuł, jakby zbierały mu się w oczach łzy. Głos, o którym już wiedział, że będzie go prześladował w koszmarach. Koszmarach, których nikomu nie będzie zdolny wytłumaczyć.
Zacisnął kurczowo palce na siedzeniu, aż jego knykcie przybrały wyjątkowo biały kolor, zbliżony do bielma z oka woźnego jego uniwersytetu. Bezradny, wlepił wzrok w oczodoły maski i chłonął każde słowo.
Głos brzmiał teraz jeszcze bardziej znajomo, niż poprzedniej nocy.
 
Przemowa tajemniczego mężczyzny coraz bardziej traciła cyrkowe zabarwienie, a nabierała charakteru politycznego manifestu. Zza pleców trójki dobiegły go podniesione szepty i pytania „czy to element przedstawienia?”.
Sylwetka na scenie i kilku ekranach bezosobowo przyglądała się widzom, aż w końcu padło i na niego. Poczuł, jak bezosobowe widmo przeszywa go całego i bez problemu rozpoznaje jako świadka poprzedniej nocy.
 
Mała dłoń zacisnęła się na przedramieniu Gentry’ego. Chłopak nie mógł oderwać wzroku od pustych dziur na oczy. Ostatnim razem, z bliska, zdawały się być bardziej ludzkie, chociaż mogło się to Danielowi jedynie wydawać. W końcu spojrzał w dół i napotkał przerażone spojrzenie dziecka. Znad jego głowy poczuł na sobie zaniepokojony wzrok Mii.
Leon miał rację, że był przerażony. Nie tak prezentują się cyrkowe przedstawienia dla dzieci. A zdecydowanie prowadzącymi nie są szaleni mordercy, uganiający się na co dzień po Londynie w halloweenowym przebraniu.
No i nie grożą w nich ludziom mordem.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: V for Vendetta: New Generation [boyxboy; V for Vendetta; 2 os.; bn.]   Sro Maj 16, 2018 11:52 pm


 – Witajcie przyjaciele… – zaczął od początku, gdy już udało mu się oderwać wzrok od strwożonego jego widokiem Daniela. Zauważył wówczas, że ta sama emocja budzi się we wszystkich innych widzach.
Uśmiechnął się dobrotliwie i parsknął cicho śmiechem.
 – Wybaczcie mi wpierw to niegrzeczne wtargnięcie. Zapewne nie uszło waszej uwadze iż nie jestem elementem tego spektaklu. – Zrobił kilka kroków, popieścił palcami w rękawicy swoje błyszczące ostrza. – Wkrótce także przekonacie się, że nie ma stąd wyjścia.
Ludzie poczęli nerwowo rozglądać się na boki w poszukiwaniu ochrony czy też kogoś, kto powie im, że nie ma powodu do paniki.
V zadbał o to, by personel cyrkowy mu nie przeszkodził.
Potrzebował tylko kilku minut.

 – Poświęćcie mi jedynie chwilę namysłu, drodzy przyjaciele. Pozwólcie mi mówić i odpowiedzieć na wasze wątpliwości, bowiem nic wam nie grozi dopóki słuchacie uważnie tego, co mają do powiedzenia ludzie bardziej spostrzegawczy. W tym momencie znajdujecie się w sali naładowanej wybuchową substancją… – Mężczyzna zaśmiał się radośnie, jak gdyby usłyszał jakiś fantastyczny żart, który w rzeczywistości opowiedział sobie sam w swojej głowie. – Oh! I nie mówię w tej chwili o fajerwerkach ani własnym nastroju – wyjaśnił żart. – Spytacie zapewne…Skąd ten szalony pomysł? Czy zaraz wszyscy umrzemy z rąk szaleńca? – kontynuował. – Żaden ze mnie szaleniec, moi drodzy. Być może wydaje się wam taki, ale gdy przychodzi co do czego – kto z nas tak naprawdę jest szalony? Ja? Czy też może…wy? – Jego wzrok wbił się oskarżycielsko w widownię. Wskazał na nich równie obciążająco palcem.
 – Czy to możliwe, że to wy wszyscy, którzy zamykacie oczy, odwracacie wzrok, zatykacie usta i zasłaniacie sobie uszy przed prawdą…jesteście szaleni? – Cisza na chwilę zawisła w powietrzu. – Jesteście szaleni – syknął. – Bo prawda jest nader wyraźna dzisiaj. Prawie tak wyraźna, jak pełny księżyc na niebie!
Wzrok V ponownie powrócił do Daniela, który obejmował kurczowo nieco mniejszą kopię siebie samego.
Braciszek?
Widmu przeszło przez myśl, że być może…powinien był przeprosić po wszystkim Daniela za swoje zachowanie.
Nie mógł jednak teraz dać się ponieść sentymentom.
Dlatego…wrócił do swojego monologu.
 – A prawda jest taka, że coś bardzo niedobrego dzieje się w tym kraju…czyż nie?


***

Ludzie pomilkli ze strachu. Tylko instynkt samozachowawczy i inne zwierzęce odruchy trzymały ich w miejscach i powstrzymywały przed rzucaniem się do drzwi i panikowaniem otwarcie.
A V dalej mówił, dalej trwał w swoim transie rektora.
Jego przemowa traktowała o oszustwach polityków, o okrucieństwie wojen toczonych za morzem, które wspierała Wielka Brytania.
Mówił o tuszowanych eksperymentach naukowych, przewinieniach głów państwa i członków parlamentu, śmierci milionów niewinnych każdego dnia.
Skąd to wszystko wiedział?
Mogli mu nie wierzyć, ale nikt nie był do tego stopnia szalony by posunąć się aż tak daleko w swoim obłędzie.
Byli jednak tacy, którzy nie chcieli mu zaufać.
Dla niedowiarków takich, jak ci ludzie V przygotował specjalną drogę perswazji.

Światła reflektorów odnalazły niespodziewanie dodatkową sylwetkę na sali, jednak nieco wyżej, bo u wejścia na trapez.
Na dole nie było żadnej siatki zabezpieczającej, a jegomość miał nasunięty na głowę worek, a ręce związane z tyłu.
Nikt nie był w stanie przekonać się kim jest, dopóki z pomocą przestraszonego linoskoczka, nie został ten worek usunięty z jego głowy.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: V for Vendetta: New Generation [boyxboy; V for Vendetta; 2 os.; bn.]   

Powrót do góry Go down
 
V for Vendetta: New Generation [boyxboy; V for Vendetta; 2 os.; bn.]
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: