IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Raika

avatar

Liczba postów : 506
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Pon Gru 11, 2017 10:00 pm


     Oglądanie Vicara w takim stanie nie było niczym przyjemnym, ale z drugiej strony nie miałam jak mu pomóc. Senar miał rację, ja wcześniej miałam rację. Nie mogłam używać magii, bo to naprowadzało klasztor na mój trop. Jednocześnie nie mogłam go tak zostawić, zwłaszcza wtedy, kiedy widać było po nim ból. Nie wiedząc czy Neria odzyskała pełnię sił, delikatnie ją zepchnęłam, uwalniając mężczyznę z jej klatki, ale zanim wstałam poczułam nieprzyjemne uderzenie o podłogę. Upadłam na nią plecami, a ciężar Vicara mnie do niej przycisnął. Kiedy szeroko otworzyłam oczy i zdałam sobie sprawę z tego, w jakiej pozycji wylądowaliśmy, zamierzałam go odruchowo odepchnąć. W ostatniej chwili się powstrzymałam, ale z kolei mnie sparaliżowało. Serce mi zaczęło łomotać jak szalone, oddech przyspieszył i niemal dostałam ataku paniki, wpatrując się w mężczyznę. Dopiero teraz, w takiej pozycji zauważyłam, że Vicar miał oczy w innych kolorach, ale szybko mi to umknęło. Vicar widząc moje zachowanie próbował podnieść się do góry, ale Neria go ubiegła. Złapała za bluzkę i pociągnęła do tyłu, zrzucając ze mnie. Podeszła do mnie i przytuliła, chociaż ja dopiero zaczynałam kojarzyć, że już mogłam się podnieść.
     - Zboczeniec – skomentowała, a ja odruchowo strzepałam nieobecny kurz z ubrania.
     - Masz dwukolorowe oczy… - zmiana tematu była teraz jedynym wyjściem, aby zdusić w zarodku tę paskudną atmosferę. – Pierwszy raz się z tym spotykam… - ciągnęłam trochę drżącym głosem. Chociaż mężczyzna już na mnie nie leżał, nadal czułam na sobie jego ciężar, a czerwone rumieńce na twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 422
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Pon Gru 11, 2017 10:34 pm



        Naya oddychała tak szybko, że czułem na ustach podmuchy ciepłego powietrza.  Zachowywała się bardzo… pociągająco i naprawdę nie wiedziałem, co powinienem zrobić. Musiałem rozchylić wargi, bo przechodzące po nich dreszcze były zbyt podniecające. Rumieńce na twarzy księżniczki i błyszczące oczy wcale mi nie pomagały. Musiałem się wycofać, zanim zrobię coś, czego potem będę żałował. Chciałem się podnieść, ale Neria mnie uprzedziła spychając z dziewczyny.
       - Podobają ci się? – zapytałem usłyszawszy pytanie odnośnie dwukolorowych oczu. Naya przyłożyła pięść do ust i odchrząknęła.
       - Nie są złe… - odpowiedziała tonem, który chyba miał brzmieć na pewny, ale taki nie był. Chciałem zgasić ją kolejnym żartem, ale nie mogłem. Jedyne o czym myślałem to słowa, które wypowiedziała: „nie są złe”. Ile razy już to słyszałem? Ile razy widziałem nieprzychylne spojrzenia ludzi? Szkarłatne oko, jak u demona…
       Drżącą dłonią zasłoniłem czerwień i odruchowo opuściłem głowę na dół tak, aby grzywka zakrywała całą twarz. Nie byłem w stanie niczego z siebie wyksztusić, bo bałem się, że jeśli to zrobię mój głos zdradzi emocje, które teraz czułem.
       - Wolę jak oba są odsłonięte – przerwała niezręczną ciszę, która zapadła przez moje zachowanie. Zanim dotarło do mnie znaczenie tych słów, Naya już dawno wybiegła z pokoju. Na wyjściu powiedziała coś jeszcze, ale byłem zbyt skupiony na kontrolowaniu drżenia ciała, że nie usłyszałem co to było. Senar poszedł za nią, zapewne widząc rozkaz Neri, która chwilę później usiadła obok mnie i położyła dłoń na ramieniu, zaciskając ją lekko. Nie powiedziała ani słowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 506
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Wto Gru 12, 2017 6:33 pm


     Przez chwilę obawiałam się, że poszedł za mną Vicar i nie wiedziałam czy tego chciałam, czy nie, ale trafiłam na Senara. Niby nie było mi to na rękę, bo chciałam zostać sama, ale kiedy weszłam w ten tłum ludzi, jego towarzystwo wydawało się być więcej niż potrzebne. Pamiętałam taki targi jeszcze  dzieciństwa, zanim poszłam do klasztoru. Jeździliśmy na nie z rodzicami, zarówno jako sprzedający, jak i kupujący, jednak nigdy nie były tak duże. Senar dawał mi poczucie bezpieczeństwa i nie był zbyt rozmowny, co tym razem było czymś, czego potrzebowałam. Z trudem powstrzymywałam się przed zaglądaniem na każdy stragan i przyglądaniem się tym wszystkim wyrobom. Jako dziecko zatrzymywałam się przy każdym stoisku i podziwiałam. Tym razem panowanie nad tym było stosunkowo proste, bo wciąż czułam efekty tego, co się wydarzyło. Nadal było mi gorąco, ale oddech na szczęście miałam już normalny. Myślałam te o tym, jak Vicar zareagował na moją oceę jego oczu i źle się z tym czułam. Miałam wrażenie, że go nieświadomie zraniłam i miałam straszne wyrzuty sumienia z tego powodu. Tylko co miałam powiedzieć? Jeśli bym palnęła „Tak, podobają mi się”, to chociaż byłaby to prawda, jeszcze bardziej bym się zawstydziła. Zdecydowanie za mocno na niego reagowałam. Nigdy nie miałam tak dużego problemu z kontrolą samej siebie. A nie powinnam tracić czujności. W końcu, tak naprawdę, nie znałam żadnego z nich. Nie wiedziałam, jakie mieli cele, gdzie zmierzali, ani czego ode mnie chcieli. Poza tym te ich relacje… Nie byłam świadoma, że takie relacje mogą łączyć ludzi. W klasztorze kapłanom nie zależało na tym, aby magowie nawiązywali ze sobą jakieś więzi. Tam wszystko skupiało się na  życiu według planu, cały czas takiego samego.
     Westchnęłam zrezygnowana i skręciłam do jakiegoś sklepu z książkami. Nie widziałam na wystawie książki, której szukałam, a i sprzedawca powiedział, że jej nie posiadał, więc musiałam ruszyć dalej. Według niego nie posiadał żadnych ksiąg związanych z magią, dlatego też nie mogłam zdobyć tutaj żadnej książki z zaklęciami ofensywnymi.
     - Naya, wracamy – spojrzałam na niego zaskoczona tym, jak szybko zdecydował się na powrót.
     - Dopiero co wyszliśmy i byliśmy w raptem jednym sklepie – odpowiedziałam, nie zatrzymując się i idąc dalej. – To jest stolica. Jak tu tego nie będzie to będziemy musieli… - przerwałam, szukając odpowiednich słów. - … pożyczyć z klasztoru.
     - Neria i Vicar czekają na nas. Wracamy.
     - Czekali dwa dni, kilka dodatkowych godzin ich nie zbawi.
     - Wracamy - zatrzymał mnie łapiąc za ramię. Odwróciłam się przodem do niego.
     - O co ci chodzi? Jakbym miała uciec to już bym to zrobiła – chciałam podnieść głos, ale w porę użyłam szeptu.
     - Chodzi o czas, Neria nie ma... - zawahał się przerywając zdanie i chwilę trwał w milczeniu. Wyglądał, jakby myślał co powiedzieć. -  Neria potrzebuje dużo czasu na regeneracje po każdej groźniejszej walce. Wtedy poszukamy razem księgi – spojrzałam na niego pytająco, ale nie dopytywałam, bo to nie miało żadnego sensu.
     - Jasne – warknęłam wściekle i ruszyłam w drogę powrotną. Nawet nie ukrywałam tego, że się wściekłam. W milczeniu przebyliśmy całą drogę i wcale nie weszłam do pokoju przyjaźnie. Zatrzasnęłam Senarowi drzwi tuż przed nosem i ze zdziwieniem stwierdziłam, że nie było nigdzie Vicara.
     - Gdzie Vicar? - zapytałam zanim się powstrzymałam.
     - Odpoczywa w pokoju obok, pójdziesz po niego? -
     - To pytanie czy prośba?
     - Rozkaz? - zaśmiała się. - Oczywiście, że prośba - spojrzałam na nią niepewnie.
     - Senar to może zrobić - chyba jeszcze nie byłam gotowa, aby stanąć przed Vicarem.
     - Ale to nie on się o niego dopytywał - spojrzałam zaciekle na Nerię, ale nie miałam siły ścierać z nią sił.
- Oczywiście - rzuciłam trudem powstrzymując się przed dodaniem "Wasza Wysokość" i wyszłam. Stanęłam przed drzwiami do pokoju, w którym odpoczywał Vicar i chociaż złapałam za klamkę to nie byłam w stanie jej nacisnąć. Od razu przypomniał mi się obraz sprzed kilkunastu minut, kiedy leżałam pod mężczyzną i puściłam klamkę, odsuwając się. Moja twarz ponownie przybrała rumieńców, a ja stanowczo nie chciałam znaleźć się w jednym pomieszczeniu, sam na sam z Vicarem. To byłoby... niezręczne. Zacisnęłam więc dłoń i głośno zapukałam. - Neria cię prosi! - podniosłam głos, żeby usłyszał mnie przez drzwi i wróciłam do pokoju, gdzie była pozostała dwójka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 422
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Wto Gru 12, 2017 8:51 pm


        Neria chciała, żebym się chwilę przespał, ale nie mogłem, bo kiedy tylko zamykałem oczy nawiedzały mnie demony przeszłości i nie potrafiłem myśleć o niczym innym. Minęły już trzy lata, a ja nadal tkwiłem w miejscu bez możliwości ruszenia na przód. Chciałem w końcu swojej zemsty, a kiedy myślałem, że już ją dostanę wszystko się skomplikowało.
        Podniosłem się do góry słysząc głos Nayi, ale dziewczyna nie weszła do środka. Prosiłem Nerie, żeby wysłała ją do mnie, kiedy tylko wrócą z Senarem, bo potrzebowałem jej pomocy. Chciałem wytłumaczyć wszystko w cztery oczy, ale najwidoczniej byłem zbyt obrzydliwy i nie mogła na mnie patrzeć. Zacisnąłem mocno palce na pościeli próbując stłumić złość.
        - Kurwa… - wydusiłem z siebie uderzając pięścią materac. – Uspokój się… - powtarzałem do siebie w myślach.
        - Vicar? – usłyszałem ciche pukanie do drzwi i po chwili do pomieszczenia weszła Neria ze smutną miną. – Przepraszam… ja…
        - Nie masz za co przepraszać. – wstałem z łóżka i spojrzałem kobiecie prosto w oczy. – Wszystko ze mną w porządku. – skłamałem uśmiechając się. – Chodźmy, musimy ustalić wiele rzeczy. – nie miałem pojęcia czy uwierzyła mi czy nie, ale próbowałem zachowywać się naturalnie pomimo tego, że serce prawie wyskakiwało mi z piersi. Uspokój się, uspokój…
Wchodząc do pomieszczenia od razu odruchowo zasłoniłem oko grzywką unikając patrzenia na Naye. Nadal bolało mnie to co zrobiła i wiedziałem, że uraza pozostanie mi jeszcze na długo. Zastawiałem się tylko nad jednym. Dlaczego powiedziała, że woli jak oba kolory są widoczne jeśli brzydzi i boi się jednego z nich?
        - Skoro jesteśmy w komplecie to możemy zacząć. – Neria podjęła oczekiwany w końcu przez wszystkich temat. – Naya, co zamierzasz teraz zrobić? Jaki jest twój cel i co planujesz? Każdy z nas chcę zlikwidować klasztor co równoznaczne jest z tym, że bariery otaczające świat znikną, a potwory będą mogły bez problemu wejść do wcześniej chronionych wiosek czy miast. Czy jesteś w stanie dźwigać razem z nami taką odpowiedzialność?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 506
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Wto Gru 12, 2017 8:59 pm


     Mimowolnie, kiedy Vicar wszedł do pomieszczenia, mój wzrok na niego padł. Zasłonił oko, co sprawiło, że podejrzenia, które miałam okazały się prawdą. Moje słowa faktycznie go uderzyły w jakiś niezrozumiały przeze mnie sposób i czułam się z tym paskudnie. Zagryzając wargę spuściłam wzrok, nie patrząc na niego, chociaż nie umiałam nazwać powodu, przez który tak zrobiłam. Poniekąd cieszyłam się, że Neria szybko zaczęła temat, mimo że był naprawdę ciężki. Na pytanie, które mi zadała, nie znałam odpowiedzi. Nigdy nie brałam pod uwagę możliwości zniknięcia klasztoru i nie myślałam nad konsekwencjami tego i nie podobały mi się. Ludzie byli niewinni i nieprzygotowani do walki z potworami.
     - Co wtedy ze zwykłymi ludźmi? – zapytałam prosto z mostu. – Nie przeżyją tego, nie są przygotowani na obronę przed demonami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 422
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Wto Gru 12, 2017 9:31 pm


Naya wyglądała na przestraszoną moimi słowami. Zapewne nie spodziewał się tego, co zamierzaliśmy zrobić i konsekwencje tego czynu przerastały ją. Nie mniej jednak chciałam powiedzieć jej prawdę, ukrywanie naszych planów nie przyniosłoby niczego dobrego.
- Pamiętasz co mówiłam odnośnie demonów? Jak powstają i dlaczego? – podeszłam do okna i oparłam dłońmi o parapet. – Likwidując klasztor, zlikwidujemy również demony. Kapłani chowają wiedzę na temat kontroli magii, ponieważ boją się utraty władzy. Nie chcą, aby ludzie przestali ich potrzebować i zrobią wszystko, aby ten sekret nie wyszedł na jaw. – odsunęłam się od okna i spojrzałem czarodziejce prosto w oczy. – Demony powstają z ludzi, którzy tracą panowanie nad swoją energią duchową. Nauczenie ich tego spowoduje brak narodzin nowych potworów, a w konsekwencji ich liczba zacznie maleć, aż w końcu całkowicie znikną z naszego świata. Bariery, nie będą wtedy potrzebne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 506
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Wto Gru 12, 2017 9:39 pm


     To, co mówiła Neria było poniekąd rozsądne. Byłam ścigana właśnie dlatego, że dowiedziałam się jak można nauczyć ludzi kontrolować swoją magię. Przerażało mnie to, że tak naprawdę kapłani robili selekcję. Skoro było tyle potworów to znaczy, że czy tylu ludzi straciło kontrolę. A przecież kapłani z klasztoru są w stanie znaleźć każdego, kto ma większą energię duchową. Oni sami tworzyli potwory, bo odrzucali potrzebujących, ale z drugiej strony teraz to oni byli tarczą przed nimi.
     - Nawet jeśli, to potworów jest dużo – podjęłam temat. Należało ujawnić swoje myśli, żeby znaleźć najlepsze rozwiązanie. – Nie znikną nagle, a jak się przedostaną i zaczną tutaj panoszyć zanim ludzie nauczą się z nimi walczyć, co też zajmie wiele lat, to niewinni stracą życie. Może i klasztor tworzy potwory, ale jednocześnie przed nimi chroni. Jego nagłe zniszczenie wywoła chaos i wojny domowe. Ludzie wierzą w klasztor i ich misję. Polegają na nich. Jeśli nagle znikną to zachwieje równowagą i balansem życia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 422
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Wto Gru 12, 2017 10:14 pm


        - Oni nie chronią niewinnych ludzi, tylko ich zabijają! –krzyknęłam uderzając pięścią w ścianę. – Oni nie… - głos zaczął się łamać i zbierało mi się na płacz. Musiałam odwrócić się tyłem do wszystkich, bo nie chciałam, żeby widzieli moje łzy. Zaciskałam tak mocno palce, że czułam jak paznokcie wbijają mi się w skórę tworząc rany. Moje zachowanie sprawiło, że Vicar podszedł objął mnie ramionami, żebym choć odrobinę się uspokoiła.
        - Wystarczy, nie zmuszaj się. – wyszeptał mi do ucha, na co pokręciłam głową. Chciałam mieć to już za sobą i nie rozgrzebywać ponownie starych ran.
        - Ludzie muszą poznać prawdę. Nie pozwolę, żeby ktokolwiek ślepo wierzył w to, że jest chroniony. Oni nas nie chronią, tylko trzymają w klatce. Bawią się nami jak zabawkami i nie zależy im na naszym dobru, a jedynie na utrzymaniu władzy nad państwami.  – poczułam jak Vicar lekko drgnął, dlatego poklepałam go po ramieniu, na znak, że już wszystko w porządku. – Powstrzymam ich i uwolnię ludzkość spod ich kłamstw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 506
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Sro Gru 13, 2017 9:51 pm


     Mimowolnie cofnęłam się, kiedy Neria uderzyła pięścią w ścianę. Przypomniałam sobie, jak Vicar uderzył mnie w policzek i odruchowo dotknęłam tego miejsca. Oni byli narwani, a ich podejście potrafiło przytłoczyć. Wyglądali tak, jakby ktoś zrzucił im na barki taki ciężar, że ledwo stali na nogach. To przerażenie i niepewność szybko się zmieniły we wściekłość. Coś mnie ukłuło w środku, kiedy Vicar przytulił kobietę i zmrużyłam oczy, czując narastające we mnie negatywne emocje. Kiedy szeptał jej do ucha tylko zaciskałam palce prawej ręki na lewym przedramieniu i odwróciłam od nich wzrok na Senara, który był tutaj ciałem, ale chyba nie duchem.
     - Uwolnisz ludzkość spod ich kłamstw, ale skażesz na śmierć zadaną przez potwory – rzuciłam oschle. Wnerwiało mnie ich zachowanie, które sugerowało, że coś było na rzeczy, ale te informacje nie były dla moich uszu. – Już nie wiem, co jest gorsze. Co się stało, że tak bardzo zależy wam na jak najszybszym zniszczeniu klasztoru? Co się stanie, jeśli odłożycie to na mniejsze partie, aby ludzie mieli czas się przygotować do walki? Może i klasztor kłamie, ale nadal magia, której tam uczą i bariera, którą utrzymują ogranicza ataki wrogów. Chciałam odwrócić wzrok, ale musiałam widzieć ich zachowanie w razie gdyby coś na mnie planowali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 422
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Czw Gru 14, 2017 7:26 pm


       Westchnęłam zrezygnowana. Czego właściwie się po niej spodziewałam? Przecież była jednym z wybrańców, zwierzątkiem, które wychowywał klasztor. Dla niej kapłani chronią ludzkość, są ostoją i wspaniałymi ludźmi. Nawet nie wiedziałem, czy wyjawieniem prawdy zmieniłabym jej podejście, ale może warto było spróbować.
       - Wiesz, czym jest bariera? – zapytałam odsuwając się od Vicara, żeby spojrzeć dziewczynie prosto w oczy. Skoro tak uparcie dążyła do poznania prawdy to wyjawię jej tę mroczną tajemnice.
       - Chroni nas przed potworami. – odpowiedziała natychmiast.
       - Nie jaką pełni funkcje, ale czym jest.
       - Nie rozumiem pytania. To przezroczysta powłoka, która chroni nas przed potworami na tej samej zasadzie, co bariery, które ja tworzę czy ty. – chciało mi się śmiać słysząc książkową definicje, która całkowicie mijała się z prawdą. Ludzka naiwność i wiara w każde słowo „świętej instytucji” doprowadziło świat do punktu, gdzie nikt nie polega już na własnych umiejętnościach, a jedynie pustych słowach kapłanów.
       Odwróciłam się tyłem do dziewczyny i zsunęłam z siebie górę ubrań, aby pokazać liczne rany na plecach. Rany stworzone przez ludzi, których wszyscy nazywają wybawicielami. Najwyraźniejsza szeroka blizna pokrywająca całą długość pleców to jeden z prezentów, które otrzymałam po tamtym pamiętliwym dniu.
       - Jak myślisz Naya, czy jakikolwiek człowiek byłby w stanie utrzymywać bez ustanku barierę otaczająca prawie cały świat? Naprawdę wierzysz w takie brednie? – zarzuciłam na siebie ubrania i odwróciłam się do niej przodem. – To co uważasz za boski dar chroniący ludzi jest niczym innym jak demonem żerującym na duszach niewinnych dzieci… - zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. – Ciesz się, że zostałaś jednym z wybrańców na maga, a nie kolacją dla wszechmocnej bariery. – zaśmiałam się gorzko. – Nie przesłyszałaś się. Nie każdy ma ten przywilej rozwijać swoje umiejętności, zakochać się, założyć rodzinę i umrzeć ze starości, niektórzy kończą zjadani żywcem. Poświęceni dla większego dobra! – zamilkłam na chwilę, starając odrzucić z głowy te wszystkie makabryczne obrazy. – Ja… byłam jednym z nich…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 506
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Czw Gru 14, 2017 8:07 pm


     Słuchałam Nerii, patrzyłam się na dowód jej słów, ale nie chciałam w to wierzyć. Cały czas przygotowywali nas do walczenia z potworami i chronienia ludzi, więc dlaczego mieliby skazywać kogoś na śmierć? Magów było dużo, zaklęć jeszcze więcej. Z drugiej strony Neria przecież by mnie nie oszukiwała, taką miałam nadzieję. Jak można było poświęcać niewinne dzieci? Przecież to było okropne. A ja nie wiedziałam jak zareagować. Po prostu stałam z otwartą buzią i wpatrywałam się w pozostałą trójkę, nie mając pojęcia, co zrobić czy powiedzieć.
     - Przepraszam… - spuściłam głowę, zaciskając wargę. – Byłam jednym z nich… - dodałam, czując cholerne wyrzuty sumienia. Potrzebowałam świeżego powietrza, dlatego wyminęłam ich i wyszłam przed gospodę, czując jak brakuje mi oddechu. Oparłam się o ścianę budynku i zamknęłam oczy, próbując się opanować.

     Zanim się uspokoiłam i zdecydowałam, co powinnam zrobić, minęło kilka minut. Na rękę mi było, że nikt za mną nie podążył, bo potrzebowałam chwili samotności, żeby się namyślić. Kilka minut spędziłam na dworze, by następnie usiąść przy jednym ze stołów i opanowywać się. Nie mogłam uwierzyć w to, że klasztor zabijał niewinne osoby. To było okropne, nawet jeśli śmierć jednostki gwarantowała bezpieczeństwo tysiącom. To nadal nie było wystarczające usprawiedliwienie.
     Kiedy wróciłam do pokoju, cała trójka nadal tutaj była, co mnie nieco zdziwiło. Myślałam, że zajmą się sobą, ale tak było lepiej.
     - Jak mogę wam pomóc? - zapytałam i chociaż głos mi drżał nie robiłam tego z przymusu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 422
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Pią Gru 15, 2017 7:05 pm



        Naya przeprosiła mnie, ale nigdy nie oczekiwałam od niej przeprosin. Oczekiwałam zrozumienia i chciałam, żeby przejrzała na oczy. Klasztor nie chroni ludzi, on ich zabija.
        Dziewczyna opuściła pomieszczenie prawdopodobnie po to, aby wszystko przemyśleć. Moja historia zniszczyła cały jej światopogląd. Teraz, kiedy poznała prawdę i straciła wiarę we własne przekonania i poglądy może w końcu zrozumie, dlaczego tak bardzo zależy mi na zniszczeniu klasztoru.
        - Myślisz, że to ją przekona? – ciemnowłosy wstał z miejsca i podszedł do mnie. – Wyglądała na przejętą.
        - Mam nadzieję. – uśmiechnęłam się do Senara. – Nie dam rady jej zabić… - zacisnęłam mocno pięści. – Nie chcę już nigdy więcej tego robić… - spuściłam wzrok, ale czułam, że mężczyzna mi się przygląda.
        - Wiem. – odpowiedział i położył mi dłoń na ramieniu, aby dodać mi choć odrobinę otuchy. Zostało jedynie czekać na powrót dziewczyny i przekonać się, czy będzie walczyć z nami, czy nie.



        Naya wróciła, a jej wzrok wyglądał już na bardziej pewny. Czułam od niej determinacje i chęć współpracy, dlatego nie mogłam powstrzymać odetchnięcia z ulgą, które po chwili zmieniło się w szczery uśmiech.
        - Chciałabym, żebyś nauczyła Vicara i Senara magii. – blondynka nie wyglądała na zadowoloną, ale rozumiałam jej obawy. Strata kontroli wiązała się ze zmianą w demona i chyba nikt nie chciał być za to odpowiedzialny.
        - Mogę spróbować, ale nigdy tego nie robiłam. Moja wiedza ogranicza się do teorii... - odpowiedziała spokojnie, ale widziałam w niej niepokój.
        - Lepsze to niż nic, prawda? - uśmiechnęła się zachęcająco. - Zanim jednak to zrobimy musimy znaleźć informatorów w stolicy. Bez informacji nie ruszymy dalej. Zgoda? – nie byliśmy jedynie na muszce klasztory, ale również innych wynajętych łowców. Musieliśmy być ostrożni i mieć oczy dookoła głowy, żeby nie dać się złapać.
        Dziewczyna tak jak i reszta pokiwała głową. Zauważyłam, że Naya często zerkała na Vicara, który siedział na parapecie tyłem do nich. Pewnie miała wyrzuty sumienia po tym jak doszło do nieporozumienia. Chciałam powiedzieć o tym wszystkim Vicarowi, ale doszłam do wniosku, że powinien usłyszeć to od niej. Niestety czułam, że bez mojej pomocy nigdy nie dojdzie do tej rozmowy, dlatego uknułam świetny plan.
        - Senar i ja zajmiemy się północną częścią miasta, Vicar i Naya południową. Spotkamy się wieczorem i omówimy co wiemy.
        - Lepiej, żeby Naya poszła z Senarem. - Vicar powiedział to opierając głową o szybę, a czarodziejka słysząc to zagryzła wargę spoglądając na mnie. Próbowała nie pokazywać po sobie, że zabolały ją te słowa, ale widziałam w jej oczach, że bardzo to przeżywa.
        - Senar nie jest zbyt rozmowny, a Naya jest nowa. – skrzyżowałam ramiona podejmując przywódczą pozę. - Zostaje tak jak jest.
        - Nie będę ci przeszkadzać... - blondynka odpowiedziała Vicarowi, czując potrzebę poinformowania go o tym. Zrobiło mi się żal tej dwójki. Jeszcze niedawno wyglądali jakby świetnie się dogadywali.
        - To postanowione. - uśmiechnęła się do Nayi. - A teraz wynocha. - pomachała rękami w stronę drzwi. Senar ruszył od razu, Vicar z lekkim ociąganiem. Czarodziejka odprowadziła go wzrokiem, a kiedy znikł sama ruszyła w tamtą stronę wzdychając. Widząc to złapałam ją pod ramie.
        - Tak bardzo chcesz spać z chłopakami? - zaśmiałam się. - Zostajemy razem.
        - Dzięki Bogu - westchnęła z ulgą. Nie wiedziałam co miała na myśli, dlatego uniosłam brwi do góry zaciekawiona.
        - Co jest? – uśmiechnęłam się zachęcająco, bo chciałam, żeby się przede mną otworzyła. Dawno nie miałam żadnej „przyjaciółki” i naprawdę tego potrzebowałam.
        - Atmosfera się zmieniła... - miała na myśli siebie i Vicara.
        - Zauważyłam.... - pociągnęłam ją na łóżko. - Wiesz dlaczego? - pokręciła przecząco głową. Tak jak myślałam, ona nawet nie zdała sobie sprawy co zrobiła. Postanowiłam jej pomóc i uchylić rąbka tajemnicy.
        - Vicar dużo przeżył... Wolałabym, żeby sam opowiedział ci swoją historię, ale zdradzę ci jedno. - przysunęłam się blisko niej i szepnęłam na ucho. - Myśli, że brzydzisz się jego oka.
        - O nie... - odpowiedziała widocznie przejęta. - Ja wcale nie chciałam, zęby to źle zrozumiał. – odsunęłam się i spojrzałam w sufit.
        - Dużo wycierpiał z powodu tej źrenicy... Dlatego teraz jest przewrażliwiony. – zamknęłam oczy starając się nie myśleć o tym co było. Siedziałam tak przez chwilę, ale przypomniałam sobie, że przecież nie jestem sama w pokoju. Odwróciłam się do dziewczyny i znów wyszeptałam do ucha. - A tak w ogóle to... dlaczego uciekłaś? - zapytałam podchwytliwie.
        - Kiedy? Uciekłam dwa razy. – piękny unik, nie powiem.
        - Doskonale wiesz o który raz mi chodzi. - uśmiechnęłam się złośliwie.
        - Nigdy nie byłam w takiej sytuacji - zaczerwieniła się i spuściła wzrok. - Przytłoczyła mnie i musiałam odsapnąć. – teraz już rozumiałam, dlaczego Vicar nie dawał jej wcześniej spokoju. Zachowywała się przeuroczo.
        - Myślałam, że zdążyłaś się już oswoić z jego stylem bycia. - zaśmiałam się. - Chociaż przyznam się, że na początku również wprawiał mnie w zakłopotanie. Kwestia przyzwyczajenia.
        - W zakłopotanie... - prychnęła. - Raczej wprawia w paraliż...
        - Aż tak źle? Nie martw się. Po pierwszym pocałunku ci przejdzie. - uniosłam brwi do góry i wykrzywiłam usta w złośliwym uśmieszku.
        - Neria! - Naya jeszcze bardziej się zaczerwieniła reagując gwałtownie i podnosząc glos. Nie mogłam już winić Vicara za to, że tyle jej dokuczał. Sama nie mogłam się powstrzymać.
        - Spodoba ci się. Jest w tym całkiem niezły. - runęłam plecami na łóżko. - Tylko pierw się pogódźcie, dobrze? – zaśmiałam się.
        - Przestań! – Naya pisnęła zakłopotana. W klasztorze trzymali ich pod kloszem więc to normalne, że nie miała wcześniej takich doświadczeń.
        - Dobrze już dobrze. - uśmiechnęłam się zwycięsko. - Na dziś dam ci spokój.
        - Wspaniałomyślna jesteś. Dobranoc. – czułam w jej głosie ironie, ale równocześnie brzmiała jakby była zadowolona.
        - Dobranoc! – dzięki tej rozmowie nie mogłam przestać się uśmiechać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 506
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Pią Gru 15, 2017 8:30 pm


     Nie mogłam zasnąć. Całą noc się kręciłam, próbując zasnąć, ale nie mogłam. Dziwiłam się, że moje wiercenie się nie obudziło Nerii. Najwidoczniej nadal trzymały ją efekty użycia magii. Naprawdę tragicznie to znosiła i nie rozumiałam dlaczego. Udało mi się w końcu zasnąć po kilu godzinach, więc się nie wyspałam, kiedy mieliśmy wstawać. Nie byłam zbyt entuzjastycznie nastawiona to kolejnych godzin spędzonych sam na sam z Vicarem. Co ja miałam zrobić? Przecież nie zamierzałam go zranić, a wstyd mi było powiedzieć prawdę. No jakby to wyglądało? Nie umiałam wchodzić z relacje z ludźmi, nie radziłam sobie z nimi.
     Następnego dnia Vicar stał oparty o ścianę w towarzystwie Senara. Kiedy się pojawiłyśmy, od razu ruszyliśmy. Mężczyzna szedł prze mną, dosyć szybko. Musiałam przyspieszyć i jednocześnie się go pilnować, żebym się nie zgubiła. Co chwila na niego spoglądałam, zatrzymując się szczególnie na rozbudowanych barkach. Kiedy się na tym przyłapywałam, czerwieniłam się i opuszczałam wzrok zawstydzona na chwilę zwalniając, co kończyło się tym, że musiałam nagle przyspieszyć i szybciej się męczyłam aż nie dotarliśmy do targu. W przeciwieństwie do Senara, który tylko za mną podążał na targu, Vicar zwolnił i złapał mnie za rękę nadal nie spoglądając w moją stronę. Przyznam szczerze, że takie wędrowanie było o wiele łatwiejsze. Nie obijałam się o ludzi, a Vicar był pewnego rodzaju tarczą. W dodatku miał tak ciepłą rękę, e gdybym nie czuła się tak źle, mocniej zacisnęłabym palce na jego dłoni. To było przyjemne uczcie. Vicar  niestety tylko przeciągnął mnie przez tłum i puścił, a ja się zatrzymałam i czekałam aż to zauważy. Denerwowała mnie atmosfera, która pomiędzy nami zapadła. Mężczyzna szybko zauważył moje zniknięcie, odwrócił się i spojrzał na mnie pytająco.
     - Musimy porozmawiać, w ciszy… - odezwałam się spokojnie. Ten hałas rozmów przeszkadzał. Vicar skrzyżował ramiona.
     - O? – zapytał nieuprzejmie.
     - Tutaj jest za głośno, nie mam zamiaru krzyczeć. - Wskazał dłonią boczna alejkę, a ja wzdychając ze zrezygnowaniem udałam się w tamtą stronę. Gwar trochę ucichł, ale przez to zaczęłam słyszeć alarm w głowie. Krępowało mnie to, co miałam powiedzieć. – Vicar, źle mnie zrozumiałeś – zaczęłam. Ciężko mi było zebrać myśli i ułożyć je w logiczne zdania. Jego milczenie wcale mi nie pomagało. – W sprawie twoich oczu – powiedziałam tak cicho, że mógł tego nie usłyszeć, dlatego odchrząknęłam. – Neria mi powiedziała, że przez moją reakcję myślisz, że brzydzę się twoich oczu – nadal nie podnosiłam na niego wzroku. Jak ja miałam to powiedzieć?
     - Więc czego się brzydzisz? Mojego zachowania? - odpowiedział spokojnie, aż nazbyt spokojnie. Poczułam się jeszcze gorzej, jakby ktoś zrzucił na mnie jakiś ciężar.
     - Niczego w tobie się nie brzydzę – podniosłam na niego oczy. Nie wyglądał na przejętego.
     - To brzmi jakby Neria poprosiła cię, żebyś to powiedziała Naya... - nie dawał się przekonać, a ja naprawdę nie wiedziałam, jak powinnam to mówić.
     - Nikt mi niczego nie kazał – odpowiedziałam. Najwidoczniej musiałam mówić prosto z mostu. – Źle mnie zrozumiałeś. Twojeoczynaprawdęmisiępodobają – powiedziałam to bardzo szybko, a kiedy skończyłam, spuściłam wzrok cała czerwona na twarzy. Miałam ochotę się zapaść pod ziemię. Serce waliło mi jak oszalałe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 422
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Pią Gru 15, 2017 11:26 pm


      Parsknąłem śmiechem, chociaż wcale tego nie chciałem. Naya zachowywała się uroczo i chyba naprawdę zależało jej, żebym się nie gniewał.
      - Dlaczego więc uciekłaś, a potem nie chciałaś się ze mną widzieć? - zapytałem już bardziej luźnym tonem.
      - Nie każ mi na to odpowiadać... - szepnęła, cofając się, co jeszcze bardziej wzmogło moją ciekawość. Co ukrywała?
      - Zależy mi, żeby poznać odpowiedź. – tym razem nie żartowałem, wymagałem odpowiedzi i jeżeli Naya wyszła z inicjatywą to chciałem, żeby dokończyła to co zaczęła.
      - Vicar, proszę... – zachowywała się tak jak mała dziewczyna, która zrobiła coś złego i błagała kolegę, żeby nie powiedział o tym rodzicom. Nie podobał mi się ten ton, bo to oznaczało, że coś przede mną ukrywała, coś co kategorycznie nie może trafić do moich uszu.
      - Czyli jednak pomyślałaś o ... – posmutniałem zdając sobie sprawę, że jednak miałem racje.
      - Byłam zawstydzona! - krzyknęła. - Ty na mnie... Znaczy my - zaczęła chodzić w te i we w tę... -Znaczy... O mój Boże, to mnie przytłoczyło. I jeszcze moja reakcja.... Ja... - zamknęła buzię. - Życie w klasztorze to tylko posiłki i nauka kontrolowania magii. Nie nawiązujemy żadnych relacji, ani więzi. To mnie sparaliżowało... - patrzyłem na nią nie dowierzając w jej słowa. Zawstydzona. Chodziło o zawstydzenie... Zacząłem się śmiać sam z siebie i zakryłem twarz dłonią.
      - Naya jesteś niemożliwa... - nie mogłem przestać się śmiać. Blondynka wpatrywała się we mnie nie wiedząc co zrobić, ani powiedzieć. Wyglądała na naburmuszoną, bo pewnie myślała, że się z niej naśmiewam.
      - Oj nie gniewaj się. Śmieje się sam z siebie. - podszedłem i położyłem rękę na jej głowie. - Dziękuje, że mi powiedziałaś. - uśmiechnąłem się do  dziewczyny szczerze, bez żadnych podtekstów.        - Jesteś naprawdę urocza. – otarłem łezkę, która pojawiła się przez nadmierny śmiech. Nigdy nie pomyślałbym, że Nayi naprawdę na mnie zależy. Wcześniej żartowałem sobie z tego, ale teraz widzę, że faktycznie tak jest.
      - Możemy już iść... - ściszyła głos.
      - Potrzymać cię za rękę? – zapytałem uśmiechnięty od ucha do ucha.
      - Nie - odpowiedziała niemal natychmiast, na co głośno się zaśmiałem
      - Szkoda... - objąłem ją ramieniem. - A może być tak? – nie mogłem przestać jej dokuczać.
      - Vicar, skup się! - zdjęła moją rękę, ale dostrzegłem, że mimowolnie uśmiechała się zapewnię ulgą, że atmosfera wróciła do normy.
      - Na tobie zawsze. – skomentowałem zadowolony.
      - Na zadaniu! - powiedziała stanowczo, nieco podnosząc głos i ruszając.
      - Jak sobie życzysz moja księżniczko. - poszedłem za nią grzecznie jak piesek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 506
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Sob Gru 16, 2017 7:26 pm


     Vicar zabrał mnie do gospody, w której rzekomo mieliśmy uzyskać informacje. To śmieszne. Zdawało się, że takie miejsca były ogólnie uczęszczanymi siedliskami plotek i informacji. Mnie się one nie podobały. Były pełne pijanych i często starych mężczyzn, którzy roszczyli sobie prawa do dotykania karczmarek i wykorzystywania kobiet, które nie mogły się zbuntować, jeśli nie chciały poczuć tragicznych konsekwencji. Moje zmysły się nagle wyostrzyły, kiedy znaleźliśmy się w środku.
     - Jak masz zamiar zdobyć te informacje? – zapytałam, pilnując czy aby któryś z gości nie czai się na moje ciało.
     - Usiądziemy przy stole i poczekamy, aż inni zaczną cię podrywać. Wtedy sprzedam cię za informacje – stanęłam jak wryta, nie wierząc w to, co powiedział. Rozejrzałam się dookoła i poczułam jak otoczenie mnie przytłacza. Moja mina zrzedła. Vicar położył mi dłoń na ramieniu i wyszeptał do ucha. - Nie oddam cię nikomu, więc nie martw się.
     - Oszczędź sobie takich żartów… - skomentowałam z ulgą podążając za nim.
     - Żaden książkę nie oddał by swojej księżniczki. - Uśmiechnął się i zajął miejsce przy stole rozglądając się dookoła. - Jesteś zbyt piękna, skupiasz uwagę wszystkich mężczyzn dookoła. Chyba zaczynam być zazdrosny. – Rozejrzałam się i przełknęłam ślinę.
     - A skąd mamy wiedzieć czy nie wpatrują się w ciebie? – zapytałam z uśmiechem.
     - Myślisz? - oparł lewy łokieć na stole i przyłożył policzek do otwartej dłoni wpatrując się we mnie. - Zazdrosna?
     - Niby o kogo?
     - O swojego księcia.
     - A widzisz tu takiego? – rozejrzałam się.
     - Według ciebie nie wyglądam na jednego? - uniósł brwi do góry zdziwiony.
     - Nie – odpowiedziała niewinnie się uśmiechając na co Vicar się zaśmiał.
     - No trudno. - Wstał od stołu. - Na co ma chęć moja księżniczka? - Kiwnął głową w stronę baru z alkoholem.
     - Nie wiem… Nie piłam nigdy…
     - W takim razie poproszę o coś, po czym będę w stanie szybko cię uwieść. - Uśmiechnął się i mrugnął do mnie odchodząc od stolika. Poczułam zagrożenie zanim ono do mnie dotarło. Vicar zostawił mnie samą, otoczoną mężczyznami, myślącymi tylko o jednym. Nie musiałam długo czekać jak ktoś zajął miejsce, z którego wstał mój towarzysz i nie musiałam patrzeć, żeby wiedzieć, że to był jakiś mężczyzna.
     - Nigdy cię tutaj nie widziałem – zaczął, uśmiechając się w tak paskudny sposób, że się wzdrygnęłam i odsunęłam jak najdalej od niego. Nie dawał za wygraną. Podążył za mną, a kiedy wyciągnął rękę, aby mnie dotknąć, pojawił się Vicar.
     - Łapy precz od mojej księżniczki – warknął, a ja odetchnęłam z ulgą. Vicar wpatrywał się w mężczyznę coraz mocniej zaciskając palce na jego nadgarstku, aż w końcu nieznajomy odpuścił odchodząc od stolika. Miałam wrażenie, że zaraz go zabije samym swoim spojrzeniem. Wyglądał naprawdę groźnie i dla mnie to było lepsze. Poczułam się… bezpiecznie.
     - W porządku? - zapytał lekko słyszalny zmartwieniem w głosie. Zdziwiło mnie to, jak bardzo się tym przejął. Nadal miałam w głowie jego niestosowny żart.
     - Tak, dzięki – odpowiedziałam, uśmiechając się do niego. Podobało mi się to, że tak bardzo odpowiedzialnie podchodził do swojego „rycerskiego” zobowiązania.
     Wojownik usiadł przy stoliku niebezpiecznie blisko mnie i objął ramieniem. - Dostanę nagrodę za ratunek? - uśmiechnął się, a ja poczułam jak serce po raz kolejny mi przyspiesza przez jego zachowanie.
     - Nie ma mowy – spróbowałam rzucić jego rękę ze swoich pleców, ale tym razem mi na to nie pozwolił. Twarz mi zaczęła płonąć, a serce niemal wyrywało się z mojej piersi.
     - Państwa zamówienie. - Karczmarka zbliżyła się do stolika ratując mnie z objęć Vicara. Mężczyzna odsunął się i uśmiechnął do młodej kobiety. Coś mnie w środku zakuło, ale starałam się to ukryć, spuszczając wzrok na napój, który stał przede mną. To z pewnością i na szczęście była zwykła woda.
     - Dziękuje. - Uśmiechał się w taki sposób, że karczmarka zaczęła się rumienić. - Wie panienka coś na temat najbliższego wydarzenia? – Zaczęłam bawić się materiałem sukienki, którą miałam na sobie. Starałam się nie zwracać na nich uwagi, ale kobieta została dłużej niż powinna. Czułam narastającą we mnie wściekłość.
     - Oczywiście. Miasto aż trąbi na ten temat. Książe Lendark i jego koronacja jest obecnie na językach całego państwa. - Vicar lekko drgnął słysząc te nowinę i chociaż nie widziałam tego, to poczułam, mimo że nie dał po sobie niczego poznać.
     - A co z królem? - zapytał zaciekawiony.
     - Nie słyszał pan? Zmarł na gruźlicę. – Poczułam uścisk w sercu i wyrzuty sumienia. Dlaczego magowie nie udostępniali ludziom swojej magii leczenia? Mieliśmy takie możliwości, a nikt z nich nie korzystał.
     - Dziękuje bardzo za informacje. – Vicar uśmiechał się do momentu, aż karczmarka odeszła od stolika po czym na chwilę mina mu lekko zrzedła, ale czując jak się na niego patrzę z powrotem się uśmiechnął. - Jednak masz powód do bycia zazdrosną. Mam lepsze powodzenie. - Puścił oko.
     - Czy te informacje są ważne? – zapytałam.
     - Bardzo... - odpowiedział tracąc uśmiech. - Nawet nie wiesz jak bardzo... – dziwiło i niepokoiło mnie jego zachowanie. Wyglądał, jakby się tym mocno przejmował.
     - Wszystko w porządku? – patrzyłam na niego pytająco.
     - Naya... co powiesz na krótką wycieczkę?
     - Ymmm… chętnie? – odpowiedziałam niepewnie, bo nie wiedziałam co miało być celem tej wycieczki, a mimo wszystko Vicar nadal był dla mnie obcą osobą. Mężczyzna się uśmiechnął i zaczął pić swój napój. Ja swoją szklankę także opróżniłam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 422
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Nie Gru 17, 2017 9:33 pm


       Naya zgodziła się bez usłyszenia planu dokąd, ani po co idziemy. Szła za mną w ciszy, nie pytając o nic, bo widziała, że nie mam ochoty na żadne rozmowy. Zawsze uważałem, że była naiwna i jak widać nie pomyliłem się, a dzięki temu będę mógł ją wykorzystać dla własnych porachunków.
       Wyszliśmy z miasta i ruszyliśmy wzdłuż jego murów, a kiedy byliśmy w odpowiednim miejscu zatrzymałem się i dotknąłem jednej z cegieł sprawiając, że tajne przejście się otworzyło.
       - Czy to bezpieczne pytać skąd wiedziałeś o tym przejściu? - spytała widocznie zaskoczona tym, co zaszło.
       - Schody w dół prowadzą do podziemnego labiryntu. – odpowiedziałem wymijająco.
       - A znasz drogę w tym labiryncie? - była widocznie zaniepokojona. Kiwnąłem głową dając do zrozumienia, że wiem co robię.
       - Chodźmy. – wskazałem dłonią na wejście puszczając dziewczynę pierwszą. Sam musiałem jeszcze zamknąć wejście. Naya weszła dosłownie kawałek, po czym zatrzymała się. Nie wyglądała na pewną swojej decyzji, co bardzo mnie rozbawiło. Kiedy otoczyła nas ciemność poczułem jak drgnęła. Czyżby bała się podziemi i mroku? – Trzymaj rękę na ścianie i schodź powoli. – ostrzegłem. Księżniczka zrobiła to co mówiłem, ale jej ruchy sprawiały, że miałem już całkowitą pewność o jej lęku ciemności.
       Szliśmy w dół do momentu, aż w oddali było widać światło pochodzi. Mogłem sobie jedynie wyobrazić jak dziewczyna odetchnęła z ulgą. Wziąłem ze ściany dodatkowe łuczywo i podpaliłem je o sąsiednią pochodnie czekając aż Naya dołączy do mnie. Byliśmy już na najniżej położonym poziomie labiryntu i musiałem dokładnie się skupić, żeby nie pomylić drogi. Zacząłem analizować nasze położenie i najbardziej optymalną drogę do podziemi zamku. Musiałem być ostrożny, nigdy nie wiadomo czy gdzieś nie czeka jakiś strażnik, albo…
       Usłyszałem głośny pisk, który przerwał moje myśli. W ostatniej chwili złapałem dziewczynę, która poślizgnęła się na schodach.
       - Przepraszam i dziękuje. – powiedziała ściszonym głosem. Wyglądała na zdenerwowaną i przestraszoną, dlatego objąłem ją ramieniem przysuwając bliżej siebie.
       - Nie bój się. – szepnąłem. – Jestem tutaj z tobą. – księżniczka nie odpowiedziała i nie odsunęła mnie od siebie jak to miała w zwyczaju. Cała drżała mocno zaciskając palce na moim ubraniu. – Naya…  - cholera miałem się skupić, a ona powodowała u mnie męskie odruchy. Odłożyłem pochodnie z powrotem na ścianę i mocno ją przytuliłem. – Ze mną nic ci nie grozi. Obronie cię. – nie mogłem się oprzeć jej zapachowi i powoli zacząłem odgarniać włosy z jej szyi, ale dziewczyna nie była chyba, aż tak bardzo przerażona, bo zorientowała się co chciałem zrobić i odsunęła mnie od siebie.
       - Im szybciej skończymy, tym szybciej stąd wyjdziemy - odezwała się szybko i chociaż się bała, chciała iść sama. Uśmiechnąłem się do niej rozbawiony tą nagła zmianą, ale nie miałem zamiaru puścić jej wolno. Wziąłem pochodnie i złapałem ją za rękę, prowadząc wzdłuż korytarza.
       - Czujesz się przy mnie bezpiecznie?
       - Jakbym nie czuła się bezpiecznie to bym nawet z Toba tu nie wchodziła - odpowiedziała spokojnie.
       - Czyli moje szanse na uwiedzenie cię wzrosły? – zapytałem wesoło.
       - Vicar! – odpowiedziała gwałtownie podniesionym głosem, ale nie wyrwała swojej ręki, co sugerowało, że moje przypuszczenia były prawidłowe.
       - Uwielbiam, kiedy się złościsz. Tracę wtedy dla ciebie głowę. – uśmiechnąłem się, chociaż nie mogła tego widzieć. – Powiedz moja piękna, czy zaklęcia usypiające albo paraliżujące są twoją specjalnością? – musiałem wiedzieć takie rzeczy. Chciałem w końcu dostać się do zamku niezauważony.
       - Miałam je na zajęciach, ale nigdy nie wykorzystywałam w praktyce, wiec ciężko mi powiedzieć.
       - Usypiające możesz zawsze wypróbować na mnie pod warunkiem, że będzie jak w opowieściach. „Księcia obudził namiętny pocałunek księżniczki.” – odwróciłem się do niej i puściłem oko zauważając jak się rumieniu.
       - No chyba śpisz... - odpowiedziała spuszczając wzrok.
       - O tobie zawsze. – zażartowałem.
       - Na jak wiele dziewczyny działają takie teksty? – zapytała zaczepnie.
       - "Nie zależy mi na żadnej innej, tylko na tobie" - zaśmiałem się. - Zależy czy ma poczucie humoru, czy nie. - spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się znacząco.
       - No to chyba mamy problem, bo u mnie poczucie humoru jest znikome... – chciałem rzucić kolejnym tekstem, ale nagle poczułem, że ktoś nas obserwuje. Zatrzymałem się i zacząłem rozglądać, ale otaczająca nas ciemność nie ułatwiała zadania.
       - Vicar? - Naya widocznie się przestraszyła mojej reakcji. - Co się dzieje? - zapytała niepewna czy chce poznać odpowiedź.
       - Ktoś nas obserwuję... - powiedziałem już całkowicie poważnie. - Albo coś... – dodałem, a dziewczyna zesztywniała. Jej oddech znacznie przyśpieszył, słyszałem go pomimo palącej się pochodni. W porę jednak się oponowała i zacisnęła mocniej palce na mojej dłoni.
       - Mam użyć magii? - szepnęła pytająco.
       - Nie. Te tunele mają tysiące lat, każdy mocniejszy wstrząs może je zawalić. – przestrzegłem. Pod żadnym pozorem nie mogła używać tutaj magii ofensywnej, albo utkniemy tutaj już na zawsze. Zapomniałem wspomnieć, że to miejsce otaczała bariera, która uniemożliwiała otwarcie żadnego portalu. System ten został stworzony po to, aby uniknąć ataku wrogów zakradających się z podziemi.
       Chwilę się zastanawiała, co zrobić. Milczała, aż się w końcu gwałtownie oderwała, wyrywając rękę z jego uścisku. Rozejrzała się gorączkowo dookoła, jakby dopiero orientując się, co się dzieje. - Co się dzieje?! - pisnęła przerażona. - Kim ty jesteś? Co to za miejsce? Dlaczego tutaj jest tak ciemno?! - wpadła w panikę. - Co ty... - zamilkła, jakby coś do niej docierało. - O mój Boże... Na pomoc!! - krzyknęła i zebrała się do ucieczki.
       Byłem zszokowany tym co się stało. Co ona wyprawiała, dlaczego nagle zaczęła uciekać? Sama w ciemność, której tak bardzo się bała.
       - Naya! – krzyknąłem i pobiegłem za nią. Idiotka! Jeszcze tego mi brakowało, żeby się zgubiła. Nigdy jej wtedy nie znajdę. – Naya! – wolałem podążając za krokami, aż w końcu ją dogoniłem i złapałem za ramie, zatrzymując. – Głupia! Mogłaś się zgubić! – rzuciłem zdenerwowany.
       - Skąd znasz moje imię?! - ciągnęła grę. W jej oczach zamajaczyły łzy. - Nie skrzywdź mnie... - poprosiła.
       - Przestań! – krzyknąłem zirytowany. Tym bardziej nie podobało mi się jej zachowanie, kiedy wpatrywała się we mnie przerażonymi oczami. Chciałem złapać ją za ramiona i potrząsnąć, żeby w końcu wróciła do siebie.
       - Paniczu…? – usłyszałem z oddali znajomy głos. Niemożliwe, czyżby to był…?
       - Lucian? – zapytałem niedowierzającym tonem. Z cienia wyłoniła się postać mojego  ochroniarza… Ochroniarza, który zginął trzy lata temu…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 506
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Pon Gru 18, 2017 6:39 pm


     Czułam się jak idiotka, ale jeszcze gorzej by było, jakbym nic nie zrobiła i wszystko było na głowie Vicara. Miałam wyrzuty sumienia, widząc jego reakcje, ale coś musiałam zrobić. Na szczęście tę farsę przerwał jakiś mężczyzna. Nigdy więcej nie miałam zamiaru tak grać, zwłaszcza że najwidoczniej wojownik nie zrozumiał, że tylko oszukiwałam.
     - Teraz wiemy, że to nie jest wróg – odpowiedziałam, próbując wyplątać się z rąk Vicara. Nie sprawiło mi to trudności, mężczyzna zajął się tym drugim. Wyjął sztylet i przyłożył go do szyi Luciana. Nie spodziewałam się tego, więc nie miałam jak go powstrzymać. Poza tym byłam na tyle zaskoczona, że nie umiałam się ruszyć z miejsca. Dlaczego on go atakował?
     - Lucian nie żyje, kim jesteś!? – poczułam się zdezorientowana i ze zdziwieniem wpatrywałam w tę dwójkę. Co się działo? Vicar się tak nie zachowywał. Był narwany, ale pod innym względem. Nie atakował bez powodu, a przecież ten drugi niczego mu nie zrobił.
     - Paniczu z tego co pamiętam, również nie powinieneś mieć oka... - odpowiedział dość bezczelnie. Vicar na te słowa rzucił się do ataku, ale Lucian jedynie się bronił. Przez chwilę stałam jak wryta, analizując to, co powiedzieli. Jak to nie powinien mieć oka? Jak to nie powinien żyć? Neria mu pomogła w odzyskaniu oka? Czy co się stało, że oboje tak myśleli?
     - Vicar… - zaczęłam niepewnie, ale nie reagował. – Vicar! – zbliżyłam się i próbowałam go złapać, ale nie mogłam za nim nadążyć. W końcu, jednak udało mi się to zrobić, zanim dosyć mocno uderzył mężczyznę. – Zaczekaj! Daj mu się wytłumaczyć! – zwróciłam mu uwagę, starając się przebić przez jego zaślepienie. Wyglądał, jakby zobaczył ducha, albo coś gorszego.
     - Martwi nie wracają do życia! - ryknął wściekły, ale nie wyrwał się. To dobrze. Nie umiałabym go zatrzymać, był ode mnie silniejszy.
     - Demony za to tak... - odpowiedział mężczyzna. Vicar zrobił wielkie oczy i wyglądał jakby go zatkało, mnie z resztą także. Poczułam jak ogarnia mnie panika, ale z drugiej strony… On wyglądał… ludzko. Nie szalał, nie atakował, po prostu się bronił, jakby to, że był demonem nie wpływało na jego kontrolę samego siebie.
     - Vicar? – spojrzałam na swojego towarzysza nie bardzo wiedząc, co powinnam zrobić w tej chwili. Używać magii czy nie? Uciekać czy nie? Zaatakować, chociaż nie umiałam walczyć czy nie?
     - Nie proszę aby mi panicz uwierzył, tylko wysłuchał. - Powiedział lekko błagalnym, ale spokojny tonem. -  To miejsce nie jest bezpieczne, kapłani zmienili je w katakumby pełne demonów takich jak ja, wskrzeszonych  przez nekromantę, który zrobił z nas potwory. - Mężczyzna spojrzał na Naye. - Panienka jest magiem, więc odczuwa negatywne efekty pieczęci, która nas tu wszystkich więzi. Strach, niepokój, nudności, zawroty głowy. – Byłam przekonana, że moje zachowanie było spowodowane strachem przed ciemnością i podziemiami. Bałam się takich miejsc, ale pewnie ta bariera podsyciła ten strach.
     - Nie wyglądasz jak potwór – odpowiedziałam bez wahania.
     - Dopóki jestem w podziemiach, otacza nas pieczęć, która hamuje moje nowe umiejętności. – To brzmiało sensownie.
- Dlaczego miałbym uwierzyć w chociaż jedno twoje słowo? - Vicar mnie zasłonił, ponownie przybierając pozę do ataku i na tym się skupiłam. To było naprawdę przyjemne uczucie, kiedy tak mnie bronił. Rozumiałam, że to było związane z tym, że dołączyłam do ich drużyny, ale jednak to było miłe. Mimowolnie się uśmiechnęłam, spuszczając wzrok.
- Ponieważ... - spojrzał na Vicara, potem na mnie i znowu na mężczyznę. - Przeżyłeś panie to samo. - Vicar drgnął i ja także. Próbowałam nie wierzyć w te słowa. Nie mogłam i nie chciałam. Byłam przerażona.
     - Vicar? - zapytałam, licząc na wyjaśnienia i nieco sie odsunęłam. To był zwykły odruch, ale szybko go pożałowałam, kiedy zobaczyłam reakcję chłopaka.
- Nie jestem demonem - odpowiedział pewnie, ale w jego głosie było słychać, że czuje się zraniony moim zachowaniem. Źle sie poczułam z tym, co zrobiłam i przybliyłam sie do niego z powrotem.
     - Dlaczego mówisz, ze Vicar to demon? - zapytałam mężczyzny. Nie mogłam odepchnąć od siebie myśli o jego czerwonym oku. To o nim mówił Lucian? O to mu chodziło? Czy w takim razie jego kolor nie był przypadkiem związany z tym, o czym mówił Lucian? Może faktycznie… Nie! Przestań! Przecież nie czujesz od niego aury demona!
     - Nie wyczuwasz od niego demonicznej aury? - zdziwił się Lucian.
     - Nie skupiałam sie na tym - odpowiedziałam zawstydzona tym, ze tego nie zrobiła. Nie mogłam zrozumieć czemu kłamałam. Wierzyłam bardziej obcemu niż… W sumie Vicar też był dla mnie obcy.
    - Lucian... - ton głosu Vicara zmienił się na bardzo groźny, przez co Lucian zrobił krok w tył i pochylił głowę. Sama się go przestraszyłam, uciekłabym na jego miejscu.
     - Proszę o wybaczenie...
     - Kim jest ten nekromanta? - Vicar zapytał już trochę lżejszym tonem, ale w mojej głowie nadal odbijał się wcześniejszy.
     - Nie wiemy, ale wydaje mi się, że jest jakoś powiązany z księciem Lendarkiem. W końcu jedynie rodzina królewska i najwierniejsza służba wie o istnieniu tego miejsca.
     - To skąd ty o nim wiesz? - zapytałam Vicara. Starałam się nie pokazać po sobie niepokoju i wątpliwości. Vicar odwrócił się i spojrzał na mnie z uśmiechem.
     Spojrzałam zaskoczona na niego, na Luciana, jeszcze raz na niego i sie zorientowałam dopiero o co chodziło. Tylko rodzina królewska, albo służba… Lucian nazywał go paniczem… - O mój Boże, Ty jesteś... - odpowiedziałam podniesionym głosem odskakując do tyłu jak poparzona. Skłoniłam sie czerwona na twarzy, że tak sie zachowywałam w stosunku do księcia. Przecież ja go… O mój Boże.
     - Podobno nie przypominam księcia. - Wrócił do rozmowy w barze, kiedy praktycznie przyznał się do bycia członkiem rodziny królewskiej. Jak mogłam wtedy tego nie zrozumieć? Jak mogłam być tak ślepa? - No trudno... - Powtórzył dokładnie swoje słowa z wcześniej dyskusji, nie przestając się uśmiechać. Jeszcze bardziej sie zaczerwieniłam zawstydzona swoim zachowaniem.
- Przepraszam, Wasza Wysokość... - odezwałam się, schodząc w ukłonie jeszcze niżej. Czułam jak płonę. I jeszcze śmiałam tak na niego reagować.
     - Zamiast "wasza wysokość" wolałbym gdybyś rzuciła mi się w ramiona. - Zaśmiał się, ale tym razem to tylko pogorszyło mój stan. - Jestem teraz Vicarem, a nie księciem Vigeushem.
- Vig... - zacisnęłam wargi, żeby nie parsknąć śmiechem. W życiu nie słyszałam takiego imienia i jego brzmienie było… śmieszne. Pozwoliłabym sobie na to, ale przecież stałam przed księciem! Z kolei Vicar położył ręce na biodrach i zbliżył swoją twarz do mojej .
     - No dalej, śmiej się.
     - Nie dziwie sie, że wolisz Vicar... – odpowiedziałam po dłuższej chwili, powstrzymując sie przed parsknięciem śmiechem.
     - Jeszcze słowo a zamknę ci usta. - uśmiechnął się, a ja zamilkłam, czerwieniąc się. Dlaczego on tak na mnie działał??!!
     - Lucian, kim wy teraz jesteście? - zapytał już całkiem poważnie. Widocznie zmienił się jego nastrój i postawa.
     - Jeśli się nie mylę to kartą atutową. - Vicar prychnął.
     - Idziemy Naya. - Złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Nie miałam jak się temu oprzeć. Nadal byłam w szoku po tym, czego się dowiedziałam. Za rękę trzymał mnie książę!
     - Panie! - Lucian pobiegł za nimi. - Co panicz zamierza? - Vicar zatrzymał się i odwrócił w stronę Luciana.
     - Przywitać się. - Uśmiechnął się jakoś dziwnie, ale nie wróciłam na to zbytniej uwagi.
     - Vicar... Vicar! - zatrzymałam go, ciągnąć lekko do tylu i w dół za rękę. - Ja nie jestem odpowiednio ubrana na poznanie króla... - powiedziałam ściszonym głosem. Panicznie przyjrzałam się temu, co miałam na sobie i to nijak nie pasowało do poznania króla. Nie wiedziałam nawet jak nazwać uczucia, które mi w tej chwili towarzyszyły. Czułam jak serce mi waliło, a żołądek dawał o sobie znać.
     - Dla mnie zawsze wyglądasz pięknie. – odpowiedział, ale ten komentarz mi jakoś umknął.
     - Ale ty nie jesteś królem – odezwałam się widocznie przejęta. Nie miało to na celu obrażenie go, ja się po prostu stresowałam. - Ta sukienka nie jest za brzydka? A co z moją fryzura? - Vicar zaczął się śmiać i dopiero teraz na niego spojrzałam, nie rozumiejąc dlaczego tak zareagował.
- Panienko, sądzę, że panicz nie miał na myśli dosłownego przywitania się... – wtrącił Lucian, a ja poczułam jak całe napięcie ze mnie schodi.
     - Lucian psujesz zabawę. - Vicar znowu się zaśmiał. - Przywitamy się, ale po mojemu.
     - Co takiego? - spytałam teraz już przejęta tym, jak mnie nastraszył wojownik. - Vicar, czy ty musisz mnie tak stresować?! - zapytałam z wyrzutem i widoczną ulgą. Szybko jednak wrócił niepokój, kiedy dokładniej zastanowiłam się nad tymi sugestiami. - Ale zaraz... - nagle sobie cos uświadomiłam. - Mam zaatakować króla? Przecież to będzie zdrada!
     - Naya nie ufasz mi?
     - Właśnie sie dowiedziałam, ze jesteś księciem a twoj... yyy... lokaj? Demonem. Mogę mieć mętlik w głowie! – gdybym miała wolne dwie ręce, na pewno gorączkowo bym gestykulowała obiema, a tak ograniczyłam się do tej wolnej od uścisku. Vicar w tym czasie zatrzymał się i przyciągnął mnie do siebie, a potem pocałował w czubek głowy.
     - Jesteś w dobrych rękach, nic się nie martw. – Uspokoiło mnie to, naprawdę. Przestałam panikować i po prostu podążyłam za mężczyzną, czując jak szybko bije moje serce. Speszona spuściłam wzrok, patrząc się na nasze dłonie i przygryzłam wargę, idąc trochę z tyłu za nim. Opanuj się! To książę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 422
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Pon Gru 25, 2017 12:47 am



        - Naya. - zatrzymałem się przed wyjściem z podziemi i spojrzałem na dziewczynę. - Za ściana znajduje się piwnica zamkowa i kiedy już tam wejdziemy nie będziesz mogła się zawahać. Musisz słuchać moich poleceń i grzecznie za mną podążać. – przyglądała mi się w milczeniu, analizując to co powiedziałem. Nie mogłem nie zauważyć niepewności i wątpliwości malującej się na jej twarzy.
        - Mam nadzieję, że tego nie pożałuję... - odezwała się po chwili, a ja poczułem lekkie ukłucie w sercu. Szybko jednak się z tego otrząsnąłem, nie dając nic po sobie poznać. Już od dawna wiedziałem, że mi nie ufała, ale usłyszeć takie słowa pomimo wcześniejszych zapewnień odrobine bolało.
        - Będziesz mogła trochę poczarować. - uśmiechnąłem się, aby odwrócić uwagę od tego co czułem.. - Nie bez powodu pytałem cię o usypianie i paraliże. Musimy dostać się do środka niezauważeni przez strażników.  – nie mogłem uwierzyć we własne słowa. Co się ze mną działo? Stawałem się miękki, a Vicar taki nie był. Vicar jest bezwzględnym łowcom, który nie zawaha się przed zabiciem kogokolwiek, więc dlaczego…
        - Oł... – Naya odezwała się po chwili wyrywając mnie z zamyślenia. - Gotowa – wzięła głęboki oddech.
        - To mi się podoba. Chodźmy. - otworzyłem przejście puszczając Naye przodem. Wychodząc spojrzałem na Luciana, który odprowadził nas aż do drzwi. - Jeśli będzie trzeba, zabije cię... - powiedziałem i ostatnią rzeczą, którą zobaczyłem był uśmiech i ukłon mojego ochroniarza. Drzwi zatrzasnęły się i wtedy spojrzałem na księżniczkę.
        - Jeśli dobrze się spiszesz to dostaniesz nagrodę. - poklepałem ją po ramieniu.
        - Nie jestem pewna czy dla mnie i dla ciebie nagroda to, to samo... – spojrzała na mnie podejrzanie, na co szeroko się uśmiechnąłem.
        - Romantyczna noc z księciem... Chyba każda dziewczyna o tym marzy, prawda? Książe z bajki. - wskazałem na siebie teatralnym geesem, aby rozluźnić trochę atmosferę.
        - Z bajki? - spytała nie dowierzając.
        - A nie? Blond włosy, zielone oczy, umięśniona sylwetka. Brakuje mi jedynie białego rumaka. – zaśmiałem się przypominając sobie te wszystkie baśnie, które czytałem. Może nie było to typowe męskie zajęcie, ale lubiłem pogłębiać się w lekturze, bo dzięki niej mogłem choć na chwilę przenieść się do innego, lepszego świata.
        - No tak, wpasowujesz się idealnie... - odpowiedziała sarkastycznie, a potem się dziwnie uśmiechnęła. - Vigeushu... - Słysząc to słowo od razu się uruchomiłem. Ostrzegałem, żeby nie wypowiadała więcej tego imienia, ale jak widać wolała pastwić się nade mną, dlatego natychmiast objąłem ją w tali i przysunąłem do siebie tak, że nasze miednice się stykały. Wolną ręką złapałem jej podbródek sprawiając, że nasze usta dzieliło kilka centymetrów. - Vicarze... – wyszeptałem, a dziewczyna przestała oddychać. Jej policzki pokryły rumieńce i wpatrywała się prosto w moje oczy z mieszanką zaskoczenia i niepokoju. Najchętniej bym ją teraz pocałował, żeby dostała nauczkę, ale wątpiłem czy później byłaby w stanie rzucić jakiekolwiek zaklęcie. Dziewczyny takie jak ona mocno przeżywają każdy najmniejszy kontakt z płcią przeciwną, dlatego puściłem ją wolno pokazując język i krzyżując ramiona. Naya dopiero będąc w bezpiecznej odległości wzięła głęboki oddech, spuściła wzrok i ruszyła za mną bez słowa.
        Byłem pod wrażeniem umiejętności magicznych księżniczki. Nie miałem najmniejszego problemu z usypianiem każdego napotkanego strażnika i bez wahania wykonywała każde moje polecenie. Niestety bariera osłabiała ją z każdą minutą, więc musieliśmy się pośpieszyć, bo powoli zaczynała blednąć. Zamek był naprawdę wielki i posiadał wiele tajemnych przejść, o których wiedzieli tylko nieliczni, dlatego stwierdziłem, że dużo bezpieczniej będzie używać właśnie nich. Nie chciałem zbytnio przemęczać dziewczyny, bo martwiłem się, że jeśli zemdleje nie będę w stanie wrócić z powrotem do podziemi.
        Ostatni tunel prowadził prosto do mojej starej komnaty i kiedy się w niej znaleźliśmy odetchnąłem z ulgą. Wyjąłem swój sztylet ze złotą rękojeścią i wbiłem w drzwi wejściowe zostawiając tym samym wiadomość, że żyje i tym razem nie pozbędzie się mnie tak łatwo.
        - Jak ci się podoba? - wskazałem na swoją przetrzęsień, o którą nadworne służki dbały z należytym szacunkiem. W końcu nigdy nie odnaleziono mojego ciała, a jedynie moich rycerzy. Zapewne ojciec cały czas wierzył, że żyje i kiedyś wrócę do domu, ale niestety nie doczekał mojego powrotu…
        - Wygląda... - przerwała, rozglądając się. - przytłaczająco – bariera coraz mocniej na nią oddziaływała, bo brzmiała na zmęczoną.
        - Czyli jest takie jak ja... – Nie wiem, co mną prowadziło, ale popchnąłem księżniczkę na łóżko i całkowicie nad nią zawisłem. Odgarnąłem pierw jej włosy z policzka, a następnie z szyi, po czym pochyliłem się i pocałowałem płatek ucha powoli schodząc coraz niżej. Czułem wzrastające pragnienie i chęć zdominowania jej do takiego stopnia, że będzie  błagać o więcej i więcej.
        - Vicar! – Próbowała mnie zepchnąć, ale nie miałem najmniejszego zamiaru przestać. Pachniała tak pięknie i kusząco, a jej jęki i zaprzeczenia samej sobie sprawiały, że najchętniej zerwałbym z niej ubranie. Kręciło mnie to, że nie chciała się przyznać do jakiej rozkoszy ją doprowadzam. Mój wewnętrzny demon krzyczał „zerżnij ją skoro tego pragnie”, ale logika podpowiadała mi „stop” i to właśnie jej postanowiłem się posłuchać.
        - Kiedy się już we mnie zakochasz, opowiem ci swoją historie. - wyszeptałem Nayi do ucha. - Nie usłyszysz ode mnie przeprosin. - dodałem odsuwając się. - To kara za Vigeusha... – usiadłem na łóżku pokazując jej język, a następnie się uśmiechnąłem. - Lepiej się czujesz? Adrenalina pomogła? – byłem w dobrym humorze dopóty nie zauważyłem z jakim trudem przychodzi jej siadani. To sprawiło, że dopiero zdałem sobie sprawę w jak ciężkim stanie była. Miała wiotkie ciało, ciężej oddychała, a oczy były zaczerwienienie.
        - To nie tylko kwestia tego usypiania - odezwała się słabo. - Ta bariera zaczyna mocniej na mnie oddziaływać. Lucian miał co do niej racje. Czuje się coraz gorzej, jakby ktoś wysysał ze mnie życie. – kłamałbym gdybym powiedział, że nie zmartwiłem się widząc jak bardzo zmęczona była, dlatego szybko wyciągnąłem do niej rękę, pomagając wstać. - Wynośmy się stąd. - chciałem powiedzieć to pewnie, ale chyba nie wyszło. Okropne obrazy zaczęły napływać do mojej głowy. Wspominania, które chciałem wymazać za wszelką cenę spowodowały, że nie byłem w stanie opanować drżenia dłoni. Naprawdę zachowywałem się żałośnie... - Dasz radę iść? – zapytałem, a kiedy księżniczka postawiła jeden krok to dosłownie ścięło ją z nóg i tylko to, że trzymałem jej rękę sprawiło, że nie upadła na podłogę.
        - Naya! - nie panowałem już nad sobą i swoimi emocjami. Dziewczyna wyglądała jakby miała zaraz umrzeć i ogromnie się tego przestraszyłem. - Naya... mów do mnie... Naya...
        - Jak będziesz tak stał to będzie gorzej – jej słowa sprawiły, że migiem się otrząsnąłem. Nie mogłem jej zawieść po tym wszystkim. - Zabierz mnie stąd... - dodała jeszcze ciszej, jakby odpływała.
        - Dasz radę utrzymać się na moich plecach? – zapytałem już całkiem pewnie.
        - Bedę musiała dać - Przeżuciłem ją na plecy, ale czułem jakby zaraz miała się zsunąć. Wyglądała tragicznie i nawet nie chciałem myśleć co Neria zrobi kiedy dowie się o tej wycieczce i jej konsekwencjach.
        Otworzyłem tajemne przejście i wybrałem najkrótsza drogę. Na szczęście nikt się jeszcze nie zorientował że połowa zamkowych rycerzy smacznie śpi na podłodze. Miałem ochotę zaśmiać się z tej ironii losu.
Kiedy trafiliśmy w końcu do podziemi odetchnąłem z ulga, ale chyba przedwcześnie, bo przywitała nas cala horda demonów.
        - Lucian... - rzuciłem groźnie, bo wiedziałem ze to jego sprawka. Pamiętałem twarz każdego z nich. Byliśmy przyjaciółmi, kamratami  na dobre i na złe. Niezwyciężona drużyna księcia Vigeusza, do czasu, gdy…
        - Jakieś propozycje? – księżniczka zapytała przerażona wyrywają mnie z zamyślenia. Również przeczuwała, że tym razem nie był to komitet powitalny, a wrogowie czyhający na nasze życie.
        - Tak jak mówiłem... karta atutowa. - Lucian spojrzał mi prosto w oczy z taką bezczelnością, że sam zaczynałem wątpić w to, czy nasza „bezpieczna” droga powrotna przez zamek nie była ukartowana.
        - Przebijesz się sam? – niepewny ton dziewczyny sugerował, że sama nie wierzy w to, że byłbym w stanie pokonać dwudziestu przeciwników sam i miała całkowitą racje.
        - Dorastaliśmy razem... on dokładnie zna mój styl walki. - odpowiedziałem przełykając ślinę. Było źle, naprawdę źle. Swoją chęcią zemsty przysłoniłem logikę i rozsądek. Już wcześniej powinienem wiedzieć, że nie wrócimy tę samą drogą. Naiwniak ze mnie.
        - Klasztor ma nad wami kontrole? – Naya postanowiła podjąć próbę rozmowy, ale nie miałem zielonego pojęcia po co.
        - Nekromanta jest naszym panem. - odpowiedział tak zimno, że nie poznawałem własnego przyjaciela. Trzy lata… minęły dopiero trzy lata…
        - Nekromanta służy klasztorowi? – Lucian zaśmiał się jakby usłyszał doskonały żart.
        - Trupy nie potrzebuje znać odpowiedzi na wszystkie pytania. - nie miałem pojęcia czy mówią o sobie, czy o nas... ale coś mi podpowiadało, że sugerował drugą opcje.
        - Lucian... - postawiłem Naye ziemi. - To mnie chcecie, ona nie ma z tym nic wspólnego.
        - Nekromanta może na mnie zarobić i zyskać przyjaciół w klasztorze! - wyrwała się.
        - Naya! - skarciłem ją wzrokiem. Jak w ogóle mogła myśleć o sprzedaniu się. Przecież oni by ją zabili, znała zbyt wiele sekretów. Nie powinna nigdy nawet sugerować takiego „rozwiązania”.
        - Pójdę z wami do niego jeśli puścicie Vicara - zignorowała mnie całkowicie. Co ona sobie myślała? Że jestem księciem i powinna mi służyć, albo chronić? Nie potrzebowałem niczyjej litości i nie miałem zamiaru tego zmieniać.
        - Jesteśmy tu zamknięci od trzech lat. Bardziej przydałabyś się do.... innych spraw. – księżniczka cofnęła się, przełykając ślinę tak głośno, że byłem w stanie to usłyszeć.
        - Wtedy nekromanta nie zarobi - rzuciła pewnie trzymając ostry kawałek szkła przy szyi. Skąd ona go wzięła do cholery?! Widząc co robi ta idiotka natychmiast wyrwałem jej narzędzie z ręki.
        - Zgłupiałaś!? - krzyknąłem, a następnie mocno ją objąłem, co musiało wydawać się dziwne z punktu widzenia przeciwników. Nie miałem wyboru, musieliśmy kupić odpowiednią ilość czasu, aby otworzyć tajne przejście i wrócić do zamku.  - Zrób to na co zawsze miałaś ochotę... - szepnąłem do jej ucha. - Rozpierdol sufit najpotężniejszym zaklęciem jakie masz. – postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę. Nie chciałem umierać… nie dokonałem jeszcze swojej zemsty.
        - Nie jestem w stanie... – odpowiedziała takim tonem jakby miała zaraz się rozpłakać, że to czemu chciała poświęcić całe życie, zawiodło ją w najważniejszym momencie.
        - Jeśli oddasz nam dziewczynę to puścimy cię wolno. - Lucian upierał się przy swoim, a ja traciłem pomysły na to co zrobić. Wiedziałem, że nie zależało im na zabiciu nas, bo inaczej już dawno by zaatakowali.
        - Nie oddam jej... - przytuliłem Naye jeszcze mocnej.
        - Posłuchaj ich... - odpowiedziała drżącym głosem. - Masz większe szanse na ucieczkę. – chciała poświęcić się dla mnie, bo należałem do rodziny królewskiej, czy istniał może inny powód?
        - Nie. - co ja wyprawiałem... powinienem już dawno ją puścić i uciec. Przecież wziąłem ją ze sobą jedynie ze względu na magie, chciałem wykorzystać jej naiwność do spełnienia własnych celów. Była jedynie narzędziem... a nie potrafiłem jej puścić... - Nie. - odpowiedziałem znów pewnie.
        - W takim razie... gin. - Lucian rzucił się do ataku i zanim zdążyłem zareagować sztylet mężczyzny znajdował się tuż przy moim gardle - Nie uciekniesz? - zapytał.
        - Nie. - odpowiedziałem, na co mężczyzna się uśmiechnął.
        - Vicar! – Naya krzyknęła spanikowana, że naprawdę jestem w stanie dać się zabić… dla niej… Wpatrywałem się prosto w oczy Luciana, a on w moje. Trwaliśmy tak przez chwilę, po czym wojownik się uśmiechnął.
        - Zmieniłeś się Vi. – sztylet wylądował z powrotem w jego kieszeni. - Na lepsze. - wrócił na swoje miejsce. Co do...
        - Zaskoczony panie? - zapytał jeden z moich dawnych ludzi.
        - Tylko nie zemdlej z wrażenia. - dodał drugi. Patrzyłem na nich z szeroko rozstawionymi ustami i dopiero dochodziło do mnie, co przed chwilą miało miejsce.
        - Zabije was wszystkich... – skomentowałem zirytowany, ale w głębi duszy odetchnąłem z ulgą.
        - Spóźniłeś się o jakieś trzy lata z tą groźbą wiesz? - kolejny odezwał się z tłumu, a reszta głośno się roześmiała.
        - Naya... - spojrzałem na dziewczynę, aby sprawdzić czy zrozumiała co się wydarzyło.
        - Co się właśnie stało? - spytała zdezorientowana.
        - Wrobili mnie... - odezwałem się jeszcze bardziej zirytowany niż wcześniej. To był paskudny żart, ale chyba wiedziałem dlaczego to zrobili. Sprawdzali mnie, czy tym razem będę w stanie poświęcić się dla kogoś i w tym samym momencie moje policzki zrobiły się czerwone. Boże… co za wstyd.
        - To nie są wrogami... - odetchnęła z ulgą. - Nie czuje się najlepiej - dodała przymykając oczy, a u mnie włączył się kolejny alarm.
        - Lucian muszę jak najszybciej ją stad wyprowadzić. - odezwałem się biorąc tym razem dziewczynę na ręce.
        - Tędy - Lucian wskazał drogę i wszyscy ruszyliśmy w tym kierunku. Naya straciła przytomność, co nie wróżyło niczego dobrego. Serce biło mi jak szalone z obawy o nią. Przecież jeśli ona umrze przeze mnie to… właśnie, co? Dlaczego tak nagle zacząłem przejmować się losem tej dziewczyny? Co mi odbiło.
        - Znalazł panicz ładna i oddana dziewczynę - powiedział jeden z moich rycerzy, kiedy już dotarliśmy pod wyjście. Naprawdę chciałem zostać z nimi dłużej i porozmawiać, a przede wszystkim przeprosić ich za moją niekompetencje, ale nie mogłem. Nie byłem na to przygotowany, a czułem, że to ostatni raz, kiedy widzę ich przyjaźnie nastawionych z uśmiechami na twarzy.
        - Wiem. – otworzyłem przejście i odwróciłem się do nich przodem. – Jeśli kiedyś przyjdzie nam walczyć ze sobą, obiecuje, że uwolnię was spod tej klątwy. – chciało mi się płakać, ale powstrzymałem łzy zmuszając się do uśmiechu. – Żegnajcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 506
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Pon Gru 25, 2017 2:34 pm


     Nie chciałam go obudzić, ale kiedy się obudziłam i zabrałam rękę niemal od razu się ocknął, jakby tylko na to czekał.
     - Przepraszam, nie chciałam cię obudzić - odezwałam się spoglądając na zaspanego mężczyznę. Nadal czułam na sobie dotyk jego ramion, kiedy tak uparcie trwał przy tym, że mnie nie zostawi. Nie spodziewałam się tego, ani tego, jak miłe to dla mnie było. Nigdy się tak nie czułam, jak w tamtym momencie, kiedy Vicar mnie obejmował otoczony przez wrogie demony i z nożem przy gardle.
     - Już mówiłem jak powinnaś mnie budzić - uśmiechnął się i przyłożył palec do ust. Doskonale wiedziałam, o co mu chodziło, ale tym razem jego żart na mnie nie wpłynął w żaden sposób. Myślałam o czymś zupełnie innym.
     - Vicar... - odezwałam się stanowczo, ale łagodnie. - Nie zostawiłeś mnie... - uśmiechnęłam się, nie odwracając od niego wzroku. - Dziękuję. - Vicar wyglądał jakby na chwilę się speszył. Spuścił wzrok, ale szybko go podniósł, zapewne nie chcąc abym to widziała.
     - Dlaczego chciałaś się poświęcić? Zabiliby cię... - usiadł na łóżku i położył swoją dłoń na mojej. - Chciałaś to zrobić dla mnie? – Nie chciałam, żeby tak od razu ciągnął mnie za język. Nie czułam się z tym komfortowo, nie umiałam kłamać.
     - Zanim by mnie zabili zrobiliby coś innego... - odpowiedziałam odwracając wzrok i przygryzając wargę. Oboje wiedzieliśmy o co im chodziło i teraz, jak o tym myślałam, aż sama nie wierzyłam w swoją własną odwagę. Naprawdę byłam na to gotowa? - Zdążylibyście po mnie wrócić zanim by skończyli... - dodałam ciszej.
     - Chciałaś się im oddać w zamian za moje bezpieczeństwo? - przysunął się bliżej, sprawiając że poczułam się trochę tak, jakby ktoś mnie zamknął w pomieszczeniu z ograniczonym dopływem tlenu. Zrobiło mi się ciepło, chociaż nawet mnie nie dotknął. – Dlaczego, Naya? - mówił bardzo delikatnym tonem, a jego słowa brzmiały prawie jak szept. Chociaż to przypominały, przebiły się przez moje ciało do wnętrza i wywołały dreszcze. Zaczerwieniłam się. Dlaczego musiał zadawać takie pytania?
     - Powiedziałeś, że potrzebujesz pewności, że jestem częścią waszej drużyny.
     - Naya... - uśmiechnął się. - Nie jesteś zbyt dobrą kłamczuchą. Powiedz prawdę albo dokończę to co zacząłem wcześniej – wiedziałam, że miał na myśli sytuację z komnaty. Na samo wspomnienie poczułam jak serce mi zaczyna walić i trochę się zaniepokoiłam. W tamtej chwili przestał, ale czy by tym razem to tak samo zadziałało?
     - Nie mam zamiaru mówić niczego innego - powiedziałam stanowczo mrużąc oczy. Nie spodziewałam się, że mój głos będzie tak pewny.
     - Nie sądziłem, że aż tak bardzo ci się podobało,  ale skoro chcesz to kontynuować... - pocałował mój policzek i polizał płatek ucha. Błyskawicznie się od niego odsunęłam, ale nie mogłam za bardzo, jeśli nie chciałam spaść z łóżka.
     - Vicar! Przestań! - podniosłam głos bardziej niż dotychczas.
     - Odmówisz samemu księciu? - szepnął mi do ucha, ale nie odsunął się. To był cios poniżej pasa. Już wzięłam oddech, żeby coś odpowiedzieć, ale jego słowa zbiły mnie z tropu. Zamilkłam i spuściłam wzrok. Miał rację. Nie mogłam odmówić księciu, to byłaby zdrada.
     - Urocza jesteś. - Odsunął się i pogłaskał po głowie. Poczułam ulgę i odetchnęłam. - Wystarczyło powiedzieć, że ci na mnie zależy głuptasie. - Zaczął czochrać moje włosy, a ja zaczerwieniłam się jeszcze bardziej.
     - Coś mnie ominęło? - zapytałam, chcąc zmienić temat.
     - Poza moimi pocałunkami gdy spałaś? – zaczął się nad czymś zastanawiać. - Raczej nic.
     - P…pocałunkami? - pisnęłam przerażona.
     - Martwiłem się, bo nie mogłem cię obudzić, więc przypomniała mi się pewna baśń, gdzie książę zdjął zły czar z księżniczki poprzez pocałunek. Całowałem cię namiętnie przez godzinę i dzięki temu wstałaś - policzki trzęsły mu się ze śmiechu, kiedy opowiadał te historię. Moje z kolei robiły się coraz bardziej czerwone dopóki nie zauważyłam, że Vicar się śmieje.
     - Vicar! Nie nabijaj się tak ze mnie!
     - Cieszę się, że nic ci się nie stało. - Uśmiechnął się ciepło. - Martwiłem się. – Tym razem nie wyglądał, jakby żartował. - Zrobiło się już ciemno. - Spojrzał za okno. - Kryj mnie przed Nerią, dobrze? Jeśli dowie się, że coś ci się stało to szczerze wolałbym wrócić do podziemi. - Zaśmiał się.
     - No to musisz uważać. - Uśmiechnęłam się trochę złośliwie. - Mam na ciebie haka...
     - Grożenie rodzinie  królewskiej... ktoś tu ma niezły tupet...
     - I kto to mówi?
     - Przystojny i miłosierny książę? - Ukłonił się. Atmosfera pomiędzy nami zdecydowanie się rozluźniła i taką wolałam.
     - I skromny najwidoczniej...
     - Nie uważasz, że jestem przystojny i pełen miłosierdzia? - Uniósł brwi do góry.
     - Przystojny może i jesteś... ale pełen miłosierdzia?
      - A nie? Pociągasz mnie tak bardzo, że już dawno powinienem zaciągnąć cię do łóżka, a cały czas się powstrzymuje. Sądzę, że jestem bardzo miłosierny. - Puścił mi oko. - Idziemy moja piękna księżniczko?
- Nazwałabym to raczej ludzkim opanowaniem. Jasne. - Czerwone policzki zasłoniłam włosami i wstałam, podążając za nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 422
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Pon Gru 25, 2017 3:31 pm


       Byłam wściekło i zmartwiona równocześnie. Na zewnątrz zrobiło się już całkiem ciemno, a po Vicarze i Nayi nie było nawet śladu. Informacje, które dostała utrzymywały mnie w niepokoju jeszcze bardziej. Śmierć króla i koronacja młodszego księcia. Wolałam nawet nie myśleć, co zrobi Vicar jeśli się o tym dowie. Nie był gotowy na usłyszenie takich wieści tym bardziej, że to właśnie przez brata on…
       - Jesteśmy! – blondyn wpadł do pomieszczenia jak gdyby nigdy nic. Zbyt dobrze go znałam, żeby nie wiedzieć o jego zagrywkach. Uśmiechem próbował ukryć wiele rzeczy, ale przede mną nie będzie w stanie mieć żadnych tajemnic.
       - Co znowu zrobiłeś? – skrzyżowałam ramiona i spojrzałam na niego spod oka.
       - „Znowu”, przestań robić ze mnie mąciwodę. – obruszył się. – Zwłaszcza przy mojej księżniczce. – objął Naye ramieniem i przyciągnął do siebie.
       - On niczego nie zrobił – dziewczyna odezwała się, wyplątując z jego uścisku. - Jeśli nie liczyć uratowania mojego tyłka przed grupą pijanych gości gospody. Najwidoczniej kelnerki im się znudziły... – przymrużyłam oczy. Ich zachowanie wyglądało na normalne, a to sprawiało, że jeszcze bardziej podejrzliwa byłam. Dlaczego Naya go usprawiedliwiała?
       - Czyli to przez gości z baru masz ranę na szyi? – nie ustępowałam. Vicar może był denerwujący i głupi, ale bardzo sprawny. Nie potrafiłam uwierzyć, że jakiś pijaczyna byłby w stanie go chociażby drasnąć, a ta rana wyglądała na precyzyjną.
       - Zero zaufania… - prychnął, a mój wzrok zjechał na jego biodra. Szczerze to nie byłam zdziwiona brakiem pewnej rzeczy.
       - Czyli swój królewski sztylet zostawiłeś w barze jako zadość uczynienia za bójkę? – Vicar uniósł brwi do góry, a następnie spojrzał na Naye w poszukiwaniu pomocy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 506
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Pon Gru 25, 2017 3:41 pm


     Neria była cholernie inteligentna, ale musiałam chociaż spróbować jakoś nas z tego wyplątać. Musiałam znaleźć kłamstwo, które mogło zbić ją z tropu, ale jakie było odpowiednie? Musiało zahaczać o rzeczywiste zachowanie każdego z nas.
     - To akurat moja wina… - odpowiedziałam spuszczając wzrok. – Vicar próbował mnie pocałować i kiedy się nachylił zareagowałam instynktownie – to nie było kłamstwo, a przynajmniej część nim nie była, a rumieniec, który pojawił się na mojej twarzy też był prawdziwy, bo mówienie o tym mnie peszyło. Przypominałam sobie o tej sytuacji w jego komnatach. – Wyciągnęłam sztylet z jego pasa i przystawiłam mu do gardła zbyt blisko – spuściłam wzrok. – Grupa pijanych mężczyzn to zauważyła i go ode mnie odciągnęła, co zbiło moją czujność. Zobaczyli to i chcieli mnie wykorzystać, co zmusiło mnie do użycia magii. Tylko tak umiem się bronić. Wypuściłam sztylet, który tamci wzięli, a kiedy chcieli pozbyć się Vicara użyłam mocniejszego zaklęcia, które ich odrzuciło. Vicar mnie złapał i uciekliśmy, ale nie zabrał ze sobą broni… - naiwność do mnie pasowała i używanie magii w przypadku braku poczucia bezpieczeństwa także. Mogłam tylko mieć nadzieję, że Neria to łyknie. – Przepraszam. Wiem, że miałam nie używać magii, ale to był odruch…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 422
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Pon Gru 25, 2017 8:18 pm


        Oparłam dłoń na biodrze słuchając historię Nayi. Wystarczyło spojrzeć na Vicara i od razu było widać, że błaga o wybaczenie. Co za idiota… jeśli prosi dziewczynę o krycie go to mógł chociaż powiedzieć jej wszystkie szczegóły. Nie miałam nawet pojęcia czy ona wiem kim jest Vicar i co dla niego znaczył ten sztylet. Nie istniała możliwość, żeby nie wrócił po najdroższą pamiątkę po ojcu.
        - Poddaje się. – uniósł dłonie do góry, a Naya spojrzała na niego zdziwiona. – Księżniczko jak masz w zanadrzu jakiś portal to teraz jest odpowiednia chwilą aby go użyć.
        - Vicar… - rzuciłam groźnie, a on spojrzał na mnie psimi oczkami. Oj nie tym razem…. – Zapytam po raz ostatni. Gdzie byliście i co zrobiliście. – mój wzrok musiał mrozić krew w żyłach, bo chłopak zrobił krok do tyłu.
        - Zakradłem się do zamku, spotkałem przyjaciela, który stał się demonem, uśpiliśmy strażników, wbiłem sztylet w drzwi, żeby mój brat wiedział, że nadchodzę, wróciliśmy do podziemi, zostałem zaatakowany przez demony, które okazały się przyjaciółmi, wróciliśmy do innego hostelu, żebyś się o niczym nie dowiedziała. Naya uciekamy. – mówił wszystko bardzo szybko i cofał się z każdym słowem w stronę drzwi, aż w końcu złapał dziewczynę za rękę i wybiegł z nią z pokoju.
        - Vicar! – ruszyłam za nim, ale ciężko było mi ich dogonić, co poskutkowało tym, że ich zgubiłam. Idiota! Jak mógł zrobić coś takiego!


Ostatnio zmieniony przez Rencia dnia Pon Gru 25, 2017 9:21 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 506
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Pon Gru 25, 2017 8:43 pm


     Było mi go aż szkoda. Jednocześnie, kiedy patrzyłam jak się cofał przed wzrokiem Nerii i wyglądał jak dziecko, które właśnie było karcone przez matkę, miałam ochotę parsknąć śmiechem. Na mnie Neria nie zrobiła takiego wrażenia. O wiele bardziej niepokoił mnie Nasar i to, co teraz zrobi. Wrócił do klasztoru, więc pewnie kapłani już wiedzieli, że znalazłam kompanów, a co więcej, teraz wiedzieli także, gdzie nas szukać. Używając magii, po raz kolejny ich na siebie ściągnęłam. Z drugiej strony, skoro już i tak wiedzieli, gdzie byłam, teraz już nie musiałam się powstrzymywać. Chociaż czy na pewno? Czy wyczuli nas pod barierą? Nie miałam pojęcia, a problem w tym, że zanim cokolwiek zrobiłam, Vicar złapał mnie za rękę i wyciągnął z gospody. Nie miałam czasu na wyrwanie mu się z uścisku, dopóki się nie zatrzymaliśmy.
     - Przecież i tak do nich wrócimy – odpowiedziałam, nachylając się. Oparłam ręce nad kolanami i spojrzałam w ziemię, próbując uspokoić oddech. – Jaki był sens w tej ucieczce? – zapytałam nadal nie podnosząc na niego wzroku. Dopiero co się obudziłam po całkowitym wyczerpaniu, a on mi kazał biec prze miasto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 422
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Pon Gru 25, 2017 10:30 pm



          Dość szybko udało mi się zgubić Nerie, ale wiedziałem, że zostanie w okolicy nie będzie najmądrzejszym wyjściem. Pociągnąłem więc Naye na drugą stronę miasta i dopiero tam się zatrzymaliśmy. Dla mnie taki wysiłek nie był niczym szczególnym, ale patrząc na dziewczynę zacząłem się zastanawiać, czy aby nie przesadziłem.
          - Wrócić i dostać po głowie? Nie dziękuje. – uśmiechnąłem się. – Bardziej pasuje mi randka z tobą niż reprymenda.
          - I tak oberwiesz... Chyba, że masz zamiar teraz przed nimi uciekać. – stanąłem przed dziewczyną i skrzyżowałem ramiona.
          - Chyba zapomniałaś o drobnym szczególe. Byłaś tam razem ze mną. – uśmiechnąłem się złośliwie sugerując, że nie tylko mnie czeka manto. Jeśli Naya jest na tyle naiwna myśląc, że się jej upiecze to bardzo szybko zmieni zdanie, kiedy wróci na noc do hostelu.
          - Myślisz, że w klasztorze nie było kar za łamanie zasad? - zapytała, spoglądając mu w oczy.
          - Musiałaś być bardzo grzeczną dziewczyną, skoro jeszcze żyjesz. – w końcu, kiedy tylko zakradła się do zakazanej części biblioteki, łamiąc w ten sposób zasady, od razu wysłali za nią magów, żeby skrócić ją o głowę.
          - Naprawdę uważasz, że byłam grzeczną dziewczynką? - uśmiechnęła się.
          - Nie wydajesz się niegrzeczna… - palcem wskazującym podniosłem jej podbródek. – A może się mylę?
          - Myślisz, że człowiek dorastając nie może się zmienić? – prychnąłem na te słowa. Byłem żywym przykładem całkowitej przemiany. W końcu chodzę po stolicy trzy lata po swojej „śmierci” i nikt mnie nie rozpoznaję.
          - Nigdy nie jest łatwo porzucić swoje stare życie… - zacisnąłem dłonie w pięści. – Wiem coś o tym… - spuściłem wzrok.
          - A jakie życie prowadziłeś? – miałem ochotę się roześmiać słysząc to pytanie.
          - Prawdziwego księcia z bajki. Ratowałem księżniczki przed demonami, a potem zabierałem je na randki. – uśmiechnąłem się znacząco.
          - Myślę, że chyba nie mam ochoty na żadną randkę...
          - Wolisz od razu przejść do sedna widzę. - zacząłem udawać, że się rozglądam. - Zaraz znajdę nam uroczy pokoik.
          - Musimy wracać
          - Nie. - odpowiedziałem stanowczo.
          - No to możesz sobie tu zostać, ja wracam. – dlaczego tak bardzo zależało jej na tym, żeby wrócić? Czy przebywanie w moim towarzystwie było dla niej karą, albo czymś nieprzyjemnym? A może chodziło tu o coś więcej?
          - A rób sobie co chcesz. – rzuciłem i udałem się w stronę baru, gdzie na pewno zagwarantuje sobie rozrywkę na całą noc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 506
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Pon Gru 25, 2017 11:40 pm


     Nie miałam pojęcia, dlaczego palnęłam coś takiego. Jasne, łamałam zasady w klasztorze, ale nigdy w takim stopniu, żeby mnie za to karali. Podejrzewam, że miały na to wpływ moje zdolności i to, że byłam pojętną uczennicą. Nasar był najlepszym z nas, z największym potencjałem, ale mój też był n wysokim poziomie, przynajmniej według nich. Moją ciekawość uważali nawet za atut, dopóki nie włamałam się do zakazanej części biblioteki.
     Stałam jak wryta, kiedy Vicar zdecydował się pójść w przeciwną stronę. Spojrzałam w tę, z której teoretycznie przyszliśmy i poczułam się przytłoczona. Chciałam to zignorować i wrócić do gospody, ale pojawił się pewien problem. Musiałam zawalczyć o jego rozwiązanie, niestety wbrew temu, czego w danej chwili chciałam. Musiałam iść za Vicarem, ale zachowałam dystans. Mężczyzna wyglądał na urażonego i ani razu nie odwrócił się za siebie dopóki nie dotarliśmy do baru.
     - To nie miejsce dla grzecznych dziewczynek, zmykaj do hostelu - rzucił obojętnie.
     - Pewnie, tylko jest pewien problem… - odezwałam się, pokazując dwoma palcami przerwę. – Nie mam pojęcia, w którą to stronę. - Westchnął zrezygnowany. - Ten bar połączony jest z hostelem. Załatwię ci pokój, a rano odprowadzę. - Pomachał z niedowierzaniem, że chciała wrócić sama, a nawet nie pamiętała drogi. W odpowiedzi tylko kiwnęłam głową, przygryzając wargę. Zdusiłam w sobie chęć zadawania pytań i po prostu podążyłam za nim. Wolałam nie myśleć o tym, jak on spędzi tę noc. Wiedziałam jak i przerażało mnie to, że tak bardzo mnie to wkurwiało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   

Powrót do góry Go down
 
Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: