IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Raika

avatar

Liczba postów : 516
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Sro Sty 17, 2018 6:10 pm


     Nie wierzyłam w to, że Vicar naprawdę mi zaproponował coś takiego. Przecież doskonale widział, jak bardzo mnie krępowały takie tematy, nawet tylko wspominane. A co dopiero jeśli miałam z nimi faktycznie styczność. Miałam wrażenie, że jemu bardzo wielką przyjemność sprawiało wywoływanie we mnie stanu podobnego do dyskomfortu, chociaż tak do końca to dyskomfortem to nie było. Dopóki nie poczułam jak mnie objął, cały mokry i… nagi. Poczułam jak serce mi dosłownie staje, a oddech przyspiesza. Co gorsza przez to jak mnie obejmował na pewno czuł jak szybko moja klatka piersiowa się unosiła przez jego zachowanie. Boże, jak on na mnie działał… To, jakie reakcje we mnie wywoływał nigdy mi się nawet nie śniło. Jakim cudem zwykły dotyk potrafiła tak bardzo, dosłownie, zawrócić w głowie? Kręciło mi się w niej przez niego.
     - Jesteś zimny! – pisnęłam, argumentując tym to jak zdjęłam z siebie jego ręce i odskoczyłam. Nie chciałam,  żeby odebrał to jako obrzydzenie. Nadal się nie odwracałam w jego kierunku. – Nie rób tak! – dodałam nadal podniesionym głosem.
     - Naya przytul mnie, zimno mi.
     - Nie - odpowiedziałam niemal natychmiast.
     - Apsik. Zamarzam.
     - Nie zrobię tego! – czułam jak moje policzki płonęły.
     - Pocałuje cię w nagrodę. - zaśmiał się.
     - Nie, dziękuję! – Jego to bawiło, a ja się czułam jednocześnie skrępowana i dobrze. Nie wiedziałam, co wolałam, dlatego trochę z ulgą przyjęłam moment, kiedy usłyszałam, że wkładał spodnie.
     - I tak to zrobię. Nie uciekniesz mi – dodał, a ja się odwróciłam w jego kierunku. Za wcześnie. Nadal nie miał na sobie bluzki, a było na co popatrzeć. Wyglądał zbyt świetnie… Nic dziwnego, że kobiety mu się nie opierały.
     - Pocałujesz w nagrodę, na którą nie zasłużyłam? – zapytałam spokojnie, chociaż pot spływał mi po czole. Za gorąco…
     -Lubię rozpieszczać swoją księżniczkę – nie miałam pojęcia, co na to odpowiedzieć, a nie chcąc pokazać mu kolejnych rumieńców odwróciłam się z powrotem tyłem do niego.
     - Gdzie mamy zamiar się teraz zatrzymać? - Podszedł do mnie na tyle cicho, że go nie usłyszałam dopóki nie było za późno. Jedną ręką objął mnie w tali przysuwając do siebie, a drugą złapał za podbródek, przyciągając blisko warg. A blisko. Czułam jego oddech na swoich wargach, a on na pewno czuł mój. Po raz kolejny poczułam jak mnie coś paraliżuje i nie mogłam zrobić niczego, oprócz wpatrywania się w jego oczy, coraz szybciej i płycej oddychając. - Ostrzegałem, że nie dam ci uciec... – szepnął, a ja nie wiedziałam, co powinnam zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 432
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Czw Sty 18, 2018 7:23 pm



        Panowanie nad sobą było coraz trudniejsze. Serce waliło mi jak oszalałe, kiedy widziałem jak na mnie patrzy i przez to moje myśli stawały się coraz bardziej niepokojące. Nie potrafiłem już dłużej powstrzymać swojego pragnienia dotknięcia jej, więc zakradłem się po cichu i delikatnie zniewoliłem. Miałem cholerną ochotę złapać trochę wyżej niż talia, bo biust Nayi kusił mnie już od dłuższego czasu.
        Wargi łaskotały od ciepłego oddechu księżniczki, a jej wielkie ciemnozielone oczy wpatrywały się w moje. Nie widziałem w nich niechęci czy strachu, ale czy były w nich chęć i porządnie? Ciężko powiedzieć.
        Zacząłem od powolnych i delikatnych pocałunków, które przerodziły się w czystą namiętność. Odwróciłem Naye przodem do siebie i przycisnąłem tak mocno, że idealnie poczułem jak jej biust ugniata się na moim nagim torsie. Ciało księżniczki niesamowicie reagowało na mój dotyk. Sutki miała twarde, a oddech przyśpieszony. Nie raz usłyszałem jak cichutko pomrukiwała i zacząłem zastanawiać się czy na dole jej krocze jest już całe przemoczone. Kurwa…  
        Osunąłem się od Nayi głośno dysząc tak samo jak ona. Musiałem niestety przerwać, bo poczułem wzrastające napięcie w kroczu i bałem się, że niedługo nie byłoby odwrotu. Chwilę trwało zanim złapałem oddech
        - Rozgrzałaś mnie. – uśmiechnąłem się niewinnie. - Grzeczna dziewczynka. – księżniczka zaczęła drżeć, a jej policzki zrobiły się czerwone. Otworzyła usta jakby chciała coś powiedzieć, ale po chwili zamknęła je tak samo jak oczy. Odepchnęła mnie dość mocno równocześnie spuszczając głowę w dół. Cisza... Odsunęła się dwa kroki nadal mając zamknięte oczy.
        - Idiota! – krzyknęła, na co szeroko się uśmiechnąłem.
        - „Twój” idiota. – specjalnie zaakcentowałem pierwsze słowo. Moje serce zaczynało powoli należeć do niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 516
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Czw Sty 18, 2018 9:21 pm


     Ten pocałunek był do przewidzenia, ale kiedy nastąpił wydawał się być niespodziewany. Był inny. Był namiętny, ale mnie nie krępował. Podobał mi się, cholernie, chociaż daleko mu było do delikatności, jaką do tej pory czułam przy pocałunkach od Vicara. Tutaj było coś więcej… Było pożądanie, odpowiadające temu, które ja sama czułam teraz względem tego mężczyzny. Nawet nie wiem, kiedy moje milczenie przerodziło się w mruknięcie wywołane intensywnością tego zbliżenia. Chciałam więcej. Przerażało mnie to, że chciałam więcej. Na szczęście Vicar przerwał to zanim się ujawniłam. Nawet nie wiem czy odwzajemniłam ten pocałunek. Zbyt mocno przeżywałam jego skutki, obserwując jak mężczyzna widocznie stara się ochłonąć. Ja sama z resztą też.
     - Idiota! – krzyknęłam, czerwieniąc się i odwracając do niego tyłem. Dosłownie w ostatniej chwili. To, co powiedział… To jedno słowo sprawiło, że najpierw serce mi stanęło, a potem zaczęło uderzać jak szalone. Spojrzałam na niego wielkimi oczami w milczeniu, walcząc z chęcią rzucenia mu się w ramiona i pocałowania go. Nie. Musiałam ochłonąć.
     - Nie będziesz podglądał? – zapytałam, spoglądając na niego kątem oka.
     - Poczekam, aż sama będziesz gotowa mi się pokazać. – uśmiechnął się czarująca, a ja myślałam, że zaraz spłonę. Spuściłam wzrok i szybkim krokiem udałam się w stronę wody. Rozejrzałam się dookoła i niepewnie zrzuciłam ubrania, po każdym z nich rozglądając się czy nikogo nie było. Kiedy tylko stanęłam nago od razu weszłam do wody i odetchnęłam z ulgą, bo jej chłód ostudził i mnie. Odetchnęłam  ulgą starając się o niczym nie myśleć. Niestety myślałam o wszystkim i na pewno zasiedziałam się. Miałam tyle obrazów w głowie, że nie byłam w stanie się ich pozbyć, chociaż próbowałam. Dopiero krzyk Vicara mi zwrócił na to uwagę.
     - Coś długo ci schodzi, może chcesz abym ci pomógł!?
     - NIE! – odpowiedziałam niemal od razu i panicznie wychodząc z wody zakładałam na siebie ubrania, nie bacząc na to, że nadal byłam mokra. Dobrze, że miałam dość luźną sukienkę i trochę za dużą. W życiu tak szybko się nie ubrałam. Wróciłam do miejsca, w którym siedział mężczyzna i zajęłam miejsce w bezpiecznej odległości od niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 432
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Sob Sty 20, 2018 6:49 pm



       Głód i pragnienie zawały o sobie znać i czułem jak zmęczenie ogarnia moje ciało. Niestety nie mogłem sobie pozwolić na odpoczynek, bo miałem piękną księżniczkę do upilnowania. Najchętniej poszedł bym poszukać czegoś do zjedzenia, ale to nie byłoby najmądrzejsze posunięcie. Znajdowaliśmy się na obcym mi terenie i nie wiedziałem czego mogłem się spodziewać i czy cokolwiek bym znalazł w tych ciemnościach. Pozostało więc przemęczyć się do rana i wtedy skupić się na poszukiwaniu jedzenia.
       Pozbierałem suche gałęzie leżące w okolicy, aby móc rozpalić ognisko, nie wiedziałem tylko, czy wilgoć powietrza mi na to pozwoli. Rozejrzałem się dookoła i znalazłem wgłębienie w skale kilkadziesiąt metrów od wody. Może nie było to perfekcyjne miejsce, ale na pewno jedno z najbezpieczniejszych.
       Przez cały czas musiałem walczyć z chęcią odwrócenia się. Naya może nie miała wysportowanego ciała jak Neria, ale na pewno było na co popatrzeć i za co złapać. Potrząsnąłem głową, aby oddalić od siebie te myśli. Skup się na rozpalaniu ogniska do jasnej cholery. Księżniczka długo nie wychodziła z wody, ale kiedy już to zrobiła to nie mogłem powstrzymać uśmiechu, kiedy w pośpiechu wkładała na mokre ciało ubrania. Obiecałem, że nie będę jej podglądać i miałem zamiar dotrzymać słowa, choć było to cholernie trudne, żeby właśnie teraz nie obejrzeć się za siebie.
        - Mogłaś się wytrzeć moją koszulą i tak nie będzie już z niej pożytku. - wskazałem palcem na materiał leżący niedaleko jeziora. - Teraz nie będę mógł się skupić na rozpalaniu ogniska. - Naya mogła nie zdawać sobie z tego sprawy, ale wkładając sukienkę na mokre ciało, powodowało dość podniecający efekt, kiedy prawie całkowicie przyklejał się do skóry.
       - Będziesz mógł - odpowiedziała, podwijając nogi i przyciskając je do klatki piersiowej, aby ukryć biust, który jeszcze przed chwilą mogłem podziwiać w całej okazałości.
       - Oh Naya - wetchnąłem głośno próbując nie patrzeć na jej zgrabny tyłek, który odsłoniła siadając w ten sposób. - Nawet nie wiesz jak bardzo... – kiedy tylko usiadła cała sukienka naciągnęła się i oblepiła jej sylwetkę. Odwróciłem szybko wzrok. Vicar opanuj się.
       - Rozpal to ognisko - zwróciła mi uwagę.
       - Tylko Neria może mi rozkazywać, ale dla ciebie zrobię wyjątek. - puściłem jej oko i wróciłem do swojego zadania nieudolnie próbując wyrzucić nieprzyzwoite myśli z głowy.
       - Ja nie rozkazuję - spuściła wzrok. - Zimno mi... - dodała ciszej. Widok trzęsącej się dziewczyny sprawił, że „podwinąłem rękawy” i wziąłem się do pracy. Rozpalenie ognia w wilgotnej przestrzeni nie należało do najłatwiejszych. Na szczęście jaskinia przysłoniła nas przed wiatrem i nie musiałem walczyć z dwoma żywiołami.
       - Udało się. - przetarłem ręka czoło, kiedy ogień w końcu zaczął szaleć dając nam przyjemne ciepło. Spojrzałem na Naye, która nie wyglądała najlepiej. Zbyt długo siedziała w wodzie i zbytnio obchodziła swoja ciało. - Chodź. - wysunąłem ramie w jej kierunku, żeby mogła się o nie oprzeć i bardziej rozgrzać. Dziewczyna spojrzała na mnie niepewnie, wahała się czy powinna to zrobić czy nie. W końcu byłem „mężczyzną”,  a ona nie ufała przeciwnej płci.
       Przygryzła wargę, spuszczając wzrok w dół. Kilka razy kierowała go na mnie i z powrotem na ziemię, dopóki niepewnie się do mnie nie przysunęła. Objąłem ją delikatnie ramieniem i zacząłem się uśmiechać sam do siebie jak idiota. Poczułem w sercu ogromną radość i ciężko było mi nie okazywać jej na każdym kroku. Zaufała mi i zaczęła czuć się przy mnie bezpiecznie, czego nie potrafiłem inaczej określi niż „otwarcie furtki”. - Cieplej? – rzuciłem, bo nie miałem pojęcia co mógłbym teraz powiedzieć. Dziewczyna kiwnęła głową, obejmując się bardziej ramionami i kuląc.
       - Dzięki. – odpowiedziała.
       - Nie masz zamiaru o nic pytać? - powiedziałem po chwili. - Odnośnie tego co się stało rano... - wzrokiem śledziłem falujące płomienie. Sam nie wiem dlaczego poruszyłem ten temat, bo przecież wcześniej byłem wdzięczny, że ona tego nie zrobiła. Może po prostu poczułem potrzebę, żeby o tym porozmawiać?
       - Nie wiedziałam czy powinnam... - odpowiedziała niepewnie zerkając w moją stronę. - Co się wtedy stało?
       - Moja moc wymknęła się spod kontroli. Nie pamiętam praktycznie niczego poza tym, że udało mi się odzyskać panowanie nad sobą, kiedy znalazłaś się w niebezpieczeństwie. – wielka czarna dziura czasowa. Sam nawet nie wiedziałem jak udało mi się odzyskać kontrolę.
       - Mówiłeś... - przełknęła ślinę. - Przedstawiłeś się jako król demonów... Co to znaczy?
       - Co?! - natychmiast odskoczyłem zszokowany. - Jaki znowu król?! - zapytałem drżącym głosem.
       - Ja... nie wiem... Tak powiedziałeś... Jaką ty masz moc? - schowałem głowę w kolanach ciężko i głęboko oddychając, żeby się uspokoić. Nic nie mówiłem, bo myślałem że zaraz oszaleje. Neria... Co ty przede mną ukrywasz? Co ty ze mnie zrobiłaś?
       - Vicar? - Naya podsunęła się ostrożnie do mnie i położyła rękę na ramieniu, zaciskając palce. Nie wiedziała, co powiedzieć, więc po prostu milczała, trzymając dłoń cały czas w tym samym miejscu. Prawdopodobnie chciała dodać mi otuchy, ale nie potrafiłem tego w tym momencie docenić. Zostałem opętany! Kurwa! Naprawdę zacząłem się zastanawiać czy śmierć w tamtym momencie nie była lepsza niż to, co mogło się ze mną stać w najbliżej przyszłości.
Powoli podniosłem głowę do góry, ale nie potrafiłem spojrzeć Nayi w oczy, bo było mi wstyd za takie zachowanie.
       - Przepraszam. - rzuciłem wkładając dłoń we włosy. - Zachowałem się żałośnie... - starałem się mówić pewnym siebie głosem, ale nie byłem w stanie, bo moje ciało nadal drżało z przerażenie. Opętany przez demona... króla...
       - Vicar. Nie do końca wiem, co wy wszyscy ukrywacie. Wiem tyle co widziałam, a widziałam jak pewien wojownik pokonuje kontrolę demona. Mogłeś się mu oddać całkowicie, ale tego nie zrobiłeś i jak dla mnie to jest ważniejsze od tego, że... - przełknęła ślinę. - ... opętał cię demon. – chciałem wierzyć jej słowa. Potrzebowałem tego, potrzebowałem jakiejkolwiek nadziei na to, że następnym razem używając tej mocy nie zniknę.
       - Nie boisz się, że mogę Cię skrzywdzić? - zapytałem wpatrując się w iskry spadające na ziemię. - Jestem niebezpieczny. – dodałem smutno. Cała wcześniejsza radość całkowicie wygasła, bo zdałem sobie sprawę z tego, że sprzedając duszę już nigdy nie będę szczęśliwy. Neria ostrzegała mnie, że nie powinienem się wiązać z żadną kobietą, że zakochanie się przyniesie jedynie cierpienie.
       - Byłeś opętany i mnie nie skrzywdziłeś, nie pozwoliłeś na to. Dlaczego w takim razie miałabym się ciebie bać? – Naya była nieugięta i pewna tego co mówi.
       - Ponieważ pewnego razu mogę już nie wrócić - wyprostowałem się i tym razem patrzyłem jej prosto w oczy. - Mogę całkowicie zniknąć.
       - Nie boję się o to. Ty sam sobie na to nie pozwolisz. - otworzyłem usta, ale szybko je zamknąłem. Chciałem powiedzieć jej cała prawdę, ale bałem się, że wtedy odsunie się ode mnie, a tego koniecznie chciałem uniknąć nawet jeśli to by oznaczało okłamywanie jej.
       - Dziękuję. - uśmiechnąłem się ciepło. - Jesteś dziewczyną, której mógłbym oddać całe swoje serce. –Naya gwałtownie podniosła głowę, zarumieniła się i szybko spuściła wzrok na ziemię. – Dobranoc. - dodałem kładąc się dalej od ognia, aby księżniczka mogła dłużej leżeć przy ciepłe. Odwróciłem się na bok plecami do dziewczyny, bo bałem się że mój wzrok mógłby zdradzić zbyt wiele.
       - Dobranoc – odpowiedziała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 516
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Pon Sty 22, 2018 7:56 pm


     Słowa Vicara odbijały się jak echo w mojej głowie. Cały czas słyszałam „Twój idiota” i „Jesteś dziewczyną, której mógłbym oddać całe swoje serce”, jakby wciąż to powtarzał, siedząc tuż obok mnie, chociaż milczał. Co chwila niekontrolowanie zerkałam w jego stronę i dopiero robiąc to się na tym przyłapywałam. Czułam się… świetnie. Uśmiech nie schodził z mojej twarzy, a wydarzenia sprzed kilku godzin zaczynały zanikać w tym, co mnie teraz zadowalało.
     Po upływie jakiegoś czasu, kiedy zrobiło mi się ciepło, a sukienka przestała przylepiać do ciała, podniosłam się i ostrożnie zbliżyłam do Vicara. Leżał, miał zamknięte oczy i równomiernie oddychał. Zdawało się, że spał, ale dla pewności wpatrywałam się tak w niego przez kilka minut, sprawdzając czy jakoś zareaguje czy nie. Niczego nie zrobił, więc nieśmiały uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Gdyby nie spał nie zrobiłabym tego, co mi chodziło po głowie, a skoro spał to mogłam na spokojnie i niezauważenie ułożyć się tuż obok niego, dotykając jego pleców swoimi. Zrobiło mi się cieplej, a przyjemnie dreszcze szybko ukołysały mnie do snu.
     Kiedy się obudziłam wcale nie leżałam tyłem do pleców Vicara. Leżałam objęta czyimiś rękami, a plecami do torsu mężczyzny, którym okazał się nie kto inny jak mój towarzysz. W pierwszej chwili chciałam się szybko wydostać z jego uścisku, ale jeśli bym się poruszyła choć trochę, od razu by się obudził. Na pewno nauczył się czujnego snu. Nie musiałam tego robić, ani czekać długo. Sam się ocknął i pierwsze co zrobił to się podniósł do siadu. Kiedy na niego spojrzałam miał rumieńce na twarzy, co przekonało mnie, że i on był zawstydzony. Mnie, ku własnemu zaskoczeniu, cieszyło to, że tak spaliśmy.
     - Hej… - odezwałam się spokojnie.
     - Naya... - odpowiedział również spokojnie.
     - Dobrze ci się spało? – zapytałam z uśmiechem, nie mogąc się powstrzymać. Specjalnie go zaczepiałam. Teraz ja mogłam się trochę z niego ponabijać.
     - Bardzo, zwłaszcza od momentu, kiedy mnie przytuliłaś - odpowiedział również z uśmiechem. - Ciepło i przyjemnie – ja jedynie uniosłam wyżej kąciki warg.
     - Jakbym to ja cię przytuliła, to moje ramiona byłyby wokół twoich, a nie na odwrót – puściłam mu oczko. Oparł łokieć o kolano, a policzek na dłoni.
     - Podobało ci się? - uśmiech nie znikał z jego twarzy, a ja poczułam, że mnie pokonał. Najpierw oczy mi się powiększyły, a następnie policzki zaczerwieniły, zmuszając do spuszczenia wzroku.
     - Powinniśmy coś zjeść – odpowiedziałam szybko, uciekając od niego spojrzeniem. –
     - Powinniśmy - uśmiechał się jakby coś zauważył, ale ja wolałam wmawiać sobie, że dał się nabrać na moją ucieczkę i podniosłam się z ziemi. Spojrzałam w stronę wioski i poczułam jak serce mi staje. Kogut nie zapiał. Już od dawna było widno, ale nikt nie pielił ogródka. Dzieciaki nie krzyczały. Panowała absolutna cisza…
     - To moja wioska… - odezwałam się, przypatrując widniejącym w oddali domom. Z żadnego komina nie toczył się dym. Zmrużyłam oczy. – Tutaj jest za cicho… - dodałam i jakby rażona prądem chciałam pobiec w stronę znanego mi domku.
     - Chodźmy. – Vicar złapał mnie za rękę, żebym nie zrobiła niczego głupiego. Jego wzrok był smutny i chociaż domyślałam się, co mógł sugerować, nie chciałam w to uwierzyć. Podświadomie niestety wiedziałam i tylko dlatego zamiast puścić rękę mężczyzny, zacisnęłam swoje palce na niej i pociągnęłam nas w odpowiednim kierunku. Mijałam po drodze wszystkie domki. Mnie interesowało tylko jedno miejsce, ale gdy do niego dotarliśmy zatrzymałam się. Nie miałam odwagi wejść do domu, ale nie mogłam stąd odejść bez poznania prawdy… Żyli czy nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 432
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Wto Sty 23, 2018 7:07 pm


        Musiałem chwilę ochłonąć i uspokoić walące serce. Nadal ciężko było mi zaakceptować to co się ze mną stało. Jak wielkiego pecha musiałem mieć? Senar był w tym stanie znacznie dłużej niż ja i nigdy coś takiego mu się nie przytrafiło. Klątwa rodziny królewskiej… Żaden inny demon nie byłby godny opanowania ciała pierwszego księcia i spadkobiercy trony, oczywiście musiał to być inny król. Co za ironia…
        Zamknąłem oczy słysząc za sobą cichy oddech Nayi. Nie spała, a minęła co najmniej godzina od naszej rozmowy. Czekała na coś? Po chwili podniosła się i mimo, że niczego nie widziałem czułem jak się we mnie wpatruję. Musiałem bardzo się starać, żeby nie zdradzić swojej pozycji, ona na pewno myślała, że śpię. Nie minęła minuta, a dziewczyna przysunęła się do mnie opierając swoje plecy o moje. Cholera… była zbyt urocza, zbyt niewinna, a jej zachowanie sprawiało, że ledwo byłem w stanie się kontrolować. Pragnąłem całować i dotykać jej ciała, pragnąłem całkowicie zawładnąć jej myśli, pragnąłem jej całej…
        - Naya… - szepnąłem odwracając się do niej przodem, aby musnąć jej policzek. Postanowiłem objąć ją ramionami, ale tylko na chwilę, żebym nie myślał o niczym głupim. – Naya… - szepnąłem po raz kolejny, kiedy poczułem kuszący zapach włosów i ciała. Wziąłem jeden z kosmyków i delikatnie się nim bawiłem. Uwielbiałem dziewczyny z długimi, prostymi i jasnymi włosami.
        Zamknąłem oczy, bo chciałem pobyć z moją księżniczką w tej pozycji choć przez moment, a kiedy podniosłem powieki był już ranek. Naya wpatrywała się we mnie z uśmiechem na ustach i wtedy poczułem jak robię się czerwony. Podniosłem się do siadu i podrapałem po głowie próbując ukryć swoje zażenowanie. Idiota…
        Księżniczkę nagle opanowało zdenerwowanie, wpatrywała się w wioskę niedaleko nas, która od wczoraj wyglądała na opuszczoną. Chciałem nawet tam spędzić noc, ale obawiałem się, że może to być zbyt niebezpiecznego. Nie mogłem uwierzyć, kiedy dowiedziałem się, że owe ruiny były wioską, z której pochodzi. Zrobiło mi się żal dziewczyny, bo wiedziałem, że ona zaczyna się już domyślać co się stało. Nie pozostało mi nic innego jak złapać ją za rękę i pozwolić poprowadzić się w do opuszczonego miejsca. Zatrzymaliśmy się przed jednym z domów i nie musiałem się nawet zastanawiać, żeby wiedział do kogo należy. Naya bała się wejść do środka, a ja bałem się powiedzieć prawdę. Wioska nie miała bariery…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 516
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Sro Sty 24, 2018 4:23 pm


     Czułam się tak, jakby moje życie zależało od tych kilku chwil, które spędzę na poznaniu czy moja rodzina żyła czy nie. Miałam wrażenie, że zewsząd słyszę echo odliczającego czasu, do którego rytmu dostosowywało się moje serce. Znałam już odpowiedzi, ale wiedziałam, że jeśli wejdę tam do środka to wszystko ostanie zapieczętowane rzeczywistości. Nie byłam pewna, czy chciałam tej kropki. Wzięłam kilka głębokich oddechów i zamierzałam puścić Vicara. Nie pozwolił mi na to. Kiedy tylko wyczuł, że rozluźniam uścisk, od razu swój wzmocnił, sprawiając że spojrzałam na nasze splecione ręce i na niego, szukając odpowiedzi. Nie dał mi jej, tylko puścił, a ja pożałowałam, że w ogóle dałam mu sygnał, aby mnie puścił. Przecież tak naprawdę tego nie chciałam. Zawahałam się. Nie ruszyłam się tylko spuściłam wzrok na ziemię, przygryzając niepewnie wargę. Nie miałam pojęcia, co zrobić, ani powiedzieć. Głupio mi było przyznawać się do tego, że nie chciałam tam wchodzić sama. Na szczęście nie musiałam. Vicar, co prawda, nie odezwał się słowem, ale ruszył pierwszy w stronę drzwi wejściowych. Podążyłam za nim.
     - Mamo? – odezwałam się niemal szeptem, więc nawet jakby ktoś był w domu, nie usłyszałby mnie. Musiałam zrobić drugie podejście, pewniejsze. – Mamo! – krzyknęłam, ale odpowiedziała mi cisza. Weszłam do niewielkiego przedpokoju i rozejrzałam. Wszystkie meble były niszczone. Stół przewrócony na bok, krzesła do góry nogami… Mój dawno dom wyglądał, jakby rozegrała się w nim walka, a podarte skrawki materiału i zaschnięta na nich oraz na drewnie krew sprawiły, że chciałam cofnąć czas o kilka minut i powstrzymać samą siebie przed wejściem tutaj. Pomiędzy tymi skrawkami coś mi zaświeciło. Podeszłam tam i podniosłam z podłogi naszyjnik z wisiorkiem w kształcie naszego boga.
     - Po kryjomu wysłałam to mamie na jej trzydzieste urodziny… - poczułam jak łzy spływają mi po policzkach. Viar mnie przytulił, ale nadal się nie odzywał. Nie musiał. – Klasztor miał ich chronić… - powiedziałam cichym głosem. Cała drżałam.
     - Bariera zniknęła - odezwał się cicho. - Tak samo jak w stolicy.
     - Ja bym wystarczyła, żeby ich ochronić… Ale uciekłam.
     - Bariera w tym miejscu nie istnieje od trzech lat... – serce mi stanęło.
     - Nie, to niemożliwe… - nie chciałam w to wierzyć. – Mówili, że są bezpieczni… Mówili…
     - Przykro mi - przycisnął mnie mocniej do siebie, a ja mimowolnie mu na to pozwoliłam. - Klasztor nie chroni ludzi, tylko ich zabija... - powtórzył słowa Nerii. Niczego nie odpowiedziałam. Nie byłam w stanie. Po prostu płakałam, zaciskając w ręku naszyjnik mamy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 432
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Sro Sty 24, 2018 8:19 pm



        Naya płakała, a ja nie byłem w stanie nic dla niej zrobić. Nie wiedziałem jak mam ją pocieszyć i czy w ogóle byłem w stanie to zrobić. Przez większość swojego życia byłem dumnym i rozpieszczonym paniczem, który nie musiał martwić się takimi sprawami, więc teraz kiedy moje życie uległo całkowitej zmianie nie wiedziałem jak się zachować w niektórych sytuacjach. Z jednej strony chciałbym się tego nauczyć, a z drugiej… nie wiedziałem czy zdążę tego dokonać…
        Wyprowadziłem dziewczynę na zewnątrz i położyłem nas pod drzewem. Obejmowałem ją w milczeniu wsłuchując się w ciche pociągnięcia nosem i czując na skórze jej łzy. Wiedziałem jaki to ból stracić rodzinę, moja matka umarła, kiedy miałem około ośmiu lat, a ojca niedawno zmogła choroba. Nie zdążyłem się nawet z nim pożegnać… On nawet nie zdawał sobie sprawy, że jego najstarszy syn żyje. Zawiodłem go, ale nie miałem wyjścia… nie mogłem wrócić do domu…
        Po jakimś czasie Naya podniosła się i przetarła łzy. Słowa nie opiszą tego jak bardzo było mi jej w tym momencie żal. Mogłem teraz zrobić dla niej praktycznie wszystko.
        - Naya… - chciałem powiedzieć coś co poprawi jej humor, ale natychmiast się zamknąłem. Nie powinienem raczej się odzywać.
        - Powinniśmy przejrzeć domy. Raczej... - rozejrzała się dookoła smutnym wzrokiem. - ... Raczej im się już nie przydadzą niektóre rzeczy, a nam tak. – pokiwałem głową i wstałem podając dziewczynie rękę, żeby pomóc jej wstać. Wydawała mi się teraz taka krucha i bezbronna, a każdy najmniejszy podmuch wiatru mógłby ja złamać.
        Zrobiłem to o co prosiła, ale większość wnętrz już dawno została splądrowana przez łowców albo podróżników. Zastanawiało mnie, dlaczego to miejsce pomimo braku bariery było tak bardzo spokojne? Nie wyczuwałem żadnych demonów w okolicy, co wydawało mi się podejrzane.
        Szedłem za Nayą, która po kolei zaglądała w schowki dawnych mieszkańców wioski. Niektóre z nich były puste, a w innych lepiej ukrytych udało nam się znaleźć sporą ilość gotówki. W szafach nadal widniały stęchłe ubrania, ale wolałem nie zakładać na siebie rzeczy należących do zmarłych osób. Nie czułbym się w nich komfortowo. Dziewczyna znalazła kilka książek i zapakowała je do torby razem z innymi kosztownościami.
        - To już chyba wszystkie domy. – rzuciłem rozglądając się po okolicy.
        - Jeszcze został mój... – spojrzałem na nią zdziwiony, bo myślałem, że nie będzie już więcej chciała tam wracać.
        - Czego potrzebujesz? Przyniosę. – odpowiedziałem pewnie. Prędzej bym ją związał niż pozwolił wrócić w tamto miejsce.
        - Za komodą w pomieszczeniu na wejściu jest w ścianie skrytka. Weź wszystko, co tam znajdziesz. – kiwnąłem głową i ruszyłem w stronę ostatniego domu. Wchodząc do niego poczułem się nieswojo, jakby jakaś siła próbowała mnie stąd wypchnąć. Postanowiłem nie tracić czasu i od razu znaleźć to, po co tu przyszedłem. Otworzyłem więc ukryty schowek i zabrałem wszystko co w nim było. Przed wyjściem dostrzegłem w roku pokoju coś błyszczącego. Ciekawość wygrała nad rozsądkiem i poszedłem sprawdzić co to było. Ku mojemu zdziwieniu znalazłem krótki miecz, a obok niego list. Wziąłem obie rzeczy ze sobą i udałem się do czekającej Nayi.
        - Znalazłem broń i list. – miecz przypiąłem do swojego pasa, a kopertę podałem dziewczynie. - Maia – przeczytałem imię widniejące na papierze. – Kto to?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 516
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Pią Sty 26, 2018 2:42 pm


     Nie protestowałam. Nie chciałam wracać do pustego domu, w którym zginęli moi rodzice. Nie ruszałam się więc z miejsca i czekałam na powrót Vicara, układając w torbie rzeczy tak, aby jak najwięcej się zmieściło. Zabranie jej komuś nie należało do czynów, za które rodzice by mnie pochwalili, tak samo jak kradnięcie ich oszczędności, ale tak naprawdę do nikogo już nie należały. Mieszkańcom już się nie przydadzą a nam owszem. Nie wiedziałam jak daleko mieliśmy zamiar iść, więc wypadało się odpowiednio zaopatrzyć.
     Kiedy mężczyzna wrócił, wzięłam od niego list i położyłam torbę na ziemi, żeby przeczytać treść. Już pierwsze słowo: Maia sprawiło, że zaczęłam drżeć z rozpaczy. Wystarczyła chwila, żeby sobie ją przypomnieć, a kolejna, żeby zdać sobie sprawę z tego jak okropnie się zachowywałam.
     - To moja siostra… - odpowiedziałam ledwo słyszalnie, mocno zaciskając palce na kartce papieru. Jak mogłam o niej zapomnieć? Przecież byłyśmy nierozłączne. Opiekowałyśmy się sobą nawzajem, ja bardziej nią niż ona mną. Z nikim tak dobrze się nie porozumiewałam jak z nią, chociaż dzieliły nas cztery lata różnicy. Vicar znowu mnie przytulił. Uspokoił mnie na tyle, że mogłam przeczytać list.
     - Chodźmy stąd.
     - Nie, zaczekaj – odezwałam się, zamknęłam oczy i wzięłam kilka głębokich oddechów. Dopiero wtedy spojrzałam na list, zauważając że był zaadresowany do mnie. – Muszę to przeczytać – dodałam i zaczęłam, chociaż to było trudniejsze niż myślałam. Już pierwsze słowa sprawiły, że obraz zaczął mi się rozmazywać przez łzy. Potem było już tylko gorzej, ale nie przerywałam. Docierając do końca musiałam usiąść, bo ledwo stałam na nogach. Po ostatnim zdaniu poczułam jak wzbiera we mnie rozpacz. Przypomniałam sobie, że w momencie, w którym dołączyłam do klasztoru podawali mi dziwny napój przy posiłkach. To musiało coś mieć w sobie, bo inaczej bym nigdy nie zapomniała o swojej młodszej siostrze i od razu bym uciekła. Kochałam swoją rodzinę i nigdy przez myśl mi nie przeszło, żeby do nich wrócić? To było niemożliwe, gdybym była w pełni zmysłów.
     - Zawiodłam ją, Vicar… - mój głos cały czas drżał, a z oczu wciąż płynęły łzy. – Zawiodłam ją, swoich rodziców, przyjaciół… Zawiodłam ich… - Vicar kucnął obok mnie.
     - Tylko ty tak myślisz, Naya. Oddychasz, czujesz, żyjesz... jestem przekonany,nże twoi bliscy są z tego powodu szczęśliwi. Nie przegrałaś walki z samą sobą, nie zmieniłaś się w demona, więc twoja rodzina na pewno jest z Ciebie dumna. Wyrwałaś się spod władzy klasztoru, uciekłaś i przeżyłaś, aby wrócić tutaj... nikogo nie zawiodłaś, Naya.
     - Wysyłałam do nich listy – spojrzałam na kartkę trzymaną w ręku. – Ale w żadnym nie wspomniałam o swojej siostrze. Niczego do niej nie napisałam, jakbym jej nie pamiętała. A ona cały czas czekałam na chociaż krótkie zdanie skierowane bezpośrednio do niej. Magia miała pomóc ich ochronić, a stali się dla mnie obcy, jakbym ich kompletnie nie znała… Zawiodłam jako córka, siostra i jako mag…
     - W takim razie i ja zawiodłem.
     - Co? Z czym?
     - Opętał mnie demon.
     - Ale wyrwałeś się z jego rąk.
     - A ty wyrwałaś się z rąk klasztoru…
     - Ale…
     - Byłaś dzieckiem, które niczego nie było świadome. Od dziecka rodzice uczą nas, że klasztor jest dobry, że nas chroni przed potworami. Nie obchodzi nas co muszą poświęcać, czy czym faszerują przyszłych magów. Widzimy tylko to, co nam pokazują, a pokazują nam tylko skrawek rzeczywistości. Skąd ktokolwiek miałby wiedzieć, że Kapłani podają coś dzieciom, żeby nabrały dystansu do własnej rodziny?
     - Ja… - nie wiedziałam, co miałam na to odpowiedzieć. Vicar miał rację.
     - Twoim zwycięstwem jest to, że zdałaś sobie z tego sprawę i poczyniłaś kroki, aby temu zapobiec – uśmiechnął się i położył mi rękę na ramieniu. Nie oczekiwał na odpowiedź, ani żadną reakcję. - Chciałabyś wykonać skromne pochówki? Albo chociaż powbijać same krzyże? – kiwnęłam głową i podniosłam się. Zanim, jednak się do tego zabraliśmy, zatrzymałam mężczyznę.
     - Założysz mi go na szyjnę? – zapytałam pokazując naszyjnik swojej matki. Bez słowa wziął naszyjnik z ręki i zawiesił na mojej szyi zaraz po tym jak zgarnęłam włosy na jedną stronę. Przez dotyk jego dłoni na swojej skórze poczułam przyjemne dreszcze i drgnęłam.
     - Teraz żałuję, że podczas ostatniej wizyty w zamku zostawiłem tam jedyna pamiątkę po swojej matce – Odwróciłam się do niego, puszczając kosmyki z powrotem na plecy.
     - Dlaczego w takim razie go tam zostawiłeś?
     - Chciałem pokazać że wróciłem z samego piekła aby się zemścić. - Zacisnął dłonie w pięści i miał bardziej ostre spojrzenie. Zaniepokoiło mnie ono, ale starałam się tego po sobie nie pokazać. Nie byłam pewna, czy powinnam ciągnąć ten temat, ale byłam ciekawa.
     - Na kim i dlaczego? – Nie odpowiedział. Uśmiechnął się i położył palec na ustach symbolizując tajemnicę. Dopiero po chwili przypomniałam sobie, co powiedział w swojej komnacie. Opowie swoją historię, kiedy się w nim zakocham… Obawiałam się, że już byłam bardzo bliska temu, wbrew sobie. Zaczerwieniłam się i minęłam go, kierując się w stronę swojego domu, żeby na podwórku postawić krzyże dla swojej rodziny. Nie zajęło nam to dużo czasu i w końcu należało opuścić wioskę, z czego nie byłam zadowolona…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 432
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Sob Sty 27, 2018 10:42 pm



         Po opuszczeniu wioski szliśmy cały czas w milczeniu, Naya wyglądała na przygnębioną i nadal miała czerwone oczy od wcześniejszego płaczu. Ogadanie jej w takim stanie nie należało do najprzyjemniejszych i chciałem zrobić cokolwiek co mogłoby poprawić jej humor choć w minimalnym stopniu.
         - Pamiętasz czy w okolicy są jakieś miasta albo miasteczka? Nie możemy przez resztę wyprawy żywic się samymi owocami - ugryzłem kawałek jabłka, które niedawno zerwałem z drzewa. - Poza tym wiem, że w takim wydaniu jestem niesamowicie seksowny i nie możesz mi się oprzeć, ale przyznam że nie jest tu zbyt ciepło. - żartowałem próbując rozluźnić atmosferę. Naya potrzebowała oderwać myśli od tego co zobaczyła w wiosce. Żartowałem i robiłem z siebie idiotę, bo naprawdę chciałem zobaczyć jej uśmiech i czerwone policzki. Czułem nieodparte pragnienie ochrony jej przed całym światem, czy to znaczyło, że… zakochałem się w niej?
         - Czasami jeździliśmy z rodzicami na pobliski targ, ale to spory kawałek. – odpowiedziała spokojnie, aż nazbyt spokojnie. Miałem nadzieję, że nie odczytuje mojego zachowania jako brak szacunku dla zmarłej rodziny.
         - Zdążymy do wieczora? Nie żebym narzekał, bo spało mi się bardzo dobrze. – uśmiechnąłem się ciepło i puściłem jej oko, na co zareagowała tak samo jak zawsze: spuściła wzrok zaczerwieniona.
         - Raczej tak... – przyjemne ciepło otuliło moje serce, przez co po raz kolejny poczułem się szczęśliwy.
         - Prowadź księżniczko. - zaśmiałem się, ale zanim ruszyłem dalej złapałem ją za rękę i splotłem nasze palce. - Jestem cały twój, więc rozchmurz się. Nie zostawię Cię samej. – dopiero, kiedy to powiedziałem, zdałem sobie sprawę z tego jak bardzo głupio i żenująco musiało to zabrzmieć. Co się ze mną działo? Nigdy wcześniej nie mówiłem tak sztampowych rzeczy. Naya musiała całkowicie zawrócić mi w głowię, bo poczułem się zawstydzony tym wszystkim, ona chyba podobnie, bo niepewnie zabrała rękę z mojego uścisku.
         - Wiem, dziękuję – odpowiedziała, a mnie zrobiło się jeszcze bardziej wstyd. Odwróciłem się do niej prawie natychmiast tyłem i oboje w milczeniu ruszyliśmy przed siebie. Moje poliki, aż piekły z zażenowania. Uspokój się idioto.
         Po kilku godzinach udało nam się dotrzeć do miasta. Gwar i hałas był miłą odskocznią od nieprzerywalnej ciszy, w jakiej odbyła się nasza podróż. Nie mogłem oderwać wzroku od tych wszystkich stoisk i tłumu ludzi. Byłem naprawdę pod wrażeniem tego miejsca i było dla mnie całkowitą nowością. Nawet w stolicy nie było, aż tylu kupców, więc najwidoczniej to miasto musiało słynąć właśnie z tego.
         - Ogromny ten targ. - powiedziałem z podziwem oglądając stoiska. - Pierw ubrania, co myślisz?
         - Tobie na pewno się jakieś przyda - powiedziała, spoglądając na mój nagi tors aż nazbyt długo, więc kiedy zdała sobie z tego sprawę szybko odwróciła wzrok z przepięknymi rumieńcami.
         - Jako że jestem twoim księciem to wybierz dla mnie to co ci się podoba. - uśmiechnąłem się. - Tylko mnie ubierz a nie rozbierz, dobrze księżniczko? - puściłem jej oko uśmiechając się czarująco jak na prawdziwego księcia przystało.
         - No dobra... - rozejrzała się aż spojrzała na bluzkę, która nie zachwycała wyglądem. - A może tamto? - zaproponowała złośliwie się uśmiechając.
         - Chcesz odstraszyć ode mnie potencjalne rywalki? Sprytnie. – byłem bardzo rozbawiony, ale nie dawałem tego po sobie poznać.
         - Co? Nie! - pisnęła zawstydzona, broniąc się przed tym, co jeszcze bardziej mnie uświadczyło w tym, że to była prawda. Zdążyłem już poznać ją od tej strony. Nie potrafiła kłamać i zawsze, kiedy to robiła jej głos stawał się wysoki i piskliwy.
         - Czyli oddałabyś mnie pierwszej lepszej? – zrobiłem udawaną smutną minę, żeby wzbudzić w niej poczucie winy. Naprawdę byłem zaciekawiony tym co ona o mnie myśli. Czy byłem dla niej jedynie utrapieniem i narzucającym się towarzyszem, czy może…. Jej zachowanie sugerowało drugą opcje, ale musiałem pamiętać, że byłem pierwszym mężczyzną, który kiedykolwiek się do niej zbliżył, więc nie wiedziała jak postępować, jak odrzucić, czy odepchnąć niechcianego adoratora. Z jednej strony byłem ciekawy, a z drugiej bałem się poznać prawdy. Śmieszne… pierwszy raz w życiu bałem się odrzucenia…
         - Wykluczone! - kiedy zorientowała się jaki sposób to powiedziała spuściła wzrok, a ja zrobiłem wielkie oczy ze zdziwienia. - Znaczy... ymm... – minęła chwila zanim dotarło do mnie to co się stało, parsknąłem śmiechem łapiąc się za brzuch, bo w pewnym sensie mi ulżyło. Bardzo ulżyło.
         - Jesteś naprawdę kochana. – otarłem niewidzialne łzy. - Więc? - wskazałem na ubrania, bo nie miałem zamiaru się poddać. Chciałem, żeby wybrała dla mnie to w czym będę się jej podobał wizualnie. Ominęła mnie wzrok i raz jeszcze spojrzała na ubrania.
         - Tamto - wskazała inną, o wiele lepszą bluzkę, prostą i bez żadnych ozdobników.
         - Podoba mi się. – położyłem mojej Nayi dłoń na głowię i delikatnie ją pogłaskałem w nagrodę. - Wybierz też coś dla siebie.
         - Mnie wystarczy to, co mam... - odpowiedziała od razu.
         - Naya... - nachyliłem się i zacząłem szeptać jej do ucha, żeby nikt dookoła nie mógł usłyszeć . - Zaraz ją z Ciebie zerwę jeśli nie pospieszysz się z wyborem. – księżniczką drgnęła i na ślepo wskazała ręką jakiekolwiek ubranie.
         - Ta - powiedziała natychmiast, byle tylko nie sprawdzać, czy potrafiłbym spełnić swoją groźbę, czy nie.
         - To męska koszula, księżniczko. - skrzyżowałem ramiona i uniósł jedna brew. - Sugerujesz mi coś? - nie ma nic bardziej pociągającego niż widok dziewczyny z samego rana w swojej koszuli. - Dam ci więcej czasu. - zaśmiałem się. - Chyba że chcesz żebym to ja wybrał? – o wiele lepiej dla niej by było, gdybym tego nie zrobił. Jeśli to ja wybrałbym jej sukienkę, to częściej bym ją z niej rozbierał niż miałaby ją na sobie.
         - Vicar! - pisnęła, patrząc na ziemię, więc złapałem ją za podbródek i pociągnąłem do góry, zmuszając, żeby spojrzała mi prosto w oczy. Widząc te naburmuszony wzrok pocałowałem ją w czoło z uśmiechem na ustach.
         - No już, już. Nie złość się. - odsunął się, choć wolałbym ją przytulić i pocałować w ustach. Nie zrobiłem tego tylko dlatego, że zdawałem sobie sprawę z ilości widowni dookoła nas. Wiele osób już od dawna zwróciło na nas uwagę. Dziewczyna z klasztornych szatach i mężczyzna nagi od pasa w górę. Chcąc czy nie chcąc rzucaliśmy się w oczy. - Masz czas do wieczora. – dodałem.
         - Ale ja naprawdę nie potrzebuję nowej sukienki... – odpowiedziała, a ja spojrzałem na jej ubranie i uniosłem jedną brew do góry.
         - Aż tak bardzo ci się podobam, że nie chcesz się rozstawać z moja krwią na swojej sukience? – zażartowałem.
         - Co? - spojrzała na sukienkę i dopiero teraz zorientowała się, że jest cała w zaschniętej krwi. - Ow... Chyba jednak potrzebuję... – stwierdziła, na co szeroko się uśmiechnąłem.
         - Zawsze możesz chodzić bez. - szepnąłem prawie niesłyszalnie.
         - Chcesz, żeby wszyscy mnie oglądali? - zapytała, podnosząc głowę.
         - Nie wypuściłbym cię wtedy z pokoju. – uniosłem kąciki warg w dwuznacznym uśmiechu. Wyobraziłem sobie jej seksowne nagie ciało i od razu moja wyobraźnia powędrowała w nieodpowiednim kierunku.
         - Nawet nie bylibyśmy w jednym pokoju. – burknęła.
         - Nie? – znów uniosłem brwi zdziwiony. - Jesteś pewna? – dodałem z uroczym uśmiechem.
         - Absolutnie! – znów ten sam piskliwy, podniesiony głos. Kłamała.
         - Po dzisiejszej nocy już każda będziemy spędzać w ten sam sposób. Uzależniłem się od Ciebie.
         - Moje zdanie się nie liczy?
         - A jest inne? - zapytał zaciekawiony, na co dziewczyna zarumieniła się i spuściła głos nic nie odpowiadając.
         - Która? - zapytałem bo domyślałem się odpowiedzi. Boże, dlaczego ona musi być aż tak słodka i urocza? Jak niby miałem się powstrzymać, kiedy ona sugerowała mi nieświadomie zupełnie co innego? Spojrzała na sukienki i wskazała taką, która najbardziej ściągnęła jej wzrok.
         Po zakupie ubrań, wody, jedzenia i broni udaliśmy się do pobliskiego hostelu. Wynająłem nam pokój z dwuosobowym łóżkiem, bo czułem, że już dłużej nie będę w stanie się kontrolować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 516
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Nie Sty 28, 2018 2:41 pm


     Moje policzki nie przestawały być zaczerwienione. Czułam jak płonęłam. Ten żar wychodził z wewnątrz aż na zewnątrz. Miałam wrażenie, że moje ciało było zupełnie dla mnie obce. Reagowało tak, jak nigdy w życiu na nikogo. Nie poznawałam się, ale w jakiś sposób mi się to podobało. To było przyjemne czuć całkowitą kontrolę nad sobą. W klasztorze pilnowali mnie na każdym kroku, jakbym miała zrobić coś, czego nie powinnam. Tutaj nie musiałam pilnować każdego swojego ruchu i czułam się tym naprawdę rozluźniona. Spięłam się dopiero wtedy, kiedy weszliśmy do pokoju i zauważyłam, że było w nim tylko jedno łóżko… dwuosobowe. Poczułam jak serce mi zaczyna wariować a oddech przyspieszać, bo nie podejrzewałam, że Vicar mówił prawdę odnośnie wspólnych nocy. I co on przez to rozumiał?
- Tu jest jedno łóżko… - odezwałam się pół-szeptem. To było idiotyczne stwierdzenie, ale wyszło mi niekontrolowanie.
- Dwuosobowe - dodał z uśmiechem, a ja przełknęłam ślinę. Czułam się tak, jakby mi brakowało tchu, jakby tlen wyparowywał przez żar jaki rozlewał się po moim ciele.
- Gdzieś powinna być kanapa. Wystarczy mi – odpowiedziałam, szukając wzrokiem wspomnianego przedmiotu. Vicar objął mnie ramionami od tyłu i pocałował w skroń, przyprawiając o dreszcze i palpitacje serca.
- Nie zmieścimy się we dwoje na kanapie.
- Ty zajmiesz łóżko, a ja kanapę… - mówiłam jeszcze ciszej, jakby te odczucia odebrały mi głos. Dokładnie tak się czułam.
- Nie - odpowiedział krótko.
- Vicar… - nie miałam pojęcia, co powiedzieć, ani jak zareagować, ale dalej próbowałam.
- Boisz się mnie? - zapytałem smutno. - Nie chcesz, żebym był obok ciebie?
- Boję się wielu rzeczy, a twoja obecność nie jest jedną z nich…
- Czyli nie chcesz, żebym był obok ciebie... - odsunął się i położył na łóżku tyłem do Nayi. - W takim razie dobranoc – burknął, a ja z jakiegoś niewiadomego powodu poczułam straszny… zawód i wyrzuty sumienia. Przez chwilę stałam w miejscu. Pierwszy krok postawiłam w kierunku poszukiwania kanapy, ale kolejne zaprowadziły mnie na łóżko. Położyłam się obok niego i zamknęłam oczy bez słowa. Vicar wtedy odwrócił się i objął mnie ramieniem wkładając kolano pomiędzy uda. Gwałtownie otworzyłam oczy, czując jak z tego miejsca rusza prąd, który trafia w każde inne. - Naya... – szepnął, by zacząć lizać i całować moje ucho. Niemal od razu odskoczyłam, schodząc z łóżka.
- Co ty wyprawiasz?! – pisnęłam, czując jak ciężko mi jest teraz cokolwiek mówić. Uniósł dłonie w górę w geście poddania się.
- Myślałem, że śpisz, więc próbowałem cię obudzić. - Uśmiechnął się niewinnie, choć widać było po nim, że kłamał. - Miałaś przymierzyć sukienkę.
- Może od razu przy tobie? – rzuciłam sarkastycznie. Vicar tylko zamknął oczy, sugerując, że o to mu właśnie chodziło. – No na pewno… - dodałam, a on zasłonił oczy dłońmi i się uśmiechnął. – Dobranoc, Vicar – odwróciłam się, żeby odejść w stronę kanapy. Wstał i delikatnie złapał mnie za ramiona, jeżdżąc opuszkami palców w górę i w dół. Dreszcze wstrząsały moim ciałem przy każdym jego dotyku. Usta przystawił mi do ucha przez co czułam jak oplata je swoim ciepłym oddechem. Miałam wrażenie, że każdy taki gest coraz bardziej wciąga mnie w jego pułapkę. Oddech mi po raz kolejny przyspieszył. – Vicar, mam zamiar iść spać… - powiedziałam, przełykając ślinę w połowie. Palce prawej ręki przeniosły się z ramiona na szyję delikatnie przechodząc do podbródka i z powrotem. Wbrew sobie zamknęłam oczy, napinając szyję.
- Chcę, żebyś przymierzyła sukienkę - wyszeptał prosto do mojego ucha.
- Nie zrobię tego… - odpowiedziałam pewnie, bo nawet jak mnie częściowo omamił, nadal zachowywałam jeszcze zdrowy rozsądek. Palec z szyi przeniósł się na plecy i szedł wzdłuż kręgosłupa, aż do pośladków i z powrotem. Druga ręka znalazła się na udzie i tak samo jak pierwsza delikatnie muskała moje ciało. Gorące powietrze, które wypływało moich ust parzyło je, ale to było przyjemne. – Vicar, długo szliśmy. Powinniśmy odpocząć… - nie słyszałam już pewności w swoim głosie. Przez zamknięte oczy w ogóle nie spodziewałam się tego, co dalej nastąpiło. Popchnął ją na ścianę praktycznie nie używając siły, bo nogi już się pode mną uginały i przekręcił plecami do niej. Delikatne muśnięcia warg zmieniły się w namiętny pocałunek, a palce Vicara nadal stymulowały moje ramiona. Jego intensywność zalała jak fala moje ciało. Tchu mi brakowało i już całkowicie nie miałam siły się jemu opierać. Miał mnie w garści. Jego pocałunki z warg zaczęły przechodzić na szyje i brak, a palce majstrować przy sukience w taki sposób, że powoli zaczynała zsuwać mi się z ramion. Nie miałam nic przeciwko temu. Wbrew sobie odwzajemniłam jego pocałunek, prawdopodobnie pierwszy raz, chociaż całował mnie już kilka. Sukienka zaczęła coraz bardziej się zsuwać, a wargi mężczyzny błądzić po klatce piersiowej coraz niżej i niżej... Odruchowo chciałam poprawić sukienkę, żeby jednak nie wylądowała na ziemi, intensywność doznań pozbawiła mnie naturalnego czucia i przez przypadek zbyt energicznie poruszyłam kolanem, trafiając Vicara w czuły punkt, ponieważ już po chwili padł na kolana skulony sycząc z bólu.
- O mój boże, przepraszam… - cała atmosfera w jednej chwili zniknęła, ustępując miejsca zażenowaniu. Co ja narobiłam? – Nie chciałam… - dodałam, kucając przed nim. Taki wstyd…
- Wystarczyło powiedzieć, że nie chcesz... - syknął z bólu, ale w jego głosie nie było złości. Brzmiał lekko jakby ta sytuacja go rozbawiła.
- Wszystko w porządku? – kiedy zdałam sobie sprawę z absurdalności tego pytania, jeszcze bardziej się zawstydziłam. – Co ja gadam? Oczywiście, że nie jest. Przecież cię kopnęłam. O mój Boże, tak bardzo cię za to przepraszam…
- Przeżyje. - Uśmiechnął się i zaczął się powoli stawać na nogi, ale ja nie potrafiłam podejść do tego tak swobodnie jak on. Wiedziałam, że szybko mi to nie przejdzie. Było mi tak głupio, dlatego się nie patrzyłam na jego twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 432
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Nie Sty 28, 2018 8:44 pm



        Kopnięcie Nayi sprawiło, że udało mi się odzyskać kontrole nad sobą. Nie wiadomo co bym jej zrobił, gdyby mnie nie „ostudziła”, bo naprawdę byłem ostro napalony, żeby ją przelecieć. Nie mogłem nic na to poradzić, choć bardzo chciałem nie pokazywać się z tej drapieżnej strony. Na szczęście ton księżniczki sugerował, że nie jest na mnie wściekła, tylko zmartwiona i zawstydzona tym co zrobiła.
        - Nie przepraszam mnie tak, bo jeszcze pomyślę, że faktycznie tego chciałaś. – co prawda odwzajemniła pocałunek. Te słodkie i kuszące wargi… Przestań się nakręcać idioto! Potrząsnąłem głową i  podniosłem się opierając dłoń o ścianę, aby uzyskać jakąkolwiek podporę. Boże jak to cholernie bolało… Dziewczyna spuściła wzrok jeszcze bardziej zawstydzona, przygryzając wargę.
        - Powinniśmy iść spać - nadal na mnie nie patrzyła. Zawstydzenie?
        - Chodź. – uśmiechnąłem się i pociągnąłem do łóżka. Położyłem ją przodem do siebie przyciskając jej biust do swojego torsu. – Nie zrobię już tego więcej, więc nie bój się. – przykryłem nas pościelą i objąłem ją ramieniem.
        - Mówiłam ci już, że się ciebie nie boję. – zaśmiałem się pod nosem, bo jej słowa zaprzeczały zachowaniu. Naya była cała spięta i leżała w pozycji gotowej do ucieczki.
        - Przestań mnie nakręcać. – uśmiechnąłem się pomimo pulsującego bólu w kroczu i bawiłem się jej blond lokami.
        - Nie nakręcam... – parsknąłem śmiechem. Księżniczka była tak bardzo niewinna i nieświadoma, że musiałem być przy niej bardziej ostrożny, ponieważ sygnały, które wysyłała mogły nie pokrywać się z tym czego chciała.
        - Nie zjem cię. Rozluźnij się. – zamknąłem oczy i przestałem bawić się włosami, żeby poczuła się bardziej swobodnie i mogła zasnąć w moich ramionach. Niestety już po chwili ostrożnie się odsunęła opuszczając mój uścisk.
        - Przepraszam. Naprawdę nie chciałam ci sprawić bólu... - przeprosiła po raz kolejny. - Jestem zmęczona - odezwała się, odwróciła do mnie plecami, zamknęła oczy i wzięła oddech. Zrobiło mi się przykro, że nie chciała leżeć obok mnie, bo to oznaczało, że faktycznie przekroczyłem wcześniej barierę, której nie powinienem jeszcze przekraczać. Przez chwilę nawet rozważałem, czy nie powinienem przespać się na kanapie, ale odrzuciłem ten pomysł. Nie chciałem, żeby myślała, że przeżywam to w jakikolwiek sposób. Odwróciłem się więc plecami do dziewczyny i podsunąłem na skraj łóżka, żeby dać jej tyle przestrzeni ile potrzebowała, a następnie zamknąłem oczy i spróbowałem w końcu zasnąć.
       Długo myślałem zanim udało mi się odpłynąć. Zastanawiałem się nad tym co będzie dalej. Co się ze mną stanie, kiedy w końcu dokonam swojej zemsty? Ile czasu mi jeszcze zostanie? Czy będę w stanie się z tym pogodzić?
       Obudziło mnie poranne krzątanie Nayi. Otworzyłem jedno oko, aby przekonać się o tym czy już faktycznie nastał ranek. Niestety… Czas ruszać, choć najchętniej zostałbym cały dzień w łóżku. Byłem przemęczony ostatnimi wydarzeniami i brakowało mi energii. Musimy jak najszybciej zlokalizować Nerie i Senara, albo długo tak nie pociągnę.
       - Dzień dobry. – rzuciłem ziewając i odgarniając włosy z twarzy do tyłu. Przez chwilę przyglądałem się Nayi w nowej sukience i fryzurze. Wyglądała prześlicznie. - Jak prawdziwa księżniczka. – uśmiechnąłem się siadając po turecku na łóżku i opierając dłonie za plecami.
       - Księżniczka ma tiarę - odpowiedziała, uśmiechając się. - Dzień dobry. – zaśmiałem się wpatrując w ten piękny obrazek.
       - Targ jest niedaleko. Zaraz coś znajdziemy. – wstałem z łóżka przeciągając się i znowu ziewając. Wziąłem w ręce bluzkę i wystawiłem ją na prostych rękach przed siebie, aby się jej przyjrzeć. – Ciekawe, czy ja będę W KOŃCU wyglądał jak książę. – specjalnie zaakcentowałem słowo „ w końcu”, ponieważ nadal pamiętałem szok i zdziwienie Nayi, kiedy dowiedziała się kim byłem w przeszłości. W pierwszej chwili się zarumieniła, spuszczając wzrok. Potem wyglądała, jakby coś sobie przypomniała.
       - Książę ma służbę - znowu się uśmiechnęła.
       - Dobrze, że chociaż znalazłem sobie księżniczkę, bo inaczej wyrzuciliby mnie z sobotniej herbatki w pałacu, a tego bym już nie zniósł. – pokazałem jej język.
       - Księżniczka jest córką księcia, a nie wieśniaczką - puściła mi oczko.
       - Cholera… czyli mówisz, że jednak mnie wyrzucą? – zasmuciłem się.
       - No przykro mi. Musisz sobie znaleźć inną rozrywkę na sobotę.
       - Chyba już nawet wiem jaką. – oparłem się o ścianę wpatrując w dziewczynę tak długo, aż zrozumie o co mi chodziło. Naya wpatrywała się we mnie w milczeniu, czekając aż dokończę dopóki nie zdała sobie sprawy z tego, co miałem na myśli. Kiedy to do niej dotarło jej twarz zrobiła się czerwona.
       - Powinniśmy... Znaczy musimy... znaczy wypada... znaczy... - plątała się w tym, co mówi. Przerwała i wzięła oddech. - Powinniśmy zjeść śniadanie - powiedziała to niemal pół-szeptem, na co parsknąłem śmiechem i włożyłem na siebie bluzkę, którą mi wczoraj wybrała. Zapiąłem pasek i przypiąłem do dwa miecze i kilka sztyletów. Przezorny zawsze ubezpieczony.
       - Jak wyglądam? – zapytałem nadal rozbawiony.
       - Świetnie - spojrzała tylko chwilę, kątem oka, żeby za długo się we mnie nie wpatrywać. Podszedłem więc do niej i złapałem za podbródek zbliżając do siebie i wtedy zauważyłem czerwone żyłki w jej oczach i sińce pod nimi. Wyglądała jakby nie spała przez całą noc.
       - Płakałaś? – dobry humor natychmiast znikł zamieniając się w irytacje wymieszaną ze zmartwieniem. Puściłem ją i odsunąłem się o krok. Czy ona płakała przez to co jej zrobiłem, a teraz udawała, że wszystko jest w porządku!? Dziewczyna widocznie drgnęła zauważając moją reakcję najwidoczniej licząc na to, że niczego nie zauważę.
       - Miałam koszmar... - odpowiedziała, czując presję i niepokój wywołane zarówno moim spojrzeniem, jak i reakcją. - Ale to nic takiego. Dzisiaj w nocy już będzie lepiej - uśmiechnęła się podnosząc głowę, przez co jeszcze bardziej się wkurwiłem. Nic takiego… nic takiego do cholery!
       - Płakałaś całą noc i nawet nie pomyślałaś o tym, aby mnie obudzić, tak? – nie wiedziałem, czy czułem się bardziej zdenerwowany czy zniechęcony. Nie miałem już nawet ochoty zapytać o czym miała koszmary…
       - Potrzebowałeś odpoczynku - spuściła wzrok zawstydzona.
       - Straciłem apetyt. – usiadłem na łóżku zrezygnowany, opierając łokieć o kolano i chowając w dłoni swój podbródek. Nie byłem obrażony, tylko urażony. Moja męska duma została roztrzaskana na kawałki. Ona wolała przechodzić przez to wszystko sama , niż poprosić mnie o wsparcie. Czy byłem jej w ogóle do czegoś potrzebny skoro nie chciała na mnie polegać?  Byłem zły sam na siebie, że niczego nie usłyszałem, spałem jak zabity podczas gdy ona przechodziła najgorsza noc swojego życia i chyba to mnie najbardziej w tym wszystkim wkurwiało. Nie chciała się na mnie otworzyć.
       - Dlaczego? - Naya nie zdawała sobie chyba sprawy, o co mi chodziło. - Nie chciałam ci przerywać odpoczynku, który ci się należał. – prychnąłem i zacząłem się śmieć sam do siebie. - Vicar? - nadal nie miała pojęcia, co się działo. - Co się stało?
       - Doskonale radzisz sobie sama, więc dasz rade zjeść śniadanie beze mnie. – odpowiedziałem ironicznie. Nawet nie myślałem, że to zaboli mnie aż tak bardzo. Jeśli kobieta radzi sobie we wszystkim sama, to gdzie jest miejsce mężczyzny? Czułem się beznadziejnie bezużyteczny.
       - Dlaczego jesteś na mnie zły? – zapytała.
       - Zachowujesz się tak jakbym w ogóle nie był ci potrzebny. Jakbyś nie chciała na mnie polegać. – burknąłem nie odwracając się do niej i chyba dopiero zaczęło do niej docierać, o co mi chodziło.
       - Nie miałam pojęcia, że tego chcesz. Przepraszam. – poczułem jakby ktoś wbił mi nóż w plecy.
       - Prawie cię wczoraj rozebrałem, całowałem i zaciągnąłem do łóżka! Myślisz, że mi nie zależy!? - krzyknąłem zrywając się z miejsca. Naya odruchowo się cofnęła o krok, ale tylko przez moje nagłe zerwanie, którego się nie spodziewała. Zupełnie tak samo jak tego wyznania...
       - Ja... - zająknęła się. - Ja nie wiedziałam... - czuła się zażenowana swoim zachowaniem. - Teraz wiem... - zamknęła oczy zasłaniając twarz włosami. - ... i ... i się cieszę... - uśmiechnęła się. - Przepraszam. Nie miałam nigdy styczności z takim okazywaniem mi zainteresowania. Nie umiałam tego wyczytać. – słysząc jej słowa i przypominając sobie co przed chwilą powiedziałem poczułem jak wali mi serce. Byłem trochę zażenowany tym, że od tak wyleciałem z takim wyznaniem, ale nic nie mogłem na to poradzić. Tak czułem, więc podszedłem do księżniczki i objąłem ją ramionami.
       - Jeżeli jest ci smutno albo cierpisz to masz mi o tym powiedzieć, rozumiesz? Nie wybaczę ci następnym razem jeśli cokolwiek przede mną ukryjesz. – mówiłem stanowczym ale i ciepłym głosem. Naya odwzajemniła uścisk kiwając głową i uśmiechając się pod nosem ciesząc, że chciałem być jej oparciem. Ulżyło mi, emocje opadły i znów byłem w stanie wrócić do dawnego siebie, bo nie lubiłem, kiedy „książę” Vicar przejmował nade mną kontrolę. Nie chciałem taki być: dumny i urażony szlachcić, ale nadal nie potrafiłem wyzbyć się wcześniej nabytych złych cech.
       - A propos wcześniejszej dyskusji… - popchnąłem ją na łóżko i poleciałem tam razem z nią. – Dzisiaj jest sobota… - uśmiechnąłem się złośliwie i włożyłem palec pomiędzy zapięcia na jej biuście, ciekawy jej reakcji.
       - Vicar! - pisnęła emocjonalnie, zsuwając lekko moją rękę z zapięcia. - Musimy zjeść śniadanie - dodała, usilnie panując nad swoim sercem i oddechem. Zsunąłem się więc z księżniczki, skoro tak bardzo tego chciała i parsknąłem śmiechem.
       - Szkoda, bo wolałbym zjeść co innego. – puściłem jej oko i wstałem z łóżka. – Będę musiał zadowolić się śniadaniem. – złapałem dłoń Nayi i pociągnąłem ją na równe nogi. – W nocy to nadrobimy. – pocałowałem ją w policzek i ruszyłem do wyjścia. Dziewczyna poszła za mną, zaczerwieniona jak zawsze, przez co szeroko się uśmiechnąłem, zadowolony tym jak na nią działam.

***

      Po śniadaniu postanowiłem zabrać Naye na spacer i pozwiedzać miasto. Skoro księżniczka była niewyspana to nie widziałem sensu w dalszej podróży, nawet jeśli to miało odłożyć spotkanie z Neria o kilka dni. Miałem tylko nadzieje, że wytrzymam do tego czasu.
      - Vicar? – odwróciłem się słysząc znajomy głos. Kilka metrów ode mnie stała wysoka dziewczyna o krótkich ciemnych włosach i oczach, które doskonale pamiętałem. Reina, moja była partnerka… - Vicar to naprawdę ty, nie wierze! – podeszła i objęła moją szyje ramionami. – Kopę lat! – pocałowała mnie w policzek i odsunęła się kawałek, ale nadal stała zbyt blisko.
      - Reina… - wolałem nawet nie wiedzieć, co pomyślała sobie w tej chwili Naya. – Co ty tutaj robisz? – zapytałem nie odwracając się za siebie, mimo że czułem na sobie wzrok księżniczki.
      - Zapasy. – uśmiechnęła się. – Jesteś sam? Gdzie Neria i Senar? – rozejrzała się dookoła.
      - Rozdzieliliśmy się, ale nie jestem sam. – zrobiłem krok do tyłu i odsłoniłem blondynkę, która nie wyglądała na zadowoloną. – Naya, czwarty członek grupy. – przedstawiłem dziewczynę. Boże, gorzej już być nie mogło. Reina podeszła do księżniczki i lekko się nad nią nachyliła łapiąc się za podbródek. Przez chwilę wpatrywała się w nią bez słowa, po czym uśmiechnęła się delikatnie.
      - Miło mi cię poznać. – powiedziała bez emocji nadal lustrując ją wzrokiem. – Mag, klasa co najwyżej B. Brak artefaktu i specjalnych umiejętności. – wyprostowała się przechylając głowa w moją stronę. – Ukradłeś ją z klasztoru? – zapytała.
      - Sama uciekła. – ciemnowłosa uniosła brwi zaskoczona i znów spojrzała na Naye już trochę bardziej zaciekawionym wzorkiem.
      - Hymmm… - stała z założonymi ramionami. Nie podobało mi się to, że wpatruje się w księżniczkę jak w jakiś eksponat, więc zrobiłem krok w ich stronę, ale przerwał mi głos mężczyzny.
      - Reina, mamy już wszystko, wracajmy. – był wyższy i bardziej umięśniony niż ja. Długie białe włosy opadały mu na ramiona i sięgały, aż do pasa. Podobnie jak Reina miał ciemną karnacie, ale chyba najbardziej rzucał się w oczy jego pewny siebie uśmiech i wrogie spojrzenie. Zmarszczyłem brwi, nie podobał mi się ten typ.
      - Już idę, Vi. – odpowiedziała. – Do zobaczenia. – uśmiechnęła się do mnie i ruszyła w stronę towarzysza. To była moja ostatnia szansa i nie mogłem jej zmarnować, musiałem ją zatrzymać dla dobra Nayi.
      - Zaczekaj! – załapałem ją za ramie. – Potrzebuje twojej pomocy. – poprosiłem i spojrzałem na blondynkę, żeby wiedziała, o co mi chodzi. Ciemnowłosa przejechała delikatnie opuszką palca po moich wargach.
      - Dla ciebie wszystko. – odsunąłem się mając nadzieje, że księżniczka tego nie zauważyła. – Spotkajmy się pod północną bramą miasta za godzinę. – puściła mi oko i odeszła wraz ze swoim towarzyszem i wtedy zdałem sobie sprawę, w co tak naprawdę się wpakowałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 516
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Wto Sty 30, 2018 6:42 pm


     „Vicar?” Jedno słowo a jak w pionie mnie postawiło. Dosłownie poczułam jak wszystkie moje mięśnie i ścięgna się spinają przez zwykły, kobiecy głos. Zwykły, ale zawierający coś, co sprawiło, że poczułam się zagrożona. Tylko zagrożona w czym? Nie byłam w niebezpieczeństwie. Za to moje relacje z Vicarem nagle stanęły pod znakiem za pytania… Zwiększył się, kiedy zobaczyłam jak go pocałowała w policzek. Dokładnie tak samo jak on pocałował mnie przed kilkudziesięcioma minutami… Nie odrywałam od nich wzroku, nie potrafiłam. Miałam ochotę zabrać sztylet z pasa swojego towarzysza i cisnąć nim w tę ciemnowłosą piękność… Była wysoka, zgrabna, pewna siebie… Była moim całkowitym przeciwieństwem, które najwidoczniej coś kiedyś znaczyło dla Vicara. Nie polubiłam jej, stąd kiedy nade mną się nachyliła nie odsunęłam się od niej ani o milimetr, nie zmieniłam swojej pozycji poza oczami, które zaczęły świdrować jej. Potem było tylko gorzej. Sklasyfikowała mnie jak jakiś przedmiot, dokładnie tak samo jak klasyfikowali w klasztorze. Im większe umiejętności tym lepiej. Im bardziej oryginalne, tym lepiej. Im więcej, tym lepiej… Włosy najeżyły mi się na całym ciele, kiedy obserwowałam jak opuszkiem palce błądzi po wargach mężczyzny. Zostaw go! Nie dotykaj go!
     Kiedy się oddaliła, ja sama odwróciłam się na pięcie za plecami Vicara i sama odeszłam, nie patrząc czy zauważył moje zniknięcie. Zauważy, zawsze zauważał.
     - Naya zaczekaj - poszedł za mną i złapał za rękę.
     - Reina na ciebie czeka – warknęłam nieprzyjemnie, zanim pomyślałam o tym, co właśnie zasugerowałam. Wcale nie chciałam, żeby do niej szedł, a on westchnął.
     - Naprawdę chcesz żebym cię zostawił i poszedł do niej? - mówił spokojnie, pomimo jej nieprzyjemnego tonu. Przygryzłam wargę, nie wierzą w to, że faktycznie to rozpatrywał.
     - W końcu „Dla ciebie wszystko” – powtórzyłam jej słowa. Trzymając mnie za rękę, Vicar pociągnął do bocznej alejki i przyparł do muru tak, że jego przedramiona znajdowały się po dwóch stronach twarzy.
     - Wiem, że jesteś zazdrosna, ale nie musisz być dla mnie niemiła - wyszeptał prosto w moje usta. Byłam na niego wściekła, ale przez jego zagrywki po raz kolejny traciłam oddech i kontrolę nad sobą, zwłaszcza pamiętając poprzedni wieczór. Byłabym oszustką, gdybym powiedziała, że nie chcę tego powtórzyć.
     - Nie jestem! – podniosłam głos.
     - Jesteś... - pocałował mnie, a w głowie mi się znowu zakręciło. Mimowolnie przymknęłam oczy. Dlaczego wystarczało mu tylko tyle, żeby mnie kupić? Jak to o mnie świadczyło?
     - Nie chcę z nią współpracować – odpowiedziałam, odsuwając go od siebie, ale nie daleko.
     - Dlaczego? - zapytał znów przysuwając się bliżej. Odruchowo chciałam uciec od odpowiedzi, wciskając się w ścianę za sobą.
     - Nie lubię jej – mężczyzna się zaśmiał, przyprawiając mnie o rumieńce.
     - Uwielbiam, kiedy jesteś o mnie zazdrosna. - znowu mnie pocałował. - Jesteś taka urocza... - powtórzył pocałunek. - Moja piękna księżniczka...
     - Wiesz… - przerwałam mu, spuszczając wzrok i nie patrząc w jego oczy. - Wolałabym, żeby ten książę nie przebywał z innymi księżniczkami, zwłaszcza takimi… - przyjechał opuszkami palców po mojej żuchwie i szyi. Dreszcze przebiegły po każdym zakamarku mojego ciała.
     - Pragnę tylko ciebie, żadnej innej – pocałował szyje po przeciwnej stronie niż trzymał palce, a moje serce po prostu szalało. Wyrywało się z piersi, jakby chciało paść do stóp Vicara. Pragnął mnie. Właśnie powiedział, że mnie pragnął. Ale pragnął mnie jako osoby? Czy może mojego ciała? Czy może rozrywki? Czy czego? Był mną zainteresowany? W taki sposób? Nie wiedziałam, ale mimo to przygryzłam wargę i przymknęłam oczy, napinając szyję, jakby prosząc, żeby nie przestawał. Jednocześnie docierał do mnie gwar z rynku i tylko on zmusił mnie do położenia palców na jego ramienia i zaciśnięcia ich, odsuwając go. Boże, jakie to było cholernie trudne.
     - Powinniśmy iść dalej… - odezwałam się lekko zdyszanym głosem. Tym razem Vicar nie dał się odepchnąć i nadal lizał i całował moją szyję. Włożył kolano pomiędzy moje uda, a ja myślałam, że spłonę. Drgnęłam, stając na palcach, ale on jedynie podciągnął wyżej kolano. W podbrzuszu mi zaczęło mrowić. Chciałam jakoś temu umknąć, ale w końcu nie byłam w stanie. Nie byłam wystarczająco silna, żeby pozbawić się czegoś, co sprawiało mi tak cholerną przyjemność. Zapewne już bym mu nie przerwała, ale usłyszeliśmy gwizdanie dochodzące ze zbyt bliskiej odległości od nas.  Vicar powoli się odsunął i spojrzał niezadowolony w tamtą stronę groźnym spojrzeniem. Wykorzystałam to, żeby go od siebie skuteczniej odsunąć i odeszłam od ściany, przy której byłam narażona na dalszy ciąg. Ciężko dyszałam.
     - Nie miałbym nic przeciwko takiemu pokazowi – odezwał się jakiś mężczyzna, puszczając oczko nam obojgu, co całkowicie ostudziło mój zapał.
     - Wynoś się, bo zaraz będziesz gryzł ziemie – nie chciałam oglądać walki pomiędzy Vicarem, a jakimś obcym mężczyzną, więc położyłam mu dłoń na ramieniu. Chciałam coś powiedzieć, ale przerwał nam przybysz.
     - O ile wyląduję pod tobą to nie mam nic przeciwko temu – odpowiedział, a Vicar wyjął jeden ze sztyletów i rzucił w mężczyznę. Niemal od razu go złapałam za rękę, pociągnąłem w swoją stronę i zmusiłam do patrzenia w oczy.
     - Uspokój się, nie możesz za każdym razem kiedy coś ci nie pasuje wszczynać bójki… - zwróciłam mu uwagę.
     - Nie mogę? - uśmiechnął się szeroko.
     - Vicar, proszę… - odezwałam się. – Od kiedy do was dołączyłam chcę chociaż jeden dzień spędzić bez jakiejkolwiek bójki czy rany – poprosiłam.
     - Kiedy ktoś podgląda moją dziewczynę myślisz, że będę stał z założonymi rękami? - objął mnie ramieniem i wyszedł z alejki kierując się w stronę gospody, w której się zatrzymaliśmy. Przez całą drogę nie odezwałam się ani słowem. Nie mogłam wyjść z szoku spowodowanego tym, co usłyszałam. „moją dziewczynę” jak echo odbijało się w mojej głowie. Cały czas, jakby to nie było tylko wspomnienie, ale jakby Vicar powtarzał to non stop wprost do mojego ucha. Nie byłam nawet w stanie w żaden sposób odpowiedzieć na jego słowa. Wydobyłam z siebie głos dopiero wtedy, kiedy znaleźliśmy się w naszym pokoju. Musiałam jakoś się… opanować, bo gorąc wciąż wstrząsał moim ciałem i pobudzał bardzo niewłaściwe myśli.
     - Do czego potrzebna ci jest pomoc Reiny? – zapytałam, póki mężczyzna jeszcze nie podjął się próby dokończenia tego, co zaczęliśmy, bo coś czułam, że nie oparłabym się zbyt skutecznie. Nadal czułam mrowienie w podbrzuszu i ku własnemu przerażeniu w kroczu… Nie mogłam się temu poddać za wcześnie. Stałabym się wtedy tylko jedną z kolejnych zdobyczy Vicara, a nie o to mi chodziło. Chciałam być dla niego kimś więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 432
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Sro Sty 31, 2018 6:10 pm



         Słowa nie opiszą tego jak bardzo byłem wściekły na to, że znowu przerwano mi w takim momencie. Myślałem, że rozniosę tego mężczyznę na strzępy, ale na jego szczęście Naya powstrzymała mnie zanim do tego doszło. Zboczeniec uciekł wraz z krwawiącym ramieniem. Szkoda, że nie trafiłem go w kroczę…
         Przez całą drogę powrotną księżniczka nie odezwała się nawet słowem, wyglądała na nieobecną i zastanawiałem się czy nadal jest na mnie zła. Tak naprawdę nie zrobiłem niczego złego, ale nie mogłem powstrzymać uśmiechu przypominając sobie zazdrosną minę dziewczyny. Myślałem, że Reina pojawiła się w najmniej odpowiednim momencie, ale może dzięki temu dowiem się, co tak naprawdę myśli o mnie Naya.
         - Reina jest magiem, bardzo silnym magiem… - opowiadałem pakując nasze rzeczy. – Podobnie jak my jest poszukiwana przez klasztor, ale nawet najświętsi kapłani nie są w stanie jej zlokalizować już od kilku lat. Była studentem tak samo jak ty i tak samo jak ty uciekła z zakazaną wiedzą. Ty dowiedziałaś się jak obudzić uśpioną w każdym człowieku magie, a ona jak ją ukryć. – zarzuciłem ciężką torbę na ramię i odwróciłem się do Nayi. – Chcę, żeby nauczyła cię jak zamaskować duchową energię, żebyś mogła walczyć u mojego boku. – uśmiechnąłem się i zacząłem bawić się kosmykami jej blond włosów.
         - Nie lubie jej... - powtórzyła widocznie niezadowolona. - Ale to mi się przyda - dodała, odsuwając moją rękę. - Godzina już pewnie minęła - zwróciła mi uwagę.
         - Jeszcze mamy czas. – odpowiedziałem zrzucając na podłogę ciężką torbę. – Powiedz Naya… - wziąłem jej dłoń i przyłożyłem do swojego policzka. – Zakochałaś się we mnie? – tym razem nie pytałem w żartach, chciałem wiedzieć, a przede wszystkim usłyszeć odpowiedź. Dłoń księżniczki zaczęła drżeć, a twarz zrobiła się czerwona. Natychmiast spuściła wzrok zawstydzona.
         - Czy ja cię... Ja nie wiem... znaczy... Ja myślę, że... O mój Boże... Myślę... - słowa nie składały się w logiczną całość. – Vicar nie możesz mi zadawać tak nagle takich... Matko... Ja nie... Ja nie mam pojęcia. Zależy mi na tobie, ale nie wiem... znaczy... - dłońmi zakryła swoją twarz. Nie wiedziała… albo nie zdawała sobie sprawy z własnych uczuć i emocji.
         - Pomogę ci podjąć decyzje. – popchnąłem ją na łóżko słysząc jak z jej gardła wydobywa się cichy jęk, a następnie zacząłem błądzić palcem po jej wargach… żuchwie… szyi… obojczykach… biuście. – Jesteś moja i nikomu cię nie oddam…. – delikatnie musnąłem jej usta. – Nikomu… - szepnąłem.
         - Vi... - zamknąłem jej usta pocałunkiem, zanim zdążyła dokończyć. Mimowolnie zamknęła oczy, nieświadomie mrucząc mi prosto w wargi, ale zdając sobie z tego sprawę odsunęła mnie od siebie. - Vicar, nie, nie teraz. Mamy coś do zrobienia - powiedziała szybko, żebym jej nie przerwał. Głośno dyszała, podobnie jak ja, a jej oczy błyszczały od nadmiaru wrażeń. Cholera… nie mieliśmy wiele czasu, ale nie chciałem przerywać. Zniosłem dwa pierwsze razy, ale trzeci w przeciągu doby to było już za wiele…
         Złapałem za nadgarstki i przeciągnąłem je nad głowę księżniczki i przytrzymywałem jedną dłonią. Wyglądała w tej pozycji jak niewinny i bezbronny anioł, co podziałało na mnie jak narkotyk. W kroczu poczułem wzrastające napięcie, a resztę mojego ciała oblał gorąc, dlatego długo nie myśląc złapałem za dół sukienki i pociągnąłem go do góry. Palcami sunąłem po jej udzie od wewnętrznej strony, ale będąc blisko krocza zatrzymałem się i pocałowałem dziewczynę w usta. Moja dłoń sunęła po udzie w górę i w dół, aż w końcu złapałem za materiał bielizny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 516
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Sro Sty 31, 2018 6:27 pm


     Nie zareagował. Nie posłuchał mnie, chociaż wyraźnie dałam mu do zrozumienia, że nie chciałam tego robić. Serce mi zaczęło walić, a oddech szaleć. Wpadłam w panikę. Nie wiedziałam, co zrobić. Nie wiedziałam, czego chciałam, a czego nie. A on mi nie ułatwiał. Nie ułatwiał mi tymi pocałunkami, dotykiem… Na miłość boską, czułam jak przyjemność wstrząsa moim ciałem, ale nie chciałam tego teraz. Nie chciałam być jedną z wielu. Nie mogłam mu na to pozwolić, dopóki miałam wątpliwości czy rzeczywiście mu na mnie zależało, czy do swoich emocji. Kiedy dotarł tam, gdzie chciałam, ale jednocześnie nie teraz, poczułam jak intensywny dreszcz wstrząsa moim ciałem. Nie chciałam brnąć daleko. Przestraszyłam się. Czego miałam się spodziewać? Co miałam robić? Jak miałam się zachowywać? Co jeśli go zawiodę? Jeśli nie będę taką, jaką sobie mnie wyobraził w tej sytuacji? Nie! Chcąc go powstrzymać mocno przygryzłam jego wargę, nawet nie przejmując się tym, że robiłam mu krzywdę. Kiedy przerwał i się odsunął zaparłam się w sobie i z całej siły go odepchnęłam.
     - Nie! – powiedziałam stanowczo, chociaż nie krzyczałam. Błyskawicznie się zsunęłam z łóżka, opuściłam sukienkę i się oddaliłam. – Musimy iść – zanim zdążył jakkolwiek na to zareagować, czy powiedzieć, wzięłam torbę i szybko opuściłam pokój. Przebierałam nogami w zastraszającym tempie, chcąc ochłonąć. Nadal to czułam… Nadal… Mój Boże, nadal pragnęłam, żeby dokończył. Moje ciało płonęło, w kroczu czułam wilgoć i byłam więcej niż zadowolona z materiału, jaki miała sukienkę, bo to zakrywał. Najgorsze, że Vicar na pewno to wyczuł, kiedy… Mój Boże… Dlaczego mu na to pozwoliłam?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 432
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Sro Sty 31, 2018 7:17 pm



        Naya wybiegła zostawiając mnie samego w pokoju. W ustach czułem smak krwi, który spowodowała rana jaką mi zaserwowała. Przetarłem wargi wierzchem dłoni, aby zetrzeć z nich czerwone plamy. Bolało… zacisnąłem dłonie w pięści.
        - Bolało, kurwa! – zerwałem się z miejsca i kopnąłem ze złości stojące obok łóżka krzesło, które uderzyło z hukiem w drzwi. Byłem wkurwiony, bardzo wkurwiony… na siebie, a przede wszystkim Naye, która zachowywała się jakbym jej robił nie wiadomo jaką krzywdę! Po co wygadywała te wszystkie głupoty skoro nic do mnie nie czuła!
        Zarzuciłem drugą torbę na ramie i wyszedłem z pokoju, oddając po drodze kluczyk gospodyni. Musiała bić ode mnie aura grozy, bo wszystkie kobiety, które jeszcze dziś rano się do mnie uśmiechały odwracały wzrok przerażone. Niech się boją i tak miałem to gdzieś. Nie obchodziło mnie co inny myślą i mówią. Od czasów czerwonego oka przyzwyczaiłem się do nieprzyjemnych komentarzy ludzi.
        Z oddali dostrzegłem Naye, kierującą się na miejsce spotkania. Nawet nie raczyła na mnie poczekać… Świetnie…
        - Daj to. – burknąłem zrównując z nią krok, wystawiłem rękę po torbę, którą tak naprawdę sam sobie wziąłem zarzucając na wolne ramie. Skoro ona na mnie nie zaczekała to jak na złość przyśpieszyłem kroku. Złość, aż ze mnie kipiała i miałem szczerą ochotę rozwalić wszystko dookoła. Przed spełnieniem mojego pragnienia powstrzymywał mnie fakt, że Neria na tym ucierpi, a nie chciałem być dla niej jeszcze większym ciężarem niż teraz.
        Reina i jej towarzysz już na nas czekali. Dziewczyna, aż rozpromieniła się na mój widok i szybko do mnie podbiegła.
        - Spóźniony jak zawsze. – uśmiechnęła się, ale po chwili posmutniała. – Co się stało? – zapytała wyczuwając mój grobowy humor.
        - Wdałem się w bójkę, to nic takiego. – skłamałem, aby jakoś uzasadnić ranę na swojej wardze. Wstyd mi było się przyznać, że zostałem odrzucony, aż w tak brutalny sposób. Reina od razu dostrzegła świeżą krew na ustach i położy na nich palec wskazujący. Zamknęła oczy i powiedziała coś bezgłośnie, a rana rozmyła się w powietrzu. – Dzięki. – dodałem nie siląc się na uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 516
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Sro Sty 31, 2018 8:32 pm


     Kiedy zobaczyłam minę i zachowanie Vicara wiedziałam, że robiłam coś, czego nie powinnam. Okropnie się z tym poczułam, bo on tyle dla mnie zrobił. Uratował mnie, niejeden raz. Dawał mi do zrozumienia, że mnie pragnął. Mówił, że mu na mnie zależy, ale przecież to mogły być tylko słowa. Mógł po prostu wykorzystywać metody, które zawsze działały, a które wypracował przez lata uwodzenia i zaspokajania kobiet. Skąd mogłam wiedzieć, czy nie byłam jedną z nich? Skąd mogłam wiedzieć czy był szczery? Czy to, że zagrożenie mojego życia obudziło go spod kontroli demona wystarczyło? Czy to, że nie chciał mnie zostawić w tunelach wystarczy? Czy to, że nazwał mnie „swoją dziewczyną” wystarczy? To było dla mnie za dużo… Nie wiedziałam co robić, jak zareagować. Gubiłam się w tej rzeczywistości. W klasztorze mnie nie nauczyli radzenia sobie w takich sytuacjach. Musiałam się nauczyć metodą prób i błędów. Z drugiej strony… Co musiał zrobić Vicar, żeby mi to wystarczyło za pewnik? Czy w ogóle coś takiego istniało? Czy zawsze będzie mi towarzyszył ten okropny strach?
     Zmrużyłam oczy wpatrując się w Reinę i nawet nie ukrywając niechęci jaką do niej żywiłam. W jakim stopniu była dla mnie zagrożeniem? Musiałam się tego dowiedzieć…
     - Wyglądacie, jakby coś was łączyło… - zwróciłam się do kobiety, brzmiąc najspokojniej jak mogłam w tej chwili. Co ich łączyło?
     - Nie powiedziałeś jej o nas? - zapytała zdziwiona Vicara, a ja już pożałowałam, że w ogóle byłam tego ciekawa. „O nas”… To nie mogło być nic dobrego.
     - Nie pytałam… - wyjaśniłam. Nie ciągnij tematu Naya. Nie rób tego, bo pożałujesz…
     - Vicar i ja byliśmy parą przez długi czas - odpowiedziała z uśmiechem… I masz babo placek… Chciałaś, to masz… „Długi czas…” Poczułam jak wściekłość we mnie narasta.
     - Przepraszamy na moment… - skomentowałam, łapiąc Vicara a ramię i odciągając go kawałek dalej, na tyle, żeby nas nie słyszano. – Nie mówiłeś mi, że kiedykolwiek miałeś… dziewczynę… - powiedziałam pół-szeptem. Skrzyżował ramiona i nadal wyglądał na złego. Przytłaczało mnie to.
     - A co, wyglądam ci na faceta, który uwodzi na jedną noc, a potem zostawia, tak? - burknął niezadowolony, ale co się dziwił, że mogłam tak pomyśleć?
     - Ymm… - spuściłam wzrok, splotłam ręce z tyłu i kopnęłam jakiś kamień na ziemi, żeby zająć się czymś poza tym zażenowaniem.– Nie powinnam oceniać ludzi po pozorach, ale na początku takie zrobiłeś na mnie wrażenie. Bałam się do ciebie zbliżyć, bo nie dość, że nie wiedziałam jak współpracować z ludźmi i jak tworzyć z nimi relacje, to jeszcze twoje zachowanie mnie trochę przytłaczało. Potem przestało…
     - Piękne bajki opowiadasz, ale to nie zmienia faktu, że zraniłaś mnie i uciekłaś. Chyba nie mamy o czym rozmawiać – jeszcze gorzej się poczułam. Nigdy nie zamierzałam go w żaden sposób krzywdzić, a skrzywdziłam podwójnie.
     - Przepraszam, stchórzyłam… - jeszcze bardziej spuściłam głowę. – Nie sądzę, żebym w tej chwili była gotowa na takie zbliżenie… - Vicar zaczął się we mnie w milczeniu wpatrywać. Nie czułam się z tym komfortowo, bo nie wiedziałam, co sobie w tej chwili myślał. Był zły? Smutny?... Rozczarowany? – Naprawdę cię za to przepraszam… - przeniosłam ręce na przód i splotłam je ze sobą. Niepewnie na niego spoglądałam. Chciałam go dotknąć, ale nie potrafiłam po tym jak się zachowałam. Twarz Vicara przybrała łagodniejszy wygląd i można było dostrzec lekkie rumieńce na jego polikach.
     - Chodź tu - objął mnie ramieniem i na chwile przysunął do siebie, na co odpowiedziałam ulgą. Przez bliskość, która pojawiła się po raz kolejny pomiędzy nami mężczyzna mógł poczuć, jak moje ciało się rozluźnia, a ja oddycham z ulgą. - Teraz będziesz musiała się postarać... - odsunął się. - ... żebym cię dotknął. - uśmiechnął się, a ja nie byłam pewna czy mówił poważnie, czy żartował. Chyba w tym momencie nie chciałam rozwiewać tych wątpliwości.
     - Czy to źle, że wcale nie chcę do nich wracać? – zapytałam, starając się nie pokazać, że intensywnie myślałam nad tym, co powiedział. Czy… kuszenie go nie sprawi, że będę kompletnie inną osobą? To nie było do mnie podobne. Nie mogłam sobie siebie wyobrazić jako takiej kobiety.
     - A gdzie byś mnie zabrała? - uśmiechnął się jeszcze szerzej, wiedząc, że tak długa rozmowa na pewno wygląda dziwnie z perspektywy czekających. Nie obchodziło mnie to, bo wydawało się, że jego humor się poprawił. A to było dla mnie bardzo ważne.
     - Nie mam pojęcia…
     - Wracajmy. - odwrócił się i ruszył w stronę Reiny. Podążyłam za nim, czując się o wiele lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 432
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Czw Lut 01, 2018 6:33 pm




          Chociaż chciałem to nie potrafiłem długo złościć się na Naye. Przeprosiła mnie i zachowywała się tak bardzo uroczo, że moje serce zabiło po raz kolejny. Cholera, czułem jak się rumienie, a to nie było do mnie podobne. Żadna inna dziewczyna wcześniej nie działała na mnie w taki sposób. Naya była wyjątkowa, a raczej uczucie, które do niej żywiłem. Sam się sobie dziwiłem, ale chyba faktycznie zakochałem się w niej.
          - Długo wam zeszło. – Reina oparła dłoń na biodrze uśmiechając się radośnie. – Opowiedziałeś jej wszystko? – pokiwałem przecząco głową.
          - Tak naprawdę poszliśmy się poprzytulać. – odpowiedziałem z uśmiechem przez co twarz ciemnowłosej na chwilę przybrała nieodgadniony wyraz. – Idziemy? – dodałem tym samym tonem.
          - Pewnie. – schyliła się i wzięła jedną torbę na ramię. Zrobiło mi się głupio, że mając dwójkę mężczyzn obok, ona musi dźwigać takie ciężary, dlatego podszedłem do niej i wystawiłem dłoń.
          - Daj, pomogę. – zaproponowałem. Reina patrzyła się na mnie zdziwiona, ale oddała mi torbę.
          - Dziękuje. – uśmiechnęła się inaczej niż do tej pory i miałem dziwne przeczucie, że mogła opacznie zrozumieć moją chęć pomocy. Jej towarzysz podszedł do nas z rozbawioną miną.
          - Lecisz na dwa fronty? – zapytał ironicznie. Nie polubiłem go już wcześniej, a teraz jedynie wzmógł do mnie swoją niechęć, tak że miałem ochotę zmazać mu te uśmieszek z twarzy. – Vingard. – przedstawił się, ale nie patrzył na mnie, tylko na księżniczkę.
          - Naya. – odpowiedziała, a on znowu się uśmiechnął.
          - Naya… - powtórzył przez co zapaliła mi się czerwona lampką i natychmiast złapałem blondynkę za rękę i zacisnąłem ją mocniej niż zazwyczaj. Patrzyłem wrogo na mężczyznę i nie obchodziło mnie to, że wyglądał na większego i silniejszego. Vingard nie pozostał mi dłużny i również wpatrywał się we mnie tylko, że jego wzrok był bardziej rozbawiony niż groźny. Zabije go jeśli tylko powie bądź zrobi coś niestosownego w kierunku Nayi.
          - No już, już. – Reina weszła pomiędzy nas i odepchnęła na boki. – Mamy współpracować, więc żadnych bójek, zrozumiano? – dlaczego to akurat na mnie patrzyła się wypowiadając te słowa? To on zaczął mnie prowokować. – Chodźmy. – powiedziała i ruszyła w stronę lasu, a białowłosy za nią. Byłem tak bardzo wściekły, że nawet nie zauważyłem, kiedy bardzo mocno zaciskałem dłoń księżniczki.
          - Przepraszam. – zabrałem szybko rękę i spojrzałem w drugą stronę zawstydzony. Miałem nadzieje, że nie zrobiłem jej krzywdy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 516
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Sro Lut 07, 2018 6:43 pm


     Dziwnie się czułam, kiedy Vingard się we mnie wpatrywał. Trochę tak, jakbym była osaczona. Nie podobało mi się to i gdyby Vicar mnie nie złapał za rękę, sama bym się do niego przysunęła, żeby to zrobił. Na szczęście ta sytuacja szybko się rozmyła, chociaż moją uwagę już i tak bardziej przyciągała ręka księcia, którą mocno zaciskał na mojej. Boleśnie, ale tym razem mi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Niestety w końcu zabrał rękę i przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. Niepewnie spojrzałam na jego dłoń, a następnie na moją, by ostrożnie łapać jego. Kiedy na mnie spojrzał widocznie zaskoczony moim zachowaniem, odwróciłam wzrok zarumieniona. Vicar uśmiechnął się i skrzyżował nasze palce, co odebrałam z ulgą. Następnie dołączyliśmy do pozostałych. Skierowaliśmy się w głąb lasu. Reina ściągnęła wisiorek z głowy i mi go podała.
     - Załóż go - bardziej rozkazała niż poprosiła, co wcale mi się nie spodobało. - Zablokuje na razie twoją magię do czasu, aż nie nauczysz się jej maskować. Niestety nie mogę pozwolić, abyś zdradziła naszą pozycje przez niefortunny przypadek -  Vingard również zdjął swój wisior i podał go Vicarowi, który wyrwał mu go z ręki zaplątał wokół nadgarstka. Ja swojego jeszcze nie zakładałam, spoglądając na kobietę i oczekując prostego słowa „proszę”. Kobieta z kolei położyła rękę na biodrze i wpatrywała się we mnie z niechęcią.
     - Zawsze możesz tu zostać sama – złapała za rękę Vicara, który westchnął i jedynie pomachał głową zrezygnowany.
     - Będę wtedy bezbronna – rzuciłam ostro, trzymając naszyjnik w ręku. A jako, że mój towarzysz nie odtrącił ręki Reiny, ja go puściłam.
     - Naya, proszę... - Vicar wyciągnął rękę w moim kierunku, ale nie miałam zamiaru jej łapać.
     - Gdzie dalej idziemy? – zapytałam dziewczyny.
     - Wioska magów - odpowiedziała mocniej zaciskając palce na dłoni Vicara.- Niezależni magowie, tacy jak ty czy ja. - Uśmiechnęła się, a ja ponownie spojrzałam na naszyjnik, zagryzając wargę.
     - Jak to zadziała?
     - Nie boli, jeśli o to ci chodzi. Poczujesz jedynie pustkę, kiedy spróbujesz użyć jakiegoś zaklęcia. – Poczułam się tak, jakby mi ktoś sprzedał kopa. Od razu przypomniałam sobie to, co się wydarzyło. Te potwory, informacje o demonach… Miałam pozwolić sobie odebrać jedyną rzecz, która zapewniała mi bezpieczeństwo? Vicar zabrał dłoń Reinie i niezadowolony wziął mnie pod ramie, odciągając kawałek dalej.
     - Jeśli mi nie ufasz to nie musimy z nimi iść - powiedział trudnym do odgadnięcia tonem. - Wracamy do miasta? - zapytał puszczając mnie.
     - Vicar… - zaczęłam spuszczając wzrok. – Ja nie ufam im. Poza tym… magia to jedyne co umiem. Bez tego tak naprawdę nic nie znaczę. Czuję się z nią bezpieczniejsza.
     - Czyli ze mną nie czujesz się bezpiecznie? – miałam wrażenie, że powiedziałam coś nie tak.
     - Czuję, ale nie chcę być bezużyteczna – odpowiedziałam naburmuszona.
     - To nie jest wszczepione w skórę, wiesz? Zawsze może to zdjąć... - odpowiedział obrażony, co zmusiło mnie do podniesienia na niego spojrzenia.
     - Co się stało? - Skrzyżował ramiona.
     - Jestem zły na ciebie, przez to jak się zachowujesz i co mówisz.
     - Nie bardzo rozumiem… - Vicar westchnął.
     - Cały czas zachowujesz się jakbym chciał ci zrobić krzywdę Naya. Mówisz, że mi ufasz, ale tak nie jest, bo gdybyś mi ufała to bez słowa założyłabyś naszyjnik, który dała ci Reina. Nie podoba mi się to jak mnie traktujesz i co do mnie mówisz. Możesz to robić nieświadomie, ale nadal... – po raz kolejny spojrzałam na naszyjnik i z trudem, ale w końcu to cholerstwo założyłam. Wcale tego nie chciałam.
     - Przepraszam. Mówiłam ci, że nigdy nie byłam uczona, ani sama się nie uczyłam relacji międzyludzkich. Wcale nie chcę, żebyś się czuł w ten sposób.
     - To wszystko? Nie przeprosisz mnie? - zapytał z cieniem uśmiechu na ustach.
     - Przecież właśnie to zrobiłam… - Vicar przechylił głowę na bok z szerszym uśmiechem.
     - Niczego nie poczułem.
     - Ow… Ty mówisz o… A. – Zdezorientowałam się. Mężczyzna się nie poruszył i wciąż czekał. – Powinniśmy iść… - spuściłam wzrok speszona.
     - Nigdzie się nie wybieram bez należytych przeprosin.
     - Już cię przeprosiłam – skrzyżowałam ręce.
     - Aha... - ruszył w stronę dwóch pozostałych magów. - Nie będę cię zmuszać skoro nie chcesz... – poczułam się tak, jakbym po raz kolejny powiedziała coś niewłaściwego. Jak miałam nad sobą panować, skoro zdawałam sobie sprawę z błędu dopiero po tym jak już go popełniłam?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 432
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Sro Lut 07, 2018 9:51 pm



         Złość, rozczarowanie, zmęczenie. To były trzy emocje, które od pewnego czasu mną kierowały. Przyczyną tego była Naya, która na każdym kroku pokazywała mi skrajne zachowanie. Słowa zaprzeczały czynom i byłem naprawdę zniechęcony ciągłym tłumaczeniem, co robiła źle. Rzucanie grochem o ścianę, bo nie wyciągała z tego żadnych wniosków. Owszem, podobała mi się zarówno w aspekcie wizualnym jak i charakterem, ale może powinienem dać sobie spokój skoro ona nie była gotowa na stworzenie jakichkolwiek relacji.
         Rozczarowany kolejną nieudaną rozmową wróciłem do Reiny i jej towarzysza. Nie chciałem już nic mówić, bo miałem dość wrażeń jak na jeden dzień. Ciemnowłosa znała mnie bardzo dobrze, dlatego nie drążyła tematu i złapała mnie za rękę. Vingard natomiast złapał Naye, co pomimo mojej złości na nią wcale mi się nie spodobało. Zmrużyłem więc oczy, wpatrując się groźnie w białowłosego mężczyznę, ale nie robiąc niczego. Chciałem znaleźć się w tej pieprzonej wiosce i w końcu odpocząć. Księżniczka wyrwała białowłosemu rękę, co poprawiło mi trochę humor. Nie umiałem powstrzymać uśmiechu widząc jak waleczna była, szkoda że tylko w tej kwestii.
         - Uuu drapieżna kotka. – zaśmiał się. – Zostajesz? – zapytał dziewczynę.
         - Co? Nie rozumiem... – mężczyzna znowu się zaśmiał i szczerze to również miałem taką ochotę. Naya chyba nie zrozumiała, że musiała trzymać za rękę albo Reine albo Vingarda, żeby skorzystać z ich portalu.
         - Czego was uczą w tym klasztorze? – uniósł brwi rozbawiony.
         - A czego cię matka nauczyła skoro wyśmiewasz czyjąś niewiedzę? – wzrok mężczyzny zrobił się groźny, oddech przyśpieszył, knykcie zrobiły się białe. Przestraszyłem się, więc chciałem odciągnąć od niego Naye, ale Reina mnie uprzedziła.
         - Uspokój się, proszę. – położyła mu dłoń na torsie popychając księżniczkę w moją stronę. Vingard naprawdę wyglądał jakby miał zaraz stracić nad sobą panowanie, dlatego schowałem księżniczkę za swoimi plecami. – Vi… już dobrze… już dobrze… - nigdy bym nie pomyślał, że Reina może mówić z taką czułością i spokojem. Zachowywała się jak matka, próbująca uspokoić swoje niemowlę.
         - Zrobiłam to ponownie, prawda? – Naya zapytała przerażona, spoglądając na mnie.
         - Nie wiedziałaś… - przytuliłem ją, żeby zapewnić, że nie zrobiła nic złego. – Nie mogłaś wiedzieć, nie obwiniaj się.
         - Naprawdę powinnam przestać gadać... – mówiła to tak jakby była zła na samą siebie.
         - Chętnie zamknąłbym ci usta. – wypaliłem zanim pomyślałem. Idiota, nie powinieneś żartować w takiej chwili.
         - W to nie wątpię... - odpowiedziała, ale nie było jej do śmiechu. Mnie również, bo pomimo tego, że nie darzyłem tego mężczyzny sympatią, zrobiło mi się go żal. Musiał przeżyć coś strasznego, że wywoływało to u niego taką traume.
         - Dzięki… - Vingard odpowiedział ledwo słyszalnie zdejmując rękę Reiny. Nie przypominał już tego pewnego siebie mężczyzny sprzed chwili. Wyglądał teraz jak skrzywdzone dziecko, które nie jest w stanie pogodzić się z przeszłością. Wiedziałem dokładnie co czuł w tej chwili, mimo że nie znałem jego historii. Ból zawsze pozostanie i nie da się go niczym wymazać, ani zakazanymi zaklęciami, ani czasem.
         - Przepraszam cię za to. – Reina podeszła do Nayi wyraźnie przejęta. – Nie obwiniaj się. – położyła jej na chwilę rękę na ramieniu. Białowłosy spojrzał w naszym kierunku i jedynie skinął głową z przeprosinami. Nie był w stanie wykrztusić z siebie niczego, co dla mnie było zrozumiałe, ale czy dla księżniczki? Nie wiem.
         - Ymm... Vingard? - spojrzała niepewnie na mężczyznę. - Czy mogę do ciebie podejść? – na dźwięk tych słów mocniej przysunąłem ją do siebie. To nie był dobry pomysł i chciałem dać to do zrozumienia nie używając słów. Niestety białowłosy pokrzyżował moje plany.
         - Tak… - odpowiedział cicho, ale dla pewności pokiwał jeszcze głowa.
         - Vicar, w razie czego zwieję - uśmiechnęła się do mnie, ale to wcale nie poprawiło mojego nastawienia. Nie znałem go, musiałbyć nowy w wiosce, więc nie byłem pewien do czego jest zdolny i jak bardzo silny jest. Chociaż… skoro towarzyszył samej Reinie to musiał dorównywać jej poziomem, co jeszcze bardzo mnie zdenerwowało.
         Postanowiłem jednak nie ingerować w decyzje Nayi, bo skoro oczekiwałem od niej zaufania to również to samo musiałem dawać. Księżniczka podeszła do białowłosego, trzymając należyty dystans.
         - Naprawdę przepraszam za to co powiedziałam. Czasami mam paskudny nawyk mówienia zanim pomyślę i popełniania błędów. Nie znam cię i mówienie takich rzeczy było co najmniej niestosowne z mojej strony - podniosła na niego niepewny wzrok. Mężczyzna kiwnął znowu głową, po czym wyciągnął rękę w jej stronę.
         - Czy to naprawdę konieczne? - zapytała, patrząc na jego dłoń.
         - Jeśli chcesz się dostać do naszej wioski to tak. – Reina uśmiechnęła się i spojrzała pierw na mnie, a potem na leżące torby i znów na mnie. Co za niewinna sugestia… Westchnąłem i wziąłem pakunki, chociaż nie było to łatwe. Zbyt ciężkie…  - Vignard. – wydała polecenie i wokół mężczyzny utworzył się portal zabierający jego i Naye, która westchnęła ale złapała wcześniej jego dłoń. Mrugnąłem i już ich nie było. – Teraz my. – Reina położyła mi dłoń na ramieniu, bo nie miałem wolnych rąk. Przytrzymywałem nimi torby, bo inaczej moje barki byłyby zbyt przeciążone.  Zamknąłem oczy czekając na teleportacje, ale wpierw usłyszałem głos ciemnowłosej, który zabrzmiał jak alarm w mojej głowie. – Dobrze, że nie masz się jak bronić… - otworzyłem oczy czując jej wargi na swoich. Trwało to tylko sekundę, ale nadal było pocałunkiem. Chciałem na nią krzyknąć, ale wokół nas pojawił się portal i zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć stałem obok Nayi i Vingarda w wiosce niezależnych magów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 516
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Czw Lut 08, 2018 6:35 pm


     - Nie powinni już być? – zapytałam, patrząc w kierunku, w którym jeszcze chwilę temu widziałam Reinę. Zaraz potem się pojawili, ale mina Vicara mi się w ogóle nie spodobała. Wyglądał jakby zobaczył ducha, albo jakby coś go przeraziło na śmierć. – Wszystko w porządku? – spytałam go, podchodząc bliżej zaniepokojona jego zachowaniem. Vicar zerknął w stronę Reiny, która spojrzała na niego pytająco.
     - Nie martw się. Nic mi nie jest. - Zrzucił torby, które miał na sobie, ale nie wyglądał jakby wszystko było w porządku.
     - Zabierz zapasy - odezwała się do towarzysza, który posłusznie wykonał polecenie. - Pójdę poszukać, gdzie mogłabym was zalokować. - Uśmiechnęła się. - Poczekajcie tutaj - dodała i ruszyła wgłęb wioski. Ja podeszłam do swojego towarzysza.
     - Nie wyglądasz, jakby wszystko było w porządku.
     Widząc jak ciekawskie oczy wpatrują się w nas z każdej strony złapał mnie za rękę i zaciągnął za budynek, obok którego wylądowali. Oparł mnie o ścianę i zaczął błądzić palcami po jej szyi w te i z powrotem, aż w końcu wszedł na żuchwę i zahaczył opuszkiem o wargę, rozchylając ją. Serce mi błyskawicznie przyspieszyło, przez co oddech stał się nierównomierny. Patrzyłam mu prosto w oczy, czekając aż coś zrobi. Wbrew sobie liczyłam na pocałunek. Vicar cały czas delikatnie jeździł opuszkiem po mojej dolnej wardze, aż w końcu przysunął się bardzo blisko i nachylił jak do pocałunku. Mogłam poczuć na ustach jego ciepły oddech. Niestety w ostatniej chwili się odsunął nie wykonując żadnego ruchu.
     - Nie – zareagowałam gwałtownie, łapiąc go za rękę i przysuwając ponownie do siebie. Zdając sobie z tego sprawę, spuściłam zawstydzona wzrok, czując jak moje policzki płoną. – Dokończ – powiedziałam niemal szeptem, nie patrząc mu w oczy, bo byłam zbyt zażenowana.
     - Oszustka... - podniósł mój podbródek do góry, tak żebym spojrzała mu prosto w oczy. To tylko bardziej mnie zawstydziło, ale trudno. - To ty miałaś mnie uwieść... - pomimo tego co powiedział i tak mnie pocałował delikatnie i subtelnie, jakby chcąc mnie zachęcić. Nie musiał się za bardzo starać. Wystarczyło, że zobaczyłam go z Reiną… Z tego powodu pozwoliłam sobie pogłębić pocałunek, wiedząc jednocześnie, że potem spalę się ze wstydu. Mężczyzna objął mnie ramionami w tali i przycisnął mocno do siebie tak, że nasze miednice się stykały. Pogłębił pocałunek, ale był przy tym coraz bardziej namiętny. We mnie też zaczęło wzrastać napięcie, co mnie trochę ostudziło i ostrożnie go odepchnęłam. Nie powiedziałam niczego tylko się nieśmiało uśmiechnęłam.
     - Chciałbym, żebyś zawsze była taka urocza - wyszeptał mi do ucha z uśmiechem. - Wracajmy, albo dostanie mi się po głowie. - Puścił mi oko i złapał za rękę. Zacisnęłam palce na jego dłoni i podążyłam za nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 432
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Czw Lut 08, 2018 8:46 pm




          Pocałunki powoli przestawały mi wystarczać. Chciałem iść o krok dalej, ale pamiętałem jak skończył się ostatni raz i nie chciałem go powtarzać. Pragnąłem ją zniewolić, pieścić i doprowadzać do szaleństwa przez całą noc, ale ona tego nie chciała. Nie pożądała mnie w ten sam sposób jak ja jej.
Wróciliśmy na miejsce, ale po Reinie nadal nie było śladu. Pamiętałem jakie zasady panowały w tej wiosce i nie podobało mi się, że nie będę mógł być blisko mojej księżniczki przez długą noc. Miałem tylko nadzieje, że ciemnowłosa wiedziała co robi i nie zrobi Nayi żadnego świństwa.
          Ukryta wioska niezależnych magów w ogóle się nie zmieniła. Nadal otoczona była lasem i górami nadając temu miejscu tajemniczy klimat. Cisza pogłębiała to odczucie, a zwłaszcza cykady, które nagle ją przerywały. Nie lubiłem tego uczucia niepokoju, bo wydawało mi się obce i niebezpieczne. Miałem nadzieje, że szybko załatwimy swoje sprawy i zmyjemy się stąd.
          - Vicar! – Reina machała do mnie ręką z daleka, więc wziąłem nasze torby i nie puszczając dłoni księżniczki ruszyłem w jej stronę. – Znalazłam ci domek. – uśmiechnęła się. – Lepszy niż ostatnim razem. – zaśmiała się, a ja przypomniałem sobie jak okropne było poprzednie miejsce. Robiłem wszystko, żeby spędzać te noce z ciemnowłosą, bo nie chciałem tam spędzać nawet sekundy. Poszedłem za dziewczyną, która wskazała mi palcem dość dobrze wyglądający domek. – Będziesz miał współlokatora, ale na razie go nie ma. Naya za to będzie mieszkała ze mną. – uśmiechnęła się do księżniczki, na co odetchnąłem z ulgą. Byłem wdzięczny, że Reina postanowiła się nią zając, bo wioska nie należała do najbezpieczniejszych miejsc. Gdyby była z kimś innym czułbym wieczny niepokój, że coś może się jej stać. Wiedziałem, że ciemnowłosa mnie nie zawiedzie, bo nadal bardzo jej na mnie zależało.
          - Cóż za zaskoczenie... - odpowiedziała sarkastycznie, widocznie niezadowolona, co podziałało na mnie jak alarm i mocniej zacisnąłem palce na jej dłoni.
          - Słucham? - zapytała ostro. Naya spojrzała na mnie i nie wiedziała jak powinna zareagować.
          - To gdzie te pokoje? - zapytała, uśmiechając się sztucznie, co było bardzo wyczuwalne i chyba nie spodobało się Reinie, która chciała jedynie pomóc.
          - Przyprowadź ją do mnie później. – nawet nie spojrzała na księżniczkę i wściekła udała się na swoje włości. Jeżeli one ciągle będą się tak zachowywać to chyba nigdy stąd nie uciekniemy.
          - Ona próbuje nam pomóc. – odezwałem się widząc, że dolałem jedynie oliwy do ognia. – Wiem, że jej nie lubisz, ale nie zrobiła nic złego. – pomijając pocałowanie mnie, kiedy nie byłem tego świadomy. – Współpracuj, dobrze? – przyciągnąłem ją trochę bliżej. – Dla mnie. – dodałem z uśmiechem mając nadzieje, że uda mi się ją przekupić.
          - Czyli mam rozumieć, że tobie się podoba to, że mamy oddzielne pokoje? A co z tym twoim "Od dzisiaj każdą noc będziemy tak spędzali"? – parsknąłem śmiechem, bo Naya nawet nie zdawała sobie sprawy, co tak naprawdę mi proponowała.
          - Może to i lepiej? – odpowiedziałem z szerokim uśmiechem. – Przynajmniej nie będę się musiał powstrzymywać przed zerwaniem z ciebie ubrań i całowaniu przez całą noc. – zażartowałem, chociaż był w tym cień prawdy. Słowo całowanie wystarczyło zamienić na pieprzenie i wychodził pełny obraz mojego codziennego zmagania.
          - Vicar, nie podoba mi się ten pomysł... - odezwała się pewnie. - Reina... Nie wydaje się osobą, która robi coś za darmo. – pogłaskałem ją po głowie zdając sobie sprawę z tego, o co tak naprawdę się martwiła.
          - To za tobą szaleje Naya, to ty jesteś dla mnie ważna i to ciebie chcę przytulać, nie ją. – uśmiechnąłem się ciepło. – Wiem, że ona robi to tylko i wyłącznie dla mnie , nie dla ciebie, ale znam ją dobrze i ufam jej. Ona nie jest osobą dążącą po trupach do celu. – pocałowałem ją w czoło. – Z nią będziesz bezpieczna, ze mną nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 516
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Pią Lut 09, 2018 10:28 pm


     Czułam się jak w potrzasku, bo nie miałam żadnego wyboru. Musiałam grać zadowoloną, chociaż miałam wrażenie, że w klasztorze byłoby mi o wiele lepiej niż tutaj. Może ucieczka to nie był dobry pomysł? Może zamiast zostawiać to życie powinnam była porozmawiać z każdym i przekonać ich do buntu przeciwko kapłanom? Nas uczniów było o wiele więcej. A wtedy nie byłabym tak zdezorientowana emocjonalnie. Tam uczucia były znikome, co było zapewne powodem tych napojów, które nam kazano regularnie pić. Przynajmniej w jakiś sposób dawało to mi stabilność. A teraz? Tera byłam zamknięta w obcej wiosce, bez swoich mocy i w dodatku w pokoju z byłą mężczyzny, w którym się zakochałam, która najwidoczniej nadal miała na niego chęć. Zapowiadało się na cudowne wakacje…
     - Z tobą czułabym się o wiele bezpieczniejsza i pewniejsza – odpowiedziałam spuszczając naburmuszony wzrok.
     - Wiem. - Znowu przejechał palcami po moich ustach. - Również chciałbym, abyś była ze mną... – uśmiechnęłam się szeroko do niego i złapałam go za rękę, którą błądził po wargach, ale nie odsunęłam żadnej.
     - Jakbyś… - zaczęłam, ale kiedy zdałam sobie sprawę  tego, co miałam zamiar zaproponować, szybko zorientowałam się, że to był co najmniej tragiczny pomysł. – Nie, to zły pomysł – westchnęłam zrezygnowana. – Co powinniśmy teraz zrobić? – zapytałam. Vicar był chyba bardzo zaciekawiony tym co chciałam powiedzieć, dlatego postanowił do tego wrócić.
     - Jakbym...? – zapytał, a ja westchnęłam.
     - Jakbyś ją poprosił to może być zmieniła zdanie.
     - W tej wiosce jest wyraźnie zaznaczona linia pomiędzy męskimi domkami a damskimi. - Wskazał ręką linie, o którą mu chodziło. - Kobiety nie mogą nocować u mężczyzn, ale mężczyźni mogą u kobiet. - Uśmiechnął się i odrobinę zarumienił zawstydzony. - Dziwnie bym się czuł gdyby ona widziała jak my... - nie chciał dokończyć więc włożył dłoń we włosy i lekko je targał. Doskonale zrozumiałam o co mu chodziło i poczułam jak sama się rumienię. Spuściłam wzrok.
     - Nie chcą… - przełknęłam ślinę, ściszając głos jeszcze bardziej. - … tutaj dzieci?
     - Niestety... dziecko może zdradzić pozycje w każdym momencie, a Reina nie może na to pozwolić jako przywódczyni. - Zdjął palce z moich ust i przeniósł na talie. - Reina wiele przeżyła, ale troszczy się o wszystkich w wiosce, więc mam nadzieje, że spróbujesz się z nią dogadać. - Przysunął mnie bliżej siebie. Uwielbiałam jak to robił. Czułam się z tym naprawdę dobrze. - I nie pobijecie się o mnie - mrugnął do mnie, a ja się uśmiechnęłam.
     - To od niej zależy czy poczuję prymus zaatakowania jej – puściłam mu oczko. – Każdy może odejść z wioski w każdej chwili? – Współczułam im. Zasady w tej wiosce były okropne. A co jeśli ktoś marzył o dziecku? Mógł tak po prostu odejść i spełnić swoje marzenie?
     - Mnie wypuścili, więc wydaje mi się, że tak. - przytulił mnie. - Natomiast ja nie wypuszczę ciebie dopóki mnie nie pocałujesz. – Spuściłam wzrok zarumieniona, wiedząc że nie żartował. Znałam go na tyle dobrze, żeby mieć świadomość, że w takich sytuacjach mówił szczere. Naprawdę nie miał mnie zamiaru puścić, dopóki go nie pocałuję. Trochę mnie to zastanawiało, bo czy przypadkiem nie czułby się lepiej, gdybym to zrobiła z własnej inicjatywy, a nie przez jego zagrywki?
     - A co jeśli nie chcę, żebyś mnie puszczał? – zapytałam zanim pomyślałam i chociaż się zaczerwieniłam, to nadal uśmiechnęłam.
     - Wtedy zmusisz mnie do posunięcia się o krok dalej... - wyszeptał mi do ucha, przyprawiając o palpitacje serca. Przez moje ciało przebiegły dreszcze.
     - Potrafisz być wyjątkowo przekonujący… - odpowiedziałam i pocałowałam go w policzek.
     - Szkoda... liczyłem na to, że zostaniesz - wyszeptał całując mnie w ucho. Po raz kolejny poczułam dreszcze, ale wypadało się w końcu ruszyć dalej, więc odsunęłam się od Vicara.
     - To gdzie jest pokój Reiny?
     - Zostawię tylko swoje rzeczy i już ci wszystko pokazuje. - Puścił mi oko i wszedł do domu razem ze swoją torbą. Nie zajęło mu to długo, bo po chwili wyszedł ze zniesmaczoną miną. - Zabije Reine... znów mi to zrobiła.
     - Słabe warunki?
     - Syf... - skomentował i przerzucił swoje ramie przez moją szyję. Uśmiechnęłam się i złapałam go za nie. – Chodźmy. – Kiwnęłam głową i za nim podążyłam. Nie minęło dużo czasu a byliśmy pod odpowiednim domkiem, w którego drzwi zapukałam. Reina je otworzyła i spojrzała pierw na mnie nadal widocznie niezadowolona, ale humor od razu się jej poprawił widząc minę Vicara.
     - Podoba ci się? - zapytała z uśmiechem.
     - Reina… - mężczyzna rzucił groźnie.
     - Słucham? – dziewczyna zatrzepotała rzęsami jak niewiniątko.
     - Zamorduje cię kiedyś wiesz?
     - Też cię kocham, a teraz zmykaj do siebie. - Pomachała rękami wypraszająco, a ja niepewna i zaniepokojona spojrzałam na wojownika. Nie chciałam zostawać z nią sam na sam. Vicar natomiast westchnął i pocałował mnie w skroń.
     - Na razie - spojrzał na ciemnowłosą. - Dopadnę cię...  - na to dziewczyna się uśmiechnęła i pomachała na do widzenia. Przełknęłam ślinę i w milczeniu weszłam do środka, czując się tak, jakbym szła na ścięcie.
     - Nie gryzę - zapewniła mnie, ale ja za bardzo jej nie wierzyłam. Poza tym chyba nie chciałam widzieć ją w sposób pozytywny.
     - Nie ufam ludziom – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
     - Vicarowi jakoś zaufałaś. - Oparła się o ścianę z założonymi rękami.
     - Długo o to walczył…
     - "Zdobędzie i zostawi", wiele dziewczyn myśli o nim w ten sposób - powiedziała zamyślonym tonem.
     - Byłam jedną z nich.
     - Tak podejrzewałam - odepchnęła się od ściany i usiadła na dwuosobowym łóżku. - Vicar to niegrzeczny "chłopiec". - Uśmiechnęła się, a ja spojrzałam na nią pytająco.  - Uważaj na niego.
     - Nie widziałam go od tej strony. - Uniosła brwi zdziwiona.
     - To wy jeszcze nie... ? – poczułam jak się rumienię i błyskawicznie odwróciłam się do niej tyłem.
     - To nie twoja sprawa – rzuciłam widocznie niezadowolona z tego, o co zapytała. Co ją interesowało czy przespałam się z Vicarem czy nie?
     - Dziwne... normalnie nie czeka z tym zbyt długo – tym razem to ja uniosłam brwi zdziwiona, ale kiedy byłam do niej tyłem, nie mogła tego zauważyć.
     - Najwidoczniej uważa, że na mnie warto poczekać. – W jakiś sposób czułam się z tego cholernie dumna. Poprawiło mi to nastrój.
     - Skoro tak myślisz... – odpowiedziała w taki sposób, że wyczułam wątpliwość. Co gorsza, i we mnie się narodziła, czego po sobie nie pokazałam.
     - Jest tylko jedno łóżko? – zapytałam po zbyt długiej chwili ciszy, chcąc zmienić temat.
     - Niestety, ale zmieścimy się. - Uśmiechnęła się, ale mi do śmiechu nie było. Dokładnie pamiętałam ostatnią noc i obietnicę, którą złożyłam Vicarowi. - Którą stronę wolisz?
     - Wystarczy mi podłoga – odpowiedziałam pewnie. Podejrzewałam, że i tak za wiele nie pośpię.
     - Nie wygłupiaj się. - wstała i do mnie podeszła. Nie czułam się pewnie. - Nie masz powodów, aby się mnie obawiać. Jesteśmy takie same.
     - Pod jakim względem?
     - Obie uciekłyśmy z klasztoru?
     - Ale zapewne mając zupełnie inny cel.
     - Dlaczego zwiałaś?
     - Bo usłyszałam rozmowę, w której zdecydowali się mnie pozbyć.
     - Co naskrobałaś? – spojrzałam na nią niepewna tego, czy powinnam jej o tym mówić. Co jeśli to była tylko gra? Reina westchnęła widząc moje niezdecydowanie. - Jesteś dziewczyną Vicara, a on ufa mi na tyle, że przyprowadził cię do mojej wioski, żebym ci pomogła. - Pokręciła głowa. - Nie mam zamiaru cię sprzedawać czy likwidować. - Zaśmiała się. - Nie masz się czego bać. – Miała rację. Vicar wciąż powtarzał, że jej ufał i prosił o współpracę. Co jeśli powiedzenie jej tego było dobrym krokiem?
     - Czytałam zakazane księgi.
     - Przyłapali cię? Kiepsko. Mnie nigdy nie złapali, a splądrowałam prawie całą zakazaną część biblioteki. - Zaśmiała się.
     - Splądrować to znaczy przeszukiwać teren w celu zabrania czegoś – zwróciłam jej uwagę. – Chcę poznać jak najwięcej zaklęć.
     - Zabranie wiedzy wlicza się do kradzieży? - uśmiechnęła się szeroko. - W każdym razie nigdy mnie nie przyłapali. Mają bardzo słabe zabezpieczania, albo są po prostu głupi. Szkolą nas we wszystkim, a nie pomyślą o tym, że mag, który oderwie duszę od ciała, może wejść gdzie chce i kiedy chce. – Uniosłam jedną brew do góry. Zaklęcie, o którym wspomniała było na bardzo wysokim poziomie. Cudownie. Wychodziło na to, że byłam tragiczna, skoro ona potrafiła zrobić coś takiego, a byłam jedną z najlepszych w klasztorze. Ja nawet swojej magii nie umiałam ukryć, chociaż pewnie gdzieś o tym czytałam. Chyba, że do tej księgi nie dotarłam, ale przecież sporo mi się udało przeczytać. I dlaczego ktoś oprócz mnie pomyślał o tym samym? Byłam tylko jedną z wielu, a chciałam być inna, wychodzić poza schematy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 432
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Wto Lut 13, 2018 7:02 pm



         Poczułem lekki ucisk w sercu, kiedy musiałem zostawić Naye w rękach Reiny, bo obawiałem się, że może usłyszeć na mój temat coś co sprawi, że nie będzie chciała już mieć więcej ze mną do czynienia. Przez ostatnie lata byłem bardzo złym człowiekiem i zrobiłem wiele okropnych rzeczy. Zabijałem, kradłem, groziłem… nie mam w sobie nic z dobrego i troskliwego księcia, którym byłem. Zostawiłem własne miasto… pozwoliłem na rzeź tych wszystkich niewinnych ludzi…. Posiadam jedynie oko demona, ale tak naprawdę to sam jestem potworem…
         - Vicar, wróciłeś! – usłyszałem za sobą dziewczęcy głos i już po chwili ramiona kobiety obejmowały mnie od tyłu. – Tęskniłam! – powiedziała i wtedy zacząłem się zastanawiać czy w ogóle ją znam. Mogła być jedną z wielu dziewczyn, które wylądowały ze mną w łóżku na jedną noc.
         - Śpieszę się. – zdjąłem jej ramiona i spróbowałem iść dalej, ale brunetka zagrodziła mi drogę.
         - Zimny jak zwykle. – zrobiła krok do przodu i położyła dwa palce na moim torsie jadąc nimi powoli na dół. – Chętnie rozgrzeje twoje ciało… - zjechała palcami niżej zahaczając o pasek spodni i kierując się w dolne partie krocza, więc szybko złapałem ją za nadgarstek i pociągnąłem do góry tak mocno, że pisnęła z bólu. Nie wyglądała na zniechęconą, wręcz przeciwnie przez co wezbrała się we mnie wściekłość. – Uwielbiam, kiedy jesteś taki porywczy. – znów flirtowała jak gdyby nigdy nic.
         - Nie nachodź mnie więcej. – warknąłem puszczając jej rękę. Przez to co powiedziała i to jak się zachowywała przypomniałem sobie to jaki byłem wcześniej. Brutalny, porywczy, zaborczy, niebezpieczny… Zdobywałem to co chciałem zdobyć, nie istniało dla mnie słowo „nie” i co najgorsze, traktowałem kobiety jak zabawki. Ciężko przeżywałem to co się ze mną działo po „transformacji” i nawet Neria nie dawała sobie ze mną rady. Dopiero Reina przywróciła mnie do normalności, krok po kroku, znosząc wszystkie moje zachcianki i humoru. Ufałem jej, aż do tamtego wieczoru, kiedy odsunęła się ode mnie po usłyszeniu prawdy. Od tamtej pory nie potrafiłem zaufać żadnej kobiecie i wykorzystywałem je tak samo jak wcześniej, aż do momentu kiedy spotkałem Naye… Czy ona również odsunie się ode mnie, kiedy opowiem jej swoją historie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 516
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   Pią Lut 16, 2018 5:45 pm


     - Wzięłaś z klasztoru jakąś księgę? – zapytałam, ciągnąc ten temat, chociaż w zupełnie innym kierunku od tego, w którym zmierzał.
     - W formie duchowej mogłam jedynie je czytać, żadnej nie mogłam podnieść – westchnęłam zrezygnowana, sięgając po swoją torbę.
     - A jakieś księgi tutaj macie?
     - Vi ma ich bardzo dużo. - Uśmiechnęła się. - Lubisz się uczyć? – To było ciężkie pytanie. Na chwilę się zawiesiłam, bo tak naprawdę nigdy o tym nie myślałam.
     - Myślę, że… - przerwałam, szukając odpowiedzi. – W klasztorze uczyłam się, żeby być najlepszą. Nigdy nie myślałam czy to lubię czy nie. Czytanie tych wszystkich historii jest ciekawe, więc powiedziałabym, że lubię się uczyć, ale jeszcze bardziej lubię dużo wiedzieć.
     - Zabrać cię do Vi? Ma podobne podejście do ciebie i również spędza większość czasu w książkach. – Przygryzłam wargę, bo nie wiedziałam, co powinnam zrobić. Vicar nie byłby z tego zadowolony, ale uwielbiałam książki, a mogłam się tutaj dowiedzieć czegoś, czego nie wiedziałam.
     - Nie sądzę, aby to był dobry pomysł… - odpowiedziałam po zbyt długiej chwili wahania.
     - Dlaczego? Wydaje mmi się, że cię polubił. - Położyła mi dłonie na ramionach od tyłu i popchnęła do drzwi. - Nie wspominaj nic o rodzinie, a na pewno zostaniecie przyjaciółmi.
     - Reina, to naprawdę nie jest dobry pomysł. Vicar się wścieknie.
     - Na to, że czytasz książki ze swoim nowym nauczycielem? - uśmiechnęła się niewinnie, a ja spojrzałam na nią zaskoczona.
     - Nauczycielem?
     - Vicar przyprowadził cię tutaj, żebyś nauczyła się maskować magie. Vingard jest w tym znacznie lepszy niż ja.
     - Wydaje mi się, że Vicar wolałby, abyś to ty się tym zajęła… - Ja z resztą też. Nie miałam pojęcia, czego się spodziewać po Vingardzie i nie byłam przekonana, czy chciałam się dowiedzieć.
     - Vicar nie ma tu nic do gadania. - Burknęła. - Chodźmy. - Popchnęła mnie do wyjścia.
     - A może jednak inny nauczyciel by był lepszy? – zapytałam z nadzieją w głosie.
     - Nie ma lepszego.
     - To ty poznałaś jak ukrywać swoją magię i jako pierwsza kogoś uczyłaś. Masz w tym pewnie większe doświadczenie…
     - Naya! - Parsknęła śmiechem. - Uspokój się, dobrze? Nic ci nie będzie.
     - Nie mam pojęcia, czy Vingard zdaje sobie sprawę z tego, że nic ma mi nie być… - spuściłam wzrok. Wcale nie czułam się dobrze z tym, że Reina się ze mnie śmiała. Jakby fakt, że miałam opory względem współpracy z Vingardem nie wystarczał.
     - A co takiego miałby ci zrobić? - uniosła brwi do góry jakby miała nieprzyzwoite myśli. Mając doświadczenie z Vicarem wyłapałam, o co jej chodziło.
     - Nie mam pojęcia i to jest najgorsze…
     - Podpowiedzieć ci? - nachyliła się i szepnęła mi do ucha, na co zareagowałam gwałtownym odskoczeniem w tył, jednocześnie przekręcając się do niej przodem.
     - Już ja sobie to wyobrażam! – pisnęłam, czerwieniąc się. Jak mogłam w ogóle dopuścić do siebie takie myśli?
     - Vicar wie, że masz takie brudne myśli? - Puściła mi oko i uśmiechnęła się, ale nie było w tym nic wrednego czy prześmiewczego. Wyglądała, jakby cieszyła się luźną rozmową z drugą osobą, a ja tylko bardziej spuściłam wzrok. Nie miałam pojęcia, jak Vicar odbierał moje zachowanie.
     - Chodź. - Klepnęła mnie w ramie. - Zaprowadzę cię. – Westchnęłam zrezygnowana, podążając za nią. Kiedy miałam wrażenie, że nie patrzy, od razu skręciłam w bok, mając nadzieję, że nie zauważy mojej ucieczki. Reina niestety była czujna i rzuciła na mnie proste zaklęcie paraliżujące. Poczułam jak wszystko we mnie przestaje mnie słuchać. Stanęłam w niewygodnej pozycji, bez możliwości ruchu. - Nieładnie... - skrzyżowała ramiona i spojrzała na mnie wściekła.
     - To jest co najmniej niesprawiedliwe… Nie miałam jak się obronić…
     - Niesprawiedliwa to była twoja ucieczka, kiedy ja staram się pomóc.
     - Kontakty międzyludzkie, zwłaszcza z mężczyznami nigdy nie były moją specjalnością… - Dziewczyna westchnęła zrezygnowana, złapała mnie za rękę, neutralizując zaklęcie i zaciągnęła w stronę domku Vingarda. A przynajmniej tak sądziłam, dopóki drzwi nie otworzył Vicar, widocznie zaskoczony. Odetchnęłam z ulgą.
     - Powiedz swojej dziewczynie, że nie rzucisz jej przez to, że będzie siedziała w pomieszczeniu z innym i uczyła się maskować moc.
     - Cooo? - Vicar wyglądał na zdezorientowanego.
     - Reina! - pisnęłam zażenowana, ale szybko swoją uwagę przeniosłam na mężczyznę. - Ona chce, żeby Vingard mnie uczył maskować moc.
     - Ty nie możesz tego zrobić? - zapytał z nadzieją, co mimowolnie wywołało uśmiech na mojej twarzy.
     - Oczywiście, że mogę, ale wtedy tobie przyczepie kartkę z napisem "Wódz wioski" i przejmiesz wszystkie moje obowiązki. - Vicar zrobił niezadowoloną minę, a ja poczułam jak moja rzednie. No i po uśmiechu…
     - Niech będzie... – burknął, a ja westchnęłam zrezygnowana. Nadal tego nie chciałam.
     - Pod warunkiem, że ja również tam będę - dodał po chwili, a Reina spojrzała na niego zdziwiona.
     - Jesteś pewien? - zapytała jakby miało tam zdarzyć się coś strasznego. To nie wróżyło niczego dobrego, ale ja byłam skupiona na tym, że Vicar nie miał zamiaru spuszczać mnie z oka, co przyjęłam z nieukrywaną ulgą. Rozluźniłam się.
     - Tak - odpowiedział pewnie. - Przypilnuje ich. - Uśmiechnął się do mnie. - Nie dam się zdradzić tak łatwo. - Puścił mi oko, a ja się skuliłam zawstydzona w sobie. Słyszeć takie słowa tylko we dwójkę, a słyszeć je w obecności pięknej kobiety, z którą Vicar był jakoś związany, to było zupełnie co innego.
     - Nie zrobiłabym czegoś takiego – odburknęłam tak cicho, że nawet samej siebie nie słyszałam.
     - Chodźmy w takim razie. – Reina wykręciła i pokierowała nas w stronę domu Vingarda. Zapukała do drzwi, ale mężczyzna nie otwiera. Kolejna próba też niewiele dała, więc dziewczyna zdecydowała się wejść bez pozwolenia. Mag spał pod stertą książek, co mimowolnie wywołało uśmiech na mojej twarzy, bo przypomniałam sobie jak sama tak się budziłam, mając na całym policzku odbite słowa, na których zasnęłam. Poza tym… Byłam zadziwiona tym, że mieli tutaj tyle książek. Jak na wioskę ukrytą w lesie, pełną magów, to miejsce było zaskoczeniem. Rozejrzałam się więc, przeglądając tytuły podczas gdy Reina podeszła do Vingarda i zaczęła go szturchać palcem w policzek.
     - Jest środek dnia. Nie taki odpoczynek sugerowałam. - Zaśmiała się, a mężczyzna otworzył jedno oko i na nią zerknął.
     - Wolałbym, żebyś obudziła mnie w inny sposób. – Zabrzmiał mi trochę jak Vicar, dlatego odruchowo spojrzałam w jego kierunku.
     - Pocałunki zostaw na później, przyprowadziłam ci książkoholika. – tutaj wskazała mnie - I zazdrosnego księcia. - Vingard na nas spojrzał i wstał, otrzepując siebie z książek. - Usiądźcie sobie... - rozejrzał się na bałagan, bo dookoła walały się książki. To pomieszczenie bardzo przypominało mi mój pokój… - Gdzies... - uśmiechnął się do mnie, ale mnie interesowało coś zupełnie innego.
     - Czy masz może książkę o cywilizacji…? – zapytałam prosto z mostu, licząc na odpowiedź twierdzącą. Nadal wisiałam Senarowi ten miecz. Poza tym musiałam znaleźć to miejsce. Coś mnie tam ciągnęło… Młodzieniec uśmiechnął się jeszcze szerzej.
     - Mam, ale musisz jej poszukać w którymś z tych stosów – od razu poczułam nadmiar energii i podwinęłam rękawy. Ten zapach książek był obłędny. Sprawił, że nagle zrobiło mi się tak wesoło, że nawet tego nie ukrywałam i szeroko się uśmiechnęłam. Oddaliłam się od Vicara i skierowałam do stosów książek.
     - Zgaduję, że mapę współczesnego świata też masz… - mówiłam szybko i entuzjastycznie. – I pewnie… O mój Boże, masz książki Ferdchara… - podeszłam do odpowiedniego miejsca, a kierując się tam minęłam jeszcze inne ciekawe tytuły. - … I Ardvia… - przejechałam palcami po brzegach tych tomów. – O rany, i jeszcze „Magia przez wieki”! Nigdy nie mogłam się dostać w klasztorze do tej książki. Była wiecznie wypożyczona przez kogoś. A mnie naprawdę ciekawiło czy ci autorzy faktycznie tak wiele zaklęć przekształcili. Czytałam u Bartona, że wiele z nich było po prostu zbitką pierwszych lepszych sylab, które nic nie tworzyły, ale osobiście uważam, że po prostu to uroki, do których potrzeba wysokich umiejętności, aby zadziałały. Nie każdy takie posiada… - podeszłam do wspomnianej księgi i wyciągnęłam ją ze stosu innych. Przez kurz, który się wzniósł przez zrzucenie go okładką kichnęłam. Cofnęłam się o krok i potknęłam o jakąś książkę. Straciłam równowagę, a zaraz potem dało się słyszeć huk upadających na mnie książek. Sama też wylądowałam na podłodze. Zanim się zorientowałam, stałam już na nogach, podniesiona przez Vingarda. Szybko puściłam jego rękę i się nieznacznie odsunęłam.
     - W taki sposób nie wchłoniesz wiedzy. - Mag się zaśmiał i pomógł Nayi wstać
     - W porządku? – mój towarysz zapytał z tylu będąc nieco bliżej niż chwilę temu.
     - Dzieki - odpowiedziałam Vingardowi, ale zaraz potem ponownie spojrzałam na Vicara i sie do niego uśmiechnęłam. - Tak, jakoś przeżyje te siniaki na tyłku - puściłam mu oczko, a mężczyzna odwzajemnił uśmiech.
     - To od czego zaczynacie? - zapytał rozglądając się po pomieszczeniu które dosłownie zasypane było książkami. - Masz w ogóle łóżko ? - spojrzał na coś na kształt kanapy.
- A co? Zainteresowany jesteś? - Uśmiechnął się wrednie a Vicar spojrzał na niego groźnie. - Zazwyczaj nocuję u Reiny. – Już sobie wyobrażałam jak to wyglądało...
     - Mnie tez to zastanawia - spojrzałam tym razem na białowłosego. - Od czego zaczynamy?
     - Najpierw muszę oszacować twoja energię duchową.
     - Zero specjalnych umiejętności, kategoria B - powtórzyłam słowa Reiny widocznie niezadowolona z takiego kategoryzowania.
     - Pięknie wyrecytowane, a teraz usiądź. - Wskazał miejsce przed sobą. - Literki nie są ważne, ale twoje wnętrze już tak. – Nie podobało mi się to, dlatego spojrzałam na Vicara, jakby pytając o jego zgodę. Skrzyżował ramiona, ale kiwnął głową, więc wykonałam prośbę Vingarda.
     - Gotowa - uśmiechnęłam się wesoło. - Mag się uśmiechnął i położył mi dłoń na ramieniu. - Zdejmij medalion blokujący. - Nie zabrał ręki, jakby czekając aż wykonam polecenie. Spięłam się przez jego dotyk, ale mimo to zdjęłam medalion z szyi. Mężczyzna złapał moej dłonie i splótł nasze palce, co tylko bardziej mnie zdenerwowało. - Zamknij oczy i rozluźnij się. – Łatwo mu było powiedzieć… Zanim faktycznie się rozluźniłam to chwila minęła. Nie trwało to długo. Czułam jak magia Vingarda przepływa przez moje ciało, ale szybko zniknęła. Kiedy otworzyłam oczy, on już we mnie w milczeniu wpatrywał, a ten wzrok mnie przytłaczał. Miałam ochotę uciec, ale nie mogłam, bo mnie cały czas trzymał.
     - Ymm... - przerwałam te krępującą ciszę, która zalegała zbyt długo. Dziwnie sie czułam z tym, ze tak się we mnie w milczeniu wpatrywał. Jakbym była jakimś obiektem do oglądania na wystawie. - Jaki werdykt?
     - Masz w sobie coś dziwnego, ukrytego... Nie byłem w stanie przełamać bariery więc nie wiem co tak naprawdę w sobie skrywasz. – Uśmiechnął się. - Jesteś interesująca Naya. - puścił jedną z moich dłoni i podniósł wisiorek. - Założysz jej? - zapytał Vicara, który wyglądał na bardzo niezadowolonego i nawet nie próbował tego ukryć, ale zrobił to o co prosił i dopiero wtedy mężczyzna puścił moją drugą rękę.
     - Teraz to mnie przestraszyłeś... - odezwałam się zgodnie z prawda. Miałam przykład tego, co sie może ukrywać w człowieku i nie byłam chętna do przekonania sie czym to u mnie było...
     - Zainteresowałaś mnie wiec chętnie ci pomogę, bo szczerze to sam jestem zaintrygowany. - Wziął jakąś książkę do ręki i zaczął wertować strony.
     - Czego ty tak właściwie tam szukasz? - zapytałam, wstałam i nachyliłam sie nad książką, którą przeglądał. Mężczyzna wskazał palcem na rysunek przedstawiający anioła trzymającego kielich. - Słyszałaś kiedyś o Świętym Graalu? To legendarny artefakt, którego nie widziano już od wieków. Podobno został gdzieś głęboko ukryty i najświętsi kapłani cały czas go szukają.
     - Tak, słyszałam - odpowiedziałam. Wiele na ten temat czytałam z ksiąg klasztornych. - Według legend stal sie on przekleństwem Lucyfera. Bóg zamienił jego kielich na jedna z wieczerz i podał mu w nim eliksir, który miał sprawdzić jego lojalność. Przegrał i został strącony do piekła. Znajdzie go tylko mag, którego kielich sam sobie wybierze.
     - A co jeśli... - szturchnął mnie jednym palcem trzy razy w serce przez co nieznacznie się odsunęłam do tyłu z krzesłem.
     - Że niby ja mam go znaleźć? - spytałam wyraźnie zszokowana. - Nie mam żadnych specjalnych umiejętności, a mój poziom to tylko B. Jak niby mam to zrobić?
     - Może nie trzeba będzie go zbytnio szukać. Może jest tam w środku.
     - We mnie? Mówisz o tej barierze, przez którą nie mogłeś się przebić? - Ty, razem to na siebie wskazał palcem
     - klasa S+, specjalna umiejętność: łamanie barier. - uśmiechnął się.
     - Ow... - usiadłam z powrotem. - Przez was czuję się jak jakiś dzieciak, który dopiero zaczyna się uczyć...
     - Jeśli ja nie byłem w stanie złamać tej bariery to musi być naprawdę potężna. - Wziął książkę i podał mi ją. - Zostałaś na mnie skazana, albo ja na Ciebie – znowu uniósł kąciki swoich warg.
     - Najpierw muszę zająć się czymś innym... - nie wiedziałam czy Vingard miał rację. Równie dobrze za tą barierą mogło ukrywać się coś niebezpiecznego. Dlaczego Święty Graal miałby wybrać mnie do tego, żebym go odnalazła, albo z siebie wyciągnęła? Niczym się nie wyróżniałam. Nie miałam żadnych specjalnych umiejętności, mój poziom był przeciętny i jedynie wiedzą nadrabiałam. Poza tym bałam się… W Vicarze było ukryte coś, co sprawiało, że mógł zotać opętany przez demona. Neria była połączona z demonem… Nie chciałam się dowiadywać czy u mnie ta bariera nie była przypadkiem związana z tymi potworami… Podniosłam się i zaczęłam dalej przeglądać książki maga, szukając tej jednej konkretnej. Byłam winna Senarowi miecz.
     - Twój książę uciekł. - Vingard rzucił żartobliwie.
     - Co? - rozejrzałam się wytrącona ze skupienia i rzeczywiście go nie zauważyłam. Odłożyłam książkę, którą w końcu znalazłam w miejscu, z którego mogłam ją potem łatwo wziąć i opuściłam dom, biegnąc za mężczyzną. Złapałam go za rękę i odwróciłam w swoją stronę. - Wszystko w porządku?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)   

Powrót do góry Go down
 
Uśpiona magia (fantasy, romans, akcja, 2os, b.n.)
Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: