IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Rencia

avatar

Liczba postów : 399
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Wto Sie 08, 2017 12:05 am


        Po jaką kurwa cholerę tutaj przyszła? Żeby jeszcze bardziej mnie dobić?  Czy ona naprawdę myślała, że potrzeba mi jej żałosnych i nic nie wartych przeprosin, które swoją drogą były jedną wielką porażką? Czy naprawdę nie zdawała sobie sprawy, że to co mówi to bzdura? Przepraszała mnie za to, że nie chcę abym ją dotykał. Przepraszała za to, że ją kupiłem. Kurwa!
        Odstawie ją do tej pierdolonej wioski i niech znowu ją porwą, bo tak na pewno się stanie. Niech zobaczy jak to jest być czyjąś własnością skoro tak jej ze mną niedobrze. To wszystko od samego początku nie miało sensu. Tamtego dnia powinienem jak każde normalne dziecko siedzieć cicho i słuchać się mamy. Gdybym tylko tak postąpił to nie byłoby mnie tutaj. W więzieniu…
        Przez kolejne godziny machałem mieczem bez celu. Nie czułem już własnych rąk i nóg, ale jakoś nie miałem ochoty wrócić do siebie.
        - Znowu nie poszło po twojej myśli, braciszku? – Simmone opierał się o framugę drzwi z wyraźnym uśmieszkiem zwycięscy. - Dziwisz się jej? Żadna kobieta nie zechciałaby takiego dzikusa jak ty. W końcu plebs zawsze pozostanie plebsem. – zadrwił. Jego prowokacja nie robiła na mnie wrażenia. – Nie martw się, zaopiekowałem się nią. Ma naprawdę bardzo słodkie wargi… - oblizał się. Blefował… prawda? Freya na pewno nie oddałaby się tak łatwo.
        - Skończyłeś? – zapytałem kierując się do wyjścia. Czułem dziwny niepokój. To niemożliwe… - Z drogi. – Simmone grzecznie się odsunął ani na chwilę nie opuszczając kącików warg. Jeżeli naprawdę coś jej zrobił to własnoręcznie go zabije.
        Wszedłem do komnaty i odetchnąłem z ulgą widząc Freye czytającą książkę. Na szczęście była na tyle emocjonalna, że gdyby coś się stało to miałoby to wymalowane na twarzy. Bez słowa poszedłem do łaźni aby zmyć z siebie zmęczenie. Miałem dość tego beznadziejnego dnia, ale czułem, że tak łatwo nie zasnę. Postanowiłem sobie pomóc i wyjąłem z barku butelkę wina. Usiadłem w ciszy z lampką w ręku i wpatrywałem się przez okno na wielki księżyc w pełni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 483
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Sro Sie 09, 2017 1:09 am


     Kiedy wróciłam do pokoju próbowałam odciągnąć swoje myśli od sytuacji z Kaiserem. Nie mogłam. Nie dawałam rady. Wzięłam książkę, żeby sobie w tym pomóc, ale kilkakrotnie czytałam tę samą stronę, bo ciągle zapominałam co na niej było. Nawet teraz nie kojarzyłam jej treści, ale próbowałam dalej, dopóki nie usłyszałam otwieranych drzwi. Podniosłam spojrzenie znad książki, ale to tylko pogorszyło moje poczucie winy. Teraz czułam się jak zdrajczyni, czułam że zawiodłam nie siebie, ale jego. Nie wiedziałam dlaczego, ale cholernie mi się to nie spodobało. Miałam ochotę zrobić coś, co by mu poprawiło nastrój, ale wiedziałam, że jedyna rzecz, która by miałaby taki efekt była także jedyną, której wiedziałam, że nie będę w stanie zrobić. Nie oddam mu się.
     Westchnęłam zrezygnowana i obserwowałam jego poczynania w pokoju. Sięgnął po alkohol. To nie powinno było pogorszyć mojego samopoczucia, ale to zrobiła. Milczał jak zaklęty. Bałam się tego, jakie myśli właśnie w tej chwili przechodziły przez jego głowę. Z jednej strony chciałam je znać, ale z drugiej panikowałam na samą myśl, że mogłabym mieć taką możliwość.
     Nie mogłam się na niczym skupić. Zamknęłam książkę i odłożyłam ją na miejsce, z którego ją brałam. Następnie wzięłam koszulę nocną, kąpiel i wyszłam przygotowana do snu. Chciałam do niego podejść i coś powiedzieć, ale nie miałam odwagi i położyłam się spać.

     Nie odzywał się. W ogóle. Minęło kilka dni, a on nie powiedział do mnie ani słowa. Nawet nie powiedział mi o balu, ani o tym, że mam w nim uczestniczyć. W pewnym momencie po prostu do pokoju przyszły służące i zawiadomiły, że mają mi pomóc się przygotować. Zaczęły od…  ścięcia włosów. Zgodziłam się tylko dlatego, że wiedziałam, że nie odpuszczą. Kiedy skończyły fryzurę, nawet nie przeszkadzało mi to. Ścięły mi włosy do pasa, a potem splotły jednocześnie wyjściowo i skromnie. Od razu zrobiło mi się lżej i włosy już nie plątały mi się pod nogami. Suknia też była niesamowita, chociaż ciężko mi było to docenić, bo byłam przerażona. Nie chciałam iść na ten bal, obawiałam się, że zrobię z siebie idiotkę w takim tłumie. Nie umiałam tańczyć więcej niż walca a byłam pewna, że zmuszą mnie do tego. Poza tym… Nie miałam pojęcia, co będą o mnie myśleli. Jeśli było więcej takich kobiet, to mnie ocenią przez pryzmat tytułu jaki noszę…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 399
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Sro Sie 09, 2017 10:30 pm


         Przez ostatnie trzy dni nie zamieniłem z Freyą ani słowa. Nie widziałem w tym sensu skoro jedyną emocje jaką w niej wywoływałem był strach. Bała się mnie i tego co mogłem z nią bez problemu zrobić. Była moją niewolnicą, zabawką seksualną  i szczerze mówiąc powinienem zrobić z nią to co chciałem od samego początku, tylko że nie mogłem. Freya działała nam nie inaczej niż pozostałe dziewczyny i pewnie przez to traktowałem ją specjalnie. Do tej pory żadna kobieta nie potrafiła się mi oprzeć. Wszystkie jęczały zachwycone i pragnęły więcej. Wszystkie oprócz Freyi…
         Za kilka minut miało się odbyć kolejne nudne przyjęcie. Miałem nadzieję, że ojciec nie zrobi niczego głupiego i nie ogłosi mojej kandydatury na króla czy czegoś w tym stylu. Odmówiłem i raczej nic nie zmieni mojego zdania. Plebs nie nadaje się na władcę. Simmone chociaż w jednym miał racje.
         Wszedłem do komnaty aby zobaczyć co służące zrobiły z Freyą i chociaż czułem się z tym głupio, nie mogłem oderwać od niej wzroku. Wyglądała przepięknie i skromnie jednocześnie. Sukienka kontrastowała z jej delikatną urodą, a fryzura dodawała delikatności.
         - Pięknie… - zacząłem, ale natychmiast urwałem. Nie było sensu chwalić jej wyglądu, skoro i tak miała mnie gdzieś. – Idziemy. – dodałem chłodno i powstrzymałem się przed ponownym zerknięciem na nią. To nie pomagało w decyzji, którą miałem podjąć.
         Szedłem pierwszy, a Freya za mną. Dopiero po chwili zauważyłem, że narzuciłem zbyt szybkie tempo. Blondynka dzielnie śledziła moje kroki, ale wiedziałem, że w tych butach długo nie pociągnie. Były zdecydowanie wyższe niż te, w których chodziła przez ostatnie dni. Zatrzymałem się i odsunąłem lekko ramie od ciała, żeby mogła się na nim wesprzeć. Zdziwiło mnie to jak szybko je złapała, bo myślałem, że będzie miała więcej oporu. W końcu się mną brzydziła.
         - Rada numer jeden: nie wdawaj się w dyskusje. Rada numer dwa: nie reaguj na zaczepki. – podpowiedziałem, kiedy weszliśmy na sale pełną gości. Próbowałem wyłapać w tłumie Arthura, ale nigdzie go nie widziałem.  Za to Eleonor od razu zauważyła mnie.
         - Kaiser. – szlachcianka ukłoniła mi się i uśmiechnęła. – Tak się cieszę, że cię w końcu udało nam się spotkać. Tęskniłam za tobą. – wysunęła przed siebie dłoń zmuszając mnie tym samym abym ją pocałował. Zrobiłem to tylko dlatego, żeby znów nie zrobiła mi sceny przed wszystkimi gośćmi.
         - Wybacz, ale szukam kogoś. – pociągnąłem Freye ze sobą starając się uciec „narzeczonej” wybranej dla mnie przez ojca. Odmówiłem już bardzo dawno temu, ale najwidoczniej Eleonor uważała, że jestem nieśmiały i tylko się z nią droczę, bo nie dawała za wygraną. Oczywiście była piękna i wizualnie bardzo w moim typie, ale nie interesowały mnie wyrachowane szlachcianki. Brzydziłem się arystokracją i tym na co sobie pozwalali.
         - Panicz Kaiser. – zawołała kolejna szlachcianka, a w jej ślady poszły kolejne.
         - Cholera…  -  rzuciłem pod nosem. Wiedziałem, że cieszę się powodzeniem wśród kobiet, ale czasami to było przytłaczające. Nie wiedziałem czemu, ale zerknąłem na Freye, jakbym szukał u niej pomocy. Głupota.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 483
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Sro Sie 09, 2017 11:30 pm


     Zauważyłam wzrok Kaisera i się skrępowałam, spuszczając oczy. Ręce mi się trzęsły na samą myśl o balu, ale nie byłam pewna czy mogłabym odmówić pojawienia się na nim. Bałam się tego, co mnie tam spotka i czy nie zrobię z siebie idiotki przed tymi wszystkimi wysoko postawionymi ludźmi. Byłam zaskoczona tym, od czego zaczął rozmowę, ale szybko ją skończył. Westchnęłam zrezygnowana i podążyłam za nim. Ledwo nadążałam. Szedł szybko, a ja już czułam swoje stopy. Buty były niewygodne, ale musiałam się poświęcić. Nie mogłam mu popsuć opinii swoim nieprzygotowaniem, chociaż musiałam na to się przygotować. Umiałam tylko jeden taniec. Reszty mnie nie nauczył i wiedziałam, że to przez to, co mu powiedziałam, kiedy wspomniał o byciu jego żoną…
     Serce mi przyspieszyło, kiedy weszliśmy do sali. Wzrok niektórych skierował się w naszą stronę, a ja miałam ochotę się schować za swoim towarzyszem. Zamiast tego wzięłam głęboki oddech i ruszyłam dalej z nim. Szłam dopóki nie zaczepiły nas kobiety… Kilka. Każda była piękniejsza od poprzedniej i wszystkie kokieteryjnie mrugały oczami do mężczyzny. Zdenerwowało mnie to. Byłam wściekła, że nawet nie widziały mojej obecności u jego boku, że skupiły się tylko na nim. Tylko dlatego zdecydowałam się wtrącić.
     - Panienki wybaczą, – ukłoniłam się lekko. - …ale panicz Kaiser spędził ostatnie godziny na przygotowaniach, żeby nie zawieźć panienek oczekiwań i chciałby skorzystać z rozstawionej zastawy zanim podejmie się urozmaicenia panienkom czasu – uśmiechnęłam się ciepło, chociaż jednocześnie miałam ochotę być mniej… kulturalna. Zamiast tego pociągnęłam go w stronę dań. Kiedy znaleźliśmy się w ich pobliżu, mężczyzna parsknął śmiechem, opierając się o stół. Nie rozumiałam dlaczego, ale nie zawstydziłam się, bo byłam zła.
     - Najgorsza wymówka jaką słyszałem – skomentował, a ja poczułam jak moje policzki okrywają rumieńce.
     - Więcej ci nie pomogę – rzuciłam, nie patrząc w jego twarz.
     - Nie będziesz miała już raczej okazji... - odpowiedział znów wracając do postawy sprzed kilku minut. Poczułam jak mi serce staje.
     - Co takiego? – zapytałam nieco podniesionym głosem, wiedząc że moja mina musiała zdradzać przerażenie.
     - Nie będziesz miała już okazji. - powtórzył i odwrócił głowę w drugą stronę.
     - Co masz na myśli?
     - ... Niedługo rozpocznie się bal. Pamiętasz czego cię uczyłem?
     - Nie rób tak, nie przerażaj mnie w ten sposób. Teraz sobie wyobrażam jak mi wbijasz nóż w plecy…
     - Więc to za taki typ mnie uważasz? Pięknie...
     - Kaiser, proszę…
     - Skrzywdzenie cię nigdy nie było moim zamiarem. Zabieram cię tam skąd przyszłaś.
     - Tak po prostu?
     - Nie tego cały czas chciałaś?
     - Chciałam… - dziwnie się poczułam. Powinnam się cieszyć z powrotu do domu, więc dlaczego czułam się tak… źle?
     - .... - spojrzał na mnie i zauważyłam to, ale szybko odwrócił wzrok. - Zaczyna się. Chodź. – Złapałam go za rękę i pozwoliłam się pociągnąć na parkiet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 399
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pią Sie 11, 2017 11:13 am



        Idiota. Niepotrzebnie powiedziałem jej całą prawdę od razu, bo teraz już nie będę mógł wycofać się ze swoich słów. Freya zniknie z mojego życia na zawsze tak jak sam sobie tego zażyczyłem. Zdziwiła mnie jedna rzecz. Dlaczego nie wyglądała na zadowoloną, a wręcz na smutną? Przecież wróci do domu, do rodziny za którą tak tęskniła. Myślałem, że kiedy usłyszy te nowinę to choć raz obdaruje mnie uśmiechem. Myliłem się. Nie zasługiwałem na niego.
        Pociągnąłem Freye na parkiet czekając aż zacznie się muzyka. Staliśmy już w pozycji do tańca tak jak reszta biorących udział w otwierającym walcu. Walc to jedyne czego nauczyłem dziewczynę, a i tak nie całkowicie. Zawiodłem jako nauczyciel i nie przygotowałem jej odpowiedni, ale zresztą to i tak było zbędne. Przecież pojutrze wróci do domu.
        - Nie denerwuj się. – wyszeptałem czując jak blondynka drży. To był jej pierwszy taniec przed publicznością i rozumiałem jej strach. – Poprowadzę cię. Zostaw to mi. – starałem dodać jej odrobine otuchy.
        Muzyka zagrała i popłynęliśmy w tańcu pozbawionym błędów, aż do ostatniej nuty. Ukłoniliśmy się i nadal trzymając się za ręce zeszliśmy z parkietu pozostawiając miejsce dla innych par. Chętnie zatańczyłbym z nią coś jeszcze.
        - Kaiser! – usłyszałem zza pleców znajomy głos. Uśmiechnąłem się na widok Arthura, który był moim jedynym przyjacielem. Nie dorównywałem mu pozycja ani klasą. On był praktycznie księciem, a ja zwykłym „szlachcicem”, ale nigdy nie pozwolił aby różnica w statusach cokolwiek przekreślała. Lojalność i rycerskość to jego najmocniejsze strony, aż dziw, że do tej pory nie zaakceptował żadnej kandydatki na żonę. Chociaż pewnie nie powinienem go oceniać skoro robiłem dokładnie to samo.
        - Kopę lat. – uśmiechnąłem się i objąłem go przyjacielsko. – Gdzie twoja partnerka? – zapytałem rozglądając się po Sali.
        - Jestem sam. – odpowiedział prawie szeptem. Nie mogłem powstrzymać się od kolejnego uśmiechu. Doskonale wiedziałem, o co mu chodziło. Nie tylko ja byłem popularny wśród kobiet, ale Arthur również. – Za to twoja partnerka jest nieziemsko piękna. – podszedł do Freyi i pocałował wierzch jej dłoni. – Nazywam się Arthur vel Oldergo. Jestem drugim synem. Jak panience na imię?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 483
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pią Sie 11, 2017 1:10 pm


     Byłam zdziwiona własną reakcją. Spodziewałam się, że po takiej informacji będę zadowolona, ale nie byłam. Bałam się. Bałam się tego, że jeśli naprawdę mnie odwiezie do domu, to będzie to ostatni moment, w którym będę mogła przebywać w jego obecności a nie chciałam, żeby tak było. Zaczynałam się do niego przekonywać. Zaczynałam doceniać jego… dobroć. Był kretynem. Nie potrafił się zachowywać w taki sposób, żeby zjednać sobie przychylność innych ludzi, ale próbował. Widziałam, że się starał i byłam ciekawa, do jakiego stopnia uda mu się… zrezygnować z bycia dupkiem. Tutaj nie było źle a ja nie potrafiłam tego docenić i będę musiała znieść tego konsekwencje.
     Byłam przerażona. Bałam się, że pomylę kroki, że się przewrócę czy zrobię z siebie idiotkę w zupełnie inny sposób. Bałam się, że jemu narobię wstydu i cała drżałam. Uspokoiłam się dopiero po kilku pierwszych krokach, kiedy pozwoliłam mu się poprowadzić. Zrobił to na tyle umiejętnie, że poczułam się pewnie. Przestałam drżeć, przestałam się bać. Poczułam się dobrze i się uśmiechnęłam, chociaż gdzieś z tyłu głowy nadal tkwiła ta natrętna myśl, że wrócę do domu. Żałowałam, że wcześniej nie dałam mu szansy.
     Kiedy skończyliśmy, stanęliśmy z boku i spokój po raz kolejny opuścił moje ciało. Byłam przytłoczona tłumem, który miałam wrażenie, że się we mnie wpatrywał. Odnosiłam wrażenie bycia obserwowaną i nie podobało mi się to, bo zauważą każdą moją pomyłkę. Szlachetne życie nigdy nie było mi dane i nie znałam tych wszystkich zasad savoir vivre. Nie uczyłam się ich, bo wiedza, której potrzebowałam była z innego zakresu życia. Nie ukrywam, że trochę panikowałam, zwłaszcza kiedy pojawił się w naszej obecności jakiś mężczyzna. Miałam ochotę się cofnąć i zniknąć, ale jego zachowanie było… Zachował się jak dżentelmen i potraktował mnie jak człowieka, chociaż nie należałam do wyższych sfer. Speszyło mnie to i spuściłam wzrok, czując jak się rumienię pod wpływem jego komplementów i ruchów.
     - Freya, Paniczu – odpowiedziałam, delikatnie zabierając dłoń z jego uścisku i kłaniając się jak należało, łapiąc za suknię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 399
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pią Sie 11, 2017 9:23 pm


         Kurwa. Co się ze mną działo? Czułem się jak zazdrosny małolat, który nie jest w stanie zdobyć tego czego pragnie. Irytowało mnie to, że Freya uśmiecha się do innych mężczyzn. Każdemu z nich miałem ochotę przywalić, nawet Arthurowi, który przywitał się jedynie z grzeczności.
         - Freya jest wolna jeśli jesteś zainteresowany. – rzuciłem dziecinnie widząc jak łatwo się dogadują. Zdawałem sobie sprawę, że moje zachowanie było nie na miejscu, ale nie mogłem się powstrzymać. Zazdrość i nadszarpnięta duma spychały mnie powoli w ciemność, w której niedługo całkowicie się zanurzę.
         - Kai… - zganił mnie blondyn. – Nie mów takich rzeczy przy damie. – prychnąłem  i skrzyżowałem ramiona na piersi. Doskonale zdawał sobie sprawę kim jest Freya, bo wiedział, że nigdy nie zaakceptuje żadnej szlachcianki więc irytowała mnie jego postawa. Wiedział jak jest i co czuje, a nadal…
         - Bawcie się dobrze. – machnąłem ręką i odszedłem do stolika obok. Natychmiast zostałem otoczony wianuszkiem kobiet, które najwidoczniej tylko czekały aż zostanę sam. Wszystkie wręcz błagały o moją atencje i zalotnie machały rzęsami. Nie wiedziałem tylko czego tak naprawdę ode mnie chciały? Słynąłem z zabawiania się z panienkami więc może o to chodziło? Może chciały rozrywki na jedną noc? Zerknąłem ostatni raz w stronę Freyi ochoczo rozmawiającej z Arthurem. Tak, on zdecydowanie lepiej do niej pasuje. Wyciągnąłem dłoń do najpiękniejszej z dam i ruszyłem z nią w stronę tarasu po drodze mijając swojego przyjaciela i niewolnice. Tak, najwidoczniej ja nadaje się tylko do jednego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 483
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Nie Sie 13, 2017 10:03 pm


     Spojrzałam zaskoczona na Kaisera, słysząc jego zawiadomienie. Poczułam się… urażona? Nie wiedziałam, jakie, ale jakieś negatywne emocje mną wstrząsnęły. Cały czas mi przypominał, że jestem jego, że może ze mną zrobić co zechce i kiedy zechce. A teraz nagle mnie odrzucał? Chociaż czy mogłam to nazwać odrzuceniem przez niego, skoro ja cały czas mu to robiłam? Dziwnie się czułam. W ogóle nie rozumiałam samej siebie.
     - Jestem… - Przez chwilę chciałam powiedzieć, że jestem niewolnicą, ale i tym nie byłam, bo wtedy bym nie wyglądała tak pięknie. Nie dałby mi tak niesamowitej sukni, ani nie przygotował w taki sposób. Kim więc byłam? – Nie jestem damą – poprawiłam się, spuszczając wzrok. – Kaiser… - Chciałam go o coś zapytać, ale się oddalił do stolika. Zaraz potem otoczyła go grupa kobiet i wezbrała we mnie złość. Zostawił mnie. Przyprowadził na bal. W tłum obcych ludzi. Ludzi, którzy wiedzą, kim byłam. Ludzi, którzy już mnie ocenili. Tak po prostu. – Paniczu Arthurze, mam pytanie… - zaczęłam, podnosząc wzrok na mężczyznę. – Dlaczego Kaiser kupuje niewolnice a potem traktuje je jak damy?
     - To... - zawahał się, po czym odwrócił wzrok. - To jego prywatna sprawa... – wyglądał, jakby potrzebował zachęcenia do rozmowy a ja poczułam się jeszcze gorzej. Gdybym nie powstrzymywała odruchów, które pragnęłam w danym momencie wykonywać, tupnęłabym ze złości nogą. Zamiast tego przygryzłam wargę, prostując się i patrząc na niego wyzywająco.
     - Daruj sobie te głupoty – warknęłam cicho, nie chcąc aby ktoś mnie usłyszał. – Zostałam siłą porwana z domu, oddana do niewoli, sprzedana temu kto dał najwięcej i niemal zgwałcona przez Kaisera. Był natarczywy, dumny i w czasie podróży w ogóle nie szanował mojej prywatności. Nie szanował tego, że zmuszał mnie do rzeczy, które sprawiły, że poczułam się, jakbym zawiodła i zdradziła samą siebie. Te jego „Prywatne sprawy” możesz wsadzić sobie głęboko. Powtarzam więc pytanie: dlaczego Kaiser kupuje niewolnice a potem traktuje je jak damy?
     - Proszę, wybacz mi, ale to mój przyjaciel. Nie mam zamiaru zdradzać panience sekretów Kaia. – Nie wiem czego ja się spodziewałam. Gdybym była w podobnej sytuacji zachowywałabym się tak samo. Uśmiechnęłam się smutno.
     - Jest Panicz szlachetny… - zaczęłam, odwracając się od niego i wzdychając. Czułam się źle z tym, jak się do niego zwróciłam, ale byłam zła. – Jeśli to miałoby postawić kogoś bliskiego dla mnie w złym świetle, też niczego bym nie powiedziała. Przepraszam, nie powinnam wyładowywać na Paniczu swojej złości – dodałam i akurat w tym momencie Kaiser minął nas w towarzystwie jakiejś kobiety i skierował się na taras. Nie chciałam sobie nawet wyobrażać, co mogli tam robić, ale zrobiłam to. Zabolało. Przygryzłam wargę i zdusiłam w sobie pragnienia, które pchały mnie od razu za nim. Wbrew sobie chciałam za nimi iść i się wtrącić.
     - Czy Kaiser jest dla panienki ważny? - zapytał delikatnie a ja na niego spojrzałam niepewnie. Nie odpowiedział na moje pytanie, bo nie chciał opowiadać o prywatnych sprawach Kaisera a sam liczył, że mu o swoich opowiem?
     - Nie jestem pewna czy to pytanie jest na miejscu, Paniczu. W końcu sam Panicz nie chciał odpowiadać na pytanie dotyczące prywatnych spraw. Czy może się mylę i biorąc pod uwagę moją… - zawahałam się, nie wiedząc jakiego słowa użyć… - … pozycję wymaga Panicz ode mnie odpowiedzi? – mężczyzna się uśmiechnął miło i w jakiś sposób się rozluźniłam. Jego aura… Był zupełnie inny niż Kaiser. Rozsiewał spokój.
     - Sekrety przyjaciela a własne. Nie porównywałbym ich.
     - A swoje sekrety Panicz by mi zdradził?
     - A chciałaby panienka coś wiedzieć? – spojrzałam na niego i przez chwilę wpatrywałam się w jego oczy, w milczeniu. Nie byłam pewna czy mogłam mieć z nim tak bezpośredni i długi kontakt wzrokowy, ale nie mogłam się odwrócić. Coś mnie przed tym powstrzymywało.
     - Bije od Panicza coś, czego nie wyczuwam od Kaisera. Jakiś spokój, który sprawia, że czuję się dobrze w Panicza towarzystwie. Dlaczego tak odmienna od niego osoba jest tak bliska Kaiserowi? Dlaczego Panicz nazywa Kaisera swoim przyjaciela, kiedy on jest tak… - nie wiedziałam, jakiego określenia użyć. - …nieprzyjazny?
     - Kaiser jest jedyną osobą, której bezgranicznie ufam. Wiem, że nigdy mnie nie zdradzi i zawsze pomoże. Może sprawiać wrażenie nieprzyjaznego, ale jest bardzo opiekuńczym człowiekiem.
     - Co z tego, że jest opiekuńczy, kiedy w ogóle nie wie jak się obchodzić z ludźmi? – Nie umknęło mojej uwadze, że Arthur posmutniał i spojrzał w podłogę. Zaciekawiona podniosłam jedną brew wyżej niż drugą.
     - Kiedyś taki nie był.
     - To musiało być bardzo dawno temu… – rzuciłam bezmyślnie.
     - Odpowiedziałem na panienki pytanie. Czy mógłbym liczyć na to samo? – speszyłam się, bo wcale nie chciałam wracać do tego tematu.
     - Sama nie wiem, jaki mam do niego stosunek – odpowiedziałam zgodnie z prawdą i sięgnęłam po kieliszek z jakimś trunkiem.
     - Mógłbym mówić panience na ty? - zapytał zmieniając temat.
     - Jestem tylko niewolnicą. Nie musi Panicz się o to pytać.
     - Freya... - złapał mnie za rękę, a ja się speszyłam, chociaż wzroku od niego nie odwróciłam. - Jesteś człowiekiem tak samo jak ja. Nie mów o sobie w ten sposób. - uśmiechnął się. - Mów mi proszę Arthur.
     - Paniczu Arthurze, zostałam kupiona jako niewolnica. Piękna suknia, makijaż i uczesanie nie robią ze mnie kogoś, kim nie jestem.
     - Kaiser traktował Cię w ten sposób? Jak niewolnice? Jak przedmiot? - w jego głośnie pobrzmiewała nadzieja, ale również niepokój.
     - Traktował mnie jak damę. Zaznaczał, że nie ma do mnie stosunku jak do niewolnicy, ale on jest niewiarygodny.
     - Niewiarygodny? Dlaczego?
     - Co innego mówi, a co innego robi.
     - Rozumiem. Nie będę cię przekonywał o tym, że Kaiser jest dobrym człowiekiem. Przekonasz się o tym sama. – Uśmiechnęłam się smutno, zwracając wzrok w stronę kieliszka opróżnionego do połowy.
     - No właśnie się przekonuję… - kątem oka spojrzałam w stronę wyjścia na balkon, za którym zniknął mężczyzna. Arthur się uśmiechnął i uniósł brwi.
     - Mogę być szczery?
     - Na pewno mi to nie zaszkodzi… - podniosłam na niego wzrok.
     - Czy... - zatrzymał się jakby szukał odpowiednich słów. - ... aby na pewno nie jesteś zazdrosna? – Poczułam jak mi serce przyspiesza i gwałtownie odwróciłam od niego wzrok. Byłam pewna, że na moich policzkach pojawiły się ledwo widoczne rumieńce, ale od razu je z niej zrzuciłam.
     - Paniczu, proszę przemyśleć czy to aby na pewno właściwa chwila do strojenia sobie ze mnie żartów – warknęłam ostrzej niż zamierzałam.
     - Wybacz. - uśmiechnął się przepraszająco, ale na jego twarzy od razu było widać, że wiedział swoje. Zauważyłam to.
     - Oh doprawy? Jesteś Panicz tego taki pewien? – zapytałam, przeciągając słowo taki. – Pokażę Paniczowi, że daleko mi do zazdrości o Kaisera – dodałam i pospiesznym krokiem udałam się w stronę balkonu. – Kai… - zaczęłam, wychodząc na taras, ale szybko tego pożałowałam. Mężczyzna… się całował… Z kobietą, z którą tutaj przyszedł. Poczułam nieprzyjemny uścisk w sercu i odwróciłam się na obcasie. O dziwo utrzymałam równowagę i zaraz potem pędem zaczęłam wymijać gości balu, mając przed oczami ten obraz. Byłam wściekła do granic możliwości, dlatego przy wyjściu z sali wzięłam z tacy jednego ze służących kieliszek wina i oddaliłam się korytarzami, wypijając jego zawartość. Szybko pożałowałam, że nie wzięłam kolejnego, ale nie miałam zamiaru zawracać.
     Nie powinnam się tym tak bardzo przejmować. Sama się zdystansowałam i unikałam jego dotyku, ale zabolało mnie to. Naprawdę zaczynałam się do niego przekonywać. Był dobry, miły, troskliwy i traktował mnie jak człowieka. Nie obchodziło go moje pochodzenie. Okazywał mi szacunek pomimo tego, że daleko mi było damy. Powstrzymywał się. Akceptował granice, których nie chciałam przekraczać, chociaż widziałam w jego oczach, że pragnął je zignorować. Nawet przez chwilę żałowałam, że chce mnie odwieźć do domu, ale to się zmieniło. Teraz tylko marzyłam o powrocie.
     - Freya, poczekaj – Arthur stanął na mojej drodze, kiedy wyszłam z sali balowej i zatrzymał mnie delikatnie dotykając moich ramion. Nie chciałam przerywać marszu, ale odruchowo to zrobiłam. – Kai coś ci zrobił? Co się stało? – wyglądał na bardzo przejętego.
     - Dobry i opiekuńczy człowiek… Też mi coś – powiedziałam, wyrywając się z jego uścisku. – Powinien Panicz uwspółcześnić informacje na jego temat. – Widać było, że tym razem się zdenerwował.
     - Co zrobił? – zapytał ostro a ja przygryzłam wargę. Musiałam mocno się spiąć, żeby się nie rozpłakać w tak publicznym miejscu. Każdy mógł tędy przejść i nas zobaczyć.
     - Zachował się jak typowy facet, kierujący się potrzebami – rzuciłam w okrojonej wersji, bo prawda nie chciała przejść przez moje gardło. Dusiłam w sobie płacz i drżenie głosu.
    - Kai… - wyglądał, jakby przypomniał sobie coś smutnego, ale nie interesowało mnie, czym to było. – Powinienem go wcześniej zatrzymać – podjął po chwili. – Przykro mi, że musisz go oglądać w najgorszej odsłonie. To moja wina.
     - Paniczu, proszę przestać go usprawiedliwiać – uśmiechnęłam się smutno, tracąc kontury obiektów przez łzy. – Panicz nie kazał mu całować jakiejś kobiety – dodałam i oddaliłam się, przecierając oczy. Nie wiem, czego oczekiwałam po Kaiserze, ale były to zbyt wysokie wymagania.
     Niestety nie odeszłam daleko. Arthur po raz kolejny za mną podążył i objął od tyłu. Od razu się spięłam. Do tej pory nie miałam szczególnie przyjemnych wspomnień związanych z dotykiem mężczyzny.
     - Nie usprawiedliwiam – odsunął się z głośnym westchnięciem. – Ale nie chcę, byś go skreślała… On nie jest zły tylko samotny. – Zaśmiałam się szyderczo.
     - Oj tak, bardzo… - skomentowałam ironicznie, wznawiając marsz.
     - Nawet nie wiesz jak bardzo… - odwrócił się do mnie tyłem.
     - Nie, nie wiem. Wiem to, co widzę. – Zatrzymał się i spojrzał w moją stronę.
     - Dokładnie to samo widzi Kai w twoim zachowaniu i słowach. Przepraszam, ale wracam na salę. – Ukłonił się i odszedł a ja poczułam jak wzbiera we mnie wściekłość. Jak on śmiał zwalać całą winę na mnie?!
     - Ja przynajmniej nie pobiegłam do pierwszego lepszego mężczyzny, żeby mnie pocieszył! – krzyknęłam za jego oddalającą się sylwetką i tupnęłam nogą. Mimowolnie syknęłam z bólu i zdjęłam buta z obolałej stopy. Spojrzałam na ten obcas, ściągnęłam drugi i cisnęłam nimi o ścianę w korytarzu, by następnie boso skierować się do ogrodu. Skoro miałam niedługo wrócić do domu to chciałam chociaż raz zobaczyć, co skrywał w sobie ten labirynt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 399
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pon Sie 14, 2017 8:31 pm


      Idiota. Na co ty liczyłeś? Myślałem, że ona tak po prostu za tobą pobiegnie, albo cię zatrzyma? Pokazała ci już wiele razy, że nic dla niej nie znaczysz więc dlaczego kurwa mać się wahasz!? Jesteś jaki jesteś i nie zmienisz tego. Twoje starania nic nie zmienią.
       - Paniczu? – kobieta trzymała lampkę winę i uśmiechała się zalotnie. Jak miała na imię? O czym rozmawialiśmy? Nie pamiętałem niczego z naszej konwersacji. – Czy moja propozycja paniczowi odpowiada? – zatrzepotała rzęsami i położyła mi dłoń na torsie delikatnie sunąc nią w dół. Nie słuchałem tego co mówiła i to był błąd.
       - Zastanowię się. – skłamałem. Nie mogłem zaakceptować czegoś o czym nie miałem pojęcia, a odmowa prosto w twarz osobie, której pozycji się nie zna nie jest najmądrzejszym posunięciem.
       - Może uda mi się panicza jakoś przekonać… - postawiła na barierce kieliszek i objęła moją szyje dłońmi. Stałem w bezruchu przyglądając się jej badawczo. Czułem jak przeczesuje palcami moje włosy, ale nie powstrzymywałem jej. Niech pokaże czego tak naprawdę chcę. Co jest jej celem? Powoli zaczęła zbliżać swoje wargi i wtedy zdjąłem jej dłonie z moich ramion.
       - Będę zmuszony odmówić. – zrobiłem krok do tyłu. Kobieta wyglądała na urażoną i wcale nie kryła swojego gniewu. Dobrze, może dzięki temu szybciej sobie pójdzie. Nie miałem humoru na zabawy z puszczalskimi córkami szlachciców. Powinienem wrócić do Freyi i Arthura, bo czułem że bardzo źle potraktowałem przyjaciela. Nie widzieliśmy się tyle czasu, a pierwsze co zrobiłem to scena zazdrości. – Proszę mi wybaczyć. – ruszyłem w stronę wyjścia i wtedy poczułem jak kobieta mnie całuje. Jej dłonie leżały na moich policzkach, a ciało praktycznie przywarło do mojego.
       - Kai…? – pytanie zawisło w powietrzu. Tylko dwie osoby na tym przyjęciu miały prawo zwracać się do mnie po imieniu, a to na pewno nie był męski głos. Freya…  Drzwi zatrzasnęły się równie szybko jak się otworzyły. Było za późno, a zresztą sam się o to prosiłem.


***

       - Kaiser… - usłyszałem głos przyjaciela za plecami. Sam wpatrywałem się w labirynt otaczający ogród. Nie musiałem na niego patrzeć, żeby wiedzieć jaki miał wyraz twarzy. Oceniał mnie. Freya na pewno wszystko mu powiedziała.
       - Spieprzyłem. Nie musisz mi o tym mówić. – odpowiedziałem na pytanie zanim jeszcze je usłyszałem. Czułem się fatalnie przez całą te sytuacje. Nigdy nie powinienem kupować Freyi… nikt nigdy nie powinien jej porywać. Powinna żyć szczęśliwie ze swoją rodziną. – To był ostatni raz… więcej już nie będę próbował.
       - Co z Freyą? – nadal stał kilka metrów za mną. Jak widać nie chciał nawet patrzyć mi w twarz.
       - Odstawie ją pojutrze do rodzinnej wioski. To nie jest miejsce dla niej. - trwaliśmy w milczeniu przez kilka minut, aż usłyszałem jak Arthur idzie w moją stronę. Położył mi dłoń na ramieniu, ale nic nie powiedział. Nie musiał. Doskonale wiedziałem, co by teraz powiedział. Uważał, że to wszystko jego wina. Miał tak od dziecka, od tamtego wydarzenia, które zmieniło cały mój świat.
       - Wybacz, że cię w to wplątałem. – dodał w końcu. – Gdybym mógł cofnąć czas…
       - Wiem. – przerwałem mu. – Wiem Arthurze. – spojrzałem na przyjaciela uśmiechając się smutno. On robił dokładnie to samo.
       Wróciłem wzrokiem na ogród. Znałem dokładnie każde przejście, każdy zaułek. Mógłbym tam trafić z zawiązanymi oczami. To miejsce było moją ostoją, ucieczką przez najmłodsze lata. Tylko w nim znajdywałem spokój i pozwalałem sobie na łzy. Może dlatego nie byłem aż tak zdziwiony widząc Freye wbiegającą do niego.
       - Muszę iść. – ruszyłem w stronę wyjścia, a kiedy złapałem za klamkę usłyszałem cichy szept przyjaciela. Słowa nie były skierowane do mnie, a raczej rzucone w przestrzeń. „Zależy jej”. Zamknąłem za sobą drzwi i szybkim krokiem pobiegłem za dziewczyną. Nawet na tarasie czułem jak zimno się zrobiło. Jeżeli Freya nie znajdzie drogi to zamarznie w nocy.
       Wbiegłem w labirynt szukając blondynki w każdej ze ślepych uliczek. Po godzinie poszukiwań nie znalazłem jej. Może zawróciła? Postanowiłem udać się do centrum ogrodu. Istniała szansa, że wybrała odpowiednią ścieżkę.
       Ledwo łapałem oddech kiedy dotarłem na miejsce. Odetchnąłem jednak z ulgą widząc dziewczynę siedzącą na ławce. Nie zauważyła mnie, bo byłem tyłem do niej. Zdjąłem z siebie marynarkę i zarzuciłem na jej ramiona. Sam usiadłem na oparciu ławki. Nie widziałem jej twarzy, a ona mojej.
       - Nigdy bym nie pomyślał, że zapamiętasz drogę. – wzruszyła ramionami, ale nie zrzuciła mojej kurtki.
       - Nie myślałam o drodze, kiedy tutaj szłam. – odpowiedziała obojętnie nie przenosząc na mnie swojego spojrzenia.
       - Aż tak bardzo zaprzątałem twoje myśli?
       - Raczej chciałam się zgubić. – zaśmiałem się pod nosem.
       - Szkoda, że nie byłaś taka chętna kiedy przyprowadziłem cię tu kilka dni temu. – milczała. – Arthur martwi się o ciebie. – skłamałem, ale nie musiała o tym wiedzieć. Od razu zauważyłem, że mu się spodobała więc takie małe kłamstwo może nawet nie być kłamstwem. Może faktycznie się o nią martwił? Smuto parsknęła śmiechem.
       - Jak widać wszystko ze mną w porządku. – nie byłem pewien, ale chyba słyszałem łzy w jej głosie. Dlaczego?
       - Jeżeli tak wyglądasz kiedy wszystko z tobą w porządku. To ze mną musiałaś być w pełni szczęścia. - Podniosła na mnie spojrzenie i nawet na chwile nie spuściła wzroku.
       - Chyba zapomniałeś o swoim towarzystwie...
       - Uciekło z balu wiec po nie przyszedłem. – odpowiedziałem również nie spuszczając z niej spojrzenia.
       - Zostawiłeś mnie… - wróciła wzrokiem na swoje dłonie.
       - A chciałaś żebym został? – nie wiem po co pytałem skoro odpowiedź była oczywista. „Nie”.
       - Kaiser... Zostawiłeś mnie samą w tłumie ludzi, którzy doskonale wiedzą, kim albo raczej czym jestem.
       - Chciałaś żebym został, czy nie? - nie odpuszczałem.
       - To nie ma teraz żadnego znaczenia. – odpowiedziała wymijająco.
       - Dla mnie ma. Twoje pieprzone zdanie ma dla mnie znaczenie rozumiesz? – rzuciłem ostro.
       - Nie miało, kiedy całowałeś się z tamtą kobietą! - krzyknęła, zrywając się z miejsca i zrzucając z ramion moją marynarkę. Nie mogłem uwierzyć w to co słyszałem. Czy Freya naprawdę przez cały ten czas…?
       - Jesteś zazdrosna, że ona potrafi mi dać coś czego ty nie możesz? – zrobiłem krok w jej stronę. – A raczej czego ty NIE CHESZ mi dać?
       - Nie jestem zazdrosna! Ja... - zawahała się i zrobiła krok w tył.
       - Jesteś. Nie chcesz żebym przebywał z inną kobietą, żebym ją całował. Jesteś o mnie zazdrosna.
       - Nieprawda! - powtórzyła po raz kolejny.
       - Nie? - skrzyżowałem ramiona. - Podobam ci się. Widzę to.
       - Wmawiaj sobie co chcesz – warknęła obrażona. Postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę. W końcu i tak nie miałem nic do stracenia. Podszedłem do niej i jedną ręką objąłem w tali przysuwając blisko siebie. Drugą podtrzymywałem jej głowę. Pocałowałem Freye bardzo delikatnie i zmysłowo. Dokładnie tak samo jak wtedy, kiedy mruknęła mi w usta. Chciałem ją złamać. Chciałem pokazać jej jak bardzo tego pragnie. Przerwałem po kilku minutach i podniosłem z ziemi swoją marynarkę zarzucając dziewczynie z powrotem na ramiona.
       - Następnym razem będziesz musiała o to poprosić…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 483
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pon Sie 14, 2017 10:57 pm


     Nie przewidziałam, że Kaiser za mną przyjdzie. Nie spodziewałam się tego, że to zrobi po tym, jak tak jawnie pokazał mi, że jeśli nie ja to inna. Czułam się jak nic nie warte ścierwo i jego słowa tylko mnie drażniły w tym momencie. Nie wiedziałam czy byłam zazdrosna. Bardzo możliwe, ale bardziej na wierzch wychodziła wściekłość: na niego i na siebie samą.
     Mimowolnie mruknęłam, kiedy mnie pocałował. Wstyd mi było przez samą siebie, ale jednocześnie poczułam ulgę. Zupełnie tak, jakbym liczyła dokładnie na to, co zrobił, jakby tylko to pozwoliło mi uwierzyć w to, że jednak miałam dla niego jakieś znaczenie. Można było powiedzieć wszystko, ale to czyny były szczerą rozmową. Czyny… Czyny…
     Kiedy się odsunął zdałam sobie sprawę  tego, że Arthur miał rację. Robiłam dokładnie to samo, co Kaiser. Uzewnętrzniałam te rzeczy, które sugerowały mu moją niechęć i nienawiść względem niego. To, co faktycznie miało znaczenie ukrywałam w sobie, bo nie chciałam tego czuć. Nie chciałam go lubić, nie chciałam padać ofiarą sprawdzonych już przez niego zagrywek. Nie różniłabym się niczym od wszystkich innych kobiet, które przewinęły się przez jego łóżko. Zachowywałabym się dokładnie tak samo jak one. Kaiser podchodziłby do mnie dokładnie tak samo jak do nich. Stałabym się jedną z wielu. Kolejną, którą mógł wpisać na listę zaliczonych. Nie mogłam mu na to pozwolić.
     - Nigdzie nie idę… - odezwałam się i podeszłam do ławki, żeby znowu na niej usiąść.
     - Nocujemy tutaj? - zapytał zaczepnie, a ja zirytowana przygryzłam wargę.
     - JA – specjalnie nałożyłam na to nacisk. - … nocuję tutaj.
     - Będziesz idealną poduszką, ja się nadam bardziej na kołdrę. – Mimowolnie się zarumieniłam.
     - Już ja się domyślam, co będzie dla ciebie idealną poduszką… - prychnęłam. Freya, do cholery jasnej! Przestań wpadać w jego pułapkę!
     - Śpimy na trawie czy na ławce? – Rozejrzał się dookoła szukając odpowiedniego miejsca. Spojrzałam na niego i nie wiedziałam, co teraz zrobić czy powiedzieć. Dla niego wszystko było zabawą. Ja nie chciałam stąd wychodzić, bo tam mężczyzna znowu mnie zostawi na rzecz jakiejś kobiety, która da mu to, czego ja nie chciałam mu dać.
     - Jak tak bardzo ci zależy na nocy pod gwiazdami to jestem pewna, że któraś z twoich… fanek będzie nią zainteresowana. – Nie umknęło mojej uwadze, że Kaiser się uśmiechnął.
     - Przecież nie chcesz, żebym cię zostawił, prawda?
     - Teraz ma to dla ciebie znaczenie…
     - Zawsze miało, ale nie myślałem, że aż tak ci się podobam. Wręcz przeciwnie. Myślałem, że mnie nienawidzisz.
     - Podobasz mi się tylko wizualnie, jak każdej kobiecie. Twój charakter… Tego nienawidzę.
     - To za moją twarzą tyle płakałaś?
     - Nie. Za tym, że wystarczy piękna buzia i spełnianie twoich oczekiwań, a wszystko traci dla ciebie znaczenie dla tej jednej chwili.
     - To samo mogę powiedzieć o tobie. Wystarczy, że ktoś pocałuje cię w rękę i nazwie cię damą, a ty już jesteś cała w skowronkach. – Gwałtownie się poderwałam z miejsca.
     - Słucham?! – zapytałam. – Jestem kobietą wychowaną w zupełnie innym otoczeniu niż ty. Nikt nigdy nie okazywał mi takiego szacunku, nie traktował mnie jak damę. Dziwisz się, że sprawia mi to przyjemność?
     - Skoro podobam ci się jedynie wizualnie to wręczę ci swój portret, żebyś o mnie nie zapomniała, kiedy odstawie cię do domu.
     - Świetnie… - rzuciłam podnosząc głowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 399
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Sob Sie 19, 2017 10:47 pm


         Wiedziałem, że jeśli nie przejmę inicjatywy to nigdzie nie dojdziemy. Freya nie była ze mną szczera, bo jej oczy mówiły jedno a usta drugie. Gdzie głęboko w sobie pragnęła mnie bardziej niż kogokolwiek, ale rozum nie pozwalał jej na takie myśli. Byłem tym, którego winiła za rozdzielenie z rodziną i porwanie do niewoli. Dla niej byłem tym złym.
         - Freya żarty się skończyły. – podszedłem do niej i złapałem delikatniej jej dłoń przybliżając do siebie. – Chcę wiedzieć co czujesz i czego naprawdę pragniesz. Jeśli faktycznie mnie nienawidzisz to zniknę na zawsze z Twojego życia. Odstawie cię do domu i już nigdy więcej mnie nie zobaczysz, ale musze wiedzieć… czy tego właśnie chcesz? – spojrzała w moje oczy wyraźnie zaskoczona bezpośredniością. Widziałem, że zastanawia się nad odpowiedzią. Zapewne szukała dogodnego uniku.
         - Nie czuje wobec ciebie żadnych negatywnych emocji. – odpowiedziała po chwili milczenia. – Jestem wściekła, że tak niewiele potrzeba, żebyś zainteresował się jakąś inną kobietą i jednocześnie twoja… intensywność niekiedy mnie rani.
         - Zazdrość… - wyszeptałem bardziej do siebie niż do niej. – Odczuwasz zazdrość czy chcesz tego czy nie. Doskonale znam to uczucie, bo właśnie to czułem za każdym razem, kiedy uśmiechałaś się do innego mężczyzny. Widząc jak rumieniłaś się i byłaś nimi oczarowana sprawiało, że paliło mnie od środka. Chciałem ich wszystkich pobić na samą myśl, że wolisz ich ode mnie… - położyłem dłoń na jej policzku i delikatnie go gładziłem. – Wiem, że nie jestem w twoim typie i również wiem, że wolałabyś takiego mężczyznę jak Arthur. Właśnie dlatego od was odszedłem, bo nie mogłem tego znieść. – zaczęła płytko oddychać. Ciekawiło mnie czy spowodowane to było moją delikatnością czy słowami. Nie była przyzwyczajona do takiej wersji Kaisera. Ten, którego zdołała poznać był tym, którego nienawidziła. Natarczywym i bezpośrednim szlachcicem, kupującym panienki aby się z nimi zabawiać.
         - Nie możesz wiedzieć jakiego bym wolała, bo sama tego nie wiem. – podsunąłem się bliżej nadal gładząc jej policzek. Spuściła wzrok zawstydzona moją bliskością.
         - Freya podobam ci się, kiedy jestem taki delikatny? – zmieniłem temat oplatając jej ucho ciepłym oddechem. Nie mogłem przestać patrzeć na lekko rozchylone wargi blondynki. Kusiły mnie swoim kształtem i kolorem, zwłaszcza, że ostatnim razem kiedy się w nich zatopiłem usłyszałem urocze mruknięcie. – Chcesz wtedy, żeby moje usta należały tylko i wyłącznie do ciebie?
         - Tak… - odpowiedziała i niemal od razu się ode mnie odsunęła. Cała jej twarz była czerwona wiec odwróciła się tyłem próbując ukryć wstyd. Stałem przez chwilę zszokowany, bo nie spodziewałem się takiej odpowiedzi, a tym bardziej reakcji. Teraz już byłem pewien, że mnie pragnie, więc położyłem dłonie na jej ramionach i pocałowałem policzek.
         - Jeśli tego pragniesz to możesz o to poprosić. – szeptałem do ucha, aby przyprawić ją o jeszcze większe ciarki.
         - Nie zawsze delikatność jest wystarczająca… - dodała w swojej obronie takim tonem, że od razu było czuć, że nie jest ze sobą szczera. – Jest potrzebna na samym początku znajomości. Potem wszystko zależy od chwili. – uniosłem brwi ze zdziwienia. Więc to tak wygląda jej wizja związku?
         - Jesteś taka urocza kiedy się bronisz. - Uśmiechnąłem się pod nosem i objąłem ją w pasie przesuwając bliżej siebie. Najchętniej chwyciłbym ją trochę wyżej. – A obecna chwila? – szepnąłem czule do ucha.
         - Sam oceń… - odsunęła mnie zawstydzona. Na jej twarzy malowały się rumieńce.
         - Według mnie ciągle zerkasz na moje wargi. – odparłem krzyżując ramiona z wielkim uśmiechem.
         - Nie wiem po czym wnioskujesz skoro jestem do ciebie tyłem… - znów ten uroczy ton obronny.
         - Nie zaprzeczyłaś. – znowu położyłem dłoń na jej ramionach delikatnie je masując.
         - Nie potwierdziłam… - odparła prawie szeptem. Musiała odczuwać przyjemność, bo mówiła niepewnie.
         - Wystarczy, że o to poprosisz. – stanąłem przodem do dziewczyny i uśmiechnąłem się szarmancko. – To jak?
         - Nie poproszę… - spuściła wzrok. Poliki miała czerwone, a oddech płytki. Pewnie ledwo stała na nogach nie mogąc znieść tego napięcia.
         - Później będziesz tego żałować. – wyszeptałem do ucha i puściłem jej oko. – A teraz wracamy. – bez żadnej zapowiedzi wziąłem Freye na ręce jak księżniczkę i ruszyłem w stronę wyjścia z ogrodu. Dotykając jej ciała doskonale czułem jak przemarznięta była, a w dodatku nie miała na sobie butów. Głupia. Przez swoją upartość mogła się rozchorować, a jeszcze tego mi brakowało.
         - Co ty wyprawiasz? Umiem chodzić! – pisnęła zaskoczona na co jedynie się uśmiechnąłem.
         - Damy należy odpowiednio traktować.
         - Nie jestem damą… - odezwała się ciszej spuszczając wzrok. Zauważyłem jednak, że ciaśniej owija się marynarką. Naprawdę zmarzła…
         - Jesteś damą Freya. Moja damą, nie zapominaj. – nic nie odpowiedziała, ale mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem na mój komentarz. Pewnie spaliła by się ze wstydu gdyby zdała sobie sprawę z tego co właśnie zrobiła.
         Postanowiłem zabrać dziewczynę do swojej komnaty i odpowiednio ją rozgrzać zanim wrócimy na bal. Stres z nim związany tylko pogorszy jej stan więc chciałem zrobić wszystko by przynajmniej fizycznie czuła się dobrze. Widząc kierunek, w którym idziemy poczułem jak Freya mocno się spięła. Zaniepokoiła się faktem, że zabieram ją z dala od ludzi, którzy mogliby ją uratować gdyby zaczęła krzyczeć? Przecież w ogrodzie również byliśmy sam na sam.
         - Nie możesz wrócić na bal w takim stanie. Zmarznięta i bez butów. Musimy najpierw cię rozgrzać.
         - Wystarczą buty i chwila w ciepłym pomieszczeniu. Nic więcej. – naprawdę musiałem się starać aby nie parsknąć śmiechem. Ona była niemożliwa. Sposób w jaki broniła się przede mną był cholernie uroczy. Postanowiłem jednak milczeć i wzbudzić w niej trochę obaw, więc nie odezwałem się aż do momentu wejścia do komnaty. Postawiłem ją i zamknąłem za nami drzwi na klucz, który schowałem do tylnej kieszeni spodni.
         - Usiądź na łóżku. – zarządziłem, a blondynka wykonała polecenie. Od razu było widać jak bardzo zdenerwowana jest. Usiadłem obok niej i objąłem dłonie Freyi pocierając je delikatnie, aby je ogrzać.
         - Przesadzasz… - odezwała się zawstydzona moimi gestami. Przecież właśnie takiego traktowania chciała, jak księżniczkę. – Nie jest to pierwszy raz, kiedy zmarzłam i to nic w porównaniu z temperaturami, które przeżyłam. – przerwałem czynność i patrząc w jej dłonie zadałem kluczowe pytanie.
         - Chcesz wrócić do domu? – starałem się nie brzmieć smutno. Nie chciałem zdradzać swoich emocji.
         - Moi rodzice mnie potrzebują. – kolejny unik.
         - Odpowiedz na pytanie Freya. Nie uciekaj. – podniosłem na nią wzrok, ona uciekła swoim. Nie mogła mi tego powiedzieć w twarz, bo się bała? Czy może nie chciała widzieć moich oczu kiedy poznam prawdę?
         - Tęsknie za nimi. Wiele dla mnie poświęcili… - błądziła wokół własnych myśli, jakby nie wiedziała jakiej odpowiedzi ma udzielić. Postanowiłem ułatwić jej to zadanie.
         - Freya… - położyłem dłoń na jej policzku i zbliżyłem swoje wargi, ale w ostatniej chwili się odsunąłem zdając sobie sprawę z tego, że to koniec. – Tak czy nie? – w moim głosie można było doszukać się nadziei, która szybko zgasła słysząc odpowiedź.
         - Tak. – nie spodziewałem się niczego innego, więc dlaczego poczułem się zdradzony? Bolało mnie to, że nie chciała ze mną zostać, ale w sumie dostała wolność na tacy. Dlaczego by miała z niej nie skorzystać.
         - Rozumiem. – uśmiechnąłem się smutno i pogładziłem ją po włosach. – Jeżeli tego sobie życzysz, tak zrobię.  – nie odpowiedziała, a jedynie wpatrywała się we mnie wielkimi oczami i tym razem to ja byłem tym, który odwrócił wzrok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 483
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Nie Sie 20, 2017 8:22 pm


     Ta rozmowa była… zbyt poważna. Każda kolejna odpowiedź, jaka padała z moich ust zaznaczała to, co miało się wydarzyć w najbliższym czasie. Wahałam się tyle razy, bo nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Wbrew sobie chciałam tutaj zostać, z Kaiserem. Chciałam się dowiedzieć, jak rozwinęłaby się dalej nasza znajomość, do jakiego stopnia. Nie. Ja po prostu chciałam być obok niego i już teraz wiedziałam, jakby się to skończyło. Może lepiej, że niedługo już wracam do domu? Do tego czasu jeszcze nie powinnam tak bardzo się od niego uzależnić, chociaż już teraz miałam, co do tego obawy. To będzie ciężkie. Już teraz to wiedziałam.
     Powinnam była się cieszyć, więc dlaczego nie mogłam? Dlaczego jego dotyk teraz tak przyjemnie parzył i plątał moje myśli? To nie mogło być tylko przez jego delikatność. Nie chodziło o dotyk. Chodziło o spojrzenie. O to, co w sobie skrywało, co widziałam w jego oczach i, zapewne gdybym spojrzała w lustro, w swoich także.
     - Już mi cieplej… - odpowiedziałam, nie mogąc dłużej znieść jego obecności. To, co się wydarzyło w ogrodzie… Czułam w sobie zbyt wiele emocji. Serce nadal mi szybciej biło, oddech wciąż miałam płytki, a wzrok nadal zamglony. Nie widziałam niczego, poza Kaiserem, jego oczami, ustami, ciałem… Zauważyłam więc, jak kiwnął głową i się odsunął. Przez chwilę jeszcze siedziałam, wpatrując się w niego, by następnie podnieść się i wziąć z szafy jakieś buty. Założyłam je i pozwoliłam się wyprowadzić z pokoju, prosto do sali balowej. Wystarczyło, że przekroczyłam jej próg, a od razu poczułam na sobie czyjś wzrok. Odruchowo rozejrzałam się dookoła i przełknęłam ślinę, zdając sobie sprawę z tego, że to nie była jedna osoba, tylko WSZYSCY. Moje ciało mimowolnie zadrżało. Doskonale wiedziałam dlaczego. Dla nich byłam tylko jedną z wielu kobiet, które przewinęły się przez łóżko Kaisera. Byłam dla nich zwykłą… nierządnicą. Słyszałam szepty. Nie wiedziałam, czego dotyczyły. Nie słyszałam żadnych konkretnych słów, bo do mnie nie docierały. Tylko szepty, które odbijały się od ścian mojego umysłu.
     - Kolejna rozpustnica… - to usłyszałam, bo dziewczyna, które to mówiła wcale nie starała się być cicho. Miałam ochotę się rozpłakać, ale zdusiłam w sobie łzy i spojrzałam na Kaisera.
     - Kaiser, chyba nie czuję się najlepiej… - kłamstwo, ale co miałam mu powiedzieć? Chcę stąd wyjść, bo mnie obrażają? Mają do tego prawo. Ich status jest dużo wyższy od mojego. Przy nich ja nie mam nic do powiedzenia i nawet bronić się nie mogłam. Nie pozwolił mi wyjść. Objął mnie ramieniem i zaprowadził pod ścianę.
     - Nie powinnaś przejmować się pustymi komentarzami – podniosłam na niego wzrok, ale wcale nie był szczęśliwy.
     - Nie powinnam nosić takiej sukni i przychodzić na taki bal. Jestem tylko… jednym z nic nie znaczących poddanych – spojrzałam na swoje buty i przygryzłam wargę. – Nie powinnam próbować stać się szanowaną częścią twojej społeczności.
     - Niczym się nie różnimy Freya. Masz prawo tu być tak samo jak ja.
     - Różni nas bardzo wiele, Kaiser – odpowiedziałam, uśmiechając się smutno i z niepokojem spojrzałam w stronę kilku kobiet, które zmierzały w naszym kierunku. Zanim zdążyłam dokonać odwrotu, znalazły się tuż przy nas. Przez chwilę milczały, rozglądając się dookoła, po czym przeniosły wzrok na mężczyznę.
     - Paniczu Kaiserze – ukłoniły się przed nim. – nie powinien Panicz pokazywać się na tak szykownym przyjęciu w towarzystwie zwykłej nierządnicy. Towarzystwo na tym samym poziomie jest dla Panicza bardziej odpowiednie – zwróciła uwagę, a ja się poczułam tak, jakby mnie ktoś kopnął w klatkę piersiową i pozbawił oddechu. Sama doskonale o tym wiedziałam, ale usłyszenie tego od jakiejś osoby było jak cios prosto w serce. W dodatku mówiła tak cicho, żeby nikt poza naszym otoczeniem tego nie usłyszał. Chociaż wiedziałam, że dla nich obrażanie służących było czymś normalnym, miałam ochotę wybiec z sali i zanieść się płaczem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 399
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Nie Sie 20, 2017 11:04 pm



       Freya cała drżała z przerażenia. Wzrok wszystkich dam na przyjęciu był skierowany wprost na nią i nie były to uprzejme spojrzenia, a wręcz pogardliwe. Odprowadziłem dziewczynę na bok, aby nie musiała słyszeć kolejnych niemiłych komentarzy. Pogłaskałem ją po ramieniu, aby dodać jej choć trochę otuchy.
        - Freya… - chciałem powiedzieć jej prawdę, chciałem żeby wiedziała, że nie różnimy się ani trochę, ale po co? Przecież dla niej nie będzie to już miało żadnego znaczenia. – Wolałabyś wrócić do komnaty? – zapytałem mimo, że znałem odpowiedź. Widziałem jak fatalnie się czuła i jak bardzo przeżywała niemiłe uwagi, które nawet nie miały odzwierciedlenia w rzeczywistości. Nie była żadną nierządnicą, dlatego komentarz kobiet, które się do nas dołączyły wyprowadził mnie z równowagi. – Towarzystwo zazdrosnych dwulicowych bab, które trzepoczą rzęsami do każdego młodego szlachcica nie nazwałbym dla siebie odpowiednim. – kobiety otworzyły szeroko usta zszokowany moim komentarzem. Wiedziałem, że to co miałem zamiar zrobić będzie mnie srogo kosztowało, ale chrzanić to wszystko. Chrzanić pozory, które próbowałem wcześniej zachować. – Freya jest dużo bardziej wartościowa niż każda z was kiedykolwiek będzie. – objąłem blondynkę w pasie i pocałowałem ją na oczach wszystkich zgromadzonych. – „Panie” wybaczą, ale zrobiło się tu zbyt duszno. – pociągnąłem Freye za sobą na taras.
        - Dlatego to zrobiłeś? – powiedziała kiedy zamknąłem za nami drzwi. Popsułeś swoją opinie. – widziałem jak się rozpromieniła, a z jej oczu zniknął ból sprzed chwili, na co bardzo się ucieszyłem.
        - Powiedziałem tylko prawdę. - uśmiechnąłem się szeroko i uniosłem brwi. - Jak myślisz, obraziły się? - nie mogłem powstrzymać kącików ust, które drgały od powstrzymywanego śmiechu.
        - Czy to źle o mnie świadczy, że chciałabym, aby się obraziły? – zapytała również się uśmiechając.
        - Oj Freya, widzę, że te kilka dni ze mną sprowadziły cię na złą ścieżkę. – zaśmiałem się.
        - Raczej na ścieżkę przetrwania na tym świecie…
        - Warto było? – zapytałem mając na myśli bycie tu ze mną jako moja… niewolnica. Skrzyżowałem ramiona czekając na jej odpowiedź, ale milczała. Zajęła jej chwile zanim odpowiedziała i tym razem to ja uniosłem brwi zaskoczony.
        - Warto… - spuściła wzrok, na podszedłem do niej i delikatnie przytuliłem.
        - Dziękuje. – nawet jeśli to było kłamstwo to byłem wdzięczny za taką odpowiedź, bo dzięki niej będę mógł dalej kroczyć przed siebie wiedząc, że nie skrzywdziłem jej na tyle, aby trzymała urazę.
        - Za co? Niczego ci nie dałam… tylko brałam: suknie, buty, starawę…
        - Dzięki tobie podjąłem decyzje co powinienem zrobić. Przestałem się wahać. – podszedłem do barierki i oparłem o nią łokcie spoglądając na labirynt i tak bardzo znane mi ścieżki. Sam powinienem decydować o swoim losie, a jak do tej pory siedziałem zamknięty
        - O jakiej decyzji mówisz? – usłyszałem zza pleców.
        - Że będę za tobą tęsknił. – to nie było kłamstwo, ale również nie prawdziwa odpowiedź na pytanie. Nie widziałem jednak sensu w opowiadaniu jej o swojej przeszłości. Znałem ją na tyle dobrze, że wiedziałem jak prawda bardzo ją zrani, a wolałem aby nie kojarzyła mnie ze smutnymi wydarzeniami.
        - Ow… Myślę…. Ja… ymmm… ja także… - szepnęła na co natychmiast się odwróciłem. Cała jej twarz była czerwona, a dłonie bawiły się suknią. Nawet nie starałem się ukryć uśmiechu, który wkradł się na moją twarz. Arthur miał racje zależało jej.
        - Zmieniłaś się. – oparłem się znów łokciami o barierkę, ale tym razem stojąc do niej przodem. – Zrobiłaś się jeszcze piękniejsza… i odważniejsza.
        - Nie. – podeszła do mnie spoglądając w oczy. – Ty mnie zmieniłeś. Ty miałeś na to wpływ. – zrobiłem wielkie oczy i sam nie wiem dlaczego pozwoliłem sobie na następujące wyznanie.
        - Zostaniesz ze mną? – zganiłem się w duchu za to co zrobiłem. Odpowiedz była oczywista. „Nie chcę”, dlatego kiedy spojrzała mi w oczy i westchnęła wiedziałem czego się spodziewać.
        - Kaiser, nie mogę… - zaczęła, chociaż dla mnie nie musiała już niczego więcej mówić. - To nie jest moje miejsce. Psuje ci wizerunek, popełniam błędy, których damy nie popełniają. Zobacz jak na mnie reagują. To się nie zmieni. Zawsze będę dla nich jedną z zakupionych przez ciebie niewolnic, a ja nie jestem na to przygotowana i podejrzewam, że nigdy nie będę. – objąłem ją gwałtownie, aż poczułem jak cała się spięła. Po chwili jednak rozluźniła mięśnie pozwalając mi wsłuchiwać się w odgłos jej serca. Gdyby mnie pokochała to czy wtedy ze mną została…?
        - Wiem… doskonale wiem jak komuś z zewnątrz jest ciężko… - odsunąłem się. – Rozumiem twój wybór. Gdybym mógł zrobiłbym to samo. – już dawno temu… uciekłbym dawno temu. Pokręciłem głową jakbym chciał odegnać od siebie takie myśli. To nie czas na wspominanie przeszłości. Musiałem się skupić na tu i teraz, na teraźniejszości. Turniej królów… miałem zamiar go wygrać.
        - Chcesz wrócić na przyjęcie, czy wolisz położyć się spać? – zapytałem, bo nie miałem zamiaru zmuszać jej dłużej w robieniu czegoś, czego nie chcę.
        - Chce zrobić cos, co ich wszystkich zwali z krzeseł. Chce... Chce, żeby w ich głowach na zawsze zachował się obraz "tylko jednej z kolejnych niewolnic Kaisera". Masz pomysł jak mogłabym to zrobić? – w oczach Freyi pojawiły się iskierki, na co szeroko się uśmiechnąłem. Nie miałem pomysłu, ale wiedziałem, że ona na pewno coś wymyśli i chętnie jej w tym pomogę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 483
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pon Sie 21, 2017 10:20 pm


     Coraz bardziej żałowałam. Każdy kolejny gest jakim mnie obdarzał wpychał mnie w przepaść wątpliwości. Już teraz miałam ochotę się wycofać i zrobiłabym to, gdybym… gdybym była sama, gdybym nie miała rodziców, którzy na pewno cierpieli z rozpaczy i potrzebowali mojej pomocy. Nie mieli nikogo więcej, a już nie byli wczesnej młodości. Doskwierało im coraz więcej chorób, bóle ciała. To dla nich skierowałam się w stronę zielarstwa, chociaż miałam talent zupełnie do czegoś innego.
     Kiedy mnie pocałował… Nogi mi zmiękły. Gdyby mnie nie trzymał upadłabym. On tak po prostu… Pocałował mnie na oczach wszystkich gości. Jeszcze bardziej pogorszył swoją opinię, żebym ja się poczuła lepiej. Cały czas robił wszystko, abym czuła się dobrze, przynajmniej w ostatnich dniach. Czułam się podle z tym, że go zostawiałam. Wiedziałam, że oboje na tym ucierpimy. Widziałam to w naszych oczach, ukradkowych spojrzeniach… To było okropne. Jak ja miałam sobie z tym poradzić?
     - Hmm… - zastanowiłam się chwilę nad tym, co mogłabym zrobić i zanim mężczyzna podał mi jakąś propozycję, już wiedziałam. To było proste. Musiałam tylko zrobić coś, czego nie robiłam od dawna i mieć nadzieję, że nie wyszłam z wprawy. – Mam pomysł, chodź… - złapałam go a rękę i pociągnęłam za sobą, ale zatrzymałam się gwałtownie, kiedy znalazłam się z powrotem na Sali i znowu wszyscy się we mnie wpatrywali. Odruchowo spuściłam wzrok i chciałam się schować za mężczyzną. – Czy mógłbyś… - zawiesiłam się, uciekając wzrokiem. – Poproś kogoś, żeby zgasił światło i włączył je mniej więcej po dwóch, trzech wersach – dodałam i puściłam go samemu udając się w stronę orkiestry. Poprosiłam o konkretną muzykę i czekałam.
     Światła zgasły. Tuż przed tym umyślnie znalazłam wzrokiem Kaisera w tłumie, żeby wiedzieć, gdzie stoi. Kiedy pojawiły się pierwsze nuty, wzięłam głęboki oddech, zamknęłam oczy, przypomniałam sobie tekst i zaczęłam śpiewać. Przez jakiś czas było ciemno i dzięki temu swobodniej śpiewałam a kiedy światła ponownie rozbłysły nie przerywałam, bo już się wkręciłam. Dawno tego nie robiłam i nigdy w taki sposób.
     W połowie utworu otworzyłam oczy i spojrzałam na Kaisera. Nie odrywałam od niego wzroku aż do końca. Kilkanaście wersów przed końcem, zaczęłam iść pomiędzy ludźmi w jego stronę. Ta piosenka… Wybrałam właśnie ją, bo poniekąd opowiadała o tym, co się działo pomiędzy nami. Dotarłam do niego, złapałam go za ręce i dalej patrzyłam się w jego oczy, czując jak z moich spływają łzy. Nie zmieniałam pozycji i nie odwracałam wzroku już do końca piosenki, bo to do niego ją kierowałam.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 399
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Wto Sie 22, 2017 8:54 pm




         Podobała mi się ta nowa i szalona odmiana Freyi. Przestała się ograniczać i postanowiła utrzeć wszystkim nosa, w czym miałem zamiar ją wspierać. Byłem zmęczony wiecznym potakiwaniem i słuchaniem się rozkazów z  góry. Chciałem się wyrwać ignorując zasady jakie tu panowały. Czy czekały mnie za to konsekwencje? Pewnie ogromne, ale nie przejmowałem się tym. Liczyło się tu i teraz.
         Zrobiłem wszystko czego życzyła sobie moja towarzyszka i bardzo ciekawiło mnie co zamierza zrobić. Światła na scenie zgasły, a ja otworzyłem szeroko usta ze zdziwienia. Ona… śpiewała? Głos był przepiękny i naładowany emocjami. Słowa piosenki odzwierciedlały naszą sytuacje, ale również idealnie ją określały. Pożegnanie.
         Śpiewała patrząc mi prosto w oczy. Przez chwilę nawet poczułem, że nie było dookoła nas nikogo. Tylko ja i ona. Czar jednak prysł kiedy ostatnia nuta została zagrana. Ostatnie słowa piosenki o naszym rozstaniu. Freya trzymała moją dłoń i wpatrywała się w nie z ogromną czułością. Ciało samo zareagowało i już po chwili ponownie całowałem ją na oczach wszystkich. Nie był to delikatny i czuły pocałunek, ale pełny mojej namiętności i intensywności.
         - Uciekamy. – wyszeptałem rozłączając nasze wargi i pobiegłem do wyjścia ciągnąc za sobą dziewczynę. Zwolniłem kroku dopiero przy schodach, wiedząc, że Freya nie potrafi biegać w takich butach. Spojrzałem na nią i od razu tego pożałowałem. Odwróciłem szybko wzrok, bo nie mogłem uwierzyć w to co poczułem. Pierwszy raz w życiu byłem zawstydzony w towarzystwie kobiety.
         W milczeniu dotarliśmy do komnaty. Otwierając pokój zerknąłem na Freye i poczułem jak coś we mnie pęka. Wewnętrzny mur, który sobie postawiłem legł w gruzach i praktycznie wciągnąłem ją do środka. Uderzyliśmy o drzwi złączeni w ostrym pocałunku. W międzyczasie próbowałem zamknąć zamek, ale szło mi bardzo nieudolnie dlatego przerwałem i oderwałem swoje wargi od słodkiej niewolnicy. Złapałem jej nadgarstki i ułożyłem nad głową przytrzymując je jedną dłonią, bo druga tym razem skutecznie zamknęła drzwi.
         - Mówiłaś, że nie lubisz kiedy jestem taki intensywny. Mam przestać?


Ostatnio zmieniony przez Rencia dnia Wto Sie 22, 2017 10:10 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 483
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Wto Sie 22, 2017 9:39 pm


     Kiedy skończyłam piosenkę dotarło do mnie, że nie powinnam była tego robić. Ujawniłam zbyt dużo uczuć, przez które teraz tylko ciężej mi będzie go zostawić i wrócić do domu. Może nie powinnam tego robić? Może powinnam z nim zostać? Czy nie zyskałabym na tym o wiele więcej niż na powrocie? Czy rodzice nie byliby z tego powodu szczęśliwi? Zawsze zaznaczali, że chcieliby mi dać o wiele więcej i zrobią wszystko, żeby moja przyszłość wyglądała lepiej od ich życia. Tylko co by się wtedy z nimi stało? Kto by im pomógł? Jak by sobie poradzili beze mnie? Nie chciałam i nie mogłam im tego zrobić.
     Nawet nie próbowałam powstrzymać mruknięcia, które wydobyło się z mojego gardła, kiedy mnie pocałował. I chociaż ten pocałunek był intensywny i namiętny w sposób, który do tej pory tylko mnie od niego odsuwał, tym razem zadziałał przeciwnie. Nie zdążyłam, jednak, zrealizować myśli, bo mężczyzna przerwał i pociągnął mnie za sobą.
     - Co się stało? – zapytałam, widząc jak odwraca wzrok. Do tej pory robił to w momencie, w którym nie chciał na mnie patrzeć, bo go zraniłam. Co takiego zrobiłam, że to na niego tak zadziałało. Nie odpowiedział mi i nie wiem, czy w ogóle usłyszał pytanie. – Kai… - chciałam go przeprosić, nie wiedząc za co, ale nie pozwolił mi na to. Poczułam kolejny pocałunek. Tak intensywny, że poczułam go całym ciałem. Przyjemne prądy przebiegły przez moje nerwy, a w podbrzuszu mi zawirowało od ich nadmiaru. Miałam wrażenie, że tak jak w wulkanie, lawa zaczyna się we mnie nagrzewać. Czułam jak staje się coraz cieplejsza, niemal gorąca. Pragnęłam go. Chciałam go dłońmi złapać za ubranie i przyciągnąć bliżej siebie. Na tyle na ile mogłam, odwzajemniłam pocałunek. Tym razem jego intensywność działała na mnie niesamowicie. Byłam gotowa na wszystko, ledwo łapałam oddech. Był płytki i nierównomierny. Serce waliło mi jak oszalałe, a ja się chciałam temu poddać.
     - Mówiłam, że to zależy od sytuacji... - odpowiedziałam, spuszczając zażenowana wzrok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 399
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pią Sie 25, 2017 9:31 pm



        Pragnąłem ją całym swoim ciałem, a to że nie zaprzeczyła tylko pogłębiło moje podniecenie. Nie chciała, żebym przestał, ponieważ pragnęła więcej i więcej, więc zamierzałem jej to dać. Przytrzymywałem jej nadgarstki w górze mając idealny wgląd na biust, który został podkreślony przez gorset sukienki. Długo nie czekałem, aby zostawić tam swój ślad. Pocałunek za pocałunkiem znakowałem odkryte miejsce, bo chciałem żeby Freya o mnie nie zapomniała nawet po powrocie do domu.
        Wolną dłonią powoli rozpinałem jej sukienkę, aż do momentu kiedy dostałem się do gorsetu. Haftka po haftce rozluźniałem ścisk, aby po chwili całkowicie pozbyć się usztywnienia.
        - Freya… - pocałowałem wargi dziewczyny ze wcześniejszą namiętnością i pożądaniem. Ściągnąłem gorset z dziewczyny i zsunąłem górę sukienki, by mieć dostęp do mięciutkich cycków. - Kazałaś mi tyle czekać, wytrzymaj dla mnie chociaż tyle… - wyszeptałem w jej usta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 483
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Sob Sie 26, 2017 1:44 pm


     Było mi cholernie gorącą. Płonęłam w każdym miejscu, w którym Kaiser pozostawił na moim ciele pocałunek. Oddech miałam płytki i przyspieszony. Czułam się tak, jakbym wydychała dym powstały po rozgrzaniu lawy. Ledwo wytrzymywałam, a to i tak było zapewne nic w porównaniu  tym, co jeszcze poczuję. Chciałam tego. Wbrew sobie pragnęłam mu się cała oddać. Pragnęłam dać mu to, co jest najcenniejsze u młodej kobiety i wiedziałam, że nie będę tego żałowała. Będę żałowała, że pomimo tych uczuć, i tak zdecydowałam się wrócić do domu. Miałam straszne wyrzuty sumienia, kiedy słyszałam jego błagalny ton. Twarz miałam całą czerwoną. Krępowało mnie to, co robił, i co widział, ale nie przerywałam mu. Przygryzłam wargę i wbrew sobie mruknęłam pod wpływem jego czynów. Szyję napięłam, a oczy zamknęłam. Moje ciało niemal błagało go o uwagę.
     - Dlaczego chcesz to ze mną zrobić? - zapytałam, spoglądając na niego. Mówiłam szeptem, może przyciszonym głosem, ale głośno nie potrafiłam. Moje policzki piekły ze wstydu. - Przecież wiesz, że wyjeżdżam. Nie zrani cię to? - spuściłam wzrok zażenowana tym, że zmuszał mnie do mówienie czegokolwiek w tej chwili. To mnie przytłaczało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 399
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Sob Sie 26, 2017 10:04 pm



        Pogłaskałem ją czule po głowie i uśmiechnąłem się, kiedy zadała swoje pytanie. Fakt, że nie znała na nie odpowiedzi sprawiał, że miałem ochotę na nią jeszcze bardziej. Urocza, delikatna i nieporadna dziewczyna, której los trzymałem w swoich dłoniach.
        - Nic na to nie poradzę, bo kiedy patrzę na ciebie pożądanie zawsze bierze górę. – położyłem dłoń na jej policzku, powoli go głaszcząc. - Chcę to zrobić właśnie z tobą Freya, ponieważ nie chcę się już nigdy z tobą rozstawać. Ponieważ pragnę całej ciebie… - puściłem jej nadgarstki, aby mocno ją przytulić. Poczuć ciepło bijące od jej ciała. Gorąc, którym na mnie reagowała. – Już zraniło… - wyszeptałem cicho. – To boli, ale będzie bolało jeszcze bardziej, jeśli odejdziesz i nie zostanie ci po mnie ani jedno miłe wspomnienie. – pocałowałem ją delikatnie, ale długo tak nie wytrzymałem. Pogłębiłem pocałunek równocześnie łapczywie ściągając z niej resztę ubrań. Darowałem sobie bieliznę, nią zajmę się później.
        Nie przerywając pocałunków przenieśliśmy się na łóżko. Leżałem na opierając się nad przedramionach. Boże co się ze mną działo… nigdy wcześniej, aż tak bardzo nie pragnąłem żadnej kobiety.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 483
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Nie Sie 27, 2017 11:17 am


     Twarz mi płonęła. Nie tylko ze wstydu, ale także z pragnienia, które wstrząsało moim ciałem. Nie mogłabym przewidzieć tego, że tego rodzaju przyjemności mogą być tak intensywne. Nie czułam takiego pożądania do żadnego mężczyzny, żadnego oprócz Kaisera. Nie wiedziałam czy dlatego, że mnie tak nakręcił, czy dlatego, że do tej pory zdążył mi pokazać czym jest ten żar, ale czułam jak płonę. Po każdym jego dotyku, każdym pocałunku. Jednocześnie pamiętając, że nigdy tego nie robiłam i nie powinnam była tak reagować na mężczyznę, z którym nie wiązałam swojej przyszłości. Nic nie mogłam na to poradzić.
     - Kai… - zamknął mi buzię pocałunkiem, a ja poczułam pod plecami miękki materiał łóżka. To był impuls. Jedna, wwiercająca się w umysł myśl o tym, że naprawdę miałam zamiar to zrobić. Zadrżałam, ale nie byłam pewna czy to przez chęć ucieczki, czy może raczej chęć poczucia tego, o co ta cała afera. Doskonale widziałam, jak na mnie reagował i reagowałam na niego dokładnie tak samo, wbrew sobie i wbrew temu, co powinnam myśleć. Drżącymi rękoma rozpięłam guziki jego koszuli, chcąc się pozbyć tego materiału, ale to było trudniejsze niż myślałam. Z każdym guzikiem, który rozpinałam czułam jak mój oddech jeszcze bardziej przyspieszał, a ciało jeszcze bardziej drżało. Mogłabym powiedzieć, że się bałam, ale z drugiej strony tego chciałam. Nawet ja nie chciałam zniknąć z jego życia nie pozostawiając po sobie przyjemnego wspomnienia. Nie chciałam, żeby odwoził mnie do domu, mając w głowie tylko to odpychanie i słowa pełne jadu. – Kaiser, boję się… - wyszeptałam ledwo słyszalnie, bo nawet dla mnie to wydawało się dziecinne, ale to uczucie nie opuszczało mojego ciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 399
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Nie Sie 27, 2017 10:47 pm


       Freya bała się i cała drżała, co uznałem za bardzo uroczę. Była przerażona, ale nadal chciała to zrobić. Pragnęła oddać mi to co najcenniejsze dla dziewczyny w jej wieku, oddać mi to co chciała zostawić dla przyszłego męża. Może to było egoistyczne z mojej strony, ale miałem wielką nadzieje, że Freya będzie właśnie tą jedną jedyną kobietą, która zakocha się we mnie za to jaki jestem, a nie za to co jej dawałem albo mógłbym dać w przyszłości.
       - Rozluźnij się. – wyszeptałem pomagając blondynce ściągnąć z siebie koszule i w odróżnieniu od niej nie przejmowałem się guzikami, po prostu je rozerwałem zrzucając z siebie ubranie. Ułożyłem ją na łóżku jednocześnie odpinając pasek spodni. Nie trudziłem się z ich zdejmowaniem, wystarczyło rozpiąć rozporek.
       Twarz blondynki płonęła w rumieńcach. Musiała być bardziej zawstydzona niż zwykle, bo pomimo, że dostałem jasny komunikat, że tego chcę mocno zaciskała uda i ramiona na biuście jakby to miało mnie powstrzymać przed zrobieniem czegokolwiek. Zaśmiałem się pod nosem i złapałem za jej nadgarstki odsłaniając to, co tak bardzo chciała ukryć.
       Nie puszczając nadgarstków ssałem mocno jeden z sutków. Jeździłem wokół niego językiem i delikatnie podgryzałem, aby podniecić ją jeszcze bardziej. Tak cholernie mocno chciałem sprawdzić jak bardzo mokra jest, że uwolniłem nadgarstki i przystąpiłem do poważniejszego działania. Złączyłem dwa palce i przyłożyłem do jej łechtaczki i mocno przez bieliznę zacząłem na nią naciskać. Drugą dłonią ściskałem sutek jednocześnie jeżdżąc po nim językiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 483
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pon Sie 28, 2017 7:48 pm


     Jakby rozluźnienie się było takie proste w tym momencie… Kaiser wcale nie pomagał, wręcz przez niego byłam jeszcze bardziej zawstydzona. Mimo, że już widział mnie nago i bawił się moimi piersiami, odruchowo starałem się je zakryć, tak samo jak nagie krocze. Cała płonęłam, zwłaszcza na pliczkach. Z zawstydzenia nie byłam w stanie patrzeć mu w oczy, w ogóle w twarz. Unikałam zawieszenia na niej wzroku, bo wiedziałam, że to jeszcze bardziej pogorszy mój niepokój. Wpatrywałam się w sufit, a moje serce waliło jak oszalałe. Ciało nie chciało przestać drżeć.
     - Kai, nie… - kiedy zauważyłam co robi z dłońmi i poczułam to zarówno w kroczu, jak i na sutkach, próbowałam go powstrzymać, chociaż tak naprawdę nie chciałam, żeby przerywał. Mimo, że byłam zawstydzona to było przyjemne. Miałam nadzieję, że Kaiser nie posłucha już teraz ani jednego mojego słowa, bo nigdy nie dam mu tego, czego potrzebował i co chciałam mu dać. – Nie… - jęknęłam, wyginając ciało w lekki łuk. Błyskawicznie przygryzłam wargę, bo i wydawane przeze mnie dźwięki mnie krępowały, ale nie umiałam się powstrzymać. Przez to, co on robił… Cholera, to było tak przyjemne… Nie przerywaj, nie słuchaj mnie. Nadal na niego nie patrzyłam. Nie dość, że oczy miałam zamknięte to jeszcze skierowane w sufit.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 399
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Wto Sie 29, 2017 12:02 am


        Wsłuchiwanie się w każdy słodki jęk Freyi było muzyką dla moich uszu.  Dziewczyna cała płonęła z pożądania, bo pomimo zimnego powietrza w pokoju jej ciało było rozgrzane do tego stopnia, że mógłbym ją związać, wyprowadzić na balkon, żeby wszyscy ją widzieli, albo robić inne zawstydzające ale również podniecające rzeczy i nie pisnęła by nawet słowem. Czułem jak bardzo pragnie moich warg i namiętnych pocałunków. Dreszcze przechodzące przez jej ciało sprawiały, że wyginała się w każdą stronę. Zamknęła oczy błagając abym przerwał pieszczoty, ale nie miałem zamiaru tego robić. Nie tym razem.
        Włożyłem dłonie w majtki delikatnie muskając wejście Freyi, a kiedy po raz kolejny usłyszałem prośbę o zaprzestanie swoich działań uśmiechnąłem się i wsunąłem jeden palec w przemoczoną pochwę. Każdy jej jęk nakręcał mnie coraz bardziej. Nie mogłem przestać penetrować wnętrza blondynki, które aż tonęło w sokach. Powolne ruchy zniknęły i zacząłem szybciej ruszać palcem. Językiem i wolną dłonią wróciłem na sutki, aby doprowadzić ją do jak największego szaleństwa. Niech płonie, niech błaga, niech krzyczy moje imię. Zamierzam wyruchać ją tak dobrze, że żaden inny mężczyzna już nigdy jej nie zadowoli. Będzie myśleć o mnie za każdym razem kiedy coś ją podnieci. Stanie się więźniem mojej namiętności. Nie ucieknie z łańcuchów pożądania.
        Złapałem za majtki i jednym szybkich ruchem ściągnąłem je z dziewczyny. Normalnie pieściłbym jej łechtaczkę językiem, ale nie czułem, że już dłużej nie wytrzymam. Złapałem na kolana i mocno rozstawiłem je na boki mając idealny wgląd na miejsce, w które zaraz się zanurzę. Wyjąłem swoją męskość, ale zanim zanurzyłem się w dziewczynie spojrzałem jeszcze raz na jej zawstydzoną twarz.
        - Jesteś moja… - wyszeptałem i powoli, delektując się jękami bólu i pragnienia, wkładałem członek we wnętrze Freyi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 483
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Wto Sie 29, 2017 5:43 pm


     Moje ciało i moje myśli już przestały na siebie wpływać. Myślałam jedno, chciałam drugie, a ujawniałam trzecie. Każdy kolejny jęk był coraz głośniejszy, ale jednocześnie mniej zawstydzający. Nadal się bałam, ale teraz bardziej tego, że mógłby przerwać w tym momencie, niż tego, że miał mnie pozbawić najcenniejszego skarbu młodej kobiety.
     - Kaiser… - jęknęłam po raz kolejny, nie wiedząc z jakiego powodu. Po prostu musiałam. Jego imię cisnęło mi się na usta, jednocześnie z czerwienią na policzki. Konsekwencje już w tym momencie nie miały znaczenia. Wszystko zniknęło i zostaliśmy tylko my dwoje. Chciałam przestać się wstydzić, ale nadal nie mogłam. Te doznania były świeże i przytłaczały mnie z każdej strony, zwłaszcza przez reakcje jakie wywoływały.
     Moim ciałem wstrząsnął dreszcz. Ból rozszedł się od mojego krocza wszędzie dookoła, wywołując we mnie jęki i łzy w kącikach oczu.
     - To boli, Kai, to boli… - jęknęłam, zaciskając dłonie na materiale prześcieradła, kiedy ból się zwiększał z każdym jego ruchem. Cała drżałam i miałam ochotę uciec, jednocześnie pragnąc więcej. – Kaiser, przestań, przestań… - odezwałam się błagalnie, próbując zabrzmieć przekonująco. – Nie chcę, nie mogę już… Nie mogę… - to było ostatnie, co mogłam z siebie wydusić. Rozpływałam się w jego ramionach przez to, co mi robił. Ból się nasilał z każdym jego kolejnym ruchem, wypychając ze mnie jęki i krzyki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 399
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Sro Sie 30, 2017 8:55 pm


        Łzy spływały po policzkach Freyi, a twarz miała wykrzywioną z bólu. Krzyczała i  błagała żebym przestał. Widok ten sprawiał, że miękło mi serce, ale nie byłem w stanie przerwać, więc zamknąłem jej usta kolejnym namiętnym pocałunkiem.
        - Ja też nie mogę…  - wydyszałem w jej usta. – Tak ciężko było dostać to czego chciałem… - jej wnętrze było idealne. Wilgotna, ciasna, rozgrzana i cały czas zaciskająca się, pulsowała i obejmowała mnie z każdej strony. Czułem od wejścia, aż po sam trzon. - Pierwszy raz w życiu tak bardzo tego pragnę. – otarłem łzy spływające po policzku blondynki - Więc to niemożliwe, abym teraz przestał. – przytuliłem ją i przyśpieszyłem ruchy bioder otrzymując kolejną salwę jęków dziewczyny. – Skup się na całowaniu. – szeptałem zatapiając w niej wargi bez opamiętania. Moje ciało całe było lepkie od potu i wysiłku jaki w to wkładałem. Freya była dziewicą i wiedziałem, że powinienem być w stosunku do niej bardziej delikatny, ale nie mogłem. Tak bardzo jej pragnąłem, że mój umysł wariował. Nie miałem pojęcia co się ze mną działo.
        Ściskałem dłońmi ramiona dziewczyny będąc pewien, że jutro będzie miała w tym miejscu siniaki. Ledwo łapałem oddech głośno sapiąc nad uchem Freyi. Zmieniłem rytm i tempo penetracji.  Zanurzałem się w niej aż po sam trzon mocno w nią uderzając aby bardzo delikatnie i powoli wysuwać się z jej wnętrza. Musiałem choć trochę pomóc przyzwyczaić jej ciało do mojej obecności. Nie chciałem, żeby cierpiała tylko odczuwała nieziemską przyjemność. Przez cały ten czas wpatrywałem się w jej uroczą twarz, aby widzieć w jaki sposób na mnie reaguje.
        Przenikliwy gorąc, oraz przyjemne uczucie w podbrzuszu dawały o sobie znać. Moje jęki tym razem mieszały się z jej, kiedy z powrotem wróciłem do szybkiego i częstego tempa. Ręce przeniosłem na cycki kobiety, które podskakiwały rytmicznie po każdym uderzeniu i mocno zaciskałem na nich swoje palce machając nimi w każdą stronę. Sutki miała twarde i dłuższe niż zwykle, więc musiałem nieźle ją podniecić.
        - Freya… - szeptałem jej imię choć wcale nie miałem takiego zamiary. Z każdą chwilą pochwa coraz mocniej zaciskała się na penisie przez co jeszcze szybciej zacząłem się w niej poruszać. W pewnym momencie rozkosz objęła moje ciało i spuściłem nasienie prosto w jej wnętrze. Pocałowałem ją po raz ostatni i wysunąłem z niej członek obserwując jak lepka ciecz wylewa się z jej pulsujących błon. Potrzebowałem dłuższej chwili, aby wrócić do normalnego funkcjonowania. Położyłem się obok Freyi i zamknąłem oczy.  Nie interesowało mnie już nic dookoła. Liczyła się tylko ona, moja piękna niewolnica.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   

Powrót do góry Go down
 
In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: