IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Rencia

avatar

Liczba postów : 344
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Wto Sie 08, 2017 12:05 am


        Po jaką kurwa cholerę tutaj przyszła? Żeby jeszcze bardziej mnie dobić?  Czy ona naprawdę myślała, że potrzeba mi jej żałosnych i nic nie wartych przeprosin, które swoją drogą były jedną wielką porażką? Czy naprawdę nie zdawała sobie sprawy, że to co mówi to bzdura? Przepraszała mnie za to, że nie chcę abym ją dotykał. Przepraszała za to, że ją kupiłem. Kurwa!
        Odstawie ją do tej pierdolonej wioski i niech znowu ją porwą, bo tak na pewno się stanie. Niech zobaczy jak to jest być czyjąś własnością skoro tak jej ze mną niedobrze. To wszystko od samego początku nie miało sensu. Tamtego dnia powinienem jak każde normalne dziecko siedzieć cicho i słuchać się mamy. Gdybym tylko tak postąpił to nie byłoby mnie tutaj. W więzieniu…
        Przez kolejne godziny machałem mieczem bez celu. Nie czułem już własnych rąk i nóg, ale jakoś nie miałem ochoty wrócić do siebie.
        - Znowu nie poszło po twojej myśli, braciszku? – Simmone opierał się o framugę drzwi z wyraźnym uśmieszkiem zwycięscy. - Dziwisz się jej? Żadna kobieta nie zechciałaby takiego dzikusa jak ty. W końcu plebs zawsze pozostanie plebsem. – zadrwił. Jego prowokacja nie robiła na mnie wrażenia. – Nie martw się, zaopiekowałem się nią. Ma naprawdę bardzo słodkie wargi… - oblizał się. Blefował… prawda? Freya na pewno nie oddałaby się tak łatwo.
        - Skończyłeś? – zapytałem kierując się do wyjścia. Czułem dziwny niepokój. To niemożliwe… - Z drogi. – Simmone grzecznie się odsunął ani na chwilę nie opuszczając kącików warg. Jeżeli naprawdę coś jej zrobił to własnoręcznie go zabije.
        Wszedłem do komnaty i odetchnąłem z ulgą widząc Freye czytającą książkę. Na szczęście była na tyle emocjonalna, że gdyby coś się stało to miałoby to wymalowane na twarzy. Bez słowa poszedłem do łaźni aby zmyć z siebie zmęczenie. Miałem dość tego beznadziejnego dnia, ale czułem, że tak łatwo nie zasnę. Postanowiłem sobie pomóc i wyjąłem z barku butelkę wina. Usiadłem w ciszy z lampką w ręku i wpatrywałem się przez okno na wielki księżyc w pełni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 427
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Sro Sie 09, 2017 1:09 am


     Kiedy wróciłam do pokoju próbowałam odciągnąć swoje myśli od sytuacji z Kaiserem. Nie mogłam. Nie dawałam rady. Wzięłam książkę, żeby sobie w tym pomóc, ale kilkakrotnie czytałam tę samą stronę, bo ciągle zapominałam co na niej było. Nawet teraz nie kojarzyłam jej treści, ale próbowałam dalej, dopóki nie usłyszałam otwieranych drzwi. Podniosłam spojrzenie znad książki, ale to tylko pogorszyło moje poczucie winy. Teraz czułam się jak zdrajczyni, czułam że zawiodłam nie siebie, ale jego. Nie wiedziałam dlaczego, ale cholernie mi się to nie spodobało. Miałam ochotę zrobić coś, co by mu poprawiło nastrój, ale wiedziałam, że jedyna rzecz, która by miałaby taki efekt była także jedyną, której wiedziałam, że nie będę w stanie zrobić. Nie oddam mu się.
     Westchnęłam zrezygnowana i obserwowałam jego poczynania w pokoju. Sięgnął po alkohol. To nie powinno było pogorszyć mojego samopoczucia, ale to zrobiła. Milczał jak zaklęty. Bałam się tego, jakie myśli właśnie w tej chwili przechodziły przez jego głowę. Z jednej strony chciałam je znać, ale z drugiej panikowałam na samą myśl, że mogłabym mieć taką możliwość.
     Nie mogłam się na niczym skupić. Zamknęłam książkę i odłożyłam ją na miejsce, z którego ją brałam. Następnie wzięłam koszulę nocną, kąpiel i wyszłam przygotowana do snu. Chciałam do niego podejść i coś powiedzieć, ale nie miałam odwagi i położyłam się spać.

     Nie odzywał się. W ogóle. Minęło kilka dni, a on nie powiedział do mnie ani słowa. Nawet nie powiedział mi o balu, ani o tym, że mam w nim uczestniczyć. W pewnym momencie po prostu do pokoju przyszły służące i zawiadomiły, że mają mi pomóc się przygotować. Zaczęły od…  ścięcia włosów. Zgodziłam się tylko dlatego, że wiedziałam, że nie odpuszczą. Kiedy skończyły fryzurę, nawet nie przeszkadzało mi to. Ścięły mi włosy do pasa, a potem splotły jednocześnie wyjściowo i skromnie. Od razu zrobiło mi się lżej i włosy już nie plątały mi się pod nogami. Suknia też była niesamowita, chociaż ciężko mi było to docenić, bo byłam przerażona. Nie chciałam iść na ten bal, obawiałam się, że zrobię z siebie idiotkę w takim tłumie. Nie umiałam tańczyć więcej niż walca a byłam pewna, że zmuszą mnie do tego. Poza tym… Nie miałam pojęcia, co będą o mnie myśleli. Jeśli było więcej takich kobiet, to mnie ocenią przez pryzmat tytułu jaki noszę…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 344
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Sro Sie 09, 2017 10:30 pm


         Przez ostatnie trzy dni nie zamieniłem z Freyą ani słowa. Nie widziałem w tym sensu skoro jedyną emocje jaką w niej wywoływałem był strach. Bała się mnie i tego co mogłem z nią bez problemu zrobić. Była moją niewolnicą, zabawką seksualną  i szczerze mówiąc powinienem zrobić z nią to co chciałem od samego początku, tylko że nie mogłem. Freya działała nam nie inaczej niż pozostałe dziewczyny i pewnie przez to traktowałem ją specjalnie. Do tej pory żadna kobieta nie potrafiła się mi oprzeć. Wszystkie jęczały zachwycone i pragnęły więcej. Wszystkie oprócz Freyi…
         Za kilka minut miało się odbyć kolejne nudne przyjęcie. Miałem nadzieję, że ojciec nie zrobi niczego głupiego i nie ogłosi mojej kandydatury na króla czy czegoś w tym stylu. Odmówiłem i raczej nic nie zmieni mojego zdania. Plebs nie nadaje się na władcę. Simmone chociaż w jednym miał racje.
         Wszedłem do komnaty aby zobaczyć co służące zrobiły z Freyą i chociaż czułem się z tym głupio, nie mogłem oderwać od niej wzroku. Wyglądała przepięknie i skromnie jednocześnie. Sukienka kontrastowała z jej delikatną urodą, a fryzura dodawała delikatności.
         - Pięknie… - zacząłem, ale natychmiast urwałem. Nie było sensu chwalić jej wyglądu, skoro i tak miała mnie gdzieś. – Idziemy. – dodałem chłodno i powstrzymałem się przed ponownym zerknięciem na nią. To nie pomagało w decyzji, którą miałem podjąć.
         Szedłem pierwszy, a Freya za mną. Dopiero po chwili zauważyłem, że narzuciłem zbyt szybkie tempo. Blondynka dzielnie śledziła moje kroki, ale wiedziałem, że w tych butach długo nie pociągnie. Były zdecydowanie wyższe niż te, w których chodziła przez ostatnie dni. Zatrzymałem się i odsunąłem lekko ramie od ciała, żeby mogła się na nim wesprzeć. Zdziwiło mnie to jak szybko je złapała, bo myślałem, że będzie miała więcej oporu. W końcu się mną brzydziła.
         - Rada numer jeden: nie wdawaj się w dyskusje. Rada numer dwa: nie reaguj na zaczepki. – podpowiedziałem, kiedy weszliśmy na sale pełną gości. Próbowałem wyłapać w tłumie Arthura, ale nigdzie go nie widziałem.  Za to Eleonor od razu zauważyła mnie.
         - Kaiser. – szlachcianka ukłoniła mi się i uśmiechnęła. – Tak się cieszę, że cię w końcu udało nam się spotkać. Tęskniłam za tobą. – wysunęła przed siebie dłoń zmuszając mnie tym samym abym ją pocałował. Zrobiłem to tylko dlatego, żeby znów nie zrobiła mi sceny przed wszystkimi gośćmi.
         - Wybacz, ale szukam kogoś. – pociągnąłem Freye ze sobą starając się uciec „narzeczonej” wybranej dla mnie przez ojca. Odmówiłem już bardzo dawno temu, ale najwidoczniej Eleonor uważała, że jestem nieśmiały i tylko się z nią droczę, bo nie dawała za wygraną. Oczywiście była piękna i wizualnie bardzo w moim typie, ale nie interesowały mnie wyrachowane szlachcianki. Brzydziłem się arystokracją i tym na co sobie pozwalali.
         - Panicz Kaiser. – zawołała kolejna szlachcianka, a w jej ślady poszły kolejne.
         - Cholera…  -  rzuciłem pod nosem. Wiedziałem, że cieszę się powodzeniem wśród kobiet, ale czasami to było przytłaczające. Nie wiedziałem czemu, ale zerknąłem na Freye, jakbym szukał u niej pomocy. Głupota.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 427
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Sro Sie 09, 2017 11:30 pm


     Zauważyłam wzrok Kaisera i się skrępowałam, spuszczając oczy. Ręce mi się trzęsły na samą myśl o balu, ale nie byłam pewna czy mogłabym odmówić pojawienia się na nim. Bałam się tego, co mnie tam spotka i czy nie zrobię z siebie idiotki przed tymi wszystkimi wysoko postawionymi ludźmi. Byłam zaskoczona tym, od czego zaczął rozmowę, ale szybko ją skończył. Westchnęłam zrezygnowana i podążyłam za nim. Ledwo nadążałam. Szedł szybko, a ja już czułam swoje stopy. Buty były niewygodne, ale musiałam się poświęcić. Nie mogłam mu popsuć opinii swoim nieprzygotowaniem, chociaż musiałam na to się przygotować. Umiałam tylko jeden taniec. Reszty mnie nie nauczył i wiedziałam, że to przez to, co mu powiedziałam, kiedy wspomniał o byciu jego żoną…
     Serce mi przyspieszyło, kiedy weszliśmy do sali. Wzrok niektórych skierował się w naszą stronę, a ja miałam ochotę się schować za swoim towarzyszem. Zamiast tego wzięłam głęboki oddech i ruszyłam dalej z nim. Szłam dopóki nie zaczepiły nas kobiety… Kilka. Każda była piękniejsza od poprzedniej i wszystkie kokieteryjnie mrugały oczami do mężczyzny. Zdenerwowało mnie to. Byłam wściekła, że nawet nie widziały mojej obecności u jego boku, że skupiły się tylko na nim. Tylko dlatego zdecydowałam się wtrącić.
     - Panienki wybaczą, – ukłoniłam się lekko. - …ale panicz Kaiser spędził ostatnie godziny na przygotowaniach, żeby nie zawieźć panienek oczekiwań i chciałby skorzystać z rozstawionej zastawy zanim podejmie się urozmaicenia panienkom czasu – uśmiechnęłam się ciepło, chociaż jednocześnie miałam ochotę być mniej… kulturalna. Zamiast tego pociągnęłam go w stronę dań. Kiedy znaleźliśmy się w ich pobliżu, mężczyzna parsknął śmiechem, opierając się o stół. Nie rozumiałam dlaczego, ale nie zawstydziłam się, bo byłam zła.
     - Najgorsza wymówka jaką słyszałem – skomentował, a ja poczułam jak moje policzki okrywają rumieńce.
     - Więcej ci nie pomogę – rzuciłam, nie patrząc w jego twarz.
     - Nie będziesz miała już raczej okazji... - odpowiedział znów wracając do postawy sprzed kilku minut. Poczułam jak mi serce staje.
     - Co takiego? – zapytałam nieco podniesionym głosem, wiedząc że moja mina musiała zdradzać przerażenie.
     - Nie będziesz miała już okazji. - powtórzył i odwrócił głowę w drugą stronę.
     - Co masz na myśli?
     - ... Niedługo rozpocznie się bal. Pamiętasz czego cię uczyłem?
     - Nie rób tak, nie przerażaj mnie w ten sposób. Teraz sobie wyobrażam jak mi wbijasz nóż w plecy…
     - Więc to za taki typ mnie uważasz? Pięknie...
     - Kaiser, proszę…
     - Skrzywdzenie cię nigdy nie było moim zamiarem. Zabieram cię tam skąd przyszłaś.
     - Tak po prostu?
     - Nie tego cały czas chciałaś?
     - Chciałam… - dziwnie się poczułam. Powinnam się cieszyć z powrotu do domu, więc dlaczego czułam się tak… źle?
     - .... - spojrzał na mnie i zauważyłam to, ale szybko odwrócił wzrok. - Zaczyna się. Chodź. – Złapałam go za rękę i pozwoliłam się pociągnąć na parkiet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 344
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pią Sie 11, 2017 11:13 am



        Idiota. Niepotrzebnie powiedziałem jej całą prawdę od razu, bo teraz już nie będę mógł wycofać się ze swoich słów. Freya zniknie z mojego życia na zawsze tak jak sam sobie tego zażyczyłem. Zdziwiła mnie jedna rzecz. Dlaczego nie wyglądała na zadowoloną, a wręcz na smutną? Przecież wróci do domu, do rodziny za którą tak tęskniła. Myślałem, że kiedy usłyszy te nowinę to choć raz obdaruje mnie uśmiechem. Myliłem się. Nie zasługiwałem na niego.
        Pociągnąłem Freye na parkiet czekając aż zacznie się muzyka. Staliśmy już w pozycji do tańca tak jak reszta biorących udział w otwierającym walcu. Walc to jedyne czego nauczyłem dziewczynę, a i tak nie całkowicie. Zawiodłem jako nauczyciel i nie przygotowałem jej odpowiedni, ale zresztą to i tak było zbędne. Przecież pojutrze wróci do domu.
        - Nie denerwuj się. – wyszeptałem czując jak blondynka drży. To był jej pierwszy taniec przed publicznością i rozumiałem jej strach. – Poprowadzę cię. Zostaw to mi. – starałem dodać jej odrobine otuchy.
        Muzyka zagrała i popłynęliśmy w tańcu pozbawionym błędów, aż do ostatniej nuty. Ukłoniliśmy się i nadal trzymając się za ręce zeszliśmy z parkietu pozostawiając miejsce dla innych par. Chętnie zatańczyłbym z nią coś jeszcze.
        - Kaiser! – usłyszałem zza pleców znajomy głos. Uśmiechnąłem się na widok Arthura, który był moim jedynym przyjacielem. Nie dorównywałem mu pozycja ani klasą. On był praktycznie księciem, a ja zwykłym „szlachcicem”, ale nigdy nie pozwolił aby różnica w statusach cokolwiek przekreślała. Lojalność i rycerskość to jego najmocniejsze strony, aż dziw, że do tej pory nie zaakceptował żadnej kandydatki na żonę. Chociaż pewnie nie powinienem go oceniać skoro robiłem dokładnie to samo.
        - Kopę lat. – uśmiechnąłem się i objąłem go przyjacielsko. – Gdzie twoja partnerka? – zapytałem rozglądając się po Sali.
        - Jestem sam. – odpowiedział prawie szeptem. Nie mogłem powstrzymać się od kolejnego uśmiechu. Doskonale wiedziałem, o co mu chodziło. Nie tylko ja byłem popularny wśród kobiet, ale Arthur również. – Za to twoja partnerka jest nieziemsko piękna. – podszedł do Freyi i pocałował wierzch jej dłoni. – Nazywam się Arthur vel Oldergo. Jestem drugim synem. Jak panience na imię?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 427
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pią Sie 11, 2017 1:10 pm


     Byłam zdziwiona własną reakcją. Spodziewałam się, że po takiej informacji będę zadowolona, ale nie byłam. Bałam się. Bałam się tego, że jeśli naprawdę mnie odwiezie do domu, to będzie to ostatni moment, w którym będę mogła przebywać w jego obecności a nie chciałam, żeby tak było. Zaczynałam się do niego przekonywać. Zaczynałam doceniać jego… dobroć. Był kretynem. Nie potrafił się zachowywać w taki sposób, żeby zjednać sobie przychylność innych ludzi, ale próbował. Widziałam, że się starał i byłam ciekawa, do jakiego stopnia uda mu się… zrezygnować z bycia dupkiem. Tutaj nie było źle a ja nie potrafiłam tego docenić i będę musiała znieść tego konsekwencje.
     Byłam przerażona. Bałam się, że pomylę kroki, że się przewrócę czy zrobię z siebie idiotkę w zupełnie inny sposób. Bałam się, że jemu narobię wstydu i cała drżałam. Uspokoiłam się dopiero po kilku pierwszych krokach, kiedy pozwoliłam mu się poprowadzić. Zrobił to na tyle umiejętnie, że poczułam się pewnie. Przestałam drżeć, przestałam się bać. Poczułam się dobrze i się uśmiechnęłam, chociaż gdzieś z tyłu głowy nadal tkwiła ta natrętna myśl, że wrócę do domu. Żałowałam, że wcześniej nie dałam mu szansy.
     Kiedy skończyliśmy, stanęliśmy z boku i spokój po raz kolejny opuścił moje ciało. Byłam przytłoczona tłumem, który miałam wrażenie, że się we mnie wpatrywał. Odnosiłam wrażenie bycia obserwowaną i nie podobało mi się to, bo zauważą każdą moją pomyłkę. Szlachetne życie nigdy nie było mi dane i nie znałam tych wszystkich zasad savoir vivre. Nie uczyłam się ich, bo wiedza, której potrzebowałam była z innego zakresu życia. Nie ukrywam, że trochę panikowałam, zwłaszcza kiedy pojawił się w naszej obecności jakiś mężczyzna. Miałam ochotę się cofnąć i zniknąć, ale jego zachowanie było… Zachował się jak dżentelmen i potraktował mnie jak człowieka, chociaż nie należałam do wyższych sfer. Speszyło mnie to i spuściłam wzrok, czując jak się rumienię pod wpływem jego komplementów i ruchów.
     - Freya, Paniczu – odpowiedziałam, delikatnie zabierając dłoń z jego uścisku i kłaniając się jak należało, łapiąc za suknię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 344
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pią Sie 11, 2017 9:23 pm


         Kurwa. Co się ze mną działo? Czułem się jak zazdrosny małolat, który nie jest w stanie zdobyć tego czego pragnie. Irytowało mnie to, że Freya uśmiecha się do innych mężczyzn. Każdemu z nich miałem ochotę przywalić, nawet Arthurowi, który przywitał się jedynie z grzeczności.
         - Freya jest wolna jeśli jesteś zainteresowany. – rzuciłem dziecinnie widząc jak łatwo się dogadują. Zdawałem sobie sprawę, że moje zachowanie było nie na miejscu, ale nie mogłem się powstrzymać. Zazdrość i nadszarpnięta duma spychały mnie powoli w ciemność, w której niedługo całkowicie się zanurzę.
         - Kai… - zganił mnie blondyn. – Nie mów takich rzeczy przy damie. – prychnąłem  i skrzyżowałem ramiona na piersi. Doskonale zdawał sobie sprawę kim jest Freya, bo wiedział, że nigdy nie zaakceptuje żadnej szlachcianki więc irytowała mnie jego postawa. Wiedział jak jest i co czuje, a nadal…
         - Bawcie się dobrze. – machnąłem ręką i odszedłem do stolika obok. Natychmiast zostałem otoczony wianuszkiem kobiet, które najwidoczniej tylko czekały aż zostanę sam. Wszystkie wręcz błagały o moją atencje i zalotnie machały rzęsami. Nie wiedziałem tylko czego tak naprawdę ode mnie chciały? Słynąłem z zabawiania się z panienkami więc może o to chodziło? Może chciały rozrywki na jedną noc? Zerknąłem ostatni raz w stronę Freyi ochoczo rozmawiającej z Arthurem. Tak, on zdecydowanie lepiej do niej pasuje. Wyciągnąłem dłoń do najpiękniejszej z dam i ruszyłem z nią w stronę tarasu po drodze mijając swojego przyjaciela i niewolnice. Tak, najwidoczniej ja nadaje się tylko do jednego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 427
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Nie Sie 13, 2017 10:03 pm


     Spojrzałam zaskoczona na Kaisera, słysząc jego zawiadomienie. Poczułam się… urażona? Nie wiedziałam, jakie, ale jakieś negatywne emocje mną wstrząsnęły. Cały czas mi przypominał, że jestem jego, że może ze mną zrobić co zechce i kiedy zechce. A teraz nagle mnie odrzucał? Chociaż czy mogłam to nazwać odrzuceniem przez niego, skoro ja cały czas mu to robiłam? Dziwnie się czułam. W ogóle nie rozumiałam samej siebie.
     - Jestem… - Przez chwilę chciałam powiedzieć, że jestem niewolnicą, ale i tym nie byłam, bo wtedy bym nie wyglądała tak pięknie. Nie dałby mi tak niesamowitej sukni, ani nie przygotował w taki sposób. Kim więc byłam? – Nie jestem damą – poprawiłam się, spuszczając wzrok. – Kaiser… - Chciałam go o coś zapytać, ale się oddalił do stolika. Zaraz potem otoczyła go grupa kobiet i wezbrała we mnie złość. Zostawił mnie. Przyprowadził na bal. W tłum obcych ludzi. Ludzi, którzy wiedzą, kim byłam. Ludzi, którzy już mnie ocenili. Tak po prostu. – Paniczu Arthurze, mam pytanie… - zaczęłam, podnosząc wzrok na mężczyznę. – Dlaczego Kaiser kupuje niewolnice a potem traktuje je jak damy?
     - To... - zawahał się, po czym odwrócił wzrok. - To jego prywatna sprawa... – wyglądał, jakby potrzebował zachęcenia do rozmowy a ja poczułam się jeszcze gorzej. Gdybym nie powstrzymywała odruchów, które pragnęłam w danym momencie wykonywać, tupnęłabym ze złości nogą. Zamiast tego przygryzłam wargę, prostując się i patrząc na niego wyzywająco.
     - Daruj sobie te głupoty – warknęłam cicho, nie chcąc aby ktoś mnie usłyszał. – Zostałam siłą porwana z domu, oddana do niewoli, sprzedana temu kto dał najwięcej i niemal zgwałcona przez Kaisera. Był natarczywy, dumny i w czasie podróży w ogóle nie szanował mojej prywatności. Nie szanował tego, że zmuszał mnie do rzeczy, które sprawiły, że poczułam się, jakbym zawiodła i zdradziła samą siebie. Te jego „Prywatne sprawy” możesz wsadzić sobie głęboko. Powtarzam więc pytanie: dlaczego Kaiser kupuje niewolnice a potem traktuje je jak damy?
     - Proszę, wybacz mi, ale to mój przyjaciel. Nie mam zamiaru zdradzać panience sekretów Kaia. – Nie wiem czego ja się spodziewałam. Gdybym była w podobnej sytuacji zachowywałabym się tak samo. Uśmiechnęłam się smutno.
     - Jest Panicz szlachetny… - zaczęłam, odwracając się od niego i wzdychając. Czułam się źle z tym, jak się do niego zwróciłam, ale byłam zła. – Jeśli to miałoby postawić kogoś bliskiego dla mnie w złym świetle, też niczego bym nie powiedziała. Przepraszam, nie powinnam wyładowywać na Paniczu swojej złości – dodałam i akurat w tym momencie Kaiser minął nas w towarzystwie jakiejś kobiety i skierował się na taras. Nie chciałam sobie nawet wyobrażać, co mogli tam robić, ale zrobiłam to. Zabolało. Przygryzłam wargę i zdusiłam w sobie pragnienia, które pchały mnie od razu za nim. Wbrew sobie chciałam za nimi iść i się wtrącić.
     - Czy Kaiser jest dla panienki ważny? - zapytał delikatnie a ja na niego spojrzałam niepewnie. Nie odpowiedział na moje pytanie, bo nie chciał opowiadać o prywatnych sprawach Kaisera a sam liczył, że mu o swoich opowiem?
     - Nie jestem pewna czy to pytanie jest na miejscu, Paniczu. W końcu sam Panicz nie chciał odpowiadać na pytanie dotyczące prywatnych spraw. Czy może się mylę i biorąc pod uwagę moją… - zawahałam się, nie wiedząc jakiego słowa użyć… - … pozycję wymaga Panicz ode mnie odpowiedzi? – mężczyzna się uśmiechnął miło i w jakiś sposób się rozluźniłam. Jego aura… Był zupełnie inny niż Kaiser. Rozsiewał spokój.
     - Sekrety przyjaciela a własne. Nie porównywałbym ich.
     - A swoje sekrety Panicz by mi zdradził?
     - A chciałaby panienka coś wiedzieć? – spojrzałam na niego i przez chwilę wpatrywałam się w jego oczy, w milczeniu. Nie byłam pewna czy mogłam mieć z nim tak bezpośredni i długi kontakt wzrokowy, ale nie mogłam się odwrócić. Coś mnie przed tym powstrzymywało.
     - Bije od Panicza coś, czego nie wyczuwam od Kaisera. Jakiś spokój, który sprawia, że czuję się dobrze w Panicza towarzystwie. Dlaczego tak odmienna od niego osoba jest tak bliska Kaiserowi? Dlaczego Panicz nazywa Kaisera swoim przyjaciela, kiedy on jest tak… - nie wiedziałam, jakiego określenia użyć. - …nieprzyjazny?
     - Kaiser jest jedyną osobą, której bezgranicznie ufam. Wiem, że nigdy mnie nie zdradzi i zawsze pomoże. Może sprawiać wrażenie nieprzyjaznego, ale jest bardzo opiekuńczym człowiekiem.
     - Co z tego, że jest opiekuńczy, kiedy w ogóle nie wie jak się obchodzić z ludźmi? – Nie umknęło mojej uwadze, że Arthur posmutniał i spojrzał w podłogę. Zaciekawiona podniosłam jedną brew wyżej niż drugą.
     - Kiedyś taki nie był.
     - To musiało być bardzo dawno temu… – rzuciłam bezmyślnie.
     - Odpowiedziałem na panienki pytanie. Czy mógłbym liczyć na to samo? – speszyłam się, bo wcale nie chciałam wracać do tego tematu.
     - Sama nie wiem, jaki mam do niego stosunek – odpowiedziałam zgodnie z prawdą i sięgnęłam po kieliszek z jakimś trunkiem.
     - Mógłbym mówić panience na ty? - zapytał zmieniając temat.
     - Jestem tylko niewolnicą. Nie musi Panicz się o to pytać.
     - Freya... - złapał mnie za rękę, a ja się speszyłam, chociaż wzroku od niego nie odwróciłam. - Jesteś człowiekiem tak samo jak ja. Nie mów o sobie w ten sposób. - uśmiechnął się. - Mów mi proszę Arthur.
     - Paniczu Arthurze, zostałam kupiona jako niewolnica. Piękna suknia, makijaż i uczesanie nie robią ze mnie kogoś, kim nie jestem.
     - Kaiser traktował Cię w ten sposób? Jak niewolnice? Jak przedmiot? - w jego głośnie pobrzmiewała nadzieja, ale również niepokój.
     - Traktował mnie jak damę. Zaznaczał, że nie ma do mnie stosunku jak do niewolnicy, ale on jest niewiarygodny.
     - Niewiarygodny? Dlaczego?
     - Co innego mówi, a co innego robi.
     - Rozumiem. Nie będę cię przekonywał o tym, że Kaiser jest dobrym człowiekiem. Przekonasz się o tym sama. – Uśmiechnęłam się smutno, zwracając wzrok w stronę kieliszka opróżnionego do połowy.
     - No właśnie się przekonuję… - kątem oka spojrzałam w stronę wyjścia na balkon, za którym zniknął mężczyzna. Arthur się uśmiechnął i uniósł brwi.
     - Mogę być szczery?
     - Na pewno mi to nie zaszkodzi… - podniosłam na niego wzrok.
     - Czy... - zatrzymał się jakby szukał odpowiednich słów. - ... aby na pewno nie jesteś zazdrosna? – Poczułam jak mi serce przyspiesza i gwałtownie odwróciłam od niego wzrok. Byłam pewna, że na moich policzkach pojawiły się ledwo widoczne rumieńce, ale od razu je z niej zrzuciłam.
     - Paniczu, proszę przemyśleć czy to aby na pewno właściwa chwila do strojenia sobie ze mnie żartów – warknęłam ostrzej niż zamierzałam.
     - Wybacz. - uśmiechnął się przepraszająco, ale na jego twarzy od razu było widać, że wiedział swoje. Zauważyłam to.
     - Oh doprawy? Jesteś Panicz tego taki pewien? – zapytałam, przeciągając słowo taki. – Pokażę Paniczowi, że daleko mi do zazdrości o Kaisera – dodałam i pospiesznym krokiem udałam się w stronę balkonu. – Kai… - zaczęłam, wychodząc na taras, ale szybko tego pożałowałam. Mężczyzna… się całował… Z kobietą, z którą tutaj przyszedł. Poczułam nieprzyjemny uścisk w sercu i odwróciłam się na obcasie. O dziwo utrzymałam równowagę i zaraz potem pędem zaczęłam wymijać gości balu, mając przed oczami ten obraz. Byłam wściekła do granic możliwości, dlatego przy wyjściu z sali wzięłam z tacy jednego ze służących kieliszek wina i oddaliłam się korytarzami, wypijając jego zawartość. Szybko pożałowałam, że nie wzięłam kolejnego, ale nie miałam zamiaru zawracać.
     Nie powinnam się tym tak bardzo przejmować. Sama się zdystansowałam i unikałam jego dotyku, ale zabolało mnie to. Naprawdę zaczynałam się do niego przekonywać. Był dobry, miły, troskliwy i traktował mnie jak człowieka. Nie obchodziło go moje pochodzenie. Okazywał mi szacunek pomimo tego, że daleko mi było damy. Powstrzymywał się. Akceptował granice, których nie chciałam przekraczać, chociaż widziałam w jego oczach, że pragnął je zignorować. Nawet przez chwilę żałowałam, że chce mnie odwieźć do domu, ale to się zmieniło. Teraz tylko marzyłam o powrocie.
     - Freya, poczekaj – Arthur stanął na mojej drodze, kiedy wyszłam z sali balowej i zatrzymał mnie delikatnie dotykając moich ramion. Nie chciałam przerywać marszu, ale odruchowo to zrobiłam. – Kai coś ci zrobił? Co się stało? – wyglądał na bardzo przejętego.
     - Dobry i opiekuńczy człowiek… Też mi coś – powiedziałam, wyrywając się z jego uścisku. – Powinien Panicz uwspółcześnić informacje na jego temat. – Widać było, że tym razem się zdenerwował.
     - Co zrobił? – zapytał ostro a ja przygryzłam wargę. Musiałam mocno się spiąć, żeby się nie rozpłakać w tak publicznym miejscu. Każdy mógł tędy przejść i nas zobaczyć.
     - Zachował się jak typowy facet, kierujący się potrzebami – rzuciłam w okrojonej wersji, bo prawda nie chciała przejść przez moje gardło. Dusiłam w sobie płacz i drżenie głosu.
    - Kai… - wyglądał, jakby przypomniał sobie coś smutnego, ale nie interesowało mnie, czym to było. – Powinienem go wcześniej zatrzymać – podjął po chwili. – Przykro mi, że musisz go oglądać w najgorszej odsłonie. To moja wina.
     - Paniczu, proszę przestać go usprawiedliwiać – uśmiechnęłam się smutno, tracąc kontury obiektów przez łzy. – Panicz nie kazał mu całować jakiejś kobiety – dodałam i oddaliłam się, przecierając oczy. Nie wiem, czego oczekiwałam po Kaiserze, ale były to zbyt wysokie wymagania.
     Niestety nie odeszłam daleko. Arthur po raz kolejny za mną podążył i objął od tyłu. Od razu się spięłam. Do tej pory nie miałam szczególnie przyjemnych wspomnień związanych z dotykiem mężczyzny.
     - Nie usprawiedliwiam – odsunął się z głośnym westchnięciem. – Ale nie chcę, byś go skreślała… On nie jest zły tylko samotny. – Zaśmiałam się szyderczo.
     - Oj tak, bardzo… - skomentowałam ironicznie, wznawiając marsz.
     - Nawet nie wiesz jak bardzo… - odwrócił się do mnie tyłem.
     - Nie, nie wiem. Wiem to, co widzę. – Zatrzymał się i spojrzał w moją stronę.
     - Dokładnie to samo widzi Kai w twoim zachowaniu i słowach. Przepraszam, ale wracam na salę. – Ukłonił się i odszedł a ja poczułam jak wzbiera we mnie wściekłość. Jak on śmiał zwalać całą winę na mnie?!
     - Ja przynajmniej nie pobiegłam do pierwszego lepszego mężczyzny, żeby mnie pocieszył! – krzyknęłam za jego oddalającą się sylwetką i tupnęłam nogą. Mimowolnie syknęłam z bólu i zdjęłam buta z obolałej stopy. Spojrzałam na ten obcas, ściągnęłam drugi i cisnęłam nimi o ścianę w korytarzu, by następnie boso skierować się do ogrodu. Skoro miałam niedługo wrócić do domu to chciałam chociaż raz zobaczyć, co skrywał w sobie ten labirynt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 344
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pon Sie 14, 2017 8:31 pm


      Idiota. Na co ty liczyłeś? Myślałem, że ona tak po prostu za tobą pobiegnie, albo cię zatrzyma? Pokazała ci już wiele razy, że nic dla niej nie znaczysz więc dlaczego kurwa mać się wahasz!? Jesteś jaki jesteś i nie zmienisz tego. Twoje starania nic nie zmienią.
       - Paniczu? – kobieta trzymała lampkę winę i uśmiechała się zalotnie. Jak miała na imię? O czym rozmawialiśmy? Nie pamiętałem niczego z naszej konwersacji. – Czy moja propozycja paniczowi odpowiada? – zatrzepotała rzęsami i położyła mi dłoń na torsie delikatnie sunąc nią w dół. Nie słuchałem tego co mówiła i to był błąd.
       - Zastanowię się. – skłamałem. Nie mogłem zaakceptować czegoś o czym nie miałem pojęcia, a odmowa prosto w twarz osobie, której pozycji się nie zna nie jest najmądrzejszym posunięciem.
       - Może uda mi się panicza jakoś przekonać… - postawiła na barierce kieliszek i objęła moją szyje dłońmi. Stałem w bezruchu przyglądając się jej badawczo. Czułem jak przeczesuje palcami moje włosy, ale nie powstrzymywałem jej. Niech pokaże czego tak naprawdę chcę. Co jest jej celem? Powoli zaczęła zbliżać swoje wargi i wtedy zdjąłem jej dłonie z moich ramion.
       - Będę zmuszony odmówić. – zrobiłem krok do tyłu. Kobieta wyglądała na urażoną i wcale nie kryła swojego gniewu. Dobrze, może dzięki temu szybciej sobie pójdzie. Nie miałem humoru na zabawy z puszczalskimi córkami szlachciców. Powinienem wrócić do Freyi i Arthura, bo czułem że bardzo źle potraktowałem przyjaciela. Nie widzieliśmy się tyle czasu, a pierwsze co zrobiłem to scena zazdrości. – Proszę mi wybaczyć. – ruszyłem w stronę wyjścia i wtedy poczułem jak kobieta mnie całuje. Jej dłonie leżały na moich policzkach, a ciało praktycznie przywarło do mojego.
       - Kai…? – pytanie zawisło w powietrzu. Tylko dwie osoby na tym przyjęciu miały prawo zwracać się do mnie po imieniu, a to na pewno nie był męski głos. Freya…  Drzwi zatrzasnęły się równie szybko jak się otworzyły. Było za późno, a zresztą sam się o to prosiłem.


***

       - Kaiser… - usłyszałem głos przyjaciela za plecami. Sam wpatrywałem się w labirynt otaczający ogród. Nie musiałem na niego patrzeć, żeby wiedzieć jaki miał wyraz twarzy. Oceniał mnie. Freya na pewno wszystko mu powiedziała.
       - Spieprzyłem. Nie musisz mi o tym mówić. – odpowiedziałem na pytanie zanim jeszcze je usłyszałem. Czułem się fatalnie przez całą te sytuacje. Nigdy nie powinienem kupować Freyi… nikt nigdy nie powinien jej porywać. Powinna żyć szczęśliwie ze swoją rodziną. – To był ostatni raz… więcej już nie będę próbował.
       - Co z Freyą? – nadal stał kilka metrów za mną. Jak widać nie chciał nawet patrzyć mi w twarz.
       - Odstawie ją pojutrze do rodzinnej wioski. To nie jest miejsce dla niej. - trwaliśmy w milczeniu przez kilka minut, aż usłyszałem jak Arthur idzie w moją stronę. Położył mi dłoń na ramieniu, ale nic nie powiedział. Nie musiał. Doskonale wiedziałem, co by teraz powiedział. Uważał, że to wszystko jego wina. Miał tak od dziecka, od tamtego wydarzenia, które zmieniło cały mój świat.
       - Wybacz, że cię w to wplątałem. – dodał w końcu. – Gdybym mógł cofnąć czas…
       - Wiem. – przerwałem mu. – Wiem Arthurze. – spojrzałem na przyjaciela uśmiechając się smutno. On robił dokładnie to samo.
       Wróciłem wzrokiem na ogród. Znałem dokładnie każde przejście, każdy zaułek. Mógłbym tam trafić z zawiązanymi oczami. To miejsce było moją ostoją, ucieczką przez najmłodsze lata. Tylko w nim znajdywałem spokój i pozwalałem sobie na łzy. Może dlatego nie byłem aż tak zdziwiony widząc Freye wbiegającą do niego.
       - Muszę iść. – ruszyłem w stronę wyjścia, a kiedy złapałem za klamkę usłyszałem cichy szept przyjaciela. Słowa nie były skierowane do mnie, a raczej rzucone w przestrzeń. „Zależy jej”. Zamknąłem za sobą drzwi i szybkim krokiem pobiegłem za dziewczyną. Nawet na tarasie czułem jak zimno się zrobiło. Jeżeli Freya nie znajdzie drogi to zamarznie w nocy.
       Wbiegłem w labirynt szukając blondynki w każdej ze ślepych uliczek. Po godzinie poszukiwań nie znalazłem jej. Może zawróciła? Postanowiłem udać się do centrum ogrodu. Istniała szansa, że wybrała odpowiednią ścieżkę.
       Ledwo łapałem oddech kiedy dotarłem na miejsce. Odetchnąłem jednak z ulgą widząc dziewczynę siedzącą na ławce. Nie zauważyła mnie, bo byłem tyłem do niej. Zdjąłem z siebie marynarkę i zarzuciłem na jej ramiona. Sam usiadłem na oparciu ławki. Nie widziałem jej twarzy, a ona mojej.
       - Nigdy bym nie pomyślał, że zapamiętasz drogę. – wzruszyła ramionami, ale nie zrzuciła mojej kurtki.
       - Nie myślałam o drodze, kiedy tutaj szłam. – odpowiedziała obojętnie nie przenosząc na mnie swojego spojrzenia.
       - Aż tak bardzo zaprzątałem twoje myśli?
       - Raczej chciałam się zgubić. – zaśmiałem się pod nosem.
       - Szkoda, że nie byłaś taka chętna kiedy przyprowadziłem cię tu kilka dni temu. – milczała. – Arthur martwi się o ciebie. – skłamałem, ale nie musiała o tym wiedzieć. Od razu zauważyłem, że mu się spodobała więc takie małe kłamstwo może nawet nie być kłamstwem. Może faktycznie się o nią martwił? Smuto parsknęła śmiechem.
       - Jak widać wszystko ze mną w porządku. – nie byłem pewien, ale chyba słyszałem łzy w jej głosie. Dlaczego?
       - Jeżeli tak wyglądasz kiedy wszystko z tobą w porządku. To ze mną musiałaś być w pełni szczęścia. - Podniosła na mnie spojrzenie i nawet na chwile nie spuściła wzroku.
       - Chyba zapomniałeś o swoim towarzystwie...
       - Uciekło z balu wiec po nie przyszedłem. – odpowiedziałem również nie spuszczając z niej spojrzenia.
       - Zostawiłeś mnie… - wróciła wzrokiem na swoje dłonie.
       - A chciałaś żebym został? – nie wiem po co pytałem skoro odpowiedź była oczywista. „Nie”.
       - Kaiser... Zostawiłeś mnie samą w tłumie ludzi, którzy doskonale wiedzą, kim albo raczej czym jestem.
       - Chciałaś żebym został, czy nie? - nie odpuszczałem.
       - To nie ma teraz żadnego znaczenia. – odpowiedziała wymijająco.
       - Dla mnie ma. Twoje pieprzone zdanie ma dla mnie znaczenie rozumiesz? – rzuciłem ostro.
       - Nie miało, kiedy całowałeś się z tamtą kobietą! - krzyknęła, zrywając się z miejsca i zrzucając z ramion moją marynarkę. Nie mogłem uwierzyć w to co słyszałem. Czy Freya naprawdę przez cały ten czas…?
       - Jesteś zazdrosna, że ona potrafi mi dać coś czego ty nie możesz? – zrobiłem krok w jej stronę. – A raczej czego ty NIE CHESZ mi dać?
       - Nie jestem zazdrosna! Ja... - zawahała się i zrobiła krok w tył.
       - Jesteś. Nie chcesz żebym przebywał z inną kobietą, żebym ją całował. Jesteś o mnie zazdrosna.
       - Nieprawda! - powtórzyła po raz kolejny.
       - Nie? - skrzyżowałem ramiona. - Podobam ci się. Widzę to.
       - Wmawiaj sobie co chcesz – warknęła obrażona. Postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę. W końcu i tak nie miałem nic do stracenia. Podszedłem do niej i jedną ręką objąłem w tali przysuwając blisko siebie. Drugą podtrzymywałem jej głowę. Pocałowałem Freye bardzo delikatnie i zmysłowo. Dokładnie tak samo jak wtedy, kiedy mruknęła mi w usta. Chciałem ją złamać. Chciałem pokazać jej jak bardzo tego pragnie. Przerwałem po kilku minutach i podniosłem z ziemi swoją marynarkę zarzucając dziewczynie z powrotem na ramiona.
       - Następnym razem będziesz musiała o to poprosić…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 427
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pon Sie 14, 2017 10:57 pm


     Nie przewidziałam, że Kaiser za mną przyjdzie. Nie spodziewałam się tego, że to zrobi po tym, jak tak jawnie pokazał mi, że jeśli nie ja to inna. Czułam się jak nic nie warte ścierwo i jego słowa tylko mnie drażniły w tym momencie. Nie wiedziałam czy byłam zazdrosna. Bardzo możliwe, ale bardziej na wierzch wychodziła wściekłość: na niego i na siebie samą.
     Mimowolnie mruknęłam, kiedy mnie pocałował. Wstyd mi było przez samą siebie, ale jednocześnie poczułam ulgę. Zupełnie tak, jakbym liczyła dokładnie na to, co zrobił, jakby tylko to pozwoliło mi uwierzyć w to, że jednak miałam dla niego jakieś znaczenie. Można było powiedzieć wszystko, ale to czyny były szczerą rozmową. Czyny… Czyny…
     Kiedy się odsunął zdałam sobie sprawę  tego, że Arthur miał rację. Robiłam dokładnie to samo, co Kaiser. Uzewnętrzniałam te rzeczy, które sugerowały mu moją niechęć i nienawiść względem niego. To, co faktycznie miało znaczenie ukrywałam w sobie, bo nie chciałam tego czuć. Nie chciałam go lubić, nie chciałam padać ofiarą sprawdzonych już przez niego zagrywek. Nie różniłabym się niczym od wszystkich innych kobiet, które przewinęły się przez jego łóżko. Zachowywałabym się dokładnie tak samo jak one. Kaiser podchodziłby do mnie dokładnie tak samo jak do nich. Stałabym się jedną z wielu. Kolejną, którą mógł wpisać na listę zaliczonych. Nie mogłam mu na to pozwolić.
     - Nigdzie nie idę… - odezwałam się i podeszłam do ławki, żeby znowu na niej usiąść.
     - Nocujemy tutaj? - zapytał zaczepnie, a ja zirytowana przygryzłam wargę.
     - JA – specjalnie nałożyłam na to nacisk. - … nocuję tutaj.
     - Będziesz idealną poduszką, ja się nadam bardziej na kołdrę. – Mimowolnie się zarumieniłam.
     - Już ja się domyślam, co będzie dla ciebie idealną poduszką… - prychnęłam. Freya, do cholery jasnej! Przestań wpadać w jego pułapkę!
     - Śpimy na trawie czy na ławce? – Rozejrzał się dookoła szukając odpowiedniego miejsca. Spojrzałam na niego i nie wiedziałam, co teraz zrobić czy powiedzieć. Dla niego wszystko było zabawą. Ja nie chciałam stąd wychodzić, bo tam mężczyzna znowu mnie zostawi na rzecz jakiejś kobiety, która da mu to, czego ja nie chciałam mu dać.
     - Jak tak bardzo ci zależy na nocy pod gwiazdami to jestem pewna, że któraś z twoich… fanek będzie nią zainteresowana. – Nie umknęło mojej uwadze, że Kaiser się uśmiechnął.
     - Przecież nie chcesz, żebym cię zostawił, prawda?
     - Teraz ma to dla ciebie znaczenie…
     - Zawsze miało, ale nie myślałem, że aż tak ci się podobam. Wręcz przeciwnie. Myślałem, że mnie nienawidzisz.
     - Podobasz mi się tylko wizualnie, jak każdej kobiecie. Twój charakter… Tego nienawidzę.
     - To za moją twarzą tyle płakałaś?
     - Nie. Za tym, że wystarczy piękna buzia i spełnianie twoich oczekiwań, a wszystko traci dla ciebie znaczenie dla tej jednej chwili.
     - To samo mogę powiedzieć o tobie. Wystarczy, że ktoś pocałuje cię w rękę i nazwie cię damą, a ty już jesteś cała w skowronkach. – Gwałtownie się poderwałam z miejsca.
     - Słucham?! – zapytałam. – Jestem kobietą wychowaną w zupełnie innym otoczeniu niż ty. Nikt nigdy nie okazywał mi takiego szacunku, nie traktował mnie jak damę. Dziwisz się, że sprawia mi to przyjemność?
     - Skoro podobam ci się jedynie wizualnie to wręczę ci swój portret, żebyś o mnie nie zapomniała, kiedy odstawie cię do domu.
     - Świetnie… - rzuciłam podnosząc głowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   

Powrót do góry Go down
 
In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: