IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#101PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Sro Sie 30, 2017 9:43 pm


     Jego słowa zmusiły mnie do otwarcia oczu i spojrzenia na niego. Byłam pewna, że wzrok miałam zamglony, a źrenice powiększone. Chociaż zdawało się to niemożliwe czułam wszystko w swoim ciele, dosłownie wszystko. Każde uderzenia serca. Każdą trasę, którą krew pokonywała płynąc do niego. Każdy oddech, płytkie i krótkie, jak i te długie, niekiedy nawet wstrzymywane. Wszystko doznania zdawały się być kilkakrotnie bardziej intensywne niż normalnie. Ból także, ale to, co powiedział… Już po tym nie byłam w stanie błagać o przestanie. To, co powiedział pod wpływem chwili i przyjemności odbiła na mnie swoje piętno. Ciało mi się odruchowo rozluźniło, rozpływając w jego ramionach. Pozwoliłam mu pochłonąć się w całości i to sprawiło, że ból zaczął się stopniowo zmniejszać. Nadal był intensywny, ale z każdym kolejnym jego ruchem coraz mniej. Przyzwyczajałam się do tego, jak mnie wypełniał. Zaczęłam rozkoszować się jego męskością wypełniającą mnie aż po podbrzusze. W pewnym momencie, zupełnie odruchowo oplotłam go rękami i nogami, wbijając paznokcie w plecy. Chciałam i musiałam się czegoś złapać, bo czułam jak ten seks mnie pochłaniał w całości.
     Orgazm był cholernie intensywny. Poczułam jak przez moje ciało przenika fala takiego gorąca, że wydusiłam ze mnie głośny krzyk. W następnej chwili całkowicie się rozluźniłam i na moment w ogóle straciłam siły. Nie mogłam się ruszyć. W milczeniu leżałam na plecach, czując i słuchając jak mój oddech powoli wraca do naturalnego tempa. Sufit, z początku niewyraźny, w końcu nabrał kształtów, a ja dopiero wtedy mogłam się odwrócić w stronę Kaisera. Jego dłoń była przerzucona przeze mnie, oddech już dawno się uspokoił, a oczy zamknęły. Leżał bokiem i przodem w moją stroną przez co miałam idealny wgląd w jego przystojną twarz.
     - Nie sądzę, abym kiedykolwiek o tym zapomniała… - szepnęłam, dotykając dłonią jego policzka. Wiedziałam, że już mnie nie słyszał, zasnął, a ja nie miałam serca się teraz odsuwać. Mogłabym go obudzić, a tego nie chciałam. Przysunęłam się więc bliżej niego i zamknęłam oczy. Powinnam się umyć, ale nie miałam na to siły. Zasnęłam.

     Chociaż zasnęłam po Kaiu, pierwsza się obudziłam. Nie podniosłam się od razu, chwilę mu się przyglądałam, żeby zapamiętać każdego detal jego twarzy i ciała. Nie chciałam stracić jego obrazu po powrocie do domu. Niestety, w końcu musiałam się podnieść. Wszystko mnie bolało, ale chociaż to nie było przyjemne, sprawiało mi radość, bo to był ból spowodowany seksem z mężczyzną, który prawdopodobnie zawrócił mi w głowie.
     Owinęłam się jakimś kocem, który leżał na krześle i weszłam do łazienki. Puściłam wodę, odczekałam na odpowiednią temperaturę i włożyłam kurek. Podeszłam do lustra i przyjrzałam się swojej twarzy. Nie było po mnie widać zmęczenia, a oczy mi lśniły jak dwa świetliki w nocy. Mimowolnie roześmiałam się pod nosem i weszłam do napełniającej się wanny, wcześniej zrzucając na podłogę koc, myśląc o poprzedniej nocy. Świadomość tego, że oddałam Kaiserowi cnotę była zawstydzająca, ale i satysfakcjonująca. Oparłam się plecami o brzeg wanny i zsunęłam po nim, aż po czubek nosa, wypuszczając powietrze ustami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#102PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Sro Sie 30, 2017 11:18 pm



        Kilka dni bez seksu naprawdę wzmagały doznania i czułem większą intensywność podczas naszego „pierwszego” razu. Pierwszego i ostatniego, zaśmiałem się w duchu. Dzisiaj jest ten dzień, w którym odwożę Freye do domu. Co prawda miało to nastąpić dopiero wieczorem, ale ja już czułem się źle. Nie chciałem, żeby wracała, nie chciałem być po prostu sam. To jedyne możliwe wytłumaczenie na pytanie dlaczego. Przecież nie mogła stać się dla mnie kimś ważnym w tak krótkim czasie, prawda? Poza tym nie potrafiłem kochać, więc to niemożliwe…
        Obudziły mnie natarczywe promienie słońca, które sumiennie wykonywały swoją prace jako nadworny budzik. Najchętniej zarzuciłbym na siebie kołdrę i poszedł dalej spać, ale przypomniałem sobie, że przecież Freya leży obok mnie i nie powinienem się wydurniać. Otworzyłem oczy i natychmiast tego pożałowałem. Podniosłem się do siadu mocno zaciskając palce na prześcieradle. Nie było jej…
Nie mogłem w tym momencie opisać jak bardzo wkurwiony byłem. Po tym wszystkim co przeszliśmy, ona po prostu sobie uciekła? Zaśmiałem się kilka razy pod nosem. Czyżbym to ja tym razem został wykorzystany? Czy naprawdę jestem aż tak żałosny? Nie miałem już nawet siły wstać z łóżka i jej szukać. Miałem dość. Położyłem się więc z powrotem do łóżka i zamknąłem oczy mając nadzieje, że zasnę i obudzę się dopiero wieczorem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#103PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Czw Sie 31, 2017 8:08 am


     W pewnym momencie poczułam się tak, jakby ktoś wylał na mnie kubeł lodowatej wody. Dotarła do mnie tak bolesna myśl, że musiałam całkowicie zanurzyć się w wodzie, aby jakoś nad nią zapanować. Nie była ani pierwsza, ani ostatnia… Kaiser zmieniał kobiety jak ubrania. Pozbywał się ich, kiedy przestawały mieć dla niego znaczenie. Co z nimi robił? Gdzie się podziała każda z nich?
     Przygryzłam wargę i z już nie tak dobrym humorem jak wcześniej umyłam się ze śladów poprzedniej nocy. Zaczęłam się bać. Co jeśli ta jedna noc zostawiła we mnie większy ślad niż tego chciałam, niż go zniosę? Nie, to nie było możliwe. Nie.
     Wyszłam z wanny i sięgnęłam po ręcznik. Wytarłam się nim, a następnie owinęłam nad biustem, zasłaniając nagość. Niepewnie wyjrzałam z łazienki i zauważając, że mężczyzna nadal spał po cichu podeszłam do szafy i wygrzebałam z niej pierwsze lepsze ubrania. Nie sięgałam po gorset, nie było takiej potrzeby. Dzisiaj wracałam do domu i myśl o tym zabolała mnie bardziej niż bym tego chciała. Co ty wyprawiasz Freya? Tak po prostu rezygnujesz z wygód jakie byś tutaj miała… Z towarzystwa mężczyzny, w którym na pewno byś się zakochała. Już zaczynasz do niego czuć coś innego oprócz obrzydzenia i nienawiści, którymi patrzyłaś na niego do tej pory. Dlaczego to robisz? Nawet twoi rodzice by nie winili cię za to, że zostałaś. Zawsze chcieli dla ciebie jak najlepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#104PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pią Wrz 01, 2017 6:55 pm




        Miałem zamknięte oczy, ale słyszałem jak Freya krząta się po pokoju. Otwierała szafę zapewne z zamiarem znalezienia jakieś kiecki i wygodnych butów. Wcześniej musiała być w łazience, co nadal nie poprawiało mi humoru. Wiedziała jak bardzo zazdrosny jestem, a nawet nie poczekała do momentu aż się obudzę. Co miałem sobie niby pomyśleć, kiedy obudziłem się a jej nie było? W pałacu było mnóstwo mężczyzn nocujących po balu, którzy może nią gardzili ale również zjadali wzrokiem. Gdyby wyszła na zewnątrz bez mojej eskorty mogłoby się to źle skończyć.
        Dziewczyna usiadła na krańcu łóżka i zaczęła gładzić mój policzek dłonią. Robiła to tak delikatnie i czuło, że na chwilę cała moja złość zniknęła. Złapałem jej rękę i otworzyłem oczy uśmiechając się. Twarz blondynki zrobiła się lekko czerwona jakby zawstydziła się tym, że przyłapałem ją na gorącym uczynku.
Usiadłem za nią i objąłem ramionami całując bez opamiętania jej szyje.
        - Nie przypominam sobie, żebym pozwolił ci opuścić łóżko… - wyszeptałem do ucha, które stało się kolejnym celem pocałunków.
        - Nie przypominam sobie, żebyś mi zabronił. – odpowiedziała niemal natychmiast nieco ściszonym głosem. Nie spodziewałem się po niej takiej riposty. Czyżby jedna wspólna noc sprawiła, że stała się aż tak śmiała wobec mnie? Postanowiłem więc sprawdzić jak daleko  zdoła się posunąć.
        - Pyskujesz swojemu panu? – cała jej twarz stała się czerwona.
        - Od kiedy argumentowanie to pyskowanie? – odwróciła głowę w przeciwną stronę niż moja.
        - Od zawsze. Słowa twojego pana są niepodważalne. – uśmiechnąłem się pod nosem widząc jaką sukienkę założyła. Ze wszystkich wiszących w tej szafie wybrała taką, która idealnie podkreślała biust odrobinę cieńszym i odcinającym się materiałem. Zsunąłem go z wielką chęcią upychając go cyckami i zacząłem bawić się wielkimi piłeczkami. – Należy ci się za to kara… - mocno ścisnąłem jej sutki.
        - A co się stało z „Jestem Kaiser”? – na te słowa zaśmiałem się pod nosem i natychmiast zmieniłem pozycje. Przygniotłem ją do pościeli wkładając dłoń pod sukienkę. Sunąłem nią powoli po jej udzie zahaczając o wejście i wracałem nią z powrotem. Bawiłem się bacznie obserwując jej reakcje.
        - Pozwoliłem mówić do mnie po imieniu, ale nadal jestem twoim panem. – złączyłem dwa palce i delikatnie uderzałem w łechtaczkę. Poczułem jak momentalnie się spięła, ale nie powstrzymała mnie. Cichutko jęczała i ruszała nerwowo głową.
        - Kai… - położyła dłoń na moim torsie i delikatnie mnie odepchnęła, ale nie zrzuciła z siebie. Chciała po prostu zwrócić na siebie moją uwagę. – Czy jestem dla ciebie jedną z wielu? – zapytała, spuszczając wzrok. Nie wiedziałem czy chodziło jej chodziło. Nigdy nie ukrywałem informacji o tym, że w moim łóżku pojawiło się wiele kobiet, więc może interesowało ją samo podejście? Zastanawiałem się chwilę nad odpowiedzią, ale nie potrafiłem znaleźć żadnej odpowiedniej. Przywarłem więc do niej ciałem i pocałowałem cały czas bawiąc się jej kobiecością.
        - A kim chciałabyś być? – zapytałem z nadzieją, że usłyszę odpowiednie słowa. Naprawdę chciałem, aby Freya się określiła i nie zostawiała mnie samego. Przyzwyczaiłem się do jej obecności, a sam fakt, że była o mnie zazdrosna sprawiał, że nie chciałem pozwolić jej na odjazd do domu.
        - Nie chcę być kolejną odhaczoną kobieta na twojej liście zdobyczy… - poczułem ukłucie w sercu. Momentalnie zaprzestałem tego co robiłem. Ile razy słyszałem już te puste słowa? Ile razy cierpiałem z ich powodu? Nie nadążałem już z liczeniem. Freya była taka sama jak reszta…
        - Wyjeżdżając właśnie tym się stajesz... – wstałem wkurwiony i usiadłem przy stole uderzając w niego palcami. Dziewczyna poszła w moje ślady i zeszła z łóżka poprawiając ubrania.
        - Kaiser? – zapytała zdenerwowana i chyba trochę zszokowana moją reakcją. – Tym właśnie jestem? Jedną z wielu? – warknęła podchodząc do mnie.
        - Każda z was jest taka sama! – tym razem nie wytrzymałem i zerwałem się z fotela. Złość aż ze mnie kipiała. – Myślicie, że możecie roszczyć sobie prawa do moich uczyć! – uderzyłem pięścią w stół przypominając sobie te wszystkie przykre chwilę. – Kim chcesz dla mnie być jak nie jedną z wielu, skoro jedyne o czym marzysz to powrót do domu!? – chciała mnie zostawić i jeszcze wymagała, żebym rzucił się w jej ramiona i wyznał miłość albo inne brednie? Co by to dało? Prosiłem już wcześniej, żeby nie wyjeżdżała, a ona nawet nie zawahała się nad odpowiedzią. Myślała, że po tym jak ją przelecę cokolwiek się zmieni!? Że będzie miała prawo decydować za mnie?
Wpatrywałem się w nią karcącym spojrzeniem widząc jak bardzo przestraszyła się mojego wybuchu. Przez chwilę nawet myślałem, że przesadziłem, ale słysząc kolejne słowa zamurowało mnie.
        - Za to ty roszczysz sobie prawa do wszystkiego co mamy! – krzyknęła. – A zwłaszcza do ciała! Nie potrafisz uszanować tego, że oddajemy Ci to, co najcenniejsze. Wyrzucałeś każdą, która ci się znudziła, a jak raz to ty zostajesz na lodzie to się wkurzasz! I pomyśleć, że miałam wątpliwości  - stałem jak wryty analizując każde słowo, które wypowiedziała.
        - Wyrzucałem? – zapytałem z niedowierzaniem patrząc prosto w oczy dziewczyny. – Jak śmiesz… - zrobiłem krok w jej stronę czując jak tracę nad sobą kontrole. – Jak śmiesz mówić o mnie takie rzeczy! – złapałem ją za ramiona i agresywnie popchnąłem na łóżko dosłownie wbijając w nie Freye. Usiadłem na niej i mocno przytrzymywałem jej nadgarstki. – Każda kobieta wliczając ciebie zostawiła mnie… Uciekły, kiedy otrzymały to czego chciały. Mówiły, że są zakochane… Że jestem dla nich najważniejszy, a potem wbijały mi nóż w plecy! – krzyknąłem mocniej zaciskając palce na jej nadgarstkach. – Czego chcesz Freya? Pieniędzy, sukienek, a może biżuterii? Bierz co chcesz i wynoś się stąd tak samo jak inne! – wstałem i wyszedłem na balkon, aby się chwilę przewietrzyć. Emocje wzięły nade mną górę i nie panowałem nad tym mówiłem bądź robiłem. Naprawdę nie chciałem, żeby nasza znajomość kończyła się na czymś takim… Marzyłem o tym, aby Freya podeszła do mnie przeprosiła i przytuliła, ale wiedziałem, że żadne z moich marzeń nigdy się nie spełni, więc nie byłem zaskoczony słysząc jak krzyczy i wybiega z pokoju.
        - Jak możesz tak mówić! Nigdy niczego od ciebie nie chciałam!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#105PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Sob Wrz 02, 2017 3:34 pm


     Byłam naiwna. Uważałam, że znaczyłam dla niego więcej. Myślałam, że nie zależało mu tylko na mojej cnocie. Jakże się myliłam… Od początku to wiedziałam, ale uwierzyłam jego postawie. Uwierzyłam temu, co mi prezentował w ostatnich dniach zamiast temu, co mi pokazał na samym początku. Chciałam wierzyć, że ta druga odsłona Kaisera była tą rzeczywistą.
     - Idiotka… - skomentowałam swoje własne zachowanie, przemierzając kolejne metry korytarzy. Cały czas próbowałam zetrzeć łzy, które spływały po mojej twarzy, ale nie przestawały cisnąć się do moich oczu. Zatrzymałam się w pewnym momencie i oparłam o ścianę, nie myśląc o tym, że w zamku nadal można było spotkać gości z balu.
     - Panienko? – zwróciłam głowę w kierunku źródła dźwięku, zauważając Simmone. Szedł korytarzem, a widząc mnie opartą o ścianę, zmienił kierunek trasy, podchodząc. Błyskawicznie starłam łzy, ale to, że płakałam nie umknęło jego uwadze. – Wszystko w porządku?
     - Tak – odpowiedziałam niemal natychmiast, odpychając się od ściany z zamiarem odejścia. Nie miałam ochoty na rozmowę, a już na pewno nie z nim. To on mi powiedział, że Kai wyrzucał kobiety, a ja najwidoczniej niewłaściwie postąpiłam wierząc jego słowom.
     - Słyszałem, że Kaiser cię dzisiaj odwozi do domu – zaniepokoił mnie ton jego wypowiedzi, dlatego zamiast odpowiedzieć, przyspieszyłam, oddalając się od niego. Nie zaszłam zbyt daleko. Poczułam jak łapie mnie za rękę, ciągnie w swoją stronę, a następnie przyciska przodem do ściany, obezwładniając. Mocno zacisnął dłoń na moich nadgarstkach, a głowę przycisnął mocniej do muru. – Więc chyba się nie obrazi jak sobie trochę użyję… - szepnął mi na ucho, a potem pociągnął za sobą. Pchnął mnie do jakiegoś pomieszczenia i zatrzasnął drzwi. Serce mi przyspieszyło. Kłamał. Simmone za każdym razem kłamał, a ja mu uwierzyłam… Zupełnie odruchowo zaczęłam biec w stronę okna, nie myśląc czy byliśmy na parterze czy na którymś piętrze. Byłam gotowa wyskoczyć, chociażby miało mnie to kosztować życie, ale nie byłam wystarczająco szybko. Mężczyzna złapał mnie za włosy i pociągnął do siebie. – Nie ma mowy – warknął, ponownie przyciskając mnie do ściany, teraz po to, aby rozerwać z tyłu sukienkę którą miałam na sobie. Oderwanym materiałem mocno związał moje ręce i rzucił mnie na łóżko. Łzy zaczęły mi spływać po policzkach kiedy czułam jak do końca zdziera ze mnie ubranie.
     - Przestań, proszę… - załkałam, licząc na to, że to coś pomoże. Nie miałam jak się ruszyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#106PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Sob Wrz 02, 2017 9:01 pm




         Dlaczego każda rozmowa z Freyą musiała kończyć się w ten sposób? Dlaczego nie potrafiliśmy normalnie ze sobą rozmawiać. Nienawidziłem siebie za to, że nie potrafię panować nad emocjami. Zawsze wybuchałem zamiast spróbować rozwiązać problem czy nieporozumienie. Świadomie odtrącałem od siebie ludzi jakbym bał się nawiązać bliższe relacje, jakbym bał się, że ktoś mógłby jakoś wpłynąć na moje życie czy decyzje. Chciałem to zmienić, ale nie potrafiłem.
         Zanurzyłem swoje ciało w wannie pełnej gorącej wody. Miałem nadzieje, że w ten sposób zmyje z siebie ślady pierwszej i ostatniej kobiety, której pozwoliłem zajrzeć w głąb siebie. Byłem głupi wierząc, że Freya była inna od reszty dziewczyn. Nie zależało jej na mnie tak jak wcześniej mi się wydawało. Jakby komukolwiek mogło na mnie zależeć…
         Wstałem z wanny i zarzuciłem na siebie szlafrok nie myśląc nawet o wytarciu się. Runąłem na łóżko twarzą na pościel, ale natychmiast tego pożałowałem czując wszędzie zapach Freyi. Cholera. Nie mogłem przestać o niej myśleć. Wszystko mi ją przypominało i wiedziałem, że tak będzie jeszcze przez jakiś czas. Przeżyłem to wystarczająco wiele razy, aby być tego pewien.
         Zrzuciłem z siebie szlafrok i ubrałem się elegancko wiedząc, że w każdej chwili ktoś może zapukać do moich drzwi. Stanąłem przed lustrem aby przyjrzeć się swojemu obiciu. Wyglądałem marnie, ale to musiało teraz wystarczyć.
         Nie minęła długa chwila zanim ktoś zapukał w moje drzwi. Ociągałem się z otworzeniem ich, bo nie miałem ochoty na rozmowy z arystokratami, o tym jak wiele zyskam, żeniąc się z ich córkami. Byłem więc bardzo zaskoczony widząc Vincenta, który ledwo łapał oddech. Próbował coś powiedzieć, ale nie był w stanie.
         - Niech Pan usiądzie. – wskazałem łóżko, ale tylko machnął na nie ręką. – Co się stało? – zapytałem zdenerwowany. Staruszek rzadko się śpieszył chyba, że wydarzyło się coś poważnego.
- Panienka… Freya… - słyszące te imię poczułem ucisk w sercu. Nie zatrzymałem jej, bo byłem wściekły. Chciałem aby zniknęła mi z oczu i to właśnie zrobiła. Wybiegła, a ja na to pozwoliłem. To moja wina. – Została zabrana… do pokoju… panicza… Simmone. – zagotowało się we mnie. Ruszyłem w głąb pokoju i wziąłem swój miecz. Nie odpowiedziałem nic Vincentowi, tylko pobiegłem na drugą stronę domu. Zabije go. Zabije. Minąłem po drodze wiele znajomych twarzy, ale nikomu się nie ukłoniłem. Nie miałem zamiar marnować cennych sekund na głupie uprzejmości, które w dużej mierze nic nie znaczyły.
         Będąc niedaleko pokoju Simmone usłyszałem cichutkie łkanie. Wezbrała się we mnie złość, że nikt dookoła nawet nie zareagował. Pieprzona arystokracja. Wyjąłem miecz z pochwy i jednym szybkim ruchem odciąłem klamkę i zamek. Drzwi kopnąłem z całej siły i przez chwile stałem jak wryty wpatrując się w nagą, związaną Freye i siedzącego na niej Simmone, który ściskał palcami jej biust ssąc jeden z sutków.  Oczy dziewczyny były pełne łez, ale on sobie niczego z tego nie robił. Po prostu spojrzał się na mnie typowym wrednym uśmieszkiem, oczekując reakcji.
Odskoczył od Freyi widząc jak ruszam z wycelowanym w niego ostrzem. Zatrzymał się przy ścianie i ja także. Stróżka krwi spływała po szyi mojego „brata”.
         - Na co czekasz. Zrób to. – prowokował mnie. - Udowodnij wszystkim, że jesteś nic nie wartym ścierwem. – uśmiechnął się. – Dokładnie jak twoja matka… - wbiłem miecz w ścianę obok Simmone. Nie pozwolę, żeby jego puste słowa zniszczyły to wszystko, o co walczyła moja matka.. Schowałem ostrze obserwując zadowoloną twarz mężczyzny. – Śmieć zawsze pozostanie śmieciem… - wyszeptał zadowolony z siebie i wyszedł z pomieszczenia.
         Usiadłem obok Freyi rozwiązując więzy na jej nadgarstkach. Cała drżała z emocji i przerażenia dlatego nie nic nie powiedziałem, a jedynie mocno ją przytuliłem.
         - Jestem przy tobie. - wyszeptałem po chwili. - Nie pozwolę cię skrzywdzić. Nie zostawię cię...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#107PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Nie Wrz 03, 2017 2:44 pm


     Starałam się nie myśleć o tym, co Simmone mi robił. Na siłę wstrzymywałam jęki, które zasugerowałyby mu, że podobało mi się to, co mi robił. Przez spętanie nie mogłam się w żaden sposób bronić i robiłam wszystko, żeby nie zdawać sobie sprawy z rzeczywistości. W myślach liczyłam na ratunek. Chciałam, żeby to się skończyło, ale nie miałam złudnej nadziei. Dopóki nie usłyszałam jak ktoś wpada do pokoju. W pierwszej chwili obawiałam się, że to ktoś, kto mógłby dołączyć do Simmone, ale głos od razu przypisałam do Kaisera. Nie minęła dłuższa chwila, kiedy jego brat opuścił pomieszczenie, zostawiając nas we dwójkę. Zupełnie odruchowo się poderwałam do siadu i odsunęłam pod koniec łóżka. Przestraszyłam się, że humor, który Kai zawdzięczał mnie popchnie go do czegoś, co potwierdzi moje przypuszczenia, ale zamiast tego mnie przytulił. Nie chciałam tego robić, ale to wyszło niezależnie ode mnie. Zacisnęłam pięści na jego koszuli i schowałam twarz w torsie, płacząc jak mała dziewczynka.
     - Przepraszam, Kai… - wydukałam, drżącym głosem. – Przepraszam, przepraszam, przepraszam… Myliłam się. Zraniłam cię, a ty… A ty… Przepraszam… - ciągnęłam, nie mogąc powiedzieć niczego produktywnego. Brakowało mi słów i w końcu zrezygnowałam, skupiając się na uspokojeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#108PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Nie Wrz 03, 2017 3:56 pm



       Freya głośno płakała, a ja jedyne co mogłem dla niej zrobić to po prostu być obok, dając jej poczucie bezpieczeństwa. Głaskałem ją po plecach mając nadzieje, że to choć odrobinę się uspokoi. Nawet nie próbowałem sobie wyobrażać, co może teraz czuć i jak bardzo wpłynie to na jej psychikę. Hipokryta ze mnie… przecież sam wiele razy zaserwowałem jej to samo. Niczym więc nie różniłem się od Simmone.
       - Freya… - zacząłem ale przerwała mi swoimi przeprosinami. Cała drżała, podobnie jak jej głos. Ledwo była w stanie wypowiadać słowa, a jednak to robiła. Przepraszała mnie za to co powiedziała, za to że postanowiła wierzyć plotkom, za to, że mi nie zaufała.
       Przytuliłem ją jeszcze mocniej na znak tego, że nie musi już więcej mówić. Cała złość, którą kumulowałem przez ostatnie minuty, zniknęła i zastąpiła ją troska o te dziewczynę. Zabrałem prześcieradło i owinąłem nim ciało Freyi.
       - Wracajmy. – wyszeptałem i delikatnie złapałem za jej dłoń. – Dasz radę iść? – pokiwała głową, ale widząc jak bardzo się trzęsie wziąłem ją na ręce.
       Po drodze mijałem wielu gości, którzy odprowadzali mnie wzrokiem, najwidoczniej zdziwieni, że niosę swoją niewolnicę na rękach. Nie przejmowałem się nimi ani szeptami, które unosiły się w powietrzu. Gdybym tylko zechciał zdołałbym uciszyć ich jednym spojrzeniem, ale po co? Niech sobie gadają, póki mogą.
       Położyłem Freye na łóżku i podałem jej koszule nocną, żeby mogła zakryć swoją nagość. Kiedy to zrobiła pogładziłem ją po policzku i uśmiechnąłem się czule.
       - Przepraszam Freya. Obiecałem, że nie pozwolę, aby inny mężczyzna tknął cię choćby palcem, a pozwoliłem ci tak po prostu odejść. Zawiodłem… - spuściłem wzrok i splotłem nasze dłonie. Trwaliśmy tak przez chwilę w milczeniu. Nie wiedziałem dlaczego, ale serce zaczęło bić mi jak oszalałe. Podniosłem wzrok i widząc jak dziewczyna wpatruje się we mnie, nie mogłem się powstrzymać. Pocałowałem ją delikatnie wiedząc, że to nie jest odpowiednia chwila. – Byłem na ciebie zły… wściekły. Wymagałaś ode mnie określenia się, sama tego nie robiąc. Kim chcesz dla mnie być Freya? Kim ja jestem dla ciebie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#109PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pon Wrz 04, 2017 6:47 pm


     - Jak tak ciągle będziesz mnie brał na ręce to nie będzie mi się chciało w ogóle chodzić – odpowiedziałam, przecierając łzy, kiedy znaleźliśmy się w bezpiecznym miejscu. W pokoju Kaisera czułam się… jak u siebie. Miałam wrażenie, że nic mi tutaj nie grozi, a miałam zamiar z tego zrezygnować.
     - To nie… - przerwał mi pocałunkiem, który odruchowo odwzajemniłam, chociaż teraz nie powinnam była nawet o tym myśleć. – To nie twoja wina, sama się na to skazałam… - powiedziałam, zanim zadał mi pytania. Mocniej zacisnęłam palce na jego dłoni, szukając odpowiedzi, ale było mi ciężko. Nawet sama przed sobą nie chciałam się do tego przyznać, a co dopiero przed mężczyzną. Tylko co ja mogłam na tym stracić, skoro i tak zamierzałam odejść? Bo zamierzałam, prawda? Nie byłam już tego pewna…
     - Zależy mi na tobie… - zaczęłam, uciekając wzrokiem od jego twarzy. – Bardzo, ale nadal nie tak, jakbym chciała i jakby było, gdybym została… - dodałam ciszej, bo przyznawanie się do tego było o wiele bardziej zawstydzające niż myślałam. – Chciałabym, żeby tobie zależało na mnie, a nie na tym, co oferuje ci moje ciało – dokończyłam chwytając prześcieradło w pięści. – To byłoby o wiele prostsze gdybym nie miała rodziny, zostałabym bez wahania…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#110PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pią Wrz 08, 2017 10:38 pm



     To nie był pierwszy raz kiedy usłyszałem od kobiety, że jej na mnie zależy, ale chyba nigdy wcześniej nie sprawiło mi to tyle radości. Uśmiechnąłem się do dziewczyny i przyłożyłem jej wolną dłoń do mojego policzka. Czyny powinny być ważniejsze niż słowa, ale zarówno i ja i Freya wymagaliśmy czegoś więcej.
     - Gdyby mi nie zależało, nie ratowałbym cię prawda? – zapytałem przytrzymując jej ciepłą dłoń twarzy.
     - Dziękuję za to i naprawdę przepraszam za to, jak cię traktowałam. – złączyłem nasze wargi w bardzo zmysłowym pocałunku. Poczułem ukłucie w sercu na samą myśl, że jutro już jej nie zobaczę. Nie wiem dlaczego wpadłem na ten głupi pomysł, aby odesłać ją do domu. Co mi strzeliło do głowy! Czasami, kiedy jestem wściekły nie myślę racjonalnie i przyszłościowo, a jedynie emocjami, które akurat we mnie siedzą.
     - Gdybym zmienił zdanie i nie pozwolił ci wrócić do domu, znienawidziłabyś mnie? – nie odsunąłem się zbyt daleko, bo nadal byłem w stanie czuć jej przyśpieszony oddech. Ona również musiała czuć mój.
     - Nie wiem... – powiedziała z lekkim zawahaniem. Czułem, że nie jest przekonana co do swojej decyzji, dlatego nadal miałem szanse zrobić coś, żeby zmieniła zdanie.
     - Freya... zostań ze mną. - pocałowałem ją po raz kolejny, bo nie wiedziałem co innego mógłbym zrobić. Nie miałem nic do zaoferowania kobiecie. Wszystko co niby miałem tak naprawdę nie należało do mnie.
     - Nie mogę zostawić rodziców, mają tylko mnie...
     - Ja też mam tylko ciebie. – rozumiałem jej punkt widzenia, ale nie dawałem za wygraną. Freya była dla mnie ważna, chyba najważniejsza ze wszystkich kobiet, które kupiłem. Mogłem ją oczywiście zmusić, żeby ze mną została, ale jaki to miało wtedy sens? Sama powinna tego chcieć.
     - Ale masz majątek, którego oni nie mają.
     - Mogę dać im pieniądze. Ile tylko zechcesz. – nie mogłem uwierzyć, że było mnie stać na tak błagalny ton. Zrobiło mi się wstyd i czułem jak robię się cały czerwony. Zaczynałem przekraczać niebezpieczną granice.
     - Kai, to nie takie proste. Nie wiem jak jest u ciebie. My nigdy nie mieliśmy wiele, ale to nie było ważne, póki mieliśmy siebie. Co im dadzą pieniądze, skoro najcenniejszy skarb jest z daleka od nich? – miała racje i doskonale to wiedziałem. Rodzina dla niej była ważniejsza niż jakiś mężczyzna, którego znała od tygodnia, ale to nie zmieniało faktu, że strasznie mnie to bolało. Postanowiłem zastosować samolubną zagrywkę i zagrać odrobinę na jej emocjach. Objąłem ją mocno i przycisnąłem do pościeli.
     - Będziesz w stanie znieść jeśli zastąpi cię inna kobieta? – zapytałem zaczepnie.
     - Ciężko mi powiedzieć... – słyszałem wyraźne wahanie.
     - Nie będziesz zazdrosna? – szeptałem delikatnie liżąc jej ucho.
     - Będę... - odpowiedziała mimo, że nie chciała tego mówić, jednocześnie cicho mrucząc. Podniosłem się i położyłem dłonie po obu stronach jej twarzy. Z mojej nie schodził szeroki uśmiech.
     - Byłaś ostatnią Freya. Więcej już nie będzie. Chciałem tylko usłyszeć jak mówisz, że jesteś o mnie zazdrosna. – puściłem oko, ale widząc jak pojedyncze łzy spływają po polikach zmieniłem ton na bardziej łagodny i zdecydowany. - Zostanę królem Freya. Jestem jednym z kandydatów. Nie mówiłem ci o tym, bo nie miałem okazji. Więc nie musisz płakać. – wytarłem łzy, które spływały po jej twarzy.
     - Nie płaczę dlatego. – odpowiedziała smutno. Miałem wrażenie, że zaraz rozpłacze się na dobre.
     - Więc dlaczego?
     - Nie chcę cię zostawiać i nie chcę zostawiać swoich rodziców. Nie wiem, co mam zrobić. – poczułem jakbym dostał solidny policzek. Przez cały ten czas myślałem, że tylko mnie tak bardzo zależy na niej
     - Wracaj do rodziny Freya... ona jest najważniejsza... – błysk musiał zniknąć z moich oczu, a zastąpił go smutek. Nie miałem prawa zatrzymywać blondynki u siebie, kiedy ona tak bardzo cierpiała po rozstaniu z bliskimi. Doskonale znałem to uczucie…. Uczucie, że nikt na ciebie nie czeka.
     - Nieważne co zrobię, i tak nie będę do końca szczęśliwa...
     - Nikt poza rodziną na ciebie nie czeka? – milczała, co wzbudziło moją ciekawość i lekką irytacje.       - Jeżeli to mężczyzna to nigdzie nie jedziesz. – odwróciła wzrok nadal nie mówiąc ani słowa.
     - To dla niego chcesz wrócić, prawda? – nie umiałem ukryć uszczypliwości.
     - Nie. Dla rodziców. – odpowiedziała natychmiast w swojej obronie, ale ja tego nie kupiłem.
     - Jasne... - usiadłem obok naburmuszony. Skrzyżowałem kolana  i oparłem o jedno z nich łokieć, który za to podpierał mój podbródek. Byłem zły…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#111PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pią Wrz 08, 2017 11:13 pm


     On nawet nie miał pojęcia jak ciężkie było to dla mnie. Nie wiedział, jak trudną decyzję miałam do podjęcia. Doskonale wiedziałam, że nieważne co wybiorę, nigdy nie będę w pełni szczęśliwa. Powinnam zdecydować się na coś bardziej przyszłościowego, ale nie potrafiłam. Rodzice wiele dla mnie poświęcili, a ja nawet będąc u ich boku nawet do ich śmierci, nie odwdzięczyłabym się im za to. Potrzebowali mnie, a ja potrzebowałam ich. Ale potrzebowałam też Kaia i to mnie niszczyło.
     - Nie zależy mi na nim – odpowiedziałam, widząc jego naburmuszoną minę. Miałam wyrzuty sumienia, że się dowiedział, ale nie pytał wcześniej.
     - Narzeczony? Chłopak?
     - Narzeczony – westchnęłam zrezygnowana, nie chcąc tego mówić, ale z drugiej strony wiedząc, że przemilczenie tego zrobiłoby na nim niewłaściwe wrażenie. Niestety on prychnął i wstał z łóżka.
     - Pakuj się.
     - Kai, zaczekaj. Mówiłeś, że ktoś bliski mnie zdradził - zaczęłam, niepewnie podnosząc głowę, jakby pytając go czy mam kontynuować.
     - Myślisz, że to on? - jego wzrok zrobił się bardziej łagodny.
     - Podejrzewam. Moi rodzice by tego nie zrobili. Sąsiedzi znają mnie od dawna, znali mój harmonogram, a nigdy nic mi nie groziło.
     - Nigdzie nie jedziemy. - rzucił stanowczo. - Jesteś moja i nie pozwolę, aby znów ktoś cię porwał. Nie ma mowy.
     - A co z moimi rodzicami? – Kaiser głośno westchnął.
     - Freya...
     - Może u was rodzina nie ma znaczenia, ale ja byłam inaczej wychowana. Miałam tylko rodzinę i to ona była moim największym bogactwem. - Kaiser uderzył pięścią w ścianę, wyglądał jakby chciał coś powiedzieć ale milczał spuszczając wzrok. Przestraszyłam się tego i chciałam do niego podbiec, żeby sprawdzić czy nic sobie nie zrobił, ale musiałam kontynuować. Nie chciałam go zostawiać wściekłego, nie mogłam tego robić ani jemu, ani sobie. - Kai, posłuchaj mnie. Wiem, że wyznajemy inne zasady, ale nie uwierzę w to, że ty zostawiłbyś swoją matkę czy ojca. Nieważne jacy by nie byli.
     - Przestań... przestań mówić jakbyś cokolwiek o mnie wiedziała! - złapał za medalion wiszący na jego szyi. Już wcześniej zauważyłam, że kiedy kontrolę przejmowały jego negatywne emocje, łapał się za ten naszyjnik, jakby go uspokajał. Nie miałam, jednak, odwagi zapytać dlaczego. Może nie chciałam, żeby za bardzo się otwierał, skoro i tak mieliśmy się rozstać?
     - Nic nie wiem, bo nic mi nie powiedziałeś… - nie byłam zła, ale źle się czułam z tym, że nic mi o sobie nie powiedział. Wmawiałam sobie, że tak było lepiej.
    - Są rzeczy, o których nie powinnaś wiedzieć. – Westchnęłam zrezygnowana, chociaż zainteresowało mnie to, co ukrywał. – Odprowadzę cię do domu i pokażesz mi gdzie ten mężczyzna mieszka.
     - Nie wiem, gdzie on mieszka. To on do mnie przyjeżdżał. – Kai podszedł do Fmnie i pstryknął w czoło. Odruchowo rozmasowałam bolące miejsce, wiedząc że pojawił się na nim czerwony ślad.
     – Czasami jesteś tak uroczo naiwna, że mam ochotę cię przytulić.
     - Nie możesz mnie za to winić. – Spuściłam wzrok, bo było mi wstyd, że tak łatwo dałam się omotać. Wystarczyło kilka komplementów, upominków i już przyjęłam jego oświadczyny. Byłam głupia, ale z drugiej strony, gdybym tego nie zrobiła, nie poznałabym tego mężczyzny. Mężczyzny, który właśnie się do mnie uśmiechnął i mnie pocałował.
     - Zapewne podał fałszywe imię. Więc to nic nam nie da. Jak wygląda?
     - Ma blond włosy, mniej więcej takiej długości jak ty i szare oczy. Jest nieco niższy od ciebie i ma lekko zarysowane mięśnie. Nosi ubrania raczej z wyższych sfer i ma bliznę na przedramieniu. - Kaiser chwilę stał i myślał czy zna kogoś takiego. Czy nawet w takiej odsłonie musiał być tak przystojny? Dlaczego to nie mogło być prostsze?
     – Nie przypominam sobie nikogo takiego… Poszukamy go z Arturem. Skoro moja dama jest tak uparta i chce wrócić do domu to muszę zapewnić jej bezpieczeństwo. – Uśmiechnął się uroczo, a ja coraz bardziej wątpiłam w podjętą przeze mnie decyzję. Może powinnam była zostać? – I wytępić wszystkich potencjalnych kandydatów na męża… - tym razem to ja się uśmiechnęłam do niego.
     - Nie, nie do domu. Nie sądzę abym nazwała teraz tamto miejscem domem jeszcze kiedykolwiek. Do rodziców.
     - Do rodziny… - usiadł na łóżku i runął na plecy. – Będę za tobą tęsknił. - Spojrzałam na niego i smutno się uśmiechnęłam. Gdyby nie dzieliła nas tak duża różnica majątkowa zaproponowałaby mu pojechanie z nią, ale tera tylko by na tym stracił. Nie mogłam go o to prosić.
– Nie wiem czy kiedykolwiek o tobie zapomnę. Też będę tęskniła – usiadłam obok niego i złapałam za rękę. On z kolei się podniósł i mnie pocałował  bardzo namiętnie.
     - Zakochałaś się we mnie?
     - Nie wiem jak się człowiek powinien wtedy czuć, ale wiem, że nie zacznie mi tak bardzo zależeć już na nikim innym.
     - Jak już zostanę królem to wrócę po ciebie więc bądź na to gotowa.
     - Będę czekać – uśmiechnęłam się do niego i tym razem to ja pozwoliłam sobie zainicjować pocałunek. Złączyłam nasze wargi i mocniej zacisnęłam palce na jego dłoni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#112PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Sob Wrz 09, 2017 9:55 pm



        Pomimo wcześniejszych zastrzeżeń Freyi i tak spakowałem wszystkie sukienki, które ode mnie dostała. Mogła zachować je na pamiątkę albo sprzedać, w końcu nie przelewało im się z tego co opowiadała. A skoro nie chciała przyjąć żadnych pieniędzy to powinno im wystarczyć na trochę. Wcześniej spotkałem się z Arthurem, który odpoczywał w swojej komnacie i dałem mu opis rzekomego „narzeczonego” Freyi. Skoro do niej przyjeżdżał musiał mieszkać niedaleko i to było właśnie zadanie młodego szlachcica. Wytropić go.
        Vincent czekał już na nas przy karocy. Wyglądał na smutnego, kiedy przekazałem mu cel naszej podróży. Najwyraźniej nie tylko Arthurowi zależało na moim szczęściu, ale również jemu. Otworzyłem drzwiczki i wpuściłem panienkę pierwszą. Usiadła tyłem do kierunku jazdy, a ja naprzeciw niej. Nie przesiadła się, bo była zbyt nieśmiała, czy może wolała unikać zbliżenia? Obserwowałem ją cały czas z uśmiechem na twarzy, co powodowało u niej zawstydzenie. Speszyła się i spuściła wzrok z zapewne zaczerwienioną twarzą.
        - Mówiłem ci już, że jesteś przepiękna? – podpierałem głowę ręką. Wygląda naprawdę cudownie, w świetle księżyca jej włosy zaczynały świecić jak gwiazdy, a blada skóra dodawała jej uroku. Przypominała lalkę, piękna i delikatna.
        - Kilka razy... - odpowiedziała, bawiąc się sukienką.
        - Uwielbiam na ciebie patrzeć Freya. – blondynka nie patrzyła mi w oczy, ale zauważyłem, że jeszcze mocniej zacisnęła palce na materiale sukni.
        - Jeśli nie przestaniesz tak mówić, twarz mi spłonie... – Freya była typem kobiety, która nie potrafiła przyjmować komplementów. Peszyły i zawstydzały ją do tego stopnia, że ledwo była w stanie mówić.
        - Jeżeli ci gorąco możesz się rozebrać. – rzuciłem żartobliwie, ale nie miałbym przeciwko jeśli miałaby na to ochotę.
        - To będzie ciężkie, kiedy ręce mi drżą... – nie mogłem uwierzyć, że ona faktycznie chcę się przed mną rozebrać. Oczywiście cieszyło mnie to, ale nadal był to szok. Zupełnie nie przypominała starej siebie.
        - Wyręczyć cię? – w końcu spojrzała mi prosto w oczy i nawet na chwilę nie odwróciła wzrok. Milczała, co uznałem za zachętę.
        Zmieniłem pozycje na bardziej dogodną. Kolana opierałem po obu stronach jej ud, a ramiona położyłem na oparciu kanapy. Moje wargi znajdowały się tuż przy jej prawym uchu.
        - Pragniesz mnie? – wyszeptałem składając pocałunki po całej długości jej szyi. W podbrzuszu poczułem wzbierające się napięcie. Boże jak ona na mnie działała, wystarczyła chwila, a już byłem cały podniecony. Całkowicie traciłem przy niej głowę i nie potrafiłem się kontrolować.
        - Tak… - odpowiedziała niemal mrucząc, przymykając oczy i płytko oddychając. Cieszyłem się, że i ja tak na nią działam. Oddała mi się w niecałe pół minuty, co bardzo mi schlebiało. Wiedziałem, że jestem w tym dobry, ale chyba nie zdarzyło mi się jeszcze podniecić kobiety w tak krótkim czasie.
        Pogłębiłem pocałunki składane na jej szyi, równocześnie powoli zdejmując z niej sukienkę. Chciałem się delektować te ostatnią chwilą we dwoje. Podróż miała trwać prawie całą dobę i szczerze mówiąc pragnąłem ją pieprzyć przez cały ten czas. Ostatnim razem powstrzymałem się, ale teraz nie ma mowy. Dlatego, kiedy tylko zsunąłem materiał z jej jędrnych cycków zacząłem się nimi bawić i ostro ssać.
        - Nadal jesteś zawstydzona Freya. – posadziłem ją przodem na kanapę, w taki sposób, żeby mieć idealny wgląd na jej wypięty tyłek. Dziewczyna pisnęła, ale szybko zmieniło się to w jęki podniecenia. Zarzuciłem na plecy sukienkę dziewczyny i wbiłem palce w soczyste pośladki kręcąc nimi i uderzając w niej otwartą dłonią. – Jesteśmy tylko we dwoje… - zsunąłem majtki do połowy ud, aby czuła się naga i odsłonięta, a następnie zatopiłem język w jej mokrym wnętrzu. Była tak cholernie podniecona, że sam poczułem u siebie wzwód. Rozpiąłem więc rozporek i wypuściłem swoją męskość. Postanowiłem jednak zmienić pozycje na bardziej wygodną. Usiadłem na kanapie i posadziłem przodem do siebie Freye.
        - Tym razem pokaże Ci jak wygląda prawdziwy seks.
        - Nie będzie bolało? – zapytała spuszczając wzrok i przygryzając wargę. Musiała nadal pamiętać ból towarzyszący stracie dziewictwa. Uśmiechnąłem się tylko do dziewczyny i złapałem tył jej głowy.
        - Niedługo sama się przekonasz. – pocałowałem ją namiętnie i posadziłem ją na członku zatapiając się w jej gorącym ciele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#113PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pon Wrz 11, 2017 9:16 pm


     W pierwszej chwili poczułam ból, ale nie trwał długo i szybko ustąpił miejsca przyjemności, rozlewającej się po całym moim ciele. Nie kontrolowałam ani swoich ruchów, ani jęków, które ustępowały pod siłą rozkoszy. To było zupełnie inne od poprzedniego razu, o wiele lepsze. Opadłam na jego tors wyczerpana, kiedy skończyliśmy, nadal odczuwając bardzo dokładnie i wyraźnie jego dotyk na mojej skórze. Dałam sobie chwilę na uspokojenie oddechu i założyłam majtki oraz sukienkę. Nie schodziłam, jednak z jego kolan i po tym jak schował męskość w spodnie, ponownie na nich usiadłam, spoglądając mu w oczy.
     - To było… inne – odezwałam się, nie rozpoznając swojego głosu. - … przyjemniejsze – uśmiechnęłam się i dopiero wtedy podniosłam się z zamiarem zejścia, ale powstrzymał mnie, unosząc kąciki swoich warg.
     - Bolało? – zapytał, pesząc mnie.
     - Nie – odpowiedziałam delikatnie się uśmiechając i spuszczając wzrok.
    - Chętnie pokazałbym ci co jeszcze potrafię - uśmiechnął się łobuzersko, a ja poczułam jak twarz mi płonie. Nie wiedziałam, co na to odpowiedzieć, nie potrafiłam powiedzieć nawet słowa. Kaiserowi to się najwidoczniej podobało, bo złapał mnie za podbródek, podniósł za niego i pocałował. Mimowolnie mruknęłam, wsuwając dłonie w jego włosy. Byłam zdziwiona tym, jak szybko odwzajemniłam pocałunek, ale przerwałam go.
     - Nie wątpię, że potrafisz wiele… - niemal szeptałam i nie mogłam patrzeć w jego oczy, bo za bardzo mnie zawstydzał.
     - Wszystkiego cię nauczę... - zaczął przeczesywać palcami moje włosy. Przyjemne dreszcze przepłynęły przez moje ciało. - Więc wystarczy grzecznie zaczekać. – Kiwnęłam głową z uśmiechem.
     - Mogę już zejść? – zapytałam, chociaż tak naprawdę nie chciałam tego robić. Na jego kolanach było mi wygodnie i nie wiedziałam, czy będzie pamiętał o mnie, kiedy już zostanie królem i będzie mógł mieć każdą, której zapragnie. Chciałam jak najlepiej skorzystać z tego, co mogłam w tej chwili.
     - Nie. - uśmiechnął się uroczo. - Muszę się tobą nacieszyć. - puścił oko, a ja poczułam jak serce mi łomocze w piersi. Dlaczego musiał mi to robić? Dlaczego sprawiał, że żałowałam swojej decyzji?
     - Zapakowałeś mi sukienki… - odezwałam się po chwili ciszy. – Dlaczego to zrobiłeś? – Spojrzał na mnie tak, jakby nie wiedział, o czym do niego mówiłam. Mimowolnie wywróciłam teatralnie oczami. – Kai, ślepa nie jestem. Znaczy… Mogę cię nazywać Kaiem?
     - Podłapałaś od Arthura moje zdrobnienie? – odpowiedział wymijająco.
     - Nie… W taki sposób o tobie myślę – odpowiedziałam zaskoczona tym, że nie chciał powiedzieć tak albo nie.
     - Tak mówią do mnie jedynie bliscy przyjaciele Freya. - odpowiedział głaszcząc moje włosy. To, co powiedział sprawiło, że od razu pożałowałam pytania. - Jesteś na to gotowa?
     - Przepraszam… - odpowiedziałam niemal natychmiast, spuszczając wzrok. Spięłam się i chciałam zsunąć z jego kolan na kanapę, ale mnie złapał zanim to zrobiłam. – Nie wiedziałam…
     - Freya… Nie chcę byś była moją przyjaciółka... Od ciebie oczekuję czegoś więcej. – Te słowa odbiły się echem w mojej głowie i jeszcze bardziej przyspieszyły uderzenia mojego serca. Wzięłam głęboki oddech i go wstrzymałam.
     - Nie mam ci nic do zaoferowania… Dlaczego więc akurat ja? Możesz mieć każdą. W wielu przypadkach otrzymałbyś duży posag, a ode mnie nic nie dostaniesz, nie mam ci czego dać – nie podnosiłam spojrzenia.
     - Nie liczy się dla mnie status czy majątek. Gardzę szlachcicami... – złapał mnie za rękę. - Nie potrzebuje majątku czy sławy Freya... potrzebuje kogoś, kto mnie pokocha.
     - Ale jak ty to sobie wyobrażasz? Jeśli ci się uda zostać królem, a daj Boże, żeby ci się udało, wzrok każdej osoby skieruje się na ciebie. Jak wtedy będzie wyglądała u twojego boku zwykła wieśniaczka? Jak zyskasz sympatię swojego ludu? Jak nakłonisz ich, żeby cię słuchali?
     - Zanim cię nie poznałem, nawet nie miałem zamiaru brać udziału w tym głupim turnieju. Uważałem to za stratę czasu, ale to się zmieniło dzięki tobie. - pocałował mnie w wierzch dłoni. - Mam pewien sekret Freya, ale nie mogę ci go teraz wyjawić. Zrobię to, kiedy po ciebie wrócę.
     - Kaiser… - spojrzałam mu w oczy i westchnęłam zrezygnowana. – Bycie królem to odpowiedzialność za całe państwo. Nie utrzymasz tronu długo, jeśli nie zyskasz sympatii szlachciców. Sympatia biednego ludu nic ci nie da. Kto zasila szeregi armii królewskiej? Synowie ze szlacheckich rodów czy wieśniacy? Kto może zaoferować zapełnienie skarbca królewskiego, żeby król zadbał o potrzeby swojego ludu? Rody szlacheckie czy wieśniacy? I wreszcie… Kto lepiej się prezentuje u boku króla? Dama ze szlacheckiego rodu czy zwykła wieśniaczka? Pieniądze, sojusze… To powinno mieć dominujące znaczenie dla króla. Ja ci tego nie zagwarantuję.
     - Dlaczego tak bardzo próbujesz odepchnąć mnie od siebie?
     - Nie chcę cię odepchnąć. Chcę, żebyś był świadom konsekwencji decyzji, którą chcesz podjąć i pomimo tego ją podjął. Nie chcę, żebyś przegapił taką szansę.
     - Wybrałem ciebie, Freya. Świadomie. Więc nie musisz się o mnie martwić - przyparł mnie do kanapy i pocałował. Jego słowa były jak miód dla uszu. To, co powiedział… Czułam się tak, jakbym dostała największy skarb na świecie i nie chciałam go teraz wypuszczać z rąk. Odwzajemniłam pocałunek, zaciskając palce na dłoni Kaisera, którą mnie trzymał.
     - Mamy pewien problem… - odezwałam się, przerywając pocałunek. – Nie jestem w stanie spełnić twojej prośby. Zawsze będę się o ciebie martwić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#114PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Wto Wrz 12, 2017 11:09 pm



       Przez chwilę zabrakło mi oddechu. Nigdy bym nie pomyślał, że Freya, aż tak bardzo jest mną zauroczona. Sposób w jaki to powiedziała sprawił, że moje serce zaczęło bić szybciej. Ona faktycznie może być tą jedną jedyną, na którą czekałem i szczerze miałem wielkie nadzieje, że tak właśnie jest.
       Długo nie czekałem przed rzuceniem się na nią. Przycisnąłem ją mocno do oparcia kanapy namiętnie całując. Pierwszy raz, od szesnastu lat poczułem się naprawdę szczęśliwy, a musiałem oddać te szczęście przez własną głupotę i pochopną decyzje.
       Trwaliśmy tak dobre kilka minut, powoli zaczynało brakował mi oddechu, ale nie potrafiłem się od niej oderwać. Freya była moja i nie chciałem jej nikomu oddawać, nawet rodzicom. Wiedziałem jednak, że jeśli zmienię teraz zdanie, to może mnie to dużo kosztować. To ją skrzywdzi, a wtedy jej uczucia mogą zniknąć i chyba tego obawiałem się najbardziej. Nie chciałem zostać sam, chciałem aby ktoś na mnie czekał. Przytuliłem więc mocno moją Freye i runęliśmy tak na kanapę.  
       - Jeśli nie przestaniesz mówić mi takich rzeczy, to nie wypuszczę cię już nigdy ze swoich ramion.
       - Więc powinnam je mówić częściej. – na jej twarzy zagościł uśmiech, który szybko odwzajemniłem. Ona naprawdę była cholernie urocza, nie dość że z wizualnie idealnie wpasowywała się w mój gust to do tego pięknie się uśmiechała.
       Podniosłem się do siadu nie mogąc przestać wpatrywać się w blondynkę, pomogłem jej wstać podając dłoń, a następnie postanowiłem zrobić coś, czego nigdy dla nikogo nie miałem zrobić. Odpiąłem medalion, który dzień w dzień widniał na mojej szyi i włożyłem go w dłoń dziewczyny
       - Chcę, żebyś go dla mnie przechowała. – nie wiedziałem, czy zrozumie przesłanie kryjące się za tym gestem, ale miałem nadzieje, że go przyjmie. Mój najcenniejszy skarb. Wszystko co miałem.
Freya spojrzała na mnie wielkimi oczami.
       - Przez cały czas, jaki z tobą spędziłam ani razu się z tym nie rozstałeś. Nie mogę tego wziąć, to dla ciebie ważne. – fakt pamiętania, że dzień w dzień miałem go na sobie sprawił, że moje serce zabiło jeszcze szybciej niż wcześniej. Nawet nie zdałem sobie sprawy, że byłem bacznie przez nią obserwowany.
       - Weź go Freya. – zacisnąłem jej palce na wisiorku. – Jeśli kiedykolwiek poczujesz się samotna czy zagubiona, ten mały medalion przypomni ci o mnie. Chcę żebyś wzięła moje słowa na poważnie.  – uśmiechnąłem się. – Wrócę po ciebie i wtedy mi go oddasz. – łza spłynęła po jej policzku. Chyba w końcu zrozumiała, co chciałem powiedzieć.
       - Będę niego dbać. – powiedziała mocniej zaciskając na nim palce.
       - Wiem, że będziesz. – wyszeptałem mocno ją obejmując. – Nie zapomnij o mnie.
       - Nawet jakbym chciała, nie zrobiłabym tego. – złapałem za podbródek unosząc go do góry. Chciałem spojrzeć w jej piękne oczy i po raz ostatni zatopiłem się w jej wargach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#115PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pią Wrz 15, 2017 6:49 pm


     Im bliżej mojej wioski byliśmy tym bardziej żałowałam podjętej decyzji. Wiedziałam, że była błędem, ale nie mogłam zostawić moich rodziców samych sobie. Potrzebowali mnie. Potrzebowali mojej pomocy, ale ja miałam wrażenie, że potrzebowałam Kaisera. Nigdy o sobie nie myślałam, ale może był czas to zmienić? Tylko czy warto?
     Dotarliśmy na obrzeża wioski i dorożka się zatrzymała. Vincent poinformował o dotarciu do celu naszej podróży, a ja posłusznie wyszłam na zewnątrz. Kai wyciągnął skrzynie i walizki, które mi zapakował i podszedł do mnie. Postawił wszystko pod moimi stopami i westchnął.
     - Dalej odprowadzi cię Vincent – byłam zaskoczona tym, co usłyszałam i nie ukrywałam tego w żaden sposób. Przez chwilę milczałam, próbując zrozumieć, co się działo, ale nie potrafiłam.
     - Ty nie idziesz? – zapytałam, spoglądając na mężczyznę. Naprawdę liczyłam jeszcze na te kilka minut obok niego, które może lepiej by mnie przygotowały do rozstania.
     - Zostanę tutaj. Nie chcę robić niepotrzebnego szumu.
     - Ow… rozumiem… - wcale nie rozumiałam, ale nie chciałam go do niczego zmuszać. Musiał mieć jakiś powód tego zachowania. Spuściłam tylko smutna wzrok i sięgnęłam po jedną  walizek, stojących pod moimi nogami.
     - Do zobaczenia – odwrócił się i ruszył w stronę pojazdu.
     - Na pewno nie idziesz? – jeszcze łapałam się ostatniej iskierki nadziei. Kiedy się zatrzymał myślałam, że może zmienił zdanie, ale na mnie nie spojrzał.
     - Po co mam ci towarzyszyć skoro nic dobrego z tego nie wyniknie?
     - Dlaczego tak mówisz? Nie znają cię.
     - Co zamierzasz im powiedzieć? Matko, ojcze, oto mężczyzna, który kupił mnie na targu niewolników, żebym zapewniła mu rozrywkę? – spojrzał na mnie z lekkim wyrzutem.
     - Nie wierzę, że w ogóle o tym pomyślałeś. Powiedziałabym, że mnie uratowałeś.
     - Freya… - westchnął. - Nie będę w stanie spojrzeć im w oczy.
     - Nie zrobiłeś mi nic złego. Wręcz mnie przed tym chroniłeś. Kto wie do kogo czy gdzie bym trafiła, gdyby nie ty.
     - Na samym początku nie byłaś do mnie przychylnie nastawiona, wiedząc co robię i kim jestem – spuściłam wzrok zawstydzona. – Myślisz, że twoi rodzice będą inni?
     - Nie będą o tym wiedzieć. Skąd by mieli?
     - Nie masz zamiaru powiedzieć im prawdy? – zapytał zirytowany.
     - Nie muszę kłamać, żeby nie poznali prawdy – mężczyzna ponownie westchnął. Podszedł do mnie i pocałował w czoło.
     - Muszą wiedzieć w czyje ręce wkrótce oddadzą córkę – przytulił mnie mocno. – Zmienię się na lepsze Freya i wtedy nie będą mogli mi niczego zarzucić – uśmiechnął się i pogładził mnie po włosach.
     - Nie chce tego robić… - schowałam się w jego tors, ale niedługo pozwolił mi tak pozostać. Odsunął mnie od siebie i pocałował w usta.
     - To na odwagę – położył mi palec na wargach i puścił oko. – Do zobaczenia… - odprowadziłam go wzrokiem i spojrzałam na Vincenta, który czekał. Nie byłam w stanie powiedzieć niczego, co by pasowało w tym momencie, więc po prostu milczałam.
     - Idziemy? – zapytałam smutno, nie patrząc na kamerdynera.
     - Panicz Kaiser jest bardzo wstydliwy jeśli chodzi o bliższe kontakty, więc proszę mu wybaczyć – westchnęłam zrezygnowana i bez słowa oddaliłam się w odpowiednią stronę, wiedząc że mężczyzna za mną podąży. Nie mówił niczego, czego nie wymagało moje towarzystwo, a i tak bym nie chciała teraz niczego słuchać. Nie byłam w nastroju na rozmowy, kiedy zostawiałam za sobą coś na czym mogłam tylko zyskać. Z własnej woli zrezygnowałam z tych rzeczy i wiedziałam, że będę żałowała.

     Nie umknęło mojej uwadze, że ludzie z wioski przerywali codzienną pracę czy wyglądali przez okna, widząc mnie z powrotem, w towarzystwie starszego mężczyzny i skrzyni pełnej sukni. Nie byłam pewna, czy widzieli, co jest ukryte pod wiekiem, ale na pewno ich to ciekawiło. Nie byli, jednak nachalni i szybko wrócili do pracy, podczas gdy ja dotarłam w końcu do swojego domu. Widziałam moich rodziców za niewielką chatką i zbierających plony zbóż, które w tym roku obrodziły. Mieliśmy własny kawałek ziemi, może niewielki, ale służył nam za źródło dochodu, które wystarczało na wyżycie. Mieliśmy dwie nieduże sypialnie, salon, kuchnię, prowizoryczną łazienkę i spiżarnię. Niekiedy chodziliśmy na grzyby, by potem przerabiać je na przetwory i tam chowaliśmy. Jakoś dawaliśmy radę, chociaż teraz jak spojrzałam na ten budynek miałam wątpliwości, co do tego czy teraz będzie to dla mnie takie proste.
     - Najpierw zanieśmy rzeczy do mojego pokoju – powiedziałam i poprowadziłam Vincenta do siebie, gdzie wskazałam mu miejsce na zostawienie skrzyni. Następnie wyszłam z nim i chociaż chciałam im coś dać na drogę, mężczyzna odmówił i oddalił się, nie chcąc zapewne rozmawiać z moimi rodzicami. Poza tym pewnie spieszył się do domu, a ja nie chciałam go zatrzymywać. Ja natomiast skierowałam się na tyły i rodzice od razu mnie zauważyli. Mama podbiegła pierwszy i mocno przytuliła, płacząc, a zaraz za nią dołączył tata. Objęłam ich równie mocno, chociaż gdzieś w głębi siebie wiedziałam, że to powitanie nie cieszyło mnie tak bardzo jak dotychczas.
     - Musisz nam wszystko opowiedzieć – oznajmiła kobieta, a ja tylko kiwnęłam głową, przecierając oczy i dołączyłam do nich. Niestety, chociaż lubiłam pracować, w tym momencie nie sprawiała mi tyle przyjemności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#116PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Nie Wrz 17, 2017 9:25 pm



        Widziałem smutek w jej oczach. Naprawdę chciała, żebym z nią poszedł i poznał rodziców, ale nie mogłem tego zrobić. Chwytałem się każdej możliwej wymówki, aby nie musieć patrzeć im w oczy. Nie byłem wybawicielem ani tym bardziej rycerzem w białej zbroi. Morderca… tym właśnie byłem.
        Wróciłem do karocy zostawiając Freye w rękach Vincenta. Usiadłem na kanapie i zacząłem walić w oparcie tyłem głowy. Idiota, idiota, idiota! Znowu to zrobiłeś, znowu pozwoliłeś, żeby kobieta, która dużo dla ciebie znaczy odeszła. Pierw pozwoliłeś zabrać Sheene, a teraz dobrowolnie oddałeś Freye. Jesteś idiotą Kaiser… idiotą.
        Co jeśli Freya zmieni swoje nastawienie spotykając mężczyznę lepszego niż ja? Przecież nie dałem jej niczego poza pustymi obietnicami bez pokrycia. Jaką miała pewność, że wrócę? Zostawiłem po sobie jedynie medalion, który tak naprawdę mogła wyrzucić czy sprzedać, gdyby zakochała się w kimś innym. Próbowałem w nią wierzyć, ale im dłużej byłem sam tym więcej niepewności czułem.
        Przerwało mi pukanie do drzwi i otworzyłem je z wielką nadzieją, że zobaczę Freye. Modliłem się, aby zmieniła jednak zdanie i wróciła do mnie, ale tak się nie stało. Vincent skinął głową dając znać, że możemy ruszać. Machnąłem tylko ręka dając mu przyzwolenie. Zamknąłem oczy i zasłoniłem je ramieniem. Skup się na pracy Kaiser… na pracy…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#117PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Sro Wrz 20, 2017 6:58 pm


     Kiedy rodzice krzątali się po kuchni, przygotowując obiad i herbatę, ja podeszłam do okna. Wypatrywałam Kaisera. Liczyłam, że może zmienił zdanie i pobiegł za nami. Liczyłam, że zaraz zobaczę jak zbliża się do mojego domu i powie, że nie ma zamiaru mnie tutaj zostawiać, że nie pozwoli mi odejść. Myliłam się. Nie pojawił się, chociaż patrzyłam w to samo miejsce kilka minut.
     - Wszystko w porządku? – odwróciłam się do mamy, która weszła z kaszą i pokiwałam głową, wiedząc że i tak mi nie uwierzy, jakkolwiek bym nie argumentowała swojego paskudnego nastroju.
     - Tak, tęskniłam za wami – odpowiedziałam, uśmiechając się nieszczerze i siadając z nimi przy stole. Kiedy zaczęliśmy jeść, mój nastrój nieco się poprawił, mimo że nadal nie byłam tak szczęśliwa jak przed porwaniem i poznaniem Kaia. Skąd mogłam wiedzieć czy faktycznie wróci po medalion? Może zmieni zdanie? Albo zapomni o nim. Nie miałam pewności, a chciałam wierzyć jego słowom.
     - Co to za skrzynia w twoim pokoju? – zapytał tata. Nie dało się jej przeoczyć, skoro zajmowała niemal połowę miejsca.
     - Pokażę jak zjemy – i tak zrobiłam. Rodzice nie mogli uwierzyć w to, że dostałam dwadzieścia sukni na pamiątkę, nie dając niczego w zamian. Próbowali mi wybić z głowy sprzedanie ich, ale było ich tyle, że nie mogłabym ich nosić na zmianę, zwłaszcza pracując w polu, a materiały, z których je uszyto były drogie. Mogłam sprzedać tylko część z nich, a i tak zyskam tyle pieniędzy, że mogłabym kupić nam kożuchy na zimę i jakieś niedrogie materiały na szaliki czy czapki. Nie potrzebowałam ich aż tylu, a wokół było wiele młodych kobiet, które skazane były na takie życie aż do śmierci, gdyż nie prezentowały się dobrze i nie zwracały na siebie uwagę młodych, acz bogatych mężczyzn. Pamiętałam, jak niekiedy ciężko mi było wytrwać przy zdrowych zmysłach przez warunki, w jakich żyłam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#118PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Nie Wrz 24, 2017 11:03 pm



        Smutek szybko zastąpiła irytacja, kiedy spotkałem Arthura i dowiedziałem się, że w mieście i jego obrębach nikt nie zna tajemniczego „narzeczonego” Freyi. To jest niemożliwe, aby facet mieszkał w innym regionie. Wioska blondynki znajduje się na kompletnym zadupiu i nikt z daleka nie powinien wiedzieć o jej istnieniu. On musiał tu być. Musiał.
        - Kurwa! – uderzyłem pięścią w kamienną ścianę budynku i natychmiast poczułem jak z kostek sączy się krew. – Nie mógł się zapaść pod ziemie! – nie mogłem panować nad emocjami i po raz kolejny przyłożyłem murowi.
        - Kai, minęła dopiero doba. Daj mi więcej czasu. – westchnął i skrzyżował ramiona. – Moi ludzie kręcą się po mieście zbierając potrzebne informacje. Nie znam regionu Santo,  ale nie jest wykluczone, że to jakaś gruba szycha i ludzie boją się mówić czegokolwiek. – złapał jedną dłonią podbródek, a drugą przytrzymywał łokieć. Wyglądał na głęboko pogrążonego w analizie informacji i wiedzy jaką uzyskał. Nic a nic się nie zmienił. Od dziecka to robił, zawsze się zawieszał szukając najlepszego rozwiązania. Pod tym względem bardzo się różniliśmy, ja wolałem działać, a on myśleć.
        Obserwowałem przyjaciela w milczeniu, mając nadzieję, że znajdzie dobre rozwiązanie naszej sytuacji. Nie mogłem pozwolić, aby Freya znów znalazła się w niebezpieczeństwie. Należała do mnie i tylko do mnie. Nie pozwolę, żeby innym mężczyzna ją posiadł.
        - A jakby tak… - Arthur spojrzał na mnie wyraźnie ożywiony. – Zastawić na niego pułapkę? – uśmiechnął się. Musiał wpaść na dobry plan.
        - Do rzeczy. – odpowiedziałem bez chwili wahania. Nie przeszkadzałoby mi bycie przynętą czy nawet wystawienie się na pośmiewisko. Chciałem dopaść tego drania i wiedziałem, że kiedy to zrobię, własnoręcznie go zabije.
        - Jeżeli w tym mieście jest główna siedziba handlarzy niewolników, to nasze śledztwo jedynie bardziej ich wypłoszy. Dosłownie mogą schować się pod ziemie na czas naszych oględzin. Dlatego powinniśmy uderzyć w źródło i spróbować przejść na ich stronę.
        - Stać się jednym z nich? – dopowiedziałem mechanicznie.
        - Freya została porwana, ponieważ ktoś sprzedał jej lokalizacje. Musimy zrobić to samo. – momentalnie się spiąłem słysząc resztę genialnego planu.
        - Chcesz znowu narazić Freye na niebezpieczeństwo? – zapytałem groźnie, nie spuszczając wzroku z przyjaciela.
        - Nie mamy innego wyjścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#119PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pon Wrz 25, 2017 6:44 pm


     - Skarbie… Musisz nam w końcu powiedzieć, co się z tobą działo – rodzice od wczoraj próbowali wyciągnąć ze mnie te informacje, a ja nie chciałam ich zdradzać. No bo co miałam powiedzieć, żeby ich nie zmartwić czy nie zranić? Wiedziałam, że na siebie będą zwalać winę za to, co mi się przytrafiło, ale nie mogłam ich okłamać. Nigdy nie potrafiłam tego zrobić. A oni nie odpuszczą.
     - Trafiłam na targ niewolników… - westchnęłam zrezygnowana, nie patrząc im w twarz. Słyszałam jak mama łapie powietrze, a tata zaciska dłonie w pięści. – Kiedy szłam po zioła ktoś mnie napadł. Dostałam w głowę, a obudziłam się już w trakcie drogi.
     - Czy coś ci zrobili? – przestraszyłam się ostrego tonu mojego ojca. Nigdy go nie słyszałam, to była dla mnie nowość.
     - Słucham? – zapytałam zaskoczona, nie wierząc w to, że mówił tak zimno.
     - Zadałem ci proste pytanie. Freya, czy coś ci zrobili?
     - Nie – odparłam odruchowo, a mój ojciec się rozluźnił. Przynajmniej do pewnego stopnia.
     - Tak mi przykro… - mama płakała, a ja spojrzałam na nią i się uśmiechnęłam.
     - Tylko na początku było źle. Sprzedali mnie… No w życiu bym nie powiedziała, że jestem tyle warta. Starczyłoby nam do końca życia i nie musielibyśmy tak bardzo pracować.
     - Freya – mama była wyraźnie zniesmaczona tym, co ode mnie usłyszała.
     - Mamo, lepiej trafić nie mogłam. Kai… - mimowolnie się uśmiechnęłam na myśl o nim. – Był miły, traktował mnie jak damę.
     - Mogę się założyć, że miał w tym swój cel – warknął mój tata.
     - Te suknie to od niego, on mi je dał. Wystarczyło, że go o to poprosiłam, a kilka dni później jechaliśmy do mojego domu.
     - Miałaś tam dobrze? – zapytała kobieta.
     - Lepiej niż się spodziewałam.
     - Więc dlaczego wróciłaś?
     - Słucham?
     - Jedyne, czego dla ciebie chcieliśmy z twoim ojcem to o wiele lepszych warunków życia. Nie mogliśmy ci dać wszystkiego, czego chcieliśmy. Pracowaliśmy więcej, żebyś nie miała źle, ale spójrzmy prawdzie w oczy, to są tragiczne warunki życia. To nasz dom, ale tu się koszmarnie żyje. Powinnaś była tam zostać.
     - Wróci po mnie – uśmiechnęłam się, łapiąc medalion, który miałam na szyi.
     - Freya… - wiedziałam, co moja mama chciała powiedzieć, ale nie pozwoliłam jej na to. Nawet nie chciałam tak myśleć.
     - Obiecał mi – dodałam i odniosłam kubek po herbacie do kuchni. Następnie wybrałam kilka sukni z tych, które mi zapakował i pojechałam z rodzicami na targ, żeby je sprzedać. Materiały, z których były zrobione, były drogie. Wiedziałam, że dostanę za to więcej niż chciałam i nie mogłam tego przepuścić. Mogłam dzięki temu kupić nam ubrania na zimę. Zawsze marzliśmy, a teraz mogliśmy tego uniknąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#120PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Wto Wrz 26, 2017 11:59 pm



      Arthur jęknął kiedy uderzyłem nim o ścianę. Nie mogłem uwierzyć, że poważnie myślał o użyciu Freyi jako przynęty. Czy on oszalał? Co jeśli jego genialny plan nie wypali i blondynka znowu zostanie porwana? Przecież to było zbyt niebezpieczne. Co jeżeli skończy się jak z Sheeną…?
       - Kai… - Arthur uśmiechnął się próbując załagodzić sytuacje. – Nie popełnię drugi raz tego samego błędu. Daj mi drugą szansę. – patrzyłem na przyjaciela oceniającym wzrokiem. Nigdy nie wątpiłem w jego umiejętności oceniania sytuacji i spryt jakim się wykazywał, ale powoli zaczynałem tracić zaufanie co do jego intencji. Chciałem wierzyć, że robi to ze względu na naszą przyjaźń, ale nie byłem głupi. Arthur jest cwany, bardzo cwany.
       - Streść ten genialny plan. – powiedziałem ze słyszalnym zwątpieniem w głosie, odsuwając się od przyjaciela, który jedynie odetchnął z ulgą w ogóle nie przejmując się moim wcześniejszym tonem.
       - Zrobimy to tak jak lubisz. – uśmiechnął się unosząc brwi do góry, skrzyżował ręce na ramionach jakby rzucał mi wyzwanie. Nie mogłem tego zignorować więc odpowiedziałem mu tym samym.
       - Zamieniam się w słuch.


***


       Po usłyszeniu planu, nie mogłem powstrzymać się przed szerokim uśmiechem. Arthur zdecydowanie wiedział jak mnie podejść i zachęcić do wykonania jego pomysłów. Chłopak miał nie równo pod sufitem sądząc, że to „dobry” plan, ale na pewno skuteczny.
       - To miejsce, aż robi się od zbirów. – stwierdził, schodząc do podziemnego baru. Sam czasami nie mogłem uwierzyć, że Arthur jest szlachcicem, bo ilość skorumpowanych miejsc i znajomości jakie posiadał były zdumiewające. – Handel nielegalnym towarem, nie tylko ludzkim to tutaj chleb powszedni. To jedyne miejsce, w którym możemy uzyskać jakiekolwiek informacje. Oczywiście nie za darmo. – uśmiechnął się otwierając drzwi do środka. – Niezła gromadka. – skomentował widząc zapite twarze kupców i handlarzy. – Spróbuj nie zwracać na siebie zbytniej uwagi. – pouczył podchodząc do baru. Usiadłem przy jednym z wolnych stolików przysłuchując się rozmowie kilku mężczyzn.
       - Chciała mi zapłacić, abym bezpiecznie eskortował ją przez las, a ja jej na to, żeby pierw wyskakiwała z ciuchów. – jeden z nich zaśmiał się lubieżnie. – Zaliczka musi być. – cała gromadka zaczęła się śmiać.
       - Ciasna była? – zapytał drugi, na co opowiadający zagwizdał.
       - Jeszcze jak! Prawie jak dziewica. – zarżał jak koń.
       - Nawet o tym nie myśl. – zagroził Arthur, przysiadający się do stolika. Postawił przede mną i przed sobą kufel piwa rozglądając się po bywalcach baru.
       - Po szybkim numerku zabrałem cały hajs jaki miała przy sobie i zmyłem się zostawiając ją samą w środku lasu. Teraz żałuje, że nie zabrałem jej dla szefa. Mogła być trochę warta. – cała trójka głośno się zaśmiała.
       - Okradanie ludzi z dorobku życia, żeby mieć czym zapić mordę. Jak miło z waszej strony. – skomentowałem biorąc długi łyk piwa. Arthur westchnął ze zrezygnowaniem zasłaniając swoją twarz, a następnie rozmasowując skronie.
       - Dobry. – powiedział ten od historii, siadając naprzeciwko mnie przy stoliku. – Panie rycerzyku. – mój towarzysz wstał, zabierając ze sobą swój kufel i usiadł przy barze. Najwyraźniej „nie rzucaj się w oczy” nie było moją mocną stroną. – Spróbuj powtórzyć mi to prosto w twarz. – nasze twarze dzieliło teraz może dziesięć centymetrów. Czułem jego nieświeży oddech.
       - Wszyscy troglodyci jesteście tacy sami, zero mózgu, tylko mięśnie. – odpowiedziałem z uśmiechem na twarzy. Mężczyzna wyraźnie się wkurwił. – Mógłbyś się odsunąć? Nie interesują mnie faceci. – zażartowałem.
       - Ty sukinsynu! – zerwał się z miejsca próbując złapać mnie za koszule. Uniknąłem ataku rzucając w niego kufel z piwem, który rozbił się z echem na jego pustej głowie. Nie wyglądał na zadowolonego, bo od razu podniósł cały stół i wywrócił go do góry nogami. Próbował uderzyć mnie z pięści, ale bez problemu zdołałem go odepchnąć krzesłem, na którym siedziałem. Uderzył o ścianę i wtedy dwóch jego towarzyszy spróbowało swojego szczęścia. Nie miałem trudności z odparowywaniem ich ataków, byli pijani, co działało na moją korzyść. Jednego z nich uderzyłem pięścią w twarz, a drugiego kopnąłem w brzuch sprawiając, że oboje wraz ze swoim „liderem” leżeli na podłodze baru.
       Więcej osób zainteresowało się naszą małą bójką, bo zaczęło biec w moją stronę kolejnych kilku śmiałków.
       - No dalej! - Podwinąłem rękawy, gotowy do kolejnego starcia. Arthur siedział zrezygnowany przy barze pijąc swój trunek. Wyglądał na niezruszonego tym, że jego przyjaciel właśnie obija mordy naszych potencjalnych informatorów. Miałem to jednak gdzieś. – Może się przyłączysz? – rzuciłem do przyjaciela kiedy kilka butelek z winem rozbiło się przy barze.
       - Zacząłeś bójkę więc teraz radź sobie sam. – odpowiedział jak obrażona dziewczynka i w tym samym czasie jeden ze zbirów przywalił mu w twarz. Parsknąłem śmiechem przeskakując przez plecy faceta, którego właśnie kopnąłem w brzuch.
       - Księciulku przestań udawać, że to nie twoja sprawa!? – krzyknął mężczyzna, który przed chwilą go zdzielił. Wiedziałem co się zaraz stanie. Znałem Arthura, aż zbyt dobrze.
       - Mówiłem, że nic mi do tego! – zerwał się ze miejsca i oddał prawym sierpowym gościowi, który rozciął jego wargę. Podciągnął rękawy i wkurzonym krokiem rzucił się w stronę moich napastników. Uderzył kolesia, który zamachnął się na mnie.
       - A ty coś za jeden!? – krzyknął z bólu. Gdyby złość mogła mieć fizyczną formę, to na pewno teraz para wylatywałaby z nosa mojego przyjaciela. Arthur szedł powoli do momentu wyminięcia mnie , po czym pobiegł w środek bójki.
       - Hej! – krzyknąłem za nim, ale nie słuchał. Zaczął okładać ich wszystkich mocniej niż ja wcześniej, co bardzo spowodowało szeroki uśmiech na mojej twarzy. Dołączyłem do niego i wspólnie spuściliśmy łomot całej bandzie.
       - Wystarczy! – donośny basowy głos dobiegł nas z głębi baru. Wszyscy mężczyźni biorący udział w bójce nagle się speszyli i wycofali. Z cienia wyłonił się olbrzym o ciemnej skórze i groźnej posturze. Zbliżył się do mnie i zmierzył spojrzeniem. Nie spuszczałem z niego wzroku będąc gotowy do ataku. Ten widząc to jedynie uśmiechnął się szeroko.
       - Masz jaja kolego. – odezwał się zadowolony i pokiwał głową z aprobatą. – Jest zupełnie taki, jak go przedstawiłeś Arthurze. – nie mogłem ukryć zdziwienia, więc natychmiast spojrzałem na blondyna, który właśnie strzepywał brud ze swojej marynarki, szukając wyjaśnień.
       - Kai poznaj Francisa, naszego informatora.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#121PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Sro Wrz 27, 2017 7:18 pm


     Wizyta na targu była czymś znajomym, co kiedyś sprawiało mi wiele przyjemności, ale nie tym razem. Byłam spięta. Obawiałam się nadejścia wrogów ze strony, z której się tego nie spodziewałam. Wróciłam do domu, ale wcale nie chciałam powtarzać historii sprzed poznania Kaisera. Nie chciałam ponownie trafiać na targ niewolników. Do tej pory pamiętałam jak to wyglądało, a na moich nadgarstkach nadal pozostawały ślady po tych więzach. Mimowolnie przejechałam po nich palcami i skrzywiłam się, bo poczułam ten ból.
     - Freya! – poczułam jak ktoś mnie obejmuje i dopiero po chwili zorientowałam się, że to zapewne była Sophia. Znałyśmy się od dziecka, mogłam śmiało nazwać ją przyjaciółką. Zapewne moi rodzice jej powiedzieli o moim zaginięciu i zamartwiała się na śmierć. Taki typ. – Wszystko w porządku? Jesteś cała? Nic ci się nie stało? Chcesz się wypłakać albo wygadać komuś? – uśmiechnęłam się do niej i odsunęłam, żeby móc z nią porozmawiać. Tak mocno mnie trzymała, że ledwo oddychałam.
     - Wszystko ze mną w porządku, ale jest coś, co powinnam ci powiedzieć – odpowiedziałam odruchowo łapiąc się za medalion. Jej wzrok automatycznie padł na tę biżuterię.
     - Skąd masz taką suknię? I ten medalion! Ścięłaś włosy! Mój boże, jak ty pięknie wyglądasz! – pisnęła zachwycona. – Idziemy się przejść, mam chwilę – pociągnęła mnie za sobą, a ja podążyłam za nią bez oporów. Nie mówiłam jej nic o targu niewolników, bo nie mogłam o tym mówić publicznie, ale opowiedziałam jej o Kaiu. Była… zasmucona, jakby się obawiała, że się zawiodę. Moja mama miała tę samą minę. Wątpiły w to, że Kaiser wróci, ale ja wiedziałam, że mnie nie oszukał, i że to zrobi. Miałam zamiar czekać, tak jak do tej pory czekałam na mężczyznę, w którym się zakocham, odmawiając każdemu, kto proponował mi małżeństwo. Nie miałam zamiaru zostać żoną kogokolwiek, kto miał pieniądze, chociaż rodzice próbowali mnie do tego namówić. Zawsze wierzyłam w to, że czeka mnie coś więcej od udawanego szczęścia i monotonii.
     - Jesteś pewna, że to ma sens? I, że tego chcesz? On jest tego wart? – zapytała Sophia, kiedy usiadłyśmy na jednej z kłód drzewa w publicznym miejscu. To była moja prośba. Nie chciałam się chować w cieniu. Tutaj nas widziano i jeśli ktoś spróbuje nas porwać, będzie miał problem, bo wiejscy mężczyźni mu na to nie pozwolą. Biedni ludzie trzymali się razem, nie licząc wyjątków, którym zbyt zależało na pieniądzach.
     - Tak – odpowiedziałam bez wahania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#122PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Czw Wrz 28, 2017 11:58 pm




       - Niezły bajzel. – Francis skomentował wygląd baru po naszej małej sprzeczce i usiadł przy niezniszczonym stoliku w ciemnym rogu baru. Najwyraźniej jemu również zależało na dyskretności pomimo postrachu jaki budził. – Macie szczęście, że szef rano wyjechał, bo inaczej nie rozmawialibyśmy tak miło. – roześmiał się wesoło. W ogóle nie przejmował się nami, a przecież doskonale wiedział, że jesteśmy szlachcicami i wystarczy jedno nasze słowo, aby ich skromna banda siedziała za kratami.
       - Francis, szukamy pewnego mężczyzny. Wysoki, blond włosy, jasne oczy, blizna na przedramieniu, wygląda na czarującego i godnego zaufania. – nie wiedziałem skąd Arthurowi wzięły się ostatnie dwa określenia i nie spodobało mi się to, bo te cechy złudnie przypominały mi jego. – Najprawdopodobniej zajmuje się handlem niewolników, albo poszukuje potencjalnych ofiar. – ciemnoskóry mężczyzna zmarszczył brwi.
       - Znam osobę pasującą do tego opisu Arthurze, ale to nie będzie tania informacja. – potarł palcami brodę jako znak, że jest łasy na pieniądze, zresztą jak każdy z obecnych w barze.
       - Skąd mamy wiedzieć, że twoje rzekome informacje są prawdziwe? – zapytałem kładąc ramie na oparcie krzesła. Założyłem jedną nogę na drugą spoglądając prowokująco na naszego rozmówce. – Nie mamy pewności, że osoba, której szukamy jest tą, do której nas skierujesz, o ile w ogóle skierujesz. – olbrzym uśmiechnął się.
       - Podobasz mi się młody. – pokiwał głową z aprobatą. – Chętnie bym cię zatrudnił, gdybyś nie był jednym z psów króla. – tym razem to ja zmarszczyłem brwi na ten komentarz. Arthur powiedział mu kim jestem? Czy może byłem bardziej obserwowany niż mi się to wydawało?
       - Nie interesuje mnie praca dla takich szumowin jak wy. – odpowiedziałem z pogardliwym uśmiechem, na co Francis jedynie się zaśmiał. Nie ufałem mu i nie rozumiałem jak Arthur mógł to robić. – Do rzeczy.
       - Facet, którego szukacie nazywa się Dezel. Prawdziwy książę z bajki, na widok którego panny robią się mokre. Czarujący, przystojny koleś i obślizgły jak wąż. Słyszałem, że uwodzi kobiety, a następnie porywa je i sprzedaje na targ niewolników. Ostatnio podobno zgarnął niezła sumkę za pewną piękną blondyneczkę, dziewicę z dużymi cycami. Sam bym chętnie taką zerżnął. – zaśmiał się, oblizując wargi, a Arthur jedynie spojrzał na mnie błagając, żebym nie interweniował.
       - To mężczyzna, którego szukamy. – odpowiedział spokojnie. – Gdzie teraz jest i dlaczego nikt w mieście go nie zna? – Francis uśmiechnął się na znak, że za kolejne informacje należy zapłacić.
       - Równo za dwanaście dni, na trasie pomiędzy regionem Vangarf i Santo odbędzie się przewóz ogromnej ilości wina. Można się nieźle wzbogacić. – blondyn uśmiechnął się dwuznacznie, a ja spojrzałem na niego z niedowierzaniem. Obraz lojalnego i rycerskiego Arthura gdzieś znikł, ustępując miejsce cwanemu biznesmenowi, gotowego zrobić wszystko byłoby osiągnąć swój cel.
       - Za to cię właśnie lubię księżuniu. Nie pieprzysz się z robotą. – pokiwał głową z aprobatą. – Dezel nie jest stąd. Ma swoich ludzi nawet ustawionych na wysokich pozycjach społecznych. – uśmiechnął się dwuznacznie do Arthura, mając na myśli szpiega takiego jak on. Z tego co pamiętam nie jest stąd, z regionu Santo, a z okolic.
       - Gdzie jest teraz? – Arthur ponowił wcześniejsze pytanie, a Francis znowu się uśmiechnął. Nie podobała mi się ta rozmowa. Informacje, które nam podał nie były, aż tyle warte. Zmierzyłem go groźnie spojrzeniem, ale to nie pomogło. Marnowaliśmy tutaj czas, każda kolejna informacja będzie coraz droższa, a ja nie miałem zamiaru grać na takich zasadach, dlatego wstałem od stołu i sięgnąłem po miecz przypięty do mojego pasa. Skoro nie chciał gadać to go do tego zmuszę. Blondyn natychmiast zerwał się z miejsca i zagrodził mi przejście.
       - Z drogi. – warknąłem, ale przyjaciel się nie ruszył.
       - Spójrz dookoła Kaiser. Nawet ty nie masz szans w zamkniętej przestrzeni z tyloma przeciwnikami. – zbóje siedzący w barze dobyli broń, czekając na pozwolenie Fracisa, która właśnie pociągnął spory łyk piwa.
       - Pojechał po nią. – odpowiedział uderzając z hukiem kuflem o stół. – Pojechał po twoją dziewczynę, więc radzę ci się spieszyć. – uśmiech nie schodził z jego twarzy. Od początku rozdawał karty i doskonale wiedział po co przyszliśmy. Odegrał przed nami szopkę, żeby pokazać kto tu rządzi i udało mu się. Przechytrzył nas.
       Wybiegłem z baru nie czekając nawet na Arthura i jego decyzje. Freya była w niebezpieczeństwie i czułem to, dlatego nie mogłem zwlekać. Jaki byłem głupi zostawiając ją bez ochrony. Skoro byłem obserwowany, to wszyscy wiedzieli jakie łączą nas relacje. Idiota! Dobiegłem do naszej gospody i bez pytania porwałem jednego z koni.
       - Kaiser! – blondyn krzyknął za mną również dosiadając jednego z wierzchowców i po wydaniu kilku rozkazów, pognał za mną prosto do wioski dziewczyny. Freya…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#123PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pią Wrz 29, 2017 9:46 pm


     W domu Kaisera nie czułam takiej swobody jak tutaj przez całe życie i poniekąd cieszyłam się z powrotu do domu. To był znany dla mnie teren. Wiedziałam, co gdzie znaleźć, jak się zachowywać. Wiedziałam, że byłam na tyle dobrą sąsiadką, że nie posiadałam wrogów. Przynajmniej nie w okolicy mojego domu. A jednak… Nie czułam się tutaj w pełni sobą. Czegoś mi brakowało. A raczej kogoś… Wracając  rodzicami z targu, wyglądałam za okno szukając powodu Kaia. Może jednak się rozmyślił? Może zawrócił i miał zamiar mnie zmusić do mieszkania z nim? Nie musiałby się wysilać…
     - Nie jesteś sobą od powrotu… - minęły zaledwie dwa dni i miałam nadzieję, że moja matka przypisze mój nastrój temu, co przeżyłam. Myliłam się, ona znała mnie zbyt dobrze. Wiedziała, że coś chodziło po mojej głowie, a dokładniej ktoś… Nie potrafiłam wyrzucić jego twarzy ze swojej pamięci i żałowałam, że poprosiłam o powrót do domu. Po co? Tam miałabym lepiej i czułabym się jak w domu. Na pewno Kai by jakoś wsparł moich rodziców, ale wstyd mi było go o to poprosić. To był mój błąd.
     - Wydaje ci się… - odpowiedziałam, licząc na to, że nie będzie ciągnęła tematu. Cały czas sięgałam dłonią do medalionu, upiętego na mojej szyi, sprawdzając czy tam był. Tak czułam, że jest jednak jakaś szansa.
     - Skarbie, znam cię. Widzę, że za nim tęsknisz – uśmiechnęła się smutno, raniłam ją. Nie chciałam, ale raniłam ją tym, że straciła swój wigor, przestałam żyć pełnią życia tak jak robiłam to do tej pory. Kiedy każdy kolejny dzień wydawał mi się prezentem. Teraz były to dla mnie katusze.
     - Przepraszam… - westchnęłam zrezygnowana, puszczając naszyjnik. Mama złapała mnie za dłonie i zmusiła do spojrzenia w oczy.
     - Nie masz za co. Jestem naprawdę szczęśliwa, że znalazłaś mężczyznę, z którym jesteś gotowa żyć. Tylu młodzieńcom odmówiłaś, że się bałam, że nigdy nie poznasz smaku prawdziwego życia – wyjaśniła i objęła mnie. Przytuliłam się do niej, oplatając rękami, ale przerwało nam pukanie w drzwi. Żadne z nas nie spodziewało się gości, dlatego byliśmy zdziwieni. Tata poszedł otworzyć, a chwilę potem do pomieszczenia wszedł Erthes. Gwałtownie zerwałam się z krzesła i chciałam wycofać, ale szybciej on się znalazł przy mnie i mocno objął. Spięłam się przez jego dotyk i odepchnęłam.
     - Nie jesteś mile widziany w tym domu – oznajmił mój ojciec, stając pomiędzy nim, a mną. Obawiałam się, że niewiele to da. Esthes był pewny siebie i to aż oślepiało.
     - Zamartwiałem się na śmierć – rzucił, jakby w ogóle nie słyszał mojego taty. Zrobił krok w moją stronę, ale ja się cofnęłam. – Chcę, żebyś ze mną poszła. Nie zostawię cię tutaj, żeby ktoś znowu cię porwał.
     - Nigdzie z tobą nie idę – rzuciłam stanowczo. Bałam się tego, co mogło mnie spotkać u jego boku.
     - Co takiego?
     - Sprzedałeś mnie. Mieszkałam tutaj całe życie i nikt mnie nigdy nie porwał. Zjawiłeś się ty i nie musiałam długo czekać na wpadnięcie w łapy handlarzy niewolników. Nie zaufam ci po raz kolejny. Wyjdź stąd – chociaż mówiłam pewnie i głos mi nie drżał, w środku się trzęsłam. Nie miałam pojęcia, czego się po nim spodziewać.
     - Nigdy bym cię nie zdradził. Zależy mi na tobie.
     - Raczej na pieniądzach, które za mnie dostaniesz – warknęłam, dając mu do rozumienia, że nie omami mnie już żadnymi miłymi słówkami i komplementami.
     - Freya…
     - Wynocha!
     - Nie robiłbym tego na twoim miejscu – jego ton nagle się zmienił. Zmroził mi krew w żyłach.
     - Wystarczy, że zacznę krzyczeć, a sąsiedzi przylecą nam pomóc…
     - Nie zdążą przed śmiercią twoich rodziców – rzucił ostro, a ja poczułam jak nogi się pode mną uginają.
     - Nie zrobiłbyś tego… - jęknęłam już mniej pewnie. To jedno zdanie wystarczyło, żeby był świadom, że miał mnie w garści.
     - Jesteś pewna? – zapytał, dobywając miecz, wiszący u jego pasa.
     - Nie! – pisnęłam, rzucając się w jego stronę. Zrobił szybki unik i ruszył na moich rodziców. – Nie! Przestań! Pójdę z tobą! Pójdę, tylko nie rób im krzywdy! – głos mi się łamał, a łzy napłynęły do oczu. Wygrał i nic nie mogłam z tym zrobić.
     - Ruszamy natychmiast – rozkazał.
     - Daj mi się chociaż pożegnać – spojrzał na mnie groźnie, a ja wiedziałam, że mi na to nie powoli. Korzystając z chwili, w której łapał mnie za ramię zerwałam medalion ze swojej szyi i rzuciłam rodzicom. Pamiętałam, że wszystko mi zabrali, a nie mogłam stracić naszyjnika Kaisera. Zależało mu na nim, nie rozstawał się z nim, dopóki mi go nie wręczył. - Oddajcie go Kaiowi… - zdążyłam jeszcze powiedzieć, rzucając przedmiot rodzicom, a potem już straciłam ich z oczu. Nie tylko dlatego, że obraz miałam zamazany przez łzy, ale i dlatego, że opuściliśmy dom w kierunku lasu. Na jego brzegu Erthes pchnął mnie przodem na drzewo i związał ręce za plecami, by zaraz potem ciągnąć dalej w głąb.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#124PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Nie Paź 01, 2017 12:27 am


        Jechałem jak oszalały spychając z drogi wiele pojazdów i ludzi. Słyszałem za sobą nieprzyjemne uwagi, ale to nie miało dla mnie znaczenia. Musiałem jak najszybciej dotrzeć do wioski i upewnić się, czy Freya jest bezpieczna. Byłem głupi i naiwny sądząc, że nikt nie będzie na nią polował. Wieści szybko się roznoszą, nie wspominając już o tym, że w wiosce lub okolicach mogła znajdować się osoba, która współpracowała z owym Dezelem. W końcu jakie istniały szanse, aby bogaty mężczyzna z sąsiedniego regionu zapuścił się na takie zadupie i był zainteresowany młodą dziewczyną. To się nie trzymało kupy i na odległość było czuć, że to podstęp. Mogłem winić tylko siebie, że wcześniej o tym nie pomyślałem.
        Kiedy wjechałem do wioski od razu zauważyłem konia stojącego przed domem Freyi, co uznałem za bardzo zły znak. Wcześniej, w trakcie powrotu do miasta, Vincent opowiedział mi o wiosce i o tym gdzie mieszka blondynka, dlatego nie miałem problemu z odnalezieniem odpowiedniego domu. Nie trudząc się na dobre maniery po prostu zeskoczyłem z konia i wparowałem przez drzwi do środka.
        Serce zabiło mi szybciej, kiedy moim oczom ukazała się płacząca kobieta w objęciach mężczyzny. Rodzice dziewczyny…
        - Gdzie jest Freya?! – zapytałem nie siląc się na delikatny ton. Matka próbowała coś powiedzieć, ale łkała tak mocno, że nic nie dało się zrozumieć.
        - Porwał ją i zaciągnął w stronę lasu. – ojciec odparł bez wahania patrząc na mnie takim wzrokiem jakbym to ja był tym, który zabrał jego córkę.
        - Kaiser! – Arthur wparował do środka, ale po chwili się wycofał widząc płaczących rodziców. – Moi ludzie zaraz powinni tu być. Kazałem otoczyć wioskę i las z każdej strony. Znajdziemy ją. – położył mi dłoń na ramieniu, którą natychmiast zrzuciłem.
        - Zajmij się nimi. – rzuciłem zimno wychodząc na zewnątrz. Blondyn znowu mnie zatrzymał, na co zareagowałem bardzo agresywnie. Przyparłem go do muru owijając palce wokół szyi. – Tobą zajmę się później. – zacisnąłem uścisk, ale po chwili go rozluźniłem puszczając mężczyznę.
        Pobiegłem w stronę lasu szukając pod drodze jakiś poszlak, które naprowadziłyby mnie na ślad Freyi. Długo nie musiałem szukać widząc skrawek sukienki zaczepiony na gałęzi. Ruszyłem w tamtym kierunku modląc się o znalezienie dziewczyny.
        - Freya! – krzyknąłem czując, że kręcę się w kółko. Nie miałem zielonego pojęcia gdzie jestem i dobijało mnie to. Freya jest gdzieś w tym lesie, a ja nie potrafiłem jej znaleźć. Obiecałem, że po nią wrócę, że nic jej nie będzie, a tak naprawdę nie potrafiłem jej ochronić. Zwiodłem ją, a jeszcze bardziej siebie.
        Oparłem się o jedno drzewo próbując złapać powietrze.
        - Cholera! – uderzyłem pięścią w pień głośno dysząc. – Freya! – krzyknąłem po raz kolejny nie dostając odzewu. Freya błagam odezwij się… Nie chcę cię stracić… Nie poradzę sobie kolejny raz…
        - Kai!! – usłyszałem z oddali głos Freyi. Zerwałem się na równe nogi pędząc w stronę źródła dźwięku. Nie minęła chwila, zanim z daleka zauważyłem dziewczynę i ciągnącego ją mężczyznę. Pobiegłem w ich kierunku i ogarnęła mnie wściekłość, kiedy spostrzegłem, że sukienka na biuście dziewczyny jest rozdarta, a jej sutki sterczą zapewne przez dotyk tego faceta. Chciałem go zabić i pewnie bym to zrobił gdyby nie przyłożył dziewczynie noża do szyi jak kompletny tchórz.
        - Nie zabijesz jej. – odpowiedziałem pewnie. – Wiesz, że gdy to zrobisz, ty również zdechniesz i to w męczarniach. – zrobiłem krok w ich stronę. – Oddaj mi ją.
        - Nie. – wolną dłonią złapał jej cycek i zaczął się nim bawić. – Nie pozwolę, aby takie ciałko się zmarnowało. Ostatnio dostałem za nią sporą sumkę. – zaśmiał się uderzają palcami w jej sutek. – Poza tym… - spojrzał na mnie złośliwie. – Freyi podoba się to co robię, prawda? – ponowił swoje działanie, na co zerwałem się z miejsca i ruszyłem w jego kierunku.
        Kiedy byłem już dostatecznie blisko popchnął na mnie blondynkę i zaatakował z prawej strony, przecinając tym samym moją skórę. Ogarnął mnie ogromny ból, bo nacięcie było całkiem głębokie i precyzyjne. Ledwo zdołałem odsunąć Freye i już zaatakował po raz kolejny, tym razem rozcinając moje ramię. Następny atak udało mi się zablokować, ale szybko zostałem kopnięty w brzuch i uderzyłem plecami w pień drzewa. Miał przewagę i to sporą, w dodatku był w miarę sprawy fizycznie i wiedział co robi. Widział i wykorzystywał moje słabe punkty, doskonale zdawał sobie sprawę,  że zrobię wszystko, żeby ochronić dziewczynę. Spojrzałem w zapłakane i przerażone oczy Freyi, która musiała zauważyć, że znowu zostałem zraniony ratując ją. Miałem jedynie nadzieje, że nie obwinia się o to, bo jedynym winnym byłem ja.
        - Co jest rycerzyku? Nie jesteś już taki mocny w gębie, co? – uniknąłem kolejnego natarcie i przystąpiłem do ofensywy. Tym razem to ją podjąłem atak, ale niestety odparował każdy mój cios. Na pewno był szlachcicem i ćwiczył  fechtunek, wszakże to miało i swoje minusy. Arystokracka duma zgubiła już wielu i miałem nadzieje, że jego również. Przed kolejnym uderzeniem schyliłem się, aby zerwać z ziemi trochę mchu i rzucić mu go prosto w oczy, nie działał co prawda skutecznie jak piasek, niemniej jednak spełnił swoją role. Dezel zrobił się cały czerwony, tracąc swoją opanowaną postawę. Dzięki temu zdołałem kopnąć go w brzuch i wywrócić na ziemie. Chciałem go wykończyć, wbijając ostrze w jego ciało, ale zdążyć przeturlać się na bok powodując tym samy, że mój miecz utknął w ziemi. Nie był mi długo dłużny i po chwili to ja leżałem na podłożu widząc błysk jego ostrza nad sobą. Nie zdążyłem wcześniej wyjąc swojej broni z ziemi i to dawało mu poczucie przewagi, dlatego bez wahania stworzył otwarcie, z którego mogłem skorzystać, wbijając mu sztylet prosto w serce.
        Bezwładne ciało arystokraty upadło na mnie, więc natychmiast je zrzuciłem. Podniosłem się do siadu głośno oddychając, czując jak adrenalina powoli się ulatnia. Mało brakowało… gdyby Arthur nie upierał się, że zawsze mam nosić przy sobie sztylet to wąchałbym kwiatki od spodu.
        - Freya… - wstałem i rozciąłem węzy na jej plecach. Byłem cały we krwi, ale nie mogłem się powstrzymać przed przytuleniem dziewczyny. – Nie płacz, jestem tu dla ciebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#125PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Nie Paź 01, 2017 8:24 pm


     Z całej siły starałam się odepchnąć od siebie obraz rzeczywistości. Za każdym razem, kiedy byłam temu bliska, Erthes przywracał mi świadomość swoim łapczywym dotykiem. Próbowałam nie reagować na jego dłonie błądzące po moich cyckach, ale nie mogłam. To było zbyt intymne, zbyt wrażliwe miejsce, żeby drażnienie go było mi obojętne. Czułam się z tym paskudnie, jakbym była łatwa, podatna na przyjemność, nawet jeśli sprawiał mi ją skurwysyn. Po moich policzkach nieustannie spływały łzy. Nie widziałam gdzie szłam i przez to gałęzie, na które wchodziłam, pozostawiały na moim ciele szramy. Zerwały mi sukienkę i odsłoniły biust. W danym momencie nie marzyłam o niczym innym jak o śmierci.
     - Kai!! – krzyknęłam, czując jak napływa do mnie iskierka nadziei. Na policzku poczułam mocne uderzenie ręki mojego „narzeczonego”, ale to mnie nie obchodziło, bo wiedziałam, że jeszcze tylko chwila. Jeszcze chwila i Kaiser mi pomoże, znowu mnie uratuje. A wtedy już nie pozwolę sobie na tak idiotyczne zachowanie jak powrót do domu. Odrzucę dumę i poproszę go o pomoc dla moich rodziców. Ten dom… On już nie był dla mnie bezpieczny. Nie chciałam żyć w ciągłym strachu. – Kais… - strach mnie sparaliżował, kiedy poczułam ostrze broni przy swojej szyi. Zimna stal sprawiła, że miałam dreszcze i przerażona wpatrywałam się w Kaisera. Potem widziałam tylko poszczególne rzeczy, a serce mi stawało za każdym razem, kiedy widziałam, że Kai jest zagrożony.
     - Kaiser! – krzyknęłam przestraszona, kiedy zobaczyłam, że leży pod moim porywaczem. Serce mi oszalało, kiedy obawiałam się, że przegrał, że nie żyje. Ale wygrał, a kiedy tylko mnie rozwiązał rzuciłam się z płaczem w jego ramiona. – Bałam się… - jęknęłam, chowając twarz w jego torsie. – Bałam się, że znowu tam trafię. Bałam się, że cię więcej nie zobaczę… - drżałam na samą myśl o tym.
     - Nawet nie wiesz w jaką panikę wpadłem, kiedy nie mogłem cię znaleźć. Myślałem, że oszaleje.... Myślałem, że cię straciłem. - nie wypuszczał mnie ze swoich ramion, a ja się nie odsuwałam. Kiedy mnie obejmował czułam się bezpiecznie, a tego teraz potrzebowałam.
     - Przepraszam… - wydukałam. – To był idiotyczny pomysł…
     - Już nigdy więcej cię nie zostawię - odsunął się i spojrzał w moje oczy. - Zostaniesz przy mnie, czy tego chcesz czy nie.
     - Chcę, ale chcę też, żeby moi rodzice mieli lepiej… - głupio mi było zapytać wprost „Kaiser, czy zabierzemy także moich rodziców?”.
     - Zabiorę cię siłą jeśli będę musiał. Nie odpuszczę. - Zacisnął mocniej palce na jej ramionach.
     - Nie będę się opierała, ale chcę, żebyś też pomógł moim rodzicom – poprosiłam.
     - Nie wiem czego ode mnie oczekujesz.
     - To nie jest rozmowa na teraz – odpowiedziałam, spoglądając na jego rany. Były głębokie i mocno krwawił. – Najpierw trzeba się tym zająć. Dotrzesz do mojego domu?
     - O mnie się nie martw. - uśmiechnął się i musnął jej wargi. - Dla ciebie byłbym gotowy znieść gorsze rany.
     - Wolałabym, żeby żadnych już nie było. Chodź – odsunęłam się od niego i lekko pociągnęłam za sobą, żeby poszedł. Zamiast tego złapał mnie mocno za rękę, przyciągnął do siebie i namiętnie pocałował, niemal zwalając z nóg.
     - Będziesz musiała mnie dobrze pilnować - puścił mi oko i objął ramieniem dając się poprowadzić. Zatrzymałam się, jednak, po kilku metrach, zdając sobie sprawę z jednej rzeczy. Nie mogłam iść z nagimi piersiami przez wioskę. Nie chciałam się tak pokazywać.
     - Chwila… - zatrzymałam się, zawróciłam i podeszłam do martwego ciała byłego narzeczonego. Złapałam za rękojeść sztyletu, ale jedną ręką nie mogłam go wyjąć. Musiałam pomóc sobie drugą, ale w końcu wyrwałam to cholerstwo z jego serca. Wytarłam ostrze z krwi o jego własne ubranie i odeszłam kawałek. Następnie ucięłam końcówkę sukni odsłaniając kawałek nóg i owinęłam materiał wokół swojego biustu tak, aby go ukryć. Od razu poczułam się lepiej i mogłam ruszać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




#126PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   

Powrót do góry Go down
 
In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: