IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Czw Cze 22, 2017 9:20 pm






Król Isendaru stracił swojego jedynego syna podczas okrutnej bitwy. Zrozpaczony śmiercią następcy tronu postanowił zorganizować turniej, który wyłoni nowego władcę spośród wybranych kandydatów. Młody szlachcic z zamożnej rodziny postanowił zlekceważyć zaproszenie i powagę sytuacji wyruszając na spotkanie przyszłych władców w towarzystwie swojej niewolnicy. Żądza, pragnienie i pożądanie to zdradliwa mieszanka, ale czy nie równie kusząca?  







Raika -
Rencia - Kaiser





Przestrzegamy regulaminu forum.









IMIĘ Kaiser
PŁEĆ mężczyzna
WIEK dwadzieścia sześć
ORIENTACJA hetero



WZROST 185cm
WAGA dopasowana
SYLWETKA dobrze zbudowana, wysportowana
WŁOSY ciemny brąz
OCZY bursztynowe
ZNAKI SZCZEGÓLNE blizna na plecach





Wkrótce...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Czw Cze 22, 2017 10:45 pm

Źródło




I m i ę || F r e y a
W i e k || 18 lat
U r o d z i n y || 15 m a j a
O r i e n t a c j a || h e t e r o

P ł e ć  || K o b i e t a
W z r o s t || 170 c m
K. O c z u  || G r a n a t o w o  -  F i o l e t o w e
K. W ł o s ó w || B l o n d
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pią Cze 23, 2017 9:41 pm


     - Tylko cycki… - To były pierwsze słowa, które usłyszałam. Więcej nie chciałam i nie mogłam, bo poczułam jak ktoś obmacuje moje cycki. To był impuls, który postawił mnie na nogi. Znaczy, mógłby, ale nie mogłam się ruszyć, bo dwaj mężczyźni mi to uniemożliwiali, zabawiając się nimi… O mój boże, nie…
     - Przestań…cie – mimowolnie jęknęłam, kiedy mocniej zacisnęli palce na moich cyckach. Nogami oparłam się o podłogę i odepchnęłam, starając uciec przed ich rękami. Zamiast wolności, poczułam ból. Coś szarpnęło mnie za nadgarstki, a ja dopiero w tej chwili zauważyłam w jakiej sytuacji się znalazłam. Nie mogłam w to uwierzyć… Nie czułam na sobie swoich ubrań, a ręce miałam spętane nad głową. Wstyd i zażenowanie objęły moje ciało. Strach zapanował nad krwią.
     W naszych stronach nie pojawiali się często. Dlaczego akurat ja trafiłam na handlarzy niewolników? Nie odeszłam daleko, chciałam zebrać zioła dla swojej matki. Co oni teraz zrobią? Kto im będzie pomagać? Przecież będą się martwić, będą mnie szukać. A Erthes? Miałam na niego czekać. Miał nam pomóc. – Nie… Nie… NIE! – krzyknęłam i zaczęłam się szamotać co sił. Histeryzowałam, a łzy spływały po moich policzkach. Uciekałam w bok, bo chociaż nie widziałam wyjścia gdzieś musiało być. Pojazd nie mógł być duży, bo wyraźnie czułam jak mój tyłek obija się o siedzenie, kiedy podskakiwaliśmy na kamieniach rozsypanych po dróżce. – Na po… - Chciałam wołać o ratunek, ale nie mogłam, bo poczułam czyjeś paskudne wargi na swoich. Pocałował mnie! I to było tak zachłanne, tak obrzydliwe, że z trudem powstrzymałam odruch wymiotny. Nie chcąc tego czuć ugryzłam go w język, czego w następnej sekundzie pożałowałam. Głowa mi odskoczyła w bok, kiedy ktoś uderzył mnie z całej siły w policzek. Pulsował okropnym bólem i wiedziałam, że już pojawił się ślad.
     - Na twoim miejscu byłbym grzeczny… - wysyczał mi do ucha i ponownie zacisnął palce na moim cycku, tym razem o wiele mocniej. Jęknęłam i chociaż chciałam, bałam się cokolwiek zrobić. Drżałam na całym ciele, znosząc to, jak mnie macali po biuście i dusząc w sobie to, co chciałam zrobić w tym momencie. Obawiałam się, że na tym nie zakończą, ale co chwila samych siebie upominali „TYLKO CYCKI”. Podsłuchując ich rozmowy czułam swego rodzaju ulgę, że uważali mnie w takiej wersji jako wiele wartą i nie pozwalali sobie przekroczyć pewniej granicy. Na tyle na ile można czuć ulgę, kiedy zostaje się porwanym przez handlarzy niewolników.
     
     - Uważaj, skarbie, proszę. – Mama po raz kolejny wyjaśniła jakie niebezpieczeństwa czyhają na panny na wydaniu w lesie. Powtarzała mi to samo od osiemnastu lat, każdej nocy. Wszystko znałam już na pamięć, ale zawsze się uśmiechałam i kiwałam głową, odpowiadając tak samo.
     - Wiem, będę uważać. Wrócę zanim się obejrzycie… - Pocałowałam ją w policzek, wzięłam koszyk i wyszłam z domu, kierując się w znaną mi stronę. Miałam już sprawdzoną drogę, na której jeszcze nic mi się nie stało. Nic, aż do dzisiejszego popołudnia…
     Kiedy szłam, mijając nieliczne posesje w swojej wiosce, poczułam się nieswojo. Przyspieszyłam, chcąc jak najszybciej uporać się ze zbieraniem roślin i wrócić do domu, ale nie zdołałam nawet dotrzeć na polanę, gdzie rosły. Najpierw usłyszałam tętent kopyt i hurkot kół. Nie odwróciłam się i puściłam biegiem, chcąc uciec przed pojazdem, ale co mogły moje nogi w porównaniu z takim sprzętem? Nie uciekłam daleko. Złapali mnie i od razu pozbawili przytomności, zapewne abym im nie uciekła…


     - Jesteśmy na miejscu – oznajmił nowy głos i boleśnie szarpnął za moje więzy, wyciągając mnie z transportu. Niewiele brakowało, a przewróciłabym się i gdyby mnie nie trzymał, tak by się to skończyło.
     - Zarobimy na tobie setki – dodał drugi z nich, który już znałam i pchnął w plecy, zmuszając do marszu. Nie wydawało mi się, że mówił to do mnie, chociaż tak się wrócił. Bardziej delektował się tym, że wiele zyska na swojej wstrzemięźliwości względem mnie.
     - Dziewica? – Zapytał trzeci mężczyzna, a ja byłam pewna, że pozostali spojrzeli po sobie, a potem na mnie.
     - No odpowiedz panu – zacisnął palce na moim biuście, wyrzucając z gardła niekontrolowany jęk, który tym razem nie był niczym przyjemnym. Zabawiał się moim sutkiem bardzo boleśnie. Wykręcał go, szarpał i milczał, czekając aż odpowiem. Przez chwilę mogłam wytrzymać, ale potem to stało się nie do zniesienia.
     - Tak – nie panowałam nad tym i od razu pożałowałam, że nie walczyłam z chęcią wyjawienia wszystkiego.
     - Idealnie – albo mi się wydawało, albo któryś z nich oblizał się po wargach. Nie widziałam niczego, bo miałam zasłonięte oczy, ale dźwięki łatwo było odczytać. Nigdy tak bardzo nie pragnęłam wrócić do domu i zamknąć się w pokoju aż do przyjazdu Erthesa.
     - Jak masz na imię?
     - Freya.
     - Jeszcze lepiej… Wszystko w tobie woła o pieniądze i uwagę… Sam chętnie bym cię nabył - Był zadowolony, a ja wolałabym umrzeć. Czułam się jak śmieć, którym można było pomiatać bez żadnych konsekwencji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pią Cze 23, 2017 9:49 pm


        Szedłem wzdłuż ścieżki wyznaczonej przez tłum ludzi. Czułem na sobie ich wzrok ale nie dałem im tej satysfakcji. A niech się gapią! Mnie i tak nie przestraszą ich paskudne mordy. Nie wszyscy byli kupcami. Większość przypominała zbirów, którzy zapewne pełnili role ochroniarzy bogatych i rozpieszczonych szlachciców szukających rozrywki. Owi panicze polowali na „niezłe” towary tak samo jak ja, ale w odróżnieniu od nich nie byłem na tyle żałosny, żeby otoczyć się wianuszkiem troglodytów. Patrząc na mnie pewnie myśleli sobie „głupiec”, „łatwy cel” a ja nie miałem zamiaru wyciągać ich z błędu. Niech żyją w złudnych wyobrażeniach, które nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości.
        Jak gdyby nigdy nic oparłem się o ścianę starego budynku. Targ niewolników był paskudnym  i niebezpiecznym miejscem, ale nigdy nie przyprowadziłem ze sobą żadnego ochroniarza. Nie czułem takiej potrzeby będąc pewnym swoich umiejętności. Może nie byłem jeszcze na żadnej bitwie ale zabijanie ludzi mi nie straszne. Miałem krew na rękach od czasów młodości, od czasów tamtego incydentu… Rana na plecach już dawno się zagoiła ale blizna przez całe życie będzie przypominać mi o dni, w którym pierwszy raz odebrałem komuś życie.
Na scenę wkroczyli pierwsze towary, ale nie były niczym szczególnym, zresztą jak zwykle. Chętnie przyszedłbym dopiero na końcówkę, bo najlepsze zawsze zostawiali na koniec, ale wrota zamykały się  przed rozpoczęciem „przyjęcia” i nikt nie mógł wejść a ni wyjść aż do jego końca.
        Długa lina, do której przywiązani byli niewolnicy ciągnęła się przez całą scenę. Po prawej pojawiały się zwisające ciała, a po lewej znikały. Jeżeli ktoś był dość wysoki mógł czubkami palców dosięgnąć do podłogi. Pierw zawsze szli mężczyźni, od najtańszych do na drożnych a następnie kobiety, wszyscy z zawiązanymi oczami i nadzy od pasa w górę, ale na specjalne życzenie kupców i ta część ciała zostawała odkryta. Licytacja zaczynała się od danej kwoty i można było ją dowolnie podbijać. Ten kto da więcej staje się właścicielem towaru. Proste.
Z obojętnością słuchałem krzyków i płaczów nieświadomych ludzi, którzy zapewne zostali uprowadzeni albo sprzedani przez własne rodziny. Nie robiły one już na mnie takiego wrażenia jak za pierwszym razem. Panika, strach i przerażenie niewolników były czymś strasznym i szokującym dla nowych kupców. Niestety większość z nich po prostu miała pecha. Znaleźli się w złym miejscu i w złym czasie. Życie nie wszystkich rozpieszcza i trzeba się pogodzić ze smutnym losem.
        Ostatnio byłem dość stałbym bywalcem targów, ale ten odwiedziłem dopiero po raz pierwszy. Miałem nadzieję, że się nie zawiodę. Było mi wstyd za zboczeńców, którzy nawet nie licytując danej kobiety kazali ją rozbierać i pokazywać jej intymność wszystkich zgromadzonym. Żadna nie została pominięta przez lubieżny wzrok zbirów i ich zniewieściałych panów. Jedna po drugiej była wygwizdywana i obdarowywana niezbyt uprzejmą wiązką epitetów. Nie włączałem się w te dziecinadę, bo nie byłem na tyle zdesperowany co oni. Gościłem w swoim łóżku przez ostatni rok więcej kobiet niż oni będą przez całe życie.
        Targ dobiegał końca i nie ukrywałem swojego zawodu. Żadna z niewolnic nie była wystarczająco dobra i każda kolejna niczym nie różniła się od poprzedniej. Odsunąłem się więc od ściany i ruszyłem w kierunku wyjścia. Moim uszom nie umknęła nagła cisza, która nastała dookoła. Spojrzałem na scenę i zamarłem widząc piękność w długich jasnych włosach o  skórze białej jak porcelana i niesamowitych kształtach. Zdecydowanie ten typ urody występował bardzo rzadko w naszym regionie. To była ona. Dziewczyna, której szukałem.
        Licytacja zaczęła się jak szalona. Jeden przekrzykiwał drugiego. Nikt nawet nie miał czasu aby zażądać zrzucenia z niej odzienia, bo dosłownie wszyscy rzucali cenami na prawo i lewo. Nie mogłem im pozwolić zgarnąć swojej kobiety więc krzyknąłem taką sumę, że ludzie dookoła zamarli. Każdy wpatrywał się we mnie wyłupiastymi oczami. Zdziwieni? Nikt się nie spodziewał, że mam tyle pieniędzy, a zwłaszcza grupka, która mierzyła mnie spojrzeniem na samym początku. Usłyszałem jedynie uderzenie młotka o mównicę i towar został zakupiony. Należała do mnie.
        Zadowolony skierowałem się na zaplecze po drodze rzucając kilka złośliwych uśmieszków do moich towarzyszy. Głupiec zgarną najlepszą sztukę? Co za niespodzianka! Parsknąłem śmiechem wchodząc do pomieszczenia. Wokół mnie stanęło kilku tęgich mężczyzn wskazujących miejsce, do którego mam się udać, gdzie czekał już na mnie zacierający dłonie handlarz. Nie pozwolił mi odejść aż do momentu przeliczenia całej sumy, po czym z uśmiechem na ustach krzyknął coś do swoich ochroniarzu i z pokoju wyłoniła się moja dama cała drżąca z przerażenia. Wyjąłem sztylet i przeciąłem więzy na jej nadgarstkach. Objąłem ją jednym ramieniem a drugą ręką zdjąłem opaskę zakrywającą oczy. Ciekawe jakiego były koloru? Szare, niebieskie, piwne a może zielone? Zamrugała kilka razy żeby przyzwyczaić się do światła, a gdy na mnie spojrzała ujrzałem piękne szafirowe tęczówki wypełnione łzami. Zdjąłem kurtkę i zarzuciłem na plecy dziewczyny. Jej oczy działały na mnie jak magnez. Chyba nigdy nie widziałem jeszcze tak niesamowitego koloru.
        - Kaiser, zapamiętaj to imię, bo od dzisiaj należysz do mnie. – odpowiedziałem czarująco się uśmiechając. Chciałem uśpić czujność dziewczyny przed nadchodzącym wieczorem dlatego zachowywałem się jak dzentelmen. Moja kurtka nie pomogła na jej dość obfity biust i dopóki się nie zakrywała mogłem go podziwiać w całej okazałości. Chusta, która miała za zadanie zasłonić jej kobiecość i służyć jako bielizna była cholernie kuszącą do zerwania. Wiązania po bokach działały na zmysły i musiałem nieźle się powstrzymywać aby nie posiąść jej tu i teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Nie Cze 25, 2017 10:03 pm


     Mocne szarpnięcie w górę wyrzuciło ze mnie bolesny jęk. Już nie histeryzowałam, przekonując się, że to nic nie dawało. Płakałam, ale bez dźwięku. Jedynie łzy spływały po moich policzkach, kiedy wyobrażałam sobie, co mnie czekało. Gdybym się tego spodziewała, nigdy nie wychodziłabym z domu bez ojca. Nie był silny, ale wzbudzał szacunek i zawsze wydawał mi się bohaterem. I co z moją matką? Przecież ona tego nie zniesie. Nie przestanie mnie szukać, nieważne co ją to będzie kosztować, a była już stara. Jej mąż także.
     Serce mi wariowało od początku, ale dopiero kiedy licytacja się rozkręciła, bolało. Szalało tak intensywnie, że ledwo oddychałam, czując się tak, jakby ktoś mi wyrywał nadgarstki. Chociaż nie ważyłam dużo, cały ciężar mojego ciała utrzymywany na samych dłoniach dawał o sobie znać. Czułam się tak, jakby ktoś mi wyrywał ręce. Byłam pewna, że skórę miałam zdartą w każdym miejscu, o który otarły się sznury. A jeszcze gorzej było, kiedy taśma ruszyła. Nie dosięgałam ziemi, a nie byłam w stanie utrzymać się bez ruchu. Moje bezwładne ciało huśtało się na wszystkie strony. Z trudem powstrzymywałam krzyki bólu, kiedy sprzęt nagle się zatrzymywał, mocno szarpiąc.
     Moje oczy cały czas były zakryte. Miałam wrażenie, że byłam przekonana, że miałam tak całe życie. Skupiałam się więc na innych zmysłach, zwłaszcza zapachu i dźwięku. Śmierdziało tutaj alkoholem, brudem i spoconymi, grubymi ciałami. Słyszało się ciągłe wrzaski, wywoływanie kolejnych cen.
     - Właśnie w tym momencie żałuję, że tutaj pracuję… - usłyszałam tuż obok siebie, a następnie poczułam mocne uderzenie w pośladki. Odruchowo pisnęłam, a sznur się poruszył i nagle zapanowała cisza. CHOLERNA. ABSOLUTNA. CISZA! Miałam ochotę skulić się i zniknąć, w obawie o jej źródło, a potem nagle zawrzało. Słyszałam takie kwoty, że ledwo oddychałam. Gdyby tylko moi rodzice wiedzieli… Gdyby mieli świadomość ile warta jestem i powiedzieli mi o tym, sama bym się sprzedała, a całą sumę zostawiła im. Nawet połowa z tej ceny by im wystarczyła, aby nie musieli więcej pracować. A teraz będzie na odwrót. Będą musieli pracować intensywniej, bo nie mieli nikogo do pomocy.
     - Przepraszam… - szepnęłam, płacząc i już nie słuchając. Czekałam tylko na koniec, a kiedy on nastąpił w końcu zostałam zdjęta ze sznurów. Więzów, jednak nie zdjęli. Dalej miałam je na nadgarstkach i boleśnie się wrzynały w moją skórę, ale to nie było istotne. Cały czas myślałam o swoich rodzicach, którzy zostali sami.
     Jasne światło mnie oślepiło, kiedy przepaska zniknęła z moich oczu. Musiałam zamrugać kilka razy, żeby tak bardzo nie bolały, ale i tak popłynęły z nich łzy bólu pomieszane z rozpaczą. Czyjeś ręce mocno mnie trzymały, ale nie czułam się bezpieczna. Nawet wtedy, kiedy zarzucił mi kurtkę na ramiona. Jakby to miało teraz znaczenie, skoro i tak wszyscy mnie widzieli.
     Pokiwałam głową, przygryzając wargę, żeby nie odpowiedzieć niczego na jego słowa. Nie powinnam nawet być uznana za czyjąś własność. Nie urodziłam się niewolnikiem, nie wychowywałam się jako jeden z nich, nikt mnie nie sprzedał. Zostałam ogłuszona i porwana, tak po prostu. Jakbym była jakimś zwierzęciem, a nie człowiekiem. Jakie potwory przedkładały pieniądze ponad ludzkie życie?
     Posłusznie ruszyłam za mężczyzną, nie przedstawiając mu się. Nie zapytał o imię, a ja nie potrzebowałam kolejnego siniaka. Poza tym obawiałam się, że zaraz mnie tutaj zostawi, a nie chciałam tego. Oni wszyscy… Nie chciałam znowu być w ich pobliżu. Nie mogłam, to było zbyt trudne. Kaiser w tym momencie wydawał mi się być kimś, kto miał zająć miejsce bohatera, które do tej pory należało do mojego ojca. Wydawał się być mężczyzną, na którego miałam szansę liczyć i nie chciałam tego zaprzepaścić. Nawet jeśli, tak naprawdę, mnie kupił, co nie świadczyło o nim zbyt dobrze. Kto normalnie pojawia się na targu niewolników, krzyczy taką kwotę i nie ma zamiaru skorzystać z tego za co zapłacił?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pon Cze 26, 2017 12:31 am


       Nie mogłem odczytać niczego z jej wyrazu twarzy. Bała się mnie? Była wdzięczna czy może planowała już ucieczkę? Wszystkie możliwości wydawały się kuszące, a zwłaszcza ostatnia. Niestety moja droga, nie masz na co liczyć. Nie byłem naiwnym szlachcicem, który pozwoli uśpić swoją czujność wdziękami kobiety. O nie… To ja byłem tym, który czarował a następnie pokazywał swoje prawdziwe obliczę. Kupiłem ją dla zabawy i zabicia czasu tak jak każdą inną. W sumie żadna poprzednia nie dorównywała jej urodą. Uwielbiałem takie jak ona. Delikatne i niewinne dziewczyny z falowanymi blond włosami i jasnymi oczami. Piękne długie nogi, wąska talia, krągły tyłeczek no i niesamowity biust, który non stop mnie kusił. Nie mogłem się doczekać aż zatopię w nim palce i wargi doprowadzając ją do szaleństwa.
        Mocniej objąłem ramieniem swoją niewolnice przysuwając ją bliżej siebie. Ruszyliśmy w stronę wyjścia z targowiska gdzie czekał mój lojalny koń. Nie miałem dużo czasu więc poprawiłem uprządź i wsiadłem na wierzchowca. Wyciągnąłem rękę do dziewczyny pomagając jej zając miejsce z tyłu siodła. Miejsca było mało ale blondynka nie chciała być zbyt blisko mnie dlatego zachowując dystans oparła dłonie na moich ramionach. Parsknąłem śmiechem na te nieudolne próby oddalenie się i złapałem mocno jej nadgarstki przesuwając je z barków na brzuch.
        - Obejmuj mnie mocno. – rozkazałem stanowczym głosem i chyba podziałało, bo dziewczyna mocno przyciskała cycki do moich pleców. Zapewne pomogła prędkość z jaką galopowaliśmy po nierównej ścieżce.  Przy każdym ruchu czułem jak biust delikatnie podskakuje ocierając się o mnie. Kobiety mogą nie zdawać sobie z tego sprawy ale jesteśmy bardzo wyczuleni na dotyk ich cycków, nawet przez materiał, w prostym chociażby przyjacielskim uścisku. Musze przyznać, że miałem problem ze skupieniem się na ciemnej drodze, bo nieźle mnie podniecała.
        Powoli zwalniałem tempo widząc swojego woźnice machającego z daleka. Karoca czekała na nas w mrocznym zaułku lasu. Nie należałem do głupich i naiwny. Wiedziałem, że po zakupieniu takiej piękności sporo zbirów wyruszy za mną w pogoń aby się zemścić i zabrać dziewczynę dlatego przesiadka z wierzchowca do pojazdu musiała odbyć się w miarę bezpiecznej odległości. Nie mogłem ukryć niezadowolenia, że licytacja trwała tak długo. Noc nastała na dobre a to tylko sprzyjało wszelkim złodziejom i porywaczom.
        - Witaj z powrotem, paniczu. – staruszek ukłonił się i otworzył drzwi do karocy. Zsiadłem z konia i pomogłem niewolnicy zrobić to samo. Woźnica zabrał konia na przód pojazdu aby wspierał swojego kolegę z zaprzęgu. – Możemy ruszać paniczu. – uśmiechnął się i posłusznie ukłonił co zbyłem ręką. Staruszek zawsze był uprzejmy i roześmiany za co go uwielbiałem. Z całej służby jako jedyny wzbudzał we mnie pozytywne nastawienie i gdyby coś się stało na pewno bym go wsparł.
        - Wsiadamy. – złapałem swoją kobietę delikatnie za dłoń i pozwoliłem pierwszej wejść do środka. Uśmiechnąłem się widząc jej dystans i to jaką pozycje zajęła. Sam róg. Usiadłem na tej samej kanapie i położyłem ramiona na górnym oparciu. Woźnica zamknął za nami drzwi i po chwili karoca ruszyła.
Wpatrywałem się w sylwetkę dziewczyny i szczerze żałowałem, że oddałem jej swoją kurtkę. Zostałem w białym podkoszulku, który na pewno lepiej by do niej pasował.
        - Jak ci na imię? – zapytałem, ponieważ nie raczyła się wcześniej przedstawić. Kątem oka dostrzegłem, że drży. Pytanie czy z zimna, czy z przerażenia? W nocy temperatura była dość niska, a dodając do tego prędkość z jaką poruszaliśmy się konno mogła porządnie zmarznąć. Położyłem dłoń na jej dalszym ramieniu przysuwając się blisko niej. – Rozgrzeje cię. – złapałem za podbródek niewolnicy i przyciągnąłem do siebie. Zatopiłem się w jej wargach całując je bardzo namiętnie. Język łapczywie łączył się z jej spijając wzajemne podniecenie. Dziewczyna próbowała się stawiać ale nie dawała rady, a każdy jęk który z siebie wydawała napędzał mnie bardziej. Chciałem porządnie ją przelizać i robiłem to bardzo skrupulatnie nie pozwalając na zbyt częsty oddech. Moja słodka, nieporadna dziewica.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Sro Cze 28, 2017 8:22 pm


     Nie podobało mi się. Nie podobało mi się to, co na mnie wymuszał. Przez chwilę wstrzymywałam oddech, jakby to miało stworzyć barierę pomiędzy jego plecami, a moimi nagimi piersiami. Nie zadziałało. Cycki podskakiwały przy każdym kolejnym dokonanym kroku i nic nie mogłam z tym zrobić, chociaż usilnie próbowałam. Bałam się od niego odsuwać. Pędziliśmy tak szybko, że nie byłam pewna czy bez asekuracji bym się utrzymała na siodle. Jednocześnie czułam cholerny dyskomfort i nie tylko u góry. Siedzenie w siodle, mając na sobie tylko chustę w formie przepaski, nie należało do najprzyjemniejszych doświadczeń. Podejrzewałam, że nie obejdzie się bez bólu w tych okolicach.
     Poczułam znikomą ulgę, kiedy się zatrzymaliśmy, a ja mogłam zsiąść z tego niewygodnego konia. Zanim weszłam do karocy, podeszłam do zwierzęcia i pogłaskałam go po mordzie. Zarżał, stuknął kopytami, machnął ogonem i został zabrany na przód, żeby pociągnąć pojazd. Niechętnie zajęłam miejsce w jego środku, starając się zniknąć w najdalszym kącie. Liczyłam na to, że chociaż przez chwilę będę miała spokój i czas na oswojenie z tym, co ze mną będzie, ale przeliczyłam. Drżałam zarówno z zimna, jak i strachu i najwidoczniej mężczyzna zdecydował się to wykorzystać. Nie dał mi odpowiedzieć na swoje pytanie i nie mógł mi wmówić, że chodziło mu o rozgrzanie mnie w kulturalny sposób. Już jak się zbliżył wiedziałam, czym to śmierdziało i nie pomyliłam się. Cofnęłam się od niego na tyle na ile mogłam. Wciągnęłam brzuch, licząc że to też wciągnie mój biust, ale on po prostu złapał mnie za podbródek i na siłę do siebie przyciągnął wpijając się łapczywie w moje usta. Z obrzydzenia zacisnęłam mocno powieki, próbując zapomnieć o tym, co się działo, próbując nic nie czuć. Niestety bardzo doskonale zadbał o to, abym cały czas była świadoma pocałunku. Odruchowo jęknęłam zniechęcona, ale on to odebrał jako jęk przyjemności i wcisnął się jeszcze bardziej w moje wargi. Ja tymczasem zacisnęłam jego koszulkę w dłoniach i spróbowałam go od siebie odepchnąć. Nic z tego. Byłam zmęczona, obolała i zrezygnowana. Nie miałam siły, żeby się od niego odsunąć. On natomiast zdawał się mieć jej aż nadto, bo po chwili kurtka zsunęła się z moich ramion. Łzy spłynęły po moich policzkach, kiedy przypomniał mi, co chciał zrobić. Wiedziałam, że nie różnił się od nich, że jedynie chciał się zabawić. Mężczyźni traktowali nas jak swoje zabawki, jak maszyny do zaspokajania ich potrzeb seksualnych. Dla nich nie liczyło się to, czego my chciałyśmy. Dla nich liczyło się to, że ich kutas nie mógł spokojnie leżeć w spodniach.
     Mocne szarpnięcie oderwało go ode mnie. Ciężko dyszałam, a kiedy on zajął się tym, co się działo, zaczęłam ścierać z ust jego smak, jego paskudny smak. Ilekroć to robiłam, jakąkolwiek siłę do tego używałam, nadal czułam się zatruta. Nadal czułam się wykorzystana i sponiewierana jak zwykły śmieć. A mogło być tylko gorzej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Sob Lip 01, 2017 12:14 am


        Uwielbiałem posłuszne a zarazem niedostępne kobiety. Wykonywały każde polecenie ale nie obchodziło się bez płaczu, jęków czy błagania. Wiedziały, że może być tylko i wyłącznie gorzej więc godziły się na wszystko, a to bardzo mnie podniecało. Uwielbiałem zmuszać do posłuszeństwa, bo miażdżąc kobiecą dumę uświadamiałem im kim tak naprawdę są i czego pragną, a każda kobieta pragnie tylko jednego. Ostrego zerżnięcia. Wszystkie zapewniają, że mnie nienawidzą, że jestem dupkiem i najgorszym z możliwych, a później same wchodzą mi do łóżka i błagają abym je posiadł. Kobiety to dziwki, ich pizdy pulsują z przemoczenia nawet pomimo krzyków, płaczu i odmowy. Wiedziałem, że w przypadku nowej będzie dokładnie tak samo. Wiedziałem, że prędzej czy później będzie ssać mojego kutasa z wielkim zaangażowaniem. Wiedziałem, że niedługo odda mi się całkowicie… tak jak każda.
        Zsunąłem z niej kurtkę ale nie w celu zabawy jej biustem. Chciałem aby się wstydziła, odpychała mnie. Chciałem żeby ze mną walczyła abym mógł pokazać gdzie jej miejsce. Zamiast walki otrzymałem jednak łzy i może bym się z nich cieszył, ale poczułem jak wóz podskakuje do góry. Krzyk woźnicy zatrzymał na chwilę moje serce.
        - Zostań w środku. – rozkazałem i wyszedłem na zewnątrz. Staruszek leżał obok koni ze strzałą przeszywającą ramie. Chciałem mu pomóc ale doskonale zdawałem sobie sprawę co się właśnie działo. Zostaliśmy zaatakowani i każdy niewłaściwy ruch mogę przypłacić życiem. Wyciągnąłem miecz i nasłuchiwałem. Niestety ciężki oddech woźnicy tłumił wszystko dookoła.
        - Może Pan wstać? – staruszek z bólem próbował się podnieść i wtedy zauważyłem błysk w ciemności. Zrobiłem szybki krok w kierunku rannego i rozciąłem lecącą strzałę w ostatniej chwili. Z daleka usłyszałem głośny śmiech i po chwili z mroku zaczęły wyłaniać się postaci. Od razu rozpoznałem parszywe mordy zbirów, którzy rzucali mi oceniające spojrzenia na targowisku. Szczerze to nawet nie byłem zaskoczony, że to właśnie oni ruszyli za mną w pogoń. Łatwo było ich przejrzeć i wiedziałem, że zdeptałem ich dumę kiedy nie dostali tego czego chcieli. Mojej niewolnicy.
        - Paniczu… - jęknął woźnica stojący na równych nogach.
        - Niech się Pan schowa i zarygluje drzwi. – czułem na sobie jego wzrok. Wiedziałem, że pomachał głową bez aprobaty ale bez sprzeciwu wykonał moje polecenie. Drzwiczki się zamknęły i nastała cisza. Śmiech ustał, zwierzęta zaprzestały swoich śpiewów i cały las oczekiwał na krew, która miała zaraz się przelać. Wcześniej wysoko oceniłem swoje szasnę, a teraz nie byłem już tego taki pewien. Skoro mnie dogonili, a nawet przegonili, ponieważ zdołali zastawić pułapkę musieli mieć doświadczenie w swoim fachu. W dodatku nie byli na tyle głupi aby atakować pierwsi i tracić przewagę. Wyczekiwali na mój ruch, bo w końcu to ja byłem w kropce.
        - Srasz po gaciach? – wyszydził jeden z nich. W ręce trzymał nóż, czyli ekwipunek dla osoby z wysoką zręcznością i dobrym refleksem. Nie wyglądał groźnie, zresztą jak każdy chuderlak specjalizujący się w szybkich i płytkich nacięciach. Mógł być niebezpieczny, ale czy był?
        - Aż tam czuć? – rzuciłem ironicznie pokazując, że wcale nie traktuje ich poważnie. Mężczyzna zagwizdał i głośno się zaśmiał.
        - Żartowniś się znalazł. – przyłożył ostrze do twarzy i przejechał po nim językiem. – Chyba prosisz się o stratę języka. – potraktowałem to jako swoje małe zwycięstwo. Wyprowadziłem go z równowagi co równało się mniejszemu skupieniu podczas starcia.  
        - Psina szczeka zbyt głośno. – łucznik dołączył do rozmowy. Wielki barczysty mężczyzna trzymający się na dystans. Łuk to potężna broń ale nie w starciu jeden na jeden. Z nich wszystkich to on był najsłabszym ogniwem ale najwyraźniej o tym nie wiedział. Jedno chybienie równa się pozbawieniu głowy, tak właśnie wyglądało życie łuczników.
        - Szefie? – zapytał gość z toporem wpatrując się w łysego drwala z długą brodą. Wszyscy byli tak paskudni, że nie dziwiłem się temu kim zostali. Normalnie nikt by nie chciał mieć z kimś takim do czynienia. Przywódca wpatrywał się we mnie badawczym wzrokiem. Próbował oszacować moją siłę? A może starał się rozszyfrować kolejny ruch? Zanim zdołał zrobić jedno albo drugie machnąłem mieczem wyrywając go z rozmyślenia. Banda zbirów przyjęła pozycje bojowe. Głośno parsknąłem śmiechem.
        - I kto tu sra po gaciach, co? – uśmiechnąłem się prowokująco. Chuderlak z nożem nie wytrzymał i rzucił się do ataku. Chybił i mój miecz przebił go na wylot. – Dobranoc… - szepnąłem mu do ucha na pożegnanie uwalniając swoje ostrze. Jego śmierć spowodowała atak pozostałej trójki. Kolejny błąd z ich strony. Wyminąłem jednego i drugiego biegnąc w stronę łucznika, który najwidoczniej nie spodziewał się takiego obrotu wydarzeń. Spanikowany strzelił niestety niezbyt celnie. Musnął moje ramie pozostawiając na nim płytkie nacięcie. Wbiłem w niego ostrze pozbawiając życia połowy przeciwników. Szef grupy próbował rozwalić drzwi pojazdu i zabrać dziewczynę ale nie miałem zamiaru mu na to pozwolić. Chciałem go powstrzymać ale kątem oka zauważyłem ruch z boku i w ostatniej chwili zrobiłem unik. Chwila nieuwagi i dosłownie straciłbym głowę. Gość z toporem wyglądał na wkurwionego ale nie był tak głupi jak jego koledzy. Spokojnie mnie obserwował chcąc odciągnąć uwagę o swojego szefa. Nie przepuści mnie i doskonale o tym wiedziałem. Musiałem go zabić, tylko jak? Wyczekiwał moich ruchów nie zamierzając atakować, a jedynie bronić siebie i swojego przywódcy. Irytowało mnie to, bo nie byłem w stanie nic zrobić. Mogłem jedynie spróbować się przedrzeć, ale wtedy miałbym odkryte plecy. Kurwa!
        Nie miałem wyjścia musiałem go zaatakować. Podbiegłem wycelowany w ramię ale bez problemu odbił mój atak. Odskoczyłem do tyłu aby nie dać mu szansy na pójście w moje ślady. Niestety nie zamierzał tego zrobić. Wkurwiło mnie to jeszcze bardziej i naprawdę miałem ochotę pozbawić go głowy. Rzuciłem się znów do ataku ale zamroził mnie głośny pisk. Spojrzałem w stronę karocy i zobaczyłem jak ich szef siłą wyciąga kobietę ze środka. Zagotowało się we mnie kiedy złapał ją za biust.
        - Cycuszki to masz niezłe. – machał nimi w każdą stronę. Staruszek próbował go powstrzymać ale mężczyzna uderzył go z całej siły i upadł na ziemie. Wpatrując się w całą te sytuacje zapomniałem o swoim przeciwniku, który boleśnie o sobie przypomniał. Uderzył mnie toporem w brzuch z całej siły i poleciałem do tylu uderzając w ziemie. Czułem przenikliwy ból, ale nie krwawiłem. Musiał uderzyć mnie tępą stroną. Bawił się ze mną? Chciał upokorzyć? Przeturlałem się w prawo unikając kolejnego ataku tym razem już zamierzonego ostrzem w moją twarz. Dostrzegłem, że róg utkwił w ziemi więc zerwałem się szybko wykorzystując chwilę otwarcia i przebiłem brzuch przeciwnika.
        Nie sprawdziłem czy żyje czy nie tylko od razu pobiegłem w stronę szefa, który próbował oddalić się z moją niewolnicą. Kiedy zauważył, że go gonie zatrzymał się i przyłożył nóż do gardła dziewczyny.
        - Niezła z niej dupa, co? – tym razem to on próbował mnie prowokować. Prawą ręką trzymał ostrze a lewą ściskał mocno jej cycek. – Podoba ci się maleńka? – pociągnął sutek, a blondynka jęknęła z bólu.
        - Nie wiem jak masz na imię… – odezwałem się do niewolnicy. –  … ale wolisz zostać z nim czy ze mną? – patrzyła na mnie ametystowymi oczami pełnymi łez. Milczała przez chwilę po czym spuściła wzrok.
        - Z tobą… - odezwała się cichutko, na co uniosłem kącik ust do góry. Mężczyźnie się to nie spodobało, bo mocno poderwał jej cycek do góry. Widząc to ruszyłem prosto w jego stronę bez obawy o życie dziewczyny. Zależało mu na niej tak samo jak mi więc na pewno jej nie zabiję. W obronie przed moim atakiem w ostatniej chwili odepchnął niewolnice i głęboko przeciął moje ramię. Syknąłem z bólu i puściłem rękojeść miecza, która upadła wraz z przeszytym na wylot ciałem porywacza. Las nagle odżył jakby celebrował śmierć czterech zbirów.
Pomogłem wstać dziewczynie i gwałtownie przysunąłem ją blisko siebie. Poczułem na sobie twarde sutki przez co nabrałem jeszcze większej ochoty aby ją przelecieć.
        - Czyli jednak chcesz „być moja” – uśmiechnąłem się dwuznacznie do niewolnicy puszczając jej oczko. Pociągnąłem ją do wozu nie zważając na pulsujący ból w lewym ramieniu. Staruszek zdołał się już podnieść i usiadł w drzwiach pojazdu.
        - Paniczu cieszę się, że jesteś cały i zdrowy. – uśmiechnął się ciepło i nawet na chwilę nie sięgnął po apteczkę, która była w środku.
        - Dobrze, że obaj jesteśmy w jednym kawałku. – wskazałem na swoje ramię. Staruszek roześmiał się, bo oboje byliśmy ranni w to samo miejsce.
        - Apteczka? – zapytał.
        - Pierw muszę zając się ciałami ale niech Pan zacznie pierwszy. – skinął głową i zniknął w środku pojazdu. Zdjąłem z siebie podkoszulek częściowo ubrudzony krwią i założyłem go na dziewczynę. – Tylko ja mam prawo go oglądać. – mrugnąłem do niej mając na myśli kształtny biust. – Zajmij się staruszkiem. – na odchodne ścisnąłem jej pośladek i uśmiechając się dwuznacznie ruszyłem w stronę trupów. Chciałem się z nimi szybko uwinąć i wrócić do czynności sprzed ataku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Sob Lip 01, 2017 8:11 pm


     Nawet przez myśl by mi nie przeszło opuszczenie pojazdu, kiedy usłyszałam czyjś krzyk. Zwłaszcza w nocy. Zwłaszcza nie mając na sobie niczego oprócz chusty i kurtki, którą szybko założyłam, kiedy mężczyzna wyszedł. Nie musiałam długo czekać na inne towarzystwo, chociaż nie ukrywam, że w tym momencie chciałabym, żeby mój ojciec pojawił się tutaj w otoczeniu mężczyzn z mojej wioski, będąc uzbrojonym jedynie w widły i inne narzędzia rolnicze. Po prostu chciałam wrócić do domu, poczekać na Erthesa i zabrać ze sobą rodziców, kiedy zostanę jego żoną.
     Westchnęłam zrezygnowana i odsunęłam się od drzwi jeszcze bardziej. Chciałam zapiąć kurtkę Kaisera, ale nie zdążyłam. Do pojazdy wpadł jakiś mężczyzna, przepchnął się przez woźnicę i złapał mnie a ramię.
     - Nie! – wrzasnęłam, wyrywając się z jego uścisku i za pierwszym razem mi się udało, ale nie miałam niczego, czym mogłabym się obronić, a za drugim mocniej zacisnął palce na moim ramieniu. Bolało, bo wbijał paznokcie w moją skórę i pociągnął mnie na tyle gwałtownie, że gdyby nie jego więzy, upadłabym na ziemię. – Puszczaj mnie! – ryknęłam, ponownie starając się przezwyciężyć jego siłę, ale na próżno. Nie miałam z tym szans, a kiedy już próbowałam, zaciskał palce mocniej i obawiałam się, że jak tak dalej pójdzie to złamie mi kości. Nawet najmniejsze uderzenie piszczelem w ramę łóżka, kiedy w nocy wstawałam, zostawiało mi na skórze dużego siniaka. Tutaj nie będzie inaczej.
     - Cycuszki to masz niezłe. – zaczął machać nimi w każdą stronę, wyrywając z mojego gardła pisk. - Zamknij się – warknął, a kiedy otworzyłam usta, żeby coś mu odpowiedzieć, zagroził mi ostrzem, przystawiając je do gardła. – Gdyby twój język nie był mi potrzebny, już byś go straciła. – Wiedziałam, że nie żartował. Przełknęłam ślinę i straciłam czujność, co wykorzystał na swoją korzyść, szarpiąc mną gwałtownie jak workiem ziemniaków i boleśnie zaciskając palce na moim cycku. – Z wielką chęcią bym już teraz cię zerżnął – polizał językiem moją szyję, kierując się w stronę policzków, a ja zacisnęłam oczy z obrzydzeniem. – Idziemy – pociągnął mnie za sobą, zmuszając do marszu. - Niezła z niej dupa, co? – zapytał, kiedy drogę nam zagrodził Kaiser. Nie byłam w stanie niczego powiedzieć, bo jęknęłam, kiedy mocno ścisnął mi sutek. Zacisnęłam powieki i zgrzytnęłam zębami, starając się nie myśleć o tym, czym się stałam. Zwykłą zabawką.
     - Z tobą… - spojrzałam na swojego „właściciela” ze łzami w oczach, pragnąc się obudzić. Cały czas miałam nadzieję, że to tylko koszmar. – Nie! – warknęłam w odpowiedzi na jego zbyt pewne stwierdzenie, że chcę być jego, kiedy pokonał przeciwnika i mocno odepchnęłam od siebie. – Chcę wrócić do domu – dodałam takim samym tonem. Nie puścił mnie. Nie posłuchał. Zamiast tego klepnął mnie w tyłek. W odpowiedzi pisnęłam, podskakując w miejscu i odruchowo kładąc dłonie na swoich pośladkach. Następnie po prostu pociągnął mnie za sobą do powozu i usadził jak zwykłą lalkę na kanapie. Nie dał mi nic powiedzieć, ani zrobić. Kazał opatrzyć woźnicę a sam wyszedł. Mogłabym w tym momencie uciec, ale to nie było mądre. Była noc, było ciemno, a ja miałam na sobie jedynie bluzkę i chustę. Żeby próbować jakkolwiek się wydostać musiałam zostać ubrana w coś więcej i powinien być dzień. Musiałam poczekać, więc posłusznie sięgnęłam do apteczki. Spojrzałam na jej zawartość i wyciągnęłam niewielką buteleczkę wypełnioną jakimś płynem. Odkręciłam ją i chciałam powąchać, ale mężczyzna mnie zatrzymał.
     - Nie radziłbym… - spojrzałam na niego pytająco. – To  nektar z kozłka lekarskiego. – Gdyby to nie wyglądało podejrzanie, uśmiechnęłabym się w tej chwili. W mojej głowie już utworzył się plan, ale musiałam poczekać na odpowiedni moment.
     - Macie alkohol? – staruszek wskazał mi miejsce, gdzie się znajdował, a ja sięgnęłam. – Będzie szczypać – uprzedziłam, oblewając serwetkę, a następnie przykładając ją do rany mężczyzny. Usłyszałam jak wciąga powietrza, ale zignorowałam to, zajmując się opatrzeniem jego rany. Kiedy wrócił Kaiser, i u niego zrobiłam to samo przez chwilę milcząc. W pewnym momencie się zatrzymałam i westchnęłam, mając wyrzuty sumienia. – Freya – mężczyzna spojrzał na mnie pytająco. – Pytałeś o moje imię. Freya – powtórzyłam i wróciłam do wykonywanej czynności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Nie Lip 02, 2017 1:45 pm


         Zgarnąłem ciała w jedno miejsce aby nie przeszkadzały innym podróżnym. Może ktoś zabawi się w samarytanina i pogrzebie ich zwłoki, bo ja nie miałem zamiaru tego robić. Nie zasłużyli sobie na pochówek z mojej ręki za ten podstępny nocny atak. Nadal zastanawiałem się dlaczego ich szef tak po prostu nie wsiadł na powóz i nie odjechał. Czyżby gdzieś w pobliżu była ich baza? A co gorsze więcej takich przyjemniaczków czyhających w ciemnościach? Nie miałem nic przeciwko wyrżnięciu ich wszystkich ale teraz chciałem się skupić na swojej nowej zdobyczy.
         Wracając do karocy zobaczyłem jak staruszek wysiada z bandażem owiniętym na lewym ramieniu. Skinął mi i poszedł sprawdzić stań pojazdu i koni.
         - Ruszamy jak najszybciej. – zarządziłem na co woźnica uśmiechnął się ciepło.
         - Jak sobie życzysz Paniczu. – wsiadłem do środka i usiadłem naprzeciwko dziewczyny. Milczała wpatrując się w podłogę ukradkowo na mnie zerkając. Czyżby pierwszy raz widziała mężczyznę nagiego od pasa w górę? Zawstydzałem ją? Było dość ciemno więc nie widziałem dokładnie jej twarzy. Może były na niej soczyste czerwone rumieńce? Dziewice nie były przyzwyczajone do takich widoków czy bliskości i naprawdę miałem cholerną ochotę pokazać jej jak zajebiście wyglądam nago od pasa w dół.
         - Freya. – powtórzyłem po dziewczynie kiedy się przedstawiła. – Piękne imię. – skomplementowałem uśmiechając się. – Piękne imię, ponętne ciało… marzenie każdego mężczyzny. – złapałem jej dłoń i delikatnie pocałowałem wierzch  aby uśpić czujność niewolnicy. Odsunąłem się nie puszczając dłoni i wpatrywałem się intensywnie w jej oczy czekając aż odwróci wzrok z zawstydzenia, a kiedy to zrobiła mocno pociągnąłem ją na siebie. Siedziała na mnie okrakiem opierając biust o mój tors, nasze wargi dzieliło kilka centymetrów. Musiała być w szoku, ponieważ nie odskoczyła od razu. Wykorzystałem to namiętnie zatapiając się w jej wargach. Nie trzymałem jej, bo chciałem aby miała możliwość ucieczki. Niech się cieszy póki może. Jej język się gubił, w ogóle nie wiedziała co ma robić zupełnie jak za pierwszym razem, ale nie przeszkadzało mi to. Wszystkiego ją nauczę…
         Z warg przeniosłem się na szyje składając na niej delikatnie pocałunki. Kierowałem się coraz wyżej i wyżej aż zahaczyłem o ucho. Dziewczyna wzdrygała się za każdym razem, ale to był naturalny odruch ciała nie znającego mężczyzny. Robiłem to tak zmysłowo, że nawet jeśli nie chciała to odczuwała przyjemność powodowaną moim dotykiem. Mogła się opierać i zaprzeczać ale podobało się jej.
         - Moje ramię czeka na opatrunek. – szeptałem do ucha. – No dalej, obsłuż mnie… - polizałem jego środek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pon Lip 03, 2017 10:10 pm


     Byłam jeszcze bardziej skrępowana, kiedy widziałam jego nagi tors, mimo że nie powinnam, skoro miałam na sobie jego bluzkę i zakrywała to, co powinna. Nigdy nie widziałam pół nagiego mężczyzny i byłam tym zawstydzona. Zwłaszcza swoimi myślami, które jedyne, co mi mówiły, to że wyglądał świetnie. Co chwila na niego zerkałam, ale równie szybko opuszczałam wzrok, żeby mnie nie przyłapał. Jeszcze tego mi brakowało.
     Odruchowo pisnęłam, kiedy pociągnął mnie w swoją stronę i usadził na kolanach. Moja twarz już całkowicie płonęła. Niekontrolowanie wstrzymałam oddech, jakby to miało stworzyć barierę pomiędzy moim ciałem, a jego. Serce mi przyspieszyło i miałam wrażenie, że zaraz się rozpadnę ze stresu. Chyba po raz pierwszy tego wieczora cieszyłam się, że było ciemno. Kaiser dzięki temu nie mógł zobaczyć jak bardzo się rumieniłam przez jego bliskość i fakt, że siedziałam na nim okrakiem, mając wokół bioder owiniętą jedynie chustę. Kusiło mnie, żeby zapytać, kiedy dostanę chociażby szmaty, żeby zakryć intymne miejsca.
     W pierwszej chwili byłam na tyle zdezorientowana, że nic do mnie nie docierało. Dopiero kiedy mnie pocałował i zaczął ustami błądzić po mojej skórze, spięłam się. Położyłam ręce na jego torsie i szybko się odepchnęłam. Nie kontrolując swoich ruchów w tym momencie, upadłam na podłogę pojazdu, ale szybko się z tego pozbierałam i sięgnęłam po apteczkę. Było mi wstyd za to, że tak mną pomiatał i za to, że moje ciało najwidoczniej lubiło tego rodzaju... zabawy. Nie chciałam, ale to co robił podobało mi się, do czego nie miałam zamiaru nigdy się przyznawać na głos.
     - Już – powiedziałam, pospiesznie wyciągając potrzebne rzeczy. Ręce mi się trzęsły, ale pomimo tego, byłam w stanie zająć się jego raną. Niestety przez to, że dotykałam jego skóry, intensywnie myślałam i zdałam sobie sprawę z tego jaki błąd popełniałam. Dopiero teraz dotarło do mnie, że zwracałam się do niego na ty, a nie powinnam. – Gdzie jedziemy, paniczu? – zapytałam, chcąc odwrócić swoją i jego uwagę od tego, jak bardzo źle się tutaj czułam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Wto Lip 04, 2017 12:20 am


         Nie mogłem ukryć uśmiechu kiedy zawstydzona upadła na podłogę. Zachowywała się bardzo uroczo i nieporadnie, co niesamowicie mnie kręciło. Nie widziałem tego dokładnie ale czułem, że cała jej twarz płonie w rumieńcach. Uwielbiałem takie dziewczyny jak ona: słabe, kruche, delikatnie ale z duża ilością energii i uporu. Lubiłem posłuszne kobiety, ale bardziej podniecały mnie te, które musiałem zmusić do posłuszeństwa.
         Obserwowałem jak niewolnica trzęsącymi się dłońmi zakładał mi opatrunek. Wcześniej kiedy przemywała ranę głośno syknąłem, bo piekło jak cholera. Głęboko mnie zranił, a to wszystko przez moją nieuwagę. Gdybym pojechał inną drogą, niekoniecznie od razu do lasu, może nie domyśliliby się gdzie jest mój powóz.
         Z zamyślenia wyrwała mnie Freya i jej nagłe zwroty grzecznościowe. Czyżby w końcu zrozumiała kto tu jest Panem, a kto niewolnikiem. Uniosłem kąciki warg obserwując jak siada naprzeciwko mnie. Czy naprawdę myślała, że ta drobna odległość sprawi, że będzie bezpieczna?
         - Do mojej posiadłości. – odpowiedziałem wpatrując się w nią intensywnie. Czekałem aż w końcu wyjedziemy z lasu abym mógł ją zobaczyć w świetle księżyca. Chciałem widzieć zarys jej biustu i pośladków, chciałem obserwować zawstydzenie malujące się na jej twarzy Chciałem ją całą tylko i wyłącznie dla siebie. – Powinniśmy zaczynać… - uśmiechnąłem się dwuznacznie, na co dziewczyna się wzdrygnęła. – Muszę cię ukarać… za spoufalanie się. – wstałem i oparłem dłonie o kanapę, na której siedziała. Niewolnica dosłownie wbiła się w oparcie aby być jak najdalej mnie. Podobało mi się… niech ucieka… póki może.
         Oparłem kolana w ten sposób, że jej uda były pomiędzy nimi. Utrudniało to jej ucieczkę, ale nie ograniczało.  Praktycznie nad nią wisiałem, ale nie na długo. Jednym szybkim ruchem pociągnąłem za swoją koszulkę zakrywającą jej ponętne ciało. Biust kobiety został uwolniony, a materiał mocno i ciasno związany na jej nadgarstkach. – Będę surowy i dobrze cię zdyscyplinuje… - przewróciłem ją na kanapę w taki sposób, że związane dłonie leżały nad głowa. – Więc już nigdy więcej nie pomyślisz o ucieczce… - zanurzyłem się w jej wargach i namiętnie ocierałem swój język z jej. Może na razie tego nie czuć ale niedługo podniecenie tak zawładnie jej ciałem, że nie będzie w stanie się oprzeć. Jedną ręką przytrzymywałem ramiona dziewczyny, a drugą zacisnąłem na jędrnym cycku. Delikatnie się nim bawiłem i masowałem, bo chciałem aby odczuwała przyjemność. Chciałem aby oddała się mi całkowicie.
         Wargi przeniosłem na przednio stymulowany cycek i zacząłem ostro ssać sterczący sutek. Jęki wydobywające się z niewolnicy były muzyką dla moich uszu. Położyłem się więc na niej czując jak unosi tułów do góry. Kolano włożyłem między jej uda i powoli nim ruszałem aby rozbudzić i dolne partie jej seksownego ciała. Przeniosłem język jednego sutka na drugi pamiętając aby cały czas bawić się jedną piersią. Ciekawe czy poczuła moją rosnąca męskość w spodniach?
         - Freya, czyżby faktycznie ci się podobało? – wydyszałem w jej usta i znów namiętnie je całowałem. Mocno zacisnąłem palce na ramieniu dziewczyny wiedząc, że jutro zostaną na nim ślady moich palców, ale nie mogłem się powstrzymać. Byłem tak cholernie podniecony jej ciałem, zachowaniem i jękami, że ledwo nad sobą panowałem. Delikatnie przygryzałem jej język skupiając się na przyspieszonym oddechu. Wszystkie kobiety są takie same… wystarczy odpowiednie je podejść a będą płonąć z pożądania. Ciekawe… czy na dole już jest mokra?
         Puściłem biust i przeniosłem rękę między jej uda. Moje palce przez chustę zaczęły wędrować po wejściu, co nie było trudne na zwilżonym materiale.
         - Nie chcesz? Boli? Przecież dopiero zaczynamy... – uśmiechnąłem się wrednie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Sro Lip 05, 2017 7:28 pm


     Tego to ja się domyśliłam. Jego odpowiedź była tak zdawkowa, że poczułam jak w gardle mi rośnie gula ze złości. Powstrzymałam jednak komentarze cisnące mi się do ust. Gdybym wyrzuciła z siebie myśli, nie skończyłoby się to dobrze. Byłam na straconej pozycji. Jechałam do obcego miejsca. Miałam na sobie zaledwie chustę i koszulkę. Była noc i jechaliśmy lasem. Gdybym teraz zrobiła cokolwiek niestosownego, pożałowałabym tego. Powinnam się cieszyć, że Kaiser mnie uratował przed zbirami, ale nie mogłam. Nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, że kiedyś zostanę zwykłą lalką jakiegoś mężczyzny, że zostanę jego własnością jak zwykła rzecz. A teraz musiałam tak żyć, traktowana i poniewierana jak zwykły przedmiot. Miałam ochotę wrzeszczeć i piszczeć. Chciałam histeryzować.
     - Co? O czym Pan…? – Kiedy zobaczyłam jak się podnosi, chciałam uciec, ale nie miałam gdzie. Nie minęła nawet sekunda, a już byłam uwięziona pomiędzy jego ciałem a kanapą. Spróbowałam się w nią wcisnąć, jakby miała mnie pochłonąć i ucieszyłabym się, gdyby to nastąpiło. – Dlaczego? – Pisnęłam, gdy wylądowałam na kanapie. Wstrzymałam oddech, zdając sobie sprawę z tego, co miał zamiar robić. Nogami odruchowo się odepchnęłam od podłogi, posuwając do tyłu, ale miejsca nie było dużo. Nie miałam jak uciec. – Przestań… Nie… - Zatkał mi buzię swoimi ustami po raz kolejny całując. Mocno zacisnęłam powieki, czując jak wpycha mi do gardła język. Mimo, że usta miałam zatkane, i tak słychać było moje mruknięcie, kiedy zacisnął palce na biuście. Serce mi przyspieszyło, a ciało zaczęło płonąć. Jakby to nie wystarczyło, to kiedy już myślałam, że odpuścił, bo przestał mnie całować, ustami chwycił… - NIE! – krzyknęłam, ale protest na koniec zmienił się w jęk. Szybko zamknęłam buzię. Nie chciałam odczuwać z tego przyjemności. Nie chciałam, żeby moje ciało było tak rozpalone i tak reagowało. Co gorsza, nie chciałam, żeby jego tak reagowało a dokładnie czułam jak mu krocze rośnie. Nie. Nie. Nie. Nie możesz przestań. Nie.
     - Przestań, pro… - znów mi zamknął buzię pocałunkiem, ale tym razem szybko przekręciłam głowę. Mięśnie jego brzucha napięły się w uśmiechu, a on dalej próbował mnie pocałować. Nie poddawał się, a tylko nakręcał bardziej, aż poczułam jak błądzi dłońmi po moim kroczu. W mojej głowie intensywnie zawył alarm, a ja za wszelką cenę starałam się zacisnąć uda, żeby mnie tam nie dotykał. – Przestań! – Krzyknęłam, po raz kolejny starając się cofnąć. – Nie chcę tego, PRZESTAŃ! – błagałam, wyrywając się na tyle mocno, że w końcu udało mi się uwolnić z jego uścisku.
     - Dlaczego? Przecież twoje ciało właśnie tego pragnie. – Byłam wściekła i zażenowana tym, że doskonale to widział. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Zniknąć i nigdy więcej nie wracać.
     - Ale ja tego nie chcę! – Było o tyle lepiej, że usiadł obok mnie. Niestety nie na długo, bo nie minęło dużo czasu, a złapał mnie za brodę i przyciągnął do siebie po raz kolejny.
     - Daj mi dobry powód to przestanę – uśmiechnął się wrednie i znowu wrócił palcami do mojego krocza. Błyskawicznie odtrąciłam jego rękę i odsunęłam się najdalej jak mogłam.
     - Jestem człowiekiem, a nie zabawką… - spuściłam wzrok i przygryzłam wargę, zaciskając palce spętanych rąk ze sobą. Mężczyzna tylko się zaśmiał pod nosem.
     - Zostałaś kupiona przeze mnie. Należysz do mnie jak zwykła zabawka. – Żeby nie powiedzieć kilku słów za dużo, odwróciłam wzrok i zamilkłam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Sro Lip 05, 2017 8:59 pm


         Freya skuliła się w kącie powozu jakby to miało mnie jakkolwiek powstrzymać od zerżnięcia jej. Patrzyła w martwy punkt za oknem nie mówiąc już ani słowa. Ignorowała moją obecność próbując zamknąć się we własnym świecie. Nie powiem, uwielbiałem kiedy kobiety były niedostępne, uciekały i płakały, ale nienawidziłem kiedy mnie ignorowały.
         - Jak śmiesz… - wezbrała się we mnie wściekłość i nie mogłem już na nią zapanować. Złapałem dziewczynę za rękę i agresywnie przysunąłem do siebie zmuszając aby patrzyła prosto w moje oczy. Palce wplotłem w jej włosy zatrzymując się na kołtunach. Gdybym pociągnął zabolałoby. – Nie wiem co zrodziło się w twojej małej główce… ale jeżeli nie podoba ci się to co robię to znalazłem łatwe rozwiązanie. – powolutku rozplątywałem kołtuny w jej włosach aby móc je delikatnie przeczesać palcami. – Zmuś się do zakochania we mnie. – dziewczyna zrobiła wielkie oczy ze zdziwienia i otworzyła lekko usta zszokowana.
         Wściekłość nadal się we mnie tliła więc złapałem tym razem mocno za jej biust i agresywnie ściskałem sutek. Tym razem ustawiłem ją plecami do siebie i praktycznie przygniotłem do kanapy.
         - Nie! Przestań! – krzyczała próbując mnie odepchnąć na co tym razem jej nie pozwoliłem. Tym razem zalała się łzami jakby nie miała już siły zgrywać silnej i opanowanej. Zniszczyła swoją szanse kiedy byłem miły, teraz zamiast przyjemności czeka ją ból i cierpienie, bo nie miałem zamiaru być delikatny. Niech płaci za swoją głupotę.
         - Wiesz, co to znaczy być niewolnicą? Twoim zadaniem jest opiekować się mną i wykonywać każde polecenie. – nadal mocno ściskałem jej sutek i całowałem ramiona oraz szyje. Postanowiłem pójść o krok dalej i tym razem włożyłem palce pod chustę zakrywające najintymniejszą partie jej ciała.
         - Nienawidzę cię! – wymsknęło się jej przez łzy na co uśmiechnąłem się wrednie. – Nienawidzę! – powtórzyła głośno szlochając. Postanowiłem poznęcać się nad nią jeszcze bardziej. Chciałem zniszczyć ją i fizycznie i mentalnie, żeby wiedziała jak będzie od teraz wyglądać jej życie.
         - Twoje ciało… mówi mi co innego… - włożyłem jeden palec we wnętrze niewolnicy i bardzo powoli nim ruszałem aby czuła mnie całym ciałem.
         - Nienawidzę… - szeptała przez łzy. – Nienawidzę… - przyłożyłem wargi do jej ucha aby czuła mój oddech i słyszała to jak się uśmiecham. Przyśpieszyłem ruchy palcem i wtedy całkowicie pękła.
         - Nie! Błagam! Przestań… panie…  - wyjąłem palec z jej wnętrza i odsunąłem się od niewolnicy. Można powiedzieć, że to ja byłem teraz w szoku. Leżała zwinięta w kłębek głośno szlochając. Nigdy nie spotkałem się jeszcze z taką reakcją. Większość dziewczyn wyzywała mnie od najgorszych ale całą sobą pragnęła abym w nią wszedł, a Freya… brzmiała jakby zupełnie się poddała, ale nie mi tylko życiu.
         Usiadłem obok przyglądając się jej z chwilowym zatroskaniem. Cholera… co się ze mną działo? Dlaczego przestałem? Przecież zawsze brałem to czego chcę. Zerknąłem na nią jeszcze raz. Cała się trzęsła ze strachu i wrażeń, a mnie zrobiło się jej… żal? Naprawdę?
         - Nie płacz… - rozwiązałem nadgarstki dziewczyny i założyłem na nią bluzkę. Idiota… że też zachciało ci się poprawiać jej humor… mogłeś ją mieć tu i teraz, a tak musisz czekać… Oparłem łokieć o swoje kolano i spojrzałem w przeciwną stronę. Cholera… musiałem wyglądać na złego a może bardziej na rozczarowanego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Czw Lip 06, 2017 9:58 pm


     Jęknęłam z bólu, kiedy uderzyłam policzkiem o kanapę, ale to nie było istotne. Ważne było to, co się miało zaraz wydarzyć i poddałam się. Łzy, które do tej pory cisnęły mi się do oczu, a które w sobie dusiłam, spłynęły po policzkach. Czułam się okropnie i za wszelką cenę starałam się jakoś uniknąć tego, co chciał zrobić. Nie udało mi się. Lamentowałam, prosiłam go, ale on i tak wsadził we mnie palce. Co gorsza, podobało mi się to i tego najbardziej nienawidziłam. Tego, że podobało mi się, to było przyjemne, chociaż nie chciałam, żeby było. Miałam wrażenie, że zdradziłam samą siebie i nie ulżyło mi, kiedy przestał chociaż powinno. Dalej płakałam, czując jak rozwiązuje mi nadgarstki i patrząc jak siada obok. Już dawno nie pozwoliłam sobie na taką rozpacz, nie miałam potrzeby płakania. Wystarczało mi to, co miałam i jedyne czego pragnęłam, to lepszego życia dla swoich rodziców. A teraz ich zostawiłam i miałam nigdy do nich nie wrócić. Kto im teraz pomoże?
     Odruchowo rozmasowałam nadgarstki, kiedy je uwolnił, chociaż nie bolały, ani nie miałam zdartej skóry. Pracując z rodzicami niejeden raz mierzyłam się z gorszymi torturami. Miałam teraz szorstkie ręce i na wszystkie możliwe sposoby starałam się je udelikatnić i nawilżyć. Po to były zioła, po które szłam zanim mnie złapali. A i one nie pomagały całkowicie. Nadal miałam suche, zwłaszcza pomiędzy palcami.
     Otworzyłam usta, żeby odruchowo mu podziękować, ale za co? Za to, że mnie kupił i zamierzał zgwałcić? Zapewne niejeden raz? Za to, że chciał zhańbić moje ciało? Zniszczyć moją psychikę? Zniewolić i bawić się mną niczym jakąś zabawką? Nie. Nie miałam zamiaru mu za nic dziękować. Wolałabym zginąć z głodu niż siedzieć w tej karocy razem z nim. A jednak, z jakiegoś powodu się w niego wpatrywałam. Próbowałam zrozumieć dlaczego przerwał, skoro dał mi jasno do zrozumienia, że jestem jego własnością i może zrobić ze mną co tylko zechce i kiedy chce. Kusiło mnie, żeby go o to zapytać, ale powstrzymałam się, przygryzłam wargę i sama spojrzałam za okno. Gdyby był dzień starałabym się zapamiętać drogę, którą przebyliśmy, ale noc była utrudnieniem.
     - Daleka droga nas czeka, Paniczu? – zapytałam, najpierw patrząc na niego, a potem spuszczając wzrok i wpatrując się w podłogę.
     - Kilka godzin. Możesz się przespać jeśli chcesz. - Powiedział obojętnie, a ja niepewnie przekręciłam głowę w prawą stronę, zanim ponownie nie spojrzałam w jego twarz. W usta, żeby nie uznał, że wpatrywanie się w jego oczy jest oznaką nieposłuszeństwa. Nie zauważając, żeby był zainteresowany moją reakcją, kiwnęłam głową, oparłam się o drzwi i zamknęłam oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pią Lip 07, 2017 12:01 am


        Cholera! Słowa nie opiszą tego jak bardzo wściekły byłem na samego siebie i głupie emocje, które mną kierowały. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego dlaczego przerwałem i to wkurwiło mnie jeszcze bardziej. Dlaczego? Jakim prawem ona przypominała mi „ją”!? Przecież nie jestem potworem… nie jestem nim…
        Czułem jak dziewczyna wpatruje się we mnie ale nie zamierzałem na nią spojrzeć. W głownie latały mi obrazy sprzed dwudziestu lat i to wszystko przez nią. To ona je wywołała, obrazy, których nigdy nie zapomnę. Były jak klątwa, która została na mnie rzucona i będzie prześladować do końca dni.
        Odruchowo chciałem złapać za amulet, który zawsze wisiał na mojej szyi. Zawsze oprócz tych dni kiedy wybierałem się na targ. Nie brałem go wtedy ze sobą, bo nie chciałem aby musiała na to patrzeć, aby widziała kim się stałem…
        Kiedy usłyszałem miarowy oddech dziewczyny w końcu byłem w stanie na nią spojrzeć. Opierała się o drzwi, a jej twarz lśniła w blasku księżyca. Na policzku dostrzegłem ślady po łzach, które jeszcze nie wyschły. Westchnąłem zrezygnowany i podniosłem z podłogi kurtkę. Może i powinienem ją na siebie założyć ale zamiast tego przykryłem nią niewolnice. Nie wiedziałem jakiej medycyny stosowała wcześniej i czy w ogóle była odporna. Nawet ja czułem jak cholernie zimno było w środku, a co dopiero na zewnątrz pojazdu. Przez chwilę pomyślałem o staruszku, który na pewno musiał zamarznąć, ale nie poskarżył się ani razu. Uśmiechnąłem się wyobrażając sobie jego siedzącą sylwetkę i to jak zaciera zimne dłonie. Uparty i lojalny ale za to właśnie bardzo go ceniłem.
        Po godzinie jazdy postanowiłem sprawdzić stan niewolnicy i nie byłem zachwycony tym co odkryłem. Pomimo bluzki i kurtki nadal była zimna. Nie miałem więc wyboru i delikatnie oparłem ją o siebie i objąłem ramieniem aby przekazać jej swoje ciepło. Freya była drobniutka i krucha ale też kusząco piękna. Nie mogłem uwierzyć, że do tej pory nie posiadł ją żaden mężczyzna. Sam ledwo powstrzymywałem swoje żądzę widząc takie ciało.
        Oparłem swoją głowę o jej i zamknąłem oczy. Nie mogłem patrzeć w dół widok sterczących sutków zbytnio mnie pobudzał. Przez ostatnie dwa dni nie uprawiałem seksu więc naprawdę stałe na granicy swojej wytrzymałości. Gdyby nie jej łzy, gdyby nie widok jej zapłakanej twarzy chowającej się między ramionami, gdyby nie jej słowa… już dawno usłyszałbym cudowne epitety na swój temat. Uniosłem kąciki warg śmiejąc się pod nosem. Coś czułem, że doczekam się ich w najbliższej przyszłości.
        - Paniczu, jesteśmy. – usłyszałem głos staruszka kiedy otworzył drzwi karocy. Freya zerwała się przestraszona i widząc się w moich ramionach natychmiast próbowała uciec. Nie pozwoliłem jej na to kładąc dłoń na czubku jej głowy.
        - Świetnie. Niech Pan przyniesie dwa płaszcze. – uśmiechnąłem się do woźnicy, a on do mnie. Zamknął drzwi i poszedł wykonać moje polecenie. – Freya, oto twój nowy dom. – wskazałem na pałać, w którym mieszkałem. Mój ojciec jest niezwykle bogatym i wpływowym szlachcicem. Wszelkie decyzje dotyczące naszego regionu było z nim konsultowane. Mógłbym powiedzieć, że był prawą ręką zarządcy i bliskim znajomym króla. Pewnie również przez te „znajomość” zostałem wybrany na jednego z kandydatów na przyszłego króla. – Freya… - polizałem jej ucho czując jak wstrząsają nią dreszcze. – Wkrótce oddasz mi się całkowicie… - odsunąłem się i w tym samym momencie drzwi ponownie się otworzyły.
        Wziąłem od staruszką jeden płacz, a drugi podałem dziewczynie. Wysiadłem z karocy łapiąc i pomogłem jej zejść po schodkach. Nie myliłem się, było cholernie zimno. Księżyc nadal oplatał nas swoim blaskiem. Która mogła być godzina? Druga, trzecia?
        Objąłem ramieniem Freye i zaprowadziłem do środka posiadłości. Drzwi wejściowe otworzył nasz lokaj stosowanie mnie witając. Zbyłem go ręką i odezwałem się do służącej.
        - Przygotuj kąpiel w mojej łaźni. – rozkazałem i kobieta szybko pobiegła na górę. Sam nie śpieszyłem się do mojej komnaty. Pozwalałem Freyi dokładnie przyjrzeć się wnętrzu posiadłości, ponieważ jej mina była bezcenna. Wyglądała na zachwyconą pięknem ścian, kwiatów i obrazów, ale czy naprawdę taka była? Może zamiast podziwu była zdegustowana tym, że niektórzy żyli jak królowie, a inni jak włóczędzy. Niestety świat nie jest sprawiedliwy i przekonała się o tym na własnej skórze kiedy została sprzedana do niewoli. Znalazła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Okrutne, niesprawiedliwe ale jakże prawdziwe i życiowe.
        - Oto „nasz” pokój. – specjalnie podkreśliłem słowo nasz, bo miało podwójne znaczenie. To w tym pokoju będzie wić się i krzyczeć z rozkoszy. Płakać a zarazem pragnąc więcej i więcej. To właśnie tu zazna swój pierwszy raz.
        Wszedłem do środka i zrzuciłem z siebie płaszcz na fotel, który stał pod oknem. Pokój był prostokątny. Drzwi znajdowały się na wprost okien i stolika przy którym zazwyczaj piłem wino wieczorami. Zaraz po prawej znajdowały się drzwi do prywatnej łaźni. Naprzeciwko nich po drugiej stronie pokoju stało moje łóżko, a obok niego balkon.
        - Panie już wszystko gotowe. – ukłoniła się służąca i wyszła z pomieszczenia. Nie pytała się czy ma w czymś jeszcze pomóc, ponieważ doskonale znała moje nawyki i wiedziała, że ma się wynosić i nie przeszkadzać.
        - Rozbieraj się. – dziewczyna zrobiła krok w tył i mocniej zacisnęła palce na płaszczu. – Chyba, że mam ci pomóc? – zapytałem z chytrym uśmieszkiem co podziałało natychmiastowo. Odwróciła się do mnie tyłem i zdjęła płaszcz. Następnie z oporem, ale jednak zsunęła z siebie moją bluzkę i zgarnęła włosa do przodu aby zasłonić swój biust. W międzyczasie zrzuciłem buty, spodnie i bieliznę będąc już całkowicie nagim. Potrzebowała chwili aby zdjąć chustę zakrawającą kobiecość i gdy to zrobiła natychmiast zakryła się dłonią na co zaśmiałem się pod nosem.
        Podszedłem do niej i pociągnąłem w stronę łaźni. Zamknąłem drzwi na klucz i zanurzyłem swoje ciało w ogromnej wannie wypełnionej ciepłą wodą. Spojrzałem na niewolnicę, która nadal stała przy wyjściu jakby to miałoby jej pomóc w ucieczce.
        - Co się dzieję? Pośpiesz się. Dlaczego tak się wstydzisz? Rozgrzeje cię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pią Lip 07, 2017 11:37 pm


     Chciałam uciec, kiedy się obudziłam i poczułam, że byłam w jego objęciach, ale powstrzymał mnie. Mimowolnie zaczęłam drżeć i chociaż nie było za ciepło, bardziej na to wpływała jego obecność. Po raz kolejny zapragnęłam uciec i się gdzieś zaszyć. Gdzieś, gdzie nikt mnie nie znajdzie. Odczekałabym tam jakiś czas, a potem wróciła do domu, licząc na to, że Kaiser odpuścił sobie szukanie mnie. To nie było miejsce dla mnie. Ta przyszłość nie była dla mnie. Planowałam i chciałam coś innego.
     - Przestań! – pisnęłam, kiedy polizał moje ucho. – Nie oddam ci się, Paniczu – powiedziałam do niego nieuprzejmie. – Po prostu sobie mnie weźmiesz – dodałam, po czym wzięłam płaszcz i zarzuciłam go na swoje plecy. W gruncie rzeczy nie chciałam niczego od niego brać, ale i tak wystarczająco długo byłam zbyt odkryta. Potrzebowałam czegoś… znajomego, normalnego. To była pewnego rodzaju bariera. Niskie temperatury nie były mi straszne. Może nie byłam na nie odporna i marzłam, ale to było właśnie coś, co pamiętałam i z czym żyłam. Pewnego rodzaju przypadłość każdego dnia i każdej nocy w zimie. Mój dom nie był szczególnie zabezpieczony przed mrozem i nie zawsze mieliśmy drewno do kominka. Zwłaszcza w ostatnich latach, bo mój ojciec miał problemy z kręgosłupem i trzęsącymi się dłońmi.
     Jego posiadłość zrobiłaby na mnie wrażenie, gdybym zobaczyła ją w innych okolicznościach. Miał ogromny dom i ciężko mi było sobie wyobrazić mieszkanie w nim. Na pewno było tam tyle pokoi i korytarzy, że środek wydawał się być istnym labiryntem. Niestety nie miałam okazji przyjrzeć się zewnętrznemu wyglądowi, bo pociągnął mnie do środka. Korytarz został rozświetlony pochodniami zawieszonymi na ścianach. Pomiędzy nimi wisiały także obrazy. O wielu z nich czytałam w szkółce i chociaż wtedy już robiły na mnie wrażenie, teraz jeszcze większe. Gdybym mogła to zatrzymałabym się przy każdym z nich i go oglądała, ale nie pozwolił mi na to, zmierzając do jego pokoju. Ociągałam się, celowo. Chciałam przedłużyć dotarcie do celu, ale i to na niewiele się zdało.
     Już po chwili stałam nago w łaźni, starając się zakryć intymne miejsca wszystkim, czym mogłam: rękami, włosami, krzyżując nogi… Robiłam cokolwiek, żeby nie widział mnie w takim stanie.
     - Nie jest mi zimno, Panie – odpowiedziałam, spuszczając wzrok i cofając się o kilka kroków.
     - Mam po ciebie przyjść? - uśmiechnął się, a ja przełknęłam ślinę, zaciskając dłonie na kosmykach włosów.
     - Nie trzeba, Panie. Jest Pan na pewno zmęczony… - zaczęłam drżeć i chciałam się posunąć jeszcze do tyłu, ale nie mogłam. Za plecami miałam ścianę. Mężczyzna natomiast bez słowa wstał i do mnie podszedł. Przedramię jednej ręki oparł o mur, a drugą złapał mój podbródek i podniósł, zmuszając do patrzenia mu w oczy.
     - Czego się boisz? – Zapytał, a ja przygryzłam wargę, powstrzymując komentarz, który cisnął mi się na usta.
     - Nie chcesz znać odpowiedzi na to pytanie, Panie - powiedziałam, spuszczając wzrok  usłyszałam jego kolejny śmiech.
     - Gdybym nie chciał to bym nie pytał. – Podniosłam wzrok, ale równie szybko go opuściłam, wciskając się w ścianę jeszcze bardziej.
     - Ciebie, Panie – zaczęłam. – Jeszcze bardziej tego, co ze mnie zrobisz, tego, że pozbawisz mnie siebie i jak bardzo zniszczysz to kim się stawałam przez całe swoje życie. Boję się tego, że z wolnego człowieka, który cieszył się drobnostkami, zrobisz ze mnie jedną z drobnostek, które mają cieszyć innych. – Poczułam jak jego uścisk zelżał, a jego ciało się odsunęło.
     - Freya należysz do mnie, tylko i wyłącznie do mnie. Nie pozwolę aby inny mężczyzna tknął cię choćby palcem. - Pociągnął mnie do wanny tak niespodziewanie, że zakrztusiłam się wodą i gwałtownie wynurzyłam, przytulając do brzegu.
     - Nie pozwolisz innemu… Panie – powtórzyłam za nim. – Ale ty mnie dotkniesz, to wystarczy. – Zaśmiałam się gorzko i ponuro. – Już mnie dotknąłeś i już zniszczyłeś jeden ze schodków spośród tych, które budowałam przez osiemnaście lat… Panie – końcówkę dodałam po chwili przerwy, mocno zaciskając palce na brzegu wanny. Chciałam już stąd wychodzić. Chciałam wrócić do domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Sob Lip 08, 2017 1:05 pm


        Obserwowałem zarys jej pleców kiedy siedziała do mnie tyłem w wannie. Chyba nie zdawała sobie sprawy z tego, że w tym momencie okazywała mi zerowy szacunek. Cały czas próbowała używać form grzecznościowych aby nie narazić się na mój gniew ale dla mnie było to bez znaczenia. Mogła równie dobrze mówić mi po imieniu, bo w końcu to nim się jej przedstawiłem. Wcześniejsza „kara” była jedynie pretekstem abym mógł jej dotknąć, chociaż wcale go nie potrzebowałem. Należała do mnie więc mogłem to robić kiedy chciałem.
        - Zamierzałaś być dziewicą przez resztę życia? – zapytałem rozbawiony i podszedłem do niewolnicy. Zacząłem składać delikatne pocałunki na jej odkrytych ramionach i szyi czując jak przy każdym moim dotyku przechodzi ją dreszcz. – Właśnie przez to, że nią jesteś znalazłaś się tutaj… - wyszeptałem do ucha Freyi przejeżdżając po nim językiem. – Masz mnie za tego najgorszego ale to nie ja cię wydałem… Myślisz, że skąd wiedzieli o tobie? O tym, że jesteś dziewicą, o tym gdzie i w których godzinach bywasz sama? – złapałem jej nadgarstki aby w końcu odkleiła się od wanny. – Zostałaś wydana… - szeptałem. – Przez kogoś ci bliskiego… - pociągnąłem ją na swoją stronę i usadziłem przed sobą. Złapałem za biust bawiąc się nim a w szczególności sutkami. Delikatnie je ściskałem i ciągnąłem czując jak stają się coraz twardsze i dłuższe.
        - Seks jest przyjemny i twoje ciało doskonale to rozumie. – uniosłem cycki do góry aby mogła się im przyjrzeć. – Mój dotyk sprawia, że czujesz rozkosz. Wystarczy się jej oddać… - wyszeptałem ponownie liżąc ucho niewolnicy. – Nie masz się czego wstydzić. Jesteś piękna… - całowałem jej szyje nadal bawiąc się biustem. Jedną dłonią zjechałem pomiędzy uda w poszukiwaniu perełki. Złączyłem dwa palce i delikatnie w nią uderzałem czując jak dziewczyna wije się z pożądania. – Przyjemne, prawda? -  Widząc jej reakcje i płytki oddech przyśpieszyłem uderzenia pamiętając o tym aby nadal ciągnąć sutek. Lekki ból jedynie zmagał rozkosz, która rozlewała się po ciele dziewczyny.
        Przerwałem aby nie doprowadzić jej do orgazmu. Wróciłem palcami do sutków i ciągnąłem oba równocześnie dozując ból. Byłem przekonany, że pochwa Freyi w tym momencie niemiłosiernie pulsuje błagając o dotyk moich palców.
        - Pragniesz więcej, co? – zapytałem słysząc jak ciężko oddycha. Para gorącej wody unosiła się w powietrzu. Moje ciało było już rozgrzane ale czy jej? Złapałem za podbródek i przysunąłem go blisko swoich warg. Włożyłem język do ust dziewczyny i namiętnie ją całowałem. Nie lubiłem tracić czasu więc palcami wróciłem do sutków nieprzerywalne się nimi bawiąc. Od czasu do czasu zjeżdżałem palcami w dół aby podrażnić przez chwilę łechtaczkę. Nie mogłem pozwolić aby zapomniała o przyjemności jaką jej tam sprawiłem. Miała być cała podniecona i gotowa na swój pierwszy męski członek zatapiając się głęboko w jej ciele. Całowałem ją bez opamiętania, nie pozwalając językowi na odpoczynek. Czułem jak mój penis jest już twardy i gotowy. Pragnąłem zanurzyć go w jej rozgrzanej pochwie i pieprzyć godzinami aż nie straci przytomności.
        Poczułem jak dziewczyna mięknie w moich ramionach. Przerwałem pocałunek i zauważyłem, że zemdlała. Wziąłem ją na ręce na i szybko wyprowadziłem z łaźni. Ułożyłem jej mokre ciało na łóżku i przykryłem kocem aby się nie przeziębiła. Sam założyłem szlafrok i usiadłem obok niej.
        - Idiotka… - uśmiechnąłem się gładzą jej policzek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pon Lip 10, 2017 10:36 pm


     Nie chciałam słuchać, ani wierzyć w to, co mówił. Moi rodzice nie mogli tego zrobić. Znałam ich i wiedziałam, że nie byliby w stanie mnie sprzedać nawet, jeśli mieliby dostać za to tyle pieniędzy, że już do końca życia nie musieliby pracować. Kochali mnie, a ja kochałam ich. Byliśmy bardzo zżytą rodziną. Jedyną osobą, której nie znałam na tyle, aby być pewnym, że mnie nie zdradziła, był Erthes, a nie chciałam w to wierzyć. Po co by mi się oświadczał, gdyby planował zastawić na mnie pułapkę i sprzedać niewolnikom? Od razu by to zrobił. Po co by mi tyle obiecywał? Nie chciałam dopuścić do siebie tych myśli.
    - Nie chcę… - jęknęłam, mimowolnie reagując na jego ruchy. Wcale nie chciałam odczuwać tej przyjemności. Nie podobało mi się to, że traktował mnie jak zabawkę, ale moje ciało odpowiadało wbrew mojej woli. – Nie! – pisnęłam, wiercąc się na jego kolanach, kiedy zawędrował dłonią zbyt… daleko. – Nie tam! – dodałam, czując jak moją twarz oblewają intensywne rumieńce. Było mi gorąco, zbyt gorąco. Czułam się tak, jakby ogień wysysał powietrze z moich płuc. Odruchowo położyłam dłonie na jego ramionach, chcąc się czegoś złapać i zacisnęłam palce, nie mogąc nawet otworzyć oczu. Na chwilę poczułam ulgę, kiedy przestał, ale nie na długo, bo nie miał zamiaru mi odpuszczać, nie tym razem. A ja się czułam tak, jakbym była jego marionetką i nienawidziłam się za to. Byłam pewna, że spoglądanie w lustro będzie dla mnie torturą, że nie będę chciała tego robić.
     - Nie! – w porę zorientowałam się, co mi się cisnęło na usta i nawet nie jęknęłam, wyduszając to z siebie. Było mi coraz bardziej gorąco, paliłam się. W pewnym momencie to wszystko ustało. Moje ciało się rozluźniło, a ja wpadłam w ciemność. W końcu mogłam odetchnąć z ulgą.

     Coś wywołało u mnie mdłości. Poczułam obce ciało na swoich wargach i obudziłam się. Nic dziwnego. Kaiser zdecydował się mnie obudzić. Pocałował mnie, a przez moje gardło przepłynęła tak paskudna maź, że niemal się zakrztusiłam. Błyskawicznie złapałam go a szlafrok i odepchnęłam, kaszląc. Łzy popłynęły mi z oczu, bo płyn wpadł nie w tę dziurkę co potrzeba.
     - Co ty wyprawiasz?! – ledwo mówiłam, ale starałam się podnieść głos. Połowicznie szeptałam, a połowicznie piszczałam. Dopiero potem zdałam sobie z tego, jak się odezwałam i rumieniec oblał moją twarz. – Przepraszam, Panie – jęknęłam skruszona, opatulając się szczelniej kocem. Skąd on się tutaj wziął? Skąd ja się tutaj wzięłam?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pon Lip 10, 2017 11:33 pm


          - To tylko lekarstwo, głupia. – zaśmiałem się i uderzyłem ją bokiem otwartej dłoni w środek głowy, oczywiście zrobiłem to lekko, bo nie chciałem jej skrzywdzić. Była tak delikatna i krucha, że każde najmniejsze uderzenie mogło nabić jej niezłego guza.
          Parsknąłem śmiechem kiedy z walecznej tygrysicy zmieniła się w małą, szarą myszkę skuloną pod kocem. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że zwracała się do mnie bez należnego szacunku. Ponadto jej zdziwiona mina kiedy zauważyła, że leży tam naga była bezcenna. Z całej siły starałem się ale nie mogłem powstrzymać uśmiechu.
          - Kaiser wystarczy. – odpowiedziałem unosząc jeszcze wyżej kąciki ust. – Skoro mnie nienawidzisz to daruj sobie zwroty grzecznościowe. – przez jej twarz przebiegła emocja, której nie mogłem rozgryźć. Nie wiedziałem czy to była ulga, radość a może pogarda. Ciężko mi było ją rozgryźć.
          - Paskudna, ale skuteczna. – rzuciłem kiedy po raz kolejny skrzywiła się przez smak lekarstwa. Pewnie nie zdawała sobie sprawy, że nie tylko ona to czuje. W końcu podawałem jej to przez pocałunek więc pierw sam musiałem włożyć to paskudztwo do ust. – Zaradzę na to. – usiadłem bardzo blisko dziewczyny uprzednio wkładając miodowy cukierek do buzi. Położyłem kciuk na jej żuchwie i mocno pociągnąłem do dołu aby otworzyć zapieczętowane usta buntowniczki, resztę palców oparłem o szyje. Włożyłem język do środka dzieląc się z dziewczyną miodowym smakiem. Zmuszałem ją do namiętnych pocałunków, bo inaczej cukierek nigdy by się nie rozpuścił. Zresztą sam chciałem całować w ten sposób i robiłbym to niezależnie od słodyczy.
          Sekundy zmieniały się w minuty a Freya nadal ledwo nadążała za moją intensywnością. Miód już prawie całkowicie znikł ale ja pragnąłem więcej i dłużej. Nie wiedziałem ile czasu minęło ale zakładam, że około pięciu minut, bo sam powoli traciłem siły. Cukierek znikł podobnie jak paskudny smak lekarstwa.
          Przerwałem pozwalając jej na oddech. Wpatrywałem się w czerwone policzki, które doskonale widziałem przez nadchodzący świt. Spała ponad dwie godziny więc powoli wszystko budziło się do życia. Sam nie zmrużyłem oka przez ostatnie dwadzieścia cztery godziny i nie ukrywałem, że byłem już bardzo zmęczony. Czuwanie nad nią dołożyło dodatkową cegłę i naprawdę ledwo trzymałem się na nogach. Walka ze zbirami i rana w lewym ramieniu wcale nie pomagały całej tej sytuacji.
          Położyłem lewą dłoń na jej policzku i przysunąłem blisko siebie, tak by mogła doskonale czuć mój oddech na swoich wargach.
          - Gotowa? – zapytałem uśmiechając się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Nie Lip 16, 2017 4:24 pm


     - Mówienie do ciebie po imieniu, Paniczu – zaczęłam, spoglądając na mężczyznę i zakrywając się kocem aż po szyję. – To tak, jakbyśmy oboje próbowali zaprzeczyć temu, że jestem jedynie twoją zabawką – dodałam, zaciskając palce na materiale, pod którym starałam się schować. Nie miałam zamiaru akceptować tego stanu, ale co ja mogłam zrobić? Im bardziej będę starała się pokazać, że prezentowałam taką postawę tym gorzej na tym wyjdę. Doskonale to wiedziałam.
     - Co? Nie trzeba, nie! – zanim zdołałam się wyrwać, poczułam jego usta na swoich, a razem z nimi posmak miodowego cukierka. Skrzywiłam się, bo to wcale nie było lepsze. Może i smak był dobry, zabijał tamten, ale to, w jaki sposób go otrzymałam przyprawiało mnie o mdłości. Czułam się tak, jakby Kaisar wymyślał jakiekolwiek wymówki, żeby mnie pocałować czy zmacać, jednocześnie rozporządzając mną jak swoją własnością.
     Kiedy w końcu przestał musiałam uspokoić swój oddech. Policzki mnie piekły, było mi gorąco, a oddychałam płytko i szybko. Nawet nie chciałam patrzeć na niego, kiedy tak się we mnie wpatrywał. Nie wyszłam na tym dobrze, kiedy przyciągnął mnie do siebie i chociaż nie pocałował, to miałam wrażenie, że zaraz to robi. Czułam jego oddech na swoich ustach.
     - Jak można być gotowym na coś, do czego jest się zmuszanym? – zapytałam, wiedząc że moje ciało zaczęło drżeć. On się tylko uśmiechnął i pociągnął za sobą z łóżka, co bardzo mi się nie spodobało. Przez to szarpnięcie straciłam okrycie i znowu stałam przed nim nago.
     - Zamknij oczy. – Nie chciałam, ale i tak to zrobiłam. Kiedy mnie stawiał w takiej sytuacji to mój umysł zbyt wariował, żeby się buntować. Tak samo było z ruszeniem z miejsca. Poszłam za nim automatycznie, stosując się do wszystkich jego poleceń. Wszystko inne wyleciało mi z głowy. – Możesz już je otworzyć – uniosłam powieki i oczy mi zalśniły, kiedy zobaczyłam sukienkę, prezentującą się przede mną. Odruchowo do niej podeszłam i złapałam materiał. Nigdy w życiu nie dotykałam czegoś tak miękkiego i nie widziałam czegoś tak pięknego. Problem w tym, że to i tak nie miało znaczenia. Większe znaczenie dla mnie miała sukienka, którą uszyła mi mama ze swojej jedynej wyjściowej kreacji, kiedy wyrosłam z ubrań, które miałam do tej pory i nabrałam kobiecych kształtów. Sukienkę, którą miałam na sobie, kiedy mnie porwano, a teraz zniknęła i najprawdopodobniej nigdy więcej jej nie zobaczę. Tak samo jak rodziców, którzy wszystko dla mnie poświęcili.
     - No, ale skoro nie jesteś gotowa i wolisz chodzić po pałacu tak jak teraz to nie mam nic przeciwko – odezwał się, przerywając ciszę i całując mnie w policzek. Więcej wytrzymać nie mogłam. Chociaż nie chciałam tego, łzy zaczęły mi spływać po policzkach, a ja puściłam materiał sukni.
     - Świetnie się bawisz? – spytałam, nie panując nad tym, co robiłam. Nie mogłam przestać płakać. – Ja właśnie straciłam wszystko, nawet samą siebie. Straciłam dom, rodzinę, bezpieczny kąt, życie. Straciłam ubranie, które moja mama zrobiła specjalnie dla mnie ze swojej jedynej wyjściowej sukienki, kiedy żadne inne na mnie nie pasowały, bo nabrałam kobiecych kształtów. Straciłam możliwość wspierania swoich rodziców, którzy całe życie ciężko pracowali nie tylko na siebie, ale także na mnie. Nawet pracując razem z nimi do końca swoich dni nie odpłaciłabym im się za to, jak wiele dla mnie poświęcili. Straciłam szansę na to, żeby im się chociaż w minimalnym stopniu odwdzięczyć za to, jak mnie wychowywali i co mi dawali. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz kupili coś sobie. Po każdej wizycie na targu kupowali coś dla mnie, abym znalazła sobie męża, który da mi więcej niż oni, nie wiedząc że więcej się nie da. Czy naprawdę myślisz, że piękna sukienka, pieniądze, czułe słówka i zwracanie się do ciebie na „ty” wystarczą, żebym się cieszyła z tego, co mnie czeka? Nieważne jak bardzo się postarasz, co zrobisz, co mi dasz, to nigdy nie będzie wystarczające, a ja nigdy nie będę zadowolona z tego życia. Zawsze będę patrzyła na ciebie jak na swojego pana, jak na właściciela, któremu muszę być posłuszna. Czego więc chcesz, Panie? – ukłoniłam się, nawet nie próbując powstrzymać płaczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pon Lip 17, 2017 7:57 pm


         Westchnąłem zrezygnowany słuchając jej zarzutów. Musiała mieć o sobie bardzo wysokie mniemanie skoro myślała, że próbuje ją kupić. Chciałem jedynie odpowiednio o nią zadbać, bo chyba nie sądziła, że będzie przebywać w moim towarzystwie w jakiś szmatach?
         Irytowała mnie jej naburmuszona postawa i traktowanie mojej osoby jako największe zło świata. To nie ja ją zdradziłem i wystawiłem na sprzedaż. Została zdradzona, ale najwyraźniej nie przyjmowała tego do wiadomości. O wiele łatwiej jest oskarżyć swojego wybawiciela, bo to nim właśnie byłem. Uratowałem ją przed życiem jako dziwka i masowymi gwałtami ze strony zbirów, ale oczywiście najłatwiej zrzucić winę na mnie.
         - Zabaw mnie. – złapałem podbródek dziewczyny zmuszając aby patrzyła mi w oczy. – Skoro jesteś taka posłuszna to zabaw mnie. – pociągnąłem swoją kobietę na łóżko zmuszając do siedzenia na mnie okrakiem. Zsunąłem z siebie górę szlafroku tak, że zakrywał jedynie dolną część ciała. Dotknąłem palcem swoich warg wskazując miejsce, od którego chciałem aby rozpoczęła.
         Ciekawe jak długo będzie w stanie utrzymać swoją dumę i grzecznie wykonywać polecenia? Podarowałem sukienkę, bo chciałem choć odrobinę poprawić paskudy humor, który nie opuszczał jej od wczoraj. Próbowałem być miły i wyrozumiały więc nie zmuszałem Freyi do niczego w brutalny sposób, ale teraz zmieniłem podejście. Skoro w jej oczach i umyśle jestem najgorszym śmieciem to postanowiłem spełnić te wyobrażenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pon Lip 17, 2017 8:34 pm


     To było ciężkie. Cały czas jedynym czego chciałam była ucieczka z tego miejsca, ale nie mogłam tego zrobić. Nie znałam okolicy, urządzono sobie na mnie polowanie i niewiele bym zdziałała na własnych nogach. Byłam na straconej pozycji i musiałam wykonywać jego polecenia, chociaż to było wbrew mojej naturze i tego, czego sama chciałam. Musiałam zaakceptować fakt, że nigdy tego nie otrzymam i skupić się na tym, co miałam. Tylko jak to zrobić, kiedy całe moje życie wywróciło się do góry nogami?
     Spojrzałam na mężczyznę, unosząc biodra w taki sposób, żeby nie dotykać swoim ciałem jego. Byłam pewna, że przez chwilę miałam łzy w oczach, ale zniknęły, kiedy je zamknęłam, biorąc głęboki oddech. Wykonuj polecenia. Freya, wykonuj polecenia.
     Uniosłam powieki, kiedy uspokoiłam oddech. Ponownie skupiłam wzrok na Kaisarze i wyprostowałam się. Prawą rękę przełożyłam przez głowę i na prawą stronę zgarnęłam włosy z lewej, żeby nie przeszkadzały. W tym momencie uznałam, że były zbyt niewygodne, ale nie miałam już nic do powiedzenia w tej kwestii, więc po prostu ułożyłam je po jednej stronie, drugą pozbawiając wszystkich kosmyków. Oparłam prawą rękę na poduszce przy jego lewym uchu i nachylając się położyłam drugą po drugiej stronie. Nie pozostała tam długo. Kiedy nasze twarze dzieliło kilka centymetrów, a oczy wpatrywały się w siebie nawzajem, przejechałam po jego skórze dłonią lewej ręki przez ramię i tors, zatrzymując ją na biodrach i opierając tam, by następnie jeszcze bardziej przybliżyć swoją twarz do jego.
     - Jak sobie życzysz, panie – powiedziałam ściszając głos i łącząc nasze wargi. Ten pocałunek różnił się o dotychczasowych. Ode mnie wymagał jego zainicjowania, a ja uważałam jego intensywność za paskudną cechę. Ten był delikatny i bardziej swobodny, bo ja go kontrolowałam. Dłonią lewej ręki nakreśliłam tę samą trasę, wracając w okolice jego twarzy i dotykając opuszkami palców policzka. Prawą nadal się podbierałam, nie stykając reszty naszych ciał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Pon Lip 17, 2017 9:28 pm


         Chciało mi się śmiać obserwując poczynania Freyi, bo robiła dosłownie wszystko aby tylko nie zetknąć naszych ciał. Wiedziałem już jak będzie wyglądało kolejne polecenie i nie mogłem się czekać kiedy zobaczy jej minę. Jeżeli jest choć odrobinę inteligentna to będzie wiedziała, że na całowaniu się nie skończy. Zabawa z mężczyzną wyglądała zupełnie inaczej niż to co proponowała.
         Pocałunek złożony na moich wargach nie miał życia ani żadnych emocji. Delikatnie łączyła nasze języki jakby próbowała wyrzucić z umysłu ten moment, wyprzeć się tego. Chciała zostać bez emocjonalną maszyną wykonywającą polecenia, ale nie miałem zamiaru na to przystać.
         Przyjąłem inicjatywę aby pokazać jej w jaki sposób ma to robić. Zmieniłem strategię i przestałem być namiętny czy nachalny, bo wiedziałem, że to nie zda egzaminu. Zamiast tego zacząłem całować z czułością i subtelnością, byłem zmysłowy, bo chciałem aby zrozumiała, że nie traktuje jej jedynie jako zabawki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   Wto Lip 18, 2017 7:28 pm


     Czułam się w tym momencie tak, jakbym z własnej woli rezygnowała ze swojej godności. To było paskudne uczucie. Co gorsza fakt, że teoretycznie mogłabym odmówić, bo miałam wybór, ale prawdopodobnie wtedy źle by się to dla mnie skończyło tylko pogłębiał mój, i tak niezbyt dobry nastrój. Cały czas liczyłam na to, że zaraz się obudzę a to wszystko okaże się tylko jakimś paskudnym koszmarem. Niestety już doskonale wiedziałam, że teraz tak miało wyglądać moje życie.
     Pocałunek się zmienił. Kaisar długo nie pozwolił mi go kontrolować i obawiałam się, że znowu będzie tak cholernie natarczywy, ale nie był. Jego usta, może nie delikatnie, ale subtelnie muskały moje, jakby starał się skupić na czułości i emocjach, zamiast na pragnieniach. To było inne, milsze i o wiele… lepsze. Nie miałam porównania, ale byłam pewna, że całował świetnie, lepiej od większości mężczyzn. Co najbardziej niespodziewane, spodobało mi się. Mój brak empatyczności też zdawał się zanikać, a to źle o mnie świadczyło. Lewą dłoń już w całości położyłam na jego policzku, wysypanym lekkim zarostem.
     Kiedy wbrew sobie mruknęłam w jego usta, uznałam to za mój limit. Odsunęłam się od niego, ale w porę się zatrzymałam, gdy zauważyłam że miałam zamiar z niego zejść. Nie udzielił mi na to pozwolenia i chociaż nie chciałam, podparłam się rękami na jego torsie, prostując w łokciach i spojrzałam w jego usta. Mimowolnie na zbyt długo zatrzymałam na nich swój wzrok i mając tego świadomość zawstydzona przygryzłam wargę i zacisnęłam drżące palce, drapiąc go nie chcący. O co miałam zapytać? Czy mogę już zejść? Czy już skończyłam? Czy coś jeszcze miałam zrobić? Przeprosić za te rysy od paznokci na torsie?
     - Co… - zatrzymałam się, przełykając ślinę. – Co powinnam teraz zrobić, panie? – przeniosłam wzrok na jego oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]   

Powrót do góry Go down
 
In the chains of lust [2 os. romans. wojny .18+]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 6Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: