IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Others [sci-fi, akcja]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Dolores

avatar

Liczba postów : 56
Join date : 18/12/2016
Skąd : spod łóżka

PisanieTemat: Re: Others [sci-fi, akcja]   Pią Kwi 21, 2017 3:20 pm

Do rozpoczęcia pracy w bazie zostało jeszcze trochę czasu, a Nowy Jork kusił zapachem bajgli z guacamole i świeżo parzonej kawy. Dlatego już następnego ranka po przyjeździe Alena, wyposażona w typowo Nowojorskie śniadanie kupione w małym barze naprzeciwko hotelu, weszła w tłum ludzi wyglądających nie mniej nietypowo niż ona. Fioletowe włosy nieszczególnie rzucały się tu w oczy. Po przejściu zaledwie dwustu metrów zdążyła zauważyć trzy osoby o równie mało typowych fryzurach (dwie dziewczyny: jedną z różowymi włosami, drugą z szaro-fioletowym ombre i chłopaka z zielonym irokezem). Jej europejska uroda także nie była tutaj czymś tak nietypowym, jak była w Tokio. Mogła swobodnie wmieszać się w tłum, wsłuchiwać w odgłosy miasta i wdychać zapach typowy dla tej metropolii. Nawet nie patrzyła, gdzie idzie. Nogi same ją wiodły, jakby w mięśniach zapisana była trasa do tego miejsca. Kiedy znalazła się w Chinatown, jej ciałem wstrząsnął delikatny dreszcz, a kąciki ust delikatnie się uniosły. Poczuła trochę jakby wracała do domu po bardzo długiej nieobecności, choć miejsce, do którego zmierzała, nie przypominało domu w żadnym stopniu.
Odruchowo skręciła w jedną z ocznych, mniej uczęszczanych uliczek. Było tu nieco chłodniej niż przy głównych ulicach. Z oddali słychać było szum miasta, kilka osób krzyczało coś po chińsku, z pobliskiej smażalni ryb wydobywał się nieprzyjemny odór. Alena przyspieszyła kroku, aż znalazła się przed niewielkim sklepem z pamiątkami. Ten sam stary, czerwony szyld ze złoconymi literami przywołał wspomnienia momentu, gdy znalazła się w tym miejscu po raz pierwszy.

Była późna jesień. Niedawno padał deszcz, bo wszędzie było pełno kałuż, a z rynny kapała woda.
Kap. Kap. Kap.
Silna męska dłoń zacisnęła się na ramieniu szesnastoletniej Aleny. Wszystkie jej mięśnie były napięte, stała w lekkim rozkroku, zaciskając pięści za plecami. Czujnie obserwowała otoczenie: ludzi wychodzących ze smażalni ryb, przechodniów, trzydziestoletnią Chinkę w różowym futerku i błyszczących sandałach na obcasie, która najwyraźniej zarabiała na ulicy. Była gotowa do ataku w razie potrzeby.
- Spokojnie... - szepnął mężczyzna do jej ucha. - Tu nic nam nie grozi.
Jak na zawołanie wszystkie mięśnie Aleny rozluźniły się. Nieznacznie skinęła głową. Jej spojrzenie stało się mniej podejrzliwe, teraz raczej z ciekawością obserwowała otoczenie. Kolorowe neony, zmęczone twarze ludzi, chińską porcelanę za sklepową witryną...
- Gdybyś kiedykolwiek czegoś potrzebowała, możesz zgłosić się tutaj. Pan Chang zawsze ci pomoże.


Alena nacisnęła klamkę. Odgłosy dzwoneczków obwieściły jej przybycie i w tym samym momencie z zaplecza wyszedł niski staruszek. W jego oczach pojawił się przelotny błysk, gdy ujrzał w progu fioletowowłosą dziewczynę. Rozpoznał ją. Wiedziała to, chociaż nie dał tego po sobie poznać.
- W czym mogę pomóc?

____________________________________________________________________
You were red and you liked me 'cause I was blue
You touched me and suddenly I was a lilac sky
And you decided purple just wasn't for you


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arbalester

avatar

Liczba postów : 61
Join date : 05/09/2016
Age : 21

PisanieTemat: Re: Others [sci-fi, akcja]   Pią Kwi 21, 2017 3:26 pm


Obudził się z potwornym bólem głowy. Nie do końca pamiętał, co robił poprzedniego wieczoru. Mózg podsuwał mu krótkie przebłyski kolejnych szotów tequili, zaczepiających go obcych ludzi, których twarze mu się rozmazywały. Nie wiedział, czy od upojenia, czy to tylko kwestia pamięci.
Dzwonek telefonu wwiercił mu się w uszy w sekundzie, gdy rozbrzmiał. Rzucił się, by go szybko wyciszyć. Na ekranie z trudem rozczytał numer Zapałki. Odebrał połączenie ze złym przeczuciem zjadającym go od środka.
- Halo?
- ... Nate?
- Przy telefonie.
- Stary, mam problem. Mam kurwa przepierdolone.

Joel chodził po wielkim salonie w tę i z powrotem, próbując w ten sposób zużyć energię, aby nie zamordować towarzysza. Ze zdenerwowania czuł, jak skóra pokrywa mu się w przypadkowych miejscach cienką warstwą tytanu. Zapałka nie spuszczał z niego oka, co jeszcze bardziej działało mu na nerwy.
Zatrzymał się.
- Opowiedz mi jeszcze raz, jak to było.
- Chciałem trochę koki...
- Trochę - przerwał mu, kiwając głową.
- Na zapas... - Chłopak podrapał się po nosie. - Ale nie miałem kasy... Gościu się wkurzył... No i się pobiliśmy.
- Chciałeś powiedzieć: "pobiłem go". Przyfajczyłeś mu też dupę?
Cisza.
- Oczywiście, kurwa, że tak. - Rust uniósł głos. - Czy używasz czasami mózgu?! - Walnął pięścią w pobliski stolik, który wydał z siebie skrzypnięcie protestu. - Jak się nazywał koleś, którego pobiłeś?
- Nie pamiętam dokładnie... Średni wzrost, niebieskie oczy, ciemne włosy? Miał taką bliznę dziwną przy ustach. Ksywę miał jak dla laski.
Na te słowa Joel ukrył twarz w dłoniach. Gorzej być nie mogło.
- Nikki?
- Tak. - Zapałka chyba zorientował się w sytuacji, bo zapytał niemrawym głosem: - Może zadzwoń do Aleny...?
- Nie ma takiej opcji. Nie wciągniemy w to nikogo więcej. - Odwrócił się do niego. - Jeśli jeszcze nie wyczaili, gdzie się zatrzymałeś, zrobią to wkrótce. Nie mogą z tobą nikogo zobaczyć, rozumiesz? Bo za tą osobą polezą.
- Daj spokój. - Ciemnoskóry roześmiał się nerwowo. - Przecież to tylko dupek sprzedający dragi...
- Nie. To dupa szefa jednego z większych gangów. Czasem wychodzi w teren. - Zaklął. Zamknął oczy, odetchnął. Czuł tyle wściekłości, ile strachu, o niego, o misję i o pozostałych, bo jeśli tylko go z kimś zobaczą... - Nie wiem, co robić - przyznał.
- Przecież to nie jest tak, że nie mogę stąd ruszyć dupy.
- To właśnie dokładnie tak jest. - Rust wymierzył w niego palcem i zgromił wzrokiem. - Jesteśmy w samym centrum biznesu, w którym oni pływają.
- Nie spodziewają się mnie tam zobaczyć.
- Może i nie, ale mogę cię zapewnić, że wszyscy już wiedzą, jak wyglądasz.
Zapałka wstał, drapiąc się po karku. W końcu wyjął komórkę z kieszeni.
- Dzwonię do Aleny.
- Nie ma mowy! - warknął i szarpnął się, żeby zabrać mu telefon, ale tamten odskoczył. - Nie słyszałeś, co powiedziałem?!
- Luzuj majty - prychnął Zapałka. - Tylko do niej dzwonię. Chcę, żeby poszukała dla nas Ducha.
Joel spojrzał na niego mocno skołowany.
- Co?
- Nie słyszałeś nigdy o Duchu? - Ponieważ chłopak nadal patrzył na niego jakby postradał zmysły, wytłumaczył: - Gościu, który potrafi się dematerializować i materializować na zawołanie? Nie robi puff, jak Smoker, nie można go dotknąć. Widzisz go tylko w odbiciu.
- I chcesz go znaleźć, bo...?
- Bo może się co nieco nauczył i potrafiłby zdematerializować mnie.

____________________________________________________________________
"Świat ten patrzył na Paszczaka z żałością i oczekiwaniem,
a Paszczak odpowiadał mu spojrzeniem pełnym paniki."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.depesza.vhn.pl/
Dolores

avatar

Liczba postów : 56
Join date : 18/12/2016
Skąd : spod łóżka

PisanieTemat: Re: Others [sci-fi, akcja]   Sro Cze 14, 2017 11:43 pm


Drzwi pokoju hotelowego otworzyły się z impetem a do środka wrzucony został młody mężczyzna. Miał na sobie ciemne ubranie, a przydługie włosy zakrywały jego twarz. Za nim weszła Alena w blond peruce, którą ściągnęła, gdy tylko zamknęła za sobą drzwi. Rzuciła ją na ziemię koło mężczyzny i opadła na fotel, nogi zarzucając na stolik do kawy. Joel i Zapałka patrzyli na nią bez słowa. Gość na podłodze jęknął, podniósł się powoli a zza włosów wynurzyła się twarz, jaką większość ludzi mogła zobaczyć jedynie po drugiej stronie lustra. Dwóm członkom POPu na usta cisnęło się tylko jedno słowo:
- Jak?! - krzyknęli jednocześnie a Alena uśmiechnęła się tylko tajemniczo.

Aby odpowiedzieć na to pytanie trzeba cofnąć się kilka godzin wstecz, do pokoju w innym hotelu, w dzielnicy SoHo, gdzie Alena leżała na łóżku ubrana jedynie w cienki szlafrok. Obok niej leżało płaskie pudełko z pozłacanym wzorkiem chińskiego smoka. Na pierwszy rzut oka można było pomyśleć, że zawiera chińską suknię z delikatnego jedwabiu lub ekskluzywną bieliznę. Jednak jego zawartość była o wiele bardziej zaskakująca, bowiem znajdował się w nim strój z cienkiego materiału, idealnie dopasowujący się do kształtu ciała właścicielki i absorbujący jej nadnaturalną zdolność bycia niewidzialnym. Alena gładziła opuszkami palców pudełko, zastanawiając się kiedy będzie mogła wypróbować nową zabawkę w akcji. Nie spodziewała się, że okazja ku temu nadejdzie wraz z dzwonkiem telefonu.
- Słucham?
- Alena... - usłyszała po drugiej stronie głos Zapałki. - Mamy problem. Znaczy, ja mam problem...
Otworzyła szerzej oczy i podniosła się do pozycji siedzącej słysząc o co prosi kompan z organizacji.
- Znaleźć kogo?! - krzyknęła.
- No, Ducha...
Uderzyła otwartą dłonią w czoło. Zapałka chciał by dokonała niemożliwego, a to nie Alena była od cudów. Jej poprzedni zespół szukał go miesiącami a i tak ciągle trafiali w martwy punkt. Musiała się nieźle nad tym zastanowić...
- Dobra - odpowiedziała w końcu i rozłączyła się.
Rzuciła telefon na łóżko. Westchnęła ciężko a potem spojrzała na pudełko. Nadal wydzielało delikatną woń kadzidełek, taką jaka unosiła się w sklepiku, w dzielnicy Chinatown. Nikt nie spodziewał się, że na zapleczu zamiast bel materiałów czy chińskiej porcelany, za opisanymi po chińsku skrzyniami z amunicją, znajdują się drzwi do innego świata. Pierwsze pomieszczenie zajmują dwa rzędy stołów z komputerami, przy których zwykle siedzą młodzi ludzie o różnym pochodzeniu. W dalszych pomieszczeniach mieszczą się laboratoria. Właśnie w jednym z nich Alena spędziła poprzednie popołudnie, podczas którego dopracowywano projekt jej stroju. Nie był to nowy projekt, został zlecony już dawno, ale prace zostały przerwane tuż po wyprodukowaniu prototypu. Teraz pan Chang mógł dokończyć swoje dzieło, które Alena właśnie trzymała w rękach. Strój miał ciemny kolor i zrobiony był z syntetycznego materiału przyjemnego w dotyku. Zakrywał niemal całe ciało za wyjątkiem głowy, przedramion i dłoni, i spokojnie można go było nosić pod ubraniem, co zrobiła Alena. Zasłoniła strój ciemnymi jeansami i bluzą, a włosy zakryła peruką, po czym wyszła z hotelu. Jedną ręką stukała w telefon, zaś drugą machała na taksówkę.
W darknecie można było znaleźć nie tylko informacje na temat handlu narkotykami, bronią czy ludzkim towarem, ale także miejsca pobytu osób poszukiwanych przez policję czy rząd. Dwie godziny później Rosjanka znajdowała się w starym magazynie na przedmieściach, gdzie ostatnim razem widziano osobnika opisem przypominającego Ducha. Alena wzięła głęboki wdech i ruszyła do środka olbrzymiej hali.
- Kici kici, skurwysynu...
[...]

____________________________________________________________________
You were red and you liked me 'cause I was blue
You touched me and suddenly I was a lilac sky
And you decided purple just wasn't for you


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Others [sci-fi, akcja]   

Powrót do góry Go down
 
Others [sci-fi, akcja]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: